„Twórcza” przerwa na blogu…

.

.

Na jakiś czas zawieszam, a przynajmniej zdecydowanie zwalniam publicystykę na blogu. Przypominam w tym miejscu kilka moich ulubionych utworów:
.

.

.

.

.

.

Już samo słuchanie ich może w każdym z nas obudzić tożsamość słowiańską, pogańską, wolną od nadjordańskich naleciałości – a to jest głównym celem tego blogu.
.
.

opolczyk

.

Reklamy

Kolejne, czwarte posiedzenie inkwizycji…

.

.

Wczoraj (24.05.18) odbyło się kolejne, czwarte już posiedzenie wrocławskiej inkwizycji przeciwko mnie. Trwało dosłownie kilka minut. Najpierw sędzina mówiła coś o konieczności zmiany sali rozpraw, po chwili zmieniła zdanie, zakończyła posiedzenie inkwizycji i ogłosiła termin kolejnego posiedzenia – 19 lipca.
Tak jak samo ślectfo sulistrowickie było farsą…
.
..tak i proces karny/inkwizycyjny przybiera jej wyraźne znamiona. Wyszedłbym jedynie na durnia, gdybym jeździł na wszystkie posiedzenia inkwizycji. Z Pforzheimu do Wrocławia mam 800 kilometrów. I jechałbym tylko po to, aby usłyszeć, że kolejna rozprawa odbędzie się za prawie dwa miesiące.
.
Beze mnie – w takich farsach poważny człowiek nie bierze udziału…
.
opolczyk
.

Przygoda życia – odzyskiwanie własnej tożsamości poprzez odkrywanie kultury słowiańskiej…

  yxysyxxđđđđxyđđxyđđYCđSđđĐ.

.

Naród jak drzewo odcięty od korzeni nadaje się tylko na boazerię
Mezamir
.
Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym.
Siddhartha Gautama
.
Czytaj wszystko, słuchaj każdego. Nie dawaj wiary niczemu, dopóki nie potwierdzisz tego własną wnikliwą analizą
William „Bill” Cooper
.
W przeszłości wielokrotnie zadawano mi pytanie – gdzie i jak zdobywać można informacje o kulturze naszych przodków, o życiu Słowian przed najazdem krystowierstwa, ich wiedzy i wierzeniach, ich historii. Ostatnio zadał mi podobne pytanie w komentarzu Luki (przytaczam fragmenty):
.
„Naszła mnie też taka myśl, że cholernie źle, że nie mamy jako Słowianie takiej „biblii”. Takiej księgi o naszych zwyczajach, o pogańskich świętach, o afirmacji życia, radosnej afirmacji, a nie nudnych i ochydnych drogach krzyżowych, drugich policzkach… Dlatego że wszystkie durnoty, głupstwa itp. katolicy podpierają bredniami z tej rasistowskiej i ksenofobicznej książki żydowskiej. Poza tym, nawet jako Słowianin muszę zrzucać się w podatkach na żydowskie bajki i panów w sukienkach. W Niemczech, gdzie jak pisałeś mieszkasz, chociaż z tym jest porządek, a mafia watykańska doi biedną Polskę.
No kurczę za naszą kasę uczą małe dzieci:
– poczucia winy za to, że jakiś Żyd umarł na krzyżu 2000 lat temu w miejscu oddalonym stąd 1000 kilometrów. Co ja do cholery mam z tym wspólnego?
– straszą diabłem, jeśli mam gdzieś ich żydowskie bajki i dobrą nowinę. Straszą szatanem dzieci od małego.
– przez nich mamy nieprawdziwe wyobrażenie Boga. Zamiast cudownej siły, która tworzy galaktyki, nieskończoną ilość planet i dróg mlecznych, mamy wyobrażenie o Bogu zlym, podłym, który jest zły dla nas gdy w piątek zjemy mięso, nie pójdziemy do kościoła czy nie będziemy się do niego modlić.
Przy okazji pozwolę sobie zapytać jeszcze o takie sprawy:
1. Czy Słowianie przy składaniu zwłok palili je, tak jak czytałem, czy również mieli zwyczaj zakopywać je w ziemi? Bo przyznam że obraz polskich nagrobków jest dla mnie nieciekawy. Głupia moda z tymi nagrobkami – ceramicznymi, z kamienia, z marmuru itp. Już w USA wygląda to moim zdaniem wizualnie ładniej. Co z prochami robili Słowianie? Rozrzucali na pole czy też jakoś trzymali w domostwach?
2. Czy widzisz jakikolwiek plus w chrześcijaństwie?
3. Czy znasz jakieś czasopismo, gazetę o kulturze Słowian? Coś jak FiM, ale o kulturze i zwyczajach Słowian. FiM z tego co wiem się rozłamało, jedna część dziennikarzy założyła nową gazetę. Ale nie wiem co tam z nimi dalej, bo już tych gazet nie czytam. Ale coś o poganach z chęcią bym poczytał.
https://opolczykpl.wordpress.com/slowianski-zew/comment-page-3/#comment-86881
.
Tu na marginesie tylko nadmienię, że „mafia watykańska i w Niemczech doi owieczki i to w sposób zinstytucjonalizowany – owieczkom deklarującym się jako wierzący z każdej wypłaty Finanzamt (urząd finansowy) potrąca bodajże 1 % z pensji i oddaje go mafii watykańskiej. Dodam jeszcze, że ten system ściągania podatku od owieczek przez państwowy urząd finansowy i przekazywania go watykańskiej mafii (protestanckim pastorem też) wprowadził w Niemczech Adolf Hilter na mocy podpisanego przez niego z Watykanem konkordatu. I choć po II wojnie św. przeprowadzono w Niemczech Zach. (niezwykle zresztą powierzchowną i niedbałą) tzw. „denazyfikację” Niemiec, ten akurat pomysł wodza III Rzeczy pozostał NIENARUSZONY i obowiązuje nadal.
.
Teraz w telegraficznym skrócie odpowiem na pytania Lukiego:
.
1) Słowianie palili zwłoki zmarłych. Obrzędy te opisane są w sieci w wielu miejscach – choćby tu:
https://www.slawoslaw.pl/pogrzeb-po-slowiansku-palenie-i-grzebanie/
.
Opisów obrzędów pogrzebowych u Słowian jest wiele. Wystarczy w wyszukiwarce wpisać „słowiański pogrzeb” czy „słowiański obrządek pogrzebowy” i wklikiwać się na wyświetlone strony.
.
2) W krystowierstwie przy najlepszych chęciach nie dostrzegam absolutnie ani jednego maleńkiego plusiku.
Było i jest zmasowaną giga-pralnią mózgów, oducza, wręcz zakazuje samodzielnego myślenia, narzuca konieczność ślepej wiary w dogmaty i wymysły żydo-biblii, „teologów” i duszpastuchów, narzuca konieczność ślepego posłuszeństwa duszpastuchom, kaleczy wyznawcom psychikę straszeniem ich karami bożymi i piekłem, kaleczy psychikę wmawianiem owieczkom poczucia winy (muszą się modlić: „moja wina, moja wina, moja bardzo wieklka wina”, wmawia się też im „to za twoje grzechy Joszue umarł na krzyżu). Kaleczy im psychikę wbijając ich w poczucie niegodności (modlitwa: „panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie…”).
Przez długie wieki krystowierstwo było masową wylęgarnią fanatyków-zbrodniarzy, którzy okrutnie i krwawo tępili każdy przejaw samodzielności w myśleniu i niepodporządkowanie się woli kk masowymi rzeziami, torturami i paleniem żywcem. Tzw. „krystianizacja” czy „nawracanie” przez długie wieki było prowadzone siłą, ogniem i mieczem, strachem, przymusem i terrorem. Krystowierstwo zniszczyło wiele pięknych pogańskich kultur narzucając w ich miejsce antykulturę ślepej wiary w żydowskie wyssane z palca wymysły biblijne i przymusowy kult żydowskich idoli – Jahwe, Joszue czy Miriam. W ten sposób krystowierstwo zżydziło i zażydziło mentalność i świadomość miliardów ludzi na wszystkich kontynentach.
Myślę, że wszystkie najważniejsze „zasługi” krystowierstwa w skrócie w tych kilku zdaniach wymieniłem.
.
3) O ewentualne czasopisma o tematyce słowiańskiej najlepiej popytać w kioskach. W Polsce nie byłem już od ładnych paru lat i nie jestem w tej sprawie na bieżąco zorientowany. Wiem, że wychodzi kwartalnik „Słowianić”:
http://slovianskieslovo.pl/czasopismo-slowianic/
.
I o ile w stosunku do jednego z jego inicjatorów i wydawców, Piotra Kudryckiego, pasjonata Słowiańszczyzny, nie mam zastrzeżeń, o tyle postać Cz. Białczyńskiego związanego z kwartalnikiem budzi moje ogromne zastrzeżenia. Nie tylko z powodów jego wściekłej rusofobii i kultu banderowców z kijowskiego majdanu, których nazywa „wolnymi ludźmi” i ich krwawy zamach stanu popierał, wręcz gloryfikował. Białczyński uprawia kult wielu gorliwych katolików nazywając ich strażnikami wiary Słowian. Stara się też przerzucić pomost między kulturą Słowian a antykulturą nadjordańską. Kiedyś na jego blogu w komentarzu napisał, że judaizm jest młodszym dzieckiem, a chrześcijaństwo jeszcze młodszym dzieckiem politeizmu słowiańskiego. A przecież każdy jako tako zorientowany człowiek wie, że to oczywista brednia. Panteon Słowian zawierał w większości bogów uosabiających Siły Natury. Słowianie żyli w harmonii z Przyrodą i czuli się jej częścią. Czcili Matkę Ziemię. I nikomu nie zagrabiali ziem urządzając wcześniej czystkę etniczną tubylczej ludności.
Judaizm natomiast tak naprawdę jest po prostu wyssaną z palca rasistowską ideologią „narodu wybranego” ubraną w szatę religii. Biblię Tanach (krystowierczy Stary Testament) autorzy biblii – rasiści i szowiniści żydowscy – wymyślili przede wszystkim po to, aby nią uwiarygodnić owo rasistowskie, wyssane z palca „wybraństwo”.
https://opolczykpl.wordpress.com/biblia-czym-jest-rzeczywiscie/
.
Obok najbardziej szkodliwego oszustwa biblijnego – owego „wybraństwa” i gloryfikacji masowych czystek etnicznych w opisach podboju Kanaanu, biblia propaguje nakaz tępienia pogaństwa, uprzedmiotowiła Matkę Ziemię (czyńcie Ziemię sobie poddaną) i postawiła człowieka nad Przyrodą.
A więc judaizm nie ma nic, ale to nic wspólnego ze słowiańskim politeizmem – jest jego dokładnym przeciwieństwem i antytezą. Co zaś się tyczy krystowierstwa, będącego bękartem judaizmu, jest to po prostu ordynarne żydowskie oszustwo. Dokonali go Szaweł/Paweł i jewangeliści – wykreowali żydowskiego nieudacznika na „zbawiciela” i podrzucili go gojom, aby ogłupić ich kultem tego żydowskiego nieudolnego reformatora judaizmu i kultem jego domniemanego ojca – psychopatycznego starotestamentowego Jahwe. Ordynarne oszustwo udało się, a jednym z jego efektów jest to, że dzisiaj miliony Polaków zamiast czcić Matkę Ziemię i Swarożyca czci żydo-biblię jako „pismo święte” (choć jej nie czytali), żydowskiego „zbawiciela”, jego mamuśkę i domniemanego ojczulka – psychopatę Jahwe:

https://opolczykpl.wordpress.com/biblia-ksiega-zbrodni-2/
https://opolczykpl.wordpress.com/biblijne-korzenie-zydowskiego-rasizmu/

Gdzie więc widzi Białczyński łączność słowiańskiego politeizmu z judaizmem i krystowierstwem – naprawdę nie wiem. Może jest po prostu głupcem i dlatego wypisuje taki brednie. Albo też – bo tego wykluczyć nie można – jego misją jest troska o to, aby kulturę Słowian wiązali jego czytelnicy z nadjordańskimi gusłami.
Niemniej kwartalnik Słowianić, a nawet blog Białczyńskiego należy czytać, kierując się jednak maksymą Coopera: Czytaj wszystko, słuchaj każdego. Nie dawaj wiary niczemu, dopóki nie potwierdzisz tego własną wnikliwą analizą. Podobnie należy zresztą postępować i z moją publicystyką  –  nie dawać wiary niczemu co piszę, dopóki się tego wnikliwie nie przeanalizuje.
.
Luki wyraził też żal, że nie ma słowiańskiej „biblii”. Faktycznie nie mamy czegoś na kształt „biblii”, księgi o słowiańskich zwyczajach, świętach i ich kulturze. W czasach gdy Słowiańszczyzna była wolna, nie było potrzeby pisania takiej księgi, gdyż każdy Słowianin od urodzenia wychowywany był w naszej kulturze, a obrzędy, zwyczaje i święta były integralną częścią jego życia. Znał więc je i praktykował na codzień każdy Słowianin, przez co spisywanie ich było w sumie po prostu zbędne. Po narzuceniu naszym przodkom siłą (obojętnie czy z zewnątrz, czy przez rodzimych renegatów) rzymskiej szubienicy spisywanie takiej księgi było nie tylko niebezpieczne ale i w sumie bezsensowne – mogła ona w każdym momencie wpaść w łapska okupującego kraje słowiańskie watykańskiego (na wschodzie bizantyjskiego) kleru i wysługującym się jemu władzom świeckim – świeckiemu ramieniu kk. Wiedzę o kulturze i zwyczajach przodków przekazywano więc ustnie z pokolenia na pokolenie. Wiedza ta przetrwała całe wieki, przez co wiele wieków później, po upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej, gdy pojawiło się nagle zainteresowanie kulturą naszych przodków, a kk był za słaby by badaczy kneblować, można było ją nadal w stanie nieomal czystym znaleźć na wsi, o czym pisał Adam Czarnocki:
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
https://pl.wikiquote.org/wiki/Zorian_Do%C5%82%C4%99ga-Chodakowski
.
Wprawdzie ludową kulturę słowiańską pokrywała już wtedy cieńka warstwa nadjordańskiego nalotu, ale wystarczyło ją zdrapać, by dostrzec czystą pogańską kulturę Słowian.
.
Obok Adama Czernockiego było wielu innych badaczy kultury słowiańskiej, z których bardziej znanymi są Kazimierz Moszyński, Aleksander Brückner czy autor Mitologii Słowian – nie nie – nie fantasta rusofob nadjordańczyk Białczyński, a Aleksander Gieysztor:
.

.
Przy okazji chciałbym zareklamować audiobook Jerzego Dowiata pt „Chrzest Polski”, w którym dobra połowa poświęcona jest kulturze Słowian:
.

.
I choć z niektórymi założeniami i wnioskami autora odnośnie pogańskiej kultury Słowian nie zgadzam się, uważam, że lepiej i obiektywniej opisuje on ją, niż niejeden współczesny pseudo-Słowianin, a zwłaszcza turbolechita.
Niemniej przed ludzmi chcącymi poznać kulturę Słowian pojawia się problem – gdzie szukać informacji i jak odsiać (na wzór Kopciuszka) mak od popiołu? Tu jeszcze należy nadmienić, że większość zwyczajów, obrzędów a nawet świąt katolickich to przywłaszczone zwyczaje obrzędy i święta pogańskie, którym nadano żydo-katolicką nadbudowę ideologiczną. Wystarczy ją odrzucić i mamy pogańskie prastare święta, obrzędy i zwyczaje jak na dłoni. Weźmy choćby tzw. „wieczór wigilijny”. Czczenie podczas niego urodzin żydowskiego „zbawiciela” jest właśnie nadaniem pogańskiej wieczerzy godowej nadjordańskiej nadbudowy ideologicznej. Poza nią (czczeniem żydowskiego idola) wszystkie zwyczaje „wigilijne”, z nią samą – wieczerzą godową – są czysto pogańskie. Możemy więc śmiało podczas zimowego przesilenia urządzać wieczerzę godową z sianem pod obrusem, choinką, dwunastoma potrawami i nawet dzieleniem się ( w miejsce „opłatków”) upieczonym plackiem. Możemy śpiewać kolędy – byleby słowiańskie.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/12/22/slowianska-koleda/
https://www.slawoslaw.pl/niech-slowianin-pamieta-czym-byla-dawna-koleda/
.
Nawet legenda, że w wieczór godowy zwierzęta mówią ludzkim głosem jest pogańska. Dla krystowierców zwierzęta były istotami pozbawionymi duszy, były bezmyślnym bydłem. Tymczasem dla Słowian, którzy postrzegali się jako część Przyrody (a nie jej władcy), nawet tzw. „martwa Przyroda” nie była wcale martwa.  Widzieli przenikające ją duchy. Nawet głazy zamieszkane były przez istoty duchowe. Tym bardziej zwierzęta posiadały własne duchy i własną świadomość. A że uzdolnieni (tu użyję współczesnego określenia – parapsychologicznie) szamani potrafili telepatycznie porozumiewać się ze zwierzętami, stąd wzięły się owe podania, że w godowy wieczór zwierzęta mogą przemówić ludzkim głosem.
.
Problemów dla każdego poszukiwacza wiedzy o Słowianach jest kilka:
.
1) Duża ilość fałszywek pseudosłowiańskich. Tu omówię dwie z nich. Do ewidentnych fałszywek należą tzw. „Wedy aryjsko-słowiańskie”, będące de facto szowinistyczno-rasistowskim bełkotem. Sam wyczytałem w nich nakaz, aby Słowianin nie brał za żonę czarnej kobiety. Tylko – na Swarożyca – po co taki zakaz Słowianom żyjącym np. dwa tysiące lat temu nad Wartą, skoro gdyby nawet któryś chciał czarnoskórą żonę, to skąd miał ją wytrzasnąć? Fałszywkę tę demaskuje zwięźle i dobrze tekst: „Wedy Sławiano-Aryjskie.  to jedno wielkie oszustwo i mistyfikacja”:
https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/2015/01/04/wedy-slawiano-aryjskie-to-jedno-wielkie-oszustwo-i-mistyfikacja/
.
Ogromne zastrzeżenie mam jedynie do tego fragmentu (wytłuszczenie moje):
.
„Gdyby Hiniewicz napisał prawdę, że Inglizm to próba możliwie wiernego odtworzenia prastarej wiedzy i wiary na podstawie takich, a takich materiałów; gdyby nie tworzył mitów, bajek, nie kłamał i postępował prawie wszystko wyglądałoby inaczej. Wszak wiedza o naszych praprzodkach została zniszczona, wymazana, zawiera wiele białych plam i dziś wielu ludzi podejmuje się takich prób (choćby p. Białczyński) wtedy wszystko wyglądałoby inaczej.”
.
O Białczyńskim znalazłem niezwykle trafną ocenę w sieci: „on jest programowym pisarzem-fantastą. W dodatku na tyle biegłym, że w tym co pisze i publikuje zręcznie zaciera granice między znanym, prawdopodobnym a zmyślonym.” Od siebie dodam tu – w sumie jego „Mitologia” jest taką samą zmyśloną fałszywką jak owe Wedy.
.
Nie do końca też zgadzam się z opinią autora, piszącego pod adresem twórców fałszywki: „Za ten przyczynek do wzrostu zainteresowania Słowiańszczyzną, za propagowanie etyki słowiańskiej – Chwała im!” Owszem, do wzrostu zainteresowania Słowiańszczyzną owa fałszywka faktycznie przyczyniła się. Ale „etyka” przez nią propagowana była białym szowinizmem i rasizmem i z etyką Słowian nie miała wiele wspólnego. Ponadto wybitnie szkodliwe było w niej łączenie rasizmu i zwyrodniałej cywilizacji Ariów z kulturą Słowian.
.
Tu pozwolę sobie na dygresję o Ariach i aryjskości. Wielu propagatorów Słowiańszczyzny, zwłaszcza aktywnych politycznie, z uporem maniaka próbuje łączyć Słowian z Ariami. Owszem – Słowianie i Ariowie mieli wspólnych przodków – pra-Słowian. Tyle że Słowianie, gdy za cofającym się lodowcem przybyli do Europy, zastali prawie bezludne tereny zamieszkałe przez małe grupki kromaniończyków (https://pl.wikipedia.org/wiki/Homo_sapiens_fossilis). Słowianie wchłonęli ich, przez co dzisiaj jeszcze u Polaków można znaleźć ich haplogupę nazwaną staroeuropejską. Po wchłonięciu ich przez kolejne tysiąclecia żyli Słowianie w egalitarnych lokalnych wspólnotach, a ich kultura była kulturą naturalną i przedcywilizacyjną. Ariowie natomiast, gdy zawędrowali do Indii,  trafili tam na wysoką kulturę cywilizacyjną, miejską, z podziałem na klasy społeczne. Udało się im zdominować elitę, rozbudowali system klasowy do pięciu klas społecznych, sami dla siebie zarezerwowali dwie najwyższe, kolorową ludność spychając do niższych, przy czym tych z najciemniejszą skórą zdegradowali do „pozakastowych”, „niedotykalnych”, „nieczystych” Dalitów. Był to system ewidentnej segregacji rasowej i był wytworem cywilizacyjnym. I chociaż Słowianie i Ariowie mieli wspólnych przodków i wspólny prajęzyk oraz posiadają taką samą haplogupę, nic więcej kulturowo ich ze sobą nie łączy. Kultura Słowian, jak już wspomniałem, była egalitarna, bez podziału na klasy społeczne, przedcywilizacyjna, naturalna, wolna od cywilizacyjnych degeneracji. Ariowie po dotarciu do Inii dali się błyskawicznie zdegenerować przez istniejącą tam cywilizację, przez co b. szybko utracili te wszystkie pozytywne aspekty kultury prasłowiańskiej, jakie cechowały ich nim do Indii dotarli. Do czego prowadzi szajba na punkcie aryjskości widzieliśmy u Hitlera. Niestety i wśród pseudo-Słowian są tacy, którzy chcieliby wprowadzać coś na kształt rasistowskich rasowych ustaw norymberskich. Ponadto kult aryjskości, białej rasy, białych aryjskich Słowian jako dzieci bogów przypomina mi – wypisz wymaluj – żydowską wyssaną z palca ideologię „narodu wybranego” z podziałem na lepszych, „wybrańców” i gorszą resztę – gojów mających im służyć. Zapominają owi „aryjscy Słowianie” i o tym, że zdaniem większości genetyków wszyscy pochodzimy od „mitochondrialnej Ewy”, która żyła w Afryce i była najprawdopodobniej czarna. Zresztą odkrycia archeologów wskazują na to, że jeszcze kilka tysięcy lat temu Europejczycy byli ciemnoskórzy:
http://archeowiesci.pl/2014/01/27/kiedy-europejczycy-stali-sie-biali/
.
I już na zakończenie wątku o białym szowinizmie aryjskim dodam, że wszystkich Indian a zwłaszcza tych pielęgnujących swą starą pogańską kulturę – a tacy są, choć niewielu – cenię i uważam za braci. Tak samo cenię i uważam za braci Czarnych, a zwłaszcza nieliczne grupki afrykańskich i australijskich czarnoskórych pogan trwających w ich kulturach. Gardzę natomiast, choć też uważam ich za braci, białymi szowinistami uważającymi się za lepszych tylko ze względu na kolor skóry. Zapominają, że to biali dali się najszybciej i najłatwiej ogłupić nadjordańskimi bredniami, po czym w okresie kolonializmu, mordując przy okazji kolorowych dziesiątkami milionów, roznieśli te żydogenne brednie na wszystkie kontynenty i zżydzili nimi setki ludów i narodów. Doprawdy, patrząc na wyczyny białych, ich durnotę, zaborczość i chciwość, nie widzę specjalnego powodu, aby z naszego koloru skóry odczuwać dumę. Tu jeszcze mam pytanie do białych szowinistów – poniższa mapa:


ukazuje (na różowo) zasięg  żydogennych religii abrahamowych. Jeśli usuniemy z niej zasięg islamu  – (północna Afryka plus kraje arabskie skończywszy na muzułmańskiej Indonezji) cała reszta różowego koloru mapy świata pokazuje zasięg krystowierstwa- żydowierstwa. A więc tereny, na których panuje kult żydobiblii i kult galilejskiego jewangelicznego „zbawiciela”. I tu mam pytanie do białych szownistów – kto rozwlókł po całym świecie kult nadjordańskich bredni? Indianie? Murzyni? Polinezyjczyczy? Chińczycy? Nie! Nie z robili tego nawet sami Żydzi. Mieli do tego usłużnych im nieświadomie białych szabas-gojów – krystowierców – „chrześcijan”. I tu nasuwa się automatycznie pytanie – czy nadal jesteś biały człowieku dumny z bycia białym? Białym szabas-gojem?

https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/10/chrzescijanstwo-widziane-oczami-biografa-rothschildow/

.

Kolejną fałszywką – i tu narażę się wielu rosyjskim i niektórym polskim rodzimowiercom – jest tzw. „Księga Welesa”, traktowana przez nich nieomal jak biblia. Już same okoliczności jej „cudownego” odnalezienia przypominają podobne „cudowne” odnalezienie „Wed aryjsko-słowiańskich”, „Księgi Mormona” czy… „Kroniki Prokosza”. Od tej ostatniej fałszywki różni ją jednak ważny szczegół – o ile „Kronika Prokosza” głównie wylicza władców wymyślonej Wielkiej Lechii kompletnie wyssanych z palca, o tyle autor Księgi Welesa będący pasjonatem kultury słowiańskiej wiele lat zapewne zdobywał o niej wiedzę i sporo z tego, co spisał w owej Księdze odpowiada rzeczywistej kulturze Słowian, zwłaszcza wschodnich. Przez co ta akurat fałszywka nie jest szkodliwa jak Wedy, a wręcz jest pożyteczna, gdyż zawiera obok wymysłów i mitologii sporo informacji o pogańskiej słowiańskiej kulturze. Jej wartości nie obniża więc fakt, że nie jest księgą starą i autentyczą a tylko falsyfikatem. Przyczyniła się w dużym stopniu do  rozbudzenia w Rosji zainteresowania pogańską kulturą Słowian i w tym jest największa jej zasługa.
http://www.taraka.pl/ksiega_welesa
.
Księga Welesa, przy wszystkich jej zasługach, była też zapewne pożywką do wymyślonego współcześnie przez turbo-Rusinów Imperium Wielkiej Tartarii. Strach mnie ogarnia, gdy pomyślę, czym skończyć mogłaby się konferencja turbo-Lechitów i turbo-Tartarów. Imperia te pokrywają się terytorialnie i czasowo. Wg wielu turbo-Lechitów język rosyjski to narzecze języka polskiego. Wg turbo-Tartarów jest dokładnie odwrotnie – język polski to narzecze języka ruskiego/rosyjskiego. Nawet lud Etrusków wg nich to turbo-Tartarzy czyli Rosjanie. Etruski – eta Ruski – tak to tłumaczą. Podobnie niektórzy turbo-Lechici tłumaczą „słowiańskość” Wandali – Wanda była królową Lechii czyli Wandale byli jej poddanymi (o turbo-Lechitach będzie jeszcze w dalszej części wpisu).
.
2) Różnice w opisie kultury Słowian u różnych autorów i w różnych opracowaniach.
.
Sam miałem z tym problemy, gdyż rzeczywiście takie różnice istnieją. Mają zarówno przyczyny obiektywe jak i subiektywne (własna interpretacja i selektywny dobór materiałów źródłowych autorów). Obiektywne różnice biorą się z kilku powodów: autorzy korzystalii z różniących się źródeł, pisali o Słowianach z różnych epok oraz opisywali zwyczaje i obrzędy różnych plemion. I choć główne rysy żywiołu słowiańskiego były podobne, istniały jednak różnice regionalne. Wspólnoty żyjące nad jeziorami i zajmujące się głównie rybołóstwem miały zwyczaje i obrzędy nieco inne niż wspólnoty rolnicze, myśliwskie wspólnoty żyjące w głębi borów, czy pasterskie wspólnoty w górach. Ponadto plemiona żyjące na obrzeżach żywiołu słowiańskiego powoli adoptowały zwyczaje i instytucje niesłowiańskich sąsiadów. Inaczej też wyglądała kultura Słowian wcześniej – powiedzmy 2-3 tys. lat temu, a inaczej u samego schyłku w wiekach X-XII, gdy widać w niej było, zwłaszcza na obrzeżach, obce, rzymskie, greckie, ale i krystowiercze cywilizacyjne naleciałości.
.
Tu pozwolę sobie na dygresję odnośnie różnicy między cywilizacją (jakąkolwiek) a kulturą przedcywilizacyjną. Cywilizacja ogólnie uważana jest za wyższy i lepszy stopień organizacji społecznej. O tym, że niosła ze sobą zjawiska degeneracyjne nie mówi się głośno, zresztą mało kto je dostrzega i ocenia negatywnie. A przecież skutki tych zrodzonnych przez cywilizację degeneracji odczuwamy do dzisiaj boleśnie. Wymienię kilka najważniejszych:

1) Rozwarstwienie ludności na rządzących i rządzonych. Rządzący wymyślali nowe prawa zabezpieczające ich władzę i żerowali na poddanych ściągając z nich podatki. Utrzymywano z nich m.in zbrojnych pachołków służących m.in do pacyfikacji ewentualnych buntów poddanych.
W przedcywilizacyjnej kulturze Słowian panował natomiast egalitaryzm i ludowładztwo. Pisał o tym m.in. Prokopiusz z Cezarei
.
„… te plemiona, Sklawinowie [plemiona naddunajskie] i Antowie [plemiona osiadłe między Dniestrem a Dnieprem], nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu.”
.
Podobnie było przez tysiąclecia u wszystkich Słowian. Wprawdzie istniała u nich instytucja starszyzny i obieralnych na wypadek wojny wodzów, a w okresie schyłkowym instytucja kniaziów (tyle że nie u wszystkich plemion), ale żadna z tych instancji nie miała prawa narzucać reszcie arbitralnie swojego widzimisię. Najwyższą instancją był wiec, a niepisanego prawa zwyczajowego przestrzegać musieli wszyscy – starszyzna, wodzowie i kniaziowie. O jej codziennym życiu decydowała każda lokalna wspólnota autonomicznie i samodzielnie. Nikt nie miał prawa narzucać jej z zewnątrz nakazów czy zakazów. Podatków Słowianie nie znali przez całe tysiąclecia.
.
2) Cywilizacja wymyśliła instytucję płatnego zawodowego woja/żołnierza, utrzymywanego przez rządzącą elitę z podatków ściąganych z ludności. Wykorzystywani byli nie tylko w wojnach z wrogiem zewnętrznym, ale i do trzymania poddanych za pysk i tłumienia ewentualnych buntów. Byli połączeniem współczesnego wojska, straży miejskiej i policji z jej „prewencyjnymi” oddziałami (osiłkami pacyfikującymi demonstracje) włącznie.
.


.


.
U pogańskich Słowian do samego końca nie było zawodowego wojska, służącego w razie potrzeby do tłumienia buntów własnej ludności. Co nie znaczy, że nie było dzielnych i bitnych wojowników. Byli i tacy. W razie zagrożenia wszyscy zdolni do noszenia broni mężczyźni, na co dzień rolnicy, rzemieślnicy, myśliwi i rybacy łapali za oręż. A że polowania były stałym elementem ich życia i nie było dla nich niczym niezwykłym z oszczepem iść na żubra czy tura a z toporem na odyńca, byli na wypadek wojny świetnymi żołnierzami. Ale nie był to ich zawód i nikt im za służbę w wojsku nie płacił. Było to po prostu obywatelskie pospolite ruszenie.
.
3) Kolejnym wymysłem cywilizacji są imperialistyczne wojny, których celem był i jest podbój nowych ziem i zamieszkujących je ludów w celu narzucenia im swej władzy i ściągania z nich podatków. Ten cywilizacyjny imperializm znajdziemy w każdej epoce, w której cywilizacje istniały. Szczególnym przypadkiem cywilizacyjnego imperializmu był ten towarzyszący bękartom judaizmu – krystowierstwu i islamow. Przy czym islam przez wieki tolerował na podbitych ziemiach żydów i krystowierców jako przedstawicieli pokrewnych religii „księgi”. Ale już w niszczeniu pogaństwa i „nawracaniu” pogan w niczym nie ustępował fanatyzmowi krystowierców. Ten imperializm religii abrahamowych implikował w sobie nie tylko podbój obcych ziem i ludów, nie tylko narzucenie im zwierzchności (i podatków), ale programowo zawierał zniszczenie kultury i wierzeń podbijanych ludów i narzucenie im własnych żydogennych wymysłów i guseł.
Wojny znane były także w kulturach przedcywilizacyjnych, ale nie miały charakteru imperialistycznego. Walczono na większą skalę najczęściej o lepsze tereny łowieckie czy osadnicze, na mniejszą skalę o porwaną kobietę czy uprowadzone stado zwierząt hodowlanych, ale podbój imperialny z towarzyszącym mu zniewoleniem podbitych ludów w kulturach przedcywilizacyjnych nie był znany. Wojny imperialistyczne to wytwór cywilizacji. A najgorsze z nich – „wojny święte” – to specjalizacja żydogennych religii abrahamowych.
.
4) Powstanie kasty zawodowych kapłanów, zarabiających na zawłaszczonym przez nich monopolu na pośrednictwo między wyznawcami a bogiem/bogami jest także wymysłem cywilizacyjnym. Na wyznawcach żerowali kapłani Sumeru, Egiptu, Indii, Grecji czy Rzymu. Egipscy kapłani np. wykorzystywali nawet naturalne zjawiska astronomiczne, jak zaćmienia Słońca, aby straszyć wyznawców „gniewem” boga Ra. A bramini w Indiach straszyli wyznawców, że jeśli nie przyniosą darów do świątyń, które bramini mogliby złożyć bogom, następnego dnia nie wzejdzie Słońce. Do perfekcji w straszeniu „gniewem bożym” doszli kapłani żydowscy:
.
“ Lecz jeżeli nie usłuchasz głosu Pana, Boga twego, i nie będziesz pilnie spełniał wszystkich jego przykazań i ustaw jego, które ja ci dziś nadaję, to przyjdą na cię te wszystkie przekleństwa i dosięgną cię. Przeklęty będziesz w mieście i przeklęty będziesz na polu. (Przeklęty będzie twój kosz i twoja dzieża. Przeklęte będzie twoje potomstwo i plony twojej ziemi, i rozpłód twojego bydła, i przychówek twoich trzód. Przeklęte będzie twoje wejście i twoje wyjście. Rzuci Pan na ciebie klątwę, zamieszanie i niepowodzenie w każdym przedsięwzięciu twoich rąk, które podejmiesz, aż będziesz wytępiony i nagle zginiesz z powodu niegodziwości twoich uczynków, przez które mnie opuściłeś. Spuści Pan na ciebie zarazę, aż wytraci cię z ziemi, do której idziesz, aby ją objąć w posiadanie. Uderzy cię Pan suchotami, zimnicą, gorączką, zapaleniem, posuchą, śniecią i rdzą zbożową i będą cię gnębić, aż zginiesz. Niebo, które jest nad twoją głową, stanie się jak miedź, a ziemia, która jest pod twoimi nogami, jak żelazo. Pan sprawi, że deszczem twojej ziemi będzie proch i pył. Padać będzie na ciebie z nieba, aż zginiesz. Pan sprawi, że będziesz pobity przez twoich nieprzyjaciół. Jedną drogą wyjdziesz naprzeciw nich, a siedmioma drogami będziesz uciekał przed nimi i staniesz się przyczyną odrazy dla wszystkich królestw ziemi. Trup twój będzie żerem dla wszelakiego ptactwa niebieskiego i zwierza polnego. Nikt nie będzie ich płoszył. Dotknie cię Pan wrzodem egipskim, guzami odbytnicy, świerzbem i liszajem, z których nie będziesz mógł się wyleczyć. Porazi cię Pan obłędem i ślepotą, i przytępieniem umysłu, tak że w południe chodzić będziesz po omacku, jak ślepy chodzi po omacku w ciemności, i nie będzie ci się wiodło na twoich drogach, i będziesz tylko uciskany i łupiony po wszystkie dni, a nikt cię nie będzie ratował. Zaręczysz się z kobietą, a inny mężczyzna będzie z nią obcował. Wybudujesz sobie dom, lecz w nim nie zamieszkasz. Zasadzisz winnicę, a nie będziesz jej użytkował. Twój wół na twoich oczach zostanie zarżnięty, ale ty jeść z niego nie będziesz, twój osioł sprzed twego oblicza zostanie ci zrabowany, ale do ciebie nie wróci, twoje owce zostaną oddane twoim wrogom, a nikt ci nie pomoże. Twoi synowie i twoi córki będą wydane innemu ludowi, a twoje oczy codziennie będą ich wyglądać i tęsknić za nimi, ale ty będziesz bezsilny. Plon twojej ziemi i cały twój dorobek spożyje lud, którego nie znałeś, i będziesz tylko uciskany i ciemiężony po wszystkie dni. Oszalejesz na widok tego, co będą oglądać twoje oczy. Pan dotknie cię złośliwymi wrzodami na twoich kolanach i na twoich udach, z których nie będziesz mógł się wyleczyć, od stopy twojej nogi aż do wierzchu twojej głowy. Ciebie i twego króla, którego nad sobą ustanowisz, zaprowadzi Pan do narodu, którego nie znałeś ani ty, ani twoi ojcowie, i tam będziesz służył innym bogom z drewna i z kamienia. Wśród wszystkich ludów, do których zaprowadzi cię Pan, będziesz przedmiotem grozy, szyderczych przypowieści i drwin. Dużo ziarna wyniesiesz na pole, a mało zbierzesz, gdyż zeżre je szarańcza. Zasadzisz i obrobisz winnice, ale ani wina pić nie będziesz, ani winogron zbierać, gdyż pożre je robactwo. Drzewa oliwne będziesz miał we wszystkich twoich granicach, lecz oliwą nie będziesz się nacierał, gdyż oliwki twoje opadną. Synów i córki spłodzisz, ale nie będziesz ich miał, bo pójdą do niewoli. Wszystkie twoje drzewa i plon twojej ziemi obejmie w posiadanie robactwo. Obcy przybysz, który jest pośród ciebie, będzie się wznosił coraz wyżej nad ciebie, a ty będziesz schodził coraz niżej. On będzie tobie pożyczał, a nie ty jemu, on będzie głową, a ty będziesz ogonem. Spadną na ciebie te wszystkie przekleństwa i będą cię ścigały, i dosięgną cię, aż zginiesz, gdyż nie słuchałeś głosu Pana, Boga twego, aby przestrzegać jego przykazań i ustaw, jakie ci nadał. I będą na tobie i na twoim potomstwie jako znak i cudowny dowód na wieki za to, że nie służyłeś Panu, Bogu twemu, w radości i dobroci serca, mając wszystkiego w bród, będziesz służył twoim nieprzyjaciołom, których Pan ześle na ciebie, w głodzie, w pragnieniu, w nagości i w niedostatku wszystkiego i włoży żelazne jarzmo na twój kark, aż cię wytępi. Sprowadzi Pan na ciebie naród z daleka, z krańca ziemi, jakby orlim lotem, naród, którego języka nie słyszałeś, naród o srogim obliczu, który nie okaże względu starcowi i nad pacholęciem się nie zlituje. Ten pożre pogłowie twego bydła i plon twojej ziemi, aż będziesz wytępiony, i nie pozostawi ci ani zboża, ani moszczu, ani oliwy, ani rozpłodu twojego bydła, ani przychówku twojej trzody, aż cię zniszczy. Będzie cię oblegał we wszystkich twoich miastach, aż padną twoje wysokie i warowne mury, w których pokładałeś ufność w całej twojej ziemi. Będzie cię oblegał we wszystkich twoich miastach w całej ziemi, którą dał ci Pan, Bóg twój. Będziesz jadł twoje własne potomstwo, ciała twoich synów i córek, które dał ci Pan, Bóg twój, w czasie oblężenia i ucisku, jakim uciśnie cię twój nieprzyjaciel. Mężczyzna najbardziej między wami wybredny i wypieszczony będzie zazdrościł swemu bratu i umiłowanej swojej żonie, i swoim dzieciom, które jeszcze pozostały, tak iż nie da żadnemu z nich ani kawałka z ciała swoich dzieci, które będzie zjadał, gdyż nic mu nie pozostało w oblężeniu i ucisku, jakim uciśnie cię twój nieprzyjaciel we wszystkich twoich miastach. Kobieta najbardziej między wami wydelikacona i wypieszczona, która nigdy nie próbowała postawić stopy swojej nogi na ziemi, ponieważ była zbyt wypieszczona i wydelikacona, będzie zazdrościć umiłowanemu swemu mężowi i swemu synowi, i córce nawet łożyska, które wychodzi spomiędzy jej nóg, i nawet swoich dzieci, które porodzi, gdyż sama potajemnie zjadać je będzie z braku czegokolwiek innego w czasie oblężenia i ucisku, jakim uciśnie cię twój nieprzyjaciel w twoich miastach. Jeżeli nie będziesz pilnie spełniał wszystkich słów tego zakonu, zapisanych w tej księdze, w bojaźni przed chwalebnym i strasznym imieniem Pana, Boga twego. Pan nadzwyczajnymi plagami dotknie ciebie i twoje potomstwo, plagami ogromnymi i nieustępliwymi: ciężkimi i długotrwałymi chorobami. Sprawi, że przylgną do ciebie wszystkie zarazy Egiptu: drżałeś przed nimi, a one spadną na ciebie. Także wszystkie choroby i plagi, nie zapisane w księdze tego Prawa, ześle Pan na ciebie, aż cię wytępi. Mała tylko ilość ludzi pozostanie z was, którzyście liczni jak gwiazdy na niebie za to, że nie słuchaliście głosu Pana, Boga swego. Jak podobało się Panu dobrze czynić wam, rozmnażając was, tak będzie się Panu podobało zniszczyć i wytępić was, i usunąć z powierzchni ziemi, którą idziecie posiąść. Pan cię rozproszy pomiędzy wszystkie narody, od krańca do krańca ziemi, tam będziesz służył obcym bogom drewnianym i kamiennym, których nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie. Nie zaznasz pokoju u tych narodów ani stopa twej nogi tam nie odpocznie. Da ci tam Pan serce drżące ze strachu, oczy wypłakane z tęsknoty i duszę utrapioną. Życie twe będzie u ciebie jakby w zawieszeniu: będziesz drżał dniem i nocą ze strachu, nie będziesz pewny życia. Rano powiesz: „Któż sprawi, by nadszedł wieczór”, a wieczorem: „Któż sprawi, by nadszedł poranek” – a to ze strachu, który twe serce będzie odczuwać na widok, jaki stanie przed twymi oczami. Pan cię odprowadzi okrętami i drogą do Egiptu, o którym ci powiedziałem: „Nie będziesz go już oglądać”. A kiedy zostaniesz sprzedany twoim wrogom jako niewolnik i niewolnica, nikt cię nie wykupi.”
Księga Powtórzonego Prawa 28:15-68
http://www.nonpossumus.pl/ps/Pwt/28.php
.
Aż ciarki idą po plecach, gdy się czyta takie (jest ich znacznie więcej) fragmenty „prawdy objawionej”. Czyż możemy się dziwić, że żydzi/Żydzi tak panicznie bali się ich „boga”? I jego kapłanów…
Niewiele w straszeniu wyznawców ustępowali żydowskim kapłani krystowierczy, którzy instytucję zawodowego kleru rozbudowali do monstrualnych rozmiarów. Szczególnym ich wyczynem było (i jest nadal) wmówienie wyznawcom, że ich krystowierczy „Bóg-Ojciec”  jest nieskończenie miłosierny i nieskończenie dobry, przy równoczesnym notorycznym straszeniu ich gniewem bożym, karami boskimi i piekłem, do którego grzeszni i nieposłuszni trafią. Jak może nieskończenie dobry i nieskończenie miłosierny tak niemiłosiernie karać rzekome „swoje dzieci”, swoje własne „dzieło stworzenia”, na dodatek rzekomo stworzone na jego własne podobieństwo, tego logicznie myślący człowiek nijak zrozumieć nie jest w stanie, gdyż jesto to oczywisty absurd. Ale wierzący tej absurdalnej sprzeczności nie zauważają i dalej wierzą w nieskończenie miłosiernego drżąc przed jego gniewem i piekłem.
U Słowian przez tysiąclecia instytucja kapłana była nieznana. Byli szamani, byli żercy/ofiarnicy, składający bogom żertwę, byli wiedźmini i wiedźmy, ale nie pełnili oni roli pośrednika między bogami a resztą wspólnoty, a tym bardziej na owym pośrednictwie nie zarabiali. Dopiero u schyłku Słowiańszczyzny pojawili się kapłani, najpierw na obrzeżach, później także w głębi żywiołu słowiańskiego, choć i oni przynajmnie początkowo nie pasożytowali na współplemieńcach i wspólnie z nimi np. pracowali na polach. Jedynie chyba tylko u Redarów w Retrze i u Ranów w Arkonie w ostatnich wiekach przed ich zniszczeniem kapłani byli na etapie tworzenia kasty kapłańskiej żyjącej z darów i opłat za wróżby.
.
5) Powstaniu kasty kapłanów towarzyszyła w cywilizacjach budowa „świątyń”. Wymysł, że bogowie mogą „mieszkać” w budowanych rękami ludzi „świątyniach”, że tam należy ich czcić, że są to „domy boże” był krokiem wstępnym do zniszczenia wcześniejszego szacunku do Przyrody. Przy czym wyraźnie należy tu zaznaczyć, że judaistyczna świątynia w Jerozolimie, krystowiercze kościoły oraz muzułmańskie meczety są plagiatem świątyń pogańskich starożytnych cywilizacji. U krystowierców i we współczesnej wyrosłej na nim cywilizacji niszczenie Przyrody przybrało  katastrofalne dla człowieka idla niej rozmiary. Starotestamentowe „czyńcie Ziemię sobie poddaną” i postawienie człowieka nad Przyrodą przyniosło niejedną katastrofę ekologiczną.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/07/09/matka-ziemia-a-wojna-cywilizacji/
https://opolczykpl.wordpress.com/2014/04/04/najwieksze-zagrozenie-dla-czlowieka-czlowiek/
.
6) Jednym z najgorszych, o ile nie najgorszym wynalazkiem cywilizacji był pieniądz i handel motywowany zyskiem. Bardzo szybko pieniądz stał się przedmiotem pożądania, zrodził chciwość, a ilość nagromadzonych pieniędzy decydowała o statusie społecznym posiadacza. Pieniądz sprzągł się z władzą i elity rządzące zawsze dążyły do jego gromadzenia. Pieniądz przyniósł ponadto towarzyszący podziałowi na rządzących i rządzonych cywilizacyjny podział na bogatych i biednych. Przy czym rządzący byli właśnie bogatymi, a rządzeni biednymi.
Gdyby nie istniał pieniądz rodzący chciwość, nie byłoby możliwe zaistnienie obecnego wyścigu szczurów, do którego mieszkańców cywilizowanego zachodu zapędziła pogoń właścicieli korporacji za maksymalizacją zysków. Zysk, pieniądz, gromadzenie go stały się celem samym w sobie, któremu podporządkowana jest cała współczesna cywilizacja, a człowiek zdegradowany został do roli producenta i konsumenta.
.
U Słowian gromadzenie bogactw nie było celem życia. Wolni byli od chciwości, nie znali złodziejstwa. Nie znane były u nich bieda i żebractwo. To wszystko przyszło do nich wraz z cywilizacją i reprezentującym ją wówczas krystowierstwem.
.
“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”
(Kronikarz biskupa Ottona Mistelbacha)
.
„Taka zaś między nimi jest wiara i społeczna świadomość, że całkiem nie znajdziesz między nimi złodziei lub oszustów.”
.
„…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”
(Helmold, kronikarz z drugiej połowy XII w)
.
W tym przypadku gołym okiem widać wyższość kultury przedcywilizacyjnej Słowian nad cywilizacją. Była wolna od chciwości, złodziejstwa, biedy i żebraków, od których roiło się w każdej, zwłaszcza w krystowierczej cywilizacji. Handel prowadzony dla zysku był u Słowian nieznany, choć wymiana towarowa była u nich na porządku dziennym. Prowadzona była z obcymi kupcami ze szlaku bursztynowego, pomiędzy plemionami, wewnątrz plemion między grodami i osadami oraz na najniższym szczeblu wewnątrz każdej lokalnej wspólnoty. Jeden wyrabiał narzędzia, inny naczynia, jeszcze inny odzież czy sprzęt domowy, po czym wszyscy wymieniali się między sobą na to, co potrzebowali. Status we wspólnocie zdobywało się jednak nie dzięki skrzyni pełnej złota, a dzięki pozytywnym cechom charakteru. Osoba życzliwa, chętna do pomocy innym, troszcząca się o dobro wspólnoty cieszyła się szacunkiem i była wybierana do starszyzny. I jej zdanie na wiecu liczyło się dużo więcej niż zdanie mruka i egoisty, nawet jeśli miał uzbieranych najwięcej futer i pieniędzy.
.
7) Ostatnim wynalazkiem cywilizacyjnym jaki przytoczę było niewolnictwo. W Rzymie było prawnie zinstytucjonalizowane, a rzymskie prawo traktowało niewolników jako „mówiące narzędzia”. Także w cywilizacji judaizmu i krystowierstwa niewolnictwo było zinstyzucjonalizowane tzw. prawem mojżeszowym/prawem boskim.
.
„Kiedy będziecie potrzebowali niewolników i niewolnic, to będziecie ich kupowali od narodów, które są naokoło was. Także będziecie kupowali dzieci przychodniów osiadłych wśród was, przychodniów i potomków ich, urodzonych w waszym kraju. Ci będą waszą własnością.”
Kpł 25, 44
.
A „apostoł” pogan, oszust Szaweł/Paweł wręcz w liście do Kolosan nakazywał niewolnikom ślepe posłuszeństwo ich właścicielom:
.
„Niewolnicy, bądźcie we wszystkim posłuszni doczesnym panom, nie służąc tylko dla oka, jak gdybyście się mieli ludziom przypodobać, lecz w szczerości serca, bojąc się /prawdziwego/ Pana. Cokolwiek czynicie, z serca wykonujcie jak dla Pana, a nie dla ludzi, świadomi, że od Pana otrzymacie dziedzictwo [wiekuiste] jako zapłatę.”
.
W tym miejscu jeszcze pewna uwaga – krystowiercy często żydowskie „prawo biblijne” nazywają równocześnie „prawem boskim” i „prawem naturalnym”. Problem w tym, że niewolnictwo w naturze, w stanie naturalnym nie występuje – jest wynaturzonym wytworem cywilizacyjnym. A ponieważ przez żydo-biblię zostało zaakceptowane jako „prawo boskie”, jest owo krystowiercze „prawo boskie” prawem wynaturzonym a nie naturalnym.
.
U Słowian dokąd nie przywleczono do nich krystowierstwa i cywilizacji, niewolnictwo było nieznane:
.
„Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. […]  Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”
(Pseudo-Maurycjusz – pisarz bizantyjski z VI-VII wieku)
.
Tu jeszcze kilka uwag związanych z cywilizacją i niewolnictwem. Gdy oglądam wspaniałe budowle rzymskie…
.


.


.
…świątynie greckie …
.


… czy egipskie…
.


.
… to widzę zawsze oczami wyobraźni tysiące niewolników, którzy w kamieniołomach wyrąbywać musieli kamienie na te wspaniałe budowle. I ta myśl o niewolnikach studzi mój podziw dla owych arcydzieł starożytnego cywilizacyjnego budownictwa. Słowianie jak wiemy nie budowali wielkich piramid, ogromnych świątyń, aren i pałaców. Były im po prostu niepotrzebne. No i nie było u nich tyranów i kapłanów zaganiających ich do tego. W tym miejscu otwarcie przyznaję – cywilizacyjnie taka Grecja czy Rzym stały niepomiernie wyżej od żywiołu słowiańskiego. Ale oceniając te dwie formacje z punktu widzenia takich cech jak równość, sprawiedliwość, wolność, poszanowanie prawa innych do wolności, braku ucisku, wyzysku, biedy i żebractwa obok ogromnego bogactwa, brak przymusu wobec poddanych, brak imperialistycznych zapędów – pod tymi względami kultura Słowian niebotycznie górowała nad każdą cywilizacją. I z tego właśnie mamy prawo i powinniśmy być dumni – wolni Słowianie nie tylko z górą 600 lat stawiali opór fanatycznemu krystowierstwu, nim ich ostatni bastion, Arkona, został zdobyty i spalony. Wcześniej jeszcze, choć kupcy greccy i rzymscy w pogoni za zyskiem z handlu bursztynem już przed naszą erą przejeżdżali przez ziemie Słowian w drodze nad Bałtyk, ci nie dali się przez ponad tysiąclecie zbajerować „wspaniałością” cywilizacji, nie stali się pożądliwcami złota i bogactw i z uporem trwali w swej wolnej, sprawiedliwej kulturze przedcywilizacyjnej.
Także pod względem, że tak to nazwę – organizacyjnym – państwo cywilizowane stało wyżej niż luźne plemiona złożone z autonomicznych i autarkicznych wspólnot lokalnych. Jednakże korzyści z tej wyższej organizacji przypadały tylko rządzącej elicie. Gdyby zapytać poddanych łupionych podatkami i powinnościami na rzecz rządzących, alb wywłaszczonej ze wszystkiego rzeszy  biedoty i żebraków, a jeszcze lepiej niewolników żyjących w owych cywilizacjach o to, czy organizacja ich państwa jest dobra – mieliby oni zapewne odmienne zdanie od elit i piewców cywilizacji. Wszystkie te cywilizacyjne twory korzystne były dla zdecydowanej mniejszości – dla rządzącej bogatej elity. Większość w nich pozbawiona była głosu i zmuszona była utrzymywać ciemiężców. Jedynie silne wojsko sprawiało, że lud (który na wojsko bulił podatki) utrzymywany był w posłuszeństwie.
.
Na tym kończę porównywanie kultury przedcywilizacyjnej z cywilizacją.
.
A teraz wracam do poruszonej już wcześniej plagi umysłowej jaką są wymysły turbolechitów, wymyślających „Imperium Lechii” nazywane też starożytną Polską czy z łacińska Polonorum Imperium. Ludziom, do których ciasnych umysłów nie dociera to, że przedcywilizacyjna szlachetna kultura Słowian zasługuje na znacznie większy szacunek niż zbudowane na rzekach wylanej krwi imperia Macedończyka czy Rzymu, do poczucia własnej wartości potrzebne jest wymyślone starożytne imperium Lechitów. Dlaczego Lechitów a nie na przykład Rusinów, Czechów, Połabian czy Serbów, a najlepiej po prostu Słowian? Ano bo sama nazwa zaspakaja ich ambicje – Lechici wszak, jak oni twierdzą, to starożytni Polacy i oni dominowali – czytaj – rządzili – w owym Imperium. To, że na terenach osadnictwa słowiańskiego okresowo pojawiały się ludy niesłowiańskie (Celtowie, Goci, Wandale), a na stałe mieszkały obok „Lechitów” ludy Bałtów, a na terenach europejskiej części dzisiejszej Rosji ludy urgofińskie, uralskie, tureckie – to wszystko jest im obojętne. Była to Wielka Lechia, starożytna Polska i już. Także to, że przywłaszczają sobie, jako „słowiańskie”, ludy obce (choćby Wandali) i z dumą opowiadają jak to „słowiańscy” czy wręcz „polscy” Wandale rozbili Rzym i doszli do Afryki Płn. – bo i to niektóre podsekty turbolechitów kolportują, świadczy o tym, jak bardzo potrzebują ci ludzie dowartościowania. I jak bardzo postępują wg. „proroctwa” z żydo-bibli:

.
„zużyjecie bogactwa narodów i w ich sławę odziewać się będziecie.”
Izajasza 61, 6

Natomiast ta ich „Wielka Lechia to nic innego jak odpowiednik równie wyssanego z palca „Wielkiego Izraela” wymyślonych Dawida i Salomona. A przecież mogliby i powinni być dumni z tego, że Słowianie byli tacy, jacy byli rzeczywiście – zbiorowiskiem wielu niezależnych plemion strzegących swej niezależności i wolności, a na co dzień żyjący w egalitarnych lokalnych społecznościach wolnych od cywilizacyjnego ucisku, wyzysku i niesprawiedliwości.
Co jeszcze tu dodać w związku z turbo-Lechitami…
Rosyjskim odpowiednikiem turbo-Lechitów są turbo-Tartarzy. U Rosjanan dziwić może wymyślanie wielkiego imperium Tartarii. Wszak Rosja od czasów podboju Syberii jest największym państwm na Ziemi. Ale brakuje mu uszlachetniającej patyny starożytności. Bo w porównaniu do starożytnychm nadal istniejących państw jak Indie czy Chiny Rosja wiekowo jest smarkaczem. I dlatego turbo-Rosjanie wymyślają imperium Tartarii. Podobnie jest z turbo-Lechiami. Tyle że oni dowartościowują się i jej wielkością i starożytnością. Ich Wielka lechia jest wielokrotnie większa od Unii Litewsko Polskiej Jagiellonów. Wg najbardziej imperialnych turbo-Lechitów sięgała od Atlantyku po Pacyfik. Mur chiński w ich przekonaniu był dziełem Słowian. Nie wiadomo tylko przeciwko komu zbudowanym, jeśli cała środkowa i północna Azja była turbolechicka. Widocznie zbudowali go albo z nudów albo żeby bronić się przed samymi sobą. Dziwi mnie też skromnośćć turbo-lechitów odnośnie daty powstania Wielkiej Lechii. Dlaczego powstała dopiero 1800 lat przed naszą erą. Wszak Indie i Egipt są dużo starsze, Dlaczegio Wielka Lechia nie postała np. 10 tys. lat wcześniej i nie rozgromiła Atlantów? To by dopiero był nesw – Wielka Lechia pogromcą Atlantydy!
Tu przyznam, że chciałem zakpić sobie z turbolechitów i przygotowałem jajcarski tekst. W skrócie wyglądał tak: naukowcy odkryli w ruinach starożytnych Teb kilka tajemniczych zapisanych w kilku językach tablic z pozłacanego brązu. Oprawione były w pięknie zdobione drewniane ramy. Metodą węgla C 14 wiek drewnianych ram określono na 4 tys. lat. Teksty z tablic potwierdzają wiek znaleziska. Napisane były pismem runicznym, głagolicą, najstarszym znanym alfabetem greckim, hieroglifami egipskimi, sumeryjskim pismem klinowym i pismem chińskim. Wszystkie teksty opisywały to samo – opowiadały o najazdach na Europę i Afrykę płn. Atlantów, jakie miały miejsce 8 tys. lat wcześniej czyli 12 tys. lat temu. Południową Europę i północną Afrykę Atlanci podbili. To oni zbudowali piramidy w Gizie. Cała niepodbita środkowa, północna i wschodnia Europa była zamieszkała przez plemiona Słowian, którzy nazywali sami siebie Lechitami i na polecenie bogów utworzyli Imperium Lechii. Walczyło ono z Atlantami, ale żadna ze stron nie była w stanie pokonać drugiej. I wtedy do wojny włączyli się biali  bogowie słowiańskich Ariów – dali Lechitom swoje latające wimany i broń, której opisy działania sugerują, że były to ogromne bomby atomowe i działa laserowe. Wyposażeni bronią przez bogów Lechici dokonali niszczycielskiego nalotu na Atlantydę, którą w ciągu kilku godzin doszczętnie rozbili i zatopili. Kronika wyraźnie podkreśla, że Atlantyda nie została zniszczona przez kataklizmy naturalne jak wybuchy wulkanów i trzęsienia ziemi, a od broni, jaką Lechici otrzymali od ich bogów. Po zniszczeniu Altantydy Imperium Lechii na polecenie bogów zostało rozwiązane, gdyż już żaden wróg Europie i Słowianom nie zagrażał. Lechici powrócili więc do życia w pojedynczych plemionach nie tworzących jednolitego imperium.
Tak wyglądał jajcarski tekst jaki chciałem opublikować. Zrezygnowałem z tego jednak, bo nagle sobie uświadomiłem, że niektórzy z najbardziej szajbniętych turbolechitów wezmą to za prawdę i rzeczywiście zaczną głosić, że to Lechici rozpieprzyli Atlantydę. Dziwi mnie tylko, że nie dorzucili do teraz wszyscy turbolechici do ich Imperium wymysłów Szukalskiego, który głosił, że „przodkowie Polaków mieszkali na Wyspie Wielkanocnej, by przez wysepki Lachia i Sarmatia dostać się pod Matterhorn w Szwajcarii, skąd z miejscowości Zermatt przybyli do Polski.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zermatyzm
.
Prawdziwą jego szajbą było jednak przekonanie, że prajęzykiem ludzkości był język podobny do polskiego i przez kilkadziesiąt lat wymyślał ten język zapisując 25 tys. stron i wykonując 14 tys. ilustracji. Tak więc szanowni turbolechici i szanowne turbolechitki – możecie głosić od teraz, że język polski faktycznie był prajęzykiem wszystkich ludzi, oraz że Imperium Lechii narodziło się na Pacyfiku i sięgało aż po Wyspę Wielkanocną, z której Polacy pochodzą. Zresztą gołym okiem widać że posągi Moai przedstawiają Lechitów i ich bogów.

.

.
Niepotrzebnie zresztą nawołuję turbolechitów do propagowania lingwinistycznej szajby Szukalskiego – macimowy. Są tacy wśród nich , którzy już to robią. Tu niestety muszę przyznać, że robi to i mój znajomy.
.

.
Wielokrotnie próbowałem Tadeusza w długich wymianach mailowych przekonać, że się ośmiesza nagłaśniając i turbolechickie brednie i szukalskiego prajęzyk – macimowę. Nic do niego nie dotarło. Infekcja wirusem turbolechickim całkowicie pozbawiła go zdolności logicznego i krytycznego myślenia. Nie gniewaj się Tadeusz, ale to musiałem napisać.
.

W odmienny sposób, jeszcze bardziej szkodliwy, kult Szukalskiego uprawia „Słowianin” Białczyński. Szukalski, jak co niektórzy wiedzą,  zaprojektował pomnik jednego z najgorszych renegatów Słowiańszczyzny – Bolesława „chrobrego”. Na jego piersiach widnieje ohydna rzymska szubienica.
.


.
Białczyński nie tylko bredzi jak każdy chory turbolechita, ale uprawia idiotyczny ahistoryzm:
.
„Uświadommy sobie, że Bolesław Chrobry był ostatnim wielkim królem Starożytnej Lechii. Był koronowany na króla trzykrotnie. Pierwszy raz w 992 na króla Polski, drugi raz w Gnieźnie w roku 1000 na króla królów Wschodu Europy, a trzeci raz w 1025 na króla Rzymu i reszty Europy. Jest to zatem ostatni władca wielkiej rodzimowierczej Wspólnoty Północy, wszystkich krajów Słowian i Istów/Bałtów oraz plemion i ludów z nimi stowarzyszonych. Był też tym królem, który nigdy nie wyrzekł się starej Przyrodzonej Słowiańskiej Wiary, mimo, że częściowo ulegał koniecznościom i na przykład polecił spalić wiele świętych ksiąg Słowian. Co by nie mówić jest to jedyna wielka postać historyczna, która łączy dawną starożytną Lechię z nową Polechią – Polonią, Polską.

.
W 992 roku nie było żadnej koronacji – „chrobry” jako najstarszy syn Mieszka po prostu przejął urząd księcia państwa Polan – bez żadnej koronacji. W roku  1000 też nie było żadnej „koronacji” w Gnieźnie – owszem – pijany szczawik Otto zdjął z łba podczas biesiady swoją koronę i nałożył ją „chrobremu”. Był to pijacki gest skumplowania się z Bolesławem. Niemniej  koronacja wtedy, w X i XI wieku była zawsze ważnym kościeklnym obrzędem, dokonywana była ZAWSZE w kościołach przez co najmniej arcybiskupa. A nie przy kielichu przez pijanego szczawika na cesarskim tronie. Jedynie koronacja „chrobrego” w 1025 roku miała faktycznie miejsce – tyle że został podczas niej został ukoronowany na króla państwa Polan, a nie króla Rzymu i reszty Europy. Białczyńskiemu faktycznie bije w dekiel. „Chrobry”  nie był żadnym „ostatnim wielkim królem Starożytnej Lechii. Owa domniemana Starożytna Lechia istnieje tylko w jego (i innych turbolechitów) wyobraźni. W czasach dziada „chrobrego” ok. roku 940 obejmowała owa „wielka Lechia” 6 (słownie – sześć) grodów i miała wielkość kilku powiatów (na poniższej mapie zaznaczona jest seledynowo).
.

.
Taka to była ta turbolechicka i białczyńska „Starożytna Lechia” w roku 940. I to właśnie turbolechickie odbicie szajby każe „Słowianinowi” Białczyńskiemu czcić „chrobrego”.

Wyliczm, jakie miał „chrobry” zasługi dla kultury słowiańskiej. Odpowiedź brzmi – zero – ani jednej, a wręcz na odwrót – zwalczał,  tępił i niszczył ją na każdym kroku wysługując się żydogennemu kk.
Wyliczmy natomiast, jakie miał zasługi dla żydo-katolicyzmu. A więc z jego inicjatywy powołane zostało arcybiskupstwo gnieźnieńskie, podległe papiestwu, czyniące kraj Polan kościelną prowincją. Z jego inicjatywy utworzono biskupstwa w Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie i Kołobrzegu (Pomorzanie wypędzili narzuconego im przez „chrobrego” biskupa oraz polańskie okupacyjne wojska już w 1005 roku). Wprowadził w całym państwie przymusowe daniny i podatki na kk; wprowadził barbarzyńską karę wybijania zębów za łamanie przymusowych kościelnych postów; zakładał pierwsze klasztory na ziemiach Polan; krwawo stłumił pierwszy większy antykościelny bunt (1022 rok); fanatycznie prześladował pogańskie obrzędy i zwyczaje; zmuszał poddanych do łażenia do budowanych z jego inicjatywy za ściągane od nich daniny kościołów; nakazał wycinać wszystkie święte gaje, podbijanym siłą pogańskim plemionom narzucał krystowierstwo i poddaństwo; sponsorował „apostolską” wyprawę czeskiego fanatyka Vojtecha do Prus (Prusowie dali mu ultimatum, aby ich kraj opuścił, ale ten fanatyk, zamiast ich posłuchać, w świętym gaju urządził nadjordańskie gusła przez co go ubili); ubitego czeskiego fanatyka (wcześniej dwukrotnie wypędzonego z Czech) ogłosił „patronem” państwa Polan, sponsorował jego kanonizację i narzucił jego kult; militarnie wspierał cesarskie (niemieckie) najazdy na pogańskich Połabian (Wieletów i Obodrytów). Wystarczy?
Obok „krzywoustego” i pół-niemca „odnowiciela” był „chrobry” najbardziej zasłużonym dla żydogennego kk i najzażarciej tępiącym kulturę Słowian piastowskim władcą. A „Słowianin” Białczyński domaga się budowy jego pomnika wg szkiców oszołoma Szukalskiego. I jeszcze wypisuje, że „Dopóki ten pomnik nie stanie w Krakowie nie można będzie uznać, że Polska jest WOLNYM KRAJEM. Przede wszystkim, że jest nareszcie WOLNA DUCHOWO.”
https://bialczynski.pl/2016/05/24/pomnik-boleslawa-chrobrego-projektu-stanislawa-szukalskiego-w-krakowie/
.
Wolna duchowo?  Poprzez kult jednego z najgorszych i najzacieklej zwalczających kulturę Słowian i najbardziej gorliwie zżydzających  poddanych kultem żydowskich idoli piastowskich władców? Czy u Białczyńskiego aby wszystkie klepki są na miejscu?
Po tym kulcie „chrobregi” i domaganiu się budowy jego pomnika najlepiej chyba widać, jakie to „słowiańskie” wartości prezentuje Nadjordańczyk Białczyński.
.
Powoli kończąc poruszę jeszcze sprawę mitologii, legend i baśni Słowiańskich. Bo tu pojawia się pytanie –  czy Słowianie posiadali własną mitologię?. Odpowiedź brzmi – oczywiście że tak. Niestety nie dotrwała ona do naszych czasów. Została skutecznie wytępiona. Zapewne posiadała i takie elementy jak „wojny bogów”. Jest to jak najbardziej zrozumiałe. Nasi przodkowie co dzień obserwowali „walkę” jasności z ciemnością. Codziennie o świcie bitwę wygrywał Swarożyc. O zmroku przegrywał i nastawała noc i panowanie Chorsa/Chorusa (w innych wersjach panteonu Welesa – boga nie tylo Nawii, ale i Księżyca). Także cykl roczny i cztery główne solarne święta można opisać jako wojny bogów Swarożyca i Chorsa (lub Welesa). Podczas grudniowego przesilenia Swarożyc odnosił zwycięstwo i ponownie odradzał się. Niemniej nocne ciemności (Chors) nadal dominowały. Dopiero podczas wiosennej równonocy Swarożyc pokonywał Chorsa i dłużej niż on panował na niebie. W święto Kupały Chors powstrzymywał Swarożyca, choć ten nadal dłużej utrzymywał się na niebie. Podczas jesiennego przesilenia Chors pokonywał Swarożyca i przejmował dominację nad nieboskłonem – do kolejnego zimowego przesilenia i następującej wiosną równonocy. Jak widzimy cykle pór roku były nieustanną wojna bogów i tak pewnie były w mitologii słowiańskiej przedstawiane. Kiedyś był w internesie filmik, niestety w międzyczasie już skasowany, o trwającej wieki wojnie Swarożyca (Słońca) z Welesem (Księżycem) o panowanie nad Ziemią. Dopiero Swaróg – ojciec obu bogów, pogodził ich stanowic, że Swarożyc (Słońce) panować ma na niebie w dzień, a Weles (Księżyc) w nocy.
Obok wojen bogów w mitologii (choć nie tej w wersji Białczyńskiego) Słowianie mieli ogrom legend i baśni. Wiele z nich dotrwało do dzisiaj, choć większość  została w międzyczasie totalni skatoliczona:

http://www.bajkowyzakatek.eu/p/spis-tresci.html
.
Tych nieskatoliczonych baśni i legend jest znacznie mniej:
https://slowianowierstwo.wordpress.com/informacje/opowiadania-bajki-legendy/
.

I tu jest pole do popisu dla piewców kultury słowiańskiej – zamiast np. gloryfikować arcyszkodnika renegata „chrobrego”, można by odtworzyć i odkatoliczyć setki legend, baśni i bajek słowiańskich. Zadanie to jest ogromne. Kto wie, może po skończeniu cyklu opowieści słowiańskich, jeśli starczy mi sił, czasu i zdrowia, podejmę to wyzwanie – odkatoliczenie legend, baśni i bajek polskich.

W tym miejscu przyznam się, że o olbrzymach w mitach i legendach popełniłem kiedyś tekst (wtedy jeszcze uważałem Białczyńskiego za Słowianina). Opublikowany został na stronie pisarzypl:
http://pisarze.pl/publicystyka/2295-andrzej-szubert-olbrzymy-w-mitach-i-legendach.html
.

Otrzymałem nawet od admina tej strony propozycję stałego publikowania moich tekstów u nich. Postawił mi jednak jeden warunek – miałem zrezygnować z „złośliwych wtrętów” pod adrersem krystowierstwa. Zacytuję tu krótki fragment jego maila do mnie:
.
(…)

Tak sobie o tym myślę, być może myląc się, zatem przepraszam. Pańskie prace wydają mi się ciekawe, napisane z dużą znajomością tematu, energią literacką, która potrafi z całą pewnością zafascynować czytelnika, mnie też.
Nie chcę z nich rezygnować. Będę Panu szczerze zobowiązany jeśli zechce Pan usuwać drobne, trochę złośliwe wtręty o chrześcijaństwie.

Przeczytałem w ostatnich dniach wiele z tego, co Pan napisał. Podziwiam Pańską wiedzę i pasję i pragnę, aby nasze środowisko pisarskie, do którego mój portal jest pasem transmisyjnym, też poznało to, co ja przeczytałem, przypomniałem sobie, ale także i poznałem w znacznej mierze dzięki Panu.”

Moja odmowna odpowiedź była jednoznaczna (fragment):
.
No cóż, pozostanę w mojej słowiańskiej ostoi…
(…)
Na koniec przyznam szczerze, że Pańska życzliwość pod moim adresem trochę mnie krępuje. Ale niestety nie chcę rezygnować z mojego własnego stylu i pasji za cenę poczytności. Ostatecznie nie żyję z pisania. Dlatego nie muszę pisać ku upodobaniu innych (…).”

.
Propozycję admina pisarzy pl. więc oczywiście odrzuciłem. Tylko mój  przyjaciel Błotniak (którego później intronizowałem na króla Polski: https://opolczykpl.wordpress.com/2016/12/30/intronizacja-gerwazego-gaguckiego-polaka-slowianina-sarmaty-na-krola-polski/

wiedział o tym i w literackim stylu u siebie to opisał:
http://dziupla-blotniaka.blogspot.de/2012/10/autocenzura.html
.

Niemniej odkatoliczenie ogromu baśni, legend i bajek jest prawdziwym wyzwaniem. I kto wie, czy tego się nie podejmę.

.
Tu już naprawdę powoli kończę.  Zapewne zanudziłem już na śmierć niejednego czytelnika, który nadal nie wie – gdzie szuać informacji o Słowianach. Odpowiedź jest wprosta – należy w wyszukiwarce wpisać hasło „Słowianie”, można dodać „kultura”, „historia” czy „obrzędy” i po prostu zapuścić się w nieprzebytą gęstwinę internetu. Kierować należy się przy tym zasadą Coopera zacytowaną na wstępie: Czytaj wszystko, słuchaj każdego. Nie dawaj wiary niczemu, dopóki nie potwierdzisz tego własną wnikliwą analizą.
Pamiętać należy przy tym i o różnicach regionalnych i o powolnej ewolucji kultury Słowian, jak i o obcych wpływach widocznych u schyłku wolnej Słowiańszczyzny. Przytoczę tu konkretny przykład – w wielu publikacjach znajdzie czytelnik informacje o tym, że Słowianie uznawali istnienie w ich panteonie najważniejszego boga. Tyle że różne publikacje podają różnych bogów jako tych najwyższcyh. Według jednych był to Rod, według  innych Pereun. Swaróg, Swarożyc czy Świętowit. Jak więc było naprawdę. Odpowiem tak – znana jest nam modlitwa krystowierców: „…jako w niebie tak i na ziemi”. W rzeczywistości było odwrotnie – ziemski porządek społeczny projektowano na niebo i niebiański panteon. U większości pogan w okresie przedcywilizacyjnym panteony były egalitarne. Bogowie byli personifikacją Sił Przyrody plus ciał niebieskich jak Ziemia i Słońce, każdy miał własną „działkę” i nie wtrącał się w kompetencje innych. Wszyscy razem wzięci tworzyli całą Rzeczywistość. Gdy zaistniały cywilizacje i warstwa nimi rządząca, zwłaszczy gdy był to absolutny władaca jak np. faraon w Egipcie, w egalitarnych wcześniej panteonach pojawili się nagle główni bogowie rządzący pozostałymi, tak jak faraon rządził poddanymi. U Słowian przez tysiąclecia panteony były egalitarne, z tym że w różnych miejscych inni bogowie z upływem wieków stawali się bardziej lubieni i częściej czczeni niż inni. Używając analogii krystowierczej stawali się patronami danej wspólnoty czy danego plemienia, co niekoniecznie oznacza, że byli bogami głównymi, najważniejszymi i rządzącymi innych. Innych bogów nadal czczono. Także w Retrze, w której była świątynia Swarożyca czy w Arkonie ze świątynią Świętowita. Nie jest wykluczone, że u schyłku Słowiańszczyzny taka zmian pozycji ulubionego plemiennego boga na „szefa” panteonu miała faktycznie miejsce. Ale nie jest to do końca pewne. Może po prostu badacze Słowiańszczyzny, sami skażeni mentalnością cywilizacyjną i istniejącym w niej krystowierczym wymysłem „boga najwyższego” w ten sposób fałszywie nadinterpretują instytucję boga ulubionego, ale nie najwyższego w pogańskim panteonie. I tu nasuwa się kolejna istotna uwaga – aby właściwie zrozumieć kulturę Słowian, ich sposób myślenia i patrzenia na świat, należałoby uwolnić własny umysł od cywilizacyjnych i krystowierczych naleciałości stanowiących „punkt odniesienia” w ocenianiu kultury Słowian. Wiem, że to nie jest łatwe, ale jest możliwe.
Na sam już koniec ośmielę się postawić stwierdzenie – tylko ten, kto uwolni własny umysł od cywilizacyjnych i krystowierczych „wzorców” będzie w stanie obiektywnie oceniać i interpretować kulturę Słowian. Każda jej ocena z punktu widzenia cywilizacyjnego, a tym bardziej krystowierczego zawsze będzie koszmarnie wypaczona i niewłaściwa.
.
opolczyk
.
PS.
Tu jeszcze chcę ostrzec szukających wiedzy o Słowiaach przed ewidentnymi żydowierczymi pułapkami.
Np. wygooglowanie „gazety słowiańskiej” zawiedzie poszukiwaczy na stromę ewidentnych krystowierców – czcicieli Joszue i jego mamuśki Miriam.
.
A propagowany jako „słowiański” kalendarz jest wymysłem wschodnich krystowierców z III wieku i ze słowiańskością nie ma nic wspólnego:
.

Opowiadanie Obodryckie o kneziu przez Niemca „Krutym” nazwanym…

.

.

Niezbyt wiele wiadomo o tym kneziu obodryckim, nie znamy nawet jego imienia. Ale nie jego imię jest istotne, a dokonania. Pisał o nim przede wszystkim niemiecki „kronikarz” Helmold w „Chronica Slavorum”. Nazywał go „Krutym” czyli „okrutnym”, „złym”, „srogim” z oczywistego powodu – „Kruty” przywrócił u Obodrytów pogaństwo całkowicie likwidując i unicestwiając zagnieżdżane tam przy pomocy wcześniejszych renegatów krystowierstwo. Dlatego też Helmold pisał o nim, że jest „Kruty” „podstępnym” – a jakże –  „prześladowcą krześcijan” i „największym wrogiem Sasów”. A on po prostu przywrócił Obodrytom wolność, słowiańską kulturę i słowiańskich bogów.
Pochodził prawdopodobnie z plemienia Wagrów będących częścią Związku Obodryckiego, w skład którego wchodzili obok Obodrytów (Rertegów) Wagrowie, Warnianie i Drzewianie, a okresowo Smolińcy, Morzyczanie, Glinianie i Bytyńcy. Już u Wagrów, nim został przez wiec wybrany kneziem całego Związku Obodryckiego, doprowadził do upadku hebrajskiej wiary i powrotu starych bogów. W tym czasie, z poparciem militarnym i finansowym Sasów i Danii, Związkiem Obodryckim władał renegat Gotschalk, wychowanek klasztoru, pupilek kleru hebrajskiego boga. Po siłowym zdobyciu władzy odnowił upadłe po poprzednim buncie pogańskim biskupstwo w Starimgardzie, z niemiecka Oldenburgiem zwanym i założył dwa nowe – w Raciążu (Ratzeburgu) i Mechlinie (Mecklenburgu). Był pierwszym obodryckim kneziem zakładającym na Północnym Połabiu klasztory. Wykorzystał wojnę domową Związku Wieleckiego w roku 1057 i z pomocą saską i duńską podbił dwa plemiona wieleckie – Czrezpienian i Chyżan. Im również próbował narzucać hebrajskiego boga, ale spotkał się ze zdecydowanym oporem. Wielokrotnie wybuchały przeciwko niemu bunty, ale wspierany przez Danię i Sasów utrzymywał się przy władzy do 1066 roku.
W swoim postępowaniu przypominał pierwszych Piastów, którzy siłowo podbijali sąsiednie plemiona i siłowo narzucali im hebrajskiego boga. Ostatecznie podbici przez niego Glinianie, rozwścieczeni założeniem w ich grodzie klasztoru, zabili Gotschalka, gdy ten z dużą asystą przejechał do Łączyna po odbior daniny. Po jego śmierci pretensję do panowania wysunął jego syn Budiwoj, ale zwołany ogólnoobodrycki wiec wybrał na knezia wiernego słowiańskim bogom Obodrytę, nazwanego przez Helmolda „Krutym”. I ten wypędził gotschalkowy pomiot, mimo że Budiwoja wspierał saski herzog Odrulf. Następnie „Kruty” rozprawił się z nielicznym stronnictwem kościoła hebrajskiego boga dowodzonym przez biskupa Johannesa Szkota i wdowy po Gotschalku. Ją wraz z młodszym synem Heinrichem wypędzono do Danii, a biskupa odwieziono do Retry na egzekucję, na którą za torturowanie i okaleczanie pogańskich Obodrytów skazany został na wiecu.
W całym Związku Obodryckim wyburzono wszystkie kościoły, klasztory i siedziby biskupów, a znienawidzony kler i zakonników hebrajskiego boga ubito lub wypędzono. Pod wodzą „Krutego” Obodryci najechali i podbili dużą część ziem Nordalbingów, podległych dotychczas herzogom saskim, zniszczyli Hamburg i splądrowali tereny Stormarnu.
Budiwoj kilkakrotnie jeszcze, wspierany wojskami saskimi, próbował odzyskać władzę u Obodrytów. Jednak militarne i finansowe wsparcie herzoga saskiego Ordulfa niewiele mu pomogło. Ordulf z powodu wielokrotnych porażek doznawanych w wojnach z Obodrytami w czasach rządów „Krutego” stał się – jak to odnotował Adam z Bremy – „pośmiewiskiem u swoich”. Jego synowi i następcy Magnusowi także niewiele lepiej powodziło się w popieraniu Budiwoja – gdy z pomocą jego knechtów  w roku 1075 Budiwoj zajął wagrejski gród Płonie, otoczony nagłe silną odsieczą pod wodzą „Krutego” skapitulował. Obodrycki kneź, nie chcąc przelewać niepotrzebnie krwi, zezwolił gotschalkowemu synowi odejść z ludźmi i mieniem za Łabę, pod warunkiem ostatecznego zrzeczenia się roszczeń do władzy u Obodrytów. Budiwoj spełnił ten warunek, ale mieszkańcy Płonu, złupieni doszczętnie przez niego, zbrojnie zaatakowali szykującą się do wymarszu kolumnę saskich knechtów pod wodzą gotschalkowica i wybili wszystkich do nogi. Tak zakończył życie syn renegata Gotschalka, renegat Budiwoj, który siłami niemieckimi chciał odzyskać u Obodrytów władzę.
Po śmierci tego zdrajcy w Związku Obodryckim zapanował okres kilkunastu lat spokoju. Cesarstwo pogrążone w wewnętrznym zamęcie nie było zdolne zorganizować wyprawy przeciwko Obodrytom. Próby wypraw wojennych saskich herzogów kończyły się klęskami. Za to sami Obodryci wyprawiali się na saskie ziemie wielokrotnie je pustosząc. Niestety i plemiona Związku Obodryckiego popełniły błąd. Uwolnione spod władzy Gotschalka i kapłanów hebrajskiego boga postanowiły powrócić do plemiennej samodzielności. Wystąpiły ze Związku przyłączeni siłą do niego Czrezpienianie i Chyżanie oraz luźno z nim związani Smolińcy, Morzyczanie, Glinianie i Bytyńcy.
Przez kilkanaście lat spokojnie starym obyczajem płynęło życie tych wszystkich plemion. Na ich ziemiach, jak przed wiekami, czczono starych dobrych słowiańskich bogów, uroczyście odprawiano stare pogańskie obrzędy, a ani jeden symbol hebrajskiej wiary – krzyż/rzymska szubienica – nie szpecił tych ziem. Ale krótki czas pokoju dobiegł w końcu kresu.
Około roku 1090 młodszy syn renegata Gotschalka, Heinrich, po matce Sigridzie Duńczyk królewskiego rodu, wspierany przez duńskiego króla Olafa, najeżdżać zaczął z Danii w morskich łupieżczych wyprawach wybrzeża Wagrów. „Kruty” chcąc odwieść Heinricha od dalszych napadów zaproponował mu oddanie władzy w jego imieniu nad najeżdżanymi przez niego Wagrami z perspektywą objęcia władzy nad całym Związkiem Obodryckim, pod warunkiem, że nie będzie próbował wprowadzać wiary w hebrajskiego boga. Miał w tym własne zamysły – nie miał potomstwa, gdyż syn jego legł w walkach przeciwko Gotschalkowi, sam stary już był i wiedział, że Heinrich z pomocą Duńczyków i Sasów upomni się po jego śmierci o władzę. Chciał odciągnąć tego pół-Słowianina od hebrajskiej wiary. Chciał też uchronić Związek Obodrycki od najazdu duńsko-saskiego w celu osadzenia na kneziowym tronie posłusznego im Heinricha. Spotkali się na pertraktacje w Ljubicy (przemianowanej po niemieckiej kolonizacji na Alt-Lübeck) – około trzydziestoletni Heinrich i ponad dwukrotnie starszy „Kruty”. Ten pierwszy nie ukrywał swej niechęci do wybranego kneziem przez wiec adwersarza:
– Jako wiecie, jestem z dynastii Nakonidów i mnie władza nad Związkiem Obodrytów z przyrodzenia się należy, a nie wam.
– Od Franków i Niemca przyszły rządy dynastyczne. U nas, jako sami wiecie, nim niemiecka moda przyszła, wiece wybierały kneziów, jako i mnie wiec kneziem wybrał. I nie zawsze po sławnym Nakonie Nakonidzi kniaziami byli, gdyż taki Racibor po pogańskim buncie w roku 1018, takoż przez wiec kneziem wybrany, Nakonidą nie był. A lud go kochał i słuchał. Dopiero gdy broniąc państwa przed Duńczykami zginął w 1043 roku, Nakonida renegat Gotschalk, wasz ojciec, doszedł z pomocą obcych do władzy. Nie powołujcie się na dynastię po Nakonie, bo on z obcymi walczył, głównie z Sasami, ale i z Duńczykami, broniąc naszej wolności. Wy z pomocą Duńczyków na własny kraj napadacie, plamiąc pamięć i sprzeniewierzając się postawie Nakona, który broniąc kraju zginął w 966 roku. I hebrajskiego boga nie narzucał on Obodrytom, jako wasz ojciec czynił, przez co go lud władzy i życia pozbawił.
– Nie zapominajcie, że po Nakonie wszyscy Nakonidzi krzeczeni byli, a niejednego z nich lud kochał.
– Byli krzczeni, ale w większości dla pozoru, by Niemcowi pretekst do najazdów odebrać. Mściwoj, jak zapewne wiecie, wspólnie z Wieletami w 983 roku Niemca najechał, Hamburg spalił, biskupstwo Oldenburskie z ziemią zrównał i wszystkich niemieckich osadników za Łabę wygnał. Takoż niemieckich kapłanów. Najważniejsza była dla niego wolność Obodrytów. A nie służba obcym władcom i kapłanom obcego boga. Nie miałbym nic przeciwko temu, abyście poszli w jego ślady. Mścisława też pamiętacie – zamiast służyć Obodrytom, służył obcym, przez co bunt pogański z kraju go wypędził. Zbiegł do Sasów i u nich pomarł w zapomnieniu. Przybygniewa, który z saską pomocą krzyż siłą wprowadzać chciał, takoż lud nienawidził. I byłby go ubił lub wypędził, gdyby nie zabił go rozgniewany saski knecht. Jako widzicie, niejeden Nakonida służył obcym miast Obodrytom i niejeden z nich uciekać musiał albo i ubity został – jak wasz ojciec. A już na koniec pomnijcie o tym, że na słowiańskiej ziemi kneziem ostaje się nie z woli cesarza czy herbajskiego boga, a z woli wiecu. Jeśli to zrozumiecie – i wy kneziem jeszcze ostać możecie. Ale służyć macie Obodrytom, a nie Duńczykom czy Sasom.
Zamilkł po tej przemowie „Krutego” Heinrich, bo i co miał mu odpowiedzieć. Wiedział, że tamten ma poparcie wszystkich Obodrytów, lubiany i szanowany jest przez sąsiednie plemiona okresowo wchodzące do Związku Obodryckiego i że nawet z pomocą duńską i saską przeciwko niemu siłą niewiele zdziała. Zastanawiał się, co by odrzec, gdy jego rozmówca ponownie zabrał głos:
– Mogę wam ofiarować z mojego ramienia rządy u Wagrów. Nienawidzą was za ostatnie najazdy, ale macie szansę odzyskać ich zaufanie. Niemłodym jest i chciałbym władzę w godne ręce przekazać. Jeśli pójdziecie od teraz śladami Nakona i Mściwoja, sam na wiecu władzę zdam i na was zagłosuję. A z moim poparciem wiec was wybierze. Decyzja należy do was – czy nadal chcecie z duńską pomocą wagryjskie ziemie Związku Obodryckiego najeżdżać, czy ziem tych przed obcymi bronić.
Ponownie zapadło dłuższe milczenie. Tymczasem towarzysząca Heinrichowi od początku rozmowy młodziutka dziewczyna, Sławina, przymilnie uśmiechała się do starego knezia. Mówiła wprawdzie z obcym akcentem, ale słowiańską mową. Dolewała też nieustannie staremu miodu, bardziej o niego troszcząc się, niż o Heinricha. Nagle, nim duński pupil odpowiedzieć zdołał kneziowi, rzekła do niego:
– Oddajcie mnie, panie, na służbę u knezia. Przypomina mi mojego dziada, któregom kochała nad życie. Chciałabym jemu służyć.
„Krutego” zaskoczyła prośba dziewczyny, choć bardzo mu przypadła do serca. Po śmierci syna i żony żył samotnie. Nie zwrócił przez to uwagi na to, że Heinrich nie wydawał się prośbą dziewczyny zaskoczony i zwracając się do knezia rzekł:
– Przyjmuję kneziu waszą propozycję. Obiecuję służyć obodryckiemu związkowi. A na ugodę chcę wam oną Sławinę, jeśli zechcecie ją przyjąć, podarować jako służebną.
– Nie w zwyczaju u nas jest dawanie ludzi w podarunku. Każdy człowiek ma prawo do wolności, przez co i niewolnictwo, i poddaństwo u nas nieznane jest. Ale przypadła mi do serca ta dzieweczka. Jeśli jej wola, może u mnie pozostać – jako moja wnuczka. Wy zaś Henryku – Mestwin pierwszy raz wymówił jego imię ze słowiańska a nie po niemiecku – ostaniecie moim namiestnikiem u Waregów.
Po tej rozmowie „Kruty” ze Sławiną podążył do Skwierzyna, gdzie miał swoją główną siedzibę, a Heinrich osiadł jako jego namiestnik nad plemieniem Wagrów w Starigradzie – ich głównym grodzie. Gotschalkowic jednak nie godził się na rolę namiestnika. Mestwinem gardził. Wychowany na duńskim katolickim dworze królewskim w duchu dominacji arystokracji nad ludem, uważał starego knezia za prostaka, a siebie za prawowitego władcę Obodrytów. I to władcę z urodzenia, a nie z woli wiecu. Wiedział jednak, że dokąd Mestwin cieszący się powszechnym szacunkiem żyje, władzy nie zdobędzie. Czekał więc na okazję, aby go zgładzić.
Tymczasem stary kneź, nieświadom zagrożenia, żył w swoim dworcu w Skwierzynie, pod troskliwą opieką Sławiny. Sprawę kierowania państwem praktycznie zdał na namiestników i wiece. Rozmyślał nawet o tym, aby osiąść w małej leśnej osadzie i spokojnie dokonać tam żywota. Ale Obodryci nie zgadzali się na jego odejście prosząc go, by nadal był ich kneziem. Kolejnych kilkanaście lat upłynęło w spokoju, jakiego Obodryci od ponad stu lat nie znali, gdyż ni Sasi, ni Duńczycy nie niepokoili ich granic. Żyli jak ich przodkowie przed wiekami, nim Frankoni zaczęli najeżdżać ich ziemie, niosąc ze sobą obcego, mściwego i okrutnego hebrajskiego boga. Na spokojne rządy Mestwina duży wpływ miał panujący w tym czasie zamęt u Niemców przez cały okres panowania cesarza niemieckiego Heinricha IV. Cesarz prowadzić musiał wiele wojen domowych z przeciwnikami, uwikłany był też w walkę z papiestwem, zmuszony nawet został klątwą do ukorzenia się przed papieżem Grzegorzem VII w Canossie. Granice Obodrytów próbowali niekiedy najeżdżać herzogowie sascy – Ordulf i Magnus – ale zawsze bezskutecznie, gdyż wielkich sił z powodu wojen wewnątrzniemieckich na ziemie Obodrytów zabrać nie mogli. A nawet gdyby wysłali wszystkie saskie siły, Obodryci i ich sojusznicy byli w stanie ich pokonać, gdyż „Kruty”, mimo podeszłego wieku, był znakomitym wodzem.
Okazja przejęcia władzy przez gotschalkowego Heinricha pojawiła się w roku 1105, gdy po wymuszonej abdykacji cesarza Heinricha IV władzę przejął energiczny jego syn Heinrich V. Błyskawicznie uładził sytuację w Niemczech, zwłaszcza z Sasami, popierając ich politykę podboju Północnego Połabia. Teraz Sasi mogli całą potęgą uderzyć na Obordytów. Należało jedynie najpierw rozprawić się z „Krutym”. Gotschalkowic za pieniądze własne, duńskie i saskie czynić ją gwałtowne zaciągi do swojej drużyny. Zaciężnymi był element ścigany przez katów w Niemczech i Danii za rozboje po gościńcach. Nie mieli nic do stracenia, więc chętnie szli służyć Gotschalkowicowi.
Do „Krutego” doszły wieści o gromadzeniu wojsk przez jego namiestnika. Razem z nimi przyszły pogłoski, że szykuje on krucjatę do hebrajskiego kraju, w którym obca mściwa wiara się zrodziła. Nie namyślając się wiele, choć już do osiemdziesięciu lat dochodził, dosiadł konia i z przyboczną drużyną ruszył do Starigradu. Towarzyszyła mu nieodłączna Sławina.
Heinrich przyjął go uniżenie jak nigdy wcześniej, co wzbudziło w Mestwinie podejrzliwość. Usiedli w świetlicy w towarzystwie starszyzny i po posiłku, popijając miód, rozpoczęli rozmowę:
– Po co wam, Henryku takie wojska? Wszak nie słyszałem, aby wrogi ciągnęły na ziemie Wagrów.
– Być może nie wiecie kniaziu, ale gdy u Niemca nastał nowy cesarz, załadził sprawy z Sasami, którzy z jego wsparciem do najazdu na obodrycki związek się gotują. Chciałbym uderzyć na nich, nim wszystkie siły zbiorą. Ale by nie wzbudzać ich podejrzeń gromadzeniem u mnie wojsk, rozpuściłem wieści, że na wyprawę krzyżową do ziemi świętej wyznawców Krysta wojsko zbieram.
– A czemu tylko obcych zaciągacie? Słyszałem, że same to łotry, którzy na szubienicy zawisnąć winni.
– Sami wiecie kneziu, że Sasi wiedzą o tym, jako u nas nie ma ludzi chcących służyć ich bogu. Nie mogłem więc ludzi słowem mówiących zaciągać do wojsk, które niby do hebrajskiej ziemi świętej na wojnę z Saracenami iść mają. Przeto tylko obcych do tego wojska szukam. Chciałem zresztą, nim na Sasów uderzę, gońców słać do was, byście mi słowiańskie hufce użyczyli, abym siły miał wystarczające. Dobrze się stało, żeście sami tu przybyli. Nie muszę przez gońców prosić was o wsparcie.
– A skąd mieliście pieniądz na te zaciągi? Wszak macie już kilka tysięcy tych obwiesiów pod bronią. A to kosztuje.
– Powinniście wiedzieć kneziu, że tych obwiesiów wszędzie poza naszymi granicami kat czeka. Oni wiedzą o tym i dlatego u mnie schronienia przed powrozem szukają. Nie płacę im na razie żadnego żołdu. Dostają jeno żarcie i dach nad głową. Niech będą radzi, że ich łby u mnie bezpieczne są. A po wyprawie z łupów na żołd dla nich grosza aż nadto będzie – Heinrich odpowiedział na to podejrzliwe pytanie bez chwili namysłu już wcześniej wymyślonym kłamstwem. W rzeczywistości płacił najemnikom żołd z pieniędzy jakie otrzymał od Duńczyków i Sasów, a które zobowiązał się oddać, gdy zdobędzie władzę. Nie wiedział też „Kruty”, że Heinrich potajemnie herzogowi Magnusowi już przyrzekł saską zwierzchność na Obodrytami, ogromny trybut i oddanie ziem Nordalbingów zagarniętych przez „Krutego” za militarne wsparcie go przy przejmowaniu władzy u Obodrytów.
Odpowiedź Heinricha uspokoiła staregoo knezia, gdyż miała pozór prawdy. Skierował więc rozmowę na inne tematy. Skarżył się, że w jego wieku inni przypiecka ciepłego nie opuszczają, a on jeszcze dalekie wyjazdy odbywać musi. Skarżył się i na wiece, że jego rezygnacji z funkcji knezia przyjąć nie chcą. Wypytywał też o sprawy miejscowe, które Heinrich obszernie relacjonował. W trakcie całej rozmowy Sławina nieustannie dolewała wszystkim miodu. Rozochoceni „Kruty” i jego towarzysze nie zwrócili uwagi na to, że od pewnego momentu im dolewała miodu z innego dzbanu niż Heinrichowi i jego ludziom. Mocniej im niż gotschalkowym szumiało w głowach i powoli tracili świadomość miejsca i czasu. Nagle na znak dany przez Heinricha stojąca za jego plecami służba rzuciła się na knezia i jego towarzyszy. Ci nawet nie zdążyli za kordy siągnąć. Wszyscy zginęli od pchnięcia nożami w plecy.
Tak zakończył życie wybrany przez wiec kneziem, nieznany z imienia Obodryta, przez „kronikarza” Helmolda „Krutym” nazwany. Blisko czterdzieści lat stał na straży wolności Obodrytów. Zrzucił zależność od obcych, wypędził obcy kler hebrajskiego boga, zburzył jego kościoły, zrąbał wszystkie jego symbole. Na całkowite zapomnienie i wymazanie z historii (jak naszego Bolka II) skazać go niemiecki kler nie mógł, bo zbyt długo kierował Obodrytami i zbyt wiele klęsk zadał saskim herzogom. Jedyne co udało się niemieckim kronikarzom, to skazanie na zapomnienie jego imienia i zastąpienie go nadanym przez Helmolda przydomkiem „Kruty”. Nie było to jego prawdziwe imię – gdyby był faktycznie „okrutny”, „zły”, „srogi” – Obodryci nie wybraliby go kneziem i nie kierowałby Związkiem Obodryckim prawie czterdzieści lat nie wywołując przeciwko sobie buntu. A tego Helmold nie odnotował – co świadczy o pełnym poparciu Obodrytów do owego „bezimiennego” knezia.
.
Epilog.

.

Po zamordowaniu „Krutego” gotschalkowy pomiot – Heinrich – z militarną pomocą saskiego Magnusa i niemieckich dostojników kościelnych oraz własnych zaciężnych wojsko złożonych z szumowin niemieckich i duńskich przejął władzę. Wielokrotnie wybuchały przeciwko niemu bunty, które brutalnie tłumił. Zawiódł początkowo wspierających go niemieckich dostojników kościelnych, gdyż pomny losu swego ojca, choć był wyznawcą hebrajskiego boga, nie narzucał nadjordańskich guseł Obodrytom ani nie zwalczał pogaństwa. Niemniej wzorem ojca renegata podbijał krok po kroku kolejne plemiona połabskie narzucając ich siłą zwierzchność – i ogromne daniny. Ten siłowy podbój wrogich mu plemion krystowiercza propaganda nazwała i nadal nazywa „jednoczeniem” Połabia zamiast  jego zniewalaniem. Dla niej, dla krystowierczej propagandy, nawet brutalny, siłowy podbój, jeśli jest w interesie kościoła i służy szerzeniu nadjordańskich guseł, jest czymś dobrym – jest „jednoczeniem” – a nie agresją, najazdem, podbojem i zniewoleniem.
Pod koniec życia Heinrich, zapewne przekonany, że potrafi już stłumić każdy opór, zdecydował się w uzgodnieniu z arcybiskupem Bremy Adelberonem na ściągnięcie do Obodrytów kanonika, późniejszego biskupa i „świętego”, Vizelina, z zadaniem „misjonowania” wśród Słowian. Wywołało to wściekłość Obodrytów i kolejne bunty. Rok po ściągnięciu „misjonarza Słowian”, Vinzelina, Heinrich został przez zbuntowanych, a podbitych przez niego Glinian, zabity w 1127 roku. Przybył do ich głównego grodu, akurat gdy świętowali Jare Gody i powrót wiosny. Na widok renegata zawrzali gniewem. Gdy on, udając, że ich wzburzenia nie widzi, w asyście licznej drużyny przybocznej zbliżył się do świętujących przy ogniskach, nagle poleciała w jego stronę ulewa strzał. Od czasu przejęcia przez niego władzy Glinianie nawet podczas świąt mieli broń przy sobie. Heinrich zginął na miejscu, a i większość jego drużyny padła od strzał Glinian. Reszta uciekła. Po jego śmierci rozgorzała wojna domowa pomiędzy jego synami. Obaj w niej ponieśli śmierć. Związek Obodrycki po ich śmierci na stałe rozpadł się na dwie części. Ziemiami Wagrów w latach 1129-1131 rządził Duńczyk Kanut Lavard. Po jego śmierci władzę u Wagrów przejął ostatni Nakonida, Przybysław, bratanek zabitego Heinricha gotschalkowica, syn wypędzonego a następnie zabitego renegata Budiwoja. Natomiast tereny właściwych Obodrytów w latach 1031 – 1160 przeszły pod władzę Niklota, ostatniego obodryckiego, pogańskiego knezia. Obronił własne państwo przed fanatyczną krucjatą połabską w roku 1147. I choć nie zdobył pełnej niezależności Obodrytów od Niemców, jaką wywalczył „Kruty”, i on wiernie trwał przy starych bogach, co ostatecznie przesądziło o jego losie – zginął w zasadzce w roku 1160 z rąk najeźdźcy niemieckiego jako ostatni pogański kneź Obodrytów. O nim szerzej będzie w jednej z kolejnych opowieści.

Powrócę jeszcze do knezia „Krutego”. Jak już pisałem, jego imienia nie znamy. Helmold zgodnie z kościelną procedurą „damnatio memoriae” celowo imienia jego nie odnotował, zastąpując je wymyślonym przez niego samego przydomkiem „Kruty”, który miał za zadanie przedstawiać knezia w jak najgorszym świetle – jako „okrutnika”. Pewnymi historycznie faktami są jego zwycięstwa nad saskim pomagierem Budiwoja, herzogiem Ordulfem, o którym Adam z Bremy pisał, że z powodu notorycznych klęsk ponoszonych od Słowian stał się „pośmiewiskiem u swoich”. Nie jest dokładnie znana data śmierci „Krutego” i w różnych opracowaniach wystąpuje w tej kwestii rozrzut wynoszący 15 lat – od 1090 do 1105. Ta ostatnia data – rok 1105 wydaje się jednak najpewniejsza. Bo to dopiero w tym roku, po wymuszonej abdykacji Heinricha IV przez syna związanego z antycesarską opozycją, sytuacja wewnętrzna w Nienczech na tyle uspokoiła się, że możliwe było silne militarne wsparcie saskiego Magnusa udzielone gotschalkowemu synowi. Wcześniejszy zamach na „Krutego” nie miałby sensu, gdyż władzę przejąć mógłby ktoś inny a nie znienawidzony u Obodrytów zamachowiec, wychowany na duńskim dworze. Tak więc można założyć, że „bezimienny” kneź kierował Związkiem Obodryckim blisko 40 lat – od śmierci Gotschalka w 1066 roku do spisku, w którym sam stracił życie w roku 1105. Mało też prawdopodobne jest, że wspominana w „kronikach” Sławina była jego żoną. Już sam fakt, że tuż po zamordowaniu „Krutego” wzięła krześcijański ślub z zabójcą jej domniemanego męża wskazuje, że sama była wyznawczynią krysta, a przynajmniej sympatyczką krystowierstwa. A przecież nie mogła nią być z oczywistego względu – przez ostatnie 40 lat u Obodrytów nie było ani jednego kościoła i ani jednego krystowierczego kapłana który mógłby ją indoktrynować. Nikt nie mógł więc jej zarazić wiarą w krysta. Powie tu ktoś – ale mogła nią zostać przed likwidacją przez „Krutego” kościoła. Zgoda! Mogła! Ale wtedy ani „Kruty” jej, ani ona jego na małżonka by nie chciała. Ponadto gdyby poznała krystowierstwo przed jego likwidacją przez „Krutego”, byłaby wiekiem dużo starsza od Heinricha gotschalkowica, wobec czego trudno przypuścić, że wziąłby on za żoną kobietę starszą od siebie, gdy tyle młódek było dookoła. Wydaje się więc, że najbardziej prawdopodobnym założeniem jest, iż przybyła do Obodrytów razem z Heinrichem, następnie w jakiś sposób dostała się do najbliższego otoczenia „Krutego” – ale z wyznaczoną jej misją – miała w odpowiednim momencie pomóc go zgładzić, za co w nagrodę została żoną zabójcy – samozwańczego nowego knezia. Helmold wymyślił bajkę, że Sławina była żoną „Krutego”, by pokazać, że nawet jego własna żona go nie chciała i pomogła krystowiercy Heinrichowi w jego zabójstwie. Bo taki był zły. A tymczasem pokazał, że krystowiercy nawet przed zabójstwem się nie cofają, byleby zdobyć władzę.

Na koniec zamieszczam jeszcze propagandowy obraz krystowierczy pędzla Christoffera Wilhelma Eckersberga z roku 1812 pt: „Św. Vizelin/Wicelin rozdający żywność potrzebującym”.
.


.
Vizelin to ten ściągnięty rok przed śmiercią Heinricha „misjonarz” Połabia. Załgana krystowiercza propaganda przedstawia go jako miłosiernego i szlachetnego dobroczyńcę. Przypomnę jednak w tym miejscu, co o północnych Połabianach, niechcąco chyba, napisał Helmold: „…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”.
No i właśnie – dokąd północne Połabie, jak i zresztą cała Słowiańszczyzna była pogańska, dotąd u Słowian nie można było znaleźć (…) kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku. Niedostatek, bieda, nędza i rzesze żebraków pojawiły się u Słowian razem z krystowierstwem. Sam kk był nienasyconym pasożytem i ciemiężcą wpędzającym poddanych w nędzę. I wtedy ten i ów duszpastuch rozdawał wpędzonym przez krystowierstwo w nędzę ułamek promila tego, co kk od nich nagrabił. A kościelna propaganda nagłaśnia to jako przykłady wspaniałomyślności i szlachetności przedstawicieli kleru, troszczących się o wygłodniałą biedotę. Tyle, że gdyby wcześniej poddanych w nędzę nie wpędzili, nie musieliby biedocie rozdawać ochłapów. Gdyby nie było krystowierstwa, „misjonarzy” Słowian, kościołów, biskupów i rzymskich szubienic u Słowian, do dzisiaj nie można by było znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku.
.
.
opolczyk
.
PS
W ramach przypisów prezentuję garść linków wikipedycznych (nie zawsze do końca załganych).
.
Wielki bezimienny kneź Obodrytów:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krut
.
Jego zabójca, renegat Henryk/Heinrich
https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Gotszalkowic
.
Hipotetyczny założyciel dynastii Nakonidów:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Nakon
.
Arcy-renegat Obodrycki Gotschalk:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gotszalk
.
Kolejny renegat – gotschalkowic Budiwoj
https://pl.wikipedia.org/wiki/Budiwoj
.
Ostatni Nakonida:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Przybys%C5%82aw_wagryjski
.
„Misjonarz” Połabian Vizelin:
https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awi%C4%99ty_Wicelin
.
Sascy herzogowie – pomagierzy Budiwoja i Heinricha gotschalkowiców:
https://de.wikipedia.org/wiki/Ordulf_(Sachsen)
https://de.wikipedia.org/wiki/Magnus_(Sachsen)
Nieudolny cesarz zmuszony do abdykacji przez syna:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_IV_Salicki
.

Masakra i żałoba w Strefie Gazy – potępiam Izrael!

.

.

Potępiam Izrael za kolejną masakrę urządzoną Palestyńczykom. W piątkowych zamieszkach śmierć poniosło 16 Palestyńczyków, a ponad 1400 zostało rannych. Wśród nich ok. 20 jest w stanie krytycznym.
.
Palestyńczykom, zwłaszcza rodzinom zabitych i rannych składam wyrazy współczucia i żalu. Składam też wyrazy solidarności ze wszystkimi Palestyńczykami.
.
Czy nikt nie jest w stanie powstrzymać zbrodniczych działań Izraela w Strefie Gazy?

Gdzie są ci wszyscy krzykacze i pyskacze zachodni, humaniści i  humanitaryści, obrońcy praw człowieka, wolności i demokracji? O jednego byłego agenta GRU i jego córkę otrutych w operacji fałszywej flagi przez brytyjskie tajne służby ryczeli jak szaleni wygrażając pięścią w stronę Kremla. A gdy Izrael urządza masakrę – to milczą…

.

opolczyk

.

PS

Zamierzałem w ramach prima apilis wrzucić tylko poniższy żarcik o „zmartwychwstaniu”, ale nie jest mi do żartów…

.

Relacja z kolejnego posiedzenia inkwizycji…

.

.

Tym razem inna osoba, znajomy z Wrocławia, obserwował posiedzenie inkwizycyjnej dintojry.
Zeznawało trzech świadków: dyrektor Ślężańskiego Ośrodka Kultury, Sportu i Rekreacji – Drozdowski, były starosta powiatu wrocławskiego – Szawan i burmistrz Sobótki – Dobrowolski. Wszyscy trzej podtrzymali zeznania złożone kilka lat temu w inkwizycyjnej prokuraturze. I wszyscy trzej kręcili, że już za bardzo nie pamiętają, o co jestem oskarżany. Dopiero wspólnym wysiłkiem inkwizytorki-prokuratorki i prawniczki Lubczyńskiej, reprezentującej szefa sulistrowickiej szajki – ks. Staszaka – z trudem przypominali sobie moje „obraźliwe” pod adresem żydo-katolicyzmu, kościoła i Staszaka wypowiedzi. A więc obraziłem ich mówiąc o katolickim kanibalizmie, żydłakach i zaprzańcach.
Faktycznie pisałem, że tzw. „komunia św.” to symboliczny kanibalizm. Ale przecież zgodnie z doktryną kk podczas tzw. „przeistoczenia” tzw. „hostie” stają się „ciałem krystusa”. Po czym owieczki dostają je do jamy gębowej i zjadają je. Zjadają „ciało krystusa”! Czyż nie jest to SYMBOLICZNY KANIBALIZM?
A czy osobę ślepo wierzącą w żydowskie wymysły z żydowskiej biblii i czczącej żydowskiego Jahwe i żydowskich krystowierczych idoli – Joszue i Miriam nie można nazwać żydłakiem – Polakiem ze zżydzoną mentalnością? Można – i nie jest to obraza a stwierdzenie faktu.
I czy Polaka tępiącego kulturę słowiańską a promującego i kultywującego antykulturę nadjordańską, żydogenną, można nazwać zaprzańcem? Myślę że taki! I nie jest to obraza a stwierdzenie FAKTU – tylko zaprzaniec tępi własną rodzimą kulturę na rzecz obcej, zrodzonej w Azji nad Jordanem i narzuconej naszym przodkom po kilku buntach antykościelnych brutalną siłą, ogniem i mieczem – z pomocą niemieckich ciężkozbrojnych wojów wspierających rychezowy pomiot – wykupionego złotem z klasztoru Kazimierza nazwanego przez kler „odnowicielem”.
.

Wyrok nadal nie zapadł. Kolejne posiedzenie inkwizycji odbędzie się 24 maja o godz. 9:40, w tej samej sali 53 inkwizycji karnej Wrocław Krzyki.
.

Wygląda na to, że samymi kosztami procesowymi mogą mnie załatwić na „amen”…

.

Na pohybel rzymskiej szubienicy….

.

opolczyk

.

PS

Dla niezorientowanych – rekapitulacja farsy procesowej:

I jeszcze jedna informacja – znajomy obserwujący opisane powyżej posiedzenie dintojry był obserwatorem pierwszego jej posiedzenia w styczniu. Zapytał wtedy, czy może nagrywać posiedzenie na „komórkę”, ale oskarżyciele nie wyrazili na to zgody.  Wstydliwie nie chcą, aby proces został upubliczniony. A głoszą hasła, że „prawda nas wyzwoli”. Jaka „prawda”? Nadjordańska?
.