Słowiański zew

.

Moja ulubiona pieśń – apel, zew, alert, pobudka!

Od czasu do czasu koniecznie należy ją posłuchać.

.

.

Słowiańszczyzna budzi się z mrocznego, długiego, koszmarnego snu pełnego „rzymskich szubienic” i obcych idoli jahwizmu znad Jordanu.

opolczyk

.

Reklamy

405 komentarzy do “Słowiański zew

  1. Dziękuje za nowy wpis i odpowiedzi na moje pytania w nim zawarte.
    Fajnie, że mój komentarz także pojawił się w tym wpisie 🙂

    A teraz do rzeczy. Faktycznie widzę, że Słowianie często grzebali zmarłych w procesie kremacji przez spalenie. Przy czym nie było jako takiej głębokiej żałoby, bo naturalnie uważali że zmarłemu lepiej będzie w Nawii. Choć pewnie dokładnych relacji z takich rzeczy nie ma, nic się nie zachowało.
    Z tymi zasługami chrześcijaństwa się zgadzam, plusika żadnego nie ma. Bajki i żydokłamstwa od początku do końca.
    Kwartalnika „Słowianić” nie znałem, może faktycznie warto będzie kupić.

    No cóż, jak dla mnie Słowianie byli trochę naiwni i zbyt bardzo wierzyli w ludzi. Taka księga naprawdę w obecnych czasach byłaby mega przydatna. Papier jednak przyjmie pewną treść już na zawsze, a słowa ulecą w powietrzu. Fajnie byłoby poczytać taką księgę i zobaczyć np jak Słowianie przewidywali pogodę czy zasady ich kodeksu czy nakazu postępowania. Choć w obecnej sytuacji i amerykańskim HAARP, to zjawiska pogodowe zmieniły sie strasznie. No cóż, poganie chyba myśleli że z ojca na syna ustne tradycje i przekazy będą trwać wiecznie. Nie przewidzeli gniewu, mieczy i okropnego okrucieństwa ze strony obcej religii. Katolicy mogą dziś pokazać swoją biblię. I choć to załgane kłamstwa i bajki żydowskie, to przeważająca liczba ludzi w te żydowskie bajki objawione wierzy…Ale dosyć już o tej księdze bredni, którą w kilku artykulach kapitalnie zdemaskowałeś np. tu – https://opolczykpl.wordpress.com/biblia-czym-jest-rzeczywiscie/

    Cywilizacja jednak ma też swoje niewątpliwe plusy, które pominąłeś i choćby wodociągi, możliwość skorzystanie z ciepłej toalety zamiast załatwiania się w krzakach, to już duże coś.
    Ale fakt, zdanie „czyńcie Ziemię sobie poddaną” wyrządziło przyrodzie i wciąż wyrządza olbrzymie szkody. Szkoda ze nie umiemy mądrze z niej korzystać. Np. mordujemy miliony zwierząt, jemy je, a ich odchody zanieczyszczają rzeki czy wody gruntowe mieszkańcom ogromych ferm. Nasza żądza i chęć „nachapania się” są przerażające.
    Handel towarami to mądry handel, pieniądz oparty na towarach ok, ale drukowanie pieniędzy bez pokrycia i niesamowita nierównośc społeczna to rak naszych czasów. W tym ujęciu Słowiańska kultura rzeczywiscie było lepsza, ale chyba przyrost naturalny ludności musiał wymusić te zmiany, zmiany w złym kierunku. Greckie czy Rzymskie budowle rzeczywiście cieszą oko, ale masz rację – gdyby robiono ankietę wsród robotników harujących całe dnie, to oni na pewno nie byliby zadowoleni z tego faktu. Co innego gdy cała społeczność robi coś dobrowolnie dla wspólnego dobra, taka mała komuna.

    „Wielka Lechia” to rzeczywiscie jakiś wymysł i szkoda sie nią zajmowac i o niej pisać.
    Mitologią i legendami słowiańskimi szczerze mnie zaskoczyłeś! Nie miałem o niej pojęcia. Legendy i bajki słowiańskie to byłoby coś! I na pewno trafiły by w gusta młodszych odbiorców. A starsi mogliby je czytać swoim dzieciom, a wiadomo że dzieci najłatwiej zarazić jakimś tematem poprzez bajki i opowieści. Gorąco Ci kibicuje (i na pewno nie tylko ja) w tym pomyśle.

    Co do myslowianie.pl to krótko przejrzałem – http://www.myslowianie.pl/my-slowianie-cyfrowa-prenumerata/ I jak dla mnie piszą ciekawie. Stoją na Putinem, nie uprawiają głupiej Putinofobii. Skąd jednak obok pisania o Słowianach wzięła im sie ta pisanina i poparcie dla krystowierców, naprawdę nie wiem. Kończę przydługi komentarz i chciałbym na koniec zapytać: jak być i można być Słowianinem w dzisiejszym świecie? W dzisiejszej sytuacji geopolitycznej i społecznej. Masz może jakiś artykuł o tym na blogu? Zgłębianie naszej pogańskiej, pięknej tradycji i kultury to myślę podstawa. Branie udziału w społecznych inicjatywach społecznych, miejskich, osiedlowych – także. Ale choćby w pazurach żydokapitalizmu nie jest to łatwe. Co sądzisz na ten temat?

    Polubione przez 2 ludzi

    • Luki

      Tytuł tego artykułu powinien brzmieć „Kuchnia staropolska” a nie „Potrawy pierwszych Słowian”. O nich Hanna i Paweł Lis nie mają pojęcia. Zresztą sami sobie w kilku miejscach zaprzeczają i są po prostu niekonsekwentni, nie odzielając wyraźną cezurą Słowian z okresu pogańskiego od zniewolonych Słowian z okresu żydo-katolickiego – wszystkich wrzucili do jednego wora.
      Na uwagę zasługuje zwłaszcza jeden cytat:

      „Z pomocą przyszła etnografia. Zgodnie z badaniami kultura słowiańska aż do XIX w. przetrwała w sposób niezmieniony w najniższych warstwach społeczeństwa.”

      O tym sam wielokrotnie pisałem – na polskiej wsi („w najniższych warstwach społeczeństwa”) „kultura słowiańska” – czyli pogaństwo przetrwało do XIX wieku. Ale już następne zdanie jest świadectwem ignorancji P. Lisa:

      „Można założyć, że kuchnia najuboższych to było to, co jadali Słowianie – mówi Paweł Lis.”

      Jest to kompletny absurd. XIX-wieczny chłop, odwalający pańszczyznę, miał na własny użytek kawałeczek ziemi i z tego co zebrał i uchował odbierano mu jeszcze dziesięcinę. Rodzina chłopska żyła wtedy w biedzie, częściej jeszcze w nędzy i jadła tylko to, co na kawałeczku ziemi zebrała i czego jej nie odebrano. Tak więc jej kuchnia zdecydowanie różniła się od kuchni wplnych pogańskich Słowian, których nikt nie ograbiał.

      A tu podam przykład ich niekonsekwencji:

      „Słowianie jadali mało dziczyzny, bo już od okresu wczesnopolskiego władza książęca polowania w lesie objęła ius regale.”

      A jak było w okresie przed-„wczesnodpolskim” P. Lis nie powiedział. Wiemy, że w okresie wczesnopolskim wolnych wcześniej Słowian przerobiono w poddanych żydo-katolickich Piastów, którzy zabronili im polować w lasach. I dlatego jedli mało dziczyzny. W czasach pogańskich mięso, zwłaszcza dziczyzna, była ważnym, być może nawet dominującym składnikiem posiłków. Jak wiemy lasy pokrywały wtedy ogromną większość obszaru dzisiejszej Polski i były pełne zwierzyny. Słowianie szybko zauważyli, że mięso na znacznie dłużej zaspakaja głód niż warzywa i owoce, a nawet potrawy zbożowe. Każdy może się o tym zresztą sam przekonać – wystarczy na śniadanie jednego dnia zjeść pół kilograma owoców, warzyw i chleba a drugiego dnia pół kilograma mięsa. Głód drugiego dnia odczuje się znacznie później niż pierwszego. Drugim ważnym elementem przemawiającym za dziczyzną było to, że wszyscy zdolni do łowów w dowolnej osadzie myśliwi w ciągu kilkunastu dni łowów byli w stanie upolować tyle zwierzyny, że jedzenia mieli dla całej osady na miesiące. Aby wagowo na polu zebrać tyle samo plonów, nakład czasowy wynosił miesięce. I stąd polowania na żubry, tury, niedźwiedzie, jelenie i dziki były u Słowian niezwykle popularne. Pomijam już to, że skóry, futra, rogi i kości upolowanych zwierząt były dla Słowian ważnymi surowcami. Rośliny strączkowe Słowianie oczywiście znali. Ale wiedzieli też, że większa ich ilość powoduje wzdęcia. I dlatego jadali je jedynie jako smakowy dodatek.

      Tak więc artykuł z wysokich obcasów kompletnie mija się z tytułem – o kuchni pierwszych Słowian nie mówi nic. Praktycznie wszystko, co opisuje to kuchnia poddanych żydo-katolickich władców, wywłaszczonych z ziemi, pozbawionych prawa do polowań, zmuszanych do danin i pańszczyzny, wpędzonych w biedę.

      A teraz jeszcze odnośnie Twojego poprzedniego komentarza…

      Nie uważam, by Słowianie byli naiwni. Byli uczciwi i prostolinijni – i to ich zgubiło. Sami nie znając oszustw, nie byli w stanie właściwie reagować na podstępy i oszustwa krystowierców. Nie wykluczam, że już pod krystowierczą okupacją spisywać zaczęli na skórach, płótnie, tabliczkach glinianych czy deseczkach ich wiedzę, mitologię i zwyczaje. Rzecz w tym, że krystowiercy, zwłaszcza po każdorazowym buncie antykościelnym, niszczyli zaciekle wszystko co im wpadło w łapska, a na czym widzieli pismo runiczne. Mordowali też przywódców buntów – żerców, wiedźmy. Przez co naszym przodkom pozostał tylko przekaz ustny. Możemy być dumni z nich, że mimo wielowiekowych represji i ucisku przez tyle stuleci przekaz przetrwał.

      Przewidywanie pogody znane było we wszystkich kulturach przedcywilizacyjnych – ludzie żyjący co dzień na łonie Przyrody po prostu to potrafili.

      Nie twierdziłem nigdy, że cywilizacja to wyłączne i absolutne zło. Niektóre techniczne wynalazki cywilizacyjne były dobre. Jednak generalnie cywilizacja przyniosła degenerację ludzkości widoczną obecnie gołym okiem. Wodociągi mogliby zresztą wymyślić i Słowianie – gdyby okazały się konieczne. U Słowian też był postęp „techniczny” – np ulepszanie metalurgii czy ceramiki. Przy czym wodociągi w Europie, po załamaniu się starożytnego Rzymu, na kilkanaście wieków popadły w zapomnienie. Przez całe średniowiecze i początki nowożytności miasta w krystowierczej Europie były pozbawione (do XIX wieku) kanalizacji i wodociągów. Cuchnęło w nich latem do tego stopnia (przez wieki fekalia wylewano przez okna na ulice), że wszyscy bogatsi uciekali do podmiejskich posiadłości.

      Pieniądz oparty na towarach byłby ok, pod warunkiem, że nie staje się wartością samą w sobie, że jego gromadzenie nie staje się celem samym w sobie, a o statucie społecznym nie decyduje jego ilość w skrzyni czy na koncie. Nie mam jednak pewności, czy na dłuższą metę w warunkach degenerującej człowieka cywilizacji byłoby to w ogóle możliwe.

      Co do strony myslowianie.pl – no właśnie – ten ich krystowierczy amok niweluje to, co piszą dobrze. Ale czytać można i należy wszystko – tylko nie we wszystko należy wierzyć.

      Pytasz – jak być i można być Słowianinem w dzisiejszym świecie? I masz rację, że w pazurach żydo-kapitalizmu, (dodam – zbudowanym na żydo-krystoowierstwie) nie jest to łatwe. Na szczęście renesans słowiańskiej kultury jest już zjawiskiem szerokim. O nim pisałem wielokrotnie, choćby tu:

      https://opolczykpl.wordpress.com/2017/11/16/wsrod-slowian-wsrod-swoich-u-siebie/

      https://opolczykpl.wordpress.com/2017/12/17/renesans-slowianskiego-ducha/

      Odpowiedź sam już sobie dałeś: „Zgłębianie naszej pogańskiej, pięknej tradycji i kultury to myślę podstawa. Branie udziału w społecznych inicjatywach społecznych, miejskich, osiedlowych – także.”

      Tu dodałbym – można też zaangażować się w działalność którejkolwiek grupy rodzimowierczej istniejącej w pobliżu. Można też próbować założyć u siebie własną. Ponadto nadal ważne jest demaskowanie żydo-katolicyzumu jako rzekomego fundamentu naszej tożsamości.

      Za odkatoliczanie legend, baśni i bajek słowiańskich na razie się nie zabiorę. Wolałbym zresztą, aby tym zajął się ktoś inny. Fascynatów Słowiańszczyzną nie brakuje. Ja na bliżej nieokreślony czas zawieszam zresztą z kilku względów (m.in sprawy rodzinne i zdrowie) publicystykę. Jestem zmęczony i wypalony. Nawet cyklu opowieści słowiańskich teraz nie dokończę. Wrócę do nich później.

      Polubienie

      • Fakt, masz rację jeśli chodzi o tą rzekomą kuchnię Słowian. Powinni byli to bardziej wyszczegółowić i napisać coś typu „Kuchnia Słowian w okresie do XV wieku” lub coś w tym stylu. Jednym zabroniono polowań, więc siłą rzeczy mięsa, a właściwie dziczyzny – było u nich naturalnie mniej. Na pewno książka mogłaby być lepiej dopracowana i bardziej wiarygodna, gdyby autorzy bardziej pochylili się nad tym co opisałeś. Kuchnia naszych przodków to obszerny temat, a autorzy tego nie uwzględnili.
        Co do pół kilograma mięsa to przesada, bo wątpie że tyle by dali radę zjeść na śniadanie. Ale na pewno było to ważne źródło białka. Tu chyba się trochę różnimy, bo ja zwolennikiem mięsa nie jestem. I obecnie badania raczej wprost mówią o tym że im więcej mięsa, tym więcej chorób, a przetworzone mięso to już ścierwo najgorszego typu. Za to badacze, naukowcy i lekarze pochylają się i popierają więcej roślin strączkowych w diecie. Ty widziałem jednak jesteś zwolennikiem diety Kwaśniewskiego. No cóż, to nie blog o odżywianiu, więc kończę ten temat.

        Tak, uczciwość na pewno im nie pomogła w starciu z żydobajkami i ich okrutnymi przedstawicielami. Krystowierstwo bardzo nie lubiło konkurencji i tak jest zresztą po dziś dzień.

        Będę musiał znaleźć taką grupę na Podkarpaciu lub Lubelszczyźnie. Żydokatolicyzm faktycznie trzeba demaskować, to nie jest nasze i nigdy nie było. Przywleczona dżuma wymyslona 1000 kilometrów stąd. Nie dla naszych ludów. Obca i żydowska, szkodliwa dla ciała (liczne posty, nie mycie się itp) i dla ducha (fałszywe przekonania o bogu, kult biedy i cierpienia, kult strachu i zerowej własnej samooceny).

        Rozumiem to, sam jestem właścicielem dwóch blogów i czasem człowiek musi odpocząć od tego wszystkiego. Ty zresztą widziałem prowadzić tego bloga od lutego 2012, a więc równo 6 lat i 2 miesięcy. I zgaduję, że zamieściłeś tu lekko ponad kilkaset swoich postów. To naprawdę coś. Jest co czytać i zgłębiać. Cóż mogę napisać, niech Twój ulubiony Swarożyc (mój także) da Ci siłę i pomyślne rozwiązanie Twoich spraw zdrowotnych i rodzinnych!


        Co do skeczu. Nie mamy drugiego takiego Carlina, a szkoda. Kabarety polskie są sredniej jakości i raczej mają rozśmieszyć widza, a nie skłonić go przy okazji do myślenia.
        Carlin to robi, bo to genialny i mądry komik, który przejrzał i wszystkie religie, jak też system bankowo-polityczny. I nie boi się tego przekazywać na scenie. Wie, że żydki trzymają nas podstępnie, że mają korporacje, banki, telewizję i gazety. I usłużnych polityków na zawołanie.
        Carlina uwielbiam szczególnie za skecz o religii, jak też za kultowe powiedzonko „keep the religion to thyself”, czyli „zachowaj swoją religię dla siebie”, czego katolicy w Polsce mogliby sie nauczyć, narzucając innym swoje krzyże, publiczne drogi krzyżowe czy procesje bożego ciała.

        Wesele u ortodoksów to żadne zaskoczenie, jeśli ktoś mniej więcej wie co w trawie piszczy. Kobieta w izrealu ma status coś jak zwierzę, no może lekko wyżej. Słyszałem, że w autobusach też jeżdżą oddzielnie od mężczyzn i ogólnie ich sytuacja jest taka, że niejedna feministka złapałaby się za głowę. Zresztą – http://www.listyznaszegosadu.pl/kto-najbardziej-na-swiecie-lamie-prawa-kobiet-izrael-odpowiada-onz
        Kobieta w judaizmie nie ma zbyt wielu praw, żydki są sprytne. Filmik z rytmiczną, wpadającą w ucho muzyką. Nie powiem, skoczna 🙂
        Panna młoda jak słup soli, innych nie widać, ale niczego więcej nie oczekiwałem. To nam – gojom, żydzi nakazują ustawić kobietę na pierwszym miejscu. Dać im maksymalną ilość praw i zniwelować obowiązki. To żydowskie hollywood produkuje tysiące ogłupiających komedii romantycznych, gdzie faceci przepisują z „miłości” cały swój majątek. Dla nas gojów robią takie debilne filmy, a sami swoje wiedzą. Wiedzą, że kobiety głupieją mając tak dużo praw w społeczeństwie. Że starają sie gdy są niepewne, niepewne przyszłości. Wtedy dbają o męża i o jego los. A co pokazują durnym gojom? Że nic tak nie uszczęśliwi kobiety jak przepisany na nią cały majątek. Nowe auto, futro, meble.
        Zresztą wystarczy zobaczyć co te pejsate cwaniaki mają napisane w Torze, a co wymyślili dla nas gojów. U nich bogactwo to boże błogosławieństwo. W Biblii dla gojów prędzej wielbłąd przejdzie przez… No właśnie. U nich kult wiedzy i pracy od młodości. A dla gojów przekonania jaka to bieda i cierpienie są dobre, „nadstaw drugi policzek”, „pokorni i cisi zdobędą ziemie”. Ale my nic nie zdobywamy, mamy ulice, a oni kamienice. Oni władają pieniądzem, bo uczeni są od małego dobrych przekonań. Nam wcisnęli niekorzystne i wciskają po dziś dzień.

        ——

        Luki

        Na moim blogu opublikowanych jest ponad 840 tekstów, z czego moich jest ponad 800. W sumie był to ogrom pracy – tysiące i tysiące godzin czytania, szperania po źródłach, szukania w sieci i pisania.

        Sprawa Kwaśniewskiego…
        Bardziej cenię Wolfganga Lutza.
        http://www.dietaketogeniczna.org/zycie-bez-pieczywa-dieta-bez-weglowodanow-w-leczeniu/

        Jego książkę w oryginale po niemiecku (Leben ohne Brot) mam w domu. Kwaśniewski, jak podejrzewam, zapoznał się z jego metodą, dorobił sobie ideologię, że dietę tłustą znalazł w żydo-biblii (tzw. „dieta kapłańska”) i opublikował jako własny wynalazek.
        Lutz odwołuje się do zdrowego rozsądku, popartego wykopaliskami. Człowiek jako gatunek przez cały okrers paleolitu odżywiał się głównie mięsem. Owszem, wykopywał różne bulwy, korzonki, żuł ziarna traw, a w naszych szerokościach geograficznych latem i wczesną jesienią jadł trochę owoców i jagód, choć miał w tym wielu konkurentów (ptaki, niedźwiedzie, wiewiórki, myszy). Ale gdzieś od listopada aż do maja jego jedynym praktycznie pożywieniem było mięso. Latem zresztą też – korzonki, ziarna traw i owoce były tylko dodatkami. Przez kilkaset tysięcy lat metabolizm człowieka jako gatunku całkowicie nastawił się na mięso i zwierzęcy tłuszcz jako główne składniki diety. Wynalezienie rolnictwa to sprawa najwyżej ostatnich 10 tys. lat, a na naszych ziemiach jakiś 6-7 tys. Przy czym początkowo zboża uprawiane były głównie jako pasza na zimę dla zwierząt hodowlanych. Jak myślisz – dlaczego w wykopanych szkieletach ludzi z paleolitu nie znaleziono oznak osteroporozy a w uzębieniu ani jednego przypadku próchnicy zębów? Próchnica zębów pojawiła się u człowieka w neolicie – wszędzie tam, gdzie mięso zaczęto zastępować zbożem.
        Aby metabolizm człowieka jako gatunku przestawił się z tłuszu zwierzęcego i mięsa na węglowodany jako główny składnik diety – bez skutków ubocznych zwanych nomen omen chorobami cywilizacyjnymi – potrzeba kilkadziesiąt tysięcy lat. W międzyczasie człowiek musi na nie chorować. Takie są prawa biologii i tego nie przeskoczymy.

        Nie agituję za żadną dietą – każdy jest panem samego siebie i ma prawo sam decydować, co je. Ale dyskutując o dietach trzymajmy się biologii, biochemii, także genetyki (odpowiedzialnej m.in za metabolizm dostosowany do mięsa i tłuszczu na przestrzeni setek tysięcy lat) a nie ideologii. Zresztą, mięso nie jest konieczne – w zupełności zastąpić je mogą jajka, zwłaszcza żółtka, oraz tłuste sery, tłusta śmietana i masło.
        Niemniej masz rację – o kuchni dyskutować nie będziemy.

        opolczyk

        Polubione przez 1 osoba

      • Andrzej

        „Nie uważam, by Słowianie byli naiwni. Byli uczciwi i prostolinijni – i to ich zgubiło. Sami nie znając oszustw, nie byli w stanie właściwie reagować na podstępy i oszustwa krystowierców”.

        Moim zdaniem Słowianie po prostu byli sobą (ci, którzy takimi byli i pozostali) i uważam, że życie i umieranie będąc „istotą ludzką” a nie jakimś ścierwem w ludzkiej skórze nie jest naiwnością. Krystowiercy są ponadto straszeni wiecznym piekłem, a ktoś taki (i przekonany, że istnieje tylko jedno życie) jest skłonny zrobić wszystko byle ocalić skórę.

        Polubienie

  2. Skecz – śmiać się czy zaciskać pięści…

    Podesłano mi poniższy skecz:

    Niestety nie było mi do śmiechu, gdy go oglądałem, choć muszę przyznać, że bezmyślnego pożeracza chleba skecz może rozbawić – „Żyd Jankiel” demaskuje i ośmiesza całą „polską” scenę polityczną. Dokopał wszystkim po równo, nawet Ruskim.

    Mnie jednak od początku nie bawiło to, że to akurat „Żyd Jankiel” opowiada Polakom, jakie miernoty nimi rządzą, choć z nim samym są one za „pan brat”. Zirytowało mnie, że Polacy na widowni śmieją się, gdy „Jankiel” natrząsa się z tego, jak Polacy robieni są w konia – wszak „Jankiel” przyznaje (ok. 50 sekundy), że inni nauczyli się od niego, aby na talerzu było mało, ale kosztowało. Tak jest niestety nie tylko w żydowskich restauracjach, ale i w sklepach – z roku na rok za coraz więcej pieniędzy można dostać coraz mniej śmieciowej (gównianej), wręcz szkodliwej żywności. A publika – zamiast się wkurzyć i wyjść na ulice, aby rozwalić wszystkie instytucje okupanta – śmieje się, wiwatuje wręcz i bije „Jankielowi” brawo. Ograbiani cieszą się, że „Jankiel” się przyznał, że za jego sprawką są ograbiani. Czyż można być durniejszym?

    Nie zabrakło i obowiązkowej rusofobii, gdy „Jankiel” mówi (min. 2:24), że nie chce, aby go Putin w obronie ruskich zaatakował (choć logicznie rzecz biorąc to właśnie usunięcie ruskich pierogów – w ich obronie – powinno atak Rosji wywołać). Cel tej wstawki był oczywisty – Polacy mają uważać Rosję za potencjalnego agresora.

    Najgorzej wypadł „Jankiel” w innej sprawie. Jego skecz jest nie tylko zbyt powierzchowny, ale utrwala jeszcze matrix polityczny – np. domniemaną walkę POsraelitów z PiSraelitami (Tusk martwi się spadkiem poparcia w konkurencji z PiSraelem, a Kalkstein i PiS żyją nienawiścią – w domyśle – przeciwko Tuskowi i POsraelitom). Tymczasem rasowy satyryk zagląda za kulisy i ujawnia to, co tam jest ukrywane. Tak robił genialny Carlin:

    Powinien więc „Jankiel” opowiedzieć o tym, że „prawica” i „lewica”, Kalkstein, Tusk, Sikorski, Korwin Goldberg, Palikot i SLD to jedna i ta sama szajka grająca przeciwko Polsce i Polakom, służąca tym samym mocodawcom. A tego nie powiedział. Jest więc tylko rozśmieszaczem bezmyślnej widowni, takim sobie pajacem, a nie rasowym satyrykiem.
    Tu nadmienię, że w szyderczym wierszyku 4 miesiące po Smoleńsku o tym właśnie pisałem:

    (…)
    Popychać ich będziemy w bój na barykady
    utworzymy z polactfa katoli-brygady
    Będą walczyć nie o krzyż a o Kaczpomniki
    Pomogą nam w tym Rydzyk, mohery i PiS-niki.
    A czego głupie polactfo nie wie, nie pojmuje
    PO to też nasz agent, to nasze płatne szuje.
    Zaślepione polactfo będzie się kotłować
    a my będziem Polin grabić i szabrować.
    Nim się ten motłoch skapnie co tutaj jest grane.
    Polska przestanie istnieć. Będzie żydostanem.

    https://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2010/08/16/pomnikowanie-polski-andrzej-szubert/

    Jak narazie wszystko, co wtedy napisałem wypełnia się co do joty. Polskę pomnikują Kalksteinem,









    a kotłowaniny na fałszywych barykadach inscenizowanej walki POsraela z PiSrselem, lewicy z prawicą, jasnogrodu z ciemnogrodem, zwłaszcza w okolicach wyborczych fars, trwają nieustannie. A Polskę rozszabrowano i stała się żydostanem. O tym niestety „Jankiel” nie powiedział.

    Tragikomiczne jest też to, że dobre 50 % oglądaczy tego skeczu w następnej farsie wyborczej poprze ośmieszane przez „Jankiela” marionetki polityczne okupanta.

    Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz – pomijam to, że takie skecze mają stwarzać pozory „wolności słowa” w Judeopolonii. Jaka ona jest przekonalibyśmy się, gdyby „Jankiel” przed tak liczną publiką i przy lecących kamerach powiedział, że „6 milionów” to fikcja wymyślona w celu wyłudzenia Izraela. Zastanawia mnie to, czy takie skecze nie mają jeszcze jednej ważnej dla okupanta funkcji – choć jest to mało prawdopodobne, ale mogłoby się zdarzyć, że frustracja i gniew u Polaków przekroczy masę krytyczną i miliony w sposób niekontrolowany przez agenturę i prowokatorów wyjdą na ulicę. Takie skecze, kabarety, gdzie „satyrycy” drą szmaty z Tusków i Kalksteinów i reszty są metodą spuszczania pary z kotła – polskie bydło robocze na widowni uśmieje się, ucieszy, że ktoś tym z góry tak dokopał i rozejdzie się do domu. A następnego dnia posłusznie ponownie włączy się do wyścigu szczurów, który nie ma mety.

    A jedynymi jego zwycięzcami są jego organizatorzy – żydo-banksterzy – którzy sami nie biorą w nim udziału.

    Na koniec, zamiast skeczu (choć ktoś nieświadomy mógłby to za skecz wziąć) podaję przykład kultury judaistycznej – wesele u ortodoksów:

    Jedyną kobietą na sali – i to w charakterze „rekwizytu” – jest nieszczęsna pani młoda. Nie może nawet zatańczyć. Ma po prostu stać jak słup soli, podczas gdy patriarchalne samce świętują jej zamążpójście. Innym kobietom/podludziom/służebnicom pańskim wstęp jest wzbroniony. Propaganda zachodnia ostro krytykuje traktowanie kobiet w islamie. O tym, jak są traktowane w ortodoksyjnym judaizmie, milczy.
    Gdy oglądałem pierwszy raz ten film, przypomniał mi się dowcip: Żyd pyta Czecha – czemu organizujecie Dni morza (https://czechrepublic.trade.gov.pl/pl/aktualnosci/131582,dni-morza-w-pradze-2014.html)
    skoro nie macie do morza dostępu.
    Czech odpowiada – skoro wy organizujecie Dni kultury żydowskiej, my możemy organizować Dni morza…

    Polubienie

  3. Pingback: Andrzej Szubert: Skecz – śmiać się czy zaciskać pięści… | Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

  4. Witam i Pozdrawiam
    Blog czytam od około dwóch lat – dziękuję za niego.
    Czekam na kolejne tematy.
    Czytam wypowiedzi i wydaje mi się że czasami brak słowiańskiej prostoty.
    Postaram się coś napisać – może się uda.
    Swarogniew

    Witam i pozdrawiam

    opolczyk

    Polubienie

  5. Rząd Bawarii zbyt mądry nie jest – http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23352988,nakaz-wieszania-krzyzy-w-urzedach-polacy-w-sondazu-powiedzieli.html

    Ale co u nas w kraju sie dzieje, to już przechodzi ludzkie pojęcie – http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23349559,w-warszawie-intronizowali-jezusa-na-krola-polski-sam-pan-jezus.html?order=najfajniejsze#opinions

    Żydowski cieśla nawet nie wiadomo czy istniał a tu takie jaja… Coś komicznego.


    Ale tym świrom, czubom, katodebilom wali w dekiel – przecież intronizacja żydka nieboszczyka Joszue już była w 2016 roku:
    https://opolczykpl.wordpress.com/2016/11/20/katodebilna-hucpa-po-polsku-czyli-galijejski-nieboszczyk-zyd-joszue-krolem-iii-a-moze-juz-iv-rzydopospolitej/

    Czyżby duszpastuch Małkowski jej nie uznał i intronizuje Joszeę na własną rękę? A może liczy na to, że będzie „ziemskim namiestnikiem” obrzezanego cieśli?
    Ciekawsza sprawa jest z Bawarią i oświadczeniem bawarskiego katodebilnego żondu uznającego krzyż za symbol tożsamości i dziedzictwa kulturowego Niemiec.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23352988,nakaz-wieszania-krzyzy-w-urzedach-polacy-w-sondazu-powiedzieli.html

    Dla polskich katodebili krzyż/rzymska szubienica to symbol polskości (tylko pod krzyżem tylko pod tym znakiem Polska jest Polską a Polak Polakiem). Dla niemieckich katodebili – jak się okazuje też – rzymska szubienica to symbol tożsamości niemieckiej (tylko pod krzyżem z żydowskim wisielcem Niemcy są Niemcami a Niemiec jest Niemcem).
    Oby tylko z tego nie zrobiła się wojna religijna o monopol na krzyż – czy jest symbolem polskości czy niemieckości…

    opolczyk

    Polubienie

  6. Pingback: Manifesto grunwaldzkie — pomoże czy zaszkodzi Polakom? | Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

  7. „Przerwa w przerwie – dlaczego Polska nie może być żydo-katolicka…”

    Andrzej, przeczytałem tą Twoją wymianę ze „Zbigiem”. Odlot.
    Tylko kilka słów komentarza (nie dla dyskusji), przepraszam, że zawracam Ci tym głowę.
    Moim zdaniem „Zbig” zdaje się nie zauważać, że to tzw. „powiązanie” Polski z kato-religią było czymś wymuszonym, więc tylko zaślepieni katole mogą się tym „powiązaniem” szczycić, zachwalać je, uważać za coś chwalebnego, boskiego.

    „Zbig” pisze: „pytanie, co dalej z tą duszą”.
    – Skoro jest to najważniejsza sprawa to niech wprost się wyrazi, czy za tą kato-religią wierzy w wiekuiste (dosłownie) „potępienie”, czy nie – a może „Zbig” sam nie wie w co wierzy, czy ma wierzyć? Wiara w boga karzącego dosłownie wiekuistym „potępieniem” to już nawet nie wiara w bajkę, to wiara w horror i boga-potwora.

    „Zbig” pisze: „Rozmawiajmy o stanach faktycznych”
    – ze współczesnych czasów, jednym z przykładów jest Rwanda…
    W kwestii PRL to nikt tu nie chwali „ogłupiania” albo systemu totalitarnego, ani komunizmu jako jakiejś najlepszej filozofii życia. Poza tym, czy „Zbig” wierzy, że kk wyeliminowałby zupełnie podziemie aborcyjne? Pytanie retoryczne.

    „Zbig” pisze: „Pan mi wygląda na chorego z nienawiści do religii czy Boga”
    – Ta religia ze względu na jej przekaz (specyficznego rodzaju) jest religią degeneratów – dzięki niej nadal nimi pozostają (przyjmując nawet, że dzięki niej niektórzy mogli, pod jakimiś pewnymi względami, stać się nieco lepszymi niż dotychczas byli). Robiąc więc z niego jakiś „najlepszy przekaz” i „jedyny prawdziwy”, podtrzymują ten stan rzeczy.

    Sława!


    Mirek, z dalszej dyskusji ze „Zbigiem” zrezygnowałem. Prowadziłem wcześniej z nim kilka dyskusji, ale głowę ma zabitą żydo-katolicką dogmatyką i nadjordańskimi bzdurami.

    Sława!

    opolczyk

    Polubienie

  8. „850 lat temu padła Arkona – ostatni bastion wolnej Słowiańszczyzny…”

    Kamień ofiarny Świętowita wmurowany w mur żydo-katolickiego kościoła w Altenkirchen to symbol hańby dla tej żydo-katolickiej religii (choć jej wyznawcy mogą uważać inaczej).
    „Kapliczka” Mokoszy – przepiękna sprawa!
    Fajny dałeś przykład z tą murszejącą rzymską szubienicą, która w końcu musi zaniknąć.

    Sława bohaterskim obrońcom Arkony!

    Sława podtrzymującym słowiańską kulturę i tożsamość!

    ps. Pozdrawiam też przy okazji Kaza i Przemexa!

    Polubienie

  9. Przerwa w przerwie – dlaczego Polska nie może być żydo-katolicka…

    O jednym, mam wrażenie mało eksponowanym, aspekcie chrześcijaństwa. To trochę refleksja po przeczytaniu tego teksu: http://zygumntbalas.neon24.pl/post/143927,francis-wlascicielem-amerykanskiej-duszy-zawsze-byl-izrael

    Ńiewolnictwo w Nowym Świecie było zjawiskiem zdominowanym przez żydów (w sumie to żadna niespodzianka, oni są najbardziej „przedsiębiorczy”). A „żywy towar”, „czarnuchy”, były importowane z Afryki, ciągle byli wyznawcami tamtejszych plemiennych religii. Właściciele niewolników dążyli do jak najszybszego pozbawienia ich własnej kultury, języka, oraz do narzucenia kultury obcej kultury nadzorowanej przez właścicieli niewolników. Jednym z elementów tej obcej kultury była religia, CHRZEŚCIJAŃSTWO.

    Dlaczego właściciele niewolników chcieli, aby ich czarny inwentarz stał się chrześcijanami? Gdyby właściciele niewolników również byli chrześcijanami, można by odwołać się do chrześcijańskiej mitologii twierdząc że właściciele chcieli aby duszyczki ich czarnych bydlątek także doznały „zbawienia”. Tylko że żydzi (zupełnie słusznie) „zbawienie” własne i innych mają w pąpie. A mimo to chrzcili swój czarny inwentarz i wysyłali do niego klechów. Dlaczego?

    Jak spojrzy się na konstrukcję tej religii, zwłaszcza w kontekście jej rozwoju, to chrześcijaństwo ukazuje się jako religia niewolników. Nakazuje bezwzględne posłuszeństwo władzy (święty Szaweł), wysyła swoich szpiegów wyszukujących najbardziej intymne informacje (spowiedź), nadzoruje styl życia, itp.
    Z całą pewnością żydowscy właściciele niewolników rozpowszechniali tą religię wśród czarnego inwentarza dlatego, że ułatwiała administrowanie „czarnuchami”.
    Moim zdaniem to temat mało zbadany i wyeksponowany.

    Polubienie

    • Motto:”Pan moim pasterzem,nie brak mi niczego,
      Na łąki zielone prowadzi mnie…bee..beee..”
      Chrześcijaństwo zakłada,że jego wyznawcy są bezwolnymi owcami,które mają podążać za swoim pasterzem nie znając sensu i celu.To wynika nawet z popularnych piosenek religijnych. Żywy inwentarz w gospodarstwie ma swoją rolę-ma przynosić gospodarzowi zysk przy jak najmniejszych nakładach,a jak przyjdzie odpowiedni moment,to owieczka trafia do rzeźni.Jest to faktycznie religia niewolników,tzw.”pasterze”mówią o tym otwarcie,a zaślepione „owieczki” beczą zgodnym chórem potwierdzając swój status.Dzisiaj nie ma niewolnictwa(tego w XIX-wiecznym rozumieniu),ale miliony ludzi na całym świecie nadal uważają się za żywy inwentarz,często się nawet nad tym nie zastanawiając.

      Polubienie

    • W papistowskiej interpretacji nazywa się to formalnie „Patrimonium Sancti Petri”, Ojcowizna świętego Piotra, który jakoby przekazał władzę nad całą Ziemią każdemu biskupowi Rzymu.
      Chrześcijaństwo zostało wybrane jako rządząca religia Imperium Rzymskiego właśnie dlatego, że nadawała się na ideologię programującą lud na ciemnych niewolników. I taki jest właśnie chrześcijański ideał: władza oświeconej elity nad ciemnym ludem. To dlatego teraz obserwujemy promocję kołtuństwa i ciemnoty na wszystkich polach, już od przedszkola albo i wcześniej (szczepionki).

      Dzisiaj może nie ma już niewolnictwa FORMALNIE, ale jedynie formalnie. Zresztą, jakby się uważnie przyjrzeć, to niewolnictwo istnieje.
      Nawet z formalnego punktu widzenia właścicielem ciała każdego Polaka jest państwo, w sytuacji podbramkowej Transplant Sp. z o.o. może każdego Polaka zabić i rozdysponować nerki, wątrobę, oczy i inne przydatne organy według zapotrzebowania.
      Praca za dwa tysiące w Bedronce czy Tesko na śmieciówce formalnie nie jest niewolnictwem, jednak tylko formalnie. W rzeczywistości takie stosunki społeczne to reaktywacja społeczeństwa stanowego, a stan najniższy to właśnie niewolnicy czy pół-niewolnicy.

      W każdym razie dziedzictwo chrześcijaństwa to właśnie ideał władzy: oświecona elita rządząca kołtuńskim ludem. I to jest chyba najszkodliwsze dziedzictwo chrześcijaństwa.

      Polubienie

      • Metro,

        najbardziej pożądaną z punktu widzenia właścicieli niewolników formą niewolnictwa jest taka, w której niewolnik nie tylko nie uświadamia sobie swojego niewolniczego statusu, ale sam, mówiąc obrazowo, z gorliwością poprawia sobie na szyi łańcuch i chce być przykuty nim do pana – w tym wypadku do kościelnej kruchty. Takiego niewolnika nie potrzeba pilnować, ani zmuszać batem do posłuszeństwa. I nie szuka taki możliwości ucieczki i wyzwolenia. Ba – własne dziecko przyniesie do krztu, by przykuto i je łańcuchem duchowego zniewolenia do „matki kościoła”.
        Jest dla mnie oczywiste, że cesarstwo przyjęło krystowierstwo z powodów czysto praktycznych. Bajki o tym, że Konstantyn ujrzał krzyż na niebie i usłyszał słowa pod tym znakiem zwyciężaj to wyssana z palca krystowiercza mitologia. Cesarstwo bazujące na podbojach i niewolniczej pracy miało poważne problemy, wręcz sypało się. Pomijam już zagrożenia z zewnątrz na ogromnie rozciągniętych granicach. Co trochę wybuchały bunty podbitych ludów w różnych prowincjach, bunty niewolników, brak było scalającej podbite ludy wspólnej idei/ideologii, a w boskość cesarzy nikt na poważnie nigdy nie wierzył, zwłaszcza po okresie kryzysu III wieku, gdy na przestrzeni ok. 50 lat Rzym miał coś z 60 „boskich” cesarzy i antycesarzy wybieranych i mordowanych przez legionistów. Konstantyn zauważył przydatność krystowierstwa, popularnego głównie wśród niewolników i biedoty, gdyż nakazywało ślepe posłuszeństwo nie tylko liderom/ideologom sekty, ale i „ziemskim” panom, a także cesarzowi, którego władza rzekomo pochodziła z woli żydowskiego/krystowierczego „boga” Jahwe (Joszue nie miał wtedy jeszcze statusu „współistotnego ojcu boga”).

        Ironia losu sprawiła, że cesarz chcąc ratować upadające cesarstwo zalegalizował ideologię/religię, którą Szaweł wymyślił i podrzucił Rzymowi, aby okupanta Palestyny osłabić nią i doprowadzić do jego upadku.

        Kolejna ironia losu – Rzym upadłby i bez krystowierstwa, bo już wcześniej był na krawędzi upadku. Zalegalizowane przez Konstantyna a następnie ogłoszone przez Teodozjusza jedyną legalną i dozwoloną religią krystowierstwo nie uchroniło Rzymu przed upadkiem.

        Następna ironia losu – co gorsza, krystowierstwo przetrwało upadek Rzymu, panowało nadal w Bizancjum, później zainfekowało państwo Frankonów i odtworzone najpierw przez Karola a później niemieckich cesarzy zachodnie cesarstwo. Wydało też dzięki fałszywkom państwo kościelne i papieży uważających się za najwyższą władzę na Ziemi. W dobie kolonialnych podbojów krystowierstwo rozwleczone zostało na wszystkie kontynenty.

        Zniewolenie duchowe widoczne gołym okiem w krystowierstwie wynikało z cynicznie wymyślonej doktryny – straszono owieczki piekłem obiecując zbawienie za cenę ślepego posłuszeństwa zwierzchności. Działało to u „nawróconych” przez długie wieki znakomicie – dla wielu owieczek osiągnięcie „zbawienia” kosztem ślepego posłuszeństwa wobec zwierzchności i wyrzeczania się wszystkich życiowych uciech i przyjemności było jedynym celem ich ziemskiej egzystencji. Dopiero oświecenie i postępująca na jego fali laicyzacja zaczęły wpływy tego niewolniczego zabobonu zmniejszać. Ale nadal jeszcze zniewala umysły milionów.

        A już największą ironią losu, bardzo symboliczną i wymowną jest noszenie na złotym lub srebrnym łańcuszku przez wielu gorliwych krystowierców małych krzyżyków/rzymskich szubienic na szyi. Nawet nie wiedzą, że są faktycznie duchowo łańcuchem przykuci do nich.

        —-

        Misza

        Najśmieszniejsze w kontekście jewangelicznych przypowieści o dobrym pasterzu jest to, że wierzące owieczki nie zastanawiają się nad jedną istotną sprawą – nawet NAJLEPSZY pasterz żyje z owieczek – goli je na wełnę, doi na mleko i sery, a co jakiś czas albo sprzedaje do rzeźni jedną z nich, albo sam zabija na mięso. A z obdartej ze swojej owieczki skóry ma kożuszek „pasterski”.

        Polubienie

      • O tym, że wprowadzenie przez Konstantyna „wolności religijnej” (nigdy czegoś takiego nie było i nie ma) to był pierwszy etap uznania chrześcijaństwa za oficjalną religię Imperium, to chyba sam pisałem, być może nawet u Ciebie.

        Decyzja elit Imperium prowadzonych wówczas przez Konstantyna była jak najbardziej racjonalna. Tak – chodziło o znalezienie nowej scalającej Imperium ideologii. Na korzyść Konstantyna jako człowieka przemawia fakt, że dał się ochrzcić dopiero na łoży śmierci, i to w obrządku ariańskim będącym herezją chrześcijaństwa głównego nurtu (które sam wytworzył Soborem w Nicei).

        Nie zgodzę się z tezą, że przyjęcie tej ideologii nie pomogło upadającemu Imperium. Wręcz przeciwnie, chrześcijaństwo dało Imperium nowego ducha, formalnie Imperium upadło dopiero w 1453 roku (albo i nie upadło bo także tureccy sułtanowie uznawali się za kontynuatorów Imperium Rzymskiego). Bizancjum to było właśnie chrześcijańskie Imperium Rzymskie. Bizancjum to chyba najdłużej funkcjonujące imperium znane w historii. Nawet jeśli nie funkcjonujące najdłużej, to długo, bo ponad tysiąc lat. To oczywiście nie jest jakimś wielkim osiągnięciem czy zasługą bo każde imperium żyje z wyzysku ludu, eksploatuje jego ciemnotę. Temu udało się naprawdę długo.

        Wspomniałeś o świętym Szawle. Kolejna ironia losu to fakt, że cuchnący gnat, który wymyślił święty Szaweł i podrzucił Rzymowi aby przyspieszyć jego upadek, trzysta lat później został tak gruntownie przekształcony przez elity Cesarstwa, że zapewnił mu rządzącą ideologię przez milenium i pozwolił trzymać żydów jako tako pod kontrolą. Ten casus pokazuje że demoniczny geniusz żydów jest więc możliwy do opanowania. Historia jest pełna takiej ironii 🙂

        Jak to piszę to naszła mnie refleksja o tym, jak perfidną i doskonale dopracowaną ideologią sprawowania władzy było to chrześcijaństwo. Oczywiście najbliższe temu rzymskiemu chrześcijaństwu jest prawosławie, najprawdopodobniej to które używa w liturgii języka greckiego, arabskiego czy koptyjskiego (tam są nawet papiści używający koptyjskiego). Aby opanować umysły prostego ludu, nadać mu sens istnienia w społeczeństwie, wytworzyć to społeczeństwo i odpowiednią hierarchię władzy, potrzebne są śmieszne kitle, głupie czapki, kadzidełka, świeczki, teatralne gesty i wielogłosowe śpiewy zza kotary (chodziłem do cerkwi to wiem). Dzisiaj to już wyblakło bo jest Hollywood i telewizja, które używają takich samych narzędzi tylko bardziej udoskonalonych. W każdym razie homo sapiens z pewnością nie jest istotą racjonalną. Władzę zdobędzie ten, kto kontroluje najskuteczniejsze instrumenty kontroli świadomości społecznej.

        Metro,
        a ja nadal zastanawiam się, o co elicie chodziło, gdy Konstatnyn zalegalizował krystowierstwo jako religię równoprawną z pogaństwem. I nie szło raczej o znalezienie nowej scalającej imperium ideologii, gdyż w czasach Konstantyna w imperium krystowierców było nie więcej niż 10 % i nie była prowadzona przez niego przymusowa krystianizacja. Pogańskim Rzymianom nikt krystowierstwa wtedy nie narzucał, więc nie scalało ono ideologicznie imperium. Być może elity chciały usunąć tarcia i napięcia na linii krystowiercy-poganie, gdyż takie z powodu fanatyzmu krystowierców istniały. Niestety tu się elity przeliczyły, gdyż zalegalizowani krystowiercy stali się jeszcze bardziej bezczelni i zuchwali i jeszcze gorliwiej urządzali antypogańskie tumulty. Być może Konstantyn liczył na to, że zalegalizowani krystowiercy uznają go za „swojego” cesarza i będą mu posłuszni?
        Niestety chyba nigdy nie dowiemy się, co Konstantyn i elity chciały osiągnąć legalizując krystowierstwo. Wiemy za to jak to się skończyło – krystowierstwo od czasu Teodozjusza stało się jedyną państwową religią.

        Sprawa imperium i Rzymu. Wprowadzenie krystowierstwa nie uratowało Rzymu, który ostatecznie padł w V wieku i kiedy rozpadła się zachodnia część imperium. Przetrwała wschodnia część (faktycznie scalona krystowierstwem) ale nie zachodnia z Rzymem. Samemu Bizancjum dużo brakowało do potęgi wcześniejszego imperium. Choć były okresy jego ekspansji terytorialnych, okresowo nawet podbili część Półwyspu Apenińskiego, niemniej przez większą część bizantyjskiego milienium częściej traciło ono terytoria niż je zdobywało. I nawet w okresie największego zasięgu terytorialnego daleko było Bizancjum do wcześniejszego Imperium Rzymskiego. A w końcu stało się prowincją Imperium Osmańskiego z konkurencyjnym islamem jako religią państwową .
        Wiem, że Bizancjum uważało się za kontynuatora Rzymu. Tak samo uważał się cesarzem rzymskim Karol, a później cesarze niemieccy. Dla mnie jednak Rzymem nie było ani Bizancjum, ani późniejsze zachodnie rachityczne podróby powołujące się na Rzym dla dodania sobie prestiżu. Krystowiercze Imperium Rzymskie z Rzymem jako stolicą padło w V wieku i krystowierstwo go nie uratowało. Pozostały po nim wschodnie strzępy bez Rzymu i późniejsze zachodnie podróby ze stolicą w Akwizgramie. I Watykan (wcześniej Lateran i państwo kościelne).

        Sprawa Szawła – faktycznie przez dobre tysiąc lat po tym, gdy judaiści ostatecznie na długo stracili kontrolę nad wymyślonym przez nich krystowierstwem, byli przez własnego cuchnącego gnata trzymani za pysk. Wypędzano ich co trochę z jednego miejca na inne, urządzano im pogromy oraz usiłowano szantażem i karami „nawracać”, przez co zresztą sami krystowiercy stworzyli w swoim łonie żydowską V kolumnę udającą „nawróconych”. Niemniej – jak mówi przysłowie – ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. A kto się obecnie śmieje? Co była kolebką współczesnego żydo-globalizmu i NWO – krystowiercza Europa. Watykan jest obecnie wasalem żydo-banksterów, a katolicy z NATO napadają na muzułmańskie kraje w interesie żydowskim. No i krystowiercy na wszystkich kontynentach modlą się do żyda Joszue, żydówki Miriam i żydowskiego Jahwe szukając u nich miłosierdzia i zbawienia.

        Szaweł Paweł może być zadowolony – jego podstęp przynosi obecnie owoce. A wręcz klęskę urodzaju…

        Współczesnemu cywilizowanemu człowiekowi, oczywiście z wyjątkami, daleko jeszcze jest do homo sapiens – istoty rozumnej. I dlatego mega oszuści i mega zbrodniarze panują nad większością obszaru naszej planety.

        opolczyk

        Polubienie

      • ///a ja nadal zastanawiam się, o co elicie chodziło, gdy Konstantyn zalegalizował krystowierstwo jako religię równoprawną z pogaństwem.///

        Czytałem tą historię we wschodniej, greckiej czy prawosławnej interpretacji. Uważam że ta interpretacja jest lepsza. W zachodniej interpretacji zakłamuje się i przemilcza tą historię od dawna, kiedyś w celu:
        – ukrycia paskudnych korzeni papizmu (że Wieka Schizma z 1054 roku to była jednak schizma zachodnia a nie wschodnia), oraz
        – ukrycia nie mniej paskudnych korzeni cesarstwa Karola Wielkiego (to był uzurpator, Cesarstwo Rzymskie cały czas funkcjonowało, miało stolicę w Konstantynopolu, Karol nie musiał i nie mógł niczego przywracać).
        Odróżnianie Bizancjum (greckiego chrześcijańskiego Cesarstwa Rzymskiego) od Cesarstwa Rzymskiego jako takiego to właśnie przejaw tej manipulacji.

        To co teraz (w tym kontekście pewnie błędnie) nazywamy „pogaństwem” to była religia państwowa Cesarstwa Rzymskiego. Było wielu bogów o specjalizacji terytorialnej, plemiennej, etnicznej albo/lub merytorycznej (np. bóg handlu) ale to Cesarz był namiestnikiem tych wszystkich bogów na ziemi czy bogiem na ziemi. To Cesarzowi należało oddawać boską cześć, był to obowiązek z którego zwalniano żydów (oni mają własnego boga – pieniądz). Cesarz był bogiem czy boskim namiestnikiem, decyzje Cesarza miały przez to sankcję metafizyczną. To właśnie była ideologia spajająca Imperium, to „pogaństwo”. Właśnie to „pogaństwo” znajdowało się w II czy III wieku w fazie starczego uwiądu. Nikt nie wierzył w tych bogów i dlatego nikt nie wierzył, że Cesarz ma niebiański mandat do sprawowania władzy przyznany przez tych nieistniejących bogów. Dlatego elity cesarstwa poszukiwały nowej ideologii państwowej. Wybrano chrześcijaństwo podobno dlatego, że produkowało sporo fundamentalistów czy fanatyków, co zupełnie na poważnie oddawali życie za swojego boga w trakcie akcji pacyfikacyjnych czy – jak to później nazwano – prześladowań (choć oczywiście później literatura propagandowa znacznie zwiększyła liczbę tych fanatyków zwanych już wtedy męczennikami).

        Otóż podobno Konstantynowi chodziło właśnie o zmianę religii. Chodziło im o taką religię, która jakoś pozwoli spożytkować ten religijny fanatyzm w celu budowy organizacji państwowej. Oni doskonale wiedzieli że zmiana religii nie jest możliwa do przeprowadzenia w ciągu pięciu czy dwudziestu lat, wymagać to musi pokoleń. Ale „wolność religijna” (nigdy czegoś takiego nie było i ciągle nie ma) to tylko pierwszy krok do zmiany rządzącej religii.

        Edykt o wolności religijnej to 311/313 rok. Był to eksperyment wprowadzony w niektórych prowincjach. Jak się udało, to został rozszerzony. Tak się zawsze robi. Wszystkie instrumenty manipulacji społecznej, którymi jesteśmy poddawani, zostały już przetestowane gdzie indziej. Zostały przetestowane i zadziałały, tylko my o tym nie wiemy.

        Sobór Nicejski to 325 rok. Sobór był prowadzony pod nadzorem elit Cesarstwa, nie było to przecież wydarzenie spontaniczne. Chodziło o wykształcenie doktryny, która stanie się religią Cesarstwa. Przed soborem sekt chrześcijańskich było bez liku, popularny był arianizm (który uznany został po Soborze za herezję), jakieś obłąkane sekty co faktycznie mordowały dzieci i piły ich krew, byli też chrześcijanie-nudyści, itp. Po Soborze, który skodyfikował doktrynę, niekoszerne sekty chrześcijańskie również zaczęły być tępione.

        „Chrześcijanie stali się bardziej bezczelni i zuchwali” to niecała prawda. Taki terror nie mógłby funkcjonować bez przyzwolenia rzymskiej administracji. W każdym dobrze urządzonym państwie administracja ma monopol na stosowanie przemocy, w każdym razie istnieje taki postulat. Nawet mafie, zorganizowane grupy przestępcze, zwykle działają z upoważnienia wysoko postawionych ludzi z administracji, tylko że to powiązanie jest ukrywane. Wtedy rzymska administracja chciała przyspieszyć zmianę rządzącej religii i dlatego mogła prowokować czy tylko tolerować terror wprowadzany przez (nad)gorliwych chrześcijan. Pomijanie czynnej czy biernej roli rzymskiej administracji jest tutaj błędem.

        ///Sprawa imperium i Rzymu. Wprowadzenie krystowierstwa nie uratowało Rzymu, który ostatecznie padł w V wieku i kiedy rozpadła się zachodnia część imperium./// 

        Grecka interpretacja jest inna. Imperium Rzymskie przetrwało do 1453 roku, choć do jego dziedzictwa przyznawali się tureccy sułtanowie czy rosyjscy cesarze. Imperium faktycznie utraciło władzę na Zachodzie, na mniej rozwiniętych gospodarczo terenach Cesarstwa i w Italii ale w Konstantynopolu funkcjonowało jeszcze przez tysiąc lat. To sukces.

        Oni mówią że bajka o „wschodnim” i „zachodnim” Imperium Rzymskim to tylko kłamstwo mające dać legitymizację dla rzekomego „odrodzenia” „zachodniego” cesarstwa przez Karola Wielkiego. W rzeczywistości była to zwykła uzurpacja.

        ///Współczesnemu cywilizowanemu człowiekowi, oczywiście z wyjątkami, daleko jeszcze jest do homo sapiens – istoty rozumnej. I dlatego mega oszuści i mega zbrodniarze panują nad większością obszaru naszej planety.///

        Ja myślę raczej że CZŁOWIEK NIE JEST ISTOTĄ RACJONALNĄ. Ważny jest dla nas instynkt moralny a to jest przecież, przynajmniej pozornie, zupełnie nieracjonalne. Odczuwanie metafizycznego dobra czy zła to przecież jakiś irracjonalny, para-zwierzęcy instynkt.

        Poza tym jesteśmy istotami społecznymi, takimi co mogą żyć tylko w społeczeństwie, jak mrówki czy pszczoły. Jakaś racjonalność istnieje na poziomie tej grupy, a często trudno ją odczytać na poziomie jednostki.

        W walce o władzę czy utrzymanie władzy nie stosuje się chyba takich pojęć jak Dobro czy Zło. Istnieje cel – utrzymanie/zdobycie władzy – i on uświęca środki. Ludzie z zewnątrz patrzą na te środki używane do zdobycia czy utrzymania władzy jako oszustwa czy zbrodnie, ale sekty walczące o władzę postrzegają to zupełnie inaczej. Nie ma w tym nic złego, oczywiście tylko wtedy kiedy to my rządzimy 🙂

        Pewnie jakaś ważna granica została przekroczona przy okazji zmiany organizacji społecznej z plemienia na państwo (miasto).

        Metro,

        myślę, że powinniśmy zakończyć dyskusję o tym, czy Bizancjum było Rzymem. Niech każdy pozostanie przy swoim. Grecka czy prawosławna interpretacja tej historii jest także stronnicza. Tym bardziej nie wnikam w przepychanki Wschodu i Zachodu o to, kto był „schizmatykiem”. Typową cechą wszystkich żydowskich/żydogennych religii są takie właśnie spory – kto jest „prawowitym dzierżawcą jedynej jedynie prawdziwej prawdy objawionej”, a kto „heretykiem” czy „schizmatykiem”.
        Nie wydaje mi się, aby Rzymianie nie wierzyli w swoich pogańskich bogów i przez to zwątpili w boskość cesarza. Elity po prostu zorientowały się, że próba zaszczepienia kultu boskości cesarza dziesiątkom podbitych ludów nie udała się i dlatego Pax Romana sypie się. No i wtedy szukały gorączkowo innego „spoiwa”. Tyle, że gdy je znaleźli, pojawił się inny problem – o ile elity szybko przyjęły, kierując się pragmatyzmem, nadjordańską religię/ideologię, o tyle prosty lud z uporem trwał przy starych bogach. To od ludu italskiego, od prostych wieśniaków z uporem broniących się przed krystowierstwem wzięła się nazwa poganie – ci co nie chcą dać się „nawrócić”.
        Tu zresztą widać analogię do państwa Piastów – elita z pragmatycznych powodów dała się okrzcić, a lud z uporem trwał przy starych bogach, wywołując kilka razy bunty antykrystowiercze.
        Jest faktem, że Bizancjum przetrwało całe tysiąclecie. Tyle, że wcale mnie to nie cieszy. Przetrwało tak długo, gdyż elity ogłupiły i zniewoliły duchowo poddanych infekując ich umysły krystowierstwem – religią dla niewolników. Jest oczywiste, że z punktu widzenia elit krystowierstwo (obojętnie – wschodnie czy zachodnie) jest świetnym narzędziem do zniewalania poddanych. Ale z punktu widzenia zniewalanych poddanych jest po prostu nieludzkim systemem robiącym z nich niewolników. Przez co i Bizancjum nie jest państwem z mojej bajki. A gdy sobie przypomnę, jak na Rusi Kijowskiej dwa wieki po narzuceniu jej przez Rurykowiczów prawosławia palono na stosach wołchwów, przywódców antycerkiewnych buntów, to czuję do prawosławia i jego kolebki odrazę. Było zbrodnicze, fanatyczne i niszczycielskie. I też robiło z ludzi duchowych niewolników. Dlatego nie mam zamiaru dywagować, czy i w czym było Bizancjum lepsze od cesarstwa niemieckiego czy papiestwa. Wszystkie te twory były szkodliwe i wszystkie je potępiam i odrzucam.

        opolczyk

        Polubienie

      • ////Tu zresztą widać analogię do państwa Piastów – elita z pragmatycznych powodów dała się okrzcić, a lud z uporem trwał przy starych bogach, wywołując kilka razy bunty antykrystowiercze.////

        Dlaczego Piastowie przyjęli chrześcijaństwo? Działał tutaj jakiś uniwersalny mechanizm, bo stosowano wobec nich metodę kija i marchewki tak jak wobec innych przywódców państwowych czy plemiennych w Europie i na całym świecie. Kij to wojna, wyprawa krzyżowa, a marchewka to status „pomazańca bożego” w państwie, które zostało ochrzczone. Personel nowego boga posłuszeństwo księciu narzucał jako obowiązek religijny. Tak nauczał święty Szaweł, co nie do końca jest zgodne z przesłaniem Jeszu, co zauważył kiedyś chociażby Jan Hus czy Thomas Müntzer (o ile jest coś takiego, jak spójne przesłanie bękarta Jeszu, co jest już tezą dyskusyjną).

        Generalnie to Słowianie stosowali ustój plemienny w którym przywódca plemienia nie ma, co do zasady, jakiegoś specjalnie uprzywilejowanego statusu w stosunku do wiecu. Wiec mógł nawet go odwołać. Ten książę (choć to błędny termin w tym kontekście) był raczej pierwszym wśród równych, w plemieniu nie było jakichś szokujących nierówności społecznych.

        W państwie Mieszka mogło być już inaczej, Mieszko miał swoją drużynę zawodowych zbójów. Utrzymanie grupy zawodowych zbójów zmieniało państwo, narzucało konieczność prowadzenia agresywnej polityki zagranicznej, gdyż z czegoś trzeba było tych zbójów utrzymać. Jakiekolwiek łupy zdobywane na sąsiadach musiały być upłynniane, co wymagało kontaktów z żydami, handlarzami międzynarodowymi (wtedy istniały już „korporacje ponadnarodowe” choć mniej zinstytucjonalizowane: https://de.wikipedia.org/wiki/Radhaniten). Oczywiście wojna jest kosztowna, jak żydzi i wojna to kosztowna broń z daleka i na kredyt, a więc i lichwa, dokładnie jak dzisiaj. Domyślam się że ta drużyna zawodowych zbójów lojalnych wobec wodza zmieniała status społeczny Mieszka, oddalała od szeregowego wyborcy z wiecu i przekształcała go w coś w rodzaju pana feudalnego.

        Dopiero teraz dociera do mnie ta prawda z całą bolesną ostrością, ale instytucja pieniądza międzynarodowego w Eurazji (na pewno w Grecji, pewnie wszędzie) została wprowadzona i jest od prawie samego początku administrowana przez żydów (byli Fenicjanie, potem też może jakieś małe wyjątki). Pieniądz, finansyzacja stosunków społecznych, jest zarazem ichnią metodą zdobycia władzy nad światem. „Globalizacja” to właśnie ich polityka od samego początku. Jak Mieszko, lub jego poprzednik, założył drużynę zbójów, to musiał ich wykarmić zapewne permanentnie dokonując napadów na sąsiadów i sprzedając ich jako niewolników. Lokalnym centrum handlu niewolnikami była czeska Praga. Mieszko musiał mieć swoich Hofjuden co zapewniali pożyczki, dostęp do żydowskiej sieci wywiadowczej, do artykułów handlu międzynarodowego (luksus + broń), to pewnie Hofjuden sterowali jego polityką. W zamian żądali prawa łupienia poddanych, zapewne głównie lichwą. No i oczywiście to Hofjuden wymuszali agresywne wojny bo lichwę spłacano łupami wojennymi. To uniwersalny mechanizm.

        Nowa religia narzucała ustrój quasi-niewolniczy, stosunki społeczne oparte na dominacji „elity władzy” na którą składała się administracja, aparat przemocy i drużyna zawodowych zbójów oraz funkcjonariusze nowej religii. Nie ma nawet decydującego znaczenia czy był ten „chrzest Polski” rozumiany jako jedno zdarzenie, bo niewątpliwie miała miejsce „reakcja pogańska”, a była ona właśnie reakcją na wprowadzanie nowego ustroju inspirowanego chrześcijaństwem. Książę nie był już pierwszym wśród równych, był namiestnikiem boga na ziemi, a niedogodności życia w zwiększonym ucisku miało wynagrodzić nieweryfikowalne „zbawienie” czy życie wietrzne po śmierci.

        Widać że wprowadzanie chrześcijaństwa było na rękę żydom, o czym pisał Marcus Eli Ravage. Ich wymarzony ustrój to właśnie ustrój niewolniczy czy feudalny z masą posłusznych, wypranych z mózgów zombie. „Pismo święte” narzuca żydom zdobycie władzy nad światem jako obowiązek religijny. Ich bóg to z jednej strony bóg plemienny, z drugiej strony bóg mający ambicję rządzić całą ziemią. Popularyzacja judejskiej mitologii z Abrahamem czy Mojżeszem, przeprowadzana przez chrześcijaństwo i islam, była koniecznym etapem zdobywania władzy nad światem według tego scenariusza. Ta mitologia od początku narzucała specjalny status żydów zarówno w chrześcijaństwie jak i w islamie, co na pewno nie było bez znaczenia. Dzisiaj dowiadujemy się, że tylko żydzi są ludźmi, co dużo społeczeństw (głównie Zachód) przyjmuje ze zrozumieniem 🙂

        Cała ta cywilizacja, wszystkie cywilizacje, to coraz bardziej bezwzględne niewolnictwo. Stojący za rogiem czip RFID wszczepiany pod skórę i brak możliwości przeżycia bez dostępu do pieniądza to ostateczne efekty jej rozwoju przez tysiąclecia.

        Tam pewnie chodziło o to, że człowiek jest zdolny do wytworzenia dużo więcej niż potrzebne jest mu do utrzymania siebie i rodziny. Grupa, która narzuci porządek społeczny zmuszający ludzi do niewolniczej pracy, jest w stanie przechwycić całą „wartość dodatkową” i wykorzystać ją do swoich celów. Oczywiście do subtelnego zarządzania niewolnikami jest potrzebna dobra ideologia (chrześcijaństwo) i kilka magicznych sztuczek, chociażby z pieniądzem, który umożliwiając podział pracy ma siłę zwielokrotniania wydajności każdego niewolnika. Jak się to skombinuje z postępem technologicznym, to rzeczywiście można podbić całą ziemię. Mało osób uświadamia sobie że ten szalony postęp technologiczny nie jest spontaniczny, ma źródła w wierzeniach religijnych, jest bezwzględnie wymuszany, jego rozwój jest reżyserowany w określonym kierunku – zawsze chodzi o centralizację władzy.

        Polubienie

    • Luki
      Przyznam się, że z dziką satysfakcją czytam podobny skowyt katolactfa. Oznacza on nasze zwycięstwo a ich klęskę. Ci turbokatole naprawdę wierzą w katolickie wymysły o tym, że od tysiąca lat Polak to katolik, a Polska to kraj nadjordańskich guseł i żydowskich idoli, bez których zginie. W ich obrzezanych ślepą wiarą w nadjordańskie wymysły łepetynach nie może się pomieścić to, że po tysiącu latach oficjalnie panującego między Odrą a Bugiem krystowierstwa pogaństwo mogłoby jeszcze istnieć. Byli pewni, że wyginęło ono już w X wieku. A tu masz babo placek – pogaństwo odradza się. I przez to ten ich skowyt, gorzkie żale i rozdzieranie szat – czyli miód na moje pogańskie serce.
      Turbokatole nie dostrzegają znaków czasu – nie zauważyli, że coraz więcej Polaków nie tylko nie wierzy już w te ich wymysły, gusła, zabobony i idoli, ale że mają ich po prostu dość. I wolą taniec, zabawę i śpiewy przy kupalnym ognisku niż klęczenie przed rzymską szubienicą i modlenie się do beznapletkowego „zbawiciela” o zmiłowanie i miłosierdzie. Ludzie wybierają afirmację życia w miejsce umartwiania się, poszczenia i kajania przed żydowskimi bożkami. I jest to całkiem naturalne w sytuacji, gdy kk nie posiada władzy politycznej, nie ma na usługach państwa będącego jego świeckim ramieniem i nie dysponuje sankcjami pozwalającymi mu bezkarnie i brutalnie tępić i prześladować pogaństwa. W warunkach dobrowolności prędzej czy później wszyscy ludzie wybiorą zabawę przy ognisku w miejsce klęczenia przed rzymską szubienicą z żydowskim wisielcem.

      Polubienie

  10. @ Tonący brzytwy się łapie, czyli chrabja Potocki jako wazeliniarz i dupoliz Albina Siwaka…

    To spotkanie chrabiego Potockiego z Albinem Siwakiem kręcone przez UBeka Berdowicza to pewnie próba zapożyczenia autorytetu Siwaka przez Potockiego. Choć oczywiście Albin Siwak cieszy się szacunkiem u bardzo ograniczonego grona odbiorców, co zaznaczasz.

    Piszesz że to krok rozpaczliwy bo chrabia Potocki lansuje tezę że PRL to byt „nielegalny” (czy coś w tym rodzaju) a on to legalna władza z 2RP co przyjedzie na białym koniu, przywróci prawo i zaprowadzi porządek i generalnie będzie dobrze. Albin Siwak to jednak PRL, ta lepsza bo polska strona PRLu. Widać tu wyraźną sprzeczność – co podnosisz.

    Czy ten różowy obraz 2RP lansowany przez chrabiego nie chwycił wśród internetowej widowni? Chciałbym w to wierzyć, brytyjscy historycy twierdzą że 2RP to było ostatnie feudalne państwo Europy i we wrześniu 1939 roku zniknął w Europie feudalizm. Na pewno 2RP była to porażka kulturowa i gospodarcza a wrzesień 1939 to to tylko widowiskowa ilustracja tej prawdy.

    Obawiam się raczej że Twoja analiza demaskująca rozpaczliwą próbę chrabiego pożyczenia trochę autorytetu od Albina Siwaka jest zbyt subtelna dla przeciętnego oglądacza YouTube. Mało kto dostrzeże sprzeczność, o której piszesz, no chyba że przeczyta Twój tekst…

    Ten stylizowany na Adolfa Dymszę aktor – co to sprawia wrażenie że umie jeść zupę widelcem i uwierać go będzie ziarnko grochu leżące pod łóżkiem, jak na prawdziwego hrabiego przystało – ma eksploatować przekonanie: „jest kiepsko, lepiej już było a chrabia przywróci nam porządki z czasów, kiedy było lepiej.”

    Lepiej podobno było w tej mitycznej 2RP, ale lepiej było także w PRL, co trochę ludzi pamięta. To dlatego chrabia został sfilmowany z Albinem Siwakiem. I tyle ma wystarczyć oglądaczowi YouTube. 2RP i Albin Siwak to ta „lepsza przeszłość” z którą koleguje się chrabia, której powrót ma zapewnić jak wygra wybory.

    Czy chrabia jednak traci czy nie zdobywa naiwniaków i cała operacja związana z jego wylansowaniem upada?

    Nawet nie wiem czy to ma znaczenie. Jak rozumiem, chrabia jest kreowany na nowego Kukiza, takiego antysystemowca z certyfikatem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Jak nie chwyci chrabia, to wymyślą kogoś innego, pewnie pracują nad wieloma pajacykami. Zresztą zawsze w odwodzie pozostaje Kukiz.

    Ogólna zasada funkcjonowania kandydatów w kampanii wyborczej mówi: „używać komunały i składać obietnice bez pokrycia”. Kto będzie lepszy, ten wygra. Tak to działa od ponad dwustu lat. Chrabia czy nie chrabia, nawet jako lider opozycji wygra kandydat MBP. Nawet jak przejdą ludzie bez certyfikatu z MBP, co podobno zdarzyło się ostatnio we Włoszech, to MBP ma inne instrumenty aby przywrócić swoje porządki. Ten system nie przewiduje rozwiązania politycznego.

    Polubienie

  11. https://pl.sputniknews.com/swiat/201807188407619-Sputnik-szaman-Syberia/

    Zagadkowy człowiek w śmiesznym ubraniu, uderzający w bęben, zaklinacz duchów i znachor – tak wyobrażamy sobie szamana. Wielu mieszkańców Syberii nadal wierzy w moc miejscowych wróżbitów i czarnoksiężników. I mało kto wie, jakie szokujące fakty skrywają czasem magiczne rytuały szamanów.

    Atak epilepsji

    Arktyczna histeria to psychopatyczne schorzenie, na które narażeni są mieszkańcy Syberii i Dalekiej Północy z racji wielu obiektywnych czynników, takich jak niskie temperatury, mała gęstość zaludnienia, niedobór witamin itp.
    Szwedzki religioznawca Oke Olmarks (1911-1948) uważał szamanizm za jaskrawy przejaw arktycznej histerii, kiedy człowiek przechodzi ataki epilepsji. Chory uważa swoje halucynacje za kontakt z duchami i wierzy we wszystko, co nadprzyrodzone. Jedyną rzeczą, jaka odróżnia zwykłych psychopatów od szamana, jest to, że może on kontrolować ataki, wywoływać je umyślnie z pomocą szczególnych technik.

    Śmierć za rezygnację z szamanizmu

    Jeśli duch przodków wyznaczył człowieka na szamana, to musi on przyjąć swoje przeznaczenie lub umrzeć. Wśród narodów Syberii uważa się, że przed opanowaniem umiejętności jasnowidza i uzdrawiacza człowiek przeżywa tak zwane „szamańskie kruszenie”. To niewytłumaczalna choroba, z której można się wyleczyć dopiero wtedy, gdy się wejdzie w kontakt z duchami.
    Dla wielu ludzi przeżywane wizje stają się prawdziwym szokiem, który burzy ich percepcję świata, przewartościowuje plany życiowe. Rezygnacja z szamanizmu oznacza dla takiej osoby prędką śmierć.

    Ślub z bóstwem lub duchem

    W swojej książce „Szamanizm: archaiczne techniki ekstazy” rumuński historyk i filozof Mircea Eliade (1907-1986) napisał, że szamani często zawierają rytualne małżeństwa z różnymi bóstwami lub duchami-opiekunami. Szamani są przekonani, że wstępują w relacje seksualne z mieszkankami innych wymiarów, będąc w stanie transu.

    Były przypadki, kiedy taka właśnie mistyczna żona żądała od szamana rozwodu, jeśli był żonaty przed uzyskaniem magicznych zdolności. I śmiertelni mężowie nie umieli sprzeciwić się woli „niebiańskich” dam.
    Szamanizm przewiduje też seksualne kontakty z duchami. To kamień węgielny tego rodzaju wierzeń.

    Narkotyki dla ekstazy

    Zwykle w celu wejścia w trans szaman musi wykonać zaledwie kilka monotonnych uderzeń w bęben i oddać się tańcu rytualnemu, ale w celu zwiększenia ekstazy stosuje dodatkowe środki. Z reguły narkotyki. Jada więc grzybki halucynogenne, wdycha odurzający dym, pali specjalne mieszanki.

    Szamani wykorzystują na szeroką skalę narkotyczne upojenie, żeby wejść w kontakt z duchami i przepowiadać. Tego rodzaju substancje pomagają lepiej nastroić się na odbiór nadprzyrodzonego świata i jego mieszkańców.
    Zmiana płci i „przemiana” w kobietę

    Wśród Kamczadałów, Czukczów, Koriatów i przedstawicieli co poniektórych innych narodów Syberii można spotkać szamanów transwestytów. Częściej mężczyźni „przemieniają się” w kobiety, choć zdarza się, że szamanki zaczynają ubierać się i zachowywać jak przedstawiciele płci przeciwnej. Takie osoby mogą wstępować w małżeństwa, które dziś nazywamy związkami partnerskimi.
    Przeobrażenie mężczyzny szamana w kobietę nosi nie rytualny, lecz realny charakter. Z tym że bez poddawania się operacji zmiany płci. I wszystko, rzecz jasna, z rozkazu duchów, które jawiły się w czasie zaklinania. Przy czym niektórych szamanów na tyle odraża myśl o czymś takim, że wolą ze sobą skończyć.

    Polubienie

    • Przemex,
      nie jestem pewien, czy wszystko co Sputnik pisze o szamanizmie i szamanach jest do końca sprawdzone i obiektywne. Odnoszę wrażenie, że za tą publikacją mogą stać „cerkiewni”, zarówno z redakcji Sputnika jak i spoza niej. Wścieka ich odradzający się (obok tożsamości słowiańskiej, przed-żydo-prawosławnej) szamanizm i stąd go dyskredytują. Zresztą ocena szamanizmu z punktu widzenia człowieka cywilizowanego, a tym bardziej krystowierczego, zawsze będzie wypaczona.
      Jeśli idzie o szamanizm prehistoryczny to kto wie, czy nie dzięki szamanom przetrwał nasz gatunek.

      Jakieś 100 tys. lat temu żyło na naszej planecie nie więcej niż kilka, kilkanaście tysięcy ludzi rozbitych na nieliczne grupki. A życie nie było wtedy łatwe – ogromna ilość drapieżników polowała na ludzi, miały miejsca zmiany klimatyczne i katastrofy naturalne powodujące głód i towarzyszące mu choroby. Wybuch superwulkanu w dzisiejszej Indonezji 70 tys. lat temu o mało nie unicestwił ludzkości głodem:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Toba_(jezioro)

      Tak jak to najprawdopodobnie zrobił z Człowiekiem Neandertalskim „włoski” superwulkan:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Pola_Flegrejskie

      Przetrwanie ludzkiego gatunku wisiało wielokrotnie na włosku. I kto wie, czy gatunek homo sapiens nie przetrwał właśnie dzięki szamanom potrafiącym intuicyjnie (czy jak ktoś woli – dzięki kontaktom z duchami) odnaleźć miejsca korzystne do osiedlenia, gdzie żywności nie brakowało. I którzy potrafili leczyć chorych.

      Ja osobiście mam wielki szacunek dla szamanów – z wyłączeniem udających ich hochsztaplerów – bo i takich nie brakuje.
      Nie wykluczam więc, że opisy „szamanizmu” ze Sputnika dotyczą w dużej części takich właśnie oszustów, żerujących na ludzkiej naiwności.

      Polubione przez 1 osoba

      • Sputnik jest platformą medialną, która zaczyna przypominać pod niektórymi względami nasze media głównego nurtu.

        Widać że mają parcie na poszukiwanie i publikowanie przyciągających czytelnika sensacji, plotek, itp.

        Dlatego to co czasem publikują traktuję z przymrużeniem oka.

        Polubienie

  12. Przeczytałem Twój tekt o szczepionkach. WPS znowu wrzucił sofistę Głogoczowskiego, wywiązała się dyskusja. W komentarzach są takie statystyki:

    https://wiernipolsce1.wordpress.com/2018/07/10/logos-i-mizologos-w-historii-czlowiekowiska/#comments
    Sporo bardzo fajnych wykresów demaskujących religię fanatyków przymusowych szczepień. Dużo zalezy od kraju czy choroby, ale generalnie trend był chyba jasny, śmiertelność chorób zakaźnych zaczęto obniżać wiele dekad przed wprowadzeniem szczepionek. Co ważne: są na ten temat twarde dane statystyczne.

    Metro, dziwię się ludziom z WPS, że promują Głogoczowskiego i jego wymysły. Ale nie mój cyrk i nie moje małpy.
    A o tym, że epidemie i śmiertelność chorób zakaźnych wyeliminowano długo przed szczepieniami, wiem od dawna.
    Zresztą pisałem o tym w tekście, o którym wspomniałeś.

    opolczyk

    Polubienie

    • Domyślam się co WPS wyprawia. Jest takie pojęcie w psychologii „Gaslighting”, termin pochodzi od tytułu jakiegoś holyłódzkiego filmu.

      https://www.odkrywamyzakryte.com/gaslighting/
      https://de.wikipedia.org/wiki/Gaslighting

      Termin jest może mało znany ale technika jest powszechnie stosowana. Chodzi o to, aby manipulowanemu obiektowi wmówić wyjaśnienie jakiegoś fragmentu rzeczywistości, które jest sprzeczne z doświadczeniem życiowym tudzież z obrazem dostarczanym przez zmysły. Manipulowany obiekt zaczyna powątpiewać w swoją zdolność do obserwacji i logicznego rozumowania, tym samym staje się bezradny i zaczyna polegać na opiniach przedstawianych przez manipulanta.

      Klasycznym przykładem stosowania tej techniki, który mi przychodzi do głowy, jest dogmat o transcendentacji z Kościoła katolickiego. Dogmat mówi że ksiądz potrafi przemienić wino i naleśnika w „ciało i krew Chrystusa”. To się naprawdę dzieje, nawet jak nic nie widać. Jak w to nie wierzysz to jesteś „be”, bo wszyscy wokół wierzą.

      To jest właśnie gaslighting. Chodzi o to, że jeśli w to uwierzysz, to znacznie bardziej prawdopodobne jest, że uwierzysz w kolejną bzdurę, którą biskup czy klecha kiedyś sprzeda, bo oni posiadają takie umiejętności, których rozumem wyjaśnić się nie da. Już raz powątpiłeś w swój rozum i zmysły, zrobisz to kolejny raz.

      To właśnie robi WPS a mistrzem ceremonii jest Głogoczowski. Jak uwierzysz w brednie Głogoczowskiego, to złamiesz swój kręgosłup, zaufanie do własnych zmysłów i rozumu, potem również będziesz bardziej polegać na wyjaśnieniach oferowanych przez WPS.

      Tylko czemu oni to robią? To słowiańska tradycja? Śmiem wątpić.

      Polubienie

    • Dużo się wyjaśniło w tej głupiej sprawie. Fragmenty zeznań Głogoczowskiego:
      _________________________
      https://wiernipolsce1.wordpress.com/2018/08/01/judaistyczne-uwarunkowanie-nauki-w-realizowanym-nwo-nowym-swiatowym-porzadku-cz-3-z-3-logosu-i-mizologosu-czlowiekowiska/#comment-114542

      Ukończył fizykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1965 roku. Pracował w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie w latach 1966–1967. Po wydarzeniach marcowych 1968 roku wyjechał z Polski. Pracował w Uniwersytecie Kopenhaskim w latach 1968–1969. Ukończył geofizykę na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley w 1969 roku i uzyskał tytuł magistra. W tejże uczelni pracował w latach 1970–1972. Zajmował się badaniami nad genetyką populacyjną i teorią ewolucji wraz z francuskimi badaczami: zoologiem Pierre-Paulem Grassé’m oraz Albertem Jacquardem na uniwersytetach w Genewie i Paryżu. W 1979 roku otrzymał stypendium rządu francuskiego na Université de Paris VII Diderot.

      https://wiernipolsce1.wordpress.com/2018/08/01/judaistyczne-uwarunkowanie-nauki-w-realizowanym-nwo-nowym-swiatowym-porzadku-cz-3-z-3-logosu-i-mizologosu-czlowiekowiska/#comment-114734

      Fakt jest, że jako i taternik i fizykochemik wychowałem się w środowisku w dużej mierze arystokratyczno-żydowskim – i w dodatku jeszcze chłopsko-góralskim.
      _________________________

      „Po wydarzeniach marcowych 1968 roku wyjechał z Polski.” Kto wtedy wyjeżdżał z Polski? Wyjechał i na dodatek trafił na uniwersytet, czy nawet na uniwersytety. Wychował się „w środowisku w dużej mierze arystokratyczno-żydowskim”.

      On wszystko sam napisał. Sam się zdemaskował w ramach swojego upodobania do narcyzmu – idiota. Na dodatek zdemaskował WPS. Gang Olsena.

      Metro

      Gwoli ścisłości – Głogoczowski w Polsce studiował filozofię a nie fizykę. Chwalił mi się też kiedyś, że to on przemawiał na wiecu na uniwersytecie warszawskim w marcu 68, gdy zaczynała się żydowska prowokacja przeciwko Gomułce i że Ozjasz Goldberg (JKM) podszywał się pod tamto jego wystąpienie.

      Nie oceniam ludzi po „korzeniach” – znam osobiście w pełni zasymilowanych „górali synajskich” kochających Polskę i broniących polskiej racji stanu.

      Głogoczowskiego ceniłem kiedyś za jego artykuły demaskujące usraelską anty-kulturę i bandytyzm. Ale to już przeszłość. Pierwszy ostry zatarg z nim miałem tuż po kijowskim jewrosradanie, gdy MG zaczął pluć na Putina, że albo żydowska wtyka, albo tchórz bojący się uderzyć na Ukrainę w obronie Donbasu, i że po jakiemuś tam Putin oznacza „kurwę”. Ja broniłem Putina i jego polityki nieinterweniowania militarnego w Donbasie, do czego usrael chciał go sprowokować. Głogoczowski publicznie nazwał mnie wtedy kretynem i krakał, że banderowcy latem 2014 rozwalą Donbas a jesienią tego samego roku odbiją Krym.
      W następnych latach parokrotnie pytałem go, kiedy wreszcie banderowska swołocz kijowska ten Krym odbije i kto z nas wyszedł ostatecznie na kretyna.

      Ze dwa lata temu zwróciłem mu uwagę, że wypisuje idiotyzmy nt żydo-biblii – w paru tekstach twierdził, że żona Abrahama, Sara, zaraziła faraona rzeżączką. Podesłałem mu artykuł izraelskich naukowców demaskujących żydo-biblię Tanach (krystowierczy tzw. „Stary Testament”) jako fikcję i wymysły:
      https://opolczykpl.wordpress.com/2013/12/29/biblia-zydowska-ksiega-zbrodni-wyssana-z-palca/

      Tak więc on powinien wiedzieć, że ta żydobiblijna haggada o Abrahamie to zwykły wymysł. A on tymczasem robi z siebie idiotę biorąc te żydowskie brednie na poważnie, przez co utwierdza czytaczy w przekonaniu, że żydo-biblijne brednie to prawdziwe wydarzenia historyczne. I jeszcze bawi się w lekarza stawiając na odległość w czasie i przestrzeni „diagnozę” rzeżączki.

      Ostatnią prywatną dyskusję mailową miałem z nim jesienią ub roku. Zaczęło się od tego, że on strasznie zachwalał Arystotelesa w jednym z tekstów. Przypomniałem mu, że sam kiedyś zacytował Sokratesa, który stwierdził, że gdy wynaleziono pismo dobiegła końca epoka mędrców, których zastąpili mędrkowie i mądralińscy. I że Arystoteles ta taki młaśnie mądraliński, gdybacz. A Wtedy Głogoczowski na poważne próbował mnie przekonać, że geocentryzm Arystotelesa jest odpowiadający rozumowi, obserwacjom i logice. Twierdził wręcz, że nie ma żadnego dowodu na to, że Ziemia krąży wokół Słońca a nie na odwrót. I takie brednie wygłaszał mi fizyk z Berkeley. Wtedy ostatecznie zerwałem z nim kontakt.

      Głogoczowski ośmiesza się zachwalając big pharmowskie szczepionki. Nie wim, czy jest to wynikiem jego głupoty, czy taką ma misję. Nie wiem też, dlaczego przekonywał mnie do geocentryzmu – czy sam jest idiotą, czy ma misję przekonywania innych do różnych idiotyzmów.

      Dziwi mnie, że WPS w ogóle go publikuje (u mnie jego maile z najnowszymi jego tekstami lądują w spamie i więcej na nie nie odpowiadam). Wszak, gdy Dylak przejął pierwotną stronę WPS i wywalił z kokpitu i listy autorów Kosiura i Ziemińskiego (tak, że musieli zakładać nową stronę WPS), Głogoczowski przyłączył się do Dylaka i pisał oraz nadal pisze na tej zawłaszczonej przez Dylaka stronie WPS. Tu dodam, że choć Dylak pełnił na WPS rolę głównego admina, ale sam nie opublikował ani jednego własnego tekstu. Przejmując stronę WPS okradł Ziemińskiego i Kosiura z ich dorobku publicystycznego. Głogoczowski będący jednym z autorów na WPS przyłączył się wtedy do złodzieja tej strony – Dylaka. A teraz Ziemiński i Kosiur włączyli go jako autora u siebie. Choć Głogoczowski nadal pisze u złodzieja strony WPS Dylaka.
      To już nie banda Olsena, to istna HUTZPA w wykonaniu Ziemińskiego i Kosiura.

      opolczyk

      Polubienie

    • Gwoli ścisłości, te cytaty z Głogoczowskiego znalazłem w jakimś komentarzu wrzuconym na stronie WPS w sobotę koło południa, ale widzę że już tego komentarza nie ma. 🙂
      Jeżeli studiował filozofię a nie fizykę, to konfabuluje na temat własnego życiorysu. Jakoś mnie to nie dziwi, jak przeczytasz jego komentarze na tej stronie, to autor sprawia wrażenie narcyza cierpiącego na poważny kompleks wyższości, bezczelnie wrzucającego prostackie manipulacje erystyczne.

      „Nie oceniam ludzi po pochodzeniu” – jest taka narracja. Doczepiłem się do pochodzenia dlatego że
      (1) Głogoczowski sam je ujawnił (to przecież cytaty), oraz
      (2) w sprawie szczepionek ewidentnie, bezczelnie promuje interesy Judy.

      „Nie oceniam ludzi po pochodzeniu” – jeśli nie czytałeś, gorąco polecam esej Rivero Olivera „Żydowska strategia” (pewnie ~50 stron):
      https://wolna-polska.pl/wiadomosci/prof-revilo-p-oliver-zydowska-strategia-2013-02
      https://wolna-polska.pl/wiadomosci/revilo-p-oliver-zydowska-strategia-cz-2-2013-02

      Oliver to był jakiś uczony gość w Ameryce zmarły parę dekad temu, ten tekst jest dobry, mimo że obciążony obcą mi kulturą intelektualną (dał mi do myślenia).
      Przypomniał mi się ten tekst dlatego, że Oliver z podziwem wypowiada się o rasowej spójności żydów. Stawia tezę, że oni NIGDY (tzn. ekstremalnie rzadko) nie zdradzają interesów rasy, nawet w sytuacji, gdy goje uznali ich za odszczepieńców. W takich sytuacjach rzekomi odszczepieńcy zwykle realizują bardziej złożoną żydowską taktykę, niezrozumiałą dla gojów.

      Dzisiaj modelowym przykładem takiego „dobrego żyda” jest Norman Finkelstein, który demaskuje „przemysł holokaustu”. Tylko że Finkelstein nigdzie nie kwestionuje samego „holokaustu” co oczywiście głupim gojom zupełnie nie przeszkadza! W ten sposób Finkelstein jest właśnie pozornym odszczepieńcem, konsekwentnie realizuje interesy swojej rasy, jest doskonałym przykładem zjawiska o którym pisał Oliver.

      Głogoczowski tłumaczył Izraela Szamira, chwalił się znajomością z Szamirem. Szamir ma być „dobrym żydem”, odszczepieńcem. Tymczasem wiem z niepublicznych źródeł, że Szamir trzyma mocno z żydami, w rzeczywistości nie jest żadnym odszczepieńcem. Ma po prostu bardziej złożoną misję. Zresztą czy odszczepieńcowi pozwoliliby mieszkać w Tel-avivie? Podobno mieszka trochę w Palestynie a trochę w Szwecji. Poza tym – czy może być skutecznym dziennikarzem człowiek, który poszedł na ścieżkę wojenną z żydami? A Szamir dużo wie, skąd? W świetle powyższych deklaracji Głogoczowskiego jego promocja Szamira jako odszczepieńca nabiera sensu.

      Być może w świetle rozważań Olivera misja Głogoczowskiego (i nie tylko) nabiera tego samego sensu?

      Nie chcę bardziej brnąć w ocenę życiorysu Głogoczowskiego chociażby dlatego, że nie ujawniam nazwiska. Symptomatyczne jest że autor pisujący u Dylaka pisuje także u Kosiura&Ziemińskiego.

      Zgadzam się całkowicie z Twoją konkluzją, to HUCPA!

      Polubienie

      • Metro, będę się maksymalnie streszczał, gdyż omówienie problematyki żydowskiej to materiał na grubą książkę.
        Owa rasowa spójność żydów (opisywana przez Olivera) to już historia. Tak było, nim powstał Izrael, a zwłaszcza gdy żydów/Żydów wypędzano z różnych krajów. Dzisiaj spójne są już tylko elity finansowe, syjonistyczne i część religijnych rasistów, jak ten rabin:
        „Rabin Owadia Josef, duchowy przywódca partii Szas wchodzącej w skład koalicji rządzącej Izraelem oznajmił, że „goje rodzą się po to, by służyć Żydom”. – Po co goje są tak naprawdę potrzebni? Będą pracować, będą orać, będą zbierać plony. My zaś będziemy tylko siedzieć i jeść jak panowie – zapowiedział rabin podczas przemówienia w synagodze. Potem porównał osoby, które nie są Żydami do… zwierząt pociągowych – pisze „Rzeczpospolita.”
        https://opolczykpl.wordpress.com/2015/08/06/biblijne-korzenie-zydowskiego-rasizmu/

        Przytoczony przez Ciebie Finkelstein jest właśnie zaprzeczeniem spójności rasowej żydów – demaskuje oszustwo „przedsiębiorstwa holokaust”. Sam przyznasz, że jest lepszy od tamtych szubrawców. A że wierzy w holokaust? Ile setek milionów gojów na zachodzie też w tę haggadę wierzy? Hannah Arendt demaskująca kolaborację judenratów z aparatem ucisku III Rzeszy w „zagładzie” też wierzyła w „zagładę”. Co nie umniejsza jej zasług w nagłaśnianiu i piętnowaniu żydowskiej kolaboracji z III Rzeszą.
        Dalej…
        Jak zapewne wiesz, istnieją w Izraelu, jak i w diasporze żydowskie organizacje potępiające politykę władz Izraela wobec Palestyńczyków. To kolejny przykład rozkładu spójności rasowej. No i żeby było śmieszniej – istnieją ortodoksyjne odpryski judaizmu nie uznające w ogóle Izrael za legalne państwo żydowskie. Te świry czekają na ichniego mesjasza, który ma odbudować Eretz Israel. No więc gdzie tu jest owa spójność. No i dodajmy jeszcze to, że przeciętnego zjadacza chleba w Izraelu na codzień dręczą różne bolączki – np. drożyzna, niskie zarobki itp.
        https://fakty.interia.pl/swiat/news-izrael-wielkie-demonstracje-przeciwko-drozyznie,nId,904856

        Były nawet miasteczka namiotowe na bulwarze Rothschilda w Telawiwie w proteście przeciwo władzom:

        „Najpierw funkcjonariusze przystąpili do likwidacji namiotów na bulwarach Ben-Guriona oraz Nordau, a także w parku Lewinskiego. Potem zabrali się za centralne miejsce protestów, czyli bulwar Rotszylda. Przez wiele tygodni ten kilkukilometrowy, najbardziej reprezentacyjny bulwar miasta był zastawiony niemal w całości przez namioty.”

        https://wiadomosci.onet.pl/swiat/izrael-wladze-likwiduja-miasteczka-namiotowe-w-tel-awiwie/11g7q

        No i co trochę wybuchają strajki:

        2003 rok – Strajk generalny w Izraelu:
        https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/strajk;generalny;w;izraelu,102,0,58982.html

        2007 rok – Izrael: Rozpoczął się strajk generalny
        https://fakty.interia.pl/swiat/news-izrael-rozpoczal-sie-strajk-generalny,nId,823696#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

        2012 rok – Izrael: strajk generalny paraliżuje kraj
        https://www.bankier.pl/wiadomosc/Izrael-strajk-generalny-paralizuje-kraj-2483837.html

        2017 rok – Koncern Teva zwolni 4 tys. ludzi. Strajki w całym Izraelu
        https://praca.wnp.pl/koncern-teva-zwolni-4-tys-ludzi-strajki-w-calym-izraelu,313147_1_0_0.html

        No więc gdzie jest ta oliverowska spójność żydowskiej rasy? Dla żydowskich elit mieszkańcy Izraela to też owieczki do golenia w czasie pokoju i mięso armatnie na wypadek wojny.

        Tragizm sytuacji zachodu polega na tym, że skupiające ułamek Żydów elity (żydobanksterzy, syjoniści, sekty typu Chabad Lubawitsch oraz organizacje jak Światowy Kongres Żydów, ADL, AIPAC i „przedsiębiorstwo holokaust”) posiadają ogromne wpływy i praktycznie rządzą całym zachodem, a nawet są de facto jego właścicielami.

        I jeszcze słówko o zasymilowanych Żydach. Wspominając o nich nie miałem na myśli Finkelstaina, bo on nie jest „zasymilowany” – nadal czuje się Żydem, choć w sprawie roszczeń przedsiębiorstwa holokaust popiera Polaków. Nie miałem też na myśli żydowskich POP-ów (pełniących obowiązki Polaków), tych wszystkich PiSraelskich „Prawdziwych Polaków” służących interesom pobratymców. Zdarzają się rzeczywiście, choć należałoby ich nazywać chyba byłymi Żydami, tacy, którzy odrzucili świadomie tożsamość żydowską i faktycznie czują się Polakami.

        Tu na marginesie wspomnę o pewnej dziwnej hybrydzie tożsamościowej – polsko-żydowskiej – o jakiej pisał Andrzej Szczęśniak w jego książce Judeopolonia. Otóż wspominał on o Polakach wyznania mojżeszowego, którzy protestowali przeciwko planom utworzenia pod egidą Niemiec Judeopolonii rządzonej przez Żydów, a także potępiali środowiska żydowskie próbujące przeszkodzić utworzeniu w 1918 roku II RP. Byli oni za utworzeniem suwerennej Polski rządzonej przez Polaków.
        I czuli się Polakami, choć nadal byli wyznawcami judaizmu, przez co z automatu byli członkami żydowskiego wyssanego z palca „narodu wybranego”. Byli więc taką dziwną tożsamościową hybrydą – i Polakami i „narodem wybranym”. Ale nie ich miałem na myśli pisząc o „zasymilowanych”. Znam rzeczywiście kilku ludzi, którzy etnicznie są Żydami (mają żydowskich przodków po stronie ojca i/lub matki), a którzy rzeczywiście całkowicie się zasymilowli i służą polskim interesom.

        W tym miejscu możesz być spokojny – nie jestem naiwniakiem, którego można tak łatwo oszukać. Znam chyba wszelkie możliwe metody kamuflowania się żydowskich wtyk udających zasymilowanych, a potajemnie służących interesom rasy. Tych kilku znajomych zasymilowanych „byłych” Żydów znam na tyle dobrze, że gwarantuję za ich uczciwość i propolskość.

        Polubienie

      • Andrzej, różnimy się w interpretacji paru przykładów, które podałem ja i Ty.
        Chciałem napisać inaczej, ale jeszcze raz przeczytałem życiorys Finkelsteina w Wikipedii i daję ze 40% szans że masz rację. Pewnie Oliver trochę przesadza. Ale wrzucam fragment z jego eseju dla zilustrowania jego rozumowania:

        ///Większość Żydów nienawidzi Benjamina Freedmana, który ujawnił kilka dobrze znanych fragmentów Talmudu i innych żydowskich ksiąg, których pokorni Goje nie powinni czytać w jego książkach Fakty to fakty [Facts Are Facts] i Ukryta tyrania [The Hidden Tyranny]. Freedman, podobnie jak wielu Żydów, którzy pokropili się wodą święconą i doszli do wysokich stanowisk w różnych kościołach chrześcijańskich w średniowieczu i w czasie reformacji i kontrreformacji, ściągnął na siebie jadowitą nienawiść wielu Żydów.
        Kiedy spotkałem go wiele lat temu, powiedział mi, a zakładam, że szczerze, iż pewnego dnia wraz z żoną byli w windzie bardzo drogiego apartamentowca w Nowym Jorku, gdzie wtedy mieszkali, i do windy weszli bardzo bogaci Żydzi mieszkający w tym bloku, pluli na niego i jego żonę, by tym typowo żydowskim gestem pokazać swoją dezaprobatę. Ale Freedman nie zamierzał zdradzać swojej rasy; wręcz przeciwnie, był przekonany (wydaje się że błędnie), że pod względem rasowym był typowym Żydem, podczas gdy większość Żydów, którzy byli Turko-Mongołami przebierającymi się za Żydów i sprytnie doprowadzili do zdominowania żydowskiej rasy, której na pewno nie miał zamiaru deprecjonować, a na pewno nie zdradzać. Odwrotnie, uważał, że kosztem wielkiego poświęcenia, chronił własny naród przed represjami, które pewnego dnia mogą go dotknąć.///

        Nawet w Nowym Jorku zdarzają się demonstracje pobożnych żydów przeciwko syjonizmowi i tworowi syjonistycznemu. Ci pejsaci żydzi w czarnych płaszczach twierdzą że syjonizm to gwałt na judaizmie, oni dosłownie uwierzyli w antyczne ezoteryczne teksty nakazujące na oczekiwanie na wyśnionego „mesjasza”. Dyskutowałem o tym kiedyś z jednym żydem, który się zetknął z tym środowiskiem (https://www.youtube.com/user/108morris108).
        On (Maurice Herman) twierdził, że rozmawiał z takimi żydami podczas jakiejś antysyjonistycznej demonstracji jak żyd z żydem. Goje to zwierzęta, powinny służyć żydom a żydzi mają podbijać świat przy pomocy lichwy bo tak nakazał ich bóg. Z syjonistami spierają się tylko o METODĘ „nadejścia epoki mesjańskiej” a nie o CEL (panowanie nad światem), przynajmniej na obecnym etapie.
        Widziałem też film na YouTube, jakiś przyjezdny żyd w Palestynie pytał różnych ludzi na ulicy o „kontrowersyjne” fragmenty Talmudu. Robił to w religijnej dzielnicy, gdzie miał szansę spotkać ludzi znających Talmud. Używał hebrajskiego (bardzo ważne). Ludzie mieli różne opinie o państwie w którym żyli, ale jak się otwierali w dyskusji to oczywiście potwierdzali, że „rasowy” program dominacji nad światem jest ciągle ważny. Spierają się tylko o METODY, a nie o CELE.

        Pozostałe Twoje przykłady – te strajki – to jakieś banalne protesty społeczne które mogą się zdarzyć wszędzie, one nie podważają tezy o rasowej spójności żydów. Termin „rasowa spójność żydów” nie oznacza, że oni się nie kłócą między sobą. Przeciwnie, oni zawsze się między sobą żarli, często żarliwie, co zresztą niejednokrotnie odbywało się z wielką korzyścią dla nas. „Rasowa spójność żydów” oznacza, że mogą się żreć między sobą, ale jeśli w jakimś sporze uczestniczą goje, to oni zawsze przybierają wspólny front przeciwko gojom zawieszając wzajemne spory. Tak to rozumiem.

        „Polacy wyznania mojżeszowego”, o których wspominasz, to oczywiście zwykła ściema. To żydzi, z syjonistami będą się tylko spierać o metody, a nie o cele. Judaizm to ideologia, program zdobycia władzy nad światem.

        Nie przyszłoby mi do głowy oskarżanie Ciebie o naiwność w tej sprawie, naszła mnie teraz refleksja po przeczytaniu pyskówki pod tekstem Głogoczowskiego na stronie WPS. On sam mnie sprowokował do przeczytania jego życiorysu. Teraz jak widzę ten życiorys, twórczość i zachowanie to widzę przed oczyma typowego reprezentanta „środowisk arystokratyczno-żydowskich” jak sam Głogoczowski się określił, podobnego trochę to pajaca JKM, z którym wspominał kolegowanie się w pamiętnym 1968 roku. Dochodzę do wniosku że z takimi „elitami” Polska nie ma racji bytu. Ta cywilizacja musi upaść i to jest chyba jedyny ratunek. Angażowanie się w sprawy społeczne w tradycyjnej formule (np. wybory) to głupota a sam projekt WPS to najpewniej czyjaś prowokacja, bo ten system nie przewiduje rozwiązania politycznego.

        Metro,
        o tym, że elity żydowskie (bez względu na to czy są to globaliści, syjoniści czy judaistyczni rasiści) uważają gojów za bydło i chcą nad nimi i światem panować piszę od dawna. Tu się zgadzamy co do joty. Czy zwykli żydowscy zjadacze chleba w Izraelu i w diasporze mają te same plany i czy je realizują – wątpię. Nie wszyscy Izraelici są bezmyślnym bydłem wierzący elitom i realizującym jej cele.
        Myślę, że na tym możemy zakończyć tę dyskusję.

        opolczyk

        Polubienie

  13. Szczypior, bój się Peruna, jeszcze tu cię nie było?! Dostałem cynk, że przyleciałeś do Andrzeja z płaczem na skargę, bo cię wywalili ZiemKosie za opluskwianie Głogoczowskiego.

    Polubienie

    • Metro to jest ten stary szczypior maruda sprzed lat? .To on tu zawitał ? . Koniec świata .

      Metro zagląda tu czasem. Marudą bym go nie nazwał – mówi do rzeczy.

      opolczyk

      Polubienie

  14. Witam wszystkich! Andrzej całkiem Super jest Twój posąg Świętowita! Ja też bym takiego chciał !!! ))))))

    Podeślij mi klocki lego to Ci takiego zrobię ))))))

    opolczyk

    Polubienie

    • A ile kilogramów klocków trza było b na taki sam jk u Ciebie???? Twojemu bym tylko dodał podstawkę typu płaski cokół )))) Pozdro

      Mój posąg waży ok. 15 kg. O podstawie/cokole myślę – jak dokupię klocków, to dorobię.

      opolczyk

      Polubienie

  15. „Słowianie – serial Smarzowskiego wciąż w planach
    Wojciech Smarzowski nie schował swojego pomysłu o serialu historycznym do szuflady. Wiemy co dzieje się z tym projektem. (…)
    Otóż realizacja tej produkcji jest cały czas w planach. Obecnie poszukiwani są inwestorzy, którzy mogliby finansować serial, by mógł on wiernie pokazać czasy dawno minione. Zważywszy na to, że serial ma pokazywać wiele narodów to poszukiwania inwestorów nie ograniczają się tylko do Polski. Być może będzie to produkcja międzynarodowa z potencjałem wyświetlania na innych rynkach.
    Serial Słowianie ma być produkcją historyczną rozgrywającą się przed chrztem Polski, by pokazać że przed tym wydarzeniem też tu byliśmy. Nie pojawiliśmy się znikąd.”.

    Mirek, też czekam na ten serial. Oby tylko trzymał się realiów, a nie propagandy krystowierczej o „złych, dzikich żyjących na drzewach poganach” czy z drugiej strony turbolechickich bredni o imerium lechickich Ario-Słowian.

    opolczyk

    Polubienie

  16. http://xportal.pl/?p=34158 Ronald Lasecki: Zakazać „Kleru”!

    Jakiś czas temu przez Rosję przetoczyła się ożywiona debata wokół filmu „Matylda”, przedstawiającego uznanego za świętego przez Rosyjski Kościół Prawosławny cara Mikołaja II jako cudzołożnika. Drobna część polskiej prawicy, wolna od upośledzenia na punkcie Rosji, wyrażała wówczas co najmniej zrozumienie dla prawosławnych konserwatystów sprzeciwiających się wyświetlaniu w kinach Rosji tej bluźnierczej i w jakiejś przynajmniej mierze pornograficznej produkcji.

    Dziś nasz kraj stoi przed podobnym jak wtedy Rosja wyzwaniem, w związku z wejściem na ekrany polskich kin antykatolickiego filmu „Kler”, a jednak nie padł dotychczas w naszym kraju bodaj ani jeden głos domagający się niewprowadzania, czy też zdjęcia z ekranów filmu Smarzowskiego.

    Nie oceniać, a zakazać

    Jak zawsze w takich przypadkach, opiniotwórcze środowiska liberalne przedstawiające same siebie jako inteligenckie, podzieliły Polaków na „tych, którym film się podobał, oraz tych, którzy go nie oglądali”, insynuując w ten sposób, jakoby manierą katolickich konserwatystów było ocenianie filmu którego wcześniej nie oglądali. W tę zastawioną przez liberałów sieć złapać się dało wielu znanych mi ludzi prawicy, którzy na film się do kina wybrali po to by później pisać jakieś silące się na „obiektywność” i „sprawiedliwe ważenie racji” jego recenzje czy analizy.

    Problem z „Klerem” nie leży jednak bynajmniej w jego ocenie. Katolik oceny takiej w ogóle nie powinien dokonywać, bo też nie powinien zasilać kasy producentów, idąc na film do kina lub oglądając go na płatnym kanale w internecie. Pytaniem jakie powinien zadać sobie katolik nie jest pytanie o wartość filmu, tylko o to, czy powinien on trafić na ekrany polskich kin. Odpowiedź na takie właściwie postawione pytanie nie zależy natomiast bynajmniej od wartości filmu. Wartość filmu nie ma dla odpowiedzi na to pytanie żadnego znaczenia.

    Niesprawiedliwe pomówienia

    Pytanie o dopuszczalność „Kleru” jest pytaniem o sprawiedliwość przedstawionej w nim krytyki Kościoła rzymskokatolickiego. Został On zaś tam przedstawiony jako interesowna klika i przytułek dla życiowych wykolejeńców. To krytyka na poziomie Jerzego Urbana i wydawanego przez niego tygodnika. Katoliccy księża są w tej wizji co do jednego chciwymi złodziejami, skorumpowanymi zdziercami, rozpustnikami, pedofilami, pijakami, karierowiczami. Tym, co pobudza ich do działania jest wyłącznie popęd „stołka, kiesy i rozporka”.

    To oczywiście wizja karykaturalna, niesprawiedliwa i krzywdząca. Studiowałem na katolickim uniwersytecie gdzie większość moich wykładowców była równocześnie księżmi; mam kilku znajomych księży pełniących posługę parafialną jak i w różnych formach i w rożnym stopniu zaangażowanych w działalność naukową, publicystyczną i społeczną; znam lub znałem też kilku byłych lub obecnych seminarzystów – w tym jednego, który ostatecznie księdzem nie został. Do żadnego z tych przypadków nie pasuje wulgarna karykatura Smarzowskiego, żaden z moich znajomych związanych z kapłaństwem nie zetknął się też z podobną patologią.

    Z tego rodzaju przekłamaniami mieliśmy zresztą do czynienia już w poprzednich filmach Smarzowskiego, bo choćby „Drogówka” prezentuje Policję jako podobnie przegniłą instytucję, podczas gdy tam naprawdę nie jest bynajmniej codziennością egzekwowanie przez patrole w samochodach seksu oralnego.

    Anatomia kłamstwa: patologiczny margines jako norma

    W tak niezróżnicowanym i ujednoliconym wewnętrznie społeczeństwie jak społeczeństwo demoliberalne, poziom moralny większości grup zawodowych odzwierciedla zazwyczaj poziom moralny ogółu społeczeństwa. Dzieje się tak dlatego, że grupy te zasilane są przez napływ ludzi takich samych, jak wszyscy inni członkowie takiego społeczeństwa. W Kościele katolickim ta przeciętna najpewniej odchyla się zresztą nieco na korzyść kapłanów, bo Kościół prowadzi selekcję kandydatów pod kątem ich kwalifikacji moralnych, analogicznie jak w Policji odchyla się zapewne nieco na korzyść policjantów pod względem kwalifikacji fizycznych, bo akurat Policja weryfikuje kandydatów pod tym właśnie kątem.

    Skoro jednak kadry Kościoła tworzą „ludzie tacy jak my”, którym – zgodnie ze sloganem reklamowym filmu Smarzowskiego – „nie jest obce nic, co ludzkie”, to zadajmy sobie pytanie, czy my wszyscy jesteśmy, lub choćby nawet czy znaczący odsetek z nas jest pedofilami, skorumpowanymi draniami obdzierającymi bliźnich z ostatniego grosza, nepotami i karierowiczami, rozpustnikami i pijakami, chciwcami łasymi na świecidełka, dwulicowymi oszustami? Śmiem twierdzić, że nie.

    Przeciętny Kowalski nie zdradza żony, nie obmacuje córeczki sąsiadów, nie domaga się łapówek, nie żyje od pijatyki do pijatyki. Pewnie niektórym z nas czasami się takie upadki zdarzają. Pewnie większości zdarzają się upadki mniej spektakularne – od nieskromnych uwag lub spojrzeń, po podbieranie małżonkowi pieniędzy z portfela. Księżom zapewne też się to zdarza. Któryś może podbierać z tacy. Któryś przeglądać niewłaściwe strony w internecie. Do pedofilii, płodzenia bękartów i jeżdżenia maybachami kupionymi za pieniądze parafian jako powszechnego standardu zachowań jednak od czegoś takiego daleko.

    Taka manipulacja, polegająca na prezentowaniu marginalnej patologii jako elementu rzekomo powszechnego i nieodłącznego istocie danej instytucji społecznej to strategia bardzo często stosowana przez „wolnościowców”. Pionier rewolucji seksualnej Alfred Kinsey przedstawił purytańskie obyczajowo społeczeństwo USA połowy XX wieku jako społeczeństwo dwulicowych hipokrytów w ukryciu uprawiających wszelkie formy nierządu. Marksistowscy krytycy rodziny już od połowy XIX w. przedstawiali tę instytucję społeczną jako gniazdo przemocy, patologii seksualnych i merkantylizacji uczuć ludzkich.

    Każda instytucja oczywiście rzeczowej i uczciwej krytyce podlegać powinna, by podtrzymać działanie jej mechanizmów samonaprawczych. Wiele instytucji, w tym również dzisiejszy Kościół rzymskokatolicki, jeszcze bardziej zaś purytańska kultura erotyczna i rodzina burżuazyjna, są instytucjami pod wieloma względami spaczonymi i wybrakowanymi. Krytyka konstruktywna powinna jednak zmierzać do eliminowania wypaczeń a nie niszczenia instytucji i prowadzić nas ku wyższym formom świadomości i zorganizowania, a nie ściągać w dół. Czyli na przykład prowadzić ku pogłębionej świadomości metafizycznej, ku tradycyjnej rodzinie i ku tradycyjnej kulturze erotycznej, a nie ku materialistycznemu hedonizmowi i indywidualistycznemu nomadyzmowi społecznemu.

    Reguła Vianney’a

    „Kler” jest zatem paszkwilem na kler. Reżyser-ateista, scenarzysta-protestant, jak i niektórzy przynajmniej aktorzy bynajmniej tego nie ukrywają, przyznając się do tęsknot za dekatolicyzacją Polski. Zarazem wszyscy asekuracyjnie podkreślają, że nie chodziło im o uderzanie w wiarę, lecz jedynie w korporację kapłańską. Czy rozdzielenie tych dwóch sfer jest jednak rzeczywiście możliwe?

    Święty Kościoła Katolickiego Jan Maria Vianney powiedział że „Kiedy chce się zniszczyć religię, zaczyna się od ataków na kapłanów, bo tam, gdzie nie ma kapłana, nie ma już ofiary i religii”. Miał rację, bo w Kościele katolickim kult ma charakter publiczny, zaś hierarchicznie ustrukturyzowany stan kapłański jest czynnikiem go organizującym i uprawomocniającym. Zniszczenie autorytetu kapłanów w oczywisty sposób podważyć będzie musiało prawowitość kultu i cały Kościół katolicki.

    Czy się to zaś komuś podoba czy nie, katolicyzm jest dziś jedynym lewarem wynoszącym Polaków ku metafizyce, ponad wspomniane wyżej popędy „brzucha, kiesy i rozporka”. Rodzimowierstwo słowiańskie, prawosławie, islam, gnoza itp. mogą spełniać pozytywną rolę w odniesieniu do jednostek, ale w skali społecznej są w Polsce zjawiskami peryferyjnymi lub wręcz marginalnymi, tak więc nie one są alternatywą dla katolicyzmu. Jedyną rzeczywistą alternatywą dla Kościoła rzymskokatolickiego jest dziś w naszym kraju liberalny permisywizm.

    Jeśli ktoś dziś zatem z sekciarskich powodów zwalcza w Polsce katolicyzm, popierając dystrybucję „Kleru”w imię „właściwszej” swoim zdaniem drogi duchowej, to powinien sobie uświadomić, że w zwalczanym przez siebie katolicyzmie zwalcza nie tylko tę konkretną religię i ten konkretny Kościół ale „światopogląd teistyczny”w ogóle, sprzyja zaś nie wzrostowi własnej denominacji, lecz dalszemu pogrążaniu się przez Polaków w materialistycznym bajorze zachodniego demoliberalizmu. Gdy już nasz naród całkiem w tym bagnie utonie, to nie będą go interesowały ani protestantyzm, ani ezoteryzm, ani w ogóle jakakolwiek metafizyka.

    Film „Kler” nie jest przenikliwą krytyką Kościoła, która mogłaby stać się katalizatorem twórczej w Nim dyskusji i Jego moralnego oczyszczenia. Jest paszkwilem na Kościół, który ma poderwać zaufanie wiernych do swoich duchowych pasterzy. Paszkwilem przy tym prymitywnym, bo nie silącym się nawet na pogłębioną analizę fenomenu religii i kapłaństwa, a idącą po najmniejszej linii oporu – śladem rynsztokowych antyklerykalnym pamfletów: „księża to pazerni chciwcy, rozpustnicy, sybaryci i zboczeńcy, co to płodzą bękarty, pławią się w luksusach i macają ministrantów”. Do kompletu brakuje chyba tylko mordowania Żydów i kolaboracji z nazistami (bo motyw kolaboracji z komunistycznymi służbami już jest).

    Reguła Novalisa

    Mamy zatem uderzenie w Kościół, poprzez uderzenie w Jego kapłanów. Religia tymczasem to jeden z filarów Państwa. Jak już sobie wyjaśniliśmy, w naszym kraju jest to chrześcijaństwo rzymskokatolickie. Obok Wojska Polskiego, Policji, Służby Cywilnej i Służby Zagranicznej, Kościół rzymskokatolicki powinien być filarem Państwa Polskiego. Niezależnie od tego, jak wcześniej wspomnieliśmy, jest On dla przytłaczającej większości członków naszego narodu jedyną realnie dostępną drogą do Boga. W tym sensie katolicyzm należy do istoty dzisiejszej polskiej wspólnoty politycznej i jest jej duchowym rdzeniem.

    Państwo Polskie powinno go zatem jako taki chronić. Ochrona duchowo-intelektualnego centrum wspólnoty politycznej przed korodującym je wpływem zewnętrznego środowiska materialnego (w tym przypadku permisywnego demoliberalizmu) należy do podstawowych zadań „strażników”, tak więc w naszym przypadku Państwa i jego funkcjonariuszy. Skuteczne spełnianie tej funkcji warunkuje również samo trwanie wspólnoty politycznej, bo jak trafnie podsumował Novalis, „Państwo i Kościół trzymają się razem i padają razem”. Państwo tożsamościowe, tak więc w naszym dzisiejszym kontekście Polska Katolicka, powinno zatem film Smarzowskiego objąć zapisem cenzorskim i nie dopuścić do jego wyświetlania (1).

    Zwróćmy uwagę, że produkcja oczerniająca wymienione dwa akapity wyżej węzłowe służby państwowe, taka jak na przykład wspomniana wcześniej „Drogówka” lub „Dom zły”- też w reżyserii Smarzowskiego, w PRL miały by zapewne poważne problemy z cenzurą, a całkiem prawdopodobne jest, że wręcz w ogóle nie mogłyby zostać nakręcone, ani tym bardziej być wyświetlane. Komuniści byli antychrześcijańskimi materialistami, stąd też podobną ochroną nie otaczali Kościoła. Sami nie wytworzyli jednak nigdy ideowego rdzenia wokół którego w naturalny sposób mogłaby się porządkować wspólnota polityczna. PRL i sam ruch komunistyczny w Polsce uległy rozkładowi, gdy tylko zabrakło im zewnętrznego protektora.

    Wychodząc dziś poza ograniczenia przez dziesięciolecia narzucane Polsce przez komunistów opierających się na Moskwie, nie powinniśmy jednak burzyć tego co w Polsce Ludowej było dobre, lecz skorygować te elementy tak, by przywrócić im ich właściwą treść i formę, usuwając wpływy komunistycznego materializmu. Takim pozytywnym dziedzictwem PRL była niewątpliwie cenzura. Smarzowski postawił w swoim filmie tezę, że po zrzuceniu komunistycznej skorupy, wystawiona na wpływ katolickiego kleru III RP ewoluuje ku czemuś w rodzaju „katolickiego PRL”. Kierunek myślenia reżysera jest całkiem słuszny, choć oczywiście jego diagnoza rzeczywistości i ocena takiej tendencji jest już zupełnie niesłuszna.

    Gdyby „katolicki PRL” miał oznaczać zachowanie wysokiego społecznego prestiżu Wojska Polskiego, Policji Państwowej, zachowanie cenzury obyczajowej i politycznej, patriotycznej kultury politycznej, wspólnotowego charakteru społeczeństwa i wytwórczego charakteru gospodarki oraz państwowego monopolu jej strategicznych gałęzi, do tego zaś merytokratyczny sposób wyłaniania władzy i jej autorytarny charakter, to należałoby projektowi takiemu kibicować. Dekomunizacja powinna wtedy polegać na wyzbyciu się antykatolicyzmu i materialistycznego progresywizmu, a także na oczyszczeniu aparatu i procedur państwowych z partyjnej nomenklaturowości i „parlamentarno-komitetowej” niewydolności ustrojowej, korektę zaś w kierunku wspomnianych wyżej merytokracji i wzmocnienia autorytetu władzy.

    Egzorcyzmować demony Wolności, Demokracji i Wolnego Rynku

    Taki „katolicki PRL” byłby w zasadzie „chińską” drogą transformacji politycznej, którą poszły wszystkie wolne dziś od demoliberalizmu dawne państwa bloku wschodniego. Była to jedyna wówczas słuszna droga. Nasz kraj poszedł, niestety, inną drogą. Nie bez asysty polskiego Kościoła katolickiego, który przeprowadzał nas ku demoliberalizmowi i kapitalizmowi. Dziś z Polski Ludowej niemal nic nam już nie zostało. Coraz mniej też w nas polskiego katolicyzmu. Ćwierćwiecze demoliberalizmu i kapitalizmu zaszkodziły Kościołowi katolickiemu w Polsce, a zatem również naszemu narodowi, bardziej niż półwiecze ateistycznego komunizmu.

    To powinno nauczyć czegoś Polaków i polski Kościół. Wolność to trucizna. Demokracja to kłamstwo. Wolny rynek to rządy Szatana. Jak powiedział Charles Maurras, „La démocratie, c’est le mal, la démocratie c’est le mort!”. Dziś ta nieświęta trójca demonów „Wolności, Demokracji i Wolnego Rynku” stanęła z filmem „Kler” przeciwko prawdziwej Trójcy Świętej i Jej oddanym sługom w osobach kapłanów. Polscy katolicy, zarówno duchowni jak i świeccy, nie powinni dłużej dawać tym demonom zwodzić naszego narodu ku duchowej przepaści. Demony Wolności, Demokracji i Wolnego Rynku należy z Polski egzorcyzmować.

    Na początku lat 90-tych przez wiele miast naszego kraju przetaczały się demonstracje, na których zrażeni demoliberalnymi i kapitalistycznymi reformami demonstranci wołali „Komuno, wróć!”. Dziś nastała pora, by przed kinami wyświetlającymi „Kler” pojawiły się demonstracje, na których wznoszono by okrzyki „Cenzuro, wróć!”.

    Ronald Lasecki

    1. Na poparcie w tym miejscu zasługują ci wszyscy wójtowie, burmistrzowie i samorządowcy, tacy jak na przykład prezydent Ostrołęki Janusz Kotowski, którzy dokładają starań, by w ich miastach i gminach „Kler” nie był wyświetlany. W tym realizuje się prawdziwa podmiotowość społeczności lokalnych silnych swą wiarą i tożsamością.

    Przemex, było do przewidzenia, że film Smarzowskiego wywoła wściekłość katolactfa. Gdy katolactfo wymyśla obrzydliwe brednie o niekatolikach – to dobrze. Ale gdy im przypnie się szpilę, to oo razu wrzeszczą, że to niedopuszczalny atak na „świętą wiarę” i „święty kościół”. „Kler” zapewne nie jest całkiem obiektywny, gdyż są duszpastuchy niepijące, nie bądący pedofilami. Ale zgnilizna, chciwość i pazerność w kościele to jednak codzienność, zamiatana przez katolicką propagandą pod dywan. Dobrze więc, że Smarzowski ten film zrealizował.

    opolczyk

    Polubienie

    • W sumie to jeszcze filmu „Kler” nie oglądałem, ale na pewno go obejrzę.
      I zgoda, że nie wszystkie duszpastuchy są chciwe, zboczone, itp. Ale z drugiej strony to Ci normalni i przyzwoici są nie wiele mniej szkodliwi. W ogóle to uważam, że im więcej brudu i im więcej złych rzeczy się dzieje w tej instytucji tym lepiej dla nas. Ludziom spadną klapki z oczu. Ten cały dzisiejszy ruch desperacko próbujący reformować KRK, oczyszczać z wszelkiego brudu i poprawiać jego wizerunek na zgodny z naukami cieśli z nad Jordanu uważam wręcz za szkodliwy.

      Polubienie

    • Przemex, dzięki. Byłem w kinie, widziałem. Wstrząsający film, i potrzebny.
      A autor artykułu to ma chyba Polaków za idiotów, którzy sami nie potrafią zdać sobie sprawy, że nie wszystkie duszpastuchy są pedofilami, pijakami itd. (nie o obronę krk i duszpastuchów mi tu chodzi). Autor rozmawiał ze Smarzowskim i wie, jaką wizję krk chciał przedstawić? Bez takiej wiedzy o tym, czy reżyserowi chodziło o przedstawienie patologii w krk, czy o cały krk jest to tylko opinia autora i na tej opinii buduje on te swoje tezy zawarte w artykule.

      „Mamy zatem uderzenie w Kościół, poprzez uderzenie w Jego kapłanów.”

      Co za brednie i odwracanie kota ogonem, jeśli już, to sami kapłani (ci zdegenerowani) uderzają w krk. Tak jak piszesz Andrzej, chcą swoje brudy zamieść pod dywan.

      Sława!

      Polubienie

      • Mirek i Przemek

        A wiecie co mnie najbardziej śmieszy – wściekłą nagonką na „Kler” i Smarzowskiego katolactfo jedynie wzbudziło ogromne zaineresowanie filmem. W pierwszy weekend do kin na „Kler” poszło prawie milion widzów. Jest to absolutny rekord kinowy w PL.

        https://newonce.net/2018/10/kler-pobil-rekord-film-smarzowskiego-z-najlepszym-otwarciem-wszechczasow/

        Katolactfo zamiast nagonką film zochydzić jedynie go spopularyzowało.

        Polubione przez 2 ludzi

        • To jest przykład braku myślenia z ich strony. Najpierw coś robią, potem długo, długo nic, a potem dopiero ewentualne myślą. Ten sposób postępowania przekładają na sprawy państwa. I mamy efekt w postaci upadku dziejowego Polski.

          Polubienie

          • http://xportal.pl/?p=34155
            Artur Zawisza: Widziałem „Kler”

            Nikt nie spodziewał się, że będzie to film życzliwy wierze i Kościołowi. W końcu znamy reżysera Smarzowskiego i jego ciemne spojrzenie na otaczający go świat. Tym światem jest Polska, ponad tysiąc lat temu ochrzczona, zabudowana chrześcijańskimi świątyniami i pełna przydrożnych kapliczek. Jedna z tych kapliczek odgrywa niemałą rolę w filmie jako niemy świadek dramatycznych wydarzeń.

            Jednak nie można po prostu zlekcewazyć tego filmu, skoro już stał się wydarzeniem społecznym. W całym kraju sale kinowe zapełniane są w komplecie do ostatniego miejsca. Gdy oglądałem w swoim czasie „Smoleńsk” czy niedawno oba filmy o Dywizjonie 303 (akurat oba niezłe!), niestety, tego nie doświadczyłem. Dla mnie osobiście było to wręcz przykre doświadczenie, bo stojąc wśród widzów „Kleru”, czułem się jak w obcym świecie, patrząc ze zmartwieniem na twarze sympatyków filmu, a raczej z takimi miałem do czynienia.

            To napisawszy, napiszę, że „Kler” nie będąc filmem wybitnym, nie jest jednak filmem banalnym. Co do zasady odnosi się wielodziesięciotysięcznej grupy społecznej, jaką stanowią XX- i XXI-wieczni księża i zakonnice. Taka liczna i zróżnicowana grupa siłą rzeczy ma swoją dynamikę psychospołeczną, wewnętrzne hierarchie i rytuały oraz na pewno obfituje w dramatyczne i niejednoznaczne ludzkie historie. Ktoś powie, że mamy świetny film dramatyczny o duchownym zatytułowany „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. To akurat bardzo dobry film, wolny od taniej propagandy i pięknie ukazujący historię męczennika za wiarę i ojczyznę. A jednak nie każdy duchowny jest bł. Popiełuszką… I doprawdy szkoda, że żaden z katolickich dziennikarzy czy redaktorów nie napisał scenariusza do mądrego filmu o trudnych wyzwaniach kapłanów i ich niekiedy powikłanych losach!

            Scenariusz napisał jednak protestant i razem z ateistycznym reżyserem zrobili film, który może wciągać widza. Co prawda, reżyser nie zawsze stanął na wysokości zadania i niektóre wątki się rwą, inne są niejasne, a niektóre sceny wręcz wydumane. Nie zmienia to postaci rzecz, że film się ogląda i czeka, co dalej może się stać. Stan kapłański pokazany jest w nim jako archipelag bez mała rozbitków życiowych kierowanych z kurii na sposób mafijny. Intryga filmu odsłania się z wolna, gdyż księżowskie i biskupie losy toczą się niezależnie, ale w końcu splatają się w jedno i następuje tragiczna kulminacja. Scena końcowa filmu jest poruszająca (choć może trochę tandetnie wykonana od strony scenograficznej), natomiast jej przesłanie jest bardzo ostre. W tej wizji Polska wolna od komunizmu staje się katolickim PRLem, a ksiądz Kukuła jest nowym Ryszardem Siwcem – znanym nam z dożynek na Stadionie X-lecia. Analogia jest fałszywa, lecz ukazana bardzo dobitnie i na tym, jak zawsze, polega efekt Smarzowskiego.

            Reżyser nie mógł jednak całkowicie abstrahować od rzeczywistości, więc w sposób bardziej lub mniej zamierzony, dał widzom co najmniej kilka scen w istocie katolickich. Chyba najbardziej przejmująca jest ta bardzo krótka, w której ksiądz Trybus spogląda na obraz Madonny z Dzieciątkiem i pod wpływem tego widoku postanowia ocalić życie nienarodzonego dziecka, co czyni z poświęceniem i uporem. Dramaturgii dodaje fakt, iż jest to jego dziecko… Tenże sam ksiądz na widok wdowy z sierotami decyduje się przyznać do przestępstwa, na które nie było świadków ani dowodów i które nigdy nie wydałoby się. Zaskoczony młody policjant na nocnym dyżurze, a jednocześnie parafianin księdza, znajduje się w sytuacji tragikomicznej i wręcz groteskowej wraz ze swoim słoikiem z zupą. Z kolei ksiądz Kukuła z reguły chodzi w sutannie, towarzyszącej mu także w ostatniej scenie, i zawsze klęka przed Najświętszym Sakramentem, nawet w zupełnie pustym kościele. Obaj prowincjonalni księża żyją właściwie w biedzie, ledwo wiążąc koniec z końcem, i to też ważny aspekt tego filmu. Kontrastuje to z diabolicznym księdzem Lisowskim i jego krakowskim apartamentem, ale ubogość wiejskiej i małomiasteczkowej parafii jest aż nadto widoczna. To bardzo zaskoczy tropicieli „zamożnych plebanów”, jakich w naszym kraju nie brakuje.

            Kłopotliwa jest kluczowa postać biskupa Mordowicza. Zagrany z brawurą przez 70-letniego Gajosa mógłby ostrzegać przed pychą wyższego duchowieństwa, gdyby nie pewna gruba przesada. Można wyobrazić sobie biskupa bardzo biegłego (i przebiegłego) w rozgrywkach politycznych i biznesowych, można wyobrazić sobie biskupa dysponującego plikami banknotów w plastikowych siatkach w ramach jakiegoś rodzaju szarej strefy, można nawet wyobrazić sobie biskupa rugającego rozmówców telefonicznych soczystymi przekleństwami (łącznie z barwnym: „do chuja karmazyna!”), ale nie sposób wyobrazić sobie biskupa wzrastającego w polskim Kościele w czasach kardynałów Wyszyńskiego i Wojtyła, który byłby klientem rzymskich prostytutek i to tych o bardziej specyficznych umiejętnościach. Prawdopodobieństwo psychologiczne pęka jak bańka mydlana, a wątek „towarzysza prosiaczka” jest bardzo ważny do puenty filmu, który na tym zafałszowaniu traci większość wiarygodności.

            Zasługą natomiast Smarzowskiego jest pójście pod prąd politycznej poprawności w kwestii skutków komunizmu rzutujących na polską rzeczywistość po 1989 roku. Znaczący okazuje się wątek SB-eckich prześladowców Kościoła, którzy wikłając księży agenturalnie za czasów PRL, monetyzują te uwikłania w Polsce kapitalistycznej. Dwaj odrażający biznesmeni to nie żadni przedsiębiorcy korzystający z szansy dawanej przez wolną Polskę, a przedstawiciele par excellence układu, czyli PRL-owskich służb kolonizujących gospodarczo III RP za pomocą szantażu, groźby i przemocy.

            No i wreszcie pedofilia… W „Klerze” okazuje się ona ukrytą sprężyną wielu ludzkich motywacji i czynów. Co prawda, Smarzowski pokazuje przykład fałszywego oskarżenia i w tym kontekście kościelna ostrożność przed zbyt szybkim osądzaniem okazuje się trafna, ale co do zasady reżyser oskarża Kościół o pratykowanie i ukrywanie pedofilii. Oczywiście zawsze zagadkowe jest, jak liberałowie i permisywiści łączą sympatię dla postępującej swobody seksualnej z rygoryzmem wobec tego jednego zboczenia, ale dla Kościoła to mała pociecha. Problem jest trudny, bo jedni źródeł kościelnej pedofilii szukają w tradycyjnej hierarchiczności i tzw. parafiańszczyźnie, a inni wręcz przeciwnie – w postępach postępu i dostosowywaniu Kościoła do tzw. świata. Reżyser dosyć bezrefleksyjnie zajmuje pierwsze stanowisko i kreśli grubą kreską obraz katolickich pedofilów, choć w końcu ostrze wymierzone jest w najbardziej negatywnego bohatera, o którym można sądzić, że jest wrzodem na ciele Kościoła.

            Smarzowski nie byłby sobą, gdyby nie pokazał tego wszystkiego dosadnie. Scena z jednego z plakatów filmowych jest bardzo brutalna, bo przecież biskup i dwunastu księży z kieliszkami wódki to oczywista parodia Ostatniej Wieczerzy. Ksiądz Trybus jest bardo pomysłowy w swych przygodach alkoholowych i wszędzie ma zręczny schowek na półlitrówkę lub małpkę – lodówka, kancelaria parafialna czy zakrystia! Tenże sam ksiądz jest jednak erudytą biblijnym i zna dokładny adres każdego cytatu biblijnego, co budzi podziw jego konfratrów… Dziewczyna dająca alibi księdzu to scena melancholijna, biskup cwałujący po błocie to widok na pewno do zapamiętania, a widelec wbijany w eleganckiej restauracji w dłoń złego przez jeszcze gorszego to cały Smarzowski!

            Nie reklamuję „Kleru”, choć i bez mojej recenzji obejrzą go setki tysięcy czy pewnie ponad milion widzów. Nie pomoże to misji ewangelizacyjnej Kościoła ani prawicy w październikowych wyborach samorządowych. Rzeczą jednakowoż wiernych jest rozumieć naturę zarzutów wysuwanych wobec duchowieństwa, dyskutować z nimi na racjonalnym i rzetelnym poziomie oraz wyrażać wiarę in unam, sanctam, catolicam et apostolicam Ecclesiam

            Komentarze:

            5 komentarzy
            Paweł
            2 października 2018 o 15:33 · Odpowiedz
            urbanowsko-geobbelsowski syf.

            Pomyślmy co by się stało gdyby zamiast o księżach był taki film o rabinach? Chyba już by była interwencja zbrojna.

            Marcin
            2 października 2018 o 06:51 · Odpowiedz
            Trzeba było ostrzec na początku że są spojlery……

            Przemuś Lewak
            2 października 2018 o 00:06 · Odpowiedz
            „Oczywiście zawsze zagadkowe jest, jak liberałowie i permisywiści łączą sympatię dla postępującej swobody seksualnej z rygoryzmem wobec tego jednego zboczenia”
            Bo pedofilii czy gwałtu niczym nie da się usprawiedliwić i na nic straszenie liberałami czy permisywistami. Jeżeli ktoś tego nie pojmuje i zrównuje np z homoseksualizmem to współczuje mu i mam szczere obawy zwłaszcza jak jednocześnie jest zwolennikiem kar cielesnych, kary śmierci (sadyzm) i lubi wydawać cenzurki moralne innym osobom w intymnych relacjach podchodząc do nich rygorystycznie (fiksacja, natręctwa) to nie rozumie wagi problemu czym jest gwałt na dziecku. Ja widzę różnice miedzy związkiem dorosłych ludzi np. Jerzego Waldorffa z Mieczysławem Jankowskim a skur… gwałcącym dziecko nie ważne jakiej płci i nie ważne kto to robi. Tępy antyklerykalizm a’la Urban nic nie wnosi merytorycznie.

            Piger Henricus
            2 października 2018 o 18:53 · Odpowiedz
            Mam dla ciebie ”tęczowy” Przemusiu przykrą wiadomość – ruchy LGTB i feministyczne służą jak podgotowka do legalizacji ”międzypokoleniowej intymności” :

            https://www.salon24.pl/u/szygiel/542006,feminizm-i-pedofilia-ukryta-przeszlosc

            – a w kolejce czeka swoboda dla zoofilii, nekrofilii itd. – jeśli w ”posthumanistycznej” perspektywie ocipiałych ”obrońców zwierząt” i współczesnej lewicy kwestionuje się wyróżniony status człowieka, który stoi za tabuizacją ww. ”aktywności seksualnych” tj. ohydnych zboczeń [ póki co… ] to w sumie czemu nie ? Niemożliwe – ? A jakby ktoś nam powiedział jeszcze dekadę-dwie temu, że serio problemem grzanym nad Wisłą będą takie oczywiste absurdy jak ”małżeństwa jednopłciowe” czy posiadanie przez pederastów dzieci tylko byśmy stuknęli się w głowę, a dziś… szkoda gadać.

            Oberschlesier
            7 października 2018 o 11:38 · Odpowiedz
            Po pierwsze: z tego, że pedofilia czy gwałt jest wielkim złem, nie wynika, że pedalstwo jest mniejszym (takie przesłanie zdaje się płynąć z twojego komentarza.) I jedno i drugie jest złem, i jedno i drugie powinno być karane śmiercią. No tak, ale tu znów mamy kolejny problem, bo kara śmierci czy kary cielesne to dla ciebie „sadyzm”. Aha, czyli mam rozumieć, że cała zdrowa część ludzkości od najdawniejszych czasów to byli i są sadyści? (bo kara śmierci i kary cielesne od najdawniejszych czasów uważane były za normę we wszystkich prawie tradycyjnych kulturach, natomiast homoseksualizm, który dla ciebie jest rzeczą normalną, był uważany od zawsze rzecz chorą i nienormalną. Dupa jest od srania – zakaz pedałowania.). Ładny masz stosunek do swych przodków. No, ale to jest typowe dla modernisty, któremu się wydaje że jest mądrzejszy od wszystkich pokoleń, które były przed nim, wszak on reprezentuje POSTĘP. Zresztą co do kary śmierci i kar cielesnych to odrzucenie tych rzeczy wynika w głównej mierze z duchowej impotencji, mentalnej kastracji, jakiegoś chorego, zniewieściałego pacyfizmu, ogólnie mówiąc odrzucenia męskości, rzeczy straszliwie szkodliwych dla każdej wspólnoty, bo każda opiera się na uzupełnianiu się wartości męskich i kobiecych i odrzucenie, któregoś z tych zespołów wartości ma dla niej katastrofalne skutki.
            Po drugie: Zawisza jest w błędzie, w liberalizmie nie ma żadnego rygoryzmu wobec pedofilii. Gdyby był, to pedofile dyndaliby na sznurach, a nie wychodzili po paru latach na wolność, po odsiedzeniu śmiesznie niskich wyroków. Raczej odwrotnie: już teraz w liberalnych parapaństwach istnieją partie domagające się legalizacji pedofilii, lewica już teraz zaczyna mówić o walce również z „pedofilofobią”, postulaty adekwatnego karania pedofilów (śmiercią) są już traktowane jako mowa nienawiści.
            Po trzecie: istnieje ścisły związek między postępującą swawolą seksualną, liberalizmem, permisywizmem, rozluźnieniem obyczajowym, wszechobecną pornografią i spornografizowaną popkulturą itd. a plagą pedofilii. Kto tego nie widzi powinien udać się do okulisty.
            Po czwarte: co do zabawnych tekstów w stylu: „lubi wydawać cenzurki moralne innym osobom w intymnych relacjach podchodząc do nich rygorystycznie (fiksacja, natręctwa)” czy to znaczy, że wg ciebie sprzeciw wb np. pedalstwa czy cudzołóstwa jest wyrazem „fiksacji” albo „natręctw” 😀 Znów: ten sam problem cała zdrowa część ludzkości od najdawniejszych czasów musiała i musi w takim razie być „fiksatami”, albo „natrętami”.

            Polubienie

            • http://xportal.pl/?p=34158

              Komentarze:

              5 komentarzy
              Takie Fakty
              7 października 2018 o 18:34 · Odpowiedz
              „Do żadnego z tych przypadków nie pasuje wulgarna karykatura”, niestety mi pasuje. Primo były już , na szczęście, ordynariusz diecezji elbląskiej wsławił się procesem sądowym, pozwanym prze osobę prywatna o zwrot pożyczonych pieniędzy . Wiele razy widziałem go w mojej parafii! Dwa lata bodaj później znowu z promilami , prowadząc samochód doprowadził do wypadku drogowego, sic!
              Wikary w naszej parafii został przeniesiony do parafii w Nowym Stawie. Podpadł prokuratorowi za molestowanie ministranta, został zawieszony przez biskupa elbląskiego i w końcu sam się zawiesił na plebanii na sznurze!
              Takie życie. Filmu nie oglądałem, więc się w tym temacie nie wypowiadam, piszę o faktach jakimi są!

              Bałakiriew
              6 października 2018 o 00:04 · Odpowiedz
              Dlaczego zakazywać? Wciąż nie wiem. Nie przekonało mnie ani jedno zdanie w tym tekście (choć autor umie pisać, czytałem wiele jego bardzo ciekawych tekstów). Może dzieciom należałoby zakazywać. Dorosłym: nie. Niech pełnoletni sami osądzą. Tym bardziej katolicy – którym ich wiara i jej pasterze towarzyszą cały czas, dzień po dniu. Wiedzę „jak jest”, więc posiadają. Kwestia druga: między Urbanem a Klerem/Kościołem jest taka różnica, że sporo zarabiają, ale to Urban płaci podatki. Kler – nie.

              wyklucznik
              5 października 2018 o 20:50 · Odpowiedz
              „Pogrążanie się przez Polaków w materialistycznym bajorze zachodniego demoliberalizmu”, co jest wg. autora bezprośrednim następstwem propagowania rzeczonego filmu ma też drugą stronę medalu. To jest też krok w stronę ewolucji kulturowej, bo do ludzkiej świadomości dociera powoli, że to, co ogranicza nie jest dobre i jedyne słuszne. Owszem, katolicyzm jest na poziomie instytucjonalnym swoistym lewarem ku metafizyce, ale to metafizyka, która gdy została wpojona naszemu narodowi, doprowadziła do jego upadku (historiozofia Stachniuka nie doczekała się z tego co wiem skutecznej krytyki).
              Sam niedługo – po 2 latach – ochrzczę syna, bo nie chcę walczyć z wiatrakami i odzywa się we mnie tęsknota do znalezienia swojej przestrzeni życiowej w kraju „ojców” wbrew wszelkim utrudnieniom, oraz zwyczajnie dlatego, że sam niekiedy chciałbym być prostym, poczciwym tradsem katolickim, ale to wbrew Poznaniu (czyt. Wiedzy, lub też gnozie).
              Ten film, choć go nie oglądałem i nie wiem czy obejrzę, bo nie mam ochotę na faszerowanie się błotem psychicznym, nie jest byle paszkwilem na kościół, ale obrazuje zjawisko, które swoją częstotliwością podważa autorytet instytucji KK. W każdym zawodzie zdarzają się ludzie prawi i gówniaki, ale w kapłaństwie jak i w policay siłą mechanizmu urobu społecznego przeważa ten drugi. Zresztą nie chodzi o proporcje. Bronicie czegoś, co trzyma waszą ideę, Naród w ryzach, ale z uwagi na kolektywizm myślowy nie dostrzegacie, że katolicki światopogląd, jeśli mocno wcielony, straszliwie odziera odbiór rzeczywistości z pełniejszego jej spektrum. Każdy człowiek ogląda projekcję albo wytwarza swój tunel rzeczywistości, a tunel rzeczywistości dewoty to jak patrzenie na świat przez przylbicę z wąskim szparami na oczy.
              Pozdrawiam serdecznie.

              Paweł
              5 października 2018 o 16:45 · Odpowiedz
              Pełna zgoda co do zakazu tego goebbelsowskiego szamba!
              Ale cenzura to by się pojawił od razu gdyby ktoś tak przedstawił żydów lub muzułmanów! Oj wtedy to by lewactwo piało z oburzenia!!

              Sarkazm
              4 października 2018 o 20:39 · Odpowiedz
              Oprócz cenzury to jeszcze palenie na stosie należałoby wprowadzić.

              Przemex, o filmie „Kler” napiszę coś w przyszłym tygodniu. O procesie Urbana zresztą też.

              opolczyk

              Polubienie

  17. No witam, co prawda na razie tylko rzuciłem okiem (ledwie parę ustępów), ale już widzę, że w tekście Polacy, Lachy/Lechici/, Sarmaci, Scytowie, Ariowie… o co tu chodzi? „turbosłowianie” zostali wzorcowo rozjechani na miazgę 🙂
    Tylko że ja ten komentarz chciałem dodać tam, ale się nie dało 😦

    Polubienie

    • Komentarze grzanka są moderowane, a na WPS czy u Przemka z automatu puszczają. Smutek 😦

      Grzanku kochany – u mnie wszystkie komentarze są moderowane. Nawet Przemka. Przyczyna jest prosta – niekiedy nie ma mnie przy kompie kilka dni. Gdybym wyłączył moderację, to żydowiery przerobiliby mi blog na miejsce schadzki czcicieli Jahwe i obrzezanego cieśli.
      I stąd pełna moderacja. Ale możesz być pewien, że Twoje komentarze, choć z „poślizgiem”, na pewno zatwierdzę.

      opolczyk

      Polubienie

      • Jeśli po tym tekście, turbolechici nadal będą usiłowali argumentować za bzdurami autorów takich jak wyżej wymienieni, to nie pozostaje nic innego jak zaszufladkować ich razem z piewcami teorii płaskiej Ziemi.

        Polubienie

        • Grzanek, dla mnie turbo-lechici i ci od płaskiej Ziemi to od początku ten sam sort. Tak samo ślepi i głupi.
          Nie pisałem ostatniego tekstu do nich, bo tak ślepo wierzą w imperium Lechii, że nic ich nie przekona, że to bujda. Tak jak wyznawców Jahwe i Joszue nic nie przekona, że to żydowskie bajki.
          Jeśli dla kogoś to pisałem, to dla tych zdezorientowanych, co słuchają i czytają turbo-lechitów, ale do końca też nie są przekonani.
          Do nich, jeśli trafią na ten tekst, mam nadzieję dotrze, że są przez Bieszka & spółkę robieni w balona.

          Polubienie

  18. „Rola kościoła katolickiego w dziejach Polski…”

    Kolejny znamienity artykuł po „Polacy, Lachy/Lechici/, Sarmaci, Scytowie, Ariowie… o co tu chodzi?” Dobrze, że o tym wszystkim wciąż przypominasz Andrzej.

    „I do przyniesienia Słowianom kultury aspiruje kk. Zapomina o tym, że Słowianie posiadali przepiękną, mającą wiele tysiącleci, kulturę. Na dodatek własną, tworzoną przez setki pokoleń. Cechowały ją afirmacja życia, radość z życia, szacunek do Przyrody, szacunek oddawany przodkom i bogom, wspólnotowa solidarność, równość, egalitaryzm i wolność.”

    Wiemy, że ten szacunek musiał z czegoś wynikać – właśnie ze słowiańskiej kultury, która przejawiała się w życiu codziennym takich Słowian. Przeciętny krystowierca często nawet nie jest świadomy tego, jak bardzo szkodzi sobie i innym poprzez rodzaj życia, jaki prowadzi. Krystowierstwo odcięło współczesnych potomków Słowian od ich słowiańskich przodków, czyli od tych Przodków, dzięki którym ten szacunek oraz te wartości byłyby zachowywane (oczywiście tego szacunku nie należy utożsamiać tylko z oddawaniem czci, szacunek to również odpowiedni sposób życia) Zdewastowanie Ziemi osiągnęło stan krytyczny (to nie jest odpowiedni sposób życia dla społeczeństw, które chcą uchodzić za „światłe”), w zastraszającym tempie jest to kontynuowane – ogrom zła, jaki został dokonany i dalej ma miejsce, dokonuje się m.in. dzięki tej antykulturze właśnie poprzez to, że ona odcięła nas od tej słowiańskiej kultury. Niestety bardzo wielu współczesnych, tzw. „cywilizowanych” ludzi, ma takie pojęcie o Słowiańszczyźnie, że jest Ona dla nich utożsamiana wyłącznie z jakimś prymitywizmem – antykultura o to dba. Oczywiście najpierw owieczkom się wpaja, że to nie żydzi/Żydzi dają im religijną koncepcję, ale sam bóg się im pojawił, więc skoro to „sam” bóg „mówi”, że to jest „naj” a nie oni żydzi/Żydzi, to jakże by można z tym się sprzeczać – pamiętajmy, że w istnienie boga się wierzy. Antykultura warunkuje emocjonalnie od małego i niektórzy ludzie, mimo że intelektualnie mogą dostrzegać w niej (koncepcji religijnej) jakieś absurdy, to z tych psychologicznych względów trzymają się kurczowo tej przedstawionej im przez żydów do wierzenia judeo-krystowierczej koncepcji. Wiary w istnienie nie da się uniknąć, ale należy baczyć, od kogo, i jakie, koncepcje się przyjmuje – widzimy, co się stało dzięki tej nie słowiańskiej „kulturze”. Ta antykultura pokazała, co wyrugowała i jakie skutki to przynosi.

    Sława!

    Polubienie

  19. „Opary absurdu i demagogii – Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych”

    Tak. „Misjonarze”, i PiSrael na temat „Niezłomnych Tłumiących” itd. będą raczej cicho, sza.
    Wielce mówiący też cytat z zalinkowanego przez Ciebie art. „Dzień Pamięci Ofiar Kościoła Katolickiego i Chrystianizacji Słowian”:

    „Już sam fakt, że władca Polski musiał przyjąć jakiś obrządek religijny by usankcjonować swoje rządy w oczach zachodnich władców daje do myślenia”.

    Kato-narodofcy, czy inni krystowiercy, potępiający to jak wprowadzili komunizm i co zrobili komuniści z Polską i uważający za słuszne odsunięcie ich pogrobowców od stanowisk, przywilejów, polityki, wpływu na państwo Polskie, tego samego już nie zastosują wobec dzisiejszych krystowierców – przecież ich poprzednicy w wierze doprowadzili do powstania „wyłącznie” katolickiej (wyłącznie według nich) Polski i do wprowadzenia obcej Słowianom (nie chcieli tego) ideologii religijnej również przymusem, podstępnie i krwawo.

    Sława!

    Polubienie

  20. Witam,
    po necie krążą dziwne spiskowe teorie odnośnie pana dobrego znajomego. Czy mógłby się pan do nich ustosunkować albo poprosić pana Jarzyńskiego by rozwiał wątpliwości blogerów na blogu bruska na jakim zwykł czasami pisywać.

    thx

    // wiadomość jedna z problematycznych //

    ( https://kodluch.wordpress.com/2018/10/19/19-10-2018-syria-1112-dzien-sprzatania-swiata/#comment-55309 )

    Jeszcze wątek Michała Jarzyńskiego. Ten wczorajszy jego wpis był też niepodobny do niego. (…)
    Moim zdaniem można już teraz przyjąć za pewnik, że Michał Jarzyński został zgarnięty przez służby specjalne i siedzi w więzieniu albo już nie żyje.

    // wiadomość do jakiej się odnosi //

    https://kodluch.wordpress.com/2018/10/17/17-10-2018-syria-1110-dzien-sprzatania-swiata/#comment-55150

    Mój przyjaciel, Michał Jarzyński, nie został „zgarnięty” przez służby, choć wiem że miał z nimi problemy. Służby próbowały wielokrotnie i różnymi metodami wpłynąć na niego. Michał sam zresztą rozwiał wątpliwości u Bruska pisząc:

    „Po prostu zwolniłem tempo i znacząco zmniejszyłem aktywność internetową oraz trochę zmieniłem zainteresowania.”

    Potwierdzam to. Michał z upływem czasu coraz mniej zajmuje się polityką a więcej czasu poświęca na sprawy duchowe-metafizyczne-transcendentalne. I w moim przekonaniu robi słusznie – życie to nie tylko polityka…

    opolczyk

    Polubienie

  21. „Medialne i społeczne „trzęsienie ziemi” w związku z filmem „Kler”…”

    „Wracając do filmu „Kler” – niestety nie był on w stanie wyraziście unaocznić jeszcze jednej, chyba najważniejszej i najgorszej patologii krystowierstwa (…) ślepej, tępej i bezrefleksyjnej wiary w nadjordańskie wymysły, żydowskie „pismo święte” i „nauki kościoła” upstrzone bzdurnymi dogmatami”

    Tak, to jest problem, bo równocześnie całe tabuny apologetów od wieków „żyły sobie wypruwają” (jak to fajnie ujmujesz), aby tak zinterpretować to co jest w tych judeo-krystowierczych przekazach, żeby wyznawcy to łykali (np. jak są jakieś absurdy to przekonać owieczki, że tutaj „pismo mówi” coś innego). Rozrosła się ta sekta ponad miarę.
    Mam również nadzieję, że Wojtkowi Smarzowskiemu powiedzie się filmowa realizacja historii o Słowianach z uwzględnieniem tych ważnych wątków, o których wspomniałeś – dążyli oni (poprzednicy „w wierze” dzisiejszych krystowierców) do unicestwienia słowiańskiej kultury, bo dla nich była to m.in. wiara w jakieś demony itd.
    „Kler” przebił już „Avatara” (w ilości widzów) i być może przegoni „Ogniem i mieczem”.

    Sława!

    Polubienie

    • Mirek,

      popatrz jak katolactfo próbuje ośmieszać Wojtka Smarzowskiego. Jest taki gówniarz, Korczarowski, prowadzący „emisję”. Nadmienię (a wiem to od niego samego) że jego studio kosztowało ok. 30 tys. zł. i że pomagali mu je nazbierać m.in Braun i Michalkiewicz. Po czym widać jaką misję ma „emisja”.
      Podrzucono mi jedną z ostatnich produkcji „emisji”. Na marginesie dodam, że widać w niej jak na dłoni patologię krystowierczą o której wspomniałem – efekt ślepej, tępej i bezrefleksyjnej wiary w nadjordańskie wymysły. Uczestnik dyskusji Patlewicz to przykład katoliciego zombie z totalnie obrzezanym rozumem. Jest do tego stopnia durny, że nawet nie dostrzega, jaki jest durny. Ale to tylko tak na marginesie…

      Gówniarz Korczarowski ok. godz 1:24:40 najpierw napomknął o turbolechitach, a następnie stwierdził, że Smarzowski zapytany o jego następny film rzekomo powiedział, że „może zrobię coś o tym, że Polska przed chrztem też istniała”:

      Jak wiemy Smarzowski powiedział tak, cytuję:

      „Być może następna historia będzie o Słowianach – opowieść o tym, że przed chrztem też byliśmy…”

      A przecież jest ogromna różnica między tym co on faktycznie powiedział, (że Słowianie byli przed chrztem, bo byli i to wiele tysięcy lat) a tym co imputuje mu Korczarowski (że Polska była przed chrztem. Tu pomijam już to, że państwo Mieszka nie było jeszcze Polską a państwem polańskim, piastowskim – co najwyżej proto-polskim).
      Jest to przykład ordynarnej, nachalnej manipulacji w wykonaniu katolackiej gnidy Korczarowskiego – wspomina o turbosłowianach, po czym przeinacza wypowiedź Smarzowskiego stawiając go w jednym szeregu z turbolechickimi świrami typu Bieszk czy Szydłowski.

      I tak wygląda katolicka „prawda” o Smarzowskim w wykonaniu turbokatola Korczarowskiego.

      Polubienie

      • Andrzej, mocne.
        Korczarowski, Patlewicz stanowią doskonały przykład na to w jaki sposób krystowierstwo jest patologią paraliżującą rozum, jak o tym pisałeś, no bo oni już chyba tak utożsamiają się z polakatolictwem, że jak usłyszą „przed chrztem też byliśmy” (mimo, że wypowiedź odnosi się do Słowian) to dla nich to wtedy oznacza „my polakatolicy byliśmy” (a więc i Polska, ta ich polakatolicka). No więc albo są głupcami, albo mają już tak sprane mózgi, że są w stanie bez problemu posuwać się w żywe oczy do tak ordynarnej manipulacji.

        Polubienie

  22. @ Rola kościoła katolickiego w dziejach Polski…

    Dwie sprawy:

    1. Nie potrafię znaleźć źródła poniższej tezy, ale od zawsze zagadkowa jest zwłoka wojsk króla Jagiełły po wygranej bitwie pod Grunwaldem w obleganiu Malborka. Od bitwy do przybycia do Malborka minął tydzień mimo że odległość jest niewielka, Malbork był po bitwie zupełnie bezbronny i bardzo łatwo można go było zająć całkowicie likwidując pruskie państwo Zakonu Braci Szpitalników Domu Niemieckiego w Jerozolimie pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny.

    Jagiełło zwlekał. Podobno przyczyną było ostrzeżenie nuncjusza papieskiego, który towarzyszył Jagielle. Na zwycięzcę tej bitwy obstawiano wojska Najświętszej Panienki, Zakon był również faworytem Rzymu. Wynik jednak był inny i papież chronił interesy swoich pupili grożąc Jagielle organizacją wyprawy krzyżowej, jeśli ten zaatakuje Zakon. Jagiełło był świeżym chrześcijaninem i dlatego nie mógł zlekceważyć ostrzeżenia papieża. Dlatego przybył pod Malbork z celowym opóźnieniem, jak tam zorganizowano już obronę.

    Problem państwa Zakonu pod wezwaniem Najświętszej Panienki rozwiązał dopiero Józef Stalin w 1944 roku, a to chyba tymczasowo, bo Niemcy są do tych terenów przywiązani i trudno ukryć, że dążą do ich odzyskania (po tylu wiekach kolonizacji trudno im się zresztą dziwić). Można więc powiedzieć że dzięki zwłoce Jagiełły problemu Prus Wschodnich nie udało się rozwiązać do dzisiaj.

    2. Unia brzeska z 1596 roku.

    Od czasów zdobycia Konstantynopola przez Osmanów największym państwem prawosławnym stała się Ruś. Wtedy to Księstwo Moskiewskie i później Rosja stały się światowymi opiekunami prawosławia. Córka cesarza rzymskiego Zofia ożeniła się z Iwanem III w 1472 roku, nastąpił wówczas transfer know-how z Konstantynopola do Moskwy i moskiewscy książęta zaczęli promować termin „Trzeci Rzym” na określenie Moskwy. Moskwa była „Trzecim Rzymem” do 1917 roku.

    Zniszczenie prawosławia to mokry sen biskupów Rzymu od co najmniej tysiąca lat. Znamy wiele spisków, które Rzym uknuł bądź w nich uczestniczył właśnie w celu osłabienia czy zniszczenia najważniejszych ośrodków prawosławia. Podobno jednym z nich było wyszkolenie Mahometa, który miał zdobyć Jerozolimę i przekazać ją Rzymowi, ale to tylko spekulacje (faktycznie Jerozolimę zdobył, ale zapomniał ją przekazać). Takimi spiskami były z całą pewnością – między innymi – wyprawy krzyżowe. Podczas czwartej rzeczywiście krzyżowcom udało się zdobyć Konstantynopol i okupować go kilkadziesiąt lat.

    Unia brzeska była katolicką intrygą obliczoną na osłabienie prawosławia, na podporządkowanie go Rzymowi. Nieodległe dymitriady to ciąg dalszy realizacji tego programu. Unia doprowadziła do odbierania Cerkwi klasztorów i samych cerkwi, mniej lub bardziej zorganizowanych i krwawych protestów wiernych i pacyfikacji tego oporu, wprowadziła czasami gorącą czasami zimną wojnę religijną, która trwała aż do 1795 roku, do spektakularnej śmierci samego państwa.

    Realizacja unii brzeskiej prowadziła do walki z ludnością prawosławną, która mieszkała na większości ziem Korony i Litwy, sprowadziła prawosławnych formalnie do ludzi drugiej kategorii. Pamiętamy że prześladowania ludności prawosławnej były podnoszone podczas największej wojny domowej, Powstania Chmielnickiego.

    WPS wrzucił fajny materiał, wypowiedź rosyjskiego historyka o Polsce: https://www.youtube.com/watch?v=wMXk61gjw4c

    Igor Szyszkin przypomina, że systemowe prześladowania ludności prawosławnej w Rzeczypospolitej były polityczną racją wszystkich wojen Rosji z Rzeczypospolitą od pierwszego cara Michała Romanowa do Katarzyny II Wielkiej, która współuczestniczyła w pogrzebaniu tego państwa. Rok 1795 to udany koniec polityki „zbierania ziemi ruskiej”, wówczas zachodnia granica Rosji zatrzymała się na, zgrubsza, późniejszej Linii Curzona (http://poszukiwania.pl/media/products/7ee4a701b2c6ce8064b66dd5f5c254be/images/thumbnail/big_cropped_img_slider.jpg).

    Unia brzeska, która realizowała wyłącznie cele rzymskiej biurokracji religijnej, doprowadziła do permanentnej (gorącej bądź uśpionej) wojny religijnej na większości terytorium państwa i znacząco przyczyniła się do pogrzebania tego państwa w 1795 roku.

    Polubienie

    • Metro,

      sprawa nr 1:

      W mojej ocenie zwłoka w obleganiu Malborka (a potem nieudolne oblężenie i odstąpienie od niego) nie miały wiele wspólnego z interwencją nuncjusza papieskiego, choć faktem jest, że ówcześni papieże, zwłaszcza za złoto otrzymywane z Malborka, popierali krzyżaków. Niemniej :
      – Jagiełło nie ustraszył się nawet klątwy i w jego wojskach walczyli przeciwko krzyżakom poganie (Tatarzy) jak i „shizmatycy” (prawosławni i husyci),
      – w czasie bitwy pod Grunwaldem u łacinników było jednocześnie trzech papieży (Benedykt XIII, Grzegorz XII i Jan XXIII), których bardziej zajmowała walka z rywalami o papieski tron i obrzucanie się nawzajem klątwami, niż bitwa grunwaldzka.

      Wydaje mi się, choć nie mogę tego udowodnić, że sprytny Jagiełło z premedytacją nie rozwalił państwa krzyżackiego z powodów oczywistych – gdyby Malbork i zakon padły – po co byłby potrzebny polskim możnowładcom litewski poganin, niedawno z konieczności okrzczony, na krakowskim tronie? Z kronik wiadomo, że nawet po krzcie Jagiełło, już panujący na Wawelu, nadal kultywował różne pogańskie zabiegi magiczne, co mu zarzucali katoliccy duszpastuchowie.
      Jagiełło wiedział, że jedynie dalsze istnienie zakonu zmusi polskich możnowładców do trwania w unii z Litwą, co jemu gwarantowało tron a nawet ewentualne trwanie na nim jego dynastii. Wiedział ponadto, że po upadku unii wznowią się wojny Polski z Litwą, która dodatkowo miała do czynienia z drugiej strony z rosnącym w siłę księstwem moskiewskim i byłaby wzięta w dwa ognie. Wobec czego unia z Koroną była Jagielle potrzebna.

      I tu powiem otwarcie tak – uważam, że gdyby Jagiełło rozwalił krzyżackie państwo do końca, unia polsko litewska by się rozpadła, najpóźniej tuż po jego śmierci. A wtedy Korona nadal walczyłaby jak wcześniej z Litwą na wschodzie, a na zachodzie i południu napierana byłaby przez Niemców (Luksemburczyka i Brandenburgów). W tym przypadku niewykluczone, że wobec tych zagrożeń oraz nadal istniejących tendencji odśrodkowych w Koronie (rywalizacja Wielkopolan z Małopolanami, wojny domowe w Wielkopolsce w latach 1352-58 i 1382-85) losy Królestwa Polskiego byłyby niezbyt ciekawe a może nawet niezbyt długie. A tak dzięki podstępowi Jagiełły (oszczędzenie zakonu) w ramach unii z Litwą Korona przeżyła dwa wieki rozkwitu. Upadek jej zaczął się od unii lubelskiej, wygaśnięcia dynastii jagiellońskiej i sprowadzenia do państwa jezuitów, co nastąpiło mniej więcej w tym samym czasie. Od tego momentu wojujący katolicyzm rozpoczął trwające dwa wieki dobijenie Rzeczypospolitej.

      Zgadza się też, że Niemcy (choć nie wszyscy) nadal marzą o odzyskaniu „ziem utraconych”. Mentalność niemiecką w tej sprawie ukształtował jak mi się wydaje, żydo-katolicyzm średniowiecznego cesarstwa niemieckiego. Bo patrz – ziemie gdzie kiedyś Niemiec postawił buciora, uważa on za od zawsze i na zawsze niemieckie. To samo jest z żydo-katolicyzmem – wszystkie ziemie które okupował, nawet nieproszony, uważa za od zawsze i na zawsze katolickie.

      2 – unia brzeska

      Oczywiście że była to intryga katolicka sterowana z Rzymu, przeprowadzana łapskami miejscowych jezuitów i żydo-katolickiego kleru Rz’plitej, mająca osłabić cerkiew a przez to i Rosję, w której cerkiew wspierała tron.
      Pełna zgoda i na stwierdzenie, że prowadzona przez katolactwo na terytorium Rz’plitej wojna religijna przeciwko innowiercom (nie tylko przeciwko prawosławnym, ale i protestantom) doprowadziła do upadku szlacheckiej Rzeczypospolitej. Wielokrotnie w różnych tekstach o tym pisałem i to podkreślałem.
      Natomiast całkowicie odrzucam przypuszczenia jakoby „wyszkolenie Mahometa” było intrygą papieską przeciwko prawosławiu.
      Mahometowi Koran pisali żydowscy rabini, wściekli, że krystowierstwo podrzucone Rzymowi w celu jego rozwalenia, zajęło Palestynę. Pisałem kiedyś o tym tak:

      „Ale parę wieków później, ku zgrozie potomków Gameliela i Pawła chrześcijaństwo podrzucone Gojom bumerangiem wróciło jako okupant do samej Palestyny.
      Stało się to już po tym, gdy poganin Konstantyn zgonił do Nicei biskupów nowej wiary rozkazując im demokratyczne przegłosowanie dogmatu o boskości Joszue. Co biskupi potulnie uczynili. Po przeniesieniu stolicy imperium do Konstantynopola Palestyna stała się – o zgrozo – prowincją chrześcijańskiego imperium bizantyjskiego. Na świętej ziemi Izraelitów zaczęto stawiać bałwochwalcze świątynie Joszue.

      Nowa wiara podsunięta rzymskim Gojom wyrwała się Izraelitom kompletnie spod kontroli. Zaczęła podbijać coraz większe tereny. Okazała się ona bezwzględna i brutalna nawet dla nieortodoksyjnych jej wyznawców, których po prostu mordowano jako heretyków. Mały światek Izraelitów utonął w potopie wymyślonego przez nich dla Gojów chrześcijaństwa. Zaczęło ono podbijać świat semickich plemion arabskich. Aby ograniczyć rozprzestrzenianie się tej wrogiej wobec Izraelitów wiary analfabecie Mahometowi podpowiedziano utworzenie konkurencyjnego wobec chrześcijaństwa islamu. Złośliwi twierdzą nawet, że sury napisane rzekomo własnoręcznie przez proroka islamu napisali mu w rzeczywistości rabini. Islam nie był początkowo popularny a arabskiego proroka wyśmiewano. Za srebrniki Sanhedrynu zrobiona kampania popularyzacji Mahometa sprawę uratowała. Jahwistyczny islam stał się religią potomków Ismaela – Arabów.

      Koran głosił, że bóg Abrahama i Mojżesza odwrócił swe oblicze od narodu wybranego za zafałszowanie przez niego jego woli. A ze względu na zabijanie przez Izraelitów kolejnych proroków – ostatniego w kolejce Joszuę (idola chrześcijaństwa) – Allah wybrał Mahometa, potomka Ismaela, syna Abrahama, do odnowienia i ogłoszenia niezafałszowanej prawdy objawionej.
      Tym razem plan Sanhedrynu powiódł się lepiej. Kolejna religia “objawiona” wymyślona przez Izraelitów dla Arabów rzeczywiście stała się przeciwnikiem nr 1 poprzedniej “religii objawionej” wymyślonej przez Izraelitów dla Rzymian. Od tamtego czasu obie “młodsze” religie abrahamiczne – chrześcijaństwo i islam walczą i konkurują ze sobą. A Gwiazda Dawida zza kulis pociąga za sznureczki. Chrześcijaństwo do tego stopnia zostało przykute do rydwanu Izraelitów, że obecnie napada i okupuje jeszcze nie zwasalizowane przez Izraelitów państwa muzułmańskie.”

      https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/03/historia-naturalna-religii-monoteistycznych/

      Papiestwo w czasach Mahometa nie było w stanie uknuć takiej intrygi, gdyż było za słabe i miało prawie zerowe znaczenie. Zachodnie cesarstwo legło w gruzach i rozpadło się na dziesiątki państewek, a wpływy biskupa Rzymu, pozbawionego wsparcia silnego władcy świeckiego, przez trzy wieki nie wykraczały poza sam Rzym. Znaczenie papiestwa jako siły politycznej zaczęło się dopiero od połowy VIII wieku (gdy islam już od ponad wieku istniał), kiedy to z poparciem Frankona Pepina Krótkiego utworzone zostało państwo kościelne (ok. 755 rok), wspierane przez Franków i wzajemnie ich wspierające. Wzmocniła jeszcze znaczenie papiestwa fałszywka nazwana „Donacją Konstantyna”
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Donacja_Konstantyna

      Dopiero wtedy papiestwo zdolne było do międzynarodowych intryg i konkurowania z Bizancjum. Wcześniej nie, bo było za cieńkie w uszach.

      Polubienie

  23. „Co słychać w szumie drzew…”

    Andrzej, Twój tekst przypomniał mi artykuł, który kiedyś czytałem: „Przodkowie w koronach drzew”.
    Margit Bohdalek – szamanka przeprowadzała warsztaty, gdzie jednym z ćwiczeń, dla uczestniczących, było przywoływanie przodków, właśnie dzięki energii drzew oraz przy pomocy ich korzeni czerpanie potrzebnej do tego energii z Ziemi (ćwiczenia były udane). Jak konkluduje Autorka: „Jednak brak energetycznej łączności pomiędzy Ludźmi a Ziemią powoduje, że prowadzimy życie coraz bardziej nieświadome, wciąż od nowa powtarzając te same lekcje historii”.
    Wyznawcy hebrajskich bożków podejmowali próby całkowitego wyrugowania słowiańskiej kultury i myślę, że tego typu zaślepieńcy, oddani ślepo nadjordańskiej dżumie, skutecznie wyrugują samych siebie z tej planety.

    ps. Dziękuję za wspomnienie o Strzybogu, Temu który jak wiesz, stałymi wiatrami kieruje. Jego syn Pogwizd (jest też Poświst) to Władca Bryzy (uwielbiam morską bryzę).

    „Słowiańskie Święto Przodków – Dziady…”

    Nadjordańskie „dziady” (te o pejoratywnym zabarwieniu) nie mogą znieść popularności pogańskiej Rękawki.
    Dołączam się do Twego oddania szczególnej czci dla Tych, którzy stawiali opór fanatykom spod znaku krzyża. Chwała i sława im wszystkim!

    Sława!

    Polubienie

    • Mirek,

      szamanka, o której piszesz, ma oczywiście rację. We wszystkim! I o energii drzew i że „brak energetycznej łączności pomiędzy Ludźmi a Ziemią powoduje, że prowadzimy życie coraz bardziej nieświadome, wciąż od nowa powtarzając te same lekcje historii”. Cywilizacja oderwała nas od korzeni. Naszych własnych i od korzeni drzew. Pamiętasz dwa artykuły, które mi niedawno podrzuciłeś – „Mądrość dzikich plemion” i ” „Jak leczy nas las”…

      …a o których wspomniałem tu:

      https://opolczykpl.wordpress.com/2018/09/23/jesienna-rownonoc-slowianskie-plony/

      To wszystko razem zazębia się, uzupełnia i daje jedną logiczną całość. To jest mądrość, którą znały i posiadały dzikie ludy – także Słowianie. I stąd były u nich święte drzewa i święte gaje, wściekle wycinane przez nadjordańskich szubieniczników. Oni faktycznie sami siebie wyrugują z Ziemi na której są ciałem obcym, wirusem. Oby jak najprędzej.

      A to, że „Nadjordańskie „dziady” (te o pejoratywnym zabarwieniu) nie mogą znieść popularności pogańskiej Rękawki” – bardzo mnie cieszy. Ich wścieka popularność Rękawki dodatkowo w kontekście santo subito. Kraków wszak w ich propagandzie to „miasto JP nr2”. I Krakowianie powinni na kolanach modlić się do „świętego okna” świętego ich (a nie naszego) papieża…

      …na (w ich propagandzie „słynnej”) ulicy Franciszkańskiej:

      https://www.polskieszlaki.pl/okno-papieskie-w-krakowie.htm

      A nie przywracać wściekle zwalczane przez tysiąc lat pogańskie radosne obrzędy i zabawy.

      Sława!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s