Piąte posiedzenie wrocławskiej inkwizycji przeciwko mnie…

.

.

Wczoraj, 19 lipca br. odbyło się kolejne, piąte już posiedzenie wrocławskiej inkwizycji w farsie sulistrowickiej.
.
Tym razem trwało „aż” 20 minut (poprzednie ledwo 5 minut).
Przesłuchano jednego świadka. Jego zeznania w telegraficznym skrócie można streścić tak – nic nie pamiętam, to było dawno temu, nie pamiętam nawet swoich zeznań składanych kilka lat temu w prokuraturze.
Po dwudziestu minutach sędzina zamknęła posiedzenie inkwizycji ogłaszając, że następna sesja inkwizycji odbędzie się 18 października 2018.
.
Słuchając relacji mojego znajomego obserwującego proces naszło mnie kilka refleksji:
.
– Czy jest sens wzywać jako świadków na proces osoby, które niczego nie pamiętają, albo udają, że wszystko zapomnieli? I jaką „wartość” dowodową stanowić mogą ich zeznania?
– Do tej pory (pięć sesji inkwizycji) przesłuchano coś ok. połowy „świadków” wymienionych w akcie oskarżenia. W tym tempie na wyrok poczekam jeszcze co najmniej z rok i kilka kolejnych sesji inkwizycji.
– Rozreklamowana przez PiSraelitów „reforma” sądownictwa miała usprawnić działania sądów i wydatnie skrócić czas trwania procesów sądowych. A tu w moim przypadku z sesji na sesję odstępy pomiędzy nimi są coraz dłuższe.
Ziobro – do kitu ta twoja „reforma”.
– Z różnych stron, jeszcze przed procesem sugerowano mi, był jednak wziął sobie adwokata. Już do tej pory kosztowałoby mnie to ładnych kilka tysięcy (różne pisma procesowe + udział w kolejnych sesjach inkwizycji). W ten sposób sam siebie bym puścił z torbami.
– Odnoszę wrażenie, że rozprawa toczy się obecnie na zasadzie gry na czas – komu się prędzej ta ciuciubabka znudzi – oskarżycielom/szajce sulistrowickiej siedmiu turbokatolików (by się wycofali z ich oskarżeniem) czy mnie (bym poddał się dobrowolnie karze).
.
Na razie jednak, dzięki terminowi na październik, mam tę sprawę na trzy miesiące z głowy…
.
.
opolczyk
.
Reklamy

Rusza proces Mateusza Piskorskiego…

.

.

.

18 lipca (środa) o godzinie 14.00 odbędzie się pierwsza właściwa rozprawa Mateusza Piskorskiego (na 100% będzie na niej obecny!), ale tym razem w sądzie na Solidarności 127, sala 130c. Jest potwierdzone, że Mateusz na niej będzie, dlatego wysyłajcie komu
możecie, niech widzi nas jak najwięcej.
.
Zabierzcie kamery i inne środki do rejestrowania obrazu i dźwięku, Mateusz będzie chciał nam coś przekazać.
.
Pozdrawiam i do zobaczenia pod salą (bądźmy pół godziny wcześniej)
.

.

.
***************************************************************
.
Aresztowanie i bezprawne przetrzymywanie Mateusza Piskorskiego od ponad dwóch lat w areszcie pokazuje czym są „żondy” Prawa i Sprawiedliwościjest to zwykłe bezprawie. Przy czym nie uważam, jak wielu obserwatorów politycznych, że prokuratura i ABW są tak nieudolne, iż nie potrafiły sfabrykować przez ponad dwa lata „dowodów” przeciwko Mateuszowi Piskorskiemu. Gdyby chciały, sfabrykowałyby je już w maju 2016. Uwięzienie M. Piskorskiego i trzymanie go w areszcie przez ponad dwa lata bez jakichkolwiek „dowodów” popełnienia przestępstwa było swoistym pokazem „siły” PiSraelitów – możemy zamknąć i trzymać bezterminowo i bez jakichkolwiek dowodów „winy” każdego, kto nam się nie podoba. A nasze prokuratury i sądy – czyli tak zwany „wymiar sprawiedliwości” – posłusznie zrobią co im każemy. Myślę też, że M. Piskorskiego nadal by trzymano w areszcie bez przedstawiania dintojrze (tzw. „sądowi”) jakichkolwiek dowodów jego „winy”. Niestety szyki PiSraelitom popsuła grupa robocza ONZ do spraw arbitralnych zatrzymań, która zaapelowała w maju br. do agentury rządzącej z łaski Izraela Judeopolonią o zwolnienie Mateusza Piskorskiego i zakończenie w jego sprawie ślectfa. PiSraelici byli w stanie ignorować apele Moskwy i Radia Sputnik, ale ONZ dla tych pętaków to już zbyt duży kaliber. I dlatego szybko agenturalna prokuratorka upichciła akt oskarżenia i sprawę przekazała dintojrze.
Teraz PiSrael może wobec ONZ twierdzić, że nie zatrzymał Piskorskiego arbitralnie i bezpodstawnie.
.
Bez względu na to, jak długo potrwa proces Mateusza Piskorskiego i jaki wyrok zapadnie, jedno jest pewne – dokąd siedzi on w więzieniu, dokąd agentura okupanta bezprawnie robi z nim co chce, dotąd żaden uczciwy i kochający ojczyznę Polak nie może czuć się w Judeopolonii bezpiecznie.
.
Pamiętaj – los Mateusza Piskorskiego może spotkać i ciebie – jeśli otwarcie i głośno będziesz upominał się o dobro Polski.
.
.
opolczyk
.
.
O bezprawiu dotykającym Mateusza Piskorskiego pisałem już parokrotnie:
.

Chwile, dla których warto żyć – Dni dawnych kultur w Brennie…

.

.

W Brennie odbyły się kolejny raz „Dni dawnych kultur” – co w oceanie antykultury nadjordańskiej panoszącej się nad Wartą, Wisłą i Odrą niezwykle cieszy. Zamieszczam króciutką relację filmową z owych Dni:
.

.
Więcej informacji i zdjęć o tej imprezie znaleźć można w sieci:
https://konkursy.ox.pl/dni-dawnych-kultur-i-mocna-folk-metalowa-muzyka,52782
https://pl-pl.facebook.com/slowianska.noc.folkmetalowa/
.
Imprezie towarzyszył festiwal piosenki słowiańskiej pod nazwą „Słowiańska Noc – Folk Metalowa 2018”. O tymże festiwalu poinformował mnie mój przyjaciel Tomek pisząc do mnie tak:
.
„Chwile, dla których warto żyć
.
Sława,
.
Niedawno miało miejsce wspaniałe wydarzenie Słowiańska Noc Folk-Metalowa w Brennej. Przyjechało wielu twórców dbających o naszą kulturę, w całej masie artystów przyjechały też 3 zespoły z Rosji. Pierwszy ostro grał to „Gjeld Rune”, jeden z muzyków umiał dobrze po polsku i nawiązywał kontakt z publicznością. Tacy byli świetni że wyciągnąłem flagę rosyjską (taką z orłem dwugłowym aby nie było wątpliwości) i machałem nią przez pół godziny. W trakcie koncertu przychodzili do mnie młodzi ludzie, wymieniając uściski i pozdrowienia, robili fotki na tle flagi. W zasadzie „robiłem” za Rosjanina. Ale to co usłyszałem od Naszych Rodaków podniosło mnie na duchu. Są na naszej ziemi jeszcze otwarci i wartościowi ludzie, którzy nie poddają się obowiązkowej
propagandzie i praniu umysłu.
.
Naprawdę warto było, przypomniał mi się internacjonalistyczny duch PRL-u w którym zostałem wychowany. To co próbowałeś zaszczepić swoim blogiem, to właśnie będę kontynuował w prawdziwym życiu.
.
Wieczorem wystąpił GRAI jako mega gwiazda, jasnowłosa wokalistka to nie jest już to kruche dziewczę, które śpiewało „słoneczko wstało”. Teraz nabrała pewności i nawet grzmiała jak wódz ze sceny: „Słuchaj Europo! rosyjska zima jest naprawdę mroźna! i to jest pokazane w naszej pieśni W objęciach Mary.
Tak jak Ty czekam aż „kraina lodu” upomni się o Europę, choćby Wschodnią.
.
Jak to mówi wieszcz: Pogański to kraj i Pogańskie obyczaje, oby więcej takich dni.”
.
Teksty Tomka publikowałem u mnie. Podaję kilka linków:

.
Tomkowi dziękuję za relację z Brenny.

.

Sława!

.
.
opolczyk

.

Tonący brzytwy się łapie, czyli chrabja Potocki jako wazeliniarz i dupoliz Albina Siwaka…

.

.

Gdy podesłano mi film z Albinem Siwakiem i chrabją Potockim na „PorozmawiajmyTV”…
.

.
…pierwszą moją odruchową reakcją była myśl – czyżby i Siwakowi już odbiło? I on reklamuje oszusta Potockiego? Niemiej przez szacunek, jaki żywię do A. Siwaka, choć na widok gęby chrabjego i na dźwięk jego nazwiska oraz tytulatury („chrabja prezydęt”) dostaję odruchu wymiotnego, postanowiłem film (na razie tylko jego I część) obejrzeć.
Na szczęście Albin Siwak nie uwiarygadniał ani jednym słowem chrabjego. Za to on, chrabja, wypadł jak lokaj p. Siwaka, jak wazeliniarz i dupoliz, wręcz jak owsik wciskający się p. Albinowi do odbytu. I ten żenujący żałosny wazeliniarz błazen chciałby być prezydentem! A nadaje się co najwyżej na lokaja p. Albina.
.
Nie wiem dlaczego A. Siwak zgodził się na spotkanie z owsikiem Potockim. Najprawdopodobniej dlatego, że jest osobą dobrze wychowaną, choć prostą – czego nie ukrywa. I ciekawą świata, przez co zapewne i owsika chrabjego postanowił poznać.
W tym miejscu zalecam p. Albinowi Siwakowi zapoznanie się z dokumentami dotyczącymi owsika i jego powiązań z mega-oszustem Aaronem Izraelem Pazem.
.
Najważniejsze dokumenty wskazują na wciągnięcie go do „Rady gubernatorów” oszukańczego, nielegalnego The Reserve Bank Of Poland:
.
.
Kolejny mówi o tym, na co Aaron Israel Paz chce wydać ewentualnie wyłudzone od Niemiec jako odszkodowania wojenne rzekomo dla Polski bilion dolarów – pieniądze te nie trafią do Polaków a do usraela, który za nie dokona do Polski „transferu technologii amerykańskch”, czyli np. rakiet wymierzonych w Rosję, oraz będzie wdrażał za te pieniądze „amerykańskie osiągnięcia cywilizacyjne”.
.
.
Aaron Paz precyzuje owe „osiągnięcia cywilizacyjne”:
.
„Prawne procedury w/wym. konwencji dla kształtowania nowej architektury społęcznej chcemy oprzeć o system wartości wynikających z wspólnej Uchwały Kongresu USA Prawo 102-14  Marzec 20. 1991 r.”
A jaki to „system wartości” zawiera „Prawo102-14”? Jest to hołd oddany szefowi sekty Lubawiczerów i dalsza judaizacja usraela:
.
Wspólna uchwała Kongresu USA
.
Prawo 102-14
.
Marzec 20, 1991
.
Wyznaczenie dnia 26 marca 1991 roku, „Dniem Edukacji USA”.
.
Ponieważ  Kongres przyjmuje do wiadomości historyczną tradycję etycznych wartości i pryncypiów, które są podstawą cywilizowanego społeczeństwa i na których nasz wielki naród został ustanowiony;
.
Ponieważ te etyczne wartości i pryncypia są podstawą istnienia społeczeństwa od zarania cywilizacji, gdy były one znane jako Siedem Praw Noachidów [Siedem Praw Potomków Noacha];
.
Ponieważ  bez tych etycznych wartości i pryncypiów istnienie cywilizacji znajduje się w poważnym zagrożeniu powrotem do chaosu;
.
Ponieważ społeczeństwo jest poważnie zaniepokojone następującym osłabianiem tych pryncypiów, co powoduje kryzys, jaki zagraża podstawom cywilizowanego świata;
.
Ponieważ uzasadnione zwrócenie uwagi na ten  kryzys ma powstrzymać obywateli tego narodu przed utratą z obszaru widzenia ich odpowiedzialności za przekazywanie historycznych, etycznych wartości z naszej przeszłości do przyszłych pokoleń;
.
Ponieważ Ruch Lubawiczerów otacza opieką i upowszechnia te etyczne wartości i pryncypia w świecie;
.
Ponieważ Rabbi Menachem Mendel Schneerson, przywódca ruchu Lubawiczerów jest powszechnie szanowany a jego 89 urodziny przypadają 26 marca 1991 roku;
.
Ponieważ w uznaniu dla tego wielkiego duchowego przywódcy – „Rebbe”, ten nadchodzący rok, 90. rok jego życia, będzie postrzegany jako jeden z „nauczania i dawania”, ten rok, w którym zwracamy się ku nauczaniu i dobroczynności, aby przywrócić świat do moralnych i etycznych wartości zawierających się w Siedmiu Prawach Noachidów, oraz:
.
Ponieważ ten fakt ma być odnotowany w międzynarodowym Zwoju Honorowym podpisanym przez Prezydenta Stanów Zjednoczonych i inne Głowy Państw:
.
tak więc uchwalone zostaje przez Kongres Stanów Zjednoczonych, że dzień 26 marca 1991 roku – pierwszy dzień dziewięćdziesiątego roku życia rabina Menachema Schneersona, przywódcy światowego Ruchu Lubawiczerów, jest proklamowany  „Dniem Edukacji USA”.
.
Powołuje się Prezydenta do ogłoszenia proklamacji wzywającej naród Stanów Zjednoczonych do uczczenia tego dnia odpowiednimi ceremoniami i działaniami.
.
Podpisano: George Bush, Prezydent Stanów Zjednoczonych
.
W tym miejscu, aby uświadomić czytelnikom, kim był Schneerson, szef sekty Lubawiczerów i jakie to  „wartości etyczne i pryncypia”  prezentował, zaprezentuję jedną tylko jego wypowiedź (otrzymałem ją mailem od znajomego i jest z pejsbuka):
.
.
I takie to „wartości etyczne, pryncypia i osiągnięcia cywilizacyjne” usraela chce nam zafundować za wyłudzony od Niemiec miliard dolców Aaron Israel Paz. Przy wsparciu Faszyngtonu. I owsika Potockiego…
.
Tak więc owsik chrabja Potocki, werbalnie w filmach wrogi żydowskiej okupacji Polski i wrogi wobec Izraela i jego dominacji nad Polską po cichu wspiera pazową totalną judaizację naszego kraju oraz pozbawienie Polaków ewentualnego biliona dolarów jako wojennych odszkodowań od Niemiec.
.
Albin Siwak, choć wypadł błyskotliwie w porównaniu z wazeliniarzem owsikiem Potockim, który wielokrotnie musiał się wycofywać z własnych stwierdzeń, też miał kilka wątpliwych momentów. Niepotrzebnie np. dał się wciągnąć w turbolechicki wątek. Napis na potężnym kamieniu w ruinach rzymskiego miasta w Libii o Sarmatach nie ma nic wspólnego z Polakami – których w czasach starorzytnego Rzymu po prostu jeszcze nie było. To tylko turbolechicka szajba i mitologia utożsamia Polaków i Sarmatów. Na naszych ziemiach istniało wtedy wiele plemion słowiańskich, ale ani Polski, ani Polaków jeszcze nie było. Tożsamość ponadplemienna, polska, u możnowładców i rycerstwa wykształcać się zaczęła dopiero gdzieś w XIV wieku u schyłku dynastii piastowskiej. Ale wieś jeszcze w XVIII wieku w dobie rozbiorów tożsamości polskiej, narodowej nadal nie miała – przeciętny chłop nie czuł się Polakiem – był „tutejszy”, poddany takiego a takiego pana czy biskupa. Inna rzecz, że za naród i za Polaków szlachta żyjąca mitem sarmatyzmu (rzekomym pochodzeniem jej od Sarmatów) uważała tylko siebie. Chłopi i mieszczaństwo nie byli w oczach szlachty ani Polakami, ani narodem. Ponadto nie ma ani jednego dowodu na to, że Sarmaci byli protoplastami Polaków. Byli zapewne z zachodnimi plemionami Słowian spokrewnieni, ale to już wszystko.
Podobna uwaga dotyczy słowiańskiego Połabia, w tym i Łużyc. Tam nie mieszkali Polacy, a różne plemiona słowiańskie, nie mające z polskością (której wtedy jeszcze nie było) nic wspólnego. Wiele z tych plemion było zresztą wrogo ustosunkowanych do skatoliczonego agresywnego państwa Piastów.
.
Wracam jeszcze do Libii – nie mogły też w czasach starożytnego Rzymu na nagrobkach w Libii pojawić się polskie nazwiska – z kilku zasadniczych powodów:
– Słowianie wtedy jeszcze nazwisk nie posiadali i nie używali.
– Polaków i polskich nazwisk wtedy tym bardziej nie było.
– Nie było też wtedy słowiańskiego pisma fonetycznego, tym bardziej polskiego, którym można by było ew. nazwiska, gdyby istniały, zapisać. Napisy na nagrobkach, gdyby pochodziły z czasów starożytnego Rzymu musiały by być zapisane łaciną. Ale wtedy wniosek, że napisy te oznaczają polskie nazwiska byłby po prostu naciągany. Jeśli jednak istnieją tam rzeczywiście polskie nazwiska, to muszą być znacznie starsze, wydrapane na nagrobkach o wiele później.
.
Kolejną sprawą, którą A. Siwak niepotrzebnie poruszył była religia, choć przyznać muszę, że nie obnosi się on na pokaz ze swoim katolicyzmem, a tym bardziej nie wykorzystuje go propagandowo jak owsik Potocki. Owszem, cerkiew w Rosji o czym wspomniał p. Albin, odżyła po upadku ZSRR, popularność prawosławia też. Ale i islam w Rosji odżył. A także i judaizm. Tyle że ten ostatni ma problemy, bo już niejednego rabina wraz z rodziną władze Rosji za działalność antypaństwową musiały deportować:
.

„Z kolei żydowskie pismo rosyjskie „Lechaim” przypomina, że nie są to pierwsze deportacje rabinów z całymi rodzinami z Rosji i – co ciekawe – na ogół są oni wydalani parami. W 2003 r. deportowano rabinów z Rostowa – Eljasziwa Kapłuna i Chaima Fridmana. W 2009 r. – rabina Kraju Nadmorskiego Izraela Zilbersteina i rabina Kraju Stawropolskiego Tzvi Herszkowicza.

Z kolei w 2013 r. Rosja deportowała rektora Międzynarodowego Żydowskiego Instytutu Ekonomii i Prawa rabina Aleksandra Fejgina, a rok później – rabina Tuły Zeeva Vagnera. Rosyjskie służby podjęły też próbę deportacji rabina Omska Oszera Kriczewskiego.”

https://opolczykpl.wordpress.com/2017/02/16/prezydent-putin-a-rabini-czyli-demontaz-bredni-wolnejpluskwy/

.
Marionetki okupanta rządzące Judeopolonią naturalnie czegoś takiego nie zrobią. Swój swojemu oka nie wykole. Zresztą, gdyby któraś z nich nawet spróbowała, to sama zostałaby deportowana…
.
Odrodzenie prawosławia w Rosji, cieszące A. Siwaka mnie akurat nie cieszy. Za to cieszy mnie odradzające się w Rosji słowiańskie pogaństwo – prawdziwe kulturowe korzenie Rosjan, a nie te narzucone im przez Rurykowiczów gusła rodem znad Jordanu. Nawet patriarchę cerkwi rosyjskiej odradzające się pogaństwo w Rosji przyprawia o ból głowy:
.

„Patriarcha Cyryl jest zaniepokojony szerzeniem się pogaństwa wśród funkcjonariuszy sił specjalnych.

Pogańskie idee stają się popularne wśród sportowców i funkcjonariuszy sił specjalnych, co jest wynikiem zaniedbania Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego w danej sferze — oświadczył patriarcha Cyryl (…).

https://pl.sputniknews.com/swiat/201806078111260-Sputnik-poganie-Cyryl-specnaz-sportowcy/

.
Jeszcze bardziej pogaństwo cieszy się popularnością wśród zwykłej ludności – w obrzędach witania wiosny czy Kupalnocki biorą udział już dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi. W sieci znaleźć można setki filmów z tych obrzędów. Zamieszczam kilka z nich:
.

.

.

.

.

.
Brawo Rosjanie  – tak trzymać! Rosja jest słowiańska a nie nadjordańska. W tym miejscu wrzucam jeszcze przesłanie Maszy z grupy Arkona:
.

.
I jej najpiękniejszy utwór:
.

.
Tak więc A. Siwak cieszy się z odrodzenia w Rosji cerkwi i kultu żydowskich Jahwe i Joszue, a ja z odrodzenia rosyjskiego pogaństwa.
.
Kolejną rzeczą, z którą nie do końca zgadzam się z Albinem Siwakiem, a zwłaszcza z Wiktorem Kulikowem jest sprawa gen. Jaruzelskiego. A. Siwak przyznał zresztą, że generał był wzięty w kleszcze, natomiast Kulikow mylił się całkowicie. Armia wcale nie stała murem za generałem. Tuż po tzw. transformacji kadra zaczęła merdać ogonem w stronę zachodu i nowej władzy i gorliwie pchała polskie wojsko do bandyckich NATO-wskich wojen i okupacji w ramach rozwalania krajów muzułmańskich. Jaruzelski miał przeciwko sobie nie tylko „polski” koścół, Watykan, czynną opozycję i miliony sympatyków Solidurności. Miał też przeciwko sobie żydowskie frakcje w PZPR, SB i – niestety – w LWP, w którym po gomułkowskich czystkach ponownie zaroiło się od koszernych „Polaków”. Miał przeciwko sobie cały proizraelski i prousraelski zachód, a na domiar złego brak wsparcia ze strony Gorbiego, który ogłosił głasnost, pieriestrojkę i sam tracił panowanie nad ZSRR. Gdyby w tej sytuacji Jaruzelski spróbował przy pomocy części wiernego mu wojska postrzymać spisek magdaleński, doszłoby do krwawej wojny domowej, na koniec której skończyłby jak Ceaușescu. Podejrzewam, że przekazując na srebrnej tacy władzę koszernym magdalenkowcom…
.
.
…w duchu myślał sobie pod adresem niewdzięcznego, ogłupionego narodu – zobaczycie sami, co wam ta zachodnia „wolność i demokracja” przyniesie…
.
No i mamy czego sami, durnie, chcieliśmy…
.
Ucieszyło mnie, że A. Siwak potwierdził, że Piłsudski to w sumie Selman. Pewnie nie było to w smak owsikowi Potockiemu, który nadal powołuje się na nielegalną sanacyjną konstytucję pisaną właśnie pod Selmana – po to, aby mógł społeczeństwo, a zwłaszcza opozycję, trzymać twardo za pysk.
Ucieszyło mnie też jak p. Albin opowiadał – co też nie było w smak chrabjemu owsikowi – jak Żydzi wkręcali się do hrabiowskich rodów. I jak dał owsikowi prztyczka w nos, że nie „starożytny” ród a poparcie społeczeństwa się liczy.
.
Natomiast występ owsika chrabjego Potockiego to była po prostu żałosna groteska. Jeszcze ze dwa takie występy i nikt nie będzie musiał go demaskować – sam się kompletnie i do końca ośmieszy. Ze wszystkich żałosnych wpadek owsika chrabjego wymienię kilka.
.
– W kokietowaniu A. Siwaka posunął się tak daleko, że ogłosił go kochanym i szanowanym przez cały naród bohaterem. A jak jest z tym naprawdę? Obecnie młode pokolenie p. Albina nie zna. Ogromna większość dwudziesto- a nawet trzydziestolatków nawet nie wie, że ktoś taki istnieje. A ze starszych, pamiętających epokę Jaruzelskiego, nadal chyba z połowa go nie znosi, uważając go za „komucha”. Nienawidzi go ponadto cała rządząca Polską klika – POPiS z przybudówkami i klonami.
Natomiast wtedy, gdy był w Biurze Politycznym, był A. Siwak przez ogromną większość członków Solidurności ogłupionych związkową propagandą znienawidzony, wyszydzany i ośmieszany. W rankingu na najbardziej znienawidzonych przedstawicieli władz konkurować mogli z nim chyba tylko Jerzy Urban, a po wprowadzeniu stanu wojennego Jaruzelski i Kiszczak.
Występując razem z p. Albinem owsik Potocki ośmieszył się przede wszystkim tym, że do teraz nie uznawał PRL za państwo polskie i stąd odwoływał się do przedwojennej sanacji. PRL dla niego była to „nie-Polska”, sowiecka okupacja, niewola i „zła” komuna. A tu nagle kokietuje człowieka, który kilka lat był w najwyższych władzach PRL – w Biurze Politycznym i który wskazując na wady tamtego państwa, podnosi też i pochwala jego osiągnięcia i dobre strony. I owsik Potocki musiał mu przytakiwać.
.
No to jak owsiku Potocki – czy PRL była Polską i czy musimy wracać do selmanowskiej sanacji zamiast do Gomułki i Gierka – i ich konstytucji?
.
– Spadająca i tak wątpliwa popularność owsika Potockiego sprawiła, że obecnie kokietuje on Słowian (odwołując się do słowiańskości Polski), kokietuje świrów turbolrchitów i kokietuje turbokatolactfo – choćby urządzoną przez niego „intronizacją” beznapletkowego „zbawiciela”.
.
.
Przy czym ignoruje on fakt, że intronizacji obrzezanego cieśli dokonali już wcześniej (2016 rok) bez niego inni turbokatolicy:
.
.
Brednie, że episkopat został przez niego ową „intronizacją” podzielony można zbyć stwierdzeniem – pany biskupy mają ważniejsze sprawy na głowach niż samozwańczą intronizację żydo-katolickiego idola przez samozwańczego owsika prezydęta. Zresztą ta kolejna intronizacja cieszy i z tego powodu, bo pokazuje, iż „polscy” katolicy rozbici są na odpryski, z których każdy dla siebie dokonuje oddzielnej intronizacji. A potem będą się pewnie żreć o to, która „intronizacja” była „prawdziwa” i „legalna”. I dobrze – niech się między sobą żrą, mniej będą szkodzić Polsce.  Ciekawi mnie jednak, jak łączy owsik Potocki turbo-katolicyzm i intronizację żydowskiego idola na króla Polski ze słowiańskością. Słowiańskość wszak to Swarożyc, Mokosz, Perun, Świętowit, Szczodre i Jare Gody a nie nadjordańskie wymysły – Jahwe, Joszue, „boże narodzenie” czy „wielkanoc”. Polska to Polska a nie nadwiślańska Judea/Galilea z „królem” – żydowskim nieboszczykiem. Takie mieszanie turbo-katolicyzmu i słowiańskości to strasznie niestrawny pasztet, który skończyć się może dla owsika Potockiego zatwardzeniem lub sraczką.
I jeszcze jedna uwaga w związku z tym katodebilizmem (intronizacją żydowskiego nieboszczyka) – jaki system państwowy proponuje owsik chrabja prezydęt Potocki? Jeśli Polska ma już „króla”, który zawsze jest głową państwa, to po co druga głowa – prezydent? A może chrabja planuje panowanie trójcy świętej – katolickiej „królowej Polski” żydówki Miriam, katolickiego „króla Polski” żyda Joszue i jego – chrabjego owsika Potockiego jako prezydęta. Naturalnie bez wyborów, bo prezydętem uznał się sam i to wystarczy.
.
Dalej…
.
Chwalił się też  owsik Potocki, że rzekomo w knessejmie z podziwu kiwają głowami nad tym, jakiego to rzekomo przewrotu on dokonał. Rzecz w tym że nie dokonał niczego, poza ględzeniem na yt. I jakie to prawdy niby ujawnił? O tym że Piłsudski to Selman nie wspomniał ani słowem. I że sanacja była nielegalną dyktaturą, przez co i jej konstytucja pisana pod Selmana była i jest nielegalna – tego też nie ujawnił. Ani tego, że za Gierka najszybciej przybywało mieszkań i Polaków. Gdzie są więc te jego rewelacje i dokonania?
.
Nawet prorokiem siebie owsik ogłosił, choć ani jednego proroctfa w jego dotychczasowych wymysłach nie znalazłem. Natomiast ja mu zapowiadam, choć ani „prorokiem”, ani jasnowidzem nie jestem, że jeśli zdecyduje się wystartować w najbliższej farsie wyborów na prezydęta Polin i zdobędzie więcej niż 2 % głosów, na barana obniosę go trzy razy dookoła Pałacu Kultury (którego zburzenia nadal domagają się  turbo-PiSraelici)
.
.
To, że w obliczu tracenia i tak wątpliwej i niezbyt wielkiej popularności owsik Potocki rozpaczliwie postanowił podłączyć się pod popularność Albina Siwaka znanego w kręgach wrogich POPiSowi i jego odpryskom i klonom (także Kukiza do nich zaliczam) świadczy o jego panice. No i na szczęście wypadł w tej roli tak żenująco, że nie potrzeba go już więcej demaskować. Sam podłożył sobie nogę. Dla mnie pozostanie w pamięci już tylko jako wazeliniarz i dupoliz czy lizodup – wsjo rawno – pana Albina. I owsik wciskający się mu do odbytu.
.
Adieu chrabjo owsiku – sam siebie skończyłeś…
.
opolczyk
.
.

I znów mamy Kupalnockę…

.

.

Jak szybko ten czas leci. Wydawało mi się, że tak niedawno pisałem o Kupalnocce 2017…
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/06/21/letnie-przesilenie-kupalnocka-noc-kupaly-prastare-solarne-swieto-slowian/
.
I znów jest tak daleko – znów na słowiańskiej ziemi (nie tylko w Polsce, ale i w innych słowiańskich krajach) zapłoną kupalnocne ogniska. Wprawdzie nadal jest ich jak na mój gust za mało, ale z roku na rok przybywa zarówno kupalnockowych ognisk jak i ludzi biorących udział w zabawach przy nich. Fakt, że w Polsce Kupalnocka jest świętowana nadal nie jest tak naprawdę czymś zrozumiałym i oczywistym. Znający historię wiedzą, jak kk wściekle zwalczał już od czasów Bolesława I (tzw. „chrobrego”) wszystkie święta i obrzędy pogańskie. To „chrobry” wprowadził barbarzyńskie wybijanie zębów za łamanie przymusowych kościelnych postów, gorliwie tępił kulturę słowiańską, nakazał wycinać wszystkie święte gaje, palić pogańskie chramy i tępić szamanów, żerców, wiedźmy i pogańskich kapłanów. Kupalnockę tępił kk już od końcówki X wieku na równi z innymi pogańskimi świętami i obrzędami, wykorzystując do tego cały wachlarz metod – od zakazów i kar (cielesnych i materialnych), poprzez karne dodatkowe powinności na rzecz kk i klasztorów za udział w obrzędach, po próbę zdublowania Kupalnocki żydo-katolicką „nocą świętojańską”. Wszystkie te metody zawiodły – XV-wieczny kościelny „kronikarz” (czytaj – fałszerz historii) Długosz szaty rozdzierał ubolewając, że choć od tzw. „krztu Polski” (katolicka fikcja i blaga – https://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/18/demaskowanie-katolickiej-mitologii-domniemany-chrzest-polski/) upłynęło już 500 lat, nadal nad Wartą, Odrą i Wisłą „odprawiano [te igrzyska] przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się, oraz inne miłosne pienia…”. Od czasów Długosza minęło kolejne 500 lat (z hakiem), a Kupalnocka nadal jest pamiętana i świętowana. Duchowy okupant słowiańskiej polskiej ziemi – żydo-katolicyzm – przegrał ponad 10-wieczną batalię o ducha Polaków. Ilość gorliwych katolików topnieje jak śnieg od promieni wiosennego Słońca/Swarożyca, a szeregi miłośników kultury słowiańskiej rosną jak grzyby po deszczu.
.
Gdyby wierzyć katolickiej propagandzie, mówiącej, że od 966 roku (daty wyssanego z palca krztu Mieszka I) Polacy byli gorliwymi katolikami, obrzędy Kupalnocki zanikłyby już wtedy – w drugiej połowie X wieku. Nawet nazwa tego święta – tu posłużę się cytatem Galla Anonima – zaginęłaby w niepamięci wieków. Przetrwanie tradycji kupalnockowej zadaje kłam katolickiej załganej wersji historii i pokazuje jacy to byli „katolicy” z tych naszych przodków – mimo kar i prześladowań uparcie przez wieki i dziesiątki pokoleń trwali przy prastarych obrzędach.
.
Należy tu jeszcze nadmienić, że Noc Kupały była kulminacją trwającego już od Jarych Godów „festiwalu” radości i afirmacji życia. Słowianie cieszyli się z coraz dłuższych i cieplejszych dni, z rozbudzonej do życia Przyrody, ze świeżej zieleni i kwitnących drzew i kwiatów. Ogniska palono i tańczono przy nich wieczorami po pracy już od wiosennej równonocy, najpóźniej od maja świeżymi zielonymi gałązkami ozdabiano domostwa i obejścia domów (ten zwyczaj skatoliczony został tzw. „Zielonymi Świątkami”), a kulminacją tego okresu pełnego radości była właśnie Noc Kupały – najkrótsza noc w roku.
.

.
Kupalnocka, najbardziej oczekiwana przez młodzież, była chyba najbardziej „swawolnym” słowiańskim świętem, podczas którego zakochane parki wymykały się na bok, aby się sobą „nasycić”. Opowieści o szukaniu kwiatu paprocie przez nie w lesie są tak samo prawdziwe jak to, że bociany przynoszą dzieci. Wymykali się, aby się „pokochać” i aby nikt im w tym nie przeszkodził. Nie znaczy to, że Kupalnocki były orgiami seksualnymi podobnymi do rzymskich Bachanalii. Były po prostu świętem wykorzystywanym przez młodzież „wolnego stanu” do aktywności a często i do inicjacji seksualnej. U niejednej dziewczyny puszczany następnego dnia wianek na wodzie oznaczał utratę poprzedniej nocy jej dziewiczego „wianuszka”. Dzięki naturalnemu, wolnemu od pruderii stosunkowi Słowian do seksualizmu nie było wśród nich erotomanów i seksualnych frustratów. A „dziewictwo” dziewcząt nie tylko nie było czymś cennym i podziwianym, a wręcz przeciwnie, było podejrzane w myśl zasady – co jest takiego w tobie, że dotąd żaden ciebie nie chciał. Nadmienić należy w tym miejscu, że wiele trwałych małżeństw u Słowian miało swoje prapoczątki właśnie podczas kupalnocnych zabaw, które były niejako świętem „matrymonialnym”.
.
Kupalnocka obchodzona przez wszystkich pogan, nie tylko Słowian, była świętem beztroskim i radosnym – tej nocy po prostu cieszono się życiem. A że była to noc najkrótsza, chciano ją jak najlepiej wykorzystać i spędzić.
.
.
opolczyk

.

850 lat temu padła Arkona – ostatni bastion wolnej Słowiańszczyzny…

.

.

850 lat temu, 12 czerwca 1168 roku, padła Arkona – ostatni bastion wolnej Słowiańszczyzny. Niestety kroniki nie przekazały nam imion obrońców Arkony i ich dowódców. Są dla nas bezimiennymi bohaterami walczącymi o prawo do własnej wolności, kultury i tożsamości. A bronili się dzielnie odpierając przez cztery tygodnie oblężenie krystowierczych najeźdźców, którymi dowodził biskup Absalon. W tamtych czasach niejeden biskup częściej widziany był na wyprawie wojennej niż w kościele. „Nawracanie” siłą, mieczem i ogniem było praktyką krystowierców stosowaną przez długie wieki. Podczas oblężenia Arkony krystowierczy agresor dwukrotnie statkami dowodził drewno do budowy machin oblężniczych, gdyż poprzednie niszczyli i palili oblegani Ranowie. Agresja na Arkonę w roku 1168 nie była przypadkowa. Krótko wcześniej, w roku 1160 zginął w zasadzce pogański książę Obodrytów Niklot…
.
… a jego syn Przybysław został pobity i ostatecznie ujarzmiony przez hordy krystowierców w roku 1164. Po upadku pogańskiego księstwa Obodrytów Rugia była ostatnim skrawkiem wolnej pogańskiej Słowiańszczyzny otoczonej oceanem mściwego, zachłannego, fanatycznego krystowierstwa. Wprawdzie kilkadziesiąt lat wcześniej (1136 r.) skatoliczonym Duńczykom udało się narzucić polityczną zwierzchność Ranom, ale ci szybko ją zrzucili. Niestety po upadku Obodrytów zostali całkowicie osamotnieni. Krystowiercy nie zamierzali tolerować pogańskiej, słowiańskiej Rugii i po podboju Obodrytów ich uwaga skupiła się na Rugii, Ranach i ich duchowym ośrodku – Arkonie. W maju 1168 roku hordy krystowierczych wojsk zalały Rugię. Ich główne siły uderzyły na Arkonę, gdyż tam – jak się okazało, słusznie – spodziewali się największego oporu. Przez cztery tygodnie Arkona broniła się zażarcie zadając agresorowi ciężkie straty. Dopiero pożar, który 12 czerwca zniszczył umocnienia obronne zewnętrznego wału i bramę wjazdową umożliwiły najeźdźcom wtargnięcie do Arkony i zdobycie grodu. Został on splądrowany, spalony i zrównany z ziemią. Wściekłość za poniesione podczas oblężenia straty agresor wyładował na samym grodzie i jego ludności. Spalono w pierwszym rzędzie posąg Świętowita i świątynię, po nich cały gród. Wymordowano zbrojnych, którzy nie zginęli podczas walk, a resztę ludności sprzedano w niewolę. Arkona opustoszała. Pozostały po niej jedynie popioły rozmyte szybko przez czerwcowe burze, obronne wały i zrabowany w świątyni kamień ofiarny Świętowita, który wmurowano w mur żydo-katolickiego kościoła w Altenkirchen:
.
.
.
Zniszczenie Arkony i podbój Rugii były dla „łacińskiego” żydo-krystowierstwa ogromnym sukcesem psychologicznym, propagandowym, politycznym i militarnym – ostatnia enklawa wolnego słowiańskiego pogaństwa oblana oceanem fanatycznego żydo-katolicyzmu przestała istnieć. Unicestwił ją niszczycielski buldożer jahwizmu. Od Atlantyku aż po wschodni brzeg dolnej Wisły, gdzie żyły ludy Prusów, oficjalnie panowała w zachodniej Europie rzymska szubienica odprysku łacińskiego, żydo-katolickiego. Przy czym i ziemie Prusów były już wtedy najeżdżane przez skatoliczonych Piastów, którzy chcieli Prusom narzucić rzymską szubienicę i kult żydowskiego wisielca.
.
Zniszczenie Arkony nie oznaczało jednak ostatecznego zaniku kultury i tożsamości słowiańskiej. Od pierwszych najazdów skatoliczonych Franków…
.
.
.
…(późniejszch Francuzów) na słowiańskie plemiona Załabskie, do upadku Arkony upłynęło ponad 600 lat. Ponad 600 lat Słowiańszczyzna stawiała zacięty opór hordom krystowierców narzucających podbitym ludom mściwą, fanatyczną, krwawą, nadjordańską antykulturę i kult żydzizmu. Przy czym najwięcej szkód wyrządzili jednak Słowiańszczyźnie nie obcy najeźdźcy, a rodzimi renegaci (Mojmirowice, Przemyślidzi, Piastowie, Rurykowicze i im podobni). To głównie z powodu ich zdrady Słowianom narzucono żydogenne krystowierstwo i nadjordańską antykulturę.
.
Mimo upadku Arkony uparte trwanie przy własnej kulturze, tożsamości, obrzędach, zwyczajach i bogach trwało u Słowian nadal przez całe wieki. I przetrwało do dzisiaj, czego dowodem jest m. in. ten blog.
.
Odradzająca się tożsamość i kultura słowiańska doprowadza turbo-żydo-katolików do białej gorączki. Ci uzurpatorzy „polskości” utożsamiający z polskością i patriotyzmem kosmopolityczny, żydogenny, nadjordański katolicyzm nadal nie mogą się pogodzić z tym, że panowanie rzymskiej szubienicy na naszej słowiańskiej ziemi dobiega powoli końca:
.
Przy czym już w samym tytule łżą pisząc o „pogańskiej ofensywie”. Poganie, rodzimowiercy nie prowadzą żadnej „ofensywy”. Jedyne co robią to powracają do prastarych, liczących wiele tysiącleci tradycji, kultury i tożsamości naszych przodków. To oni – turbokatolicy – nadal kontynuują, choć innymi metodami ofensywę, walkę z kulturą słowiańską. W przenośnym znaczeniu trwa na polskiej ziemi nadal obrona Arkony, obrona prawa do własnej słowiańskiej, pogańskiej kultury i tożsamości. Ziemia polska jest słowiańska, a nie żydo-katolicka.
.
Narzucony siłą naszym przodkom żydogenny katolicyzm jest obcym wtrętem na polskiej ziemi i nie ma nic wspólnego z polskością. Jest nadjordańskim uzurpatorem i antykulturowym duchowym okupantem. I choć na długo oficjalnie zapanował na słowiańskiej ziemi, nigdy jednak nie pokonał ostatecznie i nie unicestwił wolnego słowiańskiego, pogańskiego ducha.
.
Tu jeszcze pozwolę sobie na garść dygresji o wrednym w wymowie antysłowiańskim artykule na skatoliczonej stronie „Polonia Christiana”…
.
Autor z pogardą obrzędy naszych przodków nazywa „gusłami” a słowiańskich bogów „bożkami”. Choć sami katolicy uprawiają nadjordańskie gusła i modlą się do żydowskich bożków i idoli. Jednym z ich guseł jest symboliczny kanibalizm – spożywają wszak „ciało krysta Joszue”. A katolickie duszpastuchy dodatkowo, pijąc jego „krew”, uprawiają wampiryzm. Ponadto przekręca autor imię Świętowita dodatkowo pisząc je, choć to imię własne, z małej litery: „światowid”. Eh ty gnido – tak szanujesz prastarych słowiańskich bogów…

.
Pisze też m.in. autor: „Już od roku 1459 istnieje w Choroszczy parafia katolicka”. Hehehe – już od 1459 roku… A wcześniej przez tysiąclecia kwitło tam pogaństwo, fanatycznie tępione przez nadjordańską dżumę. Dalej pisze on: „Od setek lat otacza ona duszpasterską posługą i opieką mieszkańców pięknych choroszczańskich ziem”. O tym, że owa „duszpasterska posługa” przez wieki obejmowała przede wszystkim ściąganie dziesięcin, wymuszanie przeróżnych innych świadczeń i danin oraz harówkę na kościelnych i klasztornych ziemiach, na karach za absencję w niedzielę w kościele, na szpiclowaniu czy nie czczą starych bogów i karaniu za to przyłapanych oraz na płaceniu haraczu „co łaska” za czy to krzest, ślub czy pochówek. I na ogłupianiu ludności kultem nadjordańskich bożków. Tego autor nie napisał. Za to napisał: „Wielkie zasługi dla rozwoju cywilizacyjnego tego obszaru ma zakon dominikanów, których sprowadzono do Choroszczy w XVII wieku”. Szkoda tylko, że nie zapytano mieszkańców, czy chcą cywilizacji krystowierczej bazującej wtedy, w XVII wieku, na feudaliźmie, pańszczyźnie, ucisku prostego ludu i fanatycznym tępieniu kultury i tożsamości słowiańskiej.
Dalej wspomina autor o turbokatolickim Ruchu Krucjata Młodych: „Organizacja ta zrzesza przeważnie studentów, którzy walczą „o restytucję, zachowanie i umocnienie katolickiej tożsamości Polski”. I z tą właśnie „katolicką tożsamością Polski” mam ogromny problem. Otóż niedawno turbokatolicki rząd (a raczej żont) Bawarii nakazał wieszanie krzyży/rzymskich szubienic we wszystkich bawarskich urzędach uzasadniając decyzję tym, że krzyż/rzymska szubienica to „symbol tożsamości i dziedzictwa kulturowego Niemiec”.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23352988,nakaz-wieszania-krzyzy-w-urzedach-polacy-w-sondazu-powiedzieli.html

.

I tu mam pytanie do polskich katolików – jak to jest, żydokatolicyzm dla nich jest symbolem tożsamości polskiej, a dla bawarskich Niemców symbolem tożsamości niemieckiej? Jak może rzymska szubienica, symbol nadjordańskiej ideologii, być równocześnie symbolem polskości i niemieckości?
Mam nadzieję, że nie dojdzie do świętej wojny religijnej polsko bawarskiej/niemieckiej o to, czy rzymska szubienica jest symbolem polskości (Tylko pod krzyżem z żydowskim umarlakiem Polska jest Polską a Polak Polakiem) czy niemieckości (Tylko pod krzyżem z żydowskim wisielcem Niemcy są Niemcami a Niemiec jest Niemcem)…

.

W tym miejscu wyrażam uznanie rodzimowiercom z RKP, którzy wykonali replikę zrabowanego i zniszczonego posągu Świętowita z Babiej Góry i nadal kontynuują walkę o nasze prawo do kultury i tożsamości słowiańskiej.
.


.
Szczególnie ucieszył mnie pomysł z „kapliczką” Mokoszy zawieszoną (na drugim planie) na poniższym zdjęciu na rosochatej sosnie:
.


.
Najwyższy już czas, aby w miejsce kapliczek z żydówką Miriam, ksywa „matka boska”, na polskiej słowiańskiej ziemi pojawiły się „kapliczki” z Mokoszą – boską słowiańską Matką Ziemią!
.
Na tym kończę dygresję i wracam do tematu, czyli Arkony…

.
Choć obrońcy Arkony 850 lat temu zostali pokonani i wymordowani, przegrana ich walka o Arkonę była przegraną bitwą, ale nie przegraną walką w obronie własnej kulturowej wolności i tożsamość. Ta walka, choć nie z naszej winy, trwa nadal. My, poganie jej nie chcemy. Jesteśmy gotowi tolerować wyznawców nadjordańskich guseł obok nas, byleby i oni podobnie byli gotowi tolerować obok siebie słowiańskie pogaństwo. Niestety ich fanatyzm i uzurpatorstwo do „polskości” i posiadania „jedynej jedynie prawdziwej prawdy objawionej” sprawiają, że z ich winy nadal zmuszeni jesteśmy walczyć o prawo do naszej prastarej kultury i tożsamości. To ich ofensywa przeciwko słowiańskiej kulturze trwa na naszych ziemiach od ponad tysiąca lat. My jedynie, jak obrońcy Arkony 850 lat temu, bronimy naszego prawa do własnej słowiańskiej tożsamości i kultury naszych pogańskich przodków.
.
Przy czym nie mam najmniejszych wątpliwości co do wyniku tej – już ponad tysiącletniej – walki. Wygra kultura będąca afirmacją życia, a nie antykultura czcząca martwe katowskie narzędzie. Słowiańszczyznę pięknie symbolizuje święty gaj. Nawet pozostawiony samemu sobie może istnieć w sprzyjających warunkach klimatycznych miliony lat. Jedne drzewa w nim wprawdzie będą obumierać, upadać i użyźniać swoim próchnem ziemię, ale z rozsianych przez nie wcześniej nasion wyrosną nowe drzewa na ich miejscu. Święty gaj jest czymś żywym. Jego drzewa są zakorzenione w ziemi i z niej czerpią soki życiowe. Natomiast czczona przez krystowierców rzymska szubienica, ta z jewangelicznej Golgoty, wyciosana ze zrąbanego drzewa, była martwym drewnem, pozbawionym korzeni. I tak jak święty gaj odradza się z własnych nasion, tak kultura słowiańska, choć przez wieki zwalczana, odradza się na jego wzór na naszych ziemiach. Rzymska szubienica natomiast, uczyniona z martwego drewna, pozbawionego korzeni, musi ostatecznie sprócznieć i rozsypać się w pył. A że nie wydaje nasion, gdyż jest martwa, musi kiedyś zaniknąć.
.
I to właśnie dzieje się na naszych oczach – kultura słowiańska, jak święty gaj, odradza się z własnych nasion, a odcięta od korzeni, pozbawiona nasion rzymska szubienica murszeje, próchnieje i powoli rozsypuje się. I kiedyś całkiem zaniknie. Na polskiej ziemi ostatecznie znów zatriumfuje słowiański, pogański święty gaj. Ofiara obrońców Arkony nie poszła więc na marne.
.
Sława, chwała i cześć ich pamięci!
.
opolczyk
.
PS
Słowa uznania należą się organizatorom i uczestnikom święta Stada:
.

.
O nich też można i należy powiedzieć, że kontynuują walkę obrońców Arkony o naszą kulturę i tożsamość.
.
.