Alternatywna historia…

.

.

Zanim przystąpię do alternatywnej historii, zaprezentuję wiersz Masława znad Warty z roku 2013. Przeoczyłem go, choć na blog Dobrosławy często zaglądałem i zaglądam. Na szczęście ostatnio podesł mi go znajomy, Henryk:
.
OBUDŹ SIĘ ZIEMIO
.
Obudź się Ziemio, wyrzuć swe popioły
Niech powrócą na powierzchnię w potokach law
Niech ten, który Cię kocha żyw będzie, lecz goły
Resztę, co Cię czynią poddaną żywym ogniem straw
Zatrzęś się w posadach, obudź swe żywioły
Taki prezent sobie, Matko Ziemio, spraw
By człowiek w obliczu klęski czuł, że jest tylko człowiekiem
Człowiek, który zamiast się rozwijać, cofał z każdym wiekiem
.
Obudź żywioły, zerwij ostry wiatr
Niech pokaże on swoje ciemniejsze oblicze
Stępi wierzchołki Himalajów, Tatr
Niech fałszywego żywota powygasza znicze
Niech szaleje, szumi, niech z wolności rad
Rozpędza cyklony smagając je biczem
Niechaj rozedmie całą swoją siłę
Rozdmuchując z niwecz ludzkości mogiłę
.
Niech woda wzbierze, obmyje Twą twarz
Zmywając zeń kurz, który wiatr uczynił
Spłucze ludzki kajdan, jaki teraz masz
Niech utopi tego, kóry Cię obwinił
Wmawiając innym, że masz krótszy staż
Nie ma tu nikogo, kto by nie zawinił
Niechaj więc teraz pod naporem fali
Pyszałków wszystkich na kolana zwali
.
Niechaj Ogień Święty zbierze krwawe żniwo
Strawi to, co człowiek budował od lat
Niechaj w swe ramiona wtuli wszystkich, którzy chciwo
Grabili i niszczyli żywiący ich świat
Niechaj wiernym sobie zostawi łuczywo
I ślady by pamiętali ten prastary ład
A tym, którzy myśleli, że im się upiekło
Strasząc innym piekłem…Ziemio! Spraw im piekło!
.
Ty, Matko moja uchwyć mnie za dłoń
I pokaż mi popioły zamierzchłej przeszłości
Ocal ku przestrodze lub w swe łono wchłoń
Nie pozostawiając złudzeń, co do mej przyszłości
Ty, Matko Najświętsza masz tak wielką broń
Która to może pokazać ludzkości
Że Twe ostrzeżenia brali, jak o ścianę groch
A teraz nikczemnych rozetrzesz w proch
.
Głębszego przekazu nie szukaj w tych słowach
I nie myśl, że nihilizmem trącą
Mają za zadanie ułożyć nam w głowach
Nim nasze głowy jasne gromy strącą
Nie pomoże nam szczęście drzemiące w podkowach
Lecz zakucie w dyby tych, co w głowach mącą!
W poszukiwaniu morału niech nikt się nie trudzi,
Jest prosty: Ziemia będzie szczęśliwsza bez (tych) ludzi.
.
                                                               Masław znad Warty
.
Za: https://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/2013/07/sowianszczyzna-to-nasz-dom.html
.
.
Wiersz wstrząsnął mną do głębi, bo wiem, że Matka Ziemia potrafi wywoływać ogromne kataklizmy. Choć nie są one „karą” czy „zemstą” z Jej strony. Takie panują na niej Prawa Natury i należy je respektować. Wiele gatunków zwierząt odbiera np. sygnały o zbliżających się trzęsieniach ziemi, erupcjach wulkanów czy nadciągających huraganach i opusza zagrożone tereny. Człowiek zadufany w sobie i w swój rozum zatracił zdolność odbierania tych sygnałów. A gdy na domiar złego buduje ogromne aglomeracje miejskie w miejscach najwyższego zagrożenia, sam jest sobie winien. A jeszcze bardziej, gdy wyzwala siły drzemiące w jądrach atomów nie potrafiąc panować nad własnymi emocjami i agresją.
.
.
Alternatywna historia
.
Było to w czasie buntu antykościelnego, kiedy u Polan rządził Bolko II, który wraz z ludem obalił krzyż, a potem zniósł poddaństwo. Wróciły wolność i równość. Plemiona tworzące państwo Piastów znały jednak zagrożenie ze strony wszystkich sąsiadów, u których panował hebrajski zabobon (Niemcy, Czechy, Węgry i Ruś). Zawiązały więc dobrowolny sojusz, zwany Związkiem Po-wi-śle od nazwy trzech głównych grup plemiennych – Polan, Wiślan i Ślężan. Nawiązał on też natychmiast współpracę ze związkami Wieleckim i Obodryckim. Zorganizowany z inspiracji papiestwa i arcybiskupów niemieckich najazd czeskiego Brzetysława, dzięki odsieczy Wieletów i Mazowszan, został krwawo odparty. Syn Niemkini Rychezy, mnich Kazimierz, nie został „odnowicielem” – zmarł w niemieckim klasztorze. Mazowsze do Związku Po-wi-śle nie przystąpiło, ale było związane z nim sojuszem. Połączonymi siłami Po-wi-ślan i Wieletów odbito z niemieckich rąk Połabie Południowe – Miśnię i Łużyce. Przystąpiły one do Związku Wieleckiego. Systematycznie rok w rok połączone siły słowiańskich związków pustoszyły przygraniczne tereny wszystkich krystowierczych sąsiadów, burząc przede wszystkim grody mogące być dla wyznawców hebrajskich guseł bazami wypadowymi do najazdów na trwające w pogaństwie słowiańskie ziemie. Ludności podczas tych najazdów nie gnębiono, a kto chciał, mógł dobrowolnie osiąść na wolnej słowiańskiej ziemi, uciekając przed pańszczyzną, uciskiem i kultem wisielca na krzyżu. Próby najazdów organizowane przez cesarstwo, Czechy, Węgrów i Rusinów rozbijano w puch. Klęski, takie jak w bitwie pod Przecławą, doznawali  agresorzy wielokrotnie.
.
Nie tylko nie udało im się podbić ziem pogańskich Słowian, ale u siebie mieli problemy z pogaństwem. Próby obalenia rzymskich szubienic i przyłączenia się do wolnych związków pogańskich miały miejsca w Czechach,  na Morawach, na Węgrzech i na Rusi. Tłumione były jednak krwawo przez niemieckie cesarstwo i Bizancjum. Często, mimo wzajemnej wrogości, wspierały one siebie nawzajem w tłumieniu tych buntów. Nic nie przerażało ich tak bardzo, jak utracenie kolejnych, już ujarzmionych krzyżem słowiańskich ziem.
W końcu jednak, widząc ogrom ponoszonych strat podczas wielokrotnie ponawianych i krwawo odpieranych najazdów na Sławię, hebrajskoidalni sąsiedzi poniechali ich. Zrozumieli, że żywiołowi Słowiańskiemu nie poradzą. A aby zabezpieczyć się od wypraw odwetowych, niemieckie cesarstwo, a za nim reszta krystowierczych państw, wybudowały długi na tysiące kilometrów wał obronny, przypominający rzymski limes.
.

.
Technologicznie wzorowany był na słowiańskim systemie obronnym, lepszym od fortyfikacji kamiennych, które łatwo było kruszyć taranami i katapultami.
.

.
Ciągnął się po niemieckiej stronie wzdłuż Łaby od jej ujścia, następnie po czeskiej i węgierskiej stronie wzdłuż pasma Karpat, potem skręcał na północ po rusińskiej stronie wzdłuż Bugu, od Brześcia do Grodna ciągnął się przez wyrąbaną w puszczy przesiekę a następnie wzdłuż Niemna dochodził do wybrzeża Bałtyku. Wewnątrz krystowierczego limesu znalazły się także ludy Prusów i Jaćwingów, które zawarły wieczysty pokój ze Słowianami. Odgradzani limesem poganie nie przeszkadzali w jego budowie. Wręcz przeciwnie – wiedzieli, że teraz wyznawcy hebrajskich guseł zostawią ich w spokoju. A nie niepokojeni najazdami nie mieli powodu, by wyznawców krysta i Jahwe napadać. Krystowiercze państwa faktycznie całkowicie zaprzestały najazdów na odgrodzone limesem ziemie pogan. Więcej nawet – udawały, że tego obszaru nie ma, nie istnieje, chcąc w ten sposób wymazać z pamięci ludzi ogrom poniesionych od pogan klęsk. Tak jak dzisiaj media nie informują np. o dorocznych zlotach Grupy Bilderberg, tak samo na całe prawie tysiąclecie z kronik, później z gazet, a następnie z telewizji znikły wszelkie wzmianki o pogańskich plemionach zza limesu. Nawet na mapach ziemie te oznaczane były jako dziewicza puszcza nie należąca do żadnego państwa – dzikie ziemie niczyje. Niemniej kupcy (głównie drogą morską) docierali do niczyich ziem po bursztyn, zwierzęce skóry, futra bobrów i gronostajów, po wędzone mięso i przepiękne wyroby rękodzielnicze, przywożąc w zamian to, co zamawiali mieszkańcy. Odwiedzali też te ziemie podróżnicy,  łowcy przygód i ciekawscy. Wieści przywożone przez nich były ignorowane w oficjalnych przekazach. Rozchodziły się jedynie przekazem ustnym. Ale i w nim ziemie Słowian postrzegane były jako kraina odległa, leżąca gdzieś na drugim krańcu świata, czy wręcz na innej planecie, a nie tuż obok, po sąsiedzku, za limesem, w XX wieku już betonowym z drutami kolczastymi, jak ten stawiany obecnie w Izraelu.
.

.
Odgrodzone od hebrajskoidalnej reszty plemiona pogańskich Słowian nazwały ich ziemie Związkiem Słowiańskim, zwanym potocznie Sławią. Ustalono zasady samostanowienia plemion i wspólnot lokalnych oraz bezwzględny obowiązek pomocy plemionom zagrożonym najazdem. Zrezygnowano także z budowy kolejnych pogańskich świątyń, gdyż jak uznano, były wpływami obcymi. Po co nam świątynie, skoro  mamy święte gaje, święte góry i święte jeziora – mówiono. Istniejących już świątyń nie burzono, ale stały się czymś w rodzaju skansenów czy muzeami. I następne tysiąclecie żyły plemiona Sławii po swojemu, nie niepokojone przez hebroidalnych.
.
Tymczasem po drugiej stronie krystowierczego limesu historia toczyła się znanymi nam z podręczników koleinami. A więc wielokrotnie w walkach o papieski tron funkcjonowało równocześnie dwóch, a nawet trzech papieży, obrzucających konkurentów klątwami. Papieże walczyli też z cesarzami o dominację nad krystowierczym światem. Na przestrzeni tysiąca lat  średniowiecza nie było u krystowierców ani jednego roku bez bitew, wojen czy najazdów granicznych w imieniu krzyża. Przez tysiąc lat średniowiecza rok w rok lała się w krystowierczej Europie krew. Odbyły się też wszystkie wyprawy krzyżowe do krystowierczej „ziemi świętej” i złupiono podczas jednej z nich Konstantynopol. Były krucjaty przeciwko katarom, husytom i waldensom, a nawet przeciwko katolikom.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krucjata#Wyprawy_krzy%C5%BCowe_przeciw_katolikom
.
Później była i reformacja i fanatyczne wojny religijne między katolikami a protestantami. Były polowania na czarownice i rzeź hugenotów. Krzyżacy też byli, tyle że ze stolicą nie w Malborku a w inflanckiej Rydze. Walczyła z nimi Litwa, po czym się skatoliczyła. Powstało prawosławne cesarstwo rosyjskie. Po wiekach wspólnie z inflanckimi Hohenzollernami i arcykatolickimi Habsburgami, gdy Rosją rządziła Niemkini Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst, ksywa Katarzyna, dokonano rozbiorów Litwy. A na zachodzie był Napoleon, a wcześniej wojna stuletnia, trzydziestoletnia i setki innych wojen. Odkryto Amerykę i był okres ludobójczego kolonializmu i roznoszenia przez Europejczyków po świecie nadjordańskich guseł. Miała miejsce rewolucja przemysłowa i narodziny chciwego kapitalizmu. Była I i II wojna światowa. Tyle, że stolicą Niemiec nie był Berlin a Monachium. II wojna zaczęła się w roku 1940 od niemieckiego ataku na Danię, Benelux i Francję. Później Wermacht uderzył 22 czerwca 1941 na ZSRR z terenów sojuszniczej Rumunii. W 1945 roku Armia Czerwona dobiła III Rzeszę w Monachium, idąc do niego szlakami na południe od Karpat. Potem była zimna wojna i upadek ZSRR. A 11 września 2001 CIA i Pentagon przeprowadziły największą w historii operację fałszywej flagi niszcząc trzy wieżowce WTC (1, 2 i 7) i atakując Pentagon (dział księgowy), niszcząc tym atakiem dokumenty mogące ujawnić wielomiliardowe malwersacje. Dało to usraelowi pretekst do zbrojnych interwencji i napaści na kraje muzułmańskie, rzekomo w pościgu za bin Ladenem i wojną z terroryzmem. Mieszkańców zachodu zapędzono w międzyczasie do wyścigu szczurów, prawatyzacją wywłaszczono ich z majątków narodowych, ograbiano ich i ich zniewolone państwa złodziejskim systemem bankowym kreującym pieniądz z powietrza w postaci długu. Ponadto mieszkańców zachodu uzależniono mass mediami, konsumpcją, odwracano ich uwagę od rzeczywistości plotkami, przemysłem filmowym i ogromną ilością różnych igrzysk sportowych. Pchano ich też co rusz na fałszywe barykady oraz podstawiano fałszywych liderów środowiskom antysystemowym. Rzeczywistych liderów jak Haider w Austrii czy Lepper w Polsce likwidowano. A na Bliskim Wschodzie od powstania państwa Izrael ciągle trwał „kocioł”. Była to prawdziwa beczka z prochem i kwestią czasu było, kiedy dojdzie do eksplozji.
.
Tymczasem Związek Słowiański nadal żył własnym życiem. Zacofany nie był. Wszystkie nowoczesne technologie militarne wprowadzał na wszelki wypadek u siebie, by nie zostać podbity. Także wiele wynalazków technicznych wdrożył w życie. Nadal jednak obowiązywało w nim Prawo Matki Ziemi mówiące, że człowiek jest jej dzieckiem a nie panem, że jest częścią Przyrody a nie jej właścicielem i że nie można wdrażać żadnych technologii niszczycielskich i szkodliwych dla środowiska naturalnego. Słowianie mieli nawet małe fabryki wyposażone w maszyny, w niczym jednak nie przypominające zachodnich. Produkowano tam tylko tyle wyrobów, ile potrzebnych było wspólnotom – właścicielom fabryk – i trochę nadwyżki na eksport, by mieć za co nabywać choćby nowoczesną broń potrzebną do ewentualnej obrony własnych ziem. Metodą prób i błędów świadomie zredukowano zresztą ilość maszyn. Zauważono bowiem, że jeśli młodzieży brak jest sensownych zajęć, dostaje niekiedy małpiego rozumu. Pracą w polu i we wszystkich fabrykach obarczono właśnie młodzież. Pieniędzy wewnątrz wspólnot nie używano. Wytwarzana na wspólnej ziemi żywność dzielona była wg ilości członków rodzin. Wyroby z fabryk także. Jeśli ktoś chciał więcej, sam mógł sobie na własną rękę wyprodukować. Ale udało się utrzymać w kulturze powszechnej pogardę wobec dorobkiewiczów i ludzi chcących gromadzić tzw. „dobra” i „bogactwa”. Tacy nigdy nie cieszyli się u Słowian szacunkiem.
.
W trzeciej dekadzie XXI wieku doszło do upadku cywilizacji zza limesu. Nastąpił nadspodziewanie szybko. Szybciej, niż upadał ZSRR, który jeszcze za Breżniewa wydawał się potężny i niezniszczalny, a 9 lat później już nie istniał. Upadek cywilizacji zachodu miał wiele przyczyn, które razem wzięte okazały się zabójcze. Rozbudzany konsumpcjonizm w obliczu postępującej pauperyzacji szerokich rzesz mieszkańców zachodu oraz systematyczne cięcie „socjalu” skutkowało narastającymi, coraz gwałtowniejszymi i o coraz szerszym zasięgu rozruchami. Kryzys budżetów państw zachodu niewypłacalnie zadłużonych u banksterów był główną przyczyną i cięć socjalu i pauperyzacji społeczeństw. Nie może normalnie funkcjonować system gospodarczy, jeśli kreowany w nim pieniądz jest długiem, który na dodatek należy spłacać z lichwiarskim odsetkiem uzurpatorom-grabieżcom, tworzącym pieniądz z powietrza. Nastąpił też przywidywany przez wielu krytyków „postępu” kryzys surowcowy. Rosnąca bez opamiętania produkcja tzw. „dóbr” załamała się na skutek braku wielu stosunkowo rzadkich minerałów i metali. Doszedł do tego kryzys energetyczny. Elektrowni atomowych nie budowano już ze względu na protesty i kłopot z odpadami radioaktywnymi. Ogromnemu wzrostowi zapotrzebowania na ropę, zwłaszcza z powodu eksplozji motoryzacyjnej tak ludnych państw jak Chiny i Indie, towarzyszyło osiągnięcie w wielu krajach eksporterskich tzw. „peck oil” – szczytu wydobycia ropy. Taniej ropy było coraz mniej, a cena ropy pozyskiwanej z piasków i łupków bitumicznych z powodu kosztownej technologii była kilkakrotnie wyższa. Eksploatacji piasków i łupków bitumicznych towarzyszyła dodatkowo gigantyczna katastrofa ekologiczna.
.
.
Na dodatek pękła kolejna gigantyczna bańka finansowa nadmuchana przez złodziejskie banki komercyjne i tzw. „banki inwestycyjne”, co pozbawiło oszczędności, mieszkań i domów miliony mieszkańców usraela i jewrounii. Pęknięcie bańki wywołało z kolei gigantyczny ogólnoświatowy kryzys gospodarczy i zamarcie globalnego handlu. Masowo narosło bezrobocie, a tysiące firm i korporacji ogłosiło upadłość. Załamała się złodziejska giełda. Na dodatek rządy zachodnie ogłosiły konieczność ratowania banków. Było to przysłowiowym rzuceniem iskry na beczkąę prochu. Rozwścieczeni mieszkańcy zachodu setkami milionów wyszli na ulice. Zapłonęły banki oraz siedziby władz wszystkich szczebli. Rozpoczęło się plądrowanie sklepów, magazynów i hurtowni. Do protestujących przyłączała się część policji i wojska. Zapanował totalny chaos.
.

Najgorsze zamieszki wybuchły w usraelu. Nie wiadomo kto i w jakim mieście oddał pierwszy strzał. Ale gdy padł, zaczęła się prawdziwa wojna domowa ludności przeciwko władzom. Ludność cywilna usraela posiadała łącznie więcej broni palnej, niż jest jej w magazynach zbrojeniowych wszystkich armii zachodniej Europy. Gdy plądrujących sklepy i banki zaatakowały policja i gwardia narodowa, ci odpowiedzieli ogniem z setek milionów luf pistoletów i karabinów. Policja i gwardia narodowa praktycznie zostały wystrzelane, a rozruch zamiast ucichnąć, rozpalił się jeszcze bardziej. Wtedy Faszyngton do pacyfikacji buntu wysłał regularne wojska wspierane prywatnymi armiami jak Blackwater. Ale wielu żołnierzy przechodziło na stronę zbuntowanych, a stany zachodniego wybrzeża i stany południowe ogłosiły niezależność od Faszyngtonu i wyjście z unii. United States rozsypywał się na kawałki. Aby temu zapobiec, Pentagon w trybie alarmowym, zarekwirowanymi samolotami pasażerskimi wszystkich linii usraelskich w ciągu kilku dni ściągnął do stanów załogi wszystkich baz usraelskich z całego świata. Ale ani buntu ludności, ani secesji kolenych stanów Faszyngton nie mógł już powstrzymać. Wtedy Pentagon na rozkaz właścicieli United States z Wall Street i FED-u chwycił się ostatniej deski ratunku – zaatakował na zachodnim wybrzeżu kilkadziesiąt miast i ważnych obiektów (takich jak zapora Hoovera na rzece Kolorado)…
.
.
… głowicami atomowymi ogłaszając, że był to atak wrogów usraela – Korei Północnej, Iranu i Rosji. Liczono na to, że na skutek „ataku na Amerykę” mieszkańcy zaprzestaną wojny z władzami i staną do obrony kraju. Ale banksterzy i Pentagon przeliczyli się – ludność nawet przez sekundę nie myślała o obronie kraju ograbionego przez banki z przyzwoleniem sprzedajnych władz. I to był koniec usraela – USA! Sprawdziły się słowa mądrego Indiania – „Ameryka” przyszła i odeszła, bo jej mieszkańcy zapomnieli instrukcji życia.
.

.
Ale to nie uderzenie głowicami nuklearnymi na zachodnie wybrzeże było najgorszym kataklizmem. Wyzwolił on uśpione potężne siły skryte w łonie Matki Ziemi. Największych zniszczeń dokonała sama Natura. Niejedna silna głowica atomowa wybuchła na styku płyt tektonicznych w rejonie uskoku San Andreas, w miejscach gdzie istniało ogromne naprężenie zakleszczonych skał. Pod wpływem eksplozji zakleszczone skały uległy skruszeniu, co poskutkowało na całym zachodnim wybrzeżu ogromnymi trzęsieniami ziemi, przekraczającymi 10 stopni w skali Richtera. Nastąpiły gwałtowne przesunięcia płyt w pionie i w poziomie oraz pękanie ziemi jak to w Afryce.
.
.
Ogromne przesunięcia płyt tektonicznych w usraelu wywołały efekt domina – na wielu innych stykach płyt tektonicznych także doszło do katastrofalnych przesunięć płyt tektonicznych i trzęsień ziemi. A że część z nich miała miejsce i pod wodami oceanów, wybrzeża wszystkich kontynentów zniszczone zostały gigantycznymi falami tsunami. W wielu miejscach tsunami docierały na wiele dziesiątek kilometrów wgłąb lądów, a w innych obrywały całe strome nabrzeża, które zsuwając się do wody wywoływały kolejne tsunami. Ponadto ogromne trzęsienia ziemi uaktywniły też setki wulkanów. W wielu regionach świata niebo na miesiące przysłoniły chmury wulkanicznych pyłów.
.
.

Ale i to nie był jeszcze koniec wywołanych przez człowieka kataklizmów. Na wieść o upadku usraela miliony muzułmanów ruszyło na znienawidzony Izrael. Władze w Telawiwie zażądały od stolic zachodniej Europy wsparcia i odsieczy. Ale tam trwały zamieszki, plądrowanie sklepów i palenie banków, a władze schroniły się w podziemnych bunkrach. Wściekłe władze Izraela odpaliły więc  wszystkie kilkaset posiadanych rakiet z głowicami jądrowymi w stronę stolic i strategicznych punktów świata muzułmańskiego. Tylko jedną jedyną odpalono w stronę Europy – na Rzym. Generał, który głowicę odpalał, głośno rzekł tak – myśmy wymyślili katolicyzm i podrzuciliśmy go rzymskim gojom. I my zniszczymy teraz jego stolicę.

Ale i głowice atomowe z Pakistanu doleciały do Izraela. Najpierw wystrzelono na Izrael ze wszystkich państw muzułmańskich tysięce rakiet konwencjonalnych. Obrona Izraela wystrzelała ne nie cały system antyrakietowy. I wtedy Pakistan odpalił rakiety z głowicami atomowymi. Telawiw wyparował. Tak samo Jerozolima, wraz ze wzgórzem świątynnym. Ze świętego dla trzech religii abrahamowych miasta została wielka dziura w ziemi, której dno po wystygnięciu pokryte było grubą skorupą szkła powstałego ze stopionych skał i piasku. Z całego Izraela pozostało jedynie promieniotwórcze Morze Martwe, do którego jeszcze przez wieki spływały Jordanem spłukiwane deszczami pyły radioaktywne. Przestał praktycznie istnieć także cały świat islamu, będący jedną wielką promieniotwórczą pustynią. Wyparowały Mekka, Medina, Bagdad, Damaszek, Teheran, Islamabad, Kair, Aleksandria, Trypolis i wszystkie pozostałe stolice i metropolie świata islamu. Ponad 1,5 miliarda muzułmanów zginęło od eksplozji głowic atomowych, promieniowania, trzęsień ziemi i głodu wywołanego chmurami pyłu wulkanicznego i grzybów atomowych. Tylko na obrzeżach świata islamu przeżyły garstki wyznawców proroka. Ale po przeżytym kataklizmie zrozumieli, że Allah nie istnieje, że był wymysłem i fikcją. Gdyby istniał, nie pozwoliłby Izraelitom zniszczyć Mekki i Medyny. Odrzucili więc islam i powrócili do pogaństwa…
.
Chiny powalił na kolana najpierw światowy krysys gospodarczy. Katastrofalnie uzależniona od eksportu wyrobów i importu surowców gospodarka Chin rozsypała się jak domek z kart. Wybudowany w krótkim czasie dziki kapitalizm załamał się. Później doszły katastrofalne trzęsienia ziemi oraz równie katastrofalne tsunami. Na koniec wraz z pasatami nad Chiny nadciągnęły chmury radioaktywnych pyłów unicestwionego świata islamu, oraz pył wulkaniczny zasłaniający Słońce. Zaczęło się masowe wymieranie. Na koniec z prawie 1,5 miliarda mieszkańców Chin przeżyło ledwo 15 milionów. Kataklizm zawrócił ich do epoki kamiennej. Podobny los spotkał drugie najludniejsze państwo świata – Indie. Nic nie pomogły modły braminów…
.
Z cywilizowanego świata najmniej ucierpiała Rosja. Kryzys gospodarczy i finansowy zbytnio nie zakłócił jej autarkicznej gospodarki, a największe jej miasta nie leżały w strefach trzęsień ziemi ani tsunami. Choć chmury pyłów radioaktywnych i wulkanicznych i jej dały się ostro we znaki. A od trzęsień ziemi na prawie bezludnych obszarach Syberii zniszczeniu uległa cała sieć  rurociągów z gazem i ropą.
.
Na południowej półkuli cywilizacja upadła całkowicie. Wszystkie wielkie nadmorskie miasta takich państw jak Australia czy Brazylia zniszczone zostały przez tsunami. Reszty dokonały katastroficzne trzęsienia ziemi i pyły wulkaniczne.
.
Całkowicie na całym świecie zamarła żegluga morska. Większość statków i okrętów uległa zatopieniu lub wyrzuceniu na brzegi kontynentów. A te, które nie uległy zniszczeniu, nie miały gdzie wpływać – porty nie istniały zmiecione falami. A poza tym nikt nie oczekiwał na ich towary czy pasażerów. Całkowicie zamarła też komunikacja lotnicza – pyły wulkaniczne i brak paliwa uczyniły wszystkie samoloty i helikoptery bezużytecznym złomem. Zamarł i ruch samochodowy. Nie było ani paliwa, ani co i komu transportować. Wszystkie elektrownie stanęły ze względu na zerwane kataklizmami linie energetyczne lub brak paliwa. Jedynie w elektrowniach atomowych jeszcze przez tysiąclecia w zablokowanych reaktorach produkownana była radioaktywność.
.
W usraelu  trzęsienia ziemi i tsunami spustoszyły wszystkie wybrzeża. Jego symbol – NY – przestał istnieć.
.
.
.
Wybuchy wulkanów, w tym i superwulkanu w Yellostone dokonały dzieła zniszczenia. Na koniec kataklizm przeżyło ledwo kilka milionów usraelitów. I dopiero po tej zagładzie zapytali Indian, których część przeżyła w rezerwatach, o właściwą instrukcję życia. I wreszcie zaczęli żyć zgodnie z nią, z Prawami Natury…
.
W zachodniej Europie zamieszki trwały miesiącami. Po splądrowaniu miast ludność w obliczu głodu zaczęła plądrować wieś. Nikt nie pracował na polach, nie orał i nie siał. I tu doszło do trzęsień ziemi i erupcji wulkanów, a rozbudzony po dziesiątkach tysięcy lat uśpienia superwulkan z pól fregrejskich w pobliżu Neapolu (średnica kaldery wulkanu – 13 kilometrów) zmazał z powierzchni ziemi Włochy, a pyłami gigantycznej erupcji zasłonił na miesiące niebo nad zachodnią Europą. Nastała nad nią zima wulkaniczna. Przeżyło ją ledwie kilkanaście milionów ludzi.
.
Natomiast Związek Słowiański w dosyć dobrym stanie przetrwał wszystkie te kataklizmy. Kryzys gospodarczy z braku kapitalizmu i bandyckiego systemu bankowego w ogóle go nie dotknął. Nie było żadnych rozruchów spauperyzowanej ludności, gdyż u Słowian nadal nie było biedaków obok bogaczy. Chmury pyłów radioaktywnych, nim dotarły nad Sławię, zostały prawie całkowicie wypłukane przez deszcze. Jedynie pył wulkaniczny i wywołana przez niego „zima” dotknęła i Słowian. Ale posiadali ogromne zapasy ziarna, wędzonego i solonego mięsa i ryb, suszonych owoców i kiszonych warzyw i grzybów. Przez co tego zimowego wulkanicznego roku nawet nie wychodzili w pole. Nie orali, nie siali – żyli ze zgromadzonych zapasów. Nikt u nich nie zaznał głodu.
.
I wtedy, gdy w zachodniej Europie nadal panował jeszcze głód, ale pyły wulkaniczne już opadły, przypomnieli sobie niedobitki jej mieszkańców o antysłowiańskim limesie i o tym, że po drugiej jego stronie ludzie żyli i żyją inaczej – bez banków, wyścigu szczurów, wyścigu zbrojeń, chciwości, kapitalizmu i wyzysku. I wreszcie poszli po rozum do głowy. Wysłali emisariuszy do Sławii, by obejrzeli słowiański system społeczny. Po czym powoli zaczęli wdrażać go u siebie. Powrócili też do własnych pogańskich bogów. Nie chcieli ponownej zagłady, jaką przyniosły światu religie abrahamowe i banksterski kapitalizm. Rosja po upadku wrogiego jej zachodu także odrzuciła żydogenne prawosławie. Zlikwidowała zbrojenia, już niepotrzebne. Pomogła odbudować się po pogańsku zachodowi. Przyjęła też wzorce obowiązujące od tysiąca lat w Związku Słowiańskim i przystąpiła do niego.
.
Kataklizm, jaki dotknął Ziemian i całkowicie zniszczył nowotwora cywilizacji, uświadomił jej niedobitkom, jak marnym i nic nieznaczącym pyłkiem są ludzie w obliczu Sił Natury. Przestali czuć się panami Przyrody. Nabrali wobec Niej pokory. Zrozumieli też, że nakaz, by czynili Ziemię sobie poddaną był oszustwem, szaleństwem i ślepą uliczką.
.
Odtąd  ludzkości nie zagrażała już samozagłada ani wyzysk człowieka przez człowieka.

.
Jaki piękny mógłby być świat bez religii abrahamowych i kapitalizmu…
.
.
opolczyk

.

.

 

.

Reklamy

Dlaczego religia jest tak ważna, dlaczego problemem jest chrześcijaństwo?

.

.

Czyli o  dobrych bogach Słowian i o bogu niewolników w religiach abrahamowych…

.

Metro podrzucił mi meilem świetny komentarz „Marcina” ze strony Klubu Inteligencji Polskiej:

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2019/01/silny-kosciol-to-slaba-polska/#comment-7550

Zamieszczam go poniżej w całości, choć najpierw umieszczę jeden jego, dla mnie najważniejszy akapit, pokazujący różnicę między bogami Słowian a „bogiem” biblijnym. Tu dodam, że jest ten komentarz naprawdę świetną zwięzłą analizą istoty religii, zwłaszcza krystowierstwa. Aż zazdroszczę autorowi, „Marcinowi, żem sam tego tak nie napisał”.
Wyszczególniony przeze mnie fragment jego komentarza brzmi:
.
„Wysłannicy Jezusa „Chrystusa”, jak tu weszli, to bardzo dużo czasu poświęcili na niszczenie słowiańskiej, a także pruskiej czy germańskiej kultury. Dlatego mało wiemy o starych bogach. Na tyle na ile udaje się rekonstruować stare wierzenia, posiłkując się porównaniami do obszarów, gdzie przetrwały one w lepszej formie, chociażby w Mongolii czy na Syberii, to rodzimi bogowie nie byli panami wymagającymi ślepego posłuszeństwa, byli raczej przyjaciółmi, depozytariuszami jakiegoś fragmentu uniwersalnej wiedzy o życiu człowieka, większej lub mniejszej grupy społecznej czy samej przyrody. Jeśli wymagali posłuszeństwa, to w zamian oferowali realne korzyści związane podążaniem według praw życia, które oni lepiej znali. Byli przewodnikami i przyjaciółmi a nie panami.
.
Wątpliwe czy Perun, Swaróg i Swarożyc potrafiliby zbudować społeczeństwo niewolnicze, w jakim przyszło nam żyć. Jezus „Chrystus” każe być nam posłusznymi władzy niewolnikami, nie obiecuje żadnych realnych korzyści oprócz nieweryfikowalnego „zbawienia” i „życia wiecznego”.”
.
No właśnie – bogowie Słowian byli przewodnikami i przyjaciółmi, a nie panami. I nauczycielami!!!. Uczyli jak żyć w harmonii z Przyrodą. I oczywiście, że Perun, Swaróg i Swarożyc nigdy nie zamierzali budowy społeczeństwa niewolniczego! Im by coś takiego nigdy do głów nie przyszło. Nie tylko by tego nie potrafili (bo nie mieli natury tyranów) ale przede wszystkim tego by niech chcieli. Chcieli wzbudzać u Słowian szacunek do siebie czyli do Praw Natury, a nie paniczny strach przed „gniewem bożym”. Chcieli by Słowianie ich kochali, a nie w strachu na kolanach żebrali o miłosierdzie i „zbawienie”. Im wystarczało, że Słowianie oddawali im cześć i przy okazji wielu ich świąt w podzięce Im tańczyli, śpiewali, bawili się i byli radośni. Uczyli afirmacji życia, radości z życia, a nie pokutnictwa, cierpiętnictwa i strachu przed „piekłem” i „wiekuistym potępieniem”. Chcieli być czczeni, kochani, ale nigdy nie wymagali ślepej w nich wiary oraz niewolniczego posłuszeństwa im i ich kapłanom, narzucającym bzdurne dogmaty. Byli opiekunami a nie bezwzględnymi tyranami żądnymi absolutnej, tyrańskiej władzy dla siebie i swoich kapłanów. A jeśli wymagali posłuszeństwa – to tylko Prawom Natury których byli uosobieniem. I jeśli Słowianie tym Prawom byli posłuszni – żyło im się po prostu lepiej. Nie groziła im np. katastrofa ekologiczna, czego o współczesnej cywilizacji powiedzieć nie można.
Tu dodam jeszcze, że wcale nie tak mało wiemy o słowiańskich, o naszych bogach. Wiedza o nich przetrwała w nieomal niezakłamanej formie wśród prostego, wiejskiego, gnębionego pańszczyzną ludu do co najmniej XIX wieku. A wtedy zainteresowali się nim pierwsi badacze kultury słowiańskiej i etnografowie. Dzięki nim wiemy dużo o naszych starych bogach.
Kapitalne znaczenie ma tu np. krótki cytat Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego z jego dzieła ” O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem” :
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
.
Zorian (Adam Czarnocki) znalazł na polskiej i ruskiej wsi jeszcze w pierwszych dekadach XIX wieku nadal żywą pamięć o starych bogach. Nadal odprawiano ku ich czci obrzędy i nucono na ich cześć pieśni (nie za głośno by szpicle plebanowi nie donieśli). Ale dlaczego wiejski prosty lud, gnębiony pańszczyzną, dziesięcinami i różnymi „powinnościami” na panów i kler, zamiast szukać ratunku i pocieszenia u żydowskiego „zbawiciela”, „dobrego pasterza”, trwał z uporem przy starych bogach? Wszak nadjordański „zbawiciel” obiecywał przecież „niebo” wszystkim pokornym i uciśnionym. Rozwiązanie tej zagadki leży w tym, że jego obietnice dotyczyły tylko tych, którzy będą w niego (i w jego domniemanego „boga-ojca”) ślepo wierzyć i będą im niewolniczo posłuszni. Lud wiejski, jakkolwiek politycznie i społecznie był od wieków zniewolony, zachował duchową wolność. I pamiętał starych dobrych bogów, którzy nie straszyli „wiekuistym potępieniem”. Byli opiekunami a nie tyranami każącymi pościć i pokutować, by wejść do Nawii – do niej u Słowian trafiali wszyscy. Byli dobrzy starzy bogowie, nie zaś podstępni jak „dobry pasterz”, u którego ceną „wiekuistego zbawienia” było wyrzeczenie się dobrych bogów i zrobienie z siebie duchowego niewolnika, ślepo posłusznego „bogom cudzym”. Natomiast ówczesna elita, szlachta, jakkolwiek dominowała politycznie i społecznie nad ludem, była duchowo zniewolona, była duchowym rabem kleru, nadjordańskiego „zbawiciela” i jego domniemanego, psychopatycznego, biblijnego „boga-ojca”.
Dobrze że autor komentarza, „Marcin” w cudzysłów wziął „Chrystusa”. Należy na każdym kroku uprzytamniać ludziom, że „Chrystus” to nie drugie imię galilejskiego „zbawiciela”, wykreowanego przez oszustów na krysta – pomazańca Jahwe – a jedynie przydomek.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomazaniec
.
Jedynie do owej „germańskiej kultury” mam wątpliwości. Tacytowi Germanie byli to w większości Słowianie i (bliżej Renu) Celtowie. Niemiecka historiografia przywłaszczyła sobie ich jako „proto-Niemców” – choć ci mieszkali wtedy jeszcze w Gotlandii (Skandynawia). Tak więc gdy wysłannicy krysta przyszli tu (na nasze ziemie), niszczyli kulturę Słowian a potem Prusów. Tych ostatnich niestety już z pomocą skatoliczonych Piastów. Poniżej zamieszczam cały komentarz „Marcina”. Tu jeszcze wyjaśnienie „techniczne” – tak się składa, że znam autora tego komentarza. Spytałem go, czy mogę go opublikować u mnie na blogu. Wyraził zgodę, przy czym podesłał mi meilem wersję komentarza nieco rozszerzoną i poprawioną („literówki”). Dlatego ta opublikowana u mnie nieco różni się od tej z komentarza na portalu KIP.

.

„Dlaczego religia jest tak ważna, dlaczego problemem jest chrześcijaństwo?
.
Dlaczego tak prawdziwe jest stwierdzenie Karola Modzelewskiego: „(…) bez Kościoła czeka nas (czytaj: żydów) w Polsce zgroza”.
.
Dlaczego wszelkie poważne zmiany świadomości zbiorowej powinniśmy zacząć od porzucenia chrześcijaństwa, szczególnie rzymskiego katolicyzmu i budowy czy rekonstrukcji jakiegoś przyzwoitego systemu wierzeń?
.
Czym zatem jest religia?
.
Religia to system wierzeń i rytuałów definiujących filary rzeczywistości w konkretnej społeczności. Religia kreuje sferę świętą, sacrum, nie podlegającą racjonalnej weryfikacji. To religia usiłuje odpowiedzieć na pytania podstawowe, typu: jaki jest cel mojego istnienia? Kim są ludzie wokół, np. bliźnimi czy konkurentami? Czym jest zbiorowość w której żyję, co nas łączy? Jak się zachowywać wobec ludzi wokół, bliźnich czy konkurentów? Po co żyjemy? Co się stanie po śmierci? I tak dalej …
.
Homo sapiens jest stworzeniem nieracjonalnym, w każdym razie zdrowy psychiczne człowiek jest stworzeniem nieracjonalnym, ponieważ obok czy ponad sferą racjonalną kieruje się wskazówkami z metafizycznego obszaru Dobra i Zła. Etyka, moralność – nie podlega racjonalnej weryfikacji, stoi ponad rozumem. Każda kultura próbuje odkryć owo nadnaturalne Dobro i Zło w konkretnych warunkach przyrodniczych i społeczno-gospodarczych.
.
Człowiek jest zwierzęciem społecznym i religia ma za zadanie ujednolicić tą sferę życia w grupie (plemieniu, narodzie). Religia odpowiada na pytania podstawowe, kreuje fundamenty światopoglądu u wszystkich członków grupy (także dysydentów, którzy mogą się sprzeciwiać poszczególnym elementom narzuconego światopoglądu) i tworzy zorganizowane społeczeństwo.
.
W społecznościach plemiennych religia jest pewnie organicznym tworem kultury, wyrazem dorobku członków plemienia, łącznikiem z życiowym dorobkiem poprzednich generacji.
.
W zhierarchizowanych organizacjach państwowych religia to instrument władzy sprawowanej nad masami przez „grupy kontrolujące kluczowe środki produkcji” (Karol Marks). W takich organizacjach religia jest częściowo tożsama ze „szlachetnym kłamstwem”, o którym rozprawiał Platon w „Państwie”. To mit, który ma wyjaśnić, dlaczego jedni są „na górze” a inni „na dole” i uzasadnić to odwołując się do metafizycznego porządku świata, najlepiej z wykorzystaniem pojęć Dobra i Zła. Zhierarchizowany porządek społeczny uzyskuje w ten sposób nadnaturalne usankcjonowanie będąc wyrazem działalności tych samych sił, które wywołują burze, opady deszczu czy śniegu i rządzą porami roku.
.
Fragment Listu świętego Szawła do Rzymian, rozdział 13 (http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=282):
.
1 Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga.
2 Kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu. Ci zaś, którzy się przeciwstawili, ściągną na siebie wyrok potępienia.
3 Albowiem rządzący nie są postrachem dla uczynku dobrego, ale dla złego. A chcesz nie bać się władzy? Czyń dobrze, a otrzymasz od niej pochwałę.
4 Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle.
5 Należy więc jej się poddać nie tylko ze względu na karę, ale ze względu na sumienie.
6 Z tego samego też powodu płacicie podatki. Bo ci, którzy się tym zajmują, z woli Boga pełnią swój urząd.
7 Oddajcie każdemu to, mu się należy: komu podatek – podatek, komu cło – cło, komu uległość – uległość, komu cześć – cześć.
.
Który książę czy inny władca nie polubi takiego boga?
.
Ten sam bóg, który sprawiał, że słońce kręciło się wokół ziemi, nakazywał ludowi bezwzględne posłuszeństwo władzy. Czy można znaleźć lepszy fundament pod budowę zhierarchizowanego społeczeństwa?
.
Można. Demoniczni bramini korzystali w Indiach z koncepcji reinkarnacji i tłumaczyli, że ludzie wykonujący pogardzane zawody, żyjący od kołyski do grobu w biedzie i poniżeniu, są sami sobie winni. Godny pożałowania w życiu doczesnym status dalitów, niedotykalnych, wynikał z grzechów, które popełniły ich dusze w poprzednich wcieleniach. Czy można to przełamać? Czy należy to przełamywać skoro jest to „kara boska”?
.
Choć bramini byli jeszcze bardziej kreatywni, to trzeba przyznać świętemu Szawłowi perfidną pomysłowość, tym bardziej, że bezwzględne nakazy Szawła nie są zgodne z zachowanym nauczaniem jego rzekomego mistrza i boga, Jezusa „Chrystusa” na temat posłuszeństwa władzy.
.
Problem z religiami abrahamowymi polega na tym, że nakazują one bezwzględne, ślepe posłuszeństwo swojemu bogu oraz jego hierarchii. Takie religie to fundament budowy cywilizacji, która zawsze potrzebuje niewolników. Z punktu widzenia funkcjonariuszy organizacji religijnej i jakiejkolwiek innej to oczywiście wielka zaleta. Dzięki temu takie organizacje mogą działać jak jeden organizm, dzięki synergii mogą osiągać efekty niedostępne dla zwykłych ludzi. Tak działają mrowiska, ule i wiele innych grup zwierzęcych, u ludzi na przykład wojsko. Ślepe posłuszeństwo jest warunkiem sprawnego działania. Czy jednak o to chodzi Słowianom? O całkowicie bezmyślne funkcjonowanie w społeczeństwie realizującym (rzekomo) wspólne dobro?
.
Ślepego posłuszeństwa uczy mit o Abrahamie, któremu żydowski bóg kazał zabić jedynego syna a Abraham ten rozkaz wykonywał. Tylko że im ten bóg obiecuje panowanie nad światem, i jak widać z historii ostatnich tysiącleci, zdaje się obietnicy dotrzymywać. Święci rabini uczą że w czasach mesjańskich, które podobno nadchodzą, każdemu żydowi będzie usługiwać 2800 niewolników.
.
Chrześcijanie również mają być bezwzględnie posłuszni, im ten bóg, czy gorszy wariant tego boga – Jezus „Chrystus” – obiecuje w nagrodę jedynie „życie wieczne” czy „zbawienie” po śmierci, co jest niesłychanie trudne do zweryfikowania za życia.
.
Ślepego posłuszeństwa uczyć mogą nie tylko religie abrahamowe. Chrześcijaństwo i islam idą jednak dalej ponieważ nadają specjalny, boski status „narodowi wybranemu”, który ma wyższą pozycję ponad ludzkością, dokładnie według postulatów judaizmu. Różni rabini przebąkują że te „gorsze” religie abrahamowe po prostu stanowią narzędzie judejskiego imperializmu. Otwarcie powiedział to kiedyś Marcus Eli Ravage (https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/10/chrzescijanstwo-widziane-oczami-biografa-rothschildow/).
.

.
W tym miejscu, w świetle obserwowanych kłopotów, w których znaleźli się ludzie z cywilizacji judeochrześcijańskiej, warto postawić tezę:
.
MOŻE JEZUS „CHRYSTUS” PO PROSTU NAS OSZUKUJE?
.
Może „Chrystus”, a zwłaszcza demoniczny święty Szaweł, który samodzielnie zreinterpretował nauczanie Jezusa, którego nigdy na oczy nie widział, użył tego nauczania do budowy społeczeństwa niewolniczego, w którym „dzieci gorszego boga” – Jezusa „Chrystusa” – będą niewolnikami „narodu wybranego” dokładnie według przepowiedni starożytnych judejskich proroków?
.
Wysłannicy Jezusa „Chrystusa”, jak tu weszli, to bardzo dużo czasu poświęcili na niszczenie słowiańskiej, a także pruskiej czy germańskiej kultury. Dlatego mało wiemy o starych bogach. Na tyle na ile udaje się rekonstruować stare wierzenia, posiłkując się porównaniami do obszarów, gdzie przetrwały one w lepszej formie, chociażby w Mongolii czy na Syberii, to rodzimi bogowie nie byli panami wymagającymi ślepego posłuszeństwa, byli raczej przyjaciółmi, depozytariuszami jakiegoś fragmentu uniwersalnej wiedzy o życiu człowieka, większej lub mniejszej grupy społecznej czy samej przyrody. Jeśli wymagali posłuszeństwa, to w zamian oferowali realne korzyści związane podążaniem według praw życia, które oni lepiej znali. Byli przewodnikami i przyjaciółmi a nie panami.
.
Wątpliwe czy Perun, Swaróg i Swarożyc potrafiliby zbudować społeczeństwo niewolnicze, w jakim przyszło nam żyć. Jezus „Chrystus” każe być nam posłusznymi władzy niewolnikami, nie obiecuje żadnych realnych korzyści oprócz nieweryfikowalnego „zbawienia” i „życia wiecznego”.
.
MOŻE JEZUS „CHRYSTUS” PO PROSTU NAS OSZUKUJE?
.
Oficjalnie dzisiaj deklaruje się w propagandzie „wolność religijną”.
.
Czy tak jest w istocie? Dogmaty organizujące świadomość zbiorową to nie tylko religia w rozumieniu tradycyjnym. Zwłaszcza w modernistycznej i postmodernistycznej wersji cywilizacji judeochrześcijańskiej sporo dogmatów, być może większość, jest narzucana pod hasłem „nauki”.
.
Klasycznym przykładem jest teoria ewolucji, rzekomo naukowa, w rzeczywistości jest oparta na dogmacie mówiącym o tym, że „ewolucja wyewoluowała”. Teoria ewolucji determinuje postrzeganie świata, narzuca wizję stosunków społecznych opartych na walce i konkurencji a nie na współpracy.
.
Ewolucja i promowany „światopogląd naukowy”, w rzeczywistości oparty nie na niezależnym poszukiwaniu Prawdy, a na ciasnej dogmatyce, to bardzo ważna część religii obowiązującej w „wolnym świecie”.
.
Podobną rolę do teorii ewolucji w organizacji świadomości zbiorowej odgrywa „holokaust”. „Holokaust” również nauczany jest w szkołach i eksploatowany w przemyśle rozrywkowym. Narzuca on nie-żydom kompleks winy i postrzeganie każdego aktu agresji ze strony żydów jako uzasadnionego aktu samoobrony.
.
Symetrycznie: indoktrynacja żydów „holokaustem” prowadzi do wytworzenia u nich kompleksu wiecznej ofiary, dzięki czemu każdy akt agresji wobec otoczenia będzie uznawany przez nich jako usprawiedliwiony akt samoobrony. Przecież bronią się przed następnym „holokaustem”!
.
Dzisiaj większość dogmatów narzucających masom światopogląd jest opakowana jako „nauka” a nie tradycyjna religia, dlatego państwa mogą deklarować „wolność religijną” w sferze tradycyjnej religii. Jednak niewolnicze społeczeństwa „wolnego świata” są skonstruowane wokół ciasnej dogmatyki religijnej, tak samo jak poprzednie cywilizacje.
.
Poza tym organizacje religijne korzystają z dotacji i zwolnień podatkowych i dobrze rozumieją swoją rolę w porządku społecznym. W polskich szkołach uczy się teorii ewolucji jako „nauki” i jednocześnie podstaw religii rzymsko-katolickiej.
.
Według naturalistycznej teorii ewolucji człowiek jest jedynie istotą materialną, jego świadomość to produkt elektrochemicznej aktywności mózgu. Człowiek nie ma duszy niezależnej od ciała. W religii chrześcijańskiej zaś dogmatem jest istnienie nieśmiertelnej duszy.
.
Jaki sens ma uczenie dzieci w tej samej szkole:
.
– teorii ewolucji, która twierdzi że człowiek nie ma niezależnej od ciała duszy, oraz
.
– religii chrześcijańskiej, która naucza dogmatu, że człowiek ma autonomiczną duszę a Jezus „Chrystus” zmarł na szubienicy aby dusza każdego wierzącego że on jest bogiem, po śmierci ciała udała się na wieczne wakacje, obcowała w niebie ze świętymi i – być może – piła drinki z parasolką na Mauritiusie?
.
Przecież te poglądy są wzajemnie sprzeczne.
.
Tylko pozornie. Jak zauważył święty George Orwell, człowiek potrafi wyznawać wzajemnie sprzeczne poglądy w tym samym czasie tak długo, jak nie uświadomi sobie ich sprzeczności. Ta umiejętność nazywa się „dwójmyśleniem” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Dw%C3%B3jmy%C5%9Blenie). Szkoła może narzucać „dwójmyślenie” ponieważ w religii chodzi zupełnie o coś innego niż wyjaśnienie fenomenu życia. W religii chrześcijańskiej chodzi o narzucenie postrzegania świata według paradygmatu: wszechmocny pan i ja, robak marny. To dlatego chyba nikt nie uświadamia sobie tej sprzeczności. Paradygmat narzucany przez religię – potężny władca i pokorny sługa – jest później przerzucany na stosunki społeczne. W rzeczywistości chrześcijaństwo uczy ślepego posłuszeństwa ziemskiej władzy na wzór posłuszeństwa chrześcijańskiemu bogu i jego ziemskim funkcjonariuszom.
.
Tożsame doktrynalnie i bardzo zbliżone w rytuałach do pierwotnego chrześcijaństwa przyjętego w czasach cesarza świętego Konstantyna jako religia Cesarstwa Rzymskiego jest prawosławie. Niedawno w podlaskiej cerkwi prawosławny ksiądz nauczał swoje owieczki podczas niedzielnej liturgii że „chrześcijanin powinien być pokorny jak Jezus „Chrystus”, powinien być rabem (niewolnikiem) bożym”.
.
A czy Jezus faktycznie był tak pokorny, naprawdę był „rabem bożym”? A co począć ze zdarzeniem znanym jako „oczyszczanie Świątyni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Oczyszczenie_%C5%9Bwi%C4%85tyni), kiedy Jezus wszedł na dziedziniec Świątyni i niesprowokowany zaatakował pokojowo usposobionych, nikomu nic nie wadzących, cinkciarzy, lichwiarzy i pomniejszych handlarzy? Teolodzy twierdzą że ten akt wandalizmu walnie przyczynił się do skazania i egzekucji Jezusa, który wówczas zagroził najpotężniejszym gangsterom w Jerozolimie: cinkciarzom, lichwiarzom i współpracującym z nimi kapłanom, otrzymującym z zysków cinkciarzy pokaźną „działkę”. Rzekomo pokorny „rab boży” nadepnął im wtedy na odcisk.
.
Dobrze wiemy że cesarz Konstantyn nie uwierzył że Jezus „Chrystus” go „zbawi” czy zapewni mu „życie wieczne”. Cesarz szukał religii, która potrafi zapewnić mu posłusznych niewolników. To dlatego tysiąc siedemset lat temu rozpoczęła się światowa kariera chrześcijaństwa. Okazuje się że nawet dzisiaj, w celu podkreślenia kluczowego w tej religii przesłania, duchowni są gotowi zakłamywać publicznie dostępny, ziemski życiorys swojego własnego boga!
.

.
Z chrześcijaństwem chyba naprawdę jest coś nie-tak. Jak rozumieć wygłoszony przez premiera Morawitzky’ego plan(?) rechrystianizacji Europy polskimi rękoma (https://gloria.tv/article/1wjx7Jpo4dcq4jfPat996QRZZ)? Dlaczego żydowski bankster chce mieć poddanych-chrześcijan?
.
Coś dziwnego dzieje się na świecie. W Chinach Ludowych trwa prowadzona z wielkim rozmachem akcja chrystianizacji narodu (https://www.houstonchronicle.com/news/houston-texas/houston/article/China-officially-atheist-could-have-more-12633079.php). Gazeta z Houston donosi że że w 2030 roku w Chinach może mieszkać więcej regularnie chodzących na nabożeństwa chrześcijan niż Stanach Zjednoczonych.
.
To oczywiście nie jest spontaniczny proces. W chrystianizacji Chin bardzo aktywna jest chińska diaspora ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii czy Malezji i nie działa ona sama, otrzymuje pieniądze z zewnątrz. Singapur jest ważnym ośrodkiem edukacji religijnej. Singapur, z powodu roli tej jałowej wyspy w światowej polityce i gospodarce, nazywany jest przez Malajów „małym Izraelem”.
.
Chińskie chrześcijaństwo, budowane między innymi przez misjonarzy szkolonych w Singapurze, najpewniej będzie zbliżone do najprymitywniejszych form anglosaskiego protestantyzmu, będzie przesycone uwielbieniem dla syjonizmu i tworu syjonistycznego, doktryną „sola fide” i łączoną z „sola fide” „ewangelią sukcesu” i jej kultem pieniądza. Obrzydlistwo.
.
Nie jest chyba przypadkiem że właściciele niewolników w Amerykach, czy to anglojęzyczni, francuskojęzyczni, używający kastylijskiego czy portugalskiego, w obawie przed buntami zawsze poświęcali dużo sił i środków niszczeniu kultury importowanego z Afryki inwentarza. W ramach niszczenia kultury mieszali swój nowy majątek z różnych plemion i zakątków Afryki oraz narzucali nową religię, zawsze chrześcijaństwo. Czy pan Morawitzky nie marzy o rechrystianizacji Europy z pobudek podobnych do tych, które nakazywały właścicielom niewolników chrystianizować swój czarny inwentarz?
.
Roli religii w organizowaniu świadomości zbiorowej, w tym destrukcyjnej roli chrześcijaństwa, chyba nie doceniamy a wydaje się to być duży błąd.
.

.
.
A teraz kolej na moje uwagi.
.
Odnośnie „Homo sapiens jest stworzeniem nieracjonalnym”
.
Tu dodam, że nawet zwolennicy tzw. „naukowego” poglądu na świat, ateiści i racjonaliśnie także są nieracjonalni. Wprawdzie mają rację twierdząc, że biblijny Jahwe jest bogiem urojonym, wyssanym z palca i że Joszue/Jezus także bogiem nie jest. Ale wyciąganie na podstawie tego wniosku, że w ogóle nie istnieje wymiar wyższy i że nie ma bytu czy bytów niematerialnych, nazywanych potocznie bogiem czy bogami jest nieracjonalne (znacznie bardziej racjonalnymi od racjonalistów w tej kwestii są agnostycy). Nie można wprawdzie udowodnić, że te byty istnieją, ale tak samo nie można udowodnić, że nie istnieją. Racjonalny człowiek musi po prostu przyznać, że ludzkie zmysły i rozum są b. ograniczone i że człowiek nie jest w stanie zmysłami i rozumem pojąć wszystkiego. Twierdzenia ateistów i racjonalistów odnośnie nie istnienia bogów w ogóle jest dogmatem, który trzeba przyjąć na wiarę – przez co są lustrzanym odbiciem tych, których za wiarę w żydowskich wymyślonych bogów, słusznie zresztą, krytykują.
.
Odnośnie „W społecznościach plemiennych religia jest…”
.
Tu muszę skorygować autora. Wierzenia ludów pierwotnych żyjących w związkach plemiennych, przedcywilizacyjnych, nie były religią. Były Wiarą/Wiedzą zdobywaną i kształtowaną przez dziesiątki tysiący lat. Była to wiedza przednaukowa, ale wiedza. Np. wiedzieli wszyscy dzicy poganie, że są dziećmi Matki Ziemi. Im by nigdy nie przyszło do głów, by ich świętą Matkę czynić sobie poddaną. Wiedzieli też że są częścią Przyrody, a nie jej panami i właścicielami. To dopiero cywilizacje, także te pogańskie (Sumer, Egipt, Indie, Grecja, Rzym) przerobiły Wiarę/Wiedzę dzikich plemiennych pogan w religię – a więc system wierzeń, które elicie, rzekomo z woli boga/bogów, dawały prawo panowania nad poddanymi. Jednym z elementów fabrykowania religii było wymyślenie hierarchicznego panteonu, mającego być uzasadnieniem dla hierarchicznej struktury społecznej. Najbardziej zdegenerowaną formą religii są religie abrahamowe. Judaizm w biblijnych opisach wręcz gloryfikował czystki etniczne dokonywane na gojach. Podobnie postępowali krystowiercy wobec pogan, „heretyków”, „bezbożników”, „czarownic” oraz każdego, kto odważył się próbować myśleć samodzielnie.
.
Odnośnie Fragment Listu świętego Szawła ” i „Jak książę czy inny władna nie może lubić takiego boga?”
.
No właśnie – który „bóg” (w przypadku, gdy chodzi o Jahwe, należy „boga” chyba brać w cudzysłów) byłby tak przydatny krystowierczym elitom, jak ten biblijny. Myślę też, że przydomek „święty” przy Szawle/Pawle także należy brać w cudzysłów – „świętym” jest on tylko dla wyznawców nadjordańskich idoli. Dla mnie jest podstępnym mistrzem wojny ideologicznej. To on i jego klika „ewangelistów” wykreowały gojom na idola nadjordańskiego „zbawiciela”, a judaistyczną, rasistowską, zbrodniczą Tanach na krystowiercze „Pismo święte starego testamentu”.
.
Odnośnie „Demoniczni bramini korzystali w Indiach z koncepcji reinkarnacji…”
.
Dobrze, że autor poruszył temat braminów i hinduizmu. Są w Polsce słowianofile stawiający znak równości między Słowianami i Ariami i szukający podobieństw pomiędzy rasistowskimi Wedami a Wiarą/Wiedzą Słowian.  Często ich „biblią” są tzw. „Wedy aryjsko słowiańskie”ewidentna i prymitywna fałszywka rosyjskich pseudo-rodzimowierców. Z Ariami mamy wprawdzie wspólnych praprzodków i podobną haplogrupę – ale to już wszystko. Ariowie w Indiach natrafili na wysoko rozwiniętą cywilizację z istniejącym już systemem stanowym. Szybko ulegli cywilizacyjnej degeneracji, przejęli dwie najwyższe warstwy społeczne (braminów i rycerzy) spychając autochtoniczną ciemniejszą ludność do warstw niższych, służebnych, a najciemniejszą do kast najniższych i pozakastowych dalitów:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dalit
W tym celu spreparowali Wedy tak, aby ta rasistowska segregacja rasowa była uzasadniana „wolą niebios” i powszechnym w Indiach przekonaniem o realności reinkarnacji – to za „grzechy” z poprzedniego wcielenia bogowie zsyłają „grzesznika” ponownie na świat jako nieczystego dalitę. Tu dodam, że nie mam wątpliwości, iż twórcy judaizmu w ich „naukach” i przepisach dotyczących „czystości” i „zanieczyszczeń” korzystali właśnie z tradycji wedyjskiej. Przy czym wszystkich nie-żydów – gojów – jako „nieczystych”, zepchnęli do pozycji odpowiadającej w hinduizmie pozakastowym pogardzanym dalitom. Goje dla ortodosyjnych żydów to nieczyste, nieobrzezane „wieprze”.
.
Odnośnie „Problem z religiami abrahamowymi polega na tym, że nakazują one bezwzględne, ślepe posłuszeństwo bogu oraz doczesnej hierarchii (…).  Czy jednak o to chodzi Słowianom? O całkowicie bezmyślne funkcjonowanie w społeczeństwie realizującym (rzekomo) wspólne dobro?”
.
O mądrości i wiedzy Słowian świadczy fakt, że przez tysiąclecia żyli w egalitarnych wspólnotach a ich panteon nie był hierarchiczny (dopiero u schyłku Słowiańszczyzny pojawiły się przenikające z zewnątrz szkodliwe tendencje wyróżniania i stawiania jednego z bogów nad innymi). Słowianie obserwowali Przyrodę, Siły Natury i widzieli, że wszystko razem działa harmonijnie. W ich panteonie każdy bog miał jakiś ściśle określony zakres kompetencji, żaden nie panował nad innymi a wspólne i uzupełniające się działania bogów dawały właśnie harmonijny świat. Wzorując się więc na panteonie tworzyli społeczności niechierarchiczne i harmonijnie funkcjonujące, nie znające poddaństwa, niewolnictwa i podległości jednego człowieka drugiemu.
.
Odnośnie „Chrześcijanie również mają być bezwzględnie posłuszni, im ten bóg, czy gorszy wariant tego boga – Jezus „Chrystus” – obiecuje w nagrodę jedynie „życie wieczne” czy „zbawienie” po śmierci, co jest niesłychanie trudne do zweryfikowania za życia.”
.
Gdyby kryst Joszue obiecywał jedynie „życie wieczne” posłusznym i ślepo wierzącym, bez żadnych sankcji wobec pozostałych, nie byłoby jeszcze tak źle. Ale w „ewangeliach” kilkadziesiąt razy straszył pozostałych, co ich czeka, jeśli będą nieposłuszni i niewierzący ślepo w niego i w Jahwe –  otchłań i wiekuisty ogień piekielny, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. Tu należy zaznaczyć, że nigdy nie dowiemy się, które z ewangelicznych słów Joszue są rzeczywiście jego, a co wymyślili i włożyli mu w usta ewangeliści. Ewangeliczna postać Joszue, wszystkie jego „cuda” i większość „nauk” (jakieś 95%) jest literacką fikcją autorów, którzy wykreowali go tak, aby nim jak najbardziej ogłupić i zniewolić strachem przed potępieniem gojów.
.
Odnośnie  „Chrześcijaństwo i islam nadają specjalny, boski status „narodowi wybranemu”, który ma wyższą pozycję ponad ludzkością, dokładnie według postulatów judaizmu. Te „gorsze” religie abrahamowe po prostu stanowią narzędzie judejskiego imperializmu, o czym lojalnie informował Marcus Eli Ravage”
.
To widzę akurat nieco inaczej – owszem, liczna jest grupa tzw. „syjonistycznych krześcijan”, zwłaszcza wśród protestantów w usraelu:
http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6982013philip-earl-steelechrzescijanski-syjonizm/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Syjonizm#Syjonizm_chrze%C5%9Bcija%C5%84ski
Inaczej jest w katolicyzmie, który sam siebie doktrynalnie definiuje, a przynajmniej do Vaticanum II definiował jako „nowy naród wybrany”. Wg tego dogmatu żydzi, odrzucając Joszue jako mesjasza, utracili „wybraństwo” na rzecz – no właśnie – katolików czyli nowego narodu wybranego. Przez wieki katolicy próbowali wszelkimi metodami „nawracać” żydów. Obecnie większość hierarchów kk reprezentuje chyba pogląd, że wyznawcy obu tych religii są „narodami wybranymi”. Wg islamu natomiast żydzi zafałszowali „słowo boże”, przez co Allah/Jahwe odwrócił się od nich i zesłał Mahometa, aby ten, jako potomek abrahamowego pierworodnego syna Ismaela, przywrócił w Koranie semickim (abrahamowym) Arabom prawdziwe słowo boże. Muzułmanie stawiają znacznie większy opór judejskiemu imperializmowi, przez co bombardowane i okupowane były lub są kraje jak Afganistan, Irak, Libia czy Syria, a nie Hiszpania, Polska, Włochy czy Niemcy. Natomiast w pełni zgadzam się z oceną Ravage odnośnie krystowierstwa – było narzędziem największego w historii podboju, dokonanego bez użycia siły i czyniącego z miliardów gojów duchowych niewolników Jahwe i wykreowanego im na „zbawiciela” Joszue.
.
Odnośnie  Może „Chrystus”, a zwłaszcza demoniczny święty Szaweł, który samodzielnie zreinterpretował nauczanie Jezusa, którego nigdy na oczy nie widział, użył tego nauczania do budowy społeczeństwa niewolniczego, w którym „dzieci gorszego boga” – Jezusa „Chrystusa” – będą niewolnikami „narodu wybranego” dokładnie według przepowiedni starożytnych judejskich proroków”
.
O tym już wspominałem – Szawel nie interpretował Joszue. To on nadzorował, jak mają wyglądać „nauki” Joszue w ewangeliach. Natomiast jako żydowski patriota naturalnie chciał, aby wyssane z palca „proroctwa” o panowaniu żydów nad gojami i całym światem zostały zrealizowane, aby „stały się ciałem”. I właśnie, aby gojów podbić, należało ich ogłupić, duchowo zniewolić, zniszczyć ich własne kultury, zastąpić je kultem żydzizmu, szczuć krystowierców na pogan i innowierców, różne odpryski krystowiersta na siebie, a samym po cichutku przejmować nad nimi lichwą kontrolę.
.
Odnośnie „Klasycznym przykładem jest teoria ewolucji, rzekomo naukowa, w rzeczywistości oparta na dogmacie mówiącym o tym, że „ewolucja wyewoluowała”. Teoria ewolucji determinuje postrzeganie świata, narzuca wizję stosunków społecznych opartych na walce i konkurencji a nie współpracy”
.
Jest zwykłym oszustwem podszywanie się zwolenników tzw. „darwinizmu społecznego” pod teorię ewolucji Darwina. Nie kładł on głównego nacisku na walkę między osobnikami tego samego gatunku. Dostrzegał, jako dobry obserwator, także przykłady współpracy wewnątrz- a nawet międzygatunkowej (np w ostrzeganiu się nawzajem przez zwierzęta różnych gatunków przed grożącym atakiem drapieżników). Podkreślał za to powolne zmiany osobników danego gatunku zwierząt zależne od zmieniających się warunków otoczenia. Podkreślał, że te osobniki, które lepiej i prędzej przystosowują się do zmieniających się warunków, mają większą szansę przeżycia i przedłużenia gatunku. Z propagowanym przez wyznawców dzikiego złodziejskiego kapitalizmu „darwinizmem społecznym” teoria Darwina i sam Darwin nie mają nic wspólnego. Podszywają się pod Darwina, aby ich złodziejstwo na globalną skalę „unaukowić”.
.
Odnośnie „Symetrycznie: indoktrynacja żydów „holokaustem prowadzi do wytworzenia u nich kompleksu wiecznej ofiary, dzięki czemu każdy akt agresji wobec otoczenia będzie uznawany przez nich jako usprawiedliwiony akt samoobrony”
.

Dokładnie tak! W propagandzie zachodu obowiązuje dogmat – nie wolno nigdy przedstawiać żydów/Żydów jak sprawców. Zawsze muszą być ofiarami. Naturalnie po to, aby ich elity miały pretekst do różnych roszczeń.
.
.
.
I to ich elity potrzebują „antysemityzmu” jak usychająca roślina wody. Zarówno do tresury gojów jak i własnych poddanych w Izraelu i diasporze. Czekam, kiedy roszczeniowcy żydowscy zażądają od Egiptu i Iraku odszkodowań za biblijne niewole „egipską” i „babilońską”. Obym nie wykrakał, bo wiem, że zaglądają na mój blog także „czytelnicy” z Izraela (kilkaset wkliknięć) i mogą rzeczywiście moje szyderstwo z ich chciwości i pazerności wziąć za dobrą monetę.

.
Odnośnie „Jednak niewolnicze społeczeństwa „wolnego świata” są skonstruowane wokół ciasnej dogmatyki religijnej, tak samo jak poprzednie cywilizacje”
.
Obecnie dominującą „religią świecką” zachodu jest tzw. „poprawność polityczna”. Równie załgana i równie ogłupiająca jak religie abrahamowe. Łatwo jest poznać, jakiego jest chowu – potępia wszystkie nacjonalizmy jako złe. Jedynie wyjątkowo szowinistyczny syjonizm jest dobrym i słusznym patriotyzmem, no bo wszyscy tak nie lubią tych biednych Żydów, nie wiadomo za co, a oni tylko się bronią przed „antysemitami” i złymi Palestyńczykami i Arabami.
.
Odnośnie „Chrześcijaństwo uczy ślepego posłuszeństwa.”
.
I tępej, ślepej, bezrefleksyjnej wiary w wymyślone bzdury, co paraliżuje intelekt człowieka. Natomiast ślepe posłuszeństwo paraliżuje jego wolę.

.
Odnośnie „A czy Jezus faktycznie był tak pokorny, naprawdę był „rabem bożym”? A co począć ze zdarzeniem znanym jako „oczyszczanie Świątyni”
.
Autor sam pisał o dwójmyślniu typowym u wierzących. Oni uwierzą we wszystko. Wierzą np. że Joszue odkupił grzechy ludzi, mimo że grzesznicy nadal wg doktryny idą do piekła. Ale jeśli idą do „piekła” – to jakie i czyje „grzechy” Joszue „odkupił”? Zresztą krystowiercy powiedzą, że Joszue dobrze zrobił, że ze świątyni wypędzilł handlarzy i lichwiarzy, gdyż profanowali świątynię. Zapominają, że Jahwe był patronem handlarzy, kupców, lichwiarzy, właścicieli niewolników, a nawet cudzołożnic i stręczycieli własnych żon. Wszak taki Abraham, protoplasta „narodu wybranego”, oszukał faraona, podsunął mu własną żonę do łóżka i zarobił na jej seksualnych usługach majątek. Jahwe nie ukarał go ani za oszukanie faraona, ani za zarabianie na „cudzołóstwie” żony. Nie ukarał i jej. Ukarał nieświadomego oszustwa faraona.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/07/17/slowo-boze/
.
Tak więc handlarze i lichwiarze jak najbardziej pasowali do świątyni Jahwe. A Joszue, co widać ze źródeł żydowskich, jedyne co robił, to zamieszanie w judaizmie, chcąc wybić się na judaistycznego Husa, Lutra czy Kalwina i mieć własną judaistyczną sektę ze ślepo posłusznymi mu wyznawcami.
.
Odnośnie „Cesarz Konstantyn nie wierzył że Jezus „Chrystus” go „zbawi” ani zapewni mu „życie wieczne”. Cesarz szukał religii, która zapewni mu posłusznych niewolników.”
.
Krystowierstwo od pewnego momentu stało się problemem dla Rzymu. W czasach Konstantyna krystowiercy stanowili jakieś 10 % mieszkańców, w ogromnej większości niewolników i biedoty. Ale wbrew naukom Szawła/Pawła i doktrynie nie byli pokornymi poddanymi. Wywoływali zamieszki, obrażali Rzymian szydząc z nich, że kłaniają się „bałwanom”. I świadomie łamali rzymskie prawo oraz okazywali nieposłuszeństwo dekretom kolejnych cesarzy. Rzym miał i bez nich problemy – wojny domowe, bunty w różnych prowincjach i niezmiernie długie granice najeżdżane przez „barbarzyńców”. Wydaje mi się, że Konstantyn legalizując krystowierców chciał ich „uspołecznić” i dowartościować – a w zamian oczekiwał, że uznają w nim władcę rządzącego „z woli bożej”, przez co będą mu (i jego następcom) od teraz posłuszni. Oczywiście, że Konstantyn nie wierzył w Joszue. Zalegalizował krystowierstwo w 313 roku, spęd w Nicei zwany I soborem urządzil w roku 325 i narzucił podczas niego tzw. „nicejskie wyznanie wiary”, a w roku 330 w Konstantynopolu w centrum miasta kazał ustawić kolumnę na swoją cześć (o wysokości 50 metrów), na której szczycie stał jego posąg przedstawiający go jako pogańskiego, greckiego boga Apollina.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kolumna_Konstantyna
A to jednoznacznie pokazuje. że nadal był poganinem, a na dodatek nadal sam siebie kreował na boga. To dopiero Konstancjusz I, ksywa „wielki”, w pełni docenił przydatność krystowierstwa dla rządzących. Wiedział, że nikt na poważnie nie wierzy w boskość cesarzy. Krystowierstwo dawało przynajmniej władzę „z woli boga”. I dlatego to on zdelegalizował pogaństwo i „herezje”. I od tego momentu (końcówka IV wieku) rozpoczęły się masowe prześladowania pogan i „heretyków” oraz marsz krystowierstwa do opanowania prawie całego świata. Krystowierstwo od początku miało zapędy globalistyczne i budowało ówczesne krystowiercze NWO – krystowierczy Nowy Porządek Świata, w którym wszyscy mieli być zmuszeni wierzyć w żydowskiego „boga”Jahwe i w jego domniemanego syna, galilejskiego obrzezanego cieślę, wykreowanego najpierw na zbawiciela i „syna bożego”, a później na „boga” współistotnego „bogu-ojcu” – psychopacie Jahwe. Czego krystowiercy nie wiedzieli – ich zadaniem było przygotowanie gruntu – odmóżdżenie i ogłupienie gojów, by później na gruzach krystowierstwa powstało „właściwe” NWO – to współczesne – żydo-banksterskie, chroniące syjonizm.
.
Odnośnie „Coś złego dzieje się na świecie. W Chinach Ludowych trwa prowadzona z wielkim rozmachem akcja chrystianizacji”
.

..W sprawie Chin bardziej martwi mnie wprowadzony tam odgórnie dziki kapitalizm, który skutecznie rozbija struktury społeczne Państwa Środka. Czy krystowierstwo podbije kiedykolwiek Chiny – wątpię. Nawet jeśli faktycznie będzie tam kiedyś więcej praktykujących krystowierców niż w usraelu (niezatapialnym lotniskowcu Izrala) i tak będą nieznacznym  marginesem. Jeśli w usraelu praktykuje, powiedzmy, 100 milionów usraelitów, to jest to prawie 1/3 populacji. W Chinach będzie to jakieś 7 % mieszkańców, czyli margines. Chiny nie są ateistyczne. Mao nie udało się wytępić pogańskich wierzeń. Zdecydowana większość mieszkańców nadal przywiązana jest do tradycyjnych tam trzech pogańskich systemów nazywanych „religiami” – konfucjonizmu, taoizmu i buddyzmu. I trudno mi jest wyobrazić sobie, że prymitywne krystowierstwo z nimi wygra bez wsparcia władz Chin jako świeckiego ramienia kościoła. A przy okazji – Chiny są pięknym przykładem pogańskiej tolerancji – na przestrzeni wielu wieków konfucjonizm, taoizm i buddyzm pokojowo koegzystowały ze sobą. Tradycyjny Chińczyk, gdy rodziło mu się dziecko, witał je w obrządku taoistycznym, ślub brał w rycie konfucjonizmu, a gdy ktoś z jego rodziny umierał, wołano do niego buddyjskiego mnicha, by ducha umierającego przeprowadził na drugą stronę życia. Podobna koegzystencja pogaństwa z którąkolwiek z religii abrahamowych jest absolutnie wykluczona – będzie bezwzględnie zwalczana jako bałwochwalstwo.
.
Odnośnie „Nie jest chyba przypadkiem że właściciele niewolników w Amerykach, czy to anglojęzyczni, francuskojęzyczni czy mówiący po portugalsku, zawsze narzucali niewolnikom religię, właśnie chrześcijaństwo. Czy pan Morawitzky nie marzy o rechrystianizacji Europy z pobudek podobnych do tych, które nakazywały narzucać chrześcijaństwo czarnym niewolnikom ich właścicielom?”
.

Oczywiście, że pan Morawitzky (z prawem powrotu do Izraela) pragnie połowę gojów w Europie trzymać w krystowierstwie. Druga połowa ma być wyznawcami poprawności politycznej i ma „walczyć” z krystowierstwem na fałszywych barykadach. Przy czym Europejczyków chce pan Morawitzky krystianizować, a sam tu i tam paraduje w jarmułce. Po czym widać, kto stoi za nim i jego rekonkwistą.
.
.
I oczywiście, że właścicielom niewolników było na rękę wpajanie im krystowierstwa – religii dla niewolników. Niedawno na blogu miałem dyskusję o tym właśnie. I choć niewolnictwo zdecydowanie potępiam, myślę że np. niewolnicy w Rzymie mieli pod tym względem lepiej nawet niż pańszczyźniany lud w krystowierczej Europie, bo choć byli niewolnikami, nikt nie narzucał im wiary w rzymskich bogów. Przynajmniej duchowo mogli zachować wolność.

.
Odnośnie „Roli religii w organizowaniu świadomości zbiorowej, w tym destrukcyjnej roli chrześcijaństwa, chyba nie doceniamy a wydaje się to być duży błąd”
.
I tutaj widzę poprawę. Wprawdzie do milionów ludzi to nadal nie dociera i programowani są bredniami o „zasługach” kościoła i katolicyzmu dla Polski, ale ich ubywa. Przybywa natomiast tych, którzy destrukcyjną rolę tak krystowierstwa jak i kk dostrzegają. Tu ostrzegam przed tzw. „antyklerykalizmem”, który mówi mniej więcej tak – samo krystowierstwo wcale nie byłoby takie złe, gdyby nie ten kościół i nie ci wstrętni pazerni księża. Jest na odwrót – krystowierstwo jako takie, same w sobie, jest znacznie gorszą trucizną duchową niż reprezentujący go kler.
.

Na koniec jeszcze kilka wyjaśnień ogólnych. W pełni zgadzam się z autorem w sprawie wybitnej szkodliwości krystowierstwa. Było i jest po prostu żydowskim oszustwem, zniewalającym u wierzących rozum i wolną wolę. A to było warunkiem zdobycia przez żydowskie elity finansowe panowania nad całym zachodem. Ponadto było i jest kultem żydzizmu wściekle niszczącym kulturę Słowian.
W tekście pisząc żydzi z małej litery miałem na myśli wyznawców judaizmu, gdyż tak właśnie oni sami się definiują  – są żydami, czyli wyznawcami judaizmu. Do XVIII wieku nie istniał naród żydowski we współczesnym tego słowa znaczeniu, a żydzi nie byli wspólnotą etniczno-narodową a wspólnotą religijną. Większość współczesnych żydów nie ma nawet korzeni semickich – są potomkami niesemickich konwertytów na judaizm. Przy czym, ponieważ judaizm jest religią wyssanego z palca „narodu wybranego”, każdy konwertyta stawał się jego członkiem, czyli żydem. Postępująca w Europie, zwłaszcza w krajach protestanckich, dzięki oświeceniu laicyzacja, oraz pojawienie się nacjonalizmów wywołały zamęt i w środowiku żydowskim. Coraz więcej żydów porzucało judaizm, przez co przez fundamentalistów byli traktowani jako nie-żydzi, nieomal jako goje. I wtedy narodził się syjonizm – czyli świecka podstawa identyfikacji żydowskiej. Nie był nią już judaizm a tęsknota za odbudową Syjonu – Izraela. Tak wymyślono naród żydowski, których członków nazywa się obecnie Żydami. Słowo żyd pisane z małej litery odnosi się i obecnie tylko do wyznawców judaizmu. Żydów nie łączą więzi etniczne, są wśród nich nawet czarnoskórzy Żydzi

.
.
Przydatni np. jako mięso armatnie przeciwko semickim Palestyńczykom.
.

.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Felaszowie.
Łączy ich jedynie ideologia „ziemi obiecanej” – Syjonu. Pisał o tym profesor żydowski Szlomo Sand, za co został okrzyczany w Izraelu „antysemitą”:
https://palestyna.wordpress.com/2009/12/09/narod-zydowski-zostal-wymyslony/
.
Ale sztuczne wymyślenie narodu nie dotyczy tylko Żydów. Niezwykle przypomina ich tzw. „naród amerykański”. Początkowo stanowili go uciekinierzy z różnych krajów europejskich, wśród których aż roiło się od szumowin i zwykłych bandytów. Podbój indiańskich ziem stanowiących dzisiaj usrael jakże często przypominał biblijny podbój Kanaanu przez Izraelitów – czystki etniczne i zabór ziem mordowanych gojów – Indian. Zaborcom i grabieżcom, którym z ust nie schodziły wolność i demokracja, dano wymyśloną na poczekaniu flagę w paski i gwiazdki, oraz hymn, którego ostatnia zwrotka kończy sią słowami: A to niech będzie nasze motto: „W Bogu pokładamy ufność”. A w jakim „bogu” opokładają ufność? Oczywiście w tym żydowskim. Do dzisiaj jako przejaw patriotyzmu w usraelu należy powtarzanie przy każdej okazji jak katarynka: „God bless Amerika”.
.
.
A jaki to „bóg” ma chronić usrael? Naturalnie ten żydowski. I jeszcze ta ich megalomania – podszywają się pod całą Amerykę. I nie dostrzegają, że ich statua wolności dla wielu narodów i krajów jest symbolem zniewolenia i okupacji. Nadal uważają się za awangardę i światowego chorążego wolności. A są kastetem do bicia niepokornych gojów w rękach żydo-banksterów. I niezatapialnym lotniskowcem Izraela. Dzisiaj usraelitami są ludzie wszystkich ras i kolorów skóry, pochodzący z wszystkich kontynentów i setek nacji. A jednak wszyscy oni, ta żałosna zbieranina, uważa się za jednorodny „naród amerykański”
God bless America – żydowski boże chroń usrael, by nadal gorliwie służył Wall Street, FED-owi, City of London i syjonistycznym władzom Izraela.
.
.
Kończąc już powrócę jeszcze do zacytowanego na początku fragmentu o dobrych słowiańskich bogach. Nawet gniewny niekiedy Perun, ciskający piorunami nie był złośliwy a jego gniew (pioruny ciskane z nieba) mijał zawsze szybko. Nasi bogowie naprawdę byli dobrzy, byli przewodnikami i nauczycielami. A pamiętam, jak w pierwszych miesiąca prowadzenia blogu polskiego podrzucono mi „podstawy założeń wyznaniowych” jednego z największych i najstarszych związków rodzimowierczych. Nie chcę wymieniać go z nazwy. Ogarnęło mnie osłupienie, wręcz zgroza, gdy wyczytałem w nim, że jego członkowie „(…) uważają bowiem, że ich słowiańscy przodkowie byli wyznawcami tego samego Boga, któremu na swój sposób cześć oddają także chrześcijanie, muzułmanie i pozostali.”
Jak związek rodzimowierczy może przyrównywać, wręcz utożsamiać naszych dobrych, przyjacielskich bogów z nadjordańskim biblijnym psychopatą, który na kartach ST wielokrotnie zapędzał wyznawców do zbrodniczych czystek etnicznych i grabieży cudzych ziem. I który obiecał im wywyższenie ponad wszystkie narody świata, poza tymi, które mają wytępić („Wytracisz więc wszystkie narody, które twój Bóg, Jahwe, wyda tobie. Nie będziesz znał litości nad nimi.” Powtórzonego prawa 7, 2). I obiecał im, że nad resztą narodów będą panowali tak, jak tego będą chcieli – co obecnie realizują!
U wszystkich naszych bogów słowiańskich razem wziętych nie ma nawet ułamka tej mściwości, krwiożerczości, nienawiści i pogardy do obcych, „niewybranych”, jaką widać u boga Abrahama, Mojżesza, wyznawców judaizmu i krystowierstwa. Mam nadzieję, że w międzyczasie i do autorów tego zdania dotarło, że pisząc je wyrządzili ogromną krzywdę naszym bogom, przyrównując ich do biblijnego psychopaty.
.
.
opolczyk

.

.

 

Przegląd politycznych i lingwinistycznych objawień o Imperium Lechii…

.

.

Wersji imperium Lechitów jest wiele. Opiszę kilka z nich. Zacznę od najmniej znanej, której prorokiem był Stanisław Szukalski. Wg niego„…przodkowie Polaków, jak i ludzi z całego świata wywodzą się z Wyspy Wielkanocnej, by przez wysepki Lachia i Sarmatia dostać się pod Matterhorn w Szwajcarii, skąd z miejscowości Zermatt przybyli do Polski.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zermatyzm
.
A więc wiemy dzięki niemu, skąd pochodzą nazwy Lechia i Sarmacja – nie od legendarnego Lecha i ludu Sarmatów, a od wysepek…
Ciekawostką w jego szajbie jest to, że za prajęzyk wszystkich ludzi uznał język polski. Był tą szajbą tak owładnięty, że poświęcił jej wiele lat życia pisząc (cytuję za wiki) „ręcznie 42 tomy (liczące łącznie 25 tysięcy stron) i wykonał do nich około 14 tys. ilustracji. Opracował też formę prajęzyka, tzw. macimowę, od której miałyby wywodzić się wszystkie języki świata.”
Tą szajbą zaraził się czytając wymysły klechy Wojciecha Dębołęckiego, który w XVII wieku, zaczadzony jahwizmem: „…prowadził podobne wywody etymologiczne, dowodząc, że imię Abraham jest zniekształconą wersją polskiego „Obran”, a więc wybrany przez boga, Babilon to „babie łono”, a Herkules był pierwotnie „harculcem”, bo harcował po całej Helladzie.”
https://mitologiawspolczesna.pl/toporzel-jak-praslowianie-z-wyspy-wielkanocnej-nauczyli-caly-swiat-polskiego/
.
Wg klechy Dębołęckiego w raju pierwsi ludzie, Adam i Ewa, gadali po polsku. Do dzisiaj ten lingwinistyczny szowinizm i turbolechityzm znajduje wyznawców. Jak Gawroński:
https://rafzen.wordpress.com/2012/06/16/w-raju-adam-i-ewa-rozmawiali-po-polsku-2/

Mojego komentarza Gawroński do dzisiaj nie zaakceptował:
.
Le juillet 1, 2013 à 9:57 , opolczykpl a dit: Votre commentaire est en attente de modération.

A wąż kusiciel też gadał po polsku?
.


.
A gdy czytam takie tytuły (jak te w pingbackach pod bredniami Gawrońskiego o raju): „Polacy zdobyli Indie jako Ariowie z Kujaw” ciekawi mnie tylko jedna rzecz – jakie prochy bierze ten Gawroński, jakie „zioła” pali, co on ćpa? Gawron – nie bądź żyła, podeślij mi kilka działek tych „ziół”, ja też kurde chciałbym mieć takie odloty.
.
Kolejnym turbolechickim prorokiem jest Mariusz Szczytyński. Obok turbolechityzmu politycznego i lingwinistycznego ma dodatkową szajbę – propaguje tzw. „niebocentryzm/teocentryzm” zwany teorią „wklęsłej Ziemi”. Wg niego żyjemy na wewnętrznej ścianie pustej w środku kuli ziemskiej, w której (pustym) centrum jest „królestwo boga” (żydo-biblijnego Jahwe), a wszystkie miliardy miliardów galaktyk także mieszczą się we wnętrzu tej kuli. No i oczywiście i Słońce oraz planety naszego układu słonecznego. Szczytyński wierzy też w żydobiblijne brednie o potopie i że Noe i jego rodzina rozmawiali…po polsku. Czyli mówiąc po prostu byli pra-Polakami. Zdaniem Szczytyńskigo język polski jest prajęzykiem ludzkości, a wszystkie inne języki powstały podczas „poplątania” języków przez złośliwego Jahwe u budowniczych wieży Babel. Polska u niego sięgała nie od morza (Bałtyckiego) do morza (Czarnego), a od oceanu do oceanu – od Atlantyku po Pacyfik.
.

.

.

.
Wszystko co wspaniałe i wielkie wybudowane zostało w starożytności na obszarach Europy, Azji i płn. Afryki to robota starożytnych Polaków. Nawet mur chiński. Jako językoznawca nie tylko twierdzi, że j. polski był prajęzykiem ludzkości. Język etruski wg niego nie jest, jak chcą turborosyjscy wyznawcy wielkiej Tartarii, językiem ruskim (etruski – eta ruski) a polskim, bo przecież język ruski to dialekt języka polskiego.
.
Kolejnym turbolechickim prorokiem jest (święty) Paweł Szydłowski. Podobnie jak Szczytyński ślepo wierzy w żydo-biblię. Wg niego tak naprawdę to Polska, sorry Wielka Lechia, jest „biblijnym Izraelem”, a Chrobry otrzymał od – hehehe – „anioła bożego” szczerbiec z rozkazem zjednoczenia 12 plemion lechickich – „słynnych Słowian biblijnego Izraela”. Wg Szydłowskiego tako pisze  w Kronikce Frankońskiej z XI wieku. Rzecz w tym, że nie ma XI-wiecznej Kroniki Frankońskiej. Jest Kronika Franków, ale kończy się w roku 768.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kronika_Fredegara
.
Tak więc Szydłowski pomylił „kroniki”. Ale bez względu na to, czyją „kronikę” przytoczył, zastanawia mnie jedno – ile wina mszalnego musiał wyżłopać jej autor, aby wymyśleć taką bzdurę, powielaną przez Szydłowskiego jako „fakt historyczny”, a więc że „anioł boży” w obecności Ottona III wręczył Chrobremu szczerbiec, by ten zjednoczył 12 plemion lechickich – „słynnych Słowian biblijnego Izraela”. To jest już na poziomie delirium…
Działania proroka Szydłowskiego obliczone są na przerzucanie pomostu między kulturą słowiańską a judaizmem/żydzizmem oraz żydogennym „wedyjsko-aryjskim krześcijaństwem” (w delirce bym tego nie wymyślił), a także na popularyzacji żydo-biblii jako wiarygodnego źródła wiedzy historycznej. Tu jest przykład tej jego judaizacji łepetyn jego wyznawców pod sztandarem turbolechityzmu.
.

.
Jakiś czas temu zasłynął Szydłowski kolejnym turbolechickim „odkryciem” – na tablicy kolumny Zygmunta w Warszawie wyczytał: czterdziesty czwarty z szeregu królów”, sam dorobił Polski” i narobił wrzasku: Według turbokatoli Mieszko był pierwszym władcą Polski, a Zygmunt III – 31. Niestety na Kolumnie Zygmunta w Warszawie ufundowanej przez jego syna Władysława jest podane, że Zygmunt był 44. władcą Polski (…).”
https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2016/10/31/napis-na-kolumnie-zygmunta-dokumentuje-ze-zygmunt-iii-waza-jest-44-krolem-polski-wiec-mieszko-nie-moze-byc-naszym-pierwszym-wladca/
.
Palant nie doczytał, że na tablicy pisze, iż ten szwedzki przybłęda, pupilek Watykanu to też ” z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa – król Szwecji” (na tablicy przemilczane jest, że protestanccy Szwedzi go zdetronizowali i przepędzili). I właśnie – Zygmunt III był czterdziesty czwarty z szeregu królów Szwecji:
https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adcy_Szwecji#Wazowie
.
Szydłowski tego nie sprawdził. No bo po co? On szuka „dowodów” na przedpiastowskich władców wielkiej Lechii. I wydawało mu się, że je znalazł na tablicy kolumny Zygmunta. I darł mordę, że nas okłamują, że przed Mieszkiem musieli być inni władcy, bo na kolumnie Zygmunta pisze…bla bla bla.. A wystarczyło mu sprawdzić listę królów szwedzkich i by nie wyszedł na idiotę.
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/10/07/glupota-ludzka-nie-zna-granic-czyli-kolejna-wpadka-turbolechity-pawla-szydlowskiego/
.
W międzyczasie na pejsbuku w jego wpisie ten miłośnik prawdy „skorygował” jego pierwotny wpis. Wcześniej pisało u niego: „Niestety na Kolumnie Zygmunta w Warszawie ufundowanej przez jego syna Władysława jest podane, że Zygmunt był 44. władcą Polski”. Po moim artykule o jego wpadce Szydłowski zmienił „licznik” Zygmuntowi z 44 na 45 (zrobiłem se skan, tak że Pawełek się nie wyprze). I teraz pisze u niego, że: Niestety na Kolumnie Zygmunta w Warszawie ufundowanej przez jago syna Władysława jest podane , że Zygmunt był 45 władcą Polski.”
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=658134077679024&set=o.514952278638866&type=3&theater
.
Ale w ten sposób tylko nieudolnie zaciera ślady swojej wpadki, przy czym wychodzi na jeszcze większego idiotę – na kolumnie pisze wszak, że Zygmunt był 44 a nie 45 z szeregu królów. Wychodzi więc na to, że Pawełek czytać się nie nauczył. A pyszczy i pyszczy…
Dla porządku wrzucam skan z turbolechickiej strony „tajnego archiwum watykańskiego”, która jako jedna z pierwszych opublikował ową „rewelację” Szydłowskiego i do tej pory pierwotnego tekstu nie zmieniła:
.


.
Na samej górze skanu widać datę publikacji – 2016/10/31. A Szydłowskiemu nie pozostaje nic innego, jak w nocy po cichutku przerobić na kolumnie Zygmunta ów nieszczęsny (czterdziesty) czwartyQVARTVS – na (czterdziesty) piątyQUINTUS. Wtedy napis na kolumnie będzie się zgadzał z jego pejsbukiem.
Do dzieła Pawełku…
.
Nim zajmę się największym współczesnym prorokiem turbolechickim przytoczę jeszcze rewelacje krystowierczej strony „Cuda Jezusa”. Pisze na niej tak:
„Polska w Biblii opisana jest na 1000 lat przed Chrystusem w Starym Testamencie… Poznaj starą nazwę Polski – To Lechia !!! Są mocne dowody, naukowcy potwierdzają [hehehe – jacy naukowcy i gdzie to potwierdzają??? – przyp. opolczyk].
Polska (Lechia – przed katolicka nazwa Polski) ma dość dobrze udokumentowaną historię przez średniowiecznych kronikarzy. Polska – Lechia występuje także w Biblii.
Lechia – Polska ma już min. 3000 lat.”
I dalej przytacza autor tych bredni fragment żydo-biblii (ST), w którym czterokrotnie występuje nazwa „Lechi”.

„9 Wybrali się następnie Filistyni, aby rozbić obóz w Judzie, najazdy zaś swoje rozciągnęli aż do Lechi. 10 Rzekli wtenczas do nich mieszkańcy Judy: «Dlaczego wystąpiliście przeciwko nam?» – «Przyszliśmy pojmać Samsona – odpowiedzieli – aby mu odpłacić za to, co nam uczynił». 11 Trzy tysiące mieszkańców Judy udało się wówczas do Samsona na szczyt góry skalnej w Etam ze słowami: «Czy nie wiesz, że Filistyni zawładnęli nami? Cóżeś nam uczynił?» Odpowiedział im: «Uczyniłem im to samo, co oni mnie uczynili».12 «Przyszliśmy cię związać – rzekli do niego – i oddać w ręce Filistynów». Odparł na to Samson: «Przyrzeknijcie mi, że sami nie targniecie się na mnie». 13 «Nie! – odrzekli – zwiążemy cię tylko i oddamy w ich ręce, ale cię nie zabijemy». Związali go więc dwoma nowymi powrozami i sprowadzili ze skały. 14 Gdy tak znalazł się w Lechi, Filistyni krzycząc w triumfie wyszli naprzeciw niego, ale jego opanował duch Pana, i powrozy, którymi był związany w ramionach, stały się tak słabe jak lniane włókna spalone ogniem, a więzy poczęły pękać na jego rękach. 15 Znalazłszy więc szczękę oślą jeszcze świeżą, wyciągnął po nią rękę, uchwycił i zabił nią tysiąc mężów.
16 Rzekł wówczas Samson: «Szczęką oślą ich rozgromiłem3. Szczęką oślą zabiłem ich tysiąc».
17 Gdy przestał mówić, odrzucił szczękę i nazwał to miejsce Ramat-Lechi4. 18 Następnie odczuł wielkie pragnienie i zwrócił się do Pana modląc się: «To Ty dokonałeś wielkiego ocalenia ręką swego sługi, a oto teraz albo przyjdzie mi umrzeć z pragnienia, albo wpaść w ręce nieobrzezanych». 19 Wtenczas Bóg rozwarł szczelinę, która jest w Lechi, tak że wyszła z niej woda. [Samson] napił się jej i wróciły mu siły i ożył. Oto dlaczego nazwano to źródło En-Hakkore5. Istnieje ono w Lechi do dnia dzisiejszego. 20 I przez dwadzieścia lat sprawował sądy nad Izraelem za czasów Filistynów.”

I to już jest dla niego dowód na starożytną Polskę – Lechi opisaną w żydo-biblii.
http://cudajezusa.pl/polska-opisana-jest-na-1000-lat-przed-chrystusem-w-starym-testamencie-poznaj-stara-nazwe-polski-to-lechia-sa-mocne-dowody-naukowcy-potwierdzaja/
.
Te same brednie opublikował Robert Brzoza, krystowierca, choć nie-katolik, ale równie ślepo wierzący w żydo-biblię. Kiedyś na blogu uprawiał nawet „biblijne analizy” w sprawach spekulacji na giełdzie i brał za nie pieniądze
https://tajemnice.robertbrzoza.pl/zagadki/polska-opisana-jest-w-biblii-na-1000-lat-przed-chrystusem/
.
A tymczasem opis owej walki Filistynów i Judejczyków to fikcja. Poważni naukowcy izraelscy nie mają wątpliwości:
.
„Archeolodzy podważają same podstawy Biblii. Pan Bóg nie przekazał Mojżeszowi Dekalogu, naród Izraela nigdy nie był w egipskiej niewoli, mury Jerycha nie rozpadły się na dźwięk trąb, bo Jerycho było miastem nieobwarowanym, pierwsza monoteistyczna religia nie ma swoich korzeni na Górze Synaj, a wielkie królestwa Dawida i Salomona to legenda dostosowana do potrzeb teologii.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/12/29/biblia-zydowska-ksiega-zbrodni-wyssana-z-palca/
.
Nie wiadomo dlaczego i skąd (może z sufitu) autor wymysłów o Samsonie zabijającym oślą szczęką tysiąc Filistynów wziął owo słowo LechiLechyLehi – bo i tak jest ono tłumaczone:
http://bibliepolskie.pl/zzteksty_wer.php?book=7&chapter=15&verse=9&tlid=21
.
Ale ślepa wiara w te wymysły i doszukiwania się w słowie Lechi-Lechy-Lehi (dlaczego nie Lechia???) dowodu na istnienie Polski – Wielkiej Lechii ponad 3 tys. lat temu świadczy tylko o tych, którzy takie bzdury wymyślają i dalej kolportują.
.
Obecnie dominującym objawieniem turbolechickim jest jedna wersja (choć głosi różne – o tym za chwilę) wg proroka Janusza Bieszka. Głosi ona, że Imperium Lechii powstało ok. 1800 lat p.n.e. a pierwszym jej władcą był król o imieniu Sarmata (wg Szukalskiego pewnie by pochodził z wyspy Sarmatii). Oto poczet władców Imperium Lechii w objawieniu proroka Bieszka:
.
„Sarmata – około 1800 r. p.n.e., Kodan – 1770- ?, Lech I, Wielki – 1729-1679, Filan – 1679-1649, Car – ?, Lasota – ?-1479, Szczyt – 1482-?, Alan II – ?-1272, Wandal – 1272-?, Lech II, Chytry – w okresie panowania Aleksandra Macedońskiego (336-323), Polach – 231-188, Lisz (wnuk Polacha), Posnan (wnuk Polacha), Sandomir (książę), Lublin (książę), Lubusz (książę), Lech III, Ariowit – 74-25?, Awiłło Leszek IV, Uznany – 25 p.n.e. – 34 n.e.? (jego zarząd Wielką Lechią pokrywa się chronologicznie z okresem życia i nauczania Jezusa Chrystusa), Wisław I – 35-91, Witosław – 91-127, Alaryk I – 127-162, Dieteryk – 162-201, Teneryk – 201-237, Haldwiryk – 237-292, Wizymir, Budowniczy – 292-340, Mieczysław – 340-388, Radgoszcz – 388-394, Witosław II – 394-405, Corsico – 405-454, Wisław II – 477-486, Alaryk II – 487-507, Alberyk II – 507-526, Jan – 526-566, Radgoszcz II – 566-613, Wisław III – 613-652, Bezkrólewie – 652-659, 12 Wojewodów – 659-694, Krak I, Scyta – 694-728, Krak II, Scyta – 728-733, Lech V, Zabójca – 733-735, Wanda, Amazonka – 735-740, 12 Wojewodów – 740-760, Lech VI, Przemysław – 760-780, Lech VII, Oszust – panował 4 godziny dnia 6 października 780 r., Lech VIII – 780-800, Lech IX, Waleczny – 800-824, Popiel I, Gnuśny – 824-830, Popiel II, Zbrodniczy – 830-840, Bezkrólewie – 841-842, Koszyszko herbu Kroy – 842-862, Ziemowit, Reformator – 862-892, Wrocisław – 892-896, Lech X, Dzielny – 896-921, Ziemomysł – 921-957, Mieszko I – 957-992.
Ogółem 51 władców lechickich, w tym: 48 królów i trzej książęta.
za: Janusz Bieszk, Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna, wyd. Bellona, Warszawa 2015.”
https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/tag/poczet-krolow-lechii/
.
Odnośnie powyższej litanii imion władców imperium Lechii nasuwa się kilka pytań:
– Dlaczego turbolechici nie piszą o Wielkiej Sarmacji, skoro pierwszym władcą był Sarmata a nie Lech.
– Lista wymienia krótkie okresy „bezkrólewia” (Bezkrólewie – 652-659, 841-842), wymienia nawet „króla” panującego tylko 4 godziny (Lech VII, Oszust – panował 4 godziny dnia 6 października 780 r.) ale milczeniem pominja prawie tysiącletnie bezkrólewie pomiędzy królem Wandalem (Wandal – 1272-?) a chytrym Lechem (Lech II, Chytry – w okresie panowania Aleksandra Macedońskiego (336-323). Te daty dotyczą okresu przed naszą erą i lecą „od tyłu”. Czy wielka Lechia istniała w tym czasie czy nie? A może Wandal był biblijnym Matuzalemem żyjącym ponad 950 lat. Wtedy luka byłaby zapchana. A może to ten wstrętny kk zniszczył dokumentację tego okresu? I jak Wielka Lechia przetrwała ten prawie tysiącletni okres bez władców?
– Dlaczego jako ostatniego władcę lechickiego podaje Bieszk w książce Mieszka I? Wszak w jego wykładzie na yt objawia, że Imperium Lechitów upadło w 940 roku (2:12 min w tym filmie):

.

.
Czyli upadło, wg jego listy królów Lechii, w czasach ojca Mieszka – Ziemomysła. Ale który wg bieszkowej listy królów Lechii nadal po roku 940 panował – do 957 roku!. To jak było w końcu naprawdę? Czy Ziemomysł był przedostatnim królem Imperium Lechii panującym w latach 921-957 (a po nim jeszcze lechickim władcą wg książki Bieszka był Mieszko do 992 roku), czy Imperium upadło w roku 940? Dla mnie to nie jest drobnostka. I skąd wziął Bieszk datę 940 rok? Co takiego katastrofalnego wtedy się wydarzyło? Kto rozwalił Imperium Lechii? Dlaczego upadło? Ani jeden kronikarz niemiecki nie pochwalił się niszczycielskim najazdem niemieckich wojsk na sąsiednie imperium. A pewnie by się takim sukcesem pochwalili. Krzyżaków też jeszcze wtedy nie było. I Ruskich też nie. Kto więc rozwalił Lechię? I jak to było z tą wielką Lechią – było to jedno Imperium Lechickie czy 14 królestw?
.

.
Nie wiem też, skąd Bieszk wytrzasnął informacje o koronacji Bolesława na cesarza w Paryżu. Raz – cesarzem mógł wtedy zostać tylko niemiecki król, a Bolesław nim nie był; dwa – koronacji cesarzy dokonywali wtedy papieże w Rzymie a nie w Paryżu. Wiem wiem, znam te opowieści, jak to Otto III w Gnieźnie podczas uczty własną koronę włożył Bolesławowi. Ale czy był to znak, że go uważa za swego następcę? Może był to tylko przejaw pijackiego bratania się z Chrobrym pod wpływem mocnego słowiańskiego miodu pitnego, do którego cesarz nie przywykł. Zresztą akceptację Bolesława na cesarza, a wcześniej na niemieckiego króla, musieli by wyrazić wszyscy niemieccy dostojnicy świeccy i kościelni, a co było to po prostu niemożliwe.
Tu wracam jednak do poprzedniego objawienia (filmu) Bieszka, w którym opowiada o upadku Imperium w roku 940. Chwilę później mówi o utworzeniu dynastii lechickiej w roku roku 1729 p.n.e. A co z okresem prawie tysiącletniego bezkrólewia (pomiędzy Wandalem i chytrym Lechem)? Gdzie wtedy była dynastia? I czy jej założyciel Lech I Wielki to ten Lech z legendy o Lechu Czechu i Rusie – legendarny założyciel państwa lechickiego? Ale w takim wypadku i Ruś oraz Czechy musiałyby wtedy powstać – a o tym turbolechici i kroniki milczą.

Dalej w tym samym objawieniu Bieszk przytacza tzw. „kronikę norymberską” i podaje wyczytane tam „fakty”. A więc mówi o mieście Vindelicum twierdząc, że dosłownie oznacza ta nazwa „miasto Lecha”, że w roku 9 n.e obroniło się ono przed rzymskim najazdem, wybijając rzymski „legion marsowy” i że zdobyte i zniszczone zostało trzy lata później. I dziwi się, dlaczego historycy nie interesują się tymi „faktami” – walkami lechitów z Vindelicum – „miasta Lecha” – z Rzymianami.
Historycy naturalnie wiedzą czym jest owa zachwalana przez Bieszka „kronika norymberska”: była interesem obliczonym na zyski:
”29 grudnia 1491 roku w Norymberdze zawiązano czteroosobową spółkę. Jej udziałowcy uzgodnili, że w celach zarobkowych wydadzą nowy, poczytny i bogato ilustrowany tytuł.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Liber_Chronicarum
.
To czy podawane w niej „ininformacje” są zgodne z prawdą, udziałowców nie obchodziło. Zastanawia mnie, w jakim słowniku łacińsko-polskim znalazł Bieszk tłumaczenie nazwy Vindelicum oznaczające jego zdaniem dosłownie miasto Lecha. Z tego co wiem miasto po łacinie to civitas. A że historycy tą „kroniką” nie interesują się… Oni wiedzą, że Vindelicum założyli jako obóz wojskowy Rzymianie i pełna jego nazwa brzmiała Augusta Vindelicum
https://de.wikipedia.org/wiki/Augusta_Vindelicum
.
Wiedzą też, że nie było w roku 9.n.e oblężenia Vindelicum i wybicia przez obrońców legionu marsowego, ani zdobycia i zburzenia bieszkowego „miasta Lecha” przez Oktawiana trzy lata później. Oktawian ani nie oblegał, ani nie zdobył tego miasta, gdyż to jego legioniści je założyli.
Skąd takie wymysły znalazły się więc w kronice norymberskiej? Ano budowała ona niemiecką mitologię. Wiedzieli jej autorzy, udziałowcy spółki, że istniał tam rzymski obóz. Ale pamiętali też o legendarnym wręcz rozgromieniu marsowych legionów Warusa – właśnie w roku 9 n.e. Tylko, nie wiedzieli gdzie miało to miejsce. Na polecenie cesarzy niemieccy kronikarze już od XI wieku szukali miejsca tamtej legendarnej bitwy. Jej zwycięzców nazwanych przez Tacyta „Germanami” naturalnie przywłaszczyli sobie jako pra-Niemców (choć były to głównie plemiona celtyckie i słowiańskie – owi „Germanie”). Nie wiedząc, gdzie bitwa odbyła się wymyślili więc oblężenie Vindelicum w roku 9 n.e i wybicie przez obrońców rzymskiego legionu marsowego. W rzeczywistości bitwa ta miała miejsce jakieś 500 kilometrów dalej w lesie teutoburskim w tym właśnie 9 roku n.e.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_w_Lesie_Teutoburskim
.
„Kronikarze” norymberscy o tym nie wiedzieli. Wybili więc Rzymian rękami obrońców Vindelicum, po czym trzy lata później zdobyli miasto przez Oktawiana, pamiętając, że było ono rzymskim obozem wojskowym. A że to była nieprawda? Takimi nieścisłościami autorzy „kroniki” norymberskiej nie przejmowali się. Ważne, że była poczytna i przynosiła zyski. A Bieszk, gdyby zajrzał nie do owej – hehehe – „kroniki” norymberskiej, a do starożytnych źródeł rzymskich, nie wygadywałby bzdur. I tak wygląda jedno z owych „naukowych” źródeł, na jakie powołuje się prorok Imperium Lechii Bieszk.
.
A skoro już jesteśmy przy średniowiecznych „kronikach” – popatrzmy jak produkowały one fikcję. Posłużymy się przykładem z naszego podwórka. Pierwszym kronikarzem, który pisał o poprzednikach Mieszka zwanych zwyczajowo „legendarnymi władcami” był Gall Anonim. Jako obcy nie znał wielu legend ludowych, ale dzięki przekazowi ustnemu na dworze władcy dotarł (chyba że je sam wymyślił – czego wykluczyć nie można) do imion czterech poprzedników Mieszka: Popiela, Siemowita, Lestka i Siemomysła:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Legendarni_w%C5%82adcy_Polski#W_kronice_Anonima_zw._Gallem_(XII_w.)
.
Tu jeszcze uwaga – Gall zapisywał ich imiona po łacinie – nie wykluczone więc, że Lestkiem jest legendarny Lech, brat Czecha i Rusa. Tyle, że po dwukrotnej transkrypcji, najpierw z mówionego polańskiego na pisany łaciński, a potem z łacińskiego na polski, z Lecha zrobił się Lestek. U piszącego po Gallu, a znającego ludowe legendy Kadłubka, lista legendarnych władców jest już dłuższa i wynosi 11 władców. Do przejętych od Galla czterech dorzucił więc siedmiu. Kadłubek naturalnie nie korzystał z żadnych historycznych źródeł. Po prostu znane mu postacie legendarne wsadził do jego kroniki jako postacie historyczne. Nawet smok wawelski w jego kronice to autentyczna postać historyczna, tyle że zwierzęca. I to najlepiej pokazuje, jaką wartość ma jego „kronika” oraz „kroniki” jego następców, którzy kadłubkowe wymysły o smoku powielali jako wydarzenia i postacie historyczne.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Smok_wawelski
.
W kronice wielkopolskiej dorzucono do kadłubkowych jeszcze dwóch legendarnych władców, Długosz jeszcze jednego, a Bielski w XVI wieku jeszcze czterech, co łącznie dawało osiemnastu legendarnych władców. Dopiero Kochan Wolski w XVII wieku spuścił z tonu i powrócił do liczby czternastu. Przed nim więc z upływem wieków wzrastała lista legendarnych władców. A skąd brali ich kościelni „kronikarze”? Czy odnajdywali jakieś stare wiarygodne dokumenty o ich istnieniu? Oczywiście że nie! Brali ich po prostu z sufitu.

Ale to jeszcze nie wszystko…
Unia Polsko-Litewska, przemianowana później na Rzeczypospolitą Obojga Narodów trzymała ambasadorów na wszystkch dworach europejskich. I często ambasadorowie różnym władcom i dygnitarzom kościelnym i państwowym oraz uniwersytetom przekazywali rodzime „kroniki” kościelnych bajkopisarzy. Stąd legendarni władcy przedpiastowscy znani byli i u obcych. I gdy jakiś obcy władca, biskup czy rektor nakazał swojemu kronikarzowi napisać „Kronikę świata” (na podobieństwo „kroniki norymberskiej”), lądowały tam i „informacje” np Długosza o czternastu władcach poprzedzających Mieszka I. I stąd niemieckie „kroniki”, dorzucając do polskich władców rzeczywistych władców urojonych, dają cyfry o których ryczał Szydłowski:
„Według turbokatoli Mieszko był pierwszym władcą Polski, a Zygmunt III – 31
(…)
Według kronik niemieckich i polskich Zygmunt III Waza był 44. lub 45.”

.
Jeśli „kronikarz” niemiecki korzystał z urojonej listy władców z kroniki wielkopolskiej, wychodziło mu z realnymi 44 władców; jeśli korzystał z Długosza, wychodziło mu 45. Czyli tyle, ile podał Szydłowsk. Tyle, że zarówno owe niemieckie jak i rodzime „kroniki” mają w odniesieniu do czasów przedmieszkowych zerową wartość historyczną. Są jako „źródła historyczne” po prostu gówno warte! Jedynie jako zabytki piśmiennictwa mają jakąś tam wartość. Ale nazywanie ich „naukowymi dowodami”, a tak robią turbolechickie świry, jest po prostu śmieszne i całkowicie ich dyskredytuje.
Owe „kroniki” oraz inne z nich odpisywane trafiały także za ocean. Tak więc obojętnie gdzie turbolechicki prorok Bieszk je odnajdzie – wszystkie razem są gówno warte.
.
Na koniec pozostała jeszcze Kronika Prokosza – „Pismo święte startego turbolechickiego testamentu”, powstała rzekomo w X wieku. Nikogo jako tako rozgarniętego nie trzeba przekonywać, że to fałszywka. Przez 900 lat nikt, żaden kronikarz czy historyk nie wspomninał o „kronikarzu Prokoszu”. Nikt nie wymienił jego imienia i nie przytaczał fragmentów jego „kroniki”. Aż naraz, cudem, na początku XIX wieku jego kronika została „odnaleziona” – na żydowskim straganie w Lublinie. I żeby była przynajmnie napisana X-wiecznym językiem staropolańskim, zapisanym cyrylicą lub łaciną, gdyż polskiego alfabetu i piśmiennictwa wtedy jeszcze nie było. Ale nie – napisana jest wyrobioną literacko XVIII-wieczną polszczyzną. I ja mam uwierzyć, że to jest autentyk?
Ale dobra – przyjmijmy nawet, że to autentyk! Natychmiast pojawia się pytanie – skąd jakiś mnich (w innych wersjach biskup a nawet arcybiskup ) Prokosz, żyjący w X wieku, znał imiona i daty panowania władców Lechii od roku 1800 przed naszą erą? Z jakich wcześniejszych kronik, z jakich zapisków, z jakich źródeł historycznych mógł korzystać? No i właśnie – w jego „kronice” domniemany „Prokosz” nie przytacza żadnych starożytnych źródeł, z których korzystał. I nie może ich przytoczyć, bo takich nie było. Bo wszystkie te imiona i lata panowania owych lechickich imperatorów są zmyślone. I to nie w X, a w XVIII wieku. Listę władców Lechii podaną  w jego „głośnej „książce napisał prorok Bieszk właśnie na podstawie tej fałszywki. Która w jego oczach naturalnie jest „dowodem naukowym”.
I takim to jest on „badaczem”! I reszta tej turbolechickiej ferajny też!
.
Wspólną cechą wszystkich turbolechickich świrów, których wymieniłem, jest to, że wszyscy oni ślepo wierzą w żydo-biblię. Choć, jak cytowałem już wyżej – nawet poważni naukowcy izraelscy nie mają wątpliwości, że to są wymysły.
.
Kończąc już, z radością informuję, że turbolechici, z Bieszkiem na czele, pod nazwą turbosłowianie wylądowali w wikipedii. Najważniejsze stwierdzenie w niej brzmi:
.
„Określenie „turbosłowianie” bywa błędnie używane w odniesieniu do rodzimowierców słowiańskich[4]. Ponadto ze strony rodzimowierców podejmowane są działania mające na celu zwalczanie turbosłowianizmu jako zjawiska szkodliwego.”
.
Oczywiście, że turbolechicka szajba jest szkodliwa, gdyż wystawia na pośmiewisko wszystkich rodzimowierców i słowianofili oraz pogan takich jak ja.
.
Dlategom kolejny raz o tych świrach napisał.
.
.
opolczyk
.
..

Legenda o Swarożycu i Słonce, zamienionej w słonecznik…

.

.

Wczoraj katolicy świętowali ich ogłupiające święto „trzech króli”, którzy rzekomo idąc za gwiazdą doszli do Beltlejem i niemowlakowi Joszue złożyli pokłon i dary. Ten wymysł, bo nawet legendą nazwać go nie można, miał pokazać, że trzech pogańskich „mędrców” przerobionych później na króli, oddało hołd narodzonemu żydowskiemu bękartowi (w krystowierczej mitologii Miriam była przecież panną), uznając w nim przyszłego władcę świata.
Otóż tych trzech powinno się nazwać wyssanymi z palucha (nawet wiki przyznaje, że to postacie zmyślone) głupcami łażącymi w kółko lub tam i nazad za gwiazdą. Akurat wczoraj Taternik napisał mi w mailu:
.
Dzisiaj jest Trzech Króli.
Jest nas dwóch /?/jak się piszesz.

Należy ucapić trzeciego i będzie szajka trzech.
.

Odpisałem mu:
.
O trzech głupcach idących za gwiazdą pisałem rok temu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2018/01/06/opowiesc-o-trzech-medrcach-idacych-za-gwiazda/
.
A to trzy lata temu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2016/01/06/chrzescijanstwo-zydowski-matrix-czyli-szopka-do-kwadratu/
.
I tak to wygląda – żyjemy w XXI wieku, epoce lotów kosmicznych i internetu, a w wielu katolickich krajach obchodzone jest żydogenne święto na podstawie wymysłów jednego anonimowego jewangelisty o wyssanych z palca trzech pogańskich mędrcach, którzy rzekomo żydowskiemu noworodkowi oddali hołd.
Czy ten krystowierczy świat nie jest zwariowany i kompletnie szurnięty?
.
A dzisiaj tak się akurat złożyło, że pod jednym z kanałów yt wdałem się w dyskusję. Rzecz była też właśnie o żydowskich wymysłach. Pojawił się w dyskusji i Szatan oraz satanizm. W końcu napisałem tak:
.
Jeszcze jedna ogólna uwaga, bo była mowa o satanizmie. Tak naprawdę judaizm i krystowierstwo przy Szatanie utożsamianym z Lucyferem (niosącym światło) dokonało ob-żyd-liwego oszustwa. Wymyślając żydo-biblię jej autorzy potrzebowali „przeciwnika” dla Jahwe i był nim Lucyfer/Szatan. Tyle że zapożyczyli go z greckiej mitologii – był odpowiednikiem Prometeusza – tego, który przyniósł „kaganek oświaty” ludziom, za co został surowo ukarany przez wkurzonych bogów (greccy bogowie też byli źli i zazdrośni – prawie jak Jahwe). W żydobilii Jahwe zabronił Adamowi i Ewie spożycia owocu z drzewa poznania i zła. Dlaczego? Bo chciał mieć durnych parobków pilnujących mu raju. I choć niby ludzie byli stworzeni na jego „obraz”, nie znali różnicy między dobrem a złem. Byli więc nie ludźmi a bezrozumnymi hominidami, małpoludami. I dopiero dzięki „gadającemu wężowi” (Luceferowi/Szatanowi), który skusił Ewę, ludziom otworzyły się oczy – poznali dobro i zło. Stali się ludźmi, mądrymi na obraz Lucyfera. A tymczasem wyznawcom żydo-biblii wmówiono, że dobry. niosący światło, otwierający ludziom oczy Lucyfer/Szatan jest zły, jest synonimem najgorszego zła. A jego przecuiwnik – mściwy, zazdrosny, podejrzliwy psychopata Jahwe – jest „bogiem” dobrym, wręcz nieskończenie dobrym i nieskończenie miłosiernym. A wystarczy przeczytać ST by się przekonać jaki to krwiożerczy pustynny psychopata. Satanizm, gdyby nadano mu właściwe znaczenie, powinien być kultem tego, który ludziom otwierzył oczy na dobro i zło, a czego nie chciał Jahwe. Tak więc satanizm w zasadzie powinien być czymś pizytywnym. A zrobiono z niego coś najgorszego. Natomiast kult biblijnego psychopatycznego pustynnego demona Jahwe uznaje się za coś dobrego! I kult Joszue. A tymczasem tzw. „komunia święta” to symboliczny kanibalizm – owieczkom klecha wkłada wszak do otworu gębowego „ciało krysta” i owieczka je zjada. A klechy piją jeszcze z kielicha jego „krew – co jest czystym wampiryzmem. Ale wmówiono durniom, że to droga do zbawienia.

Eh… jak tych ludzi ogłupiono…

https://www.youtube.com/watch?v=Qf56ghmf-uY&lc=Ugx3Pi8-XoeIysmwz9Z4AaABAg
.
Padły też słowa o legendach związanych z Lucyferem:
.
„A co do Lucyfera to jest to jakiś tajemniczy byt chyba nie do końca rozszyfrowany, bo krążą o nim różne legendy.”
.
Czy my, Polacy, Słowianie nie mamy innych bohaterów legend niż Lucyfer? Dokąd u Rzymian był „Gwiazdą Poranną” – planetą Wenus, było dobrze. Potem przywłaszczyli go jahwiści i przerobili na głównego wroga pustynnego domona Jahwe. Czy musimy się nim zajmować? Czy nie mamy naszych własnych legend? I mnie one bardziej podobają się, niż te nadjordańskie. Choć wiele z nich zostało skatoliczonych, jak np legenda o mądrej wiedźmie Jadze, którą przerobiono na wstrętną staruchę, jędzę. Czy nie powinniśmy więcej rozmawiać o naszych legendach? Jak choćby o Wyrwidębie i Waligórze, o smoku wawelskim, o Żmiju:
https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBmij
.
O Lechu Czechu i Rusie, o bazyliszku, o Piaście Kołodzieju, o Popielu, o koszałkach opałkach, o krasnoludkach, o kwiatu paproci, o śpiących wojach/rycerzach, o Wandzie co Niemca nie chciała. Po co nam do diaska Lucyfer?
.
No więc w miejsce wczorajszych wyssanych z palca trzech durniów idących rzekomo za gwiazdą i w miejsce Lucyfera i Jahwe przypomnę legendę o Swarożycu i Słonce. Znaleźć można ją nawet w sieci, choć poniższa jej wersja nie odpowiada mi:
.
Słonecznik – Sołnka i Swarożec

.
A może jest tak, jak w starej słowiańskiej legendzie, w której dziewczyna o imieniu Sołnka zakochała się w Swarożycu, bogu słońca? Ten zgodził się na jej towarzystwo pod warunkiem, że nigdy nie spojrzy mu w twarz. Sołnka przez lata usługiwała mu pokornie, aż nie wytrzymała i… pewnego dnia zerknęła Swarożcowi prosto w oczy. Za karę bóg wygnał ją z dworu, więc wróciła na ziemię by codziennie – od świtu do zmierzchu – wędrować za ukochanym. Kiedy była już starowinką Swarożec wybaczył jej świętokradztwo, pocałował i… zamienił w słonecznik, którego kwiat zawsze podąża za słońcem”
http://blogrodowo.blogspot.com/2018/07/sonecznik-kwiat-sonca.html

.
Swarożyc nie przez złośliwość czy zarozumiałość musiał zabronić Słonce patrzenie mu w twarz. Wiedział, że od tego może oślepnąć. I nie było tak, że za karę wygnał ją z dworu. Swarożyc jest dobrym bogiem, kocha Ziemię i ludzi, obdarzając ich światłem i ciepłem, bez których nie byłoby na Ziemi życia. Po prostu musiał odesłać ją na Ziemię, gdyż mając swoje obowiązki nie mógł się biedną oślepioną Słonką opiekować. Widząc jednak, że dalej za nim tęskni i dalej go kocha, zamienił ją w słonecznik. Od tego momentu mogła już bez żadnej szkody dla siebie patrzyć w oblicze ukochanego Słońca – Swarożyca.
.
Tu dodam, że legenda ta albo powstała dopiero w XV wieku, kiedy to słonecznik z Ameryki trafił do Europy, albo starszą jej wersję, np. ze stokrotką zamiast słonecznikiem (też przypomina Słońce)…
.
.
…polski lud wiejski, nadal pogański, mimo wielowiekowego katoliczenia go, przerobił zamieniając stokrotkę słonecznikiem. I tak ta legenda przetrwała do naszych czasów.
.
Bez względu na to jak było – legenda ta w romantyczny sposób wyjaśnia, dlaczego słoneczniki powoli obracają swoje tarcze tak, że są zwrócone ku Słońcu. Po prawdzie, gdy łodyga słonecznika już stwardnieje, słoneczniki na stałe są zwrócone na wschód. Po to, aby wschodzące Słońce po chłodzie nocy je jak najszybciej ogrzało. Ale w trakcie wzrostu słoneczników ich rozwijający się kwiatostan rzeczywiście zwraca się w ciągu dnia ku Słońcu. Wiedzieli o tym od dawna poganie i umieścili to w legendzie. Nauka „odkryła” to dopiero w XIX wieku, a dopiero niedawno szczegółowo zbadali to usraelscy naukofcy:
.
I tak legenda o Słonce i Swarożycu oddawała w melodramatyczny sposób wiedzę pogan o tym, że rośliny kwiatowe (nie tylko słoneczniki) starają się ich kwiaty ustawiać w stronę Słońca. Kochają je, potrzebują jego światła i ciepła i choć nie mają oczu, chcą być zwrócone w kierunku jego boskiego oblicza na niebie. Jak Słonka, która wbrew ostrzeżeniu spojrzała w oblicze ukochanego i straciła wzrok, a ten kierując się współczuciem przemienił ją w słonecznik, by mogła już bezpiecznie patrzeć na niego.
.
Czyż nie jest to ładniejsza legenda niż biblijne wymysły o zmaganiach Lucyfera z Jahwe, czy o trzech głupcach łażących za gwiazdą?
.
.
opolczyk
.
.
.

Edward Maciejczyk i jego plagiatorska szajka z „Szikago” (Chicago)..

.

.
Na kolejny bezczelny plagiat moich tekstów trafiłem przypadkowo. Zaczęło się od tego, że P. Ziemiński meilem rozesłał życzenia noworoczne umieszając w rozsyłce mój adres. Odpowiedziała na nie m.in. Joanna Gronostajska, której nie znałem. Z czystej ciekawości wkliknąłem się na podany przez nią link:
http://www.mediapolonii.com/
.
Także z czystej ciekawości wkliknąłem się na „zakładkę” Słowianie:
http://www.mediapolonii.com/s-owianie.html
.

I zacząłem czytać co „mediapolonii” o Słowianach piszą. Już czytając wstęp miałem niejasne przeczucie, że tekst jest mi jakoś dziwnie znany. A gdy zacząłem czytać następny „akapit” zaczynający się słowami: „Podstawą życia duchowego Słowian była cześć oddawana Matce Ziemi i siłom Natury. Żyli w symbiozie z naturą – rozumieli że Ziemia jest Matką, Domem i żywicielką….” natychmiast rozpoznałem moje własne słowa. Tyle że strona „mediapolonii” nie podała linku mojej strony, z którego to, dokonując niewielkich poprawek i wycinając pewne zdania fragmenty mojego tekstu po prostu zerżnęła.
.
Odpowiedziałem więc Joannie Gronostajskiej tak:
.
„Pani Joanno,
.
nie składam dzisiaj nikomu życzeń, gdyż słowiański Nowy Rok zaczyna się w Szczodre Gody wraz z odrodzonym Słońcem/Swarożycem a nie 1 stycznia kalendarza juliańsko-gregoriańskiego.
Z ciekawości wkliknąłem się na podaną przez Panią stronę:
www.mediapolonii.com
.
i zajrzałem w niej na zakładkę „Słowianie”.
http://www.mediapolonii.com/s-owianie.html
.
Gdy tylko zacząłem czytać zamieszczony tam tekst (poza wstępem, na samej górze), w opisie życia i kultury Słowian natychmiast rozpoznałem własne „pióro”. Jest u Pani to:
.
„Podstawą życia duchowego Słowian była cześć oddawana Matce Ziemi i siłom Natury. Żyli w symbiozie z naturą – rozumieli że Ziemia jest Matką, Domem i żywicielką.  Matką – bo każdy atom naszego ciała pochodzi z Ziemi.
Domem–bo na Ziemi mieszkamy.  Żywicielką – bo Onanas żywi.
Niestety kult Matki Ziemi został odrzucony i zaczęto Ją traktować przedmiotowo jako „własność”, choć to my należymy do Ziemi, a nie Ona do nas.
Wiara Słowian była wiedzą o „dziedzinie” bogów, duchów i świecie
fizycznym/materialnym. Była afirmacją życia.
Obrzędy obejmowały dary składane bogom, pamięć o przodkach i utrzymywanie kontaktów z ich duchami. Obrzędom towarzyszyły uczty, tańce i śpiew.
Słowianie nie znali sporów, wojen, „nawracania” na siłę. Ich wiara polegała na pogłębianiu wiedzy o Jawi(i), Nawi(i) i Prawi(i), na nauce kontaktowania się ze światem bogów i duchów, czyli politeizm.
Słowiański Duch Wolności był podstawą wiary, życia społecznego oraz życia codziennego naszych przodków.”
.
A ja w 2013 roku opublikowałem tekst pt. „Słowiański Duch Wolności”. Przytaczam jego fragmenty:
.
Podstawą ich wiary była cześć oddawana Matce Ziemi i siłom Natury. (…) Ziemia jest naszą Matką, Domem i Żywicielką.
Matką – bo każdy atom naszego ciała pochodzi z Ziemi.(…).
Domem – bo na Ziemi mieszkamy.
Żywicielką – bo Ona nas żywi.
.
Niestety kult Matki Ziemi został przez żydłactwo odrzucony  (…)  A Matkę Ziemię zaczęto traktować przedmiotowo jako naszą „własność”. Choć to my należymy do Ziemi, a nie ona do nas.
.
Wiara Słowian była wiedzą o Prawi(i), Nawi(i) i Jawi(i) – O „dziedzinie” bogów, duchów i świecie fizycznym/materialnym. Wolna była od wyssanych z palca dogmatów, od przymusu. Była afirmacją życia. Obrzędy obejmowały dary składane bogom, pamięć o przodkach i utrzymywanie kontaktów z ich duchami. Obrzędom towarzyszyły uczty, tańce i śpiew. Słowianie nie znali sporów teologiczno-dogmatycznych, nie znali wojen religijnych, nie znali „nawracania” na siłę. Wiara ich polegała na pogłębianiu wiedzy o Jawi(i), Nawi(i) i Prawi(i), na nauce kontaktowania się ze światem bogów i duchów i na indywidualnym stosunku do nich. Inkwizycja, szpiclowanie w szukaniu „herezji” były w słowiańskim świecie po prostu niemożliwe.
.
Słowiański Duch Wolności był podstawą wiary, życia społecznego oraz życia codziennego naszych przodków.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/03/29/slowianski-duch-wolnosci/
.
Przyzna Pani, że przypadkowe podobieństwo jest niemożliwe. Inne akapity Pani tekstu pochodzą także z mojego blogu: Choćby końcówka:
.
„Słowianie kochali życie i cieszyli się nim.
Kochali życie nawet mimo tego, że było ono często znojne i cechowała je latem ciężka praca mająca zapewnić wystarczającą ilość wyżywienia na długie miesiące zim i przednówka.
Kochali życie mimo różnych kataklizmów i klęsk naturalnych nawiedzających ich tereny.
Nie gasiło to wszystko radości z życia u Słowian i dlatego w ich kalendarzu aż roiło się od świąt, a niektóre z nich, jak choćby witanie wiosny trwały tygodniami.
Wszystkim świętom i obrzędom towarzyszyły u Słowian uczty, tańce i śpiewy.
Nie było ani jednego święta ponurego, pokutnego.
Ani jeden słowiański bóg nie wymagał od Słowian umartwiania się, pokuty, cierpiętnictwa, lęku czy wyrzeczeń.”
.
A to pisałem ja w 2015:
.
„Słowianie kochali życie i cieszyli się nim. (…) Kochali życie nawet mimo tego, że było ono często znojne i cechowała je latem ciężka praca mająca zapewnić wystarczającą ilość żywności na długie miesiące zimy i przednówka. Kochali życie mimo różnych kataklizmów i klęsk naturalnych nawiedzających ich tereny. Nie gasiło to wszystko radości z życia u Słowian i dlatego w ich kalendarzu aż roiło się od świąt, a niektóre z nich, jak choćby witanie wiosny trwały tygodniami. Wszystkim świętom i obrzędom towarzyszyły u Słowian uczty, tańce i śpiewy. Nie było u nich ani jednego święta ponurego, pokutnego. Ani jeden słowiański bóg nie wymagał od Słowian umartwiania się, pokuty, cierpiętnictwa, wyrzeczeń.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/10/20/wartosci-poganskie-i-wartosci-chrzescijanskie/
.
Zresztą, to co pisze u Pani w przedostatnim „akapicie”, też jest moje. U Pani jest:
.
„Słowianie żyli na łonie Przyrody w codziennym bezpośrednim kontakcie z Nią. Naturalnie byli zmuszeni np. karczować lasy gdy ludzi przybywało i potrzebne były większe pola uprawne, ale nigdy nie karczowali więcej niż potrzebowali. Nie wycinali drzew na handel, z chęci zysku.
Przede wszystkim nie czuli się panami Przyrody, nie chcieli nad nią panować, ponieważ wiedzieli, że są jej integralną częścią.
Jeśli Przyrodę przyrównamy do żywego organizmu, to Słowianie byli jedną z jego komórek.”
.
A u mnie (w tym samym tekście co poprzednio):
.
„Słowianie żyli na łonie Przyrody w codzienynm bezpośrednim kontakcie z Nią. Naturalnie i oni byli zmuszeni np. karczować lasy gdy ludzi przybywało i potrzebne były większe pola uprawne. Ale nigdy nie karczowali więcej niż potrzebowali, nie wycinali drzew na handel, z chęci zysku. Przede wszystkim nie czuli się panami Przyrody, nie chcieli nad nią panować. Wiedzieli, że są jej integralną częścią. (…) . Jeśli Przyrodę przyrównamy do żywego organizmu to Słowianie byli  jedną z jego komórek.”
.
I to też – co jest u Pani:
.
„Wiara” naszych przodków jest wiedzą, a nie ślepą wiarą w potocznym tego słowa znaczeniu.
Jest mądrością gromadzoną i pogłębianą przez pokolenia i przekazywaną dalej. Słowiańskiej Wiedzy nie można posiąść ślepo w cokolwiek wierząc. Jest ona dostępna jedynie dla ludzi z otwartym umysłem. Słowianin to człowiek, który myśli i uczy się, szuka wiedzy, szuka głębszego zrozumienia w otaczającej go rzeczywistości zarówno tej fizycznej/materialnej jak i niefizycznej/duchowej.”
.
Jest moje:
.
„Wielokrotnie wspominałem o tym, że „wiara” naszych przodków jest wiedzą, a nie ślepą wiarą w potocznym tego słowa znaczeniu. Jest mądrością gromadzoną i pogłębianą przez pokolenia. I przekazywaną dalej. Słowiańskiej Wiary/Wiedzy nie można posiąść ślepo w cokolwiek wierząc. Jest ona dostępna jedynie dla ludzi z otwartym umysłem. Poganin, Słowianin to człowiek który myśli i uczy się. I szuka wiedzy, szuka głębszego i lepszego zrozumienia otaczającej go rzeczywistości. Zarówno tej fizycznej, materialnej jak i niefizycznej, duchowej.”
.
Ten cytat jest z mojego tekstu z 2014 roku pt. „Wiara/wiedza Słowian:
https://opolczykpl.wordpress.com/2014/03/08/wiarawiedza-slowian/
.
Symbolikę odzieży, którą Pani przepisała bez podania źródła i ja opublikowałem. Tyle że podałem źródło! Nie przywłaszczam sobie cudzych prac.
Nie mam nic przeciwko korzystaniu z moich prac w celu propagowania kultury Słowian, ale publikowanie cudzej pracy bez podania jej autora jest bardzo nie po słowiańsku. Wystarczyłoby dopisać, że opisy życia i kultury Słowian zaczęrpnięto z poniższych tekstów i podać linki.”
.
Tu na marginesie dodam, że i wstęp owego tekstu jest też zerżnięty ode mnie: Wystarczy porównać: To jest u szikagowskiej szajki:
.
„Struktura społeczna Słowian oparta była na wspólnotach rodowo-plemiennych. Wspólnoty te posiadały starszyznę rodową, do której mogł być zaliczany każdy członek wspólnoty. Decydujące o awansie do starszyzny rodowej były indywidualne pozytywne cechy charakteru jak i zasługi dla wspólnoty. Tylko osoby cieszące się powszechnym szacunkiem dla ich walorów osobistych i dla ich zasług dla rodu miały szansę zasiadania w starszyźnie rodowej.”
.
A to jest u mnie w tekście opublikowanym w 2013 roku:
.
Struktura społeczna Słowian oparta była na wspólnotach rodowo-plemiennych. Wspólnoty te posiadały starszyznę rodową, do której mogł być zaliczany każdy członek wspólnoty. Decydujące o awansie do starszyzny rodowej były indywidualne pozytywne cechy charakteru jak i zasługi dla wspólnoty. Tylko osoby cieszące się powszechnym szacunkiem dla ich walorów osobistych i dla ich zasług dla rodu miały szansę zasiadania w starszyźnie rodowej. „
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/03/29/slowianski-duch-wolnosci/
.
A już szczytem bezczelności jest to, że na samym dole ich strony widnieje to:
Copyright © Media Polonii. All Rights Reserved
Wszelkie prawa zastrzeżone!
Zastrzegają sobie wszelkie prawa do moich tekstów, które sobie przywłaszczyli i pod które się podszywają!
.
Dla porządku zamieszczam skany moich tekstów, splagiatowanych przez nich z ich strony – proszę zwrócić uwagę, że nie ma w nich najmniejszej wzmianki, że są to teksty z mojego blogu.
.

.

.


.
J. Gronostajska nie odpowiedziała na mój meil ani słowem. No bo co mogła odpowiedzieć. Za to jej kolesie – „Alex Sobotka” (być może to pseudonim) i zwłaszcza Edward Maciejczyk (nazywam go od pewnego czasu szikagowską maciejką) odpowiedzieli wściekłym tasiemcowym skowytem, w którym dominujcymi zwrotami są „azjatyckie szczury”.
Kogo ich skowyt intersuje, może go przeczytać tu:
https://piotrbein.wordpress.com/2019/01/04/rewelcja-imperium-merdialne-rebe-maciejczyka-motion-media-production-chicago/
.
Zastanawiałem się, co z tym fantem zrobić. Szkoda mi było Gronostajskiej. Przypuszczam, że dała się, młoda i niedoświadczona dziewucha, zbajerować oszustowi i naciągaczowi Maciejczykowi, udającemu „Słowianina”.
Początkowo nie czytałem nawet skowytu Maciejczyka (i „Sobotki”), gdyż meile od niego od ponad 3 lat lądują u mnie w spamie, a meil od „Sobotki” też wywaliłem do spamu nawet go nie otwierając Dopiero Piotrek Bein zwrócił mi uwagę na ten skowyt i zawarte tam ewidentne kłamstwa. Postanowiłem sprawę opisać dlatego, aby ostrzec Polonusów w usraelu („USA”) przed szikagowską szajką Maciejczyka. Ekstra sprawdziłem – choć do statystyk bloga nie zaglądam prawie nigdy – ile w ub. roku (2018) miałem wkliknięć właśnie z usraela – było ich 25 570.

.

.

Przypuszczam, że są to w większości fascynaci kultury słowiańskiej i niejeden z nich pewnie zagląda i do Maciejczyka na jego złodziejską stronę. Chcę, by wiedzieli, kim ten człowiek jest.
.
Poznałem go via internet za pośrednictwem ludzi z WPS. W przeszłości pisałem na ich stronie, przeto znaliśmy się. A Maciejczyk był ich kumplem. Od początku irytował mnie jego rynsztokowy język, zwracałem mu nawet kilkakrotnie uwagę na to, że Słowianie tak się nie wyrażali. Niestety Maciejczyk był odporny na jakiekolwiek napomnienia. Bliższych kontaktów z nim nigdy nie utrzymywałem i rzadko odpowiadałem na jego meile zbiorcze w towarzystwie ludzi z WPS. Usiłował kreować się na niezłomnego Słowianina, piewcę kultury słowiańskiej. Krystowierstwo nazywał „azjatycką sektą wytrzepaną z kutasa”. Często dodawał  „obrzezanego”. Kler nazywał „pedałami w czarnych sukienkach”. Ale publicznie organizował i nadal organizuje w ścisłej współpracy z – jak ich nazywa – „pedałami w czarnych sukienkach” wycieczki-pielgrzymki do jakiegoś „cudownego” miejsca w usraelu, gdzie rzekomo objawiła się kiedyś żydowska „matka boska” i gdzie rzekomo nadal zdarzają się „cuda” i „cudowne uzdrowienia”. W ten sposób nie tylko nagania Maciejczyk Polonusów „pedałom w czarnych sukienkach”, ale utrwala w nich wiarę w „azjatycką sektę wytrzepaną z obrzezanego kutasa”. A na tzw. „Sobór słowiański” do Moskwy poleciał Maciejczyk jako przedstawiciel Wschodniego Kościoła Katolickiego w Ameryce z misją koordynacji działań medialnych Kościołów Katolickich Rytu Wschodniego. Pisało o tym na WPS:
https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/05/30/w-moskwie-trwaja-obrady-xiii-soboru-slowianskiego/
.
Już po tym widać – jaki to był „Słowiański sobór” zajmujący się koordynacją „Kościołów Katolickich Rytu Wschodniego” i jakim „Słowianinem” jest sam Maciejczyk – przedstawiciel Wschodniego Kościoła Katolickiego w Ameryce, który prywatnie nazywa „azjatycką sektą wytrzepaną z kutasa”. I on jest jej przedstawicielem. I koordynuje działania medialne wspierając tym – jak ich nazywa prywatniwe – „pedałów w czarnych sukienkach”.
Informacja o jego rzekomym aresztowaniu po przylocie do usraela to bujda na jaką dali się nabrać panowie z WPS:
„… został po powrocie z Moskwy aresztowany na lotnisku w NY”.
.
Było to tak – nasza wspólna znajoma z Chicago, p. Otylia Zigman otrzymała meila z poczty Maciejczyka. Pisała go rzekomo mająca do niej dostęp jego rzekoma „sekretarka”. W meilu była „informacja”, że Maciejczyka aresztowano na lotnisku w NY, że akurat jego adwokat jest na urlopie i aby go wyciągnąć z aresztu potrzebne są pieniądze. Otylia rozesłała tego meila wszystkim znajomym, także panom z WPS, a ci natychmiast poinformowali u nich na stronie o jego „aresztowaniu”.
Indywidualnie zaś spytała mnie Otylia, czy ma owej „sekretarce” wysłać pieniądze (chodziło o kilka tysięcy dolarów). Tu nadmienię, co wiem od niej, że Maciejczyk już wcześniej wyciągnął od niej kilka tysięcy dolarów rzekomo na różne „projekty” i wiedział, że Otylia gotowa jest finasowo go wspierać. Kategorycznie zakazałem jej wysyłania pieniędzy owej „sekretarce”. Napisałem, aby najpierw zażądała od niej jakiegoś urzędowego kwitu potwierdzającego, że Maciejczyk jest aresztowany. Otylia tak zrobiła, ale „sekretarka” już nie odpisała. Maciejczyk zamilkł na kilka tygodni, po czym włączył się w jakiej kolejnej dyskusji meilowej ani słówkiem nie wspominając o jego rzekomym aresztowaniu. Wtedy właśnie Otylia zrozumiała, że Maciejczyk to oszust i naciągacz. Dzięki mnie jego prymitywny „majstersztyk” z pieniędzmi na „adwokata” nie udał się.
Stosunki towarzyskie i jakiekolwiek kontakty z nim zerwałem w marcu 2015, po tym jak ocenzurował wywiad, jaki przeprowadził ze mną. Sam się o ten wywiad prosił, a następnie nie pytając mnie o zgodę, połowę wyciął – wszystko co było krytyczne pod adresem kk. Gdy miałem o to do niego pretensje próbował mnie straszyć: „Panie Opolczyk wskakuje Pan pod gąsienice.”
https://piotrbein.wordpress.com/2015/03/23/dyskusja-info-terror-na-patriotach/
.
To właśnie wtedy, po dyskusji na temat ocenzurowanego wywiadu, gdy kłamał, zmyślał i jeszcze próbował mnie straszyć „gąsienicami”, zerwałem z nim kontakt, a maile od niego przekierowałem do spamu. I do dzisiaj w nim lądują. W obecnym jego skowycie wyłapałem kilka ewidentnych kłamstw i pomówień. Np. to pod adresem moim i Piotrka Beina:
„Etymologia nazwisk mówi sama za siebie, dlatego zmieniają nie tylko nazwiska ale i parchate życiorysy”
.
A jakoś tak dziwnie się składa, że byłem setki razy atakowany przez katolactfo, użytecznych idiotów i agenturę okupanta przy pomocy „argumentu”, że jaki to Słowianin i Polak ze mnie – z niemieckim nazwiskiem. To że np. turbokatol Grzegorz Braun ma nazwisko niemieckie i do tego kochanki/żony Hitlera już  im nie przeszkadza. Dla nich jest Braun Prawdziwym Polakiem – katolikiem mimo niemieckiego nazwiska. Ostatnio nawet, o czym mnie poinformowano, na WPS też jakaś gnida atakowała mnie przekręcając moje nazwisko na Schubert. A Kosiur, który opublikował pod jego życzeniami moje fragmenty o „katolickości” żydokatolickiego „bożego narodzenia” nawet na to nie zareagował. Tacy to są „Polacy narodowcy”-  wykorzystują moje teksty demaskujące żydo-katolicyzm, ale gdy jestem atakowany przez  jakąś gnidę, która przeinacza moje nazwisko, nie reagują. Ale wracam do tematu. Genezę mojego nazwiska wyjaśniłem na moim blogu krótko po jego założeniu:
.
„Przodkowie ze strony ojca pochodzą z terenów dzisiejszych Niemiec wschodnich (byłej NRD). Wywodzą się z Połabian w przeszłości przymusowo zgermanizowanych. W XIX wieku pradziadek (po mieczu) wyemigrował do Prus Wschodnich. Tuż po 1918 przeniósł się do odrodzonej Rzeczypospolitej (na tereny dzisiejszej Litwy.) Tam jest pochowany. Za żonę wziął sobie Polkę. Szybko i łatwo się “spolszczył”. Dziadek też ożenił się z Polką. Po II wojnie nie chciał wyjeżdżać do Niemiec. Pochowany jest na Pomorzu (Szczecinek).”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/21/powrot-do-poganskich-korzeni/
.
Tu dodam tylko, że północni Połabianie DWA WIEKI dłużej stawiali opór rzymskiej szubienicy niż protoplaści Polaków – poddani Piastów, oraz że nazwisko Schubert (mój pradziadek spolszczył jego pisownię na Szubert) w staroniemieckim oznacza „szewc”. Gdy w Niemczech wprowadzano nazwiska, często poddanym, także podbitym Słowianom, nadawano je od wykonywanych zawodów. Stąd mam nazwisko „szewc”. Dodam jeszcze, że najwięcej niemieckich nazwisk to właśnie nazywy rzemiosł: piekarz (Becker), młynarz (Müller), kowal (Schmidt) i – no właśnie – szewc – Schubert/Schuster/Schumacher (Schuster/Schumacher to współczesne nazwy szewca).
.
Przy wszystkich okazjach owych piewców „polskich nazwisk” odsyłałem do listy zarządu żydowskiej, tylko dla  Żydów, loży B’nai Brith. Są tam takie czysto „polskie” nazwiska jak: Kowalski, Szczepański (tak nazywali się prezes związku pisarzy poskich  w czasach Solidrurności – wróg PRL, oraz obecny szef  stowarzyszenia Niklot – katolickiej agentury udającej Słowian), Kozłowski (jeden z SB-ków, który robił u mnie rewizje, zwijał mnie z pracy i przesłuchiwał, też miał to nazwisko), Nawrocki (od nawrócenia się na żydo-katolicyzm) czy Woleński.
https://pl.wikipedia.org/wiki/B%E2%80%99nai_B%E2%80%99rith_(Polska)#Prezydenci_B%E2%80%99nai_B%E2%80%99rith_w_Polsce
.
To tyle jeśli idzie o „etymologię” nazwisk, o której wspomniał Maciejczyk. Moje nazwisko przynajmniej gwarantuje, że nie jestem potomkiem żydowskich przechrztów na katolicyzm. Jego nie. Po edykcie szwedzkiego przybłędy III Wazy z 1588 roku („Jeśliby Żyd który, albo Żydówka do wiary chrześcijańskiej przystąpili, tedy każda osoba i potomstwo ich za szlachcica poczytywani być mają”) stan szlachecki został totalnie biologicznie zażydzony. A potem był jeszcze tajny referat Bermana, w którym nakazywał on pobratymcom zamianę nazwisk na polskie.
https://forumemjot.wordpress.com/2013/04/18/tajne-przemowienie-jakuba-bermana-do-zydow-w-polsce/
.
I to jego nazwisko – Maciejczyk –  jest bardziej podejżane niż moje.
.
Napisał w jego skowycie Maciejczyk i to:
.
Ponieważ ponad 25 lat prowadziłem forum Narodowe pod adresem suwerenność.com ( zarekwirowane przez władze po donosie.) Na którym produkował się Opolczyk czyli A.Szubert,
.
Hehehe – produkował się…
.
Było to tak – wielokrotnie w meilach napraszał się, abym na jego „forum narodowym” publikował moje teksty, które wrzucałem akurat na moim blogu. Odmawiałem wielokrotnie, bo buszował u niego „autobahn/Toronto” – pieprznięty turbokatolicki świr i fanatyk. Wreszcie Maciejczyk skusił mnie tak – uruchomił oddzielny wątek, który nazwał „Forum Opolczyka” i na który świr katolicki autobahn miał zakaz wstępu. I jakiś czas publikowałem tam moje teksty. Ale w końcu przestałem. Moi czytelnicy (komentarze były wtedy u mnie czynne) pisali do mnie, że ów autobahn szaleje u Maciejczyka na wszystkich innych wątkach, bo na „mój” nie ma wstępu. I szczuje i pluje na mnie na okrągło broniąc (jak ją Maciejczyk prywatnie nazywa) azjatyckiej sekty wytrzepanej z kutasa”, na co on nie tylko przyzwalał, ale kompletnie nie reagował. I wtedy przestałem tam publikować, o czym go poinformowałem. On jeszcze parokrotnie w mailach napraszał się, abym publikował u niego dalej, ale odmówiłem.  Zamieszczam skan ze strony P. Beina meila Maciejczyka do mnie z marca 2015 roku:
.


.
Właśnie w nim kolejny raz napraszał się, abym dalej u niego pisał:
.
„Panie Andrzeju, ciągle ma Pan login ( jako jedyny ) do tematu Słowianie na forum http://www.suwerennosc.com  jak widzi Pan powód to proszę czasem coś tam napisać bo moja studentka czerpie informacje do historii Słowian właśnie z tej strony.”
.
W jego skowycie napisał i to – oczywiste kłamstwo:
„faktycznie po rozmowie z nim ( zawsze wszystko mam nagrane ) ustaliliśmy że Pani Joanna wybierze jakieś materiały do własnych serwerów które buduje na adresie…”
.
W tym miejsu żądam, aby opublikował te nagrania!!! I udowodnił, że wyraziłem zgodę na korzystanie z moich tekstów bez podawania, kto jest ich autorem! A po naszej pierwszej i ostatniej rozmowie telefonicznej niczego już nie ustalaliśmy, bo po krótkiej wymianie meili nt. ocentzurowanego wywiadu zerwałem z nim kontakty. Tym bardziej nie ustalaliśmy niczego dotyczącego Joanny Gronostajskiej, że niby wybierze sobie materiały ode mnie. Wszak w mailu napisał, że ona (jego studentka) już czerpie – bez uzgadniania ze mną – informacje dotyczące Słowian z moich tekstów, jakie publikowałem na jego forum. Zaglądała też na 100% i na mój blog. Nie było więc sensu cokolwiek jeszcze ustalać.
.
Ordynarnym jego kłamstwem jest to:
.
„Podobnie zrobiła Joanna która po dwóch zdaniach zamienionych ze „słowianinem” opolczykiem, przestała go traktować poważnie bo odpowiadał „słowiance” która bezcześci Polską kulturę wykorzystując naiwne piękne Polki do parodii słowiańszczyzny.
https://youtu.be/0trwO1xbv6E  Ilość odwiedzin świadczy o kondycji umysłowej  współczesnych Polaków zaćmionych długimi nosami i szczurzymi pyskami lansowanych „gwiazdorów”.
.
Nigdy nie rozmawiałem z Gronostajską – nie zamieniłem z nią ani słowa! Chyba że to ona była tą studentką, która robiła ze mną na skypie wywiad o kulturze i magii u Słowian. Tyle że nie rozmawialiśmy wtedy o Donatanie, bo jego obrzydliwy clip wtedy jeszcze nie istniał. Sam ten obrzydliwy clip ostro potępiałem i krytykowałem i w komentarzach:
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/11/12/wnuki-swaroga-slowianskie-dzieci/comment-page-1/#comment-71586
.
I na blogu we wpisach:
.
„W tekście „Epopeja Słowiańska” zirytowała mnie ocena Donatana i Cleo:
.
„Jest wizja Donatana i Cleo, której nie można odebrać pewnych „wartości estetycznych”. Ale to już wiedzieliśmy: pijemy wódkę i mamy najpiękniejsze dziewczyny, „na swojskiej śmietanie chowane”…”
.
Ciekawi mnie – jakie to „pewne wartości estetyczne” prezentowali Donatan i Cleo? Bo ja ich haniebny clip odebrałem jako reklamę „słowiańskich dziewcząt” jako dziwek czekających na frajerów.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/03/08/epopeja-slowianska/
.
Wrzucano mi go kilkakrotnie na blog w kilku dyskusjach i zawsze zdecydowanie był u mnie potępiany. Więc oszust matacz Maciejczyk niech nie łże, że podczas zmyślonej przez niego mojej rozmowy z Gronostajską zachwalałem – bo tak wynika z jego nieskładnego języka (bo odpowiadał „słowiance” która bezcześci Polską kulturę wykorzystując naiwne piękne Polki do parodii słowiańszczyzny). Jeśli kiedykolwiek komukolwiek odpowiadałem na pytanie o ten obrzydliwy clip – zawsze go ostro potępiałem. Ale na pewno nie rozmawiałem o tym z Joanną Gronostajską, bo z nią nigdy nie zamieniłem ani jednego słowa.
Szkoda mi jej, dała się, jak przypuszczam, nieświadomie wciągnąć w szikagowską szajkę udającą Słowian. Ale ponieważ nie sprostowała kłamstwa Maciejczyka o naszej rzekomej rozmowie, muszę niestety i ją traktować jako członka tej szajki.
.
Powyższe napisałem niechętnie. Między innymi i dlatego, że Maciejczyk powiązany nadal jest z WPS i jego kompromitacja zaszkodzi i im. Ale to nie jest moim problemem. Polonusów z usraela („USA”) ostrzegam przed nim – to nie tylko naciągacz i oszust, to także pozer, mitoman i megaloman. Chwalił się np. że zna „osobiście” prezydenta Putina i Trampka ultrasyjonistę. Pisał nawet gdzieś, że Trampek to jakaś jego rodzina, jakiś daleki wujek. I gdy WPS zamieściła dezinformację o jego rzekomym „aresztowaniu”, na blogu Przemexa wywołało to jedynie śmiech i szyderstwa:
.
„Jaka surprise dla Maciejczyka. Praktycznie całą kampanię wyborczą wchodził w dupę Trumpowi żeby ten go na wiosnę 2017 roku aresztował pisze oczywiście skrótowo .
Za rządów tak znienawidzonego przez Maciejczyka murzyna nikt go w Ussrace nie zatrzymał a tu widzę sprawa się rypła .
Za prezydentury ukochanego Trumpa facet który podobno jak sam pisał jest spokrewniony z tym preziem zostaje aresztowany .
Świetnie opisuje Bubel ( chociaż go nie trawię ) jego spotkania z Maciejczykiem i jak ikona pożyczała od niego 3 stówki na dworcu na hamburgera , piwko i hotel bo ikona była bez grosza .
Szczegóły na stronie Bubla .
Nie mówię że Maciejczyk nie ma osiągnięć w pokazywaniu jak szkodliwe są rządy pejsatek ale pewne rzeczy go kompromitują jak np popieranie Trumpka , zadawanie się z kutasem Toronto czy rozmowy wielogodzinne z Bublem o których bubel pisze szczegółowo i nazywa te rozmowy krótko ” paranoja bajarza „.
Póki co dla mnie tacy pajace nie są autorytetami a jak są ikonami dla Kosiurów Ziemińskich czy Skorków to już ich prywatna sprawa . Nie mój biznes .”
https://przemex.wordpress.com/about/comment-page-5/#comment-1990
.

Kończąc już wrócę jeszcze do plagiatu – czyli po prostu kradzieży moich tekstów – przez stronę „mediapolonii”. Strona udaje, że jest słowiańska. Ale jej twórcy postępują bardzo nie po słowiańsku. Przypomnę co o Słowianach pisał jeden z krystowierczych kronikarzy:
.

“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”
.
Niestety podobnej uczciwości brakuje owym „Słowianom” z „mediapolonii”. Kierują się najwidoczniej poniższym biblijnym „proroctwem”:
.
“I stawią się obcy, aby paść wasze owce, a cudzodziemcy będą waszymi oraczami i winiarzami, a Wy będziecie nazwani kapłanami Pana, sługami naszego Boga mianować was będą ; zużyjecie bogactwa narodów i w ich sławę odziewać się będziecie.”
Izajasza 61, 5-6
.
Odziewają się w cudzą sławę, stroją się w cudze piórka.
.
Tacy to są z nich, za przeproszeniem, „Słowianie”…

.

A do plagiatorskiej szajki mam na koniec pytanie – skorom „azjatycki szczur” i „folksdojcz” i co tam Maciejczyk jeszcze o mnie pisał, a wiem że wiele razy w meilach, po tym jak przeze mnie nie udało mu się naciągnąć Otylii na „adwokata”, wyzywał mnie od parchów, żydów, koczowniczego ścierwa itp – to dlaczego na ich stronie trzyma „Słowianin” Maciejczyk teksty azjatyckiego szczura, folksdojcza, parcha, żyda, koczowniczego ścierwa?
.

.
opolczyk
.
.
PS
Uwaga, na wyraźną prośbę Piotra Beina zamieszczam rozszerzoną treść jego meila, jaki wysłał Joannie Gronostajskiej:
.
Szanowna Pani Gronostajska
.
Rozesłała Pani do pod-grupy (nieopatrznie?) korespondencję wewn. kręgu Maciejczyka i MMP. Mego adresu nie było w rozdzielniku, ale były osoby z rozdzielnika pierwotnego, w tym Andrzej Szubert. Korespondencje te głębiej kryminalizują grupę, jakiej jest Pani członkinią od ok. 6 lat, wg info p. Sobótki. On uspokaja Panią, wobec Pani próby wycofania z przestępczego dylematu rzekomo przez nieznajomość „polityki”, np. plagiaty na witrynie pod Pani nazwiskiem i poprzednie malwersacje Maciejczyka. Ten ostatni, tak jak Sobótka, próbuje „prowadzić” Panią, radząc nie otwierać poczty i jemu zostawić tępienie „szczurów”.
.
Pani odpowiada za zawartość witryny firmowanej pod swoim nazwiskiem. Zatem proszę, polubownie zanim sprawa eskaluje do sądowej: uregulować plagiat i honorarium Andrzejowi Szubertowi. Ten mój Przyjaciel żyje w ubóstwie na wygnaniu systemowym w Niemczech, ciągle prześladowany przez agenturę neo-ubecką. To co zrobił jemu Maciejczyk jest podłe i odrażające, rzuca na Maciejczyka podejrzenie o agenturalność.
.
Wg radcy prawnego, jak w banku 99% wygrana w sądzie, wszystko jedno czy Pani jest formalnie właścicielem witryny, czy tylko firmuje swoimi fotkami i nagraniami, gdyż czerpie Pani korzyść osobistą (marka osobista i komercyjna) kosztem Szuberta bez jego formalnej zgody.
.
Ponadto wg radcy, w USA srogo traktują gwałcenie własności osobistej, do której zalicza się twórczość intelektualna. Dodatkową okolicznością obciążającą byłaby poniższa korespondencja wewn., jaką Pani ujawniła (nieopatrznie?), zwłaszcza to co Maciejczyk relacjonuje jako rzekomą prawdę i jego stosunek do sprawy plagiatu Szuberta i jego adwokata, Beina.
.
W Kanadzie mógłbym wystąpić jako reprezentant Szuberta u kanadyjskiego radcy i w sądzie, w USA jest podobnie. Szubert ma tam od wielu lat przyjaciół… 
.
Pytam powtórnie, gdzie miała oczy inteligentna Gronostajska pakując się w takie towarzycho? Wycisną jak cytrynkę, wyrzucą gdy się postarzeje lub inna blondynka „słowiańska” (Skandynawki mają takąże urodę) pojawi w ich zasięgu. Nie moja sprawa, ale z Pani potencjałem marnuje Pani u nich czas, reputację i prospekty godnego życia Polki i Słowianki. Szajka Maciejczyka nie pozwoliłaby Pani odejść na swoje, trzyma Panią — ekonomicznie? 
.
Ma Pani ambicje publicystyki filmowej. Żeby żyć z youtube, trza mieć setki tys. odsłon/miesiąc i tyleż fanów. Równie dobrze może Pani mówić do kamerki w domu o lecznictwie peruwiańskim, bez potrzeby kosztownych wyjazdów i profesjonalnego kamerzysty. Nie wiem, czy Polacy będą rozchwytywać reportaże z USA, mają nadto swoich problemów. Jak trudno się przebić na „polskim hollywódzie”, widać z Pani prób pieśniarskich: występ z 2015 na koncie youtube PolskaEstrada (1600 odsłon)  przepakowany parę mies. temu przez MMP — 55 odsłon.
.
Zrobiłem swoje, ostrzegłem, nie tylko ja… Reszta należy do Pani. 
.
pozdrawiam
.
.
.
.
.

Antyhistoria na stronie „Ciekawostek historycznych.pl”…

.

.

Gdy czytałem podrzucony mi przez znajomego, Darka, tekst pt. „Zmyślone pogaństwo. Czy nasi słowiańscy przodkowie byli ateistami?”
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/11/04/zmyslone-poganstwo-czy-nasi-slowianscy-przodkowie-byli-ateistami/
.
aż kręciłem głową ze zdziwienia – jak może zawodowy historyk, redaktor naczelny „Ciekawostek historycznych.pl” Kamil Janicki wypisywać takie banialuki i dryndymały. Kto i gdzie uczył go historii? Już pierwsze jego dwa słowa – „Religia Słowian” dyskwalifikują go.
Wiem, że notorycznie wierzenia (Wiara/Wiedza) pogan, nie tylko Słowian, nazywane są „religią”, ale one religią (łac. religare) nie są. W terminie tym występuje owo nieszczęsne „re” czyli ponowne/powtórne – „ligare” – czyli związanie/połączenie się – oczywiście z „bogiem”. Termin ten stosować można tylko do tzw. „religii objawionych”, czyli wymyślonych, opartych na zmyślonym „objawieniu” i skodyfikowanych dogmatach i prawdach wiary. Określają one ściśle w co i jak wyznawcy mają czy wręcz muszą wierzyć. Religia musi mieć spisany kanon. Dobrym przykładem czym jest i jak powstaje religia jest biblijny mit o Abramie/Abrahamie. Wg biblii był Sumerem i żył w chaldejskim mieście Ur, w pogańskim środowisku bałwochwalców, którzy nawet nie wiedzieli, że istnieje jedyny prawdziwy bóg Jahwe. I wtedy tenże dobry bóg Jahwe objawił się mu, nakazał mu opuszczenie rodzinnego kraju, obiecując w zamian rozsławić jego imię po wieczne czasy, a z jego potomstwa uczynić wielki i wybrany naród. Naturalnie pod warunkiem, że Abraham będzie w niego – w Jahwe – wierzył i że będzie mu ślepo posłuszny. I tak się stało. Nastąpiło więc u Abrahama w tej zmyślonej haggadzie ponowne – re – związanie się – ligare – z biblijnym Jahwe, o którym w Ur chaldejskim po potopie zapomniano. Tak wymyśla się, tak powstają, tym są religie – ponownym połączeniem się dzięki wymyślonemu „objawieniu” z wymyślonym „bogiem”. U krystowierców było to ponowne związanie się garstki żydów, a następnie rzymskich pogan, dzięki „objawieniu” Joszue z nim i jego bogiem-ojcem. U muzułmanów było to ponowne związanie się się pogańskich Arabów, dzięki „objawieniu” Mahometa z Jahwe/Allahem.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/03/historia-naturalna-religii-monoteistycznych/
.
A że u Słowian żadnego ponownego związania się z objawionym przez jakiegoś „proroka” bogiem nie było, ich wierzenia nie są religią! Są wierzeniami – Wiarą/Wiedzą.
.
Autor przechodzi po krótkim i załganym wstępie („Rodzimą wiarę wymyślili naukowcy lubiących folgować własnej wyobraźni. I wszystko co o niej wiesz najwyższa pora odesłać do lamusa”) do reakcji pogańskiej, powątpiewając w jej realność. Wg niego dwie krótkie o niej relacje: „Dwie krótkie wzmianki. Łącznie nie więcej niż trzydzieści słów” – „Benedykta” Minoryty i ruskiego autora (Nestora) o niczym nie świadczą. Najdziwniejsze w tym jest to, że Janicki – reklamowany w komentarzach jako „wybitny historyk” – cytuje mało znaną „kronikę” anonimowego franciszkanina z XIV wieku, nazwanego „Benedyktem” (jego rzeczywiste imię jest nieznane) Minorytą, a która to „kronika” była kompilacją kilku starszych kronik, w tym Kosmasa z Pragi, żyjącego ponad dwa wieki wcześniej. Kosmas w jego kronice pisał zaś nie tylko o buncie pogańskim z roku 1032. Pisał o poprzednich buntach w latach 1022 i 1025. A i Nestor pisał o buntach z lat 1022 i 1025. Tyle, że kolejny bunt (powątpiewany przez Janickiego), inaczej niż Kosmas, umieścił w roku 1030. No i przede wszystkim przemilczał Janicki kronikę Galla Anonima opisującego jeszcze inną rebelię antykościelną i antyfeudalną, zaczętą w roku 1034, po śmierci Mieszka II i dojściu do władzy Bolesława II Zapomnianego. Tak pisał o tej rebelii Anonim:
.
„(…) niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa (…). Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Bożym i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali (…).”
.
A więc porzucili wiarę katolicką, podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Jahwe i Joszue. I ich pomordowali.  A wybitny historyk Janicki jakoś tak kronikę Galla Anonima przegapił…
.
Co śmieszniejsze i jeszcze bardziej dyskwalifikuje Janickiego to fakt, że Bezpryma, przyrodniego brata Mieszka II przerabia na „apostatę”. A był nim faktycznie Bolesław II, syn Mieszka II, wymazany wolą biskupów z naszej historii.
.
I tutaj rozlegnie się głośne aj waj i towarzyszące mu płacz i zgrzytanie zębów kościelnych, przykościelnych i podkościelnych historyków – to kłamstwo, Bolesław Zapomniany nie istniał! Nie było takiego króla! To wymysł!
Główne „argumenty” tych wszystkich historyków są trzy:
.
„Argument” nr 1 – większość współczesnych historyków jest przekonana, że Bolesław II nie istniał. I że nieprawdą jest, że syn Mieszka II z Niemkinią Rychezą oddany został przez ojca na mnicha do klasztoru, że na imię miał dlatego Kazimierz, gdyż Mieszko II od początku następcą wyznaczył pierworodnego syna, nazwanego dynastycznym imieniem – Bolesław. To wszystko są wymysły ateuszy, masonów, komuchów, pogan i innych bezbożników – wrogów kościoła. Tak uważa przytłaczająca większość współczesnych historyków.
.
Niemniej jeszcze w XIX wieku wielu historyków, w tym najwybitniesi, jak Tadeusz Wojciechowski…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Wojciechowski_(historyk)
.
…nie mieli wątpliwości co do historyczności Bolesława II nazwanego przez nich „Zapomnianym”. Co się w międzyczasie zmieniło?
Ano to, że w XIX wieku to, co katolicy nazywają „polskim kościołem”, pozbawione było wsparcia „świeckiego ramienia” i podlegało pod trzech różnych zaborców, którzy mieli inne sprawy na głowie, niż na żądanie kleru trzymać za pysk historyków zajmujących się antykościelnymi buntami za wczesnych Piastów i postacią Bolesława II. Obecnie zaś, od 1989 roku hierarchowie wrócili na pałace, do salonów, do mass-mediów i choć państwo oficjalnie jest świeckie, elity kokietują kk na każdym kroku. Przez co każdy historyk chcący mieć nadzieję na granty, wysokie nakłady jego „dzieł”, fundusze na prace badawcze, wykłady w renomowanych uczelniach, szanse na karierę, awanse i intratne stanowiska, w tym pro- i pełnych rektorów, nie może po prostu przyznać, że Bolesław II Zapomniany istniał. Bo skończą się granty, wysokie nakłady, fundusze badawcze i szansa na „gronostajowe” kołnierze.
.


.
Argument nr 2 – o Bolesławie Zapomnianym nie pisał Gall Anonim, najbliższy czasowo piastowski kronikarz. Wniosek – taki władca nie istniał.
.
Owszem, ale o Bezprymie, wspomnianym w publikacji Janickiego, także Anonim nie pisał. Czyżby więc Janicki pisał o fikcyjnej postaci? O Bezprymie przez Galla Przemilczanym? A tymczasem Gall przemilczał Bezpryma z innego powodu. Tu nadmienię, że nie zgadzam się z opinią Sławomira Leśniewskiego, który jakkolwiek b. dobrze opisał sprawę historyczności Bolesława Zapomnianego, myli się co do powodów, dla których Anonim przemilczał Bezpryma.
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/231607,1,zniknal-wmrokach-sredniowiecza.read
.
Ten były mnich nie mógł być przywódcą rebelii pogańskiej, gdyż wtedy cesarz niemiecki, Konrad II, nie mógłby go popierać przeciwko katolickiemu, wspierającemu kościół Mieszkowi II i osadzić pogańskiego wodza Bezpryma na tronie książęcym. Czegoś takiego nie mógł wtedy zrobić nawet, a raczej  – a zwłaszcza katolicki cesarz. A dlaczego Anonim przemilczał Bezpryma? No cóż, jako starszy przyrodni brat Mieszka II miał Bezprym prawo pierszeństwa do tronu. Ale pisząc o nim naraziłby się Gall Krzywoustemu, przy którego dworze i na którego łasce żył i pisał. Bo akurat  Krzywousty także prowadził walkę ze starszym od siebie przyrodnim bratem Zbigniewem o tron. I dlatego Gall Bezpryma „skasował”. Natomiast Bolesława Apostaę przemilczał przede wszystkim z powodów propagandowych. Wyciszyć rebelii pogańskiej z czasów jego panowania całkiem się nie dało, gdyż trwała kilka lat i miała wymiar ogólnopaństwowy a w jej tłumieniu brali udział Czesi, Niemcy i Rusini. Gall przedstawił więc tamte wydarzenia jako ruchawkę „niewolników i wyzwoleńców”, a nie inspirowaną przez koronowanego króla ogólnopaństwową reakcję pogańską, zakończoną całkowitą likwidacją instytucji kk w jego piastowskim państwie.
.
Argument nr 3 – „Kronika Wielkopolska” pisząca o usunięciu króla Bolesława z listy władców jest niewiarygodna, bo napisana jest zbyt późno, a ponadto pomyliła rok śmierci Mieszka II, który zmarł w 1034 a nie 1033.
.
„Gdy umarł [Mieszko II] w roku pańskim 1033, nastąpił po nim pierworodny syn jego Bolesław. Skoro ten został ukoronowany na króla, wyrządzał swej matce wiele zniewag. Matka jego, pochodząca ze znakomitego rodu, nie mogąc znieść jego niegodziwości, zabrawszy maleńkiego syna swego Kazimierza, wróciła do ziemi ojczystej do Saksonii, do Brunszwiku, i umieściwszy tam syna dla nauki, miała wstąpić do jakiegoś klasztoru zakonnic. Bolesław zaś z powodu srogości i potworności występków, których się dopuszczał, źle zakończył życie i choć odznaczony został koroną królewską, nie wchodzi w poczet królów i książąt Polski”
.
Pomyłki dat w „kronikach” krystowierczych zdarzały się nagminnie, a jednak opisywane pod mylnymi datami fakty czy osoby nie są kwestionowane. Np. dat domniemanego krztu Mieszka proponowanych jest wiele – 960, 964, 965, 966 i 967 rok. I żaden przy-, pod- i kościelny historyk nie twierdzi, że z powodu tylu różnych dat należy uznać krzest Mieszka za wymyślony! Także to, że kronika wielkopolska napisana jest późno, bo gdzieś w II połowie XIII wieku (jej narracja urywa się ok. roku 1271-1273) i następnie „skopiowana” została gdzieś na początku XIV w. w dwóch nieco różniących się wersjach jej wartości historycznej odnośnie Bolesława nie podważa. Nie tylko dlatego, że wspomniany przeze mnie wcześniej wybitny historyk Tadeusz Wojciechowski wykazał, że napisana została na podstawie wcześniejszejszego, zaginionego źródła. Przede wszystkim – gdyby Bolesław skazany na zapomnienie nie istniał, autor owej kroniki i jej kopiści nigdy by o nim nie wspomnieli. Nie mieli najmniejszego powodu wymyślać fikcyjnego króla Bolesława tylko po to, by w kronice wielkopolskiej skazać go na zapomnienie. To jest po prostu bez sensu. I owszem, za legendy należy uważać to, co kronika wielkopolska przepisała z Kadłubka w odniesieniu do czasów przedpiastowskich, przedmieszkowych czyli, w odniesieniu do państwa Piastów – czasów przedhistorycznych. Ale Bolesław skazany na zapomnienie żył w czasach historycznych i w odniesieniu do nich kroniki nie wymyślały już postaci wyssanych z palca czy smoków wawelskich (jak to robił Kadłubek w odniesieniu do czasów przedpiastowskich). Choć w interesie kk niejedno „kroniki” przemilczały czy przeinaczyły. Zresztą, gdyby Bolko Zapomniany faktycznie nie istniał, jakikolwiek późniejszy „kopista” kościelny „kopiując” kolejny raz kronikę (i niszcząc oryginał) mógłby i wpis o Bolku „skasować”. Podobne praktyki kościelnych „kopistów” przy „kopiowaniu” starszych kronik, dokumentów i zapisków były na przestrzeni wielu wieków czymś na porządku dziennym. Zdarzało się nawet celowe niszczenie kronik i zapisków niewygodnych. Do naszych czasów przetrwało w kościelnych kronikach tylko to, czego kk na przestrzeni wieków nie musiał i nie chciał niszczyć. I to, czego z powodu powszechnej pamięci wymazać nie mógł. I tak właśnie było z Bolesławem skazanym na zapomnienie. Truizmem jest przypomnienie, że za Piastów nie było internetu, telewizji, radia, prasy. Ba – nie było bibliotek publicznych ani księgarni, a ponad 99 % mieszkańców na przestrzeni tych wieków była analfabetami, łącznie z większością piastowskich władców. Ale ludzie nie byli wtedy nieświadomymi spraw głupcami i posiadali jedno potężne mass-medium – tradycję ustną. Owszem, ulegała i ona na przestrzeni wieków zmianom, ale doniosłe, a zwłaszcza traumatycznie wydarzenia z przeszłości były przez wieki w jesienne i zimowe długie wieczory oraz podczas świąt wielokrotnie opowiadane i przekazywane kolejnym pokoleniom. I to nie tylko w chatach chłopskich. Także w rycerskich i możnowładczych siedzibach oraz na dworach władców. A także w dworach biskupich, w siedzibach kanoników i kapituł. I w klasztorach. Reakcja pogańska z czasów Bolesława II była najbardziej traumatycznym wydarzeniem przez wieki i dla prostego ludu, ze względu na jego brutalną, krwawą pacyfikację, i dla możnowładców, gdyż wielu z nich podczas niej zginęło. I dla sprowadzonego ponownie przez mnicha Kazimierza kleru. Widać to wyraźnie jeszcze u Galla Anonima, prawie wiek później pisał o niej: „Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Bożym i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali” oraz  „Kraj Polan stał się jedna wielką pustynią bezlud­nym opuszczonym pustkowiem, cmentarzyskiem ruin i zgliszcz.” W Wielkopolsce, najbardziej spustoszonej i zniszczonej buntem i jego pacyfikacją trauma ta przetrwała nawet późniejsze najazdy tatarsko-mongolskie, z których tylko pierwszy Wielkopolskę jedwo zahaczył. Pogaństwa bano się w Wielkopolsce nadal. Synod biskupów w Poznaniu w 1420 roku potępił nadal utrzymujące się w całym kraju pogaństwo. A jeszcze później Długosz ubolewał, że  5 wieków po domniemanym krzcie Mieszka nadal odbywały się pogańskie obrzędy Kupały: „odprawiano [te igrzyska] przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się, oraz inne miłosne pienia…”.
Tak więc pisząc „Kronikę Wielkopolską” jej autor wiedział, że pogaństwo nadal wśród ludu jest powszechne i że pamięć o reakcji pogańskiej oraz jej przywódcy, królu Bolesławie nadal jest przekazywana z pokolenia na pokolenie pod strzechami, w dworach świeckich i w rezydencjach kościelnych dostojników. Nie było więc sensu pominięcie go w kronice. Napisano więc o nim zaznaczając tylko, że „z powodu srogości i potworności występków, których się dopuszczał [czytaj – likwidacji instytucji kościoła – przyp. opolczyk], źle zakończył życie i choć odznaczony został koroną królewską, nie wchodzi w poczet królów i książąt Polski.”
.
O nośności i znaczeniu tradycji ustnej najlepiej świadczy krótki fragment z dzieła „O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem” Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego (Adama Czarnockiego):
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
.
Zorian pisał to na podstawie własnych badań na początku XIX wieku. Dzięki tradycji ustnej pod wiejskimi strzechami przetrwały imiona Bogów zapomnianych 850 lat ich wymazywania z pamięci poddanych.
.
Bolesław II skazany na zapomnienie istnial i to on był „apostatą” a nie Bezprym, jak próbuje wmawiać czytelnikom Janicki. Następnie pisze on, że kk nie pobierał wtedy dziesięcin: „Dziesięcina, której nie było”; „Za panowania Chrobrego i Mieszka II nie pobierano żadnych podatków przeznaczonych ściśle na rzecz instytucji religijnych.” Zapomniał dodać, że wtedy całe państwo w myśl prawa książęcego było prywatną własnością panującego. I że to on w imieniu wszystkich poddanych wypłacał kościołowi dziesięciny! Przy czym – co jest oczywiste – ściągał je wcześniej (by skarbca na wojsko nie opróżnić) z poddanych, którzy doskonale wiedzieli, komu zawdzięczają te nowo wprowadzone daniny i w czyich rękach ostatecznie lądują. Zapomniał też Janicki o tzw. „świętopietrzu” płacanym od czasów Mieszka I papiestwu w zamian za „opiekę”, pod jaką oddał on papieżom swoje księstwo (był to po prostu haracz za ową „opiekę”). I świętopietrze płacili początkowo Piaści z własnego skarbca w imieniu wszystkich poddanych – przy czym oczywiście komornicy książęcy ściągali i je od poddanych, o czym ci także wiedzieli. Dopiero chyba od XII wieku, gdy kk zdominował władze świeckie czyniąc je swoim powolnym świeckim ramieniem, kler zaczął ściągać dziesięciny i świętopietrze bezpośrednio od poddanych, bez pośrednictwa władz świeckich. Niemniej od samego początku, od sprowadzenia kleru do swego księstwa władcy piastowscy ściągali z ludności na rzecz kościoła dziesięciny, a od utworzenia biskupstwa misyjnego jeszcze świętopietrze. Oprócz oczywiście danin na dwór i książęce wojsko. I poddani doskonale o tym wiedzieli!

Dziesięciny wprowadzili  karolingowie na przełomie VIII i IX wieku w oparciu o zapisy z żydo-biblii nakazujące je jako „ofiarę dla Pana”. Od tego momentu były czymś jak najbardziej oczywistym przez wiele wieków. I każde nowo podbite przez krzyż państwo musiało je uiszczać. Natomiast  „świętopietrze” pojawiłlo się już w VIII wieku i także stało się u łacinników czymś oczywistym – do reformacji.
.
To co następnie wypisuje wybitny historyk Janicki o  panteonie, wierzeniach i miejscach kultu Słowian jest już szczytem ahistoryczności. Pisze np: „W rzeczywistości żaden dziejopisarz nie zanotował szczegółów dotyczących wierzeń w państwie pierwszych Piastów”. Zapomina o tym, że zadaniem dziejopisarzy i całego kleru było wytępienie wierzeń Słowian w państwie pierwszych Piastów a nie ich opisywanie. Chcieli aby zaginęły „w niepamięci wieków” (Gall Anonim). Dopiero gdy wytępienie ich okazało się niemożliwe, zaczęli o nich wspominać, tyle, że negatywnie – jak Długosz o obrzędach Nocy Kupały. Wg niego ci przeklęci poganie zamiast odprawiać ich obrzędy „przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się, oraz inne miłosne pienia”, powinni klęczeć przed rzymską szubienicą z wisielcem i powtarzać – panie zmiłuj się nad nami.
Wierzenia Słowian przetrwały cały ten okres przechowane w tzw. „tradycji ludowej”, zostały przez etnografów dobrze opisane i są podstawą wiedzy współczesnych pogan i rodzimowierców o wierzeniach i obrzędach naszych przodków.
.
Następnie przytacza Janicki imię tylko Peruna, jako pana nieba i błyskawic, choć panem nieba był Swaróg, w Retrze/Radogoszczy czczony był Swarożyc (od niego pochodzi też nazwa wsi Swarożyn na Pomorzu Gdańskim), w Arkonie Świętowit, a w Szczecinie, Wolinie i w Brennie Trygław (na zdjęciu – posąg Trygława w wolińskim parku).
.
.
Jego imieniem do dzisiaj nazywany jest największy w Polsce głaz narzutowy w Tychowie, na miejskim cmentarzu, niestety skatoliczony ustawioną na nim rzymską szubienicą:
.
.
A dzielnicą Sandomierza jest Mokoszyn – od Mokoszy, Matki Ziemi. Gdyby dobrze pogrzebać w nazewnictwie miast, rzek i gór, zwłasza w nazewnictwie lokalnym, ludowym w odniesieniu do okolicznych wzniesień, skał, rzeczułek i jezior, znaleźlibyśmy cały słowiański panteon. A nie tylko Peruna.
.
Pisze też Janicki: „nie podano lokalizacji świątyń”. Tu przyznam, że za wiele ich w kraju między Odrą a Bugiem nie było. Przez tysiąclecia świątyniami Słowian były święte gaje, łąki nad świętymi jeziorami, czy święte góry/wzgórza. Było to zrozumiałe, gdyż bogowie Słowian byli uosobieniem Sił Natury. Sama Natura była dla nich święta i nie mieli potrzeby budowania potężnych katedr mających obrazować potęgę kościoła. Bo po to je budowano – do XIX wieku w każdym mieście krystowierczym najwyższymi budowlami były kościoły. Do Słowian świątynie dotarły późno i u nas za wiele ich nie było. Choć wiemy o niejednej z nich – na Wzgórzu Lecha w Gnieźnie, pod fundamentami katedry, na Ślęży, prawdopodobnie pod fundamentami kościoła, na Łyśćcu, pod fundamentami klasztoru „świętego krzyża”, u stóp Łysicy pod fundamentami klasztoru bernardynek, na „Górze św Anny” (wcześniej Górze Peruna) pod fundamentami bazyliki. Pasja niczenia pogańskich miejsc kultu i świątyń była u krystowierców wręcz niewyobrażalna. Znamy dobrze z kroniki Thietmara opis głównego grodu Redarów – Retry – i znajdującej się w niej świątyni Swarożyca:
.
„Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów.”
.
Retra została zdobyta i całkowicie zniszczona, wręcz wymazana z powierzchni ziemi przez niemieckiego króla, późniejszego cesarza, Lothara III w 1125 roku. Zniszczono ją tak dokadnie, że do dzisiaj nie udało się zlokalizować położenia zniszczonej Retry i świątyni.
A Janicki pisze – nie podano lokalizacji świątyń. Nie podano (z małymi wyjątkami), gdyż je barbarzyńsko niszczono, aby pamięć o nich zaginęła w niepamięci wieków.
.
Obrzydliwym kłamstwem jest, co pisze Janicki o Północnych Połabianach i ofiarach z ludzi: „W odniesieniu do Lutyków wiadomo, że przynajmniej od schyłku X wieku mieli kapłanów, jakieś miejsca kultu, że składali krwawe ofiary z ludzi (także z Polaków).”
.
Brednie o ofiarach z ludzi składanych przez Lutyków wymyślała krystowiercza propaganda po to, aby Słowian przedstawić jako prymitywną, barbarzyńską dzicz, oraz aby stworzyć dla siebie alibi dla siłowego ich podboju – no bo przecież takich bałwochwalców składających z ludzi ofiary, żyjących obok po sąsiedzku, tolerować nie możemy. Musimy ich „nawrócić”, a bez podboju ich i narzucenia im krzyża tego nie zrobimy. Nie ma – powtarzam – nie ma ani jednego niepodważalnego dowodu na składanie przez Lutyków i ogólniej przez Słowian ofiar z ludzi. Wręcz przeciwnie – przypomnę fragment z kroniki Helmolda:
.
„Wejście na dziedziniec było zakazane wszystkim z wyjątkiem kapłana i tych, którzy zamierzali złożyć ofiary lub którym zagrażało bezpośrednio niebezpieczeństwo śmierci. Takim bowiem nigdy nie odmawiano azylu. Albowiem Słowianie okazują taką cześć swoim miejscom świętym, że obejścia świątyni nie pozwalają splamić nawet krwią wroga.”
.
Jak mogli więc Słowianie składać ofiary z ludzi  bogom, jeśli nawet obejścia ich świątyń nie pozwalali plamić krwią wrogów?
.
Jedynie przedostatni „rozdział” artykułu Janickiego pt. „Wiara przodków”, obok kolejnych bzdur zawiera ziarna prawdy. Bzdurą jest np. to, że wierzenia (a nie religia) Wikingów i Greków były bardziej złożone niż wierzenia Słowian (czy jak on napisał: Siemowita, Lestka czy Siemomysła). Wierzenia Wikingów były podobne do słowiańskich. Tyle że ich surowszy klimat i rozbójniczy tryb życia sprawiał, że i ich bogowie byli bardziej surowi i rozbójniczy. Ale i u nich były odpowiedniki słowiańskiej Jawii, Nawii i Prawii. I szereg bogów, z których każdy miał własną działkę. Natomiast wierzenia Greków, choć bardziej rozbudowane „w fabule”, w sumie były prymitywniejszce niż u Słowian. Bo co oni mieli za panteon – antropomorficznych bogów, fizycznych i materialnych, tyle że nieśmiertelnych, żyjących na Olimpie a nie w wymiarze wyższym, niematerialnym. Panowały pomiędzy nimi walki, podchody, oszustwa, zdrady, zawiść i podziały na zmieniające się koterie. Ten ich panteon był klasycznym przykładem antropomorfizacji bogów, czyli kreacji ich na własne ludzkie podobieństwo. Tego u Słowian nie było. Natomiast ma rację Janicki gdy pisze, że „Nad Wisłą czczono święte drzewa, góry”. Dokładnie tak. Nie całkiem ma rację pisząc: Nie było jednak uporządkowanego panteon.” Uporządkowany był – każdy bóg miał własną „działkę”. Tyle że panteon Słowian nie był hierarchiczny jak grecki, w którym Zeus był naczelnym bogiem a inni jemu podporządkowani. U Słowian bogowie nawzajem się uzupełniali a nie walczyli pomiędzy sobą o wpływy. Nie było też nakazu, aby najbardziej czcić tego boga czy tamtego. Często w sąsiednich osadach inny bóg czy bogini byli najbardziej czczeni – w jednej np. Swaróg a w sąsiedniej Mokosz. I nikt sąsiadom nie narzucał, którego boga mają czcić najbardziej. U Greków natomiast dla wszystkich najważniejszym, wzbudzającym strach, był gromowładny Zeus.
I ma rację gdy pisze, że wiara (nie „religia”) Słowian była prosta i pierwotna. Na tym polegała jej największa wartość. Nie była wyssana wtórnie z palca. Nie wymyślali Słowianie bzdurnych dogmatów o świętej trójcy, cudownym poczęciu, czy wniebowzięciu. Ich kosmogonia była prosta i zrozumiała – cała Rzeczywistość  – Prawia, Nawia i Jawia – były jak drzewo – korona, pień i korzenie  – i tworzyły jedną logiczną spójną całość. Ich eschatologia także była prosta i logiczna – po fizycznej śmierci duchy odchodzą do Nawii. Nie było w niej piekła i nieba, nie było wiekuistych potępienia i zbawienia. Choć w samej Nawii większym szacunkiem cieszyli się ci, którzy za życia, dla ich zasług dla wspólnoty, także cieszyli się większym szacunkiem niż inni. Ich Wiara/Wiedza nakazywała traktować Ziemię jako Matkę. Dzisiaj wiemy, że od Niej otrzymujemy wszystkie atomy naszego ciała – czyli Ziemia jest naszą Matką. Jest też naszym domem i żywicielką. Oni to wiedzieli i dlatego Ją czcili. Czcili Słońce, gdyż wiedzieli, że bez Jego światła i ciepła nie byłoby życia na ziemi. Szanowali Przyrodę i czuli się jej częścią a nie właścicielem. U nich nigdy by nie doszło do antropogennej katastrofy ekologicznej. Była to pierwotna mądrość, a nie wtórna ślepa wiara w jakiegoś abstrakcyjnego mściwego pustynnego bożka, deifikowanego galilejskiego „zbawiciela” czy w nakaz „czyńcie ziemię sobie poddaną”.
.
Bzdurą natomiast jest to co pisze Janicki na końcu:  Ale w tych importowanych wierzeniach nie było też niczego, co w otwarty sposób przeczyłoby dotychczasowym przekonaniom.”
.
Było dokładnie na odwrót – krystowierstwo zabraniało czcić Słowianom Matkę Ziemię, nakazywało czynić ją sobie poddaną, a w jej miejce wprowadzało żydowską „matkę boską”. Kult Słońca zastępowało kultem galilejskiego nieboszczyka, kazało czcić psychoatycznego Jahwe, narzucało posty i umartwianie się ludom kochającym tańce i pieśni, wychowynym w afirmacji życia, a nie w cierpiętnictwie. I jeszcze straszyło piekłem. Ponadto struktura społeczna Słowian była całkowicie inna – nie było niewolnictwa ani poddaństwa, a krystowierstwo na nich bazowało. Nie było rzesz biedoty obok garstki bogaczy, a tak urządzony był wtedy krystowierczy świat. I nie znali Słowianie apodyktycznej władzy, a taką im narzucano. Między kulturą Słowian a antykulturą krystowierstwa nie było absolutnie żadnych punktów stycznych, były całkowicie „niekompatybilne”.
.
„Pogaństwa nie trzeba było tępić, a chrześcijaństwa – wprowadzać pod groźbą miecza. Te dwa światy przez całe stulecia funkcjonowały obok siebie.”
.
Kolejne bzdury – jedną z dominujących cech krystowierstwa jest nienawiść do pogańskich bogów nazywanych pogardliwie bożkami czy bałwanami. Zwalczanie „bałwochwalstwa” było jednym z najważniejszych nadjordańskich nakazów religijnych. A bez miecza nigdy u Słowian nie wprowadzono by krzyża. Nie było u nich biedoty i żebraków, których mogłaby skusić obietnica wiekuistego zbawienia i szcześliwości w „niebie” i nie było elit, którym panowanie „z woli boga” dawałoby większą władzę nad poddanymi. Jedynie mieczem można było podbić egalitarny, sprawiedliwy i kochający wolność i równość słowiański żywioł. I nie jest prawdą że te dwa światy przez stulecia funkcjonowały obok siebie – w domyśle – pokojowo. Już w starożytnym Rzymie krystowiercy obrażali Rzymian wyśmiewając się z ich „bożków” i „bałwanów” – na długo przed legalizacją krystowierstwa przez Konstantyna. A gdy tylko na dobre zagnieździli się w pałacach, natychmiast zaczęli prześladowania tak pogan, jak i „heretyków”.
.
Tu także serwuje Janicki kościelne bzdury pisząc – „Żadna reakcja pogańska nie wybuchła, bo i nie mogła wybuchnąć. Nie znaczy to jednak, że rocznikarze kłamali. By zrozumieć notatki o prześladowaniu chrześcijan…”
.
Te notatki były krystowierczym, typowym dla nich odwracaniem kota ogonem – gdy ciemiężony, wyzyskiwany daninami i pozbawiony praw lud, któremu na dodatek rabowano tożsamość i zapędzano do cierpiętnictwa i pokutniczych guseł zrywał się przeciwko prześladowcom, krystowierczy kronikarze pisali o prześladowanych krześcijanach. W rzeczywistości to prześladowani poganie buntowali się przeciwko prześladowcom i próbowali się spod ich władzy i ucisku uwolnić. A na sam koniec strzelił Janicki ostatnią, dyskwalifikującą go bzdurę: „seria wewnętrznych rebelii doprowadziła do upadku trzech kolejnych piastowskich władców. Mieszka II, Bezpryma i Kazimierza Odnowiciela.”
Mieszko II faktycznie czasowo upadł, ale nie w skutek rebelii a najazdu Niemców i Rusinów. Po śmierci Bezpryma i czeskiej  niewoli powrócił do kraju, przejął wbrew woli cesarza dzielnice przyznane Ottonowi i Dytrykowi i ponownie został jedynym władcą. Niestety śmierć przerwała jego panowanie. Czy Bezprym upadł od rewolty ludowej jest wątpliwe – najprawdopodobniej zabity został na obstalunek któregoś z konkurencyjnych pretendentów do władzy, choćby przyrodniego najmłodszego brata Ottona. A Kazimierz nie mógł upaść z powodu rewolty, bo był wtedy mnichem w klasztorze i dopiero po jej stłumieniu siłami niemieckimi, czeskimi i ruskimi i po wykupieniu go przez Rychezę ze ślubów zakonnych osiadł przy pomocy niemieckich ciężkozbrojnych wojów na piastowskim książęcym stolcu jako lennik cesarstwa.
.
W sumie, oceniając po treści artykułu Janickiego, strona której jest naczelnym powinna zmienić tytuł z ciekawostek historycznych na ahistoryczne androny.
.
.
opolczyk
.
.
PS
Otrzymałem od Darka skan strony wejściowej mojego blogu z żałosną katodebilną reklamą:
.
.
Jeśli komukolwiek z czytelników przydarzy się coś podobnego i taką reklamę zobaczy, powinien wiedzieć, że ja z tym nie mam nic wspólnego. Nie ponoszę winy za takie gówno wrzucane mi na blog przez wordpress.
.
.