Katolicki szariat czyli o procesie Jerzego Urbana…

.

.

Przyznam się szczerze, że z mieszanymi uczuciami piszę ten tekst. Nie chcę, by uznano mnie za sympatyka J. Urbana i jego NIE. Nie jestem jego sympatykiem i nigdy nim nie byłem. Urban jest mi całkowicie obojętny. Nie mogę jednak przemilczeć żałosnej farsy, jaką wytoczono mu o „obrazę uczuć religijnych” ani absurdalnego wyroku – ma zapłacić 120 tys. zł grzywny.
Wyrok ten odbił się szerokim echem w polskojęzycznych (choć niekoniecznie polskich) mediach. Wystarczy wygooglować Jerzy Urban 120 tys. grzywny by się o tym przekonać:
.
Nawet Sputnik opublikował uwagi Weroniki Książek o tym procesie i wyroku.
.
.
No cóż – zamieszczony przez Urbana w NIE obrazek Joszue/Jezusa w porównaniu do tysięcy rzeczywiście prześmiewczych jakie są w internecie to pikuś.
.
.
.
.
Uznanie przez inkwizytora w todze, że J. Urban obrazić mógł w sumie niewinnym obrazkiem  „uczucia religijne” to absurd.
.
.
.
Zresztą – dlaczego tylko obrażalskiemu katolactfu udaje się ciągać niekatolików po sądach za „obrazę uczuć religijnych”? Im wolno bezkarnie obrażać wszystkich „innowierców”, „bezbożników”, „heretyków” czy pogan. I żaden prokurator czy sąd wtedy palcem nie ruszy. Nie wierzycie?
W roku 2012 podesłano mi filmiki z haniebnego „odpustu” cysterskiego nazwanago szumnie i fałszywie „Festiwalem kultury słowiańskiej i cysterskiej”, który odbył się w Lądzie w roku 2010. Podczas tej żałosnej hucpy w ramach „inscenizacji historycznej” o rzekomym (zdaniem organizatorów) charakterze „edukacyjnym” wywrócone drewniane posągi słowiańskich bogów kopano, okładano szablami i palono, a samych bogów nazywano bożkami. Wysłałem w tej sprawie pismo do prokuratury w Koninie z powiadomieniem o obrazie moich uczuć religijnych.
.
Konińska prokuratura przesłałe je do prokuratury w Słupcy, o czym mnie poinformowała – i na tym aktywność tzw. „organów ścigania” i „wymiaru sprawiedliwości” się skończyła. Prokuratura ze Słupcy nie ruszyła palcem, nawet nie raczyła mi odpisać. Także z organizatorów, poza dr Brzostowieczem, nie odezwał się nikt. I ani jeden odpowiedzialny za tę hanibną hucpę rzekomo edukacyjną nie zdobył się na jedno jedyne słowo – „przepraszam”. Im wolno przecież obrażać uczucia religijne pogan! Ale gdybyśmy my urządzili inscenizację „reakcji pogańskiej” przedstawiającej rąbanie krzyży i palenie kościołów i wrzucili migawki do internetu, to natychmiast mielibyśmy inkwizycję (prokuraturę, policję i sądy) na karku.
.
Ponieważ rysunek Joszue/Jezusa zamieszczony w NIE w żadnym wypadku nie jest obraźliwy, pytaniem jest – za co właściwie skazano J. Urbana? Osobiście dostrzegam trzy uzupełniające się motywy:
.
1) Urbana ukarano za całokształt publicystyki NIE. Od początku tej gazety Urban nie zostawiał suchej nitki na wszystkich kolejnych ekipach rządzących, różnych ważnych instytucjach państwowych oraz na kk. Za obrazę santo subito Wojtyły dostał nawet kilkanaście lat temu wyrok. Ale zbyt dużo zalał sadła za skórę Prawdziwym Polakom, aby o nim zapomnieli. I stąd pod byle pretekstem w niewyobrażalnie naciąganym werdykcie inkwizycji dowalono mu tak wysoką grzywnę  120 tysięcy plus prawie 30 tysięcy kosztów sądowych.
.
2) PiSrael, jak wiemy, od zawsze głosił m.in hasło „dekomunizacji”. A Urban jako były rzecznik prasowy w rządzie gen. Jaruzelskiego był wtedy jednym z najbardziej znienawidzonych przez opozycję przedstawicieli ówczesnych władz (obok Jaruzelskiego, Kiszczaka i chyba Siwaka). Nie raz podczas konferencji prasowych dworował sobie z ówczesnej wierchuszki opozycyjnej . I za to teraz, po prawie 40 latach, nareszcie starszej daty PiSraelici (ówcześni opozycjoniści) mogą mu dokopać. Nasłać na niego „seryjnego samobójcę” nie nada, bo ma właściwe korzenie. Ale walnąć go po kieszeni, aby boleśnie to odczuł – czemu nie… Niech ma za ośmieszanie styropianu…
.
3) Na absurdalnie wysoką grzywnę miała też wpływ rekordowa w dziejach polskiej kinematografii popularność filmu „Kler” i wywołane przezeń medialne i społeczne „trzęsienie ziemi”. Tym wyrokiem inkwizytor w procesie przeciwko Urbanowi pokazać chciał, że nadjordańskie gusła i żydo-biblijne idole propagowane przez kler będą chronione przy pomocy wszelkich środków – także absurdalnie wysokich grzywien. Chodziło o to, aby wszystkim ewentualnym krytykom krystowierstwa i kk pokazać, gdzie przebiega obecnie „czerwona linia”, której oponentom nadjordańskich guseł i kk przekraczać nie nada.
.
W całej tej historii martwi mnie to, że inkwizytor nie tylko tak niewyobrażalnie naciągnął uzasadnienie wyroku, ale „wspaniałomyślnie” trzykrotnie zwiększył wysokość grzywny, jakiej żądał prokurator (40 tys.). Sam prokurator chyba nie był do końca wtajemniczony, o co idzie w tym procesie i dlatego zażądał tak „niskiej” kary pieniężnej. Inkwizytor jednak wiedział, co jest grane i walnął wyrok – 120 tysięcy złotych.
.
I to mnie martwi. Bo i ja mam na karku proces o „obrazę uczuć religijnych” (i dodatkowo o publiczną obrazę sulistrowickiego klechę).
Aż się spociłem, gdy usłyszałem, ile Urbanowi dowalili…
.
Ufff…
.
.
opolczyk
.
.
PS
Akurat dzisiaj miało miejsce szóste już posiedzenie inkwizycji wrocławskiej w mojej sprawie. Rezygnuję z relacjonowania na bieżąco tej farsy. Informację o niej i o wyroku zamieszczę, gdy ten żałosny spektakl dobiegnie końca.
.
.
Reklamy

Opary absurdu i demagogii – Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych

.

.

W zasadzie nie ma się czemu dziwić, że to w czasach rządów PiSraela knessejm uchwalił takie „święto”.
https://wiadomosci.radiozet.pl/Polska/Nowe-swieto-panstwowe.-19-pazdziernika-Narodowym-Dniem-Pamieci-Duchownych-Niezlomnych.
.
Bardziej zastanawiać powinno – dlaczego tylko 39 knessejmowiczów było przeciw (a 21 wstrzymało się od głosu). „Za” było 356 – co pokazuje, że rzekomo walczący z PISraelem POsrael także w większości poparł ten turbokatolicki projekt będący kontynuacją fałszywej barykady „obrony wiary” .
.
Zapyta ktoś – a po co okupantowi fałszywa barykada obrony wiary? Dobrą odpowiedź dał kiedyś Jomo Kenyatta, prezydent Kenii:
.

.
Barykada ta jest po to, aby durne Polaczki „walczyli o wiarę”, podczas gdy za plecami, po cichu, w tym samym czasie są metodycznie i planowo ze wszystkiego wywłaszczani. Tyle że nie przez „misjonarzy” a ich starszych braci w wierze. „Misjonarze”, czyli polskojęzyczny kler, ale i PiSrael oraz POsrael pełnią rolę zaganiacza Polaków na tę fałszywą barykadę
.
Wprowadzanie owego „święta” akurat teraz, gdy nadal jeszcze trwa „trzęsienie ziemi” wywołane filmem Wojka Smarzowskiego „Kler” jedynie zaostrzy atmosferę sporów i dyskusji na temat roli kk w dziejach Polski. Na utrzymywanej od lat przez okupanta fałszywej barykadzie „obrony wiary” znów zaroją się gromady jej i kk obrońców.
.
A może by tak jeszcze wprowadzić:
.
– Narodowy Dzień Pamięci Bohaterów Niezłomnych Tłumiących Bunty Antykościelne U Zarania Państwa Polskiego.
Wszak tych buntów było kilka (1005 – bunt na Pomorzu zakończony wypędzeniem biskupa; bunty w państwie piastowskim w latach 1022, 1025, 1030-1032, 1034-1038. Podczas tego ostatniego w jego kulminacyjnym momencie w 1038 roku instytucja kk została kompletnie rozbita i unicestwiona). Wszystkie te bunty krwawo i brutalnie tłumiono, siłą narzucając mieszkańcom ponownie żydo-katolicyzm i poddaństwo. Dzięki katolickim pacyfikatorom buntów państwoPiastów/Polska pozostała przybitą do rzymskiej szubienicy i przykutą łańcuchem do żydo-katolickiego Rzymu łacińską prowincją kościelną.
.
– Narodowy Dzień Pamięci Sióstr Zakonnych W Cnocie Niezłomnych – wprawdzie malał przez to przyrost naturalny, ale rosła chwała hebrajskiego boga i kościoła.

.

– Narodowy Dzień Pamięci Polskich/Piastowskich Niezłomnych Uczestników Wypraw Krzyżowych i Krucjat – także przeciwko pogańskim Słowianom, podczas których zbożnie mordując najbardziej opornych, zniewalano pozostałych przy życiu, oddając kościołowi pieczę nad ich duszami i i ściąganymi z nich daninami.
.
– Narodowy Dzień Pamięci Niezłomnych Wierzących – np tych, którzy cierpiąc na marskość wątroby nadal chleją wódę zasilając w ten sposób budżet państwowy, z którego kk czepie pełnymi garśćmi.
.

.

.
Ten kolejny katodebilny pomysł skwituję tak – przyjdzie czas, że te wszystkie katodebilne święta będą polikwidowane. Jedynym obowiązującym świętem związanym z kk będzie Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Kościoła Katolickiwego i Krystianizacji.

.
https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/2018/04/13/dzien-pamieci-ofiar-kosciola-katolickiego-i-chrystianizacji-slowian/
.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/04/28/dzien-pamieci-ofiar-chrystianizacji-slowian-a-katodebilne-owieczki-podnosza-ich-durne-lby-i-becza-wnieboglosy/
.
http://racjaslowianska.pl/2015/03/17/dzien-pamieci-ofiar-kosciola-katolickiego-2/
.
https://www.facebook.com/events/624091181025217/

.
.
opolczyk
.
.

Rola kościoła katolickiego w dziejach Polski…

.

.

Gdybym chciał wyczerpująco opisać szkodliwość kk w dziejach Polski, brakło by mi życia na to. Z konieczności więc poniższy szkic obejmie jedynie mikroskopijny wycinek poruszanej problematyki. Ale proszę się nie bać, że w krótkim szkicu nie da się dobrze przedstawić obrazu całości. Mądrej głowie dość po słowie. A kilka kropel krwi wystarczy, aby zbadać stan zdrowia człowieka. No więc zbadajmy „kilka kropel” mówiących o roli kk w dziejach Polski.
.
Według kościelnej, katolickiej propagandy zainstalowany w państwie Mieszka I katolicyzm miał dla kraju Piastów, późniejszej Polski, ogromne zasługi. A więc był ważnym czynnikiem państwowotwórczym, podniósł państwo Piastów cywilizacyjnie, przyniósł piśmiennictwo, oświatę, rzemiosło i kulturę. Niekiedy dodaje się jeszcze do wyżej wymienionych „zasług”, że kościół włączył państwo Mieszka I do rodziny uznawanych państw zachodniej kultury i odebrał Niemcom pretekst do dalszego Drangu nach Ost.
.
Przyjrzyjmy się więc owym „zasługom”…
.
Ważny czynnik państwowotwórczy
.
Pomijam tu oczywisty historyczny fakt, że już w starożytności, na tysiące lat przed wymyśleniem nad Jordanem krystowierstwa istniały państwa. Co pokazuje, że krystowierstwo nie jest do ich powstania czynnikiem niezbędnym. W przypadku państwa Piastów było tak, że istniało ono, zanim Mieszko zdecydował się na zainstalowanie kk w jego państwie. W tym konkretnym przypadku kościół jedynie pomagał władcy w zaciskaniu feudalnych pęt poddanym. Wcześniej np. poborcy podatków, danin i należności nie byli w stanie spamiętać, od kogo i ile ich już ściągnęli. Poddani byli więc w stanie wykręcić się od nich mówiąc, że już inny komornik książęcy daniny pobrał. Ale gdy sprowadzony kler zaczął na rozkaz księcia (a na ziemiach kościelnych biskupów i opatów) prowadzić rejestry ściąganych danin i powinności, poddani nie mieli już najmniejszych szans na wykręcenie się od ściąganego z nich przymusem haraczu. W tej sprawie – wymuszania danin i zaciskania feudalnej pętli na poddanych kler szedł ręka w rękę z władcami (i możnowładcami) państwa Piastów, a kk bardzo szybko stał się w nim fundamentem i filarem feudalizmu – czyli systemu wyzysku i ucisku.
Tak więc możemy przyjąć za fakt, że kk miał – i to ogromne – zasługi państwowotwórcze w czasach pierwszych Piastów. Niemniej owo państwo było przez ogromną większość uciskanej ludności przeklinane. Było dobre dla garstki uprzywilejowanych – księcia/króla, możnowładców i kasty kleru. Jednak dla większości mieszkańców było nieomal średniowiecznym gułagiem. Tu pozwolę sobie na cztery cytaty – dwa z nich pokazujące Słowian (choć nie na ziemiach współczesnej Polski) przed narzuceniem im  krystowierstwa:
.
„Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. […]  Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”
.
„[…] te plemiona, […], nie podlegają władzy jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu.”
.
I dwa (z ziem państwa Piastów) po jego narzuceniu:
.
„(…) niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym (…). Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Bożym (…)
.
„Wybuchł w ziemi Lachów bunt, powstali chłopi i pozabijali swoich biskupów…”
.
Gołym okiem widać różnicę w życiu społecznym Słowian przed i po narzuceniu im krystowierstwa. Wcześniej byli wolni i równi, nie znali ani instytucji władcy, ani niewolnictwa. Pod państwowotwórczą rzymską szubienicą istniało natomiast wtedy wszędzie niewolnictwo i podział na panów i poddanych. I na tym właśnie polegała państwowotwórcza rola kościoła katolickiego – na tworzeniu/utrwaleniu nierówności społecznej oraz na wspieraniu prawa garstki uprzywilejowanych do wyzysku i zniewalania poddanych – z powołaniem się na „prawo boże” i „naukę kościoła”.
.
Przy okazji państwowotwórczej roli kk nie możemy pominąć jeszcze jednej niezwykle ważnej kwestii, a więc tego, że ówczesny kościół za wszelką cenę pragnął zdominować państwo (nie tylko piastowskie, ale każde katolickie państwo, łącznie z cesarstwem) i uczynić je swoim „świeckim ramieniem”. I tak państwo nazywał i traktował kk oficjalnie przez wieki – świeckie ramię kościoła. A więc tylko ramię, przy czym głową był kościół. Niby więc kk wzmacniał państwo, ale tylko po to, aby je wykorzystywać we własnym interesie i do własnych celów. Państwo miało służyć kościołowi, a nie on państwu. Co jest istotne – kościół wcale nie krył się z tymi zamiarami. Papież Grzegorz VII w jego „reformie” jednoznacznie podkreślał jego wyższość i zwierzchność na cesarzem. Zaś na piastowskim „podwórku” znanym rzecznikiem tej reformy był np. arcybiskup Kietlicz, metropolita gnieźnieński, czyli „głowa” piastowskiej prowincji kościelnej. W perfidny sposób wykorzystał rozbicie dzielnicowe i walki pomiędzy książątkami forsując uwolnienienie kościoła spod władzy świeckiej (i tak wtedy wątpliwej), kleru spod kompetencji sądów świeckich oraz odsunięcie władz świeckich od wyboru biskupów. W ten sposób kościół stawał się państwem w państwie. Przy czym biskupi mieli prawo obłożenia klątwą władcy, ci zaś nie mogli odpłacić pięknym za nadobne. I choć z upływem wieków siła kościelnej klątwy słabła, niemniej niejednemu władcy przy jej pomocy kościół przygiął kark, czyniąc z niego nieomal swojego parobka. A państwo swym chłopcem na posyłki. Ważnym elementem uwolnienia kościoła spod władzy świeckiej było też całkowite zwolnienie go z jakichkolwiek świadczeń finansowych (podatków) na rzecz państwa. Doszło więc do tego, że w  tym samym czasie kler wymuszał nie tylko od poddanych dziesięciny, daniny i przeróżne „powinności”, nakładał na chłopstwo kary pieniężne za „niechodzenie na mszę”, wymuszał „co łaska” za odprawiane gusła i „sakramenty” ale i od całej ludności ściągał tzw. „świętopietrze”, czyli haracz dla papieży. I przy tym nie płacił żadnych podatków na państwo, na którym pasożytował.
Zainteresowanych szerzej  zniewalaniem i ograbianiem poddanych, a zwłaszcza prostego ludu przez kk odsyłam do b. obszernego opracowania pióra Andrzeja Nowickiego pt „Chłopi a biskupi”, który pod tytułem  „A wierz sobie nawet i w kozła – byleś mi dziesięcinę płacił” opublikowałem ponad  5 lat temu na blogu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/04/06/a-wierz-sobie-nawet-i-w-kozla-byles-mi-dziesiecine-placil/
.
Tu jeszcze przytoczę kilka postaci dygnitarzy i wpływowych zakoników – kościelnych antypaństwowych arcyszkodników.
.
Stanisław, biskup krakowski, kanonizowany, ogłosony „patronem Polski”. Biskupem wyznaczył go Bolesław Szczodry. Stanisław złożył mu przysięgę wierności. Po czym złamał ją, przystępując do antykrólewskiego spisku części możnowładców z utrzymującym bliskie stosunki z cesarstwem palatynem Sieciechem na czele. Drugą sztandarową postacią spiskowców był właśnie biskup Stanisław. Spiskowcy chcieli obalić silnego króla i zastąpić go niedojdą i popychadłem, Władysławem Hermanem, młodszym bratem Szczodrego. Gdy biskup obłożył króla klątwą, ten kazał go pojmać, postawił go przed zwyczajowym sądem królewskim i skazał na karę śmierci, którą wykonano. Mimo jego śmierci, bunt przeciwko Szczodremu udał się, a silne królestwo piastowskie podupadło. I na dwieście lat utraciło status królestwa, staczając się do pozycji księstwa.
Obok udziału w spisku i zdradzie króla, aktywność biskupa Stanisława przejawiała się w dążeniu do uzyskania przez kościół immunitetu (niezależności od państwa) oraz na powiększaniu majątków kościelnych, także drogą wyłudzeń.
.
Wincenty Kadłubek, biskup krakowski, ogłoszony błogosławionym. Był gorącym zwolennikiem „reformy gregoriańskiej”, której głównym celem było postawienie kościoła nad państwem świeckim. W tej sprawie gorliwie wspierał współczesnego mu Henryka Kietlicza, arcybiskupa gnieźnieńskiego, także gorącego zwolennika dominacji kościoła nad państwem.
.
Jan Muskata, biskup krakowski, główny polityczny przeciwnik Władysława Łokietka. Zażarcie przeciwdziałał jednoczeniu państwa przez tego piastowskiego księcia. Stronnik cesarstwa niemieckiego i zniemczałych Przemyślidów (Wacława II i III). Jego wojska pustoszyły ziemie stronników Łokietka podczas wojny domowej w Małopolsce (1304-1305) grabiąc i mordując. Wspierał bunt niemieckich mieszczan krakowskich przeciwko Łokietkowi. Był arcyłotrem i arcyszkodnikiem, wrogiem języka słowiańskiego, który chciał wytępić i zastąpić niemczyzną (Wacław II i III używali języka niemieckiego,  a nie czeskiego).
Przy okazji Muskaty przypomnę postać Jakuba Świnki o którym wiki pisze: „… jeden z wybitniejszych polityków średniowiecznej Polski, zwolennik zjednoczenia państwowego”. Nie neguję, że był on zwolennikiem zjednoczenia państwa, ale przynajmniej okresowo popierał zniemczałych Przemyślidów i osobiście dokonał koronacji Wacława II. Widząc arcyszkodliwą działalność Muskaty dwukrotnie, bezskutecznie zresztą, wytaczał mu procesy kanoniczne. Ale w konflikcie Łokietka z Muskatą wiązał temu pierwszemu ręce. Dwukrotnie bowiem Łokietek miał możliwość osądzenia i ukarania śmiercią arcyłotra Muskaty, gdy wziął do do niewoli. Zmuszony był jednak każdorazowo Muskatę wypuścić, gdyż Jakub Świnka zagroził mu klątwą (obłożył nią wcześniej Łokietka sam Muskata), jeśli biskupa nie uwolni. Mając dwukrotnie w rękach najgorszego swojego wroga musiał więc Łokietek pod groźbą arcybiskupiej klątwy złoczyńcę biskupa wypuścić. Świnka w tej sprawie kierował się interesem kościoła a nie jednoczącego się państwa. Groźbą klątwy chciał wymusić na Łokietku respektowanie niezależności kościoła od państwa i kleru od sądów świeckich.
.
Mikołaj Trąba, arcybiskup gnieźnieński, pierwszy prymas w dziejach państwa polskiego. Przewodniczył delegacji Władysława Jagiełły na soborze w Konstancji. Skuszony szansą na tiarę papieską poparł tam stronnictwo krzyżackie, zdradzając w ten sposób interesy Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, których był delegatem. Papieżem nie został. Po powrocie do kraju złożonym krzywoprzysięstwem oczyścił się z zarzutu zdrady stanu. Na otarcie łez otrzymał od papieża Marcina V (bękarta kardynała Colonny) tytuł i funkcję prymasa (Primas Regni). Tak więc pierwszy „prymas Polski” był ewidentnym zdrajcą.
.
Zbigniew Oleśnicki, biskup krakowski. Jedyną dobrą rzeczą, jaką zrobił w interesie państwowym był sprzeciw przeciwko koronacji Witolda na króla Litwy, co oznaczałoby rozpad unii polsko-litewskiej. Poza tym był wyłącznie szkodnikiem, rzucającym kłody pod nogi tak Jagielle jak i Kazimierzowi Jagiellończykowi. Przypomnę tylko kilka jego „zasług”. W czasach gdy unia polsko-litewska zmagała się z krzyżakami wspieranymi przez papiestwo i cesarstwo niemieckie, żarliwie sprzeciwiał się sojuszowi, jaki Jagiełło chciał zawiązać z czeskimi husytami, choć sojusz ten wzmacniałby Jagiełłę, a osłabiał stroną niemiecką. Gdy mimo to Jagiełło (wtedy jeszcze stanowczy) paktował z husytami, dwukrotnie obłożył Kraków interdyktem (na obłożenia króla klątwą nie odważył się). Protestował przeciwko koronacji na króla Czech wielkiego księcia Witolda, a później królewicza Kazimierza Jagiellończyka. Wywołał wtedy nawet wojnę domową:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Grotnikami
.
Był zwolennikiem inkorporacji Litwy do Korony, co groziło rozpadem unii polsko-litewskiej, gdyż Litwini nie zamierzali rezygnować z własnej podmiotowości państwowej. Ten pomysł był rzeczywiście niepoważny – Księstwo Litewskie było ludniejsze niż Korona a terytorialnie kilkakrotnie większe. Kłody rzucał i Kazimierzowi Jagiellończykowi pod nogi. Ostro protestował np. przeciwko wsparciu Kazimierza dla Związku Pruskiego, który wywołał w krzyżackim państwie powstanie i wystąpił do Jagiellończyka z prośbą o inkorporację Prus do Korony. Sprzeciwiał się też udziałowi Korony w wojnie trzynastoletniej z krzyżakami wywołanej inkorporacją Prus. Przypomnieć należy tu, że bitwa pod Grunwaldem tylko na krótko zachwiała potęgą krzyżaków. Już niewiele lat po niej znów stanęli na nogi i rozpoczęli intrygi mające rozbić unię polsko-litweską. Po jej rozpadzie planowali rozbicie i unicestwienie osamotnionego Królestwa Polskiego. To dopiero inkorporacja Prus Królewskich do Korony i zwycięska wojna trzynastoletnia ostatecznie przetrąciła grzbiet krzyżakom. I temu sprzeciwiał się biskup Oleśnicki.
.
Piotr Skarga, jezuita, kaznodzieja nadworny Zygmunta III Wazy. Sztandarowa postać fanatycznej kontrreformacji. Z jego „zasług” wyliczę te najważniejsze: był zażartym przeciwnikiem Konfederacji Warszawskiej (z 1573 roku), której postanowienia gwarantowały tolerancję religijną oraz równouprawnienie katolicyzmu, protestantyzmu i prawosławia. Z jego inicjatywy zablokowano uchwalenie przez Sejm „Prawa o tumultach”, które przywidywało surowe kary dla inspiratorów i uczestników tumultów religijnych, przez co byli oni nadal bezkarni, a tumulty te szarpały Rzeczypospolitą aż do jej upadku. Był gorliwym zwolennikiem katoliczenia Rusi/Ukrainy, czego wynikiem były kolejne, wyniszczające Rzeczypospolitą powstania kozackie, w których czynnik religijny (obrona prawosławia) był jednym z najważniejszych ich motywów. Był też Skarga jednym z inspiratorów wmieszania się Rzeczypospolitej w sprawy wewnętrzene pogrążonej w „wielkiej smucie” Rosji, co zaowocowało wojną Rzeczypospolitej z Rosją, okupację Kremla i na wieki zaciążyło na stosunkach polsko-rosyjskich.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/02/07/papiestwo-i-narodziny-nienawisci-polsko-rosyjskiej/.
.
Najgoszą jednak rzeczą, jakiej dokonał Skarga, to przekonanie wielu katolickich szlachciców, że obrona katolicyzmu i interesów kościoła ważniejsza jest od racji stanu państwa. Nauczał: Pierwej Kościoła i dusz ludzkich bronić aniźli ojczyzny. Pierwej o chwałę Bożą zastawić się niźli o cześć świecką. Pierwej wiecznej ojczyzny nabywać niż doczesnej. Gdy zginie ojczyzna ziemska, przy niebieskiej się ostoim”. Niestety udało mu się ten religijny fanatyzm zaszczepić wielu słuchaczom. To w jego czasach i przy jego wydatnym wkładzie Rzeczypospolita nieuchronnie staczać zaczęła się po równi pochyłej, a epilogiem tego staczania się były rozbiory i wymazanie Rzeczypospolitej z mapy Europy.
.
Marek Jandołowicz, karmelita, duchowy przywódca gigatumultu religinego nazwanego konfederacją barską. Przyczyną zawiązania konfederacji było uchwalenie przez Sejm równouprawnienia religijnego protestantyzmu i prawosławia z katolicyzmem. Skonfederowana część sfanatyzowanej katolickiej szlachty pragnęła utrzymania supremacji katolicyzmu, choć katolicy stanowili absolutną mniejszość mieszkańców Rzeczypospolitej. Konfederaci rozpoczęli więc wojnę domową, która przerodziła się w wojnę z Rosją i trwała cztery lata. Duże obszary kraju legły w ruinie, popłynęły rzeki krwi. Na koniec fanatycznych katolików pobito, po czym dokonano I rozbioru Rzeczypospolitej. Tyle dały nauki Piotra Skargi i jego wielbiciela Jandołowicza, że „obrona wiary” ważniejsza jest od racji stanu państwa.
.

W tym miejscu należy wyraźnie zaznaczyć, że pod koniec XVIII wieku Rzeczypospolita była nadal wystarczająco ludna i potencjalnie byłaby w stanie rozwalić Prusy (najbardziej prące do jej rozbioru) oraz ułożyć się z Rosją. Gdyby katolicka szlachta zaakceptowała równouprawnienie prawosławnych i protestantów, a także równouprawnienie Litwinów i Rusinów/Ukraińców, gdyby wszyscy oni stanęli pod jednym sztandarem, Rzeczypospolita miała szansę przetrwać. Należało tylko nałożyć choć kilkuprocentowy podatek na kościół (będący właścicielem ok. 1/3 ziem Rzeczypospolitej), by wystawić za to kilkusettysięczną armię. Mogła by być ta armia jeszcze większa, gdyby możnowładcy, którzy u schyłku państwa nadal wydawali pieniądze na nowe kościoły i klasztory, przeznaczyli je na obronność. A tak majątek kk rósł do końca, księży i zakonników było dwukrotnie więcej niż wojsk koronnych, a skatoliczona szlachta, ogłupiona przez Skargów i Jandołowiczów, zamiast ratować państwo „walczyła o wiarę”. Spełniło się więc to, czego nauczał Piotr Skarga – walczyć ma szlachta o wiarę, nawet kosztem upadku państwa. Będzie miała za to żydowskie niebo. I ono jej faktycznie na koniec zostało.
.
W ciągu tysiącletniej obecności kościoła na ziemiach polskich dominującą jego cechą było pasożytowanie na państwie i mieszkańcach, zabieganie o własną potęgę, bogactwa, wpływy i podporządkowanie państwa własnym interesom. Nigdy, ani przez sekundę, kościół nie służył interesom państwa – zawsze służył swoim interesom, a na dodatek państwo uczynił swoim „świeckim ramieniem” (co trwało wiele wieków) a skatoliczoną szlachtę sługami kościoła. Nic chyba lepiej nie oddaje stosunku kk do państwa niż jedno zdanie ks. Lutosławskiego: „Cóż by ci przyszło z wolnej Polski, gdyby kościół miał na tym stracić”. Oznacza to, że interes kk jest ponad wszystkim, nawet ponad wolnością kraju. W tym duchu kk indoktrynował owieczki przez całe tysiąclecie.  Jeśli ktokolwiek więc mówi o zasługach kk dla Polski, to po prostu bredzi z powodu niewiedzy lub znając prawdę kłamie.
.
Podniesienie cywilizacyjne państwa Piastów
.
Z tym akurat zgadzam się, niemniej mam wątpliwości, czy owa „cywilizacyjna zasługa” kk była w każdym aspekcie korzystna, a jeśli tak – kto na tym skorzystał.
Od zarania dziejów każdą cywilizację charakteryzował stanowy podział jej mieszkańców na rządzących i rządzonych, bogatych i biednych. Tę cechę cywilizacyjną kk faktycznie niósł z sobą i ją popierał. Inną cechą typową dla cywilizacji były miasta. Przez tysiąclecia Słowianie żyli w ramach kultury przedcywilizacyjnej, wiejskiej. Istniały wprawdzie u nich grody, ale nie były odpowiednikami miast. Służyły do obrony przed ewentualnym wrogiem (przez ziemie Słowian nie jeden raz przewalały się kolumny wędrujących ludów i nie raz najeżdżały je hordy łupieżcze. Znalezione przez archeologów grody typu biskupińskiego pokazują, że panował w nich egalitaryzm (brak domostw wyróżniających się od innych okazałością), a ciasnota budynków (nie było przy nich miejsca nawet na przydomowe ogródki warzywne), wskazuje, że od wiosny do jesieni codzienne życie toczyło się poza nimi. W nich jedynie spano, chroniono się przed deszczem (w zimie przed zimnem) lub się broniono.

.

.
Miasta średniowieczne były czymś całkowicie różnym od słowiańskich egalitarnych grodów. Rządził nimi bogaty patrycjat, nad którym stał jedynie kler. Niżej od niego stała „warstwa średnia” – członkowie cechów i kupcy. Większość mieszkańców miast stanowiła jednak biedota – rzesze służących pracujących u patrycjuszy i u bogatych mieszczan oraz pracownicy najemni w przeróżnych warsztatach rzemieślniczych, najczęściej niemiłosiernie wyzyskiwani. Wielu biedaków żyło jedynie z prac dorywczych. Typowymi zjawiskami znanymi we wszystkich średniowiecznych miastach była kwitnąca prostytucja i duża ilość grasujących w nich złodziejaszków, a nawet rzezimieszków, którzy w miastach szukali „szczęścia”. Jeszcze więcej było w nich żebraków, absolutnie nieznanych u Słowian w czasach pogańskich. Najważniejszą jednak cechą średniowiecznych miast, o czym nie wspominają najczęściej podręczniki do historii, był panujący w nich brud oraz, zwłaszcza podczas upałów, ogromny smród.
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C27472%2Csredniowieczne-miasta-bez-tajemnic.html

.
Brak było w nich kanalizacji, a śmieci i fekalia wywalano po prostu z okien. Z tego powodu każdy trochę zamożniejszy mieszczanin posiadał podmiejską posiadłość i do niej uciekał przed smrodem podczas upałów. Nawet w stolicy krystowierstwa – Rzymie – w średniowieczu panował nieznośny smród. Kanalizacja i wodociągi z czasów pogańskich legły w ruinie. Latem bogatsi uciekali na wieś. Jedynie część ich służby i straży musiała pozostać w zasmrodzonym mieście by chronić miejskie rezydencje.
.
Mogłbym wiele jeszcze pisać o tzw. „postępie cywilizacyjnym”, który towarzyszył umacniającemu się krystowierstwu w państwie Piastów i w którym kk miał swój ogromny wkład. Choćby wprowadzenie własnego piastowskiego bitego pieniądza i rozwój handlu. Ale zamiast tego zapytam – a co na owym postępie skorzystała stanowiąca ogromną większość mieszkańców ludność wiejska i biedota miejska? Im ten postęp nie dał kompletnie nic. A niejednokrotnie jeszcze pogarszał ich los. Tu przytoczę cytat kronikarza kościelnego Helmolda, dotyczący mieszkańców jednego z ostatnich wolnych pogańskich plemion Północnego Połabia: „…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”. U nich nie było wtedy jeszcze kościelnej cywilizacji, przez co nie było też ani żebraków, ani biedoty. Podobnie było wcześniej u Słowian na obszarze współczesnej Polski, nim narzucono im feudalizm i krzyż. Ich postęp cywilizacyjny niesiony przez kk oszukał, zepchnął w poddaństwo i nędzę. Po co więc zachwalać coś, na czym skorzystała jedynie garstka a reszta straciła?
.
Piśmiennictwo i oświata
.
Są to najczęściej wymieniane rzekome zasługi kk dla Polski – wszak to rzekomo kościół, a więc katolicyzm – przyniósł ciemnym Słowianom piśmiennictwo i oświatę. A jak to było naprawdę? Zacznijmy od piśmiennictwa…
Owszem, nie przeczę – kościół przyniósł do państwa Piastów piśmiennictwo… łacińskie. Ale przecież Słowianie posiadali własne piśmiennictwo – runiczne. Pisze o tym nawet jeden z kościelnych kronikarzy – Thietmar z Merseburga, przy opisie świątyni Swarożyca w Retrze/Radogoszczy (wytłuszczenie moje):
.
„W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem.”
.
I niech mi nikt nie wmawia, że te imiona bogów wyryte były po łacinie czy cyrylicą – na Połabiu absolutnie nieznaną! One wyryte były pismem runicznym! Nim, oraz różnymi symbolami ozdabiano belki w mieszkaniach, ubrania, wyroby ceramiczne i wiele przedmiotów codziennego użytku. Pytaniem jest, czy Słowianie pisali księgi? Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, choć myślę, że nie. Wiedzę starszych pokoleń można przekazywać w różny sposób. Np. pisząc książki, które później samotnie ktoś będzie czytał. Ale można ją przekazywać np. przy ognisku. Jest taka piosenka harcerska:
.
Płonie ognisko i szumią knieje,
drużynowy jest wśród nas.
Opowiada starodawne dzieje,
bohaterski wskrzesza czas
.
Można ją nieco zmienić:
.
Płonie ognisko i szumią knieje,
stary żerca jest wśród nas.
Opowiada starodawne dzieje,
naszych przodków wskrzesza czas
.
I tak m.in właśnie przekazywano wiedzę u Słowian – od wiosny do jesieni, jeśli tylko dopisywała pogoda, wieczorem po skończeniu prac, przy ogniskach, już po tańcach i śpiewach, starsi opowiadali młodszym o przeszłości, a także przekazywali swą wiedzę dotyczącą np zjawisk w Przyrodzie. I każdy, kto kiedykolwiek osobiście brał udział w takich ogniskowych gawędach przyzna mi rację – nawet najmądrzejsze książki  wrzuciłby w ognisko wybierając te gawędy i opowieści. Podobne gawędy u Słowian miały miejsce i zimą w domostwach, tyle że nie mogła brać w nich udziału cała wspólnota. Nie wykluczam przy tym, że szamani, wiedźmy i żercy spisywali swą wiedzę czy to na wypalonej glinie, na skórach zwierząt, korze brzozowej czy deseczkach. To, że takie zapiski nie przetrwały do naszych czasów nie oznacza że ich nie było. Po tłumieniu kolejnych antykościelnych buntów wyznawcy rzymskiej szubienicy zaciekle tropili i niszczyli wszystko, co ich zdaniem miało związek z pogaństwem, łącznie z odzieżą zdobioną runami. I dlatego takich zabytków zostało tak mało. Niemniej istnieją (pomijam tu preparowane fałszywki), tyle że nauka przypisuje je każdemu innemu ludowi, tylko nie Słowianom.
.
Przyniesienie przez kler łacińskiego piśmiennictwa do państwa Piastów jest faktem. Tylko komu to piśmiennictwo służyło i do czego je wykorzystywano? Ano np. do tego, aby uszczelnić „sieć podatkową”. Wszystkie zdzierane podatki i daniny były skrzętnie spisywane (niekiedy celowo zaniżane, by ściągać następne) przez co wyłganie się od ich płacenia było niemożliwe. Fałszowano też na masową skalę dokumenty i nadania na rzecz kk. Przez pierwszych kilka wieków władcy piastowscy z niewielkimi wyjątkami byli analfabetami, przez co wszystkie dokumenty, testamenty i akty nadań spisywane były przez kler. Historyk Wojciech Kętrzyński, wieloletni dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie oraz członek Towarzystwa Historycznego we Lwowie przez wiele lat badał dokumenty wczesnopiastowskie, po czym doszedł do następujących wniosków:
.
“Autentycznych dokumentów książęcych przechowało się z XII wieku trzy, podrobionych na imiona książąt zaś siedemnaście” (…). Pod koniec wieku XII dyplomatyka polska bądź Polski dotycząca obejmuje 150 pozycji, z czego 46 to dokumenty przez Kościół i w jego materialnym interesie sfałszowane.” (Wojciech Kętrzyński, Studia nad dokumentami XII wieku, Kraków 1891).
.
Tak więc widzimy, czemu służyło przez wieki łacińskie piśmiennictwo – fałszowaniu dokumentów w materialnym interesie kościoła – na szkodę państwa i mieszkańców. Ponadto służyło ono spisywaniu stronniczych, często załganych kronik. Fakty niewygodne dla kk bądź były w nich przemilczane, bądź fałszywie naświetlane. Np. lud w wystąpieniach antykościelnych i antyfeudalnych, broniący się przed uciskiem i niszczeniem jego kultury przedstawiany był jako „źli” buntownicy, a jego ciemiężcy jako prześladowani krzewiciele wiary. Miernoty uginające się przed wolą kk przedstawiane były pozytywnie, stawiający opór jako czarne charaktery. No i przez wieki łacińskie piśmiennictwo służyło zorganizowanej kampanii katoliczenia mieszkańców – czyli ogłupiania ich nadjordańskimi wymysłami.
.
Oświata
.
Propaganda kk uparcie twierdzi, że wraz z instytucją kk na ziemie Piastów przyszła oświata. Ale… Jak już wspomniałem, przez pierwszych kilka wieków większość władców piastowskich była analfabetami. Jeśli więc ich nie uczono czytać i pisać, to tym bardziej ich poddanych. Istniały wprawdzie już od XI wieku przykościelne „szkoły”, ale były dostępne tylko dla kleru – były wylęgarnią kolejnych funkcjonariuszy kk. Pierwsza świecka szkoła – Akademia Krakowska – powstała dopiero w XIV wieku. Ale i ona znajdowała się pod kontrolą kościoła, a „nauki wyzwolone” podlegały ówczesnej „królowej nauk” – teologii (oraz dogmatyce kościelnej). Nauczanie czegokolwiek sprzecznego z „nauką kk” było niemożliwe. Ta najważniejsza przez wieki uczelnia „świecka” pełniła później, w okresie kontrreformacji, funkcję oficjalnego kościelnego cenzora. Pilnowała więc, aby w państwie palone były księgi umieszczone na kościelnej liście ksiąg zakazanych. Tylko – co to za oświata, która zwalczała takie dzieła, jak pracę Kopernika? U schyłku szlacheckiej Rzeczypospolitej ponad 90 % mieszkańców było nadal analfabetami – przez 800 lat udało się więc kościołowi „oświecić” niecałe 10 % mieszkańców. W tym tempie na „oświecenie” wszystkich mieszkańców kk potrzebowałby 8 tys. lat. Przy czym owa „oświata” aż do samego upadku Rzeczypospolitej była przede wszystkim ogłupiającą indoktrynacją religijną, która z rzeczywistą oświatą nie miała nic wspólnego.
.
Rzemiosło
.
W propagandzie kk często słychać, że katolicyzm przyniósł Słowianom rzemiosło. W tym miejscu przytoczę fragment artykułu z niemieckiego Der Spiega dotyczącego rzemiosła Słowian:

.

„Niemieccy rzemieślnicy z kolei podglądali u Słowian technikę i sztukę. W znaleziskach ceramicznych z wczesnego średniowiecza w górnej Frankonii widać wyraźnie wpływy słowiańskie na kształty i ozdoby niemieckich wyrobów ceramicznych. Biżuteria, kolczyki ze srebra, korale ze szklanych paciorków, szklane pierścionki, bransolety ze srebra, diademy zdobione charakterystycznymi pętlami w kształcie litery S pokazują, że Słowianie byli obeznani w produkcji i używaniu biżuterii i ozdób w średniowieczu i nadawali ton modzie.”
.
Słowianie obok wielu innych umiejętności byli świetnymi rzemieślnikami. Przez tysiąclecia byli całkowicie samowystarczalni. Budowali domy, wyrabiali odzież, sprzęty domowe, narzędzia rolnicze i sprzęt łowiecki/wojenny. Znali metalurgię i ceramikę, tkactwo, krawiectwo a nawet rzeźbiarstwo. Ich rzemiosło podupadło błyskawicznie, gdy z wolnego ludu stali się poddanymi, pozbawionymi dostępu do większości surowców potrzebnych w rzemiośle. I gdy rzemiosło słowiańskie upadło, kościół sprowadzać zaczął zakony, które „uczyły” Słowian czegoś, co oni znali i uprawiali wcześniej przez tysiąclecia.
.
Kultura
.
I do przyniesienia Słowianom kultury aspiruje kk. Zapomina o tym, że Słowianie posiadali przepiękną, mającą wiele tysiącleci, kulturę. Na dodatek własną, tworzoną przez setki pokoleń. Cechowały ją afirmacja życia, radość z życia, szacunek do Przyrody, szacunek oddawany przodkom i bogom, wspólnotowa solidarność, równość, egalitaryzm i wolność. Posiadali wiele świąt i wiele obrzędów i zwyczajów. Od pierwszego dnia, gdy rzymska szubienica pojawilła się na piastowskiej ziemi, zaczęła fanatycznie zwalczać i tępić kulturę Słowian. Afirmację życia zastąpiła cierpiętnictwem, umartwianiem się żydowskim bożkom ku upodobaniu i kultem katowskiego narzędzia – rzymskiej szubienicy. Radość życia zastąpiła strachem przed piekłem i „gniewem bożym”. Szacunek wobec przodków zastąpiła kultem „świętych” i „patronów”, szacunek do swoich bogów kultem nadjordańskich bożków Jahwe i Joszue. Solidarną egalitarną wspólnotę zastąpił system stanowy, wolność zmieniono na niewolę i poddaństwo. Radosne obrzędy zastąpiono sado-masochistycznymi drogami krzyżowymi, postami i symbolicznym kanibalizmem (tzw. „komunią św.”). Przy czym czego nie udało się wytępić z obrzędów i świąt pogańskich – to przywłaszczyło sobie krystowierstwo, nadając pogańskim świętom i zwyczajom nadjordańską katolicką interpretację. Z dzisiejszego katolicyzmu, gdyby usunięto z niego wszystkie pogańskie przywłaszczenia, niewiele by zostało – posty, drogi krzyżowe, symboliczny kanibalizm i „sakrament pokuty”. Bo nawet krzest to zapożyczone od pogan rytualne obmywanie się w wodach świętych jezior czy rzek. Nie byłoby wigilii, siana pod obrusem, dwunastu potraw, choinki, kolęd, nie byłoby pisanek „wielkanocnych”, śmigusa-dyngusa, dożynek, „nocy świętojańskiej” i „wszystkich świętych”. Nawet „boże narodzenie” by odpadło – zerżnięte przez krystowierstwo z rzymskich pogańskich świąt zimowego przesilenia, w Polsce ubarwione Godowymi zwyczajami słowiańskimi. To, co katolicy uważają za katolicką obrzędowość i zwyczaje prawie w 100 procentach jest pogańskie.
.
No to jaką kulturę krystowierstwo przyniosło państwu Piastów? Tak naprawdę przyniosło i zaszczepiało powoli mieszkańcom (od możnowładców poczynając) fanatyzm religijny, skrajną nietolerancję, nienawiść i pogardę do innowierców, pogan a nawet do własnej kultury, ślepą wiarę w nadjordańskie wymysły i w żydowskich idoli, ślepe posłuszeństwo wobec kleru i instynkt posłusznej owieczki. I to jest już cała ta krystowiercza kultura, którą ja, zresztą całkowicie zasadnie, nazywam antykulturą.
.
.
Włączenie państwo Mieszka I do rodziny uznawanych państw zachodniej kultury
.
Jest oczywiste, że przez przywleczenie krystowierstwa przez Piastów ziemie na wschód od Odry nie były już traktowane przez zachodnie krystowierstwo jak ziemie niczyje, które należy podbić i „nawrócić”. Jednakże owo włączenia państwa Mieszka I do „rodziny” państw łacińskich miało dwa niewygodne aspekty – papiestwo uważało je za swoją prowincję kościelną, której ma prawo narzucać swoją wolą i w której sprawy wewnętrzene ma prawo ingerować. Także cesarstwo uważające się za świeckiego zwierzchnika wszystkich katolickich krajów myślało podobnie – uważało, że państwo Piastów ma być mu podległe i posłuszne. Tak więc niby krystowierstwo włączyło państwo Piastów do rodziny państw zachodnich (łacińskich), ale wyznaczało mu rolę podporządkowaną ważniejszym od niego (papiestwu i cesarstwu), rolę posłusznego poddanego, a nie równoprawnego partnera.
.
Odebranie Niemcom pretekstu do dalszego Drangu nach Ost
.
To stwierdzenie jest zwykłą demagogią. Niemiecki Drang nach Ost nie ustał po domniemanym krzcie Mieszka. W okresie rozbicia dzielnicowego państwo Piastów utraciło na rzecz niemieckich marchii cały prawobrzeżny, wcześniej piastowski pas wzdłuż środkowej i dolnej Odry. Później Niemcy przejęli jeszcze Pomorze Zachodnie i ogromną część Śląska. Dopiero po wiekach, w 1945 roku ziemie te wróciły w granice Polski. Szczęściem dla rozbitego na dzielnice państwa Piastów był upadek znaczenia cesarza w Niemczech w XII wieku i postępujące i tam rozbicie dzielnicowe. W szczytowym okresie na cesarstwo niemieckie składało się ok. 300 państw i państewek, skłóconych i konkurujących ze sobą. Cesarz był w sumie wtedy figurantem i nie dysponował żadną siłą militarną, przez co Drang nach Ost został wyhamowany. Niemniej państwo piastowskie utraciło spory obszar jego ziem zachodnich. No i nie zapominajmy o krzyżakach. Oni uprawiali drang nach West, Süd Ost i Nord (zachód, południe, wschód i północ). I także zagarnęli spore obszary piastowskich ziem, zagrażając nawet egzystencji i istnieniu tego państwa, choć było katolickie. Unia z Litwą być może uratowała istnienie Królestwa Polskiego.
.
I takie to były zasługi kościoła katolickiego dla Polski…
.
opolczyk
.
.

Polacy, Lachy/Lechici/, Sarmaci, Scytowie, Ariowie… o co tu chodzi?

.

.

W zasadzie nie zamierzałem więcej zajmować się ani turbolechicką szajbą ani bliskim jej przekonaniem, że Polacy to Lachy/Lechici-Sarmaci-Scytowie-Ariowie. A jednak robię to ponownie. Skłonił mnie do tego komentarz „grzanka” na stronie WPS, która przedrukowała wpis autorstwa Kamila Dudkowskiego zamieszczony na neonie24 przez Zbyszka Jacniackiego „O Lachach krócej lub dłużej”:
.
A tu komentarz grzanka z WPS na temat tego tekstu:
.
„Kolejne turbo-pierdy w stylu Bieszka-śmieszka? Ciekawe co na to Przemek czy Opolczyk…”
.
Nie wiem co na to Przemek, ja natomiast powiem co następuje…
.
O Polakach (a nie „Lachach”) krócej lub dłużej…
.
Dla niecierpliwych – sprintem – inne nazwy Polski.
.
Rzeczypospolita Polska – nazwa używana w latach 1918-1939 i od 1989 roku.
.
Polska Rzeczypospolita Ludowa – nazwa używana po II wojnie św. do 1989 roku.
.
Królestwo Polskie – ta nazwa w formie pisemnej, pisanej po polsku, pojawiła się późno – dopiero po stworzeniu na bazie łaciny alfabetu polskiego, co miało miejsce w II połowie XIII wieku. Odnosiła się do jednoczonego przez Łokietka i jego następcę państwa Piastów. Nazwa Królestwo Polskie była też częścią oficjalnej nazwy federacyjnego państwa powstałego w wyniku unii polsko-litewskiej, która brzmiała: Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie.
.
Korona – tak w języku codziennym przez wieki nazywano Królestwo Polskie będące częścią Unii Polsko-Litewskiej nazywanej od 1569  Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
.
Polania, Palania, Polenia, Bulania, Regno Poloniae – nazwy łacińskie państwa Piastów. Przy czym wszystkie te nazwy nie oznaczały „Polska” a (kraj) Polan, z którego wywodziła się dynastia piastowska.
.
A teraz jeszcze uwaga dla bardziej cierpliwych – nie sprintem a tempem średniodystansowca.
.
Nie wiem i chyba nikt nie wie, kiedy i kto w państwie Piastów pierwszy raz nazwał je Polską a siebie Polakiem. Nie wiemy jak nazywali w rozmowach swoje państwo władcy piastowscy. Nie wiemy jak nazywali je poddani. Wszystkie dokumenty na przestrzeni kilku pierwszych wieków piastowskiego państwa pisane były po łacinie. Niezaprzeczalnie jednak przez wieki wśród mieszkańców państwa Piastów nadal dominowała tożsamość plemienna, lokalna, regionalna. Wydaje mi się, że dopiero w XIII wieku, pod wpływem zagrożeń zewnętrznych (najazdy krzyżackie, litewskie, brandenburskie, czeskie zniemczonych Przemyślidów, pustoszące najazdy tatarsko-mongolskie) jak i wewnętrznych (wojny między książątkami dzielnicowymi dodatkowo osłabiające rozbite i zagrożone z zewnątrz państwo Piastów) zrodziła się u części możnowładców i rycerstwa świadomość konieczności zjednoczenia państwa, by było w stanie stawić czoła zewnętrznym wrogom. Tej inicjatywie polityczno-militarnej towarzyszyła także zmiana w świadomości i w poczuciu własnej tożsamości u zwolenników zjednoczenia. Zaczęli nad tożsamością regionalną stawiać tożsamość ogólnokrajową/ogólnopaństwową. Wynikła wtedy też potrzeba nazwania jednoczonego państwa jednym słowem. I właśnie wtedy ktoś wymyślił nazwę Polska. Wprawdzie wywodziła się od wcześniejszej nazwy kraju Polan, ale obejmowała swym zasięgiem wszystkie regiony i dzielnice. Wraz z nią pojawiła się nazwa Polak oznaczająca mieszkańca zjednoczonej Polski, bez względu na jego pochodzenie regionalne. Nowe nazwy i nowa ogólnokrajowa tożsamość przyjęły się, choć przez wieki tylko u rycerstwa/szlachty i możnowładców. Przyspieszyło utrwalanie tej nowej tożsamości zawiązanie unii z Litwą, gdyż dawało poczucie odrębności od Litwinów i Rusinów. Prosty lud jednak nadal trwał w poczuciu tożsamości plemiennej, lokalnej. Jeszcze pod koniec XVIII wieku, u schyłku Rzeczypospolitej Obojga Narodów przeciętny chłop zapytany o to, kim jest, odpowiadał najczęściej – ja tutejszy, panie. Po czym w zależności od miejsca zamieszkania dodawał: Wiślanin, (albo Mazowszanin, Polanin), poddany takiego a takiego jaśnie pana (czy wielebnego biskupa lub opata). Poczucia tożsamości polskiej polski pańszczyźniany chłop wtedy jeszcze nie miał. Zdobył ją dopiero na fali zmasowanej germanizacji i rusyfikacji pod zaborami, gdy zmuszano go do mówienia w języku mu obcym.
.
A teraz wersja dla cierpliwych – czyli dla maratończyków.
.
A więc – cieszę się nie gasnącym zainteresowaniem tematyką słowiańską, czego wyrazem było opublikowanie na neonie24 i na stronie WPS tekstu Dutkowskiego. Choć niestety uważam, że szukanie w starożytności jakiegoś państwa utożsamianego z Polską oraz utożsamianie Polaków ze Scytami czy Sarmatami zdecydowanie szkodzi sprawie Słowiańszczyzny, ośmiesza tę tematykę i osoby parające się nią na poważnie, niż promocji Słowiańszczyzny pomaga. Tak samo szkodzi sprawie Słowiańszczyzny, jak i ośmiesza Polaków stawianie równości pomiędzy Polakami, Lachami/Lechitami, Sarmatami, Scytami i Ariami.
.
Nie ulega dla mnie wątpliwości, że rozpaczliwe szukanie i udowadnianie istnienia Wielkiej Lechii czy nazywanie Polakami Scytów, Sarmatów i Ariów wynika z kompleksu niższości i jest próbą dowartościowania się. No bo czym Polacy jako naród mogą sobie, a zwłaszcza obcym zaimponować? Gdy spojrzymy na mapę polityczną Europy (z wyłączeniem Rosji), to nawet na tym małym kontynencie wielkością Polska raczej nie imponuje. Takie Francja, Hiszpania, Szwecja, Norwegia, Finlandia czy Niemcy są większe. A taka Ukraina, na której przez wieki na dużych jej obszarach panoszyła się polska szlachta jest prawie dwa razy większa. Albo jakiś tam Kazachstan, częściowo tylko leżący w Europie Wschodniej większy jest niż Polska, Niemcy, Hiszpania i Francja razem wzięte. Porównywanie powierzchni Polski z krajami jak Kanada, Chiny, Brazylia czy usrael wbić może faktycznie w kompleks niższości. A już w porównaniu ze „złą” Rosją Polska wyglądałaby na mapie świata o wymiarach 50 cm na 50 cm, jakby mucha w tym miejscu narobiła. Nic tylko się pochlastać. Gospodarczo też nie jesteśmy gigantem, nawet w skali Europy. Choć za PRL w wydobyciu i eksporcie węgla byliśmy w światowej czołówce. Ale to już polityczna i gospodarcza prehistoria. Starożytnymi korzeniami jako państwo też nie możemy się pochwalić. Państwo Piastów będące protoplastą Polski (choć jeszcze nie Polską) powstało gdzieś w X wieku, a jako państwo zauważone i uznane przez inne państwa zostało dopiero w drugiej połowie tegoż X wieku. Czyli pi razy oko ma Polska łącznie z jej piastowskim, polańskim protoplastą trochę ponad tysiącletnią historię. Przy Rzymie czy Helladzie to niewiele. A przy Egipcie, Indiach czy Chinach to naprawdę nic. I do tego, kurde, ta haniebna „plama w życiorysie” Polski – rozbiory – gdy Rzeczypospolita Obojga Narodów, wraz z jej polską częścią – Królestwem Polski – wymazana została na ponad wiek z map Europy. I żeby to choć obecnie przynajmniej w piłce nożnej, a więc najpopularniejszej u nas dyscyplinie sportowej, Polacy mieli się czym pochwali. A tu masz ci los – z ostatnich mistrzostw świata w Rosji wylecieli już w fazie grupowej, zajmując ostatnie miejsce w grupie. Na osłodę tej hańby wracali przedterminowo w dobrym towarzystwie – razem ze zdetronizowanym mistrzem świata – Niemcami. Czasy, gdy polska reprezentacja zajmowała na mistrzostwach świata dwukrotnie 3 miejsce to też już PRL-owska prehistoria.
.
I stąd, nie mając sią czym pochwalić, ten i ów próbuje dowartościować się bajkami o wielkiej Lechii – starożytnym imperium Lechitów/Polaków. Albo przynajmniej starożytnymi korzeniami Polaków w Sarmacji lub Scytii. Przy czym ta turbo-lechicka/turbo-polska szajba nie jest wymysłem współczesnym. Pierwszym turbolechitą był nazywany „kronikarzem” zmyślacz biskup Wincenty Kadłubek. Ale nie dziwię się temu. W czasach, gdy żył, silne i duże państwo Chrobrego (powstałe na drodze militarnego podboju sąsiednich plemion i państw) …
.
.
… było już tylko wspomnieniem.
.
.
Solidnie okrojone terytorialnie, dodatkowo rozbite było na kilka dzielnic. Za jego życia nie tylko następowało dalsze rozdrobnianie dzielnic, ale i ustawiczne intrygi i walki pomiędzy dzielnicowymi książątkami o granice, poddanych, grody i stanowisko księcia zwierzchniego (naturalnie obok wojen z wrogami zewnętrznymi). Sam Kadłubek włączył się w te wewnętrzne walki i intrygi i nawet kościelne pieniądze wydawał na wojny Leszka Białego z Władysławem Laskonogim. Ale nie tylko świeckie państwo Piastów było wtedy osłabione i rozbite. Pomiędzy biskupami diecezji w piastowskich księstwach dzielnicowych także trwały spory i rywalizacja (np. gdy wypędzony przez Laskonogiego arcybiskup gnieźnieński Kietlicz obłożył książątko klątwą, „wyklętego” wsparł biskup poznański Arnold). Ponadto sama instytucja kościoła była wtedy rozbita i podzielona na stronników i przeciwników nakazanej przez ówczesnego papieża konieczności przestrzegania celibatu kleru wszystkich szczebli. Na koniec i przeciwko Kadłubkowi zbuntował się podległy mu krakowski kler. Powodem były nałożone nań przez Kadłubka podatki, którymi biskup  „kronikarz” wspierał wojny Leszka Białego. Ostatecznie Kadłubek został, czy sam poczuł się, zmuszony do rezygnacji z funkcji biskupa i osiadł w klasztorze cystersów w Jędrzejowie. I tam, on, do niedawna jeden z największych dygnitarzy nie tylko kościelnych ale i państwowych, pozbawiony urzędów, władzy, wpływów politycznych zajął się wymyślaniem starożytnej historii naszego państwa. Nie dziw, że szukał w tym dowartościowania. I stąd w jego „kronice”, pisanej ku pokrzepieniu serc w obliczu słabego i rozbitego na kawałki państwa piastowskiego, oraz złamanej osobistej kariery wymyślił dzieje przedpiastowskiego starożytnego królestwa na naszych ziemiach i umieścił te wymysły w „Historii Polonica” , w której m.in władcy Polonici gromili Aleksandra Macedońskiego i Cezara.
.
.
W tym miejscu mam kilka pytań do wszystkich turbolechitów, powołujących się na jego „kronikę”:
.
– Czy można na poważnie traktować jako wiarygodnego „kronikarza” kogoś, kto w jego „kronice” jako fakt historyczny podał… zabicie smoka wawelskiego przez synów Grakcha (nazwanego przez późniejszych – hehehe – kościelnych „kronikarzy”, którzy to powielali, Krakiem)?
.
– Czy wy turbolechici, wierząc w wartość „kroniki” Kadłubka jako źródła historycznego, rzeczywiście wierzycie i w to, że pod Wawelem grasował smok, na dodatek tak inteligentny, że znał kalendarz i arytmetykę – wiedział w jakim dniu tygodnia należało mu się tyle a tyle sztuk bydła od mieszańców?
.
– Czy „kronika”, podająca jako fakt historyczny bajkę o smoku zasługuje na miano kroniki?
.
– Ile innych „faktów” z „kroniki” Kadłubka z czasów przedpiastowskich może mieć taką samą „wartość historyczną” jak bajka o wawelskim smoku?
.
– I czy „kroniki” kolejnych katolickich „kronikarzy” przytaczane przez turbolechitów, powielające legendę o wawelskim smoku są także wiarygodnymi „kronikami”, zasługującymi na cytowanie ich jako „dowodów” w sprawie „wielkiej Lechii” czy starożytnej Polski?
.
Zapyta ktoś – dlaczego poświęcam tyle uwagi Kadłubkowi? Ano dlatego, że dla wszystkich turbo-lechitów jest on wyrocznią, a jego wymysły zwane „kroniką” dowodem historycznym na istnienie starożytnej Lechii. Tyle, że powołując się na nie jako na dowód jej istnienia muszą zaakceptować i wawelskiego smoka jako niepodważalny historyczny fakt. I chociaż Dudkowski na Kadłubka imiennie nie powołuje się, ale pisze o Wandzie i Wandalach, jako jej rzekomych poddanych, mieszkających w Krakowie – o czym jako pierwszy pisał właśnie Kadłubek. Przez co zaliczyć go należy do „klasycznych” turbo-lechitów, dla których „kronika” Kadłubka jest turbo-lechicką „ewangelią”.
.
Tu jeszcze dygresja na temat Kadłubka i smoka wawelskiego. W jego czasach wiara w smoki była powszechna, zarówno w ludowych legendach i baśniach, jak i w krystowierczej hagiografii/mitologii. Kto nie słyszał o „św. Jerzym”, który pokonał smoka?
.
.
Kult owego „świętego” rozdmuchało krystowierstwo do wymiarów religijnej szajby:
.
Problem w tym, że ów „święty” jest być może w komplecie postacią fikcyjną, zmyśloną. Przez co, choć na krótko, w roku 1969 wykreślony został przez Watykan z listy świętych, jako osoba zmyślona, nieistniejąca. Wprawdzie ponownie umieszczono go na niej 6 lat później, ale wątpliwości co do jego historyczności pozostają.
Tak więc można by uznać, że wymyślając smoka wawelskiego w jego „kronice” Kadłubek kierował się zarówno ludowymi smoczymi legendami jak i krystowierczą hagiografią/mitologią. Ale już anonimowy autor XIV-wiecznej „Kroniki Mierzwy” zauważył podobieństwo zabicia kadłubkowego smoka wawelskiego z żydo-biblijną haggadą o Danielu, który w podobny sposób zabił smoka (w innych przekładach żydo-biblii węża) babilońskiego: „…wziął tedy Daniel smoły, łoju i sierści, ugotował to razem, zrobił ciasto i dał w paszczę smoka. Smok zjadłszy rozpękł się…”
.
I tu trafiamy na ważny trop – biskup Kadłubek zapewne znał krystowieczy tzw. „Stary Testament”. I stąd w jego „kronice” smok wawelski zginął w podobny sposób jak babiloński z żydo-biblii. Ale idąc dalej tym samym biblijnym tropem można pokusić się o wskazanie kolejnych analogii. Jego starożytne przedpiastowskie królestwo/państwo Polonica (starożytna Lachia Dudkowskiego) byłoby więc odpowiednikiem biblijnego „wielkiego Izraela” Dawida i Salomona. Tyle, że ów Izrael był wymyślony. Tu przypomnę, że nawet poważni historycy i archeolodzy izraelscy podważają biblijne wymysły o tym „państwie” (wytłuszczenie moje):
.
„Archeolodzy podważają same podstawy Biblii. Pan Bóg nie przekazał Mojżeszowi Dekalogu, naród Izraela nigdy nie był w egipskiej niewoli, mury Jerycha nie rozpadły się na dźwięk trąb, bo Jerycho było miastem nieobwarowanym, pierwsza monoteistyczna religia nie ma swoich korzeni na Górze Synaj, a wielkie królestwa Dawida i Salomona to legenda dostosowana do potrzeb teologii.”
.
Także i wiekopomne (wyssane z palca) zwycięstwa starożytnego królestwa Polonica nad Macedończykiem czy Cezarem znajdą swoje pierwowzory w wiekopomnych (wyssanych z palca) zwycięstwach Izraelitów nad potężnymi wrogami. W biblijnych wymysłach („2 Księga kronik”) znajdziemy np. bajkę o tym, jak Izraelici gromią wybijając do nogi milionową armię Kuszytów (“Powstał przeciw nim Zerach Kuszyta w sile miliona żołnierzy i trzystu rydwanów (…) Kuszytów padło wtedy tylu, że nie ostał się nikt przy życiu). I to w czasach na długo przed powstaniem Imperium Rzymskiego (wg biblijnej „chronologii” miało to się dziać ok. 1000 lat p.n.e.) gdy rzeczywiste armie liczyły 10-20 tys. żołnierzy. U Kadłubka wprawdzie wojska Polonica nie wybiły wszystkich Hellenów czy Rzymian, ale ich zdecydowanie pokonały.
.
Wygląda więc na to, że kadłubkowa przedpiastowska, starożytna Polonica to po prostu przeniesiona na tereny państwa piastowskiego podróba żydowskiej mitologii o dawidowo-salomonowym „wielkim królestwie Izraela”. Czyli turbo-lechici nieświadomie propagują turbo-lechicką wersję żydowskiej załganej mitologii politycznej.
.
W tym miejscu jeszcze garść uwag odnośnie Kadłubka. Pewną, choć ograniczoną wartość historyczną mogą mieć te części jego „kroniki”, w  których pisze o czasach jemu współczesnych. Należy jednak brać poprawkę na jego skrajną stronniczość. Pisał wszak jako funkcjonariusz kk w interesie kościoła. I tak np. tych,  „bohaterów” kronik, którzy byli powolni kk i służyli jego interesom, przedstawiał pozytywnie. Tych zaś, którzy nie zginali karku przed klerem, przedstawiał jako czarne charaktery. Nie znajdziemy u niego też wzmianek o tym np., że w klasztorach fałszowano wówczas nieomal na masową skalę dokumenty, zwłaszcza dotyczące nadań ziemskich/majątkowych i przywilejów na rzecz kk. Jeszcze mniejszą wartość historyczną mają fragmenty jego „kroniki” dotyczące czasów pierwszych Piastów, opisywane przez „kroniki” czy „dokumenty” innych (ruskich, czeskich i niemieckich) „kronikarzy” i pisarzy, najczęściej równie stronniczych jak on. I w nich fakty wymieszane są z propagandą. Tę część jego „kroniki” po prostu odpisał od wcześniejszych „kronikarzy”. Nie są więc te fragmenty „kroniką” a stronniczą ściągą. Stronniczą, bo np. o buntach antykościelnych w czasach pierwszych Piastów ani o Bolesławie II, nazwanym później „Zapomnianym”, jako o faktach niewygodnych dla kk „kronikarz” Kadłubek nie wspomniał. Wobec czego ta jego „kronika” jest o kant d…y rozbić. A mimo to jest prawdą objawioną dla turbo-lechitów. I na takie barachło powołują się oni, z nabożną czcią traktując wymysły tego propagandysty kk i bajkopisarza.
.
Tu jeszcze uwaga na marginesie – proszę zwrócić uwagę na schizofreniczność turbo-lechitów z Szydłowskim i Bieszkiem na czele. Oskarżają oni mianowicie kk o fałszowanie historii Polski – i tej sprawie akurat mają całkowitą rację – kk faktycznie fałszował historię Polski, choćby wymazując z niej Bolesława II czy robiąc ze zdrajcy biskupa Stanisława świętego i patrona Polski. Ale z drugiej strony ci sami turbo-lechici ogromną większość rzekomych dowodów na Imperium Lechickie znajdują w „kronikach” pisanych przez kościelnych fałszerzy historii. Trzeba mieć naprawdę osobowość schizofreniczną, aby oskarżać kk o fałszowanie historii i rónocześnie powoływać się na „kroniki” kościelnych jej fałszerzy.
.
Wracam do „kroniki” Kadłubka – podobną, czyli praktycznie prawie zerową wartość historyczną mają wszystkie pozostałe „kroniki” krystowierczych bajkopisarzy powielających wymysły Kadłubka. Ale nie dziwię się, że turbo-lechici w nie ślepo wierzą – wszak nawet dla czołowych obecnie ich proroków – Bieszka czy Szydłowskiego – wyssany z palca tzw. „Stary Testament” to wiarygodne źródło historyczne, na który wielokrotnie się powołują. I to choć poważni naukowcy izraelscy sami zdemaskowali je jako wymysły. I podobnie ślepo wierzą Bieszk, Szydłowski i ich wyznawcy w turbo-lechicki „wielki Izrael” w kadłubkowej wersji starożytnej Poloniki.
.
No dobra – ale jak to jest z np. Scytią i Sarmacją, opisywanymi np. w pismach rzymskich i wymienionymi przez Kamila Dudkowskiego w zamieszonych na wstępie linkach. Czy były to inne nazwy starożytnej Polski?
.
Tu zaznaczam, że do lingwinistycznych wywodów Dudkowskiego nie będę się odnosił. Przede wszystkim dlatego, że nie jestem lingwinistą. Niemniej wiem, że przy pomocy lingwinistycznej ekwiliibrystyki każdy amator „lingwinista” może udowodnić wszystko co chce. Pozwolę sobie tylko na jedną uwagę odnośnie przytoczonego przez niego znaczenia słowa Lech/Lach – który, jak pisze, znaczył u wielu ludów, także u Słowian, Pan. Dlaczego w takim razie słowiański bóg czczony m.in w Arkonie nie nazywał się Świętolech czy Świętolach a Świętowit. Jak wiemy, drugi człon tego imienia – „Wit” – znaczył właśnie Pan?
.
A teraz rzeczywiście zabieram się za tekst Dudkowskiego z neonu24 i z WPS…
.
W czarnej ramce (Sprintem) napisane jest m.in: „Starożytna nazwa grecka naszego Państwa to Lachia.”
.
Autor tych słów powinien przytoczyć imiennie greckich autorów i pisma, w których to wyczytał. Bo mam z tym stwierdzeniem problem: wiem np., że różni pisarze Greccy ludy na północ od Hellady nazywali Hiperborejczykami, a domniemane ich państwo Hiperboreą. A taki np. Hekatajos z Miletu umiejscawiał nawet Hiperboreę na północ od Gór Ryfejskich czyli Sudetów. A więc w miejscu, gdzie zdaniem autora tekstu z ramki Grecy umiejscawiali Lachię czyli starożytną Polskę. Więc coś tu nie gra. Tu dodam, że choć Dudkowski o Hiperborei nie wspomniał, ale są turbo-lechici uważający ją za praojczyznę Słowian:
.
Są nawet jeszcze bardziej świrnięci turbo-lechici (Szydłowski i propagujący go Białczyński) uważający mitologicznych Hiperborejczyków za (pra)Polaków a Hiperboreę za kolebkę Polski:
..
Teraz przechodzę do innych nazw Polski z wyliczanki Dudkowskiego…
.
Rzeczpospolita
.
Nazwa ta odnosi się do Polski, ale dopiero od 1918 roku. Odnosiła się też do PRL – (Polski) Rzeczpospolitej (Ludowej). Odnosi się także do obecnej Judeopolonii, której oficjalna, choć mylna nazwa brzmi (III) Rzeczpospolita Polska. Natomiast nazywanie Polską przedrozbiorowej Rzeczypospolitej będącej Unią Polsko-Litewską, od unii lubelskiej z 1569 zwaną Rzeczypospolitą Obojga Narodów jest błędne, choć spotykane nawet u zawodowych historyków. Naturalnie wiem, że nazwa Polska jest krótka a prawidłowe nazwy owej wielonarodowej Rzeczypospolitej są długie i przez to wielu historyków używa dla wygody tego skrótu językowego. Ale niestety są i tacy, którzy rzeczywiście uważają, że przedrozbiorowa wielonarodowa Rzeczypospolita to była po prostu Polska. Ale jaka to mogła być Polska, jeśli ludność etnicznie polska stanowiła w niej ok. 40 % mieszkańców, a jeszcze mniejszy był terytorialny % ziem etnicznie polskich (a więc ziem, które w okresie piastowskim od Mieszka I do Kazimierza III bez przerwy były częścią państwa piastowskiego). Nazywanie więc przedrozbiorowej Rzeczypospolitej Polską po prostu zalatuje szowinizmem. Nie usprawiedliwia go nawet oczywisty fakt, że warstwą społeczną tamtego państwa, grającą pierwsze skrzypce, zwłaszcza w schyłkowych wiekach XVII i XVIII była polska szlachta. Ale przy tej metaforze należałoby dodać, że dyrygentem orkiestry i kompozytorem granej melodii był kler. Wobec czego bardziej odpowiednią nazwą dla tamtej Rzeczypospolitej byłby Klerykostan, a nie Polska.
.
Slavia
.
Dudkowski sam przyznaje, że ta nazwa nigdy nie była oficjalną nazwą Polski. To po co ją przytacza? I po co przy tej okazji nieprawidłowo tłumaczy tytuł Chrobrego:
.

Bolesław Chrobry (967-1025) nazywał się:

 Regnum Sclavorum, Gothorum sive Polonorum, które tłumaczone jest z łaciny:

 „Król Słowian, Gotów będących Polakami”

.
Polonorum wcale niekoniecznie należy tłumaczyć jako Polaków. Chodziło po prostu o Polan/Polanów. Co zresztą w innym miejscu (tłumacząc cytat Adama z Bremy) Dudkowski potwierdził: „Zwłaszcza z włączeniem Czechów i Polanów.” A więc Polanów a nie Polaków. Aha – a Bolesław Chrobry nazywał się… Bolesław. A nie Regnum Sclavorum, Gothorum sive Polonorum. To był tylko jego „urzędowy” tytuł. Mam też zastrzeżenie co do tłumaczenia wyrazu „sive”. Niekoniecznie oznacza on „będących”. Prędzej oznacza „lub”. Natomiast wrzucenie do tytulatury Chrobrego Gotów wskazuje ponadto, że pisał to jakiś pisarz niemiecki, cesarski, który chciał najwyraźniej przez to podkreśli domniemaną germańskość państwa Chrobrego i prawo cesarza do zwierzchności nad nim. Gotów w państwie Chrobrego nie było.  Ponadto przy okazji Slavii Dudkowski popisał się niewyobrażalnym szowinizmem pisząc to:
.
Co pokazuje nam, że w tym czasie lub krótko wcześniej wszyscy Słowianie uważani
byli za Polaków
.
Jest to kompletny naciągany ahistoryczny szowinistyczny idiotyzm. Nazwy Polacy nie było wtedy jeszcze, byli Polanie. Ponadto zwrot Regnum Sclavorum odnosił się do tych tylko Słowian, którzy żyli w obrębie państwa Chrobrego. Nie dotyczył Słowian Wschodnich, Południowych czy Połabskich. Dla nich Chrobry nigdy nie był królem. Północnych Połabian Niemcy nazywali zresztą wtedy, przez wieki walk z nimi całkiem inaczej – nigdy Polonorum:
.
.
Lechia
.
Ta nazwa wywołuje najwięcej zamieszania i od niej pochodzi miano turbo-lechitów – wyznawców zmyślonego Imperium Lechickiego. Ale ja tak sobie myślę, że gdyby taka Lechia istniała rzeczywiście, to dynastia Piastów w ich tytulaturze czy w nazwie ich państwa do owej Lechii by nawiązywała, choćby po to, aby dodać sobie splendoru. I nie ma tu nic do znaczenia, co twierdzi Dudkowski, że owa Lechia była pogańska, a Piaści „zmienili religię i przez to zmienili nazwę ich państwa (podał ją zresztą ponownie błędnie o czym chwilę wcześniej pisałem):
.

Nazwa Polski jest używana w Polsce od ok. 1000AD

( …)

Wcześniej nazwy „Polska” nie używano. 

Nazwa została wymyślona prawdopodobnie po zmianie przez Polskę religii państwowej 

ze słowiańskiej na chrześcijańską

.
W czym przeszkadzać by miało, że owa Lechia (gdyby isniała) była pogańska? Wszak ultra-katolickie cesarstwo Karola jak i późniejsze Cesarstwo Niemieckie na siłę udawały kontynuatorów pogańskiego!!! Cesarstwa Rzymskiego. Które dopiero u schyłku istnienia zostało skrystianizowane. Ale wcześniej, przez długie wieki było pogańskie. I jakoś wcale wielowiekowa pogańskość Cesarstwa Rzymskiego nie przeszkadzała ani Karolowi, ani Ottonom i ich następcom w ich uzurpatorskim byciu kontynuatorami Imperium Rzymskiego. Wręcz przeciwnie – w ich oczach dodawało to im splendoru. I podobnie byłoby z Piastami odwołującymi się do pogańskiej, a przez nich skatoliczonej starożytnej Lechii. Gdyby istniała, nazwaliby ich państwo Piastowską lub Polańską Lechią. A siebie każdy z nich mógłby tytułować np. tak: Władca Lechii, książę/król Polan, Wiślan, Mazowszan  – i tu byłaby jeszcze cała litania nazw podbitych przez nich plemion czy ziem. I w ten sposób pokazaliby np. Niemcom, że sroce spod ogona nie wypadli.  A tu ani Piasty, ani ich kronikarze o Lechii nie pisnęli nawet słówkiem. Dlaczego? Dlatego, że owa Lechia to wymysł turbo-lechitów.
.
Tu jeszcze dygresja odnośnie nazwy Lachy/Lechici. Jest faktem, że użył jej autor „Powieści lat minionych” pisząc o jednym z antykościelnych buntów w państwie Piastów: „Wybuchł w ziemi Lachów bunt, powstali chłopi i pozabijali swoich biskupów…”.Tyle, że Rusini Lachami nazywali plemiona Lędzian zamieszkujące tereny w pobliżu ziem ruskich. I gdy Piaści podbili Lędzian i włączyli ich siłą do swego państwa, Rusini staroruską nazwę Lędzian – Lachy – po prostu mogli przenieść na cały piastowski kraj. Później od Rusinów przejęli tę nazwę Litwini, gdy podbili szereg ruskich księstewek, a jeszcze później i Turcy najeżdżający ziemie ruskie, choć te były już wtedy częścią Rzeczypospolitej. Jest też możliwe, że nazwa Lechici/Lachy używana przez naszych sąsiadów przylgnęła do mieszkańców państwa Piastów na skutek popularnej także i u nich legendy o Lechu, Czechu i Rusie. Nie mam zresztą zamiaru gdybać nad tą nazwą. Jedno jest dla mnie absolutnie pewne – Wielka Lechia nigdy nie istniała. Istnieje tylko w umysłach turbo-lechitów.
.

Sarmatia

.
Tej nazwie Dudkowski poświęcił jedno tylko (a i tak nieprawdziwe) zdanie: „Polacy nazywali się Sarmatami do rozbiorów (1795).”
.
A więc nie Polacy a wyłącznie polska szlachta. To ona rozpropagowała własny sarmacki mit wywodząc siebie – ale tylko siebie – od Sarmatów. Chłopi i mieszczanie nie byli w oczach szlachty Sarmatami – ich ten mit nie dotyczył. Zresztą szlachta nie tylko, że wyłącznie siebie uznawała za potomków Sarmatów – także tylko siebie uważała za naród. Niższe stany, choć wielokrotnie liczniejsze narodem (ani Polakami) w oczach szlachty już nie były.
Sam termin szlachta wywoływać miał skojarzenia ze szlachetnością, a więc czymś wzniosłym, lepszym niż powszedniość. Tyle, że termin szlachtować ma ten sam rdzeń co szlachta. I mnie osobiście szlachta bardziej kojarzy się ze szlachtowaniem niż szlachetnością.
A tak na marginesie – dlaczego szlachta wymyśliła sobie mit sarmacki a nie lechicki? Czyżby o Wielkiej Lechii nic nie słyszała? Wszak wg Bieszka Wielka Lechia istniała do I połowy X wieku. I rzekomo była dużo starsza od państwa Sarmatów.
Dlaczego więc wybrała szlachta Sarmatię a nie Wielką Lechię? Rzecz w tym, że gdy szlachta wymyślała sobie mit sarmacki, nie istniała jeszcze tzw. „Kronika Prokosza” czyli „Pismo święte Starego Testamentu” turbo-lechitów. Sfabrykowano ją dużo później.
.
Scythia
.
Tu Dudkowski wprawdzie zarzeka się, że niekoniecznie  Polska i Scytia to ten sam historyczny kraj, ale dodaje, że ludzie, którzy stworzyli Polskę, to najprawdopodobniej bezpośredni potomkowie ludzi, którzy stworzyli Scytię. W tym miejscu przypomnę wyniki badań genetyków poznańskich. Wykazały one, że Słowianie na ziemiach między Odrą a Wisłą żyją od neolitu. Ponato badania te wykazały też, że typowe dla współczesnych Polek i Polaków haplogrupy powstały właśnie tutaj i to już przed wieloma tysiącami lat.
.
.
I jeśli współcześni Polacy są potomkami tamtych Słowian, co potwierdza genetyka, to nie mogą być potomkami Scytów żyjących nad Morzem Czarnym i Kaspijskim 2,5 tys. lat temu. Tak więc szukanie pochodzenia Polaków od Scytów to po prostu kolejna odmiana turbo-lechickiej szajby – to szajba turbo-scytyjska.

.

Aria
.

Przed Scytią była Aria.

 Jak wyżej, Polacy są prawdopodobnie potomkami Aryjczyków, 

ale Aria nie była już tym samym krajem, co Polska. 

Istnieje znacznie więcej krajów,

 na które podzieliła się Aria. 

To są wszystkie kraje słowiańskie 

(prawdopodobnie z wyjątkiem Bułgarii), 

Persja, Afganistan, Pakistan, Nepal i Indie (…)

.

Nie było żadnego ogromnego państwa Ariów, które rozpadło się na wiele części, a Polska jest jedną z nich. Było całkiem inaczej – mniej więcej tak: przed dziesiątkami tysięcy lat pewien lud mieszkał na terenach południowej Syberii. Jakieś 15 tys. lat temu na skutek mutacji pojawiła się tam prasłowiańska haplogrupa R1a. Jej nosicieli przybywało. Parę tysięcy lat później część z nich ruszyła na zachód, przeszła Ural i postępując za cofającym się lodowcem zajęła prawie bezludne tereny wschodniej i środkowej Europy. Podzieliła się następnie na wiele plemion. Z  mieszaniny kilku z nich, już po skatoliczeniu państwa piastowskiego powstał lud nazywający się Polakami, który z czasem zatracił wcześniejszą tożsamość plemienną. Wcześniej jednak, choć wiele tysięcy lat po wymarszu pierwszej grupy na zachód, inna grupa nosicieli R1a ruszyła na południe Azji zasiedlając tereny od Persji po Indie. Nazwani zostali przez mieszkających tam tubylców, lub sami się nazwali Ariami. Choć po prawdzie powinni być nazywani południowoazjatyckimi Słowianami.
I to już wszystko. Owi Arianie to nazwa nadana ludowi słowiańskiemu, mającemu wspólnych prasłowiańskich przodków, wspólną haplogrupę i wspólną praojczyznę ze Słowianami z Europy. Także z tymi, z których po tysiącleciach powstał polski lud czy też używając współczesnej terminologii – naród. Tak więc Polacy nie są Ariami. Są genetycznie Słowianami. tak samo jak Ariowie, którzy też są genetycznie Słowianami, nazwanymi w Indiach Ariami. Ariowie to haplogrupowi bracia Polaków, a nie ich przodkowie. Zresztą, nazwana przez genetyków „polską”, haplogrupa R1a1a7 pojawiła się między Odrą a Wisłą tysiące lat wcześniej, niż Słowian, którzy zawędrowali do krajów południowej Azji, nazwano Ariami. Nie możemy więc być ich potomkami. Tu dodam jeszcze, że kult aryjskości może doprowadzić do niebezpiecznej szajby – co spotkało np. Führera Adolfa H.
Czy myślący człowiek ma iść w jego ślady?
.
Germanie
.
Już kiedyś o tym pisałem – ludy nazwane przez Rzymian Germanami były to w ogromnej większości plemiona Słowian, tyle że między Łabą a Renem mieszkały jeszcze plemiona celtyckie wymieszane ze słowiańskimi. Z Niemcami te ludy nie miały nic wspólnego.
Zapyta ktoś – a skąd się w takim razie wzięli Niemcy? Przecież nie spadli z Księżyca.
Oczywiście, że nie spadli z Księżyca. W czasach wielkiej wędrówki ludów na terenach między Łabą a Renem, obok żyjących tam Słowian i Celtów osiedlali się maruderzy wędrownych ludów – Goci, Wandalowie, Hunowie i cholera wie kto jeszcze. Dosyć szybko wymieszały się te ludy, ich języki i kultury. Następnie zaś tereny te i ludy podbili Frankowie. A gdy później cesarstwo Karola rozpadło się na trzy części, ze  wschodniej, zamieszkałej przez tę właśnie, jako tako w międzyczasie „zhomogenizowaną” wieloetniczną i wielokulturową mieszaninę, powstały Niemcy. Które nieco później, w roku 962 ogłosiły się cesarstwem, na dodatek rzymskim. I od samego jego powstania jego mieszkańcy buńczucznie i uzurpatorsko zaczęli głosi, że starożytni Germanie to właśnie oni.
.
Wandale, Goci, Wizygoci, Ostrogoci
.
Przyznam otwarcie – niewiele wiem o Gotach i reszcie tego towarzystwa. I wcale nie upieram się, by nazywać te ludy Słowianami. To jest pasją turbo-lechitów – wrzucanie do słowiańskiego wora kogo tylko się da, by podnieść swoją rangę.
Co do Gotów, to nawet słuchałem kiedyś na YT dobrego, rzeczowego wykładu o nich. Wynikało z niego, że istnieją zabytki piśmiennictwa gockiego z IV wieku n.e., z których wynika, że ich język miał sporo podobieństw z językiem staroniemieckim. I wcale się temu nie dziwię – niejeden z gockich maruderów podczas ich wędrówek osiadł pomiędzy Łabą a Renem mieszając się z żyjącymi tam Słowianami, Celtami i innymi napływowcami. I gdy te kultury i języki zlały się w jednym tyglu, wpływy języka gockiego odbiły się na języku staroniemieckim. Niemniej nawet Gotów nie powinno się chyba nazywać pra- Niemcami, gdyż byli tylko jedną z domieszek konglomeratu różnych etnicznie plemion, z których gdzieś w wiekach V-VIII między Renem a Łabą wytworzył się lud nazywany Niemcami. Natomiast to co pisze Dudkowski o Wandalach to już jest szczyt turbo-lechickiej szajby:
.

Wandale pochodzili z Krakowa 

i mają imię po swojej królowej Wandzie

.
Tu przypominam, że Wanda pojawiła się po raz pierwszy w „kronice” Kadłubka –  w kontekście  bajki o smoku wawelskim. I od Kadłubka pochodzi wymysł, że od jej imienia jej poddani nazwani zostali Wandalami. Dudkowski – a w smoka wawelskiego występującego razem z Wandą też wierzysz?
No i jeszcze to – Wandale pochodzili z Krakowa. Znając ich wyczyny – podbój Hiszpanii, Kartaginy, zdobycie Rzymu i zniszczenie wielu innych miast, ich niszczycielski rajd przez Europę i płn Afrykę – musimy wyjść z założenia, że musiało być ich setki tysięcy. Jak ogromny musiałby być Kraków na początku V wieku, aby wystawić tak ogromną armię? A tu po tej ogromnej krakowskiej metropolii ani śladu nie pozostało. W X wieku Kraków był w sumie nie za wielkim grodem. Z domniemaną słowiańskością Wandalów nie pasuje mi jeszcze jedna rzecz – historycy zgodnie twierdzą (i pewnie mają na to dowody), że Wandalowie byli wyznawcami arianizmu – jednego z odprysków krystowierstwa, mocno rozpowszechnionego w Europie u schyłku starożytności. Ich wojny z Rzymem miały więc i aspekt religijny – zwalczały się w nich dwa fanatyczne, konkurencyjne odpryski krystowierstwa. Słowianie zaś, jak wiemy to z historii, przez wieki bronili się przed narzucanym im krystowierstwem jakiegokolwiek odprysku. Gdyby nie zdradzieccy włady, pozostalibyśmy poganami być może do dzisiaj. Ale nawet po narzuceniu im przez władców krystowierstwa we wszystkich państwach słowiańskich dochodziło do pogańskich buntów. Trudno mi więc sobie wyobrazić jakikolwiek słowiański lud, który już u schyłku starożytności gremialnie przyjął ariański odprysk nadjordańskiej dżumy. To pasuje do Słowian jak przysłowiowy goździk do korzucha. Wandalowie, jakkolwiek w ich przemarszu zahaczyli o ziemie dzisiejszej Polski, ani nie osiedlili się tu na stałe, ani nie byli Słowianami.
.
A wracając do Wandy i Wandali, dodam jeszcze, że być może istniał jakiś historyczny pierwowzór tej kadłubkowej postaci, ale niekoniecznie pod tym imieniem. Równie jednak prawdopodobne jest, że postać jej Kadłubek po prostu wymyślił. Zaś imię Wanda dobrał tak, aby następnie Wandalów mogł nazwać jej poddanymi. „Kronikarz” z książek wiedział o spustoszeniu Rzymu przez Wandalów i o ich królestwie w płn Afryce. Wymyślił więc Wandę i przypisał jej osławionych podbojami Wandalów jako poddanych – aby wykazać, że to mieszkańcy starożytnego królestwa Polonica, poddani Wandy, a więc nasi przodkowie, rozpieprzyli Rzym. To nie nazwa Wandalów pochodzi od wymyślonej Wandy, to jej imię dopasował Kadłubek od Wandalów.
.
Tu jeszcze b. ważna uwaga – gdyby rzeczywiście Wandale mieli być Słowianami, to i tak powinniśmy o tym milczeć. A jeszcze lepiej byłoby tego się wyprzeć. Bo czym mielibyśmy się chwalić – taka niszczycielska horda chluby by nam nie przynosiła. I jeśli Niemcy chcą ich sobie przypisać jako praprzodków – proszę bardzo!
.
Niemcy – oddaję wam Wandalów na własność jako waszych praprzodków.
.
Zresztą, po podobieństwie wyczynów Wandalów, krzyżaków i III Rzeszy łatwo w ich niemieckość uwierzyć.
.
Powoli zbliżam się do końca. Zajmę się jeszcze krótko monetą z czasów Mieszka III, a zwłaszcza napisem na niej. Dudkowski pisze:
.
Moneta z czasów Mieszka Starego miała inskrypcję hebrajską w języku Knaan / Polish / Slavonic: משקא קרל פלסק transliterująca do: mško krl plsk i polska fraza „Mieško król Polski” pisana bez liter  samogłosek jest dokładnie taka sama: mško krl plsk.
.
Zamieścił nawet fotkę z ową monetą (brakteatem) na którym czerwoną farbą pociągnięto inskrypcję:
.
.
Zdaniem Dudkowskiego inskrypcja ta oznacza mško krl plsk co z kolei, po uzupelnieniu samogłosek brakujących w alfabecie hebrajskim oznacza „Mieško król Polski”. Nie wiem, skąd to tłumaczenie wziął Dudkowski, ale podobne znalazłem w wiki:
.
„Jednym z nielicznych dowodów istnienia języków judeosłowiańskich (w tym przypadku judeopolskiego) są napisy na XII- i XIII-wiecznych brakteatach polskich bitych przez żydowskich mincerzy na dworze Mieszka Starego i Leszka Białego. Jedna z zachowanych inskrypcji brzmi: משקא קרל פלסק, co transliteruje się mškɔ krl plsk i odczytuje „Mieszko król Polski”
.
I można by tę wersję tłumaczenia/transkrypcji zaakceptować, gdyby nie informacja w ramce obok mówiąca (wytłuszczenie i podkreślenie moje); „Brakteat Mieszka III, zaznaczono napis משקא קרל znaczący Mieszko król. Reszta napisu nieczytelna.”
.
No i mamy problem – gdzie leży prawda – „Mieszko król” i reszta napisu nieczytelna, czy „Mieško król Polski”. Problem dla kogoś nieznającego alfabet hebrajski wydawało by się nierozwiązywalny. A jednak rozwiązanie jest dziecinnie prostei wpadłem na nie po kilku sekundach – wystarczy policzyć ilość hebrajskich liter zaznaczonych na czerwono na monecie oraz policzyć litery obu trankskrypcji: mško krl plski i mško krl. Pierwsza ma jedenaście liter, a druga – bingo – siedem! Czyli tyle ile jest zaznaczonych czerwoną farbą na monecie. Tak więc napis w przetłumaczeniu na język polski (a raczej polański) głosił wtedy „Mieśko(Mieszko) król…” Natomiast człon „Polski” to wymysł tych, którzy istnienie nazwy Polska chcą na siłę przesunąć jak najbardziej w przeszłość. Nie zdziwię się gdy znajdą jakiś napis runiczny sprzed 3, a jeszcze lepiej – sprzed 5 tysięcy lat i przetłumaczą go – Tu jest Polska! A turbo-lechici przetłumaczą go – Tu jest Wielka Lechia. I będzie cyrk…
.
I jeszcze pewna uwaga odnośnie monet Mieszka III, a raczej jego żydowskich mincerzy. Ciekawe, czym wkupili się w jego łaski, że oddał im mennicę w dzierżawę? I czy jest przypadkiem, że właśnie za jego panowania (i ich dzierżawienia mennicy) miało miejsce masowe „psucie pieniądza” – bite monety miały mniej kruszcu niż mieć powinny.
.
„Zaoszczędzonym” w ten oszukańczy sposób srebrem dzielił się zapewne Mieszko z żydowskimi mincerzami. Ale cała reszta dopłacała do intereu, bo psuty pieniądz szkodził gospodarce. Tym jednak nie przejmowali się ani Mieszko, ani jego mincerze. Ich trzosy ze srebrem były coraz grubsze.
Aż dziw, jak elity żydowskie potrafiły prawie wszędzie się wkręcić i urządzić. I jak sprytnie potrafili pasożytować na tubylcach, także nad Wisłą. I to już tyle wieków temu…
.
Koniec maratonu. Na jego mecie tekst Kamila Dudkowskiego skwituję zwięźle tak: Dudkowski – mnie nie da się tak łatwo wystrychnąć na dudka
.
opolczyk
.
PS
Zamieszczam jeszcze fragment maila od Mirka (Nyja999) odnoszący się do wymysłów Dudkowskiego:
.
Trzeba pamiętać, że tekst Dudkowskiego to nie jest nawet model (nie jest ekspertem) ani opis tego, co było, sam też przyznaje, że nie jest językoznawcą, a więc ekspertem – to nie jest głos eksperta, który też nie tworzy opisu tego, co było tylko model. Dudkowski gdyba, polemika z gdybaniem daje trollowi przekonanie o  (urojonej przez niego) ważności tego, co twierdzi. A są tacy hinduiści co mówią, że kiedyś na Ziemi to był jeden kraj z jedną kulturą – imperium – kiedy się to rozpadało to te poszczególne ludy nie były podbijane, lecz musiały płacić trybut tej największej pozostałości. Słowianie a Polska to dwie różne kategorie – nazwa czegoś, co już nie jest Słowiańszczyzną. Nie ma dowodów na słowiańskie imperium.
Zakompleksienie Dudkowskiego pcha go do imperiów, on kocha imperium a nie Słowiańszczyznę, co widać po tym, że pcha Ją w cywilizację, imperia. Porąbało mu się maksymalnie, „polska historia” nie jest historią Słowiańszczyzny, ale jej podbijaniem, wyniszczaniem i narzuceniem żydowskiej religii i jej bałwanów – nie da się tego połączyć, przecież wiesz, że wyniszczyliby doszczętnie, ale im się nie udało – taki bydlak Dudkowski nie ma więc prawa pisać o Słowiańszczyźnie i zaprzecza sam sobie.
Sława!
.
.

Cywilizacyjny zaślepiony szowinizm…

.

.

Gdy  w kokpicie ujrzałem komentarz Shinobi, w pierwszym odruchu chciałem go skasować. Tak skondensowanego szowinizmu, wręcz rasizmu cywilizacyjnego dawno nie spotkałem. Po namyśle jednak jego komentarz zatwierdziłem. Oto on:
.
„Em… Okej. Kilka problemów:
1) gdyby Grecy lub Rzymianie napadli na lud taki zacofany uważam, że go by bardzo szybko zniewolili lub wytępili i bardzo słusznie;
2) „Indianie, nasi bracia” – Hmmm, zdecydowanie NIE. Tak jak PiS szuka sobie „sojusz egzotyczny” ze Stanami Zjednoczonymi – czyli z ludem oddalony od nas odległością ponad 6600 km – warto przypomnieć, że Indianie są ludem tak samo egzotycznie oddalonym od Nas i dodatkowo bandą przegranych – bo Indianie północnoamerykańscy to Azjaci, bezużyteczni z matematyki.
.
Rozumiem popęd na anty-chrystianizację: upadła pseudo-żydowska religia, uniwersalizm religijny związany z kosmopolityzmem rasowym – gdzie dany człowiek jest wędrownikiem na ziemi, czyli bezwłasnościowy, ale odwrotem, lub wyrzuceniem Chrześcijaństwa nie powinien być związany z powrotem do prymitywizmu: żyjemy w XXI w., dobra?
.
Pozdrawiam”
https://opolczykpl.wordpress.com/indianie/#comment-87130
.
I niniejszym na niego odpowiadam.
.
Shinobi
Widzę, że żyjemy w dwóch różnych światach, wręcz na różnych planetach i wszystko widzimy dokładnie odwrotnie. Piszesz:
.
„1) gdyby Grecy lub Rzymianie napadli na lud taki zacofany uważam, że go by bardzo szybko zniewolili lub wytępili i bardzo słusznie;…”
.
A więc tacy Grecy (helleńskie polis) prowadzili ogrom wojen pomiędzy sobą, wyrzynając się na przestrzeni wieków (choć byli cywilizowani) bez litości nawzajem, przez co o ataku na lud tak zacofany – np na Słowian – nawet nie myśleli. Wojny np. Aten ze Spartą były dia nich ważniejsze. Albo wojny Teb ze Związkiem Fokijskim. Albo wojny Aten z polis byłego Związku ateńskiego. Albo wojny korynckie (Sparta kontra reszta). Albo wojny Ateńczyków i innych polis z Macedończykami. Albo … Albo…

.
No i do tych wojen „wewnątrz-greckich” dochodzi wielowiekowa rywalizacja helleńskich cywilizacyjnych polis z państwem Persów – naturalnie cywilizowanym. Stąd Grecy nie mieli już ani czasu, ani sił, by ich cywilizacyjne osiągnięcia (np. niewolnictwo nie znane u dzikich czy mordowanie się nawzajem w wojnach o dominację nad innymi) nieść dzikim, barbarzyńskim ludom na północ od Grecji. Choć nimi gardzili, co widać nawet u giganta filozofii Arystotelesa, który pisał, że „słuszną rzeczą jest, by Hellenowie nad barbarzyńcami panowali, jako że barbarzyńca, a niewolnik to z natury jedno i to samo”.

.
A tacy Rzymianie napadali na lud tak zacofany nie raz. I nie raz dostali po łapach. Np. z  trzech legionów Publiusza Kwinktyliusza Warusa (ok. 20 tys. legionistów i kilka tysięcy służb pomocniczych) bitwę w Lesie Teutoburskim przeżyło zaledwie kilkunastu legionistów. Reszta agresorów poszła do piachu. Albo podbicie Dacji przez Rzym. Dokonał tego Trajan. Ale 1,5 wieku później na skutek kontrofensywy tak zacofanych ludów Rzymianie w panice zwiali za Dunaj, zostawiając Dację samą sobie. Albo wojny markomańskie zapoczątkowane przez Aureliusza, zakończone haniebnną dla Rzymu dezercją za Dunaj Kommodusa.
O sposobach walki tak zacofanych Słowian pisał Pseudo-Maurycjusz (VI-VII wiek):
.

„Ze swoimi wrogami prowadzą walki chętnie w miejscach porosłych gęstym lasem, w wykrotach i urwiskach, z korzyścią dla siebie, posługują się, niespodziewanymi atakami, podstępami i w dzień, i w nocy, wykorzystując wiele różnych sposobów. Doświadczeni także w przeprawach przez rzeki, przewyższając w tych sprawach wszystkich innych.”
.
Jak widzisz, lud tak zacofany wcale nie był aż taki bezbronny, a walczyć z teoretycznie silniejszym i potężniejszym militarnie wrogiem potrafił świetnie wykorzystując warunki naturalne (lasy, bagna itp). Historia zna podobne przypadki. Chciwi na złoto ultrakatoliccy Hiszpanie scentralizowane i wysoko cywilizacyjnie stojące imperia Azteków czy Inków rozbili i unicestwili w ciągu kilku lat. Natomiast luźne, dzikie plemiona Mapuczy czy Indian wielkich prerii (a więc ludy tak zacofane) stawiały opór przez wieki – Mapucze w Ameryce Płd powstrzymali konkwistę na trzy wieki. A dzicy Indianie wielkich prerii bronili się przed białymi najeźdźcami do końca XIX wieku. I tak samo było z Rzymem i Słowianami. Spójrz na mapę Europy – z Rzymu nad Wisłę i Odrę było bliżej niż do granicy Szkocji czy do Syrii. A jednak nad Wisłę i Odrą Rzym nie dotarł nigdy. I nie dlatego, że rzekomo istniało (turbolechicki szajbnięty wymysł) Imperium Lechitów. Gdyby istniało rzeczywiście, Rzym by je podbił. Ale nie dał sobie rady z podbojem ziem bronionych przez liczne plemiona tak zacofanych ludów. Którzy, jak pisał bizantyjski Pseudo-Maurycy, świetnie wykorzystywali warunki naturalne do walki z każdym najeźdźcą. Nie zawsze więc cywilizacyjna „wyższość”, brutalna siła i liczebność wojsk jest decydująca. Ponadto z tego co napisałeś (gdyby Grecy lub Rzymianie napadli na lud taki zacofany uważam że go by bardzo szybko zniewolili lub wytępili i bardzo słusznie) wynika, że jesteś piewcą imperializmu, podbojów i zniewalania oraz tępienia jednych ludów, tylko dlatergo, że są „zacofane” (a więc wg ciebie „gorsze”), przez inne – te „cywilizowane” (a więc rzekomo „lepsze”). Niestety wszystkie chyba cywilizacje myślały podobnie, prowadząc podboje, zniewalanie i tępienie „dzikich” i „zacofanych”. I stąd historia cywilizacji to rzeki przelanej krwi i łez, ogrom cierpień, zła, imperialnych wojen, zniewalania i podbojów. I tylko dlatego, że cywilizowany świat uważał i nadal uważa siebie za siebie za coś lepszego od ludów przedcywilizacyjnych.

.

W tej sprawie diametralnie się różnimy.
.
Tu pozwolę sobie jeszcze na pewną dygresję…
.
Upadek cesarstwa zachodniorzymskiego (476 rok) i wcześniejszy upadek Rzymu zdobytego przez Wandalów (455 rok) pokazuje, że nie zawsze świat cywilizowany militarnie górował nad ludem tak zacofanym jak choćby Wandale. I choć w przeciwieństwie do turbolechitów nie uważam Wandalów za Słowian (rzekomo poddanych królowej Wandy), niemniej nie kwestionuję tego, że ten tak zacofany lud zdobył Rzym, doprowadzając ostatecznie do upadku zachodniego cesarstwa. Tyle, że gdy Wandale sami się następnie ucywilizowali i stworzyli własne państwo w Afryce Płn i ono zginęło w mrokach wieków, a po nim i po Wandalach pozostały jedynie skorupy, ruiny i wzmianki w podręcznikach z historii.
.
Każda, nawet najwyżej rozwinięta cywilizacja ginęła najczęściej po kilku wiekach. Nawet egipska, mająca kilka tysiącleci, miała „przerwy” – okresy panowania obcych, upadki i restytucje. Za to kultury dzikich trwały bez przerwy dziesiątki tysięcy lat. I choć powoli i one ewoluowały, rozwijały się, niemniej pozostawały tymi samymi kulturami pierwotnymi, naturalnymi. Niestety i one upadały pod ciosami cywilizacji…
.
Tu jeszcze dodam, że nie wiem kim były plemiona Wandalów i dlaczego ruszyły w ich niszczycielskim pochodzie przez ówczesny świat. Zapewne przyczyniły się do tego zarówno wahania klimatu jak i nacisk na ich ziemie ze strony starożytnych cywilizacji. W ich pochodzie gdzieś ze stepów Eurazji zapewne próbowali zdobyć obfite w zwierzynę łowną ziemie Słowian. Gdy dostali po łapach, ruszyli na cywilizowany Rzym doprowadzając go do upadku. Jakiś czas później i ich afrykańskie cywilizowane państwo upadło.
.
Nie przeczę, że cywilizacja przyniosła ze sobą np. szybki rozwój techniki (jej głównym motorem napędowym były wojny i coraz lepsza broń mająca dać przewagę nad „wrogiem”). Tyle że obecnie technika może w ciągu jednego dnia wybić całą ludzkość. Cywilizacja zmieniła też stosunki międzyludzkie – stworzyła warstwę rządzących i rządzonych, biednych i bogaczy oraz odzielających je i służących rządzącym bogaczom żołnierzy/policjantów wysługujących się rządzącym/bogaczom. Ten podział przy pozorach równości i demokracji istnieje do dzisiaj. Cywilizacja oderwała też człowieka od Natury, a jej najbardziej degeneracyjnym wymysłem było biblijne „czyńcie Ziemię sobie poddaną” i postawienie człowieka nad Przyrodą, co grozi obecnie ekologiczną zagładą ludzkości. Wielokrotnie o tym pisałem – Matka Ziemia, Przyroda, Natura człowieka nie potrzebuje i świetnie sobie bez niego poradzi. Człowiek natomiast, jeśli nadal będzie łamał Prawa Natury, doprowadzi do ekologicznej katastrofy, która gatunek ludzki unicestwi. Sama Przyroda tę katastrofę przetrwa, jak przetrwała już niejeden naturalny kataklizm, ale z gatunku ludzkiego być może nie pozostanie ani śladu. Człowiek w wersji cywilizowany okaże się być może ślepym zaułkiem ewolucji wymarłym z powodu własnej zarozumiałości, głupoty, chciwości i zaślepienia.
.
Na przeciwległym biegunie stoi mądrość dzikich ludów (tych niby „zacofanych”) i ich etyka widoczna w ich niepisanym prawie – my mamy naszych bogów, w waszych; my czcimy swoich bogów, wy swoich; my żyjemy po naszemu, wy po waszemu, nam nic do was, wam nic do nas. Gdyby pojawiające się na świecie różne cywilizacje przyjęły te wartości, te mądrości i te zasady jako obowiązujące, jakże inaczej potoczyłaby się historia ludzkości. Niestety immanentną cechą każdej cywilizacji było przekonanie o własnej wyższości nad ludami pierwotnymi, nazywanymi przez wszystkie cywilizacje zacofanymi i barbarzyńskimi oraz wynikające z tego przekonanie o prawie, wręcz obowiązku narzucania własnych chorych i wynaturzonych wzorców „barbarzyńcom” i ludom „zacofannym”. Jeszcze gorsze skutki przyniósł sojusz cywilizacji z żydogennym krystowierstwem. Bo o ile np. pogański Rzym podbijając dziesiątki obcych ludów nie narzucał im swoich bogów i nie zwalczał lokalnych, mnie niszczył lokalnych kultur, o tyle krystowierstwo zaciekle niszczyło i tępiło setki kultur, tylko dlatego, że były pogańskie. Wszystkim chciało narzucić własną antykulturę i kult żydowskich bożków. To samo robił także wywodzący się z judaizmu islam. Jego rozwojowi także towarzyszyło niszczenie lokalnych pogańskich kultur i bogów.
.
Ostatecznie obie te żydogenne religie podbiły ogromą większość zamieszkałych lądów (choć krystowierstwo zdecydwanie więcej).
.
Na różowo zaznaczone są tereny podbite przez żydogenne religie abrahamowe
.
.
Obecnie (aż chciało by się rzec – nareszcie) antykulturowe żydogenne krystowierstwo obumiera. Niestety zastępowane jest (także żydogennym) kultem pieniądza, zysku i urządzonym nam przez bogaczy/banksterów wyścigiem szczurów. O powrocie do szacunku wobec Przyrody i Matki Ziemi nadal nie ma mowy. Zachodnia cywilizacja nadal ślepo podąża ku przepaści. Niestety współczesny człowiek cywilizowany, zajęty konsumpcją (zarabianiem i wydawaniem pieniędzy), smartfonami i innymi cywilizacyjnymi gadżetami niezdolny jest do refleksji. Nie dostrzega tego, że każda znana w przeszłości wysoko rozwinięta cywilizacja upadła – bądź pod ciosami z zewnątrz, bądź z powodu zmian klimatycznych lub wyczerania przez nią naturalnych surowców. Pozostały po nich głównie kamienne pamiątki (z rozmysłem nie wrzuciłem tutaj fotki piramidy „Cheopsa”, gdyż mam ogromne wątpliwości co do tego, że to on był jej budowniczym). .
.
.
.
.
.
Współczesną zachodnią cywilizację spotka ten sam los. Pozostaną po niej jedynie ruiny, powoli pochłaniane przez Przyrodę. Poniższe zdjęcia nie przedstawiają Czarnobyla. To opuszczone dzielnice Detroit:
.
.
.
.
A jak uczy historia – im szybciej rozwijała się jakaś cywilizacja, im większe obszary podbiła i niszczyła, tym boleśniej dla jej mieszkańców upadała.
.
Dalej pisze Shinob:

.

„2) „Indianie, nasi bracia” – Hmmm, zdecydowanie NIE. Tak jak PiS szuka sobie „sojusz egzotyczny” ze Stanami Zjednoczonymi – czyli z ludem oddalony od nas odległością ponad 6600 km – warto przypomnieć, że Indianie są ludem tak samo egzotycznie oddalonym od Nas i dodatkowo bandą przegranych – bo Indianie północnoamerykańscy to Azjaci, bezużyteczni z matematyki.”
.
Tu pomieszał Shinobi kilka różnych spraw. I tak…
PiSrael nie szuka sobie „sojuszu egzotycznego” ze Stanami Zjednoczonymi. Jedynie bardziej gorliwie niż poprzednicy merda przed nimi ogonem chcąc być jego usłużnym psem gończym, ujadającym na Rosję. Wasalem (a nie „sojusznikiem”) usraela Polska/III RP/Judeopolonia została najpóźniej w 1999 roku podczas wchłonięcia jej przez bandyckie banksterskie NATO dowodzone przez Pentagon. PiSrael  wtedy nawet jeszcze nie istniał. Ale jego ówczedna wierchuszka czyli „Porozumieniem Centrum” już wtedy merdała ogonem w stronę Waszyngtonu (w raczej Faszyngtonu) i Telawiwu. i tak pozostało do dzisiaj. Zresztą, już w czasach PRL tzw. „opocycja demokratyczna” marzyła o wyrwaniu Polski z Bloku Wschodniego i oddaniu jej pod kuratelę Faszyngtonu. Tyle, że nikt chyba z sympatyków ówczesnej opozycji nie myślał wtedy o tym, że ten wymarzony suweren będzie popychał polskie wojsko do wojen w interesach Izraela.
.

.
Jedynie liderzy tamtej opozycji byli gotowi do wojen pod standarami usraela w imię interesów Telawiwu. Oni zawsze służyli swoim…
.
Dla mnie natomiast duchowe braterstwo z Indianami niezależne jest od odległości – choćby nawet wynosiła ponad 6600 km. Indianie, a konkretniej ci żyjący dziko, w systemie plemiennym, kulturowo i zwyczajami przypominali Słowian, nim ci zostali zniewoleni przez krystowierstwo. Oba te ludy żyły w harmonii z Naturą, oba w systemie plemiennym i oba przez wieki stawiały opór nadjordańskiej antykulturze. Duchowe braterstwo odczuwam także z pogańskimi Afrykańczykami, Azjatami czy Australijczykami. Wszystkie pogańskie ludy są dla mnie bratnimi. A że Indianie są „bandą przegranych”. A Polacy to nie? Miliony bezrobotnych, miliony zmuszone do emigracji, miliony żyjące poniżej minimum socjalnego, majątek narodowy, banki, niedobitki przemysłu w obcych łapskach, służenie obcym interesom przez „polskie” elity, zero suwerenności politycznej, militarnej, finansowej i gospodarczej. Polacy nawet we własnym kraju są dzisiaj tanią siłą roboczą, systematycznie, kroczek po kroczku  wywłaszaną. Robione jest to powoli, zamaskowane „dobroczynną” rzekomo dla gospodarki prywatyzacją. Niemniej cała Polska powoli staje się wielkim rezerwatem, w którym „Indianami” są Polacy.
A to że Indianie to Azjaci, wcale mi nie przeszkadza. Wszystkie rasy, także biała, ostatecznie wywodzą się z Afryki. Biali też. Są zbielałymi klimatycznie i za sprawą mutacji genetycznych Afrykańczykami, zbielałymi Murzynami.
.
Co zaś się tyczy indiańskiej bezużyteczności z matematyki – a co ona dała białemu człowiekowi? Głowice jądrowe (bez obliczeń matematyków nigdy by ich nie skonstruowano) i załgany, bandycki złodziejski system bankowy. I choć niby białasy znają matematykę, ale i tak nie są w stanie pojąć, jak są przez banksterów „matematycznie” oszukiwani i ograbiani.
.
.
Tego ogromna większość cywilizowanych białasów, szkolonych w matematyce, nie jest w stanie pojąć. Ludy tak zacofane broniły się przed grabieżcami. Natomiast oświeceni, szkoleni w matematyce cywilizowani biali nawet nie zauważają, jak są ograbiani przez garstkę giga-złoczyńców ulokowaną pośród nich. Mimo tego w swoim zaślepieniu uważają się za coś lepszego od dzikich.
.
Dalej pisze Shinobi:
.
„Rozumiem popęd na anty-chrystianizację: upadła pseudo-żydowska religia, uniwersalizm religijny związany z kosmopolityzmem rasowym – gdzie dany człowiek jest wędrownikiem na ziemi, czyli bezwłasnościowy, ale odwrotem, lub wyrzuceniem Chrześcijaństwa nie powinien być związany z powrotem do prymitywizmu: żyjemy w XXI w., dobra?”

.

I tu namieszał i poplątał Shinobi pojęcia, do tego wyrażając się w sposób niejasny, gdyż nie widać dokładnie, gdzie niby  rozumie popęd na antychrystianizację i gdzie widzi powrót do prymizywizmu. Nie było w historii Europy większego duchowego prymitywizmu niż w czasach krystowierczej dominacji. „Nawracanie” na siłę, przymus ślepej wiary w bzdurne dogmaty i „nauki” kościoła, cenzura, palenie zakazanych ksiąg i (jeśli wpadli w kościelne łapska) ich autorów, polowania na inaczej myślących, polowania na „czarownice”, inkwizycyjne stosy, krucjaty przeciwko „heretykom” i poganom – słowem – totalny zamordyzm. Czyż nie był to krańcowy duchowy i kulturowy prymitywizm? Nieznany absolutnie u pogan.

.
.
.
.
.
.
Dalej – krystowierstwo nie jest „pseudo-żydowską religią”. Jest religią czysto żydowską, żydogenną i żydofilską. Aby się o tym przekonać, wystarczy odpowiedzieć na garść pytań:
.
– Czy krystowiercza „ziemia święta” to żydowski/hebrajski Izrael?
– Czy „apostołowie” byli galilejskimi Żydami?
.
– Czy krystowierczy tzw. Stary Testament to żydowska rasistowska biblia Tanach?
.
– Czy krystowierczy „zbawiciel” sam (jak pisze w żydowskich jewangeliach) przyznał, że jest posłany tylko do zaginionych owiec z domu Izraela?
– Czy miał jako żyd/Żyd prawo wstępu do synagog i świątyni w Jerozolimie (poganie i nie-żydzi/Żydzi mieli zakaz wstępu do synagog i do świątyni). Bo w jewangeliach widzimy Joszue i w świątyni żydowskiej i w synagodze.
– Czy „zbawiciel” nazwał w jewangeliach żydowską świątynię Jahwe w Jerozolimie domem swego ojca, co jednoznacznie wskazuje na to, że krystowierczy „bóg ojciec” to żydowski Jahwe?
– Czy jewangelie nie wywodzą rodu Joszue od (wyssanego z palca) żydowskiego króla Dawida?
.
– Czy najwięksi „apostołowie” Piotr i Szaweł/Paweł nie byli  Żydami? Wszak Szaweł był nawet faryzeuszem. A „Piotr” początkowo sprzeciwiał się przyjmowaniu do sekty nieobrzezanych.
– Czy opisana w jewangeliach „ostatnia wieczerza” była żydowską wieczerzą paschalną?
– Czy przez długie wieki 1 stycznia był u katolików świętem „obrzezania pańskiego”?
– Czy Miriam, Maryja była Żydówką? Wszak w jewangeliach chodziła na pielgrzymki do żydowskiej świątyni w Jerozolimie, zaniosła tam nowourodzonego Joszue do obrzezania i poddała się żydowskiemu obrzędowi „oczyszcenia” po połogu.
– Czy „bohaterami jewangelii są prawie wyłącznie Żydzi? A jeśli występują w nich poganie to tylko na marginesie (np. Kanaanejka, której Joszue nie chciał przyjąć, mówiąc że posłany jest tylko do zagubionych owiec z domu Izraela, czy Samarytanka, która przy studni dziwiła się, że Joszue jako Żyd chciał od niej wody:  «Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić? J. 4, 9).
.
Podobnych pytań wskazujących na żydowskość krystowierstwa mógłbym przytoczyć setki. Tak więc krystowiersto jest żydowską religią spreparowaną przez Szawła/Pawła  i podrzuconą gojom.
.
Nie za bardzo też rozumiem do czego Shinobi pije pisząc:  „…uniwersalizm religijny związany z kosmopolityzmem rasowym – gdzie dany człowiek jest wędrownikiem na ziemi, czyli bezwłasnościowy…”
.
Czy te słowa dotyczą krystowierstwa czy pogan – ludu tak zacofanego?
Ale…
.
Pogaństwo nigdy i nigdzie nie było uniwersalizmem religijnym (choć szacunek wobec Matki Ziemi, Słońca i sił Przyrody był u pogan wspólny), a tym bardziej nie było kosmopolityzmem rasowym. Każda z ras żyła u siebie. Najogólniej i upraszczając: biali w Europie, czarni w Afryce równikowaj , Australii i Nowej Gwinei, brązowi/czerwoni w Ameryce i strefach zwrotnikowych a żółci w Azji. Mieszanina ras była niewielka i tylko na ich styku. Każda rasa broniła swych ziem przed obcymi, także obcymi rasami (znamy to z historii gdy wszystkie kolorowe rasy broniły się z różnym zresztą skutkiem przed białymi kolonizatorami podbijającymi czarnych, brązowych, czerwonych i żółtych). Kosmopolityzm rasowy to cecha krystowierstwa, gdzie przedstawiciele wszystkich ras (białej, czarnej, brązowej, czerwonej i żółtej) tworzą jeden katolicki „nowy naród wybrany”. A obecny szef Watykanu, Bergoglio,  zadeklarował nawet gotowość okrzczenia „zielonych” – kosmitów/UFo-ludków – gdyby się ujawnili i chcieli dać się okrzcić.
.
To już jest kosmopolityzm galaktyczny. Poganie ponadto nie byli „bezwłasnościowi”, choć tzw. „własność prywatna” była im nieznana. Mapucze np. sami siebie nazywali ludem (tej) Ziemi. Nie uważali jej za swoją własność – wręcz odwrotnie – siebie uznawali za przynależących do niej. Tak samo było ze Słowianami, australijskimi Aborygenami czy czarnymi z Afryki – oni nie uważali ziem, na których żyli za „prywatną” własność – siebie uważali za należących do tych ziem. I prawa do przynależenia i życia na tych ziemiach bronili. Niestety z tych praw zostali wywłaszczeni. Podobnie wywłaszczani z majątku narodowego (a powoli i z ziemi) są obecnie Polacy, jak i inni mieszkańcy zachodu. Wszystko zostanie im odebrane na spłatę długów
.
Na koniec pisze Shinobi:
.
„…ale odwrotem, lub wyrzuceniem Chrześcijaństwa nie powinien być związany z powrotem do prymitywizmu: żyjemy w XXI w., dobra?”
.
Odrzucenie krystowierstwa samo w sobie jest już odrzuceniem krystowierczego żydogennego prymitywizmu (modlenie się nie tylko do żydowskich idoli czy dwóch zbitych desek, ale i do „relikwii” – starych szmat, zardzewiałych gwoździ, czy kawałków kości „świętych”, a nawet do domniemanych naplketków Joszue).
.

Powrót do wartości pogańskich (szacunek wobec Natury, solidarność wspólnotowa, równość, wolność, brak chciwości) nie jest powrotem do prymitywizmu.

.
To współczesny zachód jest wysoko technologicznym i technicznym (kulturowym i duchowym) prymitywizmem bezmyślnie niszczącym środowisko naturalne i zniewalającym umysł człowieka wiarą w cywilizacyjny postęp. Skutków tego „postępu” nie lubimy oglądać:
.
.
.
.
.
Nie dostrzegamy, że ludzi (państwa i narody) cywilizacja zachodnia zniewala i ograbia niewypłacalnym długiem.
.
.

.

.

.

.

.
I nawet wyższa matematyka tego nie zmieni – białych zlicytują i wywłaszczą banksterzy do ostatka. Ale i bez tego ta chora cywilizacja musi upaść.
.
Nie ze wszystkim w powyższych tekstach się zgadzam. Ale ich ogólna wymowa – załamanie się i upadek zachodniej cywilizacji uważam za pewnik.
.
Jest taka książa (zbiór felietonów) Orwella pt: „I ślepy by dostrzegł”. Niestety przeciętny współczesny cywilizowany człowiek zachodu jest tak zaślepiony, że nie widzi nawet tego co i ślepy by dostrzegł. I nawet znajomość matematyki nie pomaga mu, aby zrozumiał, jak jest ograbiany przez banksterski bandycki system bankowy.
.
OK – żyjemy w XXI wieku. Tyle że zachodnia cywilizacja załamie się nim XXI wiek dobiegnie końca. A po jej załamaniu dla niedobitków przyjdzie z konieczności czas na powrót nieomal do epoki kamienia łupanego.
.
Na tym kończę ten wpis. Ale nadal nie mogę pojąć, jak jakikolwiek człowiek może coś takiego głosić: „…gdyby Grecy lub Rzymianie napadli na lud taki zacofany uważam, że go by bardzo szybko zniewolili lub wytępili i bardzo słusznie...”.
.
Cywilizacja tak zaślepiająca pogardą do innych, tak ogłupiająca i degenerująca ludzi skazana jest na samozagładę!
.
I bardzo słusznie
.
.
opolczyk
.
.

Kolejna odsłona kolejnej przedwyborczej szajby politycznego planktonu…

.

.

Zbiża się kolejna okupacyjna farsa kolejnych wyborów samorządowych. W związku z nią otrzymałem poniższego maila (na adres zbiorczy z ok. 100 adresatami). Mail na pierwszy rzut oka wygląda na mądry i patriotyczny. Oto on
.
Jakich wyborów dokonamy 21 października 2018 roku
.
Pytanie wydawać by się mogło z pozoru banalne, przecież wybierzemy władze samorządowe. Pytanie zasadnicze jest takie – jaka to ma być władza i po co?
Wyborcy oczekują, by władza pełniła służebną rolę wobec obywateli, stwarzała warunki dobrego bytu, możliwości rozwoju lokalnych wspólnot gminnych, rozwoju rynku pracy, usług, ochrony zdrowia i bezpieczeństwa. Gmina to taka nasza mała Ojczyzna; to miejsce naszych korzeni, naszych najważniejszych relacji rodzinnych, towarzyskich, miejsce naszych karier, naszej kultury i szczęśliwego życia.
Trudno oczekiwać, by jakakolwiek władza mogła nam to zapewnić. Gminę stanowią bowiem jej wszyscy mieszkańcy i to od nich zależy, jak ta nasza mała Ojczyzna funkcjonuje, a w rezultacie ja funkcjonuje cała Polska.
Ale po to wybieramy do władz różnego stopnia naszych przedstawicieli, by funkcjonowanie naszych Ojczyzn zorganizować dla Dobra Wspólnego. Logicznym wnioskiem jest wybór takich przedstawicieli, którzy mają odpowiednią wiedzę, charyzmę i odwagę w prezentowaniu woli swoich wyborców. I pod tym względem powinniśmy oceniać kandydatów, zanim oddamy nasz głos, głos który będzie legitymizował ich działania.
.
W maratonie wyborczym najbliższych dwóch lat Akcja Wyborcza Polaków musi dokonać przewartościowania celów, zasad, programów i elit naszego życia społeczno-gospodarczego i politycznego. Na etapie samorządów mamy dosyć:
* Lokalnych układów, klanów rodzinno towarzyskich, często o charakterze mafijnym, dla których gmina jest folwarkiem dla prywatnych interesów,
* Kanalizowania aktywności mieszkańców w kierunku popierania jedynie słusznej linii reprezentowanej przez włodarzy gminy;
* Ograniczania roli Rady Gminy w pełnieniu swojej funkcji jako właściwej władzy gminnej!, to przecież radni gminy są władzą gminną, jako emanacja woli ludu w państwie demokratycznym. Wójt, burmistrz czy prezydent miasta pełni tylko role szefa urzędu gminnego, urzędu który wykonuje władzę Rady Gminy, nadzorując swoich pracowników, a nie Obywateli. Pożałowania godne są sytuacje, kiedy na obradach rady gminy burmistrz jest najważniejszą osobą i swym wątpliwym autorytetem ubezwłasnowolnia członków Rady. Jest to praktyka powszechna, choć wbrew zasadom demokracji.
* Mamy dość braku odpowiedzialności za naszą przyszłość, która wynika ze stanu organizacji życia gminnego. Banałem są przedwyborcze hasła budowy dróg, chodników czy przedszkoli! Ważne natomiast jest to, na ile gmina jest autarkiczna, samowystarczalna w zakresie miejsc pracy, podstawowej produkcji i usług dla mieszkańców, dostępu do energii, żywności, przetwórstwa. Gdy władze gminne nie organizują tej struktury, ludzie, zwłaszcza młodzi, nie mają perspektyw przyszłości, co skutkuje emigracją, często nieodwracalną.
* Mamy dość działań zmierzających do mieszania kultur, narodów, religii, chorych, obcych naszemu Narodowi ideologii.
.
Aby uniknąć powyższego Akcja Wyborcza Polaków apeluje:
– nie głosujemy na tych, co już byli;
– nie głosujemy na przedstawicieli dotychczas szadzących [tak było napisane w mailu – autor zapewne miał na myśli rządzących lub szkodzących – przyp. opolczyk] partii, one wszystkie są odpowiedzialne za obecny stan Polski
– zamiast brać udział w „głosowaniu”, dokonaj choć raz prawdziwego wyboru nowych ludzi, odpowiedzialnych, uczciwych, godnych naszego zaufania. W tych wyborach zarejestrowanych jest ok. 9000 komitetów wyborczych, wesprzyj tych ludzi, którzy mają odwagę zmieniać System.
.
Akcja Wyborcza Polaków
.
.
Nazwiska nadawcy nie ujawniam. Nie chcę go kompromitować. Powiem o nim tylko tyle, że w przeszłości związany był z „Oburzonymi”, których ja nazywałem „Odurzonymi”, prowadził kampanię w wyborczej farsie prezydęckiej 2015 najpierw na rzecz niepoważnego Koraba-Karpowicza
.
a wyrzucony przez niego wylądował w sztabie wyborczym ultra-turbo-żydo-katolika Brauna. Jakiś czas zachwalał i popierał chrabjego Potockiego, agenta Aarona Israela Paza. Obecnie związany jest z KoRReUs-em…
.
Przez co nie wróżę tej organizacji świetlanej przyszłości. Ostrzegałem zresztą już kilka lat temu jej głównego działacza Józefa Kamyckiego o zagrożeniu przyjmowania w szeregi konfederacji wszystkich chętnych, gdyż zaludni się naiwniakami, użytecznymi idiotami, a nawet agenturą wpływu. Już raz KoRReUs o mało nie został od środka rozbity.
Na otrzymanego maila odpisałem tak:
.
.
Akcja Wyborcza Polaków czy kolejny już Amok Wybiorczy Popierdoleńców…

.
Od wielu lat, gdy tylko zbliża się kolejna, organizowana przez okupanta farsa wyborcza, obojętnie czy prezydęcka, knessejmowa czy samorządowa, niszowy polityczny plankton rozbity na setki grupek i setki samozwańczych aspirantów na liderów prężyć zaczyna muskuły i skrzykiwać ludzi do tego by zgodzili się być jego bydełkiem wyborczym. I od lat plankton ponosi totalne klęski w ustawionych przez okupantach farsach wyborczych wszystkich szczebli  I zawsze kończy się cała ta farsa powybiórczym skowytem, szukaniem winnych totalnej porażki i pretensjami pod adresem bydełka wyborczego, że gówno z mobilizacji niszowych popierdoleńców wyszło.
I tak jest od zarania III Judeopolonii – w kółko to samo..A mimo to odporni na wiedzę, niezdolni do wyciągania wniosków i nauczki z własnych błędów popierdoleńcy kolejny raz rozpoczynają przedwybiórczy amok.
.
Beze mnie!
.
Nie biorę udziału w farsach wyborczych organizowanych przez okupanta.
Nie nabijam frekwencji okupacyjnej farsie wyborczej.
Nie głosuję – z okupantem nie kolaboruję.
.
.
Tu jeszcze kilka uwag. ..
Tzw. wybory samorządowe mają najmniejsze znaczenie w systemach zachodnich demokratur (czyli dyktatur agenturalnych partii służących interesem światowej lichwy i syjonizmu (żydo-banksterom i Izraelowi). Tzw. samorządom pozostawiono w gestii sprawy drugo- i trzeciorzędne. Funkcjonują w ramach ustaw o samorządach narzucających im masę obowiązków, za to krępujących im ręce w sprawach pierwszorządnych zastrzeżonych dla władz centralnych i ponadnarodowych (np. tzw. „komisji” jewrounijnej odbierającej instrukcje od mocodawców – Rothschild & spółka).
Przekonanie, że można rozwalić system demokratury zachodniej przy urnie wyborczej zrodzić się może tylko w głowie osoby kompletnie niepoważnej. Demokratura zachodnia to spójny system zniewalania narodów i państw przy pomocy banków i bandyckiego systemu bankowego, agenturalnych partii, mediów, tzw. oświaty, tzw. wymiaru sprawiedliwości, policji, służb, korporacji i narzuconego nam wyścigu szczurów, a w ostateczności NATO, mogącego zbombardować którykolwiek z zachodnich krajów, gdyby chciał zrzucić agenturalne władze.
.
Ulokowanie nawet w sporej ilości tzw. samorządów pewnej liczby niezależnych i uczciwych kandydatów niczego w ich funkcjonowaniu nie zmieni – będą one nadal, zwłaszcza na szczeblu wojewódzkim, zdominowane agenturą okupanta., zwłaszcza członkami POPiSu (mimo pozornej walki POsraela z PiSraelem są one dwoma stronami tej samej monety – nowego szekla izraelskiego). Wszak agenturalne partie mają i lepiej zorganizowane zaplecze organizacyjne, i więcej pieniędzy, i dostęp do mediów, czego o niezależnych kandydatach i niszowych organizacjach powiedzieć nie można. Tak więc szkoda czasu i energii na udział w tej okupacyjnej farsie.
.
Na marginesie dodam – gdyby nawet udało się na szczeblu powiatowym a nawet wojewódzkim wcisnąć niezależnych kandydatów, jeśli będą za bardzo przeszkadzać, okupant dysponuje całym wachlarzem metod ich uciszenia, kompromitacji czy kryminalizacji, a nawet likwidacji. Nie tędy droga do odzyskania wolności i suwerenności. Tego przy urnie nie udało się osiągnąć jak dotąd w ani jednym zachodnim baraku czy folwarku banksterskim. Tylko masowe wielomilionowe protesty w wielu z nich równocześnie mogą ten żydo-banksterski system obalić.
.
Na koniec powiem wręcz, że okupanta cieszy zapewne mobilizacja niszowego planktonu. Wszak z jednej strony władzy nie zagrozi, z drugiej zaś zawsze trochę zawyża on frekwencję wyborczych fars. A tej potrzebuje agentura okupanta do legitymizacji jej władania nad krajem. Każda władza potrzebuje legitymizacji – faraonowie rządzili twierdząc, że są bogami. To samo twierdzili cesarze rzymscy, choć nikt z myślących Rzymian na poważne ich „boskości” nie traktował. Później w czasach dominacji krystowierstwa cesarze i króle władali „z woli boga”. A w demokraturze legitymizacją władzy okupacyjnej są… no właśnie –  wyborcy. Im więcej ich bierze udział w wyborczych farsach, tym okupacyjne władze czują się pewniejsze.
.
Ucieszyłbym się, gdyby Polakom otworzyły się wreszcie oczy i gdyby bojkotować zaczęli wszystkie kolejne farsy wyborcze. Niech marionetki okupanta same tylko głosują na siebie.
.
.
opolczyk
.
.
.