Jare Gody – pogańskie święto solarne

.

jare gody.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

.

Jare Gody czyli początek wiosny, przypadający na dzień wiosennej równonocy to jedno z czterech najważniejszych pogańskich świąt solarnych. Znane było u wszystkich pogan, nie tylko u Słowian. Słowianie witali wiosnę szeregiem obrzędów trwających wiele dni. Kulminacją ich było topienie Marzanny w dniu równonocy – magiczny obrzęd mający przepędzić zimę.

Słowianie cieszyli się z rozpoczynającej się wiosny – dzień stawał się dłuższy, robiło się cieplej, kwitły już wiosenne kwiaty, zaczynały puszczać pąki pierwsze drzewa, powoli też zielenić zaczynała się trawa. Przyroda budziła się do życia, co napawało radością Słowian czujących się jej integralną częścią.
.

Nadjordańska zaraza, którą siłą narzucono naszym przodkom po serii antykościelnych buntów tępiła to pra-pogańskie święto przez całe tysiąclecie. Wprowadziła w jego miejsce własne „święto” – wyssane z palca „zmartwychwstanie” galilejskiego włóczykija – idola krzyżowców, czcicieli rzymskiej szubienicy. Przywłaszczyła sobie wiele pogańskich obrzędów i zwyczajów nadając im żydo-chrześcijańską interpretację. Ale mimo wszelkich wysiłków nadjordańska zaraza pogańskich tradycji, w tym i Jarych Godów, nie wytępiła. Pamięć o nich przetrwała a dzisiaj coraz więcej Słowian świętuje to święto po naszemu – słowiańsku, pogańsku. Słowiański Duch nie został wytępiony przez żydo-chrześcijańskiego upiora. Odradza się i przyjdzie czas, że wygoni tego żydogennego upiora nad Jordan. Tam, gdzie ta zaraza się narodziła.
.
Nie tylko Słowianie świętują Jare Gody. Pod innymi nazwami świętują je także poganie na całym świecie, w tym i w Europie zachodniej. Tam także trwa renesans pogańskiej kultury i tożsamości. Wszyscy poganie, odrzucający nadjordańskie gusła i powracający do własnej kultury i tożsamości, bez względu na miejsce zamieszkania, kolor skóry i pochodzenie etniczne są wielką rodziną ludzi wolnych Duchem, którzy zerwali się z kajdan żydogennego chrześcijaństwa. Które przez wieki zniewalało umysły miliardów ludzi na wszystkich kontynentach. Duchowo łączę się z poganami na całym świecie, gdyż każdy poganin, biały, czarny, żółty, czerwony czy brązowy bardziej mi bratem, niż biały katolikopolak.
.
Z okazji Jarych Godów Blog Polski składa wszystkim zaglądającym na ten blog, także zawistnikom i wrogom, życzenia pomyślności, radości, smacznej pisanki, mokrego pogańskiego Dyngusa i dużo Słońca…
.
.

opolczyk

Z dziejów chrześcijańskiej „kultury” – polowania na czarownice…

.

palenie czarownic.

jako i my odpuszczamy naszym winowajcom

.
Sprawa niewyobrażalnie barbarzyńskich i nieludzkich polowań na czarownice to temat trudny. Bardzo nie lubią go piewcy antykultury chrześcijańskiej, przedstawiający nadjordańską dżumę jako formację, która przyniosła Europie kulturę, cywilizację i postęp. Trudnym do wyjaśnienia faktem jest to, że polowania na czarownice pojawiły się tak późno – dopiero gdzieś w XIV wieku. Wcześniej, bo już od IV wieku katolicyzm walczył krwawo i brutalnie z poganami i heretykami (edykty teodozjańskie). Jeszcze trudniejszym faktem do wyjaśnienia jest utrzymywanie się tego szalonego, morderczego amoku aż do drugiej połowy XVIII wieku. Pokazuje to, że jeszcze w sumie niezbyt dawno, nie w starożytności, nie w średniowieczu, a już w czasach nowożytnych, w cywilizowanej chrześcijańskiej Europie fanatyczne i zbrodnicze praktyki barbarzyńskich tortur i mordowania ludzi na podstawie posądzenia ich o czary, wypływające z tej nadjordańskiej „religii miłości i miłosierdzia”, były w Europie czymś normalnym i na porządku dziennym. Pewnikiem natomiast jest, że dopiero „antychrześcijańskie” oświecenie i laicyzacja dużych obszarów Europy ten krwawy amok zakończyły. Nasilenie się amoku polowań na czarownice w okresie reformacji i kontrreformacji, jeśli miało rzeczywiście miejsce, natomiast nie dziwi – obie zwalczające się nawzajem fanatycznie strony przez sam fakt walki pomiędzy sobą nakręcały fanatyzm i u siebie, i po drugiej stronie barykady.
No więc właśnie – dlaczego polowania na czarownice pojawiły się tak późno? Odpowiem otwarcie – nie wiem. Zapewne było to przynajmniej częściowo związane z szukaniem kozłów ofiarnych. Bo tak na zdrowy rozsądek – skoro cała zachodnia Europa była już katolicka, panowały w niej „prawo boże” i „nauki kościoła”, to przecież powinna być owa „święta”, „pobożna” Europa rajem na ziemi. A tymczasem rzeczywistość ówczesnej łacińskiej Europy przypominała bardziej piekło niż biblijny raj. Szalały epidemie, wojny i głód. Nie pomagały rzezie heretyków, posty, umartwianie się, biczownicy, krucjaty, setki klasztorów, tysiące kościołów i mszy w nich odprawianych oraz miliony modlitw z prośbami o miłosierdzie wznoszonymi do nieskończenie miłosiernego biblijnego boga. Jak można to było inaczej wytłumaczyć, niż knowaniami czarownic? Pojawiły się one więc we właściwym czasie i właściwym miejscu. Było to tym bardziej konieczne, gdyż we Włoszech zaczynał się właśnie renesans przywracający/przemycający do kultury europejskiej, wydawało by się, że  już definitywnie w niej wytrzebione, elementy pogańskich mitologii Grecji i Rzymu. Była to oczywista sprawka czarownic, bo bez ich czarów i pomocy diabłów ponurej rzeczywistości schyłku średniowiecza w łacińskiej Europie nie można było inaczej wiernej trzodzie wyznawców wytłumaczyć. Winne za koszmarne życie chrześcijańskiej Europy okazały się czarownice i ich knowania z diabłem/diabłami. Innym motywem polowań na czarownice była zapewne i chciwość kleru. Wszak majątek zamordowanych czarownic przechodził na własność tych, którzy uratowali od niej pobożną trzodę.
.
Przy sprawie polowań na czarownice pamiętać należy jeszcze i o tym, że były one dziełem nie tylko władz kościelnych, „duchownych” – zarówno katolickich jak i protestanckich. Podobnie jak wcześniej przy okazji tępienia heretyków przez kk, władze „duchowne” zobowiązywały władze świeckie do polowań na czarownice. Tę akurat zbrodniczą katolicką praktykę protestantyzm przejął bez zastrzeżeń w całości. Nie tylko więc inkwizytorzy, biskupi, księża i pastorzy mieli łapska ubabrane we krwi – także władze świeckie w katolickich i protestanckich krajach w tym zbrodniczym amoku brały udział.
Tu przypomnę, jak kk wysługiwał się władzami świeckimi do tępienia heretyków – i to z nakazu wielkiego autorytetu kościelnego, jednego z największych doktorów (i ojców) kościoła, „świętego” Tomasza z Akwinu:
.
„Heretycy popełniają grzech, z powodu którego zasłużyli sobie nie tylko na to, by zostali karą klątwy wyłączeni z Kościoła, lecz także usunięci ze świata karą śmierci. O wiele bowiem cięższą zbrodnią jest psuć wiarę, która daje życie dla duszy, niż fałszować pieniądze, które służą życiu doczesnemu. Skoro więc świeccy władcy z miejsca sprawiedliwie karzą fałszerzy pieniędzy i innych złoczyńców karą śmierci, tym bardziej heretyków można z miejsca, skoro tylko udowodni się im winę herezji, nie tylko ukarać klątwą, ale także sprawiedliwie uśmiercić. Ze strony zaś Kościoła jest miłosierdzie troszczące się o nawrócenie błądzących; stosownie do nauki Apostoła nie potępia się ich od razu, lecz dopiero: „po pierwszym i drugim upomnieniu”; po tym zaś skoro heretyk nadal trwa w uporze, straciwszy nadzieję w jego nawrócenie, mając na uwadze zbawienie innych, Kościół karą klątwy wyklucza go z swojego łona i następnie zostawia go sądownictwu świeckiemu, by przezeń był usunięty ze świata karą śmierci. Mówi przecież Hieronim: „Trzeba odciąć zgangrenowane członki i usunąć z trzody parszywą owcę, aby cały dom nie spłonął, nie popsuła się cała masa, nie zaraziło się całe stado, nie zginęła cała trzoda.”
.
Wszystkie zbrodnie władz świeckich dokonane na heretykach zapisać należy więc na konto podżegacza do nich – kk. Choć i on sam brał często sprawy bezpośrednio w swoje ręce. Tak było z krucjatą przeciwko katarom ogłoszoną przez papiestwo. Tak było z pięcioma krucjatami przeciwko husytom. Papież Marcin V (bękart kardynała Colonny) osobiście zachęcał katolickich władców do eksterminacji Husytów. W liście do Władysława Jagiełły napisał tak:
.
„Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów. Pamiętaj, że ci bezbożni ludzie ośmielają się głosić zasadę równości; twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są braćmi, i że Bóg nie dał ludziom uprzywilejowanym prawa władania narodami; utrzymują, że Chrystus przyszedł na świat aby znieść niewolnictwo [Watykan do XIX w. akceptował niewolnictwo]; wzywają ludzi do wolności, to znaczy do unicestwienia królów i kapłanów.
Teraz, kiedy jeszcze jest czas, zwróć swoje siły przeciwko Czechom, pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów, niż eksterminacja Husytów.”
.
Podobnie było w przypadku czarownic – były one eksterminowane nie tylko przez „duchownych” ale i przez władze świeckie, zarówno katolickie jak i protestanckie.

Nigdy nie dowiemy się, ilu nieszczęśników (głównie kobiet) padło ofiarą tego krwawego chrześcijańskiego amoku. Większość dokumentacji dotyczącej polowań na czarownice została po prostu zniszczona, często nawet niecelowo a z powodu lekceważącego wcześniej podejścia do dokumentów (o tym za chwilę). Wiadome jest, że polowania na czarownic przez wieki były dziełem władz „duchowych”, władz świeckich, ale i zwykłego sfanatyzowanego motłochu, który często na własną rękę zabijał (np. pławiąc aż do utonięcia) domniemane czarownice. Te samosądy były zwalczane przez władze kościelne i świeckie, ale nie z powodów humanitarnych – zabite bez przesłuchań i tortur przez motłoch czarownice nie mogły przecież już wyzdradzić ich domniemanych wspólniczek i wspólników, przez co owi domniemani „wspólnicy” unikali zasłużonej kary.
.
Na pytanie, ile ofiar kosztował ludzkość ten fanatyczny amok odpowiem zgodnie z prawdą – nie wiem. Jednak oficjalne dane szacunkowe (te z wikipedii) uważam za śmiesznie i żenująco zaniżone. Wiki podaje, że np. liczba egzekucji w Cesarstwie Niemieckim (Niemcy, Niderlandy, Szwajcaria, Lotaryngia, Austria i Czechy) wyniosła ~25 000–30 000.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Proces_o_czary#Statystyki_egzekucji
.
A tymczasem w jednym tylko mieście niemieckim – Bambergu – w latach 1616 – 1631 śmierć poniosło blisko 900 osób. Jest to jedyny dobrze udokumentowany okres polowań na czarownice w Europie i tylko przez przypadek i dzięki ofiarności jednego człowieka dokumenty dotyczące tych zbrodni zostały uratowane. Władze Bambergu na początku XIX wieku ogromną część dokumentacji z archiwum miejskiego przeznaczyły na makulaturę. Było to powszechną praktyką w tamtych czasach – wszystkie stare dokumenty nie mające już znaczenia politycznego czy obronnego były okresowo po prostu usuwane z archiwów. Za grosze wysprzedawano stare dokumenty ludności. A ta wykorzystywała je po prostu do podpałki w piecach. Sklepikarze zaś kupowali je także jako papier opakunkowy. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności miejscowy bibliotekarz królewski Heinrich Joachim Jaeck (1777–1847) zainteresował się dokumentacją dotyczącą polowań na czarownice. Odzyskiwał i gromadził ją przez lata. Jeszcze po jego śmierci wypływały przeznaczone na makulaturę dokumenty z procesów czarownic w Bambergu. W latach1854 i 1875 odzyskano np. 40 stron dokumentów, które jeden ze sklepikarzy wykorzystał jako papier opakunkowy. Bez zwrócenia uwagi na te dokumenty przez Jaecka o skali zbrodni w Bambergu nie mielibyśmy pojęcia. Zamieszczam uratowyny list pożegnalny do rodziny jednej z ofiar tamtych zbrodni – burmistrza Bambergu Johanesa Juniusa.

.

junius-brief-100~_v-img__3__4__xl_-f4c197f4ebda83c772171de6efadd3b29843089f

.
http://www.br.de/nachrichten/oberfranken/inhalt/hexenverfolgung-bamberg-100.html

.

Szczególnie surowo los obszedł się wtedy z 22-letnią Dorotheą Flock. Pochodziła z rodziny bogatych norymberskich patrycjuszy. Była konwertytką z protestantyzmu na katolicyzm. Wyszła za mąż za radcę miejskiego w Bambergu. Jego pierwszą żonę zamordowano rok wcześniej jako czarownicę. Dorotheę Flock także oskarżono o czary i aresztowano. Torturowano ją okrutnie, mimo że była wciąży. Jej rodzina uzyskała dla niej na dworze cesarskim dwukrotnie ułaskawienie, ale biskup Bambergu zignorował je. Podczas tortur Dorothea urodziła dziecko – dziewczynkę. Odebraną ją matce i przekazano obcej rodzinie. Dalsze losy dziecka nie są znane. Rodzina zrozpaczona losem Dorothey wystąpiła do samego papieża i uzyskała od niego (ciekawe ile to ją kosztowało) dekret uwalniający Dorotheę Flock od zarzutów. Niestety pismo z Watykanu dotarło do Bambergu o kilka minut za późno – chwilę wcześniej Dorothea Flock została zamordowana, a jej ciało akurat palono na stosie.
.
Głównymi odpowiedzialnymi za polowania na czarownice w Bambergu w latach 1616 – 1631 byli biskupi  Johann Gottfried I. von Aschhausen, Johann Georg II. Fuchs Freiherr von Dornheim i Friedrich Förner. Dopiero na rozkaz cesarski masowe polowania na czarownice na przełomie lat 1631/52 prawdopodobnie zakończyły się. Cesarz zakazał tych masowych polowań na czarownice z tego prostego powodu, że od 1618 roku toczyła się w jego cesarstwie fanatyczna katolicko-protestancka wojna trzydziestoletnia i masowe polowania na czarownice nie wzmacniało ani morale ani sił strony katolickiej. Niemniej po zakazie cesarskim prześladowania czarownic w Bambergu nadal miały miejsce. Ostatnie udokumentowane spalenie czarownic miało tam miejsce w 1673 roku (czy i ile spalono ich jeszcze później nie wiemy – brak jest dokumentów). Pierwszą natomiast udokumentowaną egzekucję przeprowadzonio w Bambergu w 1594 roku. Niestety nigdy nie dowiemy się, ile dokumentów dotyczących polowań na czarownice z archiwum Bambergu przepadło bezpowrotnie. Niemniej skala tych zbrodni na podstawie części uratowanych dokumentów jest przerażająca – w ciągu kilkunastu lat zamordowano (co jest udokumentowane z nazwiskami włącznie) 884 osoby. Większość z nich zginęła na stosach. Część nie przeżyła tortur.
http://web.de/magazine/wissen/seelen-feuer-grausam-hexenjagd-30484688
https://www.bibliotheksforum-bayern.de/fileadmin/archiv/2013-2/PDF-Einzelbeitr%C3%A4ge/BFB_0213_13_Taegert_V03.pdf
.
Przyznam się szczerze, że nie uważam przypadek Bambergu za wyjątkowy i odosobniony. Podobny fanatyzm panował w chrześcijańskiej zachodniej Europie wszędzie. Jeśli więc polowania na czarownice trwały wieki, to ilość ich ofiar znacznie i  wielokrotnie przekraczć musi szacunkową liczbę ~35 000 ofiar podaną przez wiki. Także liczba ofiar podana przez niemiecki tekst – „es starben (zmarło) 60.000 Menschen/ludzi”, jest niepomiernie zaniżona. Pamiętajmy – w samym tylko Bambergu w latach 1616 – 1631 zamordowano blisko tysiąc ludzi (być może i więcej – ale nie wszystkie dokumenty zachowały się do dzisiaj). Jeśli nawet założymy, że okres 1616 – 1631 był w Bambergu wyjątkowo obfity w mordowanie czarownic, to na przestrzeni całego okresu polowań na nie (XIV – XVIII wiek) mogło zginąć tylko tam wiele tysięcy ludzi. Nie wiemy ile – 5, może 10 tys. A może jeszcze więcej. Cesarstwo niemieckie rozdrobnione było na setki mniejszych i większych „państewek”. W każdym z nich proporcjonalnie do ich wielkości przez kilka wieków mordowano czarownice.  W sumie liczba ofiar tego urzędowego amoku w samym tylko niemieckim cesarstwie sięgać musiała milionów ludzi. Plus czarownice mordowane i pławione przez motłoch bez procesów. Plus ofiary polowań na czarownice poza granicami cesarstwa niemieckiego.
.
Dzięki przypadkowi uratowano w Bambergu dokumentację katolickich zbrodni dokonanych na nieszczęśnych „czarownicach” na przestrzeni ledwo kilkunastu lat. Niestety chyba tylko tam taką ilość takich dokumentów uratowano. W innych miastach dokumentacje tych zbrodni niszczono. Często zapewne bezmyślnie, pozbywając się po prostu starej, niepotrzebnej już dokumentacji. Wykluczyć nie można jednak przypadków celowego niszczenia tych dokumentów. Gdy morderczy amok już opadł i gdzieś w archiwum miejskim jakiś katolicki lub protestancki urzędnik znalazł domunenty o wcześniejszych zbrodniach dokonanych w jego mieście, mógł te dokumenty nie przynoszące chluby ani miastu, ani konfesji po prostu celowo zniszczyć.
.
Pełnych rozmiarów tej zbrodni dokonywanej systematycznie przez wieki na milionach nieszczęśników nigdy nie poznamy. Bamberg nie wydaje się jednak być wyjątkiem:

„Za sprawą arcybiskupa Trewiru, Jana, spalono w roku 1585 tyle czarownic, że w dwóch miejscowościach diecezji pozostały tylko po dwie kobiety. Bywali tacy duchowni, którzy nawet podczas spowiedzi zmuszali swe ofiary do kłamstw. Otóż Friedrich Spee opowiada o pewnym kapłanie, który towarzysząc prawie dwustu czarownicom przed ich śmiercią żądał od nich, by powtórzyły zeznania złożone podczas tortur, bo jeśliby tego nie uczyniły, musiałyby „zdechnąć jak psy — bez sakramentu”. W niektórych miejscowościach sędziowie, inkwizytorzy i spowiednicy otrzymywali za każdą ofiarę egzekucji premie i kolekty, dlatego też mawiano, że najszybszym i najłatwiejszym sposobem na wzbogacenie się jest palenie czarownic. Pewien moguncki ksiądz dziekan kazał spalić ponad 300 osób z dwóch tylko wsi chciał, bowiem połączyć ich ziemie ze swoją posiadłością.
W Fuldzie działał skryba, który okazał się szczególnie groźny dla ludzi zamożnych — chwalił się on tym, że przez dziewiętnaście lat posłał na stos 700 osób płci obojga. Reformacja też niczego nie zmieniła. Przeciwnie! Największe nasilenie prześladowań nastąpiło po pierwszym okresie działalności reformatorów. Luter, który w Wittenberdze ekskomunikował „czarownice”, pochwalał palenie „diabelskich ladacznic” z nie mniejszym zapałem niż papieże. W jednym tylko księstwie brunszwickim ginęło pod koniec XVI wieku często nawet dziesięć czarownic dziennie. W Quedlinburgu spalono któregoś dnia 1589 roku 133 czarownice. Przed taką śmiercią nie chronił żaden wiek. W roku 1591 zginęła w Wolfenbiittel kobieta, która liczyła sobie 106 1at. W roku 1651 zaś w śląskim mieście Zuckmantel spalono 102 osoby, wśród których znalazły się małe dzieci od roku wzwyż, jako że ich ojcem był ponoć diabeł. Jeszcze w wieku XVIII, kiedy to oparta na surowym przestrzeganiu dogmatów kościelna prawowierność osiągnęła swą kulminację, prawdopodobnie około miliona ludzi — głównie kobiet — stało się ofiarami procesów o czary. W drugiej połowie tamtego stulecia w jednym tylko westfalskim miasteczku Lemgo w ciągu trzech lat spalono 38 kobiet jako czarownice.” (Deschner)”
http://witcheslive.cba.pl/Public_html/Witches_History/new-page-2/witch-hunt.html
.
Nie o rozmiar tych zbrodni jednak chodzi, choć i on jest ważny. No bo przecież jest  to istotne, czy w polowaniach na czarownice wymordowano „tylko” 35 tysięcy ludzi (jak twierdzi wikipedia), czy  na przykład dwa – trzy miliony. Albo i pięć milionów. To nie jest tylko statystyka. Przez wieki ginęli masowo niewinni ludzie, których okrutnie torturowano i mordowano. Ten morderczy amok odczuły głównie kobiety. Ale i przed mordowaniem małych dzieci a nawet niemowląt łowcy czarownic nie cofali się. A dzisiaj kk próbuje wykreować się na obrońcę „życia poczętego”. Wcześniej zaś, przez wieki, życie już narodzone mordował bezlitośnie milionami.
.
Przy polowaniach na czarownice należy pamiętać i o tym, że wszelkie wcześniejsze ograniczenia dotyczące stosowania tortur przez inkwizycję zawieszono. Wcześniej, przy okazji tępienia heretyków inkwizycja stosowała tortury, ale zazwyczaj „jednorazowo”. Jeśli torturowany wytrzymał kilka/kilkanaście godzin tortur pod rząd i nie przyznał się, tortury kończono. Podczas polowań na czarownice tortury stosowano  (także przez inkwizytorów) najczęściej do skutku – albo oskarżony się przyznał, albo umierał od samych tortur. Choć niekiedy (bo i takie zdarzały się przypadki) – po wielokrotnych długotrwałych torturach z powodu braku przyznania się do winy inkwizytor wreszcie dochodził do wniosku, że osoba torturowana rzeczywiście jest niewinna. I wtedy taki okaleczony strzęp człowieka wypuszczano a raczej wyrzucano z więzienia na wolność.
.
Chrześcijaństwo propagandowo wynosi same siebie pod niebiosa, wychwalając swoje domniemane zasługi przyniesione przez siebie rzekomo „barbarzyńskiej” pogańskiej Europie. Jednak jeśli obiektywnie spojrzymy na historię, to stwierdzimy, że głównymi cechami chrześcijaństwa na przestrzeni kilkunastu wieków był fanatyzm, nietolerancja i masowe rzezie dokonywane na poganach, heretykach, bezbożnikach – i na nieszczęsnych czarownicach.

.
Pod każdym względem chrześcijaństwo gorsze było od kultury Słowian.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/10/20/wartosci-poganskie-i-wartosci-chrzescijanskie/
.
Także w porównaniu z – w sumie barbarzyńskim – pogańskim Rzymem chrześcijaństwo we wszystkim było gorsze. Przejęło, i owszem, co nieco od pogańskiego imperium, ale  jedynie złe jego strony. Na przykład niewolnictwo i imperializm. Przy czym ten rzymski o tyle był lepszy, że podbitym ludom Rzym nie rabował ich tożsamości. Mogły one pod panowaniem Rzymu trwać przy własnej kulturze, tożsamości i bogach. Chrześcijaństwo nie tylko zniewalało jak Rzym, na dodatek rabowało własną kulturę i tożsamość podbijanym ludom. Krwawe jatki na rzymskich arenach – walki gladiatorów – zastąpiono polowaniami na pogan, heretyków i czarownice. Zniszczono wysoki poziom szkolnictwa, medycyny i higieny Rzymu (i Grecji). Pod panowaniem krzyża zapanowały kołtuństwo, analfabetyzm i brud.  No i religijny fanatyzm połączony z niszczeniem pogańskich kultur. Regres nastąpił w budownictwie – rozmach rzymskiego, pogańskiego budownictwa chrześcijaństwo osiągnęło dopiero po ponad tysiącletnim panowaniu w czasach nowożytnych. Ze wszystkich zbrodni chrześcijańskich wielowiekowe polowania na czarownice jest jednym z najbardziej haniebnch wyczynów tej żydogennej ideologi.W zaślepieniu i fanatzmie, mimo głoszonych haseł o miłości bliźniego i mimo teologicznych wywodów o nieskończenie miłosiernym bogu uderzono w słabe kobiety, we własną poddaną ludność, okrutnie ofiary polowań torturując i mordując.
.
Gdybyśmy wszystkie kulturowe (i antykulturowe) formacje porównali pod kątem rozdźwięku pomiędzy głoszonymi hasłami i praktyką, chrześcijaństwo bezspornie, obok judaizmu zajęłoby czołowe miejsce. Wszystkie inne formacje kulturowe, antykulturowe i religijne (łącznie z hitleryzmem i stalinizmem) byłyby daleko za tymi dwiema ideologiami – judaizmem pyszącym się na kartach biblii masowymi czystkami etnicznymi (mimo przykazania nie zabijaj”) i chrześcijaństwem, które poszło jeszcze dalej. Bo ono nie tylko przejęło przykazanie nie zabijaj, ale dodatkowo za najważniejsze przykazanie uznawało to o miłości boga – i bliźniego. A jednak mimo tych przykazań masowo bliźnich katowano, torturowano i mordowano.
Czyż można być gorszym fanatykiem i większym hipokrytą?
.
Pozostaje jeszcze sprawa polowań na czarownice w przedrozbiorowej Rzeczypospolitej i w łonie prawosławia. W Rosji też miały one miejsce, choć skala tych zbrodni była w rosyjskim cesarstwie jednak o wiele mniejsza niż u łacinników. Opis ich znajdziemy tutaj:
http://www.kresy.pl/kresopedia,religie?zobacz/terror-rosyjskiej-cerkwi-prawoslawnej
.
Zaiste niewyobrażalna jest hipokryzja katolickiej strony kresypl. Nagłaśnia terror rosyjskiej cerkwi, natomiast o niewyobrażalnie większym terrorze kk nie wspomina ani słowem. Co się zaś tyczy przedrozbiorowej Rzeczypospolitej – palenie czarownic nie ominąło i jej. Katolicka propaganda o kraju bez stosów jest tylko i wyłącznie katolicką propagandą.
http://www.polskatimes.pl/artykul/3826027,polska-nie-byla-krajem-bez-stosow-polowanie-na-czarownice-trwalo-do-xix-w-nasza-historia,id,t.html
.
Niestety, jak i w przypadku całego zachodu, skali tych zbrodni w Rzeczypospolitej nie zbadamy z tego samego powodu – większość dokumentów zapewne uległa zniszczeniu. O wielu tych zbrodniach zresztą prawdopodobnie nie pisał żaden kronikarz. Zwłaszcza wtedy, gdy zabijano ludzi „niższych stanów”. Wiemy, że mieliśmy tolerancyjną konfederację warszawską, uchwaloną głównie z inicjatywy protestantów, w roku 1573.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_warszawska_%281573%29#Od_zgody_sandomierskiej_do_konfederacji_warszawskiej

Wiemy też, że władze „polskiego” kk obłożyły ją klątwą:
.

„Trzeba również zdawać sobie sprawę, że mimo iż konfederacja warszawska to jasna karta w polskich dziejach, to jednak jej postanowienia tak naprawdę nigdy nie doczekały się wcielenia w życie. Przeciw temu byli m.in. król Zygmunt III Waza, Piotr Skarga i Stanisław Hozjusz. Ba, więcej nawet: już na synodzie w Piotrkowie w 1577 r. (przypomnijmy, że właśnie tu przyjęto uchwały soboru trydenckiego) obłożono klątwą sam akt konfederacji oraz wszystkich, którzy go podpisali ! Skarga w kazaniach sejmowych konfederację warszawską nazwał „konfederacją heretycką” i „skazą królestwa”. To tu pogrzebano polską tolerancję. Kościół polski szykował się do kontruderzenia. Na synodzie ułożono wyznanie wiary, zobowiązano katolickich księży do nie zadawania się z heretykami, nałożono na cały kler obowiązek walki z innowiercami, zobowiązano każdego biskupa do powołania inkwizytora do tropienia śladów herezji. Zapamiętajmy tę datę – synod piotrkowski, rok 1577.”
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,81
.

Wiemy, że na fali kontrreformacji doszło do zfanatyzowania części skatoliczonej szlachty. Wiemy, że szlachcica Kazimierza Łyszczyńskiego skazano na śmierć (1689 rok) z oskarżenia o ateizm. Wiemy, że wprowadzono karę śmierci (1668 rok) za odstępstwo od katolicyzmu. Wiemy, że Sejm uchwalił w 1776 roku konstytucję zakazującą skazywania na śmierć z oskarżenia o czary oraz zakazał stosowania tortur.
http://czarownice.com/konstytucja-3-maja/
.
No i właśnie – czy musiałby to robić, gdyby wcześniej nie zabijano za czary i nie torturowano? Odpowiedź jest jednoznacza – w Rzeczypospolitej szlacheckiej torturowano i zabijano za czary. W tym rzekomo tolerancyjnym kraju, rzekomo bez stosów były więc i stosy i tortury. Tak więc i od tego katolikom polskojęzycznym nie uda się wykręcić sianem. Sam przychylam się do oceny tekstu z Polskatimes. że liczba ofiar polowań na czarownice w Rzeczypospolitej szlacheckiej idzie w tysiące, jeśli nie w dziesiątki tysiący
.
„Co prawda Sejm Rzeczypospolitej w 1543 r. oddał sprawy o czary pod jurysdykcję Kościoła, w głównej mierze jednak zajmowały się nimi świeckie sądy miejskie.
Obliczenia badaczy z wielką ostrożnością podają liczbę straconych kobiet – od kilku do kilkudziesięciu tysięcy. Samych udokumentowanych procesów znaleziono 10 tys. Ale też w wielu miejscowościach odbywały się samosądy, które nigdy nie zostały zapisane w żadnych kronikach.”
http://www.polskatimes.pl/artykul/3826027,polska-nie-byla-krajem-bez-stosow-polowanie-na-czarownice-trwalo-do-xix-w-nasza-historia,id,t.html
.
A Rafał Woźnialis ocenia liczbę ofiar polowań na czarownice w skali europejskiej na miliony, a w Rzeczypospolitej na 15 – 20 tys.
.
„Psychoza ta pociągnęła za sobą milionowe ofiary w całej Europie a na ziemiach polskich pozbawiła życia 15 – 20 tysięcy ludzi.”
http://histmag.org/Procesy-czarownic-w-Lublinie-w-XVII-i-XVIII-wieku-2153
.

Są to liczby jak najbardziej prawdopodobne i realistyczne.
.

Na koniec polecam jeszcze jedno opracowanie dotyczące poruszanej w tym wpisie tematyki – „Środki dowodowe w procesach czarownic”.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/t,4486
.

.

Jeśli kiedykolwiek i gdziekolwiek usłyszysz o tym, jaki to rzekomy postęp cywilizacyjny i kulturowy chrześcijaństwo przyniosło światu, Europie i Polsce, nie zapomnij o milionowych rzeszach jego niewinnych ofiar, mordowanych brutalnie mimo przykazania nie zabijaj i przykazania o miłości bliźniego.

.

.

opolczyk

.

.

precz z jahwizmem

.

.

Ręce Boga

TTIP – trojański koń banksterów…

.

ttip_kon_trojanski

.
„99% populacji to owce przeznaczone do strzyżenia w czasie pokoju i na rzeź w czasie wojny. Politycy i biurokraci to owczarki. Właścicielem farmy jest światowa finansjera.” Właścicielem farmy jest światowa finansjera.”
.
“Pozwólcie mi emitować i kontrolować pieniądze kraju, a ja nie dbam o to, kto tworzy jego prawa.”
Mayer Amschel Rothschild

.

.
Najkrócej zdefiniować można by TTIP parafrazą sentencji Amschela Rothschilda – „Pozwólcie mi w Europie zainstalować TTIP a nie dbam o to, kto tworzy jej prawa”. Zachodnie media głównego ścieku służące interesom banksterów przedstawiają TTIP jako coś korzystnego i dobrego dla gospodarki i mieszkaćców jewrounijnych baraków. Prawda jest oczywiście dokładnie odwrotna. Bo co z tego, że – jak głosi zachodni medialny matrix – utworzenie strefy wolnego handlu pomiędzy USraelem a jewrounią przyczyni się do ożywienia gospodarki jewrounii nawet o 120 miliardów € a gospodarki USraela o 100 miliardów €? Takimi liczbami zachodnie media próbują przekonać do TTIP mieszkańców unijnych jewrobaraków. Ważniejszą a przemilczaną przez te żydo-media sprawą jest to (przy założeniu, że owe szacunkowe „dane” nie są zawyżone) – do kogo te zyski trafią? Albo pytając inaczej – czy zwykły mieszkaniec dowolnego unijnego jewrobaraku cokolwiek na TTIP zyska? Odpowiedź na to pytanie brzmi – NIE.  On tylko i wyłącznie na tym straci – i to nie tylko finansowo.
.
Do TTIP ślepo dąży agenturalna banksterska „komisja jewropejska”, czyli dyktatorski, wybierany ponad głowami mieszkańców, bez ich wiedzy, woli i zgody rząd (a raczej żont) bilderbergowskiej jewrounii:
„Stanowisko Komisji Europejskiej w tej sprawie jest klarowne: TTIP przyczyni się do wzrostu dynamiki gospodarczej i tworzenia nowych miejsc w pracy zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych.”
http://natemat.pl/153597,porozmawiajmy-o-ttip-komisja-europejska-zacheca-polakow-do-dialogu-ws-umowy-handlowej-ue-i-usa
.
TTIPu chce agentka Bilderbergów kancleżyca Merkel: „Niemcy chcą TTIP teraz”.
http://www.tagesspiegel.de/politik/besuch-bei-jean-claude-juncker-angela-merkel-deutschland-will-ttip-jetzt/11457684.html
.
Aż dziw powinien więc ogarniać wszystkich „polskich patryjotów” – zwolenników Kalksteina i rebe Rydzyka, że za TTIPem z tym podejrzanym jewrounijnym i „niemieckim” towarzychem gardłuje ręka w rękę, jak jeden mąż, także jewrosceptyczny rzekomo, niechętny domniemanej „niemieckiej dominacji” w jewrounii (w rzeczywistości Niemcy są jak Polska pod żydowską okupacją) „polski”, „narodowy” i „patriotyczny” żydo-PiS. Za TTIPem gardłował w knessejmie Waszczykowski, gardłuje też Morawiecki, wicepremier żondu Szydły (syn ikony Solidurności Walczącej Kornela M). Wg niego jedną z zasług TTIP będzie likwidacja barier biurokratycznych. Jeśli za owe „bariery” uznamy ochronę środowiska, ochronę zdrowia, obronę praw konsumentów i praw pracowniczych – to Morawiecki ma rzeczywiście rację. Te „biurokratyczne bariery” utrudniają rzeczywiście żądnym maksymalizacji za każdą cenę zysków ponadnarodowym (czytaj żydo-banksterskim) koncernom i korporacjom osiąganie tychże zysków bez oglądania się na cokolwiek. Rzeczywistymi właścicielami owych korporacji – posiadaczami większości ich akcji – jest kilka wiodących banksterskich klanów z Rothschildami i Rockefellerami na czele. I to oni zyskają kolejne miliardy na TTIPie. A Morawiecki junior jest (jak każdy prominentny PiSdzielec) ich podrzędnym płatnym najemnikiem.
.
W sieci znaleźć można wiele tekstów przeciwko TTIP – choćby ten na pejsbuku:
https://pl-pl.facebook.com/TTIPZagrazaDemokracji/posts/410787279094362
Z owych dziesięciu powodów przeciwko TTIP naiwny częściowo jest ten nr 9. TTIP nie zagraża „demokracji” zachodniej, bo jej w jewrounii od dawna nie ma. Bo co to za „demokracja”, w której „parlament” jewrounijny nie posiada kompetencji ustawodawczych (jest parodią parlamentaryzmu), a „komisja jewropejska” jest dyktatorskim żondem jewrounijnym, wybieranym za zamkniętymi drzwiami bez udziału i wiedzy jewrounijnego bydełka wyborczego. Natomiast prawdą jest, że TTIP to atak na wolność w wielu jej spektach.
.
Pocztą mailową otrzymałem opracowanie autorstwa Jana S dotyczące TTIP. Oto jejgo obszerne fragmenty:
.

„TTIP – umowa o wolnym handlu Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi,
to kolejny krok wielkich tego świata do globalizacji i NWO.
To nie jest interes nas, obywateli, ale interes korporacji – skutkiem czego będzie wyzysk i zniewolenie całych narodów.

Wicepremier Morawiecki zaznaczył, że
TTIP przyczyni się do wzmocnienia relacji transatlantyckich i pobudzenia gospodarek po obu stronach Atlantyku”.
Z punktu widzenia Polski, kluczowe znaczenie ma kwestia dostępu polskich małych i średnich przedsiębiorstw do amerykańskiego rynku.
Obecnie MŚP napotykają szereg barier administracyjnych oraz biurokratycznych i nie mogą wykorzystać w pełni swojego potencjału.
– czy ten człowiek wie, o czym mówi?
Jak długo Suweren będzie pozwalał na taką ignorancję.
Przecież Polskie MŚP mają utrudniony dostępu do polskiego rynku, komu potrzebny jest rynek amerykański?

Faktycznym celem TTIP jest poszerzenie wpływu korporacji na państwa oraz na decyzje podejmowane przez suwerenne, demokratyczne władze.
W języku liberalizacji handlu jest takie określenie jak „bariera pozataryfowa” .
To podstawa do zakwestionowania przez firmę praktycznie każdej państwowej czy unijnej regulacji prawnej i żądania odszkodowania.

Ale – zdaniem Ministra – umowa TTIP zlikwiduje bariery biurokratyczne.
Takie stanowisko rodzi pytanie, czy to co się dzieje wokół nas, dzieje się naprawdę, czy to jakis sen?
Negocjacje w sprawie przyjęcia umowy TTIP są prowadzone są w sposób ściśle tajny z wykluczeniem obywateli,
a inni zainteresowani (lobbyści baksterów i korporacji) mają szeroki dostęp do dokumentów.
Porozumienie to ma zawierać niezwykle niebezpieczny dla gospodarki mechanizm rozwiązywania
sporów pomiędzy państwami członkowskimi UE , a przedsiębiorstwami. System wprowadzi odszkodowania w przypadku,
gdy zagraniczna firma (amerykańska) uzna iż przepisy w danym państwie członkowskim UE są bardziej restrykcyjne
niż te w którym znajduje się siedziba firmy. Równość wobec prawa podmiotów gospodarczych jest uzależniona od posiadanej kasy dla prawników, na koszty sądowe i ewentualne odszkodowania.
Kto skorzysta więc z prawa konkurencji? Ci, których na to stać.

Czy widzicie tu cień korporacji MONSANTO?

Polityką firmy Monsanto jest doprowadzenie do stanu, w którym wszystkie produkty spożywcze będą pod kontrolą firmy poprzez uprawy genetycznie modyfikowane!
Plan Monsanto jest taki, by zniszczyć wszystkie odmiany roślin uprawnych nie będące dziełem Monsanto,
zmuszając tym samym rolników na całym świecie, aby korzystali tylko z ich genetycznie modyeikowanych nasion.
Takie działanie przyczyni się do tego, że rolnicy, którzy nie chcieli przyjść do ich owczarni zostaną wypchnięci z rynku.
Tylko ta firma będzie produkować nasiona (GMO) i pestycydy totalne, niszczące środowisko naturalne.
Prezydent Obama stwierdził, że:
bez względu na to, jak szkodliwe są rośliny GMO Monsanto; bez względu na to, jak wiele zniszczeń sieją w kraju,
amerykańskie sądy federalne nie mogą  powstrzymać  korporacji od dalszego rozprzestrzeniania się GMO”.

Obama podpisał ustawę, która sprawia, że Monsanto jest ponad wszelkimi prawami.  
Przecież to zostanie implementowane do Europy i Polski
Monsanto wydaje miliardy dolarów na całym świecie wykupując jak najwięcej firm nasiennych,
w celu całkowitego wymazania potencjalnych rywali i wyeliminowanie żywności ekologicznej z powierzchni ziemi.
Jeśli TTIP wejdzie w życie, trzeba będzie wpuścić na nasz rynek żywność nafaszerowaną antybiotykami i hormonami stosowanymi w produkcji powszechnie.
I ze względu na amerykańskie przepisy dot. znakowania żywności nawet nie dowiemy się, że dany produkt zawiera te substancje.
Pieniądze podatników trafią do zagranicznych korporacji, bo firmy krajowe będą miały mniejszą ochronę prawną niż zagraniczne,
kolosalne odszkodowania dla zagranicznych korporacji za „utrudnianie prowadzenia działalności gospodarczej”.
Strona amerykańska przeforsuje rozwiązania z odrzuconej – w wyniku protestów ulicznych – umowy ACTA, co ograniczy dostęp do zasobów sieci Internetu.
Umowa spotęguje problem własności intelektualnych i dostępu do patentów.
Edukacja, ochrona zdrowia, dostawy wody, transport – mogą być łakomym kąskiem dla firm z USA, mogą przejąć one część sektora zamówień publicznych.
Po przyjęciu TTIP staniemy się europejską specjalną strefą ekonomiczną.
Pojawi się koszmar zatrudniania przez agencje pracy tymczasowej, zmuszanie do samo zatrudnienia,
brak ochrony w przypadku choroby czy rodzicielstwa. 
Należy zapomnieć o emeryturach, których po prostu nie wypracujemy.
.
ISDS (inwestor przeciwko państwu) to mechanizm rozstrzygania sporów na linii państwo-inwestor,
pozwala firmom ponadnarodowym zaskarżać rządy państw do arbitrażu, a nie do sądu, przy każdym wprowadzeniu przepisów, które ograniczałyby zyski tychże.
Korporacje wykorzystują ISDS do wysuwania roszczeń wobec państw także z tytułu „pośredniego wywłaszczenia” z przyszłych,
zakładanych, zysków, a więc z zysków nieistniejących. Jeśli ISDS będzie częścią TTIP, to nie pozbędziemy się go przez dziesiątki a może setki lat.
Będziemy pod groźbą wypłacania odszkodowań zagranicznym korporacjom – kosztem szkół, szpitali, dróg i kolei w naszym kraju.
.
Ucichła sprawa Codex Alimentarius, po wprowadzeniu TTIP będzie obowiązywać w każdym szczególe
(np. żywność ekologiczna będzie napromieniowywana, by była bezpieczna!),
Będą wydawane zezwolenia na uprawę warzyw na własne potrzeby.
Okazuje się, że w mięsie wołowym jest więcej selenu niż przewidują normy, a orzechy włoskie mają właściwości narkotyczne !?
Codex Alimentarius to już nie jakaś idea – zbiór przepisów – to korporacja mająca swoje prawa i własne organizacje.
.
Ponad 2,6 miliona ludzi w Europie domaga się zaprzestania negocjacji w sprawie TTIP.
W wielu krajach UE zebrano więcej podpisów niż oczekiwano pod oddolną Europejską Inicjatywą Obywatelską (EIO) STOP TTIP:
Czechy zgromadziły 116 proc. wymaganej liczby, Włochy 113, Austria 628 proc., Wielka Brytania 747 a Niemcy 1684 proc. zakładanego wyniku.
A Polska śpi (na 5 września mieliśmy 41% wymaganej liczby podpisów).
Statystyczny „Kowalski” powinien zacząć się nią interesować, ale w naszej przestrzeni dyskursu politycznego
ważniejsze są sprawy sylwestrowych gwałtów w Niemczech, bolkowych teczek czy marszów zblazowanych KOD-owców.
Można odnieść wrażenie, że zarówno strona rządząca jak i opozycja grają do tej samej bramki – „zająć małpę bananem”!

Komisja Europejska zmusi swoich obywateli do zaakceptowania traktatu, o którym nie mogą się niczego dowiedzieć,
posłowie Parlamentu Europejskiego nie mają tu nic do gadania. Nasza konstytucja stanie się literaturą sf,
nasz Parlament stanie się zbędny, prawa już będą ustanawiane nie w Brukseli, ale w USraelu.
TTIP ma zakończyć tę „samowolę” rządów i parlamentów.
TTIP nie jest w interesie ani narodu amerykańskiego ani narodów europejskich. To jest wielki interes korporacji!

To będzie koniec świata, jaki znamy.

AMERYKANSKA STRATEGIA, JAK STWORZYC LEGALNY I EKONOMICZNY SYSTEM
TTIP to jest coś olbrzymiego .
To jest końcowa TOTALNA KONTROLE EKONOMICZNA! USA będzie miało ABSOLUTNĄ WŁADZĘ !
To jest przyszłość wszystkich umów międzynarodowych . To ZMIENI NASZA EKONOMIE JAKA ZNAMY !

Po II WS , USA była liderem światowej ekonomii .Mogła pisać międzynarodowe prawa dla korzyści amerykańskiego businessu .
Kiedy Chiny i India połączyły się w WTO , USA miała coraz trudniej wdrażać nowe międzynarodowe decyzje . USA straciło kontrolę .
USA potrzebowało nowej strategii ,by mieć globalna dominacje . Żeby utrzymać swój amerykański styl , poszli z rozmachem .

Wymyślili międzynarodowe umowy ..TRZY DUZE T .

BTTP -11 krajów,
TTIP ( Europa) ? ,
 TISA– 51 krajów czyli 1. 6 bilonow ludzi , a USA po środku . 2/3 globalnego GEP. …..
One wszystkie będą negocjowane w sekrecie w imię nas wszystkich !! Nawet wybrani parlamentarzyści NIE WIEDZĄ!!
DUZE KORPORACJE MAJA absolutny dostęp do wszystkiego !! Narody i nasze rządy nie wiele wiedzą ! TO SA UKLADY TYLKO WIELKICH KORPORACJI !

Wyłączone są : Brazylia , Rosja , India ,Chiny, Afryka Południowa ( BRICS) jako dołączające ekonomie . To jest nowa geopolityczna wojna , która bierze juz dzisiaj początek .
USA obawia sie Chin militarnie , wiec teraz uruchamia system ekonomiczny .

Odłączyli Centralną Amerykę od Brazylii , odłączyli południowo – wschodnia Azje od Chin i Europę odciągają od Azji w kierunku Atlantyku !
Polecam linki do filmów o systemie TPP, TTIP, TISA.
https://www.youtube.com/watch?v=Rw7P0RGZQxQ
http://youtu.be/Rw7P0RGZQxQ

Poparcie dla TTIP stawia rząd PiS W JEDNYM SZEREGU z Ryszardem PETRU i innymi politycznymi wykonawcami interesu wielkiego kapitałuhttps://opolczykpl.wordpress.com/2016/01/31/no-i-…
http://youtu.be/Rw7P0RGZQxQ

Ktoś fajnie podzielił nas Polaków! Bo jeśli nie popierasz „demokratycznie” wybranych rządów
i jedynie „patriotycznej” partii PIS-u to jesteś poplecznikiem PO i Nowoczesnej.

Ale jak można dalej ufać rządowi, który kompletnie ignoruje głos obywateli i niczym somnambulik realizuje interesy światowych korporacji?
Co można powiedzieć o Wicepremierze, który działa wbrew interesom Narodu, do którego nie dociera głos konstruktywnej krytyki Suwerena?
Dlaczego rząd nie podejmuje publicznej debaty nad fundamentalnymi sprawami państwa – dobra wspólnego nas, wszystkich Polaków?
Dlaczego rząd – swoimi działaniało i decyzjami – ciągle dostarcza paliwa dla protestującego KOD-u, co sprawia wrażenie jakby im taka zadyma była na rękę?
Czy my Polacy będziemy zmuszeni do organizacji alternatywnego państwa podziemnego?

Współczesna wojna toczy się na wielu frontach. Teczki Bolka czy marsze KOD-u to fałszywe barykady.
To, co nam naprawdę zagraża to najazd ludów z południa na Europę i Umowa TTIP.
To wszystko dzieje się z inicjatywy ponad narodowych korporacji, dla których zwykli ludzie są zwierzyną do polowania.
Możemy pisać petycje i zbierać podpisy pod referendum – dobre i to, bo wzrasta świadomość.
Ale nie należy oczekiwać, że politycy i rządy do czegoś to zobowiąże. Partie i władza to takie małe firmy na usługach korporacji.
Jeśli wszyscy nie zbojkotujemy tego SYSTEMU, jeśli nie wykorzystamy instytucji obywatelskiego nieposłuszeństwa,
to już niedługo wszyscy, nie wyłączając tych, co ten system popierają – staniemy się niewolnikami,
rodzajem zwierząt hodowanych dla kaprysu światowej, zdemoralizowanej „elyty”!

Dwuminutowe wyjaśnienie jakie niebezpieczeństwa wiążą się z TTIP.
Podpisz Europejską Inicjatywę Obywatelską na temat TTIP:
https://stop-ttip.org/pl/…

Jan S(…)

.

Autorowi odpisałem tak:
.
Co do większości tekstu – pełna zgoda.
Dwa zastrzeżenia:ważniejsze są sprawy sylwestrowych gwałtów w Niemczech

Nie było żadnych sylwestrowych gwałtów w Kolonii. To medialno-polityczne oszustwo okupanta niemieckiego jewrobaraku. Cel ten sam co w Polsce z Bolkiem czy KODem – odwrócić uwagę Niemców od TTIP – dać im banana – niech walczą z „islamizacją” i „gwałcicielami”.

To, co nam naprawdę zagraża to najazd ludów z południa na Europę i Umowa TTIP.

Pierwszy człon – pełna bzdura – po to okupant zainicjował ściąganie uchodźców  z „południa” aby durniów w Europie zapędzić na fałszywą barykadę – aby nie myśleli np. o TTIP. To nie uchodźcy z południa nam zagrażają – to jewrounia wspierająca USrael zagraża południowi – niszczy milionom ludzi podstawy egzystencji, urządza u nich krwawe wojny – i dlatego ci ludzie uciekają z ich krajów. Nie róbmy z ofiar sprawców.

Reszta – pełna zgoda.

PS

Podpisywanie jakichkolwiek petycji przeciwko TTIP nic nie da. Bandyci ustąpią tylko przed masowymi protestami na ulicach. ACTA zostały zablokowane właśnie dzięki masowym protestom na ulicach. A nie przez petycje lądujące w koszu lub w sedesie.
.

Jak widzimy sprawa TTIP to nie tylko „wolny handel” (marzenie żydowskiego proroka prywatyzacji Ozjasza Goldberga vel JKM). To także bezpośredni wpływ ponadnarodowych żydowskich korporacji na prawodawstwo dotyczące wielu niezwykle istotnych dziedzin życia – ochrona środowiska, ochrona zdrowia, prawa pracownicze, a nawet prawa ludzkie. Jeśli banksterom uda się narzucić jewrounii (i Polsce) ten bandycki pomysł, będzie on oznaczał prawdziwą katastrofę dla mieszkańców. Staną się po prostu ludzkim bydłem roboczym głobalnej lichwy. To będzie prawdziwy, morderczy wyścig szczurów. Ten, jaki mieliśmy do tej pory, to tylko dziecinna zabawa i rozgrzewka przed tym co wraz z TTIP nadejdzie.

Jan S ma rację – mieszkańców jewrounii i Polski okupant traktuje jak małpę – dał jej banana, a raczej cały pęk bananów, aby nie zauważyła, jak wsadzają ją do ciasnej ponurej klatki TTIP. Największym bananem na skalę jewrounijną jest obecnie oczywiście sprawa uchodźców i nawoływania do”walki” w obronie jewrounii („białej Europy”) przed grożącą jej rzekomo „islamizacją”. Domniemanne gwałty w Kolonii wymyśliła żydo-niemiecka propaganda w sytuacji, gdy antymuzułmańskie marsze Pegidy spowszedniały i przyciągały coraz mniej ludzi, natomiast nasiliły się protesty przeciwko TTIP.
http://www.zeit.de/wirtschaft/2015-10/ttip-demonstration-berlin-gabriel-ceta
.
W ten sposób „sylwestrowe gwałty” spadły Merkel jak z nieba. Identycznie jak 11 września przydał się zbrodniarzowi Bushowi jako pretekst do agresji na Afganistan i Irak. Owe domniemane „gwałty” zepchnęły wszystko inne na bok. Obrona białych kobiet przed pustynnymi brudasami stała się priorytetem. Nawet w Polsce. Małpie dano banana. Dużego i soczystego. W Polsce rolę bananów pełnią obok „wojny z islamizacją katolickiego kraju” Bolek, KOD, obrona demokracji, obrona „polskiego” żondu PiS i inne pierdoły.
.
Istotne przy okazji TTIP są sprawy GMO, Monsanto i Codesu Alimetarius. Za zwolnienie Monsanto z wszelkiej odpowiedzialności karnej i postawienie tego ludobójczego koncernu ponad prawem Obama powinien wylądować w pomarańczowym kombinezonie i kajdanach w Guantanamo, wraz z szefami i właścicielami Monsanto. Codex A będzie niszczył wszelką zdrową żywność. A za sprawą  TTIP wszelkie zakazy dotyczące GMO istniejące w niektórych jewrounijnych barakach przestaną obowiązywać. Genetycznie manipulowana żywność powoduje najpóźniej od drugiego pokolenia masową bezpłodność i ogromny wzrost nowotworów. To nie są domysły i spekulacje, a wyniki wielu eksperymentów na zwierzętach. Depopulacja nie będzie wyglądała tak, że bandyci będą do nas strzelać. Nie. Oni większość z nas wytrują żywnością (i „medycyną”). Ale ostateczny cel depopulacji osiągną przede wszystkim – za sprawą GMO – masową bezpłodnością, zwłaszcza u kobiet. Bo to ich bezpłodność stanowić będzie „wąskie gardło” przyrostu naturalnego. Podam tutaj przykład – jeśli na jakiejś wyspie żyje sto płodnych kobiet i ledwie kilku płodnych mężczyn (szczęśliwcy czy pechowcy?) przyrost ludności może tam wynieść ok. stu noworodków rocznie. A na wyspie, gdzie żyje sto kobiet i stu mężczyzn, ale 95 % kobiet jest bezpłodnych, przyrost mieszkańców wynosić będzie ok. 5 noworodków rocznie. Jak widzimy – ilość płodnych kobiet jest tu decydująca. Ilość płodnych mężczyzn dla utrzymania gatunku jest dużo mniej istotna. Po osiągnięciu zaplanowanej ilości ludzkiego bydła roboczego władcy świata powrócą do normalnej żywności, ale rozmnażanie się niewolników będzie surowo kontrolowane i reglamentowane.
.
Narzucając jewrounii TTIP bandyci banksterzy na jednym ogniu upieką kilka pieczeni:
.
– TTIP będzie faktyczną likwidacją resztek wątpiwej suwerenności państw narodowych jewrounii. Bo co to za „państwo narodowe”, któremu prawo narzucają obce koncerny, będące jednocześnie monopolistą gospodarczym. „Rządy” i „parlamenty” jewrounijnych baraków będą w ramach TTIP już tylko żałosną maskaradą imitującą narodowe państwa i demokrację.
.
– TTIP pozbawi mieszkańców jewrounijnych baraków resztek przepisów dotyczących ochrony środowiska, ochrony zdrowia, opieki socjalnej i ochrony praw pracowniczych.
.
– Mieszkańcy jewrounijnych baraków staną się niewolnikami żydowskich korporacji. Zostaną zapędzeni do morderczego wyścigu szczurów, którego warunki ustala światowa lichwa.
.
– Nic nie będzie stało już na drodze do depopulacji ludności przy pomocy GMO i Codexu Alimentarius wspomaganych big pharmą i szczepionkami oraz chemtreilsem.
.
– Dzięki TTIP właściciele korporacji będą jeszce bardziej bogaci i wykupią za bezscen wszystko od zadłużonych jewrobaraków. Mieszkańcy zaś zostaną wywłaszczeni ze wszystkiego. Nawet z praw ludzkich i obywatelski. Jedyne co będą posiadać – to obowiązki.
.
Jest oczywiste, że wszystkich restrykcji związanych z TTIP okupant nie wprowadzi gwałtownie i jednorazowo. On zna naturę ludzką i wie, że ludziom trzeba dać czas na przyzwyczajanie się do stopniowo pogarszających się warunków życia i pracy. Tak więc wprowadzanie restrykcji rozłożone będzie na lat nawet kilkanaście. Okupant chce w ten sposób uniknąć masowych, gwałtownych, spontanicznych, wielomilionowych protestów na ulicach. Bo to jest jedyna rzecz, której naprawdę się boi. Tylko wielomilionowe rzesze na ulicach są w stanie zmusić okupanta żydo-zachodu do ustępstw. Tak było z udaremnionym projektem o nazwie ACTA. Okupant wycofał się z niego z powodu masowych protestów ulicznych. Podpisywanie petycji natomiast niczego nie da. Okupant je zignoruje, jak zignorował setki czy nawet tysiące poprzednich petycji. On ustępuje jedynie przed potężnym tłumem.
.
Czy mieszkańcy jewrounijnych baraków wyjdą milionami na ulice? Nie wiem. Przy czym nie wystarczy jednorazowy protest. Protestować trzeba dzień w dzień, milionami – do skutku. Protest w Berlinie z października 2015 (250 tys. uczestników) cieszy. Ale dlaczego był tylko jednorazowy? To jest stanowczo za mało. Czy masowo zaprotestują Polacy – tym bardziej nie wiem. Przeciwko domniemanej „islamizacji” Polski okupantowi za pośrednictwem prowokatorów udało się  wyciągać na ulice tysiące ludzi. W idiotycznej „wojnie o demokrację” pomiędzy PO (KODem) a PiSem (bratnie kibuce grające w tej samej drużynie) okupant wyciągał na ulice dziesiątki tysięcy. To samo w obronie „polskiego” żondu żydo-PiS. A w proteście przeciwko TTIP uczestniczyło w Warszawie ledwo ok. 300 osób.
.
TTIP protest Warszawa
.
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1423431,Protest-przeciwko-umowie-o-transatlantyckim-partnerstwie-handlowoinwestycyjnym
http://tvn24bis.pl/z-kraju,74/ok-300-osob-protestowalo-w-warszawie-przeciw-ttip,534615.html
.
A tam powinno być co najmniej 300 tysięcy osób. Nie wróży to Polsce nic dobrego. Jak widać, sami nie potrafimy się zorganizować, skrzyknąć i masowo wyjść na ulicę. Tylko prowokatorzy okupanta potrafią wyciągnąć na ulicę wielotysięczne tłumy użytecznych idiotów.
.
Dlaczego tak mało Polaków protestuje przeciwko TTIP? Odpowiedź na to pytanie prawdopodobnie jest taka – zbyt wiele bananów okupant rzucił małpie. I jest ona nimi zbyt zajęta, aby myśleć o klatce TTIP, do której ją wsadzają.
.
Czy jest jakaś szansa na ocknięcie się Polaków z letargu? Czy małpa zrozumie podstęp z bananami i je odrzuci?
.
Czas pokaże!
.
.
opolczyk
.
.
PS
.
Na koniec jeszcze jedna sprawa związana pośrednio z TTIP, dotycząca pseudosłowiańskiego Czesława Białczyńskiego. Już w 2014 roku proklamował on rok 2015 jako rok „Wielkiej Zmiany”. Pisał o niej wielokrotnie, a zwycięstwa w farsach wyborczych najpierw Dódy Obłudy a potem żydo-PiSu każdorazowo okrzykiwał tą właśnie „Wielką Zmianą”.
https://bialczynski.wordpress.com/2015/10/26/26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/
.
Z ust mu nie schodzi od ponad roku nie tylko owa domniemana „Wielka Zmiana”. Ciągle gloryfikuje on od czasów jewromajdanu bandycką juntę kijowską i banderowców mordujących Rosjan w Donbasie. Zwie ich „Wolnymi Ludźmi”. No i wściekle szczuje na Rosję. Jeśli Polacy się nie ockną i okupant za pomocą żydoPiSu narzuci nam TTIP, owa białczyńska „Wielka Zmiana” okaże się Wielkim Oszustwem i zakończy Wielkim Skowytem „Wolnego Człowieka” Białczyńskiego – małpy uwięzionej w klatce TTIP. I już bez bananów.
Szkoda mi tylko czytaczy tego piewcy „Wielkiej Zmiany” i nadjordańskiej pseudo-„Słowiańszczyzny”, dezinformatora, demagoga i zwykłego publicystycznego oszusta. Naiwnych ludzi prowadzi na manowce.
.
.
precz z jahwizmem
.
.
Ręce Boga

Niech żyje „wolna i demokratyczna” III Rzydopospolita Polska – ojczyzna „wyklętych” milionów Polaków, o których okupant nie pamięta…

.

1453503_249334181883472_1263080164_n

.

(Rafał Gan-Ganowicz – najemnik, bandyta zabijający za żołd, sługus zachodu, w III Rzydopospolitej wykreowany na antykomunistycznego bohatera, przez gorliwego sługę Izraela Kalksteina pośmiertnie udekorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski)

.
Od początku, gdy prezydęt Kalkstein zaczął zabiegać o Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” wietrzyłem w tym podstęp. Celem tego „święta” było w sumie szczucie Polaków na komunę i na Rosjan. Na komunę, no bo tak mordowała „patriotów”, na Rosjan, no bo to im przypisuje propaganda okupanta narzucenie Polsce po wojnie nowego systemu i władzy podległej Kremlowi. Oczywiście, że zbrodnie żydo-UB, zwłaszcza bestialskie tortury w katowniach UB i bandyckie sądy z wyrokami śmierci dla kilku tysięcy Polaków należy potępiać. Ale aż tak czarno rzeczywistość powojenna nie przedstawiała się. Po zakończeniu terroru UB w 1956 roku PRL była znośnym krajem, poziom życia poprawiał się, nie było bezrobocia, nie wyrzucano starych i chorych na ulicę, bo nie mieli pieniędzy na czynsz, budowano fabryki, huty, stocznie, kopalnie, szpitale, szkoły, osiedla mieszkaniowe. To zła „komuna” w ciągu jednego powojennego dziesięciolecia zlikwidowała analfabetyzm (u schyłku Rzeczypospolitej szlacheckiej wynosił ponad 90 %, za sanacji nadal siągał w zależności od regionu 25-50 %). Dzisiaj, ponad ćwieć wieku po żydowskiej tzw. „transformacji”  i wydaniu Polski w łapska zachodu większość tego co po wojnie wybudowały pokolenia Polaków, zostało zniszczone, zdewastowane lub „sprywatyzowane”. A Polaków przerobiono w tanią siłą roboczą we własnym kraju. Miliony musiały za pracą i chlebem przed dobrobytem wolnej Polski uciekać za granicę.
.
Rosjanie za narzucenie Polsce powojennych władz winy nie ponosili. Oni po prostu oddawali życie na naszych ziemiach goniąc Niemca do Berlina. Dzięki nim skończył się koszmar pięcioletniej okupacji i mordowanie Polaków milionami. I „oczyszczanie” z Polaków z prastarych polskich ziem:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wysiedlenia_Polak%C3%B3w_podczas_II_wojny_%C5%9Bwiatowej_dokonane_przez_Niemc%C3%B3w
.
Czy walka wyklętych miała sens? Polskę w ręce Stalina wydali przecież „sojusznicy” zachodni. Ci sami, którzy zdradzili Polskę i przed wrześniem 39 i we wrześniu 39.
https://myslnarodowa.wordpress.com/2012/09/04/abbeville1939-a-wojna-obronna-ii-rp-zdrada-czy-realizm/

.
Było oczywiste, że „sojusznicy” w obronie „wyklętych” palcem nie ruszą. Szanse na pokonanie (wspieranej przez Gruzina Stalina i żydowską NKWD) władzy w powojennej Polsce „wyklęci” mieli mniejsze niż zerowe. Jedyne co mogli osiągnąć to rozdrażnianie UB i zwiększone represje wobec ludności cywilnej na terenach działania „wyklętych” – co rzeczywiście miało miejsce.

.
Pod jakimi hasłami walczyli „wyklęci”? Oczywiście pod ogłupiającymi Polaków od wieków pseudopatriotycznymi hasłami typu bóg honor ojczyzna. I pod hasłem wierności Polsce przedwojennej czyli sanacyjnej. I pod hasłem wierności rządowi londyńskiemu – zbieraninie dezerterów i kolaborantów Londynu. Sanacja była dla Polski i Polaków okresem gorszym niż PRL w latach 1956 – 1989. Nie przeprowadzono reformy rolnej, przez co na wsi żyły milionowe rzesze bez- i małorolnego chłopstwa. Polska sanacyjna była krajem kapitalistycznym, gdzie obok garstki bogatych fabrykantów (rzadko Polaków) były milionowe rzesze biedoty miejskiej. A podczas pacyfikacji strajków i demonstracji w latach 1926-1939 z rąk policji i wojska zginęło więcej obywateli II RP niż w okresie 1956-1989 z rąk milicji, ZOMO i SB  w PRL. Miłośnicy sanacji i Piłsudskiego jakoś dziwnie unikają odpowiedzi na pytanie – czym Piłsudski – ikona sanacji – tak zasłużył sobie na wdzięczność i szacunek Hitlera, że ten po śmierci samozwańczego „marszałka” ogłosił żałobę narodową w Niemczech, wziął udział w żałobnej mszy w intencji litewskiego przybłędy w Berlinie,

.

1

.

a po agresji na Polskę i po zdobyciu Krakowa nakazał  generałowi Wehrmachtu  Wernerowi Kienitzowi złożyć na Wawelu wieniec u grobu  Piłsudskiego, zaś przed kryptą z „marszałkiem” wystawić kazał niemiecką wartę honorową.

.

wehrmaht_warta_honorowa

.

Czym litewski przybłęda Piłsudski zasłużył sobie na taką wdzięczność Hitlera?
.
Wyklęci walczyli więc o Polskę sanacyjną, piłsudczykowską, związaną z zachodem. Dzisiaj jesteśmy związani z zachodem. Co dało to Polsce? Miliony bezrobotnych, miliony emigrantów zarobkowych, pół miliona bezdomnych, miliony żyjące poniżej minimum socjalnego a nawet biologicznego.

.
Niech żyje wolna i demokratyczna III Rzydopospolita Polska – ojczyzna „wyklętych” milionów Polaków. O których okupant nie pamięta.

.
Ciekawi mnie, ile milionów Polaków przeklina „transformację” i mówi – komuno wróć? Nie wiem. Ale takich są już miliony. Także wśród byłych „antykomunistów”. Bo tej zachodniej „wolności” i „demokracji” mają po prostu dość.
.
Przy kulcie „wyklętych” pamiętać powinniśmy o tym, że były ich dwie kategorie. Pierwszą kategorią byli zaślepieni prosanacyjnym, prozachodnim i religijnym pseudopatriotyzmem naiwni, najczęściej młodzi ludzie, którzy wierzyli w głoszone hasła, kochali Polskę, ale nieświadomie kontynuowaniem po wojnie walki w imię pustych haseł Polsce po prostu szkodzili. Niepotrzebnie kontynuowali walkę skazaną z góry na przegraną, opóźniając tym normalizację i odbudowę kraju ze zniszczeń. No i rozdrażniali władze nasilające przez to terror.

Drugą kategorią byli zwykli bandyci, którzy mordowali nawet (a raczej  – zwłaszcza) ludność cywilną.

W sumie, pomijając nawet zbrodnie „bandytów wyklętych”, gloryfikowana przez marionetki okupanta, media i fundamentalistów antykomunizmu walka „wyklętych” była tragiczną wojną domową, która przedłużała chaos i niepotrzebny dalszy rozlew krwi po tak katastrofalnej dla Polski niemieckiej okupacji. Skutki walk „wyklętych” były rzeczywiście tragiczne:
.
„Bilans bratobójczej wojny

W bratobójczej wojnie domowej wzięło udział po obu stronach ok. 450 tys. ludzi. W zbrojne podziemie zaangażowanych było 120-180 tys. osób, z czego w zorganizowanych oddziałach, uzbrojonych, a nawet otrzymujących żołd – ponad 20 tys. Według ostatnio publikowanych danych, w 1945 r. w lesie pozostawało 13-17 tys. osób, rok później ok. 8,6-8,8 tys., po amnestii zaś, w latach 1947-1950 działalność prowadziło do 1,8 tys. Po 1950 r. walkę z bronią w ręku kontynuowało 250-400 ludzi, tworząc dwu-, trzyosobowe oddziały. Ocenia się, że zabitych zostało 7672 „leśnych” (Maria Turlejska podaje liczbę 8668), według niezweryfikowanych danych w latach 1944-1954 za przestępstwa polityczne skazano na karę śmierci ok. 5 tys. osób, z czego ponad połowę wyroków wykonano.
Z rąk członków powojennego zbrojnego podziemia zginęło 4018 milicjantów, 495 ormowców, 1616 funkcjonariuszy UB oraz 3729 żołnierzy Wojska Polskiego, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Wojsk Ochrony Pogranicza. Ofiar wśród cywilów było niewiele mniej: 5143 osoby, w tym 187 dzieci do lat 14. Łącznie ok. 15 tys. osób. (Nie wolno zapominać, że ofiarami byli także żołnierze Armii Czerwonej, ale tu znamy tylko szacunkowe liczby, choć wiadomo, że są to tysiące). Bratobójcza wojna pochłonęła więc co najmniej 25 tys. ofiar, nie wliczając w to trwale okaleczonych.
Po pierwszej amnestii w 1945 r. podziemie opuściło tylko 30 217 osób, z czego część na powrót podjęła walkę z polskimi i radzieckimi służbami bezpieczeństwa. W wyniku ogłoszonej 22 lutego 1947 r. amnestii 53 517 osób wyszło z podziemia, a 23 257 przetrzymywanych w więzieniach lub aresztach ujawniło swoją działalność.”
http://www.tygodnikprzeglad.pl/wykleci-malo-swieci/
.
Czczącym „wyklętych” proponuję, aby nie zapominali przy okazji tego „święta” i o cywilnych ofiarach walki „wyklętych”.

.

Zapalcie  5143 świeczek cywilom zamordowanym przez „bohaterów antykomunistycznego podziemia”. A przynajmniej 187 świeczek pomordowanym przez nich dzieciom.
.

wierzchowiny1-660x375

.
http://trybuna.eu/187-swieczek-na-1-marca-tyle-dzieci-zamordowali-wykleci/

.

Ja dla upamiętnienia wszystkich ofiar tamtej tragicznej wojny domowej, kontynuowanej w imię szkodliwego „patriotyzmu” zapalam wirtualnie tę świeczkę:

.

ogien2a

.

.

.

opolczyk

.

PS
.
A skoro jesteśmy przy sanacji i jej kulcie w III Rzydopospolitej, przypomnę jeszcze i to, jak to sanacyjny wywiad wojskowy szkolił żydowskich terrorystów:
.
„Terroryzm jako dyscyplina naukowa

Wiosną 1939 roku beskidzkimi lasami w okolicach Andrychowa raz po raz wstrząsały eksplozje i strzelaniny. W tajnej operacji brało udział 25 młodych mężczyzn, którym zakazano utrzymywania jakichkolwiek kontaktów z okoliczną ludnością. Przez cztery miesiące przybysze pod okiem instruktorów Wojska Polskiego uczyli się technik walki partyzanckiej i sabotażu, szkolili się w organizowaniu ataków terrorystycznych i zamachów bombowych, poznawali też podstawy konspiracji. Jak wspominał po latach jeden z biorących udział w szkoleniu: „Polacy potraktowali kurs terroryzmu jako dyscyplinę naukową, poznaliśmy matematyczne formuły na demolowanie konstrukcji z cementu, żelaza, drewna, cegieł i ziemi”.
http://historia.focus.pl/swiat/jak-polacy-stworzyli-izrael-296
.

.
„Władze II RP pomagały syjonistom rewizjonistom szkolić od 1937 roku żydowskich emigrantów, członków faszystowskiej organizacji żydów Betar (Brith Trumplendor, czyli związku imienia Trumplendora jednego z pierwszych bojowników poległych w walkach o dominację Żydów w Palestynie) i późniejszych bojowników z Irgun Zevai Leumi (Narodowej Organizacji Wojskowej – Żydowskiego Związku Wojskowego). Żydzi szkoleni byli w bazach w Zielonce Rembertowie, Zakopanym i Andrychowie (gdzie wywiad wojskowy II RP szkolił dowódców oddziałów dywersyjnych z Palestyny czyli żydowskich terrorystów).

Szkolenie przeszło 10 tys. żydów. Programem szkoleń kierował pułkownik Jan Gaładnik. Wojsko Polskie zaopatrywało syjonistów w broń i amunicje. Syjoniści mogli odbywać manewry w swoich gospodarstwach rolnych. Szkolenia finansowały władze II RP i społeczność żydowska. Szkolenia zawieszono z powodu presji Wielkiej Brytanii sprawującej rządy w Palestynie i walczącej z żydowskim narodowo wyzwoleńczym terroryzmem.

Irgun, pod kontrolą władz II RP, zorganizował dla kilkuset osób obozy szkoleniowe w Zofiówce na Wołyniu i w Poddębiu koło Łodzi. Władze RP nie przeszkadzały również w podobnej działalności Hagany, reprezentującej większość syjonistów, w II RP.

Władze II RP przekazały również Żabotyńskiemu na działalność terrorystyczną 250 tys. zł. II RP dostarczała też broń dla Narodowej Organizacji Wojskowej Irgun w Palestynie. Broń przemycano jako maszyny rolnicze lub mienie emigrantów żydowskich. Polski wywiad wojskowy (drugi oddział sztabu generalnego) przemycili dla Żydów w Palestynie: 3000 karabinów, 220 karabinów maszynowych, 10 tys. granatów, 3 miliony sztuk amunicji, trzy lekkie samoloty RWD 13.

Żabotyński chciał by Polska przejęła mandat brytyjski (czyli władzę) w Palestynie, co umożliwiłoby swobodną emigrację Żydów do Palestyny.

Podczas II wojny światowej wraz z armią Andersa z ZSRR uciekło 3,5 tys. Żydów żołnierzy (5 proc. wszystkich ewakuowanych żołnierzy) i 2,5 tys. żydowskich cywili (3 proc. ewakuowanych). Na przełomie 1942 i 1943 roku w Palestynie część Żydów zdezerterowała (2972 z 4439 czyli 67 proc.) za przyzwoleniem polskiego dowództwa. Przed „dezercją” przyszli „dezerterzy” otrzymywali dodatkowe przeszkolenie od polskich wykładowców w dziedzinie dywersji i sabotażu. Wśród dezerterów był późniejszy premier Izraela (jeden z przedwojennych przywódców Betaru) Menachem Begin. Niestety po wojnie dezerterzy szkalowali w Izraelu Polskie Siły Zbrojne zarzucając armii Andersa antysemityzm. Generał Anders zakazał ścigać dezerterów i oddelegował jednego z pułkowników do szkolenia bojowników z Irgunu. Dezerterzy z armii Andersa wzmocnili siły żydowskie.”
http://prawy.pl/7016-wsparcie-sanacyjnej-dyktatury-dla-zydowskich-terrorystow/
.
„Na wiosnę 1939 roku 25 członków Irgunu było szkolonych w okolicach Andrychowa przez instruktorów Wojska Polskiego między innymi przez tzw. Dwójkę /przedwojenny wywiad wojskowy/. Kurs ten był efektem umowy w 1936 r. między Żabotyńskim a władzami polskimi. W Polsce kurs ten nadzorował Abraham Stern, który gdy doszło do wybuchu II wojny światowej wyłamał się z Irgunu i założył własną organizację Lehi, która siała spustoszenie wśród brytyjskich garnizonów w Palestynie. Brytyjska prasa nazywała ją Gangiem Sterna.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Irgun_Cwai_Leumi#Utworzenie_Irgunu
.
„Niektórzy członkowie Lechi w latach 1938–1939 przeszli szkolenie militarne prowadzone przez instruktorów Wojska Polskiego w Zofiówce na Wołyniu, Poddębinie pod Łodzią i w lasach nieopodal Andrychowa. Jak wspomina jeden z uczniów, „Polacy potraktowali kurs terroryzmu jako dyscyplinę naukową, poznaliśmy matematyczne formuły na demolowanie konstrukcji z cementu, żelaza, drewna, cegieł i ziemi”. W tym samym czasie potajemnie otrzymali pomoc od władz Polski, w postaci ponad 20 tysięcy sztuk broni.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Lechi
.

Czy możemy się dziwić wobec powyższego, że władze III Rzydopospolitej tak czczą sanację? Wszak bez jej pomocy utworzenie Izraela wywalczonego terrorem i czystkami etnicznymi dokonywanymi na ludności palestyńskiej byłoby b. trudne.

.

„My, Żydzi Polscy w Izraelu, czujemy, że pomoc przez Rząd Polski udzielona naszej sprawie wolnościowej jest perłą w koronie Polski, dowodem, że to, czegośmy się w ławkach szkolnych uczyli o Kościuszce i Mickiewiczu, nie jest frazesem, tylko tradycją – pisał autor listu Benjamin Gepner, którego trudno posądzać o tani sentymentalizm. Gepner spędził całą II wojnę światową w szeregach osławionego Gangu Sterna, wojując z brytyjskimi siłami okupacyjnymi w Palestynie i wycinając w pień arabskie wioski.”
http://historia.focus.pl/swiat/jak-polacy-stworzyli-izrael-296

.

ONZ zatwierdził to państwo wywalczone wcześniej terrorem band szkolonych w sanacyjnej Polsce. Ażeby było śmieszniej  – w tworzeniu Izraela sanacja szła ręka w rękę z Hitlerem, który także żyły z siebie wypruwał, aby stworzyć Izrael.
.
„Władze niemieckie udzieliły wsparcia syjonistycznym obozom szkoleniowym i kibucom organizowanym na terenie III Rzeszy (było ich kilkadziesiąt, działały do roku 1942, powiewały nad nimi dumnie „Gwiazdy Dawida”), Gestapo służyło wszelką pomocą żydowskim emigrantom, a dzięki tak zwanemu układowi o transferze przekazano z Niemiec do Palestyny około 70 milionów dolarów, co miało wielkie znaczenie dla ekonomicznej stabilizacji żywiołu żydowskiego na tym obszarze. Przykłady tego typu kolaboracji można mnożyć… Nie możemy potępiać syjonistów – bez wątpienia żydowskich ultrapatriotów – za kontakty (owocne, bliskie, niemal koleżeńskie) z władzami hitlerowskimi. Ani o to, że w tym szczególnym czasie bardziej dbali o przyszłość niż smutną terazniejszość istotnej części własnego narodu. Przecież to oni właśnie wygrali Izrael, a pewnie i coś więcej. Zbrodniczy natomiast niemieccy naziści okazali się – jak to często w historii bywa – usłużnymi „poputczikami”.
http://dariuszratajczak.blogspot.de/2009/01/jak-adolf-izrael-budowa.html
.
Bez cienia przesady nazwać można Izrael przedwojenną kooperacją sanacyjno-nazistowską, zatwierdzoną po wojnie przez ONZ.

.

.

precz z jahwizmem.

.

Ręce Boga

Wielka szachownica, brydż, europejski poker i gry w durnia i wojny oraz Polska jako pionek kolejnych graczy…

.

Słowianie razem

.

Niezwykle ciekawy tekst Konrada Rękasa przedrukowało WPS. Publikuję go w całości.
.

****************************************

.
Regres Polski – od chrześcijaństwa do Unii Europejskiej

 

fatima-e1456679596618O tym jak istotną rolę dla bytu narodu i państwa ogrywa rzetelna wiedza budująca polityczną świadomość i dojrzały, mądry patriotyzm.

 

tekst za stroną: http://chart.nowyekran.pl/post/90282,kto-byl-prawdziwym-wrogiem-polski

Kto był prawdziwym wrogiem Polski?

Wiele osób pyta mnie: co ty ciągle z tą Azją Środkową, czy Zakaukaziem? Jaki to ma związek z Polską, nasza chata z kraja…! Nawet kolega Artur Zawisza (wybitny znawca zagadnień geopolitycznych) śmiał się ze znajomości wyników wyborczych Patriotów Rosji w Osetii Południowej. Tymczasem nie chodzi o „pasję badacza”, zacięcia naukowego nie mam za grosz (co widać po życiorysie) – a po prostu uważam, że baczne obserwowanie sytuacji na obszarze integracji eurazjatyckiej jest Polsce potrzebne. Co więcej, istnieje szereg historycznych przykładów, z których wynika, że ignorowanie pozornie dalekich wydarzeń – miało fatalne skutki jak najbardziej nad Wisłą.

Polskie myślenie o historii i polityce miota się między dwiema skrajnościami – od przesadzonej mocarstwowości, do nadmiernej zaściankowości. Z jednej strony wydaje się nam, że cały świat na nas patrzy, że losy globu zależą od naszych wysiłków (a zwłaszcza deklaracji i deklamacji), że uwaga mocarstw raz po raz ogniskuje się między Tatrami a Bałtykiem. Z drugiej istnieje tendencja przeciwna – trywializowania naszej faktycznej roli i pozycji geopolitycznej, deprecjonowania wszelkich starań o jej poprawę i szerszej aktywności międzynarodowej. Wg tej drugiej szkoły nie mamy żadnego znaczenia, a więc im szybciej wyrzekniemy się wszelkich atrybutów suwerenności cedując je na organizmy międzynarodowe – tym lepiej, także dla naszych narodowych kompleksów.

Obie te szkoły mają na poparcie swych tez argumenty historyczne i aktualne, niektóre nawet prawdziwe. Naszemu położeniu międzynarodowemu należy nadawać właściwą miarę, widząc je w kontekście polityki mocarstw i sąsiadów, globalizacji, regionalnych tendencji integracyjnych – a pośrednio także relacji między głównymi aktorami geopolitycznymi, a innymi podmiotami. Dlatego właśnie zerkanie na Kaukaz, w stronę Kazachstanu, ale także Chin, podmiotów takich jak Unia Celna, Szanghajska Organizacja Współpracy czy Organizacja Traktatu o Bezpieczeństwie Zbiorowym – ma perspektywicznie więcej sensu, niż trzymanie się kurczowo będącej już mocno passe Unii Europejskiej, czy prowadzącego działalność sprzeczną z polską racją stanu NATO, albo analizowanie mitycznego Międzymorza.

Miało być jednak o dowodach historycznych, a nie o współczesnych i przyszłych oczywistościach – bo przecież przenoszenie się ciężaru geopolitycznego świata do Azji i w obszar Pacyfiku jest właśnie oczywistością. Zostańmy więc przy sprawach oczywistych. Oto bodaj najważniejszym doświadczeniem geopolitycznym XIX stulecia była Wielka Gra – czyli rywalizacji Rosji i Wielkiej Brytanii na terytorium azjatyckim, rozpościerającym się na cały Turkiestan, Persję, Afganistan, Tybet, pogranicze chińskie i indyjskie. Do dziś stanowi ona przedmiot badań adeptów dyplomacji i wywiadu na całym świecie, jednak szerzej znana jest raczej miłośnikom literatury podróżniczej i powieści Kiplinga, czy obrazów Wiereszczagina. W Polsce zaś znana jest tylko nielicznym specjalistom od spraw Azji Środkowej, uznawanym – no właśnie – za hobbystów, mocno oderwanych od spraw i interesów krajowych. Co grosza – często faktycznie oni sam tak opisują swoją dziedzinę. W Polsce bowiem jak ktoś jest specjalistą od XIX wieku – to często ledwo ze studiów pamięta, że był jakiś wiek XVIII i słabo dostrzega, że przyszły stulecia kolejne. Jeśli ktoś potrafi z detalami opisać mauzoleum Gur-i Mir – to nie dostrzega żadnego związku między sytuacją Samarkandy a położeniem Polski. Jest to zresztą zjawisko szersze – historyk militariów nie zna się na gospodarce, ekonomista ignoruje czynniki polityczne, politolog – wszystkie pozostałe.

Tymczasem w Polsce, chociaż XIX wiek stanowi wciąż jeszcze bodaj główny okres tak dla badań, jak i odniesień współczesnych – jedne i drugie toną w detalach i patriotycznym sosie. Te pozbawione większego znaczenia potyczki, te pomniki i okolicznościowe przemówienia ku czci – wszystko to zaciemnia obraz. Z jednej strony jego element stanowi mesjanizm, z drugiej utrwalona już w rozsądniejszych środowiskach wiedza o prowokacyjnym charakterze większości wystąpień insurekcyjnych. Zwłaszcza endecka szkoła historyczna – bazując na warsztacie konserwatywnej szkoły krakowskiej – dobrze opracowała wpływy pruskie, jak i oddziaływanie na polskich „patriotów” organizacji tajnych – wolnomularzy, karbonariuszy i innych (by sięgnąć tylko do Kazimierza M. Morawskiego). Jeśli widziane są przejawy działań innych podmiotów, np. mocarstw zachodnich, to dla idealistów tylko jako naszych szlachetnych i bezinteresownych sojuszników – zaś dla endeków jako narzędzi w rękach lóż (i Semitów).

Jednak sytuacja była bardziej złożona. Czynnikiem, który badaczom polskim często umykał – był wpływ na sprawy polskie wielkiego, a z czasem największego mocarstwa światowego, czyli Wielkiej Brytanii. Angielska dyplomacja (jedna z pierwszych, które zasługują na to miano w nowożytnym znaczeniu) zetknęła się – i starła z Polakami już w XV/XVI w basenie morza bałtyckiego, bacznie też obserwowała i ingerowała w polski kryzys wieku XVII (co przekonująco opisywał choćby Jędrzej Giertych). W wieku XVIII wpływ ten stawał się coraz bardziej znaczący, co było widoczne zwłaszcza w dobie konfederacji barskiej i niesławnego „sojuszu pruskiego”. Są to fakty powszechnie znane, choć nie zawsze przykładana jest do nich odpowiednia waga. Jak pisałem już w innym miejscu 1 – bodaj tylko dwa wystąpienia brytyjskie, dokonywane z odsłoniętą przyłbicą i własnymi rękoma przebiły się do szerszej świadomości: inspirowanie niedoszłego na szczęście powstania 1877 r. i skuteczne zrealizowanie prowokacji znanej jako „gwarancje brytyjskie dla Polski” w 1939 r. Wielką zasługę w jasnym nazwaniu tych knowań położył Stanisław CAT-Mackiewicz. Jednak „brytyjscy szatani” byli czynni także przy pozostałych fatalnych dla Polski zdarzeniach, jak przede wszystkim klęskowe powstania. Czemu? A no właśnie ze względu na interesy Londynu w Azji i przebieg Wielkiej Gry. I tu dochodzimy do styku spraw azjatyckich i polskich.

W największym skrócie interes geopolityczny Anglii obejmował: panowanie na oceanach (czyli posiadanie floty co najmniej dwukrotnie silniejszej niż połączone dwie kolejne co do wielkości marynarki wojenne); utrzymywanie rywali z dala od Belgii (aby zablokować główny możliwy kierunek inwazji na Wyspy); ochrona Indii (stanowiących o imperialnym statusie Londynu). Rola powstania listopadowego w uratowaniu rewolucji belgijskiej jest powszechnie znana, słabiej natomiast rozpoznajemy korelację między wybuchami w Polsce, a odciąganiem Rosjan od Wschodu – czyli właśnie od brytyjskiej perły w koronie. Spójrzmy więc na kalendarium Wielkiej Gry. Lata dwudzieste XIX wieku to okres wyścigu rosyjsko-brytyjskiego do Buchary i Chiwy. Oczywiście, jeszcze nie w celu podboju, ale dla uzyskania wpływów handlowych i pozyskania informacji przydatnych dla poszerzenia wpływów politycznych w Azji Środkowej. Dzięki takim osobom jak Mikołaj Murawiew czy Aga Mehdi – Petersburgowi udawało się początkowo zdobywać przewagę dyplomatyczną. Co więcej, aktywność na obszarze zakaspijskim (i kaukaskim) mogła w końcu przekonać decydentów Imperium, że dalsze zajmowanie się problemami europejskiego grajdołka (i pełnienie roli tutejszego żandarma) bynajmniej się Rosjanom nie opłaca. Ba, że nawet uznawany od kilkudziesięciu lat za priorytet kierunek ekspansji na cieśniny tureckie jest wyborem jeśli nawet nie błędnym, to na pewno przecenianym i nie jedynym dla uzyskania podobnych efektów strategicznych – czyli wyjścia na ciepłe oceany (gwarantującego pełną suwerenność) i wyłącznych wpływów na obszarze Serca Lądu (dających bezpieczeństwo). Tymczasem jednak wybucha polskie powstanie i na dwie dekady to Brytyjczycy grają pierwsze skrzypce w Azji. Gdy Petersburg stara się wrócić na tutejsze szlaki – Londyn rękoma Turków i Francuzów rozgrywa wojnę krymską, do której – na szczęście bezskutecznie – chciano też wciągnąć Polaków). Rosja szybko się jednak otrząsa, współpracuje z Persami, efektywnie poszerza wpływy w Szymkencie, Turkiestanie, w końcu Taszkiencie. Odpowiedź jest szybka – kolejne powstanie w Polsce. Wreszcie po jego niesławnym upadku – Rosja już niemal nieodparta prze do Samarkandy, Buchary, Chiwy, Ili. Wtedy właśnie – także dla pognębienia Rosjan walczących z Turkami – odbywa się ostatnia XIX-wieczna próba powstańcza, jawnie już sponsorowana i organizowana przez Anglików i o dziwo i na szczęście niedoszła i to dzięki rzadkiemu w Polsce porywowi zdrowego rozsądku przywódców.

Wielka Gra zakończyła się (w tym składzie graczy) po porażce Petersburga w wojnie, której „nie pozwolono Rosjanom wygrać” toczonej z sojusznikami Anglików, Japończykami. Mimo wysiłków polityków – jak Sergiusz Witte i teoretyków jak Esper Uchtomski – Rosja dała odwrócić się od Azji (czyli Chin, Indii, Tybetu, Afganistanu) rzucając w wir niepotrzebnej europejskiej, kontynentalnej awantury z Niemcami. Jej skutki okazały się wprawdzie korzystne dla odbudowy państwa polskiego, choć dla całego świata dawnych monarchii i wartości tradycyjnych – jak najfatalniejsze, co jednak pozostaje tematem tyleż znanym, co pobocznym dla naszych rozważań.

Co do zasady bowiem – rywalizacja mocarstw w Azji miała dla naszych interesów narodowych skutki dramatycznie negatywne. Nie wynikało to rzecz jasna z jakiejś diaboliczności polityki Londynu (i Petersburga), ale było prostym następstwem faktu, iż „to niebezpieczne dla podlejszych istot wystawiać się na sztychy rozjuszonych, potężnych przeciwników”. Polacy uczestniczyli natomiast w samym rozgrywaniu Wielkiej Gry, bo wspomnieć tylko postaci tak dla niej istotne i emblematyczne, jak Jan Prosper Witkiewicz, czy gen. Bronisław Grąbczewski. Charakterystyczne, że zwłaszcza ta pierwsza postać jest też symbolem zakłamania i tak ułomnej polskiej pamięci o zdarzeniach XIX wieku w Azji. Witkiewicz (stryj malarza Stanisława) odegrał wielką rolą w uświadomieniu petersburskim elitom wagę zagadnienia afgańskiego dla równowagi sił w Eurazji. Zamordowany po powrocie z misji ewidentnie w interesie brytyjskiego wywiadu – Witkiewicz jest w legendzie rodzinnej… ofiarą nieistniejącej jeszcze w chwili jego śmierci (maju 1839 r.) Ochrany, Wallenrodem dyszącym żądzą zemsty na Rosjanach, chcącym sprowokować wojnę ze Zjednoczonym Królestwem – oczywiście wygraną przez Anglików itp. Sami potomkowie jednego z najlepszych carskich wywiadowców – odbierają mu więc prawdziwy tytuł do chwały: fakt, że jak najbardziej w polskim interesie wspierał on naszych rosyjskich pobratymców w dziele podboju Azji. W odwiecznej rywalizacji sił Kontynentu i Oceanu – prawidłowo stał po tej pierwszej stronie, co jest dziedzictwem geopolitycznym aktualnym dla nas i dzisiaj.

Współcześnie oczywiście emanacją sił Oceanu nie jest już Londyn, ale Waszyngton, zasady Wielkiej Gry pozostają jednak te same. Rosnąca aktywność Rosjan powracających do Azji Środkowej, bacznie obserwujących sytuację w Afganistanie i Iranie – prędzej czy później musi spotkać się ze zdecydowaną kontrą ze strony ich amerykańskich rywali. Sprawdzonym narzędziem odwracania uwagi Rosji – jest Polska. Na szczęście dziś – jak się wydaje – instrumenty pozostające w polskich (?) rękach wydają się być mniej skuteczne, niż w wieku XIX i póki co nikt tu powstania, ani wojny z Putinem nie wywoła. Jednak prowokowanie zajść antyrosyjskich, wrogie deklaracje gospodarcze, wieczne uleganie prometejskim mrzonkom i próby szkodzenia Rosji na terenie międzynarodowej (np. na forum Unii Europejskiej i Partnerstwa Wschodniego) – pochodzą z tej samej puli sztuczek, z której tak obficie czerpano już 200 lat temu.

Czy więc jesteśmy mało ważnym pionkiem, czy wręcz alternatywną, mniejszą szachownicą ważnej światowej rozgrywki? I jedno, i drugie, zależy kiedy i w jakim stopniu. Z pewnością są obszary, które bardziej niż Europa Środkowo-Wschodnia absorbują uwagę rządzących tym światem. Nie oznacza to jednak, że zachodzące tam wydarzenia pozostają bez wpływu na Polskę – i odwrotnie. Dlatego więc warto wiedzieć co dzieje się w Kazachstanie, Uzbekistanie, Tadżykistanie, Kirgistanie, Turkmenistanie, a także Azerbejdżanie, Gruzji, Armenii i na Kaukazie. Czy tego chcemy czy nie – jesteśmy częścią Wielkiej Gry. Ważne tylko, by maksymalnie dużo jej elementów dawało wyniki zgodne z interesami Polski.

21 kwietnia 2013

Konrad Rękas

komentarz:

Akurat historycznie wyjaśnione jest to chyba dokładnie – Brytyjczycy wspierali w Polsce powstania, niestabilność społeczną i działania oddalające odzyskanie niepodległości. Z kolei lojalna współpraca z Rosjanami i udział w realizowanym przez nich zagospodarowaniu Azji – nie tylko gwarantowały nam spokój i warunki rozwoju, ale także możliwość bogacenia się, czego ostatecznie części z naszych operatywnych rodaków udało się doświadczyć w dobie po powstaniu styczniowym. Ze strategicznego zaś punktu widzenia – ew. sojusz z Anglią zawsze był dla Polski sojuszem egzotycznym (wg definicji Cata), zaś sojusz z Rosją – strategicznym (oczywiście w zmieniających się warunkach i układzie sił). Pobratymstwo nie ma tu nic do rzeczy i zostało użyte w tekście, żeby N-ty raz nie powtarzać Rosjan.

Konrad Rękas

.

Za: https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/02/28/regres-polski-od-chrzescijanstwa-do-unii-europejskiej/

.

**************************************

.

Największym mankamentem tekstu jest jego tytuł nie mający związku z tekstem. Ten mówi o wielkiej światowej szachownicy i o tym, jak w kontekście tej wielkiej gry Polska robiła za pionka obcych interesów. Nie miało to nic wspólnego z chrześcijaństwem, chyba tylko to, że przez wieki Polska (w ramach wielonarodowej Rzeczypospolitej) była narzędziem papiestwa. Kler przez cały okres istnienia państwa piastowskiego a później Korony w ramach Rzeczypospolitej Obojga Narodów był jedną z dominujących sił politycznych, tyle że nigdy nie służył interesom Polski. Zawsze służył interesom swoim i Watykanu. Znacznie lepszym tytułem byłby „Polska jako pionek obcych sił w wielkiej grze”. Także tytuł na stronie katolickich monarchistów jest nieadekwatny – zbyt na wyrost: „Polska wielka gra”.
http://www.konserwatyzm.pl/artykul/9959/polska-wielka-gra#sdfootnote1sym
.
Bardziej pasowałby tytuł „Wielka gra Polską”. Z polskiego punktu widzenia na przełomie X i XI wieku jako jeden z wielu mniej znaczących graczy na arenie europejskiej pojawiło się  państwo Piastów będące protoplastą Polski (ale jeszcze nie Polską). Reprezentowało ono interesy rodu Piastów i kk. Interesy i zdanie mieszkańców nie liczyły się. Cechą pierwszego okresu państwa piastowskiego były siłowe podboje sąsiednich plemion, rywalizacja z cesarstwem niemieckim, Czechami, Rusią Kijowską i zakuwanie mieszkańców przez kler w jarzma „wiary”. W okresie rozbicia dzielnicowego państwo Piastów wypadło z europejskiej gry. Uprawiało jedynie grę w wojnę pomiędzy coraz bardziej rozdrobnionymi dzielnicami. Do gry w pokera i w wojnę na większą skalę dołączyło po zjednoczeniu. Prowadziło wtedy grę w pokera i wojnę z krzyżakami, Litwą i Czechami. W obliczu zagrożenia ze strony krzyżaków zawarło unię z Litwą i w jednej chwili z mało znaczącego Królestwa Polskiego stało się Koroną w ramach wielkiego jak na owe czasy państwa polsko-litewskiego czy litewsko-polskiego. Przez cały ten okres reprezentowało interesy garstki możnowładców i kleru. Dynastia Jagielonów dosyć dobrze dbała o równowagę żywiołów polskiego, litewskiego i ruskiego przez co Rzeczypospolita była rzeczywistą europejską potęgą, zależną jedynie od papiestwa i kleru. Wszak Warneńczyk niepotrzebnie i idiotycznie zginął w papieskiej wojnie pod Warną. W okresie elekcyjnym Rz’plita była cały czas narzędziem do realizacji obcych interesów – papiestwa i obcych monarchów (zwłaszcza Wazów i Sasów) bardziej zainteresowanych własnym interesem dynastycznym, niż sprawami polskimi. Dostrzec można było narastające z czasem wpływy Wiednia, Paryża, później Moskwy, Berlina, Drezna, Londynu. Przy ciągłym dominującym wpływie Watykanu via kler i jezuici.  W tym samym czasie szlachta broniła supremacji katolicyzmu oraz złotej wolności szlacheckiej – czym wpędziła Rz’plitą do grobu. I to bez obcej pomocy. Rz’plita nie upadła dlatego, że obce siły uwzięły się na nią – upadła niejako na własne życzenie przez durnotę i zaślepienie szlachty. Upadła, bo zamiast być samodzielnym graczem dbającym o własny interes stała się popychadłem rozrywających ją od środka i z zewnątrz obcych sił i interesów.
.
Użyte przez autora przyrównanie światowej polityki do partii szachów z dwoma głównymi graczami – Rosją i Anglią (obecnie USraelam) jest dobre, ale z zastrzeżeniami. Dobrze pasuje do obrazu światowej polityki, ale gdzieś od końca XVIII i początku XIX wieku. Wcześniej trwał wielki europejski poker uzupełniany lokalnymi grami w durnia i w wojnę (rywalizacja Anglii i Francji, później Prus i Francji, rywalizacja katolików z protestantami, Habsburgów z Hohenzollernami itp.). W pokerze tym do czasów reformacji głównymi graczami byli – papiestwo i jego psy gończe Hiszpania i Portugalia podbijające i katoliczące Amerykę Płd., słabnące cesarstwo niemieckie, rosnący w siłę Habsburgowie, no i więdnące Bizancjum. Po reformacji dołączyły m.in kolonialne Niederlandy (Holenderskie Indie Wschodnie), na jakiś czas Szwecja i Francja. No i rosnąca potęga tureckich Osmanów. Papiestwo słabło. Na wschodzie powoli rosła potęga Rosji. Na Wyspach potęga Rothschildów. Europa była wtedy głównym graczem światowym, stołem pokerowym, na którym grano o stawki europejskie i zamorskie (kolonie). Gdzieś od XVIII wieku główna rola Europy  jako światowego stołu pokerowego zaczęła maleć. Nadal grano w niej w pokera, durnia i wojny, ale główne gry przeniosły się na inne kontynenty. To wtedy zaczęła się światowa partia szachów – Rothschild kontra Rosja. Banksterzy szybko zrozumieli, że potencjał Anglii wystarczy do królowania na morzach, ale za mały jest, aby pokonać Rosję. Już wtedy wiedzieli, że Anglię (hetmana na szachownicy) należy zastąpić silniejszą figurą – USraelem. Dlatego nie pozwolili na rozpad USraela i secesję Południa. Wiedzieli, że tylko kraj zajmujący całą centralną Amerykę Płn od wybrzeża do wybrzeża będzie w stanie rywalizować z potężną Rosją. Zamiany Anglii na USrael dokonano przy okazji II wojny. Po niej Usrael stał się banksterskim hetmanem na światowej szachownicy. Anglia była już tyko pionkiem.
.
Ważne jest też pamiętać o tym, że przy partii szachów obok szachownicy jest dwóch graczy rozgrywających partię. W tej światowej partii szachów władze Rosji są jednym graczem, a klan Rothschildów drugim. Anglia – dumny Albion – (obecnie USrael) była w XIX wieku tylko figurami na szachownicy – królem na szachownicy był rothschildowski Bank Anglii, korona brytyjska hetmanem a figurami „angielska” marynarka wojenna i handlowa służące głównie interesom króla szachowego czyli bankowi Anglii. Ale graczem po stronie angielskiej był klan Rothschildów. To on przesuwał figury i pionki na szachownicy chcąc zamatować Rosję.
.

Obecnie nadal trwa światowa partia szachów, a raczej rozgrywka brydżowa. Rosja nadal jest głównym przeciwnikiem banksterów, przynajmniej na stoliku europejskim. W Azji pojawił się trzeci ważny gracz – Chiny. Znaczenie Rosji i Chin dzięki wzajemnemu zbliżeniu się i utworzeniu BRICS znacznie wzrosło. W sumie bardziej obecna światowa rozgrywka przypomina właśnie brydża, w którym Rosja i Chiny grają razem przeciwko banksterskiemu zachodowi. Banksterzy w obliczu upadku ZSRR i upadającej w czasach jelcynowskiej smuty Rosji zalicytowali wielkiego szlema. Wszystko wskazywało wtedy na to, że mają szansę na zwycięstwo. Po upadku ZSRR Rosja także padała gospodarczo pod ciosami oligarchów. NATO osaczało ją coraz ciaśniejszą pętlą. Chiny skusiły się na kapitalizm, co dawało banksterom nadzieję na upadek partii komunistycznej i na usraelizację/demokraturyzację na wzór zachodu Państwa Środka. Obie rachuby zawiodły. W Rosji pojawił się Putin, a w Chinach partia komunistyczna nadal twardo trzyma ster polityki w rękach. Wylicytowany przez banksterów wielki szlem okazał się wielkim blefem. „Atuty” w postaci USraela, NATO, jewrounii, MFW, BŚ, ONZ okazały się wobec Putina, Rosji, Chin i BRICS blotkami. Banksterski Wielki Szlem – co już widać gołym okiem – zakończy się wielkim fiaskiem i przegraną banksterów.
.

Konrad Rękas ma oczywiście rację pisząc, że to co dzieje się w azjatyckich byłych republikach czy na zakaukaziu może mieć duże wpływy na losy Polski. Ma też rację twierdząc, że prawie wszystkie polskie „patriotyczne” insurekcje i powstania były inspirowane przez obce, antypolskie siły i prawie zawsze były dla Polski szkodliwe (chlubnym wyjątkiem było Powstanie Wielkopolskie 1918). Mimo to wszystkie te szkodliwe, szkodzące sprawie polskiej powstania są niezwykle czczone przez tzw. „patriotyczny obóz”. Ma też rację pisząc, że Polakami manipulowano nawet wtedy, gdy Polska jako samodzielne państwo nie istniała (cały XIX wiek). Nie wspomniał jedynie o roli Watykanu, który przez długie wieki był naczelnym manipulatorem. No i ma całkowitą rację twierdząc, że w polskim interesie jest trzymać się z Rosją.

.
W skali światowej Polska jest małym i nic nie znaczącym kraikiem. Smutne to – ale niestety prawdziwe. Nawet gdyby była suwerenna, nie byłaby światowym graczem. Za to w skali europejskiej, gdyby była sojusznikiem Rosji, byłaby ważną figurą na europejskiej szachownicy. Już choćby za sprawą geograficznego położenia – w sercu Europy, na styku banksterskiego łacińskiego zachodu i bizantyjskiej Rosji. Będąc jewrobarakiem i wasalem NATO Polska jest tylko niezbyt ważnym pionkiem (Niemcy czy Francja, nie mówiąc o Anglii są od niej dużo ważniejsze). Zachód w realizacji interesów banksterów gotów będzie Polskę poświęcić, wydać na żer, na zniszczenie, jak to już wielokrotnie w przeszłości robił. A w Układzie Warszawskim Polska była po ZSRR drugim w hierarchi ważności państwem. ZSRR była też godnym zaufania gwarantem przynależności do Polski tzw. Ziem Odzyskanych. Banksterski zachód takim gwarantem już nie jest. W sojuszu z Rosją Polska może tę ważną pozycję, przynajmniej częściowo, odzyskać. I wcale nie musiałaby być rosyjskim wasalem. Przykład Białorusi pokazuje, że dzisiejsza Rosja różni się od Rosji carskiej i gotowa jest respektować suwerenność jej sojuszników. Banksterski zachód podobnej suwerenności nigdy respektować nie będzie.
Największą przeszkodą w drodze Polski do sojuszu z Rosją jest…katolicyzm. Polska przypomina trochę schizofrenika o rozdwojonej jaźni. Genetycznie i kulturowo należy do świata słowiańskiego. Natomiast za sprawą łacińskiego katolicyzmu związana jest (zwłaszcza katolicy) z łacińskim zachodem i Watykanem. I stąd to rozdarcie, te zwalczające się stronnictwa – prorosyjskie i prozachodnie. Jeśli to pierwsze w końcu zatriumfuje, Polska będzie silnym, zamożnym i liczącym się politycznie w Europie krajem. Jeśli nie, nadal będzie pionkiem i wasalem, który prędzej czy później zostanie ponownie zdradzony i wydany na żer.
.
W tekście K. Rękasa mam zastrzeżenie do jednej tylko rzeczy – do sprawy Belgii w kontekście „angielskiej” polityki („utrzymywanie rywali z dala od Belgii (aby zablokować główny możliwy kierunek inwazji na Wyspy) (…).  Rola powstania listopadowego w uratowaniu rewolucji belgijskiej”). Zapewne powstanie listopadowe pomogło wymusić na Rosji uznanie przez nią suwerenności Belgii (nie chodziło o ratunek dla rewolucji a właśnie o uznanie przez Rosję suwerenności Belgii), której carat się sprzeciwiał. I wtedy Rothschild zagrał polską kartą – przy wydatnej pomocy tajnych bractw podpuszczono polskich patryjotów do wywołania powstania. W czasie jego trwania Polacy zabiegali w Londynie o pomoc. No i wtedy Londyn zaproponował Moskwie deal – ty uznajsz suwerenną Belgię, a ja uznam tłumienie powstania listopadowego za sprawę wewnątrzrosyjską i nie będę tego potępiał. Sprzeciw Rosji w sprawie suwerenności Belgii miał jednak całkiem inne przyczyny – secesja Belgii od Niderlandów osłabiała te drugie i to znacznie. Na osłabieniu Niderlandów zależało przede wszystkim Londynowi. Chodziło o kolonialną rywalizację na Dalekim Wschodzie. Londyn miał chrapkę na Holenderskie Indie Wschodnie i inne zamorskie holenderskie posiadłości. Rosja widząc rosnącą potęgę kolonialną Anglii zachodzącą Rosję od strony Azji grała przeciwko niej m.in. kartą holenderską – wspierała Niderlandy. I dlatego nie chciała uznać suwerenności Belgii. Aby tę kartę Rosji wytrącić zrobiono powstanie listopadowe. I niestety sztuczka udała się. Nie chodziło natomiast Londynowi o zablokowanie „głównego możliwego kierunku  inwazji na wyspy” Rothschilda – wybrzeże francuskie było dużo dogodniejsze do tego celu.
.
LokacjaBEL
.
Wracam do spraw polskich.
W interesie Polski jest więc sojusz z Rosją. Jest on konieczny choćby z tego powodu, że na istnienie niezależnej, suwerennej Polski bandycki zachód nigdy się nie zgodzi. Zbyt mocno przywykł do uważania Polski za narzędzie, sługę i wasala. Jeżli nie będziemy związani sojuszem z Rosją to bandyci nas po prostu napadną i spacyfikują, gdybyśmy próbowali odzyskać niepodlegołość i osiągnąć neutralność. Do obrony niepodległości przed zakusami zachodu potrzebujemy parasola bezpieczeństwa ze strony Rosji. W interesie Polski jest też postawienie na pierwszym miejscu w hierarchi wartości polskich interesów i polskiej racji stanu. Wyrazem patriotyzmu nie może być hasło „bóg honor ojczyzna”. To właśnie przez stawianie boga (na dodatek żydowskiego) przed ojczyzną Polska upadła i jest gnijącym cuchnącym trupem. Do życia może ją przywrócić nie religia, nie wiara, nie związki z zachodem czy Watykanem, nie „intronizacja” jakiego żydowskiego „mesjasza” a sojusz z Rosją i postawienie na pierwszym miejscu dobra ojczyzny. Katolickiego boga należy całkowicie z patriotycznego słownika wykluczyć. Ktoś, dla kogo ten bóg (żydowski J&J) jest ważniejszy niż ojczyzna jest po prostu zdrajcą.
.
Na zakończenie zacytuję jeszcze Bratislava Zivkovica, komendanta serbskich czetników o Zjednoczonym Imperium Słowiańskim:
.
„Coś się kończy. Era, polityczny czas jaki znamy, dobiega końca. Natomiast my Słowianie- Polacy, Serbowie, Czesi, Rosjanie itd.- jesteśmy największą siłą w Europie. Jesteśmy najpotężniejszym narodem w Europie. Ale jesteśmy podzieleni, skłócono nas religią- katolicy, prawosławni- ale co za różnica? Płynie nas ta sama krew. Tak samo myślimy. Gdybyśmy byli razem to Zachód padałby przed nami na kolana, a nie odwrotnie, jak to się dzieje dzisiaj.Jak to się dzieje, ze Berlin i Paryż, przecież w odniesieniu do Słowiańszczyzny to proch, jak to się dzieje, że oni dyktują nam nasze życia? Ponieważ my jesteśmy podzieleni, skłóceni. Zjednoczone państwo Słowian to niewyobrażalne możliwości, niewyobrażalna siła, ale co z tego jeżeli nikt nie wybijał się wzajemnie w takim stopniu jak właśnie my. Ludzie nami rządzący sprzedają nas, nieustannie nas sprzedają . Ja znam waszą historię- to historia pełna sławy, odwagi i honoru, w was jest skrywana moc, siła. Kiedy tylko Polacy będą z Rosjanami żyli tak jak dzisiaj Serbowie i Rosjanie, to powstanie sojusz silniejszy aniżeli kiedykolwiek Francja i Niemcy mogłyby utworzyć . Tutaj najważniejsze- źródłem tej wspólnej potęgi są Polacy i Rosjanie, ich zgoda jest fundamentem dla przyszłości nas wszystkich. Wam zjednoczonym nikt nigdy nie zagrozi, nikt. Ale nam wrogowie za wszelką cenę nie pozwalają się porozumieć.”
.
Trudno nie zgodzić się z tym Serbem. Połączenie wszystkich Słowian stworzyłoby bastion nie do zdobycia przez nikogo. Nie chodzi tu o utworzenie imperium napadające na innych, narzucające światu swoją wolę. Idzie o bastion, w którym bylibyśmy wolni i kierowali się własnym interesem. Słowiańskim.
.
.
opolczyk
.
.
precz z jahwizmem.
.
Ręce Boga