Joszue-Jezus z Nazaretu, „syn boży”, „mesjasz” i „zbawiciel” – prawda czy fałsz, bóg czy humbug…

.
.
.
.
.
Nie ma w okcydentalnej kulturze czy raczej antykulturze drugiej takiej postaci, bez względu na to, czy był Joszue/Jezus postacią historyczną, czy też zmyśloną, o której tyle by napisano ksiąg, rozpraw i traktatów. I wokół której od prawie dwóch tysięcy lat toczonych było i nadal jest tyle dysput i sporów, co właśnie wokół postaci jewangelicznego Joszue/Jezusa (używam zwrotów „jewangelia” czy „jewangeliczny” celowo i świadomie w celu wyraźnego wskazania nacji bohaterów i autorów tych „świętych” ksiąg – są oni narodowości żydowskiej-jewish i dlatego piszę „jewangelie”.
http://pl.bab.la/slownik/angielski-polski/jewish
.
Zacząć należy naturalnie od pytania – czy Joszue/Jezus to postać historyczna czy też zmyślona, fikcyjna. A jeśli historyczna, to ile o niej wiemy. I ile prawdy jest w jewangeliach. Bo że jewangelie z punktu widzenia nauki zwanej historią mają zerową wartość dowodową nikogo rozsądnego przekonywać nie potrzeba. Są to nowotestamentowe haggady religijne, w które będąc krystowiercom koniecznie pod groźbą wiekuistego potępienia należy ślepo wierzyć.
.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Hagada
.
Wymyślone zostały w konkretnym celu – miały wykreować gojom Joszue na posłańca Jahwe, mesjasza i zbawiciela.
.
.
Historyczność Joszue/Jezusa – starożytne źródła rzymskie
.
.
Ludzi, którzy negują historyczność Joszue nie brakuje, choć stanowią zdecydowaną mniejszość. Jeden z ich głównych argumentów, że nie wspominają o Joszue współcześni mu historycy rzymscy, nie jest jednak rozstrzygający. Imperium rzymskie było ogromne, działo się w nim ciągle wiele ciekawych i ważnych dla imperium rzeczy. Natomiast Joszue (zakładając, że był postacią historyczną), żyjący na peryferiach imperium w małej Galilei, za życia był postacią tak znikomą i nieważną, że byłoby wręcz dziwne, gdyby współcześni mu historycy rzymscy o nim słyszeli i pisali. Dopiero gdy patriotyczny Izraelita Saul/Szaweł/Paweł wykreował nieżyjącego już Joszue na zbawiciela dla nieobrzezanych gojów i przerobioną przez niego sektę Joszue na judaizm dla gojów – bo tym jest krystowierstwo – podrzucił Rzymowi, postacią Joszue, a jeszcze bardziej ową nową sektą historycy rzymscy zaczęli się interesować. Choć początkowo pisali o nowej sekcie i o Joszue, nazwijmy to ostrożnie, niepochlebnie. Dodać należy, że początkowo uważali sektę wyznawców Joszue za kolejną żydowską sektę, a nie za nową religię. Dopiero w II wieku n.e zaczęli odróżniać krystowierców od wyznawców judaizmu. I dopiero gdy krystowierstwo stało się jedyną religią cesarstwa, wszyscy rzymscy historycy uznali historyczność Joszue i zaczęli go wychwalać. Co nie dziwi, gdyż w międzyczasie sami już stali się krystowiercami. Niestety pisma historyków rzymskich wspominających o Joszue nie mają żadnej wartości dowodowej na historyczność Joszue, gdyż ani jeden z nich na własne oczy go nie widział. Nie można więc odrzucić hipotezy, że pisali o postaci wcześniej wymyślonej. Należy więc stwierdzić, że bazując na źródłach rzymskich nie jesteśmy w stanie ustalić czy Joszue był postacią historyczną czy nie. Odpowiedzi na to pytanie musimy szukać więc w innych źródłach. I tu pozostają tylko źródła żydowskie.
.
Starożytne źródła żydowskie
.

Ciekawostką jest to, że nie wspomniał o Joszue współczesny mu żydowski podróżnik i pisarz, Filon z Aleksandrii, podróżujący po Judei i Galilei w czasach domniemanej działalności Joszue. Opisał on różne judaistyczne sekty, ale o sekcie Joszue i nim samym  nie wspomniał ani słowem. Niemniej i to nie dowodzi nieistnienia Joszue. Pokazuje tylko, jak mało znany za życia był Joszue i jego sekta (o tym szerzej później). A Flawiusz, żydowski historyk (i obywatel Rzymu) choć wspomniał zdawkowo o Joszue, więcej pisał o Janie nazwanym „krzcicielem” czy o starszym bracie Joszue, Jakubie, jednym z przywódców sekty. Samego Joszue jedynie wymienił z imienia nie podając o nim żadnych faktów. Natomiast znalezione w kopii jego dzieł tzw. „Testimonium Flavianum” to oczywista fałszywka. Rzecz w tym, że krystowierczy apologeci z II i III wieku, znający pisma Flawiusza nic o owym Testimonium nie wspominają. Teofil Antiocheński, Justan, Minucjusz Feliks, Klemens Aleksandryjski, Tertulian czy Orygenes (zmarły w 254 roku), choć znali dzieło Flawiusza, nigdy nie zauważyli w nim owej wstawki o „krystusie” Joszue. Ten ostatni (Orygenes) przytaczał nawet Flawiusza i jego wypowiedzi o Janie Krzcicielu i Jakubie, czyniąc jednocześnie Flawiuszowi zarzuty, że nie uznawał mesjańskiego charakteru Joszue. I dopiero historyk (a raczej fałszerz historii) kościoła Euzebiusz (zmarły w 339 roku) jako pierwszy krystowierca nagle, niespodziewanie i cudownie znalazł w pismach Flawiusza owo Testimonium Flavianum – wstawkę o „krystusie” Joszue („I był w tym czasie Jezus, człowiek mądry, jeśli godzi się nazywać go człowiekiem, działał on bowiem cuda i nauczał wśród tych, którzy z radością przyjmowali prawdę. Przyciągnął on do siebie wielu spośród Źydów i wielu spośród pogan. On to był Chrystusem. A kiedy Piłat, za namową pierwszych wśród nas mężów, skazał go na krzyż, ci którzy go miłowali nie opuścili go; ukazał się im on bowiem żyw ponownie na trzeci dzień, tak jak to boscy prorocy ten i dziesięć tysięcy innych cudów o nim zapowiedzieli. A plemię chrystian, od niego się zwących, nie zaginęło aż po dziś dzień.”). Co ogłosił i uznał jako dowód i na historyczność i na krystusowy charakter Joszue. Choć jest oczywiste, że owa wstawka to zwykłe krystowiercze fałszerstwo.

.
Na czym więc zwolennicy historyczności Joszue, odrzucający jednak jego „mesjanizm” a jewangelie jako bajki, opierają się twierdząc że istniał?
.
Dla mnie najważniejszymi źródłami potwierdzającymi jego istnienie są właśnie pisane, choć mało znane źródła żydowskie. Tyle, że i piśmiennictwo żydowskie zainteresowało się intensywniej postacią Joszue dopiero kilkadziesiąt lat po jego śmierci. A ściślej mówiąc dopiero po tym, gdy Szaweł stworzył krystowierstwo – judaizm dla gojów – i podrzucił je Rzymowi poprzez przeforsowanie przyjmowania do sekty nieobrzezanych gojów – pogan. Nowa sekta szawłowa zwalczyła ideologicznie nie tylko pogaństwo rzymskie, ale i judaizm, z którego się zrodziła  – wszak Joszue był wyznawcą judaizmu, tyle że „heretyckim”, a jego sekta była sektą „zreformowanego” judaizmu. Głównym zarzutem szawłowej sekty krystowierców wobec judaizmu było właśnie nieuznanie przez judaistów Joszue jako „mesjasza”. Był to zarzut oczywiście bzdurny – elita judaistyczna wiedziała wszak, że Joszue mesjaszem nie był, a jedynie został przez Szawła i jego klikę jewangelistów wykreowany na mesjasza. Mesjasza dla gojów. Tego jednak goje z szawłowej sekty nie wiedzieli. Uwierzyli w spreparowane jewangeliczne fałszywki o „mesjaszu” Joszue, po czym atakowali ideologicznie nie tylko pogaństwo ale i judaizm. I gdy judaiści stali się obiektem ideologicznych ataków ze strony krystowierców, zainteresowali się szerzej postacią ich idola – Joszue – który wg jewangelii był galilejskim cieślą, zanim objawił się uczniom jako mesjasz. Zobaczyć więc postać Joszue można np. w Talmudzie. W zbiorowej pracy pt. „Zarys dziejów religii” (wydanej w 1986 roku) na stroniach 583/584 czytamy:
.
„Wśród źródeł żydowskich (…) o chrześcijanach wspominają pisma talmudyczne. Wprawdzie spisanie tradycji ustnej, która stanowi treść Talmudu, nastąpiło dopiero w V i VI wieku n.e., ale niektóre fragmenty talmudyczne pochodzą już z I wieku n.e. W zrekonstruowanym przez J. Klausnera fragmencie zwanym “Tanaim Jeszuah” Jezus występuje jako człowiek niepoważny, uprawiający magię i oszukujący lud, za co słusznie został stracony jako odstępca religijny i uwodziciel ludu. Inny fragment pod tytulem “Baraita” babilońskiej wersji Talmudu podaje szczegółowy opis śmierci Jezusa. Najgłośniejszy jednak jest fragment traktatu “Aboda Zara”, gdyż na podstawie jego relacji stworzono pogląd, że Jezus był nieślubnym dzieckiem Marii (Miriam) i żołnierza rzymskiego Pandara lub Pantery. Wymienione fragmenty posłużyły jako źródło do opracowania dziełka pod tytułem “Życiorys Jezusa” (Toledoth Jeszuah), które powstało między VII i IX wiekiem i było rozpowszechnione w środowiskach żydowskich w okresie średniowiecza. Umieszczono w nim wiele legend złośliwych o Jezusie i jego uczniach.”
.
W tym miejscu uczciwie należy zaznaczyć, że większość „informacji” dotyczących Joszue (i jego sekty) zawartych w Talmudzie także ma wątpliwą wartość historyczną. Pisano je, aby atakującą judaizm sektę krystowierców ośmieszać, a nie aby o Joszue obiektywnie informować. Niemniej wzmianki o nim w Talmudzie potwierdzają  sam fakt historyczności Joszue, którego Talmud próbował ośmieszyć. Gdyby Joszue został wymyślony przez Szawła i jewangelistów, rabini po prostu w Talmudzie o tym by napisali – że idol krystowierców, Joszue z Nazaretu, nie istniał, a jedynie został przez Szaweła i jewangelistów wymyślony.
.
O postaci Joszue znaleziono także wzmiankę w odkrytych w Qumran rękopisach esseńczyków – jednego z odłamów judaizmu. Jest wysoce prawdopodobne, że Joszue utrzymywał z esseńczykami kontakty i stąd oni go znali.
.
Radość wielka zapanowała początkowo po odkryciu  w Qumran wśród krystowierców – mamy oto dowód niebiblijny na istnienie naszego „zbawiciela”. Ale zaraz potem radość wielka ucichła i o rękopisie wzmiankującym o Joszue żaden krystowierczy agitator nie wspominał już ani słowem. Dlaczego? Po prostu dlatego, że wg tego starożytnego, współczesnego Joszue/Jezusowi rękopisu, Joszue/Jezus miał starsze rodzeństwo. A z tego wynika, że jego matka będąc z nim w ciąży, już dawno nie była ani panną, ani tym bardziej niepokalaną dziewicą. Rękopis z Qumran okazał się więc mieczem obosiecznym – potwierdził historyczność Joszue, ale zdemaskował jewangeliczne wymysły o dziewictwie jego matki w momencie poczęcia Joszue. I choć ten rękopis rzeczywiście istnieje, to jednak żaden krystowierczy fundamentalista (obojętnie jakiego odprysku) na niego nie powołuje się. Ale wiemy już, dlaczego…
.
Tak więc historyczność postaci Joszue nie podlega moim zdaniem żadnej wątpliwości. Natomiast nasza wiedza o nim, pewna, sprawdzona i udokumentowana jest praktycznie zerowa. Jedyne co o nim wiemy pewnego, to to, że rzeczywiście istniał. Reszta to już domysły i spekulacje. Choć sporo o nim, o jego życiu i działalności można z wysokim stopniem prawdopodobieństwa wywnioskować z zapisków żydowskich.
.
Czego nie wiemy o Joszue
.
Nie wiemy o nim prawie niczego pewnego. Nie jest znana już choćby data jego urodzin. Nie tylko dzień i miesiąc, ale nawet rok jego urodzin jest nieznany. Tak więc data świąt „bożego narodzenia” jest nie tylko wzięta z sufitu, ale celowo dobrana tak, aby zdublowała pogańskie solarne święto zimowego przesilenia. Bazując na jewangeliach w sprawie daty urodzin Joszue mamy rozrzut 10 lat. Wg jednej z nich Joszue urodził się jeszcze za życia Heroda Wielkiego (zmarłego 4 lata p.n.e), czyli najpóźniej w roku 4 p.n.e. (żartobliwie można by powiedzieć, że wg jewangelii anonima nazwanego Mateuszem krystus Joszue urodził się 4 lata przed krystusem. Bazując zaś na jewangelii anonima nazwanego Łukaszem krystus Joszue urodził się na przełomie roku 6 i 7 po krystusie.
.
Dalej…
.
Nie wiemy, gdzie się urodził. Jewangeliczne urodziny Joszue w Betlejem wymyślili jewangeliści, aby dopasować życiorys Joszue do starotestamentowych tzw. „proroctw” (o tym obszerniej za chwilę). Nie wiemy co głosił i czego nauczał, o ile to faktycznie robił. Nie wiemy w jakim wieku stał się wędrownym kaznodzieją i czym nim był rzeczywiście. A jeśli nim był, ile lat prowadził tę działalność. Nie wiemy, w którym roku zmarł, ani gdzie został pochowany. Jego rzekome „zmartwychwstanie” i „wniebowstąpienie” to oczywiste wymysły zerżnięte ze starożytnych pogańskich (o tym obszerniej później) mitologii. Nie wiemy nawet jaki kształt miała rzymska szubienica, na jakiej prawdopodobnie zakończył życie – czy był to krzyż w jego powszechnie kolportowanej formie:
.
.
Czy też był to pionowy słup bez poprzeczki:
.
.
Lub czy była to szubienica w kształcie litery T:
.
.
Lub litery X:
.
.
Nie wiadomo też do dzisiaj, które wzgórze w Jerozolimie jest jewangeliczną Golgotą, ani czy to na niej dokonano egzekucji:
.
„Współcześnie toczą się spory pomiędzy historykami o to, gdzie w rzeczywistości znajdowała się Golgota: czy na terenie obecnej Bazyliki Grobu Świętego, czy na którymś ze wzgórz pod Jerozolimą.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Golgota
.
.
Co wiemy więc o historycznym Joszue
.
.
A więc wiemy, że zapewne istniał. Wiemy, że nie był pierworodnym synem Miriam (wobec czego ona nie była niepokalaną dziewicą podczas zajścia z Joszue w ciążę). Wiemy, że zmarł w wyniku egzekucji na podstawie wyroku wydanego przez rzymskiego zarządcę Judei Piłata. Z daleko idącym prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że popadł w konflikt z elitą judaistyczną (kapłanami reprezentującymi świątynię i faryzeuszami, uczonymi w piśmie). Prawdopodobnie miał małą garstkę wiernych mu słuchaczy, z którymi prawdopodobnie włóczył się w Galilei zaglądając z okazji żydowskich świąt do Jerozolimy w Judei. I to już wszystko, co pewnego lub prawdopodobnego wiemy o historycznym Joszue.
.
Co jest prawdą w jewangeliach
.
Bardzo niewiele. Większość wydarzeń, cuda, ale i dialogi i nauki Joszue są literacką fikcją wymyśloną przez jewangelistów w celu wykreowania gojom Joszue na krysta i odkupiciela. Choć przyznać należy, że przedstawiany w jewangeliach konflikt Joszue z faryzeuszami i kapłanami jest zapewne autentyczny – wspominają o nim niebiblijne źródła żydowskie. Niemniej wszystkie rozmowy i starcia Joszue z faryzeuszami opisane w jewangeliach jedynie obrazują ten konflik, choć jewangeliczna ich treść może być już wymyślona a przynajmniej mocno zniekształcona. Jewangeliści zaczęli wszak pisać jewangelie kilkadziesiąt lat po śmierci Joszue. Sami na oczy go nie widzieli. Dysponowali o nim informacjami ustnymi z drugiej, trzeciej czy czwartej ręki. Naoczni świadkowie starć Joszue z faryzeuszami spośród garstki jego wyznawców nie potrafili pisać. Ich przekaz ustny podlegał zniekształceniom. Choć więc konflikt Joszue z faryzeuszami opisany w jewangeliach zapewne odpowiada rzeczywistości, ale już ani jedna wypowiedź przypisywana Joszue w jewangeliach niekoniecznie jest oryginalna i niekoniecznie należy do niego. Podobnie, jeśli Joszue nauczał w formie różnych przypowieści, także i one zostały w przekazie ustnym zniekształcone w takim stopniu, że każda nauka czy przypowieść jewangeliczna z największym prawdopodobieństwem odbiegła od ewentualnych rzeczywistych nauk i przypowieści Joszue.
.
.
Co jest nieprawdą w jewangeliach
.
.
Prawie wszystko. Przede wszystkim całkowicie zmyślone są wszystkie opisywane cudowności związane z jego przyjściem na świat i po jego śmierci („zwiastowanie”, „niepokalane poczęcie”, „Gwiazda Betlejemska”,  „zmartwychwstanie”, „wniebowstąpienie”). Zmyślone są też wszystkie rzekome cuda dokonywane przez niego samego. Przy czym jewangeliści nie musieli tego wszystkiego sami wymyślać. Kreując postać Joszue na zbawiciela gojów korzystali z pogańskich mitologii i żydowskiego „pisma świętego”  – Tanach – podrzuconego gojom jako „Stary Testament” i fundament testamentu „Nowego”.
.
Metody kreowania Joszue na „zbawiciela” i posłańca Jahwe
.
W pierwszej linii są to „zapożyczenia”, czyli po prostu przywłaszczenia z cudzych, pogańskich mitologii. Informacji o tym jest dużo. Choćby tu:
.
„Narodziny Kriszny (przez dziewicę zresztą) zapowiedziała pojawiająca się na wschodzie gwiazda – sam Kriszna za życia czynił cuda, a po śmierci zmartwychwstał. Dionizos też był czyniącym cuda synem dziewicy, na dodatek urodzonym 25 grudnia. Perski Mithra, również urodzony 25 grudnia syn dziewicy, miał dwunastu uczniów i zmartwychwstał po trzech dniach. Egipski Horus narodził się z niepokalanego poczęcia. Brzmi znajomo?”
https://refleksjeniesymetryczne.com/2017/07/20/swiete-absurdy/
.
Jeszcze obszerniej przedstawia te przywłaszczenia pierwsza część poniższego filmu (od minuty 9 do 40) poświęcona właśnie kreacji postaci Joszue na jewangelicznego „zbawiciela” przy pomocy przywłaszczeń z pogańskich mitologii.
.

.
Tu jedna uwaga odnośnie powyższego filmu – jakkolwiek we wszystkich jego trzech częściach znaleźć można kilka dezinformacji i jeszcze więcej nieścisłości, cały film zasługuje jednak na obejrzenie.
.
Drugą ważną metodą kreowania Joszue na mesjasza i posłańca psychopatycznego Jahwe było dopasowywanie jego „życiorysu”, dokonywanych rzekomo przez niego cudów oraz jego rzekomych nauk do wyssanych z palca starotestamentowych „proroctw”. Widzimy to już przy jego urodzinach rzekomo w Betlejem. Jewangeliści na urodziny Joszue wybrali to miejsce dlatego, bo tak głosiło starotestamentowe „proroctwo” (Micheasza):
.
Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: „W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok:
A ty, Betlejem, ziemio Judy,
nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy,
albowiem z ciebie wyjdzie władca,
który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”
(Mt 2, 3-6)
.
I dlatergo jewangeliści na miejsce urodzin Joszue wybrali Betlejem (na marginesie dodam, że owo „proroctwo” było totalnym „pudłem” – Joszue nigdy nie był władcą, pasterzem ludu Izraela. Za to jego zmitologizowana postać zawładnęła umysłami miliardów gojów). Ucieczka „świętej rodziny” z Beltejem do Egiptu opisana u „Mateusza” także miała wypełnić starotestamentowe „proroctwo”:
.
„On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego.”
(Mt 2, 14-15)
.
Ciekawe, dlaczego w innych jewangeliach nie pisze ani słówkiem o ucieczce „świętej rodziny” do Egiptu? U „Łukasza”  Miriam, Józef i Joszue z Betlejem przez Jerozolimę, gdzie Joszue obrzezano w świątyni, a Miriam w niej „oczyszczono”, wracają oni prosto do Nazaretu: „A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaret” (Łk 2, 39). Przy okazji ten werset ukazuje „rodzinę świętą” jako ludzi gorliwie przestrzegających judaistycznego prawa mojżeszowego – Miriam i Józef byli w świetle jewangelii ortodoksyjnymi wyznawcami judaizmu.
A tu mamy kolejne starotestamentowe proroctwo spełnione rzekomo przez Joszue:
.
„Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:
Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego.
Droga morska, Zajordanie,
Galilea pogan!
Lud, który siedział w ciemności,
ujrzał światło wielkie,
i mieszkańcom cienistej krainy śmierci
światło wzeszło.”
(Mt 4, 13-16)
.
Odwoływanie się do starotestamentowych proroctw jewangeliści wkładali w usta nawet samemu Joszue. Gdy przyszli do niego rzekomo uczniowie Jana krzciciela chcąc się upewnić o jego posłannictwie od Jahwe, Joszue odrzekł im (rzekomo):
.
Odpowiedział im więc: „Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię.”
(Mt 7, 22).
.
Owa odpowiedź była parafrazą starotestamentowego „proroctwa” Izajasza:
.
Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie”
(Iz 35, 4-6)
.
Dodatkowo przy tej okazji widzimy, że domniemane cuda, zwłaszcza cudowne uzdrowienia dokonywane rzekomo przez Joszue wymyślono właśnie po to, aby ukazać go jako zapowiedzianego przez starotestamentowych „proroków” posłanego przez Jahwe mesjasza-zbawiciela-cudotwórcę.
.
Kolejną metodą kreowania Joszue na zbawiciela i posłańca Jahwe było wymyślanie wspaniałych, choć fikcyjnych zdarzeń, takich jak jego domniemane „przemienienie pańskie”, gdzie trzem wybranym uczniom (znów to typowo żydowskie wybraństwo) przemieniony rzekomo Joszue ukazał się w towarzystwie fikcyjnych postaci, największych starotestamentowych proroków – Mojżesza i Eliasza.
.
.
„Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli” [I tu jak widzimy strach jest fundamentem wiary – przyp. opolczyk]
(Mt 17, 1-6)
.
W tym miejscu, aby nie było wątpliwości, że Mojżesz i Eliasz to postacie fikcyjne, przypomnę wypowiedzi izraelskich naukowców odnośnie żydowskiej biblii Tanach – krystowierczego Starego Testamentu:
.
„Archeolodzy podważają same podstawy Biblii. Pan Bóg nie przekazał Mojżeszowi Dekalogu, naród Izraela nigdy nie był w egipskiej niewoli, mury Jerycha nie rozpadły się na dźwięk trąb, bo Jerycho było miastem nieobwarowanym, pierwsza monoteistyczna religia nie ma swoich korzeni na Górze Synaj, a wielkie królestwa Dawida i Salomona to legenda dostosowana do potrzeb teologii.
.
Telawiwski dziennik „Ha´aretz” opublikował poważny artykuł znanego archeologa, autora dzieł o historii starożytnego Bliskiego Wschodu, prof. Zeeva Herzoga, który twierdzi, że sto lat badań archeologicznych w Palestynie, Syrii, Egipcie i Mezopotamii nie potwierdza biblijnego opisu wydarzeń. Poważne autorytety z tej dziedziny, archeolodzy i historycy, powiadają niemal jednogłośnie, że w kołach naukowych od dawna dyskutowane są rozbieżności między archeologicznymi wykopaliskami a tekstem Księgi nad Księgami. – Niestety, wokół wniosków, które należałoby wysnuć, panuje ogólna zmowa milczenia – twierdzi prof. Israel Finkelstein z uniwersytetu w Tel Awiwie. – Społeczeństwu trudno jest rozstać się z mitami, które przez liczne pokolenia kształtowały jego światopogląd (…).”
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/12/29/biblia-zydowska-ksiega-zbrodni-wyssana-z-palca/
.
Widzimy więc, że nie było wielu jakże ważnych, starotestamentowych „wydarzeń” – w tym niewoli egipskiej, wędrówki po Synaju i wręczenia Mojżeszowi dekalogu na Synaju. Sam dekalog to wymysł autorów biblii (upstrzony przywłaszczeniami z pogańskich kultur), a nie „przykazania boże”. Nie było także starotestamentowego „prawodawcy” Mojżesza. To postać fikcyjna, wymyślona – cytując „Ha´aretz” – na potrzeby teologii. Podobnie fikcyjny jest Eliasz – rzekomo wzięty do nieba ognistym pojazdem („Podczas gdy oni szli i rozmawiali, oto [zjawił się] wóz ognisty wraz z rumakami ognistymi i rozdzielił obydwóch: a Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios.” 2Krl 2, 11). Jak więc jewangeliczny Joszue mógł przemieniony ukazać się uczniom w towarzystwie fikcyjnych postaci? Jest to oczywisty wymysł jewangelistów mający za zadanie wykazać wielkość i posłannictwo Joszue, ukazującego się w towarzystwie dwóch największych starotestamentowychproroków”. To ich towarzystwo podnieść miało rangę  i znaczenie Joszue i ukazać go gojom jako posłańca Jahwe.
.
Jeszcze pewna uwaga odnośnie jewangelicznych rzekomych cudów Joszue nasuwa sią w tym miejscu. Wyobraźmy sobie, że dzisiaj pojawia się gdzieś człowiek, który wskrzesza umarłych, leczy natychmiast wszelkie choroby, przywraca wzrok, słuch, usuwa paraliż, cudownie rozmnaża jedzenie, chodzi po wodzie, ucisza burze. I robi to wszystko na oczach wielu świadków. Jest oczywiste, że taki cudotwórca non stop otoczony byłby nieprzebranymi rzeszami fanatycznych wielbicieli, żądnych widoków nowych cudów i gotowych bronić cudotwórcy przed każdym zagrożeniem z zewnątrz. Jewangeliczny Joszue, gdyby rzeczywiście był takim cudotwórcą, jak to opisują jewangelie, także byłby non stop otoczony rzeszami fanatycznych wielbicieli. I choć parokrotnie jewangelie opisują kilkutysięczne tłumy słuchające jego nauk, zazwyczaj jednak pokazują Joszue w towarzystwie zaledwie garstki galilejskiej biedoty. Co jednoznacznie wskazuje na to, że wszystkie opisywane cuda były wymysłem. Inaczej Joszue ciągle otoczony byłby nieprzebraną rzeszą wielbicieli czekających na kolejne cuda. I owa rzesza wielbicieli odbiłaby go z rąk sług arcykapłana, gdy Joszue został uwięziony. A tak się nie stało.
.
.
Nauki jewangeliczne Joszue – prawda czy wymysł
.
Jak już wspomniałem, jewangelie powstały kilkadziesiąt lat po śmierci Joszue na podstawie ustnych przekazów z drugiej, trzeciej czy czwartej ręki. Ani jeden jewangelista na oczy Joszue nie widział i jego nauk (jeśli takowe były) osobiście nie słyszał. Wprawdzie nie można wykluczyć, że przynajmniej część jewangelicznych, przypisywanych Joszue nauk, przypowieści i wypowiedzi może w treści (choć nie dosłownie) odpowiadać wypowiedziom historycznego Joszue, ale nie jesteśmy w stanie ustalić, które jewangeliczne przypisywane jemu wypowiedzi są  jego, choćby w zbliżonej treści, a które są po prostu kompletnie zmyślone. Mówiąc zwięźle – nie jesteśmy w stanie ustalić, czego naprawdę nauczał (jeśli to w ogóle robił) Joszue. Nie można wykluczyć, że jedynie echa jego zatargów, choć niedosłownie opisane, są jego jedynymi „naukami”.
.
.
Etyczna i moralna wartość jewangelicznych nauk przypisywanych Joszue
.
.
Dla ślepo wierzących krystowierców wszystkie jewangeliczne nauki przypisywane Joszue to prawda objawiona i słowo boże. I wszystkie są wspaniałe, wzniosłe, święte i jedyne w swoim rodzaju, po prostu boskie. Przy czym cytują oni zazwyczaj kilka owych domniemanych nauk Joszue stawiających go w pozytywnym świetle, natomiast jak diabeł święconej wody unikają cytatów stawiających Joszue w świetle już niekoniecznie pozytywnym. A jeśli nawet owe kontrowersyjne cytaty przytaczają, to natychmiast przy pomocy pokrętnej erystyki próbują przedstawić je w pozytywnym świetle. W poniższym linku widać konkretny przykład takiej załganej, pokrętnej erystyki odnoście szowinistycznych czy wręcz rasistowskich cytatów jewangelicznego Joszue:
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/pytania_nieobojetne/jezus_zydzi.html
.
Rasistowski zwłaszcza jest ten: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i rzucać psom”. Z kontekstu rozmowy Joszue z poganką wynika, że owe „dzieci” to dla Joszue „owce z domu Izraela” czyli jego pobratymcy. A „psy” to poganie – nieżydzi. Podobnych kontrowersyjnych „nauk” jest w jewangeliach więcej.
.
Tu przypominam, że istnieją też odpryski krystowierców nie całkiem zaślepionych, nie uznających – słusznie zresztą – Joszue za boga, a jedynie co najwyżej za syna bożego czy wręcz tylko za człowieka, tyle że mesjasza zesłanego przez Jahwe do ludzi. Ale i dla nich wszystko co stoi w jewangeliach to prawda objawiona a domniemane nauki Joszue są jedyne w swoim rodzaju. Joszue/Jezus zaś jest dla nich największym i najlepszym nauczycielem ludzkości.
Co gorsza, wielu ludzi nie będących krystowiercami uważa jewangelicznego Joszue jeśli nawet nie za największego, to za jednego z największych nauczycieli ludzkości. No i właśnie – czy Joszue, oceniając go po WSZYSTKICH jego domniemanych jewangelicznych naukach, zasługuje na takie uznanie? Czy rzeczywiście należy zaliczyć go do największych nauczycieli ludzkości?
.
.
Czy jewangelicznego Joszue/Jezus należy zaliczyć do największtych nauczycieli ludzkości
.
.
Zacznijmy od tego, że w jewangelicznych, przypisywanych mu naukach, zbyt wiele jest sprzeczności i wypowiedzi wykluczających się nawzajem. W jednym miejscu mówi jewangeliczny Joszue  – „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. A w innych – „Jestem posłany tylko do owiec, które zginęły z domu Izraela” oraz „Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego”. Raz mówi: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” oraz „Miłujcie waszych nieprzyjaciół”. A innym razem mówi: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”. Raz mówi: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”. A innym razem powiada: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.” Raz mówi: „Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz!” A innym razem zaleca: „…a kto nie ma, niech sprzeda swój płaszcz i kupi miecz!”
.
Sprzedaj płaszcz i kup miecz! Tylko –  po co? Wszak masz nastawiać drugi policzek, jeśli ktoś da ci w gębę. No i błogosławieni są pokój czyniący a nie miecze kupujący. I bądź tu mądry i pisz wiersze…
.
Myli się ten, kto sądzi, że to są już wszystkie sprzeczności w wypowiedziach Joszue. Raz mówi: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.” Niby słusznie i szlachetnie. Tylko gdzie zostaną oni nasyceni sprawiedliwością, skoro w przypowieści o talentach sam jewangeliczny bóg ojciec przedstawiony jako pan, który sługom rozdał majątek, postępuje w sposób karygodnie niesprawiedliwy? Nie dość, że podzielił majątek niesprawiedliwie, bo zamiast wszystkim sługom dać po trzy talenty, jednemu dał pięć, drugiemu trzy a trzeciemu tylko jeden talent. Co jeszcze gorsze – na koniec najbiedniejszemu kazał odebrać talent i dać go najbogatszemu, po czym zapowiedział: „Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma.” Gdzie tu jest sprawiedliwość? Toż to wypisz wymaluj czysty dziki bezwzględny wolnorynkowy kapitalizm – bogaty się bogaci a biedny biednieje. I jeszcze na dodatek jest w tyłek kopany. Bo w przypowieści Joszue ten najbiedniejszy wylądował ostatecznie tam, gdzie – cytuję za jewangelią – „będzie płacz i zgrzytanie zębów”.
.
No i właśnie – nawet spora ilość niekrystowierców uważa Joszue za postać szlachetną, pełną miłości do ludzi, pełną dobra, współczucia. Widzą oni w nim wielkiego nauczyciela ludzkości i wzorzec do naśladowania. I głosiciela dobrej nowiny. A ja z tym zawsze miałem problemy, nawet gdy jako szczeniak gorliwie w niego i jego „zbawienne” posłannictwo wierzyłem. Gdy pierwszy raz czytałem jewangelie, owa „dobra nowina”, zamiast mnie uradować, wywarła na mnie przygnębiające wrażenie. I to z wielu powodów. Dlaczego – zastanawiałem się – skoro ten jewangeliczny bóg ojciec jest taki dobry i taki miłosierny, dlaczego nie chciał wybaczyć ludziom grzechów bez krwawej jatki Joszue na krzyżu? I dlaczego urządził to wszystko tak, że tylko nieliczni pójdą do nieba. Bo tak głosi dobra nowiena: „Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (Mt 22, 14). Mówi też dobra nowina, co czeka niewybranych – zostaną wyrzuceni, cytuję: „… na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Dlaczego dobry bóg ojciec nie wybrał wszystkich? Ponadto zastanawiałem się, dlaczego dobry bóg i dobry Joszue uzyskanie „zbawienia” uczynili tak trudnym? Do tego stopnia, że dobry Joszue zalecał nawet wydłubywanie sobie oczu i obcinanie rąk, jeśli wodzą na pokuszenie – aby nie wylądować w piekle:
.
„Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.”
.
A ja jako szczeniak lubiłem np. na kąpielisku miejskim podglądać dziewuchy przebierające się w szatni. Czyżbym musiał sobie wydłubać oczy, aby nie iść do piekła? To straszenie piekłem przy każdej okazji i w każdej praktycznie jewangelicznej przypowieści sprawiło właśnie, że owa dobra nowina napełniała mnie strachem i grozą (dopiero po latach zrozumiałem, że o to właśnie w dobrej nowinie chodzi – straszyć należy owieczki piekłem, aby zmusić je do uległości i posłuszeństwa). I dlaczego – zastanawiałem się – warunkiem wejścia do królestwa niebieskiego jest ślepe posłuszeństwo i ślepa wiara? Bo w jewangeliach Joszue wielokrotnie powtarzał, że warunkiem wejścia do królestwa niebieskiego jest posłuszne pełnienie woli jego ojca. Nawet w tzw. „modlitwie pańskiej” jest: „bądź wola twoja” (ojcze nasz…) ! Konieczna także jest ślepa wiara w Joszue: „Kto <we Mnie> wierzy, ma życie wieczne” (J 6, 47) i jego domniemanego ojca: „Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne” (J 5, 24). Problem u mnie był ten, że już jako dzieciak byłem krnąbrny, lubiłem chodzić własnymi ścieżkami i nie cierpiałem autorytetów. Już w podstawówce kilkakrotnie wiodłem w szkole  spory z nauczycielami odnośnie tego, czego uczyli. Lubiłem myśleć po swojemu i robić po swojemu. A tu dobra nowina nakazuje ślepe posłuszeństwo i ślepą wiarę. Jaka to więc jest dobra nowina i jaki to dobry i miłosierny ten bóg i ten Joszue zbawiciel, skoro nie wolno mi nawet zadawać takich pytań? Bo oznaczają one brak wiary, brak posłuszeństwa i w efekcie, mimo grzechów odkupienia, wylądowanie w piekle. Gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. Ot i dobra nowina
.
Moje przygnębienie spowodowane czytaniem dobrej nowiny pogłębiało jeszcze i to, że już jako szczeniak zastanawiałem się – jak mam spełniać wolę boga ojca, co dobry Joszue stawiał jako warunek zbawienia, jeśli nie wiem i nie jestem pewien co rzeczywiście jest jego wolą? Wszak on nigdy mi osobiście jego woli nie przekazał. A z jego domniemanych posłanników każdy gadał inaczej. U Mojżesza było – oko za oko, ząb za ząb. U Joszue zaś raz tak, a raz inaczej. Mam kochać bliźniego swego jak siebie samego, a równocześnie mam nienawidzieć ojca, matki, rodzeństwa – aby być jego uczniem. Albo mam nadstawić drugi policzek i czynić pokój a równocześnie mam sprzedać suknię (ubranie) i kupić miecz. Kiedy więc pełnię wolę ojca – gdy kocham bliźniego czy gdy nienawidzę rodzinę? Gdy nadstawiam drugi policzek czy gdy kupuję miecz?
.
Jak widzimy, ta dobra nowina wcale nie jest tak do końca taka dobra. Dobra jest – jeśli już – to tylko dla niewielu „wybranych”, tych  ślepo posłusznych i ślepo wierzących. Nie dostrzegających nawet sprzeczności zawartych w jewangelicznych naukach Joszue i ich często niemiłosiernego charakteru – jak nakazu samookaleczenia w celu uniknięcia piekła. Przygnębiało mnie i to, że królestwo niebieskie jest tylko dla wybranych (Wielu jest powołanych lecz mało wybranych). Bo jeśli dobry ojciec w niebiesiech mnie akurat nie wybrał, to jestem zgubiony. Mogę pościć całe życie, umartwiać się, latać do spowiedzi trzy razy dziennie, mogę sobie nawet oczy wydłubać aby nie grzeszyć podglądaniem przebierających się dziewcząt na kąpielisku – ale i tak pójdę do piekła. Bo być może nie jestem wybrany. I pytałem siebie – czy jest to sprawiedliwe?
.
Jak więc w obliczu tylu sprzecznych i często niemiłosiernych i niesprawiedliwych nauk, można uważać Joszue za osobę szlachetną, dobrą, mądrą, kochającą, za wielkiego nauczyciela ludzkości? Taki Budda ani razu nie straszył piekłem. I nie nakazywał samookaleczeń. A zabraniał wręcz ślepej wiary w autorytety i „święte pisma”:
.
„Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza. Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym.”
.
Pod tą jego wypowiedzią podpisuję się obiema rękami. Siddhartha Gautama to rzeczywiście wielki nauczyciel ludzkości. Czego o jewangelicznym Joszue niestety powiedzieć się nie da. Promował i głosił autorytaryzm – ślepe posłuszeństwo i ślepą wiarę. I ponure dla niewybranych „zbawienie” tylko dla niewielu „wybranych”. A dla reszty, dla większości,  płacz i zgrzytanie ząbów. W buddyzmie, dla porównania, nie ma ani śladu „wybraństwa” – każdy odpowiada osobiście i indywidualnie za siebie i swoją karmę. I każdy może osiągnąć nirwanę. Tyle, że musi to zrobić sam, bo nikt za niego nie umrze na krzyżu. U Słowian także bzdurne wybraństwo było nieznane – Nawia zaś była dla wszystkich. A piekła nie znano i nim nie straszono.
.
Przy czym podkreślam, że nie uznając Joszue za godnego wzmianki nauczyciela ludzkości, a tym bardziej za nauczyciela wielkiego (jego boskość, mesjanizm i zbawicielstwo jako ewidentne wymysły i bzdury odrzucam całkowicie) mam na myśli jewangeliczną wersję jego postaci, wymyśloną przez jewangelistów. Ta jewangeliczna postać ze wzglądu na sprzeczne i często niemiłosierne nauki nie zasługuje na jakiekolwiek uznanie i podziw. Natomiast co się tyczy Joszue historycznego – nic o jego naukach nie wiemy, więc oceniać go nie ma sensu ani możliwości. Najlepiej zresztą byłoby dla świata, gdyby pamięć o nim zaginęła w niepamięci wieków już 2 tys. lat temu. Oszczędzone byłyby ludzkości długie wieki fanatyzmu, nietolerancji, prześladowań i wojen religijnych prowadzonych ku chwale Joszue i rzymskiej szubienicy.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Można byłoby jeszcze spróbować ocenić wartość jewangelicznego Joszue jako nauczyciela po owocach, jakie jego nauki dały światu rękami jego wyznawców przez ostatnie prawie dwa tysiące lat (patrz – fotki powyżej). A te owoce znamy – od momentu, gdy krystowiercy w IV wieku zadomowili się w pałacach nastał trwający prawie 1,5 tys lat religijny terror, prześladowania, zwalczanie pogan, innowierców, heretyków, niedowiarków, bezbożników, czarownic. Całe wieki trwało niszczenie pięknych pogańskich kultur. Panował fanatyzm religijny i nietolerancja, towarzyszyły im ucisk i wyzysk, tortury i okaleczanie ludzi, wiekami ciągnęły się krwawe fanatyczne wojny religijne, krucjaty, przez wieki szalała inkwizycja i cenzura, panował  totalitarny religijny zamordyzm. Nikt nie jest w stanie policzyć wszystkich ofiar wymordowanych przez głosicieli dobrej nowiny. Idą w dziesiątki, jeśli nie setki milionów. Niemniej nigdy w historii ludzkości nie wylano tyle krwi i łez i nigdy i nigdzie tak długo nie panował na świecie fanatyczny religijny amok i totalitaryzm, jak miało to miejsce właśnie za sprawą jewangelicznych nauk Joszue w zachodniej krystowierczej antykulturze.
.
Powie ktoś w tym miejscu – ale przecież nie można oceniać religii po jej wyznawcach. A ja zapytam – to po czym należy oceniać religie? Zresztą – przecież sam jewangeliczny Joszue powiedział: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.”
.
I jak pokazała historia krystowierstwa, ta akurat nauka/zapowiedź jewangelicznego Joszue spełniła się co do joty.
.
Oceniając więc Joszue jako nauczyciela na podstawie owoców, jakie jego nauki dały światu rękami jego wyznawców, należy jasno stwierdzić, że jewangeliczny Joszue był najgorszym nauczycielem ludzkości. Nauki nikogo innego nie przyniosły ludzkości tylu ofiar, cierpień, strachu, prześladowań, przelanej krwi i wylanych łez. A terror uprawiany na ich podstawie nie trwał aż tyle wieków.
.
Reasumując – Joszue/Jezus to postać historyczna, choć prawie nic o nim nie wiemy. Joszue z jewangelii to postać w jakichś 95 procentach wymyślona. Wyssana z palca jest cała cudowna jego otoczka („niepokalane poczęcie”, „zmartwychwstanie”, „wniebowstąpienie”) wyssane z palca są dokonywane rzekomo przez niego cuda. Wymyślona jest większość jego nauk. Jedyne co pewne, to to, że istniał – i że za jego życia jego sekta była niewielkim liczącym garstkę biedoty odpryskiem judaizmu. Popadł w konflikt z elitą żydowską, co przypłacił życiem.
.
Tyle wiemy o Joszue/Jezusie, „bogu/synu bożym” krystowierców. Reszta to wymysły żydowskich oszustów – autorów jewangelii.
.
Pozostaje jeszcze próba wyjaśnienia, dlaczego faryzeusz Saul-Szaweł-Paweł już po śmierci Joszue udał „nawrócenie się”, po czym przystąpił do sekty, przerobił ją na judaizm dla nieobrzezanych gojów i podrzucił ją Rzymowi. Nie ulega wątpliwości, że był to świadomy podstęp i że stworzone przez Saula krystowierstwo było bronią ideologiczną wymierzoną w Rzym. Zapewne, o czym pisałem, mógł być to atak skierowany w fundamenty Rzymu – w rodzinę:
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/01/03/chrzescijanstwo-zydowskie-oszustwo-atak-na-fundamenty-rzymu-na-rodzine/
.
Jeśli ktokolwiek uważnie przeczyta jewangelie, nie może nie zauważyć wybitnie antyrodzinnej postawy i nauk jewangelicznego Joszue. Porzucił sam rodzinę, uczniów oderwał od rodzin, wyparł się matki i braci, gdy chcieli z nim rozmawiać, nakazywał rodzinę nienawidzieć. A w pogańskim Rzymie rodzina była fundamentem scalającym imperium. Legioniści, senatorowie, Rzymianie – wszycy oni wyrastali i wychowywani byli w rodzinach. Upadek rodzin, gdyby krystowierstwo zatriumfowało i wprowadziło antyrodzinny model sekty Joszue, mógłby Rzym rzeczywiście powalić na ziemię. Ale być może w podstępie Saula były i inne rachuby. Może rację mają ci, którzy uważają, że Saul-Szaweł-Paweł, oszust okrzyknięty „apostołem pogan” zarazić chciał Rzymian, a zwłaszcza legiony, pacyfizmem sekty Joszue (choć obok pacyfizmu w jego naukach widzimy i militaryzm  – Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz”). Być może też, pisząc w liście do Rzymian, że „prawdziwym Żydem jest ten, kto jest nim wewnątrz, a prawdziwym obrzezaniem jest obrzezanie serca, duchowe, a nie według litery” chciał Rzymian przerobić na duchowych Żydów po to, aby głupio było im okupować Palestynę – kraj żydów/Żydów. Wreszcie, być może chciał osiągnąć i to, aby w świadomości Rzymian zafunkcjonowało przekonanie, że Żydzi to naród rzekomo wybrany. Po to właśnie jewangeliści z szajki Saula kreując Joszue na mesjasza i zbawiciela tak często odwoływali się do żydowskiej biblii Tanach ustanowionej krystowierczym pismem świętym „Starego Testamentu”. Podrzucając Rzymowi krystowierstwo podrzucał Saul mu przy tej okazji także rasistowską i zbrodniczą żydowską biblię Tanach jako krystowierczy Stary Testament, którego głównym, aby nie rzec – jedynym wątkiem – jest domniemane wybraństwo Izraelitów przez mściwego, wyssanego z palca Jahwe, wykreowanego na osobowego boga Izraela i trwająca przez praktycznie cały Stary Testament od postaci Abrama/Abrahama wyssana z palca i zmitologizowana historia owego narodu rzekomo „wybranego”.
https://opolczykpl.wordpress.com/biblia-ksiega-zbrodni-2/
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/08/06/biblijne-korzenie-zydowskiego-rasizmu/
https://opolczykpl.wordpress.com/2016/12/18/biblia-czym-jest-rzeczywiscie/

Trudno jest ocenić, czy plany Saula zostały zrealizowane. Nie wiemy bowiem na pewno, co konkretnie chciał tą ideoligiczną dywersją osiągnąć. Krystowierstwo w Rzymie długo nie potrafiło wybić się na religię panującą. Na zalegalizowanie go przez Konstantyna jako jednej z legalnych obok pogaństwa religii czekało prawie trzy wieki. Na uznanie go jedyną legalną religią (za panowania Teodozjusza w roku 380) czekało ponad trzy wieki. Trudno ocenić, czy i w jakim stopniu krystowierstwo przyczyniło się do upadku Rzymu. Wszak już w III wieku, w czasach, gdy krystowiercy jeszcze ukrywali się w katakumbach, doszło do ogromnego kryzysu cesarstwa spowodowanego zarówno degeneracją elit jak i imperializmem oraz bazowaniem na niewolnictwie.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kryzys_wieku_III

.

Wprawdzie Rzym jako tako pozbierał się z tego kryzysu, ale wyszedł z niego osłabiony, a jego upadek, bez względu na panującą w nim religię był nieuchronny. Nie może trwać wiecznie żadne imperium bazujące na podbojach, imperializmie i niewolnictwie. Zapewne jednak to, że Rzym ostatecznie przyjął krystowierstwo jako jedyną legalną religię państwową było ostatecznie zasługą Saula, żydowskiego dywersanta ideologicznego, który ten judaizm dla gojów wymyślił. I niestety ten fakt miał katastrofalne skutki dla miliardów ludzi na całym świecie. Odczuwamy je do dzisiaj. W tym miejscu oddaję głos biografowi Rothschildów, Marcusowi Ravage (fragment w tłumaczeniu Wojciecha Włazińskiego):
.
„(…)Wy nawet nie zaczęliście oceniać głębi naszej winy.  Jesteśmy intruzami. Jesteśmy burzycielami. Jesteśmy wywrotowcami. Opanowaliśmy wasz naturalny świat, wasze ideały, wasze cele i spowodowaliśmy w tym spustoszenie. Byliśmy u źródła nie tylko Wielkiej Wojny (I W.S. przyp.WW) ale u źródła prawie wszystkich waszych wojen. Nie tylko rewolucji rosyjskiej ale prawie każdej z głównych rewolucji w waszej historii. Wnieśliśmy niezgodę,  zamieszanie i frustracje w wasze personalne i publiczne życie. W dalszym ciągu to czynimy. Nikt nie jest w stanie powiedzieć jak jeszcze długo będziemy to czynić.

Popatrzcie trochę wstecz i zobaczcie co się stało. 19 setek lat temu byliście niewinna bezproblemowa rasą. Modliliście się do niezliczonej ilości bogów i bogiń, (…) rozważaliście misterium życia i stworzyliście podstawy naturalnej nauki i filozofii. Wasza była szlachetna, zmysłowa kultura nie naszpikowana socjalna świadomością i bez żadnego sentymentalnego kwestionowania i różnicowania ludzkiej wartości. Któż wie do jakiego wielkiego i wspaniałego osiągnięcia moglibyście dojść jeśli pozostawilibyśmy was samym sobie.

Lecz nie zostawiliśmy was w spokoju. My wzięliśmy was w ręce i ściągnęliśmy z was piękna i wspaniała tkankę którą stworzyliście i zmieniliśmy cały kierunek waszej historii. Podbiliśmy was jak zadne z waszych imperiów nie było w stanie podporządkować sobie Afryki lub Azji. Zrobiliśmy to bez pocisków, bez krwi, bez wrzawy, bez jakiejkolwiek siły. Zrobiliśmy to wyłącznie dzięki potędze naszego ducha, idei i przy pomocy propagandy.

Zrobiliśmy z was ochoczych, nieświadomych nosicieli naszej misji dla całego świata, całego dzikiego świata i do niezliczonych jeszcze nie narodzonych przyszłych pokoleń. Niezupełnie rozumiejąc co my wam czynimy, staliście się powszechnymi agentami naszej rasowej tradycji, niosąc nasza ewangelie do niezbadanych jeszcze zakątków ziemi. Nasze plemienne prawa dały wam podstawy do wszystkich waszych świętych konstytucji i systemu prawnemu. Nasze legendy i ludowe opowiadania są świętą tradycją, kołysanką dla waszych dzieci. Nasi poeci wypełnili wasze hymny i modlitewniki. Nasza narodowa historia stała się niezbędna częścią nauk dla waszych pastorów, księży i naukowców. Nasi królowie, nasi mężowie stanu, nasi prorocy, nasi rycerze są waszymi bohaterami. Nasz starożytny mały kraj jest wasza Ziemia Świętą. Nasza naturalna literatura jest wasza Świętą Biblią. To co nasi ludzie myśleli i nauczali stało się nierozerwalną kanwą wplecioną w każde wasze przemówienie i tradycje tak ze nikt nie może być nazwanym wykształconym jeśli nie zna naszej rasowej spuścizny.

Żydowscy rzemieślnicy, żydowscy rybacy są waszymi nauczycielami i waszymi świętymi z niezliczonymi wyrzeźbionymi postaciami  w niezliczonych katedrach wzniesionych dla ich pamięci. Żydowska panna jest waszym ideałem macierzyństwa i kobiecości. Żydowski zbuntowany prorok jest centralna figura w waszych religijnych modlitwach. My zlikwidowaliśmy waszych idoli, odstawiliśmy wasza rasowa spuściznę i zastąpiliśmy ja naszym bogiem i naszymi tradycjami. Żaden podbój w historii nie może by nawet porównywalnym z  tym czystym i sprawnym opanowaniem was!

Jak to uczyniliśmy? Nieomal przez przypadek. Prawie dwa tysiące lat temu daleko w Palestynie nasza religia zaczęła popadać w rozkład i materializm. Handlarze zawładnęli Świątynią. Zdegenerowani, samolubni kapłani skorumpowali naszych ludzi i obrastali w majątek. Potem wyłonił się młody patriota-idealista, który obiegał teren nawołując do odnowienia wiary. Nie miał on zamiaru ustanowienia nowego kościoła. Tak jak inni prorocy przed nim, jedynym jego celem było oczyścić i  rewitalizować starą wiarę. Zaatakował kapłanów i wyrzucił handlarzy z świątyni. To spowodowało konflikt z panującymi stosunkami i jego filarami, które podtrzymywały ten stan. Władze rzymskie, które okupowały państwo, obawiając się rewolucyjnej agitacji jako politycznej akcji zamierzającej do pozbycia się ich, zaaresztowały go, przeprowadziły sąd i skazały go na śmierć przez ukrzyżowanie, co było normalna forma egzekucji w tych czasach.  Zwolennicy Jezusa z Nazaretu, głównie niewolnicy i biedni robotnicy w swoim smutku i zawiedzeniu, odwrócili się od świata i stworzyli braterstwo biernych pacyfistów. Dzielili pamięć swojego ukrzyżowanego lidera i żyjąc w komunie. Byli oni po prostu nowa sekta w Judei, bez siły i przyszłości, nie pierwszą i nie ostatnią.

Dopiero po zniszczeniu Jerozolimy przez Rzymian ta nowa sekta stała się widoczna. Patriotyczny Żyd imieniem Paul lub Saul zrodził ideę powalenia rzymskich mocy przez zniszczenie dotychczasowych morale rzymskich żołnierzy przez doktrynę miłości i nie stawiania oporu, która to głosiła mała sekta żydowskich chrześcijan. Stał się on apostołem Gentiles ( Gentile – nie obraźliwa nazwa nie-Żydów w przeciwieństwie do „goim”. przyp.- ww.) który to dotychczas był jednym z najbardziej aktywnych i prześladowanym członkiem grupy. Wykonał swoja prace tak dobrze, ze w ciągu 4 wieków wielkie imperium, które podporządkowało sobie Palestynę razem z połową świata, stało się ruiną i prawo które wyszło z Syjonu stało się oficjalną religią Rzymu.
To był początek naszej dominacji w świecie,  tylko początek.(…)
Koniec  jest jeszcze bardzo daleko. W dalszym ciągu panujemy nad wami. (…)

Czy można się dziwić że jesteście oburzeni?  Położyliśmy zaporę na wasz postęp. Narzuciliśmy wam obce księgi i obca religię której nie możecie przełknąć i strawić, które są w poprzek waszemu duchowi, które trzymają was w wiecznym chorym wahaniu i których wasz brak ducha nie potrafi odrzucić lub przyjąć w pełni.  W pełni oczywiście wy nigdy nie przyjęliście naszego chrześcijaństwa. W waszych sercach jesteście dalej poganami. W dalszym ciągu lubicie wojny i rzeźbione sceny wojenne. Widzicie chwałę w ludzkiej nagości i jesteście dalej dumni z niej..

Wasza socjalna świadomość, mimo całej demokracji i wszystkich waszych socjalnych rewolucji jest w dalszym ciągu żenująco niedoskonała. My jedynie podzieliliśmy wasza dusze, poplątaliśmy wasze impulsy i sparaliżowaliśmy wasze pragnienia. W środku bitwy jesteście zobowiązani klęknąć przed tym, który nakazał wam nadstawić drugi policzek i który powiedział „Nie opieraj się złu” i „Niech będą błogosławieni czyniący pokój.”

W waszym pragnieniu zysków, nagle stajecie się zaniepokojeni przypomnieniem sobie niedzielnej szkoły i nauki nie zwracania uwagi na doczesność przyszłych dni. W waszych przemysłowych zmaganiach w których moglibyście zmiażdżyć strajk bez skrupułów  przypomina się wam nagle, że biedni są błogosławieni i że ludzie są bliźnimi w  Braterstwie Boga. Kiedy już prawie macie poddać się pokusie wasz żydowski  trening kładzie odstraszającą rękę na waszym ramieniu i odsuwa filiżankę z gorącym płynem od waszych ust.

Wy Chrześcijanie nigdy nie staliście się schrystianizowani. W tym względzie zawiedliśmy was. Zepsuliśmy jednak wam na zawsze przyjemność poganizmu.(…)”

.
.
Myślę, że powyższa wypowiedź nie wymaga długiego komentarza ani wyjaśnień. Dzięki Szawłowi/Pawłowi kult żydowskiego Jahwe i żyda Joszue, kult jego matki Miriam, kult żydowskiego „pisma świętego” zapanowały na większości globu ziemskiego. Zżydzona została nim kultura, świadomość i mentalność miliardów ludzi. Oduczono myśleć, a nauczono ślepo wierzyć w żydowskie wymysły i żydowskich idoli miliardy ludzi. Krystowierstwo przyniosło ze sobą fanatyzm, nietolerację, wielowiekowe prześladowania, rzezie, ucisk i wyzysk. I fanatyczne wojny religijne. I nie mniej fanatyczne wyprawy krzyżowe i krucjaty, także przeciwko Słowianom. I przede wszystkim wściekłe tępienie setek pięknych kultur pogańskich, także kultury Słowian. A wszystko to za sprawką „apostoła pogan” – oszusta Saula-Szawła-Pawła i jego kliki jewangelistów. To oni wykreowali galilejskiego nieudacznika Joszue (za życia zdobył uznanie ledwo garstki gelilejskiej biedoty) na idola, wrącz boga, dla miliardów gojów. Odrzucenie tego kultu, odrzucenie ślepej wiary w żydowskich idoli i w żydowskie wymysły jest fundamentalnym warunkiem powrotu świata do normalności. Tyle, że obok krystowierstwa należy odrzucić i inne wymysły żydowskie – polityczną poprawność, globalizm, bandycki system bankowy i kapitalizm. Odbudować za to należy stary, przedżydowski porządek świata. Taki jaki panował np. u Słowian nie znających fanatyzmu, nietolerancji, ucisku i wyzysku, rzesz biedoty obok garstki bogaczy, szanujących Naturę i czczących Matkę Ziemię.
.
.
opolczyk
.
.
.
.
Reklamy

Zamęt wokół Katalonii…

.

.

.

Jeszcze tydzień temu temat Katalonii i przeprowadzonego w niej referendum w sprawie jej niepodległości królował w mediach i w internecie. Zastanawiano się nawet na możliwością wojny domowej w Hiszpanii.
http://www.se.pl/wiadomosci/swiat/katalonia-niepodlegla-bedzie-wojna-domowa-w-hiszpanii_1021786.html
.
Nie zamierzam wnikać w to, czy owo referendum było zgodne z konstytucją Hiszpanii czy nie. Przypominam tylko, że prawo do samostanowienia jest jednym z podstawowych praw człowieka i jeśli konstytucja Hiszpanii zabrania referendów lokalnych, to sama jest nielegalna, bowiem łamie podstawowe prawa człowieka gwarantowane w karcie ONZ. Nie wnikam też w to, czy brutalna akcja policji oraz zamknięcie przez policję i wojsko 92 lokali do głosowania spowodowało znaczący spadek frekwencji w referendum. Jedno jest pewne – groźby płynące pod adresem Barcelony z Madrytu z demokracją nie miały nic, ale to absolutnie nic wspólnego. Głos SUWERENA w Katalonii Madryt po prostu zakneblował.
.
Na temat Katalonii i jej dążeń do niepodległości do tej pory nie wypowiadałem się głównie z jednego względu – ponieważ katalońscy zwolennicy niepodległości wspierani są przez Izrael, co cuchnie mi na odległość żydowską manipulacją.
http://ram.neon24.pl/post/140528,niech-zyje-izrael-niech-zyje-katalonia
.
Oby „suwerenna” od Madrytu Katalonia nie ocknęła się z ręką w nocniku i z izraelskim wędzidłem w pysku.
.
W tym miejscu należy przyznać, że stosunek tzw. „demokratycznego” zachodu (żydo-banksterskich folwarków USraela i jewrounii) do referendów w takich krajach czy ich regionach jak Noworosja, Krym, a obecnie Katalonia jest skandalicznym łamaniem prawa mieszkańców do samostanowienia. I pomyśleć, że ten sam żydo-zachód poparł najpierw rozpad całej Jugosławii (wojna na Bałkanach w latach 1991-1995) a następnie militarnie bandycko wsparł separatyzm zbrodniczej mafii narkotyczno-pornograficzno-burdelowej UÇK w Kosowie, bombardując Serbię.
.
Niemniej osobiście wobec ruchu niepodległościowego w Katalonii mam odczucia ambiwalentne – poparłbym go, gdyby nie wsparcie, jakie otrzymuje od Izraela i gdyby zwolennicy niepodległości Katalonii w ich programie politycznym mieli także wystąpienie z jewrounii (o zrzuceniu bandyckiego systemu bankowego nawet nie wspominam). A tego u nich nie usłyszałem. To przypomniało mi podobne referendum „niepodległościowe” w Szkocji z 2014 roku. Zwolennicy secesji Szkocji od UK w programie mieli „niepodległość”, a jednocześnie zapowiadali, że Szkocja pozostanie członkiem UE czyli nadal będzie jewrobarakiem. Uśmiałem się z tej farsy – co to za „niepodległość”, skoro Szkocja nadal pozostanie pod dyktatem Brukseli, tyle że dekrety jewrokomisarzy otrzymywać będzie „rząd” w Edynburgu bezpośrednio z Brukseli, a nie via Londyn, jak dotychczas. Referendum szkockie zakończyło się zresztą porażką „niepodległościowych” jewrounitów szkockich.
.
Sam separatyzm w sumie oceniam za zjawisko pozytywne, będące przeciwieństem żydo-banksterskiego globalizmu i tworzenia na jego fali coraz większych nadrzędnych ponadpaństwowych struktur. Jest po prostu dokładną odwrotnością i przeciwieństwem głobalizmu. Tyle że separatyzm powinien oznaczać nie tylko polityczne oddzielenie się – w przypadku np. Katalonii – od Hiszpanii. Także oddzielenie się od jewrounii musi być postulatem separatyzmu, jeśli ma być traktowany poważnie. Bo co z tego, że Barcelona wymknie się spod władzy Madrytu, jeśli będzie nadal podlegała pod Brukselę? No i przede wszystkim  separatyzm musi też głosić suwerenność finansową – wyłamanie się z bandyckiego systemu bankowego. To musi być celem separatystów na zachodzie, gdyż inaczej politycznie „niezależni” od wcześniejszej stolicy nadal będą finansowymi niewolnikami City of London i Wall Street i politycznymi Brukseli. Bez spełnienia tych ważnych warunków – uniezależnienie się od jewrounii i żydo-banksterskiego bandyckiego systemu bankowego – każda wywalczona „suwerenność” będzie fikcją.
.
I tu przypomnę program francuskiej Nowej Prawicy, która także popiera separatyzm i rozpad większych państw na mniejsze struktury. Najważniejsze postulaty fancuskiej Nowej Prawicy to:
.
1) Całkowite odrzucenie żydo-krystowierstwa jako ideologii obcej, nie mającej swego źródła w kulturze i tradycji Europy, z natury nietolerancyjnej i prześladującej „innowierców”. Europa powinna powrócić do pogańskich korzeni!
.

2) Odrzucenie ideologii rynku i konsumpcjonizmu, czyli po prostu likwidacja kapitalizmu i zakończenie „amerykanizacji” Europy.
.

3) Europa stu flag czyli rozpad większych sztucznych państw narodowych na mniejsze niepodległe państwa, posiadające rzeczywistą suwerenność i nie podlegające politycznie pod żaden ponadpaństwowy czy ponadnarodowy twór typu jewrounia czy NATO.
.

Od siebie dodam w tym miejscu – gdyby tak bandycki USrael rozpadł się na co najmniej dwadzieścia kawałków, najlepiej niechętnych sobie i skłóconych – o ileż bezpieczniejszy byłby świat? Bo wtedy żydo-banksterzy utraciliby ich główne narzędzie do podboju świata. Dobry dla Europy (po likwidacji jewrounii) byłby rozpad na mniejsze kawałki takich państw jak Niemcy, Francja i UK.
.
Zapyta ktoś – jeśli tak popierasz separytystyczne ruchy, to co powiesz o Ruchu Autonomii Śląska? I tu zaskoczę pytających. Osobiście zgodziłbym się nawet na suwerenność dla tych regionów Śląska, w których autochtoniczna ludność większością głosów 50% +1 suwerenności ich kawałka Śląska by żądała. Jedynym warunkiem byłoby wcześniejsze rozbicie Niemiec na kilka kawałków oraz powstanie wolnego słowiańskiego państwa Serbołużyczan. Rozbite Niemcy nie byłyby zagrożeniem dla niewielkiego ewentualnego suwerennego państwa Śląsk. Reszta Śląska pozostałaby w polskim ręku – wszak zdecydowana większość obszaru Śląska zamieszkała jest przez Polaków i propolskich Ślązaków, którzy niepodległego Śląska, a nawet jego autonomii, nigdy by nie poparli.
.

O francuskiej Nowej Prawicy pisałem kilkakrotnie na blogu:

.

„Na przeciwległym biegunie w stosunku do ugrupowania żydowskiego proroka prywatyzacji – JKM – stoi francuska „Nowa Prawica”. Wspominałem już o niej w przeszłości. W przeciwieństwie do „polskiej” NP jej francuska imienniczka stoi na gruncie zdecydowanego odrzucenia żydo-chrześcijaństwa jako całkowicie obcej Europie ideologii. Ponadto odrzuca ona kapitalizm jako najgorszy rodzaj społeczeństwa. Ostro za taki właśnie stosunek do żydo-chrześcijaństwa i do żydo-kapitalizmu skrytykowała francuską NP katolicka Fronda.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/09/17/solidarnosc-pogan/
.
„Ciekawą inicjatywą natomiast  jest istniejąca w Europie Zachodniej tzw. „Nowa Prawica„.
Jej liderem jest Alain de Benoist.

Jego program to udane połączenie zarówno postulatu odrzucenia wszelkich odprysków jahwizmu i powrotu do pogaństwa, jak i odrzucenie kapitalizmu i stojącego za nim globalizmu.
Ostro Nowa Prawica skrytykowana została na Frondzie.

Nie ma się jednak czemu dziwić. Jahwiści watykańczycy nie lubią, kiedy się im przypomina ludobójczą przeszłość ich odprysku.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/12/stary-porzadek-swiata-cd/
.

Tak więc, popierając główne postulaty francuskiej nowej Prawicy, łącznie z postulatem Europy stu flag (wybujały nacjonalizm jest mi obcy) pryncypialnie popieram i separatyzm Katalończyków. Pod warunkiem, że prowadzić będzie do Katalonii rzeczywiście suwerennej. A tego niestety nie dostrzegam. Dlatego wstrzymuję się od głosu.
.
A już całkiem inną parą kaloszy jest to, że z globalnego punktu widzenia nad Hiszpanią (z Katalonią czy bez niej) oraz nad Katalonią („suwerenną” politycznie od Madrytu czy nie) wisi katowski żydo-banksterski topór. Nie tylko depopulacyjny, ale i finansowy w postaci bandyckiego systemu bankowego, jaki istnieje i w Katalonii. W programie Katalończyków nie zauważyłem najmniejszej wzmianki o planach wyzwoleniu Katalonii spod żydo-banksterskiego jarzma. Co oznacza, że ruch niepodległościowy jest tylko pozorny i tylko na politycznej płaszczyźnie wewnątrz-hiszpańskiej (suwerenności wobec Brukseli nie głoszą i o nią nie walczą). W sumie więc obecną walkę o „niepodległość” Katalonii skłonny jestem uważać za fałszywą barykadę, która ma odwracać uwagę Hiszpanów i Katalończyków od największego dla nich zagrożenia – od żydo-banksterskiego katowskiego miecza wiszącego nad nimi, bez względu na to, czy Katalonia ogłosi się „samodzielnym” państwem czy nie.
.
.
opolczyk
.
.
.
.

W odpowiedzi turbokatolikowi Arturowi W i kilku jego przydupasom…

.

Artur W – pierwszy z prawej

.

Ciąg dalszy sporu o historyczność Bolesława II, syna Mieszka II Lamberta, wymazanego wolą biskupów z pocztu władców i z historii państwa Piastów.
.
Niedawno poinformowano mnie o krótkim tekściku pod moim adresem na stronie Artura W.
http://sigillumauthenticum.blogspot.de/2017/02/w-sprawie-pomowien-andrzeja-szuberta.html
.
Była to jego odpowiedź na mój tekst, w którym zdemaskowałem jego turbokatolickie kłamstwa i wymysły odnośnie wymazanego z naszej historii przez biskupów kk Bolesława II:
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/02/08/boleslaw-ii-poganski-czyli-o-tym-jak-turbo-katolik-artur-w-z-kola-naukowego-historykow-uniwersytetu-judeojagielonskiego-robi-za-koscielnego-falszerza-historii-panstwa
.
Zastanawiałem się, czy na tę zaczepkę i groźby zadenuncjowania mnie odpowiedzieć. Zapytałem nawet o to trójkę przyjaciół. Ostatecznie zdecydowałem się odpowiedzieć publicznie wpisem na blogu. Odpowiadam przede wszystkim dlatego, aby Artur W i jego przydupasy – komentatorzy pod rzeczonym tekstem – nie odnieśli wrażenia, że boję się podnieść rzuconą mi rękawicę. Nie pękam przed takimi osobnikami.
.
A więc…
.
Artur W jest przede wszystkim tchórzem. I to z dwóch powodów:
.
1) Łże on, że nie podejmuje ze mną dyskusji na temat, gdyż dyskwalifikują mnie używane przeze mnie, jak to on nazwał, przekłamania, inwektywy i epitety. Owszem, użyłem pod jego adresem kilka dosadnych, ale całkowiecie uzasadnionych zwrotów i określeń. Np. ponieważ celowo i z premedytacją próbuje utrzymać on kościelną, żydo-katolicką wersję o nieistnieniu Bolesława II, syna Mieszka II Lamberta, zasługuje na przydomek turbokatolik. Bo to właśnie turbokatolicy fałszują np. naszą historię w celu wykazania, że wszyscy mieszkańcy państwa Piastów od 966 roku (czyli od domniemanej daty fikcyjnego krztu Mieszka) byli gorliwymi katolikami. A jako że postać Bolesława II i powszechny antykościelny (i antyfeudalny) bunt w jego czasach burzy wizję Polaków – gorliwych od 966 roku katolików – kk robi wszystko, także łapskami usłużnych pseudohistoryków i publicystów, aby utrzymać propagandowe kłamstwo, jakoby Bolesław II nazwany „Zapomnianym” nie istniał. I w tej właśnie roli turbokatolickiego propagandysty Artur W żyły z siebie wypruwa, aby udowodnić owo turbokatolickie propagandowe kłamstwo, będące równocześnie fałszowaniem naszej historii przez kk i jego gorliwe sługi. Nie miał jednak Artur W odwagi podjąć ze mną rzeczowej i merytorycznej dyskusji na temat historyczności Bolesława II, gdyż merytoryczne i rzeczowe argumenty poświadczające jego historyczność, jakie przytoczyłem, są nie do podważenia. Artur W wie o tym, boi się więc podjąć ze mną merytoryczną dyskusję, wiedząc z góry, że ją przegra. I stąd tchórzliwie zasłania się moimi domniemanymi pomówieniami i inwektywami. Po prostu boi się konfrontacji na argumenty.
.
2) Jest tchórzem i z tego powodu, że demaskując publicznie (choć w sumie zasłużenie) niewyobrażalne brednie Bieszki, Szydłowskiego i innych świrów robił to anonimowo. Jeśli ktoś publicznie inną osobę wymienioną imiennie poddaje krytyce, powinien mieć odwagę występowania z otwartą przyłbicą, a nie tchórzliwie ukrywać się pod nickiem Sygillusz, jak Artur W sygnował dotychczas wszystkie jego teksty. Tylko tchórz anonimowo publicznie kopie innych po kostkach, nawet gdy ma rację. I straszy denuncjacją do organów ścigania, gdy ktoś wrzuci w sieci jego zdjęcie oraz poda jego imię i pierwszą literę nazwiska. Czyżby Artur W bał się, że jakiś turbolechita obije mu gębę?
.

Artur W jest także kłamcą.

.
– Kłamie w tytule lutowego „oświadczenia”, że niby go „pomówiłem”. Nigdzie go nie pomawiałem – wykazałem jedynie jego ahistoryczne propagandowe łgarstwa i naciągane „argumenty” odnośnie Bolesława II.
.

– Kłamie twierdząc, że udostępniłem jego dane [osobowe]. Przecież jego nazwiska nie ujawniłem, choć je znałem. To on wymienił w tytule jego „oświadczenia” moje nazwisko. Tak to turbokatolicki propagandysta odwraca kota ogonem.

.
– Kłamie o Bolesławie II, że niby nie istniał.
.
– Kłamie też, że o Bolesławie II nie wspominają żadne źródła przed wiekiem XIV,
.

Tu jeszcze pewna uwaga. Zwrotu turbokatolicy zacząłem używać właśnie za sprawką strony Artura W. To u niego pierwszy raz zetknąłem się z określeniami „turbosłowianie” i  „turbolechici”, używanymi na jego stronie pod adresem wyznawców Imperium Lechii. Tu przyznam, że określenie to w sumie jest adekwatne w stosunku do turbolechickich świrów. Ale per analogiam zacząłem w stosunku do załganych katolickich propagandystów i gorliwych katolików używać zwrotu turbokatolicy. I ten zwrot wobec nich jest równie uzasadniony. A to, że Artur W jest turbokatolickim propagandystą, lansującym załganą turbokatolicką historię państwa Piastów bez pogańskiego Bolesława II, zmarłego w roku 1038, jest faktem oczywistym samo się potwierdzającym – jeśli ktoś wobec niepodważalnych dowodów historyczności Bolesława II, syna Mieszka II Lamberta, z uporem maniaka temu zaprzecza, służy interesom załganej turbokatolickiej propagandy i interesom jedeo-kk.

.
Artur W zasługuje także na określenie turbogermanina. Wszak propaguje szowinistyczną niemiecką allochtoniczną wersję historii, jakoby Słowianie nad Wisłę, Odrę i Łabę, gdzie wcześniej rzekomo mieszkały ludy germańskie, przybyli dopiero we wczesnym średniowieczu. Wymyślili to niemieccy szowiniści, aby niemiecki Drang nach Ost wyglądał nie na podbój słowiańskich ziem, a na uprawomocniony niemiecki powrót na „prastare germańskie ziemie” odebrane im rzekomo przez Słowian. A i UJ jak najbardziej zasługuje na określenie Uniwersytet Judeojagielloński:
.
– Nie ja wymyśliłem określenie judeochrześcijaństwo. Jest używane od dawna przez wielu autorów i publicystów. Ma pokazywać judaistyczne/żydowskie korzenie i treść krystowierstwa. Sam używam dosadniejszego określenia – żydo-krystowierstwo – czy w odniesieniu do katolicyzmu – żydo-katolicyzm. Gdyż jest żydowskiego pochodzenia, jest kultem żydowskich idoli i żydowskich wymysłów.
.
– UJ jako Akademia Krakowska przez wieki był oficjalnym żydo-katolickim (judeokrystowierczym) cenzorem.
.
– UJ storpedował pracę dr Urszuli Lewickiej-Rojewskiej – i to w momencie gdy opracowała ona już przekład dzieł arabskiego historyka  Al-Masudiego mający ukazać się w serii Źródła arabskie do dziejów Słowiańszczyzny. UJ zamknął po prostu Pracownię Źródeł Orientalnych i Numizmatyki, w której ona pracowała. Przez to uniemożliwiły władze UJ publikację jej pracy nt Słowiańszczyzny:
.
– Zamiast tego władze UJ wdały się w konszachty z wojskiem:
.
A jako że „polskie” wojsko jest wasalem NATO, a NATO podlega judeocentrykom (żydo-banksterom-globalistom, syjonistom i ich usłużnym szabas-gojom) i realizuje ich interesy…
.
…oraz bierze udział w wojnach m.in w interesie Izraela:
.

.
…tak więc i UJ wchodząc w bezpośrednie konszachty z wojskiem wspiera zbrodnicze działania judeocentryków i służy izraelskim (a więc judeo…) interesom.

.

– Nadal też, mimo oficjalnego rozdziału kk od państwa i mimo oficjalnie świeckiego charakteru państwa i samego UJ, tak jakoś „kształci” on absolwentów, że ci nadal gorliwie – jak właśnie Artur W – służą judeochrześcijańskiej, a ściślej mówiąc żydo-katolickiej propagandzie i pomagają żydo-kk w dalszym upartym fałszowaniu historii naszego państwa – choćby w sprawie Bolesława II. Tak więc nazwa Uniwersytet Judeojagielloński, przez to że służy on nadal judeochrześcijańskiemu praniu mózgów, oraz interesom judeocentryków i Izraela, jest uzasadaniona.
.
W całości podtrzymuję moje merytoryczne dowody na historyczność Bolesława II, syna Mieszka II Lamberta. Gdyby nie istniał, nie wymieniałaby jego imienia żadna kościelna kronika ani żaden kronikarz. A tymczasem pisały o nim:
.
– Kronika Wielkopolska.
Tu przypomnę Arturowi W, że wybitny znawca historii średniowiecza i państwa Piastów, historyk Tadeusz Wojciechowski…
.
…wykazał, że Kronika Wielkopolska była pisana na podstawie jakiegoś starszego zaginionego źródła, które do naszych czasów nie przetrwało.
.
– Roczniki kapituły krakowskiej (gdzie zapisano, że w roku 1038 zmarł król Bolesław. Nie mógł to być Chrobry, zmarły w 1025 roku, ani następny po nim Bolesław, w oficjalnej kościelnej wersji historii państwa Piastów, Szczodry, zmarły 1081 lub 1082.
.
– O Bolesławie II Pogańskim wspomiał Wincenty z Kielczy. W połowie XIII w. napisał: „Zostało po nim [Mieszku II] dwóch synów, starszy Bolesław i małoletni Kazimierz. Po starszeństwie zasiada na tronie pierworodny Bolesław”.
.
Ponadto, gdyby pogański Bolesław II nie istniał, to „Kodeks tyniecki” Bolesława Szczodrego/Śmiałego nie nazwałby Bolesławem III, a „Rocznik małopolski” Bolesława Krzywoustego nie nazwałby Bolesławem IV. Skoro to jednak miało miejsce, to musiał pomiędzy Bolesławem I (Chrobrym) a nimi istnieć kolejny Bolesław – właśnie ten wymazany z naszej historii wolą panów biskupów:
.
„…i choć odznaczony został koroną królewską, nie policzony został nawet w liczbie królów i książąt polskich dla wielkiej nieprawości swojej”.
.
Krok ten był całkowicie zrozumiały – żydo-katolicki kler jeszcze w XIII i XIV wieku (w wiekach następnych zresztą też) jak diabeł święconej wody bał się nawrotu pogaństwa. Które nadal w kraju było silne. Wszak jeszcze w XV wieku synod biskupów w Poznaniu (Artur W może to sprawdzić) potępiał utrzymujące się w Wielkopolsce pogaństwo. Choć została ona poddana katoliczeniu przez Piastów jako pierwsza. Pany biskupy znali też kronikę Nestora i ten zapis:  „Wybuchł w ziemi Lachów bunt, powstali chłopi i pozabijali swoich biskupów…”. Znali i kronikę Galla Anonima i jego zapisy: „Rzucili się na swych panów i sięgnęli po wła­dzę… Przeciw biskupom i kapłanom bożym rozpo­częli bunt i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali”. Wiedzieli też jak to się zakończyło: „Kraj Polan stał się jedna wielką pustynią bezlud­nym opuszczonym pustkowiem, cmentarzyskiem ruin i zgliszcz”. I właśnie z tego powodu próbowali zatrzeć pamięć o Bolesławie II, który stał na czele największego w historii państwa piastowskiego antykościelnego buntu !!!
.
 
W tym miejscu informuję Artura W, że nie opublikowałem pod jego adresem żadnych kłamstw czy pomówień i w związku z tym nie zamierzam usuwać ani zmieniać mojego o nim tekstu. A straszyć organami ścigania to może takich tchórzy jak on sam, anonimowo kopiących po kostkach turbolechitów. Mnie na strach nie weźmie.
.
Na koniec jeszcze kilka słówek należy się przynajmniej trzem pierwszym z brzegu „komentatorom” – przydupasom Artura W. I tak „Anonimowy” w poniższym komentarzu
.
określił mój tekst turbolechickim ściekiem inwektyw. A przecież to ja demaskowałem bzdury turbolechitów.
.
Przez co stawianie mnie w jednym szeregi z nimi to po prostu wyraz durnoty i ignorancji. Ponadto nie chcę być ani ultra-polski, ani ultra-słowiański, ani-ultra pogański. Dodatkowo to mnie wyzywają ultra-turbo-katolicy Szwabem, Niemcem czy Germańcem – jak więc mogę nienawidzić szwabsko- itd „czujów”. No i to mnie na stronie fundamentalistycznego, przedsoborowego ultrakatolika Wiechowskiego/Maruchy ten gorliwy gorliwi katollik publicznie nazywał „czujem”, tyle że bez zmiany litery h na c oraz „sburwysynem” używając litery k w miejscu litery b. Informowało mnie o tym kilku znajomych, dla których szokiem było to, że tak „pobożny” katolik publicznie używa takich rynsztokowych bluzgów wypowiadając się o mnie.  Tak więc i ten zarzut jest skierowany pod niewłaściwym adres. Kolejna sprawa – nigdy nigdzie i nikogo nie próbowałem przekonywać o tym, że moje nazwisko ma polski „rodowód”. Nigdy, nigdzie i nikogo. Po prostu nie jestem kabotynem. Inna rzecz – w wielu „dyskusjach” z katolikami jedynym „merytorycznym argumentem” katolików pod moim adresem było właśnie czepianie się mojego nazwiska – że niepolskie, niesłowiańskie, takie jakieś germańskie, niemieckie, wręcz szwabskie. W związku z czym nie powinienem zabierać głosu w sprawach Polski i Słowiańszczyzny. I to był ich jedyny „merytoryczny argument”. Odpowiadałem na niego najczęściej tak – czepianie się kogokolwiek o brzmienie jego nazwiska jest perfidną próbą podważenia wiarygodności dyskutanta zwalniającą osobę pomawiającą z konieczności przedstawienia rzeczowych i merytorycznych argumentów. Ponadto brzmienie nazwiska tak naprawdę o niczym nie świadczy. Podam konkretny przykład – jeśli spojrzymy na nazwiska członków zarządu żydowskiej loży B’nai B’rith Polin to zauważymy wśród nich kilka czysto polskich nazwisk. Czy w związku z tym ludzi tych mamy uważać za rodowitych Polaków? Wszak ich nazwiska mają czysto polski „rodowód”: Szczepański, Kowalski, Kozłowski, Nawrocki, Woleński.
.
Ale – jak podaje wiki odności członkostwa w tej żydowskiej loży:
.
„Członkiem może zostać osoba fizyczna, która ma i deklaruje tożsamość żydowską, świecką bądź religijną, opartą na pochodzeniu żydowskim (z ojca lub matki) lub na konwersji na judaizm.”
.
Nie są to więc Polacy, a ludzie mający i deklarujący tożsamość żydowską, choć nazwiska ich mają „rodowód” czysto polski. No chyba że założymy, że to są rodowici Polacy, tyle że konwertyci na judaizm. Ale i to nie zmienia stanu rzeczy – mają wprawdzie nadal czysto polskie nazwiska, ale tożsamość już żydowską – posiadaną i deklarowaną.
Tak więc ocenianie innych po nazwisku może zbyt często prowadzić na manowce. W wykonaniu „Anonimowego” była to perfidna próba podważenia mojej wiarygodności w myśl zasady – co będziemy z nim gadać, przecież to nie Polak, co widać po nazwisku.
W tym miejscu powtórzę – nigdy nie udawałem „polskiego rodowodu” mojego nazwiska. Już 5 lat temu na blogu napisałem o moich przodkach po mieczu:
.
„Przodkowie ze strony ojca pochodzą z terenów dzisiejszych Niemiec wschodnich (byłej NRD). Wywodzą się z Połabian w przeszłości przymusowo zgermanizowanych. W XIX wieku pradziadek (po mieczu) wyemigrował do Prus Wschodnich. Tuż po 1918 przeniósł się do odrodzonej Rzeczypospolitej (na tereny dzisiejszej Litwy). Tam jest pochowany. Za żonę wziął sobie Polkę. Szybko i łatwo się „spolszczył”. Dziadek też ożenił się z Polką. Po II wojnie nie chciał wyjeżdżać do Niemiec. Pochowany jest na Pomorzu (Szczecinek).”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/21/powrot-do-poganskich-korzeni/
.
Kolejny przydupas Artura W, Bartosz Piaseczny…
…również insynuował pod moim adresem jakąś ekwilibrystykę z nazwiskiem, aby uszło za polskie. Nic z tych rzeczy gnido przydupasie. Nie ja jestem naciągaczem faktów, aby pasowały do ideologii. No i nie należę do tych, którzy starożytne tabliczki interpretują zgodnie z turbolechicką ideologią. Sam w dyskusji z jednym takim turbolechitą demaskowałem turbolechickie wymysły o rzekomych tabliczkach granicznych Rzymu i turbo-Lechii. On napisał tak:
.
„Nalezy sie domyslac ze rzeczy znalezione w ziemi czy muzeach (np.tabliczki graniczne miedzy Cesarstwem Rzymskim a Cesarstwem Lechitow) to wg.pana tez fikcja!!!”
.
Odpisałem mu:
.
„A więc domagam się od pana – powtarzam – domagam się wrzucenia zdjęcia tabliczki granicznej, na której pisze, że jest to tabliczka graniczna Cesarstwa Rzymskiego i Cesarstwa Lechickiego. Nawet nie wie pan, wypisując takie głupoty, jakim jest ignorantem (…) Więc po co pan wypisuje głupoty i wymysły o tabliczkach granicznych miedzy Cesarstwem Rzymskim a Cesarstwem Lechitow skoro takich nigdy nie było i stąd nie ma ich w żadnym muzeum. Chyba że jakiś turbo-lechita zrobił fałsyfikat”.
.
Przydupas Artura W Bartosz Piaseczny powinien zrozumieć, że nie należę do świrów odczytujących dowolnie starożytne tabliczki jako pralechickie „szyldy”.

.

Kolejny przydupas to Pawel.M.
.
Napisał krótko: „Bardzo dobrze, ostrzy to się nóż, a chama tępi.”
.
Odpowiem też krótko – to czemu nie tępisz siebie, Anonimowego  i Bartosza Piasecznego? Wszak chamów, jak twierdzisz, się tępi…
.
.
opolczyk
.
.
.
.

Metody dezinformacji i skłócania Polaków na przykładzie publicystyki „niezależnego” posła do knessejmu, Sanockiego…

.

.

Pewien znajomy rozesłał e-pocztą link artykułu Janusza Sanockiego o Mateuszu Piskorskim, bezprawnie trzymanym przez bandycki PiSrael od 1,5 roku w areszcie (przytaczam początek tego artykułu):
.
„Nie o taką Polskę walczyliśmy!
.
.
ABW i prokuratura działają w sprawie Mateusza Piskorskiego, który od maja ubiegłego roku siedzi w areszcie pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji – wg klasycznej bolszewickiej zasady: „Dajcie człowieka a paragraf się znajdzie”.
(…).
http://sanocki.neon24.pl/post/140599,nie-o-taka-polske-walczylismy
.
Na pierwszy rzut oka tekst Sanockiego jest jak najbardziej OK.  Ale i tu mam wątpliwości. Sanocki broni Mateusza Piskorskiego przed absurdalnymi zarzutami, ostro krytykuje metody ABW i prokuratury, oraz informuje o bezpodstawnym szykanowaniu przez ABW samego Sanockiego. A więc pozornie wszystko jest napisane jak najbardziej OK!
Ale…
Ostro (w sumie słusznie) imiennie krytykuje Sanocki Macierewicza/Singera za jego nieodpowiedzialne awanturnictwo w polityce wschodniej uprawiane przez Singera w imieniu PiSraela i III Rzydopospolitej. Nazywa – i słusznie – metody ABW i prokurartury (od siebie dodam – w domyśle – pod rządami PiSraela) „bolszwickimi”. Wywołać to może, a nawet musi, u wyznawców PiSraela, Kalksteina i Singera-Macierewicza reakcję obronną – okrzyczą Sanockiego POsraelitą czy KODsraelitą, atakującym PiSraelską dobrą zmianę. Sanocki jako wieloletni dziennikarz i publicysta (Nowiny Nyskie, prawica.net, Neon.24 i inne) musi wiedzieć o tym, ża taką reakcję u Pisraelitów jego tekst wywoła, a przynajmniej może wywołać. Ja zauważyłem to już dawno, gdy pisałem jeszcze pod nickiem Poliszynel. Gdy w jednym artykule skrytykowałem PiSrael, okrzyczany zostałem wtyką POsraela. Gdy następnie skrytykowałem POsrael, jego wyznawcy okrzyczeli mnie wyznawcą i wtyką PiSraela. Od tamtego czasu nigdy nie krytykuję jednej tylko z tych dwóch bratnich okupacyjnych mafii. Zawsze informuję, że obie służą tym samym mocodawcom. Przykłady?
.
15 czerwca 2012 w knessejmie głosowano nad żondowym POsraelickim projektem zmiany ustawy o szczepieniach. Wprowadzono zapisy będące de facto zniewalaniem Polaków. Chodziło o to, że ogłaszanie alarmu o domniemanej epidemii przyznano byle urzędasom z Sanepidu, że na ich wniosek Polaków miano zmuszać do szczepienia się (opornych miała na szczepienia przymusem i siłą doprowadzać policja) i że pozwolono Sanepidowi utajnianie wszelkich informacji o groźnych powikłaniach w związku ze szczepieniami. I choć był to projek żondowy czyli POsraelicki, wszyscy biorący udział w głosowaniu „opozycyjni” wówczas knessejmowcy PiSraelici – wszyscy co do jednego – poparli go i głosowali za.
https://www.salon24.pl/u/sisi/431240,zdrada-sejmu-szczepienia-za-wszelka-cene
.
Kolejny przykład – podczas żonduf PiSraela w latach 2005-2007 ikona PiSraela – Lech Kalkstein podczas jednej z wielu jego pielgrzymek do krainy przodków na spotkaniu z pobratymcami (m.in. z armii Andersa) otwarcie przyznał, że polskie wojsko wysyłane jest na wojny do Azji m.in ze względu na interesy Izraela. Na koniec stwierdził, że bez względu na to kto wygra następne wybory (a głównym domniemanym „konkurentem” PiSraela był już wtedy POsrael), że polityka „polska” wobec Izraela (czytaj- służenie jego interesom ) nie zmieni się.
.

.
On dobrze wiedzaiał co mówi…
.
Wielu agentów wpływu – świadomych dezinformatorów – celowo takie teksty pisze – krytykują albo wyłącznie PiSrael, albo POsrael w celu zaciągnięcia ich wyznawców na fałszywą barykadę obrony dobrego imienia ich agenturalnej mafii. Taka jednostronna krytyka PiSraela lub POsraela ma za zadanie utrzymanie społecznej dychotomii – podziału większości aktywnych politycznie, choć niestety ogłupionych wrzaskliwą propagandą okupanta Polaków, na wyznawców POsraela i wrogich im wyznawców PiSraela w myśl zasady dziel i rządź. Okupant wie o tym, że podzieleni, rozbici i skłóceni Polacy będą przez to bezbronni.
.
Każdy odpowiedzialny publicysta krytykując jeden czy drugi główny polityczny agenturalny kibuc (POsrael lub PiSrael) powinien wyraźnie zaznaczać, że oba one jedynie inscenizują walkę pomiędzy sobą. W rzeczywistości służą  tym samym mocodawcom i nie ma między nimi różnicy. Oba są antypolskie i oba służą okupantowi.
I Sanocki powinien o tym wiedzieć. Natomiast już poprzedni jego tekst opublikowany na Neonie24 to zwykła załgana żydowska propaganda:
http://sanocki.neon24.pl/post/140519,przyczyna-terroryzmu-jest-islam-trzeba-go-zakazac
.
Wszystkie wymienione przez Sanockiego „zamachy” były operacjami obcej flagi zwalonymi na „islamistów”.
To raz!
Dwa – gdyby nawet były to rzeczywiście zamachy dokonane przez islamistów (choć tak nie jest), byłoby to tylko mikroskopijnym rewanżem za miliony ofiar cywilnych bandyckich działań bandyckiego NATO (w tym zachodnich wasali USraela) w świecie islamu. Podam tylko jako przykład operację TPAJAX:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamach_stanu_w_Iranie_(1953)
.
Tylko po II wojnie działania CIA, Mosadu i podległych im zachodnich służb oraz działania USraela i zachodnich jego wasali (embarga, wojny, bombardowania i tajne operacje jak TPAJAX) kosztowały życie co najmniej 10 milionów muzułmanów – w ogromnej większości ludności cywilnej.
https://przemex.wordpress.com/2016/01/15/islamski-holocaust-wojny-prowadzone-przez-zachod-zabily-co-najmniej-4-miliony-muzulmanow/
.
Dane w powyższym tekście są co najmniej 3-krotnie zaniżone. Gdyby więc owe operacje zachodnich służb uznać nawet za zamachy islamistów, to i tak rachunek ofiar jest jednoznaczny – miliony cywilnych ofiar po stronie islamu i kilkaset po stronie jewrounitów.
.
Wniosek jest jeden – należy zakazać czy wręcz zdelegalizować NATO, Izrael oraz USrael i jego zachodnich wasali a także wszystkie zachodnie służby służące żydowskim interesom. Wtedy zapanuje spokój i nie będzie terroryzmu. Przynajmniej tego „islamskiego”. Bo tu jeszcze przypomnę, że wcale nie tak dawno w Irlandii Płn. mieliśmy faktyczny terroryzm w wykonaniu katolickiej IRA. Czemu wtedy nikt nie domagał się zakazania katolicyzmu?
.
Odnośnie Sanockiego jeszcze jedna uwaga – pytałem go osobiście (bo znamy się osobiście), kto i dlaczego zaprosił go jako „eksperta” do udziału w żydowskim spisku okrongłego stołu. Sanocki brał w nim udział w podstoliku „budownictwo mieszkaniowe” czy „polityka mieszkaniowa – jakoś tak. Nigdy mi na to pytanie w sposób klarowny i jasny nie odpowiedział. A to mnie właśnie ciekawi, gdyż uczestników „rządowych” wyznaczał Kiszczak i jego ekipa, a uczestników „opozycyjnych” Bolek i jego ekipa. Sanocki w skali ogólnokrajowej był jako opozycjonista i solidurnościowiec nieznany. Dlaczego więc i KTO zaprosił nieznanego opozycjonistę z małej w sumie Nysy do okrongłego stołu, o którym dzisiaj wiemy, że był żydowskim spiskiem przeciwko Polsce, zaklepanym dodatkowo przez przedstawicieli kk.
Tu jeszcze wyjaśnię, że fotkę z Magdalenki, gdzie pod znakiem menory sprzedawano Polskę i Polaków umieściłem na początku wpisu z tego powodu, że Magdalenka była inauguracją i wstępem do żydowskiego zamachu na Polskę, czym faktycznie był okrągły stół. W którym w jednym z podstolików brał udział ówczesny opozycjonista, obecnie  publicysta i „niezależny” knessejmowiec Janusz Sanocki.
.
Na koniec oceniając całościowo publicystykę Sanockiego napiszę tak – Sanocki tekstami jak ten o Piskorskim (wcześniej  pozytywnie pisał o Białorusi) uwiarygadnia się. Po to, aby równocześnie szerzyć obżydliwą propagandę jak ta w jego tekście o islamie i rzekomo „islamskich” zamachach, zwalanych przez propagandę żydo-zachodu na muzułmanów. Po to, aby cywilizacja zachodu nadal walczyła z islamem ku radości i w obronie interesów gwiazdy Dawida.
.
.

opolczyk

.

.

.

.

O konstytucji kwietniowej, o sanacji i jej rzekomych zasługach dla II RP…

.

.

Zdecydowałem się poruszyć ten temat, gdyż jak zaraza szerzy się w różnych kręgach w internecie kult sanacji i nawoływania do uznania sanacyjnej konstytucji kwietniowej za jedyną legalną. Są nawet tacy którzy sanacyjną nielegalną konstytucję kwietniową uważają za jedyną legalną i nadal obowiązującą. Jednym z najbardziej obecnie znanych propagatorów owej nielegalnej (o tym za chwilę) konstytucji sanacyjnej jest niepoważny wielbiciel sanacji chrabja Potocki uważający się dodatkowo za legalnego, tyle że  emigracyjnego prezydęta – kontynuatora sanacyjnych rządów.
.
.
Na tę szajbę dał się nabrać nawet Jerzy Zięba, propagator metod naturalnego leczenia.
.
Uwiarygadnianiem niepoważnego chrabjego Potockiego zajął się też zawodowy aktor, pupilek rebe Rydzyka, Olszański vel Jabłonowski. Razem chcą odbudowywać II RP – naturalnie z sanacyjną nielegalną konstytucją.
.

.
Tu nadnienię, że gorliwą wyznawczynią konstytucji kwietniowej była nie żyjąca już Beata Andreas.
.

.
W jej przypadku nie jest to dziwne. Była wszak także wyznawczynią wklęsłej ziemi:
.

.
Co najśmieszniejsze, zwolennicy konstytucji kwietniowej, tacy jak Pol Lechicki uważają, że dzięki wprowadzeniu konstytucji kwietniowej Polacy staną się świadomym SUWERENEM we własnym kraju.
.

.
Wszyscy oni wykazują brak elementarnej wiedzy o II RP i o sanacji i/lub totalny zanik zdolności samodzielnego i logicznego myślenia. Sprawa konstytucji kwietniowej jest przecież jak najbardziej oczywista! Nikt nie zaprzeczy, że sanacja doszła do władzy nielegalnie w wyniku krwawego puczu, nieudolnie zresztą przeprowadzonego pod wodzą  litewskiego przybłędy Piłsudskiego! W związku z tym wszystkie decyzje, zarządzenia, dekrety i ustawy – a więc i sanacyjna konstytucja – były nielegalne. Bo nielegalna władza tworzy nielegalne ustawy. To powinno być dla każdego oczywiste. Jak więc można domagać się legalizacji, czy uważać za jedyną legalną konstytucję tę uchwaloną przez nielegalną sanację ?
Jak już wspomniałem, wyznawcy nielegalnej konstytucji kwietniowej (nie tylko Pol Lechicki), twierdzą, że przywróci ona Polakom pozycję SUWERENA w państwie. Ci ignoranci nawet nie zdają sobie sprawy z tego co wygadują. Konstytucja kwietniowa tak naprawdę pisana była pod litewskiego przybłędę Piłsudskiego (a raczej Selmana, jak z dużym prawdopodobieństwem nazywali się jego przodkowie w linii męskiej, przechrzty żydowskie). W miarę obiektywnie o konstytucji kwietniowej pisze, o dziwo, nawet na stronie kontrolowanego przez okupanta „polskiego” radia:
http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/828424,Konstytucja-kwietniowa-%E2%80%93-akt-pisany-z-mysla-o-Pilsudskim
.
Był to rzeczywiście akt prawny pisany z myślą o przywódcy majowego puczu. Już wcześniej wielokrotnie proponowano mu urząd prezydenta, co samozwańczy „marszałek” odrzucał, gdyż funkcja prezydenta RP w myśl obowiązującej wówczas konstytucji z 1921 roku była przede wszystkim reprezentacyjna. Prezydent był tytularną głową państwa, ale nie posiadał rzeczywistej władzy decyzyjnej ani wykonawczej. I stąd Selman/Piłsudski tę funkcję odrzucał. Aby temu zaradzić, opracowano konstytucję kwietniową, która czyniła prezydenta dyktatorem czy wręcz nieomal władcą autokratycznym. Miał być zgodnie z nią odpowiedzialny wyłącznie „przed bogiem i historią” – czyli przed nikim! A już najmniej przed społeczeństwem. Jak pisze o tym na stronie radia, prezydent w myśl nowej konstytucji:
.
„Sprawował władzę zwierzchnią względem parlamentu i rządu – jednolitą i niepodzielną. Mógł mianować premiera i ministrów, zwoływać i rozwiązywać Sejm i Senat, wyznaczać terminy ich sesji, powoływać 1/3 senatorów. Posiadał także prawo wskazania następcy na czas wojny, kandydata na prezydenta, mianowania lub odwołania Naczelnego Wodza. Dysponował prawem łaski, wydawania dekretów w czasie wojny, zarządzenia powszechnego głosowania.”
.
I plan był taki – uchwali się ową konstytucję, po czym Mościcki poda się do dymisji a prezydentem zostanie Selman/Piłsudski. A wtedy, gdyby nawet w następnych wyborach do sejmu antysanacyjna opozycja wygrała, Selman/Piłsudski taki nowy sejm mógłby po prostu rozwiązać. I dotąd nakazywałby nowe wybory, aż sanacja ponownie by je wygrała. Na premierów i ministrów wyznaczałby ślepo mu posłuszne marionetki, do senatu wcisnąłby ponadto 1/3 swych lokajów i nikt nie miałby możliwości protestu, gdyż robiłby to „legalnie” – zgodnie z konstytucją. W konstytucji szło po prostu o pozbawienie jakiegokolwiek politycznego wpływu  opozycji, a przez to i społeczeństwa, zniewolonego przez „wodza” poprzez totalne podporządkowanie kraju sanacji i rządzącemu nią i państwem dyktatorsko „marszałkowi”. Cały ten plan nie powiódł się tylko z tego powodu, że niecały miesiąc po wejściu w życie owej nielegalnej konstytucji Selman/ Piłsudski wyzionął ducha. A Mościcki, nie posiadający autorytetu „wodza”, z przysługujących mu nagle, a przeznaczonych dla Selmana/Piłsudskiego nowych prerogatyw żadko korzystał. Zrobił to np. w 1938 roku, gdy dekretem zdelegalizował żydowską lożę B’nai B’rith (zalegalizowaną ponownie przez Lecha Kalksteina). I chyba tylko ten jeden dekret Mościckiego był jedynym naprawdę propolskim posunięciem sanacji na przestrzeni 13 lat jej rządów. Niemniej, choć konstytucja kwietniowa leżała odłogiem, opozycji nie udało się rozpędzić sanacji, która rządziła, nadal nieudolnie, aż do okupacji i związanej z nią likwidacji II RP.
.
Z ewentualnego zalegalizowania obecnie nielegalnej, sanacyjnej konstytucji kwietniowej najbardziej ucieszyłby się prezes PiSraela Kalkstein. Dysponowałby, ukryty za plecami i ponad głową Dódy Obłudy (którego dzieci mają prawo powrotu do Izraela) praktycznie nieograniczoną władzą. Konstytucja dawałaby mu pełną kontrolę nad knessejmem, senatem, żondem, a przede wszystkim nad społeczeństwem, które zostałoby całkowicie ubezwłasnowolnione. Kto wie zresztą, czy planowana przez PiSrael nowa konstytucja nie będzie kalką konstytucji sanacyjnej? Tak więc tylko skończeni ignoranci i ludzie nieodpowiedzialni mogą propagować przywrócenie sanacyjnej nielegalnej konstytucji kwietniowej. No chyba, że robią to świadomie będąc agenturą wpływu Kalksteina i PiSraelitów – agentury okupanta.
.
A teraz kilka przykładów wybitnie antypolskiej postawy sanacji.
.
1) Już w październiku 1926 rząd sanacyjny zrzekł się prawa do emisji pieniądza na rzecz w międzyczasie sprywatyzowanego Banku Polskiego, wydając finanse państwa w łapska żydo-banksterów posiadających większość akcji Banku „Polskiego”:
.
”Rząd oświadcza , że zgodnie z rozporządzeniem z dnia 26 października 1926 r. zrzekł się prawa emisji biletów bankowych i że nie będzie ich więcej emitował. Bank Polski będzie jedyna instytucja emisyjna. Na mocy obecnego statusu Bank Polski jako spółka akcyjna jest całkowicie niezależny od rządu. Rząd nie jest upoważniony do uzyskiwania zaliczek od banku, do emisji biletów na pożyczki dla rządu z wyjątkiem tych, które się mieszczą wyraźnie w granicach obecnie dozwolonych przez Status Banku”
http://nikander.neon24.pl/post/136015,pilsudski-za-ten-gwalt-uczyniony-nad-polska
.
Polska w okresie międzywojennym była krajem biednym i zacofanym. Jedynie wywalczone powstaniami (całkowicie bez pomocy „naczelnika” państwa, Selmana/Piłsudskiego, który wszystkie te powstania ignorował) kawałek Śląska i częściowo Wielkopolska  były uprzemysłowione. Gdyby sanacja nie pozbyła się prawa emisji przez rząd pieniędzy, budowa np. nowych fabryk byłaby o wiele prostsza – rząd mógłby po prostu emitować nowe pieniądze przeznaczone na konieczne inwestycje i nie musiałby ich na lichwiarski procent pożyczać w żydowskim banku „polskim”, któremu oddał monopol kreacji pieniądza. Tą decyzją sanacja sama wydała kraj w łapska żydo-banksterskiej finansjery.
.
Tu pozwolę sobie na pewną dygresję. Osobiście nie potępiałbym ani sanacji, ani nawet jej nielegalnego puczu, gdyby zdobytą nielegalnie dyktatorską władzę sanacja wykorzystała dla dobra Polski. I były ku temu szanse – gdyby sanacyjny żont nie zrzekł się już w kilka miesiący po puczu prawa emisji pieniądza na rzecz prywatnego banku. Przed puczem sytuacja w Polsce była zła – sejm zajęty był walkami międzyfrakcyjnymi, kolejne rządy padały, kolejne koalicje rządowe rozpadały się. Wystarczy sobie uświadomić, że w okresie od listopada 1918 do maja 1926 II RP miała 14 kolejnych rządów. Sytuacji nie polepszał duży odsetek mniejszości narodowych niechętnych Polakom (ok 1/3 mieszkańców RP). Prowadzenie w tej sytuacji spójnej i ciągłej polityki społecznej, gospodarczej i finasowej było po prostu niemożliwe. Wprowadzenie rządów dyktatorskich byłoby w tej sytuacji nawet korzystne, pod warunkiem, że sanacja prowadziłaby politykę propolską i propaństwową. A tak nie było. W II RP istniało ogromne bezrobocie, przemysł był w powijakach, zwłaszcza na ziemiach zaboru austriackiego i rosyjskiego. Teoretycznie możliwe byłoby szybkie postawienie gospodarki na nogi i likwidacja bezrobocia pod warunkiem ciągłości rządu, co przed majem 1926 było niewykonalne. Po zamachu majowym sytuacja się zmieniła. Sanacja miała możliwość prowadzenia długofalowej spójnej polityki gospodarczej. Posiadała prawo emitowania przez rząd pieniędzy, które można by było przeznaczyć na roboty publiczne, na rozbudowę infrastruktury i budowę przemysłu. Skokowo i bardzo szybko ogromnie zmiejszyłoby się bezrobocie, ogromnie wzrosłyby wpływy do budżetu z tytułu podatków od nowo zatrudnionych milionowych rzesz ludzi, a miliony byłych bezrobotnych, mając pieniądze za prace publiczne i w państwowych zakładach nakręcałyby koniunkturę kupując w sklepach więcej towarów. Tej możliwości szybkiego i radykalnego uzdrowienia (a więc sanacji) gospodarki państwowej i sytuacji materialnej społeczeństwa sanacja sama się pozbawiła oddając prawo emisji pieniądza prywatnemu bankowi. Przez co do końca II RP panowały w niej bieda i masowe bezrobocie. U schyłku II RP katastrofalnie brakowało też pieniędzy na konieczne dobrojenie polskiego wojska  w obliczu nadciągającej wojny (o tym później).
2) Katastrofalny był stan i katastrofalna była bieda polskiej wsi, dla której sanacja nic nie zrobiła – poza krwawą pacyfikacją powstań i strajków chłopskich. Współodpowiedzialność za katastrofalny stan ludności wiejskiej ponosił żydo-kk zaciekle sprzeciwiający się reformie rolnej i uwłaszczeniu chłopów. Wprawdzie w czasie zaborów kk utraciił ogromną większość majątków ziemskich, ale w odrodzonej RP należał i tak do największych posiadaczy ziemskich. W rękach kleru było w II RP ok 220 tys. hektarów ziemi. I z tego powodu kk zażarcie sprzeciwiał się reformie rolnej strasząc wręcz zwolenników reformy rolnej klątwami i ekskomunikami. Także inni obszarnicy zdecydowanie bronili ich majątków. Zwolennikami reformy były stronnictwa chłopskie i część socjalistów. Negatywnie nastawiona była tzw. „prawica”, w tym i zdecydowana większość członków ND. Byli katolikami i bali się kleru. Sanacja nie tylko nie poprawiła losu chłopów stanowiących ponad 50 % mieszkańców II RP. Gdy w latach 30-tych sytuacja na wsi dramatycznie zaczęła się pogarszać, co było nastąpstwem światowego kryzysu gospodarczego wywołanego w USraelu w 1929 roku przez żydo-banksterów i gdy zaczęły wybuchać strajki i powstania chłopskie, sanacja brutalnie i krwawo je tłumiła. W latach 1932-37 śmierć z rąk policji i wojska poniosło 107 chłopów. Już podczas tłumieniu w roku 1932 powstania leskiego do powstańców strzelano z karabinów maszynowych. Do pacyfikacji powstania wykorzystano nawet samoloty wojskowe.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_leskie#Przebieg_powstania
Najgorszy dla chłopów był rok 1937. Tylko wtedy podczas tłumienia strajku chłopskiego zginęło 44 strajkujących chłopów a represje dotknęły tysięcy innych.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Strajk_ch%C5%82opski_(1937).
.
Tu kolejna dygresja. Powstanie leskie wywołały nieprzemyślane pomysły chrabjego Potockiego (ciekawe czy to rodzina naszego chrabjego Potockiego, wyznawcy konstytucji kwietniowej). Proponował on zatrudnianie chłopów do nieodpłatnej pracy, m.in przy remontach dróg i mostów. Chłopi uważali to – i słusznie – za próbę przywrócenia pańszczyzny. Rzecz w tym, że chrabjowie, obszarnicy i finasowa elita mieli wtedy już samochody. Nie mieli jednak za bardzo gdzie nimi jeździć, gdyż poza dużymi miastami i rzadką siecią krajowych dróg brakowało lokalnych porządnych dróg i mostów. I dlatego m.in padł pomysł zapędzania chłopów do tych prac. Aby pany chrabje mogli se autkami jeździć. Inna rzecz – II RP potrzebowała rzeczywiście budowy i modernizacji infrastruktury, w tym sieci dróg i mostów. Gdyby sanacja nie zrzekła się prawa emisji pieniądza, to pomysł chrabjego Potockiego, aby bezrobotnych chłopów zatrudniać przy remontach dróg – tyle że odpłatnie, za emitowane przez rząd pieniądze – byłby korzystny dla państwa, gospodarki, wsi i samych chłopów. A tak, zapędzanie ich do robót za fricko wywołało bunty zakończone krwawą pacyfikacją.
.
3) Niewiele lepsza sytuacja była w miastach. Krwawo pacyfikowane były protesty robotnicze (np. w Krakowie czy Racławicach). Najbardziej krwawo spacyfikowano w kwietniu 1936 Lwów:
.
„Bilans masakry robotników i bezrobotnych, która miała miejsce we Lwowie, w czwartek 16 kwietnia był przerażający. W masakrze zginęło na miejscu 31 osób. Kolejne 18 osób zmarło w szpitalach miejskich wskutek odniesionych ran postrzałowych następnego dnia. Łącznie 49 ofiar śmiertelnych. We lwowskich szpitalach znalazło się ponad 300 ciężko i lżej rannych. Kilkuset uczestników pogrzebu zostało aresztowanych.”
https://wolnemedia.net/krwawy-kwiecien-we-lwowie-2/
.
Sytuacja w miastach była dla większości ich ludności niewiele lepsza niż na wsi. Panowało ogromne bezrobocie, pieniędzy na roboty publiczne ani na budowę państwowych zakładów pracy i fabryk z wiadomych powodów nie było. W gospodarce dominował więc obcy kapitał, który robotników po prostu wykorzystywał. Przez co ciągle wybuchały strajki, co nie polepszało gospodarczej ani społecznej kondycji państwa. Wprawdzie sanacja zaczęła w roku 1936 budowę Centralnego Okręgu Przemysłowego (ciekawe, że zrobiła to dopiero po śmierci Selmana/Piłsudskiego, a nie za jego życia), niemniej budowa COP-u szła niezbyt szybko, bo i na nią brakowało po prostu pieniędzy. Ale gdyby sanacja nie zrzekła się prawa emisji pieniądza i gdyby zależało jej na losach Polski, budowę COP i szeregu innych takich okręgów miała mośliwość i mogła to robić już od 1926 roku. Wtedy Polska w ogóle nie odczułaby skutków światowego kryzysu gospodarczego, gdyż rząd mógły w ramach utrzymania ciągłości produkcji składać zamówienia rządowe w każdej zagrożonej kryzysem i spadkiem produkcji fabryce czy gałęzi gospodarki. Bo miałby na to pieniądze.
.
Należy więc otwarcie stwierdzić, że sanacja dla poprawy gospodarki i dla podniesienia poziomu życia obywateli nie zrobiła praktycznie nic, zwłaszcza do czasu śmierci „marszałka”. O COP-ie pomyślała dopiero po jego śmierci – dziesięć lat po nielegalnym przejęciu władzy. A co robiła wcześniej, poza represjami wobec przeciwników politycznych i pacyfikowaniem strajków?
.
4) Najbardziej jednak antypolskie działania sanacji dotyczyły kompletnej indolencji wobec nadciągającej wojny. Sanacja znała zamiary zachodu i wiedziała, że Polska z zachodu nie otrzyma żadnej pomocy. Potwierdza to korespondencja dyplomatyczna z tamtego okresu. Pisałem o tym w jednym z fragmentów tekstu pt: „Majowe rocznice”:
.
„– Władze sanacyjne z kanałów dyplomatycznych jak i wywiadowczych wiedziały, że UK i Francja hojnie obdarzają III Rzeszę kredytami zbrojeniowymi, natomiast Polsce ich odmawiają:
.
„Krytycy postawy Anglii i Francji w 1939 r. zwykli ignorować sabotowanie kredytów dla Polski przez rząd Anglii – i to nie tylko angielskich kredytów – ale i francuskich (przy jednoczesnym hojnym kredytowaniu zbrojeń III Rzeszy!)”
https://myslnarodowa.wordpress.com/2012/09/04/abbeville1939-a-wojna-obronna-ii-rp-zdrada-czy-realizm/
.
– Władze sanacyjne znały plany zachodu dotyczące nadciągającej wojny. 21 listopada 1938 roku otrzymały wszak raport ambasadora Jerzego Potockiego z Faszyngtonu z jego relacji z rozmowy z usraelskim dyplomatą Williamem Bullittem. Raport przytaczał słowa usraelity:
.
„Wojna z Hitlerem jest nieuchronna a  Stany przystąpią do niej po związaniu Niemiec przez Anglię i Francję.  Państwom demokratycznym potrzeba co najmniej dwa lata czasu na dozbrojenie a w międzyczasie należy spodziewać się ekspansji Hitlera na wschód i życzeniem państw demokratycznych byłoby, żeby tam na wschodzie doszło do rozgrywki między Rzeszą Niemiecką a Rosją. Ponieważ potencjalna siła Sowietów  nie jest  dotychczas znana, zatem możliwe jest, że Niemcy operując zbyt daleko do swych baz byliby skazani na długa i wyniszczającą wojnę. Dopiero wtedy państwa demokratyczne mogłyby zaatakować Niemcy i doprowadzić do ich kapitulacji.”
.
Proszę zauważyć, że usraelita nie wspomniał ani słowem o Polsce leżącej między III Rzeszą a ZSRR. Ona dla niego nie istniała. Ważne są jeszcze dwa inne raporty – z dnia 17 grudnia 1938 sporządzony przez ambasadora Łukasiewicza w Paryżu po jego rozmowie z szefem MSZ Francji G. Bonnetem:
.
„Nie brak oznak, że gdyby z tych czy innych powodów wypadło Francji wykonać zobowiązania wynikające ze sojuszu z nami wysiłek w kierunku wykręcenia się od zobowiązań były by niewątpliwie większy niż w kierunku dotrzymania zobowiązań. Powyższa opinia wdaje się nie być zgodna z deklaracjami min. Bonnet jest jednak słuszna i w zupełności oddaje istniejący stan rzeczy. Syntetycznie rzecz biorą polityka francuska uznaje jedynie za pozytywny sojusz z Anglią natomiast sojusz z nami i z Rosją za momenty obciążające.”
.
A w raporcie z 16 stycznia 1939 ambasador Potocki po rozmowie z Williamem Bullittem (ambasadorem usraela w ZSRR) pisał:
.
„Państwa demokratyczne przekreśliły raz na zawsze wszelki urojone interwencje zbrojne w kierunku  zabezpieczenia jakiegokolwiek państwa które miało się stać pastwą agresji niemieckiej.”
.
UUUFFF !!!
„Państwa demokrytyczne”, czyli bandycki zdradziecki zachód, nie ruszy palcem, aby bronić m.in. Polski – to mówił powyższy raport.
Co więc z tych raportów powinni wyczytać odpowiedzialni politycy sanacyjni?
.
1) Wojna z Hitlerem jest nieuchronna.
2) Zachód chce, aby III Rzesza napadła na ZSRR i tam się wykrwawiła. Tyle że Polska leżała Wehrmachtowi na drodze. Tak więc „demokrytyczny zachód” spisał ją na straty, co jasno pokazują dwa ostatnie, przytoczone przeze mnie raporty.
3) Jakiekolwiek „sojusze” z zachodnimi „aliantami” były więc nic nie warte – tamci chcieli, aby III Rzesza uderzyła na ZSRR i nie zamierzali jej w tym marszu przeszkadzać, broniąc Polski. Wręcz po to wspierali Hitlera ogromnymi kredytami zbrojeniowymi  i odmawiali je Polsce, aby ułatwić mu szybkie rozbicie polskiego wojska. Ponadto, co podaje pierwszy raport – do wojny z Hitlerem nie był jeszcze zachód w 1939 roku przygotowany (co widać było zresztą pod Dunkierką, gdzie dumni Anglicy spieprzali z Franczuami za kanał zostawiając Niemcom ogromną ilość uzbrojenia – 84 427 pojazdów, 2472 działa i 657 tys. ton amunicji i sprzętu). Gdyby tchórze ten sprzęt podarowali rok wcześniej Polsce, inaczej by wyglądała kampania wrześniowa.
.
Jak więc powinni postąpić odpowiedzialni politycy sanacyjni znając powyższe raporty? Na pomoc Anglii czy Francji, a tym bardziei USraela nikt poważny i odpowiedzialny liczyć nie mógł. Polska była wciśnięta między wrogie sobie i wrogie Polsce III Rzeszę i ZSRR. Jedynie sojusz z jednym z sąsiadów dawał jej jako taką gwarancję, nie nie zostanie bez pomocy w obliczu agresji ze strony tego drugiego sąsiada. Kogo więc powinni wybrać na sojusznika? Otóż znając plany „państw demokratycznych”, chcących uderzyć na III Rzeszę od zachodu, gdy ona wykrwawi się w ZSRR, należało zakładać ostateczną klęskę Hitlera. Sojusz z nim stawiałby Polskę u schyłku wojny w koalicji zwyciężonych, przegranych. Co wcale korzystne dla Polski by nie było. Znacznie lepszym rozwiązaniem byłby sojusz z ZSRR, tym bardziej, że Stalin sanacyjnym władzom sam go zaproponował.
.
Jakie byłyby korzyści dla Polski wypływające z takiego sojuszu?
.
1) Nie byłoby 1 września 1939 roku!
Wojna nie zaczęłaby się 1 września 1939 roku atakiem III Rzeszy na Polskę!  Hitler nie uderzyłby 1 września na Polskę związaną sojuszem militarnym z ZSRR, gdyż Wermacht nie był wtedy jeszcze gotowy do wojny z Armią Czerwoną. Tym bardziej, że III Rzesza nia miała jeszcze wtedy zabezpieczonych „pleców” i musiała liczyć się z zadaniem jej prędzej czy później ciosu z tyłu zza linii Maginota.
2) Nie byłoby 17 września 1939 roku.
3) Wojnę Hitler w takim przypadku musiałby zacząć od zabezpiczenia sobie „pleców” – czyli kampanią z roku 1940 i podbojem Danii, Norwegii, Beneluxu i Francji. Na Polskę związaną sojuszem z ZSRR mógłby uderzyć dopiero po zabezpieczeniu sobie tyłów. Atak ten nastąpiłby najprawdopodobniej dopiero w roku 1941, choć nie w czerwcu, a wcześniej. Niemniej Polska zyskałaby prawie dwa lata na dozbrojenie wojsk, przy czym związana  sojuszem z ZSRR mogłaby tam zakupić znaczną ilość czołgów i samolotów. I wtedy atak III Rzeszy na Polskę wyglądałby całkiem inaczej. Ofensywę Wehrmachtu połączone siły Wojska Polskiego i Armii Czerwonej byłyby w stanie powstrzymać szybciej. I szybciej dotarłyby do Berlina.
4) Gdyby Polska była dobrowolnym sojusznikiem ZSRR już przed wojną, jej pozycja przetargowa ze Stalinem w sprawach kształtu i systemu politycznego powojennej Polski byłaby niewyobrażalnie korzystniejsza, niż miało to miejsce w sytuacji, gdy nową władzę przewieziono do Polski uwolnionej spod okupacji hitlerowskiej przez ZSRR z Moskwy i osadzono w Warszawie pod osłoną bagnetów oddziałów NKWD.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/05/01/majowe-rocznice/
.
Tu dodam jeszcze, że militarna słabość II RP miał dwie zasadnicze przyczyny. Pierwszą była miłość „marszałka”, sanacyjnego naczelnego wodza, do konnicy. Kochał po prostu koniki i szabelki. Do jego śmierci w 1935 roku troszczył się on przede wszystkim o armie konne, które stanowiły wówczas trzon sił zbrojnych II RP. Wojska pancerne i lotnictwo traktował Selman/Piłsudski po macoszemu. Było to oczywiście idiotyczne i szkodliwe. Już w końcówce I wojny światowej decydującą rolę na froncie zachodnim odegrały artyleria, wojska pancerne i lotnictwo. Ale ślepy na to „marszałek” trwał z uporem maniaka przy konnych armiach do roku 1935. Dopiero po jego śmierci dowództwo wojskowe pośpiesznie przygotowało i zacząło wdrażać plan modernizacji wojska z naciskiem na wojska pancerne i lotnictwo. Jednak i czasu i pieniędy było już za mało, aby wojsko polskie należycie do wojny przygotować. To dlatego, mimo iż polski żołnierz bił się dzielnie, wojna obronna trawał zaledwie kilka tygodni. Konnicą  nie powstrzyma się dywizji pancernych i lotnictwa. Drugą przyczyną był, jak łatwo jest sią domyślić,  brak pieniędzy na zbrojenia. Ale była to wina sanacji, która sama zrzekła się prawa emisji pieniądza. Gdyby od 1926 roku za emitowane przez rząd pieniądze sanacja zaczęła budowę własnych zakładów zbrojeniowych, to nim Hitler doszedł do władzy w 1933 roku, II RP mogłaby być potentatem produkcji zbrojeniowej przynajmniej na miarę środkowej Europy. I wtedy nie byłoby tak katastrofalnej w stosunku do Wehrmachtu i Luftwaffe dysproporcji w uzbrojeniu wojsk RP, jaką widać było gołym okiem we wrześniu 1939.
.
Widząc nadciągającą nieuchronnie agresję hitlerowskich Niemiec sanacja, która sama pozbawiła się prawa emisji pieniądza, aby jakoś polepszyć obronność (lub aby to udawać, czego nie wykluczam), poza uprawianiem uspokajającej propagandy i zapewnianiem, że guzika nie oddamy, zorganizowała dekretem Mościckiego z 1936 roku (to także było już po śmierci „marszałka”) Fundusz Obrony Narodowej.
.
Niby było to posunięcie patriotyczne i propolskie. Ale np. wyprzedaż nieruchomości i ruchomych środków państwowych był w sumie szkodliwy. Wprawdzie jednorazowo otrzymywało się za wyprzedawany majątek pieniądze, ale z drugiej strony było to pozbywaniem się przez i tak biedny rząd (a raczej żont) stałych źródeł dochodów zasilających budżet państwa. Zebrane zaś złoto i srebro w ogromnej większości nie zostało wykorzystane na dozbrojenie wojsk i poszło na marne: „dary rzeczowe w złocie i srebrze wywieziono 1939 za granicę.”
.
Od siebie dodam – społeczeństwo polskie, mimo że biedne, ofiarnie oddawało niekiedy ostatnie grosze na ten fundusz. Dużą popularnością cieszyła się akcja oddawania złotych obrączek ślubnych. Niestety złoto to, jak wspomniałem, wywiozła uciekająca z kraju sanacja za granicę.
Powie ktoś – a jednak sanacja coś dla polepszenia obronności kraju jednak zrobiła, bo powołała ten FON. Jest to wrażenie błędne. Wyprzedaż majątku narodowego, aby łatać gigantyczne dziury w budżecie jest zawsze złe. Ogromnej większości zebranego złota i srebra nie wykorzystano do celu, w jakim je zbierano czyli do polepszenia obronności. A wielu mieszkańców pozbyło się resztek oszczędności, co pogłębiało i tak panującą biedę. Ale nie to było najgorsze w związku z tym funduszem. No bo zastanówmy się – państwo jest biedne, sanacja wysprzedaje rządowy majątek ruchomy i nieruchomy, od mieszkańców zbiera darowizny, pieniądze i obrączki. Sanacyjna propaganda powtarzała wtedy, że każdy karabin, każdy nabój jest ważny, aby dozbroić wojsko i wzmocnić obronność. To dlaczego w tym samym czasie, gdy wysprzedaje samacja własność państwową i wyciąga ludności pieniądze z kieszeni na dozbrajanie armii, dlaczego w tym samy czasie sanacja hojnie finasowała, zbroiła i szkoliła żydowskie organizacje terrorystyczne:
.
„Władze II RP przekazały również Żabotyńskiemu na działalność terrorystyczną 250 tys. zł. II RP dostarczała też broń dla Narodowej Organizacji Wojskowej Irgun w Palestynie. Broń przemycano jako maszyny rolnicze lub mienie emigrantów żydowskich. Polski wywiad wojskowy (drugi oddział sztabu generalnego) przemycili dla Żydów w Palestynie: 3000 karabinów, 220 karabinów maszynowych, 10 tys. granatów, 3 miliony sztuk amunicji, trzy lekkie samoloty RWD.”
http://prawy.pl/7016-wsparcie-sanacyjnej-dyktatury-dla-zydowskich-terrorystow/
.
Czyżby zbrojenie i finansowanie bojówek w Palestynie było ważniejsze niż dozbrajanie w obliczu nadciągającej wojny polskiego wojska? I skąd na to brała sanacja pieniądze, skoro nie miała ich na dozbrajanie polskich żołnierzy, przez co powołała FON i wyprzedawała własność państwową?
.
Czy piewcy sanacji odpowiedzą kiedyś na te pytania?
.
Na zakończenie przypomnę jeszcze końcówkę wystąpienia ministra Józefa Becka w sanacyjnym sejmie (a może knessejmie?) w maju 1939:
.
„Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest honor.”
https://pl.wikisource.org/wiki/Przem%C3%B3wienie_J%C3%B3zefa_Becka_w_Sejmie_RP_5_maja_1939_r
.

Jak widzimy, sanacyjny minister Józef Beck bardzo pięknie i patriotycznie gadał o honorze. Jednak gdzie był ten jego honor kilkanaście lat wcześniej, gdy był jednym z tych siepaczy, którzy w kilku zamordowali bezbronnego generała Zagórskiego:
.
„Na Dobrej oprawcy związują Zagórskiemu ręce na plecach, obrzucają wyzwiskami, biją po twarzy, kopią i okładają szablami- zrazu płazem. Generał nie chce współpracować, zatem przypalają mu skórę papierosami, cygarami oraz kłują sztychem szabli. W torturowaniu Zagórskiego uczestniczyli ( trudno ustalić, kto biernie, a kto czynnie): ppłk. Piątkowski i Józef Beck, major Wenda, kapitanowie Kowalski, Miładowski, Myśliszewski, Płaskowski oraz Łokietek. Na pewno, wbrew pogłoskom, wśród egzekutorów nie było Bolesława Wieniawy- Długoszowskiego. Można mu wierzyć na słowo- niekoniecznie trzeźwe. To był wprawdzie człowiek nie pozbawiony wad, ale niezdolny do takiego świństwa.”
https://wiernipolsce1.wordpress.com/2016/02/08/zabojstwo-gen-wlodzimierza-ostoi-zagorskiego-zbrodnia-niemal-doskonala-ludzi-pilsudskiego/
.

Jeszcze bardziej ciekawi mnie, gdzie był jego honor, gdy 17 września – w jego przekonaniu zapewne „honorowo” – zdezerterował z większością sanacyjnych pętaków do Rumunii. A przecież jako dyplomowany pułkownik artylerii mógły, a nawet powinien walczyć w obronie kraju, którego ludność sanacja i jego rząd tak bezmyślnie wydały na rzeź.

.
Gadać o honorze jest łatwo. Postępować z honorem już nie.
.
.

opolczyk

.
.
.
.

 

Głupota ludzka nie zna granic, czyli kolejna wpadka turbolechity Pawła Szydłowskiego…

.

.

 

Paweł Szydłowski, mający grupkę ślepo wierzących w jego fantazje fanów, jest jednym z kilku czołowych niepoważnych turbolechickich świrów. Wspomniałem o nim przy okazji demaskowania turbolechickich wymysłów w poniższym wpisie:
https://opolczykpl.wordpress.com/2016/11/25/czy-istniala-starozytna-slowianska-lechia-lub-polonorum-imperium/

.
A trzy lata temu pod jednym z jego filmów wydałem o jego propagandowych bzdurach poniższą opinię:
.
„Takiego żydłackiegpo bełkotu i tylu kłamstw w tak krótkim filmiku dawno nie słyszałem.
Szydłowski odkrył przyłbicę – jego misją jest judaizacja Polaków i judaizacja naszej historii i tradycji.
Jedynie zgodne z prawdą jest to, że Niemcy wymazywali i fałszowali naszą historię. Ale jeszcze bardziej fałszował ją kk a obecnie Szydłowski.
Co za idiotyzmy!!!
12 plemion lechickich !!! Polska „biblijnym Izraelem”!!! I wyznawała wedyjskie aryjskie chrześcijaństwo – arianizm wedyjski!!! Przecież to obrzydliwa żydłacka propaganda i judaizacja naszej przeszłości.
Szydłowski ślepo wierzy w żydłackie kroniki, nazywa je „polskimi” – a one są łacińsko-żydlackie a nie polskie. Dla niego agent Watykanu, „mnich watykański” fałszerz historii Gall Anonim jest wiarygodnym kronikarzem. Tak samo ślepo wierzy jednemu z największych fałszerzy historii – Długoszowi. Czy XIII-wiecznemu żydłackiemu biskupowi. Przecież to obłęd! Za Odrą mieszkali Połabianie – Serbołużyczanie, Wieleci, Ranowie, Redarowie, Obodryci i wiele innych plemion –  ale nie „Polanie”. Coś wiem o tym – tam mam korzenie po mieczu.
Szkoła katedralna w XII wieku nie była „uniwersytetem” – była kościelną szkołą – miejscem indoktrynacji żydłackiego kleru. „Sedalai i Ebrehel” to imiona hebrajskie a nie celtyckie czy wedyjskie.
Chrobry był jahwistą – i to gorliwym.
A w Rzeczypospolitej jagielońskiej czytać i pisać potrafiło może 5 % mieszkańców. Skąd więc „wszyscy Polacy” rzekomo wiedzieli o wyssanych z palca sędziach u Lechitów V wieków przed obrzezanym cieślą?
Abraham i sędziowie z żydowskiej biblii to wymysł oszustów. Abraham nigdy nie istniał. Biblijni sędziowie też nie. U Słowian takich też nigdy nie było. I dlaczego obrzezanego cieślę, nieudolnego samozwańczego rabbiego tytułuje on „chrystusem”?
A Wanda nie żyła w V wieku p.n.e.
Sprawa szczerbca….
Jeśli był on mieczem Chrobrego – to skąd na nim napis hebrajski? Czyżby pejsaci już wtedy mieli takie wpływy w państwie Piastów, że nawet na mieczu monarchy był napis w ich języku? Zresztą, przecież ich wtedy jeszcze oficjalnie w państwia Polan nie było. No to skąd ta hebrajska inskrypcja? A może sam Chrobry był Hebrejczykiem, przechrztą na katolicyzm. I dlatego lubił język hebrajski. I otrzymał miecz od „anioła bożego” – żydowskiego Jahwe ludobójcy.
Jaką wartość może mieć dla Słowianina miecz z napisami po łacinie i po hebrajsku? Co my kurw…mać jesteśmy – łacinnicy lub hebrejczycy? Odesłać go należy do Watykanu albo nad Jordan. Po kiego diabła nam łacińsko-hebrajskie „pamiątki”?
Nie wiem kto i ile Szydłowskiemu za tę judaistyczną, żydowską propagandę płaci. Ale podejrzewam, że żołd dostaje w nowych szeklach izraelskich.”
.

.
I nie zmieniam jej nadal – Szydłowski zżydza naszą kulturę i za wszelką ceną chce przerzucić pomost między żydo-biblią w którą ślepo wierzy a światem i kulturą Słowian. Dodatkowo stał się w międzyczasie jednym ze sztandarowych turbolechitów. Przy czym jest on bezdennie bezmyślny, aby nie rzec – głupi – o czym świadczy ogłoszona przez niego „sensacja” powielona przez  równie bezmyślnego turbolechitę, admina „Tajnego archiwum watykańskiego”. Oto ta „sensacja”:
.

Według turbokatoli Mieszko był pierwszym władcą Polski, a Zygmunt III – 31. Niestety na Kolumnie Zygmunta w Warszawie ufundowanej przez jego syna Władysława jest podane, że Zygmunt był 44. władcą Polski. Jego tytuł królewski to: król Wandalów (Wiślan), Gotów (Litwy) i Szwedów. Do spranych turbokatolickich, pozbawionych wiedzy łbów nic nie dociera. Według kronik niemieckich i polskich Zygmunt III Waza był 44. lub 45. władcą Polski Wandalów, jak nazywano Polaków od słowiańskiej nazwy naszej głównej rzeki Wandalusa. Każdy słyszał o sławnej przedkatolickiej historii Wandalitów/Wiślan. Nie istnieje źródło historyczne, które zaczyna historię Polski od Mieszka. Od Mieszka zaczyna się tylko katolicka historia i upadek Polski.

Paweł Szydłowski

źródło: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=658134077679024&set=o.514952278638866&type=3&theater

Dziwne jest to, że Szydłowski czepia się „turbokatoli”, choć sam jeszcze niedawno katolickie szkoły przykościelne nazywał „uniwersytetami”, a katolickich fałszerzy historii „kronikarzami – i ślepo bronił ich wiarygodności. Choć wypisywali oni najczęściej turbokatolickie brednie. Przez co Szydłowski sam robił za „nieortodoksyjnego” turbo-katola.
Nie wiem też skąd Szydłowski wytrzasnął, że szwedzki przybłęda, wasal i pies gończy Watykanu, król „jezuita” Zygmunt III Waza jest wg turbokatoli 31 władcą Polski. Lista władców państwa Polan, Unii Litewsko-Polskiej i Rzeczypospolitej Obojga Narodów nie jest numerowana, bo nikt nie wie, jak i komu dawać kolejne numery.
.
A to m.in dlatego, że już w trzecim pokoleniu dynastii piastowskiej, tej oficjalnie uznanej historycznie, mamy problem – po śmierci Chrobrego władcą był Mieszko II Lambert. Został on jednak wypędzony z kraju i pozbawiony tronu i korony, a na tronie zastąpił go przyrodni brat Bezprym, po którego śmierci współwładcami państwa zostali: ponownie Mieszko II, oraz dodatkowo jako współwładcy Otto Bolesławowic i Dytryk. No i właśnie – czy Ottona i Dytryka należy zaliczać do pocztu władców Polski czy nie? Podobna sytuacja powtarzała się kilkakrotnie jeszcze przed rozbiciem dzielnicowym. W latach 1086-89 współwładcami byli Herman i Mieszko Bolesławowic. A w latach 1098-1102 współwładcami byli Herman, Zbigniew i Krzywousty. A zaraz potem w latach 1102-1107 współwładcami byli Krzywousty i Zbigniew. Czy więc współwładców zaliczać należy do listy władców czy nie?
.
Nie potrzebuję przypominać w tym miejscu faktu wymazania z powyższego pocztu Bolesława II, syna Mieszka II Lamberta nazwanego „Zapomnianym”. Jeśli więc Szydłowski stwierdza, że wg turbokatoli Zygmunt III to 31 władca – to niech przytoczy tę turbokatolicką listę. Bo ja żadnej takiej ponumerowanej turbokatolickiej listy władców Polski nie znam i nie jestem w stanie tej „informacji” zweryfikować. Tu dodam, że w matejkowskim cyklu „Poczet królów i książąt Polski” Zygmunt III jest przedstawiony jako 36 władca.
.
 
.
 
.
 
Przy czym jeśli nawet usuniemy z matejkowskiego pocztu Dobrawę i Rychezę, bo samodzielnymi władczyniami nie były, to i tak przypadnie szwedzkiemu przybłędzie miejsce 34. A nie 31. Inna sprawa, że przy sporządzaniu wizerunków książąt senioralnych Matejko pominął Mieszka Plątonogiego, który był zwierzchnim księciem w latach 12010-1211. W sumie więc Zygmunta należałoby przesunąć na miejsce 35. A po doliczeniu pogańskiego Bolesława II, przez żydo-kk skasowanego, na miejsce 36. Nie mówię już o doliczeniu współwładców, bo wtedy lista byłaby o kilka pozycji dłuższa. Skąd więc Szydłowski wytrzasnął owo 31 miejsce?
Nie to jest jednak aż tak istotne w całej tej sprawie. Szydłowski z innego powodu okazał się bezdennym głupcem a przez to i nieświadomie zwykłym dezinformatorem. Pisze on, że: „…na Kolumnie Zygmunta w Warszawie ufundowanej przez jego syna Władysława jest podane, że Zygmunt był 44. władcą Polski”. Otóż czegoś takiego na kolumnowej tablicy nie ma. Tu zamieszczam pełne polskie tłumaczenie owego łacińskiego napisu z wytłuszczeniem kontrowersyjnego fragmentu:
.
„Zygmunt III z mocy wolnej elekcji król Polski, z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa – król Szwecji, w umiłowaniu pokoju i w sławie pierwszy pomiędzy królami, w wojnie i zwycięstwach nie ustępujący nikomu, wziął do niewoli wodzów moskiewskich, stolicę i ziemie moskiewskie zdobył, wojska rozgromił, odzyskał Smoleńsk, złamał pod Chocimiem potęgę Turcji, panował przez czterdzieści cztery lata, czterdziesty czwarty z szeregu królów, dorównał w chwale wszystkim lub całą chwałę [sam] ogarnął”
.
Owszem, napis mówi, że Zygmunt był – cytuję czterdziesty czwarty z szeregu królów, ale nie ma tam mowy, że był czterdziestym czwartym królem Polski! W tej sytuacji nawet nie całkiem rozgarnięty ćwierćinteligent, zamiast ryczeć, że ten szwedzki przybłęda i watykański pies gończy (o tym później) był 44 a nie 31 (wg Szydłowskiego to wersja turbokatolicka) władcą Polski, próbowałby znaleźć wyjaśnienie tej zagadki – a więc dlaczego na tablicy pisze, że Zygmunt był z szeregu 44 królem, skoro Polska (a właściwie państwo Piastów, Unia Litewsko-Polska i Rzeczypospolita Obojga Narodów) do czasu III Wazy tylu króli nie miała. Rozwiązanie tej zagadki jest dziecinnie proste i wpadłem na nie po sekundzie namysłu. Właściwym pytaniem jest – jakiego kraju królem nr 44 był Zygmunt III Waza? Wszak jak mówi napis na owej nieszczęsnej tablicy – z mocy wolnej elekcji był królem Polski, ale też, że był z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa królem Szwecji. Zajrzałem natychmiast na poczet władców Szwecji i mój domysł się potwierdził – Zygmunt III Waza był 44 królem Szwecji:
.
Szwecji – a nie Polski, a właściwie Rzeczypospolitej, której Korona była częścią składową. Wykaz władców szwedzkich jest przejrzysty – kolejnym koronowanym na króla władcom przypisywane są kolejne liczebniki, których nie otrzymywali sprawujący władzę, ale rządzący bez korony regenci, nie będący więc królami. I Zygmunt Waza ma na tej liście liczebnik 44, co oznacza że był czterdziestym czwartym z szeregu (rzędu) królem Szwecji.
Turbolechita Szydłowski nawet nie pomyślał, aby pójść tym tropem. Ale wiadomo dlaczego – ponieważ liczebnik czterdziesty czwarty (król) przy Wazie był w jego przekonaniu potwierdzeniem tego, że Chrobry nie mógł być pierwszym koronowanym na króla władcą państwa Piastów. Tak więc był Szydłowski przekonany, że ów fragment napisu na tablicy –  czterdziesty czwarty z szeregu królów – jest dowodem na istnienie „polskich” króli przed Chrobrym, co z kolei byłoby dowodem na istnienie wymysłu turbolechickiego – domniemanego imperium Lechii. I stąd narobił takiego wrzasku. A turbolechita z archiwum watykanskigo przyłączył się do głoszenia owej turbolechickiej dobrej nowiny. Sęk w tym, że jest ona po prostu fałszywa.
.
W tym miejscu należy się jeszcze wyjaśnienie, dlaczego syn III Wazy, na kolumnie ku czci ojca, umieścił tę właśnie informację – że jego ojciec był czterdziestym czwartym w szeregu królem, zaznaczając wcześniej, że był on z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa królem Szwecji. Był nim rzeczywiście, choć krótko, od 1594 do1599, kiedy to wolą protestanckiej większości został przez szwedzki parlament zdetronizowany i wyproszony z kraju. Szwedzi nie chcieli ultrakatolika na tronie i po detronizacji Zygmunta oddali władzę przedstawicielowi protestanckiej gałęzi Wazów Karolowi IX, panującemu początkowo jako regent, a później jako 45 król. Katolicka gałęź Wazów nigdy się z detronizacją nie pogodziła. Pretensje do szwedzkiego tronu wysuwali po kolei (za ich elekcjami stał Watykan, jezuici i „polski” kk) Zygmunt III Waza, Władysław IV Waza i Jan Kazimierz – takoż Waza. Ten ostatni jego pretensjami sprowokował najazd szwedzki zwany potopem. Jedną z głównych politycznych przyczyn szwedzkiego najazdu na Rzeczypospolitą była bowiem chęć wymuszenia przez szwedzkiego Karola X na Janie Kazimierzu zrzeczenia się pretensji do szwedzkiego tronu. Gdy Władysław IV ufundował ojcu kolumnę i ową tablicę, Zygmunt od 44 lat nie był już królem Szwecji, a Szwedzi za żadne skarby nie życzyli sobie powrotu na tron ultrakatolickiej gałęzi Wazów, wybieranej przy pomocy kleru na władców Rzeczypospolitej. Tablica na kolumnie, a zwłaszcza ten fragment z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa – król Szwecji, miał podkreślić owe roszczenia. Był to po prostu akt propagandowy. Gdyby Szydłowski nie szukał w amoku dowodów na przedpiastowskich władców turbolechistanu i chwilę zastanowił się nad treścią tekstu z kolumnowej tablicy, być może i on zrozumiałby jego rzeczywiste znaczenie. Niestety jest zbyt świrnięty na punkcie nieistniejącego nigdy Imperium Lechii, aby był w stanie logicznie myśleć. I stąd odczytał na tablicy coś, czego tam po prostu nie ma.
.
Chcę  jeszcze zaznaczyć, że nie wpadłbym na ślady owych idiotyzmów Szydłowskiego, gdyż na strony turbolechickich świrów nie zaglądam w ogóle, ale znajoma z Chicago podesłała mi link turbolechity admina archiwum watykańskiego z „sensacją” Szydłowskiego prosząc mnie o ocenę wiarygodności owej „informacji” (CZY TUTAJ ZAWARTA JEST PRAWDA?). Odpisałem jej  po chwili, że to są kompletne brednie. Załączyłem link władców szwedzkich pokazujący, że Zygmunt był 44 królem Szwecji a nie Polski.
.
Mógłbym na tym skończyć, ale pozostają jeszcze dwie sprawy: ciekawe w jakich to kronikach niemieckich i polskich (co twierdzi Szydłowski) pisze, że Zygmunt III Waza był 44 lub 45 władcą Polski. Czyżby turbolechicka szajba istniała już przed wiekami u żydo-katolickich „kronikarzy” u Niemców i u Piastów? Choć gdyby się uprzeć i doliczyć współwładców (Ottona, Dytryka, Bolesławowica i Zbigniewa) oraz skasowanego przez kk Bolesława II Zapomnianego, a także pominiętych w poczcie Matejki spośród książąt zwierzchnich i krakowskich Plątonogiego, Pobożnego, Rogatkę,  Mazowieckiego (Bolesława) i Prawego to by się akurat równe 45 władców od Mieszka I do Zygmunta III nazbierało. Dokładnie 45. Bez Dobrawy i Rychezy, które samodzielnie nie panowały.  Na żądanie turbolechity Szydłowskiego wszystkich ich po kolei wyliczę.
.
Ostatnią sprawą są propagandowe łgarstwa na rzeczonej, poświęconej III Wazie tablicy. Bo tak się składa, że więcej jest na niej łgarstw niż prawdy.
.
Nieprawdą jest że Zygmunt III był z mocy wolnej elekcji królem Polski. Elekcja nie była wolna a sterowana przez kk i Watykan. Półprawdą jest, że z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa był królem Szwecji: Był, ale tylko do 1599 roku, kiedy go rodacy zdetronizowali i wypędzili. Nieprawdą jest że panował (w Rzeczypospolitej) przez czterdzieści cztery lata. Wszak nad jego koronowaną głową panowali jezuici, „polski” kk i Watykan. Jedyną prawdą jest, że był czterdziestym czwartym z szeregu królem, tyle że Szwecji.
Obrzydliwym kłamstwem jest pianie o nim, że był w umiłowaniu pokoju (…) nie ustępujący nikomu. Zresztą jak mógł nie ustępować nikomu zarówno w umiłowaniu pokoju jak i w wojnie i zwycięstwach jednocześnie? Pokój i wojna wykluczają się nawzajem. Ale wracam do jego rzekomego umiłowania pokoju. W polityce wewnętrznej odpowiadał za szalejące tumulty przeciwko „heretykom” gwarantując katolickiemu motłochowi bezkarność. Odpowiadał za kolejne coraz większe bunty kozackie (Nalewajki, Kosińskiego i Federowicza) spowodowane narastającą w czasie jego „panowania” furią katoliczenia i polszczenia Ukrainy. Odpowiadał za wybuch wyniszczającej kraj wojny domowej nazwanej rokoszem Zebrzydowskiego. W polityce zagranicznej odpowiadał, przynajmniej częściowo za kolejne (chyba ze cztery) wojny ze Szwecją, za wmieszanie z podpuszczenia papiestwa i jezuitów Rzeczypospolitej w wieloletnią wojnę z Rosją i za wybuch nienawiści polsko-rosyjskiej:
.
Odpowiadał za interwencję zbrojną w księstwach naddunajskich i za sprowokowanie wojny (1620-1621) z Turcją, podczas której wojska koronne doznały katastrofalnej klęski pod Cecorą.

Idźmy dalej…

.

„…w wojnie i zwycięstwach nie ustępujący nikomu” – kompletna bzdura. Np. wyprawą wojenną  do Szwecji dowodził osobiście, ale po początkowych sukcesach ostatecznie poniósł klęskę, po której sromotnie zwiał ze Szwecji.
„…wziął do niewoli wodzów moskiewskich” – bzdura – osobiście nie brał udziału w żadnej bitwie podczas wojny z Rosją.
„…stolicę i ziemie moskiewskie] zdobył” – bzdura – robiły to wojska Rzeczypospolitej pod wodzą hetmanów a do Moskwy bojarzy dobrowolnie bez walki je wpuścili, a sam Zygmunt w zajęciu Moskwy nie brał udziału.
„…wojska rozgromił” – bzdura – nie on a wojska Rzeczypospolitej pod dowództwem hetmanów – bez udziału Zygmunta.
„…odzyskał Smoleńsk” – bzdura – w ponad 20-miesięcznym oblężeniu oraz podczas samego zdobycia Smoleńska w obozie oblężniczych wojsk Rzeczypospolitej Zygmunta nie było.
„…złamał pod Chocimiem potęgę Turcji” – bzdura – pod Chocimiem wojskami Rzeczypospolitej dowodził hetman Chodkiewicz. Zygmunta tam wcale nie było.
„…dorównał w chwale wszystkim” – zgoda – ale tylko dekownikom, fanatykom religijnym i samochwałom.
.
Nazwałem wcześniej Zygmunta wasalem i psem gończym Watykanu. Był nim rzeczywiście. Watykan i „polski” kk forsując jego elekcję liczyli na ewentualność trwałego zdobycia przez Zygmunta szwedzkiego tronu i ponownego skatoliczenia i oddania pod wpływy Watykanu zdominowanej przez protestantów Szwecji. Miał to osiągnąć jak elekcyjny król przy pomocy wojsk Rzeczypospolitej. A gdy w Rosji doszło do wielkiej smuty i wojen domowych to Watykan popchnął Wazę do wojny  z Rosją z nadzieją jej skatoliczenia. Tyle że rosyjską kartę Zygmunt zgrał w fatalny sposób – bojarzy gotowi byli osadzić na carskim tronie jego syna Władysława, pod warunkiem jego konwersji na prawosławie, na co Zygmunt nie wyraził zgody. Chciał rosyjskiej korony dla siebie, a ponadto zamierzał Rosjanom narzucić katolicyzm. Wywołało to w efekcie bunt przeciwko okupacyjnym wojskom Rzeczypospolitej i wypędzenie ich z Moskwy a następnie z Rosji. Tak to przez fanatyzm utracił ten turbo-katolik Rosję. A przez to wzięły w łeb dalsze plany Watykanu i Zygmunta – najazdu na Szwecję połączonymi siłami Rzeczypospolitej i Rosji celem odzyskania dla Watykanu i Zygmunta szwedzkiego tronu. Zygmunt we wszystkich jego posunięciach uwzglądniał na pierwszym miejscu interesy papiestwa, jezuitów i żydo-katolicyzmu. Zwłasza te, które były zbieżne z jego własnymi ambicjami i planami. Przez to jednak był marionetką, służalcem czy wręcz psem (przepraszam psy za to porównanie) gończym Watykanu.
.
Koniecznie należy jeszcze przypomnieć jedno z jego najgorszych dla Rzeczypospolitej posunięć – wprowadzenie (pod wpływem kleru szalejącego w amoku „nawracania” kogo tylko się dało) przez niego prawa (rozdział XIX artykułu 7 Statutu 3 Litewskiego z r. 1588), które mówiło:
.
„Jeśliby Żyd który, albo Żydówka do wiary chrześcijańskiej przystąpili, tedy każda osoba i potomstwo ich za szlachcica poczytywani być mają.”
.
W ten sposób przyczynił się do znacznego biologicznego zażydzenia przechrztami stanu szlacheckiego. Przy czym wielu przechrztów tylko udawało „nawrócenie”. W duchu pozostali wierni ideologii żydowskiego wybraństwa i po cichu służyli żydowskim interesom. To akurat posunięcie Zygmunta do dzisiaj Polsce odbija się czkawką.
.
Wiki podaje, że za panowania Zygmunta III Wazy Rzeczypospolita osiągnęła swój największy obszar terytorialny. To prawda, ale miało to miejsce w pierwszej połowie okresu jego „panowania”. Duże tereny uzyskała wtedy Rzeczypospolita siłowo podczas rosyjskiej smuty – wykorzystała słabość Rosji rozdartej i osłabionej wojną domową Rosji. Za to w drugiej połowie okresu jego „panowania” większa część Inflant kontrolowanych dotychczas przez Rzeczypospolitą utracona została na rzecz Szwecji. A na południu Rzeczypospolita utraciła w tym samym okresie wpływy w Mołdawii i na Wołoszczyźnie. No i to za Zygmunta zaczęły szaleć na Ukrainie powstania kozackie. Z perspektywy czasu wiemy dzisiaj, że to one właśnie były początkiem końca Wielkiej Rzeczypospolitej. Fanatyzm religijny Zygmunta, jego ślepe poparcie dla kontrreformacyjnych zapędów kk i jezuitów, w sytuacji gdy katolicy stanowili miejszość mieszkańców (prawosławnych i protestantów razem wziętych było więcej) rozbiły jedność wieloetnicznej i wielowyznaniowej Rzeczypospolitej. Roszczenia Zygmunta i jego dwóch następców do szwedzkiego tronu przyniosły Rzeczypospolitej szereg wojen ze Szwecją łącznie z katastrofalnym szwedzkim „potopem”. Najazd na Rosję podczas dymitriad na wieki zantagonizował Rzeczypospolitą z Rosją. Paradoksalnie to właśnie w czasach Zygmunta, gdy Rzeczypospolita miała największy obszar w historii i wydawała się stać u szczytu potęgi, idiotyczną polityką wewnętrzną i zewnątrzną, służącą interesom Watykanu, „polskiego” kk i żydo-katolicyzmowi, rękami „władcy” i wysługujących się nim  jezuitów, „polskich” biskupów i papiestwa, mówiąc obrazowo, państwo ustawiono na równi pochyłej i popchnięto je w dół. Od tego momentu upadek Rzeczypospolitej był praktycznie nie do zatrzymania. Przez następne dwa wieki trwało staczanie się ku upadkowi. A przeróżne późniejsze próby ratowania państwa przez katolików, jak choćby szaleńczy giga-tumult religijny nazwany konfederacją barską, uchwalenie turbo-katolickiej i polsko-szowinistycznej feudalnej konstytucji 3 maja…
.
…czy insurekcja kościuszkowska jedynie ostateczny upadek Rzeczypospolitej przyspieszyły.
.
Na koniec powiem tak – uważam, że jest hańbą dla Polski i Polaków to, że nadal w Warszawie stoi i kłuje w oczy kolumna szwedzkiego przybłędy, wasala i psa gończego Watykanu, króla „jezuity” Zygmunta III Wazy, fanatycznego żydo-katolika i arcyszkodnika.
.
.
Powinno się ją zdemontować i odesłać do Watykanu, któremu ten szwedzki przybłęda tak gorliwie służył.
.
.
opolczyk
.
.
.
.