Jak działają szpryce covidowe

Na zdjęciu obraz krwi pod mikroskopem. Z lewej u zdrowego człowieka. W środku u tego samego człowieka 4 godziny po szprycy rzekomo na covida. Z prawej obraz krwi tydzień po szprycy.

Polecam poniższy film:

https://odysee.com/@EfektSetnejMaply:4/Pressconferenz1_pl:1

Jest to pierwsza część konferencji patologów w Reutlingen z polskimi napisami.

Tu jest druga część, ale tylko po niemiecku:

https://odysee.com/@de:d/Pathologie_Konferenz_Reutlingen_Teil_2:7

A tu cała konferencja w jednym kawałku.

https://video.aletheia-scimed.ch/video/94/pressekonferenz-tod-durch-impfung-undeklarierte-bestandteile-der-covid-19-impfstoffe-1

 

Krótko o rzeczonej konferencji prasowej. Na początku pierwszej części specjalista od analizy statystyk, prof. dr. Werner Bergholz powiedział tak – w oparciu o oficjalne dane statystyczne: w latach 2000 – 2020 rocznie wykonywano w Dojczlandii około 40 milionów różnych szczepionek i rocznie meldowano ok. 20 zgonów w zbieżności czasowej ze szczepionkami (w sumie więc w latach 2000 – 2020 zanotowano ok. 400 zgonów w bliskim powiązaniu czasowym ze szczepionkami). W roku 2021 do końca lipca odnotowano 1230 zgonów w bliskim związku czasowym ze szprycami rzekomo na covida.
Następnie przemawiał, i to długo, ok. godzinę, patolog prof. dr Arne Burkhardt, które wespół z innym patologiem, prof. dr. Walterem Lange przeanalizowali podesłane im wyniki badań patologicznych 10 przypadków zgonów w bliskim powiązaniu czasowym ze szprycami rzekomo na covida. Profesor Burghardt otrzymał także próbki tkanek zmarłych, które sam zbadał i sfotografował pod mikroskopem. 5 przypadków patolodzy zakwalifikowali jako bardzo prawdopodobne zgony od szpryc, dwa jako prawdopodobne, jeden jako niejasny ale możliwy i jeden jako raczej przypadkowy. Jeden nadal jest badany. Prof. Burghardt parokrotnie podkreślał, że we wszystkich przypadkach konieczne byłyby dalsze badania histologiczne, niemniej to co z prof Lange widzieli, wprawiło ich w osłupienie. Na części zdjęć wykonanych pod mikroskopem widać takie zmiany w tkankach i naczyniach krwionośnych, na które medycyna nie ma jeszcze określeń i patolog nie wiedział, jak je nazwać. Stwierdził, że z czymś takim nie spotkał się przez 40 lat pracy w patologii. Potwierdził to i drugi patolog. Chorobowe zmiany dotyczyły wszystkich organów (mózg, serce, płuca, wątroba, nerki, trzustka), a także włókien mięśniowych serca i naczyń krwionośnych. Mówił o zatorach, zawałach, o zaburzeniach systemu immunologicznego i to w dwóch kierunkach. Z jednej strony stwierdził coś co nazwał amokiem  limfocytów (białych ciałek krwi odpowiedzialnych za obronę immunologiczną), które występowały o ogromnej ilości nawet tam, gdzie normalnie nie powinno ich być, co wskazuje na b. silną reakcję autoimmunologiczną – czyli zwalczanie przez limfocyty własnych tkanek organizmu. Z drugiej strony u innych limfocytów widać było jakby „wyłączenie” systemu immunologicznego przypominające objawy HIV, a więc zanik obrony immunologicznej przed ciałami obcymi w organizmie.
Prof. Burghardt poinformowałe też o tym ,że w szprycach produkowanych w Hiszpanii Japończycy stwierdzili obecność stali szlachetnej, której w jakichkolwiek szczepionkach być nie powinno. Zwrócili się z tym do producenta, ale on ich zastrzeżenia zignorował: stal szlachetna jest w medycynie powszechnie stosowana, choćby w rozrusznikach serca. Z tym zgoda – ale nie powinna nigdy w małych fragmentach pływać w żyłach – a tak jest po szprycach.
Po nim krótko przemawiał drugi patolog, prof. dr Walter Lang. Sam przyznał, że ich badania nie są jeszcze zakończone, że potrzebne są jeszcze szczegółowe badania histologiczne, niemniej to co do tej pory stwierdzili w większości badanych przez nich przypadków jest tak zatrważające, że zdecydowali się podać ich dotyczczasowe wyniki badań do opinii publiczej. Nie ma czasu na zwłokę – powiedział, czas ucieka. Na myśli miał naturalnie to, że tymi szprycami nadal szprycuje się miliony ludzi nie informując ich absolutnie o ewentualnych skutkach ubocznych i ryzyku ciężkich powikłań i zgonów.

W drugiej części za stołem konferencyjnym zasiadło dodatkowo trzech prawników, w tym jeden z pozaparlamentarnej komisji śledczej w sprawie covid, a ponadto „online” wypowiadało się czterech lekarzy. Była mowa o tym, jak szpryce prawdopodobnie wywołują „turbo”-nowotwory, tzn. aktywizują nowotwory, które od kilku lat praktycznie nie rosły, a po szprycach ich wzrost praktycznie eksploduje. Była mowa o szpitalach, których władze zakazują zapisywania przy przyjmowanych pacjentach faktu, że zostali zaszprycowani. Łatwo się domyślić, że nie zostaną oni ujęci w statystykach powikłań poszprycowych, a gdy umrą – w statystykach zgonów szprycowych. Pokazano wiele zdjęć pod mikroskopem, a także filmów pod mikroskopem, gdzie widać, ile i jakich zanieczyszczeń znajduje się w szprycach rzekomo na kowida. Grozę budzą zwłaszcza pływające w szprycach cieniuteńkie blaszki o ostrych krawędziach, ale i różnego rodzaju „nitki”. Były też zdjęcia i filmy pokazujące patologiczne zmiany wyglądu krwi pod mikroskopem u osób zaszprycowanych. Jeden z lekarzy stwierdził u swoich zaszprycowanych bez jego wiedzy pacjentów, że subiektywnie czują się dobrze i zdrowo, choć morfologia ich krwi jest totalnie zaburzona. Jak długo potrwa, nim i u nich pojawią się choroby, zakrzepy i zawały, na razie nie wiadomo.
Było i o znalezionych w szprycach domieszkach chromu, niklu i stali nierdzewnej (nikiel jest wysoce alergiczny). Parokrotnie też powoływano się na patologa z Heidelbergu, Petera Schirmachera, o którym pisałem na blogu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/08/07/uboj-szprycowy-patolog-peter-schirmacher-domaga-sie-obdukcji-zwlok-osob-wczesniej-zaszprycowanych/

Domagał się on obligatoryjnych obdukcji zmarłych, którzy do dwóch tygodni przed zgonem zostali zaszprycowani. Tylko – skoro lekarze mają zakaz odnotowywania w karcie chorego, że był zaszprycowany – to i obdukcji im nikt nie zrobi, gdy umrą. I tak ogromna większość ofiar szpryc nie ląduje w statystykach.

Była mowa i o tym, że w Austrii już planuje się szprycowanie nawet kilkumiesięczne niemowlęta.

W sumie konferencja ta były czymś w rodzaju horroru – aż włos się jeży na głowie, gdy się wie, co w tych szprycach jest i jak one działają.

Uczestników konferencji łże-media zaatakowały z furią. Także usłużni „eksperci” medyczni i reżimowi patolodzy.
https://www.focus.de/gesundheit/news/ex-pathologen-schueren-aengste-tod-durch-corona-impfung-das-sagen-experten-zu-den-dubiosen-thesen-im-netz_id_24274735.html
https://correctiv.org/faktencheck/2021/09/25/mitglieder-der-pathologiekonferenz-verbreiten-unbelegte-behauptungen-ueber-covid-19-impfungen-und-todesfaelle/

Zarzucono patologom przede wszystkim „brak naukowości”. A przecież w łże mediach na temat szpryc w ogóle nie prowadzi się nawet pseudonaukowych dyskusji – szpryce są zbawienne, nieszkodliwe i tyle. Ja sam tak wysoce naukowej prelekcji o szkodliwości szpryc niby przeciwko covidowi, jak ta prof. dra Arne Burkhardta, dotąd chyba nie słyszałem. Ale dlatego właśnie, że była profesjonalna, taką wściekłą nagonkę na patologów wywołała.

Szkoda, naprawdę szkoda mi tych ogromnych rzesz ludzkich pchających się pod te szpryce…

.
opolczyk

 

Radogoszcz/Retra – zaginione sanktuarium Redarów…

Czyżby była to pozostałość po Radogoszczy? I czy tylko tyle z niej zostało?

 

U wszystkich sympatyków Słowiańszczyzny i u rodzimowierców i pogan we wszystkich krajach słowiańskich do rangi symbolu urosło słowo Arkona – nazwa grodu Ranów ze świątynią Świętowita. I nie dziwi to – Ranowie byli ostatnim plemieniem słowiańskim, które jako całość pozostawało do roku 1168 wolne. Obodryci, po śmierci Niklota w roku 1160, zostali ostatecznie w roku 1166 zhołdowani przez księcia Saksonii Heinricha Lwa – syn Niklota Przybysław uznał się jego lennikiem – i niestety okazał się gorliwym lennikiem, narzucając Obodrytom rzymską szubienicę jako symbol nowej wiary. Trwał także już wtedy podbój ziem plemion wieleckich, choć trwało to jeszcze co najmniej kilka lat. Niemcy nie od razu podbili całe północne Połabie. Z relacji Saxo Gramatyka wiemy o wyprawie wojennej z roku 1171, podczas której wojska duńskie pod wodzą króla Waldemara i biskupa Absalona najechały ukryty w głębi puszczy, otoczony bagnami gród Czrezpienian. Znacznie gorliwszym i bardziej zbrodniczym podczas tej wyprawy okazał się biskup Absalon. Gród zniszczono, obrońców wymordowano, ludność uprowadzono w niewolę:
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/03/06/kim-byli-ostatni-wolni-slowianie/

Ten duński najazd pokazał jednak przy okazji, że jeszcze w roku 1171 istniały wolne pogańskie grody na północnym Połabiu, oraz że nie było ono wtedy jeszcze do końca podbite przez Niemców. Niemniej nie było już wtedy ani jednego plemienia Słowian, w całości wolnego. Upadek Arkony był więc rzeczywiście datą przełomową – podbite zostało ostatnie wolne plemię Słowian oraz zniszczona została znana ich świątynia w Arkonie.  Te u Obodrytów, a także u Pomorzan na Wolinie i w Szczecinie były w tym czasie także już zniszczone – tam panowała już nadjordańska wiara. Krystowierstwo samo uważało zniszczenie Arkony za moment przełomowy w podboju słowiańskich plemion i ziem. Samo oblężenie i upadek Arkony znane jest z różnych relacji, choć duże ich fragmenty bardziej są propagandowymi wymysłami niż relacjami. Przede wszystkim w pamięci potomnych pozostało miejsce, gdzie mieściła się Arkona. Do dzisiaj widać resztki wału obronnego:

 

Znane są różne rysunkowe rekonstrukcje Arkony, mniej czy bardziej odpowiadające jej rzeczywistemu wyglądowi:

Arkona zaistniała i w malarstwie – któż z sympatyków kultury słowiańskiej nie zna obrazu duńskiego malarza Lauritsa Tuxena z roku 1894 przedstawiającego upadek Arkony?

 

Tuxen zapewne malował go z dumą, chcąc pokazać minioną potęgę Danii. U miłośników Słowiańszczyzny obraz ten wywołuje gniew, ból, żal –  i mimowolne zaciskanie pięści.

W przeciwieństwie do Arkony, o Radogoszczy/Retrze Redarów nie wiemy prawie nic. Nie ma obrazu upamiętniającego jej upadek, nie ma szkiców rekonstrukcyjnych, ba – nie wiadomo nawet, gdzie się mieściła. A przecież w czasach świetności Związku Wieleckiego była bardziej znana na Północnym Połabiu niż rańska Arkona. To spod niej ruszały zastępy Wieletów na odwetowe wyprawy na wroga, głównie Niemców. To w niej przechowywane były stanice, spełniające rolę bojowych „sztandarów” wieleckich plemion. I w niej składano bogom dary po zwycięskich bojach. Sława Radogoszczy sięgała nawet poza granice Słowiańszczyzny, przez co przybywali do niej po wróżby nie tylko Słowianie – także pogańscy Nordycy i Celtowie, a nawet powierzchownie „nawróceni” krystowiercy. Ale z tego właśnie powodu była Radogoszcz znienawidzona przez niemieckich gorliwych wyznawców rzymskiej szubienicy. Sama jej nazwa budziła w nich wściekłość – i grozę.

Nie wiemy, kiedy powstała świątynia w Radogoszczy, ale zapewne późno. U Słowian przez tysiąclecia świątynie były nieznane. Pojawiły się jako wpływy obce chyba dopiero w IX, najwcześniej w VIII wieku, na styku pogańskiej Słowiańszczyzny i świata krystowierców. W głębi Słowiańszczyzny, na terenach dzisiejszej centralnej Polski pogańskich świątyń nie było nigdy. Były tylko święte gaje i święte wzgórza. Wraz z pojawieniem się kleru w państwie Piastów w świętych gajach i na świętych wzgórzach pojawiły się kościoły i klasztory. Ludność ograbiono z jej świętych miejsc. Redarzy także długo nie mieli świątyni. W końcu jednak i u nich się pojawiła. I choć był to w sumie obcy wtręt w słowiańskiej kulturze, świątynia w Radogoszczy długi czas spełniała jednak ważną funkcję – jednoczyła kilka różnych plemion, które spod jej wałów ruszały na wroga. Była symbolem walki o własną wolność i własnych bogów. Nawet po wojnie domowej Związku Wieleckiego i jego rozpadzie część plemion wieleckich nadal się wspierała i nadal ruszała spod Radogoszczy na wroga.

Jak to się więc stało, że pamięć o tak ważnej i znanej świątyni do tego stopnia zanikła, że nie wiadomo  jest dzisiaj, gdzie się ona mieściła. Nadal bowiem nie ma całkowitej pewności, że zostanie bezspornie udowodnione przypuszczenie Ronny Krügera, iż pozostałością po poszukiwanej od wieków Radogoszczy/Retrze może być gród obronny Mölln, o czym informowałem w poprzednim wpisie.

Pierwszy raz Radogoszcz wraz z świątynią zniszczona została przez wojska pod wodzą biskupa Burcharda. Wykorzystał on zamęt wojny domowej Wieletów i najechał Redarów niszcząc gród wraz z świątynią. Zostały one naturalnie odbudowane – i gród i świątynia. Kolejny najazd i zniszczenie Radogoszczy i świątyni miało miejsce w roku 1125. Dokonał tego Lotar III, akurat ubiegający się o koronę niemiecką. I choć zmarły cesarz wyznaczył na następcę kogoś innego, właśnie Lotara wybrano na króla, co otworzyło mu drogę do korony cesarskiej. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że to właśnie zniszczenie znienawidzonej przez Niemców Radogoszczy/Retry otworzyło Lotarowi drogę do korony – wbrew woli zmarłego cesarza. Można też założyć, że pomógł Lotarowi w zniszczeniu Radogoszczy Bolesław Krzywousty, który w tym samym czasie najechał Pomorze Przednie – naturalne zaplecze Redarów w wojnach z Niemcami. Zaatakowani od wschodu przez wojska Krzywoustego sojusznicy Redarów nie mogli ich wesprzeć, co umożliwiło Lotarowi zniszczenie Radogoszczy. Ale i to zniszczenie zapewne nie było ostateczne i Radogoszcz po wycofaniu się Niemców ponownie odbudowano. Przetrwała też krucjatę połabską z roku 1147, choć jedna  z hord krzyżowców pod wodzą Albrechta Niedźwiedzia przemaszerowała przez ziemie Wieletów i oblegała Szczecin. Jeśli po drodze krzyżowcy ponownie zniszczyli Radogoszcz,  kolejny raz ją odbudowano.

Tu pozwolę sobie na pewną dygresję odnośnie dowódcy jednej z dwóch hord krucjaty połabskiej – Albrechta Niedźwiedzia. Został on uczczony przez władze III Rzeszy w szczególny sposób: wybudowano mu w latach 1937/1938 kryptę grobową w zamku Ballensted. Na płycie pamiątkowej z brązu widniał napis ku jego czci, nazywający go pionierem niemieckiej polityki wschodniej („Markgraf Albrecht der Bär – Der Wegbereiter ins deutsche Ostland”). Chodziło o jego zasługi w podboju Północnego Połabia. Zrodziła się wtedy tradycja, że co rok przed wyruszeniem na rejs po Bałtyku młodzież z hitlerjugend w krypcie Albrechta urządzała ku jego czci uroczyste obchody.

„In den Jahren 1937/1938 wurde durch den Architekten Paul Schultze-Naumburg im Schloss Ballenstedt eine Gruft für Albrecht den Bären in einem mittelalterlich-romanisierenden Stil gestaltet. Eine Gedenkplatte in der Wand wies Albrecht ganz im nationalsozialistischen Sinne als „Wegbereiter ins deutsche Ostland“ aus. Mit der Schaffung dieser vorher nicht bestehenden Grablege wurde die Tradition ins Leben gerufen, dass die jährliche Ostseefahrt der deutschen Hitlerjugend stets in der Albrechtsgruft mit einer Gedenkfeier zu beginnen habe.[7]”
https://de.wikipedia.org/wiki/Albrecht_I._(Brandenburg)#Nachwirkungen

I tak ultrakatolicki markgraf Albrecht Niedźwiedź, kat Słowian, jeden z dwóch dowódców krucjaty połabskiej, stał się niejako patronem i idolem hitlerjugend.
Krucjata Połabska zakończyła się porażką krzyżowców. Zorganizowano ją z inicjatywy cystersa, Bernarda z Clairvaux, późniejszego „świętego” pod hasłem „śmierć lub chrzest” (Tod oder Taufe). Tu przyznać należy, że ówczesny papież optował za „nawróceniem” Połabian, Bernard natomiast za ich unicestwieniem. Propagował hasło „natio deleatur” – likwidację narodu. Chodziło naturalnie o Słowian Połabskich. Nie podbito jednak, ani nie „nawrócono”, a tym bardziej nie wybito ani Obodrytów, ani Wieletów. Niemieckim krzyżowcom udało się w jej efekcie jedynie zdobyć przyczółki na obrzeżach Północnego Połabia. Jednym z nich był Hobolin, obecnie Havelberg. Istniało tam już od prawie dwóch wieków biskupstwo podległe niemieckim arcybiskupom z Magdeburga, ale wszyscy biskupi Havelbergu od powstania Słowian Połabskich w roku 983 i odbiciu z niemieckich rąk Hobolina urzędowali „na wygnaniu”.  Dopiero w wyniku krucjaty połabskiej ówczesny biskup Hobolina/Havelbergu mógł ponownie osiąść w stolicy „jego” diecezji, której większość zresztą nadal była w ręku pogańskich Połabian.
Po zakończeniu krucjaty Albrecht ostatecznie w roku 1157 zdobył Branibór przemianowany na Brandenburg i uczynił go stolicą swojej marchii, po czym do śmierci w 1170 roku krok po kroku zagarniał coraz to większe połacie wieleckich terenów Północnego Połabia. Po jego śmierci finalizował podbój jego syn Otton.

Nie wiemy, w którym roku podczas tego powolnego podboju ostatecznie udało się Niemcom zająć na stałe Radogoszcz. Zapewne od razu została wraz ze świątynią spalona. Niemniej okoliczna ludność nadal z okazji słowiańskich świąt przychodziła na miejsce spalonej świątyni, by składać dary i ofiary swoim bogom. Niemcy obawiali się tego. Wiedzieli, jakie znaczenie dla miejscowej ludności miała Radogoszcz – spod jej wałów ruszało tyle zwycięskich wypraw przeciwko nim. Jest bardzo prawdopodobne, że po ostatecznym zajęciu Północnego Połabia okoliczną ludność przymusowo rozproszono po terenie brandenburskiej marchii, daleko od Radogoszczy. Obok niej zbudowali Niemcy własny, czysto niemiecki gród, którego załoga długo jeszcze pilnowała, by nikt z tubylczej ludności nie odwiedzał miejsca po spalonej świątyni. Złapanych na tym surowo karano. Z upływem lat i dziesięcioleci takich przypadków było coraz mniej. Miejsce, gdzie wcześniej istniała Radogoszcz i gdzie stała świątynia Swarożyca, zarośnięte lasem, popadło w zapomnienie. Po dwóch, trzech pokoleniach nikt już o nim nie pamiętał.

Ale o samej redarskiej Radogoszczy zwanej przez Niemców Rethra nie zapomniano. A nawet zaczęto jej szukać. I tak jest do dzisiaj – potomkowie najeźdźców, którzy Radogoszcz zdobyli i zrównali z ziemią wymieszani ze zniemczonymi w międzyczasie potomkami jej obrońców szukają jej, o czym pisałem w poprzednim wpisie. Istnieje też Radogoszcz w literaturze naukowej, popularnonaukowej i pięknej. Podam garść przykładów:

Wyrocznia z Retry

Pożoga nad Retrą

Czy legendarna Retra istniała rzeczywiście?

Radogoszcz Tajemnica opuszczonego grodu

Radogoszcz alias Retra Ignorowani przodkowie – część 2: Dargun

Szukamy Retry

 

 

Gdzie leżała Retra

Retra Ustalanie miejsca gdzie leżała tajemnicza metropolia Słowian

Radogoszcz jest w Niemczech bardziej nawet popularna niż Arkona. Tam trwają intensywne prace archeologiczne. Archeolodzy spieszą się, gdyż fale morskie powoli ale bezustannie kruszą skały arkońskiego cypla. Wspomniałem o tym tu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/06/11/upadek-arkony/

Niemniej Arkona jest znana – wiadomo gdzie stała, kiedy została zniszczona i jak mniej więcej wyglądała. Natomiast Radogoszcz okryta jest mgłą tajemnicy – łącznie z jej lokalizacją. Jest jak miraż, za którym gonią badacze, naukowcy, literaci. I miłośnicy Słowiańszczyzny.

Czy gród obronny Mölln okaże się Radogoszczą? Nie wiem. Czy w ogóle zostanie kiedyś odkryte miejsce, gdzie Radogoszcz przed wiekami istniała? Też nie wiem. Niemniej, póki jej resztek nie odnajdą archeolodzy, nadal będzie redarska Radogoszcz inspirować umysły wielu, wielu ludzi. Co jest zrozumiałe – wszak właśnie nierozwiązana dotąd zagadka jej lokalizacji tak wielu ludzi do Radogoszczy przyciąga. Ja sam nie tracę nadziei – Radogoszcz zostanie odnaleziona. Może nawet już ją odnaleziono…

.

opolczyk

 

Czyżby wreszcie zlokalizowano Radogoszcz/Retrę Redarów…?

Czyżby była to pozostałość po Radogoszczy? I czy tylko tyle z niej zostało?
.
.

Zelektryzował mnie news z 10.10 2021 na stronie Ronny Krügera:

 

.

Ronny Krüger pisze (moje tłumaczenie):

Gród obronny Mölln, „Wały jeziorowe, góra jeziorowa” w czasach słowiańskich w Meklemburgii-Pomorzu Przednim

– w moim przekonaniu długo poszukiwany gród Rethra !

– mniej więcej trójkątny gród o średnicy ok. 200 m był jak na wiek X niezwykle duży

– Gród leżał na półwyspie obecnie mocno zamulonego (zanikającego) jeziora Möllner

– południowy most miał długość ok 320 do 350 metrów i dendrologicznie datowany jest na lata 916 i 924

– biegnąca z grodu na wschód nie datowana do teraz, droga z grubych dech wzdłuż brzegu jeziora miała ok. 400 metrów długości

– trzecie wejście do grodu było od zachodu przez jezioro (powstałe ok. 944 roku)

– równocześnie trzy wejścia są raczej niezwykłe dla słowiańskiego grodu

– miejsce grodu było oceniając po znaleziskach w X i XI wieku mocno (intensywnie) zaludnione

– gród leżał pomiędzy głównymi ośrodkami Dołężan (Kastorfer See) i Redarów (Lieps, Tollensesee)

– południowo-wschodni róg wału został ok 1850 roku z przyczyn agrarnych zlikwidowany, a wnętrze wału wypełnione ziemią

– wał obronny  obecnie ma wysokość tylko 2 do 3 metrów wysokości

Nie wiem, skąd Ronny Krüger bierze newsy. Ale to pasjonat i trzyma rękę na pulsie. Jego news zelektryzował mnie, gdyż pasuje jak ulał do opisu Radogoszczy Thietmara:

„Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów.”

.
Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora.

A co pisze Ronny Krüger: gród o kształcie przypominającym trójkąt, trzy bramy, nad jeziorem na półwyspie. Przypadek?

Niemniej wątpliwości nadal pozostają. Adam z Bremy np. pisał, że Radogoszcz miała dziewięć bram i leżała na wyspie otoczonej głębokim jeziorem. Pytaniem jest – po co na wyspie dziewięć bram w grodzie? A może Adam za dużo wina mszalnego wypił i widział potrójnie? Ponadto jezioro Möllner nie jest głębokie i powoli zanika. I jeszcze ta jego bajka, że niby postać Swarożyca była ze złota, a jego łoże z purpury. Opis Radogoszczy tego krystowierczego bajarza można więc między bajki włożyć. Gorzej jest z notką niemieckiej wiki o grodzie Mölln, który Ronny Krüger uznał za Radogoszcz-Retrę: miał być dwuczłonowy, owalny i posiadał tylko jedną bramę wjazdową. Był na wyspie i posiadał tylko jeden łukowaty most idący po sztucznym, usypanym z piasku wale:

„Die Anlage war zweigliedrig, oval und hatte nur ein Zugangstor. Es führte eine bogenförmige Brücke von Mölln her zur damaligen Insel. Die Brücke wurde auf einem künstlichen Sanddamm errichtet…”
https://de.wikipedia.org/wiki/Burgwall_M%C3%B6lln

Jak wyjaśnić te rozbieżności? I czy można je wyjaśnić? Thietmar, zmarły w 1018 roku, opisał Radogoszcz jeszcze przed pierwszym zniszczeniem jej przez żołdactwo biskupa Burcharda zimą 1067-1068. Burchard wykorzystał osłabienie Redarów wojną domową Związku Wieleckiego, najechał nieoczekiwanie ich tereny zimą i zniszczył Radogoszcz uprowadzając świętego rumaka Swarożyca. Po jego najeździe Radogoszcz odbudowano – ale w jakim kształcie, nie wiemy. Być może odbudowana Radogoszcz miała faktycznie już tylko jedną bramę i była owalna? Zresztą opis Burgwallu Mölln w niemieckiej wiki bazuje na danych archeologicznych z lat 90-tych XX wieku. Na zdjęciu satelitarnym pozostałości wału sprawiają faktycznie wrażenie owalu, z powodu zlikwidowania południowo-wschodniego rogu, o czym wspominał Ronny Krüger.

 

Nowsze badania mogły uściślić kształt grodu i odkryć pozostałe dwie bramy. A Radogoszczy Niemcy faktycznie szukają – i to od dawna. Przytoczę tłumaczenie rozdziału z niemieckiej wiki pt: „Die Suche nach Rethra” (Poszukiwania Retry):

Po upadku Rethry miejsce jej położenia zostało całkowicie zapomniane. Kiedy Ernst von Kirchberg około 1379 roku pisał swoją meklemburską kronikę rymów, nie wiedział już, gdzie ona leżała . Po nim wielu nowożytnych historyków zajmujących się historią Meklemburgii poświęciło kilka linijek niegdyś potężnej stolicy Wieletów, często wiążąc ją z ich własną hipotezą lokalizacyjną. I tak Albert Krantz podejrzewał w 1519 roku swoją Wandalia Rethrę w zamku w Stargardzie. Bernhard Latomus optował w 1610 roku za  Prillwitz. także David Franck w 1753 roku podzielał ten pogląd. Pierwsze kontrowersje zaogniły się pod koniec XVIII wieku „odkryciem” tak zwanych idoli z Prillwitz. Od 1768 r. w Neubrandenburgu pojawiały się małe figurki z brązu, na których w niektórych przypadkach w piśmie runicznych można było rozpoznać słowo „Rethra”. Później okazały się one fałszerstwami, ale wywołały  trwające jeszcze w XIX wieku podniecenie w świecie uczonych.

Dyskusja naukowa o zaginionym grodzie świątynnym nie urywa się od tego czasu, przy czym  badania historyczne w coraz większym stopniu zdane są na wsparcie pokrewnych dyscyplin. Ważnymi do dziś dziełami z XIX i początku XX wieku są m.in. badania dokumentacyjne Georga Christiana Friedricha Lischa czy zbiór legend o Rethrze autorstwa folklorysty Richarda Wossidlo. Od czasu wykopalisk Gustava Oestena pod koniec XIX wieku również archeologia należy do narzędzi badaczy (poszukiwaczy) Rethry[27].

W międzyczasie istnieje ponad 30 miejsc, w których poszukiwano lub podejrzewano Rethrę[28]. Poszukiwania często koncentrują się na południowym krańcu Tollensesees (z Fischerinsel) i przyległym obszarze Lieps, gdzie badania Gustava Oestena, Adolfa Hollnagela, Joachima Herrmanna, Volkera Schmidta i innych wykazały istnienie słowiańskiego centrum z rozległymi śladami osadnictwa i należącym do niego miejsca pochówku. Ostatecznego dowodu na lokalizację Rethry nadal jednak nie znaleziono.
https://de.wikipedia.org/wiki/Rethra#Die_Suche_nach_Rethra

I jeszcze zamieszczam mapę z zaznaczonymi miejscami, gdzie różni badacze szukają lub przynajmniej podejrzewają istnienie resztek po Radogoszczy-Retrze:

 

W centrum uwagi niemieckich badaczy, poszukiwaczy Radogoszczy leżą jeziora Dołęże i Lipiec. Tam już od setek lat trwają poszukiwania:

„W okolicy jeziora od stuleci poszukuje się dowodów, na istnienie głównego ośrodka politycznego Redarów – Radogoszczy.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Lieps_(jezioro)

Mam tylko jedno zastrzeżenie do tej informacji – Radogoszcz była głównym ośrodkiem sakralnym, a nie politycznym. Niemniej faktem jest, że wielu niemieckich badaczy pasjonuje się pytaniem – gdzie leżała Radogoszcz-Retra. I szukają ją. Tu przykładowy wykaz przypuszczalnych lokalizacji. Tytuł strony: „Każdy człowiek ma swoją Retrę”:
https://rethra.org/

A tak ją sobie wyobrażał Carl Schuchhardt:

.
Tu jeszcze jeden krótki artykulik o Radogoszczy-Retrze:
.
A tu znacznie dłuższy, w którym autor Retrę przyrównuje do zaginionej Atlantydy, a jej istnienie za oszustwo:
.
Radogoszcz-Retra faktycznie pasjonuje niejednego Niemca. I tu nasuwa mi się pytanie – dlaczego w Polsce, kraju słowiańskim, nie poświęca się tyle czasu i badań nad pozostałościami z czasów pogańskich? Ale cóż zrobić – większą liczbę Polaków bardziej pasjonuje np. „intronizacja” żydowskiego „zbawiciela” niż pogańska przeszłość kraju.
.
.
A historycy przy- i podkościelni szukają miejsca fikcyjnego chrztu Mieszka I. I główkują – istniał ten Bolesław Zapomniany, czy nie istniał? I pod wpływem wymysłów o Magna Germanii zastanawiają się: przyszli Słowianie nad Wisłę w V czy w VI wieku.
Mnie jednak news Ronny Krügera naprawdę zelektryzował: gród kształtem przypominający trójkąt, trzy bramy, nad jeziorem, na wyspie, ewentualnie półwyspie – wypisz, wymaluj – zaginiona Radogoszcz. A przecież była to świętość dla moich praprzodków – wszak po mieczu pochodzę z Północnego Połabia.
.
I dlatego napisałem powyższy tekst – poszukiwania Radogoszczy leżą mi naprawdę na sercu…

.
opolczyk

 

 

I jeszcze raz – co faktycznie powiedział Jacques Attali…

Człowiek jest niestety faktycznie zbyt często  istotą bezmyślną. Ja także…
Parokrotnie wrzucałem na blogu poniższą, domniemaną wypowiedź Attali:

“W przyszłości trzeba będzie znaleźć sposób na zmniejszenie populacji. Zaczniemy od ludzi starych, ponieważ gdy tylko przekroczą oni 60-65 lat, żyją dłużej niż produkują i drogo kosztują społeczeństwo. Potem zajmiemy się słabymi, następnie bezużytecznymi, którzy nic nie wnoszą do społeczeństwa, bo zawsze będzie ich coraz to więcej, a co najważniejsze, na końcu zabierzemy się za głupich. Pozbędziemy się ich, każąc im myśleć, że to dla ich własnego dobra. Nie będziemy w stanie przeprowadzać testów na inteligencję w stosunku do milionów ludzi, to nie jest możliwe! Znajdziemy coś lub spowodujemy coś; pandemię, która dotknie pewne warstwy społeczeństwa; prawdziwy lub nieprawdziwy kryzys gospodarczy; wirus, który uderzy w ludzi starych czy dorosłych – to nie ma znaczenia; słabi ulegną, bojaźliwi i głupi uwierzą we wszystko i będą prosić o wyleczenie ich. Zadbamy o to, aby zaplanować leczenie – leczenie, które stanie się rozwiązaniem (problemu). Selekcja idiotów dokona się więc samoczynnie: pójdą do rzeźni z własnej woli.”

Dlaczego? Bo publikowali ją inni – po polsku, niemiecku, angielsku, francusku. No i ja, nie zastanawiając się, kopiowałem to i publikowałem u mnie.
Nie zastanawiałem się nawet nad tym, że gdyby Attali coś takiego głośno i otwarcie powiedział i gdyby to zostało w 1981 (czy nawet w 2006) roku wydrukowane, byłby to koniec jego kariery politycznej. Takich wypowiedzi łże-media czyli tzw. „opinia publiczna” nie mogłyby mu darować.  Zostałby medialnie „zgilotynowany”. Teraz, po fakcie, widzę to wyraźnie. Wcześniej jednak, bezmyślnie, kopiowałem tę wypowiedź od innych i wrzucałem ją na blogu. W tym miejscu muszę podziękować Darkowi, staremu znajomemu, który e-pocztą zapytał mnie:

Witaj Andrzeju.
Przeczytaj proszę poniższy tekst (w linku). Dotyczy właśnie tekstu z książki J. A.
W książce nie ma tego tekstu a jest on tylko mocno przerobiony.
https://wolnemedia.net/jacques-attali-i-szczepionki-na-depopulacje/

Co o tym myślisz?
PS . Sam nie planuje się zaszprycowac.

Darek podrzucał mi w przeszłości niekiedy materiały, które publikowałem:
https://opolczykpl.wordpress.com/2019/04/24/migawki-z-rekawki/
https://opolczykpl.wordpress.com/2019/10/16/na-lonie-natury-szlakiem-starych-drzew/

I dopiero to jego pytanie wybiło mnie z bezmyślności. Postanowiłem sprawdzić, jak to z tym rzekomym cytatem Attali faktycznie jest. No i znalazłem stronę AFP Faktenschek, która demaskowała – rzeczywiście demaskowała – wymysł, jakoby Attali mówił o selekcji idiotów (https://faktencheck.afp.com/dieses-zitat-ueber-die-die-euthanasie-von-alten-und-schwachen-menschen-ist-erfunden). Ale i tu jeszcze zwodziła mnie wyobraźnia – Attali faktycznie mówił o socjalizmie i samobójstwach, o maszynach do zabijania i protezach w co powątpiewałem. Ale nie zawiodła mnie intuicja, która nakazała mi to sprawdzić, gdyż właśnie wtedy dopiero uświadomiłem sobie, że taka jego publiczna wypowiedź byłaby dla niego politycznym, publicznym i medialnym „samobójstwem”. Mógł coś takiego myśleć – i jako janczar globalnej lichwy zapewne tak myślał. I zapewne tak ocenia obecną ogólnoświatową operację szprycowania – selekcja idiotów dokonuje się więc samoczynnie: idą do rzeźni z własnej woli. I pewnie cieszy się z tego. Ale tego nie powiedział publicznie i nie ma tego w żadnej książce – ani w tej z 1981, ani w tej z 2006 roku.

Z przypisywanego mu cytatu powiedział mniej więcej jedynie to: „gdy tylko przekroczą oni 60-65 lat, żyją dłużej niż produkują i drogo kosztują społeczeństwo”. Bezpośrednio wcześniej mówił, że z punktu widzenia logiki władzy przedłużanie życia ludzkiego nie jest już celowe bo – no właśnie, po osiągnięciu 60/65 lat (tyle wynosił chyba wtedy we Francji wiek emerytalny odpowiednio dla kobiet i mężczyzn) ludzie stają się bezproduktywni, utrzymywać ich trzeba, a to jest zbyt kosztowne. Jednak początek owego jego rzekomego cytatu: „W przyszłości trzeba będzie znaleźć sposób na zmniejszenie populacji. Zaczniemy od ludzi starych” jak i dalsza  część zaczynająca się słowami Potem zajmiemy się słabymi, następnie bezużytecznymi…” są w komplecie zmyślone!

Tu muszę podziękować ponadto Piotrkowi Beinowi, mojemu przyjacielowi z Kanady. Ma wiele spraw na głowie, a jednak pomógł mi w wyjaśnieniu kontrowersji wokół Attali. I choć są pewne sprawy, w których się różnimy (np. ja jestem poganinem a Piotrek oprawosławnym wyznawcą Joszue) łączy nas od lat przyjaźń. Zamieszczam zrobioną 10 lat temu u mnie naszą fotkę w rzekomych „jarmułkach”, która stała się przyczyną setek insynuacji i pomówień pod naszym adresem, jakoby mielibyśmy być żydowskimi wtykami. Z Piotrka robiona nawet „rabina”, a mnie jego żydowskim przyjacielem.

 

https://grypa666.wordpress.com/2011/10/28/ii-konferencja-w-szwarcwaldzie/

Po opublikowaniu przeze mnie wpisu „Co faktycznie powiedział Jacques Attali…” Piotrek zapytał mnie: „Czytałem Twój artykuł raz, wydawalo mi się, że z braku starszego źrodła nie możesz zweryfikować fałszerstwa. Czy tak? (…)”

Odpisałem mu: „(…) aby ostatecznie i jednoznacznie zweryfikować sprawę, musiałbym zdobyć wydrukowany w 1981 roku egzemplarz książki Salomona z wywiadem Attali. Tylko wtedy miałbym pewność na 100%. I tu jest problem – gdzie znaleźć tę książkę?”

I Piotrek, choć zajęty innymi tematami, znalazł w sieci tę książkę. Jest w poniższym, podesłanym mi przez niego linku:
https://ataltarte.wordpress.com/2021/05/12/full-interview-between-jacques-attali-and-michel-salomon-from-the-future-of-life-editions-seghers-1981/

Jest to opublikowany 12 maja 2021, a więc już po „wybuchu” afery z domniemanym cytatem Attali „przedruk” artykułu opublikowanego w 1984 roku, będącego angielskim tłumaczeniem wywiadu Salomona z Attali opublikowanego w roku 1981 w książce Salomona. Zamieszczony jest też na samym wstępie w formacie PDF skan z książki Salomona z roku 1981, zawierający pełny tekst tego wywiadu. I faktycznie o selekcji idiotów nie ma tam ani słowa. Każdy może sam to sprawdzić.

Tu na marginesie muszę zaznaczyć, że wizja przyszłości roztaczana przez Attali już w 1981 roku jest ponura. Attali sam przyznaje że wierzy w ukryty totalitaryzm z „Wielkim Bratem”, który będzie niewidzialny i zdecentralizowany. Jego wizja to hybryda Orwella i Huxleya, całkowite odhumanizowanie rzeczywistości i człowieka. Człowiek będzie maszyną, likwidowaną, gdy się zużyje. Będzie też produktem, produktem będzie zdrowie ludzkie, a o losie maszyny ludzkiej decydować będzie rachunek ekonomiczny. Nawet rodzenie dzieci zostanie odhumanizowane, a noworodki będą produktami. No i ten jego nacisk na eutanazję: „Eutanazja będzie we wszystkich przypadkach jednym z podstawowych instrumentów naszych przyszłych społeczeństw.”

Na koniec mam pytanie – naturalnie retoryczne – do Jacquesa Attali: uważasz, że ludzie, sorry, ludzkie maszyny po wyeksploatowaniu/zużyciu się w wieku 60-65 lat powinny podlegać eutanazji. Sam byłeś przez całe życie tak naprawdę bezproduktywny i całkowicie bezużyteczny, nie wniosłeś dla społeczeństwa francuskiego nic – nie wyprodukowałeś żadnego krzesła, stołu, koszuli czy samochodu, nie leczyłeś ludzi, pasożytowałeś na Francuzach, gdyż utrzymywany byłeś z ich podatków, z podatków ludzkich maszyn, nie dając im nic w zamian poza wizjami totalitarnej ponurej wizji przyszłości z ukrytym wielkim bratem i eutanazją ludzkich maszyn. Jeśli tak zachwalasz eutanazję i jeśli w niej widzisz rozwiązanie problemu utrzymania bezproduktywnych ludzkich maszyn, a sam jesteś bezproduktywnym pasożytem ze zużytą mózgownicą – dlaczego nie dasz dobrego przykładu i sam się nie zeutanazjujesz? Byłby to jedyny twój dobry uczynek dla Francuzów i ludzkości…

opolczyk

 

Prezydent Łukaszenka a fałszywa „pandemia”…

.
Niedawno komentator o nicku „Kazik” napisał u mnie na blogu, że prezydent Łukaszenka wywiesił białą flagę – cytuję fragment jego komentarza:
.
„Niestety prezydent rozczarował. Półtora roku się opierał, ale ostatecznie 9 X wywiesił białą flagę. Mam zdjęcia z dziś Łukaszenki z maską podczas rozmowy z Białorusinami. Zbieram większą ilość tych fotek i zamieszczę w najbliższych dniach, aby się nie rozdrabniać. Rozczarowanie spore bo padł ostatni Mohikanin. Z tego, co widać ludzie nie protestują i chodzą w namordnikach.”
.
Łże-media faktycznie podały informację o tym, że ministerstwo zdrowia Białorusi narzuciło namordnikowy totalitaryzm:
.

„Ministerstwo zdrowia poinformowało w piątek, że od 9 października na Białorusi obowiązywać będzie noszenie masek i zachowanie bezpiecznego dystansu w miejscach publicznych, między innymi w sklepach, urzędach, transporcie.”
https://www.wnp.pl/rynki-zagraniczne/bialorus-od-9-pazdziernika-obowiazkowe-noszenie-masek-w-miejscach-publicznych,498241.html

.
Skomentowałem to tak:
.
„Białoruś postrzegana jest jako oaza wolności i normalności na tle światowego kowidowego obozu koncentracyjnego. A tu takie coś…
Nie wiem, czy Łukaszenka uległ naciskom wrogich mu sił wewnętrznych i zewnętrznych, czy dał się zastraszyć lub kupić. Martwi mnie to tym bardziej, że antytotalitarne i antyszprycowe protesty na wszystkich kontynentach narastają. Białoruś wolna od kowidowego terroru mogłaby być wzorcem dla protestujących na całym świecie. A tu nagle wprowadzono w niej kowidowy zamordyzm.”
.
A tymczasem pojawiła się w sieci informacja o tym, jak łukaszenka zrugał ministrów za wprowadzenie kowidowych obostrzeń:
.
(…) Oto bowiem, silny przywódca odkrywa, że niektórzy jego podwładni, wbrew obowiązującemu prawu, wprowadzili irracjonalny reżim maskowy (taki na wzór innych państw). W świetle kamer odpowiedzialny za obostrzenia minister został publicznie zrugany, a dosadnych uwag Łukaszenki wysłuchał pokornie stojąc na baczność (…).
.
Tymczasem Łukaszenka dowiedział się, że w jego państwie niektórzy urzędnicy wdrożyli coś na wzór „terroru maseczkowego”. Bardzo się tym oburzył i wytknął winowajcom, że skoro do prezydenta można swobodnie przyjść bez maski, to jakim prawem podnieśli wrzawę w całym kraju i zmobilizowali milicję do egzekwowania maskowego reżimu, nie oszczędzając nawet kobiet. W związku z tym przywódca Białorusi zwrócił się do szefa MSW: „Ostrzegałem. Nie masz nic do roboty? Dlaczego łamiesz prawo? Nie mamy takiego prawa”. Po czym zapytał: „Z kim ty pogrywasz?
(…)”
.
Można by więc zaistniałą na Białorusi sytuację skomentować tak: minister zdrowia oraz minister spraw wewnętrznych samowolnie, bez wiedzy prezydenta wprowadzili zamordystyczne zarządzenia, ale gdy dowiedział się o nich prezydent Łukaszenka, wezwał ich na dywanik, zrugał i nakazał te zarządzenia odwołać. Mam jednak wątpliwości co do tak prostego i wydawałoby się logicznego wyjaśnienia. Otóż nie wierzę, że owi ministrowie ot tak, po prostu wydali powyższe zarządzenia, gdyż musieliby się obawiać takiej właśnie reakcji prezydenta. Dlaczego więc takie zarządzenia wydali? Otóż pamiętali, że przymus namordników wprowadzono na Białorusi w listopadzie ubiegłego roku i wtedy Łukaszenka nikogo za to nie zrugał:
.
„Od dziś we wszystkich regionach maseczki są wymagane w miejscach publicznych. W ciągu ostatniej doby w kraju wykryto oficjalnie 1309 nowych przypadków zakażenia Covid-19.”
https://belsat.eu/pl/news/bialorus-obowiazek-noszenia-maseczek-w-calym-kraju/
.
Wydaje mi się, że Łukaszenka po prostu odegrał pewien spektakl: pozwolił na wprowadzenie namordnikowego reżimu, odczekał 10 dni, po czym zrugał dwóch ministrów, pokazując w ten sposób, jak dba o praworządność i „wolność wyboru” dla Białorusinów. Nadal gra rolę niezależnego i suwerennego prezydenta. Ale w moim przekonaniu tylko gra – o tym za chwilę
Tytuł artykułu Agnieszki Piwar także uważam za przesadzony: Łukaszenka raz walczy z psychozą świrusa, a raz ją wspiera. Białoruskie gazety publikowały zdjęcia Łukaszenki, na których był w namordniku, a otaczający go pracownicy szpitala przypominali kosmonautów:
.
.
A jeszcze wcześniej, w kwietniu 2020, prezydent Łukaszenka odwiedził dużą fabrykę „Sławianka”, w której gwałtownie wzrosła produkcja namordników. Zalecił produkcję namordników i na eksport. Przed picdemią na Białorusi produkowano 60 tys. namordników dziennie. W kwietniu 2020 już ponad 2 miliony. Dziennie! Czy to nie było nakręcaniem psychozy?
.
.
I cóż z tego, że wielokrotnie powtarzał Łukaszenka, że na koronawirusa najlepszy jest kieliszek wódki i gra w hokeja – podobne zdjęcia w białoruskich gazetach na Białorusinów zastraszanych picdemią przez białoruskie łże-media i łże-urzędników muszą wywoływać poczucie zagrożenia: nasz Batko każe szyć namordniki, nasz Batko w namordniku i kombinezonie, a obok niego lekarze jak kosmonauty – widocznie ta pandemia jednak jest groźna!
.
W porównaniu do ogromnej większości marionetek politycznych (Trampek, Bida, Johnson, Macron, Merkel, Morawicek i im podobni) prezydent Łukaszenka wypada naturalnie o niebo lepiej. Ale w porównaniu do nieżyjącego już prezydenta Tanzanii Johna Magufuli wypada jednak karykaturalnie.
.
Odnoszę wrażenie, że prezydent Łukaszenka gra, ale tylko gra obrońcę wolności: kto chce, niech nosi namordnik, kto nie chce, ma prawo nie nosić namordników; kto chce się zaszprycować, jego sprawa, kto nie chce – ma takie prawo. Niemniej jest to tylko pozowanie na obrońcę wolności. Co mogę i muszę zarzucić prezydentowi Łukaszence, podobnie zresztą jak i prezydentowi Putinowi? Otóż wystarczy porównać ich do zmarłego w podejrzanych okolicznościach prezydenta Tanzanii Johna Magufuli.
.
John Magafuli już wiosną 2020 najpierw ośmieszył testy PCR, następnie zakazał ich stosowania do diagnostyki, zakazał publikacji lipnych, bazujących na testach PCR statystyk rzekomych kowidowych infekcji i zgonów, zakazał też sprowadzenia do Tanzanii podejrzanych szpryc zwanych szczepionkami. I zapewne dlatego zginął.
.
Prezydent Łukaszenka ma możliwość dostępu do rzetelnych informacji. Ma możliwość wypytania poważnych, renomowanych, nieprzekupnych lekarzy, wirusologów i specjalistów od testów PCR i od nich dowiedzieć się prawdy. A ponieważ fałszywa picdemia od ponad 1,5 roku jest tematem nr 1 w światowej polityce – powinien, jako suwerenny prezydent, już dawno to sprawdzić. I wtedy wiedziałby, że picdemia świrusa to oszustwo. I wiedziałby, że testy PCR absolutnie nie nadają się do diagnostyki. I że owe szpryce na bazie mRNA, obojętnie jakiej produkcji, to nie szczepionki a śmiercionki. I wtedy jako suwerenny prezydent powinien:
– zakazać stosowania testów PCR
– zakazać publikowania w mediach statystyk rzekomych infekcji i rzekomych zgonów na świrusa,
– zakazać sprowadzania podejrzanych szpryc i wstrzykiwania ich własnym obywatelom.
.
Powie tu ktoś – takie zakazy byłyby ograniczeniem wolności wyboru dla mieszkańców Białorusi. Jest jednak wręcz odwrotnie – wolność wyboru mają tylko osoby w pełni poinformowane, te, które wiedzą, że nie ma picdemii, że testy PCR nie nadają się absolutnie do diagnostyki, i że owe szpryce na bazie mRNA nie tylko nie są szczepionkami, ale wręcz groźną bronią biologiczną. I tylko osoby posiadające tę wiedzę, wolne od strachu, posiadają rzeczywistą wolność wyboru. Ludzie zastraszeni fałszywą picdemią, bombardowani branymi z sufitu statystykami infekcji i zgonów, przekonywani, że śmiercionki są wybawieniem i ratunkiem, nie mają wolności wyboru – za nich wybiera strach, w który ich wpędzono.
.
I z czymś takim mamy niestety do czynienia i na Białorusi.
.
Niestety nie znam realiów białoruskich, odnoszę jednak wrażenie, że dużo ludzi w białoruskich mediach, instytucjach publicznych i państwowych – i to na kierowniczych stanowiskach –  z różnych powodów dało się wciągnąć w narrację picdemii. Czy robią to tylko z głupoty, czy być może chcą się przypodobać zachodowi, czy też wręcz są jego agenturą – nie wiem. Niemniej za milczącym przyzwoleniem Łukaszenki używają testów PCR do diagnostyki świrusa, publikują lipne, zastraszające ludność statystyki rzekomych kowidowych infekcji i zgonów, zamawiają szpryce i organizują punkty szprycowania. A prezydent Łukaszena na to wszystko przyzwala. Wydaje mi się, że wie on, iż nie może przekroczyć pewnej „czerwonej linii”. Owszem, może sobie pozwolić na ironiczne wypowiedzi o świrusie, choć od czasu do czasu musi pokazać się w namordniku. Może pozwolić sobie na zruganie tego czy tamtego ministra. Ale nie może sobie pozwolić na wstrzymanie lipnych testów PCR, wstrzymanie zastraszania ludności picdemią i lipnymi statystykami rzekomych kowidowych infekcji i zgonów przez białoruskie „niezależne” jak i państwowe łże-media i ministerstwo zdrowia, ani na wstrzymanie szprycowania ludności. Wtedy czekałby go los co najmniej Janukowycza, wypędzonego z Ukrainy, czy wręcz los prezydenta Tanzanii.
.
Postępuje więc prezydent Łukaszenka – tak to odbieram – w myśl zasady: panu bogu świeczkę i diabłu ogarek: ruga ministrów, wyśmiewa koronaświrusa (wódka i hokej najlepszym lekarstwem), ale nie robi nic, by wstrzymać stosowanie testów PCR do diagnostyki fikcyjnego świrusa, publikowanie lipnych statystyk infekcji i zgonów, a przede wszystkim szprycowanie śmiercionką własnych rodaków, Białorusinów.
.
Szacunku do niego nabrałbym, gdyby publicznie, przed kamerami, powiedział do Białorusinów mniej więcej tak: nie ma żadnej pandemii koronawirusa, testy PCR absolutnie nie nadają się do diagnostyki, publikowane statystyki kowidowych infekcji i zgonów to oszustwo, szpryce na bazie mRNA nazywane szczepionkami są groźnym, szkodliwym, zabójczym wręcz preparatem. Niestety zasięg moich kompetencji i mojej władzy nie pozwala mi na zablokowanie ani propagandowych kłamstw, ani sprowadzania tych zabójczych preparatów. Duża część białoruskiego aparatu państwowego, publicznego i mediów bierze udział w pandemicznym globalnym szwindlu i tego nie mogę zmienić. Niemniej ostrzegam was, rodaków, Białorusinów – nie ma picdemii, nie wierzcie statystykom i nie dajcie się zaszprycować.
.
Wtedy nazwałbym go wielkim przywódcą. I sam bym wtedy napisał, że walczy z psychozą…
.
.
opolczyk
.

Co faktycznie powiedział Jacques Attali…

W sieci krąży prawdziwy czy domniemany poniższy cytat Jacquesa Attali:

“W przyszłości trzeba będzie znaleźć sposób na zmniejszenie populacji. Zaczniemy od ludzi starych, ponieważ gdy tylko przekroczą oni 60-65 lat, żyją dłużej niż produkują i drogo kosztują społeczeństwo. Potem zajmiemy się słabymi, następnie bezużytecznymi, którzy nic nie wnoszą do społeczeństwa, bo zawsze będzie ich coraz to więcej, a co najważniejsze, na końcu zabierzemy się za głupich. Pozbędziemy się ich, każąc im myśleć, że to dla ich własnego dobra. Nie będziemy w stanie przeprowadzać testów na inteligencję w stosunku do milionów ludzi, to nie jest możliwe! Znajdziemy coś lub spowodujemy coś; pandemię, która dotknie pewne warstwy społeczeństwa; prawdziwy lub nieprawdziwy kryzys gospodarczy; wirus, który uderzy w ludzi starych czy dorosłych – to nie ma znaczenia; słabi ulegną, bojaźliwi i głupi uwierzą we wszystko i będą prosić o wyleczenie ich. Zadbamy o to, aby zaplanować leczenie – leczenie, które stanie się rozwiązaniem (problemu). Selekcja idiotów dokona się więc samoczynnie: pójdą do rzeźni z własnej woli.”

Sam go parokrotnie przytoczyłem w kilku wpisach. Niestety wokół tej wypowiedzi narasta zbyt dużo rozbieżności. Np. padają stwierdzenia, że ta jego wypowiedź pochodzi z książki Attali z roku 2006 pt:  „Krótka historia przyszłości” („Une brevie histoire de l’avenir”). Innym razem, że z jego książki, ale wydanej już w roku 1981. A według innej jeszcze wersji, że wypowiedź ta pochodzi z książki Michaela Salomona: „L’avenir de la vie” wydanej w lutym 1981. Książka stanowiła zbiór wywiadów przeprowadzonych przez Salomona, m.in i z Jacquesem Attali. I w niej miała być ta jego wypowiedź.
https://www.amazon.de/LAvenir-vie-Michel-Salomon/dp/222150237X

Zamieszanie wokół tej wypowiedzi prowadzi do absurdów. I tak „Wolne media” piszą najpierw, że jest to cytat z jego książki z roku 2006:

„Poniższy fragment pochodzi z książki „Krótka historia przyszłości” („Une brevie histoire de l’avenir”), wydanej we Francji w 2006 roku a w Polsce przez wydawnictwo Prószyński i S-ka dwa lata później (2008 rok), i idealnie pasuje do obecnej sytuacji pandemicznej.”

Kilka zdań potem pisze, że z jego książki z roku 1981:

„Jacques Attali był doradcą Françoisa Mitterranda (byłego prezydenta Francji) i napisał poniższe słowa w ww. książce w 1981 roku, gdy miał 38 lat.”
https://wolnemedia.net/jacques-attali-i-szczepionki-na-depopulacje/

To jak było w końcu – napisał to w książce w 2006 czy w 1981 roku? Przy czym książki z 1981 roku nie napisał Attali a Michael Salomon, który zamieścił w niej wywiad z Attali.

No i mój stary znajomy, Darek z Krakowa,, zapytał mnie o tę wypowiedź:

Witaj Andrzeju.
Przeczytaj proszę poniższy tekst (w linku). Dotyczy właśnie tekstu z książki J. A.
W książce nie ma tego tekstu a jest on tylko mocno przerobiony.
https://wolnemedia.net/jacques-attali-i-szczepionki-na-depopulacje/

Co o tym myślisz?
PS . Sam nie planuje się zaszprycowac.

A więc – w książce z roku 2006 tego cytatu Attali NIE MA! Wszelkie „informacje”, jakoby cytat ten pochodził z tej książki to dezinformacje, mające ostatecznie ośmieszać antyszprycowy ruch oporu jako niepoważnych oszołomów przytaczających zmyślone, nigdy nie napisane cytaty. A jak jest z książką Salomona „L’avenir de la vie”z roku 1981? Czy w niej jest ten cytat?
Niestety nie dysponuję oryginalnym egzemplarzem książki „L’avenir de la vie” i nie jestem w stanie sprawdzić, czy ta wypowiedź w niej rzeczywiście występuje. Znalazłem natomiast w sieci pewną rzekomo „demaskatorską” stronę, która właśnie „demaskuje” przypisywany Attali cytat jako zmyślenie.
https://faktencheck.afp.com/dieses-zitat-ueber-die-die-euthanasie-von-alten-und-schwachen-menschen-ist-erfunden

Tu dodam, że i w niemieckojęzycznej sieci ów cytat Attali, prawdziwy czy nie, jest szeroko kolportowany.

Według strony AFP Faktenchek (Faktencheck oznacza sprawdzanie faktów) tego cytatu w książce Salomona nie ma.  Attali powiedział wg AFP jedynie to (tłumaczenie na j. polski moje):

„Aber sobald wir über 60/65 hinausgehen, lebt der Mensch länger, als er produziert, und das kommt die Gesellschaft dann teuer zu stehen”. Und weiter: „In der Tat ist es vom Standpunkt der Gesellschaft aus gesehen viel besser, wenn die menschliche Maschine abrupt aufhört, als wenn sie sich allmählich verschlechtert.”
[„Ale jeśli przekraczamy 60/65 (w domyśle – lat), człowiek żyje dłużej niż produkuje i drogo to społeczeństwo kosztuje.” I dalej: „Rzeczywiście z punktu widzenia społeczeństwa jest korzystniejsze, by ludzka maszyna gwałtownie kończyła, zamiast się powoli pogarszała.”]

„Daher glaube ich, dass es in der Logik der Industriegesellschaft nicht mehr darum geht, die Lebenserwartung zu verlängern, sondern dafür zu sorgen, dass der Mensch innerhalb einer gegebenen Lebensspanne so gut wie möglich lebt, aber so, dass die Gesundheitskosten für die Gemeinschaft möglichst gering sind.”
[Dlatego uważam, że w logice społeczeństwa przemysłowego nie o to idzie, by  przedłużać ludzkie życie, ale by troszczyć się o to, aby człowiek w przewidzianym (w domyśle – produkcyjnym) okresie życia żył jak najlepiej, ale tak, by koszta zdrowia (w domyśle – utrzymania zdrowia) były dla społeczeństwa jak najniższe.”]

„In jedem Fall wird Euthanasie eines der wesentlichen Instrumente unserer künftigen Gesellschaften sein. In einer sozialistischen Logik stellt sich das Problem zunächst wie folgt dar: Die sozialistische Logik ist die von der Freiheit und die grundlegende Freiheit ist der Selbstmord; folglich ist das Recht auf direkten oder indirekten Selbstmord ein absoluter Wert in dieser Art von Gesellschaft.” Dem stellt der die Logik eines kapitalistischen Systems hinzu: „In einer kapitalistischen Gesellschaft werden Tötungsmaschinen, Prothesen, entstehen und gängig werden, die es ermöglichen, das Leben zu eliminieren, wenn es zu unerträglich oder ökonomisch zu kostspielig ist. Deshalb glaube ich, dass die Euthanasie, ob sie nun ein Freiheitswert oder ein Warenwert ist, eine der Regeln der zukünftigen Gesellschaft sein wird.”
[„W każdym przypadku eutanazja będzie jednym z podstawowych narzędzi naszych przyszłych społeczeństw. W logice socjalistycznej problem przedstawia się tak: socjalistyczna logika jest logiką wolności a podstawową wolnością jest samobójstwo (prawo do samobójstwa); w konsekwencji tego prawo do bezpośredniego lub pośredniego samobójstwa jest absolutną wartością w takich (socjalistycznych) społeczeństwach”. Dodał do tego logikę systemu kapitalistycznego: „W społeczeństwie kapitalistycznym będą powszechnie powstawały maszyny do zabijania, protezy, które umożliwią eliminację życia, jeśli będzie nieznośne lub ekonomicznie zbyt drogie/kosztowne. Dlatego uważam że eutanazja, czy jako wartość wolności czy jako wartość towaru (chodzi zapewne o życie ludzkie w wieku poprodukcyjnym) będzie jedną z reguł przyszłych społeczeństw”.]

O pandemii, szprycach i rzeźni, do której pchają się idioci, wg AFP w książce nie było wzmianki, a zapytany przez nią Attali także temu zaprzeczył. Przy czym ów artykuł zaprzecza nawet temu, jakoby Attali był zwolennikiem eutanazji. I sam Attali, zapytany przez AFP, temu zaprzecza: nie jest zwolennikiem eutanazji, a wręcz przeciwnie –  pisałem, że do niej kiedyś dojdzie, ale jestem jej przeciwnikiem i ją potępiam

„Wie immer wird mir hier vorgeworfen, ich würde mir wünschen, was ich nur voraussehe und anprangere.”
[Jak zawsze zarzuca się mnie tutaj, że życzę sobie tego, co tylko przewiduję i potępiam.]

Czy opublikowana przez AFP „demaskacja” cytatu Attali zasługuje na wiarę?. W moim przekonaniu ma dwa b. słabe punkty.

1) AFP pisze, że z wydawnictwa otrzymało kopię oryginalnego wywiadu Salomona z Attali:

„Der Verlag Segher schickte AFP eine französische Kopie des Gesprächsausschnitts zu”

 


https://factuel.afp.com/sites/default/files/styles/list_xl/public/medias/factchecking/france/cap_ecran_pdf_livre_attali_collage.jpg

Jest to niestety tylko kopia. A przerobienie oryginału i skopiowanie go to dla wydawnictwa żaden problem. Ja potrzebowałbym na to jakieś pół godziny.
Oryginały różnych pism, także książek, podlegają przeróbkom a nawet fałszerstwom. Nawet w „piśmie świętym”, hebrajskiej Tanach – krystowierczym „Starym testamencie” fałszuje się niektóre fragmenty. I tak przez dwa tysiące lat w drugiej „Księdze Samuela” 12:31 pisało tak:

„Lud też, który był w mieście, wywiódłszy, podał pod piły, i pod brony żelazne, i pod siekiery żelazne, i wegnał je w piec cegielny. A tak uczynił wszystkim miastom synów Ammonowych; i wrócił się Dawid, i wszystek lud jego do Jeruzalem.”

 

https://studybible.info/PBG/2%20Samuel%2012:31

A tu nagle od początku lat 60-tych XX wieku we wszystkich bibliach katolickich i protestanckich na świecie pojawiła się taka wersja:

„Ludność zaś, która w nim była, uprowadził i przeznaczył do obsługi pił, kilofów i żelaznych siekier oraz kazał jej przejść do wyrobu cegły. W ten sposób postąpił z wszystkimi miastami ammonickimi. Potem wrócił Dawid z całym wojskiem do Jerozolimy.”

 

https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1197

Nie wypadało po wojnie, by przedstawiani propagandowo zawsze jako ofiary prześladowań „wybrańcy” Jahwe sami palili ludzi żywcem w czasach fikcyjnego Dawida. A jak jest z tym fragmentem biblii u prawosławnych? Otóż znalazłem obie wersje:

31 Давид также вывел всех жителей Раввы и заставил их работать пилами, железными молотилками и топорами и обжигать кирпич. Так он поступил со всеми аммонитскими городами. Затем Давид и всё его войско возвратились в Иерусалим.

Tłumacz z automatu: „Dawid wyprowadził również wszystkich mieszkańców Rabba i kazał im pracować przy piłach, żelaznych młockach i siekierach oraz palić cegły. Zrobił to wszystkim miastom Ammonitów. Wtedy Dawid i całe jego wojsko wróciło do Jerozolimy.”
https://allbible.info/bible/modern/2ki/12/

31 А народ, бывший в нем, он вывел и положил их под пилы, под железные молотилки, под железные топоры, и бросил их в обжигательные печи. Так он поступил со всеми городами Аммонитскими. И возвратился после того Давид и весь народ в Иерусалим.

Tłumacz z automatu: „A ludzi, którzy w nim byli, wyprowadzał i umieszczał ich pod piłami, pod żelaznymi młocarniami, pod żelaznymi siekierami i wrzucał do pieców. Tak postąpił ze wszystkimi miastami Ammonitów. A potem Dawid i cały lud wrócili do Jerozolimy.”

.

Tylko proszę mnie nie przekonywać, że mamy tu do czynienia jedynie z różnym tłumaczeniem tego samego tekstu. Różnica między wegnać ludzi do pieca a kazać im w nim wypalać cegły jest zbyt ogromna. Ale wracam do tematu – przerobienie oryginalnej wersji wypowiedzi Attali na inną, łagodniejszą, dla wydawnictwa książki Salomona nie byłoby więc żadnym problemem. Nie możemy więc wykluczyć, że wydawnictwo „przerobiło” oryginalną wypowiedź Attali.

2) Sama owa wypowiedź, przytoczona przez AFP jest po prostu niespójna i nielogiczna i to w kilku miejscach. Np w sprawie samobójstw. Tu nie zapominajmy, że wypowiedź Attali dotyczy problemu, co robić z ludźmi, którzy przekroczyli wiek 60/65 lat i są już nieproduktywni. Co mają z tą problematyką samobójstwa i socjalizm? Wg Attali w logice socjalistycznej podstawą jest wolność – także prawo do samobójstwa. Miał to powiedzieć w roku 1981. Ale przecież wtedy wg zachodniej propagandy socjalizm był dyktaturą a nie wolnością. Ponadto nie znam ani jednego państwa socjalistycznego, w którym propagowano prawo do samobójstwa. Nie był też w nich ani słowem dyskutowany problem emerytów i rencistów – a wręcz odwrotnie – wiele zakładów pracy przynajmniej raz do roku organizowało w zakładowych świetlicach spotkania emerytowanych byłych pracowników. Były kwiaty, kawa, herbatniki i drobne prezenty. Zachodnie partie socjalistyczne chyba samobójstw też nie propagowały, głosiły za to wizję budowy sprawiedliwszego społeczeństwa (tu pełna zgoda) i świetlanej przyszłości pod sztandarem socjalizmu. A kto odbierać będzie sobie życie w świetlanej przyszłości, po zwycięstwie socjalizmu? Ponadto samobójstwo i eutanazja to dwie całkowicie różne rzeczy. Samobójstwa zdarzają się wśród ludzi silnych, zdrowych, w wieku produkcyjnym, a nawet wśród młodzieży i dzieci. Co mają one wspólnego z populacją poprodukcyjną – „maszynami ludzkimi”, które powinny „gwałtownie kończyć”, gdy staną się nieproduktywne?
Sprzeczny wewnętrznie jest też ten fragment mówiący o maszynach do zabijania i protezach. Z całej wypowiedzi Attyli wynika, że korzystne jest utrzymywanie przy życiu zdrowych ludzi, minimalizacja kosztów opieki zdrowotnej i pozbywanie się ludzi w wieku poprodukcyjnym. A protezy to nie tylko dodatkowe koszta, ale i utrzymywanie przy życiu ludzi niepełnosprawnych. Niech więc się Attyli zdecyduje: protezy czy maszyny do zabijania?

Tak więc nie wykluczam, że tekst wywiadu z Attali opublikowany w roku 1981 w książce Salomona został po zapytaniu AFP naprędce przeredagowany. Ale aby mieć pewność, że tak było, musiałbym znaleźć książkę Salomona wydaną w 1981 roku i sprawdzić, co tam pisze. Tu zaznaczam, iż nie wykluczam, że książka ta zostanie lub już została ponownie wydana, tyle że treść wywiadu z Attali może w nowym wydaniu odbiegać od oryginału z roku 1981.

Nie ulega natomiast dla mnie wątpliwości, że wypowiedzi Attali przytoczone przez AFP w pełni gloryfikują eutanazję. Samo nazywanie ludzi „ludzkimi maszynami”, które po zakończeniu cyklu produkcyjnego powinny „gwałtownie kończyć”, w domyśle – życie – są tego dowodem. Natomiast co do pandemii, szpryc i rzeźni, do których idioci sami będą się pchać, a co jest kolportowane w sieci – nadal nie wiem – powiedział to Attali czy nie.

Tak więc niniejszym oświadczam, że jeśli ten cytat Attali został zmyślony, odcinam się od niego i przepraszam czytelników za to, że sam go, bez sprawdzenia, kolportowałem.

Co nie zmienia stanu rzeczy, że obecnie tak faktycznie jest – zastraszeni fałszywą nieistniejącą pandemią ludzie – ślepcy, ignoranci, idioci – rzeczywiście sami pchają się do szprycowej rzeźni. Tak jest naprawdę bez względu na to, czy Attali to powiedział, czy nie!

.

opolczyk