Letnie przesilenie – Kupalnocka – Noc Kupały – prastare solarne święto Słowian…

.

.

Letnie przesilenie, kiedy (z wyjątkiem obszaru podbiegunowego, gdzie trwa polarny dzień) na półkuli północnej noc jest najkrótsza, było świętem we wszystkich kulturach pogańskich. Także u Słowian święto letniego przesilenia Słońca było okazją do radosnych zabaw i igraszek przy ogniskach, nad wodą. Nie wnikam w obecną nazwę tego święta (Kupalnocka, Noc Kupały), u Słowian prawdopodobnie nie znaną:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Noc_Kupa%C5%82y#Nazwa_i_geneza
.

Nie wiemy, jak to święto nazywali nasi przodkowie w czasach przed najazdem rzymskiej szubienicy, gdyż do czasów obecnych nie przetrwała nigdzie wiarygodna słowiańska nazwa tego święta. Ale jest to w sumie mało istotne. Słowianie zresztą też nie łamali sobie zapewne głów nad tym, jak to święto nazywać. Oni je po prostu radośnie świętowali. Noc letniego przesilenia była w sumie szczególnym świętem. Wprawdzie afirmacja życia i radość z niego były immanentą cechą kultury Słowian i widoczne były na każdym kroku, ale obchody przesilenia letniego były wręcz eksplozją czy kulminacją owej afirmacji i radości życia. Obrzędy zaczynały się masową kąpielą w pobliskich jeziorach lub rzekach. Następnie ucztowano po czym zaczynały się długie tańce i śpiewy przy ogniskach. Pragnienie gaszono syconym miodem i piwem. Jest b. prawdopodobne, że dla ułatwienia wpadnięcia w trans, podczas tańców nasi przodkowie w tym dniu zażywali przeróżne zioła o charakterze lekko halucynogennym. Największą radością witała kolejne obrzędy letniego przesilenia dorastająca młodzież. U wolnych od pruderii Słowian ta noc była okazją dla młodych, „mających się ku sobie”, przeżycia pierwszej „rozkoszy fizycznej”. Pod pretekstem szukania kwiatu paproci (bo kto po ciemku szuka czegokolwiek w lesie?) młodzi urywali się na bok, aby nasycić się sobą. Dla niejednego młodzieńca i niejednej dziewczyny była to inicjacja seksualna. Nie było wcale rzadkością, że taka para, której zadurzenie się w sobie nawzajem zrodziło się w Noc Kupalną, po osiągnięciu „wieku sprawnego” na stałe łączyła się ze sobą więzią małżeństwa. Mimo tej „swawolnej” swobody obchody przesilenia letniego nie były rozpasaną orgią seksualną – były po prostu nocą dla zakochanych.
.
Zapewne ów „swawolny” charakter Kupalnocki i jego kipiąca afirmacja życia były powodem szczególnego zwalczania tego święta i tych obrzędów przez okupującą nasze ziemi rzymską szubienicę. Szubieniczników cechował kult umartwiania się ponurym mściwym bożkom ku upodobaniu, przymusowe posty, kult katowskiego narzędzia i rozpamiętywanie śmierci na krzyżu/belce ich idola. Oraz życie w ciągłym starchu przed „karą bożą”, „gniewem bożym” i „piekłem”. Stąd słowiańskie radosne obchody letniego przesilenia wywoływały u nich wściekłość. Obrzędy Kupalnocki mściwa rzymska szubienica zwalczała całe tysiąclecie. Obecna popularność Kupalnocki w Polsce i innych krajach słowiańskich pokazuje całkowite fiasko tysiącletniego zwalczania słowiańskiego święta letniego przesilenia.
.

.

.

Nawet polska emigracja w ultrakatolickiej Irlandii świętuje Kupalnockę.
.

.

A tu obchody przesilenia letniego u bratnich Słowian:
.

.

.

.

.
Obchody Kupalnocki cieszą się rosnącą popularnością we wszystkich słowiańskich krajach, nie tylko w Polsce. U nas zaś, nad Wisłą, Wartą, Odrą i Bugiem ich popularność zwiastuje, że panowanie mściwej rzymskiej szubienicy i towarzyszących jej nadjordańskich guseł dobiega końca…
.
.
opolczyk
.
.
.
.

849 lat temu padła Arkona…

.

.
Gdy blisko osiem i pół wieku temu Arkona padła pod naporem niszczycielskich krystowierczych hord, wydawało się, że los kultury i tożsamości słowiańskiej został ostatecznie przesądzony. Grodzisko Arkona wraz ze znajdującą się w nim świątynią Świętowita było duchową stolicą rugijskich Ranów, ostatniego po śmierci obodryckiego Niklota wolnego plemienia Słowian i ostatniego wolnego skrawka Słowiańszczyzny. Atak krystowierczych hord skierowany był właśnie tylko przeciwko Arkonie. Agresor wiedział, że jej upadak złamie ducha oporu u Ranów, co faktycznie miało miejsce.
Wojskami agresora dowodził biskup Absalon, fanatyczny krystowierca, który częściej w ręku dzierżył miecz niż pastorał, modlitewnik czy różaniec. „Dobrą” nadjordańską nowinę roznosił ogniem i mieczem, siłą i przemocą. Za sobą pozostawiał rzekę przelanej niewinnej krwi.
Oblegana Arkona broniła się dzielnie przez kilka tygodni. Dopiero pożar zewnętrznych umocnień umożliwił hordom krystowierców wtargnięcie do grodu, zniszcznie go, świątyni i posągu Świętowita.
.
O Arkonie pisałem już parokrotnie:
.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/06/14/arkona-ostatni-bastion-zachodniej-slowianszczyzny/
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/06/12/arkona/
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/06/10/12-czerwca-slowianski-dzien-pamieci-o-arkonie/
.
Wspominałem o niej też w dziesiątkach innych tekstów na tym blogu. Arkona na to po prostu zasługuje. Jest SYMBOLEM oporu i obrony własnej słowiańskiej tożsamości.
.
Dzisiaj w miejscu gdzie był ten legendarny już, słowiański gród, tylko resztki wału przypominają o jego istnieniu osiem i pół wieku temu.
.

.

.
Niestety erozja wapiennego stromego brzegu podmywanego sztormami zniszczyła już ponad 2/3 terenu wcześniejszego grodziska. Na poniższej grafice widać, ile już pochłonęła go woda:
.
A – linia brzegowa w 1969 roku, B – linia brzegowa ok. 1920 roku, C – domniemana linia brzegowa ok. roku 900, D – zewnętrzny wał, E – wewnętrzny wał, F – brama, G – domniemana lokalizacja kąciny.
Na podstawie Słownika Starożytności Słowiańskich, tom 7, 1982r.
.
Ostatnie większe obsunięcie się lini brzegowej byłego grodziska Arkony miało miejsce w 2008 roku:
.
.
Jeszcze kilka wieków i po Arkonie nie pozostanie nawet puste miejsce na kredowej skale. Pochłonie ją morze. Ale pamięć o niej pozostanie żywa wśród Słowian.
.
Gdyby wszystko poszło po myśli krystowierców, dzisiaj nikt nie pamiętałby ani o Ranach, ani o grodzisku Arkony, ani o Świętowicie  – i naturalnie o innych słowiańskich bogach i walecznych plemionach. Krystowiercy robili co mogli, aby z pamięci słowiańskich ludów wymazać ich historię, kulturę, tożsamość i imiona ich bogów. Wydawało się nawet przez wieki, gdy pogaństwo wśród słowiańskiego ludu trwało w ukryciu, w „drugim obiegu”, „konspiracyjnie”, że kultura słowiańska nie ma szans na przetrwanie. A jednak przetrwała. Cała ta mściwość i złość krystowierców, wszystkie wymierzone przeciwko trwającemu przy własnych bogach ludowi prześladowania, szykany, wielowiekowe niezmordowane fanatyczne zwalczanie słowiańskiej kultury i tradycji – wszystko to okazało się nieskuteczne. Pamięć o kulturze Słowian, o ich zwyczajach, obrzędach, bogach, o ich walce w obronie własnej wolności, tożsamości i kultury przetrwała. Przetrwała też pamięć o Arkonie i dzisiaj ten zniszczony przez rzymską szubienicę osiem i pół wieku temu gród otaczany jest żywą i prawdziwą czcią.
.
Arkona padła osiem i pół wieku temu. Ale pamięć o niej nadal jest żywa! Nawet u Rosjan, którzy jako Słowianie Wschodni bliskich i bezpośrednich kontaktów z Arkoną nie mieli. Jeden z najbardziej znanych rosyjskich zespołów zespołów muzycznych grający folk-pagan metal nosi imię właśnie Arkony.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Arkona_(rosyjski_zesp%C3%B3%C5%82_muzyczny)
.
Tu prezentuję jeden z jego utworów – mój ulubiony:
.

.
Tym bardziej żywa jest pamięć o Arkonie w Polsce. Upadek Arkony wywołuje do dzisiaj u piewców Słowiańszczyzny ból, żal i gniew – co widać po ogromie emocji przebijających z utworów poświęconych obrońcom Arkony i ich walce:
.
.
Mstek – Arkona (poezja śpiewana)
.
Mmm…
.
Spadających ludzi słyszę znów,
Spadających wilków bratni ród,
Na Arkońskiej białej kredzie krwisty powstał znak,
Oni wciąż spadają stamtąd w moich snach…
.
A Wittowskie morze szumi pieśń,
Uderzając o skalisty brzeg,
O tych których przygarnęło dając błogą śmierć,
O tych których wzięło tam w objęcia swe…
.
Waldemarze z krzyża zdjęty psie,
Przelewałeś tam niewinną krew,
Twych potomków zeżre skaza, Twój morderczy ród,
Byś nie czynił światu więcej żadnych szkód!
.
Gromem Cię dosięgnie Bogów gniew,
Gromem Cię ubije rudy psie,
Boś na Ród Żmijowy rękę swoją podnieść śmiał,
Boś rycerzy na Lechicki wysłał kraj…
.
Mmm…
.

.
Mstek kieruje jego gniew na rudego psa – Waldemara – króla duńskiego, który był nominalnym dowódcą krystowierczych hord atakujących Arkonę. Faktycznie hordami kierował inny rudy, a raczej czarny pies – biskup Absalon.
.
.
Upadek Arkony
.
Po raz ostatni ozwał się dzwon,
Zwiastun pradawnej chwały końca.
Tchnięte od władcy niebiańskich stron
Promienie wieczornego słońca
Na dach świątyni w sercu grodu
Padają, życie chcąc dać wojom,
Co wśród zaświatów już ogrodów.
Koniec już ich chwalebnym bojom.
.
Wielki Świętowit zwalił się z nóg
Przez cudzoziemca porażony.
Dziś pokonany prastary Bóg,
Strażnik drewnianych bram Arkony,
Lecz znów powstanie Wenedów Pan,
Aby królować nieprzerwanie,
A każdy zboża złoty łan
Obwieści Jego panowanie.
.
I każdy bór, i każdy gaj
Święty się stanie jak przed wieki.
Upadnie Krysta złudny raj,
Zahuczą gromko wszystkie rzeki,
Bo stare Bogi wrócą na tron,
Zyszcze Arkona sługi nowe,
Zabrzmi ponownie potężny dzwon,
Wzniesie Słowianin dumnie głowę.
.

.
.
Temat Arkony obecny jest i w poezji:
.
.
Tadeusz FaszczewskiRUMAK ŚWIĘTOWITA

.
W głębiach rugijskich borów, śród nadmorskich łęgów

I w gontyny Arkony wiatr posępnie świszcze,
Jak białe żagle jodłowych łodzi wikingów
Wyrasta z fal Bałtyku słowiańskie grodziszcze.
Lśnią w kolisku wiecowym szłomy i pancerze,
Błyszczą z mroków ołtarzy oczy Świętowita
– I chmurne czoła knezi, władyków, rycerzy
Troską czarną, jak żalnym całunem owite.
.
– Wojna na śmierć, na życie z nawałą germańską!
Jak warkot strzał brzmią słowa kapłańskiej wyroczni,
Kary rumak Bożyca rży w dal nadodrzańską
I uderza kopytem w groty wieszczych włóczni.
.
Wojna – i płoną wici od Łaby ku Odrze,

Powstają Łużyczany, Lutycy, Redary,
Walczą hufce lechickie zacięcie i chrobrze
I noce rozkwitają krzewami pożarów.
.
Tępy łoskot oszczepów o blachy pawęży
Niesie echa bojowe z uroczysk odwiecznych,
W ogniu stają gontyny i padają mężni,
Krwią Słowian broczy germański miecz obosieczny.
.
Zielenią puszcz ojczystych jak tarczą okryty
Groźny witeź, jak sokół, na pierś wroga spada
– Gdy wtem wytrąci oręż z dłoni Obodryty
Niemców broń niezawodna: fałsz, podstęp i zdrada.
.
W proch runęły Bożyszcza z kamiennych ołtarzy.

Prastary lud słowiański do krzyża przybito.
Na ruinach i wałach lechickich cmentarzysk
Zarżał cicho, boleśnie rumak Świętowita.
.
O, kurhanna ziemio połabska! O, kwitnąca
Macierzanką i wrzosem Rugio bursztynowa!
Choć młot teutonów mury twych miast poroztrącał,
Naród Polan przez wieki w sercach cię przechowywał.
.
Oto już dzień wyroczny, dzień chwały się zbliża,
Łuny wstaną nad tobą, jak dymy kadzielnic
Ofiarnych – i dłoń polska podźwignie cię z niewoli krzyża,
Już słychać brzęki broni z glinianych popielnic.
.

Z świętych gajów wychodzą prasłowiańskie Bogi,
Pręży się moc i pomsta wśród mogił ukryta,
Poprzez rugijskie wydmy, odrzańskie rozłogi
Już rży, poczuwszy wolność, rumak Świętowita!

.
Za: http://www.lucivo.pl/2010/08/arkona.html
.

.
ARKONA
.
Wieki mijają, lecz w pamięci stale
Wśród naszych ludów żywa jest Arkona
Stojąca dumnie nad morzem, na skale
Rozkładająca na Sławię ramiona…
To ją nasi ojcowie wytrwale
Krwią własną bronili, gdy była palona
Życia nie szczędzili, nie czekali cudu
Lecz w czerwcowy ranek bronić jęli ludu.
.
Kiedy to z krzyżem jahwistów potęga
Atakowała, kruszyła grodu ramiona
Rozniosło się echem, co do niebios sięga
Ogień! Płonie! Płonie Arkona!
Krzyczano, że pogan bóg wzrokiem dosięga
By z historii zmazać ich podłe imiona…
Lud i gród z swego miejsca zmazał
Swoje podłe lico  światu ukazał.
.
Gród z jego ludem bezpowrotnie spłonął
Matki z dziećmi spychane ze skał
Kto się nie roztrzaskał, ten w morzu utonął
Do Nawii dusze poniósł wzburzony morski wał.
Wróg popatrzył chytrze, hen ku nieboskłonom
Wyrzekł podle słowa: „bóg tak chciał”…
W promieniach słońca krzepła krwi rzeka czerwona
Krew swą wypłakała potężna Arkona.
.
Wieki mijają… dziś znów na morskim wale
Wzbiera się piana, w koło słychać szum
Słyszycie? Ja słyszę słowa doskonale!
Słowa z przed wieków i bębny bum..bum..
Lękajcie się! Ja nie ulęknę się wcale
Mi nie zagraża duszy przodków tłum
To nie ja wtedy spadłem na nich jak lawina
Bijcie się w piersi… wybiła sądu godzina!
.
Wracają gniewni, potężni Ranowie
Z mgły zapomnienia przetarli swe oczy
Z nimi wracają pradawni bogowie
Miliony szeregów, krok za krokiem, kroczy
Czas, by tak skończyli już nasi wrogowie
Gdyż wielka historia kołem się zatoczy
I teraz jahwistów naród wybrany
Stanie na urwisku, na skałach Rany
.
Dni uciekają…Kiedyś jahwiści przyszli do Arkony
Teraz Ranowie z dumą wrócą tam
Wygnają tego, co w umysłach stworzony
Odniosą go na mieczu do spiżowych bram.
I zniszczą Jahwe – symbol urojony
By już przenigdy nie zagrażał nam…!
By nie wróciło Jahwe zdrady godło
Co ze skał Rany ludzi na śmierć wiodło.
.
Za wasze czyny to przysięgniem wam
Bliska już przyszłość rychło was osądzi
Za wszystkie zbrodnie wasze przeciw nam
Wymierzy sprawiedliwość, która już nie zbłądzi…
Za Ranę, za lud słowiański, za Arkony Chram
Za Bogów! Najbliższy czas przesądzi…
I wróci Słońce z świetlistą osłoną
Rozpromienioną nad wieczną ARKONĄ!
.
                                          Masław znad Warty
.
Za: https://mojaslowianskafilozofia.blogspot.de/2012/06/12-czerwiec-dzien-pamieci-o-arkonie.html
.
.

Arkona padła osiem i pół wieku temu. Ale pamięć o niej nadal jest żywa. I nadal mobilizuje tych, którzy odwołują się do słowiańskiej kultury i tożsamości. Wtedy, osiem i pół wieku temu los Arkony był w sumie przesądzony. Nawet, gdyby pożar nie zniszczyłby umocnień zewnętrznej palisady, krystowiercy prędzej czy później Arkonę by zniszczyli. Nie mogli pozwolić na istnienie w skatoliczonej Europie pogańskiej słowiańskiej wolnej enklawy w oceanie fanatycznego krystowierstwa. Arkona musiała paść. Dzisiaj sytuacja jest inna – krystowierstwo nie jest już potęgą polityczną i suwerenem Europy. Liczba osób odrzucających ten nadjordański zabobon wzrasta. Niemniej gorliwych, fanatycznych wyznawców rzymska szubienica nadal posiada. Także w Polsce. Gdy Watra publicznie oznajmiła, że chce wybudować słowiańską świątynię we Wrocławiu, natychmiast fanatycy rzymskiej szubienicy zagrozili jej spaleniem:
.

OD REDAKCJI TENETE TRADITIONESWszystko co pogańskie należy unicestwić! Tylko jedna, prawdziwa, Święta Wiara Rzymsko-Katolicka może przynieść tej ziemi pokój, a nasze dusze doprowadzić do wiecznego zbawienia. DEUS VULT !!!
.
Jak tylko powstanie – spalić!!!

.
http://kin-rchristusrex.blogspot.de/2016/12/skandal-we-wrocawiu-powstanie-pierwsza.html
.
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/01/01/brawo-watra-pomysl-budowy-poganskiej-swiatyni-jest-swietny-ale-fanatycy-rzymskiej-szubienicy-juz-nawoluja-do-jej-spalenia/
.

Jak widać, walka o nasze PRAWO do jawnego posiadania i propagowania tożsamiości słowiańskiej nadal trwa. I to nie dlatego, że my jesteśmy fanatykami i krystowiercom uniemożliwiamy uprawianie ich nadjordańskich guseł. To oni, naturalnie nie wszyscy, ale ich fundamentalistyczny trzon, nigdy nie zaakceptują wolnej i nieskrępowanej, pogańskiej, słowiańskiej kultury istniejącej równolegle do ich fanatycznej, chorej, mściwej nadjordańskiej antykultury. Walka jaką prowadzili osiem i pół wieku temu obrońcy Arkony o prawo do własnej tożsamości nadal trwa. Choć nie my ją wywołujemy i nie my jej chcemy. U nas, pogan, odwieczna zasada mówi tak – my mamy naszych bogów, wy waszych. My czcimy naszych, wy waszych. My nie przeszkadzamy wam, wy nie przeszkadzajcie nam. My nie narzucamy wam naszych bogów, wy nie narzucajcie nam waszych bogów!
.
Tak było u pogan. Tak było u Słowian – naszych przodków!
.
Inaczej niestety jest u krystowierców. Wmówiono im, że wyssana z palca przez oszustów biblijna krwawa bestia Jahwe (i jej domniemany synalek Joszue) to jedyny „bóg prawdziwy”. I że przez to czczenie innych bogów jest obrazą wyssanego z palca żydowskiego „boga prawdziwego”; że jest bałwochwalstwem, obrazą żydowskiego „boga” i grzechem śmiertelnym. I że dlatego należy „cudzych bogów” zwalczać i tępić. Oczywiście także i ich wyznawców.

I choć dzisiaj większość krystowierców to krystowiercy pozorni, „niedzielni”, a nawet tzw. „wierzący niepraktykujący”, którzy mają nadjordańskie gusła po prostu w nosie, nadal są liczni fanatycy, fundamentaliści, którzy nigdy nie zaakceptują istnienia obok ich biblijnej bestii Jahwe i ich nadjordańskich guseł kultury słowiańskiej, ani słowiańskich bogów. Będą nas zwalczać i tępić – tak jak osiem i pół wieku temu zrobili to z Arkoną. Już to zresztą robią. Choć naturalnie nie mogą stosować tamtych metod, bo czasy już nie takie, jak wtedy. Ale nie liczmy na to, że krystowierstwo „ucywilizowało” się i pozbyło fanatyzmu i skrajnej nietolerancji. Gdyby fundamentaliści rzymskiej szubienicy tylko mogli, gdyby przywócono im polityczne wpływy jak wtedy, rozprawiliby się z nami siłowo bez mrugnięcia okiem. Taka jest bowiem natura krystowierczego fundamentalizmu i fanatyzmu – niszczenie wszystkiego, co sprzeczne jest z nadjordańską antykulturą przy pomocy wszelkich dostępnych metod.
.

Arkona padła osiem i pół wieku temu. Ale pamięć o niej jest wśród Słowian i sympatyków kultury słowiańskiej nadal żywa. Co więcej, w pewnym przenośnym znaczeniu, obrona Arkony – czyli walka w obronie naszej słowiańskiej kultury, walka w obronie prawa do posiadania własnej słowiańskiej tożsamości i prawa do czczenia własnych słowiańskich bogów trwa nadal! Arkona nadal jest oblegana i nadal walczy, choć po tamtym historycznym grodzie, poza resztkami zewnętrzego wału obronnego, nie pozostał żaden ślad. Hordy krystowierców nadal chcą palić nasze świątynie i nadal chcą nas wytępić lub „nawrócić”.

.

Walka w obronie prawa do własnej kultury, którą prowadzili obrońcy Arkony – i niestety przegrali – trwa nadal. Ale my nadal stoimy na metaforycznych wałach Arkony i bronimy się przed hordami krystowierstwa chcącego do końca zniszczyć naszą kulturę i zrabować nam naszą tożsamość – naszą Arkonę!
.

I dlatego pamięć o Arkonie, o losie tego grodziska i jego obrońcach jest taka ważna. Bo i nas spotka ten sam los co ich – jeśli się poddamy. Wtedy przegramy ostatecznie!

Nie wszyscy to jednak rozumieją i są i tacy wśród rodzimowierców, którzy z nadjordańskim agresorem kolaborują licząc na jego wyrozumiałość i tolerancję. Głupcy zapominają, że fanatyzm i nietolerancja jest fundamentem, jest najbardziej immanentną cechą krystowierstwa, i że wszędzie, gdzie zapuściło ono korzenie, niszczyło wszystko, co w kulturze okupowanego przez rzymską szubienicę kraju było pogańskie, nienadjordańskie i sprzeczne z jego żydogennymi gusłami.
.

Arkona padła. Ale pamięć o niej przetrwała. Natomiast walka na jej metaforycznych wałach w obronie Słowiańskiego Ducha i Słowiańskiej Wolności nadal trwa. Każdy z nas, każdy kto propaguje kulturę słowiańską i czci pamięć Obrońców Arkony, jest wojownikiem na wałach nadal obleganej przez hordy krystowierców Arkony wirtualnej – nadal istniejącej w naszych sercach i umysłach…

.
.

opolczyk

.

.

.

.

Kolejny zlot Grupy Bilderberg i XIII tzw. „Sobór Słowiański”…

.

.

Korzystając z nieoczekiwanego wolnego popołudnia nabazgrałem co następuje…
.
W dniach 1- 4 czerwca w luksusowym hotelu Westfields Marriott…
.

.

.

…w Chantilly, Virgina, usrael, na dorocznym zlocie Grupy Bilderberg spotka się kierownictwo Globalnej Kliki Banksterów i wytypowane przez nich ich polityczne marionetki. Będzie to już 4 zlot Bilderbergów w tym hotelu – poprzednie były tu w latach 2002, 2008 i 2012.
.
Postanowiłem o tym poinformować, gdyż nie usłyszymy tej informacji ani w tvp1, 2, w tvp (dez)info, tv Trwam, nie napisze o tym ani gadzinówka, ani Rzeczpospolita. Przemilczą tę informację wszystkie tzw. wiodące i opiniotfurcze media zachodu. Dlaczego? Odpowiem garścią cytatów. Już w 1880 roku o stanie mediów w usraelu tak się wyraził John Swinton:
.
„Każdy z obecnych tutaj wie, że niezależna prasa nie istnieje. Wy to wiecie i ja to wiem: żaden z was nie ośmieliłby się ogłosić na łamach gazety własnych opinii; a gdyby nawet się ośmielił, zdajecie sobie sprawę z tego, że nie zostałyby one nigdy wydrukowane. Dostaję ileś dolarów tygodniowo za to, żebym powstrzymywał się od wyrażania własnych poglądów i opinii w gazecie, w której pracuję. Wielu tu obecnych otrzymuje podobną zapłatę na identycznych zasadach. Gdyby ktoś z was był na tyle szalony, by uczciwie opisać sprawy, znalazłby się natychmiast na bruku. Gdybym dopuścił, by moje prawdziwe opinie zostały opublikowane w którymkolwiek numerze gazety, straciłbym pracę w niecałe 24 godziny. Praca dziennikarza polega na niszczeniu prawdy, łganiu na potęgę, deprawowaniu, zohydzaniu, czołganiu się u stóp mamony, sprzedawaniu siebie, sprzedawaniu swojego kraju i swojego narodu w zamian za chleb swój powszedni, czy też – co się sprowadza do tego samego – za swoją pensję. Wiecie to wy i wiem to ja. Cóż to więc za szaleństwo wznosić toast za niezależną prasę! My, dziennikarze, jesteśmy wasalami, instrumentami w rękach bogaczy, którzy potajemnie spiskują i kierują wszystkim zza kulis! My jesteśmy ich marionetkami! To oni pociągają za sznurki, a my tańczymy! Nasz czas, nasz potencjał i nasze talenty są w rękach tych ludzi. Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami!”
https://www.wprost.pl/405185/Jestesmy-intelektualnymi-prostytutkami
.
Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami!
.
Tako rzekł odważny i uczciwy dziennikarz. I do dzisiaj, jeśli cokolwiek się w tej materii zmieniło, to tylko na gorsze. Niedawno zmarły jeden z liderów żydo-banksterskiego spisku, David Rockefeller, tak dziękował w 1991 właścicielom usraelskich wielkich gazet na ówczesnym zlocie światowej sitwy:
.
„Jesteśmy wdzięczni wydawcom „Washington Post”, „New York Times”, „Time Magazine” i innym wielkim publikacjom, których menadżerowie uczestniczyli w naszych spotkaniach i dotrzymali swych obietnic zachowania dyskrecji przez blisko 40 lat. Byłoby dla nas niemożliwością zrealizowanie naszego planu budowy światowego rządu, jeśli bylibyśmy w tym czasie przedmiotem zainteresowania prasy. Dziś jednak świat jest już dużo bardziej wyrafinowany i przygotowany do organizacji rządu światowego. Idea ponadnarodowej suwerenności elit intelektualnych i światowych bankierów jest z całą pewnością korzystniejsza od narodowego samostanowienia, praktykowanego w minionych stuleciach.”
.
Obecnie od powstania Grupy Bilderberg (1954 r.) minęło już ponad 60 lat, a „wydawcy” i „menadżerowie” zachodnich żydo-mediów nadal dochowują dyskrecji. Z dużych publicznych/państwowych telewizji Europy i płn Ameryki jedynie oskarżany przez zachodnie prostytutki intelektualne o cenzurę i sianie dezinformacji rządowy kanał TV – Russia Today…
https://pl.wikipedia.org/wiki/RT_(stacja_telewizyjna)
.
…od lat informuje o zlotach światowej lichwy i ich marionetek.

.

.
Uczestnikami tych zlotów są: światowa globalistyczna lichwa i jej wasale i podkomendni – przedstawiciele koncernów, mediów, świata nauki, polityczne marionetki (prezydęci, premieży, kancleże, ministry), przedstawiciele bandyckiego NATO,  bilderbergowskiej jewrounii (UE), Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Światowej Organizacji Handlu, Światowej Organizacji Zdrowia czy FAO (Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa).
.
W tym miejscu należy jeszcze przypomnieć, że „honorowy przewodniczący” Grupy Bilderberg, Étienne Davignon…
https://pl.wikipedia.org/wiki/%C3%89tienne_Davignon
.
…publicznie przyznał, że jewrounia od samego początku była realizowanym planem Bilderbergów. To oni na ich zlotach ustalali jej politykę, prawa, zatwierdzali marionetki polityczne z tzw. „komisji jewropejskiej” (obligatoryjnie zresztą uczestniczące w zlotach), narzucali dalszą „integrację” i wspólną walutę euro. Tyle że przeliczyli się. Zbyt wielu mieszkańców jewrounii nie chce wyrzec się narodowej tożsamości, a narastające siły odśrodkowe grożą załamaniem się tego banksterskiego, bilderbergowskiego projektu.
Wodzowie Bilderbegów kierują polityką jewrounii, usraela, Kanady, Australii, a za pośrednictwem Komisji Trójstronnej…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Komisja_Tr%C3%B3jstronna
.
…(podrzędnej wobec Bilderbergów) także Japonią, Koreą Płd i innymi wschodnioazjatyckimi wasalami usraela.
A tutaj mamy kolejny cytat Rockefellera z opublikowanych w 2002 roku jego „Wspomnień”:
.
„Przez ponad 100 lat ideologiczni ekstremiści po obu stronach politycznego spektrum uczepili się dobrze nagłośnionych incydentów, by atakować rodzinę Rockefellerów za niezwykły wpływ, jak oni twierdzą, my mamy na polityczne i ekonomiczne instytucje. Niektórzy nawet wierzą, że należymy do tajnej kabały, działającej przeciwko interesom Stanów Zjednoczonych, charakteryzując moją rodzinę i mnie jako internacjonalistów, oraz spiskujących wraz z innymi na świecie, by zbudować bardziej zintegrowaną globalnie polityczną i ekonomiczną strukturę – jeden świat, jeśli chcecie to tak nazwać. Jeśli to jest oskarżeniem, to jestem winny i jestem z tego dumny”
.
jestem winny i jestem z tego dumny!
.
Ten typ bez żenady publicznie przyznawał, że budują zintegrowaną globalnie polityczną i ekonomiczną strukturę światową (światowy rząd – NWO), wobec czego oskarżanie go o przynależność do „tajnej kabały” jest jak najbardziej uzasadnione! Przy czym on nawet tego się nie wypierał, a wręcz na odwrót – był z tego dumny!
.
I jeszcze jeden cytat Rockeffelera (1991 rok):
.
„Jesteśmy na krawędzi globalnej transformacji. Wszystko, czego teraz potrzebujemy to odpowiednio wielki kryzys, a wtedy narody zaakceptują Nowy Porządek Świata”
.
I nad tym globalna lichwa pracuje – nad odpowiednio wielkim kryzysem. Który ma rzucić gojów na kolana i zmusić ich do uznania banksterskiego światowego rządu. Przy czym w budowanym przez nich NWO…
.
„Nad społeczeństwem dominować będzie elita… która dla osiągnięcia swoich politycznych celów nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją”
Zbig Brzeziński w książce „Between Two Ages” 1970 r.
.
To, że Rockefeller i jego podkomendny Brzeziński zmarli, niczego na szczycie piramidy NWO nie zmienia. Bankstera zastąpi pewnie jego syn, David Rockefeller Jr., który od grudnia 2010 jest przewodniczącym rady nadzorczej fundacji Rockefellera.
https://www.rockefellerfoundation.org/people/david-rockefeller/
.
A Brzezińskich mają na pęczki. Zresztą, najważniejszym klanem banksterskim są Rothschildzi. Bez ich akceptacji nic na szczycie NWO nie może się dziać. Inne klany banksterskie wspierają NWO, ale ich znaczenie jest mniejsze. Patriarcha klanu Rothschildów osobiście na zloty glibalnej lichwy nie jeździ. Jest na to zbyt dumny i zarozumiały. Ale jego emisariusze są tam zawsze obecni. I niczego bez jego zgody Bilderbergowcy nie zrobią.
.
Grupa Bilderberg realizuje kilka głównych uzupełniających się celów globalnnych:

.
– Stworzenie światowego dyktatorskiego rządu ukrytego za fasadowym „światowym parlamentem” wzorowanym na fasadowym jewroparlamerncie czy kongresie usraela.

– Przejęcie na prywatną własność całej planety przy pomocy „prywatyzacji”, „wolnego rynku” i zadłużenia u nich całego świata, dzięki czemu niewypłacalnym dłużnikom rękami  komorników (lub karabinami us-marines) odbiorą wszystko.

– Depopulacja ok 90 % ludzkości (resztę będzie łatwiej kontrolować).

Mają też jeden ważny cel lokalny – bezpieczeństwo i rozbudowa Izraela jako przyszłej światowej stolicy.
.
I dlatego właśnie intelektualne prostytutki o zlotach Grupy Bilderberga milczą.
.
W tym miejscu jeszcze pewna uwaga – gdyby wszystko poszło po myśli światowej lichwy, to najprawdopodobniej już obecnie mielibyśmy na świecie zapowiadany przez Rockefellera w 1991 roku odpowiednio wielki kryzys. Ostatni etap podboju świata banksterzy rozpoczęli 11 września 2001 roku operacją fałszywej flagi w usraelu.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/09/11/11-wrzesnia-2001-banksterski-zamach-na-wolnosc-swiata/
.
Przeliczyli się tylko w jednej sprawie – gdyby wyznaczony przez rządzącą Kremlem w latach 90-tych  XX w. „rodzinę” pod wodą żydowskiego szabrownika Bierezowskiego na następcę marionetki Jelcyna Władimir Putin okazał się takim samym popychadłem jak poprzednik, planom banksterów nic by nie mogło przeszkodzić. Wpędziliby świat w gigantyczny wielopoziomowy i wielonurtowy odpowiednio wielki kryzys (zwłaszcza kryzys poczucia bezpieczeństwa). I wtedy strachem wymusiliby zgodę na światowy banksterski rząd. Jeden jedyny człowiek pomieszał im szyki – Władimir Władimirowicz Putin.

.

.

Niepozornie wyglądający, przez lata sprawiający wrażenie spolegliwego wobec zachodu, kroczek po kroczku oczyszczał swoje przedpole, obsadzał kolejne stanowiska zaufanymi sobie ludźmi, zahamował dalszy szaber majątku Rosji, odbudował gospodarkę, armię i potęgę Rosji. Przywrócił Rosjanom dumę z ich kraju i poczucie socjalnego bezpieczeństwa. Co ważne, zahamował i odwrócił wywołane jelcynowską smutą i zniszczeniem rosyjskiej gospodarki katastrofę demograficzną. Od kilku lat Rosja odnotowuje wreszcie dodatni przyrost naturalny. Dokąd Rosja nie była jeszcze militarnie, gospodarczo i finansowo gotowa do konfrontacji z usraelem i bandyckim NATO, Putin milczał widząc bandytyzm zachodu. Dopiero gdy uznał, że Rosja jest już gotowa do postawienia się okoniem bandytom – zrobił to. Mimo wściekłej nagonki przywrócił do macierzy rosyjski do 1954 roku Krym, wyrywając go z łapsk bandyckiej kijowskiej juncie. A potem otwarcie stanął po stronie legalnych władz Syrii, którą zniszczyć chcą banksterzy i Izrael.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/09/30/wejscie-smoka-czyli-prezydent-putin-wychodzi-z-cienia/
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/11/13/brawo-rosja-swiatowy-bandyta-i-terrorysta-nr-1-usrael-rzucony-na-kolana/
.
I dlatego taka jest na niego nagonka w wykonaniu zachodnich prostytutek intelektualnych i politycznych.
.
Zapewne w nadchodzących obradach Grupy Bilderberg w usraelskim hotelu Westfields Marriott nazwisko prezydenta Putina będzie najczęściej wymawianym słowem. Tyle że towarzyszyć będzie mu zgrzytanie zębami i zaciskanie z wściekłości i bezsilności pięści. Czego banksterom i ich marionetkom zaproszonym na zlot serdecznie życzę…
.
A teraz sprawa tzw. „Soboru Słowiańskiego” którego obrady nieomal zbiegły się z zlotem Bilderbergów. Napisałem „tzw.” gdyż w sumie termin ten jest po prostu oksymoronem, takim jak np. sucha woda, czy żywy trup. Sobór to termin czysto krystowierczy, krystowierstwo niszczyło i tępiło Słowiańszczyznę, było jej nieomal zabójcą i przez to krystowierczy termin „sobór” zestawiony ze słowem „Słowiański” po prostu do siebie nie pasują. To tak jakby mordercę bratać z jego ofiarą.
Sprawę owego „soboru” nagłaśniała strona WPS już wcześniej i robi to nadal:
https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/05/30/w-moskwie-trwaja-obrady-xiii-soboru-slowianskiego/
.
Dariusz Kosiur zaznaczył nawet, że nikt poza nimi soboru nie nagłaśnia:
.
„Nikt poza nami, poza WPS, nie zamieścił informacji o trwających od 26 maja 2017r. w Moskwie obradach XIII Soboru Słowiańskiego.”

No i właśnie – dlaczego ja ten „sobór” zignorowałem? Otóż na blogu Przemexa wyjaśniłem to już wcześniej:
.
„Ten zjazd, czy jak też bywa on w krystowierczym żargonie nazywany – Sobór Słowiański – to w sumie dobra inicjatywa polityczna, ale TYLKO polityczna. Jej mankamentem jest to, że większość delegacji zagranicznych nie posiada w swoich krajach żadnego zaplecza organizacyjnego ani znaczenia politycznego, przez co nie mają oni u siebie najmniejszego przełożenia na politykę. Nie są więc w stanie spowodować zmiany polityki państwowej w stosunku do Rosji. Niemniej ich udział, jakkolwiek tylko symboliczny, naturalnie ma znaczenie, gdyż pokazuje, że w innych krajach słowiańskich zgnojonych przez jewrounię i bandyckie NATO są ludzie, którzy nie poddali się kultywowanej tam rusofobii. Kolejnym mankamentem jest właśnie nazwa – Sobór Słowiański. Sobór to termin krystowierczy i dlatego nie powinien być w towarzystwie słowa „Słowiański” używany.
No i mimo słowa „Słowiański”, ów sobór czy zjazd nie ma nic wspólnego z kulturą słowiańską. Wielu organizatorów i uczestników owego zjazdu zaczyna go od guseł w cerkwi, gdyż są gorliwymi krystowiercami odprysku wschodniego. A i podczas obrad są prelekcje o wielkiej roli i zasługach cerkwi dla…bla bla bla. To samo co u nas ględzą katodebile o zasługach kk dla Polski.

Z powyższczych powodów mam do tego zjazdu stosunek ambiwalentny – politycznie jest to inicjatywa dobra, natomiast drażni mnie nadużywanie słowa „Słowiański” do inicjatywy, podczas której ważną jej częścią są nadjordańskie gusła w cerkwi, co ze Słowiańszczyzną nie ma nic wspólnego.”
https://przemex.wordpress.com/2017/04/23/kaz-dziamka-hold-slowianom/#comment-1705
.
Byłbym zachwycony, gdyby zorganizowano Zjazd a jeszcze lepiej Wiec Słowiański, wolny od jakichkolwiek konotacji krystowierczych, z udziałem prezydentów i premierów wszystkich słowiańskich krajów w celu omówienia wspólnej strategii obrony wspólnych interesów wszystkich słowiańskich państw. Podwójnie zachwycony byłbym, gdyby w tym gremium debatowano także o odbudowie własnej, rodzimej, słowiańskiej kultury i tożsamości. Są to jednak niestety marzenia ściętej głowy, podwójnie niemożliwe – z jednej strony większość krajów słowiańskich jest pod okupacją marionetek grupy Bilderberga i Izraela, wrogich wobec Rosji. Z drugiej strony, poza Czechami, pozostałe kraje słowiańskie pozostają pod dużymi (niekiedy dominującymi) wpływami żydogennego krystowierstwa zwalczającego nadal kulturę słowiańską. Dzieje się to niestety także i w Rosji.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/11/25/rosja-i-ukraina-niechciane-i-zwalczane-poganstwo/
.
Co gorsza, pod naciskiem wpływowej cerkwi Duma wprowadziła prawną ochronę żydogennych religii abrahamowych w Rosji, natomiast nie objęła nią słowiańskiego pogaństwa.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/10/07/rosja-slowianska-czy-abrahamowa-zydowska/
.
Wiem naturalnie, że prezydent Putin ma wiele ważnych problemów na głowie i że poparcie cerkwi i jej ogłupionych owieczek jest dla niego istotne, niemniej jeśli za cokolwiek Rosję i prezydenta Putina krytykuję, to właśnie za to, że prawosławnej swołoczy pozwala bezkarnie nadal niszczyć kulturę słowiańską. Choć jej zniszczyć cerkiewnym fanatykom nie uda się. Gdyż coraz więcej Rosjan szuka własnych, rosyjskich, słowiańskich korzeni.
https://opolczykpl.wordpress.com/2016/02/02/rosja-powoli-wraca-do-wlasnych-slowianskich-korzeni-oby/
.
Nadal czekam na ten dzień, kiedy pogaństwo zostanie oficjalnie uznane przez władze Rosji przynajmniej za równoprawne z nadjordańskimi żydogennymi dżumami.
.
Wracam jednak do sprawy „soboru”. O tym, że z kulturą słowiańską ten „sobór” nie miał nic wspólnego, chyba niechcąco nawet sypnęła się sama WPS informując o zatrzymaniu w NY Maciejczyka:
.
„Otrzymaliśmy także informację, że nasz kolega, redaktor Edward Maciejczyk, który był gościem XIII Soboru Słowiańskiego jako przedstawiciel Wschodniego Kościoła Katolickiego w Ameryce z misją koordynacji działań medialnych Kościołów Katolickich Rytu Wschodniego, został po powrocie z Moskwy aresztowany na lotnisku w NY”
https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/05/30/w-moskwie-trwaja-obrady-xiii-soboru-slowianskiego/
.
Nie wiem czy został „aresztowany”, gdyż jedna z administratorek jego poczty pisała (przytaczam fragment jej maila), że został on „zatrzymany”:
.
„Niestety osoba która miała odebrać go na lotnisku w Nowym Jorku poinformowała mnie że został zatrzymany na lotnisku i nie możemy uzyskać żadnych dodatkowych informacji ponieważ telefon nie odpowiada a nasz adwokat jest na urlopie do najbliższej środy.
Wiemy że doleciał do NY i tam się ślad urywa.”
.
Tyle że nie wiadomo przez kogo i ZA CO został „zatrzymany” czy być może „aresztowany”. Ubaw z jego zatrzymania czy aresztowania miał za to Zyga, który Maciejczyka z różnych powodów po prostu nie cierpi:
.
„Jaka surprise dla Maciejczyka. Praktycznie całą kampanię wyborczą wchodził w dupę Trumpowi żeby ten go na wiosnę 2017 roku aresztował pisze oczywiście skrótowo .
Za rządów tak znienawidzonego przez Maciejczyka murzyna nikt go w Ussrace nie zatrzymał a tu widzę sprawa się rypła .
Za prezydentury ukochanego Trumpa facet który podobno jak sam pisał jest spokrewniony z tym preziem zostaje aresztowany”
https://przemex.wordpress.com/about/comment-page-3/#comment-1990
.
Nie wiem, kto i za co go zatrzymał czy aresztował, ale ucieszyła mnie informacja o tym, jaką rolę odgrywał on podczas XIII Soboru Krystowierczego w Moskwie. Celowo, ale i nie bezpodstawnie nazwałem ten „sobór” krystowierczym. Otóż Maciejczyk występował na nim jako przedstawiciel Wschodniego Kościoła Katolickiego w Ameryce, a dodatkomo  miał jeszcze „misję” (misjonarz psia jego jucha) – misję koordynacji działań medialnych Kościołów Katolickich Rytu Wschodniego. Czyli miał koordynować działania medialne mające skuteczniej ogłupiać, odmóżdżać i oszukiwać nadjorańskimi bredniami nieszczęsne, zastraszane piekłem i łudzone „zbawieniem” owieczki.
Informacja o roli Maciejczyka na tymże soborze krystowierczym potwierdziła moją opinię o owym „soborze”. Jaki on „słowiański”, skoro biorą w nim udział krystowiercy – przedstawiciele jakichś tam wschodnich kościołów katolickich. I na którym omawiane są misje koordynacji ogłupiania nadjordańskimi bredniami ludzi.
W tym miejscu przyznam, że Maciejczych w mailach chwalił się, że do Moskwy leci. Tyle że ani słówkiem nie pisnął, w jakiej roli, a raczej „misji” tam leci. W korenspondencji mailowej rżnie on niezłomnego Słowianina i poganina bezlitośnie tępiącego nadjordańską zarazę. Ja wprawdzie zerwałem z nim już dawno „stosunki dyplomatyczne”, ale ponieważ różni ludzie w zbiorczych adresach umieczają mnie i jego, przez co sporo jego maili zaśmieca mi pocztę. Większość z nich natychmiast spuszczam do spamu i tylko wyjątkowo zaglądam na niektóre z nich. Gdy sam włączam się do jakiejś dyskusji, wywalam z miejsca 70-80 adresów, najczęściej łącznie z adresem Maciejczyka. Mimo to ciągle jego maile trafiają do mnie. Przytoczę tutaj kilka jego maili. Nie będzie to, jak myślę, naruszeniem dyskrecji cudzej korenspondencji, gdyż Maciejczyk pisał na zbiorcze adresy, niekiego do 100 adersatów na raz. Można więc te maile traktować jako nieomal wypowiedzi publiczne. Prezentuję je, aby pokazać, co w kilku mailach w ciągu ostatniego miesiąca pisał o krystowierstwie Edward Maciejczyk. Wyciągnąłem je z kosza, a pisane są oczywiście nie do mnie, a do innych „dyskutantów”:
.
„Odpowiem językiem Pogan którzy za dobro najwyższe cenili Rodzinę i Ojczyznę do czasu aż „cywilizacja łacińska” zainstalowana  Ogniem i Mieczem w Europie przywiozła żydowskie bajki i azjatyckich szczurów na swym grzbiecie wraz z całą patologią jahwistyczną wytrzepaną z koszernych kutasów
Dzisiaj po moim rodzinnym podwórku, szwędają się azjatyckie szczury i spłodzone przez nich kundle bez identyfikacji narodowej, plądrując nie tylko spiżarnie ale również umysły Słowian w celu masowego zniszczenia naszej Białej Cywilizacji.
Pisze Pan
 „Cywilizacja łacińska wsparta o chrześcijaństwo uczy też rozwijać w sobie dobry stosunek do innych ludzi, polegający na życzliwości i dobroczynności”
Wsadź sobie Pan w dupę te wypociny zdewociałego grafomana i nie pierdol farmazonów , nas nie trzeba „uczyć” my wiemy że bakterię się dezynfekuje a nie pielęgnuje bo bakteria powoduje zgon .
Łacińska bakteria spowodowała zgon mojej ukochanej Ojczyzny  a że nie jestem „chrzecijaninem” całującym narzędzie zbrodni (krzyż) którym Żydzi zabili ich „boga”,- to nie nadstawiam drugiego policzka i nigdy wam nie wybaczę zbrodni na moim Narodzie i Ojczyźnie.
Oświadczam że do końca moich dni, głosząc prawdę wszem i wobec, będę walczył z azjatycko łacińską gangreną. „
.
„Należę do ludzi którzy całe życie walczą i odkrywają przy jednoczesnym ciągłym pogłęnbianiu wiedzy warsztatowej. Nie, chcę się licytować co wiem i co mam bo to w tym kontekście jest bez znaczenia ale zadam Panu pytanie które rutynowo zadaję wszystkim namolnym handlarzom wciskającym na siłę przeterminowane buble.
Jaki jest powód żeby zdrowy i normalny człowiek łaził na kolanach za kabotynem w czapce „świętego mikołaja” i beczał jak baran pod jego dyktando? ( podobnie jest z innymi azjatyckimi sektami )
Nie chcę dwóch tylko jeden powód dla którego mam z siebie robić pojeba wobec np. Słońca czy innych Bogów Słowiańskich którzy mi służą a nie jak azjatyckie sekty jebią od tylca bez pocałunku.
Mógłbym się podpierać logiką która jak widzę jest Panu obca, ale czekam na prostą odpowiedź,-
Jaki jest powód dobrowolnego katowania się , proszę mnie „oświecić” możliwe że jest coś czego jeszcze nie odkryłem”
.
„Za tydzień wracam do USraela z całym bagażem informacji na temat nowych technik stosowanych dziś przez watykańskie ścierwo zwane „jezu-ICKI ” jednym z nowych pakietów podstawionych Polakom jest właśnie mieszaniec podrzucony Narodowcom przez pedały w czarnych sukienkach.
Zapamiętajcie że Polscy Narodowcy to nie „kółko różańcowe” pełzające za kabotynami w czapkach „świętych mikołajów ” a Słowiańszczyzna to nie „Bajki o Jezusie i dwunastu pedałach”
.
„Sekta dla masochistów za którą się płaci do końca życia aby sobie pocierpieć, a na końcu zobaczyć środkowy palec Lucyfera Jahwe.
Innymi słowy wyjątkowy debilizm który z człowieka robi barana na tyle bezmyślnego że ten oddaje ziemię za „niebo” a własnego Ducha do żydowskiej niewoli.
Kuriozalna hipokryzja , stan bezwładności umysłowej nazwany przez Pana „niepokonanym” na kolanach , pozwolę sobie porównać do pływania w szambie pomiędzy fekaliami w którym podnieca nas panujący tam aromat wykwintnych zapachów w sam raz dla naszego zgnojonego ducha , a od czasu do czasu pod nosem przepływa świeżo nasiąknięty tampon ( alegorycznie biskup ) który wywołuje wirtualny orgazm pomyleńców.”
.
I taki człowiek, zarzekający się, że nie jest krystowiercą całującym narzędzie zbrodni (krzyż) i nazywający krystowierstwo patologią jahwistyczną wytrzepaną z koszernych kutasów leci do Moskwy na „sobór słowiański” jako przedstawiciel Wschodniego Kościoła Katolickiego w Ameryce z misją koordynacji działań medialnych Kościołów Katolickich Rytu Wschodniego.
.
Z takim „soborem” i z takimi farbowanymi lisami nie chcę mieć nic wspólnego.

.
Acha – Maciejczyk nadal kocha Trampka i tak pisał o nim (wyjątkowo do mnie ) gdy nie wytrzymałem jego protrampkowego bełkotu i zarzuciłem mu zaślepienie tym ultrasyjonistą. Było to już po ostrzale rakietowym syryjskiego lotniska z rozkazu Trampka:
.
„Jednak mu wierzę bo obserwując manewry taktyczne widzę rychły koniec Judaizmu.
Obaj Geniusze grają jak przystało na Białą Inteligencję i azjatycka pandemia w końcu będzie zdezynfekowana.
Wiem coś co mnie trzyma w nadziei na szczęśliwy koniec judenhorroru razem z parchosekciarstwem wytrzepanym z azjatyckich portek.
Stawiam na Trumpa, Putin i tak jest po stronie Słowiańskiej prawdy.
Znam obydwóch osobiście i wiem że nie mogę się mylić.
Dlatego parchata gangrena się wije i kłębi że widzi niechybny koniec .
Nawet jeśli obaj robią pozorne manewry to i tak razem idą w stronę zamiatania globalnego gówna rozlanego przez Judenchrześcijaństwo.”
.
Tu widać nie tylko zaślepienie Trampkiem ale i megalomanię Maciejczyka. Putina i Trampka zna osobiście. Ciekawe, czy poklepali go po ramieniu witając się z nim i o czym z nim rozmawiali, że tak dobrze ich zna?
I wciąż te jego rasistowskie brednie o białej rasie. Najbardziej przez żydo-banksterów zniewolonej, najbardziej przez krystowierstwo ogłupionej. To ona pierwsza dała się totalnie żydowierstwem odurnić i zniewolić. To ona rozwlokła żydowierstwo po całym świecie. To ona niszczyła setki pogańskich kultur na wszystkich kontynentach, mordowała setkami milionów białych i kolorowych – jak popadło. To ona podbiła prawie cały świat dla żydo-banksterów. To ona była i jest matecznikiem żydowskiego banksteryzmu i nadal jest najważniejszym i najbardziej usłużnym szabas-gojem usraela, Izraela i banksterów. I ona w ich interesie walczy z półksiężycem.

https://opolczykpl.wordpress.com/2016/01/24/upadek-zachodniej-europy-bialej-cywilizacji-i-jej-rasistowskiej-antykultury/

https://opolczykpl.wordpress.com/2016/01/13/wojna-krzyza-z-polksiezycem-a-gwiazda-dawida-zaciera-jej-kosmate-lapska/

https://opolczykpl.wordpress.com/2016/02/24/wojna-w-syrii-a-wielki-izrael-swiatynia-jerozolimska-i-ostateczne-rozwiazanie-kwestii-muzulmanskiej/

Wszystkich piewców „białej rasy” zapytam – podajcie mi jedną jedyną niepodważalną zasługę dla ludzkości, jakąś pozytywną cechę, wartość czy korzystne dla ludzkości osiągnięcie „białej rasy”, za które zasługować mogłaby ona na uznanie i szacunek. Proszę o jeden jedyny przykład. Przy czym nie mam na myśli osiągnięć i zasług pojedynczych przedstawicieli „białej rasy”, bo takie przykłady oczywiście są. Proszę o przyklad czegoś dobrego dlas ludzkości, co biała rasa jako całość zrobiła w ciągu ostatniego tysiąclecia.
.
Na załganie, hipokryzję, zaślepienie Trampkiem i niepoważny biały rasizm Maciejczyka, no i na jego megalomanię, niestety nie widzę lekarstwa. I stąd takich ludzi unikam jak morowego powietrza. Słowiańszczyzna też nic na tym nie traci, że udziela się on jako przedstawiciel Wschodniego Kościoła Katolickiego w Ameryce z misją koordynacji działań medialnych Kościołów Katolickich Rytu Wschodniego. Farbowanych lisów wysługujących się rzymskiej szubienicy „rytu wschodniego” Słowiańszczyzna nie potrzebuje…
.

.
opolczyk

.

.

.

.

 

Minęło siedem lat od śmierci dr. Dariusza Ratajczaka

.

https://stopsyjonizmowi.files.wordpress.com/2012/05/a148.jpg?w=660

.

(Mimo przerwy publikuję ważny tekst Zygmunta Białasa w związku z zamordowaniem przed siedmiu laty Dariusza Ratajczaka – opolczyk)

.

Co takiego napisał dr Dariusz Ratajczak, że spotkał się nie tylko z niezrozumieniem otoczenia, ale wręcz z szalonym atakiem „elit” politycznych z kręgu „Gazety Wyborczej” i innych opiniotwórczych środowisk.

Minęło pięć lat od śmierci dr. Dariusza Ratajczaka. Jego rozkładające się zwłoki znaleziono 11 czerwca 2010 roku w samochodzie na parkingu przed supermarketem Karolinka w Opolu. Zmarł w nieznanych okolicznościach; przyjęto 29 maja 2010r. jako dzień jego śmierci.

Syn mec. Cyryla Ratajczaka, znanego obrońcy Ryszarda Kowalczyka oraz działaczy Solidarności w czasie stanu wojennego, miał Dariusz dobrze zapowiadającą się przyszłość zawodową przed sobą. Był pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Opolskim. W 1991r. ubiegał się o mandat poselski z ramienia Stronnictwa Narodowego.

„Każdy szanujący się historyk jest z natury rewizjonistą. Bo zadaje sobie pytania: czy aby na pewno?” – pisał opolski historyk. Jakie były skutki takiej postawy, pisałem już wielokrotnie, także w notce sprzed kilku lat, link:
http://zygumntbialas.neon24.pl/post/93215,minely-trzy-lata-od-smierci-dr-dariusza-ratajczaka

„Pogrzeb odbył się w warunkach konspiracyjnych. Nikt niepożądany nie był poinformowany o terminie pochowania zmarłego. Obecni byli tylko członkowie rodziny i najbliżsi przyjaciele, w sumie kilkadziesiąt osób. Tablica na jego grobie informuje, iż zmarł 29 maja 2010 roku. Nie można tu nie wspomnieć o osobliwym pożegnaniu ze strony „Gazety Wyborczej”, która wiadomość o śmierci swej ofiary umieściła pod tytułem „Znaleziono ciało kłamcy oświęcimskiego”.

Co takiego napisał dr Dariusz Ratajczak, że spotkał się nie tylko z niezrozumieniem otoczenia, ale wręcz z szalonym atakiem „elit” poltycznych  z kręgu „Gazety Wyborczej” i innych opiniotwórczych środowisk? Że został wyrzucony z pracy, był sądzony i otrzymał wilczy bilet na całe swe życie? Że zmarł w wieku 47 lat w dziwnych i tajemniczych okolicznościach?

W 1999 roku wydał D. Ratajczak niepozorny zbiór artykułów pt. „Tematy niebezpieczne”. Dołączam tu jeden z tekstów, zamieszczonych w tej książce:

 

DR  DARIUSZ  RATAJCZAK:  REWIZJONIZM  HOLOCAUSTU

Od polowy lat 70-tych Holocaust, traktowany jako religia, jako coś wyjątkowego, nie mającego precedensu w dziejach świata, zaczyna spotykać się z odporem ze strony historyków – rewizjonistów.

Krytykują oni nie tylko jego wyjątkowość, ale także rewidują dotychczasową wersję wydarzeń. Innymi słowy poddają rewizji oficjalnie podawaną liczbę Żydów zgładzonych podczas wojny, a także sposoby ich uśmiercania.

Ludzie ci traktowani są przez wyznawców religii Holocaustu, a więc zwolenników cenzury i narzucania opinii światowej fałszywego, propagandowego obrazu przeszłości, jako szarlatani, neonaziści i skrajni antysemici.

Argument to chyba chybiony, gdyż ruch historycznego rewizjonizmu, którego elementem (co prawda ważnym) jest nonkonformistyczne podejście do Holocaustu, nie jest jednorodny. Zaangażowani są w nim historycy – zawodowcy, amatorzy, całe instytucje. Nie ma on jednego oblicza ideowo-politycznego. Występują w nim postawy rozciągające się od skrajnej prawicy po skrajną lewicę, a rewizjoniści to ludzie wszystkich ras i wielu narodowości, włącznie z Żydami.

I jeszcze jedna uwaga porządkująca: rewizjonizm historyczny, zauważalny w USA i Europie Zachodniej, a ostatnio w jej środkowo-wschodniej części (może najmniej w Polsce), stara się zwalczać tzw. utarte prawdy nie podlegające z różnych – propagandowych, politycznych, “biznesowych” – względów krytyce. Problem jest więc bardzo szeroki. My skoncentrujemy się tylko na Holocauście.

W rozwoju rewizjonizmu Holocaustu, po wcześniejszych wystąpieniach Paula Rassiniera (ten więzień Buchenwaldu i Dory zakwestionował jako pierwszy istnienie komór gazowych w obozach koncentracyjnych) i prof. Roberta Faurissona (za głoszenie poglądów, że oficjalna wersja eksterminacji Żydów jest nieprawdziwa “wyleciał” z pracy na Uniwersytecie w Lyonie. Potem miał sprawy sądowe i kłopoty z różnymi postępowymi “bombiarzami” – typowy to sposób rozprawiania się z rewizjonistami; doświadczył tego również autor “Wojny Hitlera” – David Irving), przełomem stała się sprawa kanadyjskiego rewizjonisty Emsta Zuendela. W 1985 roku postawiono go przed sądem za wydanie broszury autorstwa Richarda Verralla “Czy naprawdę zginęło 6 milionów (Żydów – DR)”. Na drugim procesie Kanadyjczyka, w roku 1988, wystąpił jako świadek obrony Fred Leuchter, jedyny w USA ekspert od budowy urządzeń do wykonywania kary śmierci – także komór gazowych, w których skazańcy uśmiercani są cyjanowodorem, a więc tym samym gazem, jakim mieli być zabijani Żydzi w Auschwitz-Birkenau.

W tym samym roku Leuchter, fachowiec najwyższej jakości, człowiek pozbawiony jakichkolwiek “skłonności politycznych” (on zna się po prostu na komorach gazowych i substancjach zabijających – tyle i aż tyle) udał się wraz z ekipą do Polski, gdzie zbadał komory gazowe w Oświęcimiu, Brzezince i Majdanku. Tezy opracowanej przez niego po powrocie ekspertyzy okazały się zabójcze dla zwolenników oficjalnej wersji Holocaustu, a sprowadzały się do jednoznacznej konkluzji, iż pomieszczenia przedstawiane jako komory gazowe nie mogły służyć do masowego zabijania ludzi (o czym bardziej szczegółowo za chwilę).

Raport Leuchtera stał się bardzo popularny w kołach rewizjonistycznych. Zainspirował on m.in. niemieckiego naukowca z Instytutu Maxa Plancka – dr Germara Rudolfa do wydania ekspertyzy o cyjanowodorze używanym w Oświęcimiu (godzi się wspomnieć, że w Niemczech ludzie rewidujący Holocaust są narażeni na prawne represje; podobne “przyjemności” niedługo staną się udziałem Polaków).

Należałoby wreszcie skrótowo ująć tezy i argumenty, jakimi posługują się rewizjoniści Holocaustu. Dla niewtajemniczonych, lub takich, którzy bez zastrzeżeń aprobują oficjalną wersję wydarzeń, będą one zapewne rodzajem szoku. Ozdrowieńczego, czy wręcz przeciwnie – nie moje to zmartwienie.

Przede wszystkim należy stwierdzić, ze rewizjoniści, przynajmniej ci poważni, bo hochsztaplerów – jak wszędzie – nie brakuje, nie kwestionują antyżydowskiej polityki III Rzeszy, istnienia obozów koncentracyjnych, przymusowej pracy więźniów w tych obozach, deportacji Żydów do gett i obozów oraz śmierci wielu Żydów z różnych przyczyn – także w wyniku masowych egzekucji.

Uważają natomiast, że nigdy nie istniał i nie był realizowany przez władze niemieckie plan systematycznego wymordowania Żydów europejskich, że nie istniały komory gazowe do masowego uśmiercania Żydów oraz że liczba Żydów, którzy ponieśli śmierć w okresie II wojny światowej jest o wiele niższa od podawanej i traktowanej bardzo rygorystycznie liczby 6 milionów.

Ogólniej natomiast Holocaust jest dla rewizjonistów mitem opartym wprawdzie na prawdziwych i strasznych wydarzeniach, które jednakowoż należy widzieć w kontekście XX-wiecznej wojny totalnej, prowadzonej bezwzględnie przez wszystkie strony konfliktu i które porównywalne są z innymi wydarzeniami tamtych lat (cierpienia milionów Polaków, masakry niemieckiej ludności cywilnej przez lotnictwo alianckie, śmierć kilku milionów jeńców rosyjskich – od siebie dodam: i niemieckich w czasie wojny i po wojnie w ZSRR – masakra wojsk japońskich na wyspach Pacyfiku oraz cywilów w macierzy itd.). Rozpatrzmy teraz te 3 główne założenia rewizjonizmu Holocaustu

1. Polityka III Rzeszy wobec Żydów

Według rewizjonistów naziści chcieli rozwiązać tzw. kwestię żydowską przede wszystkim poprzez przesunięcie Żydów z Niemiec, a później z Europy, na Madagaskar lub do Palestyny, co zresztą miłe było syjonistom (fakt kontaktów nazistów z kołami syjonistycznymi przed i w czasie wojny jest bezsporny).

Po roku 1941 kierownictwo III Rzeszy, mając do dyspozycji ogromne obszary ZSRR, postanowiło deportować Żydów z Europy na Wschód. Niemcy kierowali się tu względami ideologicznymi, bezpieczeństwa (Żydzi jako aktywnie walcząca mniejszość) oraz motywem praktycznym, mającym za podstawę włączenie Żydów dla potrzeb gospodarki wojennej.

Była to polityka brutalna i często zbrodnicza, szczególnie za linią frontu wschodniego, gdzie działały “Einsatzgruppen”, ale nie można mówić o zaplanowanej eksterminacji narodu żydowskiego z motywów ideologicznych, przy użyciu specjalnych urządzeń do zabijania (ruchome komory gazowe itp.).

2. Problem komór gazowych

Rewizjoniści uważają, iż mimo nagłaśniania od lat 40-tych istnienia w obozach koncentracyjnych komór gazowych do masowego uśmiercania ludzi (głównie, a w zasadzie wyłącznie Żydów i Cyganów), przez długie lata nie istniały żadne ekspertyzy techniczno-kryminalistyczne poświęcone tym szczególnym narzędziom mordu. Przełomem okazały się dopiero badania Leuchtera i Rudolfa. Ich wspólna konkluzja jest jednoznaczna: nie było możliwe uśmiercanie gazem milionów (a nawet setek tysięcy) ludzi w pomieszczeniach przedstawianych obecnie wycieczkom w Oświęcimiu, czy na Majdanku jako komory gazowe. Decydują względy techniczne, chemiczne i fizykalne.

Pomieszczenia uznawane za komory gazowe nie miały stalowych drzwi, nie były uszczelnione, co groziło śmiercią wszystkim znajdujących się w pobliżu, także SS-manom. Ściany nie były pokryte odpowiednią warstwą izolacji, nie było urządzeń zapobiegających kondensacji gazu na ścianach, podłodze czy suficie. Komory posiadały zupełnie zwyczajną wentylację, całkowicie nieprzydatną do usuwania mieszaniny powietrza i gazu na zewnątrz budynku, tak, aby nie groziło to życiu obsługi i SS-manów. W ścianach tzw. komór gazowych nie ma prawie śladów cyjanowodoru.

Ze sprawą komór wiąże się oczywiście użycie przez Niemców preparatu Cyklon B, czyli wspomnianego cyjanowodoru.

Cyklon B był w czasie wojny stosowany przez Niemców jako środek zabijający wszy. Stosowano go w komorach do odwszawiania (ale nie gazowania ludzi!), w koszarach itd. Z wielu względów jego zastosowanie w technice mordowania ludzi było niemożliwe. Cyklon jest “mało inteligentny” (długi, 2-godzinny czas wydzielania gazu z granulatu, jeszcze dłuższy, bo 20-godzinny czas usuwania tegoż z pomieszczeń, a przecież Niemcy nic tylko gazowali i gazowali!). Poza tym byłaby to bardzo kosztowna (towar deficytowy) i niebezpieczna operacja, wymagająca od ekip więźniów wyciągających ciała użycia masek przeciwgazowych z filtrami i ubrania specjalnych uniformów ochronnych oraz rękawic (gaz działa przez skórę).

I jeszcze o usuwaniu zwłok, czyli krematoriach. Zbudowane w Oświęcimiu krematoria miały służyć do spalania zwłok zamordowanych (zagazowanych) Żydów. Aby to wykonać musiałyby jednak, przy podawanej oficjalnie liczbie zabitych przez Cyklon B, mieć przepustowość kilkanaście razy wyższą od najnowocześniejszych, sterowanych komputerowo krematoriów współczesnych! Takich obozy nie posiadały.

Podsumowując ten wątek możemy więc stwierdzić bez popełniania większego błędu, że Cyklon B stosowano w obozach do dezynfekcji, nie zaś mordowania ludzi (tak więc słynna “selekcja do gazu” była zwykłym podziałem nowo przybyłych według wieku, płci, stanu zdrowotnego); łaźnia służyła w obozie do kąpieli, nie była miejscem gdzie mordowano ludzi; opowiadania ocalałych więźniów, jakoby widzieli gazowanie ludzi są bezwartościowe. Jest to dramatyzowanie i tak już dramatycznej sytuacji (podobnie rzecz się ma z zeznaniami oskarżonych po wojnie SS-manów – kajających się, ulegających presji i przesłuchujących, chcących odgrywać w obliczu szubienicy rolę „piekielnych facetów” – przypadek Rudolfa Hoessa).

Wniosek ostateczny nasuwa się sam: w obozach ludzie głównie umierali na skutek chorób wynikających z niedożywienia, złych warunków higienicznych, morderczej pracy, a ciała palono w krematoriach, by zapobiec epidemii.

3. Ilu Żydów zginęło podczas II wojny światowej na terenach okupowanych przez III Rzeszę?

Dane dotyczące Żydów, którzy ponieśli śmierć na skutek polityki władz III Rzeszy w okupowanej Europie muszą dotyczyć następujących przypadków: choroby i epidemie wywołane “sztucznie”przez władze okupacyjne (zamykanie i zagęszczanie gett, głodowe racje żywnościowe dla przygniatającej większości ludzi), praca ponad siły (obozy koncentracyjne), brutalność deportacji do gett i obozów, uśmiercanie podczas walk Żydów – uczestników ruchu oporu oraz osób zupełnie nieaktywnych, mających jednak nieszczęście przebywać na terenach będących areną działania „Einsatzgruppen”. Dodajmy do tego ofiary zbrodniczych eksperymentów medycznych oraz Żydów zabitych przez kolaboranckie szumowiny społeczne (aryjskie i żydowskie). Powyższe, tragiczne wyliczenie nie będzie więc obejmować ofiar sowieckiej polityki wobec polskich, litewskich, łotewskich, estońskich i rumuńskich (besarabskich) Żydów w latach 1939-1941 (a znacząca to liczba, nie wiedzieć czemu przypisywana Holocaustowi dokonanemu przez Niemców), ludzi zmarłych z przyczyn naturalnych bez związku z okupacyjną rzeczywistością, czy wreszcie ofiar wypadków drogowych, utonięć, zatruć medykamentami itd. (do tej pory wszystkie te przypadki były włączane do hekatomby Holocaustu). Zsumowując poszczególne kategorie, uwzględniając żydowskie ofiary pacyfikacji, obozów koncentracyjnych, tragicznego, okupacyjnego bytu, wydaje się, że liczba 2,5 miliona Żydów – ofiar Holocaustu – nie będzie daleka od prawdy.

Dariusz Ratajczak

ZA: http://zygmuntbialas.blog.pl/2017/05/29/minelo-siedem-lat-od-smierci-dr-dariusza-ratajczaka/

.

***********************************************************

.

Powyższego tekstu nie potrzeba komentować. Jest wystarczającym wyjaśnieniem, dlaczego mossadowski szwadron śmierci Dariusza Ratajczaka zamordował. Jego śmierć wstrząsnęła mną. Pisałem o nim i jego zamordowaniu wielokrotnie broniąc dobrego imienia zamordowanego. Zamieszczam jeden z moich ówczesnych tekstów w obronie Dariusza Ratajczaka opublikowany w 2010 przez Blogmedia.pl (występowałem wówczas pod nickiem Andrzej101).

http://blogmedia24.pl/node/33009

.

O ludziach takich jak Dariusz Ratajczak, zamordowany za podważanie narzuconej wersji „holokaustu” zapomnieć nam nie wolno!

.

Jeśli boisz się mówić głośno – co myślisz – już jesteś niewolnikiem…

.

.

opolczyk

.

.

PS

Niezorientowanym przypomnę jeszcze sprawę zabójstwa Dariusza Ratajczaka. Jego zwłoki w stanie zaawansowanego rozkładu znaleziono 11 czerwca 2010 na parkingu przed supermarketem Karolinka w Opolu. Były wciśnięte z tyłu pomiędzy siedzeniem kierowcy a siedzeniem dla pasażera za kierowcą. Zgodnie z zeznaniami wielu świadków, w tym pracowników supermarketu, dzień wcześniej tego samochodu na parkingu jeszcze nie było (w nocy parking był nieczynny i całkowicie pusty – czego pilnawała straż przemysłowa). Przez co oczywistym jest, że ktoś samochód ze zwłokami podrzucił w dniu 11 czerwca. Niemniej prokuratura zignorowała zeznania świadków i nie dostrzegła w zgonie Dariusza Ratajczaka niczego podejrzanego.
.
Zignorowała także prokuratura fakt, że kilka dni wcześniej na Okęciu zatrzymano a następnie aresztowano poszukiwanego europejskim listem gończym agenta Mossadu Uri Brodsky’ego. Był on „logistycznym” organizatorem zamachu w Dubaju na jednego z przywódców Hamasu, Mahmuda al-Mabhuha. A ścigała go (w sumie dla picu, jak się wkrótce potem okazało) „niemiecka” prokuratura za to, że dla kilku zamachowców Mossadu biorących udział w zamachu w Dubaju sfabrykował on niemieckie paszporty. I właśnie za fałszowanie niemieckich dokumentów był ścigany. Nie jest wykluczone, że Brodsky’ego CELOWO zatrzymano na Okęciu 6 dni przed znalezieniem zwłok Dariusza Ratajczaka, aby zapewnić mu „alibi” – nie mógł brać udziału w zamachu na opolskiego historyka, bo siedział w areszcie. Ale marne było to „alibi” – stopień rozkładu zwłok Dariusza Ratajczaka jasno wskazywał na to, że zamordowano go PRZED aresztowaniem Brodsky’ego.
.
Po aresztowaniu Brodsky’ego zainscenizowana i mocno nagłaśniana me(n)dialnie została dyplomatyczna „batalia” władz Izraela i niemieckiego jewrobaraku z jednej, a żondu POparchów z drugiej strony. Odesłania Brodsky’ego do Izraela domagały się władze z Tel Awiwu. Natomiast wydania Brodsky’ego „niemieckiemu” wymiarowi (pośmiewiska ze) sprawiedliwości domagały się marionetki polityczne niemieckiego jewrobaraku. Ostatecznie żont POparchów, dla niepoznaki, że jego suwerenem jest Tel Awiw, przekazał Brodsky’ego Berlinowi. Tyle, że już na drugi dzień po tym przekazaniu niemieckojęzyczna dintojra za symboliczą kaucję zwolniła Brodsky’ego z aresztu zezwalając mu na natychmiastowy powrót do Izraela.

O narzucającym się  natychmiast powiązaniu Brodsky’ego ze sprawą zabójstwa Dariusza Ratajczaka (zapewne był jak w Dubaju logistycznym organizatorem i tego zamachu) oficjalne załgane me(n)dia nie wspomniały ani słowem. I tak dowodzący mossadowskim szwadronem śmierci Brodsky pozostał bezkarny. I pewnie tak już pozostanie. Nie znajdzie się bowiem w III Rzydopospolitej ani jeden prokurator, który odważyłby się wznowić śledztwo w sprawie zabójstwa Dariusza Ratajczaka z uwzględnieniem w nim roli Uri Brodsky’ego – agenta Mossadu. Który akurat wtedy „przypadkiem” był w Polsce…

.

.

.

.

Parada wojskowa z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie…

.

.

Nie wytrzymałem…
To należy obejrzeć – paradę wojskową z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie:
.

.
Podobne parady, choć oczywiście w mniejszej skali, odbyły się w wielu miastach Federacji Rosyjskiej – także na Syberii.  Tu jest kilka z nich  – w Nowosybirsku:
.

.
We Władywostoku:
.

.
W Krasnojarsku:
.

.
Co szczególnie cieszy, także w Doniecku, stolicy Donieckiej Republiki Ludowej, mimo że duże jej tereny okupują banderowskie watahy podległe juncie kijowskiej, także odbyła się defilada zwycięstwa.
.

.
Widać, że Donieck posiada własną armię i wcale nie jest skazany tylko i wyłącznie na siły zbrojne Rosji.
.
Gdy oglądałem paradę w Moskwie, łza zakręciła mi się w oku gdy pomyślałem sobie – dlaczego nie jesteśmy ich sojusznikiem? Nie jestem militarystą, ale w dzisiejszym świecie, w którym bandyci z NATO pod wodzą us-bandytów napadają na kolejne kraje, aby czuć się bezpiecznym we własnym domu trzeba mieć silną armię, która każdemu wrogowi, zwłaszcza bandyckiemu NATO, jest w stanie stawić skuteczny opór. Rosja ma taką armię. Same tylko te wojska biorące udział we wszystkich dzisiejszych paradach we wszystkich miastach w Rosji rozwaliłyby w ciągu jednego dnia całe „siły zbrojne” całej zgnojonej i rozszabrowanej Polski.
.
Przy czym wojska rosyjskie całkowicie różnią się od bandytów z NATO i Pentagonu. Podczas „aneksji” Krymu nie zabiły ani jednego cywila, nie zbombardowały ani jednego budynku czy mostu. Dzień po owej „aneksji” mieszkańcy Krymu z uśmiechem na twarzy szli do codziennych zajęć, do pracy, ufniej niż dzień wcześniej patrząc w przyszłość. Natomiast tam, gdzie wkraczają wojska NATO i usraela – i to nie na wojny a, na „misje” pokojowe i demokrytyzujące – bo tak te agresje są przedstawiane – pozostawiają za sobą ruiny i zgliszcza, chaos, uzbrojone bandy terrorystów i miliony trupów.
.
Największą różnicą pomiędzy siłami zbrojnym Rosji i bandyckiego zachodu jest to, że wojsko Federacji Rosyjskiej jest przede wszystkim wojskiem OBRONNYM. Doktryną militarną Rosji jest przede wszystkim zabezpieczenie własnych granic i własnego bezpieczeństwa, ale tylko na terenie Rosji. Natomiast bandycki usrael np. włączenie Czarnogóry do NATO uważa za ważne ze względu na własne bezpieczeństwo. Jak jednak to, czy mikroskopijna Czarogóra będzie czy nie będzie w bandyckim NATO może mieć cokolwiek wspólnego z jakimkolwiek zagrożeniem bezpieczeństwa światowego bandyty i terroryst nr 1 – tego po prostu nie pojmuję. Owszem, także wojska rosyjskie potrafią przejść do kontrataku i wroga pędzić przed sobą. Oraz mogą ostrzelać go rakietami międzykontynetalnymi. Ale doktryna militarna sił zbrojnych Rosji nadal jest przede wszystkim obronna. I trzon sił zbrojnych Rosji  stanowią formacje obronne. Natomiast doktryną militarną usraela i NATO są agresje na niepokorne i nieposłuszne państwa (Serbia, Afganistan, Irak, czy Libia, żeby wymienić tylko kilka z nich z ostatnich lat). Trzonem wojsk us-bandytów są wojska INWAZYJNE, szkolone  w tym, jak napadać na obce kraje. Po to mają bazy wojskowe na całym świecie, lotniskowce, piechotę morską, oddziały specjalne i cały ten bandycki aparat militarny, aby napadać na obce państwa nawet na antypodach.
.
Odlatujące do Wietnamu wojska ówczesny prezydęt usraela Nixon nazwał „rycerzami Chrystusa”. A Henry Kissinger nazwał ich bezmyślnym bydłem służącym interesom globalnej sitwy.
.
I gdy tak oglądałem dzisiejszą paradę w Moskwie, pomyślałem sobie jeszcze i to, że gdyby do tego doszło,  gdyby zaatakowane wojska rosyjskie ruszyły z kontratakiem na Brukselę, aby rozwalić siedzibę bandyckiego NATO, dobrze byłoby pomaszerować z nimi. Przynajmniej do Berlina…
.
Jak 72 lata temu…
.

.
.
opolczyk
.
.
.
.

 

Im zawdzięczamy, że wiemy kim jesteśmy…

.

.
(Niniejszy wpis jest ostatnim przed 5-miesięczną przerwą, do jakiej zmuszają mnie sprawy zawodowe. Być może uda mi się wrzucić w czerwcu krótkie notki ku czci obrońców Arkony i z okazji Kupalnocki. Do końca września publikacje zostają zawieszone – opolczyk)
.
W hołdzie tym, którym zawdzięczamy naszą tożsamość!
.
Gdyby wszystko poszło po myśli krystowierców, to nigdy byśmy nie wiedzieli kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Krystowiercy, gdyby mogli, wymazaliby z pamięci wszystko co było pogańskie, słowiańskie, przedkrystowiercze. Dał temu wyraz choćby Gall Anonim pisząc:
.
„Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa…”
.
Jak to się więc stało, że mimo iż krystowiercy chcieli, aby o naszych pogańskich przodkach, ich życiu i kulturze wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków, ono wszak nie zaginęło?
.
– Zawdzięczamy to tym Słowianiom, tym plemionom, które przez ponad pół tysiąca lat walczyły z hordami rzymskich szubieniczników broniąc swojej wolności, tożsamości i kultury. Licząc choćby od pierwszych walk państwa Samona z ultrakatolickim frankijskim Dagobertem I do upadku Arkony na walkach upłynęło Słowianim 540 lat. Kronikarze rzymskiej szubienicy nie mogli więc przez ponad 500 lat przemilczeć Słowian, ich mnogich plemion stawiających im zaciekły opór. Gdyby Słowianie nie bronili się przez tyle wieków zbrojnie, pamięć o nich zaginęłaby w niepamięci wieków. Najdłużej i najbardziej zagorzale opór stawiali Połabianie. Związek Wielecki zadał najeźdźcom niejedną klęskę – choćby w wieleckim Grunwaldzie pod Przecławą w 1056 roku.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/10/bitwa-pod-przeclawa-chwala-i-kleska/
.
Obodryci obronili się przed fanatyczną krucjatą połabską w roku 1147 (u Piastów był to już okres rozbicia dzielnicowego).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krucjata_po%C5%82abska
.
Jako ostatnia padła w roku 1168 Arkona...
.
Nie było drugiego ludu w Europie, który tak długo i zażarcie bronił zbrojnie swojej wolności, tożsamości i kultury jak Słowianie Połabscy. Jedynie Indianie wielkich prerii w Ameryce Północnej i plemiona Mapuczy w Ameryce Południowej (Mapucze na 300 lat zatrzymali u ich granic fanatyczną konkwistę) ich uporem dorównywali Słowianom z Połabia.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/09/01/mapucze-w-kleszczach-zachodniej-antycywilizacji-2/
.
Ale i tam, gdzie już zapanowała na ziemiach słowiańskich rzymska szubienica, czy to narzucona przez obcych, czy przez własnych renegatów, Słowianie wielokrotnie zrywali się przeciw niej do buntów. Były one znane na Połabiu, u Serbołużyczan, na Morawach, u Czechów, w państwie Piastów, na Węgrzech, na Rusi. Po prostu wszędzie. Nigdzie Słowianie nie pogodzili się bez walki z narzucaną im obcą antykulturą, kultem wisielca, przymusowymi postami, przymusem umartwiania się i przymusem utrzymywaniem pasożytniczych, chciwych, żądnych bogactw i władzy duszpastuchów z krzyżami na piersiach i mieczami w łapskach. Głoszących miłość bliźniego i bezlitośnie bliźnich okaleczających, torturujących i mordujących.
Dlaczego Słowianie zrywali się do tych buntów, choć z wiarygodnych przekazów wiemy, że byli ludem niezwykle tolerancyjnym? Nie znali przecież wojen religijnych i nigdy nikogo nie zmuszali do wiary w słowiańskich bogów. Pozwalali nawet obcym osiedlać się na ich ziemiach i budować własne chramy i świątynie. Nawet krystowiercom na to zezwalali. Ich tolerancja miała wszak jedną nieprzekraczalną granicę – czerwoną linię – po przekroczeniu której koniec był z ich tolerancją. Gdy obcy podnosili łapska na ich święte gaje, święte dęby, gdy burzyli chramy i świątynie, gdy palili posągi wyobrażające słowiańskich bogów – a tak czynili zawsze i wszędzie  wyznawcy nadjordańskich guseł spod znaku rzymskiej szubienicy – wtedy kończyła się słowiańska tolerancja. Wtedy łapali za miecze i topory, za włócznie i łuki i walczyli w obronie własnych bogów, własnych świętych miejsc, własnej kultury i własnej tożsamości. Nie raz ziemia słowiańska spływała krwią ciemiężycieli i najeźdźców. Ale i nie raz płynęła rzekami krew brutalnie pacyfikowanych naszych przodków. Wspominali o tym kronikarze rzymskiej szubienicy, choć niechętnie. Nie lubili przyznawać, że Słowianie zdecydowanie odrzucają ich nadjordańskie gusła.
.
Ale i gdy ustały już otwarte bunty, nadal trwał przez długie, długie wieki opór bierny i uparte naszych przodków trwanie przy własnych bogach i przy własnej kulturze i tożsamości. I to wiemy dzięki kronikarzom oraz różnym oficjalnym dokumentom pisanym przez duszpastuchów. Bulle papieskie (XIII), synody biskupie (XV wiek) oraz biskupie lustracje (XVIII wiek) potępiały nadal utrzymujące się nad Wartą i Wisłą pogaństwo. Prosty lud zmuszano nawet grzywnami pieniężnymi do uczestnictwa w kościelnych gusłach. A mimo to jeszcze w XVIII i XIX wieku całe polskie wsie były pogańskie. Jako ciekawostkę podam, że w Rosji czyste pogaństwo, choć nie słowiańskie a ugrofińskie, wśród Czeremisów przetrwało nawet do dzisiaj.
https://slowianowierstwo.wordpress.com/2017/04/14/ostatni-poganie-europy-w-tej-krainie-wyznawcy-tradycyjnych-kultow-przetrwali-tysiaclecia-az-do-dzisiaj/
.
Wbrew propagandzie krystowierców, a także wbrew poglądom wielu tzw. „naukowców” o kulturze i Wierze/Wiedzy Słowian wiemy bardzo dużo. O tym jak żyli i  jacy byli Słowianie w czasach pogańskich wiemy choćby z niewielu fragmentów wiarygodnych kronik średniowiecznych. Ale są one wystarczające do odtworzenia wielu aspektów życia i kultury Słowian. Nie znali oni despotycznej władzy królów czy cesarzy:
.
„… te plemiona, Sklawinowie [plemiona naddunajskie] i Antowie [plemiona osiadłe między Dniestrem a Dnieprem], nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu.”
.
Podobny system panował u wszystkich plemion słowiańskich, nawet u tych, gdzie znana była instytucja kniazia. Kniaź nie był władcą a reprezentantem starszyzny i można go było na wiecu w dowolnym momencie odwołać obierając innego. Nie znali Słowianie niewolnictwa i panowania jednego człowieka nad innym:
.
„Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. […]  Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”
.
Byli ludem wysoce etycznym i uczciwym – i to bez „dekalogu”:
.
“…taka panuje u nich uczciwość i wzajemne zaufanie, że nie znając u siebie zupełnie kradzieży i oszustw, schowki i skrzynie trzymają niezamknięte. Niezwyczajni zamknięć i kluczy, wielce się dziwowali, widząc juki i skrzynie biskupa pozamykane.”
.
Taka zaś między nimi jest wiara i społeczna świadomość, że całkiem nie znajdziesz między nimi złodziei lub oszustów.”
.
Oszustwa i złodziejstwa nauczyli się dopiero po tym, gdy ich przymusowo „nawrócono”. Nie znali biedy istniejącej obok bogactwa:
.
„…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”
.
Ten egalitaryzm Słowian potwierdzają także wykopaliska archeologiczne w wielu grodach typu biskupińskiego, w których ani jedno domostwo nie wyróżniało się wielkością i okazałością od pozostałych.
.

.
W tych grodach wszyscy byli sobie równi. Nie uprawiali też Słowianie krwawych ofiar, a tym bardziej z ludzi, o czym łgali krystowierczy kronikarze.
.
„Albowiem Słowianie okazują taką cześć swoim miejscom świętym, że obejścia świątyni nie pozwalają splamić nawet krwią wroga.”
.
Jakże by więc przed posągami bogów w swoich świętych miejscach mogli składać ofiary z ludzi, skoro nie mogli plamić tych świętych miejsce nawet krwią wrogów?
.
Najmniej i zawsze prawie fałszywie pisali kronikarze o panteonie, bogach i Wierze/Wiedzy Słowian, kompletnie jej nie rozumiejąc, a zawzięcie ją tępiąc. Na szczęście po upadku Rzeczypospolitej, gdy wieś jeszcze była pogańska, pojawili się badacze, którzy widząc upadek państwa z powodu degeneracji elit zainteresowali się ludem. I tam odnaleźli i opisali zwyczaje, obrzędy, wierzenia, imiona bogów i inne niematerialne istoty i duchy słowiańskiej kosmogonii. Nie wszyscy mieli odwagę jak Adam Czarnocki (Zorian Dołęga-Chodakowski) jawnie wychwalać pogaństwo przodków i obwiniać krystowierstwo za wyrządzone przezeń szkody („Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi”). Nie chcąc zadzierać z kat. kościołem i z jego fanatykami wymyślili eufemizmy – „tradycja ludowa”, „zwyczaje ludowe” i „wierzenia ludowe”. I pod tymi etykietkami gruntownie opisali całokształt słowiańskich, pogańskich wierzeń, zwyczajów i obrzędów. I stąd znamy całokształt kultury naszych przodków – naszej  kultury. Zresztą badania te ujawniły też, ile zwyczajów i tradycji rzekomo katolickich były przywłaszczonymi zwyczajami i tradycjami pogańskimi. Po zdrapaniu z nich nadjordańskiego pokostu ubogacają one naszą wiedzę o kulturze Słowian.
.
Im wszystkim – wojownikom, buntownikom, ludowi uparcie stojącemu przy własnych bogach i własnej kulturze, badaczom i nielicznym wcześniejszym średniowiecznym kronikarzom ujawniającym obiektywnie prawdziwe oblicze Słowiańszczyzny zawdzięczamy to, że wiedza o kulturze, o świecie Słowian przetrwała do dzisiaj. I co tu ukrywać – ich egalitarny i sprawiedliwy system społeczny, wolność i równość panujące u nich, brak biedaków obok bogaczy i wspólna troska o wspólne dobro należałoby wprowadzić jako system obowiązujący w Polsce. W miejsce coraz bardziej zamorystycznej parodii demokracji – demokratury parlamentarnej – i wszechobecnego wyścigu szczurów z jego dominującą cechą – garstką bogaczy oraz milionowymi rzeszami biedoty walczącej o biologiczny byt i przeżycie.
.
Słowian cechowała nie tylko tolerancja (z wyjątkiem przekroczenia ich czerwonej linii), sprawiedliwy ustrój społeczny, pełna autonomia lokalnych wspólnot, ale i szacunek wobec Przyrody. Słowianie nigdy by nie doprowadzili do katastrof ekologicznych typowych dla współczesnej, zachodniej, chciwej i żądnej zysków cywilizacji. Ponadto kulturę Słowian cechowała afirmacja życia a nie kult wisielca, cierpiętnictwo i umartwianie się mściwemu nadjordańskiemu bożkowi ku upodobaniu.
.
Powróćmy do kultury i systemu społecznego naszych przodków.
.
Pewnie, że cywilizacyjnie Słowianie stali niżej niż cywilizacje starożytne czy średniowieczne. Ale obce były im wszystkie zwyrodnienia, jakie niesie ze sobą każda cywilizacja. Bo choć sam termin „cywilizacja” ma zabarwienie  wybitnie pozytywne, a tzw. „postęp cywilizacyjny” uważany jest za coś dobrego, pożytecznego i pożądanego, to zagładzie ludzkości grozi obecnie najbardziej właśnie jej własny wytwór – cywilizacja – i jej wynalazki.
Cywilizacyjnie stali więc Słowianie niżej niż ludy tzw. „cywilizowane”, co w sumie świadczy na  korzyść Słowian. Tworzyli oni kulturę przedcywilizacyjną. I nią, kulturą, górowali niewyobrażalnie nad światem „cywilizowanenym”, pełnym chciwości, nierówności społecznej, niewolników, wyzysku, ucisku i niesprawiedliwości. Oni żyli w starym przedcywilizacyjnym porządku świata –  o wiele lepszym od wszystkich cywilizacyjnych „wspaniałości”. A już na pewno ich pogański porządek był niewyobrażalnie lepszy od wszystkich wytworów nadjordańskiej cywilizacji, nadjordańskiej anty-kultury z krystowierstwem i żydo-banksteryzmem włącznie.
.
Zamieszczam jeszcze Hołd Słowianom w wykonaniu Kaza Dziamki:
.

.
.
.
.
opolczyk
.
.
PS
W tym miejscu jeszcze raz poruszę sprawę świrów turbolechitów, lechiowierców. Ostatnio na WPS popis dała niepoważna „Matka Polka” (choć nie ona jedna szaleje w internecie wystawiając Słowiańszczyznę na pośmiewisko) wrzucając w kilku kolejnych komentarzach wszystkie te ich lechiowiercze, turbolechickie brednie, łącznie z ich odpowiednikiem „pisma świętego starego lechickiego testamentu” czyli z tzw. „kroniką Prokosza”, rzekomego arcybiskupa.
https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/04/28/zydo-media-o-historii-slowian/#comment-29410
.
Jest pewna wspólna cecha łącząca krystowierców i turbolechitów lechiowierców – jest to ślepa, bezrefleksyjna i tępa wiara w lechickie „prawdy objawione”, w lechicką „biblię” i lechickich „proroków”. Ich biblią – „pismem świętym starego lechickiego testamentu” jest właśnie owa „kronika Prokosza”. A on sam jest ich Abrahamem i Mojżeszem. Tyle, że jest to taka sama fałszywka jak żydowski stary testament:
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/12/29/biblia-zydowska-ksiega-zbrodni-wyssana-z-palca/
.
Gdyby lechiowiercy potrafili jako tako logicznie myśleć, to musieliby postawić sobie powyższe  pytania:
.
– Jak to się stało, że ani jeden kronikarz, ani jeden historyk, nigdy, ani razu, od wieku X do XIX nie powołał się, nie słyszał i nie spotkał się z ową biblią lechiowierców i jej prorokiem – domniemanym jej autorem. Nie przytacza ani jego imienia, ani jego kroniki ani jeden inny kronikarz, ani jeden historyk i nikt nigdy nie słyszał przez 9 wieków ani o Prokoszu, ani o jego „kronice” – aż do roku 1825, gdy „odnaleziona” została owa „kronika” na żydowskim straganie w Lublinie.
.
– Dlaczego Prokosz nie jest wymieniony w spisie ani rzymskich ani bizantyjskich biskupów i arcybiskupów, jeśli był – jak tego chcą lechiowiery – arcybiskupem (a to była w X wieku arcy-ważna funkcja). Jego imię i urząd arcybiskupa musiałyby gdzieś w kronikach figurować – a nie ma o nim nigdzie najmniejszej wzmianki.
.
–  Jak to się stało, że język „oryginalnego rękopisu” owej „kroniki” to nie X-wieczna staropolszczyzna pisana łaciną lub cyrylicą, a polszczyzna XVIII-wieczna, wyrobiona literacko, której w X wieku nikt nie znał, bo jeszcze nie istniała. Ponadto i przede wszystkim w X wieku, kiedy utopijny Prokosz rzekomo pisał ową biblię lechiowierców, nie istniał jeszcze zupełnie polski język pisany. Najstarsze, pierwsze zdanie napisane po staropolsku w roku 1265 w księdze henrykowskiej (cała reszta była po łacinie) autorstwa opata z Henrykowa na Śląsku brzmiało: „Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai”. Było to 300 lat po owej rzekomej „kronice”, napisanej rzekomo w X wieku. Nie znana była nawet wtedy litera „j”. No i właśnie – jak to jest – nieznany nikomu, nigdzie nie odnotowany arcybiskup Prokosz, z niczego, od zaraz i w pojedynkę stworzył na bazie alfabetu łacińskiego kompletny alfabet polski, z „polskimi” literami ą, ę, ć, ź.ś.ń, ł, ż, napisał następnie literacko wyrobioną XVIII-wieczą polszczyzną kronikę – i nikt nie przejął od niego tego polskiego alfabetu i polskiego piśmiennictwa? NIKT. Jego wiekopomny wynalazek – polski język pisany zaginął wraz z nim, jego imieniem i jego kroniką na 9 wieków. Ani jeden z jemu poddanych kanoników, proboszczy i hordy mnichów nie przejął od szefa arcybiskupa pisanego języka polskiego! Dlaczego? Dlaczego pisany język polski tworzono pomału, mozolnie, przez cały wiek, ale począwszy dopiero od drugiej połowy wieku XIII, skoro już w X wieku rzekomo istniał i to w wyrobionej literacko formie?
.
Na te pytania powinni odpowiedzieć ślepowiercy, lechiowiercy, wyznawcy proroka Prokosza i jego pisma świętego starego lechickiego testamentu, gdyby potrafili zachować minimum uczciwości intelektualnej (do której niestety jako ślepowiercy nie są zdolni). Ale nie odpowiedzą. Bo nie potrafią logicznie myśleć. A gdyby nawet potrafili to i tak się wykręcą z odpowiedzią, bo musieliby przyznać, że coś z tą kroniką rzeczywiście nie gra. Dlatego jako ślepowiercy będą iść w zaparte – podobnie jak krystowiercy, którzy ślepo i bezrefleksyjne wierzą w jewangelie i boskość ich idola. I wściekle atakują każdego, kto te ich brednie demaskuje.
Pod względem ślepej wiary lechiowiercy ich zaślepieniem i odmóżdżeniem w niczym nie ustępują krystowiercom. I niestety wystawiają Słowiańszczyznę na pośmiewisko, gdyż jak najbardziej uprawnione jest nazywanie ich adekwatnie do katodebili lechiodebilami.
.
.
.
.