11 września 2001 – data przełomowa w historii świata…

AFD – Alternatywa dla Niemiec – teoria spiskowa…

.

.

Nie jest chyba przypadkiem, że kongres założycielski AFD (14 kwietnia 2013) miał miejsce ciut ponad pół roku przed początkiem kijowskiego majdanu (21 listopada 2013), zakończonego krwawym puczem w lutym 2014. Majdanu szykowanego od dawna i finansowanego przez usrael. Publicznie przyznała to Victoria Nuland – usrael wywalił na to 5 miliardów dolców.

Nie jest też pewnie przypadkiem, że praktycznie od początku (od maja 2013) w AFD w Berlinie brylował były pułkownik Bundeswehry, Georg Pazderski. Ciekawa to postać, 41 lat służby, w tym 5 lat na Florydzie: W latach 2005–2010 był szefem międzynarodowego zespołu do spraw planowania i analizy w centrali CENTCOM-u w Tampie na Florydzie.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Georg_Pazderski

Czego polskojęzyczna wiki nie zdradza – właśnie na Florydzie jakiś czas jego przełożonym był gen. David Petraeus, który krótko później był ponad rok szefem CIA. Pazderski pod koniec 2012 zrezygnował ze służby wojskowej i parę miesięcy później był już wysokim funkcjonariuszem AFD. Można by rzec – CIA, za jego pośrednictwem, od początku miała nad AFD pieczę.

Łże media oskarżają AFD o „antysemityzm” i że jest „neonazistowska”. Ci którzy takie brednie wypisują, pewnie przeoczyli wystąpienie honorowego przewodniczącego AFD, dra. Alexandra Gaulanda. W służalstwie wobec Izraela przelicytował on nawet A. Merkel, która kiedyś w knesecie publicznie oświadczyła, że bezpieczeństwo Izraela jest niemiecką racją stanu. Gauland przelicytował „Adolfinę” mówiąc, że nie wystarczy werbalne stwierdzenie, iż bezpieczeństwo Izraela jest niemiecką racją stanu, co jest słuszne; za tym stwierdzeniem muszą iść działania – jeśli egzystencja Izraela byłaby zagrożona, to musimy (Niemcy) za Izrael walczyć i umierać (kämpfen und sterben):

Pamiętam też debatę czy raczej pojedynek w tv Weidel-Wagenknecht 10 października 2024. Jednym z pytań prowadzącego debatę była sprawa Palestyny i Strefy Gazy. Wagenknecht otwarcie mówiła o izraelskim ludobójstwie w Gazie i domagała się całkowitego embarga na broń dla Izraela jak i surowych sankcji. Weidel jak papuga powtarzała za izraelską propagandą brednie o 7 października, Hamasie i prawie Izraela do samoobrony, ignorując fakt, że jeśli komukolwiek przysługuje tam prawo do samoobrony, to tylko Palestyńczykom.

Czy AFD jest partią opozycyjną? Tak, ale jest opozycją koncesjonowaną, a nagonka na nią ma przysporzyć jej popularności, zwłaszcza teraz, gdy projekt „Ukraina” (UPAina) wali się w gruzy.

Sytuacja ogólna…

Elity usraela po upadku Bloku Wschodniego i ZSRR postanowiły zdobyć absolutną dominację nad całym światem.

Projekt Rosja (zniszczenie jej i przejęcie jej bogactw naturalnych) w czasach jelcynowskiej smuty został nieomal sfinalizowany. Niestety diabli nadali po nim Putina, który zamiast być marionetką oligarchów (w większości z żydowskimi korzeniami), zaczął ustawiać ich po kątach.

Projekt Chiny jako zamorskiej fabryki usraela też nie wypalił. Nie udało się kolorowymi rewolucjami obalić komunistycznej partii, która zamiast ugiąć się przed usraelskim kapitałem, przejęła nad nim kontrolę i podporządkowała go chińskim interesom. Bezczelne Chiny gospodarczo przegoniły – i to ogromnie – aspiranta na światowego hegemona.

Projekt Bliski Wschód, realizowany na obstalunek ogona, który merda psem, też się nie udał. Znane są plany syjonistów: w państwach muzułmańskich Bliskiego Wschodu wywołać należało takie wojny, by życie uczynić tam niemożliwym i w ten sposób zmusić ludność muzułmańską do emigracji. Opuszczone tereny zajmować miał Izrael, by realizować budowę „wielkiego Izraela”, do czego publicznie przyznał się szef ludobójczego rządu w Tel Awiwie.

Znane też są plany Pentagonu, ujawnione w roku 2001 – w ciągu pięciu lat planowano rozwalenie siedmiu państw muzułmańskich w północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie (Irak, Syria, Liban, Libia, Somalia, Sudan i Iran). Tu jednak aspirant na światowego hegemona przeliczył swoje siły i na dwadzieścia lat ugrzązł w Afganistanie i Iraku. Rozpaczliwa niedawna próba rozwalenia Iranu okazała się militarną katastrofą.

Plany elit usraela o zdobyciu absolutnej władzy nad światem sypią się więc na trzech frontach – rosyjskim, chińskim i bliskowschodnim. Co gorsza – nadciąga nad usrael, zamiast władzy nad światem, gospodarcze i finansowe tsunami. Gospodarczo usrael przegrał z Chinami z kretesem. Póki co, przed upadkiem gospodarczym ratuje się obecnie wyciskaniem zachodniej Europy jak cytryny:

.

Wymiana handlowa usrael-eurounia to prawie 30 % światowego handlu. Tyle, że usrael wykorzystuje eurounię gospodarczo i finansowo bezwzględnie, ratując przed upadkiem siebie. Ale taka polityka sprawi, że w końcu z europejskiej cytryny zostanie tylko skórka, z której już niczego się nie wyciśnie. Tym bardziej, że sankcje nałożone na Rosję dobijają europejską cytrynę i jej wyciskanie przez usrael dobiegnie szybko końca. I tu wracam do spiskowej teorii AFD.

Ktoś z planistów zmodyfikowanego projektu Rosja (opracowanego na nowo po dojściu Władimira Władimirowicza do władzy) pomyślał sobie tak: dobra, doprowadzamy do puczu na Ukrainie; neobanderowcy prowokują Rosję do wojny; neobanderowcy wsparci naszą bronią rozwalają wojska rosyjskie, a nasze sankcje powalają Rosję na kolana. Ale z Ruskimi nigdy nic nie wiadomo. Napoleon zdobył Moskwę, ale na koniec przegrał. Hitler był pod Moskwą, nad Wołgą, pod Kaukazem i na Krymie – i też przegrał. Na wsiakij słuczaj trzeba coś wymyślić, gdyby Ruskie okazali się za silni i pokonali naszą juntę kijowską militarnie, a sankcje by nie zadziałały i zaszkodziły naszym wasalom, którzy bez taniej rosyjskiej ropy i gazu gospodarczo padną. Kto wie, czy nie trza będzie z Ruskimi jednak jakoś dogadać się? Tylko – czy oni będą z naszymi wasalami, podżegaczami wojennymi, chcieli w ogóle gadać? Wiem – założymy partię opozycyjną. która będzie za współpracą z Rosją. Niech będzie anty-picdemiczna i anty-imigracyjna, niech demaskuje klimatyczne oszustwo i zielony ład, niech będzie przeciwko tęczowcom. Ważne aby była ślepo proizraelska, bo ogon nami merdający na koncesjonowaną opozycję „antysemicką”, antyżydowską, nie pozwoli. I tak zapadła decyzja o powołaniu do życia AFD.

I nie jest też przypadkiem, że akurat teraz, gdy Rosja ostatecznie odrzuciła „jedwabne rękawiczki” i pięściami uzbrojonymi w  kastety wali po mordzie kijowską juntę, popularność AFD tak wzrosła, a poparcie dla reżimu najemnika BlackRock Merza tak spadło. Wyciskanej cytrynie kończą się soki. Tylko patrzeć, jak nie będzie już z niej co wyciskać. Zadaniem AFD będzie ratunek dla niemieckiej gospodarki – gospodarczego konia pociągowego eurounii – aby usrael nadal miał co wyciskać, by ratować siebie.

Czy Rosja domyśla się tego podstępu? Myślę że tak. Ale i ona chce końca tej wojny. Pójdzie więc z AFD na ugodę, pod warunkiem całkowitego zniesienia sankcji i całkowitego wstrzymania finansowania i jakiegokolwiek wspierania neobanderowców, na co zagrożone upadkiem gospodarczym Niemcy będą musiały się zgodzić. A gdy w Niemczech „polecą głowy” podżegaczy wojennych, to samo prędzej czy później stanie się w całej eurounii. Zmusi ją do tego jej hegemon. Musi wszak mieć kogoś więcej, niż tylko Niemcy, do wyciskania z niego soków…

 

opolczyk

.

.

Meandry demokracji…

.


.
Biorąc na zdrowy rozum, demokracja powinna być najlepszym i najsprawiedliwszym systemem społeczno-politycznym. Ale już w starożytnej Helladzie miała wrogów i to wśród najwybitniejszych filozofów: Platona i Arystotelesa. Sokrates nie był jej z założenia przeciwny, choć dostrzegał widoczne w niej zagrożenie: tyranię bezmyślnej i głupiej większości. Przypisuje się mu zdanie: Demokracja jest tylko tak dobra, jak edukacja, która ją otacza. I tu widać, jeśli to rzeczywiście powiedział, przebłysk jego geniuszu.

Demokracja, nawet w wydaniu parlamentarnym, w którym posłowie reprezentują wyborców, aby była systemem rzeczywiście dobrym, musi spełniać dwa warunki:

– Większość wyborców musi być roztropna, rozsądna, zdolna do krytycznego i samodzielnego myślenia, mająca pojęcie o otaczającej nas rzeczywistości, odporna na psychomanipulacje medialne, poczuwająca się do współodpowiedzialności za państwo i losy społeczeństwa.

– Media, nazywane niekiedy czwartą władzą, a w ogłupianiu społeczeństw mające w zachodnich fasadowych demokracjach parlamentarnych pierwszorzędne znaczenie, musiały by być mediami neutralnymi, obiektywnymi, niezależnymi od biznesu i polityki.

Rzeczywistość na zachodzie niestety jest taka, że ogromna większość społeczeństw, czy to w Niemczech, Francji, Anglii, Polsce czy usraelu, jest zbieraniną ignorantów sterowanych medialną propagandą, a media głównego ścieku kłamią, zmyślają, mataczą, ogłupiają i tworzą fikcyjny obraz rzeczywistości, prawdziwy matriks. I stąd od lat widzimy, że wciąż w kolejnych farsach wyborczych wygrywają skompromitowane mafie polityczne służące interesom finansowych elit kolektywnego zachodu. A tam, gdzie są one w wyborach zagrożone, to albo unieważniają przegrane wybory, albo delegalizują partie mogące korporacyjnej mafii partyjnej zagrozić, bądź groźnym kandydatom uniemożliwiają udział w wyborach wyrokami sądowymi. A ogromna większość zachodnich społeczeństw śpi, nie dostrzega manipulacji i nadal wierzy w zachodnią demokrację.

Wczoraj znajoma, Niemka, powiedziała w rozmowie ze mną, że dobrze by było, gdyby w Niemczech wprowadzono referenda. Spytałem ją – wierzysz naprawdę, że przy tak ogromnym odurnieniu większości Niemców referanda coś dadzą? Spojrzała na mnie i powiedziała – no tak, masz rację, to nic nie da.

Polską scenę polityczną znam mniej niż niemiecką, przez co zajmę się głównie tą drugą. To, co tu, w Niemczech, wyrabia się pod płaszczykiem „obrony demokracji”, musi przerażać każdego rzecznika demokracji. Fundamentem demokracji musi być wolność słowa i równouprawnienie wszystkich politycznych partii. Rzeczywistość jest taka, że za byle słówko można zostać okrzyczany ruską wtyką, w łże-mediach jakakolwiek wyważona wypowiedź o Rosji jest niedopuszczalna, a jedna z partii politycznych jest wściekle zwalczana, choć Ustawa Zasadnicza (zastępująca tu konstytucję)  gwarantuje wszystkim partiom politycznym równe prawa. „Obrońcy demokracji” depczą własną Ustawę Zasadniczą, budują system faszystowski, faszystoidalną dyktaturę, będąc przy tym święcie i głęboko przekonanymi, że bronią demokracji i wolności.

.

Sami sobie nakładają kajdany i chcą je nałożyć wszystkim.

Jak funkcjonuje fasadowa zachodnia demokracja w Niemczech, dobrze obrazuje sytuacja po wyborach do Landtagu w Saksonii Anhalt. Zwalczana medialnie i politycznie  ogniowym murem (Brandmauer) partia AFD zdobyła najwięcej głosów – 43,8 %. Dotychczas rządząca CDU straciła prawie 20 % i osiągnęła ledwo 17,2 % i drugie miejsce. Inne agenturalne partie politycznego kartelu (zaliczam do nich i „Lewicę” – Die Linke) osiągnęły: SPD – 9,3 %, Zieloni – 8,9%, (pseudo) Lewica (Die Linke) – 8,6 %. oraz nieomal tak samo jak AFD zwalczany Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) – 5,3 proc. FDP, przez dziesięciolecia będąca w Berlinie etatowym koalicjantem zarówno CDU jak i SPD, została „zatopiona” i nie weszła do kolejnego już Landtagu z wynikiem 2,6 %.  W obliczu tak ogromnej  przewagi AFD nad kartelem politycznym (CDU, SPD, Zieloni, Die Linke, FDP) tylko i wyłącznie AFD zasługuje na demokratyczny mandat tworzenia rządu krajowego. A jednak kartel polityczny, mimo totalnej politycznej klęski, chce utworzyć własny rząd, choć pod względem ilości krzeseł w Landtagu sama AFD ma tyle samo miejsc (39), co cztery agenturalne partie politycznego kartelu razem wzięte: CDU, SPD, Zieloni i Die Linke (15+8+8+8=39). Języczkiem u wagi będzie więc także znienawidzona partia „stalinówki” Wagenknecht – BSW. Niemniej – powtarzam, gdyby zasady demokracji miały jakiekolwiek znaczenie w Niemczech, tylko i wyłącznie AFD powinna mieć prawo do tworzenia rządu. Ale kto tam patrzy na demokrację – ruskich onuc do władzy dopuścić nie można.

W obecnej wykładni w Niemczech demokratą jest ten, kto popiera partie rządzące w Berlinie. Kto jest innego zdania, jest wrogiem demokracji, prawicowym ekstremistą, neonazistą i czym tam jeszcze, naturalnie i „antysemitą”.

A w sumie, biorąc na „zdrowy rozum”, właśnie w Landach wschodnich, na terenie byłej NRD, AFD powinna mieć najmniejsze poparcie. Jest wszak za normalizacją stosunków z Rosją. A to w NRD stacjonowało prawie pół miliona Czerwonoarmistów. I tam rusofobia powinna być silniejsza. Widocznie jednak pamięć o tamtej „sowieckiej okupacji” nie aż tak straszna jest – i nie jest tak eksploatowana medialnie jak w Polsce. Ale decydujący wpływ na stosunek wschodnich Niemców do AFD i politycznego kartelu miała picdemia i jej zamordystyczna dyktatura, jak i zamordyzm w sprawie Rosji oraz niszczenie gospodarki w imię zielonej szajby w czasach rządów w Berlinie koalicji SPD-Zieloni-FDP. W byłej NRD co najmniej połowa ludności pamięta dyktaturę Honeckera, bo była to dyktatura. I stąd protesty antykowidowe były tam znacznie silniejsze niż w „starych” Landach, w byłych Niemczech Zachodnich. Oni po prostu lepiej niż zachodni „rodacy” dostrzegali kowidowy totalitaryzm, gorszy niż honeckeryzm i bardziej zdecydowanie i masowo przeciwko niemu protestowali. Nadal też trwają tam protesty i demonstracje przeciwko budowanej dyktaturze. I przeciwko niszczeniu gospodarki. Niemcy wschodni, mniej zdemoralizowani i rozleniwieni dobrobytem, są bardziej  czuli na swobody obywatelskie, oraz bardziej odpowiedzialni w sprawach dotyczących państwa. No i dlatego w poprawie stosunków z Rosją widzą ratunek dla upadającej gospodarki.

Mnie osobiście ucieszyło tak miażdżące zwycięstwo AFD, ale tylko na zasadzie Schadenfreude – radości z powodu katastrofalnej politycznej porażki politycznego kartelu, będącego na łańcuchu elit finansowych. Zasłużył na to rzeczywiście. Ale to zwycięstwo AFD powinno być dla Polski ostrym sygnałem ostrzegawczym. Nie mam tu nawet na myśli ciągotek rewizjonistycznych, widocznych w szeregach AFD. Rozmawiałem z wieloma sympatykami, odwołującymi się do tradycji kajzerowskich Niemiec. Chcą granic z roku 1914:

.

.

Obwodu Kaliningradzkiego naturalnie Rosji nie odbiorą – ale co z resztą? Breslau, Stettin, Danzing, Posen, Kattowitz, Oppeln – to może być w ich zasięgu. Jeśli AFD stanie się główną partią rządzącą w Berlinie, a do tego może dojść szybciej, niż się spodziewamy i zabiegać będzie o dobrosąsiedzkie stosunki z Rosją, Moskwa z powodów taktycznych i strategicznych pójdzie na to. Dla Moskwy „nawrócenie” się Berlina na pro-rosyjskość będzie śmiertelnym ciosem dla zachodniej, wściekle antyrosyjskiej polityki. Bruksela bez Berlina okaże się bezsilna. Londyn ma na Kremlu przechlapane na zawsze, Paryż prawdopodobnie też. Ale Berlin ma dla Kremla znaczenie symboliczne, taktyczne i strategiczne – i na żarliwe prośby AFD o wybaczenie zareaguje pozytywnie. A wtedy Polska, rządzona przez kreatury typu Tuski, Kaczyńskie, Nawrockie, Sikorskie i reszta tego ukropolińskiego barachła znajdzie się w niemiecko-rosyjskich kleszczach.

Dla Niemiec Polska zawsze była przeszkodą w ekspansji na Wschód – już od czasów pierwszych Piastów. ZSRR była wiarygodnym gwarantem naszych Ziem Zachodnich, Ziem Odzyskanych. Ale czy obecnie Moskwa, widząc rządców Ukropolinu z pianą na pyskach, żądnych mordowania Rosjan, chcących Rosję wdeptywać w ziemię, będzie się troszczyła o nasze Ziemie Zachodnie, okupione krwią setek tysięcy Czerwonoarmistów, skoro w Niemczech jeszcze nie burzy się pomników Armii Czerwonej, a w Polsce tak. Pod niemieckim zarządem łatwiej będzie Rosji opiekować się cmentarzami Czerwonoarmistów na Ziemiach niegdyś Odzyskanych. A pamięć o poległych w Wojnie Ojczyźnianej jest w Rosji święta.

Czeka nas jeszcze też kolejna masowa, wielomilionowa emigracja z Ukrainy, być może już tej zimy. Szacunki mówią o 5-7 milionach nowych uchodźców. Sytuacja polityczna, gospodarcza, finansowa i militarna kijowskiej junty jest katastrofalna. Ostatnio, według doniesień, w Kijowie doszło nawet do strzelaniny pomiędzy rywalizującymi tajnymi służbami cywilnymi i wojskowymi. Atak dronem na siedzibę SBU był dziełem ukraińskiego HUR, odpowiednika rosyjskiego GRU, a nie Rosji.

.

.

Tam, w tym neobanderowskim kotle, brakuje jeszcze wojny służb o władzę i wpływy.

Z dużym prawdopodobieństwem tej zimy kijowska junta nie przetrwa. Stąd kijowski ćpun apeluje o zakończenie wojny jeszcze przed zimą. Pat i Pataszon (Witkoff i Kushner) nie osiągnęli w Moskwie nic. Rosja na polu walki zamierza osiągnąć wyznaczone cele. I osiągnie.

Nad Polską zbierają się naprawdę czarne chmury. Wprawdzie nastroje ślepo pro-ukraińskie w Polsce maleją, ale wrogość wobec Rosji nie. Większości Polaków brakuje instynktu pro-państwowego – kierowania się racją stanu, dobrem państwa, troską o gospodarkę. Zwyciężają rozbudzane i utrwalane od wieków nastroje wrogości do wschodniego, potężnego sąsiada.

Dotychczas w naszej historii bywało już, że gdy Niemcy i Rosja podawały sobie, ponad głowami Polaków, ręce, kończyło się to dla Polski i Polaków źle. Nie mówię, że AFD jutro dojdzie do władzy, ale może to jednak nastąpić dosyć szybko. Rzecz w tym, żeby Polska wyprzedziła Niemcy i pierwsza zadbała o naprawę stosunków z Rosją. Czy ktokolwiek w warszawce, w sprzedajnych elitach jednak o tym pomyśli? Wątpię. I to napawa mnie obawą.

Większość Polaków jak lunatycy, lub ludzie z zawiązanymi oczami daje się prowadzić w przepaść rusofobii.

.

.

Nie ma niestety w Polsce partii, która – jak AFD w Niemczech – chciałaby naprawy stosunków z Rosją, i która zdobyłaby w jednym województwie tak oszałamiające zwycięstwo. Konfederacji Grzegorza Brauna daleko jeszcze do AFD.

Gdybym był Niemcem, skakałbym do góry z radości po wyborach w Saksonii Anhalt. Ale jestem Polakiem i wynik tych wyborów napawa mnie obawą. Niemcy prędzej czy później zwrócą się z przeprosinami w stronę Rosji, a Polska znajdzie się w strefie zgniotu między tymi państwami. Co z niej wtedy zostanie, aż boję się myśleć…

.

opolczyk

.

.

Czy Rosja zaatakuje europejskich wasali NATO?…

.

.

W łże-mediach wciąż trwa debata – czy Rosja zaatakuje państwa NATO? A jeśli tak, to jak i kiedy? Najczęściej padały daty 2029 lub 2030 i okrzyki, że musimy się zbroić:

Wojskowy ostrzegł w rozmowie z agencją Reutera, że „patrząc na obecne możliwości i siłę bojową Rosji”, Kreml „mógłby rozpocząć niewielki atak na terytorium NATO nawet jutro”

Jednocześnie, zdaniem generała, przy obecnym tempie zbrojeń Rosja może być do 2029 r. zdolna do przeprowadzenia ataku przeciwko NATO na pełną skalę. Rozmówca Reutersa wyraził pogląd, że do 2030 r. Rosja zamierza podwoić swoje zapasy pocisków rakietowych.

To, czy do niego dojdzie, zależy w dużej mierze od naszego własnego zachowania – oznajmił, odnosząc się do działań odstraszających NATO.

Propaganda zachodnia przedstawia Władimira Władimirowicza jako skrzyżowanie Hitlera, Stalina i Dżyngis-chana. Jest Złem w najczystszej Zła postaci. Powinien więc zaatakować NATO natychmiast, ponieważ wie, że zachód, europejscy wasale NATO, na konfrontację z Rosją są obecnie nieprzygotowani, że muszą się najpierw pospiesznie dozbroić i zmilitaryzować, by być w stanie w roku 2029 ew. 2030 odeprzeć atak Rosji. A jednak to czyste Zło, Hitler, Stalin i Dżingis-chan w jednej osobie nie atakuje, choć zapas Orieszników, Kindżałów, Sarmatów i innych Buriewiestników ma już pokaźny, wystarczający, by zniszczyć kilkadziesiąt zakładów militarnych europejskich wasali NATO (produkujących sprzęt, zwłaszcza drony dla kijowskiej junty) oraz jego główne centra logistyczne z lotniskiem Rzeszów-Jasionka w pierwszej kolejności. A jednak czyste Zło czeka, nie chce kopać leżącego na łopatkach kolektywnego, bezbronnego zachodu i czeka, aż rozbrojony dostawami dla kijowskiej junty zachód się uzbroi, zwłaszcza w rakiety obrony powietrznej – i dopiero wtedy Zło w zachód uderzy.

Czy ktoś, kto ma choć kroplę oleju w głowie, w takie brednie gotów jest uwierzyć? Nawet ci, co to głoszą, wiedzą że łżą. A jednak nadal łżą.

Czy więc prezydent Putin wyda rozkaz ataku na zachodnich wasali NATO, czy nie wyda? Akurat ostatnio Trampek powiedział, że prezydent Putin nie chce atakować państw NATO. I tu nawet ten błazen ma rację. Znana jest jednak wypowiedź pewnego klasyka, który dawno już temu powiedział: nie chcem ale muszem. Władimir Władimirowicz nie chce atakować NATO, ale zaatakuje je, gdy do tego zostanie zmuszony. Po postępowaniu zaś europejskich wasali NATO widać, że wręcz prowokują oni Rosję do takiego ataku. Wciąż zastanawiam się, co siedzi w łbach tych idiotów. Widzą skutki rosyjskich ataków rakietowych i dronowych na UPAinie, z Kijowem włącznie. Wiedzą, że gdyby nawet mieli tysiące Patriotów, a nie mają, nie uchroniłyby one ich fabryk, gdyż są bezsilne wobec rakiet hipersonicznych, oraz nowoczesnych rakiet balistycznych zmieniających prędkość i kierunek lotu. Być może łudzą się, że prezydent Putin po prostu nie odważy się ich zaatakować, że tyle razy przekraczali już czerwone linie kreślone przez Kreml i nie wywołało to jego reakcji. A jednak obecnie Kreml, co widać na UPAinie, przestał się patyczkować i odpowiada na ataki kijowskiej junty z ogromną nawiązką, atakując i niszcząc fabryki będące własnością zachodnich korporacji, z usraelem włącznie.

Sytuacja gospodarcza i finansowa zachodu jest coraz gorsza, na co duży wpływ ma też niekończąca się wojna w Zatoce Perskiej. Trampek pewnie już z 50 razy ogłaszał całkowite zwycięstwo, zniszczenie irańskiej floty i irańskich wyrzutni rakietowych oraz odblokowanie Cieśniny Ormuz. A ona nadal dla usraela i jego wasali jest zamknięta, a Iran ostrzałem rakietami, których już nie ma, niszczycielsko odpowiada na prowokacje usraela i na mordowanie przezeń ludności cywilnej, jak to miało miejsce z atakiem na budynek cywilny w którym trwało wesele. Zginęły co najmniej cztery osoby, w tym dwoje dzieci. Ponad 60 osób zostało rannych. W mordowaniu cywili jedynie syjonistyczna kolonia w Palestynie oraz kijowska junta dorównuje zbrodniczemu aspirantowi na światowego hegemona. W odwecie Iran ostrzelał bazy militarne (to, co z nich jeszcze zostało) w Kuwejcie, Jordanii, Bahrajnie i w kurdyjskiej części Iraku oraz całkowicie zablokować Cieśninę Ormuz. Dla europejskich wasali NATO oznacza to pogłębiający się kryzys paliwowo-energetyczny, a co za nim idzie – i pogłębiający się kryzys gospodarczy. Czy w dobie kryzysu gospodarczego, bez benzyny, ropy i gazu, z rosnącą inflacją i spadającą produkcją, zachodni wasale NATO będą w stanie w 3-4 lata stać się potęgami militarnymi, co gromko głoszą? Jest to bardzo wątpliwe…

Na złą, by nie rzec – zbliżającą się do katastrofy – sytuację gospodarczą i finansową zachodu wpływają naturalnie i sankcje nakładane na Rosję, które zachodowi szkodzą znacznie bardziej niż Rosji. A odcięcie kijowskiej juncie transportu morskiego zmusza zachód do dodatkowych miliardów na wspieranie kijowskiej junty. Rosja systematycznie niszczy ukraińską infrastrukturę, magazyny i składy amunicji, fabryki, lokomotywy, sieć energetyczną, stacje paliw, co zmusza zachodnich sponsorów do jeszcze większego wspierania, także gospodarczego i materiałowego, kijowskiej junty. Musi jej dawać to, czego mu też zaczyna brakować. A jednak nadal, ślepo, w samobójczym zacietrzewieniu wspiera neobanderowców kijowskich.

Zaślepienie junty kijowskiej też powinno dziwić. Ogłoszona w czerwcu 40-dniowa operacja ataków dronowych, która miała zmusić Rosję do wstrzymania ognia i negocjacji, przyniosła efekt dokładnie odwrotny od zamierzonego. Rosja bez przerwy, w dzień i noc, atakuje rakietami i nowoczesnymi dronami odrzutowymi cele na Ukrainie. Kijowska junta jest z powodu wyczerpania obrony powietrznej praktycznie bezbronna. Obecnie Rosja znacznie mniejszą ilością dronów i rakiet zadaje kijowskiej juncie znacznie większe straty niż było to w przeszłości. No i ciągle Rosja wymyśla nowe pociski manewrujące, jak choćby ostatnio, produkowane już seryjnie, Banderole, niszczące dzień w dzień kijowskie instalacje portowe. I nie zapominajmy o tysiącach bomb szybujących, przed którymi UPAina też jest bezbronna.

Ostatnio Budanow mówił, że siły zbrojne UPAiny, aby utrzymały obecną zdolność obronną, potrzebują miesięcznie 30 tysięcy nowych żołnierzy. Oznacza to, że kijowska junta traci miesięcznie na frontach (zabici, ranni, wzięci do niewoli i dezerterzy) 30 tysięcy ludzi. A ilość mięsa armatniego na Ukrainie maleje, stąd pomysły o konieczności poboru kobiet. Wiele wskazuje na to, że nadchodząca zima może być dla kijowskiej junty ostatnia. I mimo, iż pomysł ćpuna, by 40-dniową  operacją dronową zmusić Rosję do negocjacji, przyniósł tak katastrofalne dla UPAiny efekty, ćpun wymyślił nową metodę na „pokonanie Rosji” – ostrzega wszystkie firmy lotnicze, by unikały rosyjskiej przestrzeni powietrznej ze względu na tysiące ukraińskich dronów, którymi ćpun chce sparaliżować ruch powietrzny Rosji. Prezydent Putin już zapowiedział, że reakcja Rosji będzie zdecydowana. A że od niedawna widać, iż nie rzuca słów na wiatr, można przyjąć to za pewnik.

Upaina większość dronów otrzymuje od zachodnich sponsorów. Jej własne moce produkcyjne są zbyt małe, a ostatnio jeszcze zmalały na skutek rosyjskich ataków. Mamy więc sytuację, że prawie wszystkie drony wystrzeliwane w głąb Rosji, są dziełem zachodu. W Rosji cierpliwość nie tylko zwykłych Rosjan, ale i władz ma swoje granice. Wprawdzie Trampek twierdzi, że Rosja nie zaatakuje NATO, ale równocześnie wysyła do Moskwy i do Kijowa swoich prywatnych żydowskich posłańców i negocjatorów – zięcia Kushnera i biznesowego kumpla Witkoffa.  Czy coś osiągną? A czy w przeszłości cokolwiek, jako wysłannicy Trampka, osiągnęli? Nigdy i nic.

Klasyk powiedział kiedyś: nie chcem ale muszem. Myślę, że z władzami Rosji, a zwłaszcza z samym jej prezydentem jest właśnie tak – on nie chce. Nie chce, by ta wojna rozlała się poza granice UPAiny. Ale zuchwałe, bezczelne, buńczuczne i prowokacyjne wręcz wobec Rosji postępowanie marionetek zachodnich, rządzących wasalskimi krajami NATO, po prostu zmusi Rosję do zdecydowanej reakcji. Nikt nie wie, gdzie leży granica bólu i cierpliwości władz na Kremlu. Może jest do niej jeszcze kawałek, a może już władze Rosji są na tej granicy, naciskane rosnącą presją rosyjskiej ludności  i opinii publicznej. Kto wie, czy nowy pomysł ćpuna nie będzie przekroczeniem tej granicy. I wtedy Rosja walnie – i to z grubej rury.

Bo tak sobie myślę, że jeśli wreszcie prezydent Putin zdecyduje się uderzyć w wasali NATO w zachodniej Europie, to nie ostrożnie, dozując ataki jedną małą rakietą w pojedynczy cel, jak aptekarz dozujący miksturę, a naprawdę z grubej rury.

Rosja wie, że kijowska junta bez wsparcia zachodu nawet by do władzy nie doszła, a tym bardziej nie byłaby w stanie prowadzić z Rosją od tylu lat wojny. Jeśli Rosja chce pokoju i bezpiecznych granic, a chce, musi zmusić zachód do całkowitego zaprzestania wspierania neobanderowskiej junty kijowskiej. Może zaś to zrobić na dwa sposoby – odczekać, aż kryzys gospodarczy i finansowy dobije gospodarkę zachodu do tego stopnia, że dalsze wspieranie kijowskiej junty będzie niemożliwe. Ale to może trwać jeszcze latami. Druga metoda – tak dowalić zachodowi, że mu pójdzie w pięty i będzie zmuszony wsparcie kijowskiej juncie wstrzymać natychmiast. Aby mu poszło w pięty, uderzenie musi być naprawdę nokautujące.

Ostatnio Radek Applebaumowicz znów wyskoczył z pomysłem utworzenia legii europejskiej wespół z „weteranami” neobanderowskiej junty. Nie przypuszczam, by Rosja tolerowała np. rozmieszczenie jej u granic Obwodu Kaliningradzkiego. Uderzy w nią natychmiast. Ten minister, ultra-syjonista, ultra-neo-banderowiec i ultra-rusofob jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski. Takich powinno się izolować w zakładach zamkniętych.

Rosja nie chce atakować NATO. Ale jeśli uzna, że ze względu na własne bezpieczeństwo musi to zrobić – uderzy. A wtedy będziemy mieli wszyscy pozamiatane, i to tak naprawdę, do końca…

.

opolczyk

.

.

1 września – rocznica wybuchu II wojny światowej…

Johna Ratcliffe’a, celebryty z CIA, efektowne show w Moskwie…

.

.

Nie milkną spekulacje, dywagacje, przypuszczenia i domniemania – po co w tajnej misji John Ratcliffe przyleciał na kilka godzin z – według usraelskich łże-mediów  – top sekret misją do Moskwy. Była tak utajniona, że nie wiedziała o niej nawet „Komisja Europejska”, jak donosi (nie znoszę donosicieli) Rzeczpospolita: Tajna podróż szefa CIA do Moskwy. Nietypowa misja bez wiedzy UE

Wizyta szefa CIA w Moskwie miała być utrzymana w tajemnicy. Teraz okazuje się, że o podróży Johna Ratcliffe’a nie wiedziała nawet Komisja Europejska. Waszyngton nie ujawnia szczegółów misji. Rzeczniczka Komisji Europejskiej Paula Pinho powiedziała w czwartek dziennikarzom, że dyrektor CIA John Ratcliffe nie poinformował UE o swojej podróży do Rosji z początku tego tygodnia.

Do Rzeczy pisze: Tajna wizyta szefa CIA w Moskwie. Miał naciskać na Rosję

Dyrektor CIA John Ratcliffe, podczas tajnej wizyty w Moskwie, miał naciskał na Rosję, aby nie utrzymywała stosunków gospodarczych ani w zakresie bezpieczeństwa z Iranem..WP wiadomości donosi: Tajna wizyta szefa CIA w Moskwie. „WSJ” ujawnił cel misji
Nieoczekiwana, kilkugodzinna wizyta dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie mogła być sygnałem ostrzegawczym dla Rosji w sprawie możliwych prowokacji wobec NATO lub mobilizacji – napisał „Wall Street Journal”. Według danych z otwartych źródeł jego samolot wyleciał z Rosji po ok. czterech godzinach.

Kompletnym odlotowcem okazał się Jakub Mielnik z Wprost. Bredził co następuje: Za kulisami tajnej wizyty szefa CIA w Rosji. „Putin znalazł się pod ścianą”

Niespodziewana wizyta szefa CIA w Moskwie pokazuje, że Trump w końcu wysłał do Rosji człowieka rozumiejącego, z kim mamy do czynienia na Kremlu. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że Amerykanie muszą poprosić Kijów o przerwę w nękaniu Rosji, żeby umyślny Białego Domu mógł bezpiecznie wylądować i wystartować z Moskwy. Reszta, przynajmniej na razie, to tylko medialna histeria..”

Pod ścianą” znajduje się usrael – przerżnął z kretesem w Zatoce Perskiej z Iranem, przegrywa wraz z całym NATO na UPAinie z Rosją, przegrywa gospodarczo i finansowo z Chinami, nawet Kanada mu bryka i nakłada cła odwetowe. Ciekawi mnie, jakie prochy bierze Jakub Mielnik. Po koksie takich odlotów by nie miał. Mógłby podrzucić mi jedną działkę – też bym chciał tak odlecieć.

Gdyby wizyta miała być rzeczywiście tajna, nikt by o niej nie wiedział. Zresztą wystarczyłoby szefowi CIA zatelefonować do szefa FSB, powiedzieć mu, co ma do powiedzenia i wtedy za Chiny nikt by o tej rozmowie nie wiedział. Mógłby też przylecieć po cichu do Moskwy nieoznakowanym, wyglądającym na pasażerski, samolotem CIA (a takich samolotów ma CIA więcej) i spotkać się z szefem FSB po cichu na lotnisku, lub zwykłym samochodem podjechać do siedziby rosyjskiego wywiadu. Gdyby zresztą usraelowi zależało na wywarciu nacisku na Rosję, Trampek w jego mediach socjalnych by napisał i powtórzył to przed kamerami (a ten błazen lubi takie spektakle), że ostrzega Rosję przed tym i tamtym i żąda od niej tego i tamtego. Rubio mógłby wzmocnić nacisk i zatelefonować do Siergieja Ławrowa z tym samym ultimatum, po czym powtórzyć je na konferencji prasowej. A jednak usrael wybrał „tajną” misję szefa CIA, przy czym owa tajność była zwykłą farsą i demonstracją siły. Dlaczego?

Do „tajnej” misji wybrano duży i rozpoznawalny na całym świecie usraelski wojskowy samolot transportowy C 17:

.

 

Można nim przewozić prezydenckie limuzyny, jeśli akurat aktualny lokator Białego Domu leci gdzieś za granicę:

.

.

Można nim transportować czołgi:

.

 

Spadochroniarzy do kolejnej agresji na nieposłuszne państwo:

.

.

Albo wywieźć afgańskich kolaborantów bojących się zemsty talibów:

.

.

I taki to samolot do „tajnej” misji wybrała CIA. Na dodatek wylądował on na cywilnym lotnisku Wnukowo, gdzie przewalają się dziesiątki tysięcy pasażerów dziennie, co już wzbudzić musiało zainteresowanie i „tajną” misję zdradziło. Transportowiec po wylądowaniu opuścił tylną klapę, na płytę lotniska wyjechała kolumna kilku samochodów i pod eskortą policji pomknęła ulicami Moskwy. Naturalnie tajnie, by nikt jej nie widział. Na kanale Welt widać ją w relacji z Moskwy (min 1:42):

I taka to była owa „tajna” misja szefa CIA w Moskwie. A przecież CIA potrafi faktycznie przeprowadzać tajne misje i operacje, pucze, zamachy stanu, przewroty, kolorowe rewolucje i operacje fałszywych flag, o których (nie o wszystkich) dowiaduje się opinia publiczna dopiero po dziesięcioleciach – po odtajnieniu tajnych wcześniej dokumentów. A tu przeprowadziła CIA „tajną” misję tak, aby natychmiast zauważył ją cały świat.

Myślę, że była to rozpaczliwa próba prezentacji siły i potęgi usraela: patrzcie – jacy jesteśmy potężni – szef CIA leci potężnym wojskowym samolotem mogącym transportować czołgi i spadochroniarzy. Nie podskakujcie więc i słuchajcie, co mamy wam do powiedzenia.

Rzecz jednak jest w tym, że silny, który wie, że jest silny, i który wie, że wszyscy inni też wiedzą, że jest on silny, nie musi tego ostentacyjnie pokazywać. Nie musi prężyć muskułów. To tylko słabeusz pręży muskuły, by sprawić wrażenie silnego. I takie wrażenie miał wywołać  Ratcliffe w Moskwie. Czy cel osiągnął? Pewnie nie taki jaki chciał. Ledwo odleciał z Moskwy, gdy junta kijowska poinformowała: Niechlubny rekord w Kijowie. Aż 13 alarmów w ciągu jednej doby
Ukraińskie władze poinformowały, że w czwartek Kijów doświadczył najintensywniejszego dnia pod względem liczby alarmów przeciwlotniczych od początku pełnoskalowej inwazji Rosji w lutym 2022 r. Syreny ostrzegawcze rozbrzmiewały w stolicy Ukrainy aż 13 razy w ciągu jednej doby, skazując mieszkańców na życie w ukryciu przez niemal 15 godzin.

Myślę, że była to odpowiedź Rosji na „tajną” misję szefa CIA w Moskwie. Odpowiedź naturalnie jak najbardziej słuszna, jednoznaczna i zrozumiała nawet dla tępaków w Białym Domu i Pentagonie. I w  Langley:

.

.

opolczyk

.

.