Wielkanocna opowieść – spisek „zmartwychwstania”…

.

.
W roku 3961 żydowskiego kalendarza (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kalendarz_%C5%BCydowski#Rachuba_lat), w jakiś czas po śmierci ostatniego jewangelisty Judy syna Izraela, nazwanego na użytek gojów Janem, w przeznaczonej dla zasłużonych sług judaizmu ekskluzywnej części szeolu (https://pl.wikipedia.org/wiki/Szeol), żydowskiego sektora zaświatów błędnie utożsamianego z piekłem, znajdującego się w jednym z najniższych zaświatowych pierścieni, spotkali się przywódca spiskowców, podstępny faryzeusz Saul znany bardziej jako „św. Paweł”, oraz cała czwórka jego podkomendnych –  autorów jewangelii kanonicznych: Mordechaj ben Izaak (syn Izaaka) nazwany jewangelistą Markiem, Mojżesz ben Dawid nazwany jewangelistą Mateuszem, Lewi ben Abraham nazwany jewangelistą Łukaszem i wspomniany już wcześniej, ostatni jewangelista – Juda ben Izrael. Miejscem spotkania była (będąca jak prawie wszystko w zaświatach myślotworem sprawiającym wrażenie rzeczywistości) weranda wygodnej willi faryzeusza Saula-Szawła-Pawła, którego po śmierci wyznaczeni przez niego następcy okrzyknęli Apostołem Narodów. I to on podniesionym głosem i ostrymi wyrzutami rozpoczął spotkanie.
– Czyście ludzie poszaleli? To po to narażałem się, udałem oślepienie mnie z nieba przez tego galilejskiego włóczykija, po to udawałem krystowiercę i pozwalałem spoufalać się z sobą motłochowi z przeklętej sekty galilejczyka, po to podróżowałem po świecie i agitowałem wśród rzymskich nieczystych nieobrzezanych wieprzy za tym, aby galilejczyka uznali messiasem, krystem i synem Najwyższego i po to naraziłem się na więzienie, procesy przed czcigodnym Sanhedrynem i rzymskim nieobrzezanym wieprzem prokuratorem, abyście wy sknocili zlecone wam zadanie?
Rozdrażniony Saul zamilkł, milczeli też jego podkomendni.
– Tyle razy was pouczałem – kontynuował Saul po chwili milczenia – że jewangelie muszą być spreparowane sprytnie, podstępnie i dobrze; tak aby nieczyte nieobrzezane goje nie domyślili się w nich naszego oszustwa. Nasz lud wybrany kapłani Najwyższego uprzedzili naturalnie, że to lipa i nasi nie dadzą się nabrać. Ale goje muszą w jewangelie uwierzyć, gdyż inaczej nigdy nad nimi nie zdobędziemy dominacji. A jak mogą goje uwierzyć w jewangelie, skoro wszystko spartaczyliście. Tylko głupi i ślepy nie dostrzeże w waszych jewangeliach tych wszystkich sprzeczności i niedorzeczności. Po co pisaliście, że galilejczyk zabronił iść jego hołocie do nieczystych pogan (Nie idźcie do pogan”… – Mt 10, 5)? Po co pisaliście, że Joszue przyszedł tylko do owiec z domu Izraela (Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela” – Mt 15, 24)? Przecież jewangelie są dla pogan, nieczystych gojów. Ich należy oszukać. I dlatego w jewangeliach miało być napisane, że przyszedł on właśnie do nich, aby ich „zbawić”
– Z rozumu… – wyrwało się Mordechajowi, milczącemu dotychczas, podobnie jak pozostali jewangeliści, ze strachu przed gniewem dowódcy. Mimo napięcia wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem i rechotali tak dłuższą chwilę trzymając się za brzuchy.
– Oczywiście że z rozumu, bo jak inaczej moglibyśmy nad nimi zapanować – potwierdził poważnie Saul – jewangelie czyli żydowska dobra nowina mają oduczyć ich samodzielnego myślenia; mają ślepo wierzyć we wszystko, co nasi liderzy udający wyznawców krysta podsuną im jako prawdę objawioną. Zniewolić musimy ich umysły i ich ducha – inaczej nie zapanujemy nad nimi na całej Ziemi. Ale wracając do sprawy – jak mogliście tak sknocić opisy owego – Saul w tym momencie sam zaśmiał się na głos – „zmartwychwstania”. Przecież to kluczowy element wykreowania nieobrzezanym gojom tego galilejskiego włóczykija i nieudacznika na krysta i syna Najwyższego.
Saul zamilkł a po chwili odezwał się Mordechaj ben Izaak (jew. Marek), najstarszy z jego podkomendnych jewangelistów:
– Niezwykle czcigodny faryzeuszu Saulu. Jak sam wiesz, gdy wezwałeś nas do stawienia się przed twoim czcigodnym obliczem, my wszyscy, jako wierni wyznawcy Najwyższego, byliśmy wtedy od dziesięciu lat ślubowaniem nazirejskim (https://pl.wikipedia.org/wiki/Nazireat) zobowiązani do powstrzymywania się od spożywania wina. Na twoje polecenie, aby nie odróżniać się od garstki galilejskiego motłochu z sekty Joszue, którzy żłopali wińsko na okrągło, będąc przekoni, że to jego krew, także i my podczas naszego spotkania z tobą piliśmy wino. Ale że od niego przez tyle lat odwykliśmy, dlatego z twoich mądrych instrukcji nie wszystko zapamiętaliśmy tak, jak nam to przykazałeś. Po prostu za mocno podczas rozmowy z tobą zaszumiało nam w głowach…
– Zaszumiało wam w głowach – ryknął Saul! – Wam się filmy pourywały, pętaki, patałachy, durnie. Co wam mówiłem, jak mieliście opisać „zmartwychwstanie”? Tylko Mojżesz ben Dawid na samym początku napisał choć odrobinę z tego, co wam nakazałem, ale i on całą resztę sknocił. Mówiłem wam – „zmartwychwstanie”, hehehe, galilejczyka – musi ukazać potęgę Najwyższego, musi być mrożące krew w żyłach. Tylko wzbudzeniem śmiertelnego strachu przed potęgą Najwyższego można motłoch trzymać w ryzach i posłuszeństwie. Motłoch nie musi Najwyższego kochać – ale musi się go bać. Wtedy nam jako jego przedstawicielom będzie posłuszny. Z nieobrzezanymi gojami ma być tak samo. Najpierw należy przerazić ich wizją okropnego piekła – i to w jewangeliach zrobiliście jako tako pisząc w wymyślonych przypowieściach galilejskiego włóczykija o piekielnym ogniu nieugaszonym, w którym na wieczność wylądują nieposłuszni. Potem należało im opisać wspaniałości nieba, co zgodnie z moimi instrukcjami zrobiliście, choć i to nie najlepiej. Miało być więcej opisów grozy piekła i wspaniałości i szczęśliwości nieba. To jest jedyna droga do panowania nad motłochem, obojętnie czy naszym własnym, czy nieobrzezanymi gojami – wzbudzić należy przerażenie i strach przed piekłem i obiecać im za posłuszeństwo niebo. A przy opisie – tu Saul ponownie zachichotał – „zmartwychwstania” – należało pokazać przede wszystkim potęgą Najwyższego. Jak wam mówiłem: najpierw miało być wielkie trzesienie ziemi i wielka wichura i burza. Ziemia miała pękać a niebo drżeć. Potem miał być ogień idący z nieba, potężne głosy anielskich trąb i wszyscy archaniołowie zgromadzeni być mieli przy grobie na powitanie – tu znów parsknął śmiechem – „zmartwychwstałego zbawiciela” nieobrzezanych pogańskich wieprzy. A straż rzymska miała oniemieć ze strachu widząc cuda i potęgę Najwyższego. I do grobu miała przyjść cała sekta tego galilejskiego obszarpańca – wszyscy jedenastu. Baby zaś miały być tylko dwie – jego matka Miriam i kochanka Magdalena. I miały iść co najmniej 7 kroków za mężczyznami, aby ich nie zanieczyścić. Szły niby tylko po to, aby jako służebnice namaścić zwłoki galilejczyka, pod nadzorem mężczyzn. Co jednak wobec jego – tu kolejny raz zachichotał – „zmartwychwstania” – miało okazać się ostatecznie zbyteczne. I na tym rola bab miała być skończona. A wy tak wszystko sknociliście, że aż mnie złość bierze. W tych waszych opisach – mimo złości znów zachichotał – „zmartwychwstania”, baby są ważniejsze niż mężczyźni. A przecież sektą krystowierców mają rządzić wyłącznie mężczyźni, bo baby wszystko by spieprzyły. Sami wiecie, są za miękkie, płaczliwe i litościwe. Sektę zaś trzeba trzymać za pysk twardą ręką i strachem przed gniewem Najwyższego. I co, że gojom wmawiamy, że jest nieskończenie dobry i miłosierny? Niech w to wierzą. Ale bać się go muszą, bo inaczej nad nimi nie zapanujemy. Tylko strachem utrzymać można motłoch w ryzach. Dlatego w dziejach apostolskich kazałem umieścić uśmiercenie Ananiasza i Safiry za to, że nie oddali kierownictwu sekty wszyskich pieniędzy za sprzedaż majątku, za co niby Najwyższy pokarał ich natychmiastową śmiercią. I zakończyłem tę bajkę słowami: „Strach wielki ogarnął cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli” (http://www.nonpossumus.pl/ps/Dz/5.php). A zrobiłem to tylko dlatego, bo tylko strachem można motłoch trzymać w ślepym posłuszeństwie. Gdy później odwiedziłem Ananiasza i Safirę, którzy pod zmienionymi imionami zamieszkali po ich domniemanej „śmierci” w luksusowej willi na Sycylii, mieliśmy ubaw po pachy. Oni na zawsze znajdą się w piśmie świętym dla gojów jako ofiary gniewu Jahwe-Boga-Ojca, a strach przed jego gniewem rzeczywiście zadziałał – od tamtej zmyły wszyscy w sekcie co do ostatniego szekla oddawali nam – kierownictwu sekty – pieniądze.
.
Słuchając końcówki opowieści Saula o oszustwie z Ananiaszem i Safirą jewangeliści roześmiali się, ale po chwili zapanowało ponownie milczenie. Przerwał je wreszcie faryzeusz Saul mówiąc:
.
– O trzęsieniu ziemi przy – hehehe – „zmartwychwstaniu” – pamiętał tylko Mojżesz ben Dawid. Choć opisał je za mało groźnie, nie ukazując ani całej potęgi Najwyższego, ani znaczenia tego – hehehe – „zmartwychwstania”. I tylko on wspomniał o rzymskich strażnikach sparaliżowanych strachem przed dziejącymi się na ich oczach cudami. Reszta was, patałachy, zapomniała i o trzęsieniu ziemi, i o znakach z nieba, i o strażnikach. A i Mojżesz całą resztę tego nieszczęsnego „zmartwychwstania” spartaczył. Po co pisał, że babom ukazał się Anioł Pański i z nimi rozmawiał? On miał rozmawiać tylko z mężczyznami z sekty galilejczyka, a nie z babami. One miały stać z tyłu i pokornie słuchać. Wam tylko baby w głowach. Wszystko spieprzyliście. Przecież jak goje zaczną czytać te wasze opisy „zmartwychwstania” (pierwszy raz mocno rozgniewany Saul nie zaśmiał się przy tym słowie), to pomyślą, że każdy z was opisywał „zmartwychwstanie” innego krysta. Albo że on „zmartwychwstał” cztery razy pod rząd, za każdym razem inaczej. Te wasze opisy kupy się nie trzymają. A ja tyle czasu pracowałem nad podstępem ze „zmartwychwstaniem”, mającym kluczowe znaczenie dla naszego spisku. I wy to spartaczyliście! Patrzcie: o trzęsieniu ziemi i o strażnikach pisze tylko Mojżesz. Reszta o tym nie wspomina. I zaczynają wszyscy od bab, ale każdy inaczej:
.
– Mojżesz ben Dawid (jew. Mateusz) pisze, że poszły tam Maria Magdalena i druga Maria.
http://www.nonpossumus.pl/ps/Mt/28.php
– Mordechaj ben Izaak (jew. Marek) pisze, że do grobu poszły Maria Magdalena, Maria – matka Jakuba i Salome;
http://www.nonpossumus.pl/ps/Mk/16.php
– Lewi ben Abraham (jew. Łukasz) pisze, że były to Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi.
http://www.nonpossumus.pl/ps/Lk/24.php
– A Juda ben Izrael (jew. Jan) pisze, że do grobu poszła samotnie tylko Magda Magdalena.
http://www.nonpossumus.pl/ps/J/20.php
.
A potem pleciecie jeszcze większe głupoty i dalej każdy inaczej:
.
– Mojżesz pisze, że dwóm Mariom ukazał się przy pustym grobie Anioł Pański.
– Mordechaj pisze, że Magdalena, Maria i Salome przy pustym grobie ujrzały jednego młodzieńca.
– Lewi pisze, że dwóm Mariom, Joannie i innym kobietom przy grobie ukazało się dwóch mężczyzn w lśniących szatach.
– A Juda pisze, że Magdalena nie ujrzała nikogo przy pustym gróbie i pobiegła do strachajły Szymona i jakiegoś drugiego kolesia z sekty Joszue. A potem dalej wypisywaliście kolejne bzdury i dalej każdy inne.
.
– Mojżesz pisze, że dwie Marie poinformowane przez Anioła o „zmartwychwstaniu” pobiegły oznajmić to uczniom Joszue, którzy w ich relację uwierzyli. Ponadto przekazały im polecenie Joszue, aby wrócili do Galilei, gdzie się spotkają.
– Mordechaj pisze, że przestraszone Magdalena, Maria i Salome wróciły i ukryły się w domu i nikomu o niczym nie powiedziały, choć młodzieniec przy grobie kazał im powiadomić o hehehe – „zmartwychwstaniu”–  sektę galilejczyka.
– Lewi pisze, że wiele kobiet spod grobu poszło do uczniów i przekazało im wieść otrzymaną od  dwóch mężczyzn w lśniących szatach o „zmartwychwstaniu”, ale uczniowie w to nie uwierzyli uważając relacje bab za czczą gadaninę. I że jedynie nadgoliwy teraz strachajło Szymon/Piotr poleciał do grobu sprawdzić, czy jest rzeczywiście pusty.
– A Juda pisze, że po informacji Marii Magdaleny, która przy pustym grobie nikogo nie widziała, pobiegli do grobu strachajło Szymon/Piotr i drugi uczeń (nie wymieniony z imienia). I tam stwierdzili tylko że grób jest rzeczywiście pusty.
.
Tu umilkł Saul i sapiąc z gniewu wściekłym wzrokiem powiódł po siedzących wokół stołu przestraszonych podkomendnych. Wreszcie zagrzmiał po dłuższej chwili ponownie:
.
– Ludzie, ile razy pod rząd, wtedy, w karczmie w Betlejem, jeszcze na Ziemi, tłumaczyłem wam jak i dlaczego to ma być tak a nie inaczej napisane?! A wy coście powypisywali? Przecież nawet najdurniejsze goje nie dadzą się tymi opisami „zmartwychwstania” oszukać. Nie zrobią one na nich żadnego wrażenia. Bo napisaliście je tak, jakby „zmartwychwstanie” były czymś nieomal normalnym, czymś co zdarza się byle komu i co tydzień. Albo, co gorsza, pomyślą, że każda jewangelia opisuje inne „zmartwychwstanie”. A ono miało być jedyne, wielkie, miało być przedstawione jako najważniejsze wydarzenie w historii świata. Po to pisałem w liście do Koryntian: „Jeśli Kryst nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” (1 List do Koryntian 15,14). I dlatego galilejczyk „zmartwychwstać” miał z wielkim hukiem i przy wielu cudach! A wy coście z tego zrobili? Cztery różne i byle jakie „zmartwychwstania”.
.
Krzycząc to Saul aż dyszał ze złości, następnie złapał się gestem rozpaczy za głowę i po dłuższym milczeniu ciągnął dalej, ale już nie tyle wściekłym, co przygnębionym głosem:
.
–  Co wyście narobili? Taki świetny plan ułożyłem i wszystko sknociliście. A przecież mówiłem, że mają być znaki z nieba, archaniołowie, trąby miały grzmieć, trzęsienie ziemi i wicher miały być. I cała sekta przy grobie. A potem tysiące wiwatujących i triumfalny marsz do Galilei. A wy co? I żebyście tylko to sknocili. Byłoby z tym może pół biedy. Ale po co, do kroćcet Lucyferów,  – faryzeusz znów wpadł w wściekłość – po co pisaliście o tych niedowiarkach i że galilejczyka nikt najpierw nie rozpoznawał? Po co?
– Po co Lewi pisał, że galilejczyk ukazał się dwóm uczniom w drodze do Emaus, i że ci go początkowo nie rozpoznali? Jeszcze goje pomyślą, że był to  tylko jego nieudolny sobowtór udający galilejczyka?
– I po co Mordechaj pisał, że sekta nie uwierzyła w „zmartwychwstanie” ani Magdalenie, której galilejczyk się niby objawił, ani dwóm uczniom, którym też się niby później pokazał? Jak można było siać w jewangeliach niewiarę w to „zmartwychwstanie”? Toż goje także powiedzą, że też w te bajki nie wierzą.
– I po co Mojżesz pisał, że gdy galilejczyk objawił się całej sekcie, całej jedenastce, już w Galilei, to niektórzy z nich nadal wątpili. Jak to wątpili? Do czorta! Trzy lata z nim włóczyli się i go nie rozpoznali? I „wątpili”. To jak nieczyste pogańskie wieprze mają w to nie wątpić?
– A już najgorzej naknocił Juda! Po co pisał, że Magdalena poszła do grobu drugi raz i nie poznała galilejczyka, który się jej dopiero wtedy objawił, bo myślała, że to ogrodnik? Kochanka i go nie poznała? Myślała że to ogrodnik!!! Goje naprawdę pomyślą, że mógł być to tylko nieudolny sobowtór niezbyt podobny do galilejczyka, a nie on sam. Jak więc goje czytając te wasze głupoty mają w to zafajdane „zmartwychwstanie” uwierzyć?
.
Saul umilkł, ponownie sapiąc ze złości. Po dłuższej chwili milczenia niepewnym głosem odezwał się Juda ben Izrael (jew. Jan).
.
–  Czcigodny faryzeuszu. Magdalena mogła go nie rozpoznać, bo śmierć i zmartwychwstanie mogły galilejczyka zmienić. Ponadto w jewangeliach zgodnie z twoim nakazem nie wspominaliśmy o tym, że Magdalena była jego kochanką. Sam nam przykazałeś, aby ukazać go jako wroga rodziny. Dlatego pisaliśmy, że nie martwił się losem rodziców jego uczniów opuszczonych przez nich, dlatego nie chciał widzieć matki ani rodzeństwa pokazując, że sekta jest dla niego ważniejsza i że jest dla niego nową rodziną, dlatego zakazał jednemu z sekty udziału w pogrzebie ojca i dlatego zapowiadał, że skłóci ze sobą wszystkich członków każdej rodziny. I dlatego kazał własną rodzinę nienawidzieć, aby móc być jego uczniem. Nawet święta paschy z rodziną nie świętował, a z sektą. Była z nim wprawdzie wtedy jego kochanka, ale przebrana za ucznia. W jewangeliach pokazaliśmy, jak nam przykazałeś, że związki rodzinne są dla galilejczyka kompletnie nieistotne i nieważne, a nawet że przeszkadzają w naśladowaniu go. To zrobiliśmy zgodnie z twoimi instrukcjami…
– Bo jeszcze nie zdążyliście upić się – przerwał mu gniewnie Saul.  – A dlaczego akurat ty napisałeś – ciągnął dalej – że jeden z jego sekty, już po zmartwychwstaniu, który go  wcześniej nie widział, powiedział, że nie uwierzy, dokąd sam nie zobaczy i nie dotknie jego ran? Teraz każdy goj może to samo powtarzać – nie uwierzę, póki na własne oczy nie zobaczę. Jewangelie zaś miały być tak napisane, aby każdy jeden goj, każdy jeden nieobrzezany wieprz nieczysty, bez chwili zastanowienia uwierzył w to przeklęte „zmartwychwstanie”. A jak mają wierzyć, skoro w tych waszych opisach więcej jest wątpiących niż wierzących w samej jego sekcie. Nawet naoczni świadkowie, zbieranina z jego sekty, znająca go od lat, ujrzawszy go już po tym nieszczęsnym „zmartwychwstaniu” po powrocie do Galilei powątpiewa czy to on. To jak mają w to uwierzyć goje?
.
Kipiąc ze złości Saul kolejny raz umilkł nagle po tym wybuchu gniewu. Wiercił się jednak z rozdrażnienia w fotelu, bębniąc nerwowo palcami po stole. Trwało dłuższą chwilę, nim ponownie, już spokojniej, choć nadal jeszcze zagniewanym tonem odezwał się:
.
„Wniebowstąpienie” zaś – wymawiając to słowo rozchmurzył się na ułamek sekundy, gdyż bawił go i ten jego pomysł, dopisany galilejczykowi obok „zmartwychwstania” do życiorysu, ale natychmiast ponownie spochmurniał  – też schrzaniliście. Co wam mówiłem – miało być 10 razy bardziej pompatyczne niż „wniebowzięcie” Eliasza. Pamiętacie je?
.
– Naturalnie najczcigodniejszy faryzeuszu – gorliwie chórem odparli czterej przestraszeni gniewem przywódcy jewangeliści i jak na komendę zacytowali z Księgi Królewskiej: „oto zjawił się wóz ognisty wraz z rumakami ognistymi i rozdzielił obydwóch: a Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios.” Po tych słowach jak na komendę umilkli i znów zapanowało milczenie. Przerwał je Saul:
.
– Szlachetni kapłani, autorzy naszej biblii, wymyślając wniebowstąpienie Eliasza – udobruchany nieco pokorą jewangelistów Saul ciągnął już bez gniewu –  wiedzieli co robią. Grobu tak wielkiego proroka szukaliby wszyscy i dziwowaliby się, że nie można go znaleźć. A tak kapłani wysłali go do niebios, przez co brak jego grobu nikogo nie dziwił. Dlatego i galilejczyk miał „wniebowstąpić”, aby nikt nie szukał jego grobu. Jak sami wiecie Rzymianie w czasie sabatu przenieśli jego zwłoki w całkiem inne miejsce i pochowali je anonimowo. A z jego obdartusów szukających zwłok galilejczyka w niedzielę przy pustym grobie jaja sobie robili  i śmiali się do rozpuku – „przecież sam mówił, że zmartwychwstanie; no więc widocznie zmartwychwstał i poszedł prosto do waszego nieba. Tam go szukajcie”. Ale te nieobrzezane wieprze, naśmiewając się z obdartusów z sekty galilejczyka,  same nie wiedząc o tym, pomogły nam. Bo łatwiej dzięki tym ich kpinom było nam wmówić później sekcie „zmartwychwstanie” galilejczyka. Tyle, że konieczne okazało się wtedy i „wniebowstąpienie”. Bo inaczej musiałby żyć i ukazywać się ludziom nadal, do teraz; albo musiałby ponownie umrzeć, ale już bez zmartwychwstania. I wtedy potrzebny byłby jego grób. „Wniebowstąpienie” te problemy usuwało. Tyle że galilejczyk znacznie ważniejszy ma być dla gojów niż Eliasz jest dla nas. Eliasz był tylko prorokiem. A galilejczyk ma być dla gojów synem Najwyższego, zbawicielem, odkupicielem, krystem. I dlatego jego „wniebowstąpienie” miało z założenia wyglądać o wiele bardziej okazałe. Jak wam mówiłem – z nieba miało przylecieć wśród ryku wichury i potężnych grzmotów 12 ognistych rydwanów. Ten przeznaczony dla niego miał być szczerozłoty, zaprzężony w 12 ognistych rumaków i kierowany przez trzech archaniołów. Reszta rydwanów miała być eskortą. A przy odlocie do nieba miało być wielkie trzęsienie ziemi, wicher, ogień idący z nieba, niebo miało się rozstąpić i cały orszak miał w niebie zniknąć przy dźwiękach niebiańskich trąb. Miał to być kolejny pokaz potęgi Najwyższego. A wy co wymyśliliście? Saul znów wściekłm głosem zaczął nieomal krzyczeć:- Mordechaj napisał: „Po rozmowie z nimi pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga.”
– Lewi napisał: „A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba.” I to już wszystko! Koniec, kropka! A gdzie ogniste rydwany, gdzie znaki z nieba, gdzie moc i potęga Najwyższego! Przecież jego syn ważniejszy jest od Eliasza i dlatego jego wniebowstąpienie miało być o wiele bardziej cudowne i patetyczne. A wy co z tego cudu zrobiliście?
Nic! Po prostu wstąpil do nieba! Po cichu, bez grzmotów, bez rydwanów! Tak jakby do komórki na poddaszu wstąpił. A nie do nieba.

.
Zapadła cisza. Przerwał ją krzyk faryzeusza:
– A wy?
I tu rozgniewany Saul obrzucił gniewnym spojrzeniem dwóch pozostałych jewangelistów i ryknął na nich:
– A wy co? Ani słowem nie wspomnieliście o „wniebowstąpieniu” galilejczyka? A przecież wam to wyraźnie nakazałem.
Zamilkł, ale nadal gniewnie i pytająco patrzył na milczących jewangelistów. Dopiero po dłuższej chwili odezwał się Mojżesz ben Dawid (jew. Mateusz):
.
– Czccigodny faryzeuszu, ja… ja umieściłem w jewangelii opis wniebowstąpienia, choć bez tych wszystkich znaków z nieba, o których mówiłeś… Ale…ale Mordechaj i Lewi kazali mi go usunąć, bo…
Nim Saul zdążyć zapytać dlaczego to zrobili, zerwał się z krzesła na równe nogi Mordechaj i zaczął krzyczeć:
– Bo głupoty wymyśliłeś Mojżeszu. Galilejczyk siedzący okrakiem na leżącym krzyżu z rękami opartymi o poprzeczną belkę unosi się do nieba jakby płynąc po niewidzialnej rzece. Z daleka wyglądałby jak czarownica na sztylu od miotły. I dlatego kazaliśmy ci to usunąć.
– Czy tak było? – groźnym głosem zapytał Mojżesza Saul?
– Ta-ak by-yło-o – drżącym ze strachu głosem odpowiedział zapytany. A po chwili już pewniejszym głosem ciągnął:
– Tak było czcigodny faryzeuszu. Ale gdy usunąłem to o lataniu na krzyżu, nic innego nie przyszło mi więcej do głowy i dlatego „wniebowstąpienie” całkiem pominąłem. Wolałem nie napisać nic niż napisać źle…
.
– A ty – Saul nie odpowiadając Mojżeszowi spojrzał na Judę. Ten milczał dłuższą chwilę po czym cicho odpowiedział:
– Słyszałem jak Mordechaj i Lewi naśmiewali się z pomysłu Mojżesza i jak na niego krzyczeli. Nie chciałem, żeby ze mną było tak samo i dlatego o „wniebowstąpieniu” też nie wspomniałem. Bo i ja niestety nie pamiętałem, czcigodny faryzeuszu, twoich instrukcji. Zawsze miałem słabą głowę. Gdybyś te najważniejsze opowiedział nam wtedy w karczmie na początku a nie na końcu, byłoby inaczej. Ale – widząc wściekłość w oczach przełożonego szybko dorzucił – to nic nie szkodzi wielce czcigodny Saulu! Pozwól łaskawie mi dokończyć… Jak wiesz, ja jako ostatni opuściłem ziemski padół łez i rozpaczy. Oglądałem działania twoich następców, przywódców sekty, których sam wyznaczyłeś (a którzy ciebie nazywają Pawłem i Apostołem Narodów) i wiem, że mimo naszej nieudolności i błędów przy pisaniu jewangelii coraz więcej gojów daje się na nie nabierać. Sam zresztą niejednego nieczystego wieprza przekonałem. Stąd wiem, że oni gorliwie wierzą w to, że ten galilejski nieudacznik był cudotwórcą, że rzeczywiście „zmartwychwstał”, „wniebowstąpił”, że był „krystem”, „zbawicielem”, „odkupicielem” i „synem Najwyższego”. Dzieło, które rozpocząłeś i w którym i my tak nieudolnie braliśmy udział jest na dobrej drodze. Już tobie udało się przekonać garść nieobrzezanych wieprzy do galilejczyka. Twoi następcy robią to równie dobrze. A dzięki nowo opracoowanym taktykom mają coraz lepsze osiągnięcia. Już po twoim odejściu do szeolu zauważyliśmy, że zamożni Rzymianie nie chcą nas należycie słuchać. Zaczęliśmy więc od niewolników i biedoty – a tych jest w Rzymie najwięcej. Nieraz myślałem, że pęknę ze śmiechu. Opowiadam niewolnikom o grozie piekła i o wspaniałościach nieba. I mówię im – wasi właściciele za to, że są źli i wierzą w pogańskie bożki, pójdą do piekła. A wy, jeśli posłuszni będziecie zakonowi krysta z Galilei i przełożonym sekty, będziecie w niebie wolni, bogaci, szczęśliwi i otoczeni pięknymi anielicami. I będziecie z góry widzieli, jak wasi byli właściciele i poganiacze smażą się w piekielnej smole, jak jęczą, stękają, ryczą z bólu i jak błagają o litość. I te niemyte wieprze to kupowali. Aż ślinili się na myśl, że będą z góry patrzeć na nieszczęście ich ziemskich ciemiężycieli. Tak chcieli iść do nieba, że aż ślepia im się jarzyły jak pochodnie. Podobnie jest z biedotą – za obietnice uniknięcia piekła i oglądania z nieba mąk gardzących biedotą bogaczy i patrycjuszy z chęcią stają się krystowiercami. Tak, że sekta zaślepionych krystowierców rośnie. Wyszkoliliśmy także pierwszych krystowierczych apologetów. Ci głośno i publicznie potwierdzają cudowność i boskie synostwo galilejskiego włóczykija oraz zwalczają głosy krytyki. Był jeden problem, ale wyszło wszystko na dobre. Otóż niejeden niewolnik tak bardzo chciał iść do tego wymyślonego krystowierczego nieba, że prowokował Rzymian, aby go zabili. Bo nieopatrznie jeden z naszych apologetów rozpuścił wieść, że męczennicy za wiarę idą prosto i natychmiast do nieba. No i te nieumyte wieprze rzeczywiście całymi kupami pchały się na śmierć. Nas to początkowo martwiło, bo w sumie sekta nadal jest niestety, w porównaniu z ilością pogan, niezbyt liczna i szkoda było nam każdego głupka, który pchał się pod nóż. Aliści okazało się, że dzięki tym durniom ginącym za nasze oszustwo, znacznie szybciej rośnie zainteresowanie sektą nie tylko wśród biedoty, ale także w wyższych warstwach rzymskich. Niejeden Rzymianin widząc tamtych ginących z radością na twarzy zaczyna myśleć, że coś w tym krystowierstwie musi być jednak na rzeczy, skoro tylu ochotników gotowych jest za krysta ginąć. I sami zaczynają swoich niewolników i biedotę wypytywać. Ja sam widziałem już i poznałem takich, którzy po cichu zaczynają pościć, nie biją już niewolników i niechętnie składają ofiary rzymskim bożkom. A nawet rozsyłają służbę z poleceniem kupowania pism kolportowanych przez naszych apologetów. Lubią czytać twoje listy czcigodny Saulu. A także te, które podrobiłeś i podpisałeś imieniem pyszałkowatego galilejskiego wieśniaka, Szymona/Piotra. Oni nie wiedzą, że tamten tępak nawet podpisać się nie umiał, choć go próbowałeś tego nauczyć.
– To był wyjątkowy tępak – zaśmiał się Saul – przez rok uczyłem go czytać i pisać. I tylko niepotrzebnie straciłem czas. Po roku umiał zaledwie napisać jedno słowo po grecku – swoje imię – i to z błędem. Wtedy zrezygnowałem z dalszych z nim lekcji.
.
Juda z szacunkiem odczekał, aż faryzeusz skończy, po czym kontynuował:
– Kupują i czytają także nasze jewangelie. Martwiło mnie to początkowo, bo faktycznie tylko ślepy nie zauważy, że z tym „zmartwychwstaniem” to zwykła lipa i bałem się, że oni to natychmiast dostrzegą. Faktycznie, kilku niezbyt przekonanych do sekty zauważyło to oszustwo. Ale są i tacy, którzy uwierzyli w opowieści innych o „zmartwychwstaniu” galilejczyka, zanim jeszcze zaczęli czytać jewangelie. I będąc przekonanymi o jego prawdziwości kompletnie nie dostrzegają sprzeczności w jewangeliach. Im jest całkowicie obojętne, czy było trzęsienie ziemi czy nie, czy do grobu poszła jedna, dwie, trzy czy jeszcze więcej bab i  czy ujrzały jednego młodzieńca, dwóch, anioła czy nikogo. Oni na to po prostu nie patrzą. Interesuje ich tylko to, że galilejczyk w ewangeliach „zmartwychwstał”. I wierzą w to ślepo. A reszta, te wszystkie okoliczności, ta cała otoczka, to jest im całkowicie obojętne. Sam wiesz czcigodny faryzeuszu, że wiara czyni ślepym i bezmyślnym…
.
Tu zamilkł Juda ben Izrael i zapanowało długie milczenie. Pozostali jewangeliści z wdzięczością patrzyli na niego. Zauważyli bowiem, że pod wpływem jego opowieści z oblicza faryzeusza Saula zniknął gniew. Po długim milczeniu Juda odezwał się ponownie:
.
– Zapewne wiesz czcigodny faryzeuszu, że jest w szeolu Księga Wieczności. Spisane są w niej wszystkie przeszłe i przyszłe wydarzenia. Nie wszyscy mają do niej dostęp, ale mnie udało się zdobyć pozwolenie na jej studiowanie, choć w szeolu jestem od niedawna. Zdążyłem na razie doczytać się do tego, że za dwa wieki w Rzymie nasz Najwyższy, nazwany przez sektę krysta Bogiem-Ojcem, będzie panującym bogiem Rzymian. Wprawdzie sekta galilejczyka i jego ogłosi bogiem, ale tylko drugą osobą boską. Nasz Najwyższy będzie Osobą Boską Pierwszą. Nasz święte księgi będą ich pismem świętym. A biedota galilejska będzie ich idolami. Będą się do galilejczyka i jego matki modlić i ich czcić. Ale na pierwszym miejscu będą czcić naszego Najwyższego. To dzięki tobie, dzięki twojej mądrości i twoim pomysłom, o najczcigodniejszy Saulu,  kolana tych nieobrzezanych nieczystych pogańskich wieprzy zginać się będą przed bogiem Izraela
.
Juda ben Izrael umilkł ponownie, a oblicze Saula rozjaśniło się jakby opromienione Słońcem. Z widocznym na twarzy wzruszeniem zapytał Judę:
– Powiedz mi czcigodny – pierwszy raz tak grzecznie nazwał faryzeusz jewangelistę – czy to ty napisałeś Apokalipsę, czy był to twój pomysł i dlaczego to zrobiłeś?
.
– Nie mylisz się najczcigodniejszy Saulu – odparł zapytany – to ja obok jewangelii napisałem Apokalipsę. Wiem jak ważne jest zastraszenie gojów gniewem Najwyższego. W jewangeliach było tego za mało; zresztą w nich Najwyższy miał wyglądać na nieskończenie obrego ojca w niebiesiech. Więc i zbyt mocne straszenie jego gniewem za bardzo w jewangeliach nie pasowało. I wtedy wpadłem na pomysł napisania Apokalipsy, aby krystowiercy drżeli ze strachu przed jego gniewem. I muszę się pochwalić, że to zadziałało. Wielokrotnie grupkom słuchających mnie nieczystych wieprzy czytałem Apokalipsę. Oni naturalnie nie wiedzieli, że to ja ten horror wymyśliłem. Ale miałem przy tym ubaw… Ileż to razy krzywiłem twarz, aby nie parsknąć śmiechem podczas czytania im moich wymysłów. A oni myśleli, że to przerażenie mnie ogarnia od tego co czytam. I sami słuchali z przerażeniem. Niejeden do końca nie dosłuchał, bo ze strachu biegunki dostawał. Niektórzy nawet do latryny dolecieć na czas nie zdążyli i zafajdywali sobie łachmany. A ja dusiłem się, aby nie ryknąć śmiechem. Zawsze po wysłuchaniu Apokalipsy gorliwość tych nieczystych wieprzy wzrastała. Wszyscy chcieli należeć do tych, którzy wejdą do Nowego Jeruzalem. Głupcy nie wiedzą, że ono jest zarezerwowane tylko dla nas – dla obrzezanych.
.
Gdy Juda ben Izrael kończył te słowa, siedzących przy stole doleciał odgłos szamotaniny i kłótni. Zaciekawieni spojrzeli w stronę, skąd te odgłosy dochodziły. Zauważyli, że w oddali, gdzie stał kordon straży odgradzającej strefę dla motłochu od ekskluzywnej strefy dla elity, w której oni mieszkali, ktoś szarpie się ze strażami chcąc przedrzeć się do nich. Z ciekawości cała piątka poderwała się na równe nogi. Saul jednak gestem ręki nakazał podwładnym pozostać na miejscu i ruszył w stronę kordonu. Gdy podszedł bliżej, rozpoznał szarpiącego się ze strażnikami człowieka. Był to wykreowany dla gojów przez niego na zbawiciela i krysta galilejski włóczykij Joszue. Saul głośno zaklaskał w dłonie i rozkazał strażnikom przepuścić galilejczyka, co strażnicy posłusznie wykonali. Joszue, zaniebany, byle jak przyodziany, podszedł do niego. Miał zaciśnięte pięści i twarz wykrzywioną złością. Znał Saula z widzenia, bo któż zresztą tego słynnego faryzeusza nie znał w szeolu. Już chciał ryknąć coś do Saula, ale ten go uprzedził:
.
– Widzę, że nadal jesteś abnegatem – rzucił mu na powitanie. – I czemuż to nie siedzisz w niebie na tronie po prawica ojca – w głosie faryzeusza wyraźnie słychać było szyderstwo i pogardę.
– Ty oszuście…   – sapiąc jeszcze po niedawnej szarpaninie ze strażą Joszue ledwo łapał oddech.
– Oszuście? – faryzeusz udał zdziwionego. – A ty sam nie oszukiwałeś naiwniaków? Kto był jarmarcznym kuglarzem, kto opowiadał po jarmarkach przeróżne bajki i pokazywał różne sztuczki? Kto naciągał nimi naiwniaków? Ja czy ty? Wiem nawet dlaczego to robiłeś, próżniaku. Magdalena ci rzekła, że za biedaka, za ledwo wiążącego koniec z końcem cieślę nie wyjdzie. I wtedy zacząłeś ludzi na jarmarkach naciągać i oszukiwać. I żeby zdobyć sobie jeszcze większy rozgłos motłochu, ośmieszać zacząłeś szlachetnych faryzeuszy i rabinów. A motłoch aż do góry skakał z uciechy. Magdalenie też to imponowało. Już nie byłeś anonimowym wieśniakiem, a kimś znanym i podziwianym. Ale tylko przez galilejską biedotę. A dzięki nam, dzięki mnie będziesz nie przez garstkę galilejskiego motłochu, a przez całe całe rzesze nieczystych gojów czczony jako zbawiciel, kryst i syn Najwyższego. Powinieneś więc być mi wdzięczny kuglarzu, a nie wyzywać mnie od oszustów…
– Jesteś oszustem i tyle – Joszue już nie sapał, ale w jego głosie nadal brzmiała wściekłość  – i co z tego, że trochę ludzi na jarmarkach cyganiłem – dawałem ich za to uciechę. A ty co im dajesz? Wymyśliłeś jakieś niebo, jakieś piekło, ze mnie zrobiłeś krysta i zbawiciela i zwodzisz nieczystych wieprzy, tak jak zwodziłeś za życia i nasz prosty lud.
– Może i zwodzę, ale oni chcą iść do nieba…
– Które ty oszuście wymyśliłeś. Byłem w tym regionie szeolu, co to zrobiliście w nim to niby krystowiercze niebo, ozdobionym myślotworami na niebiesko z gwiazdkami. I widziałem tego łotra na tronie udającego boga-ojca. I tych oszukiwanych nieszczęśników, co przed jego tronem klęczą i śpiewać na okrągło muszą ku jego czci. A on tylko ślepiami łypie i patrzy, kogo ukarać za niezbyt radosny głos. Dlatego to tam, gdy tylko pytają, kto chce wracać na Ziemię na poprawkę, aż tylu chętnych jest. Bo tej niebiańskiej szczęśliwości, jaką im fundujesz, mają powyżej uszu. Albo wolą przenieść się do tego regionu, w którym to krystowiercze niby piekło jest, co je tam urządziliście. Tylko, że nie ma tam ognia, siarki, diabłów, bo to wszystko to wasze oszukańcze wymysły wymalowane na ścianach na zewnątrz. A w środku na okrągło trwa  popijawa, biesiady i swawole. Przez co, gdy czasem zaglądnie tam werbownik i pyta, kto do nieba chce iść, bo w niebiańskich chórach za mało aniołów jest, to go kamieniami przeganiają.
– Widzę, że jesteś dobrze zorientowany w sytuacji – odpowiedział Saul – nigdy nie pomyślałbym, że taki jesteś rozgarnięty. Zawsze miałem ciebie za ostatniego durnia.
– Durny byłem na Ziemi. Bo sam wierzyłem w biblijnego Jahwe. A teraz wiem, że nie tylko ty jesteś oszustwm. Oszustwem jest Tora, oszustwem są księgi proroków, oszustwem są wszystkie te wasze, te nasze niby święte księgi. Wszystko to jest wyssane z palca.
– Ale spełnia ważną rolę – dzięki nim panuje porządek, motłoch jest posłuszny…
– I jest ogłupiany.  I okłamywany. I okradany…
– Takie jest życie Joszue, sam wiesz. Sprytniejszy, mądrzejszy, przebieglejszy nawet nad silniejszym zapanuje. A garstka mądrych nad rzeszami durniów.
– Garstka oszustów…
– Nie kłóćmy się o nazewnictwo. Sam ogłupiłeś i podporządkowałeś sobie tuzin osiłków. Przecież ten durny twój niby następca, ten prostak, ten galilejski rybak, to by ciebie jednym palcem połamał w kilku miejscach. A słuchał ciebie jak małe dziecko srogiego ojca. Dziwi mnie, Joszue, że już nie zależy tobie na popularności i rozgłosie, jak za życia na Ziemi. Obaj wiemy, że przejście do szeolu nie zmienia zbyt radykalnie charakteru człowieka..
– Pewnie, że nie zmieniłem, ale ciebie nienawidzę i dobrze wiesz dlaczego…
– Po prostu mi zazdrościsz, bo ja mieszkam tu, za kordonem, w najlepszym okręgu szeolu, a ty musisz żyć po drugiej stronie razem z motłochem, którym sam zresztą gardzisz.
– No właśnie, tylko dlaczego tak jest? Ty wykorzystałeś moje imię do największego oszustwa w historii ludzkości, ale choć zrobiłeś mnie krystem i synem bożym, to ja mieszkam z motłochem w okręgu dla biedoty i nawet Magdalena zamyśla mnie porzucić, a ty, choć sam udałeś, żeś krystowierca, żyjesz tu, w okręgu dla żydowskiej elity. Do którego ja, rzekomo syn Najwyższego nie mam wstąpu. Czy to jest normalne?
– A właśnie Joszue, bo zapomniałem zapytać – dalej jesteś z Magdaleną – Saul zmienił temat rozmowy.
– Dalej, dalej, tylko cholera nie wiem jak długo jeszcze. Ona zawsze miała o sobie wysokie mniemanie i życie wśród tego motłochu wyraźnie jej nie odpowiada. Jeszcze trochę i poszuka sobie kogoś w waszym okręgu. A mnie ciągnie do niej jak diabli…
– No widzisz? Trzeba było tak od razu gadać, a nie gieroja grać. Widzę, że się dogadamy. Posłuchaj Joszue! Załatwię ci to, dzisiaj jeszcze, od zaraz, że zamieszkasz tu, po naszej stronie kordonu. Dostaniesz dużą działkę mieszkalną na zawsze. Pozwolimy nawet Magdalenie zamieszkać z tobą, arcykapłan da wam bez problemu ślub, bo niezamężne baby, za wyjątkiem sprzątaczek i służących mają tu zakaz wstępu. Tylko musisz zmienić wygląd, musisz przestać udawać abnegata. Porządna szata, porządna fryzura to u nas mus. Jesteśmy elitą a nie motłochem. A jeśli zgodzisz się jeszcze na to, aby od czasu do czasu pokazać się w tym urządzonym przez nas niby niebie i posiedzisz chwilkę na drugim tronie obok tamtego łotra udającego boga-ojca, to pomożemy ci od czasu do czasu urwać się do tego niby piekła co je dla jaj też urządziliśmy. Pohulasz sobie tam, ile dusza zapragnie, a my w tym czasie Magdalenę zajmiemy pokazem mody czy czymś w tym stylu. Ona zawsze lubiła fatałaszki i świecidełka. No i zrobimy tobie reklamę, będzie chodził za kordon do nowopowstałej strefy krystowierców, będziesz tam nauczał, błogosławił  i robił cuda. Znów będziesz sławny i podziwiany. I to znacznie bardziej niż za życia na Ziemi na jarmarkach. Co myślisz o tym Joszue?  Co ty na to? Zgoda?
– Zgoda – bez chwili wahania galilejczyk zgodził się na warunki Saula. Bidowania po drugiej stronie kordonu miał już po prostu dość. A wizja utraty Magdaleny była dla niego udręką.
.
Od tego dnia dla Joszue życie w szeolu stało się o wiele przyjemniejsze. Zaliczony został do żydowskiej elity i zamieszkał wśród niej. Nie zamierzał już wracać na powtórkę na Ziemię. Nie przejmował się też tym, że jego imię wykorzystywane jest do oszukiwania ogromnych rzesz ludzkich. Nawet zmarłych, którzy lądowali w graniczącym z szeolem sektorem krystowierczym pomagał oszukiwać, udając krysta w sztucznym niebie. Chętnie też krążył pomiędzy zmarłymi krystowiercami, którzy padali przed nim na kolana i modlili się do niego. Najchętniej jednak, gdy Saul i jego żona zabierali Magdalenę na pokaz mody, rewię czy wystawę klejnotów, pod pretekstem obowiązków służbowych w niebie urywał się do piekła, aby sobie tam pohulać.
Zwłaszcza  aby  nie myśleć o tym, jakim jest szują.
.

******************************

.
Człowiek współczesny sam siebie szumnie i dumnie nazywa homo sapiensem – człowiekiem rozumnym. Ale gdy patrzę na to cywilizacyjne bagno, jakie ludzie, także religiami abrahamowymi, sami sobie zgotowali, to nie potrafię odpędzić od siebie myśli, że większość ludzi żyjących obecnie na świecie nie są homo sapiensami.
.
Są brakującym ogniwem teorii Dawrwina.
.
.
opolczyk
.
.
.
.
Reklamy

Powrót inkwizycji za sprawą PiSraelskiego posła inkwizytora Dominika Tarczyńskiego?

.

.

Jak już co niektórzy z nas wiedzą, poseł PiSraela, nomen omen Dominik (dominikanie byli papieskimi inkwizytorami) Tarczyński domaga się zaostrzenia kar za „obrazę uczuć religijnych”. Dominik(anin) Tarczyński, katolicki fundamentalista po KUL-u, były pomagier egzorcysty, ma zapewne na myśli wyższe kary za obrażanie uczuć religijnych wyłącznie katolików. Obrażeniem pogan i „innowierców” przez katolickie gnidy nie będzie sobie przecież zawracał w Katolandii nikt głowy. On także nie.
Nie dziwi mnie ten pomysł, bo gołym okiem widać, że wpływy żydo-katolicyzmu na społeczeństwo maleją. Jeszcze za „komuny” kościół chwalił się, że 95 % Polaków to okrzeczeni katolicy. I tak chyba rzeczywiście było. Dzisiaj natomiast już ok. 15 % jest nieokrzczonych, a systematycznie na niedzielne kościelne gusła uczęszcza tylko ok. 1/4 mieszkańców Polski. Ilu z nich należy do tzw. „niewierzących praktykujących” dokładnie nie wiadomo, ale niejeden człowiek idzie do kościoła tylko pod naciskiem najbliższego otoczenia. Także dużo krztów odbywa się pod naciskiem otoczenia – najczęściej teściowych z obu stron. Młodzież w większości nie jest już gorliwie katolicka i szybko zrywa związki z kościołem. Pokolenie średnie także nie grzeszy już taką gorliwością i systemytycznością w chodzeniu do kościołów jak w czasach PRL. Obecnie żenujące stytystyki kościelne ratuje głównie pokolenie seniorów – 60-80 latków. Gdy ono wymrze kościoły po prostu opustoszeją. Wie o tym kler i przyprawia go to o ból głowy. Chcąc w jakikolwiek sposób przeciwdziałać tym tendencjom kler i malejąca rzesza świeckich gorliwych fundamentalistów, takich jak Dominik(anin) Tarczyński, wymyślają ciągle różne „krucjaty”, aby zarówno wzmocnić aktywność „praktykujących” nadal jeszcze owieczek jak i zaktywizować do „obrony wiary” rosnące rzesze tzw. „wierzących niepraktykujących”. Kler i świeccy fundamentałości ciągle liczą na to, że ich wybudzą z letargu i zaciągną na fałszywe barykady „obrony wiary” – a następnie spowrotem do kościołów.
O co to katolactwo ostatnimi laty nie walczyło – a to przeciwko in vitro, a to przeciwko aborcji (w PRL była legalna, a Polaków przybywało – z 23 milionów w 1947 do 38 milionów w 1988 roku), a to przeciwko postępującej laicyzacji, a nawet przeciwko „atakom” na pedofilskich duszpastuchów. Specjalne falangi prowadziły krucjaty różańcowe np. o „nawrócenie Rosji”, inne o kanonizacje a to Popiełuszki, a to Wojtyły (ciekawe kiedy wystąpią o kanonizację ofiary smoleńskiej Kalksteina).
.
Gorliwie wspierało kler i świeckich fundamentalistów w tych kościelnych akcjach oficjalnie laickie państwo ogłaszając np. rok 2012 rokiem anty-Polaka, jednego z największych katolickich szkodników w naszej historii, współodpowiedzialnego za wytyczenie sfanatyzowanej katolickiej części szlachty drogi prowadzącej do upadku Rzeczypospolitej Obojga Narodów – fanatycznego agenta Watykanu Piotra Skargi. Jak można myśleć o suwerennej Polsce w kraju, w którym knessejm – i to w czasach rządów „laickiej” oficjalnie PO, pod naciskiem fundamentalistów katolickich i kleru, chcąc się sukienkowym duszpastuchom przypodobać, tego zdrajcę anty-Polaka uczcił takim wyróżnieniem?
Także w walce z gender i LGBT katolicy ciągle są zaciągani na różne fałszywe barykady. Osobiście i mnie drażnią tzw. „parady równości”. Propagowanie zboczeń jako czegoś równoprawnego i „normalnego” jest naturalnie złe, gdyż zaciera różnice między normalnością a nienormalnością, ale protestując przeciwko promocji zboczeń nie potrzeba odwoływać się do „wartości krześcijańskich”, które przez wieki były gorsze i bardziej szkodliwe niż gender i LGBT.
.
W jednej sprawie kler w ostatnich latach poniósł totalną porażkę. Jego niedawne oddziały szturmowe – fundamentalistycznie katolicki tzw. „Ruch Narodowy” (który każdy tzw. „marsz niepodległości” zaczynał nadjordańskimi gusłami w kościołach, bądących w oczach członków ruchu wyznacznikiem patriotyzmu i polskości) pod hasłami obrony katolicyzmu przeciw wyimaginowenej islamizacji Katolandii przyjął w sprawie muzułmańskim imigrantów z terenów objętych bandyckimi wojnami bandyckeigo NATO stanowisko dokładnie odwrotne od stanowiska episkopatu. W sumie cieszy mnie to, gdyż ten rozłam znacznie osłabił wpływy sukienkowych hierarchów na fundamentalistów i całe środowisko żydo-katolickich narodofcuf. Tak więc wpływy instytucjonalnego kościoła na Polaków, w tym nawet na kochających nadjordańską dżumę fundamentalistów narodofcuf gwałtownie maleją, a szacunek, jakim kościół darzony był jeszcze w czasach PRL należy już do historii.
.
W sumie popychanie ludu do walki ze „złą” komuną kościołowi nie wyszło na zdrowie. Pewnie, że wtedy kościół odcięty był od państwowego cycka. I że go wywłaszczono. I że miał zakaz wstępu do państwowych mediów. I że wyproszono go (wywalono na zbity pysk za Gomułki) ze szkół. I że miał zero wpływu na politykę państwa. Ale równocześnie wtedy cieszył się w społeczeństwie nigdy wcześniej i nigdy później nie spotykaną popularnością i powagą (choć w czasach feudalnego wyzysku był przez chłopstwo znienawidzony i wyklinany). W sumie sytuacja w PRL była po prostu groteskowa. Społeczeństwo bez żadnych oporów korzystało z dobrodziejstw systemu  – powszechnych ubezpieczeń społecznych, braku bezrobocia, bezpłatnej oświaty i opieki zdrowotnej, możliwości „awansu społecznego”, jakiego doły społeczne wcześniej nigdy nie miały. A mimo to, najogólniej mówiąc, władze PRL nie cieszyły się u większości społeczeństwa sympatią. Widać to było w roku 1980, gdy powstała gorliwie wspierana przez kler, szczególnie zaś przez urzędującego wówczas w Watykanie santo subito, CIA i żydowską opozycję (choćby przez KOR), niechętna a nawet wroga władzy prawie 10-milionowa Solidarność (a raczej Solidurność), antysocjalistyczne organizacje studenckie i Solidurność rolnicza, przy już isniejących opozycyjnych organizacjach jak ROPCiO, KPN, KOR czy RMP (ruch młodej Polski). Większość społeczeństwa była niechętna władzy, choć z dobrodziejstw systemu gwarantowanych przez władzę korzystała i nie zamierzała z nich rezygnować, a nawet o ich rozszerzenie walczyła (program I zjazdu Solidurności). Kościół wyprofilował się już wcześniej, u zarania PRL jako rzecznik społeczeństwa i obrońca uciśnionych – choć sam przez długie wieki był wyjątkowym brutalnym ciemiężcą i wyzyskiwaczem zniewolonego feudalnego chłopstwa. Tej zmiany jego roli o 180° społeczeństwo, a nawet samo chłopstwo, zdawało się nie zauważać. I to właśnie wtedy – w czasach PRL, a zwłaszcza w czasie zdelegalizowanej Solidurności kościół cieszył się największą w historii państwa polskiego sympatią i popularnością. Co więcej – choć nie posiadał wtedy dostępu do państwowych mediów, jego szeptana propaganda miała znacznie większy zasięg i wywierała większe wpływy na postawy Polaków niż obecnie medialne imperium rebe Rydzyka i biskupi występujący przed kamerami na wszystkich kanałach tv.
.
Na tzw. „transformacji” (wydaniu Polski w łapska zachodniego żydostwa) kościół zyskał na majątku  – nie dość, że ponownie przyssał się do państwowego cycka i znów pasożytuje na państwie (obok dalszego pasożytowania na owieczkach) to jeszcze brał udział w szabrowaniu majątku narodowego. Kościelnej komisji majątkowej towarzyszyła ogromna ilość afer, przekrętów i szwindli, ale ani jednego sukienkowego przestępcy nie wsadzono za to do więzienia:
http://www.newsweek.pl/polska/komisja-majatkowa–nadal-bezkarna,102848,1,1.html
.
Zyskał też, a raczej odzyskał kościół, choć na szczęście mocno ograniczone, wpływy na politykę. A kler wypełznął, a raczej wyroił się z krucht i zawłaszczył ponownie przestrzeń publiczną. Wepchał się do szkół, pcha się przed kamery i do mikrofonów, na obchody państwowych świąt. Wszędzie z jego błogosławieństwem wieszane i stawiane są rzymskie szubienice. Ingeruje za sprawą posłusznych katolickich marionetek politycznych w prawo karne, w uchwalane ustawy i paragrafy. Ale jednocześnie przez te właśnie działania nieustannie traci na popularności, zyskuje za to coraz liczniejsze i bardziej zdecydowane rzesze zagorzałych przeciwników. Nie jest to już tylko tradycyjny „antyklerykalizm” czyli  krytykowanie samego tylko kleru i instytucji kościoła. Coraz więcej jest jawnego kpienia z katolickiego fanatyzmu, katolickich bzdurnych w sumie dogmatów i „prawd wiary”, z katolickiego zacietrzewienia i hipokryzji. Narasta też rzesza obojętnych religijnie Polaków („wierzących niepraktykujących” i „niewierzących praktykujących”) zwykle i po ludzku zapędom duszpastuchów i świeckich fundamentalistów po prostu niechętnych. Można śmiało stwierdzić, że dzisiaj ilość ludzi niechętnych kościołowi i klerowi (obok tych zdecydowanie im wrogich) jest co najmniej równa liczbie jego sympatyków w czasach PRL. Stanowią oni obecnie większość Polaków.
.
Duszpastuchy naturalnie zdają sobie z tego wszystkiego sprawę. Jednakże nie zamierzają rezygnować ani z pasożytowania na państwie, ani z pasożytowania na kurczącym się stadzie zahukanych nadal jeszcze owieczek, ani z zawłaszczonej przestrzeni publicznej, ani z ingerowania w politykę. Wiedząc jednak, że przez to kościół traci wpływy i popularność w społeczeństwie próbuje przy pomocy różnych podstępnych metod  i fałszywych barykad temu przeciwdziałać – co jednak przynosi skutek odwrotny od zamierzonego.
.
I w takiej to sytuacji – przy systematycznie i nieuchronnie postępującej utracie popularności, wiarygodności i sympatii w społeczeństwie oraz zanikającej  możliwości wywierania wpływu na Polaków, nagle fundamentalista Dominik(anin) Tarczyński oficjalnie w knessejmie zgłasza wniosek o zaostrzenie kar za „obrazę uczuć religijnych”.
http://strajk.eu/wielka-polska-katolicka-coraz-blizej-pis-zaostrzy-kary-za-obraze-uczuc-religijnych/
.
Jego wniosek natychmiast znalazł poparcie innych PiSraelskich posłów.
http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2017-04-07/beda-wyzsze-kary-za-obraze-uczuc-religijnych-posel-pis-chce-zaostrzenia-prawa/
.

Jednym z domniemanych powodów wniosku o zaostrzenie kar za „obrazę uczuć” jest rzekomo spektakl „Klątwa”. Ale w moim przekonaniu to tylko pretekst, na jaki kościół czekał, aby popchnąć Tarczyńskiego do szturmu. Kto wie, czy nie było nawet tak, że autorów spektaklu ktoś celowo podpuścił do wystawienia tak obrazoburczej tzw. „sztuki”, aby stworzyć pretekst do zaostrzenia kar za obrazę katolickich uczuć religijnych.
W pełni zgadzam się z tym, że dzisiejsza „sztuka wyzwolona” to skończona degrengolada i po prostu obrzydliwe gnojowisko, w porównaniu z którym publiczne latryny w starożytnym pogańskim Rzymie prezentowały sobą więcej sztuki i artyzmu. Niemniej religijna cenzura tego gnojowiska zwanego „sztuką” nie przysporzy kościołowi ani popularności, ani uznania. Jedyne co uzyska, to że sam ubabrze się w tym gównie. Co w sumie kompletnie mnie nie martwi. Inna rzecz – gdyby katolactfo nie narobiło takiego jazgotu o „Klątwę”, ogromna większość Polaków nie miałaby nawet pojęcia o tym „spektaklu”. Rozreklamowali go właśnie wściekli katolicy.
.

Kolejnym problemem jest sama definicja „obrazy uczuć religijnych”. W skrajnym przypadku, jeżli ktoś nadmuchaną i pomalowaną w np. krzyżyki prezerwatywę uzna za swojego boga, a ja powiem, że to nie bóg a prezerwatywa, to mogę zostać przez jej wyznawcę oskarżonym o obrazę uczuć religijnych. Ale i jak najbardziej uzasadniona rzeczowa i merytoryczna krytyka dogmatów, kościoła, kleru, żydo-biblii czy wiernych może zostać podciągnięta pod „obrazę uczuć religijnych”. Tu przykładów można mnożyć w nieomal nieskończoność:
.
– Jeśli tzw. „Stary Testament” (żydowską biblię Tanach) nazwę księgą zbrodni gloryfikującą rasizm żydowski i masowe czystki etniczne – a przecież jest to faktem – może to zostać podciągnięte pod obrazę uczuć religijnych.
https://opolczykpl.wordpress.com/biblijne-korzenie-zydowskiego-rasizmu/
.
– Jeśli starotestamentowego Jahwe nazwę bogiem o cechach zbrodniczego, mściwego psychopaty – co jest faktem – może to zostać podciągnięte pod obrazę uczuć religijnych.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/09/29/biblia-ksiega-zbrodni-2/
.
– Jeśli stwierdzę, że żydowska biblia – a co najmniej tzw. „Stary testament” – jest wyssany z palca – co jest faktem – może to zostać podciągnięte pod obrazę uczuć religijnych.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/12/29/biblia-zydowska-ksiega-zbrodni-wyssana-z-palca/
.
– Jeśli stwierdzę, że kościół na przestrzeni wielu wieków był zbrodniczą instytucją mającą na sumieniu dziesiątki milionów ofiar – co jest faktem…
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/03/14/psychopatologia-religii-abrahamowych-przykazanie-piate-nie-zabijaj/
.
– Jeśli stwierdzę że kościół na przestrzeni wielu wieków stosował okrutne barbarzyńskie kary i okaleczanie niewinnych ludzi – co jest faktem…
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/02/18/koszmarna-morda-katolicyzmu-1/
.
– Jeśli stwierdzę, że kościół na przestrzeni wieków stosował terror, masowe rzezie, przymus, zastraszanie i kneblowanie wolnej myśli ludzkiej  – co jest faktem…
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/02/20/koszmarna-morda-katolicyzmu-2/
.
– Jeśli stwierdzę, że nie było w historii ludzkości drugiej tak załganej i pełnej hipokryzji instytucji jak kościół, w którego postępowaniu na przestrzeni wielu wieków istniał całkowity rozdźwięk pomiędzy głoszonym przezeń hasłem „miłości bliźniego” a praktyką dnia codziennego skutkującą dziesiątkami milionów ofiar owej „miłości bliźniego” – co jest faktem…
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/05/30/chrzescijanskie-wartosci-ludobojstwo-i-hipokryzja/
.
– Jeśli stwierdzę, że przez długie wieki kościół pielęgnował kołtuńskie kulty celowo preparowanych idiotycznych relikwii, jak choćby kult rzekomo cudownie rozmnożonych napletków obrzezanego cieśli (wg jewangelii Joszue/Jezus był i obrzezany i cieślą) – co jest faktem…
http://fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-wstydliwa-relikwia,nId,821615
.
– Jeśli – no właśnie – jewangelicznnego „zbawiciela” nazwę – bazując na jewangeliach – obrzezanym cieślą – co jest jewangelicznym faktem…
.
– Jeśli stwierdzę, że wiele dogmatów kościelnych jest po prostu niepoważnych, żałosnych i infantylnych – co jest faktem (np. „wniebowstąpienie” czy „wniebowzięcie” – jak można materialnym fizycznym ciałem „wstąpić” czy „zostać wziętym” do niefizycznego, niematerialnego duchowego „nieba”, albo że bzdurna jest doktryna „odkupienia grzechów” – jeśli Joszue na krzyżu je „odkupił” to po co jeszcze jest piekło? A skoro ono nadal istnieje – co głosi kościół – to jakie i czyje grzechy on rzekomo „odkupił”)…
.
– Jeśli stwierdzę, że krystowierstwo jest zwykłym żydowskim podstępem i oszustwem – co jest faktem:
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/10/chrzescijanstwo-widziane-oczami-biografa-rothschildow/
https://opolczykpl.wordpress.com/biblia-czym-jest-rzeczywiscie/
.
– Jeśli stwierdzę, że jewangeliczne rzekome „nauki” i postępowanie obrzezanego cieśli Joszue/Jezusa były, wbrew katolickiej propagandzie, wybitnie antyrodzinne, wrogie rodzinie, mające prowadzić do jej zniszczenia – co jest faktem…
.
Jeśli stwierdzę, że jewangelie są żydowskim matrixem mającym ogłupić Rzymian i innych „nieobrzezanych gojów” – co jest faktem…
https://opolczykpl.wordpress.com/2016/01/06/chrzescijanstwo-zydowski-matrix-czyli-szopka-do-kwadratu/
.
– Jeśli stwierdzę, że wszystkie religie abrahamowe, łącznie z krystowierstwem, to zwykłe oszustwo:
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/03/historia-naturalna-religii-monoteistycznych/
.
– Jeśli stwierdzę, że rzesze niemieckich katolików i przedstawiciele niemieckiego (i nie tylko) katolickiego kleru gorliwie kolaborowali z władzami III Rzeszy i brali udział w ludobójczych agresjach i okupacjach – co jest faktem…
https://opolczykpl.wordpress.com/2014/01/05/katolicyzm-i-hitleryzm-co-je-laczy/
.
– Jeśli stwierdzę, że ultrakatoliccy ustasze kolaborując z III Rzeszą i w oparciu o nią budując wielką katolicką Chorwację, dokonywali barbarzyńskich zbrodni mordując w wyjątkowo okrutny sposób  setki tysięcy nie-katolików, zwłaszcza Serbów, a ich przywódca, arcy-zbrodniarz Ante Pavelić po wojnie, zanim z pomocą hierarchów kościoła uciekł do Argentyny, przez dwa lata ukrywał się w Watykanie, a w ukrywaniu go pomagał zarówno ówczesny papież Pius XII jak i późniejszy papież Paweł VI i że kilkadziesiąt lat później wikariusza zbrodniczych ustaszy, Alojzego Stepinaca, beatyfikował w 1998 roku – rzekomo wzór moralności – santo subito Wojtyła (kanonizację Stepinaca wstrzymał Franciszek pod naciskiem Serbów), co wywołało ogromne protesty i kontrowersje nie tylko w Serbii – co jest faktem…
http://historia.wp.pl/title,Kardynal-Alojzije-Stepinac-czy-aby-na-pewno-swiety,wid,18298377,wiadomosc.html?ticaid=118f28&_ticrsn=5
.
– Jeśli stwierdzę, że uważany przez Dominika(nina) Tarczyńskiego „wielki i wspaniały wzór moralny” – JP nr 2 beatyfikował zbrodniarza jezuitę José de Anchietę, który domagał się od władz Portugalii przysłania do Brazylii licznego wojska mającego pomagać w „ewangelizacji” – czytaj – w mordowaniu opornych Indian, a jego maksymą było, że wobec Indian nie ma lepszego kaznodziejstwa niż miecz i żelazny pręt, co stawia pod ogromnym znakiem zapytania „moralność” Wojtyły –  i co jest faktem...
– Jeśli stwierdzę, że podczas ludobójstwa w Rwandzie w 1994 roku (ok. milion zamordowanych w trzy miesięce) wśród podżegaczy do tego ludobójstwa był niejeden katolicki duszpastuch – co jest faktem…
– Jeśli stwierdzę, że katolicyzm został naszym przodkom mimo wielokrotnych buntów antykościelnych narzucony brutalną siłą, i że kościół przez całe milenium działał na szkodę naszego państwa pasożytując na nim i na społeczeństwie, i że jest głównym odpowiedzialnym za upadek Rzeczypospolitej Obojga Narodów, i że w jego szeregach aż roiło się od zdrajców i arcy-szkodników – co jest faktem…
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/03/24/swiat-slowian-cz-vii/
.
…to za wszystko powyższe, ale i za każdy pojedynczy punkt powyższej ogromnie skrótowej i zwięzłej wyliczanki, byle fundamentalista może mnie oskarżyć o obrazę uczuć religijnych. I będzie to faktycznie obrazą jego popapranych „uczuć religijnych”, mimo że, a raczej właśnie dlatego, że wszystko powyższe jest zgodne z prawdą. Bo co może bardziej kogokolwiek obrazić niż prawda o nim i o tym w co ślepo i bezrefleksyjnie wierzy?
.
W tym miejscu dodam, że i owszem, krystowiercy mają bezapelacyjne prawo wierzyć ślepo we wszystkie te żydowskie bzdury, w które wierzą. Mają do tego PRAWO! Ale nie mają prawa zmusić mnie do milczenia, nie mają prawa mnie kneblować, ani zakazać mi krytycznej oceny tego, w co wierzą. Tak samo jak wyznawca pomalowanej prezerwatywy nie zmusi mnie abym ją nazwał bogiem, a nie prezerwatywą. Krystowiercy mogą publicznie głosić ich żydogenne bzdury, a ja mogę i mam prawo je krytycznie oceniać, a kłamstwa i załganą katolicką propagandę i mitologię demaskować. Mam takie prawo. I paragraf 196 okrada mnie z tego prawa.
.
Z prawnego punktu widzenia sytuacja wygląda tak: choć konstytucja Katolandii nie mówi wprost o rozdziale państwa i kościoła, niemniej  w art. 25 punkt 2. czytamy (wytłuszczenie i podkreślenie moje):
.
Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.”
.
Władze publiczne zachowują bezstronność w sprawie przekonań religijnych. Bezstronność!!! Z czego należałoby wnioskować, że ani władze publiczne, ani żadne organa państwowe podlegające pod władze publiczne sprawami religijnymi nie powinny się zajmować – powinny być wszak zgodnie z zapisem w konstytucji bezstronne. Ale tak niestety w Katolandii za sprawą gorliwych fundamentalistów i kościoła nie jest.
.
Wiem, wiem – Trybunał Konstytucyjny orzekł, że paragraf 196 („obraza uczuć religijnych”) zgodny jest z konstytucją – choć ją w oczywisty sposób łamie. Dogmat nieomylności Trybunałowi  nie przysługuje. A nawet gdyby – i tak byłby w niejednej sprawie omylny. Ale nie dziwię się owym „sendziom”, którzy takie orzeczenie wydali. Oni nie żyją na Marsie a w Katolandii. Ich kadencja kiedyś dobiegnie końca. I wtedy nie będą już chronieni togami i powagą Trybunału Konstytucyjnego. Po co więc mają się narażać fanatykom, wpływowym politycznym fundamentalistom i klerowi na ewentualne szykany, gdy ich kadencje dobiegną końca? Ich orzeczenie tak naprawdę w niczym nie różni się od pokrętnej erystyki choćby Augustyna, świętego, ojcadoktora  kościoła, który dialektycznie wykazał, że zabijanie pogan – jeśli zabijający ich kierują się „miłością bliźniego” – nie łamie przykazania „nie zabijaj” i nie jest „grzechem”. Ani od pokrętnej erystki  kolejnego świętego, ojca i doktora kościoła, Tomasza z Akwinu, któremu ani głoszona publicznie przez kościół „miłość bliźniego”, ani przykazanie „nie zabijaj” nie przeszkodziły w stwierdzeniu (wytłuszczenia moje):

„…tym bardziej heretyków można z miejsca, skoro tylko udowodni się im winę herezji, nie tylko ukarać klątwą, ale także sprawiedliwie uśmiercić (…) po tym zaś skoro heretyk nadal trwa w uporze, straciwszy nadzieję w jego nawrócenie, mając na uwadze zbawienie innych, Kościół karą klątwy wyklucza go z swojego łona i następnie zostawia go sądownictwu świeckiemu, by przezeń był usunięty ze świata karą śmierci.”
.

Proszę w tym miejscu zwrócić uwagę na ostatnie zdanie – hehehe – świętego Tomasza – kościół obrzuca delikwenta klątwą i oddaje go w ręce sądownictwa świeckiego – ale nie po to, aby sądownictwo świeckie delikwenta według własnych świeckich kryteriów sądziło i np. uniewinniło. Nie! Kościół wydaje „heretyka” obłożonego klątwą sądownictwu świeckiemu TYLKO po to, aby ono go z woli kościoła i w jego imieniu zabiło. Sądownictwo świeckie w takich przypadkach nie miało nic do powiedzenia – było pachołkiem kościoła, jego narzędziem do odwalania mokrej roboty.
.
W tym miejscu konieczne jest ważne wyjaśnienie – w okresie potęgi papiestwa ogrom zbrodni kościoła dokonywane były przez jego tzw. „świeckie ramię”. Kler w ogromnej większości do religijnych prześladowań wysługiwał się po prostu państwem – sam tylko orzekał, co jest „herezją” i „bezbożnictwem”, kto jest „heretykiem”, „kacerzem”, „bezbożnikiem”, „czarownicą” czy „bluźniercą”, ale samo mordowanie ofiar swego fanatyzmu zwalał na państwo. Przez długie wieki instytucje „świeckie”, „państwowe”, w krajach leżących w obrębie papieskich wpływów zmuszone były służyć kościołowi i ich obowiązkiem z urzędu było ściganie i eksterminacja wszelkich wrogów wiary i kościoła. I choć kościół sam bezpośrednio ma dużo mniej ubabrane we krwi łapska, niż ówczesne władze „świeckie”, ale wszystkie zbrodnie związane z eksterminacją „wrogów wiary i kościoła” idą na jego konto.
.
Wracając do teraźniejszości – obecnie wprawdzie w Katolandii (poza więzieniami CIA) nie stosuje się chyba – pewności wszak nie mam – wobec aresztowanych i więźniów tortur, poza psychicznym dręczenie, ani póki co – kary śmierci (choć dochodziły mnie pomruki pomysłów o przewróceniu kary śmierci za „bluźnierstewa”), niemniej za sprawą takich orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego i za sprawą paragrafu 196 państwowe instytucje nadal spełniają rolę świeckiego ramienia kościoła, są jego narzędziem do kneblowania, zastraszania, gnębienia i prześladowania niepokornych, co jest po prostu NIEDOPUSZCZALNE. Gdyż czyni to państwo, oficjalnie świeckie i bezstronne, państwem wyznaniowym, wysługującym się kościołowi reprezentowanemu przez  religijnych fundamentalistów w ściganiu i karaniu „bezbożników” i „bluźnierców”.
.
Zaostrzenie kar za „obrazę (żydogennych) uczuć religijnych” z dużym prawdopodobieństwem PiSraelici przeboksują. Być może i dobrze, jeśli tak się stanie. Każde bowiem takie posunięcie kneblujące krytykę kościoła i żydo-katolicyzmu wywoływać będzie skutek odwrotny do zamierzonego. Im bardziej będą się starali katoliccy fundamentaliści ludzi zastraszać, kneblować i karać, tym bardziej ludzie będą się tej fanatycznej nadjordańskiej dżumie przeciwstawiać. I tym więcej „niedzielnych” katolików oraz „wierzących niepraktykujących” i „niewierzących pryktykujących”, już teraz niechętnych szarogęsieniu się kleru i fundamentalistów katolickich, odsuwać się będzie od kościoła, a nawet całkowicie porzucać będą tonącą powoli, zmurszałą i przegniłą galerę jedynej jedynie prawdziwej żydowskiej wiary.
.
Początkowo, gdy przymierzałem się do tego tekstu, zamierzałem napisać go w formie ostrego i zdecydowanego protestu przeciwko pomysłowi fundamentalisty Tarczyńskiego. W pierwszym bowiem momencie, gdy dowiedziałem się o jego pomyśle, po prostu się wkurzyłem. Ale gdy emocje szybko opadły pomyślałem sobie – nie jest tak źle! Jeśli fundamentaliści wpadają na takie pomysły, to jest to dowodem na to, że kościół i oni  już cieniutko przędą. I dlatego rozjuszeni siłą i strachem chcą „bezbożnictwo” zwalczać. Tyle że takimi metodami osiągną skutek odwrotny od zamierzonego – co w sumie byłoby korzystne dla wszystkich poza samymi fanatykami i duszpastuchami. Dlatego zamiast protestować, należy podsuwać im pomysły kolejnych zamordystycznych i restrykcyjnych ustaw, które ostatecznie obrzydzą Polakom kościół i  żydo-katolicyzm.
Dlatego inkwizytorowi Tarczyńskiemu podsuwam garść pomysłów.
.
1) Należy uchwalić ustawę, zgodnie z którą każda następna ustawa, uchwała, nowelizacja ustawy, nowe czy zmienione prawo czy przepis muszą uzyskać akceptację Episkopatu, aby nabrać mocy prawnej.
.
2) Wprowadzić należy w prawie karnym karę pozbawienia wolności nie mniej niż 5 lat oraz przepadek mienia za obrazę „osób boskich”, żydówki Miriam (ksywa „matka boska”) i symboli religijnych.
.
3) Za mniej drastyczną obrazę uczuć religijnych pozbawienie wolności nie może być krótsze niż trzy lata i towarzyszyć musi mu wysoka grzywna (minimum roczna pensja).
.
4) Wprowadzić należy ustawę, zgodnie z którą tylko parom, które ślub zawarły w kościele katolickim, przysługiwać będzie nazwa i status „małżeństwa”. Natomiast pary ze ślubem tylko cywilnym lub kościelnym niekatolickim traktowane będą nie jako małżeństwo a jako konkubinat.
.
5) Wprowadzić należy ustawę, która dzieci zrodzone w grzechu (czyli w konkubinatach i w małżeństwach bez ślubu kościelnego katolickiego) odda pod nadzór katolickiego kuratora. Jego obowiązkiem będzie dbanie o to, aby grzeszni rodzice nie zaniedbywali należytego katolickiego wychowania takiego bękarta. A więc aby je okrzcili, aby posyłali je do kościoła, na lekcje religii, aby poszło do tzw. „I komunii św.”. Dzieci z takich grzesznych związków muszą podlegać katolickiemu kuratorowi aż do uzyskania pełnoletności. W razie sprawiania wcześniej kłopotów będą umieszczane w katolickich internatach pod nadzorem kleru wyspecjalizowanego w obchodzeniu się z trudnymi/opornymi przypadkami. Ewentualnie będą oddawane do adopcji katolickim rodzinom.
.
6) Wprowadzić należy obowiązkowe dla wszystkich okrzczonych opodatkowanie na kościół, nie mniejsze niż 5 % dochodów. Rozpatrzyć należy, czy nie powinno ono wynosić 10 % dochodów. Byłby to powrót do wspaniałej wielowiekowej krześcijańskiej tradycji dziesięciny z radością oddawanej przez wieki kościołowi przez poddanych.
.
7) W celu przeciwdziałania narastającej fali aktów apostazji i opuszczania łona kościoła przez opętanych szatanem buntowników należy narzucić ustawą obowiązek uiszczenia przez odstępców i renegatów od świętej wiary siłą narzuconej naszym ojcom  opłaty dziękczynnej za wcześniejszą duchową opiekę kościoła. Naliczana będzie ona w prosty sposób – roczny podatek płacony ostatnio na kościół pomnożony przez ilość ukończonych lat życia. Jeśli odstępca ma 40 lat a jego ostatni roczny podatek na kościół wyniósł powiedzmy 5 tys. złotych, to musi on w momencie zatwierdzenia apostazji uiścić na rzecz kościoła dziękczynną opłatę w wysokości 20 tys złotych.
.
8) W celu aktywizacji ogromnych rzesz „wierzących niepraktykujących” (zdecydowana większość katolików i ponad połowa Polaków) należy wprowadzić indeks/legitymację parafianina, w której przez wyznaczone służby kościelne potwierdzane pieczątkami będą – każdorazowe uczestnictwo w mszy świętej, każdorazowa spowiedź, każdorazowe przystąpienie do stołu pańskiego i przyjęcie komunii świętej. Za nieusprawiedliwioną absencję w niedzielę w kościele, za przyjmowanie komunii rzadziej niż raz w miesiącu oraz za niespowiadanie się przynajmniej raz w roku wierny zobowiązany będzie odpracować społecznie na rzecz kościoła określoną ilość godzin, adekwatną do jego zaniedbań.
.
Myślę, że tyle pomysłów na początek wystarczy, aby Katolandia stała się prawdziwie katolicka. I aby kościół obrzydził do siebie jakieś 95 % społeczeństwa. Gdy to się stanie i gdy wymrą ostatnie bataliony moherowych beretów (owe pozostałe 5 %), dalsze utrzymywanie się instytucji kościoła katolickiego w Polsce i dalsze pasożytowanie na niej i na Polakach okaże się po prostu niemożliwe. Nadjordańska dżuma z jej symbolem – katowską rzymską szubienicą – wyląduje na śmietniku historii.
.

.

.

.
Czego jej i kościołowi z całego serca życzę…
.
.
opolczyk
.
.
.
.

Bandyto, terrorysto, ultrasyjonisto Trampku – łapska precz od Syrii !!!

.

.

..

Bandyta, terrorysta, „Adolf” z Białego Domu, ultrasyjonista Trampek zaatakował rakietami Tomahawk bazę lotniczą wojsk syryjskich. W wyniku ataku śmierć poniosło czterech żołnierzy syryjskich i dziewięciu cywili, w tym czworo dzieci. Atak był końcówką zorganizowanej przez CIA prowokacji – wyposażyła ona terrorystów walczących z legalnym rządem Syrii w broń chemiczną, terroryści dokonali ataku chemicznego na ludność, załgane zachodnie żydo-media i marionetki polityczne winę zwaliły na rząd Baszszara al-Asada dając bandycie terroryście Trampkowi pretekst do ataku na bazę lotniczą wojsk rządowych. Tym samym Adolf  Trampek bez osłony pokazał, po czyjej stronie stoi w wojnie w Syrii. Zaatakowane Tomahawkami lotnisko było niezwykle ważną bazą, z której wojska rządowe walczyły z tworem CIA – państwem islamskim.
https://pl.sputniknews.com/swiat/201704075199595-gubernator-Homs-baza-lotnicza-Szajrat/
https://pracownia4.wordpress.com/2014/09/20/ukryte-pochodzenie-isis/
.
Bandyta terrorysta Adolf Trampek mimo retoryki o wojnie usraela z terrorem broni twór CIA – terrorystyczne państwo islamskie przed rozgromieniem go przez wojska rządowe Syrii. Postępując tak działa przede wszystkim w interesach Izraela. Władze Syrii nie uznają izraelskiej aneksji wzgórz Golan, nie uznanej także przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Izrael jednak ignoruje ONZ,  ma w nosie prawo międzynarodowe i światową opinię publiczną mając wsparcie takich swoich wasali jak Trampek, Obama czy Bushowie.
.
Prawo międzynarodowe całkowicie lekceważy także bandyta terrorysta ultrasyjonista Trampek. Miał ochotę zbombardować lotnisko suwerennego państwa i rozkazał zrobić to usraelskiej soldatesce. Aż strach pomyśleć, że ten bandyta już zapowiedział podobne kroki przeciwko Korei Północnej.
http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/546505,donald-trump-usa-grozi-korea-polnocna-samodzielne-dzialania-chiny.html
.
Nim minęło pierwszych 100 dni jego kadencji, Adolf Trump okazał się zwykłym terrorystą, bandytą i podżegaczem wojennym. I choć w przeciwieństwie do „antysemity” Hitlera jest ultrasyjonistą, jest takim samym zbrodniczym psychopatą jak wódz III Rzeszy. Bliski Wschód jest od powstanie państwa Izrael beczką prochu. A psychopata Trampek atakując wspieraną przez Rosję i Iran Syrię po prostu podpala lont.

Inna rzecz – „antysemita” Hitler podobnie jak Trampek wspierał Izrael:

http://dariuszratajczak.blogspot.de/2009/01/jak-adolf-izrael-budowa.html

https://opolczykpl.wordpress.com/2016/11/07/donald-trump-patriota-usraelski-nadzieja-dla-wolnego-od-lichwy-usraela-i-swiata-czy-syjonistyczny-trampek/
.
Bandyta terrorysta Trampek tym jednym rozkazem złamał kilka obietnic przedwyborczych. Obiecywał poprawę stosunków z Rosją, co niniejszym uniemożliwił. Obiecywał, że za jego kadencji usrael nie wda się w żadną nową wojnę. A tymczasem zaatakował na obcym terytorium wojska suwerennego państwa i grozi krokami przeciwko Korei Płn. Obiecywał, że dbać będzie o interesy prostych usraelitów, a dba o interesy komplesu zbrojeniowo-militarnego. Atak na Syrię kosztował podatnika blisko 60 milionów dolców (cena Tomahawka waha się w granicach jednego miliona od sztuki). Koncerny zbrojeniowe zacierać mogą ich kosmate łapska.
.
Co jest w tym wszytkim najgorsze – ten debil psychol psychopata rzeczywiście może jego szaleńczymi posunięciami rozpętać wojnę na znacze większą skalę niż tylko wojna w Syrii, a wasalskie marionetki polityczne żydo-zachodu (od Merkel po Kalksteina) gorliwie poparły ten akt międzynarodowego bandytyzmu i terroryzmu. Nie wróży to dobrze pokojowi na świecie. Te żydo-banksterskie marionetki gotowe są wspierać militarnie agresje i inwazje bandyckiego usraela, żydo-banksterskiego światowego żandarma i kastetu do bicia niepokornych.

.


.
Nad światem rzeczywiście zawisła groźba wybuchu wojny. I to za sprawą jednego debila psychopaty z komiczną grzywką zakrywającą jego łysiejącą łepetynę. Władze Syrii wiedzą, że jeśli odpowiedzą na ten bandycki atak i zaatakują usraelskie okręty pływające wzdłuż wybrzeży Syrii, to mogą narazić się na jeszcze bardziej agresywne ataki terrorystyczne usraelskich bandytów. Także władze Rosji wiedzą, że zdecydowana militarna reakcja Rosji przeciwko okrętom usraelskim terroryzującym Syrię może wymknąć się spod kontroli. A rozmieszczenie szczelnej obrony antyrakietowej wzdłuż całego syryjskiego wybrzeża w tak zniszczonym wojną kraju wcale nie jest łatwe. Tym bardziej, że Tomahawki latają tuż nad ziemią i wykrycie ich wystarczająco szybko przy pomocy standardowego radaru, aby móc je zniszczyć, jest niemożliwe.
.
Rosja ma więc poważny dylemat, spowodowany bandytyzmem szalonego Trampka. I nie wiem, jak sobie z tym poradzi. Mam jednak nadzieję i wierzę w to, że Syrii i jej władz nie zostawi bez pomocy i wsparcia. Na nic nie zda się terroryzm i bandytyzm debila psychopaty z Białego Domu. Szkoda tylko ofiar jego bandytyzmu. I szkoda użytecznych idiotów, którzy na niego głosowali. Kolejny raz dali się oszukać. Ciekawi mnie też, czy ci wszyscy idioci, także w Polsce, gardłujący za Trampkiem, rzekomo antysystemowym, wreszcie obudzili się z amoku.
.
A przy okazji wyszła jeszcze sprawa „celności” Tomahawków. Okrzyczane jako cudowna broń do „chirurgicznych” operacji militarnych, niektóre z nich nie potrafiły trafić w duże lotnisko wojskowe niszcząc obiekty cywilne poza lotniskiem. I stąd ofiary cywilne. Tak wygląda precyzja usraelskiej techniki rakietowej.
.
Bandycki usrael, światowy terrorysta nr 1, kolejny raz pokazał swoją bandycką mordę.

.

.

Na pochybel ultrasyjoniście Trampkowi i bandyckiemu usraelowi. O ileż bezpieczniejszy będzie świat, gdy pod ciężarem niewypłacalnego długu ten światowy bandyta i terorysta padnie na pysk i szczeznie. Czego światu, Polsce i sobie gorąco życzę.

.

.

opolczyk

.

PS

Zdaniem rosyjskich wojskowych w oparciu o dane kontroli powietrznej tylko 23 z wystrzelonych 59 Tomahawków doleciało do lotniska a Syrii. Nie wiadomo, gdzie zapodziała się reszta:

https://pl.sputniknews.com/swiat/201704075202116-do-syryjskiej-bazy-dolecialy-tylko23-tomahawki/

Jak widać celność  tej „cudownej” usraelskiej broni to mniej niż 40 %. Początkowo dziwiłem się, że bandyci wystrzelili aż tyle Tomahawków. Teraz już wiem – dlaczego. Chcieli mieć gwarancję, że choć z dwadzieścia doleci do celu.

.

.

.

.

Demaskowanie katolickiej propagandy – żydo-katolicyzm propagowany jako polskość i patriotyzm…

.

.

Od dawna fundamentaliści katoliccy głoszą, że Polak to katolik, poskość to katolicyzm a katolicyzm to polskość. No i że będąc katolikiem jest się patriotą. Wręcz twierdzą, że katolicyzm jest najwyższą formą i polskości i patriotyzmu. No więc zastanówmy się, jak to jest z tą polskością i patriotyzmem katolicyzmu. Zaczniemy od jego rzekomej „polskości”.
.

Jak wiemy istnieją religie narodowe. Aby katolicy nie musieli daleko szukać – narodową religią jest choćby judaizm, z którego krystowierstwo a więc i katolicyzm się wywodzi. Zgodnie z doktryną judaizmu ten kto jest jego wyznawcą, jest ż/Żydem. Wprawdzie obecnie wobec postępującej od XIX wieku laicyzacji Żyd nie musi być koniecznie wyznawcą judaizmu, aby być uważanym za Żyda (choć dla ortodoksów Żydem taki już nie jest), niemniej przez długie wieki to właśnie judaizm był wyznacznikiem żydowskości. Nie było ważne nawet pochodzenie etniczne i każdy konwertyta na judaizm stawał się żydem – wyznawcą judaizmu – a przez to Żydem – członkiem wyssanego z palca „narodu wybranego”. Wyraźnie należy zaznaczyć, że ów „naród” nie tyle był wspólnotą etniczną co religijną – tworzyli go wyłącznie wyznawcy judaizmu.
.

Za inną religię narodową można uważać np. hinduizm, związany przede wszystkim z Indiami i Hindusami, choć jego wyznawców można spotkać i w innych krajach, a ponadto nie każdy Hindus (mieszkaniec Indii) jest hindusem – wyznawcą hinduizmu. Niemniej łączenie hinduizmu z Hindusami w większości przypadków jest uzasadnione i stąd hinduizm może uchodzić za wyznacznik hinduskości czyli bycia Hindusem.
.

W tym miejscu należy naturalnie postawić pytanie, czy pomiędzy katolicyzmem i polskością zachodzą podobne powiązania jak pomiędzy judaizmem i żydowskością czy hinduizmem a hinduskością. Odpowiedź jest jednoznaczna – oczywiście że nie. Polskojęzyczni katolicy stanowią niewielki odsetek katolików rozrzuconych po całym świecie a sam katolicyzm nigdy nie był związany przede wszystkim z Polakami, Polską i polskością. Gdyby katolicyzm powstał (został stworzony czy wymyślony) w Polsce i był religią wyłącznie (czy przynajmniej prawie wyłącznie) Polaków, wtedy – i tylko wtedy – można by było uznać go za wyznacznik polskości. Tyle że wtedy nie nazywałby się katolicyzmem a – analogicznie do judaizmu czy hinduizmu – polskoizmem czy polonizmem. Tymczasem w katolicyzmie nie ma nic, ale to kompletnie nic polskiego.

.
– Powstał on nad Jordanem i jest kultem żydowskich idoli – żydowskiego Jahwe (żydo-katolickiego „Boga Ojca”) żydowskiego galilejskiego włóczykija wykreowanego przez oszustów na „zbawiciela” i „chrystusa”, ba –  na „syna bożego” i samego wręcz „boga” (jego „drugiej osoby”) . Idiotyczne „intronizowanie” go przez oszalałych fundamentalistów na „króla Polski” wcale katolicyzmowi polskości nie przydało. Raczej Polsce przydało żydowskości czyniąc ją jeszcze bardziej nadwiślańską „Galileą”.
https://opolczykpl.wordpress.com/2016/11/20/katodebilna-hucpa-po-polsku-czyli-galijejski-nieboszczyk-zyd-joszue-krolem-iii-a-moze-juz-iv-rzydopospolitej/

.
– Jest kultem żydowskiej biblii, księgi gloryfikującej rasistowskie czystki etniczne dokonywane z woli i pomocą Jahwe, uważanej przez katolików za „pismo święte Starego Testamentu”.
.
– Jest wspólnotą religijną określającą siebie jako „nowy naród wybrany”. Nie polski naród a nowy i wybrany.

.

– Jest kosmopolityczną, internacjonalistyczną religią, której wyznawcami są mieszkańcy na wszystkich kontynentach, przedstawiciele wszystkich kolorów skóry, należący do setek narodów i grup etnicznych i wielu odmiennych kultur.
.

– Katolicka „ziemia święta” jest nad Jordanem a nie nad Wartą i Wisłą, Jerozolima, Nazaret i Betlejem to ich święte miasta – nie Warszawa, Kraków czy Poznań. A ich stolicą jest Watykan – leżący daleko od Polski.
.
– Przez długie wieki, aż do Vaticanum II,  językiem urzędowym i liturgicznym katolicyzmu, także w Polsce, była łacina. Polskojęzyczni katolicy do żydowskich idoli i bożków modlili się więc w kościołach po łacinie. Czy miało to cokolwiek wspólnego z polskością (w Polsce są nawet katolicy chcący przywrócenia łaciny w ich gusłach)?
.

– Naszym przodkom narzucony został bez ich woli i zgody, siłą, przez co wielokrotnie wywoływali oni bunty antykościelne. Nie chcieli ani kościoła, ani katolicyzmu, ani żydowskich bożków i idoli. Jedynie brutalną siłą i z obcą pomocą udało się szubienicznikom rzymskim narzucić naszym przodkom rzymską szubienicę na stałe. Ale przez długie jeszcze wieki stawiali oni nadal bierny opór, uparcie trwali przy własnych bogach i własnej kulturze, a do chodzenia do kościołów i brania udziału w katolickich gusłach zmuszani byli karami.
.

W tym miejscu muszę dokonać auto-korekty. Napisałem wcześniej, że w katolicyzmie nie ma nic, ale to kompletnie nic polskiego. W rzeczywistości, jako że polskość to słowiańskość, a katolicyzm nie mogąc zwalczyć słowiańskiej tradycji, słowiańskich pogańskich obrzędów i świąt, wiele z nich sobie przywłaszczył nadając im nadjordańską interpretację. Ale one, mimo tej nadjordańskiej  interpretacji nadal są naszym słowiańskim dziedzictwem, a przez to polskością. W sumie większość tzw. „tradycji katolickiej” w Polsce to tradycja słowiańska, pogańska, tyle że pociągnięta z wierzchu nadjordańskim pokostem. Wystarczy go zdrapać, wystarczy odrzucić nadjordańską interpretację przywłaszczonych przez katolicyzm  słowiańskich świąt, zwyczajów i obrzędów i wtedy będą one rzeczywiście polskością – czyli słowiańskością.
.

Katolicy polskojęzyczni – katolikopolacy – twierdząc z uporem maniaka, że polskość to katolicyzm a katolicyzm to polskość zapominają i o tym, że np. dla włoskich katolickich fundamentalistów katolicyzm to włoskość, dla niemieckich niemieckość, dla hiszpańskich hiszpańskość, dla portugalskich portugalskość, dla irlandzkich irlandzkość, dla brazylijskich brazylijskość, dla filipińskich filipińskość a dla nowogwinejskich nowogwinejskość. Jak więc coś co dla innych jest włoskością, niemieckością, hiszpańskością, portugalskością, irlandzkością, brazylijskością, filipińskością czy nowogwinejskością może być polskością?
.

A jako że obraz przemawia do wyobraźni lepiej niż słowo pisane, zamieszczam kilka fotek zwracając się z prośbą do katolików, aby powiedzieli, co z polskością (wszak katolicyzm to ich zdaniem polskość) mają widoczni na zdjęciach katolicy:

.

.

.

.
.
.
.
.
.

.

No i właśnie – ile polskości jest na powyższych zdjęciach? Bo przecież wg katolikopolaków katolicyzm to polskość.
.
W rzeczywistości katolicyzm jest to żydogenna, kosmopolityczna i internacjonalistyczna zbieranina ogłupionych żydowskimi wymysłami ludzi, tworzących „nowy naród wybrany”, przy czym ów „naród” nie jest wspólnotą etniczną a religijną, uprawia kult żydzizmu, żydowskich bożków i idoli (Jahwe, Joszue, Miriam) i żydowskiej biblii. Stolicę mają w Rzymie, „ziemię świętą” nad Jordanem – i tyle właśnie jest „polskości” w żydo-katolicyzmie.
.
Tu jeszcze pozwolę sobie na pewną dygresję – bo katolicy głośno protestują przeciwko narzucaniu przez wyznawców poprawności politycznej (tego samego nadjordańskiego chowu co katolicyzm) białej krystowierczej Europie multi-kulti. Za multi kulti uważają zwłaszcza domieszkę islamu w krystowierczej Europie. Ignorują to, że islam, jak i krystowierstwo jest, bękartem judaizmu, religią abrahamową, bazuje na żydowskiej Tanach, w Koranie znajdziemy biblijny raj, Adama i Ewę, potop, Noego, Abrahama, Mojżesza, a nawet Joszue/Jezusa – tyle że nie jako „syna bożego” a jako ostatniego proroka zesłanego Żydom przez Jahwe/Allaha/Boga Ojca. Mieszanie islamu z krystowierstwem nie jest więc w rzeczywistości żadnym multi-kulti, jest to co najwyżej „wybuchowa” mieszanina dwóch bratnich (tyle że kochających się jak Kain z Ablem) odprysków jahwizmu, dwóch żydogennych anty-kultur bazujących na żydo-biblii, walczących o to, która z nich jest jedyną jedynie prawdziwą żydogenną wiarą w Jahwe/Allaha/Boga Ojca. Natomiast jeśli spojrzymy ponownie na zamieszczone powyżej zdjęcia pokazujące katolików w różnych zakątkach Ziemi, to aż trudno jest oprzeć się wrażeniu, że to właśnie katolicyzm jest niewyobrażalnym multi-kulti, nie mającym sobie równego na całym świecie. Te egzotyczne stroje, egzotyczne obrzędy, tyle kolorów skóry, tyle różnych wspólnot etnicznych i kulturowych – i wszystkie one złączone są kultem żydzizmu, są wrzucone do jednego katolickiego wora i stanowią jeden nowy żydogenny multi-kulti naród wybrany.
.
A katolikopolacy bredzą, że to żydogenne multi-kulti to polskość…
.
Podobnie wygląda sprawa z patriotyzmem. Bo choć katolikopolacy uważają katolicyzm za patriotyzm, to już samo tylko znaczenie tego słowa demaskuje ich brednie. Termin patriotyzm pochodzi od greckiego patriotes i łacińskiego patria – czyli od słowa ojczyzna. Z kolei to słowo oznacza ziemię ojców, kraj ojców. Tak więc patriotyzm jest miłością i szacunkiem do ziemi ojców i z religią, zwłaszcza obcą, żydogenną, powstałą nad Jordanem, nie ma nic, ale to nic wspólnego. Jest wręcz na odwrót – katolikopolacy podlegają pod Watykan, służą interesom kosmopolitycznego kościoła i wielokrotnie, gdy dochodziło do konfliktu interesów polskich z intereami kościoła, służyli jego interesom kosztem interesów Polski i polskiej racji stanu. Tak więc katolicyzm jest w rzeczywistości antypatriotyczny, jest zdradą ojczyzny na rzecz kosmopolitycznego kościoła. I to właśnie katolicy powinni o tym najlepiej wiedzieć. Wszak w ich jewangeliach ich idol mówił – że nie można dwóm panom służyć. I rzeczywiście – nie można służyć równocześnie żydo-katolicyzmowi i Polsce. Bo zdradzi się albo żydo-katolicyzm, albo Polskę.
.
Na koniec jeszcze chcę pokazać, do jakiego odurnienia prowadzi żydo-katolicyzm nawet w rzekomo świeckim, laickim, „państwowym” knessejmie – żydo-katoliccy PiSraelici zamierzają przeforsować uchwałę dla uczczenia katolickiej hucpy nazwanej „objawieniami fatimskimi”:
http://natemat.pl/205397,rozumu-i-wiary-zadna-uchwala-nie-zastapimy-sejm-debatowal-nad-uchwala-o-tzw-objawieniach-fatimskich
.

.
Owe „objawienia” były oczywiście zwykłym katolickim oszustwem.
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/01/18/tzw-objawienia-maryjne/
.
Forsując takie katodebilne uchwały PiSraelici ośmieszają nie tylko agenturalny knessejm, ale i całą III Rzydopospolitą. A ponieważ jest ona utożsamiana z Polską, ośmieszają i Polskę. Dobrze, że znaleźli się w knessejmie tacy, którzy tę żydo-katolicką chucpę odrzucają.
.
I jeszcze jedna informacja – nie wykluczone, że żydo-PiS  zaostrzy karę za „obrazę uczuć religijnych”.
http://strajk.eu/wielka-polska-katolicka-coraz-blizej-pis-zaostrzy-kary-za-obraze-uczuc-religijnych/
.
Oczywiście inicjator tego pomysłu, duchowy parch, nomen omen Dominik Tarczyński (dominikanie byli inkwizytorami) ma na myśli tylko obrazę uczuć żydo-katolików. Pogan i „innowierców” nadal będzie można w nadwiślańskim Katolandzie bezkarnie obrażać. Tym katodebilnym fanatykom naprawdę bije w dekiel. Ale tę sprawę poruszę w oddzielnym wpisie.
.
.
opolczyk
.
.
.
.

Dlaczego nie bronię katodebilnego prowokatora Piotra Rybaka…

.

.
W sieci wrze wśrod żydo-katolickich narodofcuf – dintojra wrocławska dokonała selekcji i Polaków nie wpuściła na salę rozpraw.
.

.
Obejrzałem kawałek tego filmu i zauważyłem, że ci ludzie nie byli obserwatorami procesu – była to zorganizowana fanatyczna katodebilna tłuszcza, gotowa zakłócić rozprawę, gdyby dintojra robiła cokolwiek nie po ich myśli. Mnie widok katodebila trzymającego dużą rzymską szubienicę otoczonego kumplami przypominał procesję inkwizytorów. Durnie myśleli, że dintojra krucyfiksu się przestraszy. Zapomnieli, że gwiazda Dawida wcale nie ma mniejszych wpływów nad Wisłą niż rzymska szubienica.
.
Do samego Rybaka czuję natomiast obrzydzenie. W idiotyczny sposób ten katodebilny prowokator tłumaczy się, że podczas katodebilnej zadymy we Wrocławiu spalić chcieli kukłę Sorosa, tylko ktoś nie dojechał i dlatego kukła nie miała przypiętej do twarzy kukły podobizny Sorosa. Ten śmierdzący tchórz kłamie. Na poniższym filmiku (min 3:55) widać, że kukła żydowska miała gotową twarz – oczy, nos, wąsy, brodę,  usta i PEJSY. A Soros pejsów nie ma.
.

.
Tak więc kukła była gotowa i nie potrzebowała „oblicza” Sorosa. Katodebilną hucpę we Wrocławiu przygotowała dla katodebili żydowska agentura od początku sterująca narodofcami. Popycha ona katodebili na różne faszywe barykady, w tym przypadku na fałszywą barykadę wojny z urojoną przez katodebili „islamizacją” Polski, oraz do walki o „wielką katolicką Polskę” – bo takie hasła katodebile we Wrocławiu skandowali. No i przy okazji tej hucpy pokazała całemu światu żydowska agentura sterująca narodofcami „antysemityzm” katodebili identyfikowanych z Polakami. To po to wrocławska dintojra wpuściła na salę agenturalnych „tropicieli „polskiego „antysemityzmu”.

.

Ech… Ci katodebile… Włos się na głowie jeży na widok ich durnoty. Palą kukłę Żyda a do Żyda i Żydówki modlą się. I na kolanach żebrają u nich o miłosierdzie i „zbawienie”. I jeszcze ten żydowski tandem „intronizowali” i uważają za króla i królową kato-Polski. Czyż można być większymi pojebami i mieć bardziej nasrane w łepetynach niż oni?
.
Mnie osobiście owa katodebilna hucpa we Wrocławiu przypomina podobną w Niemczech – gdzie durnych niemieckich narodofcuf prowokator przybyły ekstra z Izraela szczuł na muzułmanów:
.

.
https://przemex.wordpress.com/2016/01/12/pegida-czyli-jak-gwiazda-dawida-zapedza-patriotycznych-europejczykow-na-falszywe-barykady-wojny-z-islamizacja/
.
We Wrocławiu rolę tego parchatego prowokatora z Izraela odegrał właśnie katodebilny Piotr Rybak. Tyle, że szczując na islam i agitując za żydokatolicką Polską jeszcze dodatkowo popisał się żydożerstwem paląc kukłę pejsiatego Żyda. A gdy dintojra zaczęła dobierać się durniowi do tyłka, wymyślił bajkę o Sorosie.
.
Idiota ten, katodebil, nie tylko daje żydowskiej propagandzie do ręki argunenty o domniemanym wrodzonym biologicznym „antysemityzmie” Polaków, to jeszcze agituje za katodebilną Polską. A ja katolickiego szariatu nie życzę ani sobie, ani Polsce. Katolicy w przeszłości już pokazali co potrafią – stosy, inkwizycja, tortury, okaleczanie, zamordyzm, totalitaryzm, całkowity brak tolerancji, cenzura, wpychanie się kleru nawet do najbardziej prywatnych i intymnych spraw zniewolonych rzymską szubienicą poddanych.
.
Nigdy więcej panowania dla żydo-katolicyzmu. Bo jest to wyrok śmierci dla Polski.
.
I dlatego katodebilnego prowokatora, idiotę manipulowanego przez żydowskie wtyki, Piotra Rybaka nie bronię. Ma na co sobie własną durnotą zasłużył.
.
.
opolczyk

.

.

PS

Katodebilnego Jacka Międlara także nie zamierzam bronić:
http://wiadomosci.wp.pl/rusza-proces-bylego-ks-jacka-miedlara-sprawa-bedzie-precedensowa-6104184699823233a
.
Jest to kolejna fałszywa barykada dla katodebili, a sam Międlar otoczony jest żydowskimi prowokatorami. Marzy o „wielkiej katolickiej Polsce”:
http://papug.pl/wzniesmy-wielka-katolicka-polske/
.
A jego przydupas, „pogromca plagiatorów”, straszył mnie prokuraturą i więzieniem:

„Pan Szubert: „A mimo to zwyrodniały
Jahwe kazał ich tępić jak dzikie zwierzęta. Takiego psychopaty i
zbrodniarza
nie ma wśród Słowiańskich bogów. Nie było też ani jednego boga u
Słowian straszącego wyznawców takimi karami i „dopustami” jak żydowski
biblijny okrutnik Jahwe”

Tym samym zaliczył Pan wyczerpująco art. 196 kk. ma pan też dwa wyjścia: a) obwiesić się wystruganymi z kaczana kukurydzy i kartofla bożkami słowiańskimi i modlić się do nich waląc czołem w wyschnięte krowie łajno w miejscu publicznym;

b) Czekać na skutki zawiadomienia prokuratury o dzisiejszym pana „wyskoku”.

W wariancie (a) ma pan szanse na kontynuowanie swojej misji w szpitalu psychiatrycznym (pacjenci mogą się okazać wdzięcznymi neofitami).

W wariancie (b) zaś poherbatnikuje pan sobie, przekonując kolegów spod celi, że jeśli papieru toaletowego ulepią albo z kartofla wystrugają któregoś z pańskich bożków, to drzwi celi same się otworzą i kraty w celach odpadną ze ścian, zaś klawisze dostaną sraczki, którą przerwać będzie mogła tylko 7-dniowa libacja pod przewodnictwem Prokuratora Generalnego.”
http://papug.pl/wzniesmy-wielka-katolicka-polske/#comment-3229037438
.
Ten zaślepiony żydo-kato-debilny fundamentalista zarzucał mi obrazę jego żydogennych uczuć religijnych, choć  gnida sam obrażał moje pogańskie uczucia. Takich jak on należy deportować nad Jordan. Razem z Międlarem. Tam mogą budować wielką żydo-katolicką „Polskę”.

.

.

.

.

Świat Słowian (cz. VII)

.

.

Instytucja kościoła a państwo

.
Katolicka propaganda usilnie próbuje wmawiać społeczeństwu, że kościół jako instytucja niezbędny był do budowy państwa Piastów, które bez tego wsparcia nie mogłoby zaistnieć ani się utrzymać. Jest to oczywista nieprawda. Starożytny Rzym powstał i trwał kilka wieków bez instytucji kościoła. Pogańskie Wielkie Księstwo Litewskie, tuż przed unią z Koroną było największym państwem ówczesnej Europy i funkcjonowało dobrze bez kościoła. Jedynym prawdziwym zagrożeniem dla niego był katolicki zakon krzyżaków. Nie jest więc prawdą, że bez instytucji kościoła utworzenie dużego, silnego i dobrze funkcjonującego państwa było niemożliwe. Inna rzecz, w tamtych czasach zdominowanych przez skłócone wewnętrznie krystowierstwo państwa znajdujące się pod wpływami cesarstw zachodniego i wschodniego nie uznawały za państwa istniejących państw pogańskich, uważając je za ziemie niczyje. Tak więc było to tylko sprawą umowną i zwyczajową, narzuconą przez krystowierstwo, że jedne państwa (te z rzymską szubienicą) za takie były przez krystowierców uznane, a inne, pogańskie, nie.
.

Kolejnym propagandowym wymysłem katolickiem jest ten, że dynastia Piastów zbudowała „polski” kościół „niezależny” – w domyśle – od Niemiec. Owszem, Chrobry osiągnął zgodę na własne arcybiskupstwo i Gniezno nie podlegało oficjalnie pod magbeburskiego arcybiskupa (roszczącego sobie prawo zwierzchnictwa kościelnego nad krajami słowiańskimi), ale przez pierwsze wieki krystowierstwa w państwie Piastów większość kleru i zakonników pochodziła z Niemiec i służyła przynajmniej po cichu niemieckim interesom. Takim biskupem był Unger, drugi po Jordanie biskup u Piastów. Dokąd miał nadzieję na stanowisko arcybiskupa gnieźnieńskiego wspierał Chrobrego. Gdy arcybiskupem został Gaudenty, Unger doprowadził do rozbicia kościoła, nie podporządkował się Gnieznowi i wymusił na Chrobrym akceptację niezależnego od Gniezna biskupstwa poznańskiego, co było jawnym rozbiciem przez niemieckiego biskupa kościoła już u zarania jego istnienia w państwie Piastów. Było też aktem samowoli biskupa, który działał wbrew planom władcy, rzucając mu kłody pod nogi. Na koniec Unger uznał się sufraganem arcybiskupa magdeburskiego, przez co Magdeburg długo jeszcze uważał się za zwierzchnika „piastowskiego” kościoła.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Unger
.

Nie tylko zresztą niemiecki kler służył niemieckim interesom – i nie tylko w piastowskich czasach. Na soborze w Konstancji abp gnieźnieński Mikołaj Trąba, przewodniczący delegacji króla Jagiełły, skuszony szansą na papieską tiarę, zdradził interesy państwa, zdradził króla i przystąpił do stronnictwa pro-krzyżackiego. Tiary nie otrzymał, po powrocie do kraju dopuścił się krzywoprzysięstwa, bo pod przesięgą zełgał, że nie zdradził państwa ani króla, co było oczywistym kłamstwem. W nagrodę papież (bękart kardynała Colonny) ustanowił go prymasem (wcześniej tej funkcji w „polskiej” prowincji kościoła rzymskiego nie było).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Miko%C5%82aj_Tr%C4%85ba
.
Tak więc pierwszy prymas Polski Mikołaj Trąba był zdrajcą służącym na soborze w Konstancji interesom krzyżackim, no i oczywiście papieskim. Propagandowe bajki o „niezależności” od Niemiec kościoła w państwie Piastów mijają się więc z prawdą. Wprawdzie oficjalnie „polski” kościół nie podlegał pod Niemcy, ale od niemieckich agentów aż roiło się wśród jego hierarchów. Przypomnę choćby zdrajcę Muskatę, biskupa krakowskiego odpowiedzialnego za bunt niemieckiego mieszczaństwa krakowskiego przeciwko Łokietkowi, przypomnę biskupa Zbigniewa Oleśnickiego wściekle sprzeciwiającego się militarnemu sojuszowi Jagiełły z husytami przeciwko krzyżakom, przypomnę wreszcie biskupów gardłujących za elekcją niemieckich Sasów na tron Rzeczypospolitej. Ignoruje się ponadto to, że „polski” kościół był całkowicie zależny od papiestwa, był papieską agendą czy raczej agenturą. I służył w pierwszej kolejności interesom papiestwa, interesom instytucji kosmopolitycznego kościoła, którego częścią był, nie zaś interesom państwa. A że interesy papiestwa i kościoła praktycznie nigdy nie były zbieżne z interesami państwa Piastów, a później Unii Polsko-Litewskiej, najczęściej zaś były sprzeczne, przez co kościół podległy papiestwu szkodził interesom państwa, a nie im służył.
.

Działania kościoła na przestrzeni wszystkich wieków na naszych ziemiach podporządkowane były kilku głównym celom:
– wytępienie pogaństwa i słowiańskiej kultury i narzucenie mieszkańcom w jej miejsce nadjordańskiej antykultury,
– zdominowanie państwa i uczynienie go swoim „świeckim ramieniem” służącym interesom kościoła,
– zdobycie maksimum, wpływów, władzy, majętności i bogactw gwaratujących kościołowi pozycję suwerena w kraju.
.

Od samego początku, gdy tylko pierwszy biskup pojawił się u Piastów, pasożytując na państwie, kościół zabiegał praktycznie wyłącznie o własne interesy i o własną pozycję – kosztem interesów państwa. Najpóźniej od czasów, gdy czeski przybłęda, pociotek niemieckich Ludolfingów, pierwszy gnieźnieński arcybiskup Gaudenty, brat „świętego” Vojtěcha (Wojciecha) wykreowanego na „patrona Polski” obrzucił klątwą państwo Chrobrego…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Radzim_Gaudenty
.
…co w praktyce oznaczało klątwę rzconą  zwłaszcza na władcę, widać było gołym okiem, że kościół nie wspiera państwa, a chce je sobie podporządkować. Gall Anonim wspomniał o tej klątwie niezwykle zdawkowo i nie znana jest jej przyczyna. Wszak Chrobry gorliwie katoliczył kraj, zwalczał pogaństwo i obdarzał kler i zakony ogromnymi nadaniami. Istnieją domysły, że klątwa była rzucona na Chrobrego za przywiezienie sobie z Kijowa jako nałożnicy, zgwałconej w Kijowie przez Chrobrego córki Włodzimierza I kijowskiego. Tyle że w tamtych czasach niejedne biskup miał własne nałożnice i takie sprawy wówczas nikogo nie szokowały. Najbardziej prawdobodobne wydaje mi się to, że Gaudenty, czując się kościelnym ważniakiem, bratem „świętego” będącego na dodatek „patronem” państwa Piastów, po prostu chciał Chrobremu pokazać, kto tu rządzi! Chrobry naturalnie musiał się przed Gaudentym ukorzyć, odbyć pokutę, okupić zdjęcie klątwy jeszcze większymi nadaniami na rzecz zachłannych biskupów, opatów i księży. Tym jednym perfidnym pociągnięciem kościół wywalczył sobie natychmiast uprzywilejowaną pozycję w państwie stawiającą go ponad władcą, który zmuszony został do posłuszeństwa i uległości. Od tego czasu kościół „polski” nigdy nie ukrywał, że uważa państwo i władców za swoje świeckie ramię i że państwo ma obowiązek przestrzegać praw stanowionych przez kościół, oraz że służyć ma interesom kościoła – a nie odwrotnie, jak to głosi katolicka propaganda, a za nią wielu historyków. W rzeczywistości świetną analogię stosunku kościoła do państwa pokazuje pasożytnicza roślina – figa dusicielka:

.

.

.

Dla niej oplatane przez nią drzewo jest, jak dla kościoła oplatane przezeń państwo, konieczną podporą. Drzewo jej nie potrzebuje i bez nie będzie rosło. Ona bez drzewa nie. Potrzebuje go aby mieć podporę. I jeśli tylko jedno jej nasiono zagnieździ się gdzieś na drzewie i wypuści pęd, który dosięgnie ziemi i się zakorzeni, figa zaczyna rozrastać się, oplatać drzewo, dusić je i wypijać jego życiodajne soki spod jego korzeni. A liściom w koronie drzewa rabuje promienie słoneczne. Jeśli się pnączy nie poprzecina, drzewo będzie zgubione. Uschnie, ale jako zasuszony martwy kilkut nadal jeszcze długo może być podporą dla pasożytniczej figi.
.

Na przestrzeni wieków od pierwszego do ostatniego króla – od Bolesława Chrobrego do Stanisława Poniatowskiego tylko nieliczni władcy wyjątkowo gorliwie i bez sprzeciwu służący biskupom i kościołowi nie popadali w konflikt z hierarchami. Zdecydowana większość władców (zwłaszcza w okresie rozbicia dzielnicowego), jeśli tylko próbowali prowadzić własną politykę bez oglądania się na interesy kościoła, popadali w ostre konflikty z biskupami. Biskupi rzucali kłody pod nogi większości władców, chcąc nagiąć ich do służby interesom kościoła i bezwstydnie mieszali się do spraw państwowych, polityki, ale i do życia prywatnego władców i ludności.
.

Dobrym przykładem skrajnego załgania katolickiej propagandy o rzekomym wspieraniu państwa przez kościół jest sprawa biskupa krakowskiego Stanisława ze Szczepanowa. Nie znamy do końca wszystkich przyczyn konfliktu pomiędzy królem Bolesławem III (II w oficjalnej wersji historii) Szczodrym a ambitnym biskupem. Szczodry miał duże zasługi dla kościoła – odnowił arcybiskupstwo gnieźnieńskie i biskupstwo poznańskie, założył nową diecezję w Płocku, ściągał zakonników (głównie jak zwyle z Niemiec), ufundował benedyktyńskie opactwa w Lubiniu, Płocku i Wrocławiu. Wspierał też tynieckie opactwo podległe Stanisławowi. Niemniej biskupowi wszystko to było za mało – chciał dominować nad rosnącym w potęgę królem. Gall Anonim nie mógł 30 lat później o wszystkich przyczynach konfliktu biskupa z królem pisać, gdyż żył w czasach panowania Krzywoustego, syna Władysława Hermana, który należał do antykrólewskigo spisku. Niemniej Gall potępił postępowanie biskupa i nazwał go zdrajcą. Wiadome jest, że w kraju utworzyła się antykrólewska opozycja z młodszym bratem króla Władysławem, palatynem Sieciechem  i właśnie biskupem Stanisławem na czele. Opozycja ta utrzymywała kontakty z wrogimi Szczodremu Czechami i cesarstwem niemieckim. Stanisław, zadufany w sobie hierarcha, chciał zapewne przede wszystkim uzyskać nad rosnącym w siłę Bolesławem psychologiczną dominację podobną do tej, jaką zdobył czeski przybłęda Gaudenty nad Chrobrym. I dlatego z byle powodu obrzucił go klątwą. Ona zaś była sygnałem do otwartego buntu przeciwko królowi, gdyż zwalniała poddanych z obowiązku posłuszeństwa wobec niego. Efektem zdrady króla i interesów państwa przez biskupa Stanisława była wojna domowa zakończona ucieczką króla, poddanie się Władysława Hermana pod niemieckie lenno (zrzucone wcześniej przez Szczodrego), którego symbolem była rezygnacja przez niego z korony królewskiej (pozostał tylko księciem), późniejsze wojny domowe jego synów z palatynem Sieciechem, a na koniec wojna domowa Krzywoustego z przyrodnim Zbigniewem. Klątwa Stanisława rzucona na króla przyniosła więc w efekcie państwu utratę silnego władcy, ponowną lenniczą zależność od cesarstwa i zniszczenia kraju spowodowane kilkoma wojnami domowymi. I tego buntownika i zdrajcę, arcyszkodnika z przerostem ambicji, chcącego dominować nad królem, kościół wykreował na jednego z głównych patronów Polski. I taki właśnie jest ten kolejny katolicki „patron” Polski – zdrajca, buntownik, zabiegający o zdobycie dominacji nad królem, którego obchodziła wyłącznie dominacja kościoła nad władzą świecką, który zdradził króla i państwo i który przyniósł państwu zniszczenia i lenną zależność od cesarstwa. Za takie „zasługi” dla państwa, kościół narzucił tego zdrajcę katolikom na patrona Polski. Czyż można być bardziej załganym? Czy można ze zdrajcy robić „patrona” Polski?
.
Niestety Stanisław nie jest ostatnim i najgorszym biskupem w sztafecie kościelnych szkodników w infułach. Kolejny Bolesław – Krzywousty – także obłożony został klątwą. Krzywousty jak i Szczodry wzmocnił państwo, zrzucił zależność od cesarstwa, powiększył państwo o Pomorze Gdańskie i Zachodnie, a na zjeździe w Meresburgu otwarcie postawił się cesarzowi Lotharowi Supplinburgowi twierdząc, że jest władcą niezależnym a nie cesarskim lennikiem. Początek jego panowania był trudny, gdyż kraj był podzielony na dwie części i Bolesław uwikłany był w wojnę o zjednoczenie kraju z przyrodnim bratem Zbigniewem wspieranym przez Niemców i część kleru. Pokonany przez Bolesława ściągnął Zbigniew na kraj najazd cesarskich wojsk (pamiętna obrona Głogowa i bitwa na Psim Polu pod Wrocławiem). Gdy wreszcie wpadł w ręce Bolesława, został oślepiony. Była to „zwyczajowa” kara dla zdrajców na przestrzeni wielu wieków, a Zbigniew był zdrajcą ewidentnym – to on naszczuł cesarza Heinricha V do najazdu na państwo Bolesława z nadzieją zdobycia przy niemieckiej pomocy włady. I gdy Bolesław dostał wreszcie zdrajcę w swoje ręce i go oślepił (zdrajca zmarł krótko później, być może z powodu oślepienia go), został przez stronnika zdrajcy, gnieźnieńskiego arcybiskupa Marcina obłożony klątwą. Za ukaranie zdrajcy. Bezczelność arcybiskupa Marcina jest niewyobrażalna – zdrajców należało karać i to jak najsurowiej. I tak robiono wszędzie, nie tylko u Piastów, bo oślepienie było tradycyjną i zwyczajową karą w okresie średniowiecznego feudalizmu. Stosowaną zresztą także przez biskupów wobec domniemanych i rzeczywistych „wrogów” kościoła i wiary. Kościół w tym samym czasie nagminie i nieomal masowo wobec opornych i podejrzewanych o wrogość wobec siebie stosował barbarzyńskie tortury, okaleczenia i kary śmierci – wydłubywał oczy, obcinał uszy, nosy, języki, ręce, ćwiartował, rozrywał końmi czy palił żywcem na stosach. I uważał, że miał do tego prawo. Gdy natomiast władca świecki Bolesław dorwał zdrajcę i go oślepił, ale stronnikiem zdrajcy był kościelny hierarcha arcybiskup, to władcę za „okrucieństwo” obrzucił klątwą. Oczywiście że i w tym przypadku kościelnemu dostojnikowi Marcinowi chodziło tylko i wyłącznie o przygięcie Bolesława do ziemi i uznanie nad sobą dominacji i władzy kościoła. Manewr udał się, i Krzywousty przez wszystkie następne lata prowadził politykę gorliwego katoliczenia kraju i podbitego Pomorza. Był też niezwykle szczodrym fundatorem na rzecz kościoła:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Boles%C5%82aw_III_Krzywousty#Donacje_ksi.C4.85.C5.BC.C4.99ce_na_rzecz_Ko.C5.9Bcio.C5.82a
.
Na szczególną uwagę zasługuje ufundowane przez niego opactwo benedyktynów na Łysej Górze, czym splugawił święty pogański Łysiec przemianowany na „święty krzyż”.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bazylika_na_%C5%9Awi%C4%99tym_Krzy%C5%BCu
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/07/slowianskie-zapomniane-sanktuarium/
.

Przypomną na marginesie, że o świętym Łyśćcu zrobiło się kilka lat temu trochę głośniej za sprawą katolickich wandali, którzy wycięli tam, mimo że jest to Rezerwat Przyrody, kilkanaście drzew – bo zasłaniały rzymską szubienicę.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/05/19/katolicki-wandalizm-i-pogarda-wobec-matki-natury/
.
W czasach piastowskich było wręcz regułą, że każdego wojowniczego władcę powiększającego siłę i samodzielność państwa wobec Niemiec, hierarchowie przy pomocy klątw próbowali rzucić na kolana przed kościołem. Tym, którzy ulegli (Chrobry, Krzywousty) i ukorzyli się przed kościołem, pozwalano dalej „panować”, by dalej wzmacniali potęgę kościoła nowymi nadaniami. Ci, którzy się nie ugięli (jak Szczodry), musieli uciekać z kraju. Władcy Piastowscy stali przed prawdziwym dylematem – ściągnięty do kraju kler, rzekomo w celu wzmocnienia państwa, jawnie przejął nad państwem dominację. Próby ukrócenia jej, lub tylko postępowanie nie liczące się ze zdaniem hierarchów, spotykało się z ich wściekłą reakcją. Kolejnym władcom pozostawało do wyboru albo nie liczyć się z kościołem, co groziło buntem i utratą władzy, albo pokornie służyć jego interesom, co jeszcze bardziej wzmacniało kościół i uzależniało od niego państwo i władcę. Piastowie wpadli w pułapkę, jaką przez własny pęd do nieograniczonej feudalnej władzy sami na siebie zastawili – ściągnęli nad Wartę instytucję, która miała rzekomo wzmocnić ich władzę, a która uczyniła z nich swoich pokornych służących i której interesom to oni służyli.

.

Ale nie tylko miejscowy kler szarogęsił się na piastowskich ziemiach. Zdarzało się, że w bezpośredni sposób nad Wartą ingerowali w sprawy państwowe papiescy legaci. Gdy po śmierci i katastrofalnym testamencie Krzywoustego (wprowadzającym rozbicie dzielnicowe) jego najstarszy syn i książę senioralny Władysław II (nazwany trafnie „Wygnańcem”) chciał wbrew testamentowi utrzymać jednolite państwo odbierając dzielnice przyznane przyrodnim młodszym braciom testamentem, juniorów poparł arcybiskup gnieźnieński Jakub ze Żnina. I to w sytuacji, gdy Władysław praktycznie już pokonał juniorów i miał duże szanse na utrzymanie całości państwa. Klątwa rzucona na Władysława wywołała bunt przeciwko niemu, zmuszając księcia seniora do ucieczki za granicę. Zmarł na wygnaniu. To ta klątwa przypieczętowała katastrofalne dla państwa Piastów dwuwiekowe rozbicie dzielnicowe i ciągłe wojny pomiędzy narastającą z pokolenia na pokolenie ilością książątek dzielnicowych:
.
„W 1146 rzucił klątwę na najstarszego syna Bolesława – Władysława (zwanego Wygnańcem), przyczyniając się do rozdrobnienia dzielnicowego Polski.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jakub_ze_%C5%BBnina
.

Jakub naturalnie udawał, że broni jedynie testamentu Krzywoustego. W rzeczywistości zależało mu na utrzymaniu rozbicia państwa Piastów na kilka dzielnic, gdyż każde książątko dzielnicowe, nawet senior zasiadający na książęcym tronie w Krakowie, byliby zbyt słabi, aby kościołowi się sprzeciwiać. A w razie czego zawsze można było naszczuć na niego lub na siebie nawzajem wszytkie dzielnicowe książątka. O mało planów tych nie pokrzyżowało mu papiestwo. Otóż początkowo zaakceptowało ono klątwę rzuconą na Władysława Wygnańca. Na skutek kłopotów papiestwa (Eugeniusz III kilkakrotnie zmuszony był uciekać przed buntami ludności z Rzymu i szukać wsparcia u cesarza) nagle papiestwo zmieniło front i legat papieski Gwidon po przybyciu do Krakowa cofnął klątwę z Władysława obrzucając nią wszystkich juniorów (Bolesława Kędzierzawego, Mieszka Starego i Henryka Sandomierskiego), a kraj obłożył interdyktem (zakaz odprawiania guseł zwanych „mszami świętymi”) – zapewne ku uciesze wielu poddanych karami zapędzanymi na te gusła do kościołów. I tu, co zdarzało się niezwykle rzadko w historii, hierarchowie „polskiego” kościoła nie podporządkowali się woli papiestwa (wykorzystywali słabość papieża kolejny raz wypędzonego z Rzymu). Im na rękę było państwo rozbite na kilka części. Ten upór opłacił się im. Kilka lat później papież Eugeniusz III zmarł a jego następca zaakceptował decyzje hierarchów piastowskiej prowincji kościelnej. Papiestwo wielokrotnie jeszcze bezpośrednio i jawnie  ingerowało w sprawy państwowe nad Wartą i Wisłą. U samego schyłku Rzeczypospolitej Obojga Narodów legaci papiescy instruowali (niepotrzebnie zresztą) biskupów „polskich”, że są oni w pierwszym rzędzie katolikami, a dopiero potem Polakami i dlatego mają w sejmie dbać przede wszystkim o interesy katolicyzmu, kościoła i papiestwa kosztem interesów państwa. Owo pouczanie ich było niepotrzebne – biskupi katoliccy od samego początku, od biskupów Jordana, Ungera i Gaudentego interesy kościoła stawiali ZAWSZE nad interesem państwa, na którym żerowali.
.
W okresie rozbicia dzielnicowego większość dzielnicowych książątek obrzucanych było klątwami, a na czele buntów przeciwko nim stawali kościelni dostojnicy. I tak na czele buntu przeciwko Mieszkowi III stał krakowski biskup Gedko („godny” następca zdrajcy i buntownika Stanisława).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gedko
.
Kolejnym buntownikiem, tym razem przeciwko Leszkowi Czarnemu (a następnie Henrykowi IV Probusowi) dbającym o interesy kościoła i przywileje dla kleru kosztem państwa był kolejny biskup krakowski, Paweł z Przemankowa.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pawe%C5%82_z_Przemankowa
.

Znany był też z niezwykle bujnego życia seksualnego. Utrzymywał cały harem, w tym i porwaną z klasztoru zakonnicę. I żaden kumpel po fachu w infule nie obrzucił go klątwą. Władców świeckich zapędzali biskupi groźbą klątw do życia zgodnie z „moralnością krześcijańską” a sami pławili się w rozpuście. Henryk Probus, co należy uzupełnić, miał przeciwnika nie tylko w biskupie Pawłe z Przemankowa. Toczył wieloletni spór o majątki ziemskie zagarnięte samowolnie przez kościół po najeździe tatarskim z 1241 roku. Henryk zaboru tych ziem przez kościół  nie uznał, a biskup wrocławski Tomasz II Zaremba nie zamierzał ich zwrócić księciu. Marzył zresztą o całkowitej suwerenności instytucji kościoła od władzy książęcej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_II_Zaremba

.
Wyklęty został też Konrad Mazowiecki mimo jego ogromnych zasług dla nadjordańskiej dżumy. Był aktywnym uczestnikiem krucjat przeciwko ludom pruskim i Jaćwingom, fundował kościoły i klasztory. Ale gdy uwięził i skazał na śmierć scholastyka Jana Czaplę (spory majątkowe) został wyklęty, a Mazowsze obłożone zostało interdyktem przez arcybiskupa gnieźnieńskiego Pełkę, który także dążył do całkowitego uniezależnienia kościoła „polskiego” od władzy świeckiej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pe%C5%82ka_(arcybiskup_gnie%C5%BAnie%C5%84ski)
.
„Winę” Konradowi Pełka wybaczył za cenę ogromnych nadań dla kościoła.
Jeszcze większym od biskupa Gedka arcyzdrajcą w infule (wspominałem o nim w poprzednich wpisach) był kolejny krakowski biskup (kolejny „godny” następca zdrajcy buntownika Stanisława – „patrona” Polski) – Muskata. Kraków dziwnie jakoś obfitował w zdrajców, buntowników i antypaństwowych szkodników w infułach.
http://ryuuk.salon24.pl/397627,biskup-germanizator-czyli-krwawy-wilk-z-pastoralem
.
Przy tej okazji niezbyt ciekawie wypada postać ówczesnego arcybiskupa gnieźnieńskiego Jakuba Świnki, przez wiki (tekst napisany pewnie przez gorliwego katolikopolaka) nazwanego jednym z  z wybitniejszych polityków średniowiecznej Polski, zwolennika zjednoczenia państwa piastowskiego.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Jakub_%C5%9Awinka
.
Nie zgadzam się z tą oceną. Owszem, Świnka był politykiem, ingerował w politykę pilnując jednak przede wszystkim interesów kościoła. Niby zabiegał o zjednoczenie, ale w przypadku dobrowolnej koronacji czeskiego, totalnie zgermanizowanego Wacława II, gorliwego stronnika i protegowanego Habsburgów, po prostu zdradził propiastowską linię postępowania jaka jest jemu przypisywana. A przecież będąc politykiem świadomym musiał być stopniu zgermanizowania Wacława i nigdy nie powinien na jego koronację się zgodzić.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wac%C5%82aw_II#Samodzielne_rz.C4.85dy_Wac.C5.82awa_II.2C_wsp.C3.B3.C5.82praca_z_Habsburgami
.
Ta koronacja była otwarciem drzwi Habsburgom i milowym krokiem ku przyspieszonej germanizacji kraju na wzór ówczesnej germanizacji Czech:
.
„Niechęć budziła tylko polityka personalna – opieranie rządów na niemieckich przybyszach (podobną zasadę stosował Wacław również w Czechach).”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wac%C5%82aw_II#Metody_rz.C4.85d.C3.B3w_w_Polsce
.

Także w sprawie Muskaty Świnka nie stanął na wysokości zadania. Już na ostentacyjne zbojkotowanie przez niego koronacji Przemysła II w 1295 roku powinien zdecydowanie zareagować. Nie zareagował też na udział Muskaty w wyprawie wojennej (rok 1300) przeciwko Łokietkowi, w wyniku której Łokietek uciekać musiał na wygnanie. A gdy pierwszy raz Muskata dostał się do niewoli w ręce Łokietka, sam Świnka wymusił na Łokietku wypuszczenie biskupa. Uważał bowiem, że nawet księciu nie przysługuje prawo więzienia, a tym bardziej sądzenia biskupa. Był bowiem arcybiskup zdecydowanym obrońcą całkowietego wyłączenia kleru spod świeckiej jurysdykcji. I on chciał, aby kościół dominował nad władzą świecką. I aby ona służyła kościelnym interesom. Za pierwszym razem Łokietek ustąpił. Gdy pojmał Muskatę ponownie, będąc już, po stłumieniu buntu niemieckich mieszczan, władcą na Wawelu, nie ustąpił Śwince i trzymał Muskatę w więzieniu aż do jego kapitulacji. Arcybiskup miał tyle dowodów zdrad i zbrodni Muskaty, że powinien odebrać mu infułę i wykląć. A on jedynie „zawieszał” tego zbira i zdrajcę w czynnościach biskupa. Było to powodowane interesem kościelnym – Świnka obawiał się, że zdecydowane kroki przeciwko Muskacie  – a więc pozbawienie go urzędu i święceń biskupich podważą autorytet samej instytucji biskupa, a także i „autorytet” całego kościoła. I dlatego prowadził przeciwko niemu procesy kanoniczne nieudolnie, opieszale, po czym szybciutko godził się na ustępstwa i cofanie nakładanych na Muskatę kar i ograniczeń – aby nie szkodzić „autorytetowi” kościoła. Tak więc ponosił on współodpowiedzialność za to, że Muskata tak długo mógł bruździć Łokietkowi i uprawiać proniemiecką, antypiastowską i antypaństwową politykę.
.
W czasach rozbicia dzielnicowego usłużny wobec kościoła Leszek Biały pod wpływem arcybiskupa Henryka Kietlicza jako książę zwierzchni oddał w roku 1207 w ręce papiestwa  państwo piastowskie odbierając je już jako papieskie lenno. 3 lata później Biały wespół z Konradem Mazowieckim całkowicie zwolnili kler spod świeckiej jurysdykcji, oraz zrezygnowali z prawa udziału władz świeckich w wyborze biskupów. Potulnie zgodzili się na żądania arcybiskupa gnieźnieńskiego Kietlicza, który bezczelnie realizował wprowadzenie papieskiego planu mającego niezależnić kościół od państwa:
.
„…uwolnienie kościoła spod władzy świeckiej (nadanie immunitetu), wyłączenie duchownych spod kompetencji sądów świeckich oraz zaprowadzenie kapitulnego wyboru biskupów.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Kietlicz
.
Trzeba być ślepym i głuchym, a przede wszystkim durnym, aby wierzyć, że kościół kiedykolwiek służył państwu i jego interesom.
.
Kolejna  postać kościelnego dygnitarza, który zasługuje na uwagę, to biskup, później kardynał Zbigniew Oleśnicki. Wściekle protestował przeciwko wsparciu przez Jagiełłę i księcia Witolda husytów w 1422 roku.
https://pl.wikipedia.org/wiki/III_krucjata_antyhusycka#Geneza_III_krucjaty_antyhusyckiej
.
Jedyne co osiągnął to wymuszenie na Jagielle wycofania się z jawnego wspierania husytów i ogłoszenie edyktu wieluńskiego zakazującego Polakom służby w czeskim wojsku.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Edykt_wielu%C5%84ski
.
Nigdy natomiast nie udało mu się nakłonić Jagiełły do udziału w następnych krucjatach antyhusyckich (1427 i 1431). Jagiełło nie ugiął się także przed bezpośrednim naciskiem papieża Marcina V, chcącego zapędzić go do kolejnej krucjaty:
.
„Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów. Pamiętaj, że ci bezbożni ludzie ośmielają się głosić zasadę równości; twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są braćmi, i że Bóg nie dał ludziom uprzywilejowanym prawa władania narodami; utrzymują, że Chrystus przyszedł na świat aby znieść niewolnictwo; wzywają ludzi do wolności, to znaczy do unicestwienia królów i kapłanów.
Teraz, kiedy jeszcze jest czas, zwróć swoje siły przeciwko Czechom, pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów, niż eksterminacja Husytów.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/02/20/koszmarna-morda-katolicyzmu-2/
.
Wściekłość Oleśnickiego wywołał militarny sojusz Jagiełły z husytami i wspólny odwetowy najazd na państwo krzyżackie.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_polsko-krzy%C5%BCacka_w_latach_1431-1435#Polsko-czeska_wyprawa_odwetowa_w_1433
.
Dwukrotnie Oleśnicki na złość królowi podczas wizyt husytów w Krakowie ogłaszał interdykt (zakaz odprawiania katolickich guseł w kościołach). Nie odważył się jedynie obrzucić króla klątwą. Jagiełło zresztą był na klątwy odporny. Po Grunwaldzie został przecież wyklęty za udział po stronie polsko-litewskiej wojsk heretyckich (husytów), muzułmańskich i pogańskich w bitwie przeciwko katolickiemu zakonowi. Nie przejmował się nią i klątwa została po cichu unieważniona – kolejny papież nadal potrzebował Jagiełły.
Po śmierci Jagiełły Oleśnicki w czasach sprawowania faktycznej regencji nad małoletnim Władysławem III (Warneńczykiem) zwołał antypaństwową konfederację do walki ze zwolennikami husytyzmu. Było to samowolną próbą uczynienia państwa obrońcą katolicyzmu.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_Zbigniewa_Ole%C5%9Bnickiego
.
W odpowiedzi na to Spytko z Melszyna powołał kontr-konfederację chcącą ukrócić samowolę Oleśnickiego i jego kościelnej oligarchii.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_Spytka_z_Melsztyna
.
Niestety dwór przestraszył się konfrontacji z Oleśnickim, nie wsparł  jego przeciwników, wobec czego wojska pod wodzą Oleśnickiego rozbiły doszczętnie kontr-konfederację w bitwie pod Grotnikami. Honor królestwa uratował młody król, który skasował haniebny wyrok Oleśnickiego wydany nad nagim ciałem Spytka, uznający go za zdrajcę.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Grotnikami
.
Największym aktem zdrady państwa był protest Oleśnickiego przeciwko planom inkorporacji dużej części zakonnego państwa do Korony. Zbuntowane przeciwko krzyżakom za ucisk i bezprawie Stany Pruskie zwróciły się do Kazimierza IV Jagiellończyka o przyłączenie ich prowincji do Korony. Oleśnicki zaprotestował przeciwko wspieraniu przez króla ich antykrzyyżackiego buntu i przeciwko udziałowi Korony w wojnie z krzyżakami po stronie zbuntowanych Stanów Pruskich. Króla okrzyczał zdrajcą, choć to on nim był. Wojna trzynastoletnia ostatecznie złamała potęgę krzyżaków i to znacznie bardziej niż bitwa pod Grunwaldem. Do Korony powróciło Pomorze Gdańskie i Ziemia Chełmińska z Toruniem. Korona zdobyła też Warmię, Malbork, Elbląg i kilka innych ważnych miast krzyżackich, przejmując połowę ziem pruskich zakonu. Co najważniejsze, reszta ziem zakonnych stała się lennem Korony, a wielcy mistrzowie zobowiązani byli do składania hołdów władcom Unii Polsko-Litewskiej.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_trzynastoletnia#Zako.C5.84czenie_wojny_i_II_pok.C3.B3j_toru.C5.84ski
.
Dzięki dalekowzroczności Kazimierza Jagiellończyka katowski topór krzyżacki przestał wisieć nad Polską i Litwą. A obrońca krzyżackiego państwa, zdrajca Oleśnicki dzięki nieustępliwej postawie młodego króla na zawsze utracił swoje wcześniejsze wpływy na politykę państwa. Jego wielka zdradziecka i arcyszkodliwa kariera polityczna dobiegła końca. Kazimierza Jagiellończyka natomiast nuncjusz papieski Baltazar de Priscia obrzucił klątwą w roku 1477. Powodem był spór o obsadzenie biskupstwa warmińskiego kandydatem prokrzyżackim, którego nie chciał zaakceptować Kazimierz. Był on w sumie władcą wyjątkowym, choć niewiele brakowało, a królem wcale by nie został. Gdy po śmierci Warneńczyka w 1444 roku zaproponowano mu koronę polską, odmówił przyjęcia jej na warunkach niekorzystnych dla Litwy, stawianych mu przez Oleśnickiego i polskich możnowładców. Miał wtedy zaledwie 17 lat, ale myślał już jak dalekowzroczny mąż stanu.
.
W tym miejscu konieczne jest jeszcze pewne wyjaśnienie. Władysław Jagiełło zawarł będąc w przymusowej sytuacji bardzo niekorzystną dla Litwy unię z Polską w Krewie (1385). Krzyżacy wściekle atakowali Litwę dążąc do podboju Żmudzi i połączenia terytorium państwa krzyżackiego z ziemiami zakonu inflanckiego, co było ogromnym zagrożeniem dla Litwy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kawalerowie_mieczowi#Inflancka_ga.C5.82.C4.85.C5.BA_zakonu_krzy.C5.BCackiego
.
Będąc w tak trudnej sytuacji Jagiełło zawarł unię włączającą Litwę do Korony, czyniąc ją całkowicie podporządkowaną Koronie i dającą prymat polskim możnowładcom nad Litwinami. W obliczu poprawiającej się sytuacji Litwy dążył następnie Jagiełło w kolejnych, pertraktowanych z możnowładcami polskimi zapisach unii (unia wileńsko-radomska 1401, unia horodelska 1413, unia grodzieńska 1432-34) do poprawy i wzmocnienia pozycji Litwy w Unii. Częściowo mu się to udało. Unia horodelska wprowadziła instytucję oddzielnego wielkiego księcia litewskiego, oraz zrównała w prawach katolicką szlachtę litewską z rodami polskimi. Niemniej nadal Litwa była podrzędna wobec Korony, mimo iż była o wiele większa od niej. Wareńczyk zaakceptował ten stan rzeczy, po czym zginął całkowicie niepotrzebnie z podpuszczenia legata papieskiego, Juliana Cesariniego. Za jego namową zerwał rozejm z Turkami, ruszył pod Warnę i tam dopadła go śmierć – obiecana przez legata papieskiego pomoc była obietnicą bez pokrycia i Warneńczyk pomocy nie otrzymał. Jego następca Kazimierz odrzucił proponowaną mu koronę na warunkach niekorzystnych dla Litwy. Oleśnicki szantażem próbował zmusić go do ustępstw proponując jako kontrkandydata na tron Fryderyka Hohenzollerna. Kazimierz nie ugiął się, postawił twardo własne warunki i czekał. Ostatecznie możnowładcy polscy, widząc konieczność utrzymania polsko-litewskiej unii, przyjęli je. Kazimierza ukoronowano w 1447 roku (miał 20 lat). Litwa i Korona stanowiły dzięki niemu od momentu jego koronacji dwa równorzędne organizmy państwowe, szlachta litewska (także ruska-prawosławna) została zrównana ze szlachtą polską, a terytorium Litwy otrzymało gwarancję nienaruszalności terytorialnej ze strony Korony. Wszystkie urzędy na Litwie (w jej skład wchodziły ogromne obszary ziem ruskich) obsadzane miały być tylko Litwinami i naturalnie Rusinami. Dzięki takim postanowieniom nowej Unii na następnych 120 lat zagwarantował Kazimierz równowagę żywiołów polskiego, litewskiego i ruskiego w potężnym państwie, a także równouprawnienie na Litwie dla prawosławnych szlachciców i możnowładców. Dzięki niemu Unii Polsko-Litewskiej nie wstrząsały ani konflikty etniczne, ani religijne, choć polskojęzyczny kler w Koronie wielokrotnie nawoływał do konieczności walki z prawosławiem i obowiązku nawracania „bizantyjskich odszczepieńców”. Władza polskojęzycznego kleru nie sięgała wtedy na szczęście na ruskie tereny Litwy.
.
Kolejnym genialnym posunięciem Kazimierza Jagiellończyka było wykorzystanie sporu dwóch urzędujących równocześnie papieży (Feliksa V i Mikołaja V) o papieski tron. Król chciał przede wszystkim ograniczyć wpływy Oleśnickiego, który już od początku panowania Kazimierza na tronie polskim podburzał do buntu przeciwko niemu zarówno polską, jak i litewską szlachtę. Doprowadził na Litwie nawet do buntu pod wodzą Michajłuszki, stłumionego jednak szybko przez króla. W konflikcie o władzę między dwoma papieżami Kazimierz poparł Mikołaja, ale za cenę przyznania mu prawa obsadzania przez siebie swoimi kandydatami najwyższych stanowisk kościelnych. Papież Mikołaj, będąc w przymusowej sytuacji, zgodził się na prawo obsadzania przez króla 20 stanowisk kościelnych. I choć później, gdy pokonał rywala (Feliksa V), przywilej dany Kazimierzowi odwołał, król jednak z niego nie zrezygnował i z uporem odrzucał kandydatów na nowych biskupów wysuwanych przez Oleśnickiego, kapituły i papiestwo. I za to obłożony został klątwą. Zignorował ją jednak i dalej obsadzał biskupstwa swoimi kandydatami.
Oleśnicki naturalnie był wściekły – już na początku XIII wieku kościół wywalczył sobie całkowitą niezależność od władz świeckich, które nie miały od tego czasu prawa ingerowania w obsadzanie kościelnych stanowisk. Zdrajca liczył zapewne na to, że wszystkie najważniejsze stanowiska kościelne obsadzi swoimi stronnikami i dzięki temu uzyska przewagę nad królem. Tymczasem Kazimierz zaczął obsadzać stanowiska kościelne swoimi zwolennikami, wytrącając Oleśnickiemu nawet pełną kontrolę nad biskupami. W roku 1452 o mało nie doszło do wojny domowej pomiędzy królem a kardynałem Oleśnickim nadal walczącym o zdobycie dominacji nad władcą. Król jednak pozostał nieugięty i odsunął Oleśnickiego od wpływów na politykę państwa. Zdrajca i buntownik w infule, przez ćwierć wieku trząsący państwem, zmarł 3 lata później w swoim zamku w Pińczowie.
.
Kazimiez IV Jagielończyk był królem przez 45 lat. Zdobył w tym czasie kontrolę nad kościołem, obsadzał posłusznymi sobie ludźmi stanowiska biskupów, nie ugiął się wobec papieskiej klątwy, złamał potęgę zakonu, odzyskał Pomorze Gdańskie. Był jednym z nielicznych władców, którzy na przestrzeni ośmiu wieków zasługiwali na tron (także Jagiełło był godnym tej nazwy królem). Niestety ani jeden z następców nie dorównywał już jemu. Wprawdzie Jan Olbracht podobnie jak Kazimierz ograniczał samowolę i wpływy kościoła, ale katastrofalną wyprawą do Mołdawii i całkowitym rozbiciem jego wojsk sprowokował ataki na Unię przez Rosję, cesarstwo niemieckie, Turcję, Węgry i Wołochów. Nawet krzyżactwo podniosło za jego panowania ponownie łeb odmawiając lennego hołdu. Zmarł po 9 latach od koronacji. Jego następcą był jego młodszy brat Aleksander. Nie potrafił zmusić biskupów do koronacji swej żony, rosyjskiej księżniczki Heleny Moskiewskiej. Odmówili, bo była prawosławną a katolickiego krztu nie chciała przyjąć, uważając tę propozycją za obrazę. Był ostatnim Jagiellonem mówiącym po litewsku. Zmarł nagle po niespełna pięciu latach panowania. Natępca, Zygmunt Stary był typowym tępogłowym katolikiem i marionetką biskupów. Czynnie zwalczał zwolenników Marcina Lutra, zakazał publikacji pism protestanckich, wydał wiele wyroków śmierci na „odstępców” od wiary. Za jego czasów intensywiej zapłonęły stosy z „heretykami”.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_I_Stary#Sprawy_wyznaniowe
.
Choć płonęły one już dużo wcześniej. Pierwsze udokumentowane ofiary inkwizycji biskupiej na Śląsku to ok. 50 osób (waldensów) spalonych na stosie w 1315 roku. Później palono także biczowników, różnych kacerzy, „odstępców” od wiary i  czarownice. Represje Zygmunta Starego dosięgnęły jednak tylko mieszczan. Wobec szlachty był ten fanatyk bezsilny – nie posiadał uprawnień pozwalających mu na palenie na stosach szlacheckich „odstępców”. Zmarł po 41 latach fanatycznych rządów. Jego syn na szczęście fanatykiem nie był, a wręcz przeciwnie. Prześladowania „hertetyków” całkowicie zanikły. Protestanccy „heretycy” pojawili się nawet na jego królewskim dworze. Za to ratyfikowanym przez niego (gdy już wiedzieł, że umrze bezpotomnie) aktem Unii Lubelskiej zdradził postanowienia Kazimierza IV Jagiellończyka o nienaruszalności terytorium Litwy i o rónorzędności organizmów państwowych Litwy i Polski. Unia lubelska łączyła Litwę i Polskę w jeden organizm państwowy nazwany Rzeczypospolitą Obojga Narodów. Najbardziej katastrofalnymi zapisami dla Litwy i dla całej Rzeczypospolitej, a w końcowym efekcie i dla samej Korony/Polski było oddanie Koronie ogromych obszarów południowego Wielkiego Księstwa Litewskiego (praktycznie całej Ukrainy) oraz zniesienie zakazu zakupu ziem przez polską szlachtę na Litwie.
Za panowania dwóch ostatnich Jagiellonów Litwa utraciła duże obszary na rzecz Księstwa Moskiewskiego/carskiej Rosji. Niepotrzebnie wdali się oni z nią w kolejne wojny. Kto  wie, czy kamyczkiem, który poruszył rosyjską lawinę nie była odmowa koronacji przez polskich biskupów Heleny Moskiewskiej, córki Iwana III zwanego Srogim. Odmowa ta była zniewagą dla samej Heleny oraz dla jej ojca i całej Rosji. Ale jeszcze większy obszar utraciła Litwa za sprawą unii lubelskiej na rzecz Korony. Tutaj jest mapa Unii Polsko-Litewskiej sprzed unii lubelskiej:
.

.
A tutaj mapa Rzeczypospoltej Obojga narodów z Ukrainą przejętą już przez Koronę.
.

.
Przejęcie to nastąpiło w roku 1569. W 1574 roku na Rusi ufundowane zostało pierwsze jezuickie kolegium w celu katoliczenia Ukrainy. Pierwsze większe powstanie kozackie wybuchło w roku 1591. Zbieżność powyższych dat nie jest sprawą przypadku. We wszystkich powstaniach kozackich można dostrzec nasilający się z powstania na powstanie wątek oporu przeciwko polszczeniu i katoliczeniu Ukrainy, poddanej po unii lubelskiej coraz większemu panoszeniu się na niej polskich możnowładców, szlachty, jezuitów i katolickich biskupów. Epoka Jagiellonów i równowaga żywiołów polskiego, litewskiego i ruskiego, oraz ochrona granic litewskiej Rusi przed Polakami i katolikami dobiegła za sprawą unii lubelskiej końca. Zaczęło się polszczenie Litwy (do dzisiaj Litwini nie cierpią Polaków za przywłaszenie sobie przez nich Wilna i przerobienia go na miasto polskie) oraz katoliczenie i polszczenie Ukrainy. Tak właśnie zaczął się powolny upadek Rzeczypospolitej trwający dwa wieki.
.
Na początku epoki elekcyjnej nadciągającą agonię Rzeczypospolitej trudno było zauważyć. Batory wybrany na króla przez szlachtę zreformował armię, wygrał kolejne wojny z Rosją odzyskując część utraconych terenów. Niemniej już na początku nieomal nie musił stoczyć wojny domowej przeciwko zwolennikom Maksymiliana II Habsburga wybranego królem przez senat pod naciskiem nuncjusza papieskiego i interrexa prymasa Jakuba Uchańskiego. Szlachta nie uznała tej elekcji i wybrała Annę Jagiellonkę  i Batorego jako jej przyszłego męża. Przy wszystkich zasługach węgierskiego króla jego gorliwe wspieranie jezuitów było dalszym podkopywaniem fundamentów państwa. Zwłaszcza uczynienie kolegium jezuickiego w Wilnie Akademią było początkiem przechwycenia przez tę papieską policję ideologiczną kontroli nad oświatą. To za Batorego zabłysnął największy chyba arcy-szkodnik w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów – jezuita Piotr Skarga, który został pierwszym rektorem jezuickiej „akademii” wileńskiej.
.
Jeszcze bardziej pod wpływem Skargi znalazł się pierwszy z Wazów, fanatyczny katolik, członek III świeckiego zakonu jezuitów, Zygmunt III Waza. Wypędzonych ze Szwecji katolickich Wazów wspierało przede wszystkim papiestwo, licząc na to, że Rzeczypospolita będzie dla nich trampoliną i narzędziem do odzyskania tronu Szwecji w celu jej ponownego skatoliczenia i poddania władzy papieskiej. Już za pierwszego Wazy miały miejsce 4 większe bunty kozackie, zapłonęły ponownie stosy, a po kraju rozlały się inspirowane głównie przez jezuitów tumulty religijne przeciwko protestantom. Spójna i spokojna wcześniej wewnętrznie Unia Polsko-Litewska Kazimierza IV Jagiellończyka od panowania Wazów stała się miejscem permamentnej, pełzającej domowej wojny religijnej katolicy kontra reszta. Walczono z „heretykami” nie tylko przy pomocy tumultów. Pod naporem katolików krok po kroku usuwano z urzędów państwowych nie-katolików. Na dworze zaś i w Sejmie szalał Skarga. W jego kazaniach sejmowych udało się temu papieskiemu agentowi (nazywanemu w Sejmie głównym wichrzycielem Rzeczypospolitej – praecipuus turbator Reipublicae) przekonać monarchę i katolicką szlachtę, że ważniejsze dla instytucji państwowych jest zabieganie o zbawienie dusz mieszkańców kraju niż o interesy państwa, nawet kosztem jego upadku: Pierwej wiecznej ojczyzny nabywać niż doczesnej … jeśli zginie doczesna, przy wiecznej się ostoim.”
.
Jeśli zginie doczesna…
.
To był już jawny zwiastun przyszłego upadku państwa. Tylko ślepy by tego nie dostrzegł.
.
Dziełem Skargi było zerwanie Sejmu mającego uchwalić „prawo o tumultach”. Miało ono surowo karać uczestników i inspiratorów tumultów religijnych. Skarga nie mógł do tego dopuścić – wszak tumultami „nawracano” protestantów. Zerwany sejm zaowocował wyniszczającą kraj wojną domową – rokoszem Zebrzydowskiego. A tumulty religijne trwały do schyłku Rzeczypospolitej.
.
W tym miejscu jeszcze dygresja – prawo o tumultach miało być prawnym ukoronowaniem uchwalonej przez Sejm z inicjatywy protestantów i prawosławnych w roku 1573 (rok po śmierci ostatniego Jagiellończyka) konfederacji warszawskiej, gwarantującej wolność wyznania i równouprawnienie dla wszystkich odprysków nadjordańskiej dżumy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_warszawska_(1573)
.
Klerowi nie udało się jej zawetować, gdyż Sejm zwołano na warunkach konfederacji wykluczającej prawo weta i przyjmującej uchwały zwykłą większością głosów (50%+1 głos). Niemniej kościół nie zamierzał ani przez sekundę respektować równouprawnienia religijnego. Biskupi obrzucili konfederację warszawską i jej uchwały klątwą. A gdy następnie za III Wazy rozsądniejsza część szlachty, w tym nawet wolni od fanatyzmu katolicy, chcieli w Sejmie uchwalić prawo o karach za tumulty religijne, które szarpały Rzeczypospolitą, zablokowali to z inicjatywy Skargi biskupi. Także samego króla Skarga przekonał o „szkodliwości” dla katolicyzmu ewentualnego uchwalenia kar za tumulty. Sejm został zerwany a tumulty szarpały  Rzeczypospolitą aż do jej upadku.
.
Równie katastrofalnym – tyle że dla stosunków polsko-rosyjskich – było wmieszanie się Zygmunta III Wazy w wewnętrzny zamęt w Rosji nazwany wielką smutą. Z podpuszczenia papiestwa i jezuitów, w nadziei na skatoliczenie Rosji, Zygmunt III wspierał dwóch kolejnych samozwańców, następnie najechał pogrążoną w chaosie wojny domowej Rosję, zdobył Moskwę i dwa lata okupował Kreml. Odrzucił propozycję ogłoszenia jego syna carem, gdyż strona rosyjska jako warunek koronacji postawiła przejście przyszłego cara na prawosławie. Waza zaś chciał Rosję skatoliczyć. W końcu okupacja tak dała się Rosjanom we znaki, zwłaszcza rozboje, grabieże i gwałty popełniane przez grasantów zwanych lisowczykami, że wybuchło powstanie przeciwko okupantowi, którego wypędzono z Rosji. Okupacja Kremla na wieki zaciążyła na stosunkach rosyjsko-polskich.
Wcześniejsze wojny pomiędzy Rosją a Unią Litewsko-Polską, traktowane przez obie strony jako zwykłe w tamtych czasach wojny graniczne, nie zaowocowały wielowiekową nienawiścią. Dopiero okupacja Kremla, grabieże i gwałty na bezbronnej ludności oraj jawna chęć skatoliczenia Rosji nienawiść ową u Rosjan rozbudziły. Kilka lat później Waza ponownie z podpuszczenia biskupów, jezuitów i papiestwa próbował, choć bezskutecznie, zbrojnie podbić Rosję, jeszcze bardziej poogłębiając wrogość Rosjan wobec Rzeczypospolitej:
.
„Jeszcze raz próbowali zdobyć stolicę Rosji w 1618, o co bardzo zabiegali biskupi i kler katolicki, zwłaszcza jezuici, pragnący podporządkowania prawosławnej Moskwy papieżowi. Po nieudanej próbie opanowania miasta, zawarty został w 1619 rozejm w Dywilinie, na mocy którego Rzeczpospolita odzyskała Smoleńsk oraz ziemie czernihowską i siewierską.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_III_Waza#Wojna_z_Rosj.C4.85
.
Wazowie oficjalnie nie przystąpili do trwającej w Niemczech (1618-1648) fanatycznej religijnej wojny trzydziestoletniej katolików z protestantami. Ale brały w niej udział bandy katolickich grasantów – lisowczyków. Siali oni śmierć pod Wiedniem, w Czechach i Lotaryngii. Na terenach Niemiec, gdzie grasowali, jeszcze przez następne dwa wieki matki straszyły nimi nieposłuszne dzieci. Lisowczycy przy całym ich zwyrodnialstwie mieli własnego kapelana, który ich zbrodnie wojenne wybielał – gwałcicieli, grabieżców i podpalaczy nazywał wojownikami bożymi.
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/02/13/zlota-baba-lisowczycy-i-katolicka-milosc-blizniego/
.
Jeszcze o jednej „zasłudzie” III Wazy nie zapomnijmy. Z podpuszczenia biskupów i jezuitów gorliwie „nawracających” na żydogenny katolicyzm kogo tylko i jak tylko się dało wprowadził w roku 1588 prawo mówiące: „Jeśliby Żyd który, albo Żydówka do wiary chrześcijańskiej przystąpili, tedy każda osoba i potomstwo ich za szlachcica poczytywani być mają”. W ten sposób za sprawą fanatycznego popędu kleru do nawracania, choćby i przekupstwem wszystkich nie-katolików – w tym przypadku Żydów – zaczęło się biologiczne zażydzanie stanu szlacheckiego. Równolegle fanatycznym katoliczeniem szlachty zażydzano ją duchowo.
.
Powstania kozackie trwały za panowania kolejnych Wazów. Wymowne są niektóre żądania Kozaków wymienione w niestety nigdy nie zrealizowanej ugodzie zborowskiej:
.
– zwiększenie rejestru kozackiego z 6 do 40 tysięcy żołnierzy (Rzeczypospolita miała szansę na dysponowanie stałym, 40-tysięcznym bitnym wojskiem kozackim. Niestety do ugody nie doszło, prawobrzeżna Ukraina wpadła w ręce Rosji i to Rosja dostała wojska kozackie jako wojenny kastet w rękach carów),
– w 3 województwach ruskich: kijowskim, bracławskim i czernihowskim urzędy miała pełnić tylko szlachta prawosławna (było to oczywistą obroną przed katoliczeniem i polszczeniem Ukrainy i spychaniem na margines prawosławnych Rusinów),
– wojska koronne oraz Żydzi nie miały mieć wstępu do miast, gdzie stacjonowały kozackie pułki rejestrowe (wszędzie gdzie pojawiały się wojska koronne, uważane za okupanta oraz polska szlachta, towarzyszyli im Żydzi monopolizujący handel i wysługujący się polskiej szlachcie, czego Rusini po prostu nie chcieli),
– zgodzono się przyznać miejsce w Senacie prawosławnemu metropolicie kijowskiemu (biskupi katoliccy z urzędu byli senatorami, natomiast równe katolicyzmowi liczebnie prawosławie nie posiadało w Sejmie i Senacie ani jednego biskupa mogącego bronić interesów prawosławia i dlatego prawosławni postawili ten warunek),
– zabroniono powrotu duchowieństwa unickiego na ruskie ziemie województwa czernihowskiego, kijowskiego i bracławskiego (unitów będących wynikiem intrygi jezuickiej pod wodzą Skargi prawosławni uważali za zdrajców i renegatów, którzy poszli na kolaborację z papiestwem),
– jezuici oraz Żydzi mieli zostać usunięci z województw: bracławskiego, kijowskiego i czernihowskiego (nienawiść do jezuitów wściekle katoliczących Ukrainę była na niej powszechna. I do towarzyszących im jak cień żydowskich starszych braci w wierze, wysługujących się także klerowi).
.
Ugodę zablokowali w Senacie katoliccy biskupi – senatorowie Rzeczypospolitej. Wobec czego Chmielnicki mając dość katolickiego i polskiego szarogęsienia się na Ukrainie zawarł w 1654 roku w Perejesławiu ugodę z Rosją, prosząc cara o przejęcie lewobrzeżnej Ukrainy w posiadanie. Rosja chętnie na to przystała, obiecała zwiększenie wojsk kozackich (regestu) do 60 tys., a starszyźnie kozackiej (którą polska szlachta chciała przerobić na chłopów) obiecała utrzymanie majątków ziemskich. Wybuchła wojna pomiędzy Rosją a Rzeczypospolitą w wyniku której Rzeczypospolita na zawsze już utraciła Zadnieprze oraz inne tereny na całej granicy z Rosją, zwłaszcza Ziemię Smoleńską.
.

.
Tyle „korzyści” dało Rzeczypospolitej nachalne katoliczenie i polszczenie Ukrainy.
Na poważszej mapie widać ziemie utracone w wyniku powstania Chmielnickiego zakończonego wojną z Rosją. Wojnę zakończył rozejm w Andruszowie korzystny dla Rosji. Rosja zdobyła nie tylko duże obszary Rzeczypospolitej, ale i kozackie wojska, które niejednokrotnie przyczyniały się do kolejnych rosyjskich zwycięstw. Na początku XX wieku wojska kozackie liczyły w Rosji 162 pułki jazdy, 171 wolnych sotni i 24 bataliony piechoty.
.
Jedną z największych katastrof epoki Wazów był szwedzki potop. Był on elementem szerszej II wojny północnej. Szwecja wcześniej gotowa była wesprzeć Rzeczypospolitą w prowadzonej przez nią akurat wojnie z Rosją (tej związanej z powstaniem Chmielnickiego). Jednym z warunków pomocy było zrzeczenie się przez Jana Kazimierza jego roszczeń do szwedzkiej korony. Roszczenia te gorliwie popierało papiestwo. Warunek został odrzucony i Karol Gustaw postanowił najechać Rzeczypospolitą w celu jego wymuszenia. Karol Gustaw nie dopadł Wazy, ale Waza i tak nie odzyskał tronu Szewcji. Wbrew planom papieskim wiązanym z Wazami Szwecja pozostała protestancka. Zniszczenia Rzeczypospolitej doznane podczas potopu szwedzkiego porywnywalne są ze zniszczeniami Polski z okresu II wojny światowej. W efekcie zniszczeń „potopu” podupadły miasta i gospodarka rolna. Co gorsza, Prusy książęce (pozostałość zsekularyzowanego państwa krzyżackiego), będące lennikiem Rzeczypospolitej, wykorzystały potop do zrzucenia lenna. Na północnych rubieżach pojawiło się gangsterskie państwo pruskie, najbardziej z wszystkich sąsiadów prące do rozbiorów Rzeczypospolitej.
.
Z upadku gospodarczego wywołanego potopem Rzeczypospolita już się nie podniosła. Politycznie na potopie skorzystał jedynie kościół.  Zainicjował wściekłą nagonkę na protestantów oskarżanych o kolaborację ze Szwedami. Ignorował fakt, że ilość katolickich kolaborantów wcale nie była mniejsza. Kilka lat po potopie na fali nagonki na „heretyków” Sejm uchwalił pod naciskiem biskupów karę śmierci za odstępstwo od katolicyzmu. Protestanci nadal byli usuwani z urzędów państwowych. Nadal trwały też katolickie tumulty wymierzone w „heretyków”.
.
Epoka Wazów (81 lat) realizujących politykę papieską (próba skatoliczenia Rosji i zrekatoliczenia Szwecji) przy trwających wewnątrz kraju z podpuszczenia jezuitów i reszty kleru tumultach i prowokowanych przez postępowanie kleru, jezuitów i polskiej szlachty powstaniach kozackich była katastrofą dla Rzeczypospolitej. Utraciła ona duże tereny na wschodzie, gospodarczo upadła, a wewnętrznie została totalnie skłócona i rozbita. Zyskała też agresywnego sąsiada – Prusy, które nie ukrywały, że mają ochotę przynajmniej na odzyskanie wszystkich byłych terenów państwa krzyżackiego włączonych przez Kazimierza IV Jagiellończyka do Korony. To właśnie Prusy najbardziej gorliwie parły do rozbiorów Rzeczypospolitej, czemu długo opierała się Rosja.
.
Dużą szansę na poprawę zewnętrznego bezpieczeństwa, przynajmniej ze strony Prus miał, ale zmarnował ją, Sobieski. Z różnych dokumentów z jego czasów wiemy, że planował militarną wyprawę na Prusy, aby je rozbić i ponownie narzucić im lenniczą zależność od Rzeczypospolitej. W ten sposób pozbyłby się jednego z trzech przyszłych zaborców. Niestety z podpuszczenia kleru i papiestwa ruszył pod Wiedeń. Politycznie wyprawa wiedeńska nie przyniosła Rzeczypospolitej żadnych korzyści. Cesarz austriacki nawet Sobieskiemu nie podziękował, potraktował go obojętnie i z góry, a wojska Rzeczypospolitej traktowano po bitwie z pogardą. Strzelano nawet do tych, którzy chcieli wejść do uwolnionego przez nich miasta.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Wiedniem#Spotkanie_z_cesarzem
.
Gdyby zamiast pod Wiedeń pociągnął Sobieski na Prusy i je rozbił, za jednym zamachem unieszkodliwiłby dwóch przyszłych zaborców, bo Wiedeń bez tej odsieczy by padł.  A tak Prusy nadal rosły w siłę szykując się do aneksji terenów Rzeczypospolitej, a Wiedeń odwdzięczył się 89 lat później przystąpieniem do I rozbioru. To było jego spóźnione katolickie bóg zapłać za odsiecz wiedeńską. Sobieski zbyt był marionetką kleru i papiestwa, aby służyć interesom państwa.
.
Epoka saskich Wettynów (z małymi przerwami na Leszczyńskiego) od 1697 do 1763 charakteryzowała się uprzedmiotowieniem Rzeczypospolitej przez siły zewnętrzne. Elekcję Augusta II Mocnego popierał ultrakatolicki Wiedeń i stojące za nim papiestwo. Było to czyste wyrachowanie – Saksonia była protestancka, Augusta zaś kupiono koroną za cenę konwersji na katolicyzm. Liczono po prostu na rekatolizację Saksonii. Rachuby te okazały się płonne – w Saksonii Wettynowie podtrzymywali protestantyzm, a jako królowie Rzeczypospolitej udawali katolików. Także Rosja popierała Saksończyków. Nie graniczyła z Saksonią bezpośrednio, Saksonia brała udział w wojnach m.in przeciwko Szwecji, z którą i Rosja prowadziła długotrwałe wojny. A że Saksończycy Rzeczypospolitą traktowali instrumentalnie, nie dbając o jej interesy, byli dla Rosji wygodnymi kandydatami na tron nad Wisłą. Już na początku panowania Augusta II dochodziło do absurdalnych sytuacji – jako saski Elektor prowadził ze Szwecją wojnę, a jako król Polski był w w tym samym czasie neutralny. Wykorzystał jednak Rzeczypospolitą do przemarszu przez jej teren saskich wojsk, a działania wojenne prowadził także na jej terenie, mimo, że nie była ona (przynajmniej początkowo) stroną konfliktu. To wywołało protesty, wojnę domową (1704-1706) i koronację Leszczyńskiego. Jednak po 5 latach Leszczyński sam musiał uciekać z kraju przed stronnikami Saksończyka. W roku 1715 nastąpiła kolejna odsłona wojny domowiej pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami niemieckiego Augusta II. Miała tego dość Rosja, która toczyła wojny na północy ze Szwecją, na południu z Turcją i na rękę była jej Rzeczypospolita słaba, bez wojsk, pogrążona w marazmie i letargu, rządzona przez nie interesujących się jej losem Niemców. Bo dzięki temu miałaby Rosja długą spokojną zachodnię granicę z Rzeczypospolitą. Aby przerwać wojnę domową w Rzeczypospolitej i aby zabezpieczyć się od dalszych niespodzianek Rosja wprowadziła do kraju silne wojsko, spacyfikowała Sejm nazwany Niemym (1717 rok) narzucając mu swoją wolę.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sejm_niemy
.
Od tego czasu Rzeczypospolita, mimo że rządzona przez Wettynów, była de facto rosyjskim protektoratem. Rosja zabiegała i spokój na granicy z Rzeczypospolitą i o daleko idące ograniczenie liczebności wojsk Rzeczypospolitej.
.
W tym samym czasie kościół nie próżnował – nadal trwały religijne tumulty, z najgłośniejszym z nich – tumultem toruńskim. Sprowokowali go katolicy, a na koniec 10 protestantom ścięto głowy. Po pacyfikacji protestantów najsurowszych kar domagali się jezuici.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tumult_toru%C5%84ski
.
Także w tym samym czasie nadal z podpuszczenia kleru i jezuitów rugowano protestantów z urzędów i funkcji państwowych. Z Senatu wyrzucono ich w roku 1712, z Sejmu w 1734. A wcześniej jeszcze (w 1702 roku) na Ukrainie wybuchło kolejne powstanie. Brutalnie stłumiono je – 70 tys. chłopów ukaranych zostało przez obcięcie im lewego ucha. Oszczędzono ich z jednego powodu – na Ukrainie brak było taniej siły roboczej w polskich i kościelnych majątkach ziemskich.
.
W czasach saskich Rzeczypospolita chyliła się już wyraźnie ku upadkowi. Rzeszpospolitą wstrząsnęły kilkakrotnie wojny domowe (walki o tron). Przez kraj parokrotnie maszerowały obce wojska – saskie lub rosyjskie. Gospodarka była w katastrofalnym stanie. Wyzyskiwani narastającym obciążeniem pańszczyźnianym i daninami chłopi masowo stosowali opór bierny polegający na opieszałej i niedbałej pracy. I to nie tylko na pańskiej czy biskupiej, ale i na kawałku „swojej” ziemi. Po co mieli harować, skoro i tak prawie wszystko im odbierano. Ubożała przez to szlachta ziemska, przybywało też dużo szlacheckiej „gołoty” pozbawionej jakiegokolwiek majątku. Nadal biedniały miasta, w których dochodziło do tumultów religijnych ale i do konfliktów między mieszczanami a szlachtą i możnowładcami, którzy posiadali w obrębie miast królewskich wbrew prawom miejskim własne „Jurydyki” – kamienice czy nawet pałace i którzy ignorowali a nawet łamali prawa miejskie. Handel za sprawą szlachty całkowicie zmonopolizowany był przez Żydów. Szlachta celowo oddała im w ręce handel bojąc się wzrostu zamożności polskiego mieszczaństwa, gdyby to ono wzięło handel w swoje ręce, bo mogłoby wzmocnić to jego polityczne znaczenie w Rzeczypospolitej. Żydom oddawała szlachta (wśród szlachty było dużo żydowskich przechrztów) także w arendę młyny, karczmy, a niekiedy nawet upadające majątki ziermskie. Zdarzało się też, że zubożały szlachcic wydawał syna za córkę bogatego żydowskiego arendarza. On przestawał być biedakiem a żydowska żona stawał się polską szlachcianką.
.
Obrotnym Żydom dzięki patronatowi szlachty powodziło się coraz lepiej. Za to skarb państwa był permamentnie pusty, szlachta nie zgadzała się na zwiększanie podatków, a największy posiadacz ziemski – kościół – był z nich całkowicie zwolniony. Do dzisiaj nie wiadomo dokładnie, jaki procent powierzchni kraju był u schyłku Rzeczypospolitej własnością kościoła. Wiadome natomiast jest, że posiadłości biskupów nie ustępowały ogromem posiadłościom największych rodów magnackich. Każdy biskup był posiadaczem ogromnych majątków. Arcybiskup gnieźnieński np. posiadał 360 wsi i miast, biskup krakowski ponad 300 wsi i miast. W Wielkopolsce i Małopolsce liczba wsi będących własnością kościoła przewyższała liczbę wsi królewskich, a na Mazowszu kościół miał dwukrotnie większe posiadłości niż skarb koronny. Instytucja, która 8 wieków wcześniej zdana była na łaskę Mieszka I i Chrobrego w międzyczasie na ziemiach polskich (na Rusi katoliczonej dopiero od unii lubelskiej kościół posiadał stosunkowo mniejsze posiadłości) stała się właścicielem co najmniej 1/3 ziem. A w niektórych regionach kraju ponad połowy ziem. Od wieków kościół pasożytował na państwie, zmuszał je do służby swoim interesom, wysługiwał się nim do realizacji polityki własnej i papieskiej, wyłudzał kolejne nadania i przywileje. Pasożytował na władcach, na możnowładcach, na mieszczanach, a zwłaszcza na prostym ludzie – i nie płacił ani grosza podatków. Wywalczył sobie całkowity immunitet – władca nie miał prawa ingerować w sprawy kościelne, obsadę urzędów, nie miał prawa sądów nad klerem nawet za zdradę państwa. Za to kościół zmuszał państwo do ścigania i karania wrogów kościoła, wywalczył sobie prawo karania śmiercią podległych mu chłopów za stawianie oporu i za zbiegostwo. Sam państwu ani jego mieszkańcom nie dawał nic, za to za każdą „usługę” (krzty, komunie, śluby, pogrzeby) kazał sobie słono płacić. Kler nieomal zmonopolizował oświatę, na której także zarabiał, a ponadto to on układał programy „nauczania”, będącego przede wszystkim katolicką indoktrynacją. W Senacie biskupi blokowali wszystkie uchwały, które mogłyby zagrozić wpływom i dochodom kościoła. Los upadającego państwa, pozbawionego pieniędzy na utrzymanie jako tako silnego wojska, był kościołowi kompletnie obojętny. U schyłku Rzeczypospolitej więcej w niej było spasionego kleru i zakonników niż wojska koronnego. Zażarcie torpedował też kościół wszelkie próby nałożenia na niego choćby minimalnego podatku na rzecz państwa, choć gołym okiem było widać, że bez opodatkowania tego największego posiadacza ziemskiego próba uratowania państwa jest praktycznie niemożliwa. Przy czym wyraźnie zaznaczyć należy, że dużą część majątków kościół jeszcze w średniowieczu zdobył przy pomocy zwykłych fałszerstw dokumentów. Wprawdzie władcy piastowscy byli niezwykle hojni wobec kościoła i nie szczędzili jemu nadań, ale chciwemu klerowi było ich zawsze za mało. Wykorzystywali więc to, że większość Piastów była analfabetami i fałszowali przy każdej nadarzającej się okazji dokumenty z nadaniami dla siebie. Przychodziło im to o tyle łatwo, gdyż to oni pełnili  funkcje sekretarzy dworskich. I gdy np. spisywali testament zmarłego akurat władcy, korzystali z analfabetyzmu następcy i umieszczali w testamencie zawyżone na swoją korzyść nadania zmarłego. Po czym powoływali się na sfałszowany testement i wyłudzali więcej, niż zmarły im darował. Nagminnie też z byle powodu, albo i bez powodu obrzucali władców (i możnowładców – bo na nich też żerowali) klątwami, aby następnie za zdjęcie klątwy i dodatkowo w ramach „pokuty” wyłudzić kolejne nadania. Za każde zdjęcie klątwy żądali ufundowania/budowy przynajmniej jednego nowego kościoła, klasztoru czy opactwa – z uposażenim go należytym majątkiem ziemskim. W ten sposób z garstki kilku klechów i jednego biskupa Jordana – obcych przybłędów w orszaku Dobrawy czeskiej – nie posiadających absolutnie nic, na przestrzeni ośmiu wieków kościół wyrósł na największego ziemskiego i majątkowego potentata, zwolnionego na dodatek z jakichkolwiek powinności wobec państwa, na którym żerował. Im państwo bardziej biedniało i słabło, tym kościół bardziej obrastał w siłę, majątki ziemskie i złoto, a biskupi w znaczenie polityczne i w pychę. Obnosili się jak najwyżsi dostojnicy państwowi i byli nimi rzeczywiście. Publicznie poruszali się zawsze w asyście  orszaków, równych orszakom udzielnych książąt. Ich rezydencje – pałace i zamki – przepychem nie ustępowały pałacom i zamkom arystoracji i udzielnych książąt. Przy czym za biedaka uchodził biskup posiadający tylko jeden pałac czy zamek. Biskupi krakowscy np. posiadali ich po kilka na raz.
Kościelna figa dusicielka w czasach od Wazów do Sasów oplotła pień polskiego drzewa całkowicie.
.
Gdy umierał (1763 rok) przedostatni król Rzeczypospolitej, Niemiec August III Sas, państwo było w katastrofalnej sytuacji. Ale potencjalnie nadal było w stanie podnieść się z upadku. Gdyby nałożono podatek na kościół, zmniejszono ucisk pańszczyźniany zachęcający chłopów do wydajniejszej pracy, a handel i dzierżawy odebrano by Żydom, zapełnienie skarbca nie byłoby problemem. Ważniejszą jednak sprawą było zakończenie wewnętrznego rozdarcia i przywrócenie równowagi pomiędzy żywiołami polskim, ruskim/ukraińskim i litewskim. Jeszcze ważniejszym było zakończenie szykan i rugowania na margines społeczny prawosławnych i protestantów. Rzeczypospolita była wtedy nadal jeszcze wystarczająco ludna i potencjalnie silna, aby stworzyć potężną armię mogącą rozgromić Prusy, zrzucić rosyjski protektorat i ustalić trwałą granicę z Rosją oraz prowadzić własną suwerenną politykę wewnętrzną i zagraniczną. Ale aby odbudowć potęgę państwa, należało zgromadzić pod wspólnym sztandarem Polaków, Rusinów, Litwinów, katolików, prawosławnych, protestantów. Połączonymi siłami byliby w stanie odbudować potęgę, jaką była Unia Polsko-Litewska w czasach Kazimierza IV Jagiellończyka. Równie ważną sprawą było wyrwanie państwa spod wpływów kościoła i papiestwa. Państwo musiałoby kierować się własną racją stanu, a nie być świeckim ramieniem kościoła i jego narzędziem służącym interesom kościoła i papiestwa. Była nawet próba takich działań, storpedowana została jednak przez kler i część sfanatyzowanej, katolickiej szlachty. Zaczęła się agonia państwa.
.
Katolicy zarzucą mi w tym miejscu, że pozytywnie odniosę się do próby reform podjętych przez Stanisława Poniatowskiego podjętych  na samym początku jego kadencji na królewskim tronie. Wiem, że królem został tylko dzięki poparciu Rosji i rosyjskim bagnetom. Ale Rzeczypospolita była wtedy tak słaba i tak wewnętrznie skłócona, że bez zewnętrznego przymusu nie była w stanie jako tako normalnie funkcjonować. Poniatowski chciał monarchi konstytucyjnej, likwidacji liberum veto, reformy monetarnej, gospodarczej i oświatowej. Chciał też spokoju wewnętrznego, a zwłaszcza zakończenia tumultów religijnych wszczynanych przez sfanatyzowany katolicki motłoch. To ostatnie korelowało z planami Rosji wobec Rzeczypospolitej. M.in. ze względu na skargi prawosławnych Rosja postanowiła narzucić Rzeczypospolitej prawo o równouprawnieniu religijnym, który to pomysł popierał i Poniatowski. Zapewne rozumiał, że bez zakończenia wewnętrznych konfliktów na tle religijnym jakiekolwiek próby reformowania i ratowania państwa są skazane na porażkę. Prusy także chciały zabezpieczyć prawa dla protestantów i wsparły pomysł wprowadzenia  w Rzeczypospolitej równouprawnienia religijnego. Powie ktoś – była to ingerencja obcych państw w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej. Zgadza się, ale w sumie były to niezwykle korzystne dla niej samej pomysły i mogły mimo obcej inspiracji w końcowym efekcie odbudować potęgę państwa i osiągnięcie przez nie całkowitej suwerenności. W Rosji np. katolicy byli prześladowani. Ale stanowili oni znikomy promil mieszkańców i nie byli w stanie buntami zagrozić integralności państwa. W Rzeczypospolitej prawosławni liczebnie dorównywali katolikom i byli w stanie wywoływać ogromne, wyniszczające państwo bunty. Przez co rónouprawnienie dla nich było po prostu konieczne. Gdyby katolicy byli w stanie to zrozumieć i zaakceptowaliby nawet te narzucone z zewnątrz równouprawnienie dla prawosławnych i protestantów, droga do skupienia ich wszystkich pod jednym sztandarem byłaby otwarta. Niestety akurat przeciwko temu najważniejszemu warunkowi przywrócenia spokoju w państwie, a więc wprowadzeniu równouprawnienia religijnego gwałtownie zaprotestował kościół. Wściekle odrzucał jakąkolwiek wzmiankę o równouprawnieniu religijnym, a na Sejmie w roku 1766 naciskiem biskupów katolickich wymusił potwierdzenie dla siebie uprzywilejowanej pozycji kościoła katolickiego w Rzeczypospolitej. Poniatowski nie przejął się tym i pod osłoną i przy pomocy Rosji dwa lata później wymusił w Sejmie umieszczenie wśród Praw Kardynalnych prawa o równouprawnieniu religijnym dla prawosławnych i protestantów. Aby nie dopuścić do zakłócenia przez fanatycznych katolickich wichrzycieli obrad tego Sejmu, na polecenie Nikołaja Repnina, carskiego posła, uprowadzono i uwięziono kilku senatorów, przywódców konfederacji radomskiej, wśród nich biskupów krakowskiego Sołtyka i kijowskiego Załuskiego. Do jakiego stopnia nawet polityka wewnętrzna Rzeczypospolitej była wówczas igraszką w rękach Rosji najlepiej świadczy fakt, że namiestnik carycy na Rzeczypospolitą – Repnin – zainicjował najpierw „heretyckie” konfederacje słucką i toruńską, a następnie wymierzone w nie ultrakatolicką konfederację radomską.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Niko%C5%82aj_Repnin#1764-1769
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_radomska
.
Repnin manipulował zaślepionymi katolikami z dziecinną łatwością. Aby jednak przeforsować równouprawnienie dla innowierców w Sejmie musiał uwięzić przywódców zawiązanej przy jego wydatnej pomocy katolickiej konfederacji radomskiej. Uchwalenie przez Sejm równouprawnienia wywołało wściekłość całego kleru, który natychmiast zaczął podburzać skatoliczoną część szlachty do stawienia oporu. W efekcie tego podburzania zawiązana została konfederacja barska. Dzień jej zawiązania – 29 luty 1768  – był jedną z najczarniejszych dat w historii szlacheckiej Rzeczypospolitej. Tego dnia zaczęła się jej agonia, a raczej zaczęło się dobijanie Rzeczypospolitej rękami sfanatyzowanych katolików.

Agonia…

Jednym z inicjatorów konfederacji barskiej był biskup kamieniecki Adam Krasiński, a najgorszym „duchowym” wichrzycielem konfederacji był karmelita Marek Jandołowicz. Propaganda katolicka próbuje przedstwiać ten religijny, fanatyczny, antypaństwowy tumult religijny jako „powstanie narodowe”. Tymczasem konfederacja ta była w rzeczywistości wyniszczającym kraj katolickim giga-tumultem religijnym. Głównym hasłem konfederatów była „obrona wiary” (w rzeczywistości obrona supremacji katolicyzmu i dominacji kościoła w państwie) a głównym postulatem było odrzucenie równouprawnienia religijnego dla innowierców. Uniwersał skierowany do katolików nawoływał:„…by wzięli pod siebie to przekonanie, że lepiej przestać żyć, aniżeli patrzeć na nadwerężenie wiary świętej katolickiej…”.  Fanatyczni katolicy z podpuszczenia kleru wywołali katastrofalną czteroletnią wojnę domową (1768-1772), zakończoną interwencją zbrojną Rosji i pierwszym rozbiorem Rzeczypospolitej. Głównym wrogiem konfederatów był król Stanisław Poniatowski. W roku 1771 konfederaci dokonali nieudanej próby porwania króla i wzięcia go jako zakładnika, aby wymusić na nim swoje żądania. Podczas próby porwania król został ranny. Jednym z organizatorów i uczestników próby porwania króla był nuncjusz papieski Angelo Durini. Konfederaci zarzucali Poniatowskiemu, że jest sługusem Rosji. Tego, że sami byli sługusami papiestwa, nie dostrzegali. W ich nienawiści do króla i mieszkających w Rzeczypospolitej „innowierców”, aby zwiększyć szanse na zwycięstwo ich giga-tumultu, zawarli nawet sojusz z muzułmańskimi Turkami i Tatarami, którzy mieli wiązać siły rosyjskie uniemożliwiając im w ten sposób wspieranie króla i wojsk koronnych. Ten szaleńczy religijny giga-tumult trwał cztery lata, stoczono podczas niego ok. 500 bitew i potyczek, wylano całkowicie niepotrzebnie rzeki krwi. Rzeczypospolita poniosła ogromne straty w ludziach.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_barska#Skutki.
.

Zniszczeniu uległy duże obszary kraju, co przy jego fatalnym stanie gospodarki było prawdziwą katastrofą. Najgorszą reperkusją tego fanatycznego zrywu ultrakatolików był I rozbiór. Załgana katolicka propaganda twierdzi, że tak nie było, że rozbiór postanowiono już w 1771. Ale przecież konfederacja rozpoczęła szaleńczą wojnę domową w obronie supremacji żydo-katolicyzmu już w 1768 roku. Widząc fanatyzm walczących, oraz konieczność zaangażowania dużej ilości wojsk do stłumienia tego religijnego gigatumultu caryca Katarzyna (z urodzenia Niemka Sophie Friederike Auguste zu Anhalt-Zerbst-Dornburg) uległa po wielu latach oporu, naciskom Prus, oraz nagle popierającego je arcykatolickiego Wiednia i wyraziła zgodę na I rozbiór Rzeczypospolitej. Dokonano go natychmiast po stłumieniu barskiego giga-tumultu.
Fanatyczni katolicy, którzy z podpuszczenia kleru wywołali  ten nieszczęsny giga-tumult nie uzyskali nic. Ich fanatyzmowi zawdzięczać należy rzeki wylanej krwi, zniszczenie kraju i utratę przez Polskę i Litwę 211 tys. km² i 4,5 miliona ludności. Wyniszczony ich fanatycznym tumultem kraj nie był w stanie przeciwstawić się woli trzech zaborców.
.
.
Niedawni szaleńcy pokornie zmuszeni byli przyjąć wolę państw rozbiorowych. Przy okazji szaleńczej, szkodliwaj, antypaństwowej konfederacji barskiej przypomnieć chciałbym jeszcze dwa związane z nią wydarzenia. Pierwszym jest niezwykle krwawy bunt chłopstwa na ukrainie, nazwany koliszczyzną.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Koliszczyzna
.
Ludność Rusi/Ukrainy nie kryła swej nienawiści do katolików i Polaków, uważając ich za okupantów. Widząc szaleńczą wojną domową, w której katolicka polska szlachta walczyła z królem i wojskami koronnymi, Ukraińcy wykorzystali okazję rozniecając krwawy bunt, podczas którego dokonali wielu masowych rzezi na znienawidzonych Polakach i ciągnących za nimi jak cienie Żydach. Mordowano zwłaszcza znienawidzony katolicki i unicki kler. Nie ulega przy tym najmniejszej wątpliwości, że gdyby nie wybuchła konfederacja barska, nie byłoby i koliszczyzny. Jej ofiary idą ostatecznie także na konto szaleństwa religijnego konfederatów.
Drugim wydarzeniem było zdobycie przez wojska koronne i rosyjskie „Jasnej Góry” w sierpniu 1772 roku.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Obrona_Jasnej_G%C3%B3ry_(1770%E2%80%931772)
.
Jakoś dziwnie cicho jest w katolickich pseudopatriotycznych środowiskach o tym wydarzeniu. Mitologia obrony „Jasnej Góry” podczas szwedzkiego potopu, rzekomo dzięki cudom i opiece żydowskiej „matki boskiej” rozdmuchiwana jest do dzisiaj przez katolicką propagandę, choć Szwedzi podczas oblężenia klasztoru nie przeprowadzili ani jednego szturmu.  Należałoby więc katolików zapytać – dlaczego żydowska „matka boska”, która rzekomo cudami ochroniła „Jasną Górę” przed Szwedami, nie uchroniła cudami jej „sanktuarium” nieco ponad sto lat później przed wrogami ultrakatolickich konfederatów? Czyżby nagle utaciła jej cudowną moc? A może była wtedy na urlopie?
.
Po stłumieniu fanatycznej konfederacji i po I rozbiorze katolicy nie złożyli broni. Biskupi nadal w Sejmie blokowali wszelkie niekorzystne dla kościoła reformy. Nadal knuli przeciwko innowiercom i nadal zamierzali odzyskać supremację nad państwem. Powstało wiele ośrodków „reformatorskich”, przewagę nad innymi zdobył  ostatecznie obóz katolickich „reformatorów”, którzy doprowadzili do sejmu czteroletniego i uchwalenia katastrofalnej konstytucji 3 maja.
https://opolczykpl.wordpress.com/2015/05/03/konstytucja-3-maja-jaka-powinna-byc-aby-miec-szanse-uratowania-ginacej-rzeczypospolitej/
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/05/03/co-nam-dala-konstytucja-3-maja/
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/05/03/3-maja-swieto-dla-katolikow-niemcow-i-zydow/
.
Jedną z czołowych postaci tego obozu był biskup kamieniecki Adam Krasiński, wcześniejszy przywódca katastrofalnej konfederacji barskiej. W zamyśle owych „reformatorów” konstytucja miała  uratować Rzeczypospolitą, w rzeczywistości była gwoździem do jej trumny. Szaleństwo owych „reformatorów” polegało na tym, że zamiast przeanalizować przyczyny katastrofalnego osłabienia państwa na przestrzeni ostatnich dwóch wieków, a następnie je usunąć, ich „reformy” nie tylko nie usunęły owych przyczyn, ale wprowadziły je do konstytucji jako dwa filary nowego porządku. Przyczyny te to supremacja katolicyzmu i całkowite podporządkowanie racji stanu państwa interesom kościoła, połączone ze spychaniem na margines społeczny i polityczny prawosławnych i protestantów co wywoływało ich opór, oraz nachalne polszczenie Litwy i Rusi/Ukrainy, co wywoływało wrogość do Polaków u Litwinów i Rusinów. Prawdziwa reforma Rzeczypospolitej musiałaby przywrócić równowagę żywiołów polskiego, ruskiego i litewskiego, a na płaszczyźnie religijnej równouprawnienie dla prawosławnych i protestantów. Tylko wtedy mogliby Litwini, Rusini, prawosławni i protestanci poczuć się równoprawnymi współobywatelami i tylko wtedy byliby gotowi pod jednym sztandarem z Polakami i katolikami walczyć o Rzeczypospolitą. Niestety „reformatorzy” kierowali się fanatycznym katolicyzmem czyniąc Rzeczypospolitą państwem wyznaniowym, katolickim, co spychało na margines „innowierców”, a ponadto Rzeczypospolitą Obojga Narodów przerobili, kierując się polskim szowinizmem, na unitarne „Królestwo Polskie” nie pytając Rusinów i Litwinów, czy chcą być „obywatelami królestwa polskiego”. Na efekty nie trzeba było długo czekać – Litwini i Rusini zawiązali konfederację targowicką pragnącą obalić nielegalną w sumie konstytucję 3 maja. W projekcie mieli stworzenie Rzeczypospolitej złożonej z trzech równoprawnych „prowincji” – Polski, Litwy i Rusi/Ukrainy. Targowiczan poparła Rosja. Doszło do wojny stronników konstytucji z Rosją zakończonej II rozbiorem. Przy tej okazji zobaczyć można naiwność „reformatorów”, autorów konstytucji i perfidię Prusaków. Otóż „reformatorzy” szukając sprzymierzeńców przeciwko Rosji zawarli przymierze z Prusakami (to że Prusy były jednym z zaborców w 1772 roku „reformatorom” widocznie nie przeszkadzało). Obie strony zagwarantowały nienaruszalność granic oraz przyrzekły sobie nawzajem militarną pomoc na wypadek wojny z państwem trzecim (chodziło przede wszystkim o Rosję).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Przymierze_polsko-pruskie_1790#Postanowienia
.
Ale gdy doszło do wojny „reformatorów” z Rosją, Prusy wystawiły ich do wiatru. Złamały też gwarancję integralności terytorialnej i przystąpiły do II rozbioru. Państwo utraciło w nim ponad 300 tys. km². Przy czym straty terytorialne na wschodzie, na rzecz Rosji, choć wielokrotnie większe (250 tys.km²) były tak naprawdę mniej bolesne. Rosja oderwała od Rzeczypospolitej ziemie zamieszkałe w ogromnej większości przez prawosławnych Rusinów nienawidzących katolików i Polaków. Natomiast Prusy zagarnęły kolebkę państwa Piastów, ziemie etnicznie polskie – Wielkopolskę.
.

.
Ostatnim podrygiem umierającego państwa była sterowana z Saksonii insurekcja kościuszkowska. Saksonia oficjalnie nie wspierała szalonej insurekcji nie chcąc narazić się na wojnę z Rosją i Prusami. Ale umożliwiła spiskowcom organizowanie się w Lipsku i Dreźnie. Insurekcja chciała przywrócić nielegalną, szkodliwą konstytucję 3 maja, co było niemieckim Wettynom na rękę – wszak konstytucja im oddawała po śmierci Poniatowskiego tron Rzeczypospolitej w dziedziczne władanie. Do tego wzmocniony zniesieniem liberum veto. Insurekcja była szaleństwem. Okrojone terytorialnie, wykrwawione konfederacją barską i niedawną wojną z Rosją państwo, znajdujące sią w katastrofalnej sytuacji gospodarczej, podjęło wojnę nie tylko z Rosją, ale i z Prusami, niedawnym oszukańczym „sojusznikiem” autorów konstytucji. Insurekcja została krwawo stłumiona, a Rzeczypospolita Obojga Naródów, a raczej to co z niej jeszcze po II rozbiorze pozostało, pokrojona została po raz trzeci jak tort, tym razem do końca i ponownie z udziałem arcykatolickiego Wiednia, znikając z mapy Europy na zawsze. Odrodzona w 1918 roku II Rzeczypospolita była już całkiem innym państwem.
.
W tym miejscu jeszcze pewna uwaga – gdyby przedrozbiorowa Rzeczypospolita była państwem znacznie bardziej jednorodnym etnicznie i religijnie, tzn., gdyby np, Polacy (ew. Liwini czy Rusini) stanowili w niej co najmniej 80-85 %  (a jeszcze lepiej 90-95 %) mieszkańców i tyle samo byłoby w niej katolików (ew. prawosławnych czy protestantów), do rozbiorów i upadku państwa pod koniec XVIII wieku z ogromnym prawdopodobieństwem by nie doszło. Niestety była ona zbyt zróżnicowana etnicznie i religijnie, a największym jej nieszczęściem było to, że garstka w sumie polskiej, katolickiej szlachty, manipulowana przez kler i jezuitów, służąca interesom kościoła, zdobyła supremację polityczną wywolując wrogość wobec siebie i wobec państwa pozostałych liczących się grup etnicznych i religijnych. Katolicka szlachta polska stanowiła zaledwie kilka procent mieszkańców, ale wszystkim chciała narzucić swoją (a raczej kościelną) wolę, wszystkich chciała skatoliczyć i spolszczyć. To spowodowało całkowite rozbicie spójności państwa i jego upadek. Państwa rozbiorowe wykorzystały jedynie okazję i pokroiły w trzech turach jak tort rozbitą wewnętrznie Rzeczypospolitą. Rozbitą wywołanym agitacją jezuitów i kleru fanatyzmem polskiej szlachty i jej szowinizmem.
.
Upadek Rzeczypospolitej Obojga Narodów był bezpośrednio związany z antypaństwową działalnością kleru oraz ogłupionej przezeń i przez jezuitów katolickiej części polskiej szlachty.
Kościół miał decydujący wpływ na większość szkodliwych elekcji i na blokowanie w Sejmie wszelkich korzystnych dla państwa a niekorzystnych dla kościoła uchwał. Miał też ogromny wpływ na decyzje wszystkich iltrakatolickich monarchów. A jezuitom ze Skargą na czele udało się wmówić katolickiej szlachcie, że obrona wiary – czytaj – zdobycie a następnie obrona supremacji katolicyzmu oraz służenie interesom kościoła i papiestwa jest najważniejszą „racją stanu” Rzeczypospolitej. Wmówiono sfanatyzowanej szlachcie że jest „przedmurzem krześcijaństwa” i że musi walczyć w jego interesie. I odurniona katolicka szlachta tak się rzeczywiście postrzegała i jeszcze była z tego dumna. Biskupi traktowali państwo, władców i durną skatoliczoną część szlachty instrumentalnie jako narzędzia do realizacji własnych celów i obrony własnych interesów. Dbanie o interesy i dobro państwa było kościołowi absolutnie obce. Jeśli niekiedy co niektórzy biskupi sprawiali wrażenie, że dobro państwa ich interesuje, to tylko dlatego, że wiedzieli oni, iż kościelna figa dusicielka potrzebuje państwa, choćby był to już tylko martwy wysuszony pień, wokół którego może się opleść.  Bo wie, że jak pień runie, ona runie razem z nim. Dbali o państwo jako o usłużną i konieczną podpórkę. A nie dlatego, że dobro państwa leżało im na sercu. Natomiast w interesie państwa/drzewa było całkowite uwolnienie się od kościelnej figi dusicielki. Niestety nie uwolniło się od niej – przegrało z kościelnym pasożytem.
.
Pod zaborami kościół utracił dużą część majątków, pozycję suwerena i wpływy polityczne, ale kolaborując z zaborcami, przetrwał. Do szależczych powstań miał stosunek ambiwalentny – część kleru walczyła w powstaniach, część je potępiała i nadal służyła zaborcom. Do odrodzonego, a raczej do powstałego w 1918 nowego już państwa polskiego, innego niż przedrozbiorowa Rzeczypospolita szlachecka także miał kościół stosunek ambiwalentny. Pragnął uzyskać pozycję suwerena, co mu się nie udało, choć posiadał spore wpływy polityczne i całkiem spore majątki. Ale do wolnej, odrodzonej Polski wcale nie było mu spieszno. Jak to napisał w książce dla harcerzy, uważany za patriotę ksiądz Lutosławski, autor preambuły do konstytucji z 1921 roku: “Cóżby ci przyszło z wolnej ojczyzny, gdyby Kościół miał na tym stracić”. Ta wypowiedź „patriotycznego” księdza jest jednoznaczna – dla tego „patrioty” interes kościoła był ważniejszy niż wolność Polski. W II RP kościół pchał się do polityki, bezpośrednio i pośrednio, za pomocą katolickich posłów i ministrów, sprzeciwił się reformie rolnej i nadal pragnął pasożytować na państwie, co w dużym stopniu mu się udawało. Choć nie był już duszącą państwo figą dusicielką. Przypominał raczej jemiołę. II wojnę przetrwał w lepszej kondycji niż państwo.
.
Okres PRL był dla „polskiego” kościoła, pomijając okres buntów pogańskich w I połowie XI wieku, najgorszym w historii, choć w czasach żydo-komuny mimo prześladowań nieposłusznych przedstawicieli kleru sam Bierut nie odważył się wywłaszczyć kleru całkowicie ani wyrzucić tzw. „lekcji religii” ze szkół. To dopiero Władysław Gomułka polikwidował ostatnie majątki kościelne, usunął „lekcje religii” ze szkół, zlikwidował też katolickie przedszkola prowadzone przez zakonnice. I zapędził kler do kościelnych krucht oczyszczając z nich przestrzeń publiczną. Nie jest przypadkiem, że w naszej ponad tysiącletniej historii, akurat w czasach PRL, gdy kler pozbawiony był jakichkolwiek wpływów politycznych, szaremu zwykłemu Polakowi żyło i powodziło się najlepiej i posiadał poczucie bezpieczeństwa socjalnego jakiego nie miał nigdy wcześniej i nigdy później. Nie jest też przypadkiem, że tuż przed rozbiorami ponad 90 % mieszkańców Rzeczypospolitej było analfabetami (choć propaganda katolicka twierdzi, że kościół przyniósł Polakom oświatę), a „zła” komuna zlikwidowała analfabetyzm w ciągu pierwszych powojennych 10 lat istnienia PRL (u schyłku sanacji analfabetyzm sięgał jeszcze 30-50 %).
Sytuacja kościoła poprawiła się na fali tzw. „transformacji” czyli rozgrabienia majątku narodowego przez agenturę żydo-banksterów w masowym szabrze nazwanym prywatyzacją, w którym i złodziejski kler za pośrednictwem tzw. „komisji majątkowej” także szabrował majątek narodowy wypracowany wcześniej przez „złą” komunę. Ponownie kościół zaczął pasożytować na państwie, pasożytując nadal na owieczkach. Wypełznął z krucht, pcha się na chama do przestrzeni publicznej, ingeruje w politykę antypolskich od 1989 roku rządów, za pośrednictwem katolików w knessejmie i kolejnych rządach próbuje narzucać rozwiązania prawne zgodne z jego załganą dogmatyką. Choć supremacji, jaką posiadał u schyłku przedrozbiorowej Rzeczypospolitej nie odzyskał i już nie odzyska NIGDY.
.
Optymistyczne jest to, że coraz  więcej Polaków zaczyna sobie uświadamiać jego arcyszkodliwą rolę na przestrzeni ostatniego tysiąclecia. I coraz więcej rodaków rozumie, że katolicyzm nie ma z patriotyzmem nic wspólnego, a wręcz przeciwnie, że jest szkodliwym i antypolskim żydogennym zabobonem.
.
.
opolczyk
.
.
.
.