Garść refleksji na marginesie święta Peruna…

„Perun” ilustr. Mariola Birus 

W zasadzie nie mam nastroju do pisania. To co dzieje się na świecie w związku z fałszywą „pandemią” nie nastraja mnie optymizmem. W kilku państwach, z Francją i Włochami na czele, gdzie wprowadzono przymus szpryc dla różnych grup zawodowych, miały miejsce masowe demonstracje w wielu miastach:
https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,173952,27364508,wlochy-protesty-w-80-miejscowosciach-uczestnicy-przeciwni.html

Spirala szprycowego terroru globalnej sitwy narasta.
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/06/07/spirala-szprycowego-terroru/

Niestety protestujących nadal jest za mało i protesty nie wybuchają wszędzie równocześnie. A mnie zżera bezsilna złość na widok milionów potulnych ludzkich „baranów” (przepraszam barany za to porównanie – one aż takie durne chyba nie są), które bezmyślnie pchają się pod te szpryce, przy czym wrogo nastawieni są do antyszprycowników, obwiniając ich za rzekome roznoszenie zarazy. Odczułem to nie raz na samym sobie. Niestety nie jestem w stanie na to nic poradzić. Nie pisałbym wcale, ale Mariola, z którą przed laty miałem bliższe kontakty, zamieściła ostatnio u mnie dwa komentarze, przez co zauważyłem na jej blogu wpis o  święcie Peruna:
https://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/2021/07/sowianskie-swieto-peruna.html?m=0

Mariola posiłkowała się wpisem z blogu Slava:
https://slava.pl/blog/30_swieto-peruna

Pozwolę sobie na garść uwag w związku ze świętem Peruna. A więc, przede wszystkim cieszy mnie, że rodzimowiercy i poganie, a także sympatycy Słowiańszczyzny to święto obchodzą – i to nie tylko w Polsce. Moją wątpliwość budzi natomiast przypisana mu data – 20 lipca:
https://kalendarz.livecity.pl/swieto/swieto-peruna

Otóż w czasach pogańskich Słowianie nie znali kalendarza juliańskiego z 12 sztucznymi „miesiącami”. Nie było u nich miesiąca lipca mającego 31 dni. Perunowe święto obchodzono w pierwszą lub drugą letnią pełnię Księżyca (w drugą, jeśli pierwsza wypadała zbyt szybko po letnim przesileniu Słońca). Obrzędy te wypadały więc w okresie odpowiadającym miesiącowi lipcowi w kalendarzu juliańskim, ale z roku na rok obchodzone były w innym dniu, gdyż lipcowe pełnie Księżyca rok w rok wypadają w innym terminie. Tu należy zaznaczyć, że co 19 lat pełnie Księżyca wypadająw tym samym czasie (https://pl.wikipedia.org/wiki/Cykl_Metona). W tym roku lipcowa pełnia wypadła w ostatnią sobotę, 24 lipca – i w tym dniu byłoby święto Peruna obchodzone przez naszych pogańskich przodków. A nie 20 lipca wg kalendarza juliańsko-gregoriańskiego.

Tu na marginesie dodam, że obchody święta Peruna w lipcu są jak najbardziej uzasadnione. Lipiec jest tym miesiącem, w którym w Europie środkowo-wschodniej – a więc na terenach zamieszkałych przez Słowian od wielu tysięcy lat  – występuje najwięcej burz z piorunami. To właśnie w tym okresie, który w kalendarzu juliańsko-gregoriańskim nazywany jest lipcem, najczęściej słychać grzmoty gromów Peruna i widać światła jego błyskawic.

Oddawanie czci Perunowi w tym okresie jest więc jak najbardziej uzasadnione. Największą wątpliwość budzą we mnie jednak te słowa odnośnie Peruna:

„Mitologia słowiańska ukazuje go jako przeciwstawienie Welesa, pana podziemi i zaświatów. Jego walka z Wijem jest metaforą walki dobra ze złem.”

Walka dobra ze złem jest wymysłem ludzkim, religijno-filozoficznym. W Naturze, Przyrodzie nie ma dobra i zła. Natura, Przyroda są jakie są – raz niosą śmierć, innym razem życie. Przy czym śmierć jest konieczna, gdyż bez niej na Ziemi zabrakłoby miejsca dla wiecznie żywych organizmów. Jedne więc giną, a w ich miejsce rodzą się inne. Koncepcja dobra i zła, które toczą ze sobą walkę, pojawiła się już w starożytności. Jedną z pierwszych religii głoszącej ten dualizm był zaratusztrianizm. Byli w nim „Pan Mądrości ” Ahura Mazda i „Zły Duch” Angra Mainju, toczący nieustannie walkę o panowanie nad światem. Koncepcję tę – walkę dobra ze złem – przejęły tzw. religie abrahamowe: judaizm i jego bękarty – krystowierstwo i islam. Najlepiej znane jest nam krystowierstwo. W nim symbolem „dobra” jest biblijny Jahwe, ale i biblijny Joszue/Jezus. „Zło” reprezentuje Szatan, Lucyfer i jego pomocnicy – diabły. Tyle, że kto dobrze zna biblię, musi mieć wątpliwości co do tej symboliki. Biblijny Jahwe jest mściwym, podstępnym, podejrzliwym demonem lubującym się w karaniu, zsyłaniu plag i dopustów, w sianiu zniszczenia i śmierci. Lubuje się w przelewie krwi, samemu mordując ludzi i zwierząta lub napuszczający jednych na innych, zwłaszcza Izraelitów na gojów, mordowanach z jego polecenia i przy jego pomocy całymi królestwami i narodami.
https://opolczykpl.wordpress.com/biblia-ksiega-zbrodni-2/

Trzeba być ślepcem lub schizofrenikiem, by tego biblijnego demona śmierci i zniszczenia uważać za symbol dobra. Podobnie jest z „dobrym pasterzem” Joszue/Jezusem. We wszystkich ewangeliach co rusz straszył nieposłusznych i niechcących w niego wierzyć piekłem, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów.
https://opolczykpl.wordpress.com/2019/04/21/cytaty-z-dobrej-nowiny-dobrego-pasterza-ksiecia-pokoju-odkupiciela-zbawiciela-syna-bozego/

Czy ktoś. kto zapędza do wiary w siebie straszakiem piekła, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów, jest naprawdę dobry i może być symbolem dobra?

W kosmogonii Słowian w czasach pogańskich, nim narzucono naszym przodkom krystowierstwo, dualizm dobra i zła nie był znany. Nie było bogów dobrych i złych, walczących ze sobą. Wszyscy oni byli potrzebni i nawzajem się uzupełniali. Tak jak wszystkie kolory tęczy dają białe światło, tak bogowie Słowian tworzyli jedność – Prawię, Jawię i Nawię – czyli całą otaczającą nas Rzeczywistość – zarówno materialną jak i duchową. Owszem w wierzeniach Słowian istniały istoty „złe” – złośliwe duszki, biesy i demony, ale nie były one wplecione w koncepcję walki dobra ze złem. Były bo były, tak jak i wśród ludzi zdarzają się obok ludzi życzliwych, osobniki mściwe, złośliwe i podstępne. Także mity o walkach bogów w mitologii słowiańskiej są naleciałościami krystowierstwa i jego koncepcji walki dobra ze złem. Kiedyś przed laty trafiłem na mit o walce Swarożyca z Welesem. Sędziwy Swaróg, zmęczony codzienną pracą na niebie, postanowił przekazać przetaczanie Słońca Swarożycowi. Rozłościło to Welesa, chcącego przejąć to zadanie. Pomiędzy braćmi wybuchła wiekowa walka. Duże połacie Ziemi uległy zniszczeniu, ale żaden z braci nie był w stanie przemóc rywala. Wtedy to mądry Swaróg pogodził swoich skłóconych synów: Swarożycowi przydzielił dzień i przetaczanie po nieboskłonie Słońca, Welesowi przydzielił noc i przetaczanie po niebie Miesiąca. Dopiero wtedy zapanował pokój, a dzień i noc następowały regularnie po sobie.

W koncepcji dnia i nocy można rzeczywiście dopatrywać się walki jasności z ciemnością, światła z mrokiem. Ale można w tym widzieć mądrość i harmonię. Mądrzy bogowie wiedzieli, że ludzie i zwierzęta dzienne potrzebują nocy na wypoczynek, zaś zwierzęta nocne potrzebują ciemności, by wyruszyć na zdobywanie pożywienia. I dlatego mądrze ustanowili następujące po sobie na przemian dzień i noc. Nie ma tu więc dualizmu i walki światła z mrokiem, Swarożyca z  Welesem, a jest harmonia, czas na aktywność i wypoczynek. Podobnie jest z latem i zimą – nie ma tu walki ciepła z chłodem, a jest po prostu cykl roczny, w którym Przyroda latem ma okres intensywnej wegetacji, a zimą ma czas na wypoczynek.

Oczyszczanie kultury słowiańskiej z nadjordańskich naleciałości powinno zawierać nie tylko odrzucanie judejskich idoli, ale też wszystkich krystowierczych naleciałości i wydumanych infantylnych koncepcji – także tej o walce dobra ze złem, której odzwierciedleniem miałaby być walka „dobrego” psychpatycznego Jahwe z Lucyferem i „dobrego” Joszue z „Szatanem” i „grzechem”.


Kończąc już zaznaczę tylko, że burze z grzmotami i  błyskawicami fascynują mnie od najwcześniejszego dzieciństwa. Uwielbiam nocne burze i potrafię godzinami stać w oknie lub na balkonie, by widzieć rozdzierające nocne niebo bajeczne błyskawice.

Chwała Perunowi za nie – choć i one niosą niekiedy śmierć i zniszczenie. Ale nie są „złem”. Pokazują natomiast nam – ludzikom – potęgę Sił Natury….


opolczyk

PS.

Tęsknię za normalnością…

Tęsknię za normalnością, za normalnym światem, normalnymi ludźmi…

Do poniższego wpisu skłonił mnie poniższy film podrzucony na blogu w ostatnią niedzielę wieczorem w komentarzu przez Arkaimkę:

Z góry zaznaczam, że nie zamierzam reklamować kanału dzikiego preppersa ani jego „Królestwa wolnych Słowian”. Zbyt mało wiem o tej inicjatywie, natomiast w pierwszym filmie  preppersa, gdy wystartował z inicjatywą budowy jego „Królestwa”, mocno rozbrzmiewały nutki turbolechickie, co mnie do niego i tej inicjatywy zniechęciło. Niemniej nagrywanie przez niego i puszczanie w sieci słowiańskich, pogańskich obrzędów pochwalam.
Film pokazuje migawki z niedawnych, tegorocznych  obchodów Kupalnocki, urządzonych przez rodzimowierczą Gromadę MIR:
http://mir.slask.pl/

Widzimy na nim normalnych ludzi, tańczących, śpiewających, grających na różnych instrumentach. Nie widać namordników, strachu, izolowania się od innych.
Film ten uderzył mnie jego spokojem i normalnością z jednego powodu – tejże niedzieli widziałem i inną „scenkę”. Od czerwca w każdą niedzielę pracuję na miejskim kąpielisku Nagoldbad. Do pracy dojeżdżam rowerem, a droga przez miasto prowadzi mnie tuż przed wejściem do katolickiego kościoła Herz Jesu (Serce Joszue). Na poniższej fotce trasę mojego przejazdu przed owym kościołem pokazuje strzałka. Zaznaczam, że fotka jest stara, sprzed fikcyjnej „pandemii”:

Gdy przejeżdżałem przed kościołem, środkowe drzwi były otwarte. Stał w nich obok ustawionego w nich stolika klecha w służbowym stroju (w ornacie) i z namordnikiem na twarzy. Przed drzwiami stało kilka potulnych owieczek – także w namordnikach, a klecha spisywał akurat na kartce dane kontaktowe kolejnej potulnej owieczki, chcącej brać udział w katolickich, nadjordańskich gusłach. Widok ten z jednej strony wściekł mnie, z drugiej strony ubawił. Jak to – pomyślałem sobie – czy klechy nie mogą fikcyjnego świrusa pokonać święconą wodą? Nie mogą go obrzucić klątwą czy egzorcyzmować? Nie mogą go wypędzić z przybytku judejskich bożków i idoli kadzidłami? Czyżby judejski bożek Jahwe i idol Joszue byli tacy bezsilni, że nawet w ich przybytku nie mogą świrusa pokonać, przez co klechy i owieczki muszą nosić w nich namordniki? Przecież doktryna mówi, że Jahwe i Joszue są wszechmocni! A tu z fikcyjnym świrusem nie potrafią sobie poradzić!
Do środka kościoła naturalnie nie wszedłem, ale widok namordnikowców w drzwiach kościoła pozwala mi wyobrazić sobie, jak wyglądało podczas nadjordańskich guseł jego wnętrze – zapewne mniej więcej tak:

A wieczorem tego samego dnia, gdy zajrzałem do kokpitu blogu, był w nim komentarz Arkaimki z filmem z obrzędów Kupalnocki. A w nim zero paniki, żadnych namordników, żadnego zapisywania danych kontaktówych, za to radość i śmiech:

Były to dwa całkowicie różne światy , tak różne, jak tylko jest to możliwe, jak biel i czerń, jak dzień i noc.

Wydaje mi się, jestem tego wręcz pewien, że dla banksterskiej sitwy okres wielowiekowej dominacji krystowierstwa był ważnym rozdziałem historii, który umożliwił obecnie globalnej lichwie realizację totalitarnej operacji „pandemia covid-19”. Dlaczego tyle milionów ludzi na całym zachodzie uwierzyło bezkrytycznie w to totalitarne oszustwo? Otóż przez długie wieki oduczano ludzi, wręcz zabraniano i zakazywano im samodzielnego myślenia. Przez wieki tresowano ich w ślepej wierze, w przyjmowaniu na wiarę najbardziej nawet absurdalnych dogmatów i „prawd wiary”, tresowano ich w ślepym posłuszeństwie wobec kleru i władz świeckich, w ślepej wierze w judejski biblijne bzdury i wymysły. Nie tylko oduczono ludzi myśleć, dodatkowo zżydzono i zażydzono kulturę całego zachodu. Miał rację biograf Rothschildów, Marcus Eli Ravage (https://en.wikipedia.org/wiki/Marcus_Eli_Ravage), gdy pisał:

„Zrobiliśmy z was ochoczych, nieświadomych nosicieli naszej misji dla całego świata, całego dzikiego świata i do niezliczonych jeszcze nie narodzonych przyszłych pokoleń. Niezupełnie rozumiejąc co my wam czynimy, staliście się powszechnymi agentami naszej rasowej tradycji, niosąc nasza ewangelie do niezbadanych jeszcze zakątków ziemi. Nasze plemienne prawa dały wam podstawy do wszystkich waszych świętych konstytucji i systemu prawnemu. Nasze legendy i ludowe opowiadania są świętą tradycją, kołysanką dla waszych dzieci. Nasi poeci wypełnili wasze hymny i modlitewniki. Nasza narodowa historia stała się niezbędna częścią nauk dla waszych pastorów, księży i naukowców. Nasi królowie, nasi mężowie stanu, nasi prorocy, nasi rycerze są waszymi bohaterami. Nasz starożytny mały kraj jest wasza Ziemia Świętą. Nasza naturalna literatura jest wasza Świętą Biblią. To co nasi ludzie myśleli i nauczali stało się nierozerwalną kanwą wplecioną w każde wasze przemówienie i tradycje tak ze nikt nie może być nazwanym wykształconym jeśli nie zna naszej rasowej spuścizny.

Żydowscy rzemieślnicy, żydowscy rybacy są waszymi nauczycielami i waszymi świętymi z niezliczonymi wyrzeźbionymi postaciami  w niezliczonych katedrach wzniesionych dla ich pamięci. Żydowska panna jest waszym ideałem macierzyństwa i kobiecości. Żydowski zbuntowany prorok jest centralna figura w waszych religijnych modlitwach. My zlikwidowaliśmy waszych idoli, odstawiliśmy wasza rasowa spuściznę i zastąpiliśmy ja naszym bogiem i naszymi tradycjami. Żaden podbój w historii nie może by nawet porównywalnym z  tym czystym i sprawnym opanowaniem was!
(…)
To był początek naszej dominacji w świecie,  tylko początek.(…)”

https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/10/chrzescijanstwo-widziane-oczami-biografa-rothschildow/

Ravage pisał, że to był tylko początek ich dominacji w świecie. Obecnie na fali fałszywej pandemii żydowskie elity finansowe finalizują podbój świata. Jak ma świat po nim wyglądać, opisuje judejskie i krystowiercze „pismo święte”:

„Wytracisz więc wszystkie narody, które twój Bóg, Jahwe, wyda tobie. Nie będziesz znał litości nad nimi.”
Pwt 7, 2

„…wywyższy cię Pan, Bóg twój, ponad wszystkie narody ziemi”
Pwt 28, 1

I twoje bramy będą stale otwarte, ni w dzień, ni w nocy nie będą zamykane, aby można było sprowadzić do ciebie skarby narodów pod wodzą ich królów.
Bo naród i królestwo, które tobie nie będą służyć, zginą, i takie narody będą doszczętnie wytępione.”

Iz, 60, 11-12

“Ja wzmocnię cię i rozmnożę cię bardzo. Z ciebie wyjdą królowie i będą rządzić wszędzie, gdzie tylko dojdą ludzkie ślady. Twemu potomstwu dam całą ziemię pod niebem i będą rządzić wszystkimi narodami, tak jak bedą tego pragnęli…”
Jub. 32, 18-19

Przez ponad 2 tysiące lat elity żydowskie (tylko one były w żydowskim żywiole piśmienne), jak pokazują powyższe cytaty, programowane były judejską ideologią zawartą w biblii na podbój świata i eksterminację nieposłusznych, niepokornych gojów. Natomiast krystowiercze owieczki programowane były przez podrzucone gojom krystowierstwo na bierność i uległość:

„A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz!”

Mt 5, 39-40

Kiedyś papiestwo samo miało aspiracje globalistyczne w myśl propagandowego hasła  o jednej owczarni i jednym pasterzu. Ale to już przeszłość. Obecnie krystowiercze kościoły zachodu, tak katolicki jak i protestanckie, stoczyły się do roli najemników i pomagierów światowej lichwy. 99,99% katolickich i protestanckich duszpastuchów potulnie wspiera załganą propagandę fikcyjnej „pandemii” i zmusza owieczki do podporządkowania się totalitarnym restrykcjom. Pchają owieczki pod banksterski rzeźniczy nóż.

Gdy oglądałem migawkę z ostatniej Kupalnocki, ogarnęła mnie tęsknota za normalnością.
Tęsknię za normalnym światem i normalnymi ludźmi.
Tęsknię za światem bez globalizmu i totalitaryzmu.
Tęsknię za światem bez wyścigu szczurów, bez złodziejskich banków i złodziejskiego kapitalizmu.
Tęsknię za światem oczyszczonym z przybytków nadjordańskich guseł, wolnym od religii abrahamowych
(https://pl.wikipedia.org/wiki/Religie_abrahamowe) – judaizmu, krystowierstwa i islamu.
Tęsknię za światem, w którym ludzie wiedzą, że są tylko częścią Przyrody – i to nie najważniejszą.
Tęsknię za światem, w którym Przyroda jest szanowana i darzona czcią.

Pamiętajmy o jednym – Przyroda da sobie świetnie bez nas radę. My bez niej zginiemy.
Tęsknię wreszcie za światem, w którym ludzie naprawdę będą czcić i szanować Matkę Ziemię.

Możliwe będzie to po odrzuceniu judajskiego zgubnego wymysłu nakazującego czynić sobie Ziemię poddaną.
Ziemia jest naszą Pra-Matką. Od niej otrzymujemy każdy atom naszego ciała. Jest też naszym Domem i Żywicielką. Czcijmy ją:


https://opolczykpl.wordpress.com/sati-sauri-slowianskie-piesni/


Tęsknię za starym, słowiańskim, pogańskim porządkiem świata…


Tęsknię za normalnością…


opolczyk

Kowidowa wojna psychologiczno-(dez)informacyjna…

Pamiętam, jak na początku fałszywej pandemii pojawiło się setki publikacji po polsku, niemiecku, angielsku i zapewne w innych językach, jakoby domniemane infekcje i zgony spowodowane świrusem w rzeczywistości wywoływane były siecią 5G. Autorzy negowali wprawdzie pandemię świrusa, twierdząc, że nie ma pandemii, ale wierzyli w oficjalne dane o infekcjach i zgonach, przypisując je promieniowaniu 5G. W ten sposób niestety wzmagali strach przed rzekomymi zachorowaniami i zgonami wywoływanymi czy to rzekomo przez świrusa, czy też rzekomo przez 5G. Przylgnęło do nich – i chyba słusznie – przezwisko foliarze. Rzecz w tym, że nie było ani pandemii, ani infekcji (poza zwykłą grypą sezonową), ani zwiększonej liczby zgonów. Były tylko lipne testy PCR, absolutnie nie nadające się do diagnostyki, którymi nie można stwierdzić zaistnienia infekcji. Ale dlatego właśnie te testy były stosowane, gdyż dawały możliwość dowolnego żonglowania rzekomymi liczbami infekcji i zgonów.

Inną puszczoną w obieg bzdurą była ta o rzekomej możliwości przenoszenia infekcji wirusowych, także świrusem za pomocą srajtfonów/szajsfonów czy poczty elektronicznej. Głosiła to m.in. niepoważna „sygnalistka” Ewa Pawela na agenturalnej „Niezależnej”. Szkoda, że ten jej bełkot został już w międzyczasie skasowany:

https://bialczynski.pl/2020/02/13/ntv-koronawirus-w-mailu-czy-smartfonie-ewa-pawela/

Te i im podobne dezinformacyjne bzdury i wymysły celowo były puszczane w obieg przez agenturę wpływu, a ich zadaniem było wywołanie jak największego poczucia zagrożenia. Miały wspomagać i wzmacniać siany przez łże-media i marionetki polityczne strach przed rzekomą „pandemią”, przez co zastraszone społeczeństwa byłyby uległe i poddwały się totalitarnym zakazom i nakazom.

Nie będę się rozwodził nad tym, czy covid-19 istnieje czy nie. Jedni wirusolodzy twierdzą, że tak, inni, że nie został w pełni wyizolowany. Ale nawet jeśli został faktycznie sztucznie inżynieryjnie stworzony w banksterskim laboratorium w Wuhanie, okazał się bublem – nie był ani odrobinę groźniejszy i bardziej zjadliwy od znanych medycynie od dziesięcioleci koronawirusów. Jedynie lipne testy PCR przydały mu grozy i zaraźliwości. Podobnie jest z rzekomymi groźnymi nowymi mutacjami czy wariantami – przedstawiane są jako groźne, by utrzymywać pułap jak najwyższego strachu i poczucia zagrożenia.

Niemniej twórcy fałszywej pandemii mają poważny problem – nie wszyscy ludzie dali się zastraszyć fikcyjną pandemią. Nie wszyscy poddają się bez oporu totalitarnym zarządzeniom. Narasta zwłaszcza opór przeciwko ludobójczym szprycom, rzekomo mającym chronić przed świrusem, w rzeczywistości będącym narzędziem depopulacyjnym. Wzrasta też powoli liczba ludzi, którzy przestają wierzyć w groźną pandemię. Sami widzą, że dookoła nich ludzie nie padają jak muchy od świrusa czy jego rzekomych nowych groźnych wariantów. Przy czym najczęściej antykowidianie są równocześnie zdecydowanymi przeciwnikami depopulacyjnych szpryc. Są ludźmi, których nie udało się zastraszyć, lub którzy po początkowej panice uwolnili się od strachu. Nimi nie da się dowolnie manipulować. I przynajmniej w sprawie szpryc są gotowi stawiać opór, choćby tylko bierny, polegający na odmowie dania się zaszprycować. Jak wpędzić więc tych ludzi w stan przerażenia, strachu i jak odebrać im chęć stawiania oporu przed szprycami? Dobrym rozwiązaniem byłoby puszczenie w obieg np. „informacji”, że odmowa przyjęcia szpryc i tak przed szprycami nikogo nie uratuje, gdyż zaszprycowani zarażają groźną kolczatką (białkiem kolca) niezaszprycowanych.

I jak za działaniem czarodziejskiej różdżki takie informacje pojawiły się. Pochodzą zresztą z ważnych i poważnych „źródeł” – a to od usraelskich „uczonych” z  Massachusetts Institute of Technology:

https://wawel.neon24.pl/post/162517,uczeni-z-mit-zaszczepieni-zarazaja-toksycznym-bialkiem-kolca

A to z Johns Hopkins Universit, naczelnego usraelskiego, banksterskiego urzędu straszenia gojów fikcyjną „pandemią” i (być może) fikcyjnym świerusem covid-19.
https://piotrbein.net/2021/05/06/szczepionki-samopropagujace-nadszedl-genocyd-skryty-jako-covid-19/


Tu jeszcze dodam, że informacje o zaraźliwości kolczatki słyszałem i z ust lekarzy na różnych kanałach yt. Czy można tym informacjom jednak wierzyć i brać je na serio?

Osobiście uważam, że informacje te są grubo przesadzane. Nie przypuszczam, by banksterzy puścili w obieg szpryce tak groźne, gdyż  i ich owa zaraźliwa kolczatka mogłaby dopaść. Wszak nie żyją oni na innej, odizolowanej od Ziemi planecie. Badania nad depopulacyjnymi szprycami prowadzone były zresztą w tajnych laboratoriach już od dawna i wielokrotnie były testowane na zwierzętach. I dopiero gdy były gotowe, gwarantowały ubój określonej liczby gojów, ale dla wybrańców i pewnej ilości gojów – przyszłego ludzkiego bydła roboczego – nie stanowiły niebezpieczeństwa, podjęto decyzję o wdrożeniu dużo wcześniej zaplanowanej operacji pt. groźna pandemia koronawirusa. Po czym dla picu odczekano pół roku, w czasie którego niby trwały gorączkowe prace nad szprycami , po czym wyciągnięto je z rękawa.

Puszczenie w środowiska antyszprycowe i antykowidowe informacji, jakoby szpryce były niezwykle zaraźliwe, byłoby dla banksterów i usłużnych im marionetek politycznych korzystne z różnych powodów:

– U mniej odpornych psychicznie antyszprycowników może taka informacja wywołać poczucie osaczenia, bezradności i bezsilności. Po co stawiać opór, skora ta szpryca przez zaszprycowanych i tak mnie dopadnie. Ludzie mogą na to reagować różnie – sami np. zabarykadują się w domach, by kolczatka ich nie dopadła. Inni popadną w depresje kończące się niejednokrotnie samobójstwem.

– Nieuchronnie na długo pogłębi się rozbicie społeczeństw na dwa wrogie sobie obozy. Dotychczas kowidianie ogłupiani propagandą groźnej pandemii, postrzegali antykowidian i antyszprycowników jako niebezpiecznych wrogów, od których można się zarazić świrusem – wszak ani namordników nie noszą, nie dezynfekują rąk 100 razy dziennie i z uporem maniaka nie dają się zaszprycować. Po informacjach o zaraźliwości zaszprycowanych antyszprycownicy mogą zacząć w ten sam sposób postrzegać i traktować zaszprycowanych, widząc w nich zagrożenie dla własnego zdrowia i życia: będą ich omijać szerokim łukiem, nawet członków rodziny. Bardziej przestraszeni pozamykają się rzeczywiście w domach, no bo na ulicach, w sklepach i gdzie tylko przewalają się hordy zaszprycowanych. Wszak obecnie w Polsce czy Dojczlandii co trzeci dostał już dwie dawki ludobójczych szpryc, a chyba już co drugi jedną.

– Podczas wielu antytotalitarnych demonstracji w różnych krajach protestowano przeciwko narzucaniu przez marionetki polityczne segregacji sanitarnej, polegającej na uprzywilejowaniu zaszprycowanych. Pod wpływem informacji o zaraźliwości kolczatki może w środowiskach antyszprycowych pojawić się spontaniczna, oddolna „segregacja sanitarna”, polegająca na izolowaniu się od zaszprycowanych. W ten sposób powstanie ogromna przepaść idąca w poprzek społeczeństw, dzieląca je na zaszprycowanych i niezaszprycowanych. Obie te frakcje będą wrogo patrzeć na siebie nawzajem. I zamiast walczyć ze wspólnym wrogiem, będą zwalczać się nawzajem przy jazgocie łże-mediów.

Nadal jednak pozostaje pytanie, czy kolczatka jest naprawdę zaraźliwa, a jeśli tak – jak bardzo –  i czy może być roznoszona przez zaszprycowanych.

Otóż nie jestem lekarzem, ale mimo to mogę sobie na to pytanie odpowiedzieć kierując się po prostu rozsądkiem. Nie wykluczam więc, że kolczatka może być rozsiewana przez zaszprycowanych, o czym mówią niezależni lekarze, niemniej nie jest to aż takie groźne, zwłaszcza dla osób zdrowych, które nigdy np. nie zapadają na grypopodobne infekcje.

I tu pozwolę sobie na dygresję. Powszechnie niemal wirusy uważane są za chorobotwórcze. A przecież nie posiadają one genu wywołującego u ludzi katar, kaszel czy gorączkę. U ludzi z silnym układem odpornościowym obojętnie jakie wirusy osadzające się na błonie śluzowej nie wywołują żadnych objawów, gdyż natychmiast zostają przez system odpornościowy unieszkodliwione i zlikwidowane. Nawet w czasach największych epidemii czarnej ospy czy dżumy zdarzali się ludzie mający na co dzień kontakt z chorymi i z wirusami, którzy wcale nie chorowali. Mieli po prostu silny układ odpornościowy likwidujący wirusy natychmiast. Chorowali ci, którzy mieli słabszy układ odpornościowy, a umierali ci z najsłabszym. Obecnie także są ludzie nigdy nie chorujący na np. sezonowe grypy, mimo iż mają kontakt z chorymi i z wirusami. Chorują ci, co mają słabszą odporność. Jedni chorują lekko (katar i kaszel), inni ciężej, lądując z wysoką gorączką w łóżkach. Najsłabsi zaś umierają. Ale symptomy jak katar, kaszel czy gorączka nie są wywoływane przez wirusy, a są po prostu reakcją obronną osłabionego organizmu, który nie zlikwidował wirusów „na wejściu”. Zresztą katar mogą wywołać u alergików absolutnie nieszkodliwe pyłki kwiatowe, które trudno jest nazwać chorobotwórczymi. A jednak u ludzi z kompletnie zdezelowanym i przewrażliwionym systemem odpornościowym absolutnie nieszkodliwe pyłki kwiatowe wywołują stan alarmowy – ostry katar.

Biorąc więc na zdrowy rozum, z kolczatkami rozsiewanymi przez zaszprycowanych będzie dokładnie tak samo jak z wirusami – osoby z silnym układem odpornościowym unicestwią kolczatkę, gdy tylko wyląduje na błonie śluzowej. Organizm potraktują ją jak wszystkie inne obce mikroby. U słabszych kolczatki wywołają katar i kaszel. U jeszcze słabszych może dojść do wysokiej gorączki, ale ostatecznie i u nich kolczatka zostanie wybita. Tylko u najsłabszych kolczatka przeniknie do organizmu, zacznie się namnażać i siać zniszczenie, przy okazji zarażając kolejne słabe oferty.

Zastanawia mnie w tej sprawie jedna rzecz – otóż o zaraźliwości i szkodliwości kolczatki milczą – jak mi się wydaje – oficjalne łże media. Wprawdzie nie oglądam tv i nie czytam zeitungów, ale gdyby w newsach podawano i na czołówkach gazet pisano o tym, zapewne wieści takie dotarłyby do mnie od przerażonych kowidian, a takich znam wielu. A tymczasem nie słyszałem o tym nic. Jesto to zresztą zrozumiałe – takie newsy byłyby antyreklamą dla nachalnej proszprycowej propagandy. Natomiast newsy o zaraźliwych, szkodliwych kolczatkach docierają, jak widać, głównie do środowisk antyszprycowych. Wygląda to wręcz tak, że zarówno uniwersytet Hopkinsa, jak i MIT produkują te informacje z przeznaczeniem ich dla przeciwników szprycowania ludzi ludobójczym preparatem, tak jakby chciały wśród nich wywołać panikę, strach i poczucie bezradności. No bo co nam da opieranie się, jeśli te szpryce i tak od zaszprycowanych i nas dosięgną?

Czyżby w wojnie psychologiczno-dezinformacyjnej o to właśnie okupantowi świata chodziło?

Osobiście nie zamierzam zmieniać swojego postępowania wobec zastraszonych osób, które dały się zaszprycować. Mam takich sporo wśród znajomych, a nawet w dalszej rodzinie. Odwiedza nas np. często moja kuzynka, która dała się zaszprycować. Od zawsze witaliśmy się serdecznie. I tak robimy nadal –  była ona u nas kilka dni temu i na przywitanie i pożegnanie jak zawsze serdecznie ją wyściskałem. Nie dam się zastraszyć ani fałszywą pandemią, ani groźną kolczatką. Nie zamierzam żyć w strachu, w izolacji od znajomych i bliskich.

Wolę odejść z podniesioną głową, niż żyć w strachu…

opolczyk

Rzeźnia…

Łatwiej jest oszukać ludzi, niż przekonać ich, że zostali oszukani

Akurat kończy się pierwsze półrocze 2021 w atmosferze niemiłosiernie nam panującego kowidowego totalitarnego NWO. Nadal też trwa szprycowy ubój ludzkości.
Przy czym nie powinniśmy zapominać o tym, że szpryce tak zostały spreparowane, by masowy pomór rozłożony był w czasie. Pojawiające się informacje o dotychczasowych poszprycowych powikłaniach i zgonach to tylko czubek góry lodowej światowego ludobójstwa. Masowe wymieranie zacznie się po miesiącach, a nawet latach. Spece na usługach światowej lichwy, banksterów, dobrze to zaplanowali. Za wzór posłużyły im trutki na szczury. Gdy zaczęto je produkować, działały szybko. Ale szybko zorientowano się, że szczury aż taki głupie nie były – gdy szczurzy „zwiadowca” skosztował trutki i krótko później padł, inne szczury omijały trutkę szerokim łukiem. Zastosowano więc trutki działające z kilkudniowym opóźnieniem. I dopiero wtedy inne szczury nie kojarzyły śmierci „zwiadowców” z wyłożoną trucizną. Dokładnie tak samo zaplanowano szpryce rzekomo na kowida, w rzeczywistości na „przeludnienie” – są trucizną, bronią biologiczną z opóźnionym działaniem.

Naturalnie, w zależności od stanu zdrowia depopulacyjne szpryce mogą zadziałać u wielu ludzi szybko, niekiedy nieomal natychmiast. Niestety łże-media przemilczają rzeczywistą, już występującą ilość zgonów i powikłań poszprycowych. Ale informacje o tym można jednak znaleźć. Izraelski komitet społeczny informował niedawno, że w ciągu czterech pierwszych miesięcy 2021 usraelski system VAERS ujawnił 3049 raportów o zgonach ludzi zaszprycowanych.

„The American VAERS system reveals 3409 reports of mortality amongst vaccinated people in the United States in the first 4 months of 2021. This datum reflects a rise of thousands of percent from the annual average, which stood at 108 reports of post- vaccination mortality per year, whilst the difference in vaccination rate (in comparison to influenza vaccination) is less than 40%. In other words, more post-vaccination deaths have been recorded in the VAERS system during a single vaccination campaign than from all other vaccines combined over the preceding three decades.”
(Amerykański system VAERS ujawnia 3409 raportów o śmiertelności wśród zaszczepionych osób w Stanach Zjednoczonych w ciągu pierwszych 4 miesięcy 2021 roku. Data ta odzwierciedla wzrost o tysiące procent w stosunku do średniej rocznej, która wynosiła 108 raportów o śmiertelności po szczepieniu rocznie , natomiast różnica w liczbie szczepień (w porównaniu do szczepień przeciwko grypie) wynosi mniej niż 40%. Innymi słowy, w systemie VAERS zarejestrowano więcej zgonów poszczepiennych podczas pojedynczej kampanii szczepień niż w przypadku wszystkich innych szczepionek łącznie w ciągu ostatnich trzech dekad.)
https://piotrbein.net/2021/06/22/the-israeli-peoples-committee-report-of-adverse-events-related-to-the-corona-vaccine-may-2021-never-has-a-vaccine-injured-so-many/

Jest to więc więcej zgonów – i to tylko w okresie 4 miesięcy szprycowania ludzi rzekomo na kowida – niż było zgonów w usraelu po wszystkich innych szczepieniach  na przestrzeni ostatnich trzech dekad (30 lat). Natomiast na koniec maja Brian Gerrish, brytyjski niezależny publicysta, w rozmowie z Reinerem Füllmichem i Viviane Fischer poinformował, że na oficjalnej stronie oficjalnie brytyjskiej (w rzeczywistości rothschildowskiej) rządowej agencji do spraw leków MHRA (Medicines and Healthcare products Regulatory Agency) widnieje oficjalna informacja, iż od początku szprycowania wystąpiło (do maja 2021) 859481 lżejszych powikłań po szprycach oraz 1213 zgonów. Przy czym Gerrish (były oficer marynarki wojennej) podał też fakt, że owa agencja – MHRA – na swojej stronie w roku 2018 informowała, że zgłaszane jest do niej mniej niż 10 % zgonów i zaledwie 2 – 4 % lżejszych powikłań poszczepiennych. Bazując na tych danych można więc zakładać, że rzeczywista liczba lżejszych powikłań wyniosła w UK ponad 20 milionów, a liczba zgonów ponad 12 tysięcy. Niestety nie dysponuję dobrą polskojęzyczną wersją tej rozmowy. Można ją przeczytać po niemiecku:
https://www.ukcolumn.org/article/brian-gerrish-vor-dem-corona-ausschuss-die-wichtigste-technik-der-herrscher-ist-die

I po angielsku:
https://www.ukcolumn.org/article/brian-gerrishs-testimony-to-reiner-fullmich-our-oppressors-are-very-frightened-people

Jest też, niestety kulawa, wersja tłumaczona „z automatu”:
https://translate.google.com/translate?hl=pl&sl=en&u=https://www.ukcolumn.org/article/brian-gerrishs-testimony-to-reiner-fullmich-our-oppressors-are-very-frightened-people&prev=search&pto=aue

Tak więc nadal nie wiemy, ilu zaszprycowanych ludzi rzeczywiście już zmarło, tym bardziej, że ogromna większość poszprycowych zgonów zwalana jest a to na „choroby towarzyszące”, a to na niezdiagnozowanego przed szprycą świrusa, a to na rzekome nowe warianty fikcyjnego, nigdy w pełni nie wyizolowanegio osławionego covida-19. Ostatnio karierę w łże mediach jako straszak na idiotów robi „wariant Delta”. Delta to czwarta litera greckiego alfabetu. Nim bandyci dojdą do ostatniej  – omegi – 90 % ludz będzie już do piachu. Gdyż nie zapominajmy o tym, że szpryce depopulacyjne działają jak dobre trutki na szczury – a więc z opóźnieniem, by trute szczury nie wiązały masowego pomoru z podawaną im trutką.

Przy czym znacznie ważniejsze w powyższej rozmowie były wypowiedzi Briana Gerrisha o psychologicznych metodach manipulacji poddanymi stosowanymi przez rządców Wysp Rothschilda zwanych potocznie UK, Wlk. Brytanią czy wręcz Anglią. Istnieją dokumenty politycznych marionetek na żołdzie Rothschildów i City of London, w których szczycą się oni tym, że powszechnie mogą manipulować poddanymi tak, że rządzeni będą postępować oni tak jak chcą rządcy, nie zdając sobie najmniejszej sprawy z tego, że są w tak bezczelny sposób manipulowani. A nawet jeśli się zorientują, że postępują inaczej, nie będą wiedzieli – dlaczego:

At one particular point in that document—in fact, it’s at the bottom of page 66, if I remember correctly—the Government boasts that it can change the way people think and behave, and that people will not be aware that this has been done to them. But it adds the caveat that if they do realise that their behaviour is changed, they will not know how it was changed.

An einer bestimmten Stelle in diesem Dokument — wenn ich mich richtig erinnere, steht es unten auf Seite 66 — rühmt sich die Regierung, dass sie die Art und Weise, wie Menschen denken und sich verhalten, verändern kann und dass die Menschen nicht merken werden, dass solches mit ihnen gemacht wurde.
Aber sie fügt den Vorbehalt hinzu, dass, auch wenn man wohl merkt, dass sein Verhalten verändert worden ist, man nicht wissen würde, wie es verändert wurde.

W pewnym miejscu w tym dokumencie – jeśli dobrze pamiętam, znajduje się on na dole strony 66 – rząd chwali się, że może zmienić sposób myślenia i zachowania ludzi i że ludzie nie zdadzą sobie sprawy z tego, że to z nimi zrobiono. Dodane jest tam jeszcze zastrzeżenie, że jeśli ludzie nawet zdadzą sobie sprawę, że ich zachowanie się zmieniło, nie będą wiedzieć, jak do tej zmiany doszło.

Tak więc dla marionetek politycznych, najemników banksterów, poddani  – i to nie tylko na Wyspach Rothschilda – to po prostu „psy Pawłowa”. Choć tu muszę zaznaczyć, że nie wszystkie psy poddają się manipulacji i tresurze. Esej pt. „Bizantyjski pies” Waldemar Łysiak kończył słowami:

„A w ogóle.za całą tę gadaninę wystarczy jedno zdanie, które pojawia się ni stąd ni zowąd w „Notatkach malarskich” Jana Cybisa; „Były psy, u których Pawłowowi w żaden sposób nie udało się wywołać odruchów warunkowych — chwała pojęciu wolności”
http://andrzejb98cytaty.blogspot.com/2011/12/bizantyjski-pies-waldemar-ysiak-mw.html

Niestety zbyt mało jest nas – „ludzkich psów” – którzy nie dają się tresować i sobą manipulować…

Niestety…

Powyżej wspomniałem już o depopulacji. Wśród tzw. „kart iluminatów” jest jedna, mówiąca o tym w nieco zakamuflowanej formie jako o redukcji populacji:

Powie ktoś – a co mają te karty z rzeczywistością? Ano mają to, że np. operacje fałszywej flagi z 11 września 2001 widniały na tych kartach nim wieże WTC i Pentagon zaatakowano, zwalając winę na Al Kaidę:


https://opolczykpl.wordpress.com/2012/09/11/11-wrzesnia-2001-banksterski-zamach-na-wolnosc-swiata/

Jest też karta nazwana połączonymi katastrofami:

Półgłówki pisały, że może chodzi o atak na igrzyska w Londynie w 2012 roku i/lub o atak na mistrzostwa Europy w piłce nożnej w Polsce i na Ukrainie, dopatrując się w wieżyczce na karcie Big Bena bądź Pałacu Kultury:


„… jak wszystkie wcześniejsze z kart illuminati następna która jest do odkrycia to Combined Disaster, tylko ciężko jednoznacznie zweryfikować czy jest tam przedstawiony Big Ben z Londynu czy też Pałac kultury w Warszawie,na szczęście nie doszło wczoraj do ataku fałszywej flagi w Warszawie ale Euro jeszcze trwa i Igrzyska w Londynie również przed nami”
https://www.dailymotion.com/video/xroean

„Zdjęcia wież zegarowych Big Bena w Londynie, Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie oraz karty “Combined Disasters” (Połączone Tragedie) z gry, która dziwnym trafem sprawdza się w geopolityce ostatnich lat jak proroctwo albo plan.”
http://tgstala.info/ostrzezenie-przed-wielkim-zamachem-w-2012-roku-w-europie/

Inne półgłówki sugerowały tylko Big Bena:

„Czyżby w trakcie olimpiady czekały nas kolejne zamachy terrorystyczne?
Zobaczymy…”

https://joemonster.org/art/19593

W rzeczywistości wieżyczka na karcie zdobi dom towarowy Waco w Tokio w dzielnicy Ginza:

The Wako store in Ginza at night, 2018


https://en.wikipedia.org/wiki/Wako_(retailer)

I wprawdzie Tokio nie zostało zaatakowane, a Ginza Waco nie uległ zniszczeniu, ale 11 marca 2011 miały miejsce w Japonii rzeczywiście połączone katastrofy – combined disasters: podmorskie trzęsienie ziemi, tsunami i katastrofa nuklearna w elektrowni atomowej w Fukushimie:
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/11/rocznica-ataku-stuxnetem-na-fukushime-1-w-japonii/

Ta karta została zagrana właśnie wtedy – 11 marca 2011 w Japonii…
Natomiast najmniejszej wątpliwości nie ma z kartą, którą światowa lichwa zagrała obecnie – jest to karta z obecną „epidemią – pandemią”:

Mamy na niej obecną totalitarną „nową normalność” – kwarantanny, namordniki, szpryce itp…

Tak więc i karta z redukcją populacji powinna być brana na poważne. Tym bardziej, że na tzw. „monumencie” w usraelskim stanie Georgia jest mowa o tym, by ludzkość utrzymywana była na poziomie poniżej 500 milionów:

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5414

https://en.wikipedia.org/wiki/Georgia_Guidestones

Wielkość granitowych płyt widać dopiero, gdy stoją przy nich ludzie:

I choć większość „przykazań” z tego monumentu w sumie brzmi rozsądnie, wisi nad nimi cień owych właśnie 500 milionów z pierwszego „przykazania”, co w połączeniu z „kartą iluminatów” zmusza do zastanowienia.

W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję – kursują w sieci fotki tego „monumentu”, jednakże umiejscowione w Gruzji, zamiast w usraelskiej Georgii:

Jak durnym trzeba być, by z usraelskiej Georgii zrobić Gruzję? Dlaczego półgłówki imbecyle biorą się za rzeczy, do których się po prostu nie nadają.

I jeszcze jedna dygresja – znane są wypowiedzi wielu luminarzy, najemników światowych elit finansowych, od dawna głoszących konieczność zmniejszenia populacji ludzkiej. Sama idea jest naturalnie słuszna – jeśli nie zahamowany zostanie przyrost naturalny, to za kilka pokoleń na Ziemi nie będzie już miejsca dla nikogo i niczego poza ludźmi. Ale już zaplanowany przez elity sposób depopulacji – czyli ukryte pod przykrywką pandemii szprycowanie ludzi zabójczym koktajlem big pharmy budzić musi zdecydowany sprzeciw. Jednym z luminarzy, najemników banksterów, mówiących o depopulacji był zmarły niedawno mąż Elżbiety, książę Filip. Przed laty publicznie powiedział, że gdyby reinkarnacja była faktem, chciałby po śmierci inkarnować jako groźny wirus, by przyczynić się do radykalnego zmniejszenia ludzkiej populacji. Czy wobec tego nie byłoby sensowne, by w nazwach rzekomych nowych, rzekomo groźnych mutacji świrusa zamiast używać liter greckiego alfabetu („wariant Delta”) nazywać zmyślone świrusy imionami ludobójczych luminarzy: warianty Filipa, Gatesa, Fauciego, Sorosa, Trampka, Bidy, Merkel, Macrona czy Johnsona. Albo mutacje Rothschilda, Rockefellera, Morgana, Warburga, mutacje WHO, Bilderbergów itp.

Pewnie wyznawców Trampka zaskoczy to, że wymieniłem go wśród innych ludobójczych luminarzy – najemników banksterów. Ale przecież on sam niedawno w wywiadzie szczycił się tym, że to on nakazał dopuścić te ludobójcze szpryce.
https://www.naturalnews.com/2021-05-21-trump-vaccine-claims-credit-rushing-despite-risks.html

Tu jest tumaczenie „z automatu”, kulawe, ale można je zrozumieć:
https://translate.google.com/translate?hl=pl&sl=en&u=https://www.naturalnews.com/2021-05-21-trump-vaccine-claims-credit-rushing-despite-risks.html&prev=search&pto=aue

Tak więc w pełni zasługuje on na „wariant Trampka”.

Przypomnę tu jeszcze wypowiedź Jacquesa Attali z roku 1981:

“W przyszłości trzeba będzie znaleźć sposób na zmniejszenie populacji. Zaczniemy od ludzi starych, ponieważ gdy tylko przekroczą oni 60-65 lat, żyją dłużej niż produkują i drogo kosztują społeczeństwo. Potem zajmiemy się słabymi, następnie bezużytecznymi, którzy nic nie wnoszą do społeczeństwa, bo zawsze będzie ich coraz to więcej, a co najważniejsze, na końcu zabierzemy się za głupich. Pozbędziemy się ich, każąc im myśleć, że to dla ich własnego dobra. Nie będziemy w stanie przeprowadzać testów na inteligencję w stosunku do milionów ludzi, to nie jest możliwe! Znajdziemy coś lub spowodujemy coś; pandemię, która dotknie pewne warstwy społeczeństwa; prawdziwy lub nieprawdziwy kryzys gospodarczy; wirus, który uderzy w ludzi starych czy dorosłych – to nie ma znaczenia; słabi ulegną, bojaźliwi i głupi uwierzą we wszystko i będą prosić o wyleczenie ich. Zadbamy o to, aby zaplanować leczenie – leczenie, które stanie się rozwiązaniem (problemu). Selekcja idiotów dokona się więc samoczynnie: pójdą do rzeźni z własnej woli.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/05/15/nowy-wspanialy-totalitarny-covidowy-swiat/

Sytuacja na półmetku roku 2021 wygląda więc nieciekawie. Boję się myśleć, jaka będzie sytuacja na koniec tego roku. Tym bardziej, że opór przeciwko totalitaryzmowi – przynajmniej w Pforzheimie – maleje. W zeszłą sobotę była ostatnia sobotnia demonstracja w rynku. Jej organizatorzy już 2 tygodnie temu ogłosili, że zawieszają ich organizowanie. Twierdzili, że się już tylko ośmieszamy, że ludzie z nas się śmieją. Jest to niestety faktem i sam widzę i słyszę durne chichoty, gdy z naszymi plakatymi idziemy przez miasto. Tylko, że nigdy nie kierowałem się tym, co idioci o mnie myślą i mówią. Robię po prostu swoje – to co uważam za słuszne. W ostatnią sobotę protest zgłosił ktoś inny, ale na jego koniec zapowiedział, że zgłaszać go już nie będzie. Tak wyglądał ostatni sobotni protest na rynku:

Zawieszone zostały także środowe protesty. W zeszłą środę i dzisiaj/wczoraj na miejscu zbiórek byłem całkiem sam. Od kiedy zrobiło się ciepło, na wszystkie protesty chodzę w koszulce z napisem „Corona-Diktatur Nein, Danke!”:

Nadal zgłaszam poniedziałkowe protesty, choć pojawia się na nich ok. 10 osób. Są jeszcze sobotnie nocne protesty (od 21:00 do 24:00) ale i na nie przychodzi coraz mniej ludzi. W ostatnią sobotę było nas wszystkiego 12 osób.

Ten ostatni nocny protest zresztą zgłaszałem ja, gdyż Susanne, stała ich organizatorka, była w Wiedniu.

Malejący opór nie dziwi mnie – większość protestujących ma już po prostu dość. Są już zmęczeni protestami, które zamiast nasilać się, mają. No i chichoty idiotów siedzących w ulicznych kawiarenkach faktycznie mogą wpływać na morale protestujących. Tyle, że idioci śmiejący się z nas to ofiary psychologicznej manipulacji politycznych marionetek i łże-mediów, o czym wspominał Brian Gerrish. Rządcy sprytnie złagodzili totalitarny reżim, by sprawić wrażenie na „psach Pawłowa”, że wcale nie chcą totalitarnej dyktatury i gdy tylko jest to możliwe, łagodzą totalitarne zakazy i nakazy. Niestety „psy Pawłowa” nie myślą o tym, że pod pretekstem nowych rzekomo groźnych „wariantów” świrusa totalitarny reżim zostanie najpóźniej jesienią znów zaostrzony. I wtedy koniec będzie z obecną, chwilową „wolnością”. Zresztą – jaka to jest „wolność”? W sklepach, na dworcach, w autobusach i pociągach, w przychodniach, szpitalach i urzędach (o ile te ostatnie są w ogóle otwarte) nadal obowiązują namordniki. Nawet tych co mają zaświadczenia, że dali się zaszprycować. Owszem, w ulicznych kawiarenkach namordniki nie obowiązują – ale każdy klient musi podać dane personalne-kontaktowe: imię nazwisko adres, nr telefonu i datę – dzień i godzinę. W sklepach najczęściej to samo – nawet w tych, w których nie wymagane są kwity o testach czy szprycach, dane kontaktowe są obowiązkowe. A na drzwiach pralni chemicznej wyczytałem wczoraj coś, co mnie o mało nie powaliło z nóg. Była tam lista nakazów i zakazów. Zaczynała się nakazem, przymusem wręcz nałożenia namordnika przed wejściem do środka. Potem było kilka innych totalitarnych nakazów i zakazów. Ostatni z nich brzmiał: „Keine Diskussionen über Maskenpflicht” (żadnych dyskusji odnośnie przymusu namordników). A więc namordnik na ryj, morda na kłódkę – i wtedy wolno ci wejść do środka. Taką to mamy obecnie „wolność”. Niestety „psy Pawłowa” i z takiej żałosnej „wolności” się cieszą, wyśmiewając przy okazji garstkę protestujących.

Jak to się więc wszystko zakończy???

W ostatnią niedzielę na miejskim kąpielisku (pracuję tam ponownie, już szósty sezon, ale w tym roku tylko 2 razy w tygodniu) rozmawiałem ze znajomą nauczycielką. Rozmowa ta przeraziła mnie. Iris zapytała mnie, czy dałem się zaszprycować. Odpowiedziałem jej, że trującej szprycy nie dam sobie wstrzyknąć, co ją oburzyło – jakie trujące szpryce – te „szczepionki” są konieczne i ratują życie milionom. Dodała, że znała osobiście czterech Greków (Iris co rok na wakacje jeździ do Grecji) którzy zmarli rzekomo na świrusa. Próbowałem jej tłumaczyć, że pandemii nie ma i nie było, że świrusa covid-19 nie wyizolowano, że testy PCR absolutnie nie nadają się do diagnostyki, przez co nawet pozytywne o niczym nie świadczą, a ponadto że bez przeprowadzenia obdukcji – a tego się nie robi – nie można w żadnym wypadku podawać świrusa jako rzekomej przyczyny zgonu. Nie dotarło do niej absolutnie nic. Wyraziła za to zaniepokojenie, że po szprycach nie odczuła żadnych negatywnych reakcji, co ją martwi, gdyż słyszała, że brak negatywnych reakcji świadczy o osłabieniu systemu immunologicznego, przez co organizm nie reaguje na te szpryce. Gdyby wiedziała, u ilu tysięcy ludzi reakcją na szpryce były zakrzepy, zatory mózgu, zapalenie mięśnia sercowego i osierdzia i ile tysięcy zmarło wskutek reakcji organizmu na te szpryce, przestałaby się tym zamartwiać. Nie dociera do niej, że nawet brak jakiejkolwiek natychmiastowej reakcji na szpryce nie uchroni jej przed najgorszym – jak w przypadku trutki na szczury z opóźnionym działaniem. Te szpryce to jest po prostu broń biologiczna z opóźnionym zapłonem.
I pomyśleć, że Iris jest nauczycielką gimnazjalną, która „uczy” niemieckie dzieci i młodzież…
Czegoż ta zaślepiona i ogłupiona nauczycielka może ich nauczyć…

Zdecydowanie zwalniam z publikacjami na blogu. Pisać o czymkolwiek innym, gdy dokonywane jest na naszych oczach ludobójstwo w skali światowej, nie ma sensu. Ale pisać w kółko to samo także nie ma sensu. Zresztą – tym, którzy zrozumieli, którzy wiedzą, co jest grane, nie trzeba tego powtarzać. Natomiast bezrozumnym „psom Pawłowa” tłumaczenie czegokolwiek jest stratą czasu. Bo jak pozbawieni rozumu mieliby coś zrozumieć?

Czy, gdy okupant świata narzuci kolejny twardy lockdown, obudzi się wystarczająca ilość ludzi i wyjdzie na ulice? Nie wiem…


Jak się to wszystko skończy – także nie wiem. Niemniej kolejny już raz, jak katarynka, jak papuga powtarzam – walczmy o naszą wolność…

opolczyk

Kupalnocka – prastare słowiańskie, pogańskie święto…

Nie będę obszernie opisywał genezy tego święta, ani obrzędów i zwyczajów z nim związanych. Dobrze robi to wiki:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Noc_Kupa%C5%82y


Choć i w niej są nieścisłości. Choćby to zdanie:

W wyniku tych działań obchody kupalnocki stopniowo zaczęły zanikać i ulegały zapomnieniu bądź zniekształceniu już w okresie XII-XV wieku, by odrodzić się w drugiej połowie XVI stulecia wraz z nadejściem epoki głoszącej powrót człowieka do natury, do tego, co dawne i pierwotne.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Noc_Kupa%C5%82y#Nazwa_i_geneza

Obrzędy Kupalnocki wcale nie zaczęły zanikać w okresie XII-XV wieku – nadal były masowo obchodzone. Tyle że kronikarze kościelni po prostu o tych obrzędach milczeli. A że w tamtym okresie (zwłaszcza w wiekach XII i XIII – i chyba jeszcze w XIV) pisać i czytać potrafił praktycznie tylko kler, nie powinno nikogo dziwić, że o obrzędach słowiańskich, pogańskich, nie było przez wieki żadnych wzmianek w krystowierczych kronikach. Dopiero w XV wieku „oświata” – umiejętność czytania i pisania stała się dostępniejsza nieco szerzej do osób świeckich, a w wieku XVI ilość świeckich osób potrafiących pisać przewyższała piśmienny kler. I wtedy właśnie pojawiły się w świeckich utworach informacje o Kupalnocce, tyle że już skatoliczonej i zjudaizowanej na „noc świętojańską” (ów „święty” Jan był ortodoksyjnym wyznawcą judaizmu https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Chrzciciel). Wieki przemilczeń, zwalczania i przerabiania Kupalnocki na święto czysto krystowiercze, judeogenne, nie przyniosły zbyt wielkich efektów – prosty lud nadal świętował Kupalnockę po staremu.

Kupalnocka była tym słowiańskim, pogańskim świętem, w którym najjaskrawiej widać było słowiańską afirmację życia, tępioną przez ponure i cierpiętnicze krystowierstwo. Tańce i śpiewy przy ogniskach, aż do popadnięcia w trans, ekstazę, wzmacniane piwem, miodem i „ziołami”, kończące się wypadami parek w las, były kwintesencją słowiańskiej afirmacji życia. Bo była Kupalnocka też świętem najbardziej – że tak to nazwę – „swawolnym”. Dla podrastającej młodzieży była często dniem seksualnej inicjacji. Nie jeden podrostek i nie jedna dziewucha „robili to” w Kupalnockę pierwszy raz. Bajki o szukaniu w lesie czy na mokradłach kwiatu paproci to naleciałość krystowiercza, wypływająca z pruderii. Młodzi parkami nie po to urywali się od ognisk, by szukać kwiatu paproci w tę namiętną noc. Uciekali, by sobą się nacieszyć, nasycić. Krystowierstwo, widzące w seksie szatańskie, diabelskie pokusy, potępiające seks przedmałżeński, uprawiające kult dziewictwa, przerobiło te wycieczki do lasu na zgodne z krystowierczą pruderią szkanie kwiatów paproci.

Udało się klerowi, i owszem, utożsamić w świadomości wielu Polaków Kupalnockę z krystowierczą podróbką – „nocą świętojańską”. Wielu wymienia te nazwy obok siebie lub wymiennie, choć „noc świętojańska” ma się do Kupalnocki tak, jak tombak do złota. Była i jest nieudolną atrapą Kupalnocki.


Na pewno za to nie udało się klerowi zatrzeć w pamięci tego przepięknego słowiańskiego, pogańskiego święta. Przetrwało w pamięci Słowian ponurą tysiącletnią noc panowania rzymskiej szubienicy…


opolczyk

Oszukańcze „referendum” w Szwajcarii…

Kilka tygodni temu podczas sobotniej demonstracji przemawiała mieszkająca od wielu lat w Szwajcarii aktywistka antycowidowa pochodząca z Pforzheimu. Brała zresztą już trzeci raz udział w sobotnich demonstracjach antycovidowych w Pforzheimie. Poprzednio gościła tu latem ub. roku oraz w zimie 20/21, opowiadając o totalitaryzmie covidowym panującym w Szwajcarii, oraz o antytotalitarnym antycovidowym szwajcarskim ruchu oporu. Podczas ostatniej wizyty poinformowała o mającym mieć miejsce w czerwcu referendum, w którym ludność Szwajcarii miała zadecydować o tym, czy rządcy Szwajcarii mają mieć prawo wprowadzania lockdownów w związku z ewentualnymi pandemiami, czy należy im tego całkowicie zakazać.

Wiedziałem już wcześniej o tym referendum. Pisały o nim także polskojęzyczne łże-media już w styczniu tego roku:

https://dziennikzachodni.pl/szwajcaria-przeprowadzi-referendum-w-sprawie-cofniecia-rzadowi-uprawnien-do-nakladania-blokad-z-powodu-pandemii/ar/c1-15401126


Mnie osobiście interesowało to, ilu mieszkańców wypowie się za zakazem wprowadzania przez rządców Szwajcarii lockdownów pod pretekstem pandemii. Pokazałoby to, na ile łże-medialne pranie mózgów i straszenie fałszywą pandemią odniosło w Szwajcarii sukces.

Dziennik zachodni zachwala „demokrację bezpośrednią” w Szwajcarii, która niestety już od dawna jest fikcją. Przed każdym ważnym politycznym referendum łże media uprawiają zmasowane pranie mózgów, co gwarantuje, że zgłaszane obywatelskie inicjatywy wypadają zazwyczaj po myśli rządców Szwajcarii i jej rzeczywistych właścicieli – światowej banksterskiej lichwy. Tylko w sprawach drugo- i trzeciorzędnych Szwajcarom banksterzy pozostawili prawo swobodnego wyboru. Niech myślą, że mają faktycznie „demokrację bezpośrednią”.


Zgłoszone przez „Przyjaciół konstytucji” referendum mogące zakazać rządcom Szwajcarii (najemnikom banksterów) prawo wprowadzania łamiących konstytucję lockdownów było jednak zagrożeniem podstawowych interesów światowej lichwy, przez co należało je „uwalić”. I tak zrobiono…
Referendum odbyło się faktycznie w ostatnią niedzielę – 13 czerwca. Tyle że Szwajcarzy odpowiadali na 5 różnych kwestii. Rządcy dorzucili bowiem jeszcze 4 inne sprawy, by w nich „rozmyć” rzeczywisty cel referendum, zgłoszony przez Przyjaciół konstytucji.
https://www.swissinfo.ch/ger/politik/abstimmung-13-juni-2021-schweiz-resultate-demokratie/46651288

Pozostałe kwestie były takie (tłumaczę je na język polski):

1) Czy jesteś za czystą wodą pitną (wolną od pestycydów przenikających do wód gruntowych i do rzek i jezior) oraz za zdrową żywnością (wolną od antybiotyków dodawanych do pasz dla zwierząt hodowlanych).

2) Czy jesteś za zmniejszeniem emisji CO2 o 50 % w stosunku do roku 1990 (chodziło o zgodę na dodatkowe wysokie podatki do paliw kopalnych, biletów lotniczych itp).

3) Czy jesteś za całkowitym zakazem dla syntetycznych pestycydów i innych szkodliwych/trujących substancji stosowanych w rolnictwie.

4) Czy jesteś za zwiększeniem uprawnień dla policji w walce z terroryzmem.

5) Ten punkt referendum, w zamiarze inicjatorów miał brzmieć: czy jesteś za odebraniem rządcom prawa wprowadzania lockdownów z powodów pandemii. Obawiali się oni bowiem, że fałszywa pandemia świrusa i narzucony pod jej pretekstem przez rządców lockdown (zamknięcie) będzie precedensem wykorzystywanym w przyszłości po to, by Szwajcarom pod byle pretekstem odbierać konstytucyjnie gwarantowane prawa obywatelskie. Zamiast tego pytania rządcy postawili inne: czy jesteś za przepisami Covid 19, uchwalonymi przez rządców na fali fałszywej pandemii. W przepisach tych chodziło m.in. o finansowe „wspieranie” (m.in ułatwionymi „kredytami”) osób, firm i branż najbardziej dotkniętych lockdownem.

Inicjatorów referendum w bezczelny sposób rządcy Szwajcarii oszukali – zamiast głosowania nad zakazem wprowadzania przez nich lockdownu dali pod głosowanie przepisy covid 19 o finansowym „wspieraniu” finansowych ofiar lockdownu. Nie pozwolili głosować o tym, czy mają prawo łamać konstytucję i narzucać totalitarne zakazy i nakazy. 

Inicjatorzy referendum naturalnie już zaprotestowali i już domagają się ponownego przeprowadzenia referendum zgodnego ze zgłoszonym przez nich pytaniem: czy jesteś za zakazem wprowadzania lockdownu przez rządców pod pretekstem pandemii. Ciekawe, co lichwiarze wykombinują, by ponownie uwalić to niewygodne dla nich referendum. Choć być może nie będą musieli tego robić. Wystarczy odpowiednia „obróbka” łże-medialna polegająca na zwalaniu ofiar zaszprycowania ludzi zmanipulowanym mRNA i białkiem kolczastym, oraz innymi świństwami, na rzekome ofiary kolejnych „mutacji” fikcyjnego świrusa covid-19, by do tego stopnia zastraszyć Szwajcarów, że większość będzie chciała lockdownów rzekomo ratujących im życie.


Gwoli ścisłości podam jeszcze, jak Szwajcarzy głosowali we wszystkich „referendalnych” kwestiach:
1) Odrzucili projekt czystej wody (wolnej od pestycydów) i zdrowej żywności (wolnej od antybiotyków). Nadal chcą więc być truci.

2) Odrzucili projekt zmniejszenia emisji CO2. Tu decydował zapewne aspekt ekonomiczny – po prostu nie chcieli zwiększonych podatków na paliwa kopalne, droższe loty samolotami itp.

3) Odrzucili zakaz stosowania trujących pestycydów i innych szkodliwych trujących oprysków. Nadal chcą być truci.

4) Zaakceptowali zwiększenie praw policji do walki z terroryzmem. Teraz wystarczy, by łże-media zaczęły stawiać znak równości między anty-covidowcami i terrorystami, by mogli rządcy Szwajcarii „legalnie” policją zwalczać antytotalitarny ruch oporu.

5) Zaakceptowali przepisy covid-19, które gwarantowały finansowe wsparcie najbardziej poszkodowanym lockdownem. Zapewne kierowali się poczuciem solidarności z najbardziej poszkodowanymi, co wydaje się słuszne. Na dłuższą metę jest jednak szkodliwe dla wszystkich Szwajcarów. Otóż i Szwajcaria jest już wysoko zadłużona. Oficjalnie zadłużenie budżetu liczone na głowę mieszkańca wynosi prawie 30 tys. euro:
https://www.live-counter.com/staatsverschuldung-schweiz/

A jako że zadłużenie państw zachodu w oficjalnych statystykach zawsze jest 3-5 razy zaniżone, można założyć, że faktyczne zadłużenie Szwajcarii na głowę mieszkańca wynosi 90-150 tys. euro. Przez lockdown zmniejszyły się wpływy do budżetu, wzrosły natomiast wydatki. Rządcy więc w przyspieszony sposób zaciągają kolejne kredyty nadal Szwajcarię zadłużając. I będzie to trwało dotąd, aż Szwajcaria zbankrutuje i zostanie zlicytowana. Wszak jednym z celów światowej lichwy, banksterów, jest przejęcie za długi całej planety na prywatną własność.

Nie dowiedziałem się więc, na co liczyłem – ilu Szwajcarów zagłosuje za pozbawieniem rządców prawa do wprowadzania lockdownów z powodu pandemii. Choć uczciwie przyznam się, że obawiałem się, iż łże-medialne i „oświatowe” pranie mózgów i tam osiągnęło taki poziom, że i tak większość Szwajcarów przyznałaby rządcom takie prawo. Niemniej jak widać sami rządcy Szwajcarii i ich mocodawcy obawiali się poddać tę sprawę pod publiczne ogólnokrajowe referendum i dlatego wbrew inicjatorom referendum nie poddali uzurpowanego przez siebie prawa do wprowadzania lockdownu pod głosowanie.

Szwajcaria nadal pozostaje bastionem banksterów, zamaskowanym fasadową „demokracją bezpośrednią”. Tu tylko przypomnę, że dotychczas w latach 1960, 1970, 1981, 1995, 2011 i 2019 zloty grupy Bilderberg miały miejsce w Szwajcarii – także ten ostatni przed fałszywą pandemią. To właśnie w Szwajcarii, w  Montreux w dniach 30 maja – 2 czerwca odbył się ostatni przed fałszywą pandemią zlot Bilderbergów:

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-grupa-bilderberg-w-wielkiej-tajemnicy-radzi-w-szwajcarii-nad,nId,3016268#crp_state=1

I podczas tego zlotu zapewne dopinano szczegóły planowanej operacji fałszywej „pandemii”. Tu dodam jeszcze jeden ciekawy wątek „szwajcarski” –  jak pisze niemieckojęzyczna wiki, rodzice Klausa Schwaba, twórcy światowego „Forum Ekonomicznego” i „wielkiego resetu” mają korzenie szwajcarskie: jego matka pochodzi z Zürichu. Ojciec Eugen urodzony w Roggwil w kantonie Bern ma także szwajcarskie korzenie („Seine Mutter stammte aus Zürich. Schwabs Vater Eugen hatte ebenfalls schweizerische Wurzeln und wurde 1899 in Roggwil im Schweizer Kanton Bern geboren”). Ponadto należy Schwab do kierowniczego komitetu grupy Bilderberg: „Zudem gehört er dem Lenkungsausschuss (Steering Committee) der Bilderberg-Konferenzen an” (https://de.wikipedia.org/wiki/Klaus_Schwab).

Tak więc widać już wyraźnie, kto stoi za światowym „forum ekonomicznym”, „wielkim resetem” i Klausem Schwabem. Jest on po prostu najemnikiem banksterskiej sitwy.

I jeszcze jeden szwajcarski „wątek”: po II wojnie powstały i w „neutralnej” Szwajcarii tworzone przez CIA tzw. „tajne armie NATO”. Najbardziej znaną była włoska Gladio, stosująca zamachy terrorystyczne, zwalane na Czerwone Brygady (https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Gladio). Szwajcarska tajna armia NATO nazywała się P26 (https://de.wikipedia.org/wiki/P-26). Ujawnienie istnienia tej zbrojnej bojówki było wielkim skandalem politycznym w niby demokratycznej Szwajcarii.

Szwajcaria od dawna jest bastionem banksterów, zakamuflowanym parawanem „demokracji bezpośredniej”. Jest to faktycznie tylko parawan. Bo czy ogłupiani i zastraszani przez łże-media i polityczne marionetki będące najemnikami światowej lichwy, poddani praniu mózgów Szwajcarzy zdolni są do świadomych, zgodnych i ich rzeczywistym interesem wyborów i głosowania w referendach?


Ciekawi mnie, co uczynią inicjatorzy referendum mogącego odebrać najemnikom bankstrów, rządcom Szwajcarii prawo wprowadzania lockdownów, po tym, gdy ich tak haniebnie oszukano? I co zrobią oszukani Szwajcarzy? Osobiście uważam, że jedynie masowe protesty i demonstracje mogą jeszcze powstrzymać narzucone nam totalitarny terror i zniewolenie.


Walcz w obronie wolności. Kto o nią nie walczy, gdy jest mu rabowana, nie zasługują na nią…


opolczyk