Fenomen Ronniego O’Sullivana i jego tysięczny stupunktowy brejk (Century Break)…

.

.

Zapewne zdziwi niejednego czytelnika niniejszy wpis. Nie będzie w nim ani o Słowianach, ani o polityce. Tak się składa, że jedyną dyscypliną sportową, którą (jeśli mam akurat wolny czas) chętnie oglądam, to snooker. Jest to odmiana bilarda popularna zwłaszcza w Wielkiej Brytanii:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Snooker#St%C3%B3%C5%82
.
Chciałem o tysięcznej „setce” Ronniego („setka” to brejk z uzyskanymi stu lub więcej punktami bez skucia, w jednym ciągu) napisać od razu, ale miałem na głowie kilka innych spraw. Piszę więc z poślizgiem 8 dni. Prezentuję film z tym – można go chyba tak nazwać – historycznym frejmem w wykonaniu Ronniego O’Sullivana:
.

.
Był to ostatni już frejm w tym pojedynku finałowym (grano do 10 wygranych frejmów) w turnieju Players Championship 2019. Ronnie prowadził 9:4. Brakował mu jeszcze tylko ten jeden frejm. Rozegrał go fenomenalnie.
Pierwszy też raz zdarzyło się, że po zdobyciu setnego punktu sędzia nie uciszał widowni. Normalnie zawsze jest tak, że gdy widownia zbyt długo nagradza brawami jednego z graczy za dobre zagranie, wbicie bili frejmowej czy zrobienie „setki” pod rząd, nim zacznie on kontynuować grę, sędzia publiczności nakazuje ciszę, by zawodnika nie dekoncentrować. Zawsze! Ale w tym frejmie po wbiciu setki sędzia nawet nie próbował uciszać publiczności i kontynuującemu grę Ronniemu do końca towarzyszyła owacja na stojąco. Zresztą w tym momencie i frejm i mecz były już przesądzone. Przy czym setny punkt tysięcznej „setki” z rozmysłem zdobył lewą ręką. Ronnie zresztą znany jest z tego, że dosyć często przekłada kija do lewej ręki (która jest prawie tak samo pewna jak prawa), gdy zagranie prawą jest utrudnione (tak zrobił i w minucie 3:55).
W zdobytych stupunktowych brejkach Ronnie zdecydowanie prowadzi. Ma ich 1000. Drugim na liście jest Stephen Hendry – 775. Tyle, że on już zakończył przed kilku laty karierę. Trzeci to John Higgins – 750. Ale jest w wieku O’Sulivana (rocznik 1975) i trudno mu będzie go dogonić i dobić do 1000 „setek”. Kolejny na liście, mający realną szansę na 1000 „setek” to pokonany w tym finale na filmie Neil Robertson – 662. Jest młodszy od Ronniego o 7 lat. Neil zdobywa średnio 330 setek w ciągu 10 lat. Tak więc ma szansę na 1000. Ale jeszcze to potrwa. Także Judd Trump (rocznik 1989) ma taką szansę. Na razie ma 601 „setek”. Szanse mają też kolejni na liście – Mark Selby – 574 i Ding Junhui – 500 setek. Są sporo młodsi od Ronniego. Ale potrwa lata, nim zbliżą się do magicznej cyfry 1000 stupunktowych brejków.
Pod poniższym linkiem jest pełna lista setkowiczów mających więcej niż 80 „setek” (zaliczane są tylko „setki” uzyskane w oficjalnych turniejach):
https://snookerinfo.webs.com/100centuries.
.
Tu przyznam się, że kilkanaście lat temu podczas pobytu w klinice rehabilitacyjnej w zacisznym Bad Fredeburgu (na zdjęciu poniżej widać panoramę tego miasteczka)…
.

.

.
…w jednej z kafejek znalazłem stół do snookera. A co najważniejsze, nie był prawie nigdy zajęty. Wśród kuracjuszy znalazłem drugiego zapaleńca i wielokrotnie graliśmy właśnie w snookera. Naturalnie jako absolutni amatorzy. Pamiętam jakie wrażenie robił na mnie ogrom snookerowego stołu. Ma wymiary prawie 3,60 na 1,80 metra. Na poniższej fotce wiadać, jaki jest długi:
.


.
Na filmie u góry tego nie widać, gdyż kamery nieomal bez przerwy pokazują stół od strony krótszego boku. I naprawdę – trafiać na takim stole „długie bile” rzeczywiście nie jest łatwo. A tym bardziej robić to tak, by równocześnie białą bilę właściwie ustawić do następnego uderzenia.
.
Już dawno nie grałem w snookera. Tu, w Pforzheimie też są do niego stoły, ale zawsze oblegane. A ja nie znoszę tłoku. Tak więc sam już nie gram, ale lubię oglądać mistrzów. Takich jak „The Rocket” – Ronnie O’Sullivan…
.
Polska nie ma jak na razie światowej klasy snookerzystów. Choć szanse na wybicie się mają Kacper Filipiak:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kacper_Filipiak
.
I Adam Stefanów (niestety nie ma go w polskojęzycznej wiki):
https://de.wikipedia.org/wiki/Adam_Stefan%C3%B3w
.
.
opolczyk
.
.

.

Reklamy

Haracz w sulistrowickiej farsie…

.

.

Zamieszczam kwit z żądaniem zapłaty haraczu, jaki otrzymałem z sądu:
.


.
Tu kilka uwag. Data wskazuje, że napisany został dzień po moim telefonie do wrocławskiej dintojry:
https://opolczykpl.wordpress.com/2019/03/11/sulistrowickiej-farsy-poprocesowej-ciag-dalszy/
.

Wysłane wezwanie do zapłacenia haraczu tym razem – i to bez żadnej zwłoki – zaadresowano poprawnie. Gdy idzie o kasę, nie myli dintojra moich adresów. Tu muszę zaznaczyć, że zadziwiła mnie jej „wspaniałomyślność” – wyrok zapadł 30 listopada 2018 i jak do tej pory nie naliczono mi żadnych lichwiarskich odsetek za „zwłokę”. Niemniej nadal nie otrzymałem odpisu wyroku (nie mówiąc już o jego uzasadnieniu). Tak więc mam zapłacić haracz, choć nie wiem za co – czy za „żydłaka”, za „mściwego fanatyka” czy za wytknięcie katolikom uprawiania przez nich  symbolicznego kanibalizmu.
.
Irytuje mnie, że na kwicie nie ma nawet pieczątki sądowej. Ale wszystkie poprzednie kwity (wezwania czy zawiadomienia o rozprawach) były bez pieczątek. Nie wiem, czy jest to wynikiem rozleniwienia przedstawicieli „wymiaru sprawiedliwości”, że nie chce się im wykonać nieskomplikowanego ruchu ręką, czy też jest to oszczędność tuszu – bo on też kosztuje. W każdym bądź razie za np. komuny wszystkie urzędowe bumagi miały urzędowe pieczęcie. Obecnie już nie.
Własnoręcznego podpisu urzędniczki też nie ma. Gdybym ja wystąpił z jakimkolwiek wnioskiem do dintojy i nie podpisał go, byłby „nieważny”. No ale wiadomo – co wolno wojewodzie…
.
Wielu znajomych nie wierzy mi, że za to wszystko winę ponosi oparcie zachodniej „praworządności” na prawie rzymskim. Ale tak jest faktycznie. Prawo rzymskie dawało przywileje obywatelom rzymskim. Ludność nie posiadająca go (zdecydowana większość podbitych ludów) traktowana była – także prawnie – gorzej. Najgorzej mieli niewolnicy – nie mieli żadnych praw. Traktowani byli jako „mówiące narzędzia”.
.
I nimi jesteśmy obecnie.
.

Nieobeznani z „wymiarem sprawiedliwości” zapewne dziwią się takimi praktykami w wykonaniu „sądów”. Mnie w tej materii nic już nie zdziwi. Pamiętam, jak w 2012 roku dostałem wezwanie na rozprawę w charakterze oskarżonego:
.


.
Tyle że wcześniej nie otrzymałem z sądu aktu oskarżenia. Nie wiedziałem więc kto, o co i z jakiego paragrafu mnie oskarża. Pisałem i tym tu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/09/14/postepowanie-opolskiego-sadu/
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/01/11/postepowanie-opolskich-sadow-cd/
.
Akt oskarżenia dotarł do mnie dopiero po pierwszym posiedzeniu sądu. Była to faktycznie farsa w stalu „Procesu” Kafki.
.
Wracając do obecnego procesu – pytali mnie znajomi – dlaczego nie wziąłem sobie adwokata. No cóż – w procesie cywilnym przeciwko mnie i żonie mieliśmy adwokata. Ale nic to nie dało. Wprawdzie składał różne wnioski procesowe mogące nam ułatwić obronę, ale wszyskie zostały przez „sąd” odrzucone jako „zbędne” lub „nieistotne”. Pytali mnie też  – dlaczego nie wnoszę apelacji od wyroku. Otóż wiem z własnego przykrego doświadczenia, że apelacja może zakończyć się jeszcze wyższą karą. Tak było w procesie o TW Renka. W pierwszej instancji nie dostaliśmy żadnek kary pieniężnej. Jedynie żona miała na jej stronie z dokumentami TW „Renka” opublikować „przeprosiny”. Apelację złożyli „Renkowcy” i apelacyjna dintojra we Wrocławiu dowaliła nam 10 000 grzywny, choć dokumentacja TW Renka była niepodważalna:
https://piotrbein.wordpress.com/2014/06/20/tw-renek-dodatkowe-dokumenty/
.
I choć ja nigdy nie nazwałem go kapusiem a jedynie Rysiem gumowe ucho.
http://opole.wyborcza.pl/opole/1,35086,14838600,Dawni_dzialacze__S__zaplaca_za__kapusia_SB___Szkalowany.html
.
Tak więc w procesach polityczno-religijnych (nie wiem jak jest z procesami czysto „kryminalnymi”) obwiniony/oskarżony musi liczyć się z wszystkim – a przede wszystkim z tym, że wszelkie paragrafy będą przez „wymiar sprawiedliwości” łamane – byle mu dokopać.
.
Nadal nie wiem, co jest z grzywnami „prywatnymi” dla oskarżycieli/denuncjatorów. Mówiła o nich urzędniczka, ale kwit, jaki otrzymałem nic o nich nie wspomina. Na razie więc koncentruję się na nim. Chcę mieć tę sprawę po prostu „z głowy” – i to najlepiej bez dodatkowych kosztów zapowiedzianych w kwicie.
.
W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim osobom, które wsparły mnie finansowo. Zamieszczam niniejszym otrzymane od nich meile. Niektóre były króciótkie, inne dłuższe (z najdłuższych zamieszczam fragnenty):
.
.

Trzymaj się Andrzeju , podaj konto. Norwegia cię pozdrawia.

Szanowny Panie.Rowniez od 30 lat mieszkam poza granicami Polski ale w Austrii.Mam 63 lata i rente inwalidzka.Jezeli nie bedzie dla Pana zniewaga to,ze moge wyslac Panu tylko 50 euro,prosze podac nummer Pana konta.Z szacunkiem szczegolnym dla Pana za Pana prace na rzecz Slowian.pozdrawiam

Witam…jeżeli mogę pomóc to chce to uczynić ..lecz mogę tylko 50€ wysłać choć tyle… bo sam borykam się z praca…prosze o zrozumienie…

jestem czytelnikiem pańskiego bloga od wielu, wielu lat i serdecznie za niego dziękuję. Mnóstwo wspaniałej, słowiańskiej treści otwierającej umysł i duszę.
Piszę do Pana ponieważ w poście o „farsie” z przed kilku dni, wyraża Pan prośbę o wsparcie, która bardzo mnie poruszyła. Co prawda u mnie obecnie się nie przelewa, ale myślę, że będę mógł wspomóc chociaż symboliczną kwotą. A wiadomo, że cegiełka do cegiełki… i uzbiera się odpowiednia kwota. Proszę zatem o dane do przelewu.

Ps. I proszę nie przestawać pisać 🙂
Sława !

Witam
Jestem czytelnikiem Pana bloga https://opolczykpl.wordpress.com/ i piszę do Pana aby wesprzeć finansowo w związku z prośbą, na pańskim blogu.
Czytam bloga już kilka lat i podziwiam Pana za ogromną wiedzę i umiejętność dogłębnej i jasnej oceny sytuacji naszej ojczyzny. Na prawdę dużo
musi się zmienić , aby w naszym kraju ludzie zaczęli inaczej postrzegać rzeczywistość w której żyją. Ciekawi mnie poznawanie naszej
tożsamości słowiańskiej i własnej kultury.
Pozdrawiam

WITAM
Proszę o udostępnienie nr konta na które mógłbym przesłać Panu wsparcie, w związku z tym żenującym osądem dintojry

Witam serdecznie.
Panie Andrzeju dziękuję za wszystkie artykuły o naszych Słowiańskich Poganskich korzeniach, dzięki Panu moją droga powrotna do korzeni była o wiele szybsza i całkiem przyjemna choć nie zawsze łatwa, spora część społeczeństwa nie chce znać prawdy ba nawet w rodzinie mojej jest spory podział..ja i cała reszta przeciwko mnie haha, niestety nie jest im łatwo zrzucić kajdany jahwizmu a prawda/miłość i powrót do naszych Słowiańskich Poganskich korzeni ma swoją cenę, naszczęscie udało mi się pociągnąć moją żonę w stronę źródła więc dobrze jest. Wiem że Pana ulubionym Bogiem jest Swarożyc, posąg w drewnie Swarożyca być może największy w Polsce powstanie już w krótce na mojej ziemi pracuje nad tym projektem już jakiś czas i mam nadzieję że uda się w tym roku, całość około 5 metrów grubego modrzewia. Swarożyc jest ulubionym Bogiem moim i mojej żony nawet poznaliśmy się pierwszy raz na ulicy Swarożyca, Rod/Ród i Weles też jest u nas wysoko ceniony. Panie Andrzeju jeśli ma Pan konto PayPal to chętnie dorzucę swoją cegiełkę na opłatę sądową, ewentualnie konto w polskim banku..  Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia niech Bogowie darzą.
Chwała.

Nie potrafię użyć numeru konta – zaakceptuje Pan cosik przez PayPal?, proszę.
Kłaniam się z szacunkiem!

Dobry wieczór,
czytam pańskiego bloga od dłuzszego czasu dlatego czuję się zobligowany do udzielenia pomocy,  
proszę podać nr konta.

Szanowny Panie Andrzeju
Proszę o nr Pańskiego konta, chciałbym Panu w miarę możliwości pomóc w tej trudnej dla Pana sytuacji…
Aż trudno uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę…

Witaj Podaj nr konta wysle pare groszy

Witam panie Andrzeju,
proszę o przesłanie nr konta.
Choć w taki symboliczny sposób chcę podziękować za to, że uświadomił mi Pan swoją twórczością kim jestem i gdzie są moje korzenie.

Sława

Czesc Panie Andrzeju!
Oj, oj, byloby prawie dziwnie gdyby ten sad nie przywalil Panu czyli Nam wszystkim poprzez Pana. Nie karajac Pana obawiali sie ze bedzie to znak dla Nas, Slowian, iz mozemy dobijac sie o swoje swiete miejsca. Bardzo dobrze ze jest ta sprawa opublikowana. Bardzo jestesmy ciekawi jaka bedzie reakcja Polakow na Pana wolanie o pomoc. Oby staneli do walki z Panem. Boze! Jak musi byc Wam ciezko na Duszy!
My wesprzemy Pana natychmiast. Pieniadze przeslemy poczta w paczuszce. Jest to Pana I Nasza bitwa. Na pochybel wrogom!

Czesc Andrzej,

czytalem o Twojej sprawie sadowej i nie mam slow na tych szabesgojow i ten caly system prawniczy. Chce Tobie wesprzec w klopocie i prosze o podanie Twojego konta. Glowa do gory. Na nich tez przyjdzie nieszczescie. Tylko nie dziekuj, Slowianie musza sobie wzajemnie pomagac.

Slawa

Asie podaj nr  konta /dla symbolicznej pomocy/
pozdr

nie martw się i się tym nie przejmuj, nawet przez chwilkę,
epoka chrześcijaństwa już minęła – nie ma stosików teraz jest kapitalizm,
kto ma kapitał może wszystko, można nawet podnosić rękę na świętość,
ale…………… trzeba tylko za to zapłacić.
To to samo jak przekraczam prędkość, mogę łamać przepisy, policja nie miażdży mi samochodu czołgiem tylko płacę jakieś groszaki i jadę dalej.
Prawo trzeba łamać, nie można tylko dać się złapać.

zbieram kasiorę, zobaczymy ile inni pieniacze internetowi zbiorą

Pan się nie odzywa a ja cały dzień zamierzałam napisać aż w końcu piszę.
Skontaktujmy się jutro i obmówmy sprawy zbierania pieniędzy na polskich
przestępców, ja nie uchylam się od pomocy ale jednorazowo zaraz nie będę
mogła wysłać więcej jak 1000. Czy ma Pan kogoś konkretnego co może
wyłożyć jako takie sumy? Ja mogę zwrócić się do paru osób ale nie wiem jaki
będzie rezultat? Może by Pan napisał jakąś prośbę wytłumaczenie na co ta
składka, ja nigdy przedtem nie zbierałam w podobnym celu, to nie wiem jak to
się robi. To do usłyszenia….

Wszystkim tym, którzy mnie wsparli, serdecznie dziękuję!
.
.
opolczyk

.

PS
.
A tak na marginesie – w roku 2012 zgłosiłem do prokuratury popełnienie przestępstwa obrażania moich uczuć religijnych podczas haniebnych odpustów cysterskich nazywanych szumnie „festiwalem kultury słowiańskiej i cysterskiej”. Podczas jednego z nich w roku 2010 profanowano posągi bogów słowiańskich:
.
Prokuratura nie ruszyła wtedy nawet palcem. Katolactwu wolno bezkarnie nasze uczucia obrażać. Gdy odpłacymy pięknym za nadobne – to zaraz jest proces.
I taka to jest katolicka moralność Kalego…
I taka „prawożondność”…

.

.

.

Wstępny szkic do kompendium wiedzy o Słowianach…

.

 

.

Niestety faktem jest, że nie istnieje spisane zwięźle i dobrze kompendium wiedzy o Słowianach, zawartej w jednej książce lub internetowym tekście. Praca taka przerasta moje możliwości czasowe i merytoryczne. Niemniej myślę, że znajdzie się ktoś, kto podejmie takie wyzwanie. Ja sam mogę się ewentualnie pokusić o zwięzły szkic, jak takie kompendium moim zdaniem powinno wyglądać i co powinno zawierać. Przy czym ograniczę się głównie do plemion żyjących na terenach dzisiejszej Polski, które siłą włączone zostały do państwa piastowskiego (co eufemistycznie nazywane jest „jednoczeniem plemion”). Kompendium dotyczące wszystkich plemion słowiańskich (a więc dodatkowo połabskich, załabskich, południowych i wschodnich) byłoby grubości encyklopedii i chyba przerasta możliwości jednego autora.
.
Co powinno zawierać kompendium wiedzy o Słowianach (kolejność niekoniecznie jak ta podana przeze mnie)?

.
1. Etnogeneza Słowian
Musi zawierać etnogenezę Słowian, ze szczególnym uwzględnieniem badań polskich genetyków:
https://www.polskieradio.pl/7/179/Artykul/823726,Slowianie-byli-tu-zawsze-Archeolodzy-w-szoku
.

.
Tę sprawę chyba należy podkreślić już na początku, aby ostatecznie rozprawić się z kolportowaną nawet przez „polskich” historyków niemieckofilską teorią allochtoniczną, jakoby Słowianie nad Wisłę, Wartę i Odrę przybyli dopiero w V-VI wieku.
.
2. Zasięg osadnictwa słowiańskiego
Tereny zamieszkałe w przeważającej części przez Słowian to nie tylko tereny współczesnej Polski – to cała środkowa i prawie cała wschodnia Europa. Należy wspomnieć też o osadnictwie słowiańskim sięgającym na południu Europy po Bałkany (osobiście nie jestem pewien, kiedy tam Słowianie dotarli), a na zachodzie za linię Łaby. Bo istniały także plemiona Załabskie, najeżdżane przez katolickich Franków już w VII i VIII wieku, żyjące na terenach przypisanych przez Tacyta (lub przez fałszywkę przypisaną Tacytowi, a „odnalezioną” w roku 1455 w niemieckim klasztorze Hersfeld, będącą jedynym rzekomym oryginalnym tekstem „Germania” Tacyta) i innych kronikarzy rzymskich umieszczających na ziemiach Słowian Germanów.
.


.
Przy zasięgu osadnictwa słowiańskiego nie od rzeczy byłoby ustosunkowanie się do kolportowanych w sieci mapek zasięgu „słowiańskich genów”:
.

.


.
Nie mam żadnej pewności, czy odpowiadają one rzeczywistym obiektywnym badaniom, czy tylko życzeniom osób je kolportujących. Ale gdyby nawet zasięg „słowiańskich genów” sięgał Persji i Indii, należy wspomnieć o tym, że ewentualni Słowianie, którzy tam dotarli, trafili na wysoko rozwinięte kultury cywilizacyjne i sami szybko ulegli cywilizacyjnym wynaturzeniom. Przez co poza genami z kulturą Słowian nic ich nie łączy. Podobnie jest z rzekomym bliskim powiązaniem wierzeń i panteonu słowiańskiego z hinduskimi Wedami. Wedy wymyślono w celu usankcjonowania systemu stanowo-kastowego panującego w Indiach, przez co z egalitarnym systemem społecznym Słowian, a także z wierzeniami i panteonem słowiańskim mają niewiele wspólnego. Natomiast kolportowane w internecie tzw. „Wedy aryjsko-słowiańskie” to ewidentna współczesna fałszywka rosyjskich nacjonalistycznych pseudo-Słowian.
.
Pisząc o zasięgu osadnictwa słowiańskiego nie można pominąć i tego, że żył na tych ziemiach już wcześniej także nieliczny, prastary lud zwany „Staroeuropejczykami”. Został on wchłonięty przez Słowian i do dzisiaj jego geny istnieją w puli genetycznej współczesnych Polaków. Nie można także pominąć faktów, że na tereny osadnictwa słowiańskiego „zaglądały” różne niesłowiańskie ludy (np. Celtowie czy Scytowie), lub nawet, że przez te tereny przemaszerowały w okresie „wędrówek ludów” (np. Goci czy Wandalowie). Część z ich „maruderów” osiadała wśród Słowian. Pomiędzy Słowianami a przybyszami następowała naturalnie wymiana kulturowa, a także genetyczna.
.
3. Struktura społeczna u Słowian
Słowianie nigdy nie stworzyli jednolitej wspólnoty przypominającej współczesny naród. Byli podzieleni na dziesiątki mniejszych i większych plemion, z których każde było jednostką w pełni autonomiczną. Ale i plemiona nie tworzyły mini-narodowych jednorodnych wspólnot. Przez tysiąclecia każda pojedyncza osada słowiańska, każde opole i każdy gród były jednostkami autonomicznymi, którym nikt z zewnątrz nie narzucał swej woli.
Inną cechą struktury społecznej Słowian był egalitaryzm. Dobrze obrazują go wykopaliska archeologiczne grodów typu biskupińskiego, których najbardziej rzucającą się cechą był brak wyróżnionych wielkością i okazałością siedzib. Wszystkie domostwa w tego typu grodach były podobnej wielkości i o podobnym standardzie, co podkreśla panujący w nich egalitaryzm.
.


.
Zresztą egalitarny charakter przynajmniej większości plemion słowiańskich podkreślają też fragmenty kronik bizantyjskich, na które można się powołać. Przytoczę jedną z nich:
.
„… te plemiona, Sklawinowie [plemiona naddunajskie] i Antowie [plemiona osiadłe między Dniestrem a Dnieprem], nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu.”
Prokopiusz z Cezarei (VI w. – historyk grecki)
.
Podobnie było praktycznie u wszystkich plemion słowiańskich. I wprawdzie różne wykopaliska na terenie dzisiejszej Polski mogą wskazywać na zróżnicowany status społeczny starożytnych mieszkańców konkretnych stanowisk archeologicznych, dotyczy to jednak ludności niesłowiańskiej, a tej, która jakiś czas „bawiła” na ziemiach Słowian. U Słowian przez tysiąclecia dominował egalitaryzm – czyli równy status społeczny wszystkich członków wszystkich plemion i lokalnych wspólnot. Bardzo długo nieznana też była u Słowian instytucja kniazia – księcia. Na codzień kierowała życiem wspólnot ciesząca się poważaniem starszyzna, a ważniejsze decyzje zapadały na wiecach. Pojawienie się instytucji kniazia-księcia u Słowian nastąpiło późno, najprawdopodobniej dopiero we wczesnym średniowieczu i było obcym wpływem. Choć zaznaczyć należy, że początkowo kniaź-książe nie był władcą w obiegowym tego słowa znaczeniu. Był wybierany przez wiec i przezeń w razie czego mógł zostać odwołany. Nie była to też funkcja dziedziczna. Kniaź praktycznie nie posiadał żadnej władzy, nie mógł np. wspólnotom, które go wybrały, apodyktycznie czegokolwiek narzucać. Był czymś w rodzaju seniora plemienia, jego reprezentantem, a nie władcą. Dopiero z upływem czasu reprezentacyjna funkcja kniazia przeistoczyła się w instytucjonalnego apodyktycznego władcę, typowego dla ówczesnego krystowierczego feudalizmu.

.
Odzielnym i ważnym aspektem systemu społecznego Słowian była pozycja w nim kobiet. Dominuje w tej kwestii u historyków i badaczy pogląd, że u Słowian kobiety były pozbawione głosu i nie miały wpływu na np. decyzje podejmowane na wiecach. Z drugiej strony wiadome jest, że szamanki, wiedźmy cieszyły się ogromnym szacunkiem i prestiżem, i że porad u nich zasięgali wszyscy ze starszyzną włącznie. Nie wiem, czy kobiety zabierały głos na wiecach – ich „dziedziną” był dom (były „kapłankami” ogniska domowego), ale bezprzecznie przed podjęciem wiążącej uchwały na wiecu dezyzja dotycząca np. wyruszenia na wyprawę wojenną była konsultowana z matkami, żonami, a zwłaszcza z szamankami. Zapewne zdarzało się też, że gdy młode rozpalone głowy bez kobiecej konsultacji uchwaliły na wiecu wojnę, zaraz po wiecu obrywały w domach po rozpalonych łbach od matek, a nawet żon, po czym na kolejnym zwołanym nazajutrz wiecu zmieniano decyzję. O tym, że kobiety u Słowian nie miały statusu podrzędnego, świadczy choćby legenda o Wandzie. Jak wiemy, w każdej legendzie tkwi jakieś ziernko prawdy. W tej legendzie jest nim status społeczny kobiet u Słowian a nie konkretna osoba – Wanda. Jeśli w legendzie mogła być ona władczynią u Wiślan, świadczy to po prostu o tym, że kobiety nie były u Słowian istotami podrzędnymi, pozbawionymi prawa głosu „służebnicami pańskimi”.
.
4. Kultura Słowian
Zacznijmy od kultury duchowej. Jest to temat wielowątkowy i niezwykle obszerny. Znajdziemy w nim m.in. kosmogonię, panteon, wierzenia, zwyczaje i obrzędy, oraz święta i kalendarz Słowian. Niestety będzie to też temat najbardziej chyba kontrowersyjny. Np. nie ma zgody wśród badaczy, a nawet rodzimowierców na to, jak wyglądał panteon Słowian i czy był w nim bóg naczelny. Wiele imion bogów słowiańskiego panteonu przechowało się w tzw. „tradycji ludowej” i nie ulegają one wątpliwości: Swaróg, Swarożyc, Mokosz, Perun, Świętowit, Trygław czy Weles są bez wątpienia bogami z panteonu Słowian. Natomiast Białobóg czy Czarnobóg to już krystowiercze wtręty:
https://opolczykpl.wordpress.com/panteon-i-imiona-slowianskie/
.
Zdecydowana większość słowiańskich bogów była personifikacją sił Natury (np. Perun, Strzybóg, Pochwist), bądź deifikowaną personifikacją Matki Ziemi i życiodajnego Słońca (Mokosz i Swarożyc). Bogów całkowicie abstrakcyjnych panteon Słowian nie znał. Wbrew wielu badaczom a także części rodzimowierców, panteon słowiański nie miał w moim przekonaniu boga najwyższego. Zakusy, by któregoś z nich za takiego uważać, to wpływ religii greckiej, rzymskiej i krystowierstwa. Panteon Słowian odpowiadał ich egalitarnej strukturze społecznej. Wszyscy bogowie byli równi, z tym że każdy z nich miał własną dziedzinę, za którą odpowiadał. Choć bezprzecznie w różnych plemionach, a nawet w oddzielnych osadach słowiańskich istniała instytucja boga ulubionego, „patrona” szczególnie tam czczonego. W Retrze/Radogoszczy był to Swarożyc, w Arkonie Świętowit, na Pomorzu Szczecińskim Trygław, a w Kijowie Perun.
.
Co do kosmogonii, bezprzecznie istniał podział całej rzeczywistości na trzy „dziedziny” – Jawię, Prawię i Nawię. Nie za bardzo wiadomo, do jakiej „dziedziny” należały istoty niematerialne, niższe od bogów – a więc np. rusałki, wodniki, upiory, strzygi i inne „duszki” i demony. Nie ma też pewności, które z nich są krystowierczymi „dodatkami” do rzeczywistej słowiańskiej demonologii. Nie ma też pewności, jak Słowianie wyjaśniali sobie powstanie świata. Odpowiedzi na to pytanie nie znajdziemy odwołując się do innych kultur przedcywilizacyjnych. Znane są bowiem mitologie pogańskie głoszące stworzenie świata, ale znane są też koncepcje „stacjonarne” , głoszące że świat istniał od zawsze. Pośrednią pomiędzy nimi jest koncepcja cykliczności, która głosi, że kolejne światy giną, po czym się odradzają. Istnieje też możliwość, że u różnych plemion słowiańskich istniały różne koncepcje kosmologiczno-kosmogoniczne.
Znane są też różne koncepcje „eschatologiczne” dotyczące wyobrażeń życia po śmierci. Wg jednych koncepcji Słowianie akceptowali realność reinkarnacji, wg innych koncepcji już nie. Nie ma nawet zgody co do tego, czy Nawia i Wyraj to oddzielne „krainy” lub „dziedziny”, czy też różne nazwy tej samej. Tu nie można wykluczyć, że i u pogańskich Słowian istniała w tej kwestii różnica zdań.
Istnieje za to zgodność co do tego, że otaczający Słowian świat nie był dla nich martwą materią. Nawet głazy na polu były siedzibą duchów. Świat pełen był przeróżnych niższych i wyższych duszków, demonów, zjaw i istot, jednych życzliwych ludziom, innych nie. Dużą rolę odgrywały w związku z tymi wierzeniami u Słowian magia, zaklęcia i talizmany mające trzymać w ryzach demony i duchy nieżyczliwe, oraz mające zapewniać pomoc i wsparcie tych życzliwych. Z tym, że i w tej dziedzinie występiwały w obrębie Słowiańszczyzny różnice regionalne, często spowodowane wpływami ościennnych niesłowiańskich sąsiadów.
.
Ważnym elementem kultury Słowian były przeróżne zwyczaje i obrzędy. Już sam opis zwyczajów i obrzędów przy okazji różnych świąt, czy wydarzeń jak narodziny dzieci, postrzyżyny i zapleciny, śluby/wesela i uroczystości pogrzebowe to b. obszerny temat. Tym bardziej, że i tu znajdziemy spore różnice regionalne. Przy okazji obrzędów i zwyczajów kompendium powinno zawierać wszystkie te, które do dzisiaj przetrwały zarówno w tzw. „tradycji ludowej” (folklorze) jak i te, które przywłaszczyło sobie krystowierstwo nadając im nadjordański koloryt i interpretację.
Podobnie zresztą kompendium powinno zawierać spis słowiańskich świąt z możliwie pełną listą tych świąt krystowierczych, które zostały z kalendarza słowiańskiego przejęte i skatoliczone, lub które wymyślone zostały po to, by zdublować nimi zwalczane święta słowiańskie (i ogólniej pogańskie – gdyż dublowanie pogańskich świąt lub podszywanie się pod nie zaczęło się już w u schyłku starożytności w cesarstwie rzymskim w IV wieku).
.
Wspomniany powinien być też sam kalendarz słowiański – a więc występujące w nim cztery główne święta solarne: przesilenia zimowe i letnie oraz równonoce wiosenna i jesienna, a także wszystkie znane pozostałe święta związane z fazami Księżyca (najczęściej z pełnią). Sam pełny opis świąt i obrzędów z nimi związanch będzie kolejnym obszernym rozdziałem kompendium. Nie od rzeczy przy okazji kalendarza Słowian byłoby wyjaśnienie, że kolportowany tzw. „Kalendarz słowiański” (pod poniższym linkiem widoczny na samej górze panelu bocznego: „Obecnie mamy rok 7528 według czasu Świątyni Światła Świata”)…
https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/2015/01/02/kalendarz-slowian/
.
…nie ma nic wspólnego ze Słowianami ani z kulturą słowiańską. Wymyślony został przez wschodnich krystowierców w III wieku naszej ery a rokiem początkowym, „zerowym” jest w nim moment domniemanego stworzenie świata w żydo-biblii, wyliczony przez jego twórców właśnie na podstawie żydo-biblii. Obowiązywał w prawosławnym Bizancjum aż do jego upadku. Przejęty został też przez prawosławną cerkiew rosyjską (choć potem zastąpiono go kalendarzem juliańskim) i do dzisiaj jest w użytku u małych odprysków prawosławia. I tenże kalendarz prawosławno-bizantyjsko-krystowierczy okrzyczany został przez pseudo-Słowian za „kalendarz słowiański” i niestety kolportowany jest przez nieświadomych tego oszustwa propagatorów kultury słowiańskiej jako rzekomy kalendarz „słowiański”. Zresztą podobnie „słowiańską” liturgią nazywane jest krystowierstwo w wydaniu Cyryla i Metodego. Jest to oczywiście terminologia myląca. Obrządek nadal jest tu nadjordański, krystowierczy, tyle że odprawiany nie po łacinie czy po grecku, a w słowiańskim języku starobułgarskim.
Przy okazji obrzędów i świąt powinno się poruszyć sprawę świątyń słowiańskich oraz kapłanów-żerców. Przez przeważający okres Słowianie nie znali budowli sakralnych – świątyń. Ich świątyniami była po prostu Przyroda – święte dęby i lipy, święte gaje, jeziora, skały i góry. Budowanie świątyń pojawiło się u Słowian stosunkowo późno i było przejawem przejmowania wzorców od niesłowiańskich sąsiadów (choć nie krystowierców, którzy sami przejęli budowanie świątyń od pogan). Także kapłani żyjący głównie z uprawianego kultu i wróżb (np. w Radogoszczy czy w Arkonie) byli wcześniej u Słowian nieznani. I oni byli elementem obcym, przejętym z zewnątrz. Ich funkcje obrzędowe (np. składanie żertw czy udzielanie ślubów) wcześniej pełnili żercy, z tym że nie posiadali żadnych przywilejów typowych dla kast kapłanów w kulturach cywilizacyjnych – na codzień wspólnie z resztą pracowali na rzecz wspólnoty.
Podobnie posągi przedstawiające bogów to zjawisko u Słowian dosyć późne i także przejęte od pogańskich sąsiadów (Greków, Rzymian i Celtów).
.
Przy kulturze Słowian istotne jest też zaznaczenie że była ona afirmacją życia. Wszystkim świątecznym obrzędom słowiańskim towarzyszyły tańce, śpiewy i uczty, najczęściej przy ogniskach. Natomiast nie było u nich ani jednego święta ponurego. Nie znali przymusowych postów, pokutnictwa, cierpiętnictwa i umartwiania się ku upodobaniu srogich bogów. Ta cecha była jednym z powodów stawianego przez Słowian twardego oporu przeciwko ponuremu, cierpiętniczemu i pokutniczemu krystowierstwu. Inną ważną cechą kultury Słowian była tolerancja. Nie znali Słowianie świętych wojen, krucjat, ani „nawracania” kogokolwiek na swoje wierzenia. Wręcz przeciwnie – do słowiańskich świątyń wstęp mieli niesłowiańscy poganie, a nawet krystowiercy. A w dużych handlowych osadach powstałych u schyłku Słowiańszczyzny na Wolinie i u ujścia Odry do Zalewu Szczecińskiego pozwalano obcym poganom na budowę własnych świątyń. Jedynie krystowiercom z czasem pozwolenie takie cofnięto. Początkowo i im pozwalano na budowę własnych kościołów. Ale każdorazowo, gdy tylko kościół postawili, zaczynali domagać się  wycinania w ich sąsiedztwie świętych drzew i gajów oraz – gdy istniały – burzenia pogańskich chramów, będących dla nich przejawem „bałwochwalstwa”, które zażarcie zwalczali. Nauczeni przykrymi doświadczeniami Słowianie zmuszeni byli wprowadzić wobec krystowierców zakaz budowy na ich ziemiach ichnich kościołów.
.
A skoro wcześniej wspomniałem o języku starobułgarskim – ważnym elementem kompendium wiedzy o Słowianach powinien być rozdział językoznawczy.

5. Językoznawstwo
Powinno obejmować kilka oddzielnych tematów. Jednym z nich jest np. etymologia imion własnych słowiańskich bogów. Ale i etymologia wielu innych imion własnych oraz nazw jest fascynującą dziedziną. Ciekawi mnie np. czy nazwa (Góry) „Świętokrzyskie” jest krystowiercza, pochodząca rzekomo od tzw. „relikwii świętego krzyża” przechowywanej na Łysej Górze w klasztorze, czy jest to nazwa prasłowiańska. Wg niej pierwszy człon (podobnie jak w imieniu Święto-wita) to słowiański wyraz „Święt(e)” (wielkie, wspaniałe – w domyśle – góry), a człon „krzyskie” pochodzi od wyrobu tam już w starożytności w dymarkach żelaza, z którego wyrabiano m.in. krzesiwa, którymi krzesano święty ogień („krzyski” czyli iskry). Nie jestem lingwinistą i nie wiem, czy ta interpretacja jest poprawna, ale taką znam.
Kolejnym ciekawym tematem językoznawczo-lingwinistycznym są imiona słowiańskie i ich znaczenie, także magiczne. Pobieżny szkic tego ciekawego tematu znajdziemy w wikipedii:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Imiona_s%C5%82owia%C5%84skie
.
Kolejnym tematem językoznawczym powinna być toponimia:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Toponimia
.
Wiele nazw geograficznych, także nazw miejscowości ma jednoznaczne pochodzenie z czasów pogańskich. Np. dzielnica Sandomierza, Mokoszyn, to oczywiste odniesienie do Mokoszy. A wieś Swarożyn (Pomorskie) to oczywiste odniesienie do Swarożyca. Znacznie więcej takich nazw funkcjonuje w terminologii lokalnej. Nazwy skał, pagórków, rzeczek, potoków czy obszarów leśnych używane przez lokalne społeczności wprost pochodzą z czasów pogańskich. Niejedna jest w Polsce skała czy góra, źródełko czy potok Peruna, Trygława lub innego słowiańskiego boga, niższego bóstwa czy demona. I tylko niektóre z nich imiona te noszą oficjalnie – jak np. głaz narzutowy Trygław w Tychowie, niestety sprofanowany umieszczoną na nim rzymską szubienicą:
.


.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tryg%C5%82aw_(g%C5%82az_narzutowy)
.
Sporządzenie możliwie pełnej listy wszystkich lokalnych nazw pochodzących jeszcze z czasów pogańskich to zajęcie na lata dla cierpliwego poszukiwacza i wędrowca. Niemniej taka lista pokazałaby nadal utrzymujące się wpływy pogańskie na lokalne nazewnictwo. Ciekawa byłaby też lista np. nazw ulic i placów związanych ze słowiańską kulturą pogańską. Wiem np. że w pięciu miastach polskich są ulice Swarożyca (Chojnice, Kraków, Poznań, Szczecin i Warszawa). Pełna lista innych słowiańskich, pogańskich nazw ulic i placów byłaby dobrym uzupełnieniem kompendium.
.
Przy okazji językoznawstwa poruszona powinna być sprawa słowiańskich run. Bo nie jest prawdą, że Słowianie byli analfabetami i nie znali pisma. Imiona bogów w świątyni w Radogoszczy wypisane na ich posągach na pewno nie były pisane łaciną ani cyrylicą. Inna rzecz, że Słowianie, posiadając wprawdzie pismo runiczne, nie pisali ksiąg. A zwłaszcza „świętych ksiąg”. Dominowała u nich przez wszystkie tysiąclecia tradycja ustna, przekazywana z pokolenia na pokolenie przy okazji świąt, przy ogniskach, a także w długie jesienne i zimowe wieczory. A że była powtarzana wielokrotnie, nie zachodziła obawa jej zapomnienia. Niemniej o runach wspomnieć należy – umieszczane były zwłaszcza na przedmiotach kultu (rzeźbach i talizmanach) ale i na odzieży, a nawet na przedmiotach codziennego użytku. W tym przypadku miały znaczenie magiczne.
.
6. Kultura materialna
W tym rozdziale należałoby skupić się m.in na dobrze rozwiniętym u Słowian rzemiośle. Byli wszak przez tysiąclecia samowystarczalni. Znali metalurgię, ceramikę, ciesielkę. Wyrabiali na własne potrzeby sprzęt domowy, narzędzia do uprawy pól, broń myśliwską i wojenną. Plemiona żyjące nad wodami budowały łodzie. Własnym przemysłem wyrabiali różnorodną odzież, obuwie, a także biżuterię ozdobną z bursztynu i metali szlachetnych. Można i należy poprzeć to przykładami znalezisk archeologicznych. Nieprawdą bowiem jest, że Słowianie to był dziki lud, któremu rzemiosło przyniosło rzekomo dopiero krystowierstwo. Było wręcz odwrotnie – wiele gałęzi słowiańskiego rzemiosła krystowierstwo zniszczyło, robiąc z wolnych Słowian poddanych pracujących na możnowładców i kler, pozbawionych dostępu do surowców naturalnych jak skóry, futra, rogi i kości zwierzyny łownej czy drewna z „pańskich” lub kościelnych lasów.
Jest też znanym faktem, o czym powinno się wspomnieć, że w kulturze materialnej Słowian nie znajdziemy imponujących budowli jak greckie czy rzymskie świątynie, pałace lub monumentalne akwedukty. Miało to prozaiczną przyczynę – Słowianie żyli w niewielkich wspólnotach, w bezpośrednim codziennym kontakcie z otaczającą ich Przyrodą i po prostu takich budowli nie potrzebowali. Woleli proste życie pełne świąt i tańców, niż tyranie w kamieniołomach. Imponujące budowle były typowe dla kultur cywilizacyjnych, w których istniał system stanowy (istniał on nawet w „demokratycznych” Atenach, gdzie obok arystokracji była biedota oraz niewolnicy). Bez niewolnictwa w starożytnej Grecji czy Rzymie nie powstałaby ani jedna z owych imponujących budowli. W antycznych Atenach np.w okresie największego ich rozkwitu na jednego wolnego przypadało kilku niewolników. To z zysków z ich niewolniczej pracy finasowano te wspaniałe świątynie, zaganiając niewolników dodatkowo do wszystkich najcięższych prac w kamieniołomach i do transportu „urobku” na miejsca budowy. U Słowian niewolnictwo było nieznane. Nie było też władców ani kasty dumnych arystokratów/możnowładców i kapłanów, chcących dla zaspokojenia własnej pychy posiadać imponujące pałace czy świątynie. I dlatego nie znajdzie się ich u Słowian. Ale nie mamy powodu wpadać z tego powodu w kompleks niższości – brak imponujących budowli jest świadectwem tego, że Słowianie nie znali niewolnictwa.
Rozdział o kulturze materialnej powinien obejmować naturalnie zdjęcia i opisy najróżniejszych wykopanych przez archeologów artefaktów, zwłaszcza przedmiotów codziennego użytku, jak i wyrobów rzemiosła artystycznego. Byłoby to dowodem na to, że Słowianie nie żyli na drzewach, co nieomal sugerują niektórzy krystowierczy propagandyści. Powinien też zawierać opis a nawet rysunki pokazujące tradycyjne ubiory słowiańskie, zwłaszcza te świąteczne. Wiele elementów współczesnych ubiorów ludowych nawiązuje do prasłowiańskich wzorów.

.

.

W kulturze materialnej mogłaby znaleźć się też „kuchnia słowiańska”. Niemniej z tym istnieje problem tego typu, że wszystkie znane mi „kuchnie” i „potrawy słowiańskie” sięgają wstecz najdalej do czasów piastowskich, nigdy zaś do czasów przedkrystowierczych. A jako że od Mieszka obowiązywało „prawo książęce”, na mocy którego Słowian wywłaszczono z prawie wszystkich uprawnych ziem oraz zakazano im polowań w „pańskich” i kościelnych lasach a także połowu ryb w „pańskich” i kościelnych rzekach, stawach i jeziorach, wyżywienie ograbionych rzesz Słowian niewiele różniło się w tamtych czasach od wyżywienia niewolników. O kuchni pogańskich Słowian nie wiemy prawie nic.
.
7. Historia Słowian
W kompendium musi znaleść się też rozdział o historii Słowian. Oczywiście, że na ten temat z czasów przed najazdem krystowierców nie wiemy prawie nic. Wymysły turbolechitów o przedpiastowskich władcach i Imperium Lechickim należy po prostu zignorować, bądź króciutko wspomnieć o nich z zaznaczeniem, że są to niepoważne wymysły na podstawie niepoważnych „źródeł”. Ważnym natomiast rozdziałem historii Słowian powinien być wielowiekowy opór Słowian Pólnocnego Połabia z odnotowaniem kilku ich świetnych zwycięstw:
– odrzucenie na blisko 200 lat naporu niemiecko-katolickiego na ich ziemie w roku 983:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_S%C5%82owian_po%C5%82abskich
.
– Wielecki „Grunwald” pod Przecławą w 1056 roku:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Przec%C5%82aw%C4%85
.
– Odparcie fanatycznej krucjaty połabskiej przez Obodrytów pod wodzą Niklota w roku 1147:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krucjata_po%C5%82abska
.
W rozdziale o historii należałoby też oddać cześć ostatniemu bastionowi wolnej Słowiańszczyzny – grodzisku w Arkonie:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Arkona
.
Należałoby też wspomnieć o wielokrotnych buntach antykościelnych i antyfeudalnych we wszystkich praktycznie krajach słowiańskich, którym z zewnątrz lub od wewnątrz za sprawą rodzimych renegatów narzucono rzymską szubienicę. Oraz o upartym trwaniu zwłaszcza prostego ludu przy własnej kulturze, tożsamości i bogach w krajach słowiańskich, także na ziemiach polskich. Wszak w różnych zapiskach kościelnych przez wieki potępiane były nadal utrzymujące się praktyki pogańskie. Jest to ważnym dowodem historycznym na to, że Słowianie wcale tak chętnie nie garnęli się do nadjordańskiej religii. Ostatnim „podrozdziałem” historii powinna być teraźniejszość. A więc opis odradzającego się ruchu pogańskiego – rodzimowierczego. Należało by wymienić wszystkie istniejące związki i grupy rodzimowiercze – zarówno te zarejestrowane, jak i znane a niezarejstrowane. Powinno się też opisać ich przeróżne inicjatywy (np. wydawnictwa prasowe, czasopisma, ścienne kalendarze słowiańskie itp) zarówno pojedynczych grup jak i inicjatywy wspólne, jak np. ogólnopolskie wiece/zjazdy:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Og%C3%B3lnopolski_Zjazd_Rodzimowierczy
.
Czy też powstałą Konfederację Rodzimowierczą:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_Rodzimowiercza
.
Ten końcowy rozdział jest niezwykle istotny, gdyż pokazuje, że kultura Słowian nie tylko nie została przez krystowierców wytępiona, ale że obecnie odradza się i z dnia na dzień ma więcej sympatyków.
.
Wydaje mi się że wymieniłem większość tematów, jakie znaleźć powinny się w kompendium wiedzy o Słowianach. Ale jak widać z powyższego, napisanie takiego kompendium nie będzie zadaniem łatwym. Wymaga ogromu czasu na szperanie w bibliotekach i internecie oraz rozległej wiedzy z różnych dziedzin. Niemniej mam nadzieję, że prędzej czy później powstanie.
.
.
opolczyk

.

.

.

Judaizm, krystowierstwo, komunizm, globalizm – oczami Jacka…

.

.

Otrzymałem wczoraj od niego takiego meila (fragment):
.
„… teraz sam się przedstawiam urywkiem mojego starego postu:
.
„Krótko: chrześcijaństwo zaczęło się od tych, którzy wyruszyli w świat z lichwą w sercu, przepisem na gorzałkę za pazuchą i Nowym Testamentem w ręce.
Doktryna chrześcijaństwa była pierwszym orężem do podbicia Świata, następnie komunizm, obecnie mamy globalizm, który spowoduje zdepopulowanie goji do liczby określonej przez rabinów, jako wystarczającej do obsługiwania hazaraków.
Uzasadnienie powyższego:
Należysz, Gościu, do takich „ofiar”, jaką ja sam byłem kiedyś, gdy jeszcze nie wiedziałem, że jest „Bóg”, czyli Jehowa, opisany w żydowskim samouczku ludobójstwa, zdrady, złodziejstwa znanym jako Stary Testament, – istota krwiożercza, mściwa co najmniej do siódmego pokolenia
oraz „Pan Bóg”, istota wystrugana z banana dla potrzeb duchowych chrześcijan, (bo „Pan Jezus Chrystus” tak pasował do Jehowy jak pięść pasuje  do nosa), – a więc miłujący wszystkich i przebaczający wszystko.
Nie wiedziałem wielu rzeczy, np, nigdy nie usłyszałem w kościele, że „bliżnim” jest dla żyda TYLKO inny żyd, zaś goje to nie są „bliżni”, ale po prostu bydlęta, którym Jehowa
dał ludzką postać tylko dlatego, żeby ułatwić żydom ich wykorzystywanie (dzwonek na szyji zwierzęcia jest własnością właściciela tego zwierzęcia, a nie zwierzęcia, itd.)
Nie wiedziałem, że chrześcijanin jest w sytuacji boksera, któremu wypchano rękawice watą Nowego Testamentu, by zawsze przegrał ze żydem o rękawicach wypełnionych ołowiem Talmudu – zwłaszcza, że sędzią ringowym zawsze był i jest Żyd/żyd/hazarak.
Więcej w „Kajfasz nabił goji w chrześcijaństwo”:
http://www.sfinia.fora.pl/katolicyzm,7/pytanie-laika-o-ofiare-jezusa,2560-425.html#199585
(może znajdzie Pan w tym coś do wykorzystania przez siebie)”

.

XXXXXX

.
.
Większość tego, Jacek co napisał, można bez zastrzeżeń przyjąć za fakty. Zwłasza to co pisał o krwiożerczym Jehowie/Jahwe, o żydowskim samouczku ludobójstwa, zdrady, złodziejstwa znanym jako Stary testament i o współczesnym globalizmie, który spowoduje zdepopulowanie goji do liczby określonej przez rabinów, jako wystarczającej do obsługiwania hazaraków.

.
Zastrzeżenia mam co do jego oceny Joszue/Jezusa: „…istota wystrugana z banana dla potrzeb duchowych chrześcijan, (bo „Pan Jezus Chrystus” tak pasował do Jehowy jak pięść pasuje  do nosa), – a więc miłujący wszystkich i przebaczający wszystko.”
.
Oczywiście, że w porównaniu do psychopatycznego Jahwe/Jehowy wystrugany z banana Joszue to niewinny baranek. Ale  i on nie przebaczał wszystkiego oraz nie miłował wszystkich. Kupcom w świątyni nie tylko nie przebaczył, ale urządził im dziką awanturę i skręconymi powrozami smagał ich i rozpędził, uniemożliwiając im uprawianie ich ukochanego zajęcia – kupczenia, handlu i liczenia zysków. Faktem też jest, że jewangeliczny Joszue/Jezus (czy ten rzeczywisty też – tego nie wiemy) nakazywał miłować nieprzyjaciół i prześladowców („A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują” Mt 5, 44), ale z drugiej strony w jewangeliach znajdziemy takie jego nauki:
.
“Nie myślcie, że przybyłem, aby przynieść pokój na ziemi: Nie przynoszę pokoju, ale miecz. Gdyż przybywam, aby poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę ze swą matką oraz synową ze swą teściową i wrogiem człowieka będą ci z jego najbliższego otoczenia.”
Mt. 10 34-37
.
“Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem.”
Łk. 14, 26
.
Dziwne też były i inne przejawy jego miłosierdzia – np. te, w których nawoływał do samookaleczeń („Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.” Mt 5, 28-30) i gdy straszył piekłem, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów („Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.” MT 13 49-50).
.
Nie był też sprawiedliwy („Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.” Mt 25, 29-30). A ponadto widać i u niego typowo judaistyczną ideologię wybraństwa („Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.” Mt 22, 14).
Nie jest więc ów nowotestamentowy wystrugany z banana „zbawiciel” ani taki miłosierny, ani taki kochający wszystkich, ani taki sprawiedliwy, jak go reklamują.
Największym oszustwem jewangelii jest jednak nie to, że Joszue wykreowano na „zbawiciela” (ale tylko nielicznej garstki „wybranych”) i „odkupiciela”, choć jaki to „odkupiciel”, gdy mimo „grzechów odkupienia” grzesznicy zgodnie z doktryną i tak nadal idą do piekła. Największym oszustwem jewangelii i Joszue jest wykreowanie starotestamentowego rzeźnika i psychopaty  Jahwe/Jehowy na dobrego ojca w niebiesiech. Bo to Jahwe miał Joszue na myśli, gdy mówił o jego „ojcu” w niebiesiech. Wszak świątynię Jahwe w Jerozolimie nazwał domem swojego ojca. A na górze Tabor rzekomo objawił się trzem wybranym uczniom (znów to „wybraństwo”) w towarzystwie największych starotestamentowych, wyssanych z palca, proroków – Mojżesza i Eliasza – co miało ukazać Joszue jako posłańca Jahwe, uwiarygodnionego osobami Mojżesza i Eliasza. Jeszcze jedną „zasługę” Joszue przypomnę. W jewangeliach czytamy, że w synagodze w Nazarecie czytał fragment księgi Izajasza, na koniec ją uwiarygadniając jako spełnione proroctwo (Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę natrafił na miejsce, gdzie było napisane: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana”. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk. 4, 15-21). A tymczasem owa księga Izajasza zawiera też szowinistyczne, rasistowskie wręcz fragmenty, które Joszue w ogóle nie przeszkadzały:
.
“I stawią się obcy, aby paść wasze owce, a cudzodziemcy będą waszymi oraczami i winiarzami, a Wy będziecie nazwani kapłanami Pana, sługami naszego Boga mianować was będą ; zużyjecie bogactwa narodów i w ich sławę odziewać się będziecie.
Izajasza 61, 5-6
.
“Tak mówi Pan Bóg: “Oto skinę ręką na pogan i między ludami podniosę mój sztandar. I odniosą twych synów na rękach, a córki twoje na barkach przyniosą.  I będą królowie twymi żywicielami, a księżniczki ich twoimi mamkami. Twarzą do ziemi pokłon ci będą oddawać i lizać będą kurz z twoich nóg.“
Izajasza 49, 22-23
.
“Przyjdą do Ciebie i będą twoimi; chodzić będą za tobą w kajdanach; na twarz przed tobą będą padać i mówić do ciebie błagalnie.
Izajasza 45, 14
.
I taką rasistowską „księgę proroczą” jewangelie i Joszue uwiarygadniali jako spełnione proroctwo. Kolejnym oszustwem i sukcesem żydowskich twórców krystowierstwa było wciśnięcie mu rasistowskiej, zbrodniczej Tanach jak „Starego Testamentu”.
.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/12/29/biblia-zydowska-ksiega-zbrodni-wyssana-z-palca/
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/08/06/biblijne-korzenie-zydowskiego-rasizmu/
https://opolczykpl.wordpress.com/biblijne-korzenie-globalizmu-nwo/
https://opolczykpl.wordpress.com/biblia-ksiega-zbrodni/
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/29/biblia-ksiega-zbrodni-2/
.
I krystowiercy rozwlekli go po prawie całym świecie jako „pismo święte”, „objawione słowo boże” I jedyną jedynie prawdziwą „prawdę objawioną”.
Papiestwo miało faktycznie zapędy globalistyczne zgodnie z doktryną jednej owczarni i jednego pasterza. Na szczęście wyłamano mu kły i wydarto pazury. W przeciwnym razie tacy jak ja lądowali by nadal prosto na stosach (zamiast gnębienia ich np. sądowymi grzywnami).
Czego krystowiercy nigdy się nie domyślali – byli zaplanowaną forposztą żydowskiego, banksterskiego globalizmu – mieli przygotować pod niego „grunt”. Zadanie wypełnili, gdyż matecznikiem współczesnego globalizmu była krystowiercza zachodnia Europa. Obecnie Watykan służy globalistom za szabas-goja, a krystowierstwo wykorzystywane jest przede wszystkim do walki z opornym islamem oraz do zapędzania krystowierczych gojów na fałszywe barykady „obrony wiary”.
Trafnie pisał o tym czym, jest krystowierstwo ok. roku 1930 biograf Rothschildów – Ravage:
.
(…)
Lecz nie zostawiliśmy was w spokoju. My wzięliśmy was w ręce i ściągnęliśmy z was piękna i wspaniała tkankę którą stworzyliście i zmieniliśmy cały kierunek waszej historii. Podbiliśmy was jak zadne z waszych imperiów nie było w stanie podporządkować sobie Afryki lub Azji. Zrobiliśmy to bez pocisków, bez krwi, bez wrzawy, bez jakiejkolwiek siły. Zrobiliśmy to wyłącznie dzięki potędze naszego ducha, idei i przy pomocy propagandy.
.
Zrobiliśmy z was ochoczych, nieświadomych nosicieli naszej misji dla całego świata, całego dzikiego świata i do niezliczonych jeszcze nie narodzonych przyszłych pokoleń. Niezupełnie rozumiejąc co my wam czynimy, staliście się powszechnymi agentami naszej rasowej tradycji, niosąc nasza ewangelie do niezbadanych jeszcze zakątków ziemi. Nasze plemienne prawa dały wam podstawy do wszystkich waszych świętych konstytucji i systemu prawnemu. Nasze legendy i ludowe opowiadania są świętą tradycją, kołysanką dla waszych dzieci. Nasi poeci wypełnili wasze hymny i modlitewniki. Nasza narodowa historia stała się niezbędna częścią nauk dla waszych pastorów, księży i naukowców. Nasi królowie, nasi mężowie stanu, nasi prorocy, nasi rycerze są waszymi bohaterami. Nasz starożytny mały kraj jest wasza Ziemia Świętą. Nasza naturalna literatura jest wasza Świętą Biblią. To co nasi ludzie myśleli i nauczali stało się nierozerwalną kanwą wplecioną w każde wasze przemówienie i tradycje tak ze nikt nie może być nazwanym wykształconym jeśli nie zna naszej rasowej spuścizny.
.
Żydowscy rzemieślnicy, żydowscy rybacy są waszymi nauczycielami i waszymi świętymi z niezliczonymi wyrzeźbionymi postaciami  w niezliczonych katedrach wzniesionych dla ich pamięci. Żydowska panna jest waszym ideałem macierzyństwa i kobiecości. Żydowski zbuntowany prorok jest centralna figura w waszych religijnych modlitwach. My zlikwidowaliśmy waszych idoli, odstawiliśmy wasza rasowa spuściznę i zastąpiliśmy ja naszym bogiem i naszymi tradycjami. Żaden podbój w historii nie może by nawet porównywalnym z  tym czystym i sprawnym opanowaniem was!
.
Jak to uczyniliśmy? Nieomal przez przypadek. Prawie dwa tysiące lat temu daleko w Palestynie nasza religia zaczęła popadać w rozkład i materializm. Handlarze zawładnęli Świątynią. Zdegenerowani, samolubni kapłani skorumpowali naszych ludzi i obrastali w majątek. Potem wyłonił się młody patriota-idealista, który obiegał teren nawołując do odnowienia wiary. Nie miał on zamiaru ustanowienia nowego kościoła. Tak jak inni prorocy przed nim, jedynym jego celem było oczyścić i  rewitalizować starą wiarę. Zaatakował kapłanów i wyrzucił handlarzy z świątyni. To spowodowało konflikt z panującymi stosunkami i jego filarami, które podtrzymywały ten stan. Władze rzymskie, które okupowały państwo, obawiając się rewolucyjnej agitacji jako politycznej akcji zamierzającej do pozbycia się ich, zaaresztowały go, przeprowadziły sąd i skazały go na śmierć przez ukrzyżowanie, co było normalna forma egzekucji w tych czasach.  Zwolennicy Jezusa z Nazaretu, głównie niewolnicy i biedni robotnicy w swoim smutku i zawiedzeniu, odwrócili się od świata i stworzyli braterstwo biernych pacyfistów. Dzielili pamięć swojego ukrzyżowanego lidera i żyjąc w komunie. Byli oni po prostu nowa sekta w Judei, bez siły i przyszłości, nie pierwszą i nie ostatnią.
.
Dopiero po zniszczeniu Jerozolimy przez Rzymian ta nowa sekta stała się widoczna. Patriotyczny Żyd imieniem Paul lub Saul zrodził ideę powalenia rzymskich mocy przez zniszczenie dotychczasowych morale rzymskich żołnierzy przez doktrynę miłości i nie stawiania oporu, która to głosiła mała sekta żydowskich chrześcijan. Stał się on apostołem Gentiles ( Gentile – nie obraźliwa nazwa nie-Żydów w przeciwieństwie do „goim”. przyp.- ww.) który to dotychczas był jednym z najbardziej aktywnych i prześladowanym członkiem grupy. Wykonał swoja prace tak dobrze, ze w ciągu 4 wieków wielkie imperium, które podporządkowało sobie Palestynę razem z połową świata, stało się ruiną i prawo które wyszło z Syjonu stało się oficjalną religią Rzymu.
To był początek naszej dominacji w świecie,  tylko początek.(…)
Koniec  jest jeszcze bardzo daleko. W dalszym ciągu panujemy nad wami. (…)
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/10/chrzescijanstwo-widziane-oczami-biografa-rothschildow/
.
Na temat komunizmu mam nieco inne zdanie. Nie identyfikuję go z bolszewizmem narzuconym Rosji przez żydowską lumpen-inteligencję. Takie pomysły Marksa jak nacjonalizacja banków i kluczowych gałęzi gospodarki nie były na rękę globalistom z Rothschildami na czele. Przez to wspierali po bolszewickiej rewolucji  podczas wojny domowej w Rosji „białych”, a nawet wysłali tam wojska interwencyjne:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_domowa_w_Rosji#Interwencja_pa%C5%84stw_Ententy
.
Gdy mimo to bolszewizm nie padł, zachód odgrodził ZSRR od siebie „kordonem sanitarnym”, którego głównym ogniwem była akurat odrodzona II RP. A głównym celem II wojny światowej było rozwalenie łapami Hitlera ZSRR. Po to gigantycznymi kredytami zbrojeniowymi go wspierano. Plan był taki – Hitler atakuje (po trupie Polski, wydanej mu na pastwę przez „aliantów) ZSRR, Wehrmacht i Armia Czerowna wykrwawiają się na stepach nad Wołgą, pod Kaukazem i Uralem – i wtedy od zachodu uderzają „alianci” podbijając oba walczące kraje od Renu po Kamczatkę. (fragment depeszy dyplomatycznej z listopada 1938: „Wojna z Hitlerem jest nieuchronna a  Stany przystąpią do niej po związaniu Niemiec przez Anglię i Francję.  Państwom demokratycznym potrzeba co najmniej dwa lata czasu na dozbrojenie a w międzyczasie należy spodziewać się ekspansji Hitlera na wschód i życzeniem państw demokratycznych byłoby, żeby tam na wschodzie doszło do rozgrywki między Rzeszą Niemiecką a Rosją.”). Przypomnę też wściekłą antykomunistyczną histerię w usraelu zwaną makkartyzmem.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Makkartyzm
.
Bolszewizm, utożsamiany z komunizmem, choć i on miał zapędy globalistyczne nie był narzędziem banksterów. Był wręcz antybanksterski, przez co był zwalczany.

.
Na koniec proponują świetną opowiastkę o spisku „zmartwychwstania”:

.
(…)
KAJFASZ – UKRZYŻOWANIE
.
Kajfasz zainteresował się Jezusem, zaraz gdy tylko słudzy przynieśli mu pierwszy spis jego herezji i blużnierstw – przeczytał o miłowaniu wrogów, nadstawianiu drugiego policzka dla obicia, wyrzeczeniu się zemsty, nagrodzie w Niebie – i gdyby to wtedy było możliwe, to by się darł z całej siły: Bingo! aj waj, BINGO!!!
Inteligentny i zdolny do działania z rozmachem Kajfasz natychmiast zrozumiał, jakie możliwości by się otworzyły przed narodem wybranym, gdyby tylko znalazł sposób na nakłonienie Rzymian do życia zgodnie z naukami Jezusa – no bo jak długo przetrwa Cesarstwo, gdy legioniści zamiast hełmu włożą sobie mohery i jak jakieś cioty biernie będą czekać na Życie Wieczne w Niebie?
.
Natychmiast nawiązał dyskretny kontakt z Jezusem, pod pozorem brania go w opiekę przed faryzeuszami, pośrednikiem został Judasz,
najbardziej zaufany Jezusa, zaczął mu dawać 30 srebrników miesięcznie, aby rosnąca wokół Jezusa grupa pasożytów nie roznosiła na boki
tego co usłyszeli, lecz trzymała się blisko darmowego żarcia i picia.
Jednocześnie Kajfasz rozesłał wici do wszystkich podległych mu rabinów, zobowiązując ich nie tylko do zapobiegania wszelkim próbom ukamienowania tego blużniercy przez tłum wiernych, lecz nawet do udostępniania Jezusowi synagogi dla wygłaszania jego herezji.
.
Kajfasz nie szczędził swoich wysiłków i srebra, bo był pewien, że na sprzedawaniu Życia Wiecznego za pieniądze doczesne nieżle zarobi, a wraz z nim zacznie się tuczyć cały naród wybrany, uwolniony od płacenia podatków – gdy Cesarstwo runie jak bokser, który owinąwszy sobie dłonie watą szlachetnych Jezusowych zasad, nadstawił policzek przeciwnikowi dyszącemu nienawiścią, zemstą i w dodatku z ołowiem Talmudu w rękawicach.
.
Mając teraz życie Jezusa zabezpieczone i bytowanie jego grupy pod kontrolą, Kajfasz zaczął reżyserować Ofiarę Odkupienia przez Jezusa. zdawał sobie sprawę, że to musi być coś wielkiego, tak wstrząsającego, aby łatwo to było wtłoczyć w ludzką świadomość nieustannym przypominaniem, jednocześnie tak przekonywującego, żeby uczniowie Jezusa, nie mający większych złudzeń co do jego boskości, zostali przemienieni w żarliwych orędowników Jezusa i jego Przesłania.
I tu się pojawiła pierwsza przeszkoda: w jaki sposób tak zaaranżować Ofiarę Jezusa, aby była ona nie do przyjęcia przez Żydów, najbardziej na nią podatnych, natomiast chwytliwą dla Rzymian?
.
Kajfasz nigdy nie zostałby arcykapłanem, gdyby jego inteligencja nie mogła pokonać takich trudności…
.
Zaczął podsuwać Jezusowi różne historyjki, aby uczynić go bardziej zrozumiałym dla słuchaczy, co raz usilniej wmawiał biedakowi, że jest on Synem Bożym, oczywiście nie Synem Jehowy, bo to co głosił Jezus tak pasowało do Jehowy, jak pięść do nosa, ale Synem Boga niezmiernie kochającego wszystkich i niezmiernie wybaczającego wszystko, nakazywał Jezusowi podczepianie się w jego naukach pod stare,  wszystkim dobrze znane proroctwa – aby chociaż w ten sposób uprawdopodobnić swój pomysł.
Nawet obiecał Jezusowi osiołka, bo zapowiedziane było, że Mesjasz ma przecież wjechać, a nie wejść do Jerozolimy – ostatecznie zaskarbił sobie ufność i posłuszeństwo nieszczęsnej Ofiary obietnicą zrobienia z niego Zbawiciela nie tylko Żydów, jak tego chciał Jezus, ale Całego Świata, pod warunkiem, że Jezus postara się wszystko cierpliwie znosić, aż do momentu, gdy Bóg uzna jego cierpienia za wystarczające i zakończy Ofiarowywanie.
.
Pozostały teraz Kajfaszowi już tylko drobne trudności, takie raczej techniczne: zrobienie wywarów ziołowych na zatrucie i odtrucie, dokładne wyliczenie czasu zaćmienia, rozpisanie w czasie wszystkich działań i odpowiednie ich zgranie do momentu Ofiarowania, przekupienie Piłata dla uzyskania jego zgody na natychmiastowe zdjęcie Jezusa z krzyża, przekupienie legionistów wykonujących ukrzyżowanie, wynajęcie tłumu ludzi, którzy najpierw będą witać Jezusa wymachując gałązkami palmowymi, a póżniej obelżywie mu urągaći domagać się jego śmierci, itd.,itd.
.
Egzekucja przez ukrzyżowanie była potwornie bolesną, przewlekłą w czasie męczarnią.
Leniwi Rzymianie stosowali ją, z uwagi na pracochłonność wykonania, potrzebę odpowiedniego wyposażenia, jeżeli miała trwać jak najdłużej, lub jak najboleśniej, konieczność dozoru do czasu śmierci skazańca, itp., tylko wobec buntowników i wyjątkowych zbrodniarzy, z resztą skazańców się nie certolono, tylko walono pałą w łeb, lucz mieczem po szyji, jeżeli było potem w co ten miecz wytrzeć.
Niekiedy, owszem, ukrzyżowywano byle jak, dla efektów wizualno- psychologicznych, np. tysiące zbuntowanych gladiatorów wzdłuż głownej drogi, ale to było odstępstwo od wymogów Regulaminu Legionów, który kiedyś sobie przypadkowo wyguglowałem.
.
Śmierć przeciętnie zdrowego ukrzyżowanego skazańca następowała przez:
– uduszenie się, gdy skazaniec zawisnął na gwożdziach wbitych w przeguby, bo albo poddał się losowi, albo legionista ciężką pałką połamał mu piszczele,
– „utopienie się”, gdy skazaniec tak długo walczył o łyk powietrza, co chwilę podnosząc się w górę na nogach przebitych gwożdziami w stawach skokowych, że płuca mu się na tyle wypełniły krwawym wysiękiem, że już nie mógł zaczerpnąć dość powietrza.
Męczarnię przedłużano przybijając do trzonu krzyża niewielką poprzeczkę/beleczkę na wysokości kości ogonowej skazańca po to, by mógł się on chwilowo zaczepić/osadzić, zmniejszyć ból od wiszenia na przygwożdżonych przegubach, stania na przygwożdżonych stawach skokowych by po chwili, zesunąwszy się z tej mizernej podpórki, odczuwać ból ze zdwojoną siłą – mała dygresja: czy to tylko Żydzi byli „perfidni”?
Trup pozostawał na krzyżu dopóki ścięgna nie przegniły i przeguby się nie rozpadły.
.
Kajfasz miał trochę kłopotów z wykonaniem planu: ledwie co się udało odseparować Judasza, zanim zdążył wyszeptać Jezusowi to, co podsłuchał odbierając od Kajfasza miesięczny zasiłek, worek złota workiem, ale może dlatego przekupiony Piłat zaczął podejrzewać,że Kajfaszowi nie tyle chodzi o zdjęcie z krzyża trupa Jezusa ze względu na szabas, ale że knuje on coś znacznie większego i Piłat chciał uwolnić Jezusa pod pozorem, że to raczej jakiś nieszkodliwy pomyleniec, niż wróg Cesarstwa, uczniowie zaraz po wyroku się rozbiegli i pochowani w mysich dziurach nie oglądali widowiska, głównie dla nich wszakże wyreżyserowanego – ale koniec końcem wszystko się Kajfaszowi udało: czas zaćmienia wyliczył poprawnie, stężenie wywaru i jego ilośćna gąbce były tak akuratne, że nie zabił Jezusa, tylko wprowadził go w letarg/komę, kotarę rozdarł z łatwością, bo już była zetlała i nadawała się do odpisania od podatku,
legionista fachowo zrobił punkcję prawego, większego płuca, i spuścił wybroczyny, aby nieprzytomny Jezus miał czym oddychać, natychmiast po punkcji zdjęto Jezusa z krzyża, bo może nie wszyscy oprawcy byli przekupieni i jakiś upierdliwy perfekcjonista mógł przepisowo połamać pałą Jezusowe piszczele – a wtedy nie tylko nie było by zmartwychwstania, ale jeszcze i Kajfasza nagły szlag by trafił.
.
Gdy Jezus, po paru dniach aromaterapii nadawał się do wysłania w teren, w przebraniu i ucharakteryzowany nie do poznania, bo słudzy już wywąchali, gdzie ukryli się uczniowie, poszedł wykonać najważniejszy punkt planu Kajfasza: za wszelką cenę nie dając się rozpoznać przypadkowym spotkanym
dotrzeć do tych wystraszonych niedowiarków i przemienić ich w święcie wierzących Apostołów.
Kajfasz obiecał mu po powrocie zobaczenie wszystkich gwiazd i Ojca w Najświętszej Komnacie Świątyni,
zamknął za Jezusem drzwi i poszedł przygotować odpowiednią pałę w dogodnym miejscu…
.
Enter…
_________________
Goje wszystkich krajów, łączmy się!
.

.
Osobiście widzę to inaczej – rzeczywistym twórcą krystowierstwa był faryzeusz Saul-Szaweł-Paweł. Udał „nawrócenie się”, przeforsował przyjmowanie do sekty nieobrzezanych gojów i podrzucił ją Rzymowi. Pewne jest jedno – Joszue nie „zmartwychwstał”. Zostało ono wymyślone. Niemniej powyższa opowiastka ma znacznie większe prawdopodobieństwo niż cudowne „zmartwychwstanie” idola krystowierców. I jeśli nawet faktycznie przeżył kaźń to i tak krótko potem go sprzątnięto, by się nie wygadał. Po czym wymyślono „zmartwychwstanie” i mające miejsce któtko później „wniebowstąpienie”.
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/04/14/wielkanocna-opowiesc-spisek-zmartwychwstania/
.
Przez co nikt nie szukał jego doczesnych szczątek. Jedynie jego domniemany napletek, cudownie przechowany, odnaleziony i „rozmnożony”  pozostał na Ziemi i przez wieki był obiektem kołtuńskiego kultu:

.
.
opolczyk
.
.
.

Ślężo, pogańska święta Góro…

.

.

 

Przez tysiąclecia na Twoim szczycie nasi przodkowie oddawali cześć
Tobie i naszym dobrym, słowiańskim bogom.
Nawet, gdy pojawili się tu Celtowie, nadal byłaś naszą
świętą pogańską górą.
Obrzędy odprawiane na Twoim szczycie przepełnione były
radością, afirmacją życia i wdzięcznością wobec Ciebie
i naszych bogów tylko za to, że po prostu jesteście.
.
Wszystkim obrzędom na Twoim szczycie towarzyszyły radość, śpiewy,
tańce, uczty i święte ognie palone ku Twojej i naszych bogówe czci.
Trwało to tysiąclecia.
.
Niestety ok. tysiąc lat temu nastała nad naszymi ziemiami
i naszymi plemionami era krwawej, mściwej, fanatycznej
totalitarnej rzymskiej szubienicy.
.
Nie pomogły wielokrotne bunty przeciwko jej panowaniu.
Tłumione były krwawo, brutalnie i bezlitośnie.
.
Skatoliczono Ciebie pierwotnie w czasach renegata Krzywoustego
rękami magnata renegata Włostowica.
To on ufundował na Tobie klasztor uprawiających
żydogenne gusła augustianów.
Na szczęście ów klasztor szybko opuścił Twój szczyt.
Chętnych do wspinania się na Twoją wzniosłość
wśród ówczesnych krystowierców nie było.
.
Przez następne wieki lud trwający z uporem przy starych bogach
potajemnie nadal czcił na Twoim szczycie naszych własnych dobrych bogów.
Nadeszły jedna jeszcze gorsze czasy.
Ziemię wokół Ciebie zniemczono
i na wieki wpadłaś we wraże niemieckie łapska.
Jedynym szęściem była dla Ciebie ówczesna niemiecka reformacja
Reformowani krystowiercy zbyt leniwi byli, by Ciebie ujarzmiać.
.
Ale katolactfo nie zrezygnowało z chęci ujarzmienia Ciebie.
Augustianie ponownie w II połowie XVI wieku na Twoim szczycie postawili
ichnią drewnianą kaplicę do odprawiania hebrajskich guseł.
Na przełomie XVII i XVIII wieku wybudowali w jej miejsu
szkaradny „dom boży” ku czci obcych hebrajskich bożków.
.
Wywołało to gniew Peruna, który spalił ją swoim gniewem
w czerwcu 1834 roku. Niestety zachłanni katolicy
nie odczytali właściwie tego znaku.
Odbudowali na Twoim szczycie bożnicę ku czci hebrajski bożków.
Ku urąganiu prastarym słowiańskim bogom.
Ale i ona popadła w ruinę w czasach PRL. Niestety ostatnio
furia katoliczenia Ciebie przybrała nieznane w przeszłości rozmiary.
.
Nie tylko odremontowano szkaradną bożnię na Twoim szczycie.
Wbijane są w Twoje trzewia kolejne rzymskie szubienice,
symbole katowskiego narzędzia.
Wyznawcy nadjordańskich guseł bezczelnie twierdzą
że jesteś górą hebrajskoidalną, katolicką.
I oszpecają Ciebie ich nadjordańskimi symbolami.
.
Skatoliczyli też nasze święte pogańskie źródełka wypływające z Twoich trzewii.
I usunęli posąg Świętowita z Domu Turysty.

.


.
Ale czas ich panowania, ich okupacji, ich samowoli
dobiega końca.
Bo budzi się u nas słowiański, pogański Duch.
Już niedługo, a skończy się Twoja niedola.
Dobiegnie końca na Twoim szczycie picie krwi
i spożywanie ciała hebrajskiego idola
I żałosne błagania u niego o miłosierdzie.
.
Perun skruszy ponure mury i ołtarze
na których krew pito i spożywano ciało.
Reszty dokonają korzenie drzew, deszcze i wiatr.
.
Powróci na Twoim szczycie w miejsce kultu
katowskiego narzędzia i cierpiętnictwa
radość, tańce, śpiewy, święte ognie i afirmacja życia.
.
Już niedługo, cierpliwości…
.
Tak jak pisze na tablicy ku czci Romana Zmorskiego:
„Wróci wróci w stare gniazdo (…) natchnione Słowian życie”.

.


.
Uwolniona zostaniesz z symboli nienawistnej, mściwej, fanatycznej rzymskiej szubienicy.
.
Już niedługo…
.
.
opolczyk

.

.

.

Sulistrowickiej farsy (po)procesowej ciąg dalszy…

.

.

Poniższe piszę rozdrażniony. Pod koniec ubiegłego roku wyglądało na to, że proces zakończył się niewielką grzywną. Podczas ósmego posiedzenia sądu 30 listopada 2018 (w dniu „Andrzejek”) w obecności jedynie mojego obserwatora sędzina odczytała wyrok – wg jego relacji opiewał on na dwa tysiące złotych grzywny plus groszowa opłata kosztów sądowych. Pomyślałem wtedy nawet, że ten wyrok to sądowy prezent imieninowy dla mnie. Wyroku nie zamierzałem zaskarżać, wiedząc, że podczas rewizji sąd wyższej instancji może potraktować sprawę znacznie ostrzej. Martwiłem się tylko tym, że tak niski wyrok zaskarży druga strona. Krótko później wysłałem owemu obserwatorowi imienne, na niego, upoważnienie do pobrania w sądzie odpisu wyroku, by mógł mi go wysłać. Odmówiono mu jednak wydania odpisu wyroku informując go równocześnie, że sąd sam wyśle mi wyrok pocztą. No i czekałem na ten wyrok i czekałem. Wreszcie dzisiaj, 11 marca zatelefonowałem do sądu. I osłupiałem. Urzędniczka poinformowała mnie, że wyrok już dawno wysłano. Okazało się jednak, że sąd, z całkowicie niezrozumiałych dla mnie powodów, wysłał wyrok na mój ostatni adres w Polsce, pod którym nie mieszkam od grudnia 1987 roku. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, gdyż wszystkie wcześniejsze pisma procesowe (osiem lub dziewięć) otrzymywałem na właściwy, aktualny adres w Niemczech. Zresztą załączam skan takiego pisma procesowego, które otrzymałem w październiku 2018. Jest zaadresowane prawidłowo na mój aktualny adres:
.


.
Kto i dlaczego wysłał wyrok sądowy na adres nieaktualny od ponad 31 lat – naprawdę nie wiem. Co gorsza, od urzędniczki sądowej dowiedziałem się, że grzywna zasądzona przez sąd na „poczet” samego tylko sądu wynosi nie dwa a sześć tysięcy złotych. A ponadto zasądzono mi grzywny na rzecz oskarżycielli. Tu ich nazwiska: Ryszard Staszak, Andrzej Szawan, Stanisław Dobrowolski, Mariusz Starke, Waldemar Zaremba, Krzysztof Kunert i Wiesław Drozdowski.
Niestety urzędniczka odmówiła mi udzielenia informacji, czy zasądzono mi grzywny dla wszystkich siedmiu fanatyków i po ile na łebka. Może więc to być po tysiąc, ale i po pięć tysięcy złotych. Zadziwiło mnie też, że urzędniczka kilkakrotnie proponowała mi podanie przez telefon numeru konta na wpłatę grzywny na poczet sądu. Odmówiłem jej, stwierdzając, że numer konta muszę otrzymać na piśmie z sądu z pieczątką. Na słowo nieznanej mi osoby wpłacać żadnej kwoty nie zamierzam.
Natychmiast po tej nieprzyjemnej rozmowie telefonicznej wysłałem na adres sądu poniższej treści wniosek:
.

Andrzej Szubert                      Pforzheim 11.03.2019
Bayernstr. 4
75177 Pforzheim
Niemcy
.
Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Krzyków we Wrocławiu
V Wydział Karny
Podwale 300
50-040 Wrocław
.
Sygnatura akt V K 226/18
.
Wniosek o wysłanie na mój adres prawomocnego wyroku oraz podanie numeru kont w celu uiszczenia przeze mnie zasądzonych kar pieniężnych
.
Niniejszym wnoszę o wysłanie na mój adres wyroku z dnia 30 listopada 2018 wraz z dołączonymi numerami kont bankowych, w celu uiszczenia przeze mnie zasądzonych wyrokiem kar.
.
Informuję też, że w grudniu 2018 w siedzibie sądu zgłosił się p. Henryk Swół, zamieszkały we Wrocławiu, z wysłanym mu przeze mnie pełnomocnictwem w celu odebrania w moim imieniu wyroku sądu. Nie wydano mu go informując go jedynie, że wyrok zostanie wysłany na mój adres pocztą.
.
Niestety do dnia dzisiejszego tego wyroku nie otrzymałem.
.
W rozmowie telefonicznej z urzędniczką sądu, jaką odbyłem dzisiaj ok. godz. 13:00 dowiedziałem się, że wyrok w mojej sprawie został wysłany, ale na mój były adres w Kluczborku, pod którym nie mieszkam od 1987 roku. Poinformowała mnie też, że chcąc otrzymać wyrok muszę uiścić należną opłatę. Ale przecież na błędny adres w Kluczborku wysłano wyrok bez opłaty. Gotów zresztą jestem ją uiścić. Wystarczy do koperty z wyrokiem sądu dołączyć wysokość należnej opłaty i numer konta, na jaki mam ją wpłacić – i zrobię to.
.
Uważam za szykanę fakt, że wszystkie wcześniejsze pisma procesowe wysyłane były na mój właściwy, aktualny adres w Niemczech, a tylko wyrok wysłano na adres niewłaściwy, sprzed ponad 30 lat. Nie wiem co było tego powodem, być może chodziło o uniemożliwienie mi wpłaty zasądzonych kar pieniężnych w celu późniejszego ścigania mnie za rzekome uchylanie się od obowiązku ich uiszczenia.
.
Czekam na przesłanie na mój właściwy, aktualny adres wyroku i numerów kont, na jakie mam wpłacić zasądzone kary. O zaistniałym incydencie wysłania wyroku pod niewłaściwy adres powiadomię opinię publiczną.
.
Andrzej Szubert

.
W całej tej sprawie drażnią mnie dwie sprawy – dlaczego wg obserwatora podczas odczytania wyroku 30 listopada mowa była o dwóch tysiącach złotych, a teraz o sześciu plus nieznana mi wysokość grzywien na rzecz fanatyków, którzy mnie zaskarżyli, oraz dlaczego wyrok wysłano na adres sprzed ponad 31 lat i to w sytuacji, gdy wszystkie pozostałe pisma procesowe otrzymywałem na adres właściwy.
.

Niech licho weźmie katolickich fanatyków i cały ten „wymiar sprawiedliwości”…
.
A świętą pogańską  Ślężę i tak odzyskamy !!!

.
.
opolczyk
.
.
PS
.
Z ciężkim sercem muszę w tym miejscu zwrócić się o finansowe wsparcie do czytelników i znajomych. Nadal nie zamierzam zarabiać na publicystyce, choć kosztowała mnie wiele tysięcy godzin. Ale na grzywny sądowe po prostu mnie nie stać. Od 2008 roku jestem bezrobotny, od 2009 bez zasiłku. Znalezienie pracy w moim wieku (60 lat) i przy posiadanej „ułomności” (mam legitymację inwalidzką  z ubytkiem 50° zdrowia) jest praktycznie niemożliwe. Wprawdzie ostatnie trzy sezony letnie udało mi się pracować jako sprzątacz na kąpielisku miejskim, ale jest to tylko praca sezonowa (5 miesięcy) i niespecjalnie płatna. Starcza na łatanie „dziur budżetowych”. Jestem praktycznie na utrzymaniu żony, ona zaś na jej chałupnictwie (w czym jej w sumie nielegalnie, „na czarno” naturalnie pomagam) także kroci nie zarabia.

.

Jeśli ktokolwiek ze znajomych lub czytelników mógłby i chciałby mnie finansowo w tym kłopocie wesprzeć, proszę o kontakt na moją prywatną pocztę (adres: as.poliszynel@gmail.com), za pośrednictwem której podam numer mojego konta.
.
.
.