Świat Słowian (cz. VII)

.

.

Instytucja kościoła a państwo

.
Katolicka propaganda usilnie próbuje wmawiać społeczeństwu, że kościół jako instytucja niezbędny był do budowy państwa Piastów, które bez tego wsparcia nie mogłoby zaistnieć ani się utrzymać. Jest to oczywista nieprawda. Starożytny Rzym powstał i trwał kilka wieków bez instytucji kościoła. Pogańskie Wielkie Księstwo Litewskie, tuż przed unią z Koroną było największym państwem ówczesnej Europy i funkcjonowało dobrze bez kościoła. Jedynym prawdziwym zagrożeniem dla niego był katolicki zakon krzyżaków. Nie jest więc prawdą, że bez instytucji kościoła utworzenie dużego, silnego i dobrze funkcjonującego państwa było niemożliwe. Inna rzecz, w tamtych czasach zdominowanych przez skłócone wewnętrznie krystowierstwo państwa znajdujące się pod wpływami cesarstw zachodniego i wschodniego nie uznawały za państwa istniejących państw pogańskich, uważając je za ziemie niczyje. Tak więc było to tylko sprawą umowną i zwyczajową, narzuconą przez krystowierstwo, że jedne państwa (te z rzymską szubienicą) za takie były przez krystowierców uznane, a inne, pogańskie, nie.
.

Kolejnym propagandowym wymysłem katolickiem jest ten, że dynastia Piastów zbudowała „polski” kościół „niezależny” – w domyśle – od Niemiec. Owszem, Chrobry osiągnął zgodę na własne arcybiskupstwo i Gniezno nie podlegało oficjalnie pod magbeburskiego arcybiskupa (roszczącego sobie prawo zwierzchnictwa kościelnego nad krajami słowiańskimi), ale przez pierwsze wieki krystowierstwa w państwie Piastów większość kleru i zakonników pochodziła z Niemiec i służyła przynajmniej po cichu niemieckim interesom. Takim biskupem był Unger, drugi po Jordanie biskup u Piastów. Dokąd miał nadzieję na stanowisko arcybiskupa gnieźnieńskiego wspierał Chrobrego. Gdy arcybiskupem został Gaudenty, Unger doprowadził do rozbicia kościoła, nie podporządkował się Gnieznowi i wymusił na Chrobrym akceptację niezależnego od Gniezna biskupstwa poznańskiego, co było jawnym rozbiciem przez niemieckiego biskupa kościoła już u zarania jego istnienia w państwie Piastów. Było też aktem samowoli biskupa, który działał wbrew planom władcy, rzucając mu kłody pod nogi. Na koniec Unger uznał się sufraganem arcybiskupa magdeburskiego, przez co Magdeburg długo jeszcze uważał się za zwierzchnika „piastowskiego” kościoła.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Unger
.

Nie tylko zresztą niemiecki kler służył niemieckim interesom – i nie tylko w piastowskich czasach. Na soborze w Konstancji abp gnieźnieński Mikołaj Trąba, przewodniczący delegacji króla Jagiełły, skuszony szansą na papieską tiarę, zdradził interesy państwa, zdradził króla i przystąpił do stronnictwa pro-krzyżackiego. Tiary nie otrzymał, po powrocie do kraju dopuścił się krzywoprzysięstwa, bo pod przesięgą zełgał, że nie zdradził państwa ani króla, co było oczywistym kłamstwem. W nagrodę papież (bękart kardynała Colonny) ustanowił go prymasem (wcześniej tej funkcji w „polskiej” prowincji kościoła rzymskiego nie było).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Miko%C5%82aj_Tr%C4%85ba
.
Tak więc pierwszy prymas Polski Mikołaj Trąba był zdrajcą służącym na soborze w Konstancji interesom krzyżackim, no i oczywiście papieskim. Propagandowe bajki o „niezależności” od Niemiec kościoła w państwie Piastów mijają się więc z prawdą. Wprawdzie oficjalnie „polski” kościół nie podlegał pod Niemcy, ale od niemieckich agentów aż roiło się wśród jego hierarchów. Przypomnę choćby zdrajcę Muskatę, biskupa krakowskiego odpowiedzialnego za bunt niemieckiego mieszczaństwa krakowskiego przeciwko Łokietkowi, przypomnę biskupa Zbigniewa Oleśnickiego wściekle sprzeciwiającego się militarnemu sojuszowi Jagiełły z husytami przeciwko krzyżakom, przypomnę wreszcie biskupów gardłujących za elekcją niemieckich Sasów na tron Rzeczypospolitej. Ignoruje się ponadto to, że „polski” kościół był całkowicie zależny od papiestwa, był papieską agendą czy raczej agenturą. I służył w pierwszej kolejności interesom papiestwa, interesom instytucji kosmopolitycznego kościoła, którego częścią był, nie zaś interesom państwa. A że interesy papiestwa i kościoła praktycznie nigdy nie były zbieżne z interesami państwa Piastów, a później Unii Polsko-Litewskiej, najczęściej zaś były sprzeczne, przez co kościół podległy papiestwu szkodził interesom państwa, a nie im służył.
.

Działania kościoła na przestrzeni wszystkich wieków na naszych ziemiach podporządkowane były kilku głównym celom:
– wytępienie pogaństwa i słowiańskiej kultury i narzucenie mieszkańcom w jej miejsce nadjordańskiej antykultury,
– zdominowanie państwa i uczynienie go swoim „świeckim ramieniem” służącym interesom kościoła,
– zdobycie maksimum, wpływów, władzy, majętności i bogactw gwaratujących kościołowi pozycję suwerena w kraju.
.

Od samego początku, gdy tylko pierwszy biskup pojawił się u Piastów, pasożytując na państwie, kościół zabiegał praktycznie wyłącznie o własne interesy i o własną pozycję – kosztem interesów państwa. Najpóźniej od czasów, gdy czeski przybłęda, pociotek niemieckich Ludolfingów, pierwszy gnieźnieński arcybiskup Gaudenty, brat „świętego” Vojtěcha (Wojciecha) wykreowanego na „patrona Polski” obrzucił klątwą państwo Chrobrego…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Radzim_Gaudenty
.
…co w praktyce oznaczało klątwę rzconą  zwłaszcza na władcę, widać było gołym okiem, że kościół nie wspiera państwa, a chce je sobie podporządkować. Gall Anonim wspomniał o tej klątwie niezwykle zdawkowo i nie znana jest jej przyczyna. Wszak Chrobry gorliwie katoliczył kraj, zwalczał pogaństwo i obdarzał kler i zakony ogromnymi nadaniami. Istnieją domysły, że klątwa była rzucona na Chrobrego za przywiezienie sobie z Kijowa jako nałożnicy, zgwałconej w Kijowie przez Chrobrego córki Włodzimierza I kijowskiego. Tyle że w tamtych czasach niejedne biskup miał własne nałożnice i takie sprawy wówczas nikogo nie szokowały. Najbardziej prawdobodobne wydaje mi się to, że Gaudenty, czując się kościelnym ważniakiem, bratem „świętego” będącego na dodatek „patronem” państwa Piastów, po prostu chciał Chrobremu pokazać, kto tu rządzi! Chrobry naturalnie musiał się przed Gaudentym ukorzyć, odbyć pokutę, okupić zdjęcie klątwy jeszcze większymi nadaniami na rzecz zachłannych biskupów, opatów i księży. Tym jednym perfidnym pociągnięciem kościół wywalczył sobie natychmiast uprzywilejowaną pozycję w państwie stawiającą go ponad władcą, który zmuszony został do posłuszeństwa i uległości. Od tego czasu kościół „polski” nigdy nie ukrywał, że uważa państwo i władców za swoje świeckie ramię i że państwo ma obowiązek przestrzegać praw stanowionych przez kościół, oraz że służyć ma interesom kościoła – a nie odwrotnie, jak to głosi katolicka propaganda, a za nią wielu historyków. W rzeczywistości świetną analogię stosunku kościoła do państwa pokazuje pasożytnicza roślina – figa dusicielka:

.

.

.

Dla niej oplatane przez nią drzewo jest, jak dla kościoła oplatane przezeń państwo, konieczną podporą. Drzewo jej nie potrzebuje i bez nie będzie rosło. Ona bez drzewa nie. Potrzebuje go aby mieć podporę. I jeśli tylko jedno jej nasiono zagnieździ się gdzieś na drzewie i wypuści pęd, który dosięgnie ziemi i się zakorzeni, figa zaczyna rozrastać się, oplatać drzewo, dusić je i wypijać jego życiodajne soki spod jego korzeni. A liściom w koronie drzewa rabuje promienie słoneczne. Jeśli się pnączy nie poprzecina, drzewo będzie zgubione. Uschnie, ale jako zasuszony martwy kilkut nadal jeszcze długo może być podporą dla pasożytniczej figi.
.

Na przestrzeni wieków od pierwszego do ostatniego króla – od Bolesława Chrobrego do Stanisława Poniatowskiego tylko nieliczni władcy wyjątkowo gorliwie i bez sprzeciwu służący biskupom i kościołowi nie popadali w konflikt z hierarchami. Zdecydowana większość władców (zwłaszcza w okresie rozbicia dzielnicowego), jeśli tylko próbowali prowadzić własną politykę bez oglądania się na interesy kościoła, popadali w ostre konflikty z biskupami. Biskupi rzucali kłody pod nogi większości władców, chcąc nagiąć ich do służby interesom kościoła i bezwstydnie mieszali się do spraw państwowych, polityki, ale i do życia prywatnego władców i ludności.
.

Dobrym przykładem skrajnego załgania katolickiej propagandy o rzekomym wspieraniu państwa przez kościół jest sprawa biskupa krakowskiego Stanisława ze Szczepanowa. Nie znamy do końca wszystkich przyczyn konfliktu pomiędzy królem Bolesławem III (II w oficjalnej wersji historii) Szczodrym a ambitnym biskupem. Szczodry miał duże zasługi dla kościoła – odnowił arcybiskupstwo gnieźnieńskie i biskupstwo poznańskie, założył nową diecezję w Płocku, ściągał zakonników (głównie jak zwyle z Niemiec), ufundował benedyktyńskie opactwa w Lubiniu, Płocku i Wrocławiu. Wspierał też tynieckie opactwo podległe Stanisławowi. Niemniej biskupowi wszystko to było za mało – chciał dominować nad rosnącym w potęgę królem. Gall Anonim nie mógł 30 lat później o wszystkich przyczynach konfliktu biskupa z królem pisać, gdyż żył w czasach panowania Krzywoustego, syna Władysława Hermana, który należał do antykrólewskigo spisku. Niemniej Gall potępił postępowanie biskupa i nazwał go zdrajcą. Wiadome jest, że w kraju utworzyła się antykrólewska opozycja z młodszym bratem króla Władysławem, palatynem Sieciechem  i właśnie biskupem Stanisławem na czele. Opozycja ta utrzymywała kontakty z wrogimi Szczodremu Czechami i cesarstwem niemieckim. Stanisław, zadufany w sobie hierarcha, chciał zapewne przede wszystkim uzyskać nad rosnącym w siłę Bolesławem psychologiczną dominację podobną do tej, jaką zdobył czeski przybłęda Gaudenty nad Chrobrym. I dlatego z byle powodu obrzucił go klątwą. Ona zaś była sygnałem do otwartego buntu przeciwko królowi, gdyż zwalniała poddanych z obowiązku posłuszeństwa wobec niego. Efektem zdrady króla i interesów państwa przez biskupa Stanisława była wojna domowa zakończona ucieczką króla, poddanie się Władysława Hermana pod niemieckie lenno (zrzucone wcześniej przez Szczodrego), którego symbolem była rezygnacja przez niego z korony królewskiej (pozostał tylko księciem), późniejsze wojny domowe jego synów z palatynem Sieciechem, a na koniec wojna domowa Krzywoustego z przyrodnim Zbigniewem. Klątwa Stanisława rzucona na króla przyniosła więc w efekcie państwu utratę silnego władcy, ponowną lenniczą zależność od cesarstwa i zniszczenia kraju spowodowane kilkoma wojnami domowymi. I tego buntownika i zdrajcę, arcyszkodnika z przerostem ambicji, chcącego dominować nad królem, kościół wykreował na jednego z głównych patronów Polski. I taki właśnie jest ten kolejny katolicki „patron” Polski – zdrajca, buntownik, zabiegający o zdobycie dominacji nad królem, którego obchodziła wyłącznie dominacja kościoła nad władzą świecką, który zdradził króla i państwo i który przyniósł państwu zniszczenia i lenną zależność od cesarstwa. Za takie „zasługi” dla państwa, kościół narzucił tego zdrajcę katolikom na patrona Polski. Czyż można być bardziej załganym? Czy można ze zdrajcy robić „patrona” Polski?
.
Niestety Stanisław nie jest ostatnim i najgorszym biskupem w sztafecie kościelnych szkodników w infułach. Kolejny Bolesław – Krzywousty – także obłożony został klątwą. Krzywousty jak i Szczodry wzmocnił państwo, zrzucił zależność od cesarstwa, powiększył państwo o Pomorze Gdańskie i Zachodnie, a na zjeździe w Meresburgu otwarcie postawił się cesarzowi Lotharowi Supplinburgowi twierdząc, że jest władcą niezależnym a nie cesarskim lennikiem. Początek jego panowania był trudny, gdyż kraj był podzielony na dwie części i Bolesław uwikłany był w wojnę o zjednoczenie kraju z przyrodnim bratem Zbigniewem wspieranym przez Niemców i część kleru. Pokonany przez Bolesława ściągnął Zbigniew na kraj najazd cesarskich wojsk (pamiętna obrona Głogowa i bitwa na Psim Polu pod Wrocławiem). Gdy wreszcie wpadł w ręce Bolesława, został oślepiony. Była to „zwyczajowa” kara dla zdrajców na przestrzeni wielu wieków, a Zbigniew był zdrajcą ewidentnym – to on naszczuł cesarza Heinricha V do najazdu na państwo Bolesława z nadzieją zdobycia przy niemieckiej pomocy włady. I gdy Bolesław dostał wreszcie zdrajcę w swoje ręce i go oślepił (zdrajca zmarł krótko później, być może z powodu oślepienia go), został przez stronnika zdrajcy, gnieźnieńskiego arcybiskupa Marcina obłożony klątwą. Za ukaranie zdrajcy. Bezczelność arcybiskupa Marcina jest niewyobrażalna – zdrajców należało karać i to jak najsurowiej. I tak robiono wszędzie, nie tylko u Piastów, bo oślepienie było tradycyjną i zwyczajową karą w okresie średniowiecznego feudalizmu. Stosowaną zresztą także przez biskupów wobec domniemanych i rzeczywistych „wrogów” kościoła i wiary. Kościół w tym samym czasie nagminie i nieomal masowo wobec opornych i podejrzewanych o wrogość wobec siebie stosował barbarzyńskie tortury, okaleczenia i kary śmierci – wydłubywał oczy, obcinał uszy, nosy, języki, ręce, ćwiartował, rozrywał końmi czy palił żywcem na stosach. I uważał, że miał do tego prawo. Gdy natomiast władca świecki Bolesław dorwał zdrajcę i go oślepił, ale stronnikiem zdrajcy był kościelny hierarcha arcybiskup, to władcę za „okrucieństwo” obrzucił klątwą. Oczywiście że i w tym przypadku kościelnemu dostojnikowi Marcinowi chodziło tylko i wyłącznie o przygięcie Bolesława do ziemi i uznanie nad sobą dominacji i władzy kościoła. Manewr udał się, i Krzywousty przez wszystkie następne lata prowadził politykę gorliwego katoliczenia kraju i podbitego Pomorza. Był też niezwykle szczodrym fundatorem na rzecz kościoła:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Boles%C5%82aw_III_Krzywousty#Donacje_ksi.C4.85.C5.BC.C4.99ce_na_rzecz_Ko.C5.9Bcio.C5.82a
.
Na szczególną uwagę zasługuje ufundowane przez niego opactwo benedyktynów na Łysej Górze, czym splugawił święty pogański Łysiec przemianowany na „święty krzyż”.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bazylika_na_%C5%9Awi%C4%99tym_Krzy%C5%BCu
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/07/slowianskie-zapomniane-sanktuarium/
.

Przypomną na marginesie, że o świętym Łyśćcu zrobiło się kilka lat temu trochę głośniej za sprawą katolickich wandali, którzy wycięli tam, mimo że jest to Rezerwat Przyrody, kilkanaście drzew – bo zasłaniały rzymską szubienicę.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/05/19/katolicki-wandalizm-i-pogarda-wobec-matki-natury/
.
W czasach piastowskich było wręcz regułą, że każdego wojowniczego władcę powiększającego siłę i samodzielność państwa wobec Niemiec, hierarchowie przy pomocy klątw próbowali rzucić na kolana przed kościołem. Tym, którzy ulegli (Chrobry, Krzywousty) i ukorzyli się przed kościołem, pozwalano dalej „panować”, by dalej wzmacniali potęgę kościoła nowymi nadaniami. Ci, którzy się nie ugięli (jak Szczodry), musieli uciekać z kraju. Władcy Piastowscy stali przed prawdziwym dylematem – ściągnięty do kraju kler, rzekomo w celu wzmocnienia państwa, jawnie przejął nad państwem dominację. Próby ukrócenia jej, lub tylko postępowanie nie liczące się ze zdaniem hierarchów, spotykało się z ich wściekłą reakcją. Kolejnym władcom pozostawało do wyboru albo nie liczyć się z kościołem, co groziło buntem i utratą władzy, albo pokornie służyć jego interesom, co jeszcze bardziej wzmacniało kościół i uzależniało od niego państwo i władcę. Piastowie wpadli w pułapkę, jaką przez własny pęd do nieograniczonej feudalnej władzy sami na siebie zastawili – ściągnęli nad Wartę instytucję, która miała rzekomo wzmocnić ich władzę, a która uczyniła z nich swoich pokornych służących i której interesom to oni służyli.

.

Ale nie tylko miejscowy kler szarogęsił się na piastowskich ziemiach. Zdarzało się, że w bezpośredni sposób nad Wartą ingerowali w sprawy państwowe papiescy legaci. Gdy po śmierci i katastrofalnym testamencie Krzywoustego (wprowadzającym rozbicie dzielnicowe) jego najstarszy syn i książę senioralny Władysław II (nazwany trafnie „Wygnańcem”) chciał wbrew testamentowi utrzymać jednolite państwo odbierając dzielnice przyznane przyrodnim młodszym braciom testamentem, juniorów poparł arcybiskup gnieźnieński Jakub ze Żnina. I to w sytuacji, gdy Władysław praktycznie już pokonał juniorów i miał duże szanse na utrzymanie całości państwa. Klątwa rzucona na Władysława wywołała bunt przeciwko niemu, zmuszając księcia seniora do ucieczki za granicę. Zmarł na wygnaniu. To ta klątwa przypieczętowała katastrofalne dla państwa Piastów dwuwiekowe rozbicie dzielnicowe i ciągłe wojny pomiędzy narastającą z pokolenia na pokolenie ilością książątek dzielnicowych:
.
„W 1146 rzucił klątwę na najstarszego syna Bolesława – Władysława (zwanego Wygnańcem), przyczyniając się do rozdrobnienia dzielnicowego Polski.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jakub_ze_%C5%BBnina
.

Jakub naturalnie udawał, że broni jedynie testamentu Krzywoustego. W rzeczywistości zależało mu na utrzymaniu rozbicia państwa Piastów na kilka dzielnic, gdyż każde książątko dzielnicowe, nawet senior zasiadający na książęcym tronie w Krakowie, byliby zbyt słabi, aby kościołowi się sprzeciwiać. A w razie czego zawsze można było naszczuć na niego lub na siebie nawzajem wszytkie dzielnicowe książątka. O mało planów tych nie pokrzyżowało mu papiestwo. Otóż początkowo zaakceptowało ono klątwę rzuconą na Władysława Wygnańca. Na skutek kłopotów papiestwa (Eugeniusz III kilkakrotnie zmuszony był uciekać przed buntami ludności z Rzymu i szukać wsparcia u cesarza) nagle papiestwo zmieniło front i legat papieski Gwidon po przybyciu do Krakowa cofnął klątwę z Władysława obrzucając nią wszystkich juniorów (Bolesława Kędzierzawego, Mieszka Starego i Henryka Sandomierskiego), a kraj obłożył interdyktem (zakaz odprawiania guseł zwanych „mszami świętymi”) – zapewne ku uciesze wielu poddanych karami zapędzanymi na te gusła do kościołów. I tu, co zdarzało się niezwykle rzadko w historii, hierarchowie „polskiego” kościoła nie podporządkowali się woli papiestwa (wykorzystywali słabość papieża kolejny raz wypędzonego z Rzymu). Im na rękę było państwo rozbite na kilka części. Ten upór opłacił się im. Kilka lat później papież Eugeniusz III zmarł a jego następca zaakceptował decyzje hierarchów piastowskiej prowincji kościelnej. Papiestwo wielokrotnie jeszcze bezpośrednio i jawnie  ingerowało w sprawy państwowe nad Wartą i Wisłą. U samego schyłku Rzeczypospolitej Obojga Narodów legaci papiescy instruowali (niepotrzebnie zresztą) biskupów „polskich”, że są oni w pierwszym rzędzie katolikami, a dopiero potem Polakami i dlatego mają w sejmie dbać przede wszystkim o interesy katolicyzmu, kościoła i papiestwa kosztem interesów państwa. Owo pouczanie ich było niepotrzebne – biskupi katoliccy od samego początku, od biskupów Jordana, Ungera i Gaudentego interesy kościoła stawiali ZAWSZE nad interesem państwa, na którym żerowali.
.
W okresie rozbicia dzielnicowego większość dzielnicowych książątek obrzucanych było klątwami, a na czele buntów przeciwko nim stawali kościelni dostojnicy. I tak na czele buntu przeciwko Mieszkowi III stał krakowski biskup Gedko („godny” następca zdrajcy i buntownika Stanisława).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gedko
.
Kolejnym buntownikiem, tym razem przeciwko Leszkowi Czarnemu (a następnie Henrykowi IV Probusowi) dbającym o interesy kościoła i przywileje dla kleru kosztem państwa był kolejny biskup krakowski, Paweł z Przemankowa.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pawe%C5%82_z_Przemankowa
.

Znany był też z niezwykle bujnego życia seksualnego. Utrzymywał cały harem, w tym i porwaną z klasztoru zakonnicę. I żaden kumpel po fachu w infule nie obrzucił go klątwą. Władców świeckich zapędzali biskupi groźbą klątw do życia zgodnie z „moralnością krześcijańską” a sami pławili się w rozpuście. Henryk Probus, co należy uzupełnić, miał przeciwnika nie tylko w biskupie Pawłe z Przemankowa. Toczył wieloletni spór o majątki ziemskie zagarnięte samowolnie przez kościół po najeździe tatarskim z 1241 roku. Henryk zaboru tych ziem przez kościół  nie uznał, a biskup wrocławski Tomasz II Zaremba nie zamierzał ich zwrócić księciu. Marzył zresztą o całkowitej suwerenności instytucji kościoła od władzy książęcej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_II_Zaremba

.
Wyklęty został też Konrad Mazowiecki mimo jego ogromnych zasług dla nadjordańskiej dżumy. Był aktywnym uczestnikiem krucjat przeciwko ludom pruskim i Jaćwingom, fundował kościoły i klasztory. Ale gdy uwięził i skazał na śmierć scholastyka Jana Czaplę (spory majątkowe) został wyklęty, a Mazowsze obłożone zostało interdyktem przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Pełkę, który także dążył do całkowitego uniezależnienia kościoła „polskiego” od władzy świeckiej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pe%C5%82ka_(arcybiskup_gnie%C5%BAnie%C5%84ski)
.
„Winę” Konradowi Pełka wybaczył za cenę ogromnych nadań dla kościoła.
Jeszcze większym od biskupa Gedka arcyzdrajcą w infule (wspominałem o nim w poprzednich wpisach) był kolejny krakowski biskup (kolejny „godny” następca zdrajcy buntownika Stanisława – „patrona” Polski) – Muskata. Kraków dziwnie jakoś obfitował w zdrajców, buntowników i antypaństwowych szkodników w infułach.
http://ryuuk.salon24.pl/397627,biskup-germanizator-czyli-krwawy-wilk-z-pastoralem
.
Przy tej okazji niezbyt ciekawie wypada postać ówczesnego arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba Świnki, przez wiki (tekst napisany pewnie przez gorliwego katolikopolaka) nazwanego jednym z  z wybitniejszych polityków średniowiecznej Polski, zwolennika zjednoczenia państwa piastowskiego.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jakub_%C5%9Awinka
.
Nie zgadzam się z tą oceną. Owszem, Świnka był politykiem, ingerował w politykę pilnując jednak przede wszystkim interesów kościoła. Niby zabiegał o zjednoczenie, ale w przypadku dobrowolnej koronacji czeskiego, totalnie zgermanizowanego Wacława II, gorliwego stronnika i protegowanego Habsburgów, po prostu zdradził propiastowską linię postępowania jaka jest jemu przypisywana. A przecież będąc politykiem świadomym musiał być stopniu zgermanizowania Wacława i nigdy nie powinien na jego koronację się zgodzić.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wac%C5%82aw_II#Samodzielne_rz.C4.85dy_Wac.C5.82awa_II.2C_wsp.C3.B3.C5.82praca_z_Habsburgami
.
Ta koronacja była otwarciem drzwi Habsburgom i milowym krokiem ku przyspieszonej germanizacji kraju na wzór ówczesnej germanizacji Czech:
.
„Niechęć budziła tylko polityka personalna – opieranie rządów na niemieckich przybyszach (podobną zasadę stosował Wacław również w Czechach).”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wac%C5%82aw_II#Metody_rz.C4.85d.C3.B3w_w_Polsce
.

Także w sprawie Muskaty Świnka nie stanął na wysokości zadania. Już na ostentacyjne zbojkotowanie przez niego koronacji Przemysła II w 1295 roku powinien zdecydowanie zareagować. Nie zareagował też na udział Muskaty w wyprawie wojennej (rok 1300) przeciwko Łokietkowi, w wyniku której Łokietek uciekać musiał na wygnanie. A gdy pierwszy raz Muskata dostał się do niewoli w ręce Łokietka, sam Świnka wymusił na Łokietku wypuszczenie biskupa. Uważał bowiem, że nawet księciu nie przysługuje prawo więzienia, a tym bardziej sądzenia biskupa. Był bowiem arcybiskup zdecydowanym obrońcą całkowietego wyłączenia kleru spod świeckiej jurysdykcji. I on chciał, aby kościół dominował nad władzą świecką. I aby ona służyła kościelnym interesom. Za pierwszym razem Łokietek ustąpił. Gdy pojmał Muskatę ponownie, będąc już, po stłumieniu buntu niemieckich mieszczan, władcą na Wawelu, nie ustąpił Śwince i trzymał Muskatę w więzieniu aż do jego kapitulacji. Arcybiskup miał tyle dowodów zdrad i zbrodni Muskaty, że powinien odebrać mu infułę i wykląć. A on jedynie „zawieszał” tego zbira i zdrajcę w czynnościach biskupa. Było to powodowane interesem kościelnym – Świnka obawiał się, że zdecydowane kroki przeciwko Muskacie  – a więc pozbawienie go urzędu i święceń biskupich podważą autorytet samej instytucji biskupa, a także i „autorytet” całego kościoła. I dlatego prowadził przeciwko niemu procesy kanoniczne nieudolnie, opieszale, po czym szybciutko godził się na ustępstwa i cofanie nakładanych na Muskatę kar i ograniczeń – aby nie szkodzić „autorytetowi” kościoła. Tak więc ponosił on współodpowiedzialność za to, że Muskata tak długo mógł bruździć Łokietkowi i uprawiać proniemiecką, antypiastowską i antypaństwową politykę.
.
W czasach rozbicia dzielnicowego usłużny wobec kościoła Leszek Biały pod wpływem arcybiskupa Henryka Kietlicza jako książę zwierzchni oddał w roku 1207 w ręce papiestwa  państwo piastowskie odbierając je już jako papieskie lenno. 3 lata później Biały wespół z Konradem Mazowieckim całkowicie zwolnili kler spod świeckiej jurysdykcji, oraz zrezygnowali z prawa udziału władz świeckich w wyborze biskupów. Potulnie zgodzili się na żądania arcybiskupa gnieźnieńskiego Kietlicza, który bezczelnie realizował wprowadzenie papieskiego planu mającego niezależnić kościół od państwa:
.
„…uwolnienie kościoła spod władzy świeckiej (nadanie immunitetu), wyłączenie duchownych spod kompetencji sądów świeckich oraz zaprowadzenie kapitulnego wyboru biskupów.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Kietlicz
.
Trzeba być ślepym i głuchym, a przede wszystkim durnym, aby wierzyć, że kościół kiedykolwiek służył państwu i jego interesom.
.
Kolejna  postać kościelnego dygnitarza, który zasługuje na uwagę, to biskup, później kardynał Zbigniew Oleśnicki. Wściekle protestował przeciwko wsparciu przez Jagiełłę i księcia Witolda husytów w 1422 roku.
https://pl.wikipedia.org/wiki/III_krucjata_antyhusycka#Geneza_III_krucjaty_antyhusyckiej
.
Jedyne co osiągnął to wymuszenie na Jagielle wycofania się z jawnego wspierania husytów i ogłoszenie edyktu wieluńskiego zakazującego Polakom służby w czeskim wojsku.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Edykt_wielu%C5%84ski
.
Nigdy natomiast nie udało mu się nakłonić Jagiełły do udziału w następnych krucjatach antyhusyckich (1427 i 1431). Jagiełło nie ugiął się także przed bezpośrednim naciskiem papieża Marcina V, chcącego zapędzić go do kolejnej krucjaty:
.
„Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów. Pamiętaj, że ci bezbożni ludzie ośmielają się głosić zasadę równości; twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są braćmi, i że Bóg nie dał ludziom uprzywilejowanym prawa władania narodami; utrzymują, że Chrystus przyszedł na świat aby znieść niewolnictwo; wzywają ludzi do wolności, to znaczy do unicestwienia królów i kapłanów.
Teraz, kiedy jeszcze jest czas, zwróć swoje siły przeciwko Czechom, pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów, niż eksterminacja Husytów.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/02/20/koszmarna-morda-katolicyzmu-2/
.
Wściekłość Oleśnickiego wywołał militarny sojusz Jagiełły z husytami i wspólny odwetowy najazd na państwo krzyżackie.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_polsko-krzy%C5%BCacka_w_latach_1431-1435#Polsko-czeska_wyprawa_odwetowa_w_1433
.
Dwukrotnie Oleśnicki na złość królowi podczas wizyt husytów w Krakowie ogłaszał interdykt (zakaz odprawiania katolickich guseł w kościołach). Nie odważył się jedynie obrzucić króla klątwą. Jagiełło zresztą był na klątwy odporny. Po Grunwaldzie został przecież wyklęty za udział po stronie polsko-litewskiej wojsk heretyckich (husytów), muzułmańskich i pogańskich w bitwie przeciwko katolickiemu zakonowi. Nie przejmował się nią i klątwa została po cichu unieważniona – kolejny papież nadal potrzebował Jagiełły.
Po śmierci Jagiełły Oleśnicki w czasach sprawowania faktycznej regencji nad małoletnim Władysławem III (Warneńczykiem) zwołał antypaństwową konfederację do walki ze zwolennikami husytyzmu. Było to samowolną próbą uczynienia państwa obrońcą katolicyzmu.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_Zbigniewa_Ole%C5%9Bnickiego
.
W odpowiedzi na to Spytko z Melszyna powołał kontr-konfederację chcącą ukrócić samowolę Oleśnickiego i jego kościelnej oligarchii.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_Spytka_z_Melsztyna
.
Niestety dwór przestraszył się konfrontacji z Oleśnickim, nie wsparł  jego przeciwników, wobec czego wojska pod wodzą Oleśnickiego rozbiły doszczętnie kontr-konfederację w bitwie pod Grotnikami. Honor królestwa uratował młody król, który skasował haniebny wyrok Oleśnickiego wydany nad nagim ciałem Spytka, uznający go za zdrajcę.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Grotnikami
.
Największym aktem zdrady państwa był protest Oleśnickiego przeciwko planom inkorporacji dużej części zakonnego państwa do Korony. Zbuntowane przeciwko krzyżakom za ucisk i bezprawie Stany Pruskie zwróciły się do Kazimierza IV Jagiellończyka o przyłączenie ich prowincji do Korony. Oleśnicki zaprotestował przeciwko wspieraniu przez króla ich antykrzyyżackiego buntu i przeciwko udziałowi Korony w wojnie z krzyżakami po stronie zbuntowanych Stanów Pruskich. Króla okrzyczał zdrajcą, choć to on nim był. Wojna trzynastoletnia ostatecznie złamała potęgę krzyżaków i to znacznie bardziej niż bitwa pod Grunwaldem. Do Korony powróciło Pomorze Gdańskie i Ziemia Chełmińska z Toruniem. Korona zdobyła też Warmię, Malbork, Elbląg i kilka innych ważnych miast krzyżackich, przejmując połowę ziem pruskich zakonu. Co najważniejsze, reszta ziem zakonnych stała się lennem Korony, a wielcy mistrzowie zobowiązani byli do składania hołdów władcom Unii Polsko-Litewskiej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_trzynastoletnia#Zako.C5.84czenie_wojny_i_II_pok.C3.B3j_toru.C5.84ski
.
Dzięki dalekowzroczności Kazimierza Jagiellończyka katowski topór krzyżacki przestał wisieć nad Polską i Litwą. A obrońca krzyżackiego państwa, zdrajca Oleśnicki dzięki nieustępliwej postawie młodego króla na zawsze utracił swoje wcześniejsze wpływy na politykę państwa. Jego wielka zdradziecka i arcyszkodliwa kariera polityczna dobiegła końca. Kazimierza Jagiellończyka natomiast nuncjusz papieski Baltazar de Priscia obrzucił klątwą w roku 1477. Powodem był spór o obsadzenie biskupstwa warmińskiego kandydatem prokrzyżackim, którego nie chciał zaakceptować Kazimierz. Był on w sumie władcą wyjątkowym, choć niewiele brakowało, a królem wcale by nie został. Gdy po śmierci Warneńczyka w 1444 roku zaproponowano mu koronę polską, odmówił przyjęcia jej na warunkach niekorzystnych dla Litwy, stawianych mu przez Oleśnickiego i polskich możnowładców. Miał wtedy zaledwie 17 lat, ale myślał już jak dalekowzroczny mąż stanu.
.
W tym miejscu konieczne jest jeszcze pewne wyjaśnienie. Władysław Jagiełło zawarł będąc w przymusowej sytuacji bardzo niekorzystną dla Litwy unię z Polską w Krewie (1385). Krzyżacy wściekle atakowali Litwę dążąc do podboju Żmudzi i połączenia terytorium państwa krzyżackiego z ziemiami zakonu inflanckiego, co było ogromnym zagrożeniem dla Litwy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kawalerowie_mieczowi#Inflancka_ga.C5.82.C4.85.C5.BA_zakonu_krzy.C5.BCackiego
.
Będąc w tak trudnej sytuacji Jagiełło zawarł unię włączającą Litwę do Korony, czyniąc ją całkowicie podporządkowaną Koronie i dającą prymat polskim możnowładcom nad Litwinami. W obliczu poprawiającej się sytuacji Litwy dążył następnie Jagiełło w kolejnych, pertraktowanych z możnowładcami polskimi zapisach unii (unia wileńsko-radomska 1401, unia horodelska 1413, unia grodzieńska 1432-34) do poprawy i wzmocnienia pozycji Litwy w Unii. Częściowo mu się to udało. Unia horodelska wprowadziła instytucję oddzielnego wielkiego księcia litewskiego, oraz zrównała w prawach katolicką szlachtę litewską z rodami polskimi. Niemniej nadal Litwa była podrzędna wobec Korony, mimo iż była o wiele większa od niej. Wareńczyk zaakceptował ten stan rzeczy, po czym zginął całkowicie niepotrzebnie z podpuszczenia legata papieskiego, Juliana Cesariniego. Za jego namową zerwał rozejm z Turkami, ruszył pod Warnę i tam dopadła go śmierć – obiecana przez legata papieskiego pomoc była obietnicą bez pokrycia i Warneńczyk pomocy nie otrzymał. Jego następca Kazimierz odrzucił proponowaną mu koronę na warunkach niekorzystnych dla Litwy. Oleśnicki szantażem próbował zmusić go do ustępstw proponując jako kontrkandydata na tron Fryderyka Hohenzollerna. Kazimierz nie ugiął się, postawił twardo własne warunki i czekał. Ostatecznie możnowładcy polscy, widząc konieczność utrzymania polsko-litewskiej unii, przyjęli je. Kazimierza ukoronowano w 1447 roku (miał 20 lat). Litwa i Korona stanowiły dzięki niemu od momentu jego koronacji dwa równorzędne organizmy państwowe, szlachta litewska (także ruska-prawosławna) została zrównana ze szlachtą polską, a terytorium Litwy otrzymało gwarancję nienaruszalności terytorialnej ze strony Korony. Wszystkie urzędy na Litwie (w jej skład wchodziły ogromne obszary ziem ruskich) obsadzane miały być tylko Litwinami i naturalnie Rusinami. Dzięki takim postanowieniom nowej Unii na następnych 120 lat zagwarantował Kazimierz równowagę żywiołów polskiego, litewskiego i ruskiego w potężnym państwie, a także równouprawnienie na Litwie dla prawosławnych szlachciców i możnowładców. Dzięki niemu Unii Polsko-Litewskiej nie wstrząsały ani konflikty etniczne, ani religijne, choć polskojęzyczny kler w Koronie wielokrotnie nawoływał do konieczności walki z prawosławiem i obowiązku nawracania „bizantyjskich odszczepieńców”. Władza polskojęzycznego kleru nie sięgała wtedy na szczęście na ruskie tereny Litwy.
.
Kolejnym genialnym posunięciem Kazimierza Jagiellończyka było wykorzystanie sporu dwóch urzędujących równocześnie papieży (Feliksa V i Mikołaja V) o papieski tron. Król chciał przede wszystkim ograniczyć wpływy Oleśnickiego, który już od początku panowania Kazimierza na tronie polskim podburzał do buntu przeciwko niemu zarówno polską, jak i litewską szlachtę. Doprowadził na Litwie nawet do buntu pod wodzą Michajłuszki, stłumionego jednak szybko przez króla. W konflikcie o władzę między dwoma papieżami Kazimierz poparł Mikołaja, ale za cenę przyznania mu prawa obsadzania przez siebie swoimi kandydatami najwyższych stanowisk kościelnych. Papież Mikołaj, będąc w przymusowej sytuacji, zgodził się na prawo obsadzania przez króla 20 stanowisk kościelnych. I choć później, gdy pokonał rywala (Feliksa V), przywilej dany Kazimierzowi odwołał, król jednak z niego nie zrezygnował i z uporem odrzucał kandydatów na nowych biskupów wysuwanych przez Oleśnickiego, kapituły i papiestwo. I za to obłożony został klątwą. Zignorował ją jednak i dalej obsadzał biskupstwa swoimi kandydatami.
Oleśnicki naturalnie był wściekły – już na początku XIII wieku kościół wywalczył sobie całkowitą niezależność od władz świeckich, które nie miały od tego czasu prawa ingerowania w obsadzanie kościelnych stanowisk. Zdrajca liczył zapewne na to, że wszystkie najważniejsze stanowiska kościelne obsadzi swoimi stronnikami i dzięki temu uzyska przewagę nad królem. Tymczasem Kazimierz zaczął obsadzać stanowiska kościelne swoimi zwolennikami, wytrącając Oleśnickiemu nawet pełną kontrolę nad biskupami. W roku 1452 o mało nie doszło do wojny domowej pomiędzy królem a kardynałem Oleśnickim nadal walczącym o zdobycie dominacji nad władcą. Król jednak pozostał nieugięty i odsunął Oleśnickiego od wpływów na politykę państwa. Zdrajca i buntownik w infule, przez ćwierć wieku trząsący państwem, zmarł 3 lata później w swoim zamku w Pińczowie.
.
Kazimiez IV Jagielończyk był królem przez 45 lat. Zdobył w tym czasie kontrolę nad kościołem, obsadzał posłusznymi sobie ludźmi stanowiska biskupów, nie ugiął się wobec papieskiej klątwy, złamał potęgę zakonu, odzyskał Pomorze Gdańskie. Był jednym z nielicznych władców, którzy na przestrzeni ośmiu wieków zasługiwali na tron (także Jagiełło był godnym tej nazwy królem). Niestety ani jeden z następców nie dorównywał już jemu. Wprawdzie Jan Olbracht podobnie jak Kazimierz ograniczał samowolę i wpływy kościoła, ale katastrofalną wyprawą do Mołdawii i całkowitym rozbiciem jego wojsk sprowokował ataki na Unię przez Rosję, cesarstwo niemieckie, Turcję, Węgry i Wołochów. Nawet krzyżactwo podniosło za jego panowania ponownie łeb odmawiając lennego hołdu. Zmarł po 9 latach od koronacji. Jego następcą był jego młodszy brat Aleksander. Nie potrafił zmusić biskupów do koronacji swej żony, rosyjskiej księżniczki Heleny Moskiewskiej. Odmówili, bo była prawosławną a katolickiego krztu nie chciała przyjąć, uważając tę propozycją za obrazę. Był ostatnim Jagiellonem mówiącym po litewsku. Zmarł nagle po niespełna pięciu latach panowania. Natępca, Zygmunt Stary był typowym tępogłowym katolikiem i marionetką biskupów. Czynnie zwalczał zwolenników Marcina Lutra, zakazał publikacji pism protestanckich, wydał wiele wyroków śmierci na „odstępców” od wiary. Za jego czasów intensywiej zapłonęły stosy z „heretykami”.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_I_Stary#Sprawy_wyznaniowe
.
Choć płonęły one już dużo wcześniej. Pierwsze udokumentowane ofiary inkwizycji biskupiej na Śląsku to ok. 50 osób (waldensów) spalonych na stosie w 1315 roku. Później palono także biczowników, różnych kacerzy, „odstępców” od wiary i  czarownice. Represje Zygmunta Starego dosięgnęły jednak tylko mieszczan. Wobec szlachty był ten fanatyk bezsilny – nie posiadał uprawnień pozwalających mu na palenie na stosach szlacheckich „odstępców”. Zmarł po 41 latach fanatycznych rządów. Jego syn na szczęście fanatykiem nie był, a wręcz przeciwnie. Prześladowania „hertetyków” całkowicie zanikły. Protestanccy „heretycy” pojawili się nawet na jego królewskim dworze. Za to ratyfikowanym przez niego (gdy już wiedzieł, że umrze bezpotomnie) aktem Unii Lubelskiej zdradził postanowienia Kazimierza IV Jagiellończyka o nienaruszalności terytorium Litwy i o rónorzędności organizmów państwowych Litwy i Polski. Unia lubelska łączyła Litwę i Polskę w jeden organizm państwowy nazwany Rzeczypospolitą Obojga Narodów. Najbardziej katastrofalnymi zapisami dla Litwy i dla całej Rzeczypospolitej, a w końcowym efekcie i dla samej Korony/Polski było oddanie Koronie ogromych obszarów południowego Wielkiego Księstwa Litewskiego (praktycznie całej Ukrainy) oraz zniesienie zakazu zakupu ziem przez polską szlachtę na Litwie.
Za panowania dwóch ostatnich Jagiellonów Litwa utraciła duże obszary na rzecz Księstwa Moskiewskiego/carskiej Rosji. Niepotrzebnie wdali się oni z nią w kolejne wojny. Kto  wie, czy kamyczkiem, który poruszył rosyjską lawinę nie była odmowa koronacji przez polskich biskupów Heleny Moskiewskiej, córki Iwana III zwanego Srogim. Odmowa ta była zniewagą dla samej Heleny oraz dla jej ojca i całej Rosji. Ale jeszcze większy obszar utraciła Litwa za sprawą unii lubelskiej na rzecz Korony. Tutaj jest mapa Unii Polsko-Litewskiej sprzed unii lubelskiej:
.

.
A tutaj mapa Rzeczypospoltej Obojga narodów z Ukrainą przejętą już przez Koronę.
.

.
Przejęcie to nastąpiło w roku 1569. W 1574 roku na Rusi ufundowane zostało pierwsze jezuickie kolegium w celu katoliczenia Ukrainy. Pierwsze większe powstanie kozackie wybuchło w roku 1591. Zbieżność powyższych dat nie jest sprawą przypadku. We wszystkich powstaniach kozackich można dostrzec nasilający się z powstania na powstanie wątek oporu przeciwko polszczeniu i katoliczeniu Ukrainy, poddanej po unii lubelskiej coraz większemu panoszeniu się na niej polskich możnowładców, szlachty, jezuitów i katolickich biskupów. Epoka Jagiellonów i równowaga żywiołów polskiego, litewskiego i ruskiego, oraz ochrona granic litewskiej Rusi przed Polakami i katolikami dobiegła za sprawą unii lubelskiej końca. Zaczęło się polszczenie Litwy (do dzisiaj Litwini nie cierpią Polaków za przywłaszenie sobie przez nich Wilna i przerobienia go na miasto polskie) oraz katoliczenie i polszczenie Ukrainy. Tak właśnie zaczął się powolny upadek Rzeczypospolitej trwający dwa wieki.
.
Na początku epoki elekcyjnej nadciągającą agonię Rzeczypospolitej trudno było zauważyć. Batory wybrany na króla przez szlachtę zreformował armię, wygrał kolejne wojny z Rosją odzyskując część utraconych terenów. Niemniej już na początku nieomal nie musił stoczyć wojny domowej przeciwko zwolennikom Maksymiliana II Habsburga wybranego królem przez senat pod naciskiem nuncjusza papieskiego i interrexa prymasa Jakuba Uchańskiego. Szlachta nie uznała tej elekcji i wybrała Annę Jagiellonkę  i Batorego jako jej przyszłego męża. Przy wszystkich zasługach węgierskiego króla jego gorliwe wspieranie jezuitów było dalszym podkopywaniem fundamentów państwa. Zwłaszcza uczynienie kolegium jezuickiego w Wilnie Akademią było początkiem przechwycenia przez tę papieską policję ideologiczną kontroli nad oświatą. To za Batorego zabłysnął największy chyba arcy-szkodnik w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów – jezuita Piotr Skarga, który został pierwszym rektorem jezuickiej „akademii” wileńskiej.
.
Jeszcze bardziej pod wpływem Skargi znalazł się pierwszy z Wazów, fanatyczny katolik, członek III świeckiego zakonu jezuitów, Zygmunt III Waza. Wypędzonych ze Szwecji katolickich Wazów wspierało przede wszystkim papiestwo, licząc na to, że Rzeczypospolita będzie dla nich trampoliną i narzędziem do odzyskania tronu Szwecji w celu jej ponownego skatoliczenia i poddania władzy papieskiej. Już za pierwszego Wazy miały miejsce 4 większe bunty kozackie, zapłonęły ponownie stosy, a po kraju rozlały się inspirowane głównie przez jezuitów tumulty religijne przeciwko protestantom. Spójna i spokojna wcześniej wewnętrznie Unia Polsko-Litewska Kazimierza IV Jagiellończyka od panowania Wazów stała się miejscem permamentnej, pełzającej domowej wojny religijnej katolicy kontra reszta. Walczono z „heretykami” nie tylko przy pomocy tumultów. Pod naporem katolików krok po kroku usuwano z urzędów państwowych nie-katolików. Na dworze zaś i w Sejmie szalał Skarga. W jego kazaniach sejmowych udało się temu papieskiemu agentowi (nazywanemu w Sejmie głównym wichrzycielem Rzeczypospolitej – praecipuus turbator Reipublicae) przekonać monarchę i katolicką szlachtę, że ważniejsze dla instytucji państwowych jest zabieganie o zbawienie dusz mieszkańców kraju niż o interesy państwa, nawet kosztem jego upadku: Pierwej wiecznej ojczyzny nabywać niż doczesnej … jeśli zginie doczesna, przy wiecznej się ostoim.”
.
Jeśli zginie doczesna…
.
To był już jawny zwiastun przyszłego upadku państwa. Tylko ślepy by tego nie dostrzegł.
.
Dziełem Skargi było zerwanie Sejmu mającego uchwalić „prawo o tumultach”. Miało ono surowo karać uczestników i inspiratorów tumultów religijnych. Skarga nie mógł do tego dopuścić – wszak tumultami „nawracano” protestantów. Zerwany sejm zaowocował wyniszczającą kraj wojną domową – rokoszem Zebrzydowskiego. A tumulty religijne trwały do schyłku Rzeczypospolitej.
.
W tym miejscu jeszcze dygresja – prawo o tumultach miało być prawnym ukoronowaniem uchwalonej przez Sejm z inicjatywy protestantów i prawosławnych w roku 1573 (rok po śmierci ostatniego Jagiellończyka) konfederacji warszawskiej, gwarantującej wolność wyznania i równouprawnienie dla wszystkich odprysków nadjordańskiej dżumy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_warszawska_(1573)
.
Klerowi nie udało się jej zawetować, gdyż Sejm zwołano na warunkach konfederacji wykluczającej prawo weta i przyjmującej uchwały zwykłą większością głosów (50%+1 głos). Niemniej kościół nie zamierzał ani przez sekundę respektować równouprawnienia religijnego. Biskupi obrzucili konfederację warszawską i jej uchwały klątwą. A gdy następnie za III Wazy rozsądniejsza część szlachty, w tym nawet wolni od fanatyzmu katolicy, chcieli w Sejmie uchwalić prawo o karach za tumulty religijne, które szarpały Rzeczypospolitą, zablokowali to z inicjatywy Skargi biskupi. Także samego króla Skarga przekonał o „szkodliwości” dla katolicyzmu ewentualnego uchwalenia kar za tumulty. Sejm został zerwany a tumulty szarpały  Rzeczypospolitą aż do jej upadku.
.
Równie katastrofalnym – tyle że dla stosunków polsko-rosyjskich – było wmieszanie się Zygmunta III Wazy w wewnętrzny zamęt w Rosji nazwany wielką smutą. Z podpuszczenia papiestwa i jezuitów, w nadziei na skatoliczenie Rosji, Zygmunt III wspierał dwóch kolejnych samozwańców, następnie najechał pogrążoną w chaosie wojny domowej Rosję, zdobył Moskwę i dwa lata okupował Kreml. Odrzucił propozycję ogłoszenia jego syna carem, gdyż strona rosyjska jako warunek koronacji postawiła przejście przyszłego cara na prawosławie. Waza zaś chciał Rosję skatoliczyć. W końcu okupacja tak dała się Rosjanom we znaki, zwłaszcza rozboje, grabieże i gwałty popełniane przez grasantów zwanych lisowczykami, że wybuchło powstanie przeciwko okupantowi, którego wypędzono z Rosji. Okupacja Kremla na wieki zaciążyła na stosunkach rosyjsko-polskich.
Wcześniejsze wojny pomiędzy Rosją a Unią Litewsko-Polską, traktowane przez obie strony jako zwykłe w tamtych czasach wojny graniczne, nie zaowocowały wielowiekową nienawiścią. Dopiero okupacja Kremla, grabieże i gwałty na bezbronnej ludności oraj jawna chęć skatoliczenia Rosji nienawiść ową u Rosjan rozbudziły. Kilka lat później Waza ponownie z podpuszczenia biskupów, jezuitów i papiestwa próbował, choć bezskutecznie, zbrojnie podbić Rosję, jeszcze bardziej poogłębiając wrogość Rosjan wobec Rzeczypospolitej:
.
„Jeszcze raz próbowali zdobyć stolicę Rosji w 1618, o co bardzo zabiegali biskupi i kler katolicki, zwłaszcza jezuici, pragnący podporządkowania prawosławnej Moskwy papieżowi. Po nieudanej próbie opanowania miasta, zawarty został w 1619 rozejm w Dywilinie, na mocy którego Rzeczpospolita odzyskała Smoleńsk oraz ziemie czernihowską i siewierską.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_III_Waza#Wojna_z_Rosj.C4.85
.
Wazowie oficjalnie nie przystąpili do trwającej w Niemczech (1618-1648) fanatycznej religijnej wojny trzydziestoletniej katolików z protestantami. Ale brały w niej udział bandy katolickich grasantów – lisowczyków. Siali oni śmierć pod Wiedniem, w Czechach i Lotaryngii. Na terenach Niemiec, gdzie grasowali, jeszcze przez następne dwa wieki matki straszyły nimi nieposłuszne dzieci. Lisowczycy przy całym ich zwyrodnialstwie mieli własnego kapelana, który ich zbrodnie wojenne wybielał – gwałcicieli, grabieżców i podpalaczy nazywał wojownikami bożymi.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/02/13/zlota-baba-lisowczycy-i-katolicka-milosc-blizniego/
.
Jeszcze o jednej „zasłudzie” III Wazy nie zapomnijmy. Z podpuszczenia biskupów i jezuitów gorliwie „nawracających” na żydogenny katolicyzm kogo tylko i jak tylko się dało wprowadził w roku 1588 prawo mówiące: „Jeśliby Żyd który, albo Żydówka do wiary chrześcijańskiej przystąpili, tedy każda osoba i potomstwo ich za szlachcica poczytywani być mają”. W ten sposób za sprawą fanatycznego popędu kleru do nawracania, choćby i przekupstwem wszystkich nie-katolików – w tym przypadku Żydów – zaczęło się biologiczne zażydzanie stanu szlacheckiego. Równolegle fanatycznym katoliczeniem szlachty zażydzano ją duchowo.
.
Powstania kozackie trwały za panowania kolejnych Wazów. Wymowne są niektóre żądania Kozaków wymienione w niestety nigdy nie zrealizowanej ugodzie zborowskiej:
.
– zwiększenie rejestru kozackiego z 6 do 40 tysięcy żołnierzy (Rzeczypospolita miała szansę na dysponowanie stałym, 40-tysięcznym bitnym wojskiem kozackim. Niestety do ugody nie doszło, prawobrzeżna Ukraina wpadła w ręce Rosji i to Rosja dostała wojska kozackie jako wojenny kastet w rękach carów),
– w 3 województwach ruskich: kijowskim, bracławskim i czernihowskim urzędy miała pełnić tylko szlachta prawosławna (było to oczywistą obroną przed katoliczeniem i polszczeniem Ukrainy i spychaniem na margines prawosławnych Rusinów),
– wojska koronne oraz Żydzi nie miały mieć wstępu do miast, gdzie stacjonowały kozackie pułki rejestrowe (wszędzie gdzie pojawiały się wojska koronne, uważane za okupanta oraz polska szlachta, towarzyszyli im Żydzi monopolizujący handel i wysługujący się polskiej szlachcie, czego Rusini po prostu nie chcieli),
– zgodzono się przyznać miejsce w Senacie prawosławnemu metropolicie kijowskiemu (biskupi katoliccy z urzędu byli senatorami, natomiast równe katolicyzmowi liczebnie prawosławie nie posiadało w Sejmie i Senacie ani jednego biskupa mogącego bronić interesów prawosławia i dlatego prawosławni postawili ten warunek),
– zabroniono powrotu duchowieństwa unickiego na ruskie ziemie województwa czernihowskiego, kijowskiego i bracławskiego (unitów będących wynikiem intrygi jezuickiej pod wodzą Skargi prawosławni uważali za zdrajców i renegatów, którzy poszli na kolaborację z papiestwem),
– jezuici oraz Żydzi mieli zostać usunięci z województw: bracławskiego, kijowskiego i czernihowskiego (nienawiść do jezuitów wściekle katoliczących Ukrainę była na niej powszechna. I do towarzyszących im jak cień żydowskich starszych braci w wierze, wysługujących się także klerowi).
.
Ugodę zablokowali w Senacie katoliccy biskupi – senatorowie Rzeczypospolitej. Wobec czego Chmielnicki mając dość katolickiego i polskiego szarogęsienia się na Ukrainie zawarł w 1654 roku w Perejesławiu ugodę z Rosją, prosząc cara o przejęcie lewobrzeżnej Ukrainy w posiadanie. Rosja chętnie na to przystała, obiecała zwiększenie wojsk kozackich (regestu) do 60 tys., a starszyźnie kozackiej (którą polska szlachta chciała przerobić na chłopów) obiecała utrzymanie majątków ziemskich. Wybuchła wojna pomiędzy Rosją a Rzeczypospolitą w wyniku której Rzeczypospolita na zawsze już utraciła Zadnieprze oraz inne tereny na całej granicy z Rosją, zwłaszcza Ziemię Smoleńską.
.

.
Tyle „korzyści” dało Rzeczypospolitej nachalne katoliczenie i polszczenie Ukrainy.
Na poważszej mapie widać ziemie utracone w wyniku powstania Chmielnickiego zakończonego wojną z Rosją. Wojnę zakończył rozejm w Andruszowie korzystny dla Rosji. Rosja zdobyła nie tylko duże obszary Rzeczypospolitej, ale i kozackie wojska, które niejednokrotnie przyczyniały się do kolejnych rosyjskich zwycięstw. Na początku XX wieku wojska kozackie liczyły w Rosji 162 pułki jazdy, 171 wolnych sotni i 24 bataliony piechoty.
.
Jedną z największych katastrof epoki Wazów był szwedzki potop. Był on elementem szerszej II wojny północnej. Szwecja wcześniej gotowa była wesprzeć Rzeczypospolitą w prowadzonej przez nią akurat wojnie z Rosją (tej związanej z powstaniem Chmielnickiego). Jednym z warunków pomocy było zrzeczenie się przez Jana Kazimierza jego roszczeń do szwedzkiej korony. Roszczenia te gorliwie popierało papiestwo. Warunek został odrzucony i Karol Gustaw postanowił najechać Rzeczypospolitą w celu jego wymuszenia. Karol Gustaw nie dopadł Wazy, ale Waza i tak nie odzyskał tronu Szewcji. Wbrew planom papieskim wiązanym z Wazami Szwecja pozostała protestancka. Zniszczenia Rzeczypospolitej doznane podczas potopu szwedzkiego porywnywalne są ze zniszczeniami Polski z okresu II wojny światowej. W efekcie zniszczeń „potopu” podupadły miasta i gospodarka rolna. Co gorsza, Prusy książęce (pozostałość zsekularyzowanego państwa krzyżackiego), będące lennikiem Rzeczypospolitej, wykorzystały potop do zrzucenia lenna. Na północnych rubieżach pojawiło się gangsterskie państwo pruskie, najbardziej z wszystkich sąsiadów prące do rozbiorów Rzeczypospolitej.
.
Z upadku gospodarczego wywołanego potopem Rzeczypospolita już się nie podniosła. Politycznie na potopie skorzystał jedynie kościół.  Zainicjował wściekłą nagonkę na protestantów oskarżanych o kolaborację ze Szwedami. Ignorował fakt, że ilość katolickich kolaborantów wcale nie była mniejsza. Kilka lat po potopie na fali nagonki na „heretyków” Sejm uchwalił pod naciskiem biskupów karę śmierci za odstępstwo od katolicyzmu. Protestanci nadal byli usuwani z urzędów państwowych. Nadal trwały też katolickie tumulty wymierzone w „heretyków”.
.
Epoka Wazów (81 lat) realizujących politykę papieską (próba skatoliczenia Rosji i zrekatoliczenia Szwecji) przy trwających wewnątrz kraju z podpuszczenia jezuitów i reszty kleru tumultach i prowokowanych przez postępowanie kleru, jezuitów i polskiej szlachty powstaniach kozackich była katastrofą dla Rzeczypospolitej. Utraciła ona duże tereny na wschodzie, gospodarczo upadła, a wewnętrznie została totalnie skłócona i rozbita. Zyskała też agresywnego sąsiada – Prusy, które nie ukrywały, że mają ochotę przynajmniej na odzyskanie wszystkich byłych terenów państwa krzyżackiego włączonych przez Kazimierza IV Jagiellończyka do Korony. To właśnie Prusy najbardziej gorliwie parły do rozbiorów Rzeczypospolitej, czemu długo opierała się Rosja.
.
Dużą szansę na poprawę zewnętrznego bezpieczeństwa, przynajmniej ze strony Prus miał, ale zmarnował ją, Sobieski. Z różnych dokumentów z jego czasów wiemy, że planował militarną wyprawę na Prusy, aby je rozbić i ponownie narzucić im lenniczą zależność od Rzeczypospolitej. W ten sposób pozbyłby się jednego z trzech przyszłych zaborców. Niestety z podpuszczenia kleru i papiestwa ruszył pod Wiedeń. Politycznie wyprawa wiedeńska nie przyniosła Rzeczypospolitej żadnych korzyści. Cesarz austriacki nawet Sobieskiemu nie podziękował, potraktował go obojętnie i z góry, a wojska Rzeczypospolitej traktowano po bitwie z pogardą. Strzelano nawet do tych, którzy chcieli wejść do uwolnionego przez nich miasta.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Wiedniem#Spotkanie_z_cesarzem
.
Gdyby zamiast pod Wiedeń pociągnął Sobieski na Prusy i je rozbił, za jednym zamachem unieszkodliwiłby dwóch przyszłych zaborców, bo Wiedeń bez tej odsieczy by padł.  A tak Prusy nadal rosły w siłę szykując się do aneksji terenów Rzeczypospolitej, a Wiedeń odwdzięczył się 89 lat później przystąpieniem do I rozbioru. To było jego spóźnione katolickie bóg zapłać za odsiecz wiedeńską. Sobieski zbyt był marionetką kleru i papiestwa, aby służyć interesom państwa.
.
Epoka saskich Wettynów (z małymi przerwami na Leszczyńskiego) od 1697 do 1763 charakteryzowała się uprzedmiotowieniem Rzeczypospolitej przez siły zewnętrzne. Elekcję Augusta II Mocnego popierał ultrakatolicki Wiedeń i stojące za nim papiestwo. Było to czyste wyrachowanie – Saksonia była protestancka, Augusta zaś kupiono koroną za cenę konwersji na katolicyzm. Liczono po prostu na rekatolizację Saksonii. Rachuby te okazały się płonne – w Saksonii Wettynowie podtrzymywali protestantyzm, a jako królowie Rzeczypospolitej udawali katolików. Także Rosja popierała Saksończyków. Nie graniczyła z Saksonią bezpośrednio, Saksonia brała udział w wojnach m.in przeciwko Szwecji, z którą i Rosja prowadziła długotrwałe wojny. A że Saksończycy Rzeczypospolitą traktowali instrumentalnie, nie dbając o jej interesy, byli dla Rosji wygodnymi kandydatami na tron nad Wisłą. Już na początku panowania Augusta II dochodziło do absurdalnych sytuacji – jako saski Elektor prowadził ze Szwecją wojnę, a jako król Polski był w w tym samym czasie neutralny. Wykorzystał jednak Rzeczypospolitą do przemarszu przez jej teren saskich wojsk, a działania wojenne prowadził także na jej terenie, mimo, że nie była ona (przynajmniej początkowo) stroną konfliktu. To wywołało protesty, wojnę domową (1704-1706) i koronację Leszczyńskiego. Jednak po 5 latach Leszczyński sam musiał uciekać z kraju przed stronnikami Saksończyka. W roku 1715 nastąpiła kolejna odsłona wojny domowiej pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami niemieckiego Augusta II. Miała tego dość Rosja, która toczyła wojny na północy ze Szwecją, na południu z Turcją i na rękę była jej Rzeczypospolita słaba, bez wojsk, pogrążona w marazmie i letargu, rządzona przez nie interesujących się jej losem Niemców. Bo dzięki temu miałaby Rosja długą spokojną zachodnię granicę z Rzeczypospolitą. Aby przerwać wojnę domową w Rzeczypospolitej i aby zabezpieczyć się od dalszych niespodzianek Rosja wprowadziła do kraju silne wojsko, spacyfikowała Sejm nazwany Niemym (1717 rok) narzucając mu swoją wolę.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sejm_niemy
.
Od tego czasu Rzeczypospolita, mimo że rządzona przez Wettynów, była de facto rosyjskim protektoratem. Rosja zabiegała i spokój na granicy z Rzeczypospolitą i o daleko idące ograniczenie liczebności wojsk Rzeczypospolitej.
.
W tym samym czasie kościół nie próżnował – nadal trwały religijne tumulty, z najgłośniejszym z nich – tumultem toruńskim. Sprowokowali go katolicy, a na koniec 10 protestantom ścięto głowy. Po pacyfikacji protestantów najsurowszych kar domagali się jezuici.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tumult_toru%C5%84ski
.
Także w tym samym czasie nadal z podpuszczenia kleru i jezuitów rugowano protestantów z urzędów i funkcji państwowych. Z Senatu wyrzucono ich w roku 1712, z Sejmu w 1734. A wcześniej jeszcze (w 1702 roku) na Ukrainie wybuchło kolejne powstanie. Brutalnie stłumiono je – 70 tys. chłopów ukaranych zostało przez obcięcie im lewego ucha. Oszczędzono ich z jednego powodu – na Ukrainie brak było taniej siły roboczej w polskich i kościelnych majątkach ziemskich.
.
W czasach saskich Rzeczypospolita chyliła się już wyraźnie ku upadkowi. Rzeszpospolitą wstrząsnęły kilkakrotnie wojny domowe (walki o tron). Przez kraj parokrotnie maszerowały obce wojska – saskie lub rosyjskie. Gospodarka była w katastrofalnym stanie. Wyzyskiwani narastającym obciążeniem pańszczyźnianym i daninami chłopi masowo stosowali opór bierny polegający na opieszałej i niedbałej pracy. I to nie tylko na pańskiej czy biskupiej, ale i na kawałku „swojej” ziemi. Po co mieli harować, skoro i tak prawie wszystko im odbierano. Ubożała przez to szlachta ziemska, przybywało też dużo szlacheckiej „gołoty” pozbawionej jakiegokolwiek majątku. Nadal biedniały miasta, w których dochodziło do tumultów religijnych ale i do konfliktów między mieszczanami a szlachtą i możnowładcami, którzy posiadali w obrębie miast królewskich wbrew prawom miejskim własne „Jurydyki” – kamienice czy nawet pałace i którzy ignorowali a nawet łamali prawa miejskie. Handel za sprawą szlachty całkowicie zmonopolizowany był przez Żydów. Szlachta celowo oddała im w ręce handel bojąc się wzrostu zamożności polskiego mieszczaństwa, gdyby to ono wzięło handel w swoje ręce, bo mogłoby wzmocnić to jego polityczne znaczenie w Rzeczypospolitej. Żydom oddawała szlachta (wśród szlachty było dużo żydowskich przechrztów) także w arendę młyny, karczmy, a niekiedy nawet upadające majątki ziermskie. Zdarzało się też, że zubożały szlachcic wydawał syna za córkę bogatego żydowskiego arendarza. On przestawał być biedakiem a żydowska żona stawał się polską szlachcianką.
.
Obrotnym Żydom dzięki patronatowi szlachty powodziło się coraz lepiej. Za to skarb państwa był permamentnie pusty, szlachta nie zgadzała się na zwiększanie podatków, a największy posiadacz ziemski – kościół – był z nich całkowicie zwolniony. Do dzisiaj nie wiadomo dokładnie, jaki procent powierzchni kraju był u schyłku Rzeczypospolitej własnością kościoła. Wiadome natomiast jest, że posiadłości biskupów nie ustępowały ogromem posiadłościom największych rodów magnackich. Każdy biskup był posiadaczem ogromnych majątków. Arcybiskup gnieźnieński np. posiadał 360 wsi i miast, biskup krakowski ponad 300 wsi i miast. W Wielkopolsce i Małopolsce liczba wsi będących własnością kościoła przewyższała liczbę wsi królewskich, a na Mazowszu kościół miał dwukrotnie większe posiadłości niż skarb koronny. Instytucja, która 8 wieków wcześniej zdana była na łaskę Mieszka I i Chrobrego w międzyczasie na ziemiach polskich (na Rusi katoliczonej dopiero od unii lubelskiej kościół posiadał stosunkowo mniejsze posiadłości) stała się właścicielem co najmniej 1/3 ziem. A w niektórych regionach kraju ponad połowy ziem. Od wieków kościół pasożytował na państwie, zmuszał je do służby swoim interesom, wysługiwał się nim do realizacji polityki własnej i papieskiej, wyłudzał kolejne nadania i przywileje. Pasożytował na władcach, na możnowładcach, na mieszczanach, a zwłaszcza na prostym ludzie – i nie płacił ani grosza podatków. Wywalczył sobie całkowity immunitet – władca nie miał prawa ingerować w sprawy kościelne, obsadę urzędów, nie miał prawa sądów nad klerem nawet za zdradę państwa. Za to kościół zmuszał państwo do ścigania i karania wrogów kościoła, wywalczył sobie prawo karania śmiercią podległych mu chłopów za stawianie oporu i za zbiegostwo. Sam państwu ani jego mieszkańcom nie dawał nic, za to za każdą „usługę” (krzty, komunie, śluby, pogrzeby) kazał sobie słono płacić. Kler nieomal zmonopolizował oświatę, na której także zarabiał, a ponadto to on układał programy „nauczania”, będącego przede wszystkim katolicką indoktrynacją. W Senacie biskupi blokowali wszystkie uchwały, które mogłyby zagrozić wpływom i dochodom kościoła. Los upadającego państwa, pozbawionego pieniędzy na utrzymanie jako tako silnego wojska, był kościołowi kompletnie obojętny. U schyłku Rzeczypospolitej więcej w niej było spasionego kleru i zakonników niż wojska koronnego. Zażarcie torpedował też kościół wszelkie próby nałożenia na niego choćby minimalnego podatku na rzecz państwa, choć gołym okiem było widać, że bez opodatkowania tego największego posiadacza ziemskiego próba uratowania państwa jest praktycznie niemożliwa. Przy czym wyraźnie zaznaczyć należy, że dużą część majątków kościół jeszcze w średniowieczu zdobył przy pomocy zwykłych fałszerstw dokumentów. Wprawdzie władcy piastowscy byli niezwykle hojni wobec kościoła i nie szczędzili jemu nadań, ale chciwemu klerowi było ich zawsze za mało. Wykorzystywali więc to, że większość Piastów była analfabetami i fałszowali przy każdej nadarzającej się okazji dokumenty z nadaniami dla siebie. Przychodziło im to o tyle łatwo, gdyż to oni pełnili  funkcje sekretarzy dworskich. I gdy np. spisywali testament zmarłego akurat władcy, korzystali z analfabetyzmu następcy i umieszczali w testamencie zawyżone na swoją korzyść nadania zmarłego. Po czym powoływali się na sfałszowany testement i wyłudzali więcej, niż zmarły im darował. Nagminnie też z byle powodu, albo i bez powodu obrzucali władców (i możnowładców – bo na nich też żerowali) klątwami, aby następnie za zdjęcie klątwy i dodatkowo w ramach „pokuty” wyłudzić kolejne nadania. Za każde zdjęcie klątwy żądali ufundowania/budowy przynajmniej jednego nowego kościoła, klasztoru czy opactwa – z uposażenim go należytym majątkiem ziemskim. W ten sposób z garstki kilku klechów i jednego biskupa Jordana – obcych przybłędów w orszaku Dobrawy czeskiej – nie posiadających absolutnie nic, na przestrzeni ośmiu wieków kościół wyrósł na największego ziemskiego i majątkowego potentata, zwolnionego na dodatek z jakichkolwiek powinności wobec państwa, na którym żerował. Im państwo bardziej biedniało i słabło, tym kościół bardziej obrastał w siłę, majątki ziemskie i złoto, a biskupi w znaczenie polityczne i w pychę. Obnosili się jak najwyżsi dostojnicy państwowi i byli nimi rzeczywiście. Publicznie poruszali się zawsze w asyście  orszaków, równych orszakom udzielnych książąt. Ich rezydencje – pałace i zamki – przepychem nie ustępowały pałacom i zamkom arystoracji i udzielnych książąt. Przy czym za biedaka uchodził biskup posiadający tylko jeden pałac czy zamek. Biskupi krakowscy np. posiadali ich po kilka na raz.
Kościelna figa dusicielka w czasach od Wazów do Sasów oplotła pień polskiego drzewa całkowicie.
.
Gdy umierał (1763 rok) przedostatni król Rzeczypospolitej, Niemiec August III Sas, państwo było w katastrofalnej sytuacji. Ale potencjalnie nadal było w stanie podnieść się z upadku. Gdyby nałożono podatek na kościół, zmniejszono ucisk pańszczyźniany zachęcający chłopów do wydajniejszej pracy, a handel i dzierżawy odebrano by Żydom, zapełnienie skarbca nie byłoby problemem. Ważniejszą jednak sprawą było zakończenie wewnętrznego rozdarcia i przywrócenie równowagi pomiędzy żywiołami polskim, ruskim/ukraińskim i litewskim. Jeszcze ważniejszym było zakończenie szykan i rugowania na margines społeczny prawosławnych i protestantów. Rzeczypospolita była wtedy nadal jeszcze wystarczająco ludna i potencjalnie silna, aby stworzyć potężną armię mogącą rozgromić Prusy, zrzucić rosyjski protektorat i ustalić trwałą granicę z Rosją oraz prowadzić własną suwerenną politykę wewnętrzną i zagraniczną. Ale aby odbudowć potęgę państwa, należało zgromadzić pod wspólnym sztandarem Polaków, Rusinów, Litwinów, katolików, prawosławnych, protestantów. Połączonymi siłami byliby w stanie odbudować potęgę, jaką była Unia Polsko-Litewska w czasach Kazimierza IV Jagiellończyka. Równie ważną sprawą było wyrwanie państwa spod wpływów kościoła i papiestwa. Państwo musiałoby kierować się własną racją stanu, a nie być świeckim ramieniem kościoła i jego narzędziem służącym interesom kościoła i papiestwa. Była nawet próba takich działań, storpedowana została jednak przez kler i część sfanatyzowanej, katolickiej szlachty. Zaczęła się agonia państwa.
.
Katolicy zarzucą mi w tym miejscu, że pozytywnie odniosę się do próby reform podjętych przez Stanisława Poniatowskiego podjętych  na samym początku jego kadencji na królewskim tronie. Wiem, że królem został tylko dzięki poparciu Rosji i rosyjskim bagnetom. Ale Rzeczypospolita była wtedy tak słaba i tak wewnętrznie skłócona, że bez zewnętrznego przymusu nie była w stanie jako tako normalnie funkcjonować. Poniatowski chciał monarchi konstytucyjnej, likwidacji liberum veto, reformy monetarnej, gospodarczej i oświatowej. Chciał też spokoju wewnętrznego, a zwłaszcza zakończenia tumultów religijnych wszczynanych przez sfanatyzowany katolicki motłoch. To ostatnie korelowało z planami Rosji wobec Rzeczypospolitej. M.in. ze względu na skargi prawosławnych Rosja postanowiła narzucić Rzeczypospolitej prawo o równouprawnieniu religijnym, który to pomysł popierał i Poniatowski. Zapewne rozumiał, że bez zakończenia wewnętrznych konfliktów na tle religijnym jakiekolwiek próby reformowania i ratowania państwa są skazane na porażkę. Prusy także chciały zabezpieczyć prawa dla protestantów i wsparły pomysł wprowadzenia  w Rzeczypospolitej równouprawnienia religijnego. Powie ktoś – była to ingerencja obcych państw w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej. Zgadza się, ale w sumie były to niezwykle korzystne dla niej samej pomysły i mogły mimo obcej inspiracji w końcowym efekcie odbudować potęgę państwa i osiągnięcie przez nie całkowitej suwerenności. W Rosji np. katolicy byli prześladowani. Ale stanowili oni znikomy promil mieszkańców i nie byli w stanie buntami zagrozić integralności państwa. W Rzeczypospolitej prawosławni liczebnie dorównywali katolikom i byli w stanie wywoływać ogromne, wyniszczające państwo bunty. Przez co rónouprawnienie dla nich było po prostu konieczne. Gdyby katolicy byli w stanie to zrozumieć i zaakceptowaliby nawet te narzucone z zewnątrz równouprawnienie dla prawosławnych i protestantów, droga do skupienia ich wszystkich pod jednym sztandarem byłaby otwarta. Niestety akurat przeciwko temu najważniejszemu warunkowi przywrócenia spokoju w państwie, a więc wprowadzeniu równouprawnienia religijnego gwałtownie zaprotestował kościół. Wściekle odrzucał jakąkolwiek wzmiankę o równouprawnieniu religijnym, a na Sejmie w roku 1766 naciskiem biskupów katolickich wymusił potwierdzenie dla siebie uprzywilejowanej pozycji kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej. Poniatowski nie przejął się tym i pod osłoną i przy pomocy Rosji dwa lata później wymusił w Sejmie umieszczenie wśród Praw Kardynalnych prawa o równouprawnieniu religijnym dla prawosławnych i protestantów. Aby nie dopuścić do zakłócenia przez fanatycznych katolickich wichrzycieli obrad tego Sejmu, na polecenie Nikołaja Repnina, carskiego posła, uprowadzono i uwięziono kilku senatorów, przywódców konfederacji radomskiej, wśród nich biskupów krakowskiego Sołtyka i kijowskiego Załuskiego. Do jakiego stopnia nawet polityka wewnętrzna Rzeczypospolitej była wówczas igraszką w rękach Rosji najlepiej świadczy fakt, że namiestnik carycy na Rzeczypospolitą – Repnin – zainicjował najpierw „heretyckie” konfederacje słucką i toruńską, a następnie wymierzone w nie ultrakatolicką konfederację radomską.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Niko%C5%82aj_Repnin#1764-1769
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_radomska
.
Repnin manipulował zaślepionymi katolikami z dziecinną łatwością. Aby jednak przeforsować równouprawnienie dla innowierców w Sejmie musiał uwięzić przywódców zawiązanej przy jego wydatnej pomocy katolickiej konfederacji radomskiej. Uchwalenie przez Sejm równouprawnienia wywołało wściekłość całego kleru, który natychmiast zaczął podburzać skatoliczoną część szlachty do stawienia oporu. W efekcie tego podburzania zawiązana została konfederacja barska. Dzień jej zawiązania – 29 luty 1768  – był jedną z najczarniejszych dat w historii szlacheckiej Rzeczypospolitej. Tego dnia zaczęła się jej agonia, a raczej zaczęło się dobijanie Rzeczypospolitej rękami sfanatyzowanych katolików.

Agonia…

Jednym z inicjatorów konfederacji barskiej był biskup kamieniecki Adam Krasiński, a najgorszym „duchowym” wichrzycielem konfederacji był karmelita Marek Jandołowicz. Propaganda katolicka próbuje przedstwiać ten religijny, fanatyczny, antypaństwowy tumult religijny jako „powstanie narodowe”. Tymczasem konfederacja ta była w rzeczywistości wyniszczającym kraj katolickim giga-tumultem religijnym. Głównym hasłem konfederatów była „obrona wiary” (w rzeczywistości obrona supremacji katolicyzmu i dominacji kościoła w państwie) a głównym postulatem było odrzucenie równouprawnienia religijnego dla innowierców. Uniwersał skierowany do katolików nawoływał:„…by wzięli pod siebie to przekonanie, że lepiej przestać żyć, aniżeli patrzeć na nadwerężenie wiary świętej katolickiej…”.  Fanatyczni katolicy z podpuszczenia kleru wywołali katastrofalną czteroletnią wojnę domową (1768-1772), zakończoną interwencją zbrojną Rosji i pierwszym rozbiorem Rzeczypospolitej. Głównym wrogiem konfederatów był król Stanisław Poniatowski. W roku 1771 konfederaci dokonali nieudanej próby porwania króla i wzięcia go jako zakładnika, aby wymusić na nim swoje żądania. Podczas próby porwania król został ranny. Jednym z organizatorów i uczestników próby porwania króla był nuncjusz papieski Angelo Durini. Konfederaci zarzucali Poniatowskiemu, że jest sługusem Rosji. Tego, że sami byli sługusami papiestwa, nie dostrzegali. W ich nienawiści do króla i mieszkających w Rzeczypospolitej „innowierców”, aby zwiększyć szanse na zwycięstwo ich giga-tumultu, zawarli nawet sojusz z muzułmańskimi Turkami i Tatarami, którzy mieli wiązać siły rosyjskie uniemożliwiając im w ten sposób wspieranie króla i wojsk koronnych. Ten szaleńczy religijny giga-tumult trwał cztery lata, stoczono podczas niego ok. 500 bitew i potyczek, wylano całkowicie niepotrzebnie rzeki krwi. Rzeczypospolita poniosła ogromne straty w ludziach.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_barska#Skutki.
.

Zniszczeniu uległy duże obszary kraju, co przy jego fatalnym stanie gospodarki było prawdziwą katastrofą. Najgorszą reperkusją tego fanatycznego zrywu ultrakatolików był I rozbiór. Załgana katolicka propaganda twierdzi, że tak nie było, że rozbiór postanowiono już w 1771. Ale przecież konfederacja rozpoczęła szaleńczą wojnę domową w obronie supremacji żydo-katolicyzmu już w 1768 roku. Widząc fanatyzm walczących, oraz konieczność zaangażowania dużej ilości wojsk do stłumienia tego religijnego gigatumultu caryca Katarzyna (z urodzenia Niemka Sophie Friederike Auguste zu Anhalt-Zerbst-Dornburg) uległa po wielu latach oporu, naciskom Prus, oraz nagle popierającego je arcykatolickiego Wiednia i wyraziła zgodę na I rozbiór Rzeczypospolitej. Dokonano go natychmiast po stłumieniu barskiego giga-tumultu.
Fanatyczni katolicy, którzy z podpuszczenia kleru wywołali  ten nieszczęsny giga-tumult nie uzyskali nic. Ich fanatyzmowi zawdzięczać należy rzeki wylanej krwi, zniszczenie kraju i utratę przez Polskę i Litwę 211 tys. km² i 4,5 miliona ludności. Wyniszczony ich fanatycznym tumultem kraj nie był w stanie przeciwstawić się woli trzech zaborców.
.
.
Niedawni szaleńcy pokornie zmuszeni byli przyjąć wolę państw rozbiorowych. Przy okazji szaleńczej, szkodliwaj, antypaństwowej konfederacji barskiej przypomnieć chciałbym jeszcze dwa związane z nią wydarzenia. Pierwszym jest niezwykle krwawy bunt chłopstwa na ukrainie, nazwany koliszczyzną.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Koliszczyzna
.
Ludność Rusi/Ukrainy nie kryła swej nienawiści do katolików i Polaków, uważając ich za okupantów. Widząc szaleńczą wojną domową, w której katolicka polska szlachta walczyła z królem i wojskami koronnymi, Ukraińcy wykorzystali okazję rozniecając krwawy bunt, podczas którego dokonali wielu masowych rzezi na znienawidzonych Polakach i ciągnących za nimi jak cienie Żydach. Mordowano zwłaszcza znienawidzony katolicki i unicki kler. Nie ulega przy tym najmniejszej wątpliwości, że gdyby nie wybuchła konfederacja barska, nie byłoby i koliszczyzny. Jej ofiary idą ostatecznie także na konto szaleństwa religijnego konfederatów.
Drugim wydarzeniem było zdobycie przez wojska koronne i rosyjskie „Jasnej Góry” w sierpniu 1772 roku.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Obrona_Jasnej_G%C3%B3ry_(1770%E2%80%931772)
.
Jakoś dziwnie cicho jest w katolickich pseudopatriotycznych środowiskach o tym wydarzeniu. Mitologia obrony „Jasnej Góry” podczas szwedzkiego potopu, rzekomo dzięki cudom i opiece żydowskiej „matki boskiej” rozdmuchiwana jest do dzisiaj przez katolicką propagandę, choć Szwedzi podczas oblężenia klasztoru nie przeprowadzili ani jednego szturmu.  Należałoby więc katolików zapytać – dlaczego żydowska „matka boska”, która rzekomo cudami ochroniła „Jasną Górę” przed Szwedami, nie uchroniła cudami jej „sanktuarium” nieco ponad sto lat później przed wrogami ultrakatolickich konfederatów? Czyżby nagle utaciła jej cudowną moc? A może była wtedy na urlopie?
.
Po stłumieniu fanatycznej konfederacji i po I rozbiorze katolicy nie złożyli broni. Biskupi nadal w Sejmie blokowali wszelkie niekorzystne dla kościoła reformy. Nadal knuli przeciwko innowiercom i nadal zamierzali odzyskać supremację nad państwem. Powstało wiele ośrodków „reformatorskich”, przewagę nad innymi zdobył  ostatecznie obóz katolickich „reformatorów”, którzy doprowadzili do sejmu czteroletniego i uchwalenia katastrofalnej konstytucji 3 maja.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/05/03/konstytucja-3-maja-jaka-powinna-byc-aby-miec-szanse-uratowania-ginacej-rzeczypospolitej/
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/03/co-nam-dala-konstytucja-3-maja/
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/05/03/3-maja-swieto-dla-katolikow-niemcow-i-zydow/
.
Jedną z czołowych postaci tego obozu był biskup kamieniecki Adam Krasiński, wcześniejszy przywódca katastrofalnej konfederacji barskiej. W zamyśle owych „reformatorów” konstytucja miała  uratować Rzeczypospolitą, w rzeczywistości była gwoździem do jej trumny. Szaleństwo owych „reformatorów” polegało na tym, że zamiast przeanalizować przyczyny katastrofalnego osłabienia państwa na przestrzeni ostatnich dwóch wieków, a następnie je usunąć, ich „reformy” nie tylko nie usunęły owych przyczyn, ale wprowadziły je do konstytucji jako dwa filary nowego porządku. Przyczyny te to supremacja katolicyzmu i całkowite podporządkowanie racji stanu państwa interesom kościoła, połączone ze spychaniem na margines społeczny i polityczny prawosławnych i protestantów co wywoływało ich opór, oraz nachalne polszczenie Litwy i Rusi/Ukrainy, co wywoływało wrogość do Polaków u Litwinów i Rusinów. Prawdziwa reforma Rzeczypospolitej musiałaby przywrócić równowagę żywiołów polskiego, ruskiego i litewskiego, a na płaszczyźnie religijnej równouprawnienie dla prawosławnych i protestantów. Tylko wtedy mogliby Litwini, Rusini, prawosławni i protestanci poczuć się równoprawnymi współobywatelami i tylko wtedy byliby gotowi pod jednym sztandarem z Polakami i katolikami walczyć o Rzeczypospolitą. Niestety „reformatorzy” kierowali się fanatycznym katolicyzmem czyniąc Rzeczypospolitą państwem wyznaniowym, katolickim, co spychało na margines „innowierców”, a ponadto Rzeczypospolitą Obojga Narodów przerobili, kierując się polskim szowinizmem, na unitarne „Królestwo Polskie” nie pytając Rusinów i Litwinów, czy chcą być „obywatelami królestwa polskiego”. Na efekty nie trzeba było długo czekać – Litwini i Rusini zawiązali konfederację targowicką pragnącą obalić nielegalną w sumie konstytucję 3 maja. W projekcie mieli stworzenie Rzeczypospolitej złożonej z trzech równoprawnych „prowincji” – Polski, Litwy i Rusi/Ukrainy. Targowiczan poparła Rosja. Doszło do wojny stronników konstytucji z Rosją zakończonej II rozbiorem. Przy tej okazji zobaczyć można naiwność „reformatorów”, autorów konstytucji i perfidię Prusaków. Otóż „reformatorzy” szukając sprzymierzeńców przeciwko Rosji zawarli przymierze z Prusakami (to że Prusy były jednym z zaborców w 1772 roku „reformatorom” widocznie nie przeszkadzało). Obie strony zagwarantowały nienaruszalność granic oraz przyrzekły sobie nawzajem militarną pomoc na wypadek wojny z państwem trzecim (chodziło przede wszystkim o Rosję).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Przymierze_polsko-pruskie_1790#Postanowienia
.
Ale gdy doszło do wojny „reformatorów” z Rosją, Prusy wystawiły ich do wiatru. Złamały też gwarancję integralności terytorialnej i przystąpiły do II rozbioru. Państwo utraciło w nim ponad 300 tys. km². Przy czym straty terytorialne na wschodzie, na rzecz Rosji, choć wielokrotnie większe (250 tys.km²) były tak naprawdę mniej bolesne. Rosja oderwała od Rzeczypospolitej ziemie zamieszkałe w ogromnej większości przez prawosławnych Rusinów nienawidzących katolików i Polaków. Natomiast Prusy zagarnęły kolebkę państwa Piastów, ziemie etnicznie polskie – Wielkopolskę.
.

.
Ostatnim podrygiem umierającego państwa była sterowana z Saksonii insurekcja kościuszkowska. Saksonia oficjalnie nie wspierała szalonej insurekcji nie chcąc narazić się na wojnę z Rosją i Prusami. Ale umożliwiła spiskowcom organizowanie się w Lipsku i Dreźnie. Insurekcja chciała przywrócić nielegalną, szkodliwą konstytucję 3 maja, co było niemieckim Wettynom na rękę – wszak konstytucja im oddawała po śmierci Poniatowskiego tron Rzeczypospolitej w dziedziczne władanie. Do tego wzmocniony zniesieniem liberum veto. Insurekcja była szaleństwem. Okrojone terytorialnie, wykrwawione konfederacją barską i niedawną wojną z Rosją państwo, znajdujące sią w katastrofalnej sytuacji gospodarczej, podjęło wojnę nie tylko z Rosją, ale i z Prusami, niedawnym oszukańczym „sojusznikiem” autorów konstytucji. Insurekcja została krwawo stłumiona, a Rzeczypospolita Obojga Naródów, a raczej to co z niej jeszcze po II rozbiorze pozostało, pokrojona została po raz trzeci jak tort, tym razem do końca i ponownie z udziałem arcykatolickiego Wiednia, znikając z mapy Europy na zawsze. Odrodzona w 1918 roku II Rzeczypospolita była już całkiem innym państwem.
.
W tym miejscu jeszcze pewna uwaga – gdyby przedrozbiorowa Rzeczypospolita była państwem znacznie bardziej jednorodnym etnicznie i religijnie, tzn., gdyby np, Polacy (ew. Liwini czy Rusini) stanowili w niej co najmniej 80-85 %  (a jeszcze lepiej 90-95 %) mieszkańców i tyle samo byłoby w niej katolików (ew. prawosławnych czy protestantów), do rozbiorów i upadku państwa pod koniec XVIII wieku z ogromnym prawdopodobieństwem by nie doszło. Niestety była ona zbyt zróżnicowana etnicznie i religijnie, a największym jej nieszczęściem było to, że garstka w sumie polskiej, katolickiej szlachty, manipulowana przez kler i jezuitów, służąca interesom kościoła, zdobyła supremację polityczną wywolując wrogość wobec siebie i wobec państwa pozostałych liczących się grup etnicznych i religijnych. Katolicka szlachta polska stanowiła zaledwie kilka procent mieszkańców, ale wszystkim chciała narzucić swoją (a raczej kościelną) wolę, wszystkich chciała skatoliczyć i spolszczyć. To spowodowało całkowite rozbicie spójności państwa i jego upadek. Państwa rozbiorowe wykorzystały jedynie okazję i pokroiły w trzech turach jak tort rozbitą wewnętrznie Rzeczypospolitą. Rozbitą wywołanym agitacją jezuitów i kleru fanatyzmem polskiej szlachty i jej szowinizmem.
.
Upadek Rzeczypospolitej Obojga Narodów był bezpośrednio związany z antypaństwową działalnością kleru oraz ogłupionej przezeń i przez jezuitów katolickiej części polskiej szlachty.
Kościół miał decydujący wpływ na większość szkodliwych elekcji i na blokowanie w Sejmie wszelkich korzystnych dla państwa a niekorzystnych dla kościoła uchwał. Miał też ogromny wpływ na decyzje wszystkich iltrakatolickich monarchów. A jezuitom ze Skargą na czele udało się wmówić katolickiej szlachcie, że obrona wiary – czytaj – zdobycie a następnie obrona supremacji katolicyzmu oraz służenie interesom kościoła i papiestwa jest najważniejszą „racją stanu” Rzeczypospolitej. Wmówiono sfanatyzowanej szlachcie że jest „przedmurzem krześcijaństwa” i że musi walczyć w jego interesie. I odurniona katolicka szlachta tak się rzeczywiście postrzegała i jeszcze była z tego dumna. Biskupi traktowali państwo, władców i durną skatoliczoną część szlachty instrumentalnie jako narzędzia do realizacji własnych celów i obrony własnych interesów. Dbanie o interesy i dobro państwa było kościołowi absolutnie obce. Jeśli niekiedy co niektórzy biskupi sprawiali wrażenie, że dobro państwa ich interesuje, to tylko dlatego, że wiedzieli oni, iż kościelna figa dusicielka potrzebuje państwa, choćby był to już tylko martwy wysuszony pień, wokół którego może się opleść.  Bo wie, że jak pień runie, ona runie razem z nim. Dbali o państwo jako o usłużną i konieczną podpórkę. A nie dlatego, że dobro państwa leżało im na sercu. Natomiast w interesie państwa/drzewa było całkowite uwolnienie się od kościelnej figi dusicielki. Niestety nie uwolniło się od niej – przegrało z kościelnym pasożytem.
.
Pod zaborami kościół utracił dużą część majątków, pozycję suwerena i wpływy polityczne, ale kolaborując z zaborcami, przetrwał. Do szależczych powstań miał stosunek ambiwalentny – część kleru walczyła w powstaniach, część je potępiała i nadal służyła zaborcom. Do odrodzonego, a raczej do powstałego w 1918 nowego już państwa polskiego, innego niż przedrozbiorowa Rzeczypospolita szlachecka także miał kościół stosunek ambiwalentny. Pragnął uzyskać pozycję suwerena, co mu się nie udało, choć posiadał spore wpływy polityczne i całkiem spore majątki. Ale do wolnej, odrodzonej Polski wcale nie było mu spieszno. Jak to napisał w książce dla harcerzy, uważany za patriotę ksiądz Lutosławski, autor preambuły do konstytucji z 1921 roku: “Cóżby ci przyszło z wolnej ojczyzny, gdyby Kościół miał na tym stracić”. Ta wypowiedź „patriotycznego” księdza jest jednoznaczna – dla tego „patrioty” interes kościoła był ważniejszy niż wolność Polski. W II RP kościół pchał się do polityki, bezpośrednio i pośrednio, za pomocą katolickich posłów i ministrów, sprzeciwił się reformie rolnej i nadal pragnął pasożytować na państwie, co w dużym stopniu mu się udawało. Choć nie był już duszącą państwo figą dusicielką. Przypominał raczej jemiołę. II wojnę przetrwał w lepszej kondycji niż państwo.
.
Okres PRL był dla „polskiego” kościoła, pomijając okres buntów pogańskich w I połowie XI wieku, najgorszym w historii, choć w czasach żydo-komuny mimo prześladowań nieposłusznych przedstawicieli kleru sam Bierut nie odważył się wywłaszczyć kleru całkowicie ani wyrzucić tzw. „lekcji religii” ze szkół. To dopiero Władysław Gomułka polikwidował ostatnie majątki kościelne, usunął „lekcje religii” ze szkół, zlikwidował też katolickie przedszkola prowadzone przez zakonnice. I zapędził kler do kościelnych krucht oczyszczając z nich przestrzeń publiczną. Nie jest przypadkiem, że w naszej ponad tysiącletniej historii, akurat w czasach PRL, gdy kler pozbawiony był jakichkolwiek wpływów politycznych, szaremu zwykłemu Polakowi żyło i powodziło się najlepiej i posiadał poczucie bezpieczeństwa socjalnego jakiego nie miał nigdy wcześniej i nigdy później. Nie jest też przypadkiem, że tuż przed rozbiorami ponad 90 % mieszkańców Rzeczypospolitej było analfabetami (choć propaganda katolicka twierdzi, że kościół przyniósł Polakom oświatę), a „zła” komuna zlikwidowała analfabetyzm w ciągu pierwszych powojennych 10 lat istnienia PRL (u schyłku sanacji analfabetyzm sięgał jeszcze 30-50 %).
Sytuacja kościoła poprawiła się na fali tzw. „transformacji” czyli rozgrabienia majątku narodowego przez agenturę żydo-banksterów w masowym szabrze nazwanym prywatyzacją, w którym i złodziejski kler za pośrednictwem tzw. „komisji majątkowej” także szabrował majątek narodowy wypracowany wcześniej przez „złą” komunę. Ponownie kościół zaczął pasożytować na państwie, pasożytując nadal na owieczkach. Wypełznął z krucht, pcha się na chama do przestrzeni publicznej, ingeruje w politykę antypolskich od 1989 roku rządów, za pośrednictwem katolików w knessejmie i kolejnych rządach próbuje narzucać rozwiązania prawne zgodne z jego załganą dogmatyką. Choć supremacji, jaką posiadał u schyłku przedrozbiorowej Rzeczypospolitej nie odzyskał i już nie odzyska NIGDY.
.
Optymistyczne jest to, że coraz  więcej Polaków zaczyna sobie uświadamiać jego arcyszkodliwą rolę na przestrzeni ostatniego tysiąclecia. I coraz więcej rodaków rozumie, że katolicyzm nie ma z patriotyzmem nic wspólnego, a wręcz przeciwnie, że jest szkodliwym i antypolskim żydogennym zabobonem.
.
.
opolczyk
.
.
.
.

Demaskowanie katolickiej propagandy – „Bogurodzica” jako rycerski hymn rzekomo śpiewany przez rycerstwo idące do bitwy pod Grunwaldem

.

.

Wielokrotnie przymierzałem się do zdemaskowania bredni, jakoby „Bogurodzica” była rycerskim hymnem śpiewanym pod Grunwaldem (a później pod Nakłem, w wojnie ze Świdrygiełłą czy pod Warną) przez rycerstwo polskie szykując się do boju (w niektórych przekazach śpiewać ją miało rycerstwo maszerując już do boju). Dodam w tym miejscu, że tylko ludzie totalnie naiwni, łatwowierni i pozbawieni zdolności samodzielnego i logicznego myślenia mogą głosić podobne brednie. Ostatecznie zmobilizował mnie do poniższego wpisu komentarz Polaka Słowianina, który zamieścił w nim poniższy cytat ze strony Bogowie Polscy:
.
„„Zanim jednak słowiańskich wojów zaczęła wieść do boju chrześcijańska Maryja (w Polsce do XVI wieku znana powszechnie jako Marza), jak można wnosić z przekazów kronikarzy, to samo czyniła pogańska bogini. (…)
Być może więc, pojawiające się czasami wśród językoznawców podejrzenia Bogurodzicy o bardzo dawne korzenie, sięgające nawet X wieku, mają więcej prawdy, niż na pozór się wydaje, a pieśń ułożona została na wzór dawnego hymnu do pogańskiej bogini, pełniąc identyczne funkcje.”
https://opolczykpl.wordpress.com/biblia-ksiega-zbrodni-2/comment-page-1/#comment-85821
.
Znalazłem w tymże tekście ze strony Bogowie Polscy jeszcze inny cytat (wytłuszczenie moje):
.
Pierwszą pieśnią, hymnem polskiego rycerstwa była przecież Bogurodzica, później znikająca z tej roli, pod wpływem mocno patriarchalizującego stosunki społeczne Kościoła Katolickiego.”
http://www.bogowiepolscy.net/marzanna-4.html
.
Jak widać wymysły, jakoby „Bogurodzica” była hymnem rycerskim niestety kolportowane są nawet przez strony pogańskie, słowiańskie. Autorka tych słów, Milena Alicja Niedzielska myli się w powyższym cytacie we wszystkim – „Bogurodzica” nigdy nie była hymnem polskiego rycerstwa, bo na to się po prostu nie nadawała (za chwilę to wyjaśnię). Jest to wymysł Długosza i innych kościelnych propagandystów, którzy uwierzyli wyssanym z palca „kronikom” tego katolickiego mitomana i fałszerza historii, jakoby rycerstwo śpiewało tę pieśń już pod Gruwaldem (a później przed innymi bitwami). Ponadto kościół był zawsze i nadal jest patriarchalny. Natomiast kult żydówki Miriam, domniemanej „bogurodzicy” nie tylko nie słabł od bitwy pod Grunwaldem, ale nadal się nasilał, choćby za sprawą rosnącej popularności „Jasnej Góry”, w czasach Grunwaldu kompletnie nieznanej. W 1410 roku na wzórzu nazwanym później „Jasną Górą” obok wsi Stara Częstochowa istniała tylko mała drewniana buda – wiejski parafialny kościółek, postawiony na miejscu wcześniej zniszczonej prastarej słowiańskiej świątyni. Kulminacją narastającego kultu „bogurodzicy” w roku 1656 były tzw. „śluby lwowskie” złożone przez Jana Kazimierza i najwyższych dostojników Rzeczypospolitej, także „duchownych” (np. biskupa krakowskiego A. Trzebickiego) – śluby krzywoprzysięskie bo niedotrzymane – także przez tzw. „duchownych” (poprawa losu chłopów).
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/10/01/czestochowa-demaskowanie-katolickiej-mitologii/
.
Przy okazji tych ślubów żydówkę Miriam – „bogurodzicę” – oficjalnie nazwano królową Polski. Nie jej synalka nazwano królem Polski, co byłoby przejawem postępującego patriarchalizmu kościoła – a ją – Miriam. I od tamtego czasu przez katolików uważana jest żydówka Miriam za rzeczywistą „królową” Polski. A „Jasna Góra” z jej rzekomo cuda czyniącym obrazem uważana jest przez katolików za duchową stolicę katolickiej Polski. Zmitologizowano i załgano obronę „Jasnej Góry” jako momentu rzekomo przełomowego podczas szwedzkiego potopu, co jest bzdurą, jak i nawymyślano rzekomych cudów Miriam dokonanych podczas tej obrony. Tak więc kult „bogurodzicy” nie tylko nie słabł po bitwie pod Grunwaldem, ale się nasilał. No i właśnie – jako, że się nasilał, dlaczego pieśń „Bogurodzica” rzekomo przestała być później, dziesiątki lat po bitwie pod Grunwaldem, rycerskim hymnem? Wyjaśnienie jst nadzwyczaj prozaiczne – ona nie przestała nim być, ona nim po prostu nigdy nie była.
.
Smuci mnie, że strona BogowiePolscy.net publikuje teksty zawierające tak idiotyczne fragmenty jak ten o rzekomym hymnie rycerskim – „Bogurodzicy” – bez należytego komentarza redakcyjnego. Wszak ta sama strona opublikowała dużo bardziej wiarygodny tekst, w którym czytamy:
.
„Jest rok 1405, za kilka lat rycerstwo polskie ma rozgromić Krzyżaków w bitwie pod Grunwaldem. Tymczasem… Kaznodzieje nadal strofują Polaków za jawne czczenie bogów polskich o imionach Łado, Jasz, Lela, Nyja i Kuj. A będą to robić jeszcze kilkadziesiąt lat! Do tego nie kto inny jak wspomniani polscy rycerze nadal przysięgają na Słońce, które uważają za święte i darzą powszechnym szacunkiem (…).”
http://www.bogowiepolscy.net/bogowie-polakow.html
.
Jak więc rycerze ślubujący jeszcze w 1405 roku na Słońce mieliby mieć za hymn w 1410 żydofilską „Bogurodzicę”?
.
W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję – wystarczy wygooglować „bogurodzica hymn rycerski”…
https://www.google.de/#q=bogurodzica+hymn+rycerski&*
.
…czy „bogurodzica najstarszy hymn polski”
https://www.google.de/#q=bogurodzica+najstarszy+hymn+polski&*
.
…aby się przekonać, jak gorliwie jest ta pieśń reklamowana i jako „hymn rycerski”, i jako „hymn Polski” (do tego rzekomo „najpiękniejszy”). Hymnem Polski ta pieśń nigdy nie była i po prostu nie mogła być – słowo Polska ani razu w tym żydofilskim tekście nie pada – ani w pierwowzorze złożonym z dwóch zwrotek:
http://teksty.org/patriotyczne,bogurodzica,tekst-piosenki
.
Ani w dopisywanych później kolejnych zwrotkach:
http://www.tekstowo.pl/piosenka,religijne,bogurodzica.html
.
Jakże więc może być nazywana „hymnem Polski” kościelna pieśń, w której ani razu nie pada słowo Polska? Jest to szczytem załgania katolickiej propagandy. Kolejnym takim szczytem załgania jest nazywanie tej czysto kościelnej pieśni „patriotyczną”. W tym żebraniu u żydowskich idoli o łaskę i zbawienie, w tym wychwalaniu Miriam, Joszue, wyssannego z palca biblijnego Adama i żydowsko-katolickiego nieba nie ma ani grama patriotyzmu! Ani grama! Bo co to za patriotyzm, jeśli ani to słowo, ani słowo „ojczyzna”, a tym bardziej słowo „Polska” nie pojawiają się w „Bogurodzicy” ani razu. Jest to pieśń czysto religijna, katolicka, wyrażająca kult żydowskich idoli i z patriotyzmem – miłością do ojczyzny – nie ma ona nic, ale to nic wspólnego! A tym bardziej nie ma nic wspólnego z rycerstwem szykującym się do bitwy. Hymn rycerski musi mobilizować do walki, musi nastawiać bojowo, nawoływać musi do gotowości poświęcenia się, głosić musi wolę zwycięstwa. A w „Bogurodzicy” nie ma tego ani śladu.
.
Dlaczego jestem pewien, że Długosz łgał i skąd wiem, że owo rzekome śpiewanie przez rycerstwo „Bogurodzicy” to jego wymysł? Długosz wymyślił nie jedną katolicką brednię, chcąc przedstawić Polskę/Koronę jako kraj gorliwych katolików. I właśnie do tego typu jego propagandowych kłamstw zaliczam to o Grunwaldzie i „Bogurodzicy” śpiewanej tam rzekomo przez rycerstwo. Otóż gdyby to był rzeczywiście najstarszy katolicki „hymn Polski” i „hymn rycerski”, to z samych tylko powodów propagandowych byłby do dzisiaj śpiewany we wszystkich kościołach podczas każdej tzw. „mszy św.”. I na każdym kroku katolicka propaganda by podkreślała właśnie to, że jest to pierwsza spisana w języku polskim kościelna pieśń, śpiewana rzekomo  już od średniowiecza przez rycerstwo przed bitwami, będąca przez wieki hymnem państwowym i rycerskim. Odwoływano by się przy tej okazji zwłaszcza do wiktorii grunwaldzkiej, przypisując ją tej właśnie pieśni. A tymczasem nigdy nie jest śpiewana „Bogurodzica” w kościołach przez owieczki. Dlaczego??? Sam w dzieciństwie i wczesnej młodości, zapędzany do kościoła przez matkę, co najmniej 7-8 lat systematycznie co niedzielę byłem na tzw. „mszach św.” w kościele, ale ani razu nie słyszałem, aby śpiewano w nim „Bogurodzicę”. Powód tego jest oczywisty i prozaiczny – pieśń ta jest trudna „technicznie” do śpiewania przez niewyćwiczony w wielu godzinach prób chór. Nawet podkład muzyczny (organy kościelne) niewiele tu pomoże. Pieśń jest niezwykle wolna, a ponadto co chwilę powtarzane są pojedyncze głoski, co śpiew jeszcze bardziej utrudnia. Przytoczę tu dla przykładu tylko część pierwszej zwrotki rozpisaną na sylaby i głoski:
.
Bo-gu-ro-dzi-i-i-ca  dzie-wi-i-i-ca  bo-giem-sła-wie-e-e-na  Ma-a-a-a-ry-y-ja
U  twe-go-o-o sy-y-y-na go-spo-dzi-i-i-na ma-tko-o-o zwo-o-o-o-le-e-na Ma-a-a-a-ry-y-ja
.
Zamieszam też – przyznam, że niechętnie i z odrazą – pierwszą zwrotkę „Bogurodzicy” wykonaną przez jakiś męski chór:
.

.
Tutaj wrzucam jeszcze inną wersję pierwszej zwrotki, aby pokazać, jakie idiotyczne katolickie legendy/brednie krążą wokół „Bogurodzicy”.
.

.
W opisie właściciel konta na YT, Mathew19951 twierdzi, że ta żydofilska pieśń była śpiewana już w bitwie pod Cedynią (972 rok), choć wtedy pogaństwo nadal było u Piastów nienaruszone, a garstka obcego kleru nie znała nawet języka polskiego. Tępa, ślepa i bezrefleksyjna wiara w nadjordańskie gusła czyni czubem, o czym wielokrotnie od lat się przekonuję.
.
W przeszłości na przestrzeni kilku wieków niejeden uparty klecha próbował uczyć owieczki „Bogurodzicy”, chcąc, aby była ona śpiewana przez nie podczas guseł zwanych „mszą św.” Niestety każdorazowo z katastrofalnym skutkiem. Bo nawet gdy od XVI wieku coraz więcej kościołów posiadało już organy, nawet przy ich akompaniamencie owieczki nie były w stanie śpiewać równo i synchronicznie. Próby kończyły się tak, że gdy jedne owieczki kończyły już ostatni wers drugiej zwrotki, inne były w jego połowie, jeszcze inne na początku, a jeszcze inne śpiewały dopiego wers przedostatni (jedne końcówkę, inne środek, a jeszcze inne początek), co w efekcie dawało niewyobrażalną kakofonię, w której niczego nie można było zrozumieć. Po wielu wielu próbach przyuczenia owieczek do śpiewania „Bogurodzicy” kler na zawsze z tego pomysłu zrezygnował i do dzisiaj, jeśli jest ona śpiewana w kościołach, to tylko przez wyćwiczone chóry a nigdy nie przez owieczki. Bo jest to po prostu nie-wy-ko-nal-ne. A jeszcze bardziej niewykonalne było to przed bitwą pod Grunwaldem. Tym bardziej, że wtedy zaledwie kilka kościołów na cały kraj posiadało organy, mogące nieco, choć nigdy nie wystarczająco, próbować zsynchronizować śpiewających. Bez podkładu muzycznego jakiekolwiek próby uczenia tej pieśni większej ilości ludzi były z góry skazane na porażkę. Rycerze nie byli w tym przypadku wyjątkiem. Większość z nich nie była zresztą zbyt muzykalna. Ponadto tylko ktoś niewyobrażalnie naiwny może twierdzić, że rycerstwo szykujące się do śmiertelnej i rozstrzygającej bitwy ćwiczyło jakąś kościelną, przewlekłą, nudną pieśń. Czyżby rycerstwo tuż przed rozstrzygającą bitwą nie miało nic innego do roboty jak bawić się w chór i uczyć się nierytmicznej, trudnej technicznie pieśni? A tym bardziej, czyżby ją rzeczywiście odśpiewało? Wyszłaby z tego śpiewania niewyobrażalna kakofonia, gdyż zakładając nawet, że rycerze znali słowa, każdy śpiewałby w nieco innym tempie i inaczej przeciągał głoski. Wyszłaby z tego żałosna kompromitacja a nie podniesienie rycerstwa na duchu.
.
Owo rzekome śpiewanie „Bogurodzicy” pod Grunwaldem jest  ewidentnym załganym wymysłem Długosza, który wymyślił tę brednię, aby pokazać, że rycerstwo pod Grunwaldem było gorliwie katolickie. I ta brednia Długosza na poważne brana była i jest nie tylko przez innych katolickich propagandystów, ale i przez poważnych wydawało by się historyków. I do dzisiaj kolportowana jest z uporem maniaka.
.
Należy w tym miejscu jeszcze wyraźnie zaznaczyć, że Długosz znał bitwę pod Grunwaldem jedynie z opowiadań – urodził się 5 lat po niej. Dziwne się też wydaje to, że spośród uczestników czy naocznych obserwatorów bitwy towarzyszących królowi, a umiejących pisać, ani jeden nie zostawił pisemnej informacji o rzekomym odśpiewaniu przed bitwą przez rycertstwo „Bogurodzicy”. Pierwszym, który o tym „informował” był właśnie Długosz. Opisał to w VII rozdziale X czy XI księgi jego „kroniki” pisanej jakieś 55-60 lat po bitwie, a więc w czasie, gdy już naocznych świadków, mogących jego wymysły zdementować, wśród żyjących już nie było. Przypomnę też, że już przez współczesnych sobie Długosz uważany był za „kronikarza” niezwykle nierzetelnego:
.
„Zarzucano kronikarzowi, iż kierował się przy pisaniu osobistymi sympatiami i antypatiami, kreowanie historii naszego kraju według własnego punktu widzenia. Współcześni Długoszowi kronikarze podkreślali nierzetelność i bardzo dowolne operowanie faktami historycznymi.”
https://www.olx.pl/oferta/oskarzony-jan-dlugosz-a-zielinski-CID751-IDkj4fo.html
.
Z tą opinią zgadzam się całkowicie (choć z A. Zielińskim nie we wszystkim się zgadzam). Długosz przeinaczał historię, zmyślał wiele „faktów historycznych” korzystnych dla katolicyzmu, wymazywał z pamięci te niekorzystne, a w ocenie postaci historycznych kierował się sympatiami i antypatiami opisując je wyjątkowo nierzetelnie.
http://www.goldenline.pl/grupy/Zainteresowania/historia/a-zielinski-czarny-pr-u-dlugosza,1229732/
.
Bazowanie więc na wymysłach i bredniach Długosza świadczyć może tylko o wyjątkowym zaślepieniu, naiwności i po prostu głupocie. Każdy jako tako poważny badacz historii powinien „kroniki” Długosza omijać szerokim łukiem, gdyż są one wyssaną z palca katolicką mitologią mającą za zadanie zafałszowanie historii „Polski” i przedstawienie w jej kontekście arcyszkodliwego żydogennego katolicyzmu jako najwspanialszej rzeczy, jaka Polsce się przytrafiła.
.
Nie wiemy na pewno, kiedy powstała „Bogurodzica”. Być może dopiero po bitwie pod Grunwaldem. A jeśli nawet przed nią, to znana i śpiewana była tylko w klasztorach przez ćwiczone latami w jej śpiewaniu chóry zakonników. Nigdy natomiast nie była wykonywana „publicznie” przez owieczki uczestniczące w gusłach kościelnych, a tym bardzie nie przez rycerstwo przed jakąkolwiek bitwą. Nie była ani hymnem rycerskim, ani hymnem Polski, ani pieśnią patriotyczną. Jest w sumie nieskładnym katolickim, kościelnym bełkotem.
.
Zastanawiające też jest, dlaczego świetny znawca historii Jan Matejko, znany z tego, że na wielu obrazach celowo umieszczał często nawet anachroniczne „rekwizyty”, mające zawsze głębokie symboliczne znaczenie, na jego najbardziej znanym obrazie – „Bitwie pod Grunwaldem” – nie umieścił absolutnie żadnej sugestii odnośnie „Bogurodzicy” (osoby jak i pieśni). Wizerunku „bogurodzicy” nie ma na tym obrazie na żadnej chorągwi, proporcu czy tarczy. Nawet nad polem bitwy nie ona się unosi, a zdrajca biskup Stanisław, choć to hymn ku jej czci rzekomo wiódł rycerstwo przeciwko krzyżakom. Tym bardziej powinna być ona ukazana przy pomocy jakiegokolwiek „rekwizytu” po stronie polskiego i litewskiego rycerstwa, jako że bitwa toczona była przeciwko zakonowi „najświętszej Marii panny”. Powinien więc mistrz Matejko, znawca historii i „kronik” Długosza pokazać, że była ona po polsko-litewskiej stronie – przeciwko krzyżakom. Wystarczyłoby, aby na sztandarze trzymanym przez rycerza stojącego w orszaku Władyława Jagiełły (prawy górny róg pod drzewami) była właśnie ona – „bogurodzica”. Ta, której hymn wiódł rzekomo rycerstwo do boju. A jej po prostu na obrazie nie ma. Pokazuje to, że Matejko absolutnie nie wierzył w „kronikarskie” brednie o śpiewaniu przed bitwą „Bogurodzicy”, wyssane z palca przez Długosza. Ukazanie zaś zdrajcy biskupa Stanisława nad polem bitwy miało inne, głęboko symboliczne znaczenie. Matejko znał wyssaną z palca legendę, jakoby pocięte na kawałki ciało tego zdrajcy „cudownie” zrosło się w jedną całość. Takie „cuda” wymyślała katolicka propaganda właśnie po to, aby owego zdrajcę kanonizować. Matejko, jako rozsądny człowiek w te katolickie bajki i „cuda” naturalnie nie wierzył. Ale samym zdrajcą Stanisławem posłużył się symbolicznie wiedząc, że Polacy (na szczęście nie wszyscy) zaczadzeni katolicką propagandą, kojarzą go właśnie ze zrastającym się ciałem. Postać zdrajcy Stanisława nad polem bitwy ma znaczenie symboliczne – oto w tej wielkiej i jakże ważnej dla Polski i Litwy bitwie rozgromiony został potężny zakon krzyżacki dzięki zrośnięciu się w jedną całość Litwy i Polski.
Matejko nie cierpiał swojego imiennika Długosza. Znany obraz „Długosz w pracowni” nie jest pędzla Matejki a jego ucznia. Sam Matejko tego fałszerza historii po prostu w swoim malarstwie ignorował, choć kilka jego obrazów przedstawia wydarzenia z okresu życia owego „kronikarza”. Ta jego absencja w twórczości Matejki jest jednoznaczna – Matejko uważał Długosza za postać niegodną uwieńczenia na swych obrazach. On wiedział co robi. Oraz – dlaczego to robi.
.
Na koniec jeszcze pewna uwaga. Otóż wg wikipedii najstarszy zachowany zapis tekstu Bogurodzicy pochodzi z roku 1407.  Zapisany został wtedy rzekomo na tylnej wyklejce zbioru jakichś skopiowanych kazań łacińskich. Po czym zapomniano o nim i po ponad 4,5 wiekach „odnalazł” go około 1877 roku kustosz biblioteki Uniwersytetu jagiellońskiego Władysław Ignacy Wisłocki.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bogurodzica_(pie%C5%9B%C5%84)#Przekaz_i_dzieje_tekstu
.
Wydaje się to niezwykle dziwne – rękopis z owymi kazaniami łacińskimi zapewne na przestrzeni tych 4,5 wieków był wielokrotnie przeglądany i czytany przez przedstawicieli kleru będących wykładowcami UJ/Akademii Krakowskiej. Aż dziw bierze, że nikt wcześniej owego tekstu „Bogurodzicy” w tymże rękopisie nie „odnalazł”. Wywołuje to uzasadnione podejrzenie, że wklejony został do rękopisu znacznie później, być może krótko przed jego „odnalezieniem”. A wklejono go do tego rękopisu m.in. właśnie po to, aby uwiarygodnić brednie Długosza, jakoby „Bogurodzica” znana była już przed bitwą pod Grunwaldem, co mogłoby czynić bardziej wiarygodnym i to, że ją rycerstwo rzekomo pod Grunwaldem śpiewało. A co jest zwykłym wymysłem katolickiego mitomana i fałszerza historii Długosza.
.
.
opolczyk
.
.
.
.

Jare Gody, wiosenna równonoc – słowiańskie święto wiosny…

.

.

W tym roku wiosenna równonoc czyli słowiańskie Jare Święto przypada w dniu 20 marca, dlatego już dzisiaj publikuję poniższy wpis.
.
Jare Święto/Jare Gody to święto znane i obchodzone przez Słowian przez tysiąclecia. U niektórych plemion Słowian, zwłaszcza rolniczych, Jare Gody były traktowane jako Nowy Rok, co uzasadnione było tym, że był to rzeczywiście początek roku wegetatywnego – razem z nadchodzącą wiosną budziła się do życia Przyroda.
.
Przygotowania do świąt i same obchody Jarych Godów trwały wiele dni, niekiedy do kilku tygodni. Podczas przygotowań do święta Jaryły w radosnej atmosferze sprzątano domostwa i obejścia, palono pachnące zioła mające przegnać zimowy zaduch i wprowadzić świąteczną atmosferę. Młodzież na łąkach zbierała świeże kwiaty a nad rzekami i w zagajnikach zrywała bazie do ozdobienia domostw.

.

.

Szykowano też nową odzież na świąteczne obrzędy. Dużo czasu poświęcano na przygotowanie pisanek, będącymi specjalnym przysmakiem związanym z Jarymi Godami.

.

.

.

W sam dzień równonocy najważniejszym obrzędem, podczas którego rytualnie przepędzano zimę było palenie Marzanny, symbolizującej zimę. Była to kukła ze słomy, przybrana najczęściej, choć niekoniecznie na biało. W zależności od regionu Marzanna była topiona w pobliskiej rzece czy jeziorze…

.

.

…lub palona.

.

.

Niekiedy też podpalano ją i płonącą wrzucano do wody.

.

.

.

Przez szereg dni palono ogniska, to nad wodą, to na wzgórzach, trwały uczty i tańce. Podczas obchodów witania wiosny oddawano także cześć przodkom, paląc u ich mogił ogniska i układając na mogiłach świąteczne przysmaki. Witanie wiosny miało dwa kulminacyjne momenty – dzień równonocy i pierwszą wiosenną pełnię.
.
Niektóre słowiańskie zwyczaje związane z witaniem wiosny przywłaszczyło sobie krystowierstwo włączając je do obchodów tzw. „wielkanocy” – jak choćby pisanki, zdobienie świątecznych stołów baziami, przedświąteczne porządki, czy śmigus dyngus.

.

.

Zniszczyło za to okres radosnych przygotowań do nadejścia wiosny – zastąpiło je przymusowym 40-dniowym postem, narzuconym umartwianiem się żydowskimu Jahwe ku upodoobaniu i makabrycznymi sado-masochistycznymi drogami krzyżowymi, co było całkowicie obce słowiańskiej kulturze i immanentnie tkwiącej w niej afirmacji życia. Ale topienie Marzanny w żaden sposób nie dało się zaadoptować do nadjordańskiej ideologii, przez co było przez całe tysiąclecie wyjątkowo zaciekle zwalczane. Jednak tego prasłowiańskiego obrzędu nigdy nie udało się rzymskim szubienicznikom wytępić. Przetrwało tysiąc lat szykan, zakazów, kar i prześladowań. Obecnie topienie Marzanny popularyzuje się coraz bardziej i przybiera rozmiary nieomal masowe.
.


.

.

Obchodzone jest na wsiach…

.

.

…ale i w największych miastach Polski. W Warszawie,

.

.

Łódzi,

.

.

Krakowie,

.

.

Wrocławiu,

.

.

Poznaniu,

.

.

…i w Gdańsku.

.

.

Oraz w setkach innych miast, przez co trudno nazywać je nadal efemistycznie „tradycją ludową”. Bo jak widzimy, na fali zainteresowania kulturą słowiańską oraz szukania słowiańskich korzeni owa niby „ludowa tradycja” – czyli niezniszczony przez rzymską szubienicę element słowiańskiej kultury – zawitała do miast. Topienie/palenie Marzanny organizowane jest zarówno spontanicznie przez sympatyków słowiańskiej kultury jak i przez np. szkoły i różne organizacje i stowarzyszenia. Naturalnie organizowane jest przez związki rodzimowiercze jako jedno z najważniejszych słowiańskich, pogańskich świąt. Powszechość obchodów topienia Marzanny, jakkolwiek najczęściej zatraciło ono swój wcześniejszy sakralny charakter, jest triumfem słowiańskiej kultury nad nadjordańską anty-kulturą. Jest dowodem na to, że krystowierstwo przez tysiąc lat nie było w stanie wytępić tego słowiańskiego obrzędu ani przywiązania Słowian do własnej kultury.

.
.
Blog polski składa wszystkim czytelnikom serdeczne życzenia z okazji Jarych Godów.
.
.
opolczyk

.

.

.

.

Świat Słowian (cz. VI)

.

.

Słowiańszczyzna nad Wartą, Odrą i Wisłą pod ciężarem rzymskiej szubienicy – cd…
.
Tzw. „jednoczenie plemion lechickich” przez dynastię Piastów
.
U wielu historyków, w literaturze, a także w kościelnej propagandzie nagminnie spotyka się stwierdzenie o „jednoczeniu plemion lechickich” przez Piastów jako o czymś pozytywnym i koniecznym. W rzeczywistości jest to nieprawdą. Owo „jednoczenie” było siłowym, militarnym podbojem, sąsiednie plemiona nie były „jednoczone” a wbrew ich woli podbijane i zniewalane, narzucano im podczas owego „jednoczenia” wbrew ich woli najpierw feudalizm, a potem rzymską szubienicę. Nie znany był także w czasach Mieszka I czy Chrobrego termin „Lechici”. Wywodzi się on z legendy o Lechu, Czechu i Rusie. Ponadto ów podbój nie ograniczał się tylko do plemion „lechickich”. Chrobry najechał w 1003 roku Czechy i zajął Pragę chcąc Czechom  narzucić swoją zwierzchność (zgodnie z legendą Czechy nie były plemionami lechickimi a czeskimi, wywodzącymi się od legendarnego Czecha, a ponadto państwo czeskie było starsze od piastowskiego). Najpierw osadził w Pradze jako swojego wasala wypędzonego wcześniej i znienawidzonego w Czechach Bolesława III Rudego, a następnie pod naciskiem samych Czechów oślepił go, uwięził i sam ogłosił się księciem Czech. Jego panowanie w Pradze trwało zaledwie jeden rok. W 1004 roku bunt Czechów i najazd na Czechy cesarza zmusiły wojska Chrobrego do ucieczki z Czech. Także wyprawa z cesarską pomocą (300 niemieckich żołdaków) na Kijów (ziemie plemion ruskich a nie lechickich) po początkowym sukcesie (osadzenie w Kijowie na tronie zięcia Świętopełka zbuntowanego przeciwko ojcu Jarosławowi, księciu kijowskiemu i przyłączenie do państwa Piastów spornych grodów czerwieńskich) ostatecznie okazała się niewypałem. Świętopełka ponownie wypędzono, zginął rok później w walce z ojcem, a na tron powrócił Jarosław Mądry, który ponadto odbił w 1031 roku grody czerwieńskie. 10-miesięczna okupacja Kijowa połączona z niewyobrażalną grabieżą miasta dokonaną przez Chrobrego (ponadto wielu Rusinów jako niewolników Chrobry uprowadził z Rusi) na długo rzuciła cień na stosunki pomiędzy Piastami a Rurykowiczami. Natomiast zaliczane przez polskich historyków do „plemion lechickich” plemiona Pomorzan Zachodnich, podbite przez Mieszka I wykorzystały wojny Chrobrego z cesarzem Heinrichem II do zrzucenia znienawidzonej przez nich podległości Piastom, oderwały się od państwa Chrobrego, wypędziły kler, zburzyły dopiero co budowane kościoły i powróciły do pogaństwa. W żaden sposób nie chciały wyrzec się wolności i własnej kultury i nie miały zamiaru dać się zachłannym „lechickim” Piastom „zjednoczyć”.
.
Z wykopalisk archeologicznych (grody tybu biskupińskiego) jak i z wiarygodnych fragmentów kronik wczesno- i środkowo-średniowiecznych wiemy o tym, że u Słowian panował egalitaryzm, demokracja plemienna i brak było rozwarstwienia na rządzących i rządzony, bogatych i biednych, wolnych i niewolników. Ten stan utrzymywał się przez tysiąclecia. Niestety z powodu braku jakichkolwiek danych nie wiemy, kiedy i który z przodków Mieszka zdradził słowiańską kulturę i zaczął wprowadzać siłowo stosunki feudalne w oparciu o utrzymywaną z łupów i wymuszanych danin drużynę najemych zbójów posłusznych samozwańczemu kniaziowi. Na podbicie samych tylko plemion polańskich życie jednego tyrana zdrajcy było za krótkie. Polanie (nazwani przez Geografa Bawarskiego Goplanami) tworzyli grupę blisko spokrewnionych mniejszych plemion opartych o wspólnoty rodowe, którym później nadano wspólne miano Polan. Jest prawdopodobne, że u samych tylko Polan funkcjonowało kilku, być może nawet kilkunastu lokalnych kniaziów, wybieranych i odwoływanych przez wiece. Ich wszystkich po kolei musieli Piastowie pokonać a ich plemiona ujarzmić.  Zaczęli to robić zapewne kilka generacji przed Mieszkiem, kiedy nad krajem Polan nie wisiało jeszcze żadne realne zewnętrzne zagrożenie, a tym bardziej ze strony Niemiec. Cesarstwo niemieckie jeszcze wtedy nie istniało, a ziemie Polan od Karolingów/Niemców odgradzało wiele innych słowiańskich plemion, w tym całe Połabie. Tak więc to nie zagrożenie niemczyzną było zapłonem do podboju plemion polańskich przez poprzedników Mieszka. Nie jest wykluczone, że do Polan docierali przedstawiciele feudalnego państwa wielkomorawskiego. I być może Polanie ewentualnie obawiali się parcia wielkomorawian na ich ziemie. Ale w takim przypadku najlepszym rozwiązaniem byłoby rzeczywiste jednoczenie plemion polańskich i ich sąsiadów w znane z Połabia ponadplemienne sojusznicze związki, zachowujące samodzielność plemion wchodzących w te związki. Postępowanie Piastów, żądnych nieograniczonej i niekontrolowanej przez wiece plemienne władzy, zamiast przysparzać im sojuszników, zrażało i zniechęcało do nich wszystkich sąsiadów. Przez co pozostawała im do dyspozycji tylko brutalna siła. I to przy jej pomocy „jednoczyli ” oni – czytaj – podbijali sąsiednie plemiona wbrew ich woli. O tym, że nie były one z tego zadowolone świadczy choćby bunt Pomorzan i oderwanie się od państwa Piastów w czasie wojen Chrobrego z cesarstwem niemieckim. A i podbite przez Mieszka I Mazowsze także miało wyższe aspiracje, niż bycie dzielnicą piastowskiego państwa. Pierwszy raz, choć na krótko, oderwało się od niego w czasach największego buntu pogańskiego za sprawą Masława. Później wykorzystało rozbicie dzielnicowe zarządzone przez Krzywoustego. W czasie, gdy Łokietek a po nim Kazimierz III jednoczyli piastowskie dzielnice, Mazowsze upierało się przy samodzielności, choć zmuszone było do uznania zwierzchności lennej Piastów, a później Jagiellonów. Ostatecznie zrezygnowało z samodzielności dopiero w roku 1526 roku, kiedy to sejm mazowiecki ogłosił inkorporację Mazowsza do Korony.
W innej sytuacji były plemiona leżące pomiędzy rosnącym w siłę państwem Piastów a podobnie ekspansjonistycznymi Czechami i Rusią. Miały do wyboru albo walczyć na dwa fronty, albo poddać się jednej z ekspansjonistycznych stron. Ostatecznie zachowywały się raczej biernie, przez wieki przechodząc z rąk do rąk.
Tak więc opiewane przez miłośników państwa Piastów i katolicyzmu „jednoczenie” plemion lechickich w rzeczywistości było ich siłowym podbojem, którego celem było przede wszystkim stworzenie dużego, feudalnego i dziedzicznego państwa będącego własnością Piastów. Byli chorzy na władzę i własną dynastyczną potęgę. I zaczęli podbój i zniewalanie sąsiadów na długo przed tym, nim cesarstwo niemieckie zaczęło być zagrożeniem dla piastowskich ziem.
.
W tym miejscu należy zaznaczyć, że jednoczenie dzielnic piastowskich w czasach Łokietka było jakościowo czymś całkiem innym. Rozbicie dzielnicowe ukazało słabość tego rozwiązania, zwłaszcza podczas dwóch pierwszych najazdów mongolskich, które nieomal bezkarnie pustoszyły najeżdżane tereny. Ponadto w czasie rozbicia dzielnicowego na zachodzie piastowskich dzielnic, mimo że były skatoliczone, trwał niemiecki Drang nach Ost. W niemieckie ręce popadło całe pomorze zachodnie, cały pas ziemi wzdłuż Odry po piastowskiej stronie, a dodatkowo silnemu zniemczeniu uległ Śląsk nadal stanowiący kość niezgody między Piastami a Czechami oraz dodatkowo Niemcami. Szczęściem dla dzielnicowych książątek było to, że samo cesarstwo także popadało w coraz większe dzielnicowe rozdrobnienie i w szczytowym okresie rozbicia składało się z ok. 300 oddzielnych państw i państewek. Dodatkowo władza cesarska także ulegała osłabieniu, przez co niemieckie parcie na ziemie piastowskie było słabsze niż wcześniej. Za to wyrosło nad rozbitym na zwaśnione dzielnice państwem nowe niebezpieczeństwo – zakon krzyżacki. Gdyby Łokietkowi nie udało się połączyć w większą całość choćby części rozbitego państwa, krzyżacy kawałek po kawałku, dzielnica po dzielnicy, w sojuszu z niemieckimi grafami i cesarstwem niemieckim byliby w stanie podbić wszystkie piastowskie dzielnice. Inna rzecz, że tylko przypadek pomógł Łokietkowi dokonać dzieła zjednoczenia sporej części piastowskich ziem (w chwili jego śmierci zjednoczone dzielnice liczyły razem trochę ponad 100 ooo km²) – konkurencyjni dzielnicowi książątka w dużej części wymarli bezpotomnie i Łokietek dosyć łatwo wchodził w posiadanie ich dzielnic (było ich wtedy ok. 20). Ilość utraconych zachodnich ziem na rzecz Niemiec podczas rozbicia dzielnicowego była duża. Wystarczy porównać granicę zachodnią na mapie państwa Mieszka I i Bolesława Krzywoustego (pokrywającego się w dużym stopniu z państwem Mieszka ) przed rozbiciem dzielnicowym…
.
.

.
…z zachodnią granicą państwa Kazimierza III po zakończeniu jednoczenia piastowskich ziem…
.
.
…aby zobaczyć, ile ziem zagarnęli katolickim Piastom Niemcy. Dopiero w wyniku II wojny światowej Polska powróciła nad Odrę, a jej granice, pomijając tereny ludów pruskich na północnym zachodzie, odpowiadają mniej więcej granicom państwa Mieszka I i Bolesława Krzywoustego. Niech więc katolicy przestaną ględzić, że domniemany krzest Mieszka miał uchronić piastowskie ziemie przed niemieckim podbojem. Ziem zachodnich nie uchronił.
.
.
Feudalizm a państwo Piastów
.
.
Feudalizm mający wsparcie w krystowierstwie i przezeń wspierany pod wszystkimi względami różnił się od świata Słowian. Przynosił książęce prawo własności ziemi nieznane wcześniej Słowianom, u których ziemia była wspólną własnością. Także absolutna władza książęca, a później i biskupia, były Słowianom całkowicie obce. A i rozwarstwienie na suwerenów, lenników, rycerstwo, mieszczan, uciskany lud i niewolników oraz na kastę „duchowieństwa” narzucającego „prawa kościelne” nawet władcom było u Słowianom nieznane. Feudalizm na równi z krystowierstwem niszczył naturalny, słowiański ład i porządek, wprowadzając system społeczny chory, niesprawiedliwy, nieludzki, wynaturzony, wymyślony przez ludzi złych, chciwych, żądnych władzy i bogactw. Dotyczy to tak samo władców świeckich jak i kleru.
.
Nie wiadomo, kiedy pierwsze przejawy feudalizmu zawitały na ziemie podbijane później przez Piastów.  Być może nadciągnęły od południa z państwa wielkomorawskiego. Feudalizm niszczący wcześniejszą słowiańską strukturę społeczną znienawidzony był przez uciskanych mieszkańców, trzymanych w posłuszeństwie i uległości brutalną siłą reprezentowaną przez  drużynę książącą i drużyny możnowładców (także kościelnych). Wprowadzone wraz z feudalizmem prawo książęce czyniło kniazia, księcia, nie tylko absolutnym władcą, ale i właścicielem wszystkich ziem jego księstwa. Nawet ziemie rodowe możnowładców mogł im książę pod zarzutem zdrady czy przeniewierstwa odebrać i ofiarować innemu, posłusznemu mu możnowładcy. Jedynie nad majątkami ziemskimi nadawanymi kościołowi książęta tracili prawo własności. Co raz nadane było biskupom czy opatom, pozostawało na zawsze kościelne. Otrzymywanych dóbr – nadań ziemskich – kościół bronił bardziej zażarcie nawet niż wiary. Do pewnego czasu kością niezgody między władzą świecką a kościelną było wtedy znane we wczesnym średniowieczu prawo Ius spolii, które pozwalało panującym przejmować po śmierci „duchownych” ich własność prywatną (klejnoty, bogate szaty itp.). Nie wiadomo, czy władcy piastowscy korzystali z tego prawa, ale wiemy, że kościół wściekle walczył o zniesienie Ius spolii, co na ziemiach Piastowskich osiągnął podczas rozbicia dzielnicowego w roku 1180 w Łęczycy. Historia ta jest ciekawa, ponieważ pokazuje metody działania kościoła w ówczesnym państwie Piastów. Jest rok 1177. Księciem senioralnym czy zwierzchnim jest po raz pierszy (w sumie był nim czterokrotnie) Mieszko III Stary (ten, który brał udział w krucjacie połabskiej przeciwko Pomorzanom i który mennicę książęcą wydał w łapska żydowskich mincerzy i razem z nimi psuł pieniądz). Wybucha przeciwko niemu bunt, którego jednym z przywódców był biskup krakowski Gedko.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gedko
.
Tego buntownika Kadłubek nazwał najświętszym biskupem Krakowian, którego imię złotym winno być ryte rylcem. Innym uczestnikiem buntu był najmłodszy syn Krzywoustego, Kazimierz (piastowscy zdrajcy interesów państwowych często nosili to imię) nazwany później przez kler „sprawiedliwym” . Kazimierzowi Krzywousty nie wyznaczył żadnej dzielnicy. Mimo to w wyniku buntu dzięki poparciu kościoła właśnie Kazimierz, najmłodszy Bolesławowic, zostaje księciem senioralnym. W podzięce Kazimierz zwołuje zjazd w Łęczycy w roku 1180, podczas którego w zamian za złamanie testamentu Krzywoustego i przyznanie jego potomstwu dziedziczności krakowskiego tronu (okazało się to b. szybko iluzją) przy równoczesnym ograniczeniu władzy książęcej, usuwa on prawo Ius spolii, co daje kościołowi upragnioną od dawna prawie całkowitą niezależność od władzy świeckiej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zjazd_w_%C5%81%C4%99czycy
.
Za to kościół później nadał mu przydomek „sprawiedliwy”. Pamiętajmy więc o tym, że pozytywnie brzmiące przydomki władców, nie tylko u Piastów i Jagielonów (wielki, dobry, sprawiedliwy, odnowiciel, pobożny, prawy itp) nadawane były za zasługi przede wszystkim dla kościoła, a nie dla państwa. Jeszcze jedna uwaga nasuwa się w związku ze zjazdem w Łęczycy. Gdy Chrobry obejmował władzę (992 rok), w państwie Piastów był bodajże tylko jeden biskup. Dopiero na zjeździe gnieźnieńskim ustanowiono trzy nowe biskupstwa obok już istniejącego, poznańskiego. Na zjeździe w Łęczycy było już ośmiu biskupów i to przy mniejszym niż w roku tysięcznym za Chrobrego terytorium rozbitego na dzielnice państwa Piastów. Jak widzimy – państwo się kurczyło, a biskupów, biskupstw i majątków kościelnych przybywało.
.
.
Władza dynastyczna
.
.
Jednym z największych nierozwiązywalnych problemów okresu feudalizmu była sprawa dziedziczenia władzy suwerena. Ideałem w feudalizmie byłaby sytuacja, kiedy każdy władca miałby jednego męskiego potomka, który dożywałby wieku dojrzałego, przejmowałby władzę i płodziłby kolejnego jednego męskiego potomka, któremu przekazywałby władzę. Niestety zdarzało się to niezwykle rzadko. Niekiedy władca nie posiadał żadnego męskiego „legalnego” (z tzw. „prawego łoża”) potomka i po jego śmierci najczęściej wybuchała wojna domowa o władzę pomiędzy różnymi aspirantami do tronu. Ale i gdy władca miał dwóch lub więcej synów zawsze stał przed dylematem – podział państwa pomiędzy nimi (co osłabiało państwo), czy też pełnia władzy dla jednego (najczęściej najstarszego) i ewentualne bunty pozostałych synów chcących własnego „działu”. Takich przypadków – wojen o władzę pomiędzy rodzeństwem („rodzonym” jak i „przyrodnim”) historia średniowiecza zna wiele, także u Piastów. Walki o tron pomiędzy krewnymi, także najbiższą rodziną, znało cesarstwo niemieckie, katolickie królestwa Danii, Norwegii, Szwecji, Francji, Anglii. Znali je Czesi i Rusini. Bolesław I Srogi np., ojciec Dobrawy, szwagier Mieszka I, miał na sumieniu starszego brata Wacława (po śmierci kanonizowanego). A kijowski Włodzimierz I „wielki”, święty katolicki i prawosławny, miał na sumieniu przyrodniego starszego brata Jaropełka, którego rozkazał zamordować obejmując po jego zabójstwie nieograniczoną władzę.
.
No i właśnie, a jak to było z dziedziczeniem władzy u Piastów?
.
W okresie przedfeudalnym i przedkrystowierczym zjawisko dziedziczenia nie było u Słowian znane, ponieważ nie było u nich władcy. Ziemia, opola, czy grody były wspólną własnością, a u plemion, w których istniała funkcja kniazia, stanowisko to było obieralne (i odwoływalne) przez wiec i nie oznaczało praktycznie żadnej władzy. Było raczej wyróżnieniem i wyrazem zaufania do mądrości i doświadczenia osoby obranej kniaziem. Jeśli nawet istniała rywalizacja o tę funkcję, to polegała ona na zdobyciu zaufania współplemieńców poprzez działania dla dobra wspólnoty i służbę wspólnym interesom. To była jedyna droga do funkcji kniazia. Wybranie kniaziem było wyrazem szacunku i uznania dla wybranego. I każdy mógł tej funkcji się dosłużyć. Była to więc selekcja pozytywna – tylko najlepsi, cieszący się powszechnym szacunkiem, uznaniem i zaufaniem sięgali po tę funkcję. Za Piastów zmieniło się wszystko. I to na gorsze.
.
Mieszko I
.
Nie wiemy, czy Mieszko I walczył z braćmi o władzę. Informacji o jego bracie Czciborze jest zbyt mało, aby ten problem zbadać. Nie wykluczone, że był wielkorządcą podbitego Pomorza i że dosyć wcześnie zginął, podobnie jak nieznany z imienia inny brat Mieszka, przez co nie mógł z nim o władzę rywalizować. Wiemy, że Mieszko podbił Mazowsze, Pomorze, grody czerwieńskie i Śląsk. Ziemie Wiślan podbił albo on sam, albo dopiero Chrobry. Umierając pozostawił Chrobremu wrogów zewnętrznych (Niemców, Ruś, Czechy, Wieletów), wewnętrznych (pogan oraz podbitych Pomorzan i Mazowszan), oraz konkurentów do tronu w postaci synów Ody, niemieckiej mniszki, ostatniej żony Mieszka.
.
Bolesław Chrobry
.
Chrobry musiał już walczyć o pełnię władzy z przyrodnimi braćmi i ich matką, Niemką Odą. Prowadził wiele wojen na wszystkich granicach. Osiągnięcia Chrobrego są problematyczne. Jedynymi podbojami, które utrzymał do śmierci były:
– Łużyce i Miśnia podbite przez niego w czasie, gdy w Niemczech po śmierci Ottona III trwały walki wewnętrzne o tron. Podboje na Połabiu (na Łużycach) wzmagały nienawiść Połabian do Piastów, a ponadto zaowocowały trzykrotnymi wojnami cesarsko-piastowskimi w latach 1002-1005, 1007-1013 i 1015-1018.
– Morawy (ich podbój wzmógł nienawiść do Piastów Morawian i Czechów).
Zdobycze te utracił już jego następca Mieszko II. Wątpliwe osiągniącia Chrobrego – wplątany w wojny z cesarstwem utracił Pomorze. Najazdem na Czechy (1003-1004) wzmocnił czeską nienawiść wobec Piastów. Okupacją i ograbieniem Kijowa i uprowadzeniem jako niewolników wielu Rusinów oraz jako nałożnicy Przedsławy, córki Włodzimierza I wzmocnił ruską nienawiść do Piastów. Wysłaniem do Prusów fanatycznego Wojciecha/Vojtěch wzmocnił nienawiść Prusów do Piastów.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/08/katolickie-preparowanie-swietych-i-patronow/
.
A trzy wojny z cesarstwem także wzmogły nienawiść Niemców do Słowian – nie tylko do Piastów. Ogromnie rozbudował Chrobry drużynę książęcą, której utrzymanie było niezwykle kosztowne i drenowało skarbiec. W związku z tym wojny zaczepne połączone z grabieżą atakowanych ziem stały się koniecznością. W spadku pozostawił następcy obok wrogów  zewnętrznych (na wszystkich granicach) wrogów wewnętrznych (pogańską opozycję stłumioną w roku 1022), dwóch rywali do tronu – przyrodniego starszego brata Bezpryma i młodszego rodzonego brata Ottona oraz kosztowną w utrzymaniu drużnę.
.
Mieszko II Lambert
.

Początki jego panowania były pomyślne – wypędził z kraju braci – rywali do korony. Dokonał dwóch niszczycielskich najazdów na Saksonię i po drodze na Wieletów w celu zdobycia łupów na utrzymanie drużyny. Poza tym było już tylko coraz gorzej. Niepotrzebnie dał się wciągnąć w knowania niemieckiej opozycji antycesarskiej. Pierwsza odwetowa wyprawa cesarza na niego nie powiodła się. Do drugiej (1031) cesarz wciągnął wściekłą na Piastów Ruś. Drużyna Mieszka II, jakkolwiek potężna, zmuszona do wojny obronnej państwa zaatakowanego z dwóch stron – od zachodu przez cesarstwo i od wschodu przez Ruś okazała się za słaba. Dodatkowo z Rusinami wkroczył do kraju starszy przyrodni brat Bezprym osadzony przez agresorów w miejsce Mieszka na tronie, ale już nie jako król a tylko jako książę. Mieszkowi pozostała tylko ucieczka z kraju, choć za bardzo nie miał gdzie uciekać – ze wszystkich stron miał samych tylko wrogów. Ostatecznie uciekł do Czech, gdzie został uwięziony i prawdopodobnie wykastrowany. Po śmierci Bezpryma powrócił do kraju, zmuszony był jednak do zrzeczenia się korony, ukorzenia przed cesarzem i do podziału państwa na trzy części. Krótko przed śmiercią zjednoczył ponownie kraj, ale już nie jako król a tylko jako książę, drużyny nie miał za co odbudować, bo kraj zniszczony był najazdem cesartstwa i Rusi, także Czech, rządami Bezpryma, wojną domową o władzę pomiędzy braćmi i pogańskim buntem z lat 1032-1034. Zmarł w jego trakcie w 1034 roku.
.
Bolesław II Pogański („Zapomniany” a raczej wymazany przez biskupów z historii państwa Piastów)
.
Władzę objął po śmierci ojca, Mieszka II. W spadku miał rywala do tronu, przyrodniego brata Kazimierza, syna Niemki Rychezy, jedynej „legalnej” (uznanej przez kościół) żony Mieszka II, oraz okrojony terytorialnie i zniszczony wojnami i buntem pogańskim kraj. Najpierw wypędził macochę i przyrodniego brata, mnicha Kazimierza. Bunt pogański przycichł samoistnie, ale tylko dlatego, że pogaństwo jawnie wróciło do łask. Katolicki kler nadal był w państwie Bolesława II, ale pozbawiony wsparcia pogańskiego władcy nie próbował nawet protestować przeciwko jawnie panującemu pogaństwu, ani nie ściągał dziesięcin, świętopietrza i  żadnych innych „powinności”. Zdarzały się napady na majątki kościelne, które Bolesław ignorował, a przerażony kler siedział cicho nie mając się komu poskarżyć. Możnowładcy będący wcześniej podporą władcy i kościoła także się przyczaili, czekając na rozwój wypadków. Z wcześniejszych feudalnych danin i powinności wobec nich lud także został zwolniony. Bolesław dysponował niezbyt liczną drużyną ochotników, a na wypadek wojny przywrócony został  pradawny zwyczaj zwoływania wojów za pomocą wici. W 1038 roku został podstępnie zamordowany (śmierć Bolesława II odnotowano w kronice kapituły krakowskiej właśnie pod rokiem 1038). Jego śmierć wywołała  ogólnonarodowy bunt pogański wymierzony w kler i możnowładców.
.
Kazimierz Odszczepieniec (w oficjalnej wersji historii „odnowiciel”)
.
Z ramienia cesarza i papieża, po niszczącym najeździe Czechów z 1039 roku (odegrali się za Morawy i okupację Pragi łupiąc cały kraj i przyłączając do Czech Śląsk) wkroczył do kraju (1040 r) na czele 500 ciężkozbrojnych niemieckich żołdaków. Dobił ostatnie ogniska pogańskiego buntu. W 1047 roku podbił z pomocą Rusi Mazowsze. Państwo Piastów uczynił lennem cesarskim. Pomógł cesarzowi niemieckiemu w najeździe na Węgry (1051). Najwięcej czasu, sił i pieniędzy poświęcał na odbudowę instytucji kościoła i na nowe nadania dla kleru i zakonów. Wprawdzie „odbił” Czechom Śląsk, ale płacił im za niego trybut. Nie odbudował stałej drużyny książęcej. Zastąpił ją rycerstwem, które w zamian za nadania ziemskie zobowiązane było do służby wojskowej pod rozkazami księcia lub wyznaczonych przez niego wojewodów. Zmarł w 1058 roku w ponownie brutalną siłą skatoliczonym kraju. W spadku pozostawił następcy nienawiść pogańskiego ludu, wrogich Piastom Mazowszan, dwóch konkurentów do tronu i kraj będący lennem cesarstwa.
.
Bolesław III (II w oficjalnej wersji historii) Szczodry/Śmiały
.

Jedyną rzeczywistą jego zasługą było wyrwanie kraju spod cesarskiego lenna. W polityce zagranicznej – czytaj – w wojnach i interwencjach zbrojnych nie ustępował Chrobremu, wzmacniając nienawiść ku Piastom u Czechów, Rusinów oraz dodatkowo u Węgrów. W konflikcie cesarza z papieżem o inwestyturę (mianowanie biskupów) stanął po stronie tego ostatniego, za co otrzymał w nagrodę koronę królewską (1076 rok) z pominięciem zgody na to cesarza. Koroną cieszył się ledwo trzy lata. Ingerował w sprawy sąsiadów osadzając na tronach Rusi i Węgier swoich wasali. W polityce wewnętrznej dążył do przywrócenia władzy absolutnej, co spotkało się z oporem zazdrosnego o własne immunitety kleru oraz możnowładców rozzuchwalonych przez Kazimierza, a także brata Władysława Hermana będącego zarządcą Mazowsza. Chojnie wspierał kościoły, klasztory, tworzył nowe biskupstwa i je uposażał, przyczyniając się do wzrostu potęgi tej antypaństwowej instytucji. Mimo hojności wobec kościoła popadł w otwarty konflikt z biskupem krakowskim Stanisławem, którego za knowanie przeciwko sobie skazał na śmierć. W 1079 roku na skutek spisku skazanego wcześniej na śmierć biskupa zdrajcy Stanisława, brata Hermana i możnowładców, a zwłaszcza wpływowego palatyna Sieciecha zmuszony został do ucieczki z kraju. Ten, który niedawno jeszcze obsadzał cudze trony (na Rusi i Węgrzech), zmarł na wygnaniu (1081 lub 1082). Niewykluczone, że został zamordowany. Jego syn Mieszko udał się razem z nim na wygnanie. Po śmierci ojca powrócił do kraju, ale w wieku 20 lat został otruty, prawdopodobnie z polecenia stryja Władysława Hermana, chcącego utrzymać się na tronie.
.

Władysław Herman (młodszy brat Szczodrego)

.
Nieudolny. Jedyne co potrafił, to lawirować, kryć się za plecami innych i łasić się cesarzom i palatynowi. Nie zabiegał o koronę królewską, poparł cesarstwo w sporze z papiestwem, praktycznie był figurantem, a państwem rządził palatyn Sieciech, który był nawet kochankiem jego drugiej żony, Niemki Judyty – córki cesarza niemieckiego.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sieciech_(palatyn)
.
Z powodu jego nieudolności doszło do wojny domowej pomiędzy jego synami a palatynem. Ostatecznie pod naciskiem synów palatyna musiał wygonić, a kraj podzielić pomiędzy synów i siebie. Zmarł w 1102 roku. W spadku pozostawił kraj podzielony pomiędzy nienawidzących się przyrodnich braci Zbigniewa i Bolesława Krzywoustego.
.
Bolesław IV (III w wersji oficjalnej) Krzywousty
.
Pierwsze pięć lat po śmierci ojca (1102-1107) stracił na wojnę domową z przyrodnim bratem Zbigniewem. Przepędzony Zbigniew ściągnął na kraj cesarstwo niemieckie, powstrzymane pod Głogowem i na Psim Polu. Ujęty przez Bolesława został oślepiony i krótko po tym zmarł. Bolesława obłożono za to klątwą (był to kolejny Bolesław obłożony kościelną klątwą, podobnie jak jego imiennicy i poprzednicy Szczodry i Chrobry) – choć biskupi sami nakazywali tortury i i zabijanie więźniów i jeńców – „wrogów” wiary i kościoła. Klątwa została zdjęta po odbytej wymuszonej pokucie i kolejnych nadaniach dla kościoła. Tę metodę wyłudzania nadań i przywilejów kościół przez wieki stosował nagminnie i przy każdej okazji. Przy wszystkich jego zasługach dla odbudowy jednolitego państwa, Krzywousty po odprawieniu pokuty, w strachu przed klerem, wyróżniał się religijną gorliwością. Gdy podbił Pomorze zachodnie, zajmując nawet tereny daleko za Szczecinem po połabskiej stronie (co wzmogło nienawiść Pomorzan i Połabian do Piastów), narzucił siłą Pomorzanom znienawidzony przez nich katolicyzm. Z tego podboju i skatoliczenia Pomorze już się nie podniosło, a co gorsza – niedługo później popadło w niemiecką zależność. Największą wpadką Krzywoustego był testament wprowadzający rozdrobnienie dzielnicowe. On sam liczył na to, że podział państwa zapobiegnie walkom o władzę, rzeczywistość pokazała jednak, że było dokładnie odwrotnie – najwięcej wojen domowych przeżyło państwo Piastów podczas rozbicia dzielnicowego. Pozostawił w spadku kilku konkurentów do władzy, wzmocniony antypaństwowy kościół i wrogów dookoła granic.
.
Rozbicie dzielnicowe od 1138 roku
.
Był to najgorszy okres w historii państwa Piastów. O mało nie doszło przez rozbicie dzielnicowe do unicestwienia państwa. Jego podział w żadnym stopniu nie zahamował walk pomiędzy braćmi – książątkami dzielnicowymi. Już pierwszy ustanowiony przez niego książę zwierzchni (senior) – Władysław II Wygnaniec – po ośmiu latach sprawowania władzy senioralnej musiał uciekać z kraju przed przyrodnimi braćmi – synami Bolesława i Salomei (eh… – te żydowskie imiona u Piastów). Popadł w konflikt z nimi i ich matką. Postanowił więc wypędzić juniorów, napotkał jednak na opór palatyna mającego z polecenia Krzywoustego nadzorować przestrzegania jego testamentu. Uwięził więc go i oślepił, co było hasłem do buntu juniorów i możnowładców. Poparł ich kościół obrzucając Władysława klątwą. W 1146 roku Władysław uciekł za granicę. Napuścił dwóch cesarzy na kraj, prosząc ich o pomoc w odzyskaniu tronu. Skutkiem tego były najazdy cesarskie na kraj i uznanie się przez Bolesława Kędzierzawego cesarskim lennikiem Barbarossy. Tronu Władysław jednak nie odzyskał i zmarł na wygnaniu. Wypędzenie jego nie rozwiązało sprawy. Następca Kędzierzawy wprawdzie panował 27 lat, ale większość czasu już jako lennik cesarski. Po jego śmierci walki o senioralny tron ponownie wybuchły. O ich zaciekłości najlepiej świadczy fakt, że Mieszko III  (syn Krzywoustego) i syn jego najmłodszego brata (Kazimierza „sprawiedliwego”), Leszek Biały czterokrotnie zasiadali na krakowskim tronie (czyli trzykrotnie byli z niego spędzani). Rozbicie dzielnicowe postępowało dalej, państwo rozpadało się na coraz więcej, coraz mniejszych dzielnic. Do wojen o krakowski tron doszły wojny graniczne – każde dzielnicowe książątko chciało konkurentowi uszczknąć kawałek ziemi, gród, miasto. Wykorzystali to Niemcy – choć sami rozbici na wiele państw i państewek – na zachodzie i północy kawałek po kawałku połykali wcześniejsze piastowskie ziemie. Skłócenie książątek piastowskich było tak wielkie, że mimo tych strat terytorialnych nie potrafili stworzyć wspólnej antyniemieckiej koalicji. A niektórzy z nich dobrowolnie wchodzili w lenne związki z Niemcami. Jakby mało było klęsk związanych z wewnętrzymi walkami i utratą na rzecz Niemców ziem na zachodzie i północy, w okresie rozbicia doszło do trzech wyniszczających kraj najazdów mongolsko-tatarskich (1241, 1259-1260 i 1287-1288). Rozbite na skłócone dzielnice państwo nie było w stanie stawić tym najazdom skutecznego oporu. Ponadto pojawiło się podczas rozbicia dzielnicowego kolejne, jeszcze większe zagrożenie – sprowadzeni przez Konrada Mazowieckiego na granicę z Prusami krzyżacy – Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Gdy tylko umocnili się w siodle dzięki tzw. „Złotej bulli”…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Z%C5%82ota_Bulla_z_Rimini
.

…zaczęli atakować i powoli podbijać ziemie Piastowskie, począwszy od zajęcia Pomorza Gdańskiego i rzezi mieszkańców Gdańska.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Rze%C5%BA_gda%C5%84ska
.

Sprowadzenie krzyżaków spowodowane było katolicką nadgorliwością Konrada Mazowieckiego, Władysława Odonica  (książątko wielkopolskie),  Mściwoja I (książątko gdańskie), Leszka Białego (książątko krakowskie) i Henryka Brodatego (książątko śląskie). Co ciekawsze, Mazowiecki z Brodatym przez wiele lat zażarcie walczyli o dzielnicę senioralną i tron w Krakowie. Brodaty i Mazowiecki byli krakowskimi seniorami dwukrotnie – Brodaty w latach 1225 oraz 1232-1238; Mazowiecki w latach 1229-32 (wypędzony przez Brodatego) oraz 1241-1243. Mimo zażartych walk o Kraków w dziele katoliczenia Prus szli Mazowiecki i Brodaty ręka w rękę pod nadzorem i ku chwałe papiestwa. Mazowiecki sprowadził wcześniej jeszcze do katoliczenia Prus cystersów do Łekna, a zakonowi Braci Dobrzyńskich nadał część Ziemi Chełmińskiej. Na koniec ściągnął krzyżaków. Nie trwało długo i krzyżacki topór zawisł na piastowskimi dzielnicami. Winę za to ponosi oczywiście wyłącznie katolicka nadgorliwość ogłupionych nadjordańskimi wymysłami Piastów. Dostrzegli po czasie to zagrożenie książątka dzielnicowi, ale wzajemna zapiekła nienawiść, mimo kilku prób pojednania, nie pozwoliła im na wspólne przemyślane antykrzyżackie działania. Krzyżacy natomiast w porozumieniu z cesarstwem nie kryli się z zamiarem podboju nie tylko Prus, ale i Litwy oraz piastowskich państewek. W takiej sytuacji na scenie dziejowej pojawił się Łokietek.
.
Władysław Łokietek
.
W młodości niewiele znaczące książątko jednej z ok. 20 piastowskich dzielnic, obłożony przez biskupa Muskatę klątwą, wygnany z kraju. Jego największym wrogiem przez dziesięciolecia był krakowski biskup Muskata, zdrajca, zdzierca i zbir. Stronnik Luksemburczyków, wspierał zniemczonych Przemyślidów w ich sięgnięciu po koronę królów Polski. Odpowiedzialny za bunty rycerstwa i niemieckiego mieszczaństwa przeciwko Łokietkowi.
http://ryuuk.salon24.pl/397627,biskup-germanizator-czyli-krwawy-wilk-z-pastoralem
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Muskata
.
Łokietkowi ostatecznie pomógł przypadek – większość poważnych konkurentów do korony krakowskiej (łącznie z Przemyślidem Wacławem III) zmarli bezpotomnie, co umożliwiło Łokietkowi zjednoczenie większej części Wielkopolski, Małopolski i Kujaw w jedną całość. W pełni rozumiał zagrożenie ze strony krzyżaków. W spadku Kazimierzowi pozostawił szczątkowe państwo Piastów, otoczone wrogami, w tym Czechami z ich roszczeniami do korony Polskiej. Dwóch starszych synów Łokietka zmarło jeszcze w dzieciństwie, przez co następca Kazimierz przynajmniej nie miał konkurentów do tronu.
.
Kazimierz III
.
Celowo nie nazwałem go wielkim. Wprawdzie neutralizując wcześniejsze szkody biskupa Muskaty za gigantyczną sumę wykupił roszczenia „czeskiego” Luksemburczyka (dynastia Przemyślidów w międzyczasie wymarła i koronę Czech przejęli niemieccy Luksemburczycy), ale fatalnie spisał się w sprawach Śląska. W Niemczech wrzało, toczyła się tam walka o wpływy między Habsburgami, Luksemburgami i Wittelsbachami, którą można było wykorzystać do odzyskania maksymalnej ilości wcześniejszych piastowskich ziem, zagarniętych przez Niemców. Sprawa Śląska nadal była otwarta i była szansa na wyrwanie go z orbity niemieckiej. Niestety Kazimierza bardziej interesowały podboje na południowym wschodzie, przez co po kilku chybionych próbach odzyskania choć części Śląska oddał go walkowerem Luksemburczykom i zaangażował się w trwające ponad pół wieku (także po jego śmierci) wojny o Ruś Halicką.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_o_Ksi%C4%99stwo_Halicko-W%C5%82odzimierskie_w_latach_1340%E2%80%931392
.
Włączanie siłą i podbojami do państwa Piastów ludności ruskiej, na dodatek prawosławnej, było nieodpowiedzialne i stanowiło zalążek przyszłych konfliktów etnicznych i religijnych.
.
Andegaweński przerywnik
.
Andegawańczyk Ludwik Węgierski kontynuował wojny o Ruś Halicką. Ostatecznie i oficjalnie zrzekł się praw do Śląska. Skorumpował przy okazji rycerstwo przywilejem koszyckim w zamian za przyznanie niewymienionej z imienia jednej z jego córek prawa do korony polskiej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Przywilej_koszycki
.
Dzięki tej korupcji koronę po nim otrzymała Hedwig/Jadwiga, fanatyczna katoliczka. Trwoniła majątek na kościoły i klasztory. Jedyną rzeczywistą jej zasługą był ożenek z Władysławem Jagiełłą. Dzięki sojuszowi z Litwą Polska, bo tak ją można od tej pory nazywać, nie została pożarta przez krzyżaków sprzymierzonych z cesarstwem.
.
Dlaczego napisałem, że od tej pory można Polskę tak nazywać? Do II połowy XIII w nie istniał pisany język polski. Dopiero wtedy zaczęły pojawiać się pierwsze krótkie zdania zapisane po polsku i zaczęto tworzyć polski alfabet, choć nadal w piśmiennictwie królowała łacina. Nazwę łacińską państwa Piastów z tego okresu różnie można tłumaczyć, ale najtrafniejsze tłumaczenia to chyba Polania – kraj/ziemie Polan. Odnosiła się ta nazwa do plemion polańskich. z których wyłonili się Piastowie. Przez pierwsze wieki u mieszkańców państwa Piastów nie istniało, nie wytworzyło się jeszcze poczucie tożsamości wspólnej dla całego państwa, ponadplemiennej. Po podboju wielu sąsiednich plemion i utworzeniu z nich jednego państwa pod piastowską władzą przez wieki jeszcze wśród mieszkańców panowała tożsamość plemienna, lokalna. Polanie czuli się Polanami, Wiślanie Wiślanami, Mazowszanie Mazowszanami itd. Rozbicie dzielnicowe dodatkowo sprzyjało utrzymywaniu się tożsamości lokalnej, plemiennej. Poczucie tożsamości ponadplemiennej, związanej z całym państwem piastowskim, pojawiać zaczęło się gdzieś w XIV wieku wśród rycerstwa i możnowładców podczas jednoczenia kraju. Sprzyjało temu kilka czynników. Niejeden rycerz za wojenne zasługi otrzymywał nadania ziem lub pełnił rycerską służbę grodową w „obcej” dla niego dzielnicy, przez co ludność wywodząca sią z różnych plemion powoli mieszała się między sobą. Także obecność wśród rycerstwa sporej ilości obcych, przybyszów, nie identyfikujących się z żadnym plemieniem wchodzącym w skład państwa Piastów sprzyjała wytworzeniu się poczucia tożsamości związanej z całym państwem piastowskim/polańskim – czyli od pewnego momentu polskim. Tworzenie ponadplemiennej tożsamości wzmocniło jeszcze zawarcie unii polsko-litewskiej. Rycerstwo i możnowładcy państwa Piastów/Korony chcąc podkreślić swą „inność” od Litwinów i Rusinów zaczynali identyfikować się z całym już państwem piastowskim, a nie tylko z plemieniem, z którego się wywodzili. Nie wiemy kto kiedy i dlaczego nazwę Polania/kraj Polan przemienił na Polskę, Polan na Polaków, nie wiemy kto i kiedy po raz pierwszy nazwał się Polakim i czuł się Polakiem. Miało to zapewne miejsce najwcześniej gdzieś w XIV wieku. Dotyczyło to jednak tylko rycerstwa i możnowładców. Wytworzona z nich szlachta wymyśliła sobie później ideologię sarmatyzmu (uważała się za potomków Sarmatów – nie Lechitów)  i tylko siebie nazywała narodem polskim. Dla szlachty ani chłopstwo, ani mieszczanie nie byli Polakami, nie byli częścią narodu polskiego. Na wsi tożsamość lokalna, żeby nie nazwać jej plemienną, przetrwała znacznie dłużej. Jeszcze w XIX wieku wielu mieszkańców wsi, zachowując nadal kulturę słowiańską, poczuwało się do prastarej tożsamości plemiennej, lokalnej. Chyba nawet i dzisiaj jeszcze znaleźć by można było mieszkańców zapadłych wsi, którzy nadal mają jeszcze pewne poczucie tożsamości lokalnej. Owszem, uważają się i za Polaków, ale też za Wiślan, Mazowszan czy Pomorzan.
.
O Jagiellonach nie będę się rozpisywał. Dzięki sojuszowi z nimi w środkowo-wschodniej Europie powstało ogromne (jak na ówczesne warunki europejskie) państwo.
.
.
Za życia jednego tylko pokolenia ze skłóconych i walczących pomiędzy sobą o władzę litewskich watażków stali się dostojnymi i poważnymi dynastami. Sam Jagiełło toczył wcześniej wojny o władzę na Litwie. Już jako król Polski toczył jeszcze wojnę z kuzynem Witoldem o zwierzchność nad Litwą. Zaproponował ostatecznie Witoldowi tytuł Wielkiego Księcia sobie rezerwując tytuł Najwyższego Księcia. Witold uległ, Jagiełło siedząc głównie w Krakowie nie mieszał się Witoldowi do spraw litewskich i panowała pomiędzy nimi zgoda. Jedynie gdy Niemcy zaproponowali Witoldowi koronę królewską chcąc rozbić Unię Polsko-Litewską doszło do kolejnego zgrzytu. Niemniej Korona przechwyciła insygnia królewskie wysłane Witoldowi, do koronacji nie doszło, Witold się z tym pogodził i kuzyni nadal żyli w zgodzie. Jedynie Świdrygiełło, najmłodszy brat Jagiełły mącił jeszcze na Litwie przeciwko Jagielle i Witoldowi sprzymierzając się nawet z krzyżakami. Na krótko po śmierci Witolda został Wielkim Księciem. Ale zdradził Jagiełłę, uwięził go nawet, sprzymierzył się ponownie z krzyżakami i zaatakował ziemie należące do Korony. Jagiełło odwołał go z urządu Wielkiego Księcia, ale Świdrygiełło nasłał siepaczy na wyznaczonego przez Jagiełłę następcę i wywołał kolejną wojnę domową. Rozbity w kilku bitwach i opuszczony przez wcześniejszych popleczników w 1437 roku poddał się Koronie Polskiej i został z jej ramienia zarządcą Wołynia. Od tego momentu władza dynastyczna na Litwie i w Koronie funkcjonowała już bez większych zgrzytów. Jedynie do wojny (1490-1492) o koronę węgierską doszło jeszcze pomiędzy braćmi Janem Olbrachtem i Władysławem II Jagiellończykiem. Natomiast w przejmowaniu przez następców władzy w Polsce i na Litwie nie było już żadnych walk. I choć Jagiellonowie sami spolszczyli się i skatoliczyli, zabiegali o jako taką równowagę żywiołów polskiego, litewskiego i ruskiego. Dbali też o to, aby prawosławna szlachta i możnowładcy ruscy nie byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Stanowiska i urzędy państwowe przynajmniej na Rusi obsadzali ludźmi bez względu na ich przynależność do tego czy tamtego odprysku krystowierstwa. Dzięki temu w ich czasach Unia Polsko-Litewska nie była rozrywana konfliktami religijnymi i etnicznymi, przez co była potęgą. Po wygaśnięciu dynastii jagiellońskiej królowie elekcyjni oraz sfanatyzowana katolicka część szlachty polskiej popychani przez biskupów i jezuitów do katoliczenia i polszczenia Rusi i Litwy do tego stopnia zantagonizowali na tle religijnym i etnicznym mieszkańców Rzeczypospolitej, że doprowadziło to w ciągu dwóch wieków do upadku potężnego za Jagiellonów państwa (o tym w następnym odcinku pt: „Kościół a państwo”). Feudalizm przetrwał Rzeczypospolitą. Zlikwidowano go dopiero w XIX wieku. Niestety skatoliczenie także przetrwało upadek państwa i choć obecnie słabnie, nadal miliony Polaków trzyma w duchowym zniewoleniu i ogłupieniu, rabując im nie tylko rozum, ale i kulturę oraz tożsamość. W zamiam oferuje im obiecanki cacanki w postaci osiągnięcia żydowskiego „zbawienia”.
.
Na koniec chciałbym jeszcze krótko porównać okres piastowski z okresem jagiellońskim pod względem przekazywania władzy następcy i toczonych z sąsiadami wojen. U Jagiellonów, od czasu gdy zasiedli na polskim tronie, krwawych wojen domowych o koronę po ojcu czy starszym bracie pomiędzy braćmi nie było. Nie było też wypędzania z kraju ewentualnych konkurentów do korony. U Piastów natomiast była to praktycznie reguła. Bodajże tylko ostatni piastowski król Kazimierz III nie posiadający rodzeństwa płci męskiej o tron nie musiał walczyć. Tak samo wspierany przez cesarstwo mnich Kazimierz (syn Mieszka II) po wkroczeniu do kraju na czele niemieckich najemników nie musiał z przyrodnim bratem Bolesławem II Pogańskim walczyć o władzę. Ale tylko dlatego, że brat już nie żył. Sam wcześniej został wypędzony. Wszyscy pozostali władcy piastowscy albo sami wypędzali braci przy obejmowaniu włady, albo toczyli z nimi wojny, albo sami zostali zrzuceni u tronu i wypędzeni za granicę. U Jagiellonów takich praktyk nie było. Pod tym wzglądem wypadają o wiele lepiej niż dynastia Piastów. Wojen z wrogami zewnętrznymi toczyli Jagiellonowie też sporo, choć głównym ich przeciwnikiem był zakon krzyżacki. Natomiast Piastowie najwięcej wojen toczyli nie z Niemcami, a pomiędzy sobą oraz z innymi słowiańskimi krajami, przede wszystkim z Czechami i Rusią. Pomagali też Niemcom w podbojach Połabian, brali udział w krucjatach, także przeciwko Słowianom, a później jeszcze przeciwko Prusom. Wspierali w ich podboju krzyżaków, których sami ścięgnęli, kręcąc tym na samych siebie bicz. Tylko jeden raz w okresie piastowskim katolicyzm okazał się dla państwa, aczkolwiek mimowolnie, korzystny. Było to zagrożenie ze strony ultrakatolickiego zakonu krzyżackiego. Ono sprawiło, że (przy dużym szczęściu) Łokietkowi udało się zapoczątkować jednoczenie dzielnic, a unia piastowsko-litewska utworzona jako sojusz obronny przed krzyżakami stworzyła silne i dobrze funkcjonujące państwo (choć uciskani chłopi pańszczyźniani mieli pewnie inne odczucia). Dokąd jego monarchami byli Litwini, potrafiący utrzymywać równowagę etniczno-religijną, dotąd Unia funkcjonowała dobrze. Gdy w czasach elekcyjnych dominującą pozycję polityczną w państwie  zdobyła sterowana i manipulowana przez kler, a zwłaszcza jezuitów, katolicka część polskiej szlachty, państwo zaczęło się staczać, aż całkiem upadło. Wiem, że wielu Polakom nie w smak będzie takie postawienie sprawy. Przecież jesteśmy wielcy i wspaniali. Za upadek państwa winę ponoszą wszyscy inni, tylko nie my, wspaniali Polacy. Wiem, jak w zaślepieniu nazywają hurra-patrioci wielonarodową Unię Polsko-Litewską epoki Jagiellonów po prostu Polską. Choć Polską Unia rządzona przez Jagiellonów nie była, a Polacy stanowili w niej coś trochę ponad 40 % mieszkańców. I dokąd Jagiellonowie trzymali stery Unii w rękach, dotąd było dobrze. Gdy przejęła stery polska szlachta, a prymas zaczął pełnić funkcję interrexa, Rzeczypospolita zaczęła się staczać, aż całkiem upadła.
.
Czy nie daje to hurra-patriotom nic do myślenia? A może hrabia Wielopolski jednak miał dużo racji, mówiąc: „Dla Polaków można zrobić wszystko, z Polakami nic”. Na pewno miał rację, jeśli słowo Polak zastąpimy słowem katolikopolak. Z katolikopolakiem rzeczywiście nie można zrobić nic. Nic sensownego i dobrego dla Polski. Z tego oczywistego powodu, gdyż dla katolikopolaka żydo-katolicyzm i „obrona wiary” ważniejsze są niż Polska.
.
.
opolczyk
.
.
.
.

Świat Słowian (cz. V)

.

.

.

Słowiańszczyzna nad Wartą, Odrą i Wisłą pod ciężarem rzymskiej szubienicy…
.
W tym odcinku zamierzam opisać losy kultury słowiańskiej w państwie tworzonym na terenie dzisiejszej Polski od pierwszych Piastów. Będzie to zaledwie bardzo skrótowy szkic nie roszczący sobie pretensji do opracowania szczegółowego. Najwięcej trudności związanych z początkami państwa Mieszka związanych jest z tym, że nie ma absolutnie żadnych jako tako wiarygodnych dokumentów i relacji z tego okresu. Dodatkową trudnością jest umieszczenie wydarzeń u Piastów w kontekście europejskim, zwłaszcza w kontekście niemieckiego cesarstwa i papiestwa.
.
Aby zrozumieć z jakimi trudnościami borykało się cesarstwo wystarczy przeczytać biogram Heinricha II Kłótnika (świetnie dobrany przydomek) który wielokrotnie wywoływał antycesarskie bunty a nawet wojny domowe:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_II_K%C5%82%C3%B3tnik
.
Jak widzimy, knuł on przeciwko cesarzowi nawet ze słowiańskimi kniaziami. Podobnych wichrzycieli, nie tylko świeckich ale i „duchownych”, sprzeciwiających się cesarzom, historia cesarstwa niemieckiego zna więcej. Nie tylko w Niemczech. Ottona III (tego od zjazdu gnieźnieńskiego) razem z mianowanym przez niego papieżem Sylwestrem II wypędził z Rzymu wściekły na nich rzymski lud. Otto zmarł w trakcie próby ponownego zdobycia Rzymu. Pozycja cesarzy nie była więc pewna i niepodważalna.
.
Drugim ważnym ośrodkiem politycznym było papiestwo. Akurat u zarania państwa Piastów wychodziło ono z głębokiego kryzyzu nazywanego pornokracją  (już sama nazwa jest dla tego okresu znamienna):
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pornokracja
.
Ale i koniec pornokracji nie był końcem kryzysu kościoła. O ówczesnych stosunkach w papieskim Rzymie tak mówił w roku 991 na soborze w Reims biskup Arnulf:
.
„O Rzymie, pożałowania godny, który naszym przodkom ukazałeś jaśniejących chwałą ojców, nasze zaś czasy napełniłeś strasznymi ciemnościamihańbiącymi nas po wieki!… Czegóż bowiem nie widzieliśmy w tych czasach? Widzieliśmy, jak Jan z przydomkiem Oktawian, żył w bagnie rozpusty;on też uknuł spisek przeciwko temu Ottonowi, którego przedtem koronował na cesarza. Gdy Jan został wypędzony, wybrano papieżem Leona Neofitę. Lecz kiedy cesarz Otto opuścił Rzym, Oktawian wrócił do miasta, zmusił do ucieczki Leona, Janowi Diakonowi  ociął nos, palce prawej ręki i język i dokonawszy w mieście rzezi wielu wybitnych ludzi wkrótce zmarł. Na jego miejsce wybrali Rzymianie Bebedykta Diakona z przydomkiem Gramatyk. Na niego też wkrótce uderzył Leon Neofita ze swoim cesarzem, obległ, pojmał, złożył z urzędu i skazał na dożywotnie wygnanie do Niemiec. Po cesarzu Ottonie I nastąpił Otto II, przewyższający wszystkich władców naszych czasów siłą oręża, rozumem i wiedzą. W Rzymie na stolicy papieskiej zasiadł zaś straszliwy potwór, Bonifacy, najbardziej nikczemny ze wszystkich ludzi, splamionyrównież  krwią poprzedniego papieża. Lecz i ten, jakkolwiek wygnany i potępiony na wielkim synodzie, wrócił po śmierci świątobliwego Ottona do Rzymu. Piotra, znakomitego męża apostolskiego, który był przedtem biskupem padwii, przysięgą zapewniwszy mu bezpieczeństwo, usunął z zamku rzymskiego, złożył z urządu i pohańbionego ohydą więzienia zabił. Czy istnieje nakaz, aby takim potworom ludzkim, pełnym hańby, pozbawionym wiedzy o rzeczach boskich i ludzkich, podlegał nieprzeliczony zastęp kapłanów Boga znanych na świecie z nauki i życie pełnego zasług?”
.
Jan „Oktawian” – Jan XII. Papieżem został mając 17 lat. Urzędował w latach 955-964 Pozbawiono go urzędu za morderstwa, kradzieże i świętokradztwo.
Leon „Neofita” – Leon VII (963-965). Pupil Ottona I.
Benedykt „Diakon” – Benedykt V (964-956). Zdetronizowany i zesłany do Niemiec przez Ottona I.
Bonifacy VII – wybrany 974 rok. Potem wygnany. Ponownie papieżem w latach 984-985. Mordował przeciwników. Zamorzony głodem.
Piotr („znakomity mąż apostolski”) –  zamordowany w więzieniu Benedykt VI.
.
Określenie „znakomity mąż apostolski” niech nikogo nie zmyli – znakomitym był zdaniem biskupa. W porównaniu z mordercami jak Bonifacy VII wypadał rzeczywiście korzystniej, brał jednak udział w walkach o papieski tron. Tyle, że nie mordował przeciwników.
.
Walki o papieski stron, połączone z morderstwami, przekupstwem i buntami trwały długo. Jednych papieży obwoływał lud, innych arystrokratyczne rody rzymskie, m.in Krescensjusze:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krescencjusze
.
A jeszcze innych cesarze. Co istotne – konklawe było wówczas nieznane a urząd papieski nie był dożywotni. Papieży obierano i odwoływano, a często obalano i wypędzano. Niektórych mordowano, aby nie mogli ponownie ubiegać się o urząd. Niejeden z nich zasiadał na tronie dwukrotnie. Rekordzistą jest Benedykt IX, który był papieżem trzykrotnie:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Benedykt_IX
.
I niejeden papież miał na rękach krew poprzednika czy konkurenta. Ale i przed pornokracją stosunki panujące na papieskim dworze (wówczas na Lateranie) nie były dużo lepsze. Pokazuje to tzw. „Synod Trupi”…
.
.
…podczas którego panujący papież Stefan VI wygrzebał z grobu zwłoki jednego z poprzedników, odział je w szaty pontyfikalne, posadził na papieskim tronie, po czym trupa osądził, obdarł z szat, obciął mu trzy palce (te do „błogosławienia” owieczek), ciało poćwiartował i wrzucił do Tybru:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Synod_trupi
.
Sam Stefan VI przypłacil to życiem – ubito go kilka miesięcy później. Po czym nastąpiła swoista „karuzela” – kolejni papieże unieważniali lub ponownie zatwierdzali decyzje to pokrojonego na kawałki papieża Formozusa to Stefana. Takie stosunki panowały w Rzymie, gdy na nasze ziemie Piastowie ściągnęli rzymską szubienicę. Dla dopełnienia obrazu papiestwa należy jeszcze dodać jego ówczesną rywalizację z Konstantynopolem, która w połowie XI (1054 r.) wieku doprowadziła do trwałej „wielkiej schizmy wschodniej” i rozpadu krystowierstwa na łacińskie i bizantyjskie:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielka_schizma_wschodnia
.

Aby całkiem dopełnić obraz panującego wówczas chaosu należy jeszcze zaznaczyć, że wielokrotnie funkcjonowało wówczas po dwóch, a niekiedy i po trzech papieży równocześnie. Na synod w Sutri w 1046 zwołany przez cesarza Heinricha III roku stawić się miało trzech papieży równocześnie – Benedykt IX, Sylwester III i Grzegorz VI (ponownie trzech papieży naraz zaistniało w XV wieku – sobór w konstancji wszystkich odwołał a papieżem ogłosił bękarta kardynała Agapito Collony – Oddona jako Marcina V). Oficjalna wersja historii kk jednych uznaje za „prawowitych” papieży a innych za anty-papieży. Ale wtedy nie było to takie proste – każdy uznawał za prawowitego tego papieża który mu bardziej pasował. Na tym tle dochodziło do rozłamu i sporów w samym kościele (jedni biskupi uznawali tego, a inni innego papieża prawowitym), wśród władców (królów, książąt i grafów takoż uznających tego lub innego papieża za prawowitego), oraz do rozłamu między władzami świeckimi a biskupami w danym państwie – każdy z tych pionów władzy niejednokrotnie uznawał innego papieża.
.
W wiekach późniejszych kuria rzymska nadal szarpana była walkami o tiarę, kapelusze kardynalskie i kościelne dostojeństwa. Niejednokrotnie otrzymywał je ten, kto więcej zapłacił. A i obyczajowość „stolicy apostolskiej” przez wieki pozostawiała wiele do życzenia.
https://slowianin.wordpress.com/2012/07/20/kurewski-kosciol/
.
Pamiętać też powinniśmy (o czym pisałem w poprzednich odcinkach) o ciągłych wojnach w świecie łacińskim – nie było roku, aby ktoś z kimś nie walczył – centrum walk stanowiły Niemcy. Walczyli pomiędzy sobą oraz z Duńczykami, Frankami/Karolingami, Rzymianami, Konstantynopolem, saracenami, Słowianami (nawet tymi skrystianizowanymi). Cesarstwo rywalizowało z papiestwem o dominację nad „światem” (zachodnią Europą), biskupi rywalizowali z książętami i grafami o wpływy, dostojeństwa, bogactwa i władzę. Jak w kalejdoskopie zmieniały się sojusze, granice i zasięg wpływów świeckich i „duchownych” możnowładców. Nigdy wcześniej w Europie nie panował taki zamęt i mętlik, nie było tylu wojen, najazdów i buntów, tylu krwawych walk o trony świeckie (kościelne zresztą też), połączonych nawet z mordowaniem najbliższych (braci i ojców), a tym bardziej dalszych krewnych, co w epoce umacniania się w środkowym średniowieczu papiestwa i cesarstwa. Jeśli ktokolwiek twierdzi, że krystowierstwo przyniosło Europie ład, porządek i pokój to albo przez niewiedzę bredzi, albo po prostu łże.
.
I w takim momencie historii Europy nad Wartę sprowadzono rzymską szubienicę. Kiedy i jak – nie wiemy tego na pewno – niknie to w mrokach średniowiecza. Kursują poglądy, jakoby wcześniej już w kraju Ślężan i Wiślan pojawiła się rzymska szubienica obrządku cyrylo-metodowego i że Piastowie byli krystowiercami „prawosławnymi”.
http://www.taraka.pl/nie_bylo_chrztu_polski
.
Problem jest w tym, że nie ma niepodważalnych dokumentów potwierdzających przynależność Ślężan i Wiślan do państwa wielkomorawskiego i to akurat wtedy, gdy przez dwadzieścia z górą lat (863-887) dominował w nim (wypędzony następnie przez niemieckich łacinników) obrządek bizantyjski cyrylo-metodowy. Nie jest też prawdą, że krystowierstwo bizantyjskie było dużo mniej zachłanne i zbrodnicze niż papiestwo. Prawosławni też mordowali pogan, a wołchwów na Rusi Kijowskiej palili na stosach. Nie wykluczam, że zagrożeni najazdem wielkomorawian Ślężanie i Wiślanie pozwolili u siebie „misjonować” bizantyjczykom, a nawet, że budowali dla świętego spokoju cerkwie. Ale nie wierzę w to, że dali się przekonać do krystowierstwa tylko dlatego, że bajki o żydowskim „zbawicielu” opowiadano im po słowiańsku. Przywiązanie do własnych bogów, własnej tradycji było u Słowian zbyt silne, aby dobrowolnie dali się nabrać na nadjordańskie bzdury. A „Znaleziony na Ostrowie lednickim „krzyż bizantyjski ze szczapami z drewna krzyża Jezusowego”
http://www.taraka.pl/nie_bylo_chrztu_polski
.
… niekoniecznie musi świadczyć o bizantyjskości Piastów. Mógł być trofeum wojennym zdobytym podczas najazdów na Bizancjum przez przodków Mieszka, zanim przypałętali się na Wartę. Mógł też być po prostu „cennym” prezentem emisariuszy bizyntyjskich werbujących na Wartą kolejną ofiarę ich żydowskiego zabobonu. Bo tacy zapewne pojawiali się na ziemiach Piastów. Ale nie świadczy to jeszcze o niczym, a zwłaszcza o tym, że poprzednicy Mieszka byli z przekonania prawosławnymi. Z niedowierzaniem czytam na Tarace:
.
„Jednak kościół słowiański, funkcjonujący obok lokalnych pogańskich kultów, był przede wszystkim wierny Słowianom”
.
Kompletne nieporozumienie i niezrozumienie sprawy. Nie był to kościół „słowiański” a nadjordański, żydogenny, po prostu żydowski, uprawiający kult żydowskich idoli, bożków i żydo-biblii, tyle że używający podstępnie języka słowiańskiego. I był kościołem renegatów. Wierny był nadjordańskim idolom i żydo-biblijnym bredniom o „zbawicielu”, zdradzał słowiańskich bogów. Bo obok Joszue i Jahwe nie ma miejsca dla żadnego pogańskiego boga. Owszem, Piotr Wojnar ma rację – nie było krztu Mieszka, a Dagome ludex jest fałszywką, ale nie było też znaczącego krystowierstwa cyrylowego na naszych ziemiach. To mitologia prawosławia, konkurującego z łacinnikami. Nawet odkopywane pozostałości domniermanych „świątyń” prawosławnych jeszcze z IX czy początków X wieku w Cieszynie, Wiślicy, Krakowie, Grzybowie, Gieczu i na ostrowie lednickim o niczym jeszcze nie świadczy. Ktoś z różnych powodów je postawił – temu nie przeczę. Ale stały puste. Bo Słowianie woleli święte gaje. Krystowierstwo w wersji bizantyjskiej spotykało się z taką samą wrogością mieszkańców jak to w wersji łacińskiej. Przypomnę choćby wielokrotne bunty pogańskie na prawosławnej Rusi Kijowskiej. Nie pomogły prawosławiu na Rusi ani cyrylica, ani tzw. „obrządek słowiański”. Lud słowiański obcej nadjordańskiej dżumy po prostu nie chciał i wielokrotnie przeciwko niej się buntował, mimo że była ona głoszona „po słowiańsku”. Tylko więc ktoś naiwny może twierdzić, że cyrylowe żydo-prawosławie jest „słowiańskie” i że Słowianie bez oporu i buntów je zaakceptowali.
.
.
Wymysły katolickiej propagandy
.
.
1) Demaskowanie katolickiej mitologii – krzest Polski/krzest Mieszka
.
Domniemany krzest Mieszka, ten w wersji oficjalnej, jest oczywistym wymysłem katolickiej propagandy. Pisałem już o tym:
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/18/demaskowanie-katolickiej-mitologii-domniemany-chrzest-polski/
.
Teraz jedynie kilka słów uzupełnień. Gdy czeski Bolesław I dawał mu córkę Dobrawę za żonę, Mieszko musiał być już znaczącym kniaziem. Inaczej by jej nie dostał. Kniazikowi mającemu dwa małe grody, który na koniu w pół dnia objeżdża swoje księstwo Bolesław Srogi córy by nie dał. Ale nie dałby jej też wyznawcy krystowierstwa bizantyjskiego zwalczanego przez łacinników. Chyba że Mieszko zgodziłby się oficjalnie na przyjęcie krztu w wersji łacińskiej. Ale takiego krztu właśnie nie było. Sam Mieszko potrzebował załagodzenia sytuacji na południu, na granicy z Czechami (spory o ziemie Ślężan i Wiślan, na które Piaści mieli chrapkę) tocząc walki na północy z Pomorzanami i Wieletami. I dlatego wypertraktował z Pragą ślub z Dobrawą. Wraz z żoną przywędrował do jego państwa kler, gdyż raczej jest pewne, że warunkiem otrzymania Dobrawy za żonę było przyjęcie krystowierstwa łacińskiego i sam krzest Mieszka. I tutaj Mieszko tylko połowicznie wywiązał się z tych zobowiązań. O ile pozwalał przywleczonemu w orszaku Dobrawy klerowi na katoliczenie kraju – czytaj – na budowanie kościołów, a to w miejscu pogańskich świątyń, a to świętych gajów, a to ewentualnie na fundamentach pustych i nikomu niepotrzebnych cerkwi, o tyle sam się nie okrzcił. Gdyby jego krzest faktycznie miał miejsce, zachowałaby się o tym wiarygodna relacja podająca przynajmniej dokładnie datę i miejsce owego ważnego dla łacinników wydarzenia. A tymczasem domniemanych, ale tylko domniemanych dat i miejsc owego krztu jest bez liku. A przecież musieli uczestniczyć w tym domniemanym krzcie biskupi, ich orszaki, a ponadto stado sprowadzonych z Dobrawką klechów. I musieliby oni gdziekolwiek spisać jednolitą relację z datą i miejscem owego krztu. A takiej po prostu nie ma. Dobrawa zapewne nalegała na Mieszka, aby się okrzcił. Ale on zadowolił się jedynie rozpuszczeniem plotki, że to zrobił. I stąd na sarkofagu jego syna Chrobrego nazwany został „perfidnym” w przeciwieństwie do „wierzącej” Dobrawy. Natomiast bez wątpienia gorliwym okrzczonym już jako dziecko krystowiercą był jego syn Bolesław nazwany Chrobrym. W różnych powieściach (np. u Karola Bunscha) przedstawiany jest jako władca kochany przez lud. Fakt buntu pogańskiego w czasach Chrobrego (1022 r.) Bunsch przemilczał. A więc do końca aż tak kochany przez lud Chrobry nie był, bo mu się zbuntował. A zwłaszcza znienawidzone było ludowi narzucane siłowo przez Chrobrego krystowierstwo połączone z aktywnym bezlitosnym i brutalnym zwalczaniem pogaństwa. Lud przez długie wieki nienawidził kleru, wielokrotnie dochodziło do lokalnych buntów, krwawo tłumionych siłami zarówno państwowymi jak i kościelnymi. Jednym z bardziej znanych późniejszych buntów chłopskich było powstanie przeciwko cystersom w Lądzie w 1651 roku:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_ch%C5%82opskie_w_l%C4%85dzkich_dobrach_cysters%C3%B3w_(1651)
.

Mniejszych, nigdzie nie odnotowanych buntów, było na przestrzeni wielu wieków zapewne znacznie więcej. A zaczęły się już w czasach pierwszych Piastów. Chrobry nie był kochany. Znany był ze skłonności do okrucieństwa i jedynie strachem i okrutnymi karami trzymał poddanych w posłuszeństwie.
.
.
2) Demaskowanie katolickiej mitologii Polacy od dnia krztu byli gorliwymi katolikami
.
.
Jakże często słyszymy to z ust „duchownych” i dostojników kk, z ust gorliwych krystowierców i w katolickich mediach  – Polacy od krztu Mieszka (którego zresztą nie było) mieliby być gorliwymi katolikami przywiązanymi do wiary i kościoła. Są to oczywiste brednie. Prawda wygląda dokładnie odwrotnie. W ciągu pierwszych kilkudziesieęciu lat państwa Piastów było kilka większych buntów pogańskich. Za czasów samego Mieszka I większego buntu nie odnotowano, ale z tego tylko powodu, że jakkolwiek od ślubu z Dobrawą karał on za ataki na kler i kościoły, ale czynnie pogaństwa nie zwalczał. Wiele świętych gajów w jego czasach miało się dobrze, choćby z tego powodu, że kleru było za mało, aby wszystkie powycinać. Budowano wprawdzie kościoły, ale stały one długo, długo, prawie puste, bo lud czcił swoich starych bogów po swojemu. Dopiero za Chrobrego zaczęło się przymusowe katoliczenie kraju. Obowiązkiem wszystkich urzędników dworskich, wojewodów, możnowładców, komesów-żupanów i drużyny był udział w kościelnych gusłach. Z ludu ściągano obok danin na dwory i drużynę przymusowe dziesięciny na kler oraz tzw. „świętopietrze”. Wściekle wycinano święte gaje. Za stawiany opór karano w zależnośóci od „winy” brutalnymi okaleczeniami (najczęściekj oślepiano), śmiercią, przepadkiem mienia czy popadnięciem w stan niewolnika na kościelnych lub pańskich dobrach. Chrobry wprowadził też okrutne kary za łamanie kościelnych przepisów (np. za złamanie postu wybijano zęby). Długo tymi barbarzyńskimi karami trzymał Chrobry lud w strachu. Ale już za jego rządów wybuchły pierwsze pogańskie bunty. Pierwszym było oderwanie się od jego państwa podbitego wcześniej przez Mieszka Pomorza połączone z wypędzeniem kleru i jawnym powrotem do pogaństwa (1005 rok). Następne było w roku 1022, krwawo stłumione przez Chrobrego. Kolejne miały miejsca w roku śmierci Chrobrego (1025), a następnie (1030-1032) za panowania jego synów Mieszka II i Bezpryma (który Mieszka II przy obcej pomocy wypędził z kraju). Największym buntem pogańskim był ten z czasów Bolesława II Pogańskiego (Zapomnianego), decyzją biskupów wymazanego z naszej historii.
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/02/08/boleslaw-ii-poganski-czyli-o-tym-jak-turbo-katolik-artur-w-z-kola-naukowego-historykow-uniwersytetu-judeojagielonskiego-robi-za-koscielnego-falszerza-historii-panstwa-piastow/
.
Ten bunt, podczas którego zniszczono i spalono wszystkie kościoły a kler wybito lub wypędzono, po śmierci Bolesława II, najprawdopodobniej zamordowanego przez siepaczy nasłanych przez macochę Rychezę, został niezwykle brutalnie i krwawo stłumiony. Najpierw na kraj ogarnięty nadal jeszcze walkami ludu z garstką wspierających kler i feudalizm możnowładców, spuszczono ze smyczy Czechy. Po ich odejściu na czele niemieckich ciężkozbrojnych żołdaków wkroczył syn Rychezy (i Mieszka II), Kazimierz Odszczepieniec. Dobił ostatnie ogniska oporu, których nie rozbili Czesi (poza pogańskim Mazowszem), po czym przemianował państwo Piastów w niemieckie lenno i rządził nim z ramienia cesarza i kleru. Gdy utrwalił swoją wasalską władzę, wspólnie z Rusinami zaatakował Mazowsze. Ten sojusz katolika Kazimierza z bizyntyjską Rusią nie powinien nikogo dziwić. Ruś pomogła nie tylko dlatego, że Kazimierz pojął za żonę ruską księżniczkę Dobroniegę (musiała się przed ślubem okrzcić w wersji łacińskiej, bo bizantyjskiego krztu katolicki kler nie uznawał za ważny). Choć było to jeszcze przed oficjalną schizmą wschodnią rywalizacja i wrogość łacinników i prawosławnych była wówczas widoczna gołym okiem. Niemniej Ruś sama obawiała się buntów pogańskich u siebie i dlatego pomogła konkurencyjnemu katolicyzmowi podbić Mazowsze, aby złe pogańskie wzorce nie płynęły z Mazowsza na Ruś. Na Mazowszu zaś do buntu pogańskiego nie doszło tylko z tej prostej przyczyny, że rządził nim Masław, który otwarcie powrócił do pogaństwa. Początkowo rządził z ramienia Mieszka II, a widząc nadchodzący upadek państwa Piastów, za zgodą starszyzny mazowieckiej ogłosił się samodzielnym kniaziem. Ostatecznie Mazowsze podbite zostało przez szubieniczników w roku 1047, a Masław, ostatni pogański kniaź na terenie Mazowsza, zginął podczas bitwy. Mazowsze pod rządami Kazimierza poddano nachalnemu katoliczeniu.
.
Po niezwykle krwawym stłumieniu buntu z 1034-38 (Kraj Polan stał się jedna wielką pustynią, bezlud­nym opuszczonym pustkowiem, cmentarzyskiem ruin i zgliszcz” – Gall Anonim) Słowianie żyjący w państwie Piastów zmienili taktykę. Widzieli, że otwarty bunt kończył się każdorazowo krwawą pacyfikacją. Przez co po prostu „zeszli do podziemia”. Na zewnątrz udawali pogodzonych z rzymską szubienicą. W domach natomiast  i w ukrytych w pobliskich lasach świętych gajach nadal byli sobą.  Jeśli stawiali opór to już przeważnie bierny. Np. nie chodzili do kościołów na co niedzielne gusła. Rozwścieczało to z kolei kler który wielokrotnie nakładał na mieszkańców kary pieniężne za absencję w kościołach. Tak więc ostatecznie, jeśli nawet pod przymusem chodzili do kościołów, to i tak po wyjściu pędzili do świętych gajów odczynić kościelne gusła. O stopniu oporu ludności wiejskiej przeciwko rzymskiej szubienicy i jej przywiązaniu do pradawnych bogów i kultury świadczy najlepiej to, że jeszcze przez wieki kościół potępiał panujące w kraju pogaństwo. Pogaństwo potępił synod biskupów w Poznaniu w roku 1420, potępiał je fałszerz historii Długosz, potępiła lustracja biskupia w Kałdusie w roku 1793. Tu wyjaśnienie: Kałdus za Mieszka i Chrobrego był ważnym ośrodkiem politycznym:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ka%C5%82dus
.
Zaczęto w nim nawet za Chrobrego budowę kamiennej trójnawowej bazyliki, nigdy nie ukończonej z powodu buntu pogańskiego. Później na dwa wieki Kałdus znalazł się w krzyżackich rękach, dzięki inkorporacji Prus Królewskich powrócił do państwa Polan, w międzyczasie rządzonego już przez Jagiellonów. Mieszkańcy Kałdusu byli więc przez 8 wieków katoliczeni, najpierw przez Piastów, potem krzyżaków, następnie przez Jagiellonów, na koniec przez jezuitów. A mimo to – jak czytamy w biskupiej lustracji z 1793 roku (jak widać, w roku w którym dokonano II rozbioru Rzeczypospolitej, biskup nie miał na głowie ważniejszych spraw niż sprawdzanie, jak wierzą wierzący; upadające państwo go nie obchodziło):
.
“…nieliczni mają zwyczaj uczestniczyć w […] nabożeństwie, cały zaś lud, w tych najwięcej prawowierną religię obrażających czasach, częściowo składa ofiary Bachusowi w dolinie wsi Kałdus, a częściowo Wenerze w sąsiednim gaju. Dlatego z takiego też powodu, jak i zniszczenia niniejszej kaplicy, musiał kult zostać przeniesiony do chełmińskiego kościoła parafialnego.”
.
Oczywiście w Kałducie nie czczono Bachusa czy Wenery. Słowianie mieli własnych bogów, tyle że biskup albo nie znał ich imion, albo nie chciał ich wymieniać. Niemniej fakt pozostaje faktem – po ośmiu wiekach katoliczenia cały prawie Kałdus był pogański. I nie był on wyjątkiem. Gdyby dobrze przetrzepać wszystkie tajne/ukrywane przed opinią publiczną kroniki kościelne znaleźlibyśmy zapewne znacznie więcej podobnych zapisków. Zresztą, Adam Czarnocki znalazł wiele wsi (polskich, ruskich i czeskich) kultywujących słowiańską kulturę jeszcze w pierwszych dekadach XIX wieku:
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zorian_Do%C5%82%C4%99ga-Chodakowski
.
Wieś najdłużej stawiała opór nadjordańskim gusłom i najdłużej trwała w oporze przeciwko rzymskiej szubienicy. Rzeczywiste jej skatoliczenie nastąpiło, choć może to zabrzmieć paradoksalnie, dopiero w czasach PRL, gdy kler zapędzony został do kruchty. Pomogła kościołowi w tym bezmyślność władz. O ile chłopów ucieszyła przeprowadzona zaraz po wojnie reforma rolna i likwidacja obszarnictwa, o tyle podejmowane później próby kolektywizacji wsi poprzez naciski na tworzenie spółdzielni rolniczych i przystępowanie do PGR-ów tęskniących przez wieki do własnej ziemi chłopów przerażało. Dopiero co ją otrzymali i już chce się im ją odbierać. Sprytnie wykorzystał to wściekły na władze PRL kk, za to m.in., że sam też został wywłaszczony. I choć sam przez poprzednie tysiąc lat był krwiopijcą i wyzyskiwaczem chłopów, uciskał ich i zniewalał, w nowej, powojennej rzeczywistości zaczął stroić się w szaty obrońcy uciskanego ludu. Podstęp udał się, chłopi nabierali zaufania do rzekomo stojącego po jego stronie kleru, który to zaufanie wykorzystał do gorliwego katoliczenia wsi. Choć nadal utrzymywały się na niej obrzydłe klerowi prastare pogańskie zwyczaje, jak choćby topienie Marzanny na Jare Gody.
.
Obecnie wieś ginie dobijana przede wszystkim ekonomicznie. Modły do żydowskiego Jahwe, czy do żydówki Miriam jej nie uratują.
.
Inaczej wyglądało to w tworzonych już za Piastów miastach (nie mylić z obronnymi grodami), choć i w nich pogaństwo utrzymywało się jeszcze długo. XIII-wieczna bulla papieska potępiała np. pogańskie praktyki w stołecznym Krakowie. A pogańska Rękawka utrzymała się w nim do końca XIX wieku. Zakazana została przez austriackiego zaborcę w 1897 roku.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/04/18/swieto-rekawki-przy-kopcu-krakusa-w-krakowie/
.
Przy Rękawce zwracam uwagę na perfidię kk. W pobliżu Kopca Krakusa na którym obchodzono Rękawkę, już ok. roku 1000 wybudowano kościół „św.Benedykta”…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%C5%9Bw._Benedykta_w_Krakowie
.
…mający stanowić konkurencję i przeciwwagę dla pogańskiej Rękawki. Zamiarem kleru było, aby mieszkańcy zamiast na Rękawkę na Kopcu chodzili do ichniego kościoła. I ten podstęp się nie powiódł. Rękawka przetrwała. Kościół niestety też. Obecnie kościół otwierany jest dwa razy do roku – w dniu imienin „św Benedykta” wypadających akurat na Jare Gody (21 marca) oraz we wtorek „wielkanocny” czyli podczas Rękawki. Krakowski kler nadal walczy z Rękawką. W dniu obchodów Rękawki organizuje przy kościele coś w rodzaju jarmarku-odpustu, chcąc w ten sposób odciągnąć mieszkańców od Kopca. Z niezbyt udanym skutkiem. Tu jest zdjęcie z konkurencyjnego z Rękawką „odpustu” z 2012 roku:
.

.
A tu z Rękawki z tego samego 2012 roku:
.

.
Jak widać, Rękawka ma więcej zwolenników niż odpust u „św. Benedykta”. Którego kościół zresztą, choć ostatnio wyremontowany (widok z przodu)…
.
.
przez długi czas był ponurą ruderą…
.
.
…do której pies z kulawą nogą nie chodził. Odremontowano go tylko dlatego, aby w obliczu rosnącej popularności Rękawki nie odstraszał owieczek podczas organizowanych przy nim owych konkurencyjnych „odpustów”.  Niemniej miasta uległy szybszemu skatoliczeniu niż wieś. Powodów było kilka. Jak choćby to, że ściągano do nich już skatoliczonych niemieckich osadników, kupców i rzemieślników, którzy zawsze stawiali sobie własne kościoły. Władze miejsckie obowiązkowo musiały być krystowiercze, to samo dotyczyło wszystkich cechów. A biedotę kupowano/nawracano jałmużnami i darmowym żarciem rozdawanym jej niekiedy przez kościoły i klasztory. Ponadto oderwanie od codziennego kontaktu z Naturą wynaturzało mieszkańców miast, przez co byli bardziej podatni na kościelną propagandę i wyssane z palca nadjordańskie gusła. Ale jeszcze przez kilka wieków w miastach ukrywało się w zaciszach domów czyste pogaństwo. Wierzącymi mieszczanie przez wieki byli tylko na zewnątrz. Dopiero w okresie walki ideologicznej katolicyzmu i protestantyzmu miasta zostały w dużej mierze skrystianizowane za sprawą rozbudzonych religijnych fanatyzmów.
.
Najbardziej skatoliczoną warstwą u schyłku Rzeczypospolitej szlacheckiej była sama szlachta, choć i protestantów wśród szlachty i arystokracji nie brakowało (o tym później). Ale jeszcze na początku XV wieku rycerstwo (późniejsza szlachta) ślubowało na przemian, raz na żydowskich idoli a raz na Słońce. Ta pogańska tradycja przetrwała u rycerstwa pięć wieku panowania rzymskiej szubienicy. Nawet wśród herbów szlacheckich znajdziemy niejeden pogański motyw. Powstały na przełomie XIV i XV wieku herb rodu Boreyko posiadał umieszczony na tarczy symbol czysto pogański:
.

.
Już to pokazuje przywiązanie do słowiańskiej symboliki spotykane wśród rycerstwa/szlachty. Gdyby byli gorliwymi katolikami, zapewne pogańskimi symbolami nie ozdabialiby swych herbów.
.
O tym, jak słabo katolicyzm zakorzeniony był jeszce w XVI i XVII wieku nawet wśród najbardziej skatoliczonej warstwy, jaką była szlachta, najlepiej świadczy ilość szlacheckich „odstępców od wiary”, którzy przeszli na luteranizm czy kalwinizm. Nawet wśród polskiej magnaterii, zawdzięczającej swój wzlot katolicyzmowi, znajdziemy niejednego „heretyka”, który porzucił katolicyzm. Obok luteranów i kalwinów znajdziemy też polską szlachtę wśród arian – braci polskich.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bracia_polscy
.
Kler widział oczywiście, jak słabo katolicyzm jest zakorzeniony nawet wśród szlachty. Nie był w stanie zablokować konfederacji warszawskiej (1573 r), która uchwaliła religijną tolerancję i równość wobec prawa wszystkich „wolnych” bez względu na ich wyznanie:
.
„c) szlachcie, mieszczanom królewskim i innym ludziom wolnym zagwarantowano pełne równouprawnienie, niezależnie od wyznania w prawie publicznym i prywatnym.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_warszawska_(1573)#Od_zgody_sandomierskiej_do_konfederacji_warszawskiej
.
Władze kościoła obrzuciły konfederację warszawską klątwą, nie zamierzały jej przestrzegać, a wręcz przeciwnie, wzniecanymi przez kler i ściągniętych do kraju watykańskich agentów – jezuitów – tumultami religijnymi przeciwko „innowiercom” torpedowały jej uchwały. Odstępstwa od katolicyzmu rzekomo gorliwie wierzących od 966 roku Polaków przybrały takie rozmiary, że ostatecznie pod naciskiem kleru w roku 1668 sejm uchwalił karę śmierci za porzucenie łacińskiego odprysku „wiary ojców”. Wykorzystano do tego nagonkę na protestantów rozpętaną tuż po potopie szwedzkim. Oskarżano ich o zdradę i kolaborację z najeźdźcą, ignorując oczywisty fakt, że katolików, którzy zdradzili Jana Kazimierza i przystąpili do obozu szwedzkiego było nie mniej niż protestantów. Najbardziej znanym był późniejszy król Jan III Sobieski.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_III_Sobieski#Wojna_polsko-rosyjska_i_potop_szwedzki
.
Jego nie ukarano, nie wygnano z kraju. A wręcz przeciwnie – wybrano później królem. Innym znanym zdrajcą był „Hektor” jasnogórski przeor Kordecki:
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/10/01/czestochowa-demaskowanie-katolickiej-mitologii/
.
Wszystko powyższe jednoznacznie pokazuje, że twierdzenie, jakoby Polacy od 966 roku byli gorliwymi katolikami to zwykłe propagandowe oszustwo i załgana katolicka mitologia.
.
.
Podstępne metody nadjordańskiej dżumy
.

Walcząc z kulturą i tradycją słowiańską, a widząc niezłomny wielowiekowy opór ludu, a także przynajmniej części mieszczan i rycerstwa, kościół zastosował taktykę praktykowaną przez krystowierców już w starożytnym Rzymie – w celu uatrakcyjnienia znienawidzonego krystowierstwa zaczął przywłaszczać sobie zwyczaje, obrzędy i święta pogańskie, w tym przypadku słowiańskie, nadając im nadjordańską interpretację. I tak, prawie wszystkie współczesne, uważane za „katolickie” zwyczaje związane z krystowierczymi „wigilią” (wieczerza godowa, 12 potraw, siano pod obrusem, kolęda) czy „wielkanocą” (pisanki, śmigus dyngus) to zwyczaje pogańskie. Dożynki, obchodzone obecnie uroczyście na „Jasnej Górze” to obrzęd czysto pogański. „Wszystkich świętych” to jesienne pogańskie Dziady, „matki boskiej gromnicznej” to pogańskie święto Perperuny, „Noc świętojańska” to pogańska Kupalnocka. Przykłady te można by mnożyć. Zresztą samo „boże narodzenie” to Szczodre, a „wielkanoc” to Jare Gody. Nawet kult „świętych” ma korzenie pogańskie – „święci ” zastąpili – nazwijmy ich tak – „pomniejszych” bogów pogańskich. W sumie ogromna większość tzw. „katolickiej tradycji” to przywłaszczone pogaństwo z dodaną mu nadjordańską interpretacją. Gdyby krystowierstwo odrzuciło wszystko co pogańskie, to niewiele by miało własnych „tradycji”, bo nawet krzest wzoruje się na pogańskim rytualnym obmywaniu się w świętych rzekach czy jeziorach. Krystowiercom pozostałby symboliczny kanibalizm (tzw. „komunia święta” czyli „spożywanie ciała” Joszue), drogi krzyżowe i przymusowe posty. I żebranie na kolanach od urodzenia do śmierci u żydowskich nieskończenie miłosiernych idoli o miłosierdzie. I strach przed wyssanym z palca piekłem.
.

Istniały też zwyczaje pogańskie, których nijak nie szło zaadoptować do krystowierstwa. Najbardziej znanym było topienie Marzanny. Nie pomogły ponawiane wielokrotnie zakazy, nie pomogła próba zastąpienia topienia Marzanny zrzucaniem kukły Judasza z kościelnych wież 21 marca, propagowana przez kk w XVI i XVII wieku. Lud z uporem rok w rok początek wiosny witał tym prastarym słowiańskim obrzędem. Jedyne co się udało pod naciskiem kk, to wprowadzenie do słownictwa w kontekście pogańskich obrzędów eufemistycznego terminu  „tradycja ludowa”, mającego ukryć pogańskie, słowiańskie korzenie topienia Marzanny i innych „tradycji ludowych”, czyli pogańskich.
.

Bez cienia przesady można stwierdzić, że na „polski” katolicyzm składa się ponad 90 % zawłaszczonego pogaństwa – tradycji, zwyczajów i świąt słowiańskich przerobionych na „katolickie” i kilka procent czystej, nadjordańskiej antykultury. Innymi słowy, „polski” katolicyzm to pogańskie, słowiańskie drzewo pociągnięte z wierzchu nadjordańskim pokostem. Wystarczy go zdrapać, aby pozostał czysty, nieskażony żydowskimi gusłami słowiański pień..
.
Zdrapmy więc ten żydogenny pokost. Kultura słowiańska, polska, nic na tym nie straci. A wręcz przeciwnie – zyska. A my odzyskamy naszą tożsamość.
.
O tym, jak ma się dzisiaj kultura słowiańska nad Wartą, Odrą i Wisłą będzie w jednym z kolejnych odcinków.

.
.

opolczyk
.
.
.
.

Świat Słowian (cz IV)

.

upadek-arkony

Upadek Arkony

.
Słowianie Połabscy – Chwała, chluba i upadek…
.
Do północnych plemion Słowian Połabskich czuję szczególny sentyment. Nie tylko dla tego, że po mieczu pochodzę właśnie od nich – brutalnie podbitych i zgermanizowanych Połabian. Także dlatego, że najdłużej ze wszystkich Słowian bronili własnej wolności, kultury i tożsamości. Wśród nich znajdziemy najwięcej bohaterów Słowiańszczyzny stawiających niezłomny opór obcym najeźdźcom i równie obcej nadjordańskiej antykulturze. Jest to tym istotniejsze, że Połabianie (tej nazwy używam w tym wpisie głównie w odniesieniu do północnych Połabian) byli znacznie bardziej narażeni na niemiecki podbój, niż plemiona żyjące na terenie współczesnej Polski. Te były od niemieckiego żywiołu odgrodzone właśnie Połabiem. Dojść do nich Niemcy mogli tylko po trupie Połabia. Po podboju przez Gerona południowego Połabia i wobec skatoliczenia państwa Piastów północne Połabie było otoczone ze wszystkich stron – od zachodu i południa parło na nie katolickie cesarstwo niemieckie i niemieccy grafowie, od wschodu zza Odry skatoliczeni Piastowie, a od północy skatoliczone w międzyczasie najpierw Dania, o później Skandynawia (Norwegia i Szwecja). Połabie znalazło się w katolickim „kotle”. I w nim broniło się przez kilka długich pokoleń. Była to, niestety bezskuteczna jak się w XII wieku okazało, niiemniej niezłomna walka o prawo do własnej wolności, kultury i tożsamości.
.
W tym miejscu jeszcze jedna uwaga – miłośnicy państwa Piastów z jednej strony twierdzą, że Mieszko musiał przyjąć chrzest wobec zagrożenia ze strony cesarstwa niemieckiego:
http://www.polskieradio.pl/39/246/Artykul/823062,Chrzest-Polski-Mieszko-I-nie-mial-wyjscia

Z drugiej strony, że kościół był spoiwem, koniecznym do stworzenia odpowiedniej państwowej struktury. Są to oczywiste propagandowe wymysły nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Gdyby plemiona – nazwijmy je – „polskie”, żyjące między Odrą a Bugiem pozostały pogańskie, to w sojuszu z Połabianami byłyby w stanie rozbić i unicestwić cesarstwo niemieckie. Bo tak naprawdę owo cesarstwo było olbrzymem na glinianych nogach, a niemiecki cesarz w niczym nie przypominał cesarza rzymskiego. Cesarstwo niemieckie powołano w roku 962, mimo protestów Franków/Karolingów uważających siebie za spadkobierców cesarza Karola „Wielkiego”. Było zbieraniną wielu ludów i plemion. Sięgało na północy po granicę z Danią a na południu po połowę Półwyspu Apenińskiego (poniższa mapa odzwierciedla mniej więcej granice cesarstwa ok. roku 1000):
.

cesarstwo-niemieckie
.
Od początku toczyło wojny graniczne z Frankami na zachodzie, z Danią na północy, z Bizancjum na Półwyspie Apenińskim oraz z lokalnymi grafami i lennikami chcącymi wyłamać się spod kurateli cesarza. No i ze Słowianami na zachodzie. Cesarz rzymski wcześniej nie miał jako konkurenta papiestwa, nie miał wielu niepewnych lenników, jego władza była praktycznie absolutna, a przede wszystkim przez okrągły rok miał do dyspozycji ok. 30 legionów ślepo jemu posłusznych. Niemiecki cesarz natomiast nawet w Niemczech nie był niepodważalnym autorytetem, bunty lenników i wasali przeciwko cesarzom były na porządku dziennym, niejednokrotnie nim ktoś ogłoszony został cesarzem musiał w wojnach wewnętrznych wywalczyć sobie nominację na króla Niemiec, co dopiero otwierało drogę do korony cesarskiej. Samo cesarstwo szarpane było wojnami domowymi, a siły zbrojne samego cesarza, bez wsparcia lenników nie stanowiły dla samych tylko choćby Połabian większego niebezpieczeństwa. Lennicy mieli niby obowiązek dostarczać cesarzowi określoną liczbę wojów na określoną liczbę dni w roku, ale robili co mogli, aby wymówić się z tego obowiązku. Często inscenizowali zamieszki na własnym pograniczu odmawiając cesarzowi wysłania wojów pod pretekstem konieczności pilnowania własnych granic. Bądź w konflikcie na linii cesarstwo-papiestwo opowiadali się po stronie papiestwa, które w podziękowaniu zwalniało takiego „lennika” z jego lennych wobec cesarza powinności. Z tych powodów cesarze niemieccy przegrywali wiele bitew i kampanii wojennych – dysponowali po prostu często zbyt szczupłymi siłami, gdyż nigdy nie mogli liczyć na posłuszeństwo wszystkich lenników, a często byli zmuszeni do marnotrawienia własnych sił w wyprawach wojennych przeciwko zbuntowanym grafom. Tak więc domniemane zagrożenie ze strony cesarstwa niemieckiego to propagandowy katolicki wymysł mający dać Piastom alibi za przyjęcie przez nich rzymskiej szubienicy. Zresztą, o czym już wspominałem w innych wpisach, cesarstwo wielokrotnie najeżdżało tereny państwa katolickich Piastów, co dobitnie pokazuje, że przyjęcie katolicyzmu nie uchroniło Piastów przed niemieckimi najazdami. A na koniec, w czasie rozbicia dzielnicowego niemieccy grafowie i stojące za nimi cesarstwo podbiły Pomorze Zachodnie i cały pas wzdłuż Odry po jej  „polskiej” stronie. Także Śląsk ostatecznie dostał się w niemieckie łapska. Nie uchroniło tych ziem przed dostaniem się w niemieckie łapska ani skatoliczenie Piastów, ani wspierająca rzekomo państwo Piastów organizacja kościelna.
.
Co do przydatności instytucji kościoła do organizacji państwa – także już i o tym wspomniałem w poprzednim wpisie i opiszę to dokładniej w jednym z kolejnych wpisów – tak naprawdę kościół od samego początku był V kolumną – był państwem w państwie; dbał przede wszystkm o własny interes i o własną potęgę i bogactwo – także kosztem państwa, które rzekomo miał wspierać. Ostatecznie to właśnie kościół, gdy zdobył supremację nad państwem, gdy skatoliczonej szlachcie wmówił, że „obrona wiary” czyli obrona supremacji katolicyzmu zdobytej na fali kontrreformacji jest racją stanu państwa, doprowadził pod koniec XVIII wieku do upadku Rzeczypospolitej. Używając jeszcze innej metafory powiem tak – kościół w państwie Piastów a później Jagiellonów i władców elekcyjnych był komórką nowotworową, rakiem złośliwym. Rak rozrastał się, dawał przerzuty na coraz więcej tkanek i organów, wysysał coraz więcej żywotnych sił, zatruwał coraz bardziej organizm własnymi miazmatami i na koniec po ośmiu wiekach pasożytowania na żywym organizmie państwa doprowadził do jego śmierci.
.
Obrońcy piastowskiej katolickiej Polski zarzucą mi też pewnie i to, że tak gloryfikuję Połabian, a tymczasem oni parokrotnie  wspólnie z Niemcami najeżdżali (co jest faktem) państwo Piastów. Tak więc sami nie byli lepsi od Piastów i kolaborowali z cesarstwem. W rzeczywistości sprawa ta wygląda z gruntu inaczej. A więc Piastowie także wyciągali łapska po tereny Połabian. Już Mieszko przeszedł linię Odry w dwóch miejscach: u jej ujścia z zamiarami dalszego podboju Pomorza po zachodniej, połabskiej jej stronie, a także na terenach podbitego plemienia Lubuszan przejmując gród Lubusz na zachodnim brzegu Odry po stronie Połabian, graniczący z terenami plemion Związku Wieleckiego.
.


.

I z niego parokrotnie Piastowie wspierający wyprawy cesarskie przeciwko Wieletom i Obodrytom wyruszali na niemiecko-piastowski podbój Połabia. Inna rzecz – dla Połabian katoliccy feudalni Piastowie byli takim samym wrogiem jak cesarstwo. Jeśli więc wspierali jednego wroga, aby osłabić drugiego, co było w tym złego? Gotowi byliby  zresztą razem z Piastami atakować cesarstwo. Tyle, że Piaści jako neofici unikali takiego sojuszu z powodów propagandowych – nie chcieli prowokować zarzutów pod swoim adresem, że z poganami atakują „święte katolickie cesarstwo niemieckie” (choć Mieszko II Lambert zawarł z Wieletami sojusz w celu odparcia najazdu cesarza Konrada II). Połabianie mieli naturalnie świadomość tego, że w sumie cesarstwo prące na nich od zachodu i południa jest dla nich zagrożeniem większym niż państwo Piastów. Pragnęli więc w zapasach z cesarstwem mieć bezpieczne „tyły”. Nie chcieli po prostu podczas tych walk otrzymać od Piastów ciosu nożem w plecy. I dlatego w ich interesie było osłabienie państwa Piastów, aby nie stanowiło dla nich zagrożenia podczas śmiertelnych zmagań z niemieckim cesarstwem. Idealną dla nich sytuacją byłoby istnienie pogańskich plemion po wschodniej stronie Odry, wspierających ich ewentualnie w walkach w obronie wolnej Słowiańszczyzny. Katolickie państwo Piastów było dla nich niestety zagrożeniem. I dlatego gdy mogli, działali na rzecz jego osłabienia. Za to niby logiczne wydaje się wspieranie przez Piastów najazdów niemieckich na Połabie. W sumie jedni i drudzy byli katolikami z ustrojem feudalnym i walczyli z pogaństwem. Niemniej z politycznego i strategicznego punktu widzenia było to głupotą. Wszak było oczywiste, że jeśli cesarstwo podbije północne Połabie, to państwo Piastów narazi się na niemieckie ataki nie tylko z Połabia południowego, ale i z północnego. Co później rzeczywiście stało się faktem.
.
Zanim zajmę się wojną obronną północnegoPołabia zamkniętego w katolickim kotle, przypomnę na wszelki wypadek, że Połabie zamieszkiwali Słowianie od tysiącleci. Niemieckim szowinistycznym wymysłem propagandowym jest mówienie o zajęciu przez Słowian w VI wieku n.e Połabia opuszczonego dobrowolnie wcześniej przez Niemców/”Germanów” . Takie właśnie brednie pisał w 2007 roku niemiecki Der Spiegel:
.
„A ta zaczęła się chyba w VI wieku. „Poniekąd z ciemności historii” – tak pisał jeden z historyków, przywędrowały ludy słowiańskie w okolice, które zostały, często dużo wcześniej, opuszczone przez ludy germańskie. Tak przywędrowali Słowianie poprzez Czechy do środkowych Niemiec. Szli wzdłuż Łaby aż do Magdeburga i rozlały się po Havellandzie. Inni osiedlili się między Soławą a Muldą albo powędrowali na północ.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/09/niemiecki-spiegel-o-slowianach-polabskich/
.
Jeszcze większe idiotyzmy pióra Adama Segenbusza opublikował The Poland Times:
.
„…a obszary na zachód i północny-zachód od Bugu dzierżyły z kolei plemiona w przeważanej mierze germańskie”
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/05/26/propagandowe-klamstwa-o-slowianach-rodem-z-niemiec-w-the-poland-times/
.
Domieszał do tego jeszcze załganą katolicką propagandę, jakoby Słowianie byli prymitywną dziczą, bez „kultury materialnej”:
.
„- bardzo niski poziom wczesnosłowiańskiej kultury materialnej, który w przypadku przyjęcia tejże lokalizacji jawi się jako trudny do zrozumienia lub wręcz niewytłumaczalny”
.
To już nawet niemiecki Spiegel takich bredni nie pisał – wręcz przeciwnie. Zachwalał słowiańskie rzemiosło, przyznając, że nawet Niemcy podglądali rzemiosło u Słowian:
.
„Niemieccy rzemieślnicy z kolei podglądali u Słowian technikę i sztukę. W znaleziskach ceramicznych z wczesnego średniowiecza w górnej Frankonii widać wyraźnie wpływy słowiańskie na kształty i ozdoby niemieckich wyrobów ceramicznych. Biżuteria, kolczyki ze srebra, korale ze szklanych paciorków, szklane pierścionki, bransolety ze srebra, diademy zdobione charakterystycznymi pętlami w kształcie litery S pokazują, że Słowianie byli obeznani w produkcji i używaniu biżuterii i ozdób w średniowieczu i nadawali ton modzie.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/09/niemiecki-spiegel-o-slowianach-polabskich/
.
Niemiecka propaganda pisząc o Gemanach po Wisłę czy nawet po Bug bazuje na fałszywce Tacyta pt. „Germania” – a ściślej mówiąc na jedynym rzekomo zachowanym egzemplarzu tego dzieła cudownie odnalezionym w XV w. w niemieckim opactwie. Kronika ta podaje zasięg „Germanów” aż po Wisłę, a nawet po Bug, a propaganda niemiecka utożsamia owych Germanów z Niemcami ignorując fakt, że były to plemiona słowiańskie. Germanofilską propagandę obaliły ostatecznie współczesna badania genetyczne.
.
Ciekawym znaleziskiem archeologicznym na terenie dzisiejszych Niemiec, co ciekawsze, po lewej stronie Łaby, a więc na Załabiu, jest odkryty w Kembergu gród typu biskupińskiego. Nie było w nim żadnego wyróżniającego się okazałością domostwa, co wskazuje na całkowity egalitaryzm jego mieszkańców. A z wielu wiarygodnych fragmentów kronik wczesnośredniowiecznych wiemy, że egalitaryzm cechował stosunki społeczne właśnie u Słowian. Gród w Kembergu jest stary – powstał w latach 1000-800 lat p.n.e. Przetrwał do VI wieku p.n.e.
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,404204,archeolodzy-przebadali-relikty-grodu-typu-biskupinskiego-w-niemczech.html
.
Jak więc widzimy, osadnictwo słowiańskie sięgało nie tylko do Łaby ale i za nią – i to już 3 tys. lat temu. Ale wracamy do obrony Połabia przed rzymską szubienicą…

.
Przyznam się w tym miejscu, że szukam już od lat jakiegoś sensownego i logicznego wyjaśnienia, dlaczego Połabie południowe (Serbołużyce) padły pod niemieckim naporem w sumie tak szybko, a Połabie północne broniło się, często odnosząc spektakularne sukcesy militarne, o dwa stulecia dłużej. I jak do tej pory nie znajduję żadnego logicznego wyjaśnienia. Jedynie jako pośrednie wyjaśnienie przychodzi mi do głowy wpływ wikingów na zwiększenie wojowniczości północnych Połabian. Przecież żyli oni w bezpośredniej bliskości wikingów i zapewne wielokrotnie bronili się przed ich łupieżczymi wyprawami. Z tego powodu od małego ćwiczono u nich chłopców przede wszystkim do walki. Być może też nie jeden młody Połabianin, szukając przygód przystawał na jakiś czas do wikingów i uczył się od nich wojennego rzemiosła. Po powrocie do swoich przekazywał zdobytą wiedzę. Połabianie z północy, zwłaszcza ci żyjący na morskim wybrzerzu, sami w końcu stali się świetnymi żeglarzami i wojownikami, odpłacając wikingom pięknym za nadobne. I to być może właśnie długotrwałe kontakty z wikingami oraz konieczność walczenia z nimi sprawiły, że na północy Połabie było znacznie lepiej militarnie przygotowane do wojen z cesarstwem, niż Serbołużyczanie.
.
O Serbołużyczanach pisałem obszerniej w części III Świata Słowian. Pierwsze walki przeciwko katolickim najeźdźcom toczyli już jako sojusznicy państwa Samona w I połowie VII wieku. Później zrzucili nawet niemieckie zwierzrznictwo narzucone im przez niemieckiego króla Heinricha I. Ponownie podbijać ich musiał bandyta truciciel Geron. Nawet po otruciu ich 30 wodzów w roku 939 nadal jeszcze walczyli i podbici zostali ostatecznie w 963 roku – rok po utworzeniu cesarstwa niemieckiego. Zadziwiające w historii Połabia jest to, że Serbołużyczanie, którzy jako pierwsi zostali podbici, do dzisiaj zachowali swój słowiański język. Choć nie przyszło im to łatwo. Wielokrotnie niemiecki okupant dekretami zakazywał im mówienia w rodzimym języku. Znane są np. dokumenty z roku 1327 zakazujące używania języka łużyckiego w Lipsku, Zwickau i Altenburgu. Prześladowani i germanizowani byli przez całe wieki przez Luksemburczyków, Brandenburczyków, Prusaków. Nienawidził ich jak zarazy reformator Luter. Podczas fanatycznej religijnej wojny trzydziestoletniej katolików z protestantami  połowa Serbołużyczan wyginęła. Szczególnemu terrorowi poddani byli przez władze III Rzeszy. Z jednej strony propaganda hitlerowska twierdziła, że Łużyczanie są plemieniem germańskim, z drugiej strony Himmler planował wysiedlenie wszystkich Łużyczan poza granice III Rzeszy. Mordowano ich na miejscu w Niemczech (ok. 20 tys. ofiar), wysyłano do obozów koncentracyjnych, a z drugiej strony zdolnych do służby wojskowej wysyłano na front. I tam też ginęli. Nie było im łatwo w czasach DDR. Oficjalnie traktowano ich jako słowiańską mniejszość narodową i jezyka łużyckiego nie zakazywano, ale szykanowano ich za ich – niestety – gorliwy katolicyzm, a także za stawianie oporu podczas upaństwawiania rolnictwa. Nie lepiej traktowani są od „zjednoczenia Niemiec” w niemieckim jewrobaraku. Szkoły z językiem łużyckim są w „wolnych” Niemczech zamykane, często  rzekomo z powodów finansowych, a wioski łużyckie burzy się pod kopalnie węgla brunatnego.
.
Serbołużyczanie walczą nadal o swój język. Choć bieda w ich regionie sprawia, że wielu opuszcza Łużyce przenosząc się do zachodnich landów czy całkiem poza granice Niemiec. Niemniej ich walka przynajmniej o własny słowiański język w oceanie niemieckości trwająca już ponad tysiąc lat zasługuje na najwyższe uznanie.
.
Inaczej sprawa języka słowiańskiego wyglądała na północnym Połabiu. Do dzisiaj nie przetrwał on nigdzie. Choć np. język plemienia Drzewian (byli członkami związku Obodryckiego) żyjących wcześniej w dolnym biegu Łaby, także na zachód od niej, był w użyciu ludności wiejskiej jeszcze długie wieki. I choć Drzewianie stali się jak Łużyczanie wyznawcami rzymskiej szubienicy, to podobnie jak Łużyczanie trwali przy własnym języku. Jeszcze w połowie XVII wieki (ok. 1650 roku) na wsiach młodzież podczas tzw. „wielkanocy” chodziła od domu do domu śpiewając po drzewiańsku różne pieśni, za co obdarowywana była jajkami i kiełbasą. Potem władze niemieckie nasiliły germanizację. W jej efekcie ostatnią osobą mówiącą po drzewiańsku była kobieta, która zmarła w 1756.
.
Najbardziej natomiast tępiono język Ranów – zapewne za to, że stawiali najdłużej opór. Ostatnia osoba mówiąca w języku Ranów zmarła w roku 1404.
.
Dominującą formą obrony stosowaną przez północnych Połabian były tworzone ponadplemienne związki. Znamy dobrze dwa z nich – Związek Wielecki i Związek Obodrycki.
.
Historia Związku Wieleckiego to na przemian wzloty i upadki. Nie bylo ani jednego roku bez wojen na ich granicach. najczęściej walczyli z niemieckimi grafami. Ale i z Piastami W latach 963-967 dokonali np. z Wolinianami trzech ataków na państwo Piastów. Dwa pierwsze zakończyły się sukcesem. Trzeci zakończył się klęską. Obok małych granicznych najazdów toczyli Wieleci i większe wojny obronne i zaczepne. Podam kilka przykładów: w roku 985 lub 986 cesarstwo i Mieszko zwycięsko najeżdżają Wieletów. W roku 995 cesarstwo i Chrobry najedżają zwycięsko Wieletów. W roku 1033 Wieleci gromią Saksończyków pod Wierzbnem nad Łabą. W 1045 wyprawa Wieletów na Niemców kończy się porażką. W 1055 w kolejnej dużej wyprawie przeciwko Niemcom Wieleci przekraczają Łabę, wybijają niemieckie załogi wielu grodów, pustoszą kraj i uprowadzają jeńców. W odwecie cesarstwo organizuje wielką armię (wg niemieckich źródeł liczyła ona ok 34 tys. wojów) która miała zniszczyć Wieletów za poprzedni atak. Niemieckie wojska przekraczają Łabę. 10 września 1056 roku dochodzi do wielkiej bitwy pod Przecławą. Tak pisze o niej w niemieckiej kronice Annales Sax. z roku 1056:
.
„Barbarzyńcy, których zwą Lutykami, zadali wielką klęskę chrześcija­nom [Niemcom], z których jedni polegli od miecza, inni w ucieczce potonęli. Między nimi zginął Wilhelm, margrabia Marchii Północnej, w pobliżu grodu, który zwą Przecława, położonego nad brzegiem Łaby w miejscu, gdzie wpada do niej rzeka Hawela (Hobola)…”
.
A w innej znajdziemy liczebność niemieckich wojsk:
.
„Schlacht von 1056 , an der Feste Pritzlawa—
der größte teil des gesamten sächsischen heers wurde mit etwa 34.000 soldaten aufgerieben und mit selber  nachricht verstarb heinrich der II an herzversagen.”
.
Podaje ona też, że na wieść o tej totalnej klęsce cesarz zmarł na serce. Niestety ta bitwa okazała się łabędzim śpiewem Wieletów. Rok po tym zwycięstwie Związek nie tylko się rozpada, ale na dodatek dochodzi do bratobójczych walk pomiędzy plemionami go tworzącymi. Osłabiło je to tak bardzo, że w pojedynkę nie były w stanie bronić się tak skutecznie jak wcześniej. Najsilniejsze plemię Związku Wieleckiego – Radarowie broniło się jeszcze kilkadziesiąt lat. Ostatecznie podbite zostało w roku 1125 przez Lothara III. Zniszczeniu uległa jedna z najbardziej znanych świątyń słowiańskich. Tak opisywał ją Thietmar:
.
„Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów.”
.
Przykład Związku Wieleckiego pokazuje, że mimo porażek potrafił także odnosić wspaniałe zwycięstwa i był w stanie unicestwić wielką cesarską armię. Gdyby nie ironia losu i rozbicie Związku gdy stał u szczytu potęgi, Niemcom nie udałoby się Wieletów ostatecznie pokonać nigdy. To oni pokonali sami siebie. Niestety…
.
Po upadku Wieletów sytuacja Związku Obodryckiego uległa gwałtownemu pogorszeniu. Jego historia również pełna była upadków i wzlotów. I tak w bitwie nad Reknicą w roku 955 Obodryci dowodzeni przez kniazia Stoigniewa doznali druzgocącej klęski. Z 9 000 wojowników śmierć poniosło ok. 5200 (w tej liczbie jest 700 jeńców straconych po bitwie), a rannych zostało ok. 2000. Bez szwanku wyszło z bitwy tylko ok. 1800 wojowników. Obodryci musieli uznać zwierzchność Ottona I (7 lat później został pierwszym cesarzem niemieckim) i płacić mu trybut. Odegrali się niecałe 30 lat później, gdy wspólnie z Wieletami wyruszyli z ekspedycją karną nazwaną „powstaniem Słowian”. Tak pisał o tamtych wydarzeniach Der Spiegel:
.
„Jest rok 983, kiedy to cesarstwo rzymskie na niemieckich ziemiach w taki właśnie sposób zatrzęsło się w posadach. 29 czerwca płonie siedziba biskupa w Havelbergu w pobliżu Łaby, 1 lipca w płonie (siedziba biskupa) w Brandenburgii.
.
„Barbarzyńcy” ze wschodu przekraczają nawet Łabę, plądrują klasztor Kalbe nad rzeką Milde w pobliżu dzisiejszego Salzwedel w Saksonii-Anhalt i niszczą wiele wiosek. Plądrują Hamburg, a biskupstwo  Aldenburg w Ostholstein położone naprzeciwko Fehmarn zostało wgniecione w ziemię/zrównane z ziemią. Jedynie dzięki ucieczce na łeb na szyję w kierunku na zachód uratowali swoje życie dostojnicy kościelni i polityczna elita.
.
Atak Słowian ze wschodu wywołał takie zaskoczenie, że ówcześni kronikarze jeszcze lata później filozofowali/zastanawiali się – kim są ci atakujący i skąd się oni wzięli – jak to sformułował na początku następnego stulecia biskup Thietmar z Merseburga, kronikarz z tamtych czasów.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/09/niemiecki-spiegel-o-slowianach-polabskich/
.

Jako ciekawostkę podam, że wojskami Obodrytów podczas tej ekspedycji karnej dowodził okrzczony wcześniej kniaź Mściwoj (palił klasztory, kościoły, spalił Hamburg), co jeszcze bardziej rozwścieczyło Niemców. Przez następnych ponad sto lat wielokrotnie dochodziło do rozpadu Związku Obodryckiego na dwie lub więcej części. Pojawiali się wśród książąt renegaci, którzy usiłowali Obodrytów krystianizować. Owocowało to kolejnymi buntami pogańskimi i wypędzeniem księcia. Do upadku Związku Obodryckiego omało nie doszło ok roku 1100. Do władzy podstępnie doszedł krystowierca wspierany przez Duńczyków i Saksończyków – Henryk Gotszalkowic. Wywołało to wojnę domową. Część Obodrytów popierających Henryka wsparta wojskami saksońskimi starła się z Obodrytami przeciwnymi Henrykowi. Data bitwy pod Śmiłowem nie jest dokładnie znana. Nie są też znane straty po obu stronach, choć były b. duże (wojny domowe są zazwyczaj niezwykle zacięte). Ostatecznie zwyciężył Henryk wspierany Saksończykami, czyniąc z państwa Obodrytów lenno cesarskie. Jedną rzeczą, którą mu można zapisać na plus było to, że nie zwalczał pogaństwa, choć sam był krystowiercą. Był cwanym lisem i nie chciał dopuścić do kolejnego pogańskiego buntu. Po jego śmierci (został zamordowany) nastały dla Obodrytów jeszcze gorsze czasy – doszło do bratobójczej walki o władzę między jego synami, obaj ponieśli w nich śmierć, a państwo Obodrytów zajął w 1129 roku duński książę, późniejszy święty katolicki, Kanut Lavart. Władał Obodrytami tylko dwa lata, zamordowany został w walkach o tron Danii przez kuzynów (naturalnie katolików). Po śmierci Kanuta, więziony przez niego Niklot, wybrany już wcześniej przez wiec księciem, wychodzi na wolność i przejmuje władzę w 1131 roku. Przywraca świetność Obodrytom. Był genialnym wodzem i strategiem. Obronił Obodrytów przed fanatyczną krucjatą połabską z roku 1147. Wiedząc, że w bezpośredniej bitwie nie ma szans, obwarował grody, zastawiał na krzyżowców zasadzki, zaatakował nawet tereny wroga, aby odciągnąć część sił krzyżowców, po czym sam zamknął się w świetnie ufortyfikowanym Dubinie, odpierając wszystkie ataki krzyżowców. W końcu oni sami zaproponowali rozejm i odeszli do domów z niczym. W tym samym czasie inna armia krzyżowców zaatakowała Pomorze. Krzyżowcy podzieleni byli od początku na dwie grupy. Wojska pod dowództwem saksońskiego Henryka Lwa ruszyły na Niklota. Natomiast wojska pod wodzą Albrechta Niedźwiedzia (ustanowionego wieki później przez Hitlera patronem NSDAP) ruszyły dalej na wschód, na Pomorze, gdzie spotkała ich porażka przy oblężeniu krześcijańskiego już w tym momencie Szczecina. Niemcy ponieśli pod Szczecinem duże straty, po czym zawarli z księciem Raciborem I rozejm i też odmaszerowali do domów. W krucjacie skierowanej przeciwko Pomorzanom jako krzyżowiec udział brał Mieszko III Stary. Ten sam, który oddał w ręce żydowskim mincerzom mennicę książęcą i razem z nimi począł „psucie pieniądza” i obdzieranie poddanych do gołej skóry. Piastowscy renegaci nie znali granic upadku.
http://www.zambrzycki.eu/smedia/ftp/teksty_rozproszone/naokolo_swiata/pierwsza_inf/zam_pierw_inf.pdf
.
Po odparciu krucjaty wielokrotnie cesarstwo próbowało wymusić na Niklocie przyjęcie krystowierstwa. Odmawiał zdecydowanie. Tyle, że zezwolił ochotnikom na prowadzenie misjonowania u Obodrytów. Ale chętnych do misjonowania u Obodrytów nieniawidzących rzymskiej szubienicy, bez czynnego wsparcia Niklota, nie było. Wiedzieli czym to grozi.
.
Panowanie Niklota trwało prawie 30 lat – do roku 1160. Ziemie Obodrytów najechała wtedy koalicja niemiecko-duńska zdecydowana wymusić na Niklocie krystianizację kraju. Niklot nie zamierzał się poddać. Podjął walkę. Niestety zginął w bitwie pod Orłem w sierpniu 1160 roku.
.

niklots_tod

Śmierć Niklota

.

Wielkość Niklota uznali po wielu wiekach nawet Niemcy. Rzeźbę przedstawiającą go na koniu podczas kolejnej przebudowy pałacu w XIX wieku w Schwerinie umieścili w eksponowanym miejscu.
.

Niklot
.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/06/bohaterowie-slowianszczyzny-niklot/
.
A tutaj z daleka widok frontowej strony pałacu i rzeźby Niklota :
.

schloss_bg
.
Synowie jego nie byli w stanie go zastąpić. Jednego z nich Niemcy powiesili w 1064, drugiego pobili w tym samym roku, co go załamało. Przyjął krzest, stał się gorliwym krystowiercą i wasalem cesarza.
.
Po upadku Obodrytów na polu walki pozostali tylko rugijscy Ranowie. Najważniejszym miejscem na Rugii była Arkona i atak krystowierczych hord był wymierzony przede wszystkim w nią. Na poniższej rycinie widać rekonstrukcję grodu:
.

jaromarsburg
.
Oblężenie Arkony trwało prawdopodobnie 4 tygodnie. Obrońcy zniszczyli wiele machin oblężniczych. Dwukrotnie dowodzący wojskami agresora biskup Absalon wysyłał duńską flotę po drewno na nowe machiny oblężnicze. Decydujące znaczenie dla obrony miał pierwszy, znacznie wyższy (przypuszczalnie ok. 25 metrów wysokości) i lepiej ufortyfikowany wał uwieńczony palisadą, z głębokimi suchymi fosami na zewnątrz i wewnątrz wzdłuż wału. I kto wie, czy agresor nie musiałby odejść ze wstydem, gdyby nie pożar składowanego pod pomostem dla wojów torfu, od którego zajęły się pomost, brama i palisada. Pozbawiony tych umocnień wał nie stanowił już dla najeźdźców żadnej przeszkody. Także i drugi wał, znacznie niższy i gorzej ufortyfikowany, wojsk biskupa Absalona nie powstrzymał. Arkona padła 12 czerwca 1168 roku. Pierwszą rzeczą jaką agresorzy zrobili było wywrócenie, wyciągnięcie na zewnątrz i spalenie posągu Świętowita. Następnie spalono świątynię i wszystkie zabudowania, zrabowawszy wcześniej świątynny skarbiec. W oblężeniu a następnie zniszczeniu Arkony udział brały wojska duńskie wspomagane niestety i słowiańskimi renegatami – skatoliczonymi i podbitymi wcześniej przez Krzywoustego Pomorzanami. Wojskiem Pomorzan dowodzili Bogusław I i Kazimierz I – podczas udziału w agresji na Arkonę obaj byli lennikami Piastów (księciem zwierzchnim był wtedy Bolesław Kędzierzawy).
Udział w wyprawie brał też niestety załamany syn Niklota, Przybysław. Po upadku Arkony duch oporu Ranów upadł. Pozostałe grody na Rugii poddały się praktycznie bez walki.

.
Aby jeszcze bardziej upokorzyć obrońców Arkony, kilka kilometrów od zburzonego grodu rzymscy szubienicznicy w zbudowanym zaraz potem kościele w wewnętrzny mur kruchty przy schodach do zakrystii wmurowali kamień z wyrytą na nim płaskorzeźbą Świętowita, zrabowany w spalonej świątyni w Arkonie:
.

gard1_altenkirchen1
.
A tu jest widok na kamień z kilku kroków:
.

altenk2
.
Aby jeszcze bardziej upokorzyć słowiańskiego boga i Ranów, celowo wmurowano kamień w pozycji leżącej, mającej symbolizować upadek Świętowita i całego słowiańskiego świata. Mam nadzieję, że płytę kamienną Świętowita kiedyś odzyskamy…

Co natomiast na dobre zapisać możemy współczesnym Niemcom – w pobliżu resztek zewnętrznego wału obronnego Niemcy postawili drewnianą figurę Świętowita.
.

arkona21
.
I nigdy nie było z nią problemów. Nikt nie domagał się jej usunięcia. A w Polsce posąg Świętowita w schronisku na Ślęży został pod naciskiem fanatycznego katolactfa usunięty.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/26/zydlacki-fanatyk-ks-ryszard-staszak-tepi-slowianskie-symbole-na-slezy/
.
Jak widać symbole słowiańskiej kultury bardziej szanowane są obecnie w Niemczech niż w skatoliczonej Polsce.
.

Mimo upływu tylu wieków pamięć o Arkonie, ostatnim bastionie wolnej Słowiańszczyzny nie zaginęła.
.

.

.
To co rzymscy szubienicznicy zrobili ze światem Słowian można podsumować tak:
.

Na piersiach nosili krzyże
A w sercach nienawiść, mściwość, żądzę krwi, władzy, bogactw
Głosili miłość bliźniego i wybaczanie win
A zabijali, torturowali, okaleczali, grabili, podbijali, zniewalali i uciskali
.
Fanatycznie niszczyli wszystko co nie krystowiercze
A ich nadjordańskimi gusłami wszystko zadżumiali
.
Najbardziej nienawidzili Słowiańszczyzny
Bo była szlachetna, wolna, pogańska
Gdzie ludzie żyli w solidarnych wspólnotach
Wolnych od biedy, głodu, ucisku, niewolnictwa
Czcili Matkę Naturę, czczili własnych odwieczych Bogów
Pracowali, wspierali się nawzajem, tańczyli, śpiewali
Kochali życie, byli afirmacją życia
.
Nie podobało się to zachłannym wyznawcom rzymskiej szubienicy
Czczącym obrzezanego trupa na krzyżu
Chcieli podbić cały świat narzucając mu ich gusła
Oraz symboliczny kanibalizm – picie krwi i jedzenia ciała ich żydowskiego idola
.
Który rzekomo „zbawił” świat
A jedynie pozbawił go rozumu i wszystkim zrabował wolność i tożsamość.
.
Ale choć Arkonę mściwy buldożer rzymskiej szubienicy zmiażdżył i rozdeptał
Pamięć o niej przetrwała do dzisiaj
Jej Duch walki o słowiańską wiarę, wolność, kulturę i  tożsamość
Nadal w nas żyje.
.
Każdy kto kiedykolwiek analizował wydarzenia z okresu walki zachodniej Słowiańszczyzny z rzymską szubienicą o prawo do samostanowienia zauważyć musi, że znacznie mniejszym zagrożeniem były najazdy krystowierczych hord z zewnątrz. Z biegiem czasu np. Słowianie na północnym Połabiu tak się z nimi oswoili, że nie tylko często je odpierali zadając agresorom ogromne straty, ale i sami najeżdżali ich pogranicze. Tak naprawdę zabójcą Słowiańszczyzny była garstka renegatów, którym imponowała feudalna nieograniczona władza i dynastyczne panowanie, znane im z cesarstw bizantyjskiego i zachodniego. Zdradzając kulturę, tradycje, zwyczaje i prawa plemienne, od wewnątrz zniszczyli krok po kroku słowiański świat. Napadali sąsiadów, narzucali im daniny, terroryzowali oddziałami zbójów zwanych drużyną książęcą. W ten sposób powstało kilka feudalnych państw, w których prędzej czy później dla umocnienia swej władzy renegaci sami sprowadzali mściwą rzymską szubienicę. To oni zabili słowiański świat – Mojmirowicze, Przemyślidzi, Piaści, Rurykowicze, Arpadzi, Krumowie. Na taki obrót sprawy, na taką V kolumnę Słowianie niestety nie byli przygotowani. I nie jest przypadkiem to, że u luźnych plemion słowiańskich północnego Połabia mimo niemieckiego naporu wolny słowiański świat trwał  o wiele pokoleń dłużej, niż na terenach zniewolonych przez feudalne dynastkie renegatów z Moraw, Czech, Polanii, Rusi, Węgier czy Bułgarii. To one zniewalały najpierw swoich, a zaraz potem sąsiednie plemiona Słowian, narzucając im w końcu jarzmo krzyża. I to one ponoszą główną i największą odpowiedzialność za nastanie na słowiańskich ziemiach trwającej do dzisiaj Nocy Swaroga. Choć jest nadzieja na to, że zbliża się ona do końca.
.
.
opolczyk

.

.

precz z jahwizmem

.

.

Ręce Boga