Kuba Fidela Castro kontra Usrael – światowy bandyta i terrorysta nr 1…

.

comandante

.

Fenomenem na skalę światową była i nadal jest Kuba Fidela Castro. Był i jest to jedyny kraj, w którym istniała i nadal istnieje usraelska baza wojskowa, a który przez cały okres od zwycięstwa rewolucji kubańskiej i przejęcia władzy przez Fidela Castro i jego towarzyszy walk był wyraźnie wrogi wobec Usraela. Wprawdzie ostatnimi laty na linii Hawana – Faszyngton nastąpiło pewne ocieplenie, ale Kuba nadal nie jest usraelskim wasalem.
.
Istnienie u samych wybrzeży Usraela, nieomal o rzut kamieniem niezależnej antyusraelskiej Kuby było największą prestiżową porażką i polityczno-militarnym blamażem dla światowego żandarma. Niestety przeróżnej maści gnidy publicystyczne próbują przy pomocy dezinformacji i pomówień ratować honor usraelskiego folwarku żydo-banksterów. Jednym z nich jest Henry Makow, który jego propagandowymi bredniami o Fidelu Castro zasłużył na dziennikarskiego anty-pulitzera. W poniższym linku jest jego haniebny bełkot o Fidelu Castro zatytułowany „Fidel Castro był agentem CIA„:
.
https://www.henrymakow.com/2015/05/Fidel-Castro-Worked-for-David-Rockefeller%20.html
.
Nie zamierzam tłumaczyć i demaskować całego tego bełkotu Makowa. Skupię się na kilku fragmentach, które przetłumaczył Easy Rider i wrzucił na stronie WPS w dyskusji ze mną:
https://wiernipolsce1.wordpress.com/2017/01/17/manifestacja-przeciw-sprowadzeniu-us-army-do-polski/#comment-24930
.
Na czerwono będę cytował to co napisał/przetłumaczł Easy Rider, a inne cytaty będą na zielono.
.
„Tłumaczenie własne fragmentu wstępnego:„Coraz więcej dowodów na to, że komunizm jest totalną ściemą. Jego rolą jest zapobiec prawdziwym reformom i narzucić tyranię w dobrym opakowaniu.”
.
Jest to oczywista bzdurna propaganda. Komunizm nie był ściemą. Wprawdzie metody jego wcielania w Rosji przez żydowską zbiedniałą lumpen-inteligencję (i późniejszych jej krwawych naśladowców jak Mao czy czerwoni Kmerzy) zasługują na potępienie, niemniej komunizm był oczywistą alternatywą wobec banksterskiego kapitalizmu. W komunizmie banki miały być państwowe a nie prywatne, kreacja pieniądza była w gestii państwa a nie prywatnych bankierów, pieniądz nie był kreowany, jak w zachodnim, żydowskim prywatnym systemie bankowym jako dług, odsetki nie były lichwiarskie i zasilały budżet państwa a nie prywatne skarbce żydo-banksterskich klanów. Także gospodarka była państwowa a nie prywatna, a bezrobocie było wyrazem obcym.
.
„Fulgencio Batista, (kubański prezydent w latach 1953-59) był Kaddafim swoich czasów, tworząc niebezpieczny przykład ekonomii niezależnej od bankierów.”

Kompletna bzdura. Batista doszedł do władzy w wyniku puczu, czas jego rządów był okresem największego rozkwitu kasyn gry w Hawanie, których właścicielami była usraelska mafia. Kasyna te cieszyły się ogromną popularnością bogaczy południowo-wschodniego Usraela, zwłaszcza Florydy. Były bliżej niż Las Vegas, a koszta pobytu na Kubie (hotele, żywność) były o wiele niższe niż w usraelskim mieście grzechu. Były na Kubie za Batisty i plantacje trzciny cukrowej, tytoniu oraz fabryki znanych na całym świecie kubańskich cygar. Ale były one własnością prywatną najczęściej usraelskich właścicieli. Ludność miejscowa harowała w nich w katastrofalnych warunkach, była wyzyskiwana, nadal obecny był analfabetyzm i brak opieki medycznej. Na nią stać było tylko bogatszych Kubańczyków, gorliwie wysługujących się usraelskim właścicielom gospodarki jako poganiacze taniej kubańskiej siły roboczej, za co byli jak na kubańskie warunki hojnie wynagradzani. To dopiero właśnie Fidel Castro okazał się kubańskim Kaddafim (o tym później). Oczywiście, że Kuba nie posiadała ogromnych złóż ropy naftowej – głównego źródła bogactwa Libii, przez co jej osiągnięcia nie były aż tak widoczne, jak w Libii Kaddafiego tuż przed jej i Kaddafiego zamordowaniem przez bandycki zachód.
.
„Rewolucyjność” Fidela Castro była niczym innym, niż działaniem w charakterze wspólnika bankierów, przez usunięcie go (Batisty – przyp. ER) i doprowadzenie Kuby do nędzy i niewolnictwa, nie inaczej niż w przypadku innych, zainstalowanych przez USA faszystowskich dyktatorów.”
.
Kompletna bzdura i kłamstwo. Castro upaństwowił nie tylko gospodarkę, wywłaszczając wszystkich usraelskich właścicieli majątków i firm na Kubie, upaństwowił też banki, co było praktykowane we wszystkich krajach socjalistycznych. Za jego rządów pństwo przejęło kreację pieniądza odcinając banksterom źródło wcześniejszych ciągłych dochodów. A praktyczne niewolnictwo na Kubie istniało właśnie przed rewolucją kubańską, gdy ludność za grosze i ochłapy tyrała na plantacjach będących w obcych łapskach. Zacytuję w tym miejscu wiki, która – najczęściej załgana, antykomunistyczna, prozachodnia i prousraelska – tym razem jest względnie obiektywna:
.
„Przed 1959 oficjalny wskaźnik alfabetyzacji dla Kuby wahał się między 60-76%. W rezultacie rząd kubański na żądanie Guevary obwołał 1961 „rokiem edukacji” i zmobilizował ponad 100 tys. wolontariuszy „brygad czytania i pisania”[158], które były wysyłane do wsi do budowy szkół, szkolenia nowych nauczycieli oraz nauczania ubogich chłopów czytania i pisania. W wyniku kampanii 707 212 dorosłych nauczono czytać i pisać, podnosząc krajowy wskaźnik alfabetyzacji do 96%[159]. Dążono także do ustanowienia powszechnego dostępu do szkolnictwa wyższego[160]. Rozpoczęto też program budowy tanich mieszkań, powszechnego zatrudnienia dla wszystkich Kubańczyków i rozbudowano opiekę zdrowotną[161]. Kubański system edukacji zaoferował program studiów z pracy, z połową czasu spędzoną w szkole a drugą połowę w działalności produkcyjnej[162]. Ochrona zdrowia została upaństwowiona i rozszerzona, na całej wyspie otworzono szereg wiejskich i miejskich przychodni oferujących bezpłatną pomoc medyczną. Wdrożono powszechne szczepienia przeciwko chorobom wieku dziecięcego, śmiertelność niemowląt została drastycznie zmniejszona[163]. Trzecim aspektem programów społecznych była budowa infrastruktury; w ciągu pierwszych sześciu miesięcy rządów Castro, na całej wyspie wybudowano 600 mil dróg, a 300 mln dolarów wydano na systemy wodne i sanitarne[163]. Co miesiąc w przeciągu pierwszych lat administracji budowano ponad 800 nowych domów. Udało się zlikwidować bezrobocie i bezdomność, a dla dzieci otwarte zostały przedszkola i ośrodki opieki dziennej. Otworzono też szereg ośrodków dla osób niepełnosprawnych i starszych.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fidel_Castro#Wsparcie_ze_strony_Zwi.C4.85zku_Radzieckiego_i_reformy
.
Idiotyzmom Makowa o tym, jakoby Castro został „zainstalowany przez Usrael  jak inni faszystowscy dyktatorzy” zadają kłam ogromne ilości w międzyczasie odtajnionych dokumentów Top Secret z początku lat 60-tych XX wieku – dokumentów CIA, Pentagonu i Białego Domu:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Inwazja_w_Zatoce_%C5%9Awi%C5%84
https://pl.wikipedia.org/wiki/Projekt_Kuba
https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Northwoods
.
Zaznaczyć w tym miejscu należy, że już prezydęt… „Eisenhower potajemnie upoważnił do obalenia rządu Castro. Prezydent zapewnił na ten cel budżet 13 mln dolarów i pozwolił na ten cel sprzymierzyć się z mafią która odniosła poważne straty na skutek zamknięcia mafijnych działalności na Kubie.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Fidel_Castro#Konflikt_z_USA
.
„I jeszcze jeden z komentarzy tamże:

Zauważcie absurd: USA wydały miliardy i wysłały 500 000 wojska na koniec świata do Wietnamu aby „walczyć z komunizmem”, ale nie ruszyłyby palcem, aby walczyć z komunizmem na swoim podwórku.”
.
W Wietnamie szło przede wszystkim o obronę zagrożonego przez Wietkom i front ludowy marionetkowego prousraelskiego reżimu Wietnamu południowego. Wojna domowa pomiędzy Wietnamem północnym i południowym trwała już od lat. W sytuacji gdy oddziały Północy zaczęły odnosić coraz większe sukcesy militarne nad wspieranymi przez niezbyt liczny kontygent usraelicki siłami Południa i parły na Sajgon Usraelici sfabrykowali w zatoce Tonkin domniemany atak na usraelski okręt wojenny i oficjalnie przystąpili do wojny w obronie wasalskiego reżimu z Wietnamu południowego.
.
„Obecnie wszystko wskazuje na to, że cała zimna wojna była ustawką, której celem było zastraszenie ludzkości i historię tego okresu trzeba by napisać na nowo – tylko, czy ktoś tego dokona? Kuba jest właśnie najbardziej jaskrawym przykładem tego absurdu zimnej wojny – z jednej strony „Kuba była pod parasolem ZSRR”, ale jak to pogodzić z funkcjonowaniem tamże przez cały czas bazy USA w Guantanamo? Czy w tej sytuacji, wiarygodność planów operacji Northwoods czy cel inwazji w Zatoce Świń nie jawi się podobnie, jak w przypadku tych kilkuset „nieudanych” zamachów na Fidela Castro?”
.
Jest to stek bzdur. Z Guantanamo było tak – dzierżawę Guantanamo Bay podpisał Usrael z wcześniejszymi prousraelskimi władzami Kuby w roku 1903. Dzierżawa zawierała od 1938 roku klauzulę, że wymówienie jej możliwe jest tylko za zgodą obu stron – Kuby i Ksraela. Władze socjalistycznej Kuby naciskały wielokrotnie na Usrael, aby dzierżawę zakończył, ale Usrael powoływał się na ową klauzulę i zgody na opuszczenie Guantanamo Bay nie wyrażał. W związku z czym…
.
„Fidel Castro zawsze uważał bazę za teren okupowany i nie przyjmował opłat za dzierżawę”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Naval_Station_Guantanamo_Bay
.
Na szczęście Fidel Castro, znając bandyckie metody Usraela, nigdy nie próbował odzyskać Guantanamo Bay zbrojnie. Miał pełną świadomość, ża bandyci usraelscy wykorzystaliby to do zbrojnej inwazji na Kubę. Potwierdzają to zresztą plany operacji Northwoods, do której nie doszło tylko dlatego, że odrzucił ją JFK. W tejże operacji Pentagon planował m.in:
.
1. Użyć prowokacji jako podstawy do interwencji wojskowej USA na Kubie. Wskazane jest także zainscenizować takie działania, aby przekonać Kubańczyków o nieuchronności inwazji. Możliwe incydenty pozwolą na szybką interwencję, jako odpowiedź na kubańskie działania.

2. Szereg dobrze skoordynowanych incydentów w Guantanamo jak i w okolicy, przeprowadzonych przez wrogie siły kubańskie.

a) Działania mające na celu uwiarygodnienie ataku (nie jest to porządek chronologiczny):

Rozpowszechnienie plotek (wielu). Użycie radia.
Lądowanie zaprzyjaźnionych Kubańczyków w mundurach „przez płot”, w celu przygotowania ataku na bazę.
Pochwycenie kubańskich (przyjaznych) sabotażystów wewnątrz bazy.
Zamieszki w pobliżu głównej bramy bazy (przyjaźni demonstranci)[13].
Wysadzenie amunicji wewnątrz bazy; rozniecenie pożarów.
Zniszczenie samolotu (sabotaż).
Przemyt amunicji do moździerzy z zewnątrz do bazy. Uszkodzenia niektórych instalacji.
Przechwycenie zespołów zamachowców przypływających od strony morza lub z okolic miasta Guantanamo.
Zatrzymanie oddziału szturmowego.
Sabotaż statku w porcie.
Zatopienie jednostki w pobliżu wejścia do portu. Inscenizacja pogrzebów ofiar.

b)Odpowiedzią USA byłyby zabezpieczenia dostaw wody i energii elektrycznej, zniszczenie artylerii, która zagraża bazie.

c)Następnie rozpoczęcie operacji wojskowych na dużą skalę.

3.Inscenizacja incydentu podobnego do tego z USS „Maine”:

a)Zniszczenie amerykańskiego statku w Zatoce Guantanamo, obwinienie Kuby.

b)Zniszczenie zdalnie sterowanego statku (bezzałogowego) na kubańskich wodach. Przyczyną takiego zdarzenia w pobliżu Hawany lub Santiago miałby być kubański atak z powietrza lub morza, albo obu naraz. Sama obecność kubańskich samolotów lub statków miałaby wystarczyć, aby dostarczyć dowodów na to, że statek został zniszczony przez stronę Kubańską. Bliskość do Hawany lub Santiago ma dodać wiarygodności incydentu.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Northwoods#Za.C5.82o.C5.BCenia_operacji
.
Tak więc Fidel Castro doskonale wiedział, dlaczego nigdy nie powinien atakaować bandyckiej usraelskiej bazy.
.
Na temat osiągnięć Kuby znalazłem taki oto raport UNICEF:
.
„Ortiz określił mianem „cudownej pracy”, dokonania państwa kubańskiego w dziedzinie ochrony praw dzieci po 1959 roku. Wśród osiągnięć szczególnie zasługujących na pochwałę wymieniono dobrą opiekę medyczną, o jakiej mogą tylko pomarzyć mieszkańcy innych krajów kontynentu, dzięki czemu wskaźnik umieralności niemowląt na Kubie jest jednym z najniższych na świecie. Inną dziedziną o której wspomina się w kontekście opieki nad dziećmi, jest wysoki poziom szkolnictwa, dzięki czemu wszystkie dzieci na Kubie zapisane są do szkół. Kuba jest także w światowej czołówce jeśli chodzi o dostęp do praw zapisanych w Konwencji Na temat Praw Dziecka ONZ. Jest to też jedyny kraj latynoski, gdzie nie występuje problem bezdomności wśród dzieci.
http://lewica.pl/?id=23746
.
Naturalnie, że z Kuby w czasch rządów Castro miały miejsce ucieczki Kubańczyków do Usraela. Dotyczyło to głównie wcześniejszych kubańskich poganiaczy „niewolników” wysługujących się usraelitom. Ich sytuacja rzeczywiście pogorszyła się po rewolucji kubańskiej i to oni wiali do Usraela napędzając tam antykubańską machinę propagandową. Każda udana ucieczka z Kuby była nagłaśniana. O powracających po cichu nikt nie pisał. A tacy też byli. Niejeden uciekinier lądował prędzej czy później w slumsach jako bezrobotny bez opieki zdrowotnej. I wtedy po cichutku przy pierwszej lepszej okazji wracał na Kubę. Początkowo władze Kuby utrudniały Kubańczykom chcącym opuścić Kubę wyjazdy na zawsze. Później restrykcyjne przepisy złagodzono, kto chciał Kubę opuszczał, ale dzięki temu już po upadku ZSRR na Kubie nie udało się wywołać kolorowej rewolucji. A to z tego właśnie względu, że niechętni władzom Kuby byli w komplecie za granicą.
.
Jest też oczywiste, że poziom życia na Kubie nie dorównywał poziomowi życia mieszkańcom lepszych dzielnic usraelskich miast. Ale był bez wątpienia wyższy od poziomu życia mieszkańców usraelskich slumsów (na zdjęciu poniżej widzimy slumsy Nowego Jorku).
.

slumsy-w-ny
.
Kubańczycy byli świadomi tego, że Kuba bogatym krajem nie jest, ale cenili przede wszystkim bezpieczeństwo socjalne, brak bezrobocia, darmową oświatę i państwową opiekę medyczną. Znali historię Kuby i los ogromych rzesz biedoty wyzyskiwanych przez usraelskich kapitalistów przed rewolucją i wracać do tego modelu nie chcieli. Wiedzieli też o milionach mieszkańców Usraela, którzy bez talonów żywnościowych zdychaliby z głodu. I którzy nie są ubezpieczeni. I o największej na świecie panującej tam przestępczości. Dlatego nie oczekiwali z wytęsknieniem na „wyzwolenie” ich przez usraelskich bandytów.
.
Jeszcze jedno spostrzeżenie nasuwa się w związku z Kubą. Zachodnia propaganda głosiła, że bez pomocy gospodarczej ZSRR Kuba nie byłaby w stanie funkcjonować. Kłam temu zadał okres po rozpadzie ZSRR, kiedy to sama Rosja w okresie jelcynowskiej smuty stała się bankrutem. Kuba nie upadła wtedy gospodarczo mimo nadal utrzymywanego wobec niej całkowitego embarga przez Usrael. Jak widać, gospodarka kubańska wcale taka niewydolna nie była.
.
Trudno jest dzisiaj ustalić, dlaczego Usrael nie zaatakował Kuby po upadku ZSRR. Taki atak zapewne ośmieszyłby go wobec całego świata  – „odważniaki” napadają na maleńką Kubę, ale dopiero wtedy, gdy ZSRR już nie ma. Zapewne w Faszyngtonie liczono na spontaniczny bunt na Kubie. Ale się przeliczono. A ponadto Usrael miał wtedy ważniejsze podboje i wojny na głowie – pierwszą wojną w Zatoce Perskiej, rozwaleniem Jugosławi, wspieraniem kolorowych rewolucji w byłych republikach radzieckich i wojny w Czeczenii, co miało doprowadzić do osłabienai a nawet upadku samej Rosji; a oprócz tego bombardowaniami i interwencjami w kilku krajach arabskich, afrykańskich i latynoamerykańskich oraz przygotowaniami do wieloletniej „rozwałki” świata muzułmańskiego zainicjowanej operacją obcej flagi z 11 września 2001 oraz kolejnymi okupacyjnymi wojnami (Afganistan, Irak. Libia. Syria). Obecnie w obliczu konfliktu z Rosją i Chinami sprawa Kuby zeszła tym bardziej na dalszy plan. Przy czym już po rezygnacji  z wszelkich funkcji przez Fidela Castro także i Usrael zmienił podejście do Kuby. Ponownie nawiązał (po 54 latach przerwy) stosunki dyplomatyczne z Hawaną i powoli małymi kroczkami łagodzi gospodarcze embargo. Być może zamierza podstępnie wkupić się w kubańską gospodarkę, choć podejrzewam, że zastosuje orwellowską metodę ministerstwa prawdy. A więc pewnego dnia Faszyngton wyda komunikat o podpisaniu kolejnej jakiej tam drobnej umowy z naszym odwiecznym przyjecielem i sojusznikiem Kubą. I na ten sygnał przepisane zostaną wszystkie podręczniki do nauki historii na zachodzie podając, że Kuba zawsze była sojusznikiem Usraela.
.
Na chwilę powrócę jeszcze do Makowa i jego bredni o tym, że to za Fidela Castro Kuba doprowadzona była do nędzy i niewolnictwa. Przypomnę tu dwóch legendarnych (nie tylko) na Kubie bokserów wagi ciężkiej. Byli to Teófilo Stevenson
.

.i Félix Savón.
.

.

Obaj byli trzykrotnymi mistrzami olimpijskimi w wadze ciężkiej i wielokrotnymi mistrzami świata amatorów. Obu Usraelici kusili intratnymi kontraktami do przejścia na zawodowstwo. Obaj mogli zostać bokserskimi milionerami. A jednak obaj odrzucili wszystkie usraelskie oferty, pozostali na Kubie i walczyli dla Kuby i Fidela.
.

20160322201525563097u
.
51561330
.
Woleli kubańskie „niewolnictwo” niż usraelskie miliony.
.
Zgodnie z zachodnią załganą propagandą Fidel Castro był  znienawidzonym dyktatorem, który tylko strachem i terrorem utrzymywał ludność Kuby w posłuszeństwie. Kłam tej propagandzie zadali sami Kubańczycy, którzy milionami żegnali swojego Comandante.
.
pogrzeb-1
.
plaza-revolucion
.
Cubans gather at Havana's Plaza of the Revolution to bid farewell to Fidel
.Kuba Fidela Castro była i jest największą prestiżową porażką i polityczno-militarnym blamażem dla światowego żandarma. Była większym blamażem niż paniczna ucieczka us banditos z Wietnamu, gdzie o mało gaci nie pogubili, tak spieprzali. U samych wybrzeży światowego bandyty, nieomal o rzut kamieniem, postała wroga mu, niezależna, niezłomna maleńka Kuba. I choć Usraelici żyły z siebie wyprówali, aby Fidela zlikwidować lub obalić – wszystkie ich wysiłki poszły na darmo. Fidel szydził z Usraela i ośmieszał go. I wszyscy o tym wiemy! No więc, aby poprawić sobie własny usraelski wizerunek i samopoczucie odwracją tacy jak Makow kota ogonem i wymyślają haniebne brednie: nie było zimnej wojny! To była ustawka. A Fidel to był nasz człowiek – agent CIA, marionetka żydo-banksterów. Usrael wszystko inscenizował i dlatego nie ma żadnej kubańskiej plamy na prestiżu i honorze światowego żandarma.

.
Tak się mataczy historię!
.

A Wielka mała Kuba, nadal pozostając krajem nie będącym wasalem usraela, nadal samym swym istnieniem szydzi ze światowego bandyty i terrorysty nr 1  – Usraela.
.

Brawo Kuba! Brawo Kubańczycy!

.

.

opolczyk

.

.

precz z jahwizmem

.

.

Ręce Boga

Reklamy

Tzw. „objawienia maryjne”…

.

mb-fatimska

Kiczowata wersja objawień w Fatimie

.

Do tego tematu podchodziłem jak do jeża. Łatwo jest się ukłuć. Współczesny fanatyzm fundamentalistów katolickich wzrasta wraz z malejącą ich liczbą. Po prostu malejącą ilość nadrabiają gorliwością i krzykliwością. Jednym z dominujących współcześnie rysów krystowierstwa jest kult Miriam/Maryji i wiara w jej objawienia. Ilość objawień maryjnych (objawiają się i inne święte osoby niebiańskiego personelu) jest największa, choć ogromna większość z nich za prawdziwe nie jest oficjalnie uznana przez Watykan, katolicką centralę naziemnego personelu boga Jahwe i jego przybudówek. Oficjalna wykładnia kk odnośnie sprawy uznawania objawień za prawdziwe lub nie mówi, że sprawdzane są one pod kątem zgodności z jewangeliami. Ciekawe, czy istnienie samego Watykanu pełnego bogactw zgodne jest z nimi:
.
„Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!”
Mk 10, 21
.
Czy widział ktoś papieża, kardynała, biskupa, a nawet szeregowego duszpastucha, który tak postępuje? Albo to:
.
„Idźcie i głoście: „Bliskie już jest królestwo niebieskie”. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski! Wart jest bowiem robotnik swej strawy.”
Mt 10, 7-10
.
Pusty śmiech bierze widząc jak hierarchowie i pomniejsze duszpastuchy kk realizują tę właśnie jewangeliczną naukę. Już widzę jego eminencję biskupa chodzącego w jedynej starej sukni od domu do domu i nauczającego za miskę strawy… No, ale nie bądźmy złośliwi i uwierzmy, że kk rzeczywiście ocenia objawienia wg ich zgodności z jewangeliami – choć sam je ignoruje. Które więc zalecenia jewangeliczne brane są w tym badaniu pod uwagę jest już tajemnicą badaczy z najwyższych pięter kk. Zapewne gdyby w którymkolwiek objawieniu kogokolwiek z żydowskiego presonelu niebiańskiego występującego w owych objawieniach było nawoływanie do życia w nakazanym  w jewangeliach ubóstwie, takie objawienie zapewne uznane by zostało za nieprawdziwe. Szukałem pełnej listy objawień maryjnych, ale jeszcze nikt takiej nie sporządził, bo jest ich po prostu zbyt wiele. Znalazłem za to na stronie Maria z Nazaretu takie coś:
.
„Na przestrzeni tylko XX-go wieku, naliczono prawie 400 ukazań maryjnych  (rzekomych), i 200 w okresie od 1944r. – 1993 r.
Większości z nich towarzyszą znaki i zadziwiające cuda, które są jakby  podpisem  Boga na znak, że dzieła te są autentyczne.
W 7-u z nich, biskup miejscowy uznał oficjalnie, nadprzyrodzony charakter tych faktów :

Fatima  (1917 – Portugalia),
Beauraing  (1932 – Belgia),
Banneux  (1933 – Belgia),
Akita  (1973 – Japonia),
Syracuse  (1953 – Włochy),
Betania  (1976 – Wenezuela),
Kibeho  (1981 – Rwanda).

(…).”
http://pl.mariedenazareth.com/2496.0.html?L=5
.
Tu tylko cichutko podpowiem, że każdy miejscowy pan biskup  na uznanie objawienia za prawdziwe musi naturalnie otrzymać zgodę białego papy – inaczej ogłoszony zostałby schizmatykiem, albo nawet – o zgrozo – heretykiem. Najgorzej na objawieniach z tej listy wyszła Rwanda – 13 lat po nim doszło tam do ludobójstwa (ok. milion ofiar), w którym czarnoskórzy katolicy i protestanci mordowali się nawzajem z gorliwością średniowiecznych krzyżowców. Ciekawe, czy ostrzegła ich w objawieniu matka boska – co im grozi? Przy czym, jak widzimy, z prawie 400, ledwo jedno na niecałe 60 objawień żydowskiej matki boskiej uznawane jest przez kk za prawdziwe, choć jak czytamy „Większości z nich towarzyszą znaki i zadziwiające cuda, które są jakby  podpisem  Boga na znak, że dzieła te są autentyczne”. Bidula matka boska tak się trudzi, objawia się cztery razy na rok, cuda czyni, a watykańskie urzędasy duszpastuchy tak jej wysiłki ignorują.
.
W sumie jednak należy zaznaczyć, że Watykan od początku miał problem z objawieniami i z uznawaniem ich za prawdziwe z powodów czysto ambicjonalnych. Papieże wszak uważają siebie za następców Szymona/Piotra, za zastępców na Ziemi Joszue i po prostu za ziemskch ambasadorów/namiestników żydowskiego Jahwe. I to im przedstawiciele niebiańskiej hierarchii powinni objawiać swą wolę. A nie prostaczkom czy dzieciakom, gdzieś daleko od Watykanu, od wielkich miast, po prostu na zadupiu. Bo wszystkie objawienia zdarzają się właśnie na zadupiach. I zawsze tylko albo pojedynczym nawiedzonym, albo małym grupkom wybranych nawiedzonych. Bo nawet, gdy na miejse zapowiedzianego wcześniej objawienia przychodzą tysiące ciekawskich i żądnych cudu gapiów, głos postaci ojawiającej się słyszy tylko jedna  lub max. kilka osób – tych wybranych. Inni mogą co najwyżej dostrzegać tylko towarzyszące objawieniom cuda. Choć i ich nie zawsze widzą wszyscy uczestnicy zgromadzienia. Najgorzej wypadają naturalnie niedowiarkowie, którzy nie widzą i nie słyszą niczego cudownego towarzyszącego akurat trwającemu live objawieniu.
.
Wierzący naturalnie wierzą w owe objawienia. Na tym polega wszak (ślepa, tępa i bezrefleksyjna) wiara – błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli. Niewierzący albo się z tego śmieją, albo szukają „racjonalniejszych” wyjaśnień. Np. posądzają UFO podszywającemu się pod Miriam, o płatanie w ten sposób figli katolikom:
.
http://innemedium.pl/wideo/cud-slonca-w-fatimie-czy-po-prostu-masowa-obserwacja-ufo
.
http://infra.org.pl/fenomen-ufo/wywiady-z-ufologami/1189-matka-obca-z-fatimy-cud-czy-bliskie-spotkanie-
.
Durny komentarz znalazłem na stronie tajnearchiwumwatykańskie:
.
„To, co widzieli ludzie, mogło być obserwacją UFO. Całość objawień w Fatimie mogła być jakimś sposobem wpłynięcia kulturowego na ludzkość.
Dla niektórych to może brzmieć jak bluźnierstwo, ale czy taką teorię należy z góry odrzucić? Czy proste dzieci ze wsi pasące bydło na łące, widząc świetlistą postać, mogły stwierdzić co innego niż to, że właśnie widzą Maryję?”
https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2014/11/06/fatima-wielka-sciema/
.
Tajnearchiwum ignoruje fakt, że przecież zgodnie z relacją jednej z dziewczynek zaszczyconych objawieniem owa świetlista postać wyjawiła kim jest – „Chcę ci powiedzieć, żeby zbudowano tu na moją cześć kaplicę. Jestem Matką Boską Różańcową. Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać różaniec…”
Ciekawe, jaki cel przyświecać miałby obcym w tym, aby Ziemian umacniać w kulcie żydówki Miriam? Czyżby zależało im na trzymaniu ludzi w durnocie? Otóż bardzo przepraszam, ale ewentualnych obcych przybyszów za tak niepoważnych typków nie uważam. Na tak głupi komentarz może zdobyć się jedynie strona kolportująca idiotyczną mapę nieistniejącego nigdy „Imperium Lechii”.
.
Tutaj jeszcze dygresja na temat UFO. Zajmowałem się tą problematykłą przez wiele lat, zarówno UFO współczesnym jak i peleoastronautyką. Wiele znalezionych artefaktów dotyczących prehistorycznego UFO do dzisiaj nie zostało wyjaśnionych przez tzw. „oficjalną naukę”. Niemniej nie wszystko łykam jak leci. 12-tą planetę Sitchina całkowicie odrzucam – to kompletny absurd. Z dwóch powodów – planeta o tak eliptycznej orbicie przelatująca w peryhelu jej orbity co 3600 lat przez pas planetoid pomiędzy Marsem a Jowiszem jej grawitacją już po kilku przejściach peryhelu rozwaliłaby układ planetarny, wymiotłaby wszystkie planetoidy i księżyce gazowych gigantów, a i ona sama pod wpływem grawitacji Jowisza wystrzelona by została w kosmos jego grawitacyjną procą na zawsze, lub spadłaby na niego lub na Słońce. W najlepszym przypadku zostałaby grawitacyjnie związana na orbicie przypominającej pozostałe orbity naszego układu, a więc prawie koliste. Po drugie, na planecie która przez prawie cały okres orbitalny (3600 lat) pogrążona jest w kompletnej ciemności i kosmicznej lodowni (- 270°C) nie mogło się rozwinąć tak wysoko zorganizowane życie. A gdyby do naszego układu przybyli obcy z planem osiedlenia się tu na stałe, nie wybieraliby najgorszej do tego planety – a najlepszą. Osiedlili by się od razu na Ziemi a nie na hipotetycznej Nibiru, niezdatnej do życia.
.
Jeśli idzie o współczesne UFO – widziałem je na własne oczy. Było to jakieś 9 -10 lat temu, w październiku ok. 21:30. Siedziałem na balkonie i paliłem papierosa. Nagle znad dachu sąsiedniego budynku (od zachodu) zasłaniającego na moim balkonie dolną część nieba do wysokości ok. 40° zauważyłem powoli wylatujące dziwnie wyglądające światełko. Znam dobrze oświetlenie latających nad Pforzheimem samolotów i (niekiedy) helikopterów, bo widuję je ciągle. To światło było inne – czerwone, ciągłe, jasniejsze od gwiazd i dobrze widoczne, ale nie oślepiające jak reflektor. Było matowe. Zastanawiałem się, co to może lecieć, nawet myślałem przez chwilę o fosforyzującym czerwono balonie, gdy zza sąsiedniego dachu wysunęły się dwa następne identyczne światła. Zawołałem żonę i oboje (dorosłych już) dzieci. Synowi nawet poleciłem przynieść lornetkę. Przez nią widziałem wyraźnie każdy z nadlatujących obiektów – było to większe okrągłe czerwone światło otoczone pierścieniem z ok. 10-12 małych światełek tego samego czerwonego matowego koloru. Kształtu samych obiektów (nie musiały być koniecznie koliste) nie było widać – byłem w stanie dostrzec wyłącznie ich światała. Obiekty poruszały się bezszelestnie z prędkością pozorną porównywalną do prędkości samolotów liniowych na pułapie kilkunastu kilometrów. Przy czym jedne obiekty znikały nad dachem naszego budynku lecąc dalej na wschód (co sprawdziła żona) a inne zataczały łagodny łuk kierując się na północ. Znad sąsiedniego dachu kolejne latające światła pojawiały się z różną częstotliwości – niekiedy jedne chwilę po poprzednich, a niekiedy dopiero wtedy, gdy poprzednie już zniknęły nad naszym dachem lub na północy. Pojawiały się pojedynczo, parami lub formacjami trójkowymi. Niesamowita była panująca przy tym cisza. Wieczorem, po zapadnięciu zmroku, słychać jest u mnie na balkonie nawet cichy szmer pojedynczego samolotu lecącego kilkanaście kilometrów nad Ziemią. Tym bardziej słychać warkot helikoptera, nawet jeśli leci wysoko. A te świecące obiekty, nawet gdy leciały po trzy na raz, poruszały się w kompletnej cichy. W sumie całe to zjawisko trwało kilkanaście minut, podczas których przeleciało nad nami co najmniej kilkanaście tych świecących obiektów. Zajęty ich obserwacją nie pomyślałem o tym, by je liczyć, ale mogło być ich w sumie 15-20. Najbardziej niesamowite było to, gdy jeden z obiektów lecących w formacji trójkowej w bezgłośnej, cichej eksplozji wybuchł jak sylwestrowy fajerwerk rozsypując się na kilkanaście świecących punkcików. Syn nawet zawołał do mnie – popatrz, tam jeden wybuchnął. Po chwili jeden ze spadających świecących odłamków przestał spadać, reszta spadających odłamków zgasła, a ten jeden nagle przybrał postać i wielkość obiektu macierzystego (większe okrągłe światełko w środku otoczone pierścieniem mniejszych) i  spokojnie, nadal bezgłośnie, kontynuował kierunek lotu pozostałych obiektów trójkowej formacji. Widziane przez lornetkę obiekty (ich światło razem z pierścieniem małych światełek) miały wielkość mniej więcej monety dziesięciocentowej trzymanej na odległość wyciągniętej ręki. Poniewż brak było punktu odniesienia, nie można było stwierdzić, czy lecą one na wysokości np. 500 metrów i są niewielkie, czy też lecą na wysokości 10 kilometrów i mają wielkość kilkudziesięciu metrów. Gdy wreszcie wszystko się skończyło i nieco ochłonąłem, zadzwoniłem na policję pytając, czy ktoś zgłaszał dziwne latające obiekty nad Pforzheimem. Usłyszałem, że nie, że policja o niczym nie wie. Opowiedziałem więc co widziałem, ale policja nie dała mi wiary. Nazajutrz zadzwoniłem do miejscowej gazety. Tam też nic o dziwnych światłach nie słyszano i przekonywano mnie, że widziałem pewnie światła z dyskoteki odbijające się na niebie. Z rodziną na temat tamtego zjawiska parokrotnie próbowałem później rozmawiać, ale bezskutecznie. Sprawiają wrażenie, jakby chcieli wyprzeć z pamięci co widzieli, gdyż kompletnie nie pasuje im to do ich obrazu świata. Ale niemniej przyznają, że te światła widzieli.
.
Znam różne hipotezy pochodzenia UFO, a więc:
– przybysze z odległych systemów planetarnych naszego fizycznego wszechświata,
– temponauci – czyli przybysze z przyszłości (niekoniecznie ziemskiej),
– przybysze z równoległych światów fizycznych,
– przybysze z wymiarów niefizycznych, którzy w czasoprzestrzeni „materializują” się właśnie jako UFO.
.
Nie zabieram głosu w dyskusjach o pochodzeniu UFO, brak mi po prostu empirycznych i sprawdzonych danych. Niemniej nie wątpię w realność tego zjawiska – sam widziałem je na własne oczy. Zwłaszcza to bezgłośnie eksplodujące UFO, którego jeden odłamek po chwili przybiera poprzedni kształt i leci dalej, pokazuje pozim technologii UFO. I – wracając do sprawy objawień i łączenia ich z UFO – jeszcze raz powtarzam – nie wyobrażam sobie, aby obcy nie mieli nic innego do roboty, jak pokonywać przeogromne przestworza kosmosu, czasu, czy wymiarów po to, aby ludzi robić w konia i udawać jakąś żydowską matkę boską. Która zawsze chce, aby stawiać jej kaplice czy kościoły, aby się modlić, klepać taśmowo różańce, wierzyć w nią, w jej syna i jej konkubenta Jahwe i nie grzeszyć. Często też zdarza się, że domaga się, aby baby nie nosiły spodni. Jak widać i to tym w niebie przeszkadza. Zamieszczam jeden taki właśnie przekaz z jednego z niezliczonych objawień maryjnych:
.
„Pamiętajcie matki, panny i dziewczynki, nie chodźcie nigdy w spodniach, bo to strój dla mężczyzn. Tyle lat mówię o tym, ale lud nie chce słuchać, a kapłani nie zwracają na to uwagi. Kapłani, którzy nie upominają i nie zabraniają kobietom chodzić w spodniach, będą za to cierpieć, bo to jest wielka pycha. Żadna kobieta nie może przyjmować Komunii Świętej w spodniach. Przez to Mojego Syna bardzo znieważacie. Co jest dla kobiet, to dla kobiet, a co dla mężczyzn, to dla mężczyzn…”
.
Zastanawia mnie, dlaczego matka boska nie potępia mężczyzn chodzących w sukienkach…
Ale to nieistotne. Naturalnie nie zamierzam opisywać wszystkich objawień, a nawet któregokolwiek z nich szczegółowo, gdyż zbyt wiele jest sprzecznych relacji o każdym konkretnym objawieniu. Niemniej ciekawi mnie ten fenomen i jego przyczyny. Jak już stwierdziłem wcześniej, wierzący ślepo w ten humbuk wierzą, nie pytając o nic. Jako dowód prawdziwości owych objawień podają np. różne cudowne uzdrowienia zdarzające się w miejscach objawień. Ażeby było śmieszniej – sam nie wykluczam wcale faktu możliwości wystąpowania takich „niewytłumaczalnych” uzdrowień. Ale…
Ich ilość dramatycznie spadła, od kiedy zaczęli badać je łapiduchy w białych kitlach nie związani z kk. O ile wcześniej kolportowano wieści o co najmniej setkach cudownych uzdrowień roczenie w Lourdes czy Fatimie, to obecnie rzadko przydarzają się takie uzdrowienia częściej niż jedno/kilka rocznie lub co kilka lat. Tu jeszcze uwaga – bez względu na ilość niewytłumaczalnych uzdrowień uznanych za takie przez medyków i cudownych uzdrowień uznanych za takie przez oficjalny kk (uznane uzdrowienia medyczne i kościelne nie zawsze się pokrywają) liczba cudownych uzdrowień, kolportowana pocztą pantoflową wśród owieczek, bez względu na zdanie oficjalnej medycyny i hierarchii kk, wielokrotnie przekracza owe oficjalne dane i wiary w nie u owieczek nie osłabia. Pragnienie cudu i współuczestnictwa w nim nadal jest silne.
.
Przy czym należy pamiętać o tym, że cudowne uzdrowienia znane są też w islamie, buddyzmie, hiduizmie, taoizmie, konfucjonizmie czy sintoizmie. Tak więc nie tylko żydowski personel katolickiego nieba może takimi uzdrowieniami się poszczycić. Zresztą oficjalna medycyna też zna przypadki spontanicznych uzdrowień czy samouzdrowień, także u niewierzących, nie pielgrzymujących nigdzie – i sama nie potrafi ich do końca wyjaśnić. Rzecz w tym, że za nimi stoi zawsze głębokie pragnienie chorego (niepogodzonego z diagnozą – choroba nieuleczalna) odzyskania zdrowia i niezłomna, wykrzesana z głębi podświadomości wiara, że zdrowie odzyska. Zewnętrzny obiekt wiary jest w tym przypadku tylko „wyzwalaczem” energii samouzdrawiającej – może to być dowolny pogański bóg, Budda, Konfucjusz, Mahomet, może być Miriam, a nawet myszka Miki. Tak! Jeśli ktoś dogłębnie wierzy, że oglądając ją w filmie Disneya odzyska dzięki niej zdrowie – odzyska je. Bo to nie obiekt wiary, a ona sama (wiara w to, że wyzdrowieję), będąc ogromną energią psychiczną, uzdrawia. Tak więc cudowne uzdrowienia nie są potwierdzeniem prawdziwości objawień. A już – tak na marginesie – skoro matka boska jest taka dobra, tak kocha ludzi, jest ich orędowniczką i pocieszycielką, i ucieczką grzesznych, to dlaczego z milionów nieszczęśników pielgrzymujących rocznie do miejsc objawień i cudownych uzdrowień, uzdrawia tylko pojedyncze osoby, skazując całą resztę na dalsze cierpienie a często i na o wiele przedwczesną śmierć? Czyżby miała ich cierpienia w… nosie? Bo tak naprawdę, to ona nie kocha wszystkich ludzi. Takich na przykład brzydkich muzułmanów wcale nie kocha. Jeśli wierzyć mitologii katolickiej, to na konto matki boskiej idzie śmierć 27 tysięcy Turków w roku 1571:
.
„Zwycięstwo było ogromne. Po zaledwie czterech godzinach walki zatopiono sześćdziesiąt galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, uwolniono dwanaście tysięcy chrześcijańskich galerników; śmierć poniosło 27 tys. Turków, kolejne 5 tys. dostało się do niewoli.”
http://bog-w-moim-balaganie.blog.onet.pl/tag/objawienie-matki-bozej-sw-piusowi-v/
.
Dla niekatolików ta dobra kochająca matka boska w niebie potrafi być demonem śmierci nie gorszym od starotestamentowego Jahwe. Ale wracamy do Fatimy. No i właśnie – co więc wydarzyło się w Fatimie w 1917 roku? Jak można sobie owe objawienia i cuda Słońca wytłumaczyć? W tym miejscu opiszę jeszcze pewne doświadczenie, o jakim czytałem przed laty w jakimś czasopiśmie. W dużym pomieszczeniu pod ścianą stał szereg krzeseł. Przed nimi w odległości kilku metrów stał długi stół z ustawionymi na nim dwoma przedmiotami (powiedzmy – wazonami). Jeden z wazonów był ustawiony znacznie bliżej krzeseł niż drugi i widać to było wyraźnie ze wszystkich krzeseł. Następnie na salę wpuszczano króliki doświadczalne, wśród których wmieszani byli ludzie wtajemniczeni w mającą się odbyć na króliczkach manipulację. Eksperymentatorzy zadbali o to, aby to ci podstawieni jako pierwsi mówili, czy widoczne na stole przedmioty są w takiej samej odległości od krzeseł czy nie. Podstawieni po kolei stwierdzali spokojnie, że tak, że oba wazony stoją w tej samej odległości. Gdy przyszła kolej na rzeczywiście badanych, zdecydowana większość z nich (eksperyment powtarzano wielokrotnie) również stwierdzali, że wazony są w tej samej odległości. Później, gdy indywidualnie weryfikowano z rzeczywiście badanymi, nieświadomymi manipulacji osobami, wyniki eksperymetu, wszyscy oni stwierdzali, że owszem, widzieli, że wazony są w różnej odległości. Ale słysząc tyle wcześniejszych wypowiedzi, że są one w takiej samej odległości, po prostu nie chcieli się „ośmieszyć” czy „wychylić”. Niektórzy stwierdzali wręcz, że byli przerażeni, myśleli że oszaleli, że mają halucynacje i widzą coś, czego nie ma. I dlatego potwierdzali opinię osób podstawionych. Ale – trzeba tu przyznać otwarcie – byli wśród niewtajemniczonych o manipulacji uczestnicy eksperymentu, którzy mimo dziesięciu głosów mówiących przed nimi, że wazony stoją równo mówili – a ja widzę wyraźnie, że wazony stoją w różnej odległości. Ci nie dali się wymanipulować. Choć stanowili w sumie miejszość badanych. To pokazuje, jak można ludźmi choć nie wszystkimi, manipulować – potwierdzają coś wiedząc, że widzą coś innego.
.
No i teraz bierzemy się już rzeczywiście za Fatimę…
Nie wiem i nie mam pojęcia jak wszystko się zacząło. Niemniej opiszę, jak mogło z Fatimą, objawieniem i cudami ze Słońcem być. Być może dzieciaki same sobie wymyśliły pierwsze objawienie, aby się wyróżnić. Nie wykluczam tego, ale mogło być i tak, że to miejscowy duszpastuch podsunął im ten pomysł. Istotne jest to, że głęboko skatoliczona Fatima była biedną prowincją biednej zacofanej Portugalii, a katolicy portugalskojęzyczni pozbawieni byli własnych cudownych świętych znanych miejsc – jak choćby te w sąsiedniej Hiszpanii (Santiago de Compostela):
.
xsantiago-1-1440x570-jpg-pagespeed-ic-salsn5spx5
.
Czy trochę dalej, we Francji (Lourdes):
.
lourdes_basilica_1220x630_1
.
Przede wszystkim brakowało katolickiej Portugalii towarzyszących tamtym świętym miejscom bogactwa przynosznego przez rzesze obcych pielgrzymów. I czegoś namacalnego, wzmacniającego głęboką, fanatyczną, towarzyszą temu wiarę. I rozgłosu na cały świat. Mogło to niejednego portugalskojęzycznego duszpastucha wprawiać w zazdrość i poczucie opuszczenia Portugalii przez siły miebieskie. Tak więc, albo dzieciaki same wymyśliły objawienie, a duszpastuch postanowił to wykorzystać, albo to on sam wszystko wymyślił podpowiadając dzieciakom co mają mówić. I choć rodzice dzieciaków chcieli im zamknąć buzie, bo sami w te objawienie początkowo nie wierzyli, duszpastuch z ambony powiadomił wiernych o cudzie. I zapowiedzał następny – za miesiąc. I tak, nie licząc pierwszego spontanicznego niezapowiedzianego objawienia w maju, od czerwca do października 1917 co miesiąc miały miejsce kolejne zapowiadane wcześniej objawienia. Ich jedynym mankamentem było to, że widziała matkę boską i słyszała ją praktycznie tylko jedna osoba, 12 letnia Łucja, która żyła aż do 2005 roku. Dwoje pozostałych dzieci, czynnych uczestników objawień, rodzeństwo Francisco i Jacinta, jakkolwiek początkowo potwierdzały objawienia, ale nie pozostawiły z nich żadnych spisanych relacji. I bardzo szybko zmarły – Francisco w kwietniu 1919, a jego siostra w lutym 1920. Im, jak widzimy, te objawienia nie dały długiego życia w sławie jak Łucji. Domysły, że rodzeństwo zmarło dlatego, bo przestało potwierdzać prawdziwość objawień, skwitowane zostaną zapewne okrzykami, że są to naturalnie wymysły wrogów kościoła świętego powszechnego katolickiego. A jednak nie mogę tego pojąć – matka boska wybiera trójkę dzieci, objawia się im i poucza je co mają dorosłym mówić. Gdyby wszystkie żyły tak długo jak Łucja – byłoby trzech naocznych świadków potwierdzających jedyną jedynie prawdziwą historię objawień w Fatimie. Przez co fakt zaistnienia objawienia byłby bardziej wiarygodny. A jednak personel niebieski zmienił nagle zdanie, zabrał do nieba dwójkę z trójki naocznych świadków, obdarzonych darem widzenia i słyszenia podczas objawień matki boskiej, nie dając im nawet czasu na spisanie ich relacji z przebiegu objawień. Całą żmudną robotę przekonywania ludzi o prawdziwości objawień niebo zwaliło na trzecią dziewczynkę – Łucję. I rzeczywiście – jedyne spisane relacje jedynego rzeczywistego naocznego świadka objawień (choć zdarzają się i w nich nieścisłości i pomyłki w datach kolejnych objawień) to relacje Łucji, która przez ostatnich 60 lat życia była zakonnicą.
.
Z miesiąca na miesiąc, każdego 13, narastały więc w Fatimie tłumy żądne cudu, ale poza monologami Łucji, Francisca i Jacinty rozmawiających z niewidoczną i niesłyszalną dla pozostałych matką boską, niczego cudownego nie mogły zobaczyć. Miejscowy duszpastuch naturalnie wiedział, że dla uzyskania wystarczającego rozgłosu jakiś cud będzie konieczny i nad nim pracował. Niewykluczone, że wciągną do spisku kupli z cechu duszpastuchów, którzy przebrani po cywilnemu mieli głosić cud. Mogło być też inaczej – przeprowadził on szereg poufnych indywidualnych rozmów z wieloma parafianami. Przekonywał ich, że objawieniaprawdziwe, nawet jeśli oni niczego nie widzą, że będzie na koniec widoczny dla wielu cud, ale że zobaczą go tylko ci, którzy na to zasłużyli głęboką wiarą i będą w tym momencie całkowicie bez grzechu. Następnie mówił im (naturalnie pojedynczo – w cztery oczy) , że dla umocnienia wiary kościół potrzebuje ich pomocy, że w wyznaczonym dniu mają być na miejscu i gdy usłyszą od innych, że cud się już dzieje, mają potwierdzać, że widzą wirujące Słońce i jego dziwne światło. Podkreślił, że taki cud ze Słońcem będzie miał miejsce rzeczywiście, nawet jeśli oni go sami nie zobaczą. Ale, jeśli chcą pomóc kościołowi, matce boskiej i nie chcą iść do piekła, to mają cud głośno na miejscu potwierdzić. Następnie za pośrednictwem poczty pantoflowej rozpuszczono wieści, że w październiku będzie cud ze Słońcem, ale kto będzie w stanie grzechu, kto jest pełen pychy, lub opętany przez Złego, ten cudu nie zobaczy. No i przyszedł wreszcie dzień zapowiadanego cudu – 13 października 2017 roku. Na miejscu były niezliczone tłumy ciekawskich (wg różnych szacunków od 30 000 do 100 000 ludzi). Na umówiony z duszpastuchem znak dany przez Łucję (gdy Słońce trochę przeświecało przez chmury) , która zawołała „patrzcie na Słońce”, wszyscy pouczeni wcześniej przez duszpastucha parafianie zaczęli jeden przez drugiego głośno powtarzać niby do siebie a niektórzy nawet wołać –  cud! Cud! Widzę, widzę, Słońce wiruje! I jak dziwnie świeci?! Cud, cud, ludzie, cud! I proszę sobie teraz wyobrazić myśli rzeszy gorliwie wierzących, czekających od tygodni na cud,  i nagle sromotnie zawstydzonych, zawiedzionych a nawet przerażonych owieczek, które słyszą, że inni widzą, a one same niczego nie dostrzegają.
.
„Matko boska jedyna, dlaczego nic nie widzę? Przecież spowiadałam się przedwczoraj, bo takie kolejki, że trzeba było stać 3 dni do konfesjonału. Ah, to pewnie przez tą starą wiedźmę zgrzeszyłam, co wczoraj mnie zdenerwowała. I teraz przez tą zdzirę nic nie widzę.”
.
” O Jezu kryste, matko boska – dlaczego nic nie widzę? Przecież ten głupi sen to nie był grzech, nie moja wina. Nie mogę się przyznać, że nic nie widzę, bo mi rodzina żony/męża żyć nie da.”
.
„O boże, boże, Jezus Maryja – dlaczego nic nie widzę? Ksiądz mówił z ambony że opętani niczego nie zobaczą. Czyżbym był opętany? Nie, nie to niemożliwe! Coraz więcej ludzi widzi CUD a ja nie! O boże, boże zmiłuj się, co robić… Wiem! A niech tam!”

I kolejna owieczka zaczyna wołać – widzę! Widzę! Cud! Ludzie! Cud! Widzę!! Po czym milknie, pada na kolana i wpatruje się z nabożnym milczeniem w niebo.
.
I tak po kolei kolejne owieczki, nic nie widząc przyłączały się do narastającego tłumu widzących cud Słońca. Skąd my to znamy? Oczywiście – choćby z bajki Andersena. Z tą różnicą jedynie, że w niej dziecko nienauczone jeszcze kłamać i udawać zawołało – król jest nagi, a tutaj niewinne dziecko wywołało amok widzenia cudu. Niemniej na miejscu byli i sceptycy, którzy bezczelnie twierdzili, że nie było nic widać, żadnego cudu, żadnego wirowania Słońca, kompetnie nic – że była to tylko zbiorowa hipnoza, halucynacja i nic więcej. Bo że nie wszyscy zgromadzeni owe cuda widziali, widać na zdjęciach. I tu obejrzyjmy krótką fotorelację z cudu Słońca w Fatimie, pokazującą jednak nie samo Słońce, a obserwujące ten cud tłumy.

Prasa kościoła katolickiego powszechnego świętego kolportowała zdjęcia pokazujące przede wszystkim ludzi klęczących, wpatrzonych nabożnie w niebo:
.

1 T UMAX     PowerLook 3000   V1.8 [4].

milagre_do_sol_blog
.
To drugie zdjęcie jest jednak okrojone. W pełnej wersji wygląda tak:
.
watpiacy.
Widać na nim dookoła grupki klęczącej w środku zdjęcia ludzi stojących, których wyraz twarzy wcale nie zdradza zachwytu dostrzeganym cudem.
.
Są też zdjęcia pokazujące, że tych nie na kolanach, wpatrzonych w niebo, wcale tak mało nie było:
.

1 T UMAX     PowerLook 3000   V1.8 [4]

.
A jeszcze ciekawsze jest to zdjęcie:
.
o-milagre-do-sol-2
.
Z twarzy starszego mężczyzny, z jego sceptycznego grymasu, można wręcz wyczytać zwątpienie, jak gdybyby mówił do towarzysza (być może syna) – Widzisz coś? Bo ja za cholerę niczego cudownego nie widzę.
.
Jak więc widzimy, cud Słońca w Fatimie był nie do końca przekujący dla wszystkich naocznych świadków. Sceptyków było równie wielu, jak tych którzy cud widzieli. Albo tylko mówili, że widzieli. Aby głosy sceptyków antykrystów zagłuszyć, natychmiast po nie do końca udanym cudzie Słońca zaczęto kolportować informacje o cudownych uzdrowieniach w Fatimie. Ten pomysł, jak pokazały następne lata, był strzałem w dziesiątkę. Od tego czasu, nawet przy ostentacyjnym milczeniu Watykanu w sprawie prawdziwości objawień fatimskich, waliły tam coraz większe rzesze pątników szukających wcześniej ratunku w Santiago de Compostela czy w Lourdes. A Watykan znów miał problem – kolejne objawienie i znów bez pośrednictwa namiestnika krysta na Ziemi. Ale stratedzy watykańscy wiedzieli, że w takiej sytuacji należy po prostu kilka/kilkanaśc lat odczekać. Jeśli sytuacja się nie uspokoi i ludzie nie przestaną wierzyć w cudowne miejsce, zawsze będzie czas je uznać i pobłogosławić. I tak też się stało. Ale idźmy po kolei. Rosnącą od 17 października sławę Fatimy dzięki dyskusjom o cudzie Słońca wzmocniło jeszcze wysadzenie w powietrze zbudowanej w okresie kwiecień – czerwiec 1919 obskórnej kapliczki postawionej naprędce w miejscu objawień. Wysadzono ją w marcu 1922, odbudowano jeszcze tego samego roku. Krótko po wysadzeniu kapliczki miejscowy pan biskup wydał dekret o rozpoczęciu badań cudów fatimskich. Ale nim jeszcze badania ukończono, nim kk cuda przyklepał, rozpoczęto już (1926) z powodu natłoku chorych pątników budowę pierwszego domu rekolekcyjnego służącego także jako schronisko dla chorych. Po sześciu latach od rozpoczęcia przez pana biskupa badań cudów fatimskich rozpoczęto budowę bazyliki matki boskiej różańcowej (początkowo nazywanej kościołem, potem bazyliką mniejszą, a na koniec już pełnoprawną bazyliką) co zwiastowało, że Watykan cuda fatimskie uzna za prawdziwe. I rzeczywiście – 13 lat po objawieniach w imieniu rzymskiego szefa – białego papy – miejscowy pan biskup uznał i ogłosił cuda fatimskie za prawdziwe. I zezwolił – hehehe – na uprawianie oficjalnego kultu maryjnego w Fatimie. Owieczki miały to jego zezwolenie naturalnie od lat w głębokim poważaniu i uprawiały kult bez kościelnego błogosławieństwa. Watykan zorientował się, że kult zamiast słabnąć narasta (dzięki sprawnie zorganizowanej oddolnej propagandzie o cudach), nie zamierzał ryzykować buntu owieczek i ewentualnej schizmy – i Fatimę uznał  cudownym świętym miejscem. Ale i to nie był jeszcze koniec nagłaśniania Fatimy. Podczas wojny, gdy o niej z oczywistych powodów zrobiło się ciszej, miejscowy pan biskup przykazał zakonnicy Łucji, jedynej już żyjącej odbiorczyni objawień maryjnych przypomnieć sobie i spisać przekazane jej tajemnice fatimskie. I i II tajemnicę Łucja przypomniała sobie i spisała w 1941 roku. III tajemnicę – tę najważniejszą – przypomniała sobie (i spisała) na przełomie 1943/44 roku. Była ona zastrzeżona do wglądu tylko dla samych papieży. Czy coś może bardziej wpływać na wyobraźnię i ciekawość ludzi, niż tajemnica przekazana przez matkę boską tylko papieżom, za pośrednictwem dziewczynki Łucji? Domysły krążące przez dziesięciolecia wokół III tajemnicy wzmagały tylko popularność Fatimy. Dzisiaj pielgrzymuje do niej znacznie więcej pątników francuskich, niż portugalskich do Lourdes. Fatima Lourdes już dawno przelicytowała.  Tyle że samo ujawnienie III tajemnicy w roku 2000 było w sumie niewypałem. Rzekomo miała ona przepowiadać zamach na białego papę santo subito:

„Piszę w duchu posłuszeństwa Tobie, mój Boże, który mi to nakazujesz poprzez Jego Ekscelencję Czcigodnego Biskupa Leirii i Twoją i moją Najświętszą Matkę. Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie Naszej Pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta! I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: ‚coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim’ Biskupa odzianego w Biel ‚mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty’. Wielu innych Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi, Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga”

W tej chorobliwie krwawej wizji mieli zginąć nie tylko biały papa, ale i pany biskupy, zwykłe duszpastuchy, zakonnice, osoby świeckie i pól zniszczonego wielkiego miasta. Mieli ginąć od kul żołnierzy i strzał z łuków, a w sumie santo subito postrzelony został gumowymi kulami przez członka tajnej armii NATO odprysku tureckiego w inscenizacji zamachu. Niemniej nagłaśniana III tajemnica + nagłaśniany nadal cud ze Słońcem + wprawdzie coraz rzadsze ale nadal nagłaśniane cudowne uzdrowienia + kilka kolejnych objawień Łucji, już całkowicie prywatnych, na przestrzeni wielu lat sprawiły, że Fatima przebiła sławą wszystkie inne święte miejsca w Europie. To się nazywa doskonała Public Relations.

.
A teraz jeszcze ta sama historia awansu Fatimy z zadupia w sanktuarium maryjne znane na całym świecie w obrazkach… Tak wyglądały początki owego sanktuarium –  jego pierwsza kapliczka objawień…
.
nr-1
.
Dzisiaj owa kapliczka, starannie wyremontowana znajduje się pod dachem nowoczesnego oszklonego pawilonu/kościoła. Uprawiany jest w nim symboliczny kanibalizm nazywany komunią świętą
.
kapliczka
Na fotografii – pierwsza kapliczka objawień z górnego zdjęcia
przysłonięta częściowo figurką Miriam
.
Opodal zaś znajduje się bazylika…
.
bazylika-matki-boskiej-rozancowej-w-fatimie
.
A na przeciwległym końcu wielkiego placu przed bazyliką w latach 2004 – 2007 postawiono kolejny kościół – tym razem przenajświętszego triumwiratu. Z zewnątrz wprawdzie nieszczególny, wygląda jak gruby owalny omlet o wymiarach 95 x 115 m. Ale ilu za to pątników pomieści…
.
kosciol-trojcy-przenajswietszej-w-fatimie-2
.
I ile zbierze się co łaska… Bo Fatima to tak naprawdę jest koncernem przemysłowo medialnym handlującym głównie cudami i dewocjonaliami. Duszpastuchy wiedzą jak przyciągać owieczki. Inscenizują nawet – tu trzeba im przyznać smak – imprezy na wolnym powietrzu, na placu między bazyliką matki boskiej  a kościołem świętego triumwiratu przy morzu płomieni świec.
.
portugalia-estremadura-ribatejo-fatima-fatima-lizbona-cabo-da-roca26472714sph
.
Taka oprawa niezwykle silnie wpływa na psychikę i podświadomość ludzi. W skład sanktuarium wchodzą jeszcze inne wybudowane w międzyczasie obiekty – kolejny dom rekolekcyjny, rektorat sanktuarium i centrum pastoralne czy specjalna trasa sado-masochistycznych krzyżowych dróg. I w taki to sposób już w kilka lat po objawieniach maryjnych zakończonych cudem ze Słońcem, Fatima stała się najbogatszą i najbardziej znaną parafią Portugalii. A i diecezja, w której leży, też do najbiedniejszych już nie należy. Od tego czasu jej sława i ciągnione zyski z handlu wiarą w cuda nieustanie rosną. Roczne zyski po odliczeniu haraczu Watykanowi i władzom świeckim, uzyskane na samych tylko pątnikach, na czysto, lądujące w skarbonkach miejscowych duszpastuchów i w kieszeniach lokalnej ludności, handlarzy, sklepikarzy, hotelarzy i medalikarzy idą w miliardy. W miasteczku mającym 10 tysięcy mieszkańców jest 39 hoteli. Ale w momentach szczytów pątniczych także miejscowa ludność dorabia wynajmem pokoików czy samych tylko łóżek na noclegi. A i zbyt masowo produkowanych dewocjonaliów jest gwarantowany. Bo jakiż pątnik nie kupi medalika, poświęconej świeczki i świętego obrazka w świętym miejscu?
.

Do Fatimy pielgrzymowali nawet papieże – Paweł VI, czy santo subito. Ten drugi dwukrotnie. To też podnosiło prestiż świętego miejsca. Choć, na zdrowy rozum biorąc, papieskie pielgrzymki były upokorzeniem dla białych papów – to nie Fatima pielgrzymowała do Watykanu a Watykan do Fatimy. Mahomet musiał ugiąć się i sam przybyć do stóp Góry. Ale wpływy z Fatimy do watykańskiego skarbca z nawiązką to upokorzenie wyrównują.

 

Ten ktoś, kto wymyślił Fatimę – objawienia, cuda ze Słońcem i uzdrawianiemtajemnice fatimskie – a następnie przeprowadził jej promocję przy pomocy nagłaśniania owych cudów zasługuje na Nobla z ekonomii. Pokazł, jak zarabiać na niczym poza wymyśloną bajką miliardy. Nosa do robienia interesów na cudach kk miał zawsze – od samego początku. I tego nosa i cudów nigdy nie zapomina wykorzystywać. A już sobie wyobrażam, co będzie się działo w Fatimie każdego 13 od maja do października w tym roku – wszak  będzie to setna rocznica cudownych objawień. Każdego 13 od maja do października miasteczko będzie przeżywać stan oblężenia. To będzie prawdziwe szaleństwo. I prawdziwy biznes…

.
Podsumowanie – Fatima to kokosowy interes i świetny biznes. Roczne dochody idą w miliardy. Mało co sprzedaje się tak świetnie jak cuda, bo choć nie mają żadnej gwarancji, naiwniaków kupujących je nie brakuje nadal. Zastanawia mnie przy tym wszystkim wszak jedna, ignorowana całkowicie przez wierzących i duszpastuchów sprawa. No bo skoro matka boska tak bardzo we wszystkich objawieniach prosi czy wręcz domaga się, aby wszyscy ludzie uwierzyli w nią, jej synalka i jej konkubenta Jahwe, to dlaczego postępuje tak niemądrze? Przecież jest matką boską, z boskim nieomal umysłem. Jeśli więc rzeczywiście chce, aby wszyscy ludzie w nią uwierzyli i nie grzeszyli, to przecież jest na to dziecinnie prosty i niezawodny sposób. Aż dziwię się, że matka boska na niego jeszcze nie wpadła. Co rok biały papa w Watykanie wygłasza orędzie Urbi et Orbi. Na placu przed bazyliką transmitują je setki ekip telewizyjnych z całego świata. Dlaczego tam właśnie, w tym momencie matka boska się tam nie objawi? To byłby największy hit w historii ludzkości – setki kamer transmitują LIVE cudowny taniec Słońca, potem spadające z nieba kwiaty (to też rzekomo było w Fatimie) a wreszcie ukazującą się nad Watykanem postać matki boskiej na niebie i dobiegający z góry jej donośny łagodny głos:

„Jestem matką boską, królową nieba. Chcę, aby wszyscy ludzie uwierzyli we mnie, w mojego syna i w pana Boga. Chcę, aby ludzie się modlili, odmawiali różańce, aby Rosja się nawróciła (to też było w Fatimie) i aby kobiety nie nosiły spodni.”

UUUFFF… Po takim objawieniu transmitowanym live na cały świat, w ciągu jednego dnia nawróciłyby się miliardy ludzi. Łącznie z prezydentem Putinem i rosyjską cerkwią. A  tu nic! Matka boska, królowa nieba gra w ciuciubabkę, w chowanego – i jeśli się objawia, to zawsze gdzieś na zadupiu, kilku dzieciakom lub pojedynczym religijnym histerykom. Ale nigdy nie tam, gdzie lecą transmisje live. Zresztą, na jej objawienie jeszcze lepszym momentem byłaby transmisja otwarcia igrzysk olimpijskich, czy finał mistrzostw świata w piłce nożnej. Miliardy widzów i miliardy nawróconych natychmiast. A ona się tymczasem szwenda po jakichś zadupiach i tam objawia się nieomal konspiracyjnie, marnując czas i szansę na nawrócenie całej ludzkości. Czego tak bardzo sobie przecież życzy. I jeszcze się złości, że ludzie nie wierzą. Postępuje więc tak, jakby wcale jej nie zależało na tym, aby cała ludzkość w nią uwierzyła, się nawróciła i nie grzeszyła. I żeby baby nie łaziły w gaciach. Aż dziw, że matka boska mająca za doradców boskiego syna, wszechwiedzącego konkubenta pana boga Jahwe, archaniołów i tysiące świętych postępuje tak nieroztropnie. No ale właśnie – w religiach abrahamowych najważniejsza jest wiara – błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli
.

Nigdy nie będę błogosławiony…
.
O ileż mądrzejsi są bogowie Słowian. Nie każą nikomu w nich wierzyć. Nie wygłupiają się z jakimiś objawieniami na zadupiach. Nie wymyślają zakazów i nakazów. Nie stawiają żądań. Po prostu są. I pewnie cieszą się, widząc, jak Słowianie cieszą się życiem, tańczą, śpiewają.
.
https://opolczykpl.files.wordpress.com/2015/04/ognisko.jpg?w=660
.
.
I to im wystarcza…
.
Słowianom też…
.
.
opolczyk
.
.
precz z jahwizmem
.
.
Ręce Boga

Obrońca Słowiańszczyzny – Stanisław Wyspiański – tekst Tomasza Zielińskiego

.
2
.
XIXw to ostatni wiek kiedy żył na naszej ziemi Lud. Wówczas miało miejsce ostatnie starcie cywilizowanego życia ze Starym Porządkiem. Ostatnie w historii ale nie ostatnie w ogóle. Zobaczycie. Od pewnego czasu zajmuję się wyszukiwaniem wątków pogańskich i rodzimowierczych w naszej literaturze. O Wyspiańskim pisałem już wielokrotnie, i podoba mnie się jego baśniowe, nieziemskie spojrzenie na wiele spraw. Tym razem chciałem przekazać Jego nieoceniony wkład w opis prawdziwego życia potomków dumnych Słowian w ponurym XIXw.
.
Stanisław Wyspiański wcale się nie kryje kto jest przeciwnikiem Narodu Słowiańskiego, aż nadto wyraźnie podkreśla to w swoich dziełach. Ostro atakuje przywleczoną religię katolicką i związanych bezpośrednio z nią ”starszych braci w wierze”. Dwa szkodliwe pojęcia, które zatruły umysły Słowian są równie zgubne: „Bóg” i „Pieniądz”. W wielu miejscach są one nawet tożsame. Stanisław nie pozostawia na nich suchej nitki.

.
3
Błażej Czepiec wraz z małżonką

.
Wesele rok 1901

.
Poniższy cytat odnosi się do żyda, który dzierżawi karczmę, okrada i rozpija Naród Polski. Słowa poniższe wypowiedziane są przez samego wójta i to prosto w twarz tego oszusta.
.
Czepiec
.

Ty psie ścirwo,
konic twój? Łżesz! Z nas się żywią,
ssają naszą krew – grosz łudzą,
nasze syćko świństwem brudzą.

.
Trafnie opisuje ich sposób działania, do dziś pozostaje on ten sam tylko środki się zmieniły. Skutek pozostał. Paskudzenia i upodlania wszystkiego co dobre.
.
Dalej:
.
Czepiec
.

Cy kaci?!
To któż moich groszy złodzij,
czy Żyd jucha, cy dobrodzij!?

.
Jak to trafnie ujął Błażej Czepiec obydwie te postacie pasożytują na Narodzie Słowiańskim: judaszowe plemię i klecha judeochrześcijański.
.
Pozostaje wrócić do początków owego nieszczęścia – X w i przyniesienia na naszą ziemię tej zarazy. Wyspiański zawarł to oczywiście „Weselu”. Wspomina o tych podstępnych działaniach Dziennikarz. Teraz popatrzmy na „szyfr wojny” autora. Dziennikarz = Kronikarz. Cofamy się o 1000 lat i mamy opis owych tragicznych wydarzeń:
.
Dziennikarz –> Kronikarz
.

ród pamięta, brat pamięta,
kto te pozakładał pęta
i że ręka, co przeklęta,
była swoja…

.
4
.
To jeden ze sztyletów wbitych w Słowiańszczyznę. Czy on to przeważnie interesował się jak napełnić swój Mieszek, i stąd przezwisko? Niepiśmienny książę zdołał jednak podpisać Dagome Iudex oddający naszych przodków w niewolę, zbrodniarz jest pokazany ze swoimi katowskimi narzędziami: krzyżem do niszczenia Dusz i mieczem do ranienia ciała.
.
16
.
Jeden z naszych Słowiańskich Bogów, symbolicznie przewrócony, wmurowany w ścianę kruchty przed zakrystią. Dla starych Duchów nie ma miejsca w środku.

.

5
.
Dziennikarz –> Kronikarz
.

w pijaństwie duszę zabili,
a nie mogli zabić serca.
Zostało serce, co woła,
spłakane u bram kościoła,
skrwawione u wrót świątyni

.
Tak to czuł nasz Stanisław Wyspiański owe przełomowe wydarzenie: przywleczenie chrześcijaństwa. Ale wie, że nadal jesteśmy Słowianami chociaż tylko w samym środku. Wyspiański nie pozostawia suchej nitki na kanibalistycznych obrzędach przeprowadzanych w różnych kościołach, sprawy te są zupełnie obce rodzimowiercom.
.
Stańczyk –> Stanica i ostoja pogaństwa
.

a ty z trupami pod rękę
będziesz szedł na Ucztę–mękę    [to pewnie jakaś Msza]
i jako potrawy żuł,
czym się tylko kiejś kto truł; [to jakiś jad musi być]
wsączał w siebie i pił,
czym tylko kto gdzie gnił;
czy to ma być twoja krew [a tu płynna trucizna]

.
W skrócie „katolicka msza” nawiązuje do pewnych wydarzeń sprzed lat: „pragnąłem spożyć Paschę z wami, zanim będę cierpiał”
.
dla Słowianina trucizna do żucia to:
.

„Następnie wziął chleb … i podał mówiąc:  To jest Ciało moje”
a płynne zło to:  „Ten kielich … Krwi mojej”

.
Niech zgadnę co ten opis ma sugerować? Kto nam zatruwa życie? Czy nam jest to konieczne do życia? Bo do szczęścia na pewno nie.
.

.
6
.

„Klątwa” rok 1899

.
Słowiański Czarownik zwany Pustelnikiem pragnie zdjąć ze wsi i jej mieszkańców zgubną klątwę wywołaną przez złe uczynki katolickiego księdza. Ów klecha obwinia natomiast Lud „niezbożny” za taki obrót sprawy.
.
Tak widzą tego Pustelnika inni:
.
Ksiądz
.

Kto?! Ten czarownik! – Czary, gusła!!

Guślarstwo zna i czyni.
… niby wróżbita –

.
Dzwonnik:
.

człek, mówię, święty; pokutniczy
żywot hań w leśnej ma kaplicy;
ludziom poradził nieraz,
choć już zwątpili wszelkiej radzie
… bo to wszystko
co oni czynią, zamawiają
to jest ta wiara stara.

.
Nasza pradawna wiara przeżyła gdzieś na skraju, już w miastach jej nie uświadczy się. Wiara Słowiańska nadal żywa walczy z silniejszym materialnie przeciwnikiem. W końcu stajemy się świadkami bezpośredniego starci owego Słowiańskiego Czarownika z judeochrześcijańskim bezczelnym uzurpatorem. Musiało do niego dojść:
.
Ksiądz
.

Znajcież, że kościół nie pozwala
Na te praktyki, co czynicie.

.
Pustelnik
.

Biada, pasterzu, że winicie,
błędem piętnując, co wiek z wieka
tajemną trwogą czci i szanuje
pamięć człowieka

.
Stary sposób życia przynosił szczęście i bogactwo naszemu Narodowi. Obca krew i towarzyszący jej „porządek” jest dla nas nad wyraz niszczycielski. Pustelnik cały czas stawia opór nawałowi chrystowierców, a Lud popiera jego działania w całej rozciągłości.
.
Ksiądz
.

Ksiąg Bożych gadam Słowo Boże,
co są w me ręce powierzone,
siedmioma zwarte pieczęciami.

.
7
.
Dla Wyspiańskiego ową księgę opisuje liczba 7
.
Aby zrozumieć symbolizm Stanisława Wyspiańskiego wypada trochę znać się na czarach i lub jednej z „tych tajemnych” dziedzin: numerologii. Tylko trochę przybliżę temat bo „nauka” współczesna nie zaprząta sobie tym głowy.
.
Dla przykładu pięć może oznaczać czary i magię:
.
8
.
sześć to raczej materializm, pieniądze lub złoto (dla nas: to zło)
.
9
.
siedem to nieszczęście cywilizacji, siedmiodniowy tydzień niewolniczej pracy.
przekleństwo lub prościej klątwa:
.
10
.
tak widzę siedem: szczęśliwa liczba ale… nie dla Nas
.
Wiele kultur unika znaków wskazujących na 6 lub 7. Kreski, pióra, płomienie, liście są tak rysowane aby nigdy nie pojawiały się w takiej ilości. Mędrcy z różnych stron świata unikali tych liczb jak tylko mogli.
.
11
.
Wracając do dramatu „Klątwa” nadal trwa dialog głównych graczy, a temperatura jego rośnie:
.
Pustelnik
.

Wielkie snadź muszą być te winy,
Po które Boża ręka sięga;-
daleko szukać tu nie trzeba,
są jawne! – Przed oczami Wam!

.
Ksiądz
.

… Kto jest winny! – ?

.
Pustelnik
.

Kto?! – Ty sam!!

Tyś przeklęty!
co klątwy piętno masz na czole!

.
Dalej Pustelnik zamiast różnych katolickich guseł proponuje wykonanie starego Słowiańskiego Obrzędu, rozpalenia stosu ofiarnego aby jego dym okrył nieboskłon, podam tylko fragmenty symboliczne:
.

Sprząc czarnorogich wołów czworo,
tymi dwie sągi ciężkich kłód
trza na dalekie wywieźć pole
ugorne, puste,
skądby nie widać wsiowych chat

.
Ten fragment padnie później z ust samego Księdza, zna on prawa i zwyczaje ale fanatyzm zaślepia go. Też sam rozmawiałem z różnymi kapłanami, którzy znają nawet imiona naszych Bogów i pewne zwyczaje Słowian. Ale cierpią na tę samą chorobę co wspomniany Ksiądz i odpędzają „grzeszne myśli”.
.
Tak się złożyło, że jedynym polem leżącym odłogiem była ziemia owego księdza. Jedną z win tego „sługi bożego” było dwoje dzieci z Młodą – kobietą z nim mieszkającą. To ta trójka zapłaciła za winy Kapłana a nie on sam.
.
Pustelnik zalecił ludziom złożenie na stosie płodów ziemi, odpowiada to Słowiańskim Zwyczajom sprzed wieków. Młoda za bardzo przesiąknięta katolicyzmem chciała siebie sama złożyć na tym stosie aby zmyć z siebie domniemane winy. Fanatyzm i strach przed piekłem doprowadził ją do obłędu i śmierci. Tak ją zatruła ta ślepa „wiara”.
.
Pustelnik przeczuwając najgorsze stanął jej na drodze i tymi słowami próbował odwlec ją od tego tragicznego zamiaru:
.
Pustelnik
.

Po was niczego nikt nie czeka.

Was do niczego nikt nie wzywa

Na tobie nikt nie szuka kary

.
Młoda
.

Samiście rzekli: trza ofiary.

.
Pustelnik
.

Ofiary z żywych płodów ziemie

Umysł ci splątał się niebodze,
Zmyślonych gróźb podnietą

Jakąż obłędną rwiesz się siłą – !
Patrz, by cię złe nie omamiło

.
Nie byłoby katolicyzmu na naszej ziemi – nie było by takich tragedii. Zemsta jest ślepa i często trafia w osoby postronne. Każdy musi sam się domyślić co to jest ta „Klątwa”, którą przywołał Stanisław Wyspiański. Czy to susza niszcząca ziemię, czy przywleczona religia niszcząca wszystko? Można było posłuchać mądrej rady Sołtysa.
.
Sołtys
.

Trza poszanować Wiary stare;
księdza co słuchać nie ma.

.
12
.

Tragedia:  Sędziowie rok 1900

.
Stanisław Wyspiański poruszył też trudną sprawę, działalności żywiołu żydowskiego na naszej ziemi. Przy pomocy lichwy żyd doprowadził majętnego człowieka do bankructwa i upodlenia. Ani jeden grosz nie pochodził tam z uczciwej pracy, tylko dzięki: hazardowi, sprzedaży trunków lub pożyczek. To są niektóre z zarzutów stawianych przez polskiego gospodarza:
.
Dziad:
.

Żeś mię gnębił biedaka, – lichwiarzu

Żeś mi dziecko pohańbił w niewoli.

Że ssiesz wszystką jej pracę i siłę,
jakeś ze mnie wyssał własność moje.

.
Po wielu latach ten pokrzywdzony Dziad okłada klątwą lichwiarza, który przejął jego majątek i teraz mieszka w dawnym jego dworze. Tak chce się zemścić na swoim prześladowcy. Ma do tego całkowite prawo moralne.
.
Dziad:
.

Ja czort święcony. –
doczekasz ty, – jaką ja niedolę
na cię zwlokę – za moją sromotę
I za córkę, za dwór, łąki, role,
że ty pójdziesz, tułacz, kij tułaczy
w rękę. – Ty… poznasz, co znaczy
nieszczęście, – bo nieszczęście to ja.

.
Stary żyd Samuel obawia się o swoje wpływy i planuje, wraz ze starszym synem Natanem, kolejną zbrodnię – zabicie służącej, panny Jewdochy, bo za dużo wie, a winę chcą zrzucić na jej ojca – Dziada. Aby znów ten człowiek trafił za kratki. Przytoczę fragmenty dialogu, tych zakulisowych działań:
.

– Ino, że jak tu tę zdradę przygotować?
– Trzeba myśleć… –
–         Obmyśleć.
                    Wykonać.
– A rzecz przysądzić…   …Innemu.
– Juści niewinnemu.

.
Jakie skuteczne metody sprzed ponad stu lat aby zachować bogactwo i pozycję! Lista win owej ludności napływowej jest dłuższa ale zatrzymam się na chwilę przy owej nieszczęsnej dziewczynie o imieniu Jewdocha. Imię to przeszło do nas z j. rosyjskiego „Евдоха” a tam trafiło z greki i oznacza Życzliwą. Taką jest ona w rzeczywistości. Jest ona jedyną trochę pogańską postacią tej tragedii:
.
Jewdocha:
.

Kościół, ojcze, nie jedyny
Boży dom.

.
Jak na Wyspiańskiego jest to niebywałe. Ale widocznie na czym innym próbował zogniskować uwagę czytelnika. Biedna dziewczyna Jewdocha, została służącą żydów w swoim dawnym domu, po tym jak lichwiarze przejęli go za długi. Uwiedziona przez Natana urodziła mu dziecko. Jednak dziecko to dla takiego „samca alfa” niepotrzebne obciążenie i zmusił on matkę do „pozbycia się” go. Tak ją struł psychiczne, że nie wytrzymała i pozbawiła życia bobasa. Tak samo uczyniła Młoda ze swymi dziećmi w dramacie „Klątwa”. Pod obcy butem i pod obcymi zwyczajami to dzieci są przeszkodą a kobiety tylko tanimi obiektami seksualnymi. U Słowian nigdy tak nie było ale po rozpanoszeniu się różnych naleciałości „abrahamowych” i ich nowych „wartości”– stało się to codziennością na polskiej wsi.
.
Kolejnym osiągnięciem „starszych braci” jest czynny udział w stręczycielstwie, sprzedaży młodych kobiet.
.
Jewdocha
.

Zdam, powiem, rozkrzyczę,
co wy oba z ojcem za przekupnie,
jak wy ludzi w światy wywozicie
na przedaj

On ich tam nie wiedzie do żadnej roboty, ino na
zepsucie. – Ja go znam.

.
Sędzia
.

To pan nie wiesz, gdzieby one poszły?

.
Natan – żyd kierujący tym procederem
.

A bo to mnie już nie obchodzi

.
Żandarm
.

A to jest nie dozwolone

.
Natan po szarpaninie z Urlopnikiem – bratem Jewdochy śmiertelnie ranił ową dziewczynę. Samuel pragnął zrzucić winę na Urlopnika i gdy niezbyt wprawnie opowiadał swą wersję wydarzeń przed sądem, zaraz wpłacił za Natana kaucję aby zbrodniarz ów odpowiadał z wolnej stopy. Tego już było za wiele – młodszy ukochany  syn Samuela – Joas wskazał na prawdziwego przestępcę. Lecz jego serce tego nie wytrzymało i umarł. Tak klątwa Dziada trafiła lichwiarza i ten się załamał.
.
Ta tragedia niestety wydarzyła się w 1899r. Stanisław Wyspiański oparł swe dzieło na prawdziwych wydarzeniach, mających miejsce, we wsi Jabłonica. Nawet imiona postaci: Jewdocha Abramczyk, która żyła 19 lat i Natan M. zostawił takimi jak były w rzeczywistości. Wnuczka autora miała zbyt miękkie serce aby przeczytać dzieło swego dziadka. Z książką „Sędziowie” otrzymałem opracowanie jej z roku 1939r. Przytoczę jego fragment:
.
Autor Jan Dürr:
.
Str. 15    W myśl nauk Talmudu, które mówią, iż „żyd jest zawsze dobry, bez względu na jakiekolwiek grzechy, które go skalać nie mogą, jak błoto nie plami jądra orzecha, lecz tylko jego łupinę” (traktat Chagiga 15b), w bezwzględnej walce o bogactwo SAMUEL nie przebiera w żadnych środkach.
.
Włos się na głowie jeży, od takich opowieści. Tak samo to czuł Stanisław Wyspiański i zwlekał z publikacją. A ostateczną, drugą wersję tej tragedii wystawił tuż przed śmiercią w 1907r.  Polski autor bardzo szczegółowo opisał zwyczaje, stroje i działania żydowskiej mniejszości. Mnie spodobały się ich barwne imiona, obecnie prawie nie stosowane. Widać, że autor bardzo dobrze się na tych ludziach znał. I poznał.
.
Jak wyglądał nieszczęsny XIXw, opisany w tragedii „Sędziowie”
.
Jukli – drobny kupiec żydowski
.

A kto ma myto? Stary Samuel. A kto ma trafikę? Stary Samuel. A kto ma loterję? Stary Samuel. A kto ma tartaki? Stary Samuel. A kto ma dostawy wojskowe? Stary Samuel. A kto spławia drzewo? Stary Samuel. A kto ma majętności i włości? Stary Samuel.

.
To teraz cofnijmy się trochę w czasie…
.
13
.
Jak wyglądało życie naszych przodków Słowian 1000 lat wcześniej: cała ziemia z budynkami należała do Słowian, tak samo jak lasy, pola, łąki, dzika zwierzyna, wszelkie kopalnie odkrywkowe. Także wyroby rąk ludzkich: wszystkie warsztaty, kuźnie, stocznie. Prawo stanowili dla siebie Sławianie a nie jakieś obce przybłędy. Nikt nie wpuściłby przestępcy czy bandyty do grodu. Nie tylko dlatego, że domów się nie zamykało na klucz ale w obawie o swoich najbliższych.
.
Albo będziemy żyli na Słowiańskich zasadach albo zostaje nam wegetacja. Nasi wrogowie już się o to postarali aby nas zepchnąć w otchłań. A Stanisławowi Wyspiańskiemu Sława za to, że nam o tym przypominał wielokrotnie. I ostrzegał przed złem – jak troskliwy Ojciec.
.

Dzieła Malowane:  Madonna z Dzieciątkiem

.
14
.
Stanisław był również geniuszem rysunku i malarstwa. Zawsze starał się ukrywać dodatkowe treści tak aby cenzura przepuszczała jego dzieła. Owa „Madonna” to kobieta w stroju ludowym, która jest bardzo mocno okryta płaszczem. Jej rysy są typowo słowiańskie. Zło jest symbolicznie przedstawione jako 12 gwiazd. Złote gwiazdy krążą wokół kobiety i dziecka, ale im nic nie mogą zrobić. Gwiazda nr 6 i 7 wbiła się w płaszcz, jednak to ubranie jak tarcza chroni istoty znajdujące się wewnątrz. To ten „Płaszcz Ziemi” chroni Matkę przed złem.
.
Łuna wokół głowy to „Ogień Miłości” nie parzy istot żywych tylko topi koronę, która tu tylko przeszkadza. Dwie dziewczynki zabierają ten kawał blachy. Ta z lewej ma niemal wyprostowane ręce, nie może zatem niżej położyć tej korony, chce natomiast jak najszybciej odrzucić to żelastwo. Ta z prawej misternie zdejmuje ten przedmiot. Starannie nieomal jak saper. Matka Ziemia nie potrzebuje takich atrybutów władzy. Nie oczekuje na żadną „koronację” – wręcz przeciwnie.
.
Gwiazdy heksagonalne wskazują na materializm (wspomniana cyfra 6). To on zagraża Matce Ziemi. Z samej Ziemi wyrastają kwiaty, usunięcie korony przyniesie miejsce na nowe rośliny czyli nowe życia.
.
Na zakończenie kilka słów o mnie. 9 – taka liczba prowadzi mnie przez życie. Tak ją przedstawia Przyroda:
.

Whirlpool vortex in water

wir na półkuli północnej

.
1
żmija zygzakowata – dla Słowian, Prusów i Indian to święte gady

.
W różnych kulturach ten symbol ma różne znaczenia. Dobre też.  Stanisław Wyspiański rozdzielił swój niewielki majątek pomiędzy czwórkę dzieci, każdemu zostawił po równo.  Cały swój dorobek literacki pozostawił Nam. Mamy z niego korzystać i bronić aby obcy nie robili interpretacji naszych dzieł i nie mówili nam co mamy o nich myśleć.
.
TZ
.

 

*******************************************************

.

Jest to kolejny tekst Tomka Zielińskiego o Stanisławie Wyspiańskim. Poprzedni opublikowałem tu:

https://opolczykpl.wordpress.com/2014/09/17/wesele-czy-jednak-weles-tomasz-zielinski/

.
Stanisław Wyspiański znacznie bardziej zasłużył na miano wieszcza narodowego, niż gorliwy krystowierca, mesjanista Mickiewicz, zapędzający Polaków do wiary w nadjordańskie gusła.
https://pl.wikisource.org/wiki/Ksi%C4%99gi_narodu_polskiego_i_pielgrzymstwa_polskiego
.
Odpowiada on także za obraz „patriotycznego” Żyda Jankiela w Panu Tadeuszu:
.
„Żyd poczciwy ojczyznę jako Polak kochał“
.
„Ojczyznę” kochał, bo karczmę dzierżawił i rozpijał Polaków… Jakaż różnica jest w przedstawieniu Żydów pomiędzy Mickiewiczem i właśnie Wyspiańskim. Według obecnie panującej poprawności politycznej Wyspiański to nie kto inny a… „antysemita” –  dlatego, że bez ogródek pisze o haniebnych procederach uprawianych przez Żydów. Kto wie, czy nie było to jednym z powodów, że nie wykreowano Wyspiańskiego na wieszcza. Nawet Słowacki, choć ostro krytykował papiestwo (za brak poparcia Watykanu dla szaleńczych powstań):
.
Krzyż twym papieżem jest – twa zguba w Rzymie!
.
był w sumie żydowiercą:
.
Ciebie anieli niebiescy ostrzegą
O każdéj czarze – czy to w niéj przez wroga,
Czyli przez węża i pająka swego
Wlane są jady. – Jesteś córką Boga
I siostrą jesteś Ukrzyżowanego.
.
I tak to owi „wieszcze” zatruwali jadem żydzizmu dusze Polaków. Wyspiański wyraźnie dostrzegał zło krystowierstwa opisane wcześniej i przez Zoriana Dołęgę-Chodakowskiego:

.
Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi.
.
Niestety ta prawda do dzisiaj nie dociera do zaślepionych krystowierców. Ale przykład Stanisława Wyspiańskiego pokazuje, że można się tej dżumie przeciwstawić i przed nią obronić. Tomek umieścił w tekście informację o Kamieniu Świętowita wmurowanym w krystowierczym kościele. Proszę zwrócić uwagę, że tak jak przywłaszczony Kamień Świętowita wykorzystali krystowiercy do budowy muru ich kościoła, tak samo wiele pogańskich zwyczajów, obrzędów i świąt także sobie przywłaszczyli. Tyle, że ten przywłaszczony Kamień stanowi tylko mały fragmencik tamtego kościoła. Natomiast obrzędy, zwyczaje i święta zrabowane poganom, w tym i Słowianom, stanowią prawie całą „budowlę” krystowierstwa. Gdyby wszystko co pogańskie odrzucili, zostałyby im tylko drogi krzyżowe, symboliczny kanibalizm (komunia), spowiedź i pokuta. Bo nawet chrzest czy terminy kapłan, świątynia, święty przywłaszczyli sobie od pogan. I jeszcze jedna uwaga – u Słowian mitologiczny Żmij był postacią pozytywną i przychylną ludziom. U krystowierców nazwanie kogoś plemieniem żmijowym było obrazą. Wykreowaniu żmiji/węża jako symbolu zła posłużyła żydo-biblijna bajka o raju i skuszeniu w nim przez węża właśnie Ewy i Adama do spożycia owocu poznania dobra i zła. Wciąż nie pojmuję, co było w tym „złego”? Przecież to właśnie dzięki wężowi pierwszym biblijnym ludziom – jak potwierdza to nawet żydo-biblia – otwarły się oczy: „A wtedy otworzyły się im obojgu oczy” i „Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło…”. Gdyby nie wąż, ludzie pozostaliby nadal w raju, tyle że nadal byliby bezmyślnymi prymitywnymi hominidami nie odróżniającymi dobra od zła. I w takim stanie jako parobków w raju potrzebował ich Jahwe. To dzięki wężowi człowiek stał się istotą myślącą – wbrew woli biblijnego Jahwe. Dlaczego więc Jahwe uznawany jest za symbol dobra a wąż za symbol zła? Tak to judaizm i krystowierstwo odwracają symbolikę – zło staje się dobrem, a dobro złem.
.

.
opolczyk

.

.

precz z jahwizmem

.

.

Ręce Boga

Słowiańskie klimaty czyli wojna kultury z anty-kulturą…

.

Słowiańszczyzna

.

Dopadła mnie chandra. Ostatnio zbyt wiele czasu zajmowałem się duchowymi i umysłowymi zboczeniami wywoływanymi przez nadjordańskie idiotyzmy. Na szczęście od dawna mam na to skuteczne lekarstwo. Zawsze na duchu podnosi mnie ten utwór:
.

.
Działa na mnie jak wezwanie, jak pobudka, jak zew! A skoro już jesteśmy przy Słowiańszczyźnie Wschodniej i rosyjskim pogaństwie – polecam poniższy utwór Nikołaja Emelina:
.

.Proszę zwrócić uwagę na reakcję publiczności pokazanej parokrotnie podczas tego występu – ogromna większość tych ludzi jest już dla nadjordańskiej dżumy w wersji „prawosławie” nieodwracalnie stracona. Ci ludzie poczuli ich słowiańskiego ducha i na łańcuch przykuwający ich do rzymskiej szubienicy już się nie zgodzą. I co jeszcze bardziej cieszy – to pod wpływem tego utworu znany rosyjski bokser Aleksandr Powietkin odzyskał słowiańską tożsamość i na arenę przy okazji ważnych walk wkracza przy dźwiękach „Rusi”:
.

.
Ostatnim bastionem wolnej Zachodniej Słowiańszczyzny była Arkona. Po czterotygodniowym oblężeniu przez hordy krzyżowców- szubieniczników padła 12 czerwca 1168.
.

.

.

W Altenkirchen leżącym w pobliżu zniszczonego grodziska Arkony krzyżowcy-szubienicznicy wmurowali w ścianę żydłackiego kościoła kamienną płytę przedstawiającą Świętowita.
.

gard1_altenkirchen1
.
Najprawdopodobniej zrabowana została w zburzonej Arkonie. Aby Słowian jeszcze bardziej upokorzyć, płytę wmurowano tak, aby Świętowit był w pozycji leżącej, symbolizującej upadek tego słowiańskiego boga. Przyjdzie czas, że ją odbierzemy
.
Mimo zaciekłego niszczenia Słowiańszczyzny duch i kultura słowiańska przetrwały. Zainteresowanie nimi widać we wszystkich krajach słowiańskich – w Rosji, Polsce, Czechach, Słowacji, Chorwacji, Serbii, Słowenii, na Białorusi i Ukrainie. Nawet w Niemczech wschodnich są ludzie kultywujący pamięć o kulturze Słowian. I cóż z tego, że robią to po niemiecku? Lepiej jest pielęgnować kulturę słowiańską w języku niemieckim, niż w słowiańskim – w tym i polskim – czcić nadjordańskie bałwyny.
.

W Polsce istnieją związki i organizacje rodzimowiercze. Ale jest znacznie więcej Polaków niezrzeszonych organizacyjnie, którzy interesują się kulturą słowiańską. Jedną z form tego zainteresowania są utwory o Słowiańszczyźnie. Polecam dwa z nich. Pierwszy jest przepiękną, przepełnioną spokojem, słowiańską modlitwą do Matki Ziemi:
.

.

Drugi jest balladą o drzewach:
.

.
Przebija w nim pamięć o krwawym podboju Słowian ale i nadzieja, że duch Słowian nie zaginął. Ale kulturę Słowian promować można i tańcem. Przepiękny tego przykład dał zespół taneczny z Ełku.
.

.
Poczucie tożsamości słowiańskiej może obudzić w człowieku i ten utwór.
.

.
Tyle że na tego autora należy uważać – ma też wściekle fanatyczne ogłupiające krystowiercze utwory. Widać że on sam nie obudził się do końca. Albo szuka szerszej publiki kokietując nadjordańczyków-szubieniczników.
.
Utworów, pieśni i piosenek o kulturze Słowian jest naturalnie o wiele więcej. Ich ilość cieszy i napawa nadzieją. Ja wybrałem te, które lubię najbardziej. Coraz większą popularnością cieszą się też prastare słowiańskie zwyczaje i obrzędy. Wprawdzie większość z nich przejęło krystowierstwo nadając im nadjordańską interpretację, ale niektóre z nich jak Topienie Marzanny czy Kupalnocka nijak do nadjordańskiej ideologii nie pasowały. Próbowano więc wytępić je i zastąpić własnymi szubienicznymi wymysłami. Ale one przetrwały. Ogniska kupalne palone są obecnie w całej Polsce. Towarzyszą im tańce i śpiewy:
.

.


.

Urządzane są nawet spektakle i inscenizacje kupalnockowe w plenerze.
.

.
Próba zdublowania Kupalnocki tzw. „nocą świętojańską” okazała się totalną klapą. Wprawdzie wielu uczestników inscenizacji kupalnockowych urządzanych w miastach nadal bezmyślnie nazywają je „świętojańskimi”, ale i oni mają świadomość tego, że jest to prastara tradycja słowiańska. Jeszcze większą popularnością cieszy się pogański obrzęd topienia/palenia Marzanny.
.

.

.

.
Ma zasięg naprawdę ogólnopolski. Choć zaciekle zwalczany był przez całe krystowiercze milenium. Przetrwał na wsi (z której zawitał obecnie i do miast). Nie dziwi to. Wszak jak pisał w pierwszych dekadach XIX w. Zorian Dołęga-Chodakowski (Adam Czarnocki):
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
.
Obecnego budzenia się kultury słowiańskiej rzymska szubienica już nie powstrzyma. Wściekłość duszpastuchów krakowskich wywołało np. reaktywowanie ok. roku 2000 pogańskiej Rękawki przy Kopcu Krakusa – kto to widział, aby w mieście JP nr 2 urządzano pogańskie obchody? Ale ludzie chcący słowiańskiej kultury tym jazgotem nie przejmowali się. Obecnie Rękawka ściąga tysiące ludzi. Jej główną atrakcją są inscenizowane bitwy rycerskie.
.

.
.
Ale są i stoiska z wyrobami sztuki pogańskiej. Obchody Rękawki zwalczane od X wieku przez krakowski kler zakazał ostatecznie dopiero austriacki zaborca w roku 1897. Ale już po upływie stulecia Rękawka powróciła.
.
Walka kultury słowiańskiej z szubieniczną antykulturą trwa. Słowiańską przedstawiłem już nie jeden raz. Tę drugą też. Każdy z nas ma wybór – czy woli tańczyć i śpiewać przy kupalnym ognisku, czy woli na kolanach prze wisielcem na rzymskiej szubienicy żebrać o miłosierdzie:
.
Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson.
Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.  
Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty, Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.  
Serce Jezusa, Syna Ojca Przedwiecznego, zmiłuj się nad nami (…).
.
Bla bla bla, zmiłuj się nad nami, bla bla bla zmiłuj sią nad nami  – i tak w kółko przez kwadrans. A potem następna litania. A jest ich do czorta:
http://www.chwalmyboga.pl/modlitwy/litanie
.
Albo czy woli topić Marzannę a następnie zatańczyć i zaśpiewać przy ognisku czy też woli   ponownie na kolanach żebrać o zmiłowanie podczas sado-masochistycznych dróg krzyżowych urządzanych akurat w tym samym czasie (powinno się je ze względu na drastyczne i okrutne treści zakazać dla dzieci) i klepać w kółko:
P.: Któryś za nas cierpiał rany, 
W.: Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
.
I tak całe życie na kolanach z wmówionym sobie poczuciem winy.
.
Wybieraj. Masz wybór.
.
Ja już wybrałem
.
.
opolczyk
.
.
precz z jahwizmem
.
.
Ręce Boga

 

„Płaska Ziemia” – czyli rzecz o płaskomózgowcach…

.

univ2

Tak wyobrażał sobie świat nowożytny twórca kretynizmu o płaskiej Ziemi – Samuel Rowbotham (1816 – 1884)

.
Koleżance Baśce ku opamiętaniu…
.
Zamierzałem tę sprawę ignorować, bo tylko na to w sumie zasługuje. Ale niestety ten kretynizm zatacza coraz szersze kręgi. W sieci kursuje ogrom filmów i tekstów mających udowadniać płaskość Ziemi. Można by się z tego śmiać, ale nawet ludzie z wyższym wykształceniem, demaskujący rzeczywiste spiski, w te kretynizmy wierzą. Znam pewną lekarkę, Baśkę, która jakiś czas temu próbowała mnie namolnie i z uporem przekonać do tego kretynizmu. Potem dała spokój, ale ostatnio ponownie wysłała mi brednie o płaskiej Ziemi. Co najśmieszniejsze, choć sama wie, że żydo-biblia to zwykłe oszustwo i idiotyzmy, to właśnie na to oszustwo i te idiotyzmy powołała się:
.
„Zamiast tych obrzezanych kutafonów zwalczać to najlepiej zrobić ściepę na POLSKIE MEDIA I DRUKARNIE i żeby w nich nie było ani jednego słowa na „ż” chyba, że w konstekcie prawdziwej „historii” byłego panowania tych bezdusznych gadów na tej pięknej PLANECIE, bo ziemia jest naprawdę płaska i nieruchoma, a nie jak sugerowało niejakie żydzisko Kopernik !Aha! Ziemia też jest w środku „pusta” i po to Ci to piszę, żeby Ci skoczyło ciśnienie i żebyś w końcu wyskoczył ze skorupy żydowskich kłamstw w astronomii i tej całej żydłackiej zmyślonej antynauki, kiedy już nawet żydłacka biblia mówi o okręgu ziemskim i nigdy o kuli !
http://www.politaia.org/wissenschaft-forschung/200-thesen-gegen-die-runde-erde/
.
Pozdrawiam”
.
Nie jest przypadkiem, że ogrom wyznawców tego kretynizmu (choć są od tego wyjątki) to fundamentaliści żydo-biblijni, tyle że najczęściej nie uznający kościoła świętego powszechnego katolickiego żydogennego. Choć sami są bardziej chyba jeszcze tępogłowymi wyznawcami żydzizmu. Powołują się zwłaszcza na ten starotestamentowy/tanachowy cytat: „Siedzi nad okręgiem ziemi, a jej mieszkańcy są jak szarańcze; rozpostarł niebo jak zasłonę i rozciąga je jak namiot mieszkalny”. Na szczęście ta szajba nie jest przypadłością płaskomózgowych biblijnych fundamentalistów tylko w Polsce. W angielsko- czy niemieckojęzycznej sieci krąży tyle samo tych kretynizmów. Tak więc w międzynarodowym porównaniu nie wypadamy najgorzej. Najlepiej byłoby na te brednie odpowiedzieć kpiną – nieprawda, Ziemia nie jest płaska – jest wklęsła i widać to po butach: najbardziej zdarte są na czubkach i na obcasach. Niestety są także czuby wyznające teorię wklęsłej Ziemi i dlatego taka odpowiedź byłaby przez nich przyjęta jako dowód na ich kretyńską teorię.
.
http://porozmawiajmy.tv/niebocentryzm-zyjemy-we-wnetrzu-ziemi-czesc-1-mariusz-szczytynski/
.
Szczytyński (wspominałem już kiedyś o nim) nie tylko ślepo wierzy w wklęsłą Ziemię i w żydo-biblię, ale uważa wręcz, że Noe i jego rodzina rozmawiali…po polsku. Do tego stopnia żydo-biblia może człowieka odmóżdżyć. Cechą wspólną obu kretynizmów (Ziemi wklęsłej i płaskiej) jest powoływanie się na żydo-biblię i stąd najwięcej płaskomózgowców znajdziemy właśnie na stronach i forach biblijnych fundamentalistów.
.
Z całej gamy krążących w sieci kretynizmów wybrałem jedną stronę z nimi. Oto ona:
.
https://obserwatorczasowkonca.wordpress.com/2016/06/01/plaska-ziemia-czy-da-sie-temu-zaprzeczyc/
.
Przyjrzyjmy się prezentowanym na niej „niepodważalnym dowodom” na – hehehe – płaską Ziemię…
.
„1. „Znikanie statków na morzu pod linią horyzontu, czyli zakrzywieniem na kuli”.
Po pierwsze, ludzki wzrok ma ograniczony zasięg widzenia i obiekty oddalające się od nas zanikają zrównując się z linią horyzontu, czyli tzw. „punktem zbiegu” – tak działa „perspektywa”.
Drugim aspektem jest nic innego, jak wale morskie, które również przesłaniają obraz, ale również sam statek może zmieniać swoje położenie – góra, dół.
Widoczność jest zatem zależna od warunków panujących podczas obserwacji. Najlepszym doświadczeniem ukazującym, że statek nie chowa się za zakrzywieniem jest użycie lornetki lub aparatu z zoomem optycznym…
Chodzi tylko o zasięg widzenia, który na płaskiej Ziemi zwiększa się jeśli posłużymy się do tego odpowiednim sprzętem lub znajdziemy się na większej wysokości, ale to podpunkt następny.”
.
Zamieszczony do tego filmik jest niepoważny. Statek wcale aż tak blisko horyzontu nie jest, ponadto pogoda jest zła, a powietrze zamglone. Przy bardzo dobrej widoczności i rzeczywiście silnych lornetkach, gdy statek pojawia się na horyzoncie, najpierw widać tylko jego górę, a dopiero gdy podpłynie bliżej, także cały kadłub. Marynarze opisywali często to zjawisko już w czasach żaglowców – najpierw przez silną lunetę widzieli tylko maszty, a dopiero później pojawiał się kadłub dostrzeżonych statków, jeśli ich kurs był zbieżny. Jeszcze bardziej widoczne było to w epoce potężnych parowców. Przy pomocy silnej lornetki widać było już z daleka najpierw sam tylko dym z kominów bijący spod horyzontu w górę, ale ani kawałka statku/okrętu, potem kominy, a na końcu stopniowo statek. Nawet poczas I wojny światowej (wtedy pancerniki i krążowniki były głównie parowcami) zdarzały się przypadki, że okręty wroga lokalizowano właśnie dzięki dymom z kominów bijących spod linii horyzontu w górę.
.
„2. „Na kulistej ziemi zwiększa się widoczność wraz ze wzrostem wysokości obserwatora”.
„Na płaskiej Ziemi dzieje się dokładnie tak samo i nic w tym dziwnego, ponieważ zwiększa się przekątna naszego zasięgu widzenia. Różnica jest taka, że widoczność na płaskim jest znacznie większa, gdyż nic nam się nie chowa za rzekomym ugięciem…”
.
Czyżby? Dlaczego w takim razie latarnie morskie są tak wysokie?
.
latarnia
.
Na płaskiej Ziemi budowanie tak wysokich latarni nie miałoby sensu. Gdyby postawiono na nadbrzeżu na powyższej fotografii zwykły piętrowy budynek z równie silnym oświetleniem, to na płaskiej Ziemi a przez to i płaskim morzu światło takiej niskiej latarni musiałoby być tak samo i z takiej samej odległości widoczne jak światło z wysokiej latarni. A tymczasem tak nie jest i jest na to tysiące dowodów empirycznych – każdy nawigator okrętowy a nawet zwykły majtek pokładowy wie, że np. światło z latarni znajdujące się na wys. 65 m.n.p.m (jak na fotografii) przy dobrej widoczności (przejrzyste powietrze bez mgły) widoczne jest w nocy gołym okiem z odległości co najmniej 45 kilometrów. Natomiast światło z latarni powiedzmy o 30 metrów niższej (35 m.n.p.m) przy identycznych warunkach pogodowych nie jest widoczne z tej odległości nawet przy pomocy najlepszych lornetek. Powód jest jeden – krzywizna Ziemi. Dlatego przy niższych latarniach maksymalny zasięg ich światła bez względu na jasność światła latarni i warunków pogodowych jest mniejszy, niż przy wyższych.
.
„3. „Widnokrąg jest okrągły, więc świadczy to o kulistości”.
Jest to kategoryczny błąd! Widnokrąg, to nasz zasięg widzenia dookoła głowy, gdzie horyzont zawsze pojawia się idealnie płaski – 360 stopni”
.
Błąd logiczny. Przy płaskiej Ziemi (czyli i płaskich oceanach) i przy idealnej widoczności (a taka zdarza się po deszczach spłukujących kurz i pył) takie np. Himalaje byłyby przy pomocy bardzo silnych lunet widoczne z Oceanu Indyjskiego z dowolnej odległości. Owszem, są one często widziane z odległości setek kilometrów, ale i one w pewnej odległości znikają POD horyzontem. I nie pomoże tu najbardziej przeźroczyste powietrze i najsilniejsza luneta. Krzywizny Ziemi oszukać się nie da.
.
4. „Człowiek opłynął kule ziemską dookoła”.
Twierdzi się, że na płaskiej Ziemi jest to niemożliwe…”
.
Nigdy nic takiego nie twierdziłem. Pewnie, że można pływać w kółko, ale… o tym za chwilę.
.
„Nic bardziej mylnego! Oto jak wygląda morska trasa okołoziemska na płaskim modelu Ziemi…”
.
plaska-ziemia
.
Zaznaczona domniemana trasa ma jeden katastrofalny błąd – kierunek podróży po opłynięciu Ameryki Południowej. Z dzienników pokładowych Magelana i wszystkich następców płynących przez Pacyfik od Ameryki w stronę Azji wiemy, że Słońce zawsze wschodziło rano od tyłu, od strony rufy, czyli na wschodzie i zachodziło od strony dziobu statku/okrętu, czyli od przodu – na zachodzie. Natomiast na tej grafice wschodzące Słońce musiało im najpierw świecić z prawego boku, a potem z przodu od strony dziobu. A tak nie było.
.
„Magelan oraz inni żeglarze podczas opłynięcia Ziemi ze Wschodu na Zachód, bo tylko takie kursy się obiera – nigdy z północy na południe, są często cytowani jako dowód na kulisty model Ziemi.”
.
Nie można okrążyć Ziemi na linii północ-południe. Na południu jest Antarktyda po której statkiem się nie przepłynie, a opływając ją wraca się do punktu wyścia. Na północy zaś jest Arktyka, gdzie nawet latem jest zimno i pływają góry lodowe z lodowców grenlandzkich. Zresztą w czasach Magelana miała miejsce tzw. „mała epoka lodowcowa” (od ok.1300 do 1850) i wtedy nawet latem Arktyka była zamarznięta.
.
„5. „Słońce zachodzi za horyzont”
Jest to złudzenie optyczne, które powodowane jest oddalaniem się słońca od obserwatora i w efekcie perspektywy zbliżaniem się do linii horyzontu, podczas którego widać, że słońce powoli się oddala i maleje, aż w końcu znika z pola naszego widzenia. Gołym jest to trudniej dostrzec, ale jest to widoczne w nagraniach z odpowiednią aparaturą…”
.
Kompletny odlot. Wg kretyńskiej teorii płaskiej Ziemia jest ona płaska, najczęściej okrągła (tu zdania kretynów są różne), ma średnicę kilkanaście tys. kilometrów (tu też kretyni nie są zgodni, niektórzy uważają, że jest płaska ale nieskończona), a mikro-Słoneczko o średnicy ok. 50-55 kilometrów krąży nad nią w kółko na wysokości ok. 10 tys kilometrów (patrz – animacja) – w czym też nie są zgodni.
.
180px-sunanimation
.
W takim układzie, gdy mikro-Słoneczko jest ZAWSZE tak wysoko (10 tys. kilometrów nad Ziemią), nigdy nie może zniknąć za/pod horyzontem, może co najwyżej „zgasnąć”, zniknąć, wisząc nadal wysoko nad Ziemią. Bo jeśli Ziemia ma w ich teorii powiedzmy 12- 15 tys. km średnicy, to nawet, gdy mikro-Słoneczko wisi nad jednym jej brzegiem, z drugiego nadal wisi wysoko nad horyzontem. Zgaśnie/zniknie wysoko nad Ziemią zwłaszcza w tej odlotowej koncepcji, że jest „reflektorem”. Bo wtedy, gdy wisząc na sznurku zwróci się w inną stronę, snop jego światła skieruje się też w inną stronę i nie będzie „reflektora” od tyłu widać. Płaskomózgowcy po prostu uważają Słońce za reflektor wiszący na – nie wiem – sznurku, linie, łańcuchu przymocowanym do sklepienia nieba (hehehe – oni w to naprawdę wierzą), który wisząc na nim (dlaczego, o tym później) krąży w kółko nad płaską Ziemią (jak na animacji powyżej).
.
6. „Zdjęcia satelitarne”
NASA twierdzi, że w górnej atmosferze Ziemi orbituje ponad 20,000 satelitów wysyłające nam sygnał radiowy, telewizyjny, GPS, oraz robiące zdjęcia naszej planety. Jednak wszystkie te rzekome zdjęcia satelitów są bezsprzecznie “złożonymi obrazami edytowanymi w Photoshopie!” Twierdzą, że aby otrzymać “splot obrazów” z satelitów, muszą je najpierw połączyć ze sobą tworząc złożone obrazy Ziemi, z których wszystkie są wyraźnie Obrazami Grafiki Komputerowej “CGI”, a nie fotografiami!”
.
A więc – satelity krążące nad Ziemią i robiące zdjęcia (szpiegowskie, ale i na potrzeby geologii, kartografii, meteorologii, a nawet archeologii…
http://odkrywcy.pl/kat,111412,title,Piramidy-odkryte-z-kosmosu,wid,13444536,wiadomosc.html
.
…krążą na możliwie niskich orbitach, tuż nad górną granicą ziemskiej atmosfery, czyli nieco powyżej 200, gdzieś do 300 km nad Ziemią (stacja ISS lata nieco wyżej na wysokości ok. 400 km). Chodzi naturalnie o dobrą rozdzielczość zdjęć. Na zdjęciach z odległości powiedzmy orbity geostacjonarnej (35 786 km nad powierzchnią morza) nie byłoby widać żadnych szczegółów. Robienie więc dużej ilości zdjęć z takiej odległości byłoby bez sensu. Przydatne zdjęcia, to te z najniższych orbit. I teraz pomyślmy – jeśli Ziemię mającą średnicę ok. 12 700 kilometrów wyobrazimy sobie jako kulę o średnicy 12,7 centymetrów, to w tej proporcji satelity robiące zdjęcia krążą nad nią na wysokości 2 do 3 milimetrów. A ISS na wysokości 4 milimetrów. Jaką powierzchnię kuli o średnicy 12,7 cm można sfotografować z 2-4 milimetrów wysokości? Zresztą zdjęcia takie, nawet jeśli nie są przeznaczone dla CIA i pentagońskich kartografów, obejmują zawsze tylko niewielkie fragmenciki Ziemi, robione są zawsze prostopadle w dół, gdyż robione pod ukosem za sprawą krzywizny Ziemi zniekształcałyby fotografowane wycinki Ziemi, przez co nie byłyby nikomu i do czegokolwiek przydatne. I takie właśnie wycinki należy potem poskładać, aby mieć prawidłowy obraz np. stanu zachmurzenia widziany z kosmosu.
.
„Kiedy porównamy obrazy kulistej Ziemi przedstawiane nam przez NASA, to barwy lądów, oceanów oraz wielkości kontynentów są stale, drastycznie zmieniane i różne od siebie. To dowodzi ponad wszelką wątpliwość, że wszystkie te obrazy są fałszywe!”
.
Niekoniecznie – owe kontynenty widoczne są pod innym kątem, przez co są inaczej zdeformowane krzywizną Ziemi, zdjęcia robione są różnymi aparatami, przy być może innym naświetleniu, ustawieniu aparatów i stanie zapylenia atmosfery. I stąd te różnice kolorów. Nie bronię NASA. Manipulują zdjęciami pogodowymi, aby udowodnić antropogenne „ocieplenie” klimatu. Ale na podstawie takich fotek twierdzenie, że Ziemia jest płaska to zwykły kretynizm. Zresztą, ISS  wykonała masę zdjęć pokazujących krzywiznę Ziemi. Tyle że płaskomózgowcy wszystkie je uważają za manipulację NASA. To samo dotyczy ew. zdjęć z satelitów geostacjonarnych – wszystkie okrzykiwane są „fałszywkami”.
.
„7. „Gwiazda Polarna widziana pod różnym kątem w zależności od szerokości geograficznej, oraz obracanie się gwiazd wokół niej”.
Znów kłania się zrozumienie „perspektywy” i efektu, który jest powodowany oddalaniem się od danego punktu. Patrząc z kuli ziemskiej na Gwiazdę Polarną (Polaris), położoną bezpośrednio nad biegunem północnym, nie powinno być możliwe obserwowanie tej gwiazdy w dowolnym miejscu na półkuli południowej.”
.
Kompletna bzdura. Wg płaskomózgowców biegun północny jest w samym środku okrągłej płaskiej Ziemi. Gwiazdy są przymocowane do sztywnej kopuły nieba (choć tu wersje są różne – u wielu płaskomózgowców gwiazdy są ruchome). Polaris wszak musi być nieruchoma,  znajduje się bowiem w najwyższym punkcie sklepienia niebieskiego (przypominającego namiot cyrkowy rozpięty przez bozię Jahwe nad Ziemią) nad samym środkiem Ziemi. Jest przez to wyżej niż ruchome, krążące poniżej sklepienia (na sznurku) Słońce. A więc jest wyżej niż 10 tys. kilometrów nad Ziemią i wisi w równej odległości od całej linii brzegowej. W tym przypadku, jeśli Ziemia miałaby średnicę nawet dwadzieścia tys. kilometrów to Polaris byłaby widoczna Z CAŁEJ PŁASKIEJ ZIEMI, ze wszystkich jej punktów.
.
„Aby zobaczyć Polaris z południowej półkuli kulistej Ziemi, obserwator musiałby w jakiś sposób patrzeć “poprzez glob”
.
Przez jaki „glob” płaskomózgowcu? Z jakiej południowej półkuli kulistej? Wszak Ziemia jest u was płaska a nie kulista, u was są półkola północne i południowe, a nie półkule. I Polaris wisi u was nad płaską Ziemią na samym środku nieba. I stąd musi być widoczna ze wszystkich punktów płaskiej Ziemi.
.
„a mile lądów i mórz musiałyby być przezroczyste.”
.
Po co – Polaris wisi u was NAD milami lądów i mórz a nie POD nimi!
.
„Polaris widać jednak aż do ponad 20 stopnia szerokości geograficznej południowej!!”
.
Chyba z satelity! Gwiazda Polarna nie leży dokładnie w samym północnym punkcie geograficznym nieba. Jest od niego oddalona o ok. 40 minut kątowych stopnia kątowego. Z tego powodu i ona zatacza maleńkie kółeczko wokół bieguna  – jedno na 24 godziny, przez co możemy to po prostu zignorować, bo gołym okiem tego nie widać. Z powodu odchylenia o 40 minut od bieguna nieba północnego Polaris z jednej strony kuli ziemskiej na poziomie morza może być widziana ciut poniżej równika (bo jest wtedy od równikowego zenitu odległa o 89°  i 20 minut) ale nigdy nie z 20° południowej szerokości. Za to na na antypodach na równiku nie jest już widoczna nawet z równika, bo jej położenie przekracza o 40 minut kątowych 90° od zenitu do bieguna północnego –  przez co zasłania ją Ziemia. Owszem, kilka stopni poniżej równika z wysokiej góry także ją można zobaczyć, ale nie z poziomu morza. I nigdy nie z 20° południowej szerokości.
.
„Gdyby Ziemia była kulą, krzyż południa – “Southern Cross” i inne południowe gwiazdozbiory powinny być w całości widoczne w tym samym czasie, z każdej długości geograficznej, na tej samej szerokości geograficznej tak, jak w przypadku północy z Polaris i okolicznymi konstelacjami.”
.
Bzdura i to kosmiczna – jest wręcz na odwrót – tylko przy płaskiej Ziemi w nocy każda gwiazda wisząca nad nią byłaby widoczna z każdego jej punktu, pomijając sytuację, gdy nierówności terenu, góry, drzewa czy budynki zasłaniają nam widoczność. Na otwartej przestrzeni na płaskiej Ziemi widać cały nieboskłon, całe niebo („namiot”) i wszystkie na nim gwiazdy. Natomiast przy kulistej Ziemi gwiazdy południowego nieba z północnego bieguna i na odwrót nie są w ogóle widoczne, za wyjątkiem wąskiego pasa gwiazd wiszących nad równikiem ziemskim, które dzięki zjawisku refrakcji, choć są ciut pod horyzontem można jednak zaobserwować. Tyle że są mocniej zamazane a ich pozorna pozycja jest nieprawidłowa. Płaskomózgowych ignorantów odsyłam do atlasów astronomicznych.
Aha – na biegunie południowym znajduje się obserwatorium astronomiczne i podczas długich nocy polarnych napstrykało ono wystarczającą ilość zdjęć nieba południowego.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Concordia_(stacja_antarktyczna)
.
Podobne zdjęcia, tyle że z „przenośnych” obserwatoriów astronomicznych pstrykano też z bieguna północnego. Skorupa lodu w zimie jest wystarczająco gruba, aby utrzymać teleskop. A Słońce nie przeszkadza przez pół roku. Stąd mamy dokładne mapy półkuli północnej i południowej nieba widzianego w nocy. Później jeszcze dokładnie opiszę pozorny ruch gwiazd na całej kuli ziemskiej.
.
„Wielka i Mała Niedźwiedzica ( Ursa Major/Minor), oraz wiele innych konstelacji widać z każdego północnego południka jednocześnie”
.
Nieprawda – gdy u nas jest noc, na Dalekim Wschodzie na tej samej szerokości geograficznej, ale innym południku jest dzień i gwiazd nie widać. Ponadto np. na 10° szerokości północnej widać w nocy z każdego punktu na tym równoleżniku tylko gwiazdy odległe od bieguna północnego nie więcej niż o 10°. Wszystkie pozostałe wschodzą i zachodzą. Także np. Wielki Wóz. W jednych miejscach będzie więc on na 10° szerokości północnej widoczny, bo akurat wzszedł na niebo, a w innych miejcach nie będzie widoczny, bo akurat jest poniżej horyzontu. Widać go ponadto, a przynajmniej niektóre jego gwiazdy (ale też nie zawsze i nie z każdego miejsca) nawet z 30° szerokości południowej, bo oddalone są one od bieguna północnego o 35° (mają deklinację 55°).
.
„natomiast na południu konstelacje takie jak Krzyż Południa nie wszędzie są widoczne. To dowodzi, że południowa półkula nie jest “pod spodem” jak w modelu kuli ziemskiej, lecz rozciąga się daleko na zewnątrz od północnego punktu centralnego jak w modelu Płaskiej Ziemi.”
 .
Prawda zmieszana z gówno-prawdą. Na nieco większych szerokościach południowych, gdy jest noc, Krzyż Południa widać zawsze, gdyż na tych szerokościach nie wschodzi i nie zachodzi a krąży wokół bieguna południowego. Widoczny jest też, ale nie zawsze, z półkuli północnej, gdzieś do max. 25° szerokości geograficznej. A to dlatego, że jest sporo oddalony od bieguna południoweg. Prawdą natomiast jest, że na małych szerokościach południowych nie zawsze jest widoczny, bo akurat jest pod horyzontem. Analogicznie jest na półkuli północnej z np. Wielkim Wozem. Krzyż Polarny w starożytności widoczny i znany był w Grecji. Pisali o nim greccy astronomowie. Na skutek precesji osi ziemskiej obecnie w Grecji już go nie widać. Natomiast znanych na południowym niebie Mgławic Magelana Grecy nie znali nigdy. Odkryte zostały przez Europejczyków dopiero gdy Portugalczycy szukając drogi morskiej do Indii wyruszyli stateczkami na południe wzdłuż wybrzeży Afryki. Choć i one widoczne są niekiedy z półkuli północnej, ale tylko w pobliżu równika.
.
Jak wygląda niebo z różnych punktów Ziemi? Z bieguna północnego widać wyłącznie połowę nieba – północną. Wszystkie gwiazdy (za wyjątkiem Polarnej) krążą w zależności od wysokości nad horyzontem po mniejszych lub większych kołach równolegle do horyzontu. To samo jest podczas polarnego lata, tyle, że gwiazd wtedy nie widać, bo jest za jasno. Nie widać natomiast z bieguna północnego ani jednej gwiazdy widocznej z bieguna południowego (za wyjątkiem wąskiego pasa gwiazd równikowych dzięki refrakcji fal świetlnych). I na odwrót – z bieguna południowego nie widać żadnej gwiazdy północnego nieba. Natomiast na równiku widać wszystkie gwiazdy nieba północnego i południowego. Ale wszystkie wschodzą na wschodzie i zachodzą na zachodzie. Pokazuje to poniższa grafika.
.
ruch pozorny gwiazd

.

Patrząc (rycina 1) z równika na północ, Gwiazda Polarna leży na samej linii horyzontu dokładnie na północy. Na środkowym rysunku niestety nie zaznaczono gwiazd, które nie wschodzą i nie zachodzą, krążąc wokół bieguna północnego. Nie ma też grafiki pokazującej biegun południowy, ale jest identyczna do tej z bieguna północnego. I teraz tak – znajdujemy się na biegunie północnym. Wszystkie gwiazdy krążą równolegle do horyzontu. Ruszamy na południe. Wraz z oddalaniem się od bieguna zauważymy trzy rzeczy: poza nieruchomo wiszącą w tym samym miejscu Polaris, choć już nie pionowo nad głową, a powoli przesuwającą się w dół w kierunku północnym, pozostałe gwiazdy nie krążą już równolegle do horyzontu. Raz są niżej, a raz wyżej. Natomiast gwiazdy krążące wcześniej tuż nad horyzontem zaczynają zachodzić i wschodzić. Dodatkowo jeszcze niżej od nich zaczynają wschodzić i zachodzić gwiazdy nieba południowego położone najbliżej równika nieba. Im dalej oddalamy się od bieguna północnego, tym niżej widać na niebie Polaris, zmiejsza się też liczba gwiazd nigdy nie znikających pod horyzontem, zwiększa się natomiast liczba gwiazd wschodzących i zachodzących oraz przybywa gwiazd (również wschodzących i zachodzących) należących do nieba południowego. Gdy dojdziemy do równika, wszystkie gwiazdy na całym niebie wschodzą i zachodzą. Natomiast nie ma gwiazd krążących nad biegunami które nie znikają pod horyzontem. Idąc dalej na południe będzie przybywało gwiazd nie znikających pod horyzontem, krążących wokół bieguna południowego nieba, sam biegun powoli wznosi się do góry, maleje liczba gwiazd wchodzących i zachodzących a położonych najbliżej bieguna północnego gwiazd nie widać już wcale na niebie. I gdy dotrzemy do bieguna południowego, nie będzie już gwiazd wschodzących i zachodzących, wszystkie będą krążyć równolegle do horyzontu, ale nie będzie widać ani jednej widocznej z bieguna północneg (poza wąskim pasem gwiazd refrakcyjnych tuż nad horyzontem). Ale nie jest to jeszcze wszystko. Ustawienie osi obrotu Ziemi w stosunku do galaktyki podczas obiegu Ziemi dookoła Słońca nie zmienia się (poza powolną precesją niezauważalną w ciągu jednego ludzkiego życia). Stąd o każdej porze roku na średnich szerokościach geograficznych gwiazdy nie znikające na tychże szerokościach pod horyzontem są zawsze te same. Natomiast zmieniają się gwiazdy wschodzące i zachodzące. Bierze się to stąd, że w zimie np. gdy w Polsce jest noc, Ziemia zwrócona jest w inną stronę nieba niż latem. Gwiazdy, wschodzące i zachodzące, które widzieliśmy latem w nocy, teraz przesuwają się po niebie w dzień. Natomiast te niewidoczne latem widzimy obecnie. Pokazuje to schematycznie poniższa grafika.
.

north_season
.
Zresztą widok nieba (gwiazdy wschodzące i zachodzące) zmienia się ciągle, choć powoli. w poniższym linku są mapy gwiezdnego nieba widzianego w Polsce podane dla każdego miesiąca roku:
http://www.wiw.pl/astronomia/niebo/
.
Jest jeszcze jeden ważny aspekt ruchu gwiazd na niebie. Jeśli oglądamy je z półkuli północnej stojąc twarzą w kierunku równika, to poruszają się one (naturalnie pozornie – bo to Ziemia kręci się wokół własnej osi) na niebie od lewej strony w prawą. Na półkuli południowej, jeśli stoimy twarzą w kierunku równika jest dokładnie odwrotnie – gwiazdy poruczają się od prawej w lewą stronę. Na biegunach jest podobnie – na północnym wszystkie gwiazdy wirują w prawo a na południowym w lewo.
.
Atlasy astronomiczne podzielone są nie tylko na półkulę południową i północną nieba oraz na różne pośrednie szerokości geograficzne, ale i na różne pory roku, a nawet miesiące, gdyż gwiazdy wschodzące i znikające zmieniają się ciągle. Jedynie mapy nieba widziane z biegunów są zawsze takie same. Największe zmiany wyglądu nieba występują na równiku. Niebo oglądane z tego samego miejsca na równiku w odstępie pół roku jest całkowicie inne. Jest to logiczne i zrozumiałe. Jeśli z równika z konkretnego miejsca oglądamy niebo najpierw np. podczas równonocy wiosennej, a następnie jesiennej, to stwierdzimy, że wiosną nie widać ani jednej gwiazdy widocznej jesienią – i na odwrót. A to dlatego, że wiosną wszystkie gwiazdy widoczne jesienią przesuwają się po niebie w dzień, kiedy jest zbyt jasno aby je widzieć. Jesienią natomiast Ziemia jest zwrócona „tyłem” w stosunku do pozycji z wiosny i dlatego  te gwiazdy teraz widzimy, bo przesuwają się po niebie w nocy. Nie zobaczymy za to ani jednej gwiazdy widzianej wiosną.
.
No i właśnie – jak płaskomózgowcy wytłumaczą te dziwne ruchy gwiazd – nad biegunami krążą gwiazdy równolegle do horyzontu, przy czym z żadnego bieguna nie widać gwiazd widocznych z drugiego bieguna, na równiku widać wszystkie gwiazdy, przy czym inne co pół roku, a ponadto wszystkie wschodzą i zachodzą. A na średnich szerokościach jedne gwiazdy krążą wokół biegunów, ukośnie do horyzontu i nie znikają pod nim, a inne wschodzą i zachodzą, przy czym im bliżej biegunów tym więcej gwiazd krążących pod coraz mniejszym ukosem do horyzontu, mniej jest gwiazd wschodzących i zachodzących oraz całkowicie znikają z nieba gwiazdy będące w pobliżu przeciwnego bieguna. Niebo jako żydo-biblijny namiot rozpięty nad płaską Ziemią, obojętnie jakie i z czego zrobione, tych ruchów gwiazd nie wytłumaczy nigdy. Tym bardziej jeśli jest, jak chce tego wielu płaskomózgowców, na sztywno złączone z Ziemią a gwiazdy przymocowane są do niego na stałe. W takim przypadku wszystkie gwiazdy wisiałyby nieruchomo nad płaską Ziemią ciągle w tych samych miejscach. Wszystkie! A tak nie jest. Ale i to nie jest jeszcze wszystko. Jak płaska Ziemia tłumaczy następujące zjawiska:
.
– strefy czasowe. Są one faktem. Wystarczy polecieć samolotem z Polski do Meksyku czy do Irkucka bez przestawiania zegarka. Zobaczymy, że zegarek chodzi w stosunku do czasu miejscowego o ładnych kilka godzin do przodu lub tyłu.
.
– W ciągu roku są tylko dwa dni (przesilenie wiosenne i jesienne), kiedy na całej Ziemi na wszystkich szerokościach geograficznych dzień i noc trwają tyle samo na całej planecie, poza biegunami, gdyż na jednym kończy się akurat 6-miesięczny dzień polarny, a na drugim kończy się także 6-miesięczna polarna noc. Natomiast na wszystkich szerokościach wzdłuż południków dzień i noc trwają równo (nie liczymy brzasku i zmierzchu) po 12 godzin. Za to podczas zimowego i letniego przesilenia mamy całkowicie odmienny obraz – w momencie grudniowego przesilenia na biegunie północnym od trzech miesięcy trwa noc polarna i potrwa jeszcze kolejne trzy miesiące. Dopiero poniżej północnego koła podbiegunowego Słońce zaczyna pojawiać nad  horyzontem – początkowo na króciutko. Noc trwa wielokrotnie dłużej niż dzień. Im dalej na południe (tego samego dnia – podczas zimowego przesilenia) wzdłuż tego samego południka, noc staje się powoli coraz krótsza, dzień dłuższy, choć ciągle krótszy od nocy, nawet na równiku. Dopiero na zwrotniku Koziorożca mamy tego dnia równonoc – dzień i noc trwają po 12 godzin. Im dalej na południe, tym dzień jest już dłuższy niż noc, a na południowym kole podbiegunowym Słońce przestaje zachodzić i ciągle świeci krążąc bez przerwy nad horyzontem. Na samym biegunie południowym od 3 -m-cy trwa polarny dzień i potrwa jeszcze kolejne 3 miesiące. A wszystkie te różnice długości dnia i nocy na tym samym południku mają miejsce tego samego dnia – 21/22 grudnia. Podobna choć odwrotna sytuacja jest pół roku później, poczas letniego przesilenia. Wtedy na południu jest noc polarna, powyżej koła podbiegunowego dni są krótkie, noce długie, na półkuli północnej im bliżej bieguna tym dłuższy dzień i krótsza noc. A za kołem podbiegunowym Słońce wcale nie zachodzi.
.
– Są jeszcze pory roku. I one także zależą od kulistości Ziemi i nachylenia osi Ziemi wobec Słońca. Gdy w stronę Słońca nachylony jest biegun północny, mamy lato, a na półkuli południowej jest zima. Gdy nachylony do  Słońca jest biegun południowy – jest na odwrót. Pokazuje to poniższa grafika.
.
pory-roku
.
Wszystkie opisane powyżej zjawiska, potwierdzone tysiące razy empirycznie przez tysiące astronomów (atlasy astronomiczne), marynarzy i podróżników (strefy czasowe, różnica długości dnia i nocy w tym samym dniu na tej samej długości geograficznej, oraz noce i dni polarne na biegunach), no i znane wszystkim ze średnich i wysokich szerokości geograficznych pory roku można logicznie i prosto wytłumaczyć w jeden jedyny sposób – Ziemia jest kulą, krąży wokół Słońca, obraca się przy tym wokół własnej osi nachylonej pod pewnym kątem (ok 23°) do ekliptyki. Natomiast „płaska” Ziemia nie tłumaczy w żaden logiczny sposób wszystkich razem opisanych powyżej zjawisk. Nie tłumaczy zresztą logicznie choćby jednego z nich. I dlatego tylko skończony kretyn może w ten kretynizm wierzyć.
.
Polecam jeszcze ten króciutki filmik – wprawdzie jest po niemiecku, ale dobrze pokazuje zależność padania światła słonecznego na Ziemię w zależności od ustawienia osi kuli ziemskiej.
.

.
Proszę więc wszystkich najmądrzejszych płaskomózgowców o pokazanie mi, jak płaska Ziemia i Słońce krążące nad nią na sznurku może wyjaśnić opisane powyżej zjawiska.
.
Pokrótce jeszcze ustosunkuję się do pozostałych „dowodów” na płaską Ziemię.
.
„8. „Zaćmienie Księżyca”.
Kolejnym rzekomym dowodem na kulisty kształt Ziemi przytaczanym przez heliocentryków jest to, że zaćmienia Księżyca powodowane są przez cień kulistej Ziemi padający na Księżyc. Twierdzą oni, że Słońce, Księżyc i Ziemia są sferami, idealnie równymi jak trzy kule bilardowe ustawione w rzędzie tak, że światło słoneczne powoduje rzucanie cienia Ziemi na Księżyc.”
.
Bzdura – średnica Słońca (prawie 1,5 mln km) jest kilkaset razy większa od średnicy Księżyca (ok. 3,5 tys. km), ale i wielokrotnie dalej oddalone jest Słońce (średnio ok. 149,5 mln km) niż Księżyc (średnio ok. 384, 4 tys. km). I dlatego ich pozorna wielkość na niebie jest podobna, choć nie identyczna.
.
„Niestety dla heliocentryzmu to wyjaśnienie jest kompletnie nieprawdopodobne, zupełnie nieważne ze względu na fakt, że zaćmienia Księżyca występowały i występują regularnie, kiedy zarówno Słońce jak i Księżyc są nadal widoczne razem nad horyzontem!”
.
Kompletna bzdura – całkowite zaćmienie Księżyca występuje tylko wtedy, gdy jest on całkowicie zasłonięty cieniem rzucanym przez Ziemię – dokładnie jak na zamieszczonej przez płaskomózgowca grafice.
.
zacmienie-ksiezyca
.
Jeśli na naszej półkuli podczas zaćmienia księżyca Słońce jest nad horyzontem, to zaćmienie widać tylko z drugiej nieoświetlonej półkuli. Obserwowałem w życiu osobiście niejedno zaćmienie Księżyca i zawsze były one w nocy, gdy Słońce było schowane pod horyzontem.
.
„Aby światło słoneczne powodowało rzucenie cienia Ziemi na Księżyc, to te trzy obiekty muszą być ustawione w linii prostej 180 stopni. Już w odległych czasach Pliniusza opisywano zaćmienia Księżyca gdy zarówno Słońce jak i Księżyc były widoczne na niebie. Dlatego zaćmienia Księżyca nie mogą być powodowane przez cień Ziemi lecz należy szukać innego wyjaśnienia.”
.
W czasach Pilniusza wypisywano wiele bzdur. Wielu starożytnych wyobrażało sobie np. Ziemię spoczywającą na plecach ogromnych słoni stojących na gigantycznym fruwającym żółwiu.
.
ziemia-na-sloniach-i-zolwiu
.
Czy mamy we wszystko co oni pisali wierzyć? Zresztą jak już wspomniałem powyżej – obserwowałem na własne oczy zaćmienia Księżyca i to nie jeden raz. I nigdy nie było wtedy widać na niebie Słońca.
.
„9. „Prace Mikołaja Kopernika o obrotach sfer niebieskich”.
Niestety, ale Kopernik niczego nie odkrył ani nie udowodnił, a jedynie stworzył fantastyczną teorię, złożoną z wielu hipotez. Oryginały jego prac nie są dostępne do publicznego wglądu, ponieważ sam Mikołaj napisał w nich, że są to tylko hipotezy i jego osobista teoria, a nie udowodnione fakty!
Ponadto, Kopernik był wolnomularzem, czyli masonem, a jego prace zostały opublikowane długo po jego śmierci, przez członków najbardziej zbrodniczej organizacji na świecie – zakon jezuitów!”
.
Kompletna demagodia. Jak nie masoni i jezuici, to syjoniści, cykliści, feminiści, pederaści czy inne zboczki są czemuś tam winni. Kopernik „odkrył” w tłumaczeniach starożytnych uczonych istniejące już w starożytności teorie heliocentryczne, przetestował je i doszedł do wniosku, że lepiej tłumaczą mechanikę nieba niż geocentryzm. Owszem, zastrzegł , że to tylko teoria, wygodniejsza niż geocentryzm do obliczania pozycji ciał niebieskich na niebie. Ale on znał „firmę”, której służył. Wiedział że za ogłoszenie jego pracy bez tego zastrzeżenia wylądowałby na stosie, jak choćby Giordano Bruno. W czasach  Kopernika masoneria jeszcze nie istniała, gdy pisał jego dzieło jezuitów też jeszcze nie było, a gdy powstali, zajmowali się zwalczaniem reformacji a nie kosmologią. Ponadto pierwsze wydanie jego księgi miało miejce już w roku jego śmierci a nie długo po niej, kk umieścił je b. szybko na indeksie ksiąg zakazanych, a Galileo za obronę heliocentryzmu stanął przed inkwizycją. I tylko dzięki temu, że ze strachu odwołał swoje „błędy”, oraz że ówczesny papież był jego przyjecielem z lat młodości (jeszcze z Florencji) skończyło się to dla niego „tylko” dożywotnim aresztem domowym. Jeśli helicentryzm był spiskiem jezuitów – dlaczego Galileusza nie wybronili przed inkwizycją, a książki Kopernika przed indeksem, skoro byli tacy wszechmocni?
.
„Powyżej wskazałem Wam na irracjonalność rzekomo największych dowodów na kulistość Ziemi, które jak sami widzicie, można obalić bez większego problemu, a to tylko 10 przykładów!”
.
Kompletnie niczego płaskomózgowiec nie wykazał! Niczego!
.
„Gdyby Ziemia była kulą o szerokości 25 000 mil w obwodzie, piloci samolotów musieliby stale korygować wysokość samolotu obniżając lot aby nie wylecieć w przestrzeń kosmiczną. Pilot chcąc utrzymać swoją wysokość z typową prędkością przelotową ok.500 mph musiałby stale obniżać nos samolotu i schodzić 2777 stóp (ponad pół mili) każdej minuty. W przeciwnym przypadku w ciągu godziny pilot znalazłby się 31,5 mili wyżej niż oczekiwał.”
.
Kompletny odlot. Samolot nigdy nie odleci w kosmos, bo nie ma w nim powietrza. Każdy samolot ma maksymalną wysokość lotu i wyżej nie poleci, bo ciąg powietrza (siła nośna) nad skrzydłami spowodowany podciśnieniem powietrza wywyłane kształtem skrzydeł przy zbyt rzadkim powietrzu nie pociągnie samolotu jeszcze wyżej. Piloci nie muszą stale korygować wysokości lotu samolotu, po grawitacja ciągnąca samolot w dół równoważona jest ciągiem powietrza w górę nad skrzydłami. I dlatego na przestrzeni tysięcy kilometrów lotu żadne ciągłe korygowanie wysokości nie jest konieczne. Jedynie występujące pionowe prądy powietrza oraz powoli zmiejszający się ciężar samolotu (ubywa paliwa) wymaga pewnych minimalnych korekt dokonywanych współcześnie przez pilota automatycznego. Korekty te dokonywane są sterami wysokościowymi, ale nie mają one nic wspólnego z krzywizną Ziemi.
.
„Kanał Suezki łączy Morze Śródziemnomorskie z Morzem Czerwonym na długości 100 mil bez żadnych zapór, co sprawia, że woda nieprzerwanie scala ze sobą dwa morza.W czasie budowy domniemane zakrzywienie Ziemi nigdy nie było brane pod uwagę. Kanał został wykopany wzdłuż poziomej linii odniesienia 26 stóp poniżej poziomu morza, przechodząc przez kilka jezior od jednego morza do drugiego z linią odniesienia i powierzchnią wody biegnącą idealnie równolegle przez ponad 100 mil.”
.
Powierzchnia mórz Śródziemnomorskiego i Czerwonego (i wszystkich mórz połączonych z ocenami, mimo kulistości Ziemi, na zasadzie naczyń połączonych jest na tym samym poziomie (pomijam pływy). A teren przez który prowadzi kanał sueski jest nizinny i płaski i dlatego śluzy nie były potrzebne. Jeziora, przez które prowadzi kanał znajdowały się mniej więcej na poziomie morza. Największe z nich  było nawet w depresji. Kiedyś było bezpośrednio połączone z Morzem Czerwonym. Potem zostało odcięte i zaczęło wysychać. Gdy budowano kanał, jego tafla wody była ok. 10 metrów poniżej poziomu morza. Dzięki kanałowi jego poziom podniósł się o 10 metrów i nie grozi mu wyschnięcie.
.
„Die Bitterseen waren früher mit dem Roten Meer verbunden und wurden erst durch die Anhebung einer Strecke nördlich von Sues von ihm getrennt. Dann trockneten sie bis auf 10 m unter dem Niveau des Roten Meeres aus. Durch die Schaffung des Sueskanals wurden die Bitterseen wieder auf ihr altes Niveau gebracht.”
https://de.wikipedia.org/wiki/Bitterseen
.
„Gdyby Ziemia i jej atmosfera rzeczywiście obracały się w kierunku wschodnim z prędkością ponad 1000 mph, to ten ruch obrotowy Ziemi powinien być jakoś zauważalny, słyszalny, odczuwalny, albo zmierzony przez kogoś. Dotychczas nikt w historii nie doświadczył i nie zmierzył tego rzekomego ruchu Ziemi na wschód. Tymczasem jednak słyszymy, czujemy i doświadczalnie mierzymy nawet lekki powiew wiatru w kierunku zachodnim.”
.
Wirowy ruch Ziemi widać po tym, jak pozornie wschodzą i zachodzą Słońce, Księżyc, planety i gwiazdy. Znając obwód Ziemi i czas jednego obrotu Ziemi wokół osi każdy może łatwo obliczyć jej prędkość obrotową. Atmosfera związana jest z Ziemią grawitacyjnie, dodatkowo zaś dzięki tarciu kręci się razem z nią. Miała zresztą na dopasowanie się do ruchu wirowego Ziemi miliardy lat. A to dużo czasu. Wczoraj zrobiłem ekstra doświadczenie – nalałem do słoika zabarwionej i zanieczyszczonej zmielonym pieprzem wody, do wiertarki zamocowałem zamiast wiertła okrągły ołówek, wsadziłem wystający koniec do słoika i włączyłem wiertarkę. Już po chwili woda przy samym ołówku wirowała razem z nim. Tyle że im bliżej ścianek słoika, tym wolniej, bo tarcie wody o nie ją hamowało. Ale atmosfery ziemskiej z zewnątrz nic nie hamowało, bo pusta przestrzeń kosmiczna nie powoduje tarcia. Ziemia wirując ciągnęła powietrze za sobą i w końcu cała atmosfera zaczęła kręcić się razem z Ziemią (jak woda z ołówkiem) z tą samą prędkością. I dlatego nie ma na równiku wiatrów o prędkości 1600 km/h.
.
„Nie wspomnę już o tym, że obracającą się tak szybko kula musiałaby wytwarzać „siłę odśrodkową”, która na równiku byłaby znacznie większa niż przy rzekomych biegunach. Czuć byłoby zatem znaczne różnice w ruchu, a tym bardziej grawitacji, zależnie od miejsca na kuli!!”
.
Ową siłę odśrodkową wykorzystuje się przy startach rakiet w kosmos. Wszystkie państwa kosmiczne szukają kosmodromów jak najbliżej równika. Bo wtedy rakieta już przed startem posiada biernie prędkość obrotu danego równoleżnika, przez co przy starcie wspiera ją właśnie owa siła odśrodkowa. Start rakiety z równika jest łatwiejszy i wymaga mniej paliwa niż start takiej samej z bieguna – bo tam nie ma siły odśrodkowej. Ruch natomiast czujemy tylko przy zmianie jego prędkości, gdy np. przyspieszamy samochód. Wtedy siła bezwładności wciska nas do fotela. Gdy przestaniemy przyspieszać, czujemy się równie swobodnie jak wtedy, gdy samochód stał w miejscu. Ziemia jest faktycznie na równiku nieco wybrzuszona (o kilkanaście kilometrów w porównaniu do biegunów. Także i atmosfera jest na równiku nieco wybrzuszona. Jednak siła grawitacji jest wielokrotnie silniejsza niż siła odśrodkowa. Aby pokonać ziemską grawitacją i odlecieć w kosmos potrzebna jest prędkość kosmiczna 1 lub 2 – prawie 8 lub ciut ponad 11 kilometrów na sekundę (przy prędkości 2 jest to ok. 40 000 km/h). A więc wielokrotnie więcej niż 1600. A i grawitacja na biegunach jest minimalnie większa (bo są ciut bliżej środka ciężkości Ziemi).
.
„Gdyby rzeczywiście magiczna siła “grawitacji”
.
A istnieje, istnieje. Wystarczy podejść do krawędzi dachu i zrobić krok do przodu…
.
„przyciągała atmosferę do powierzchni wirującej kuli Ziemskiej, oznaczałoby to, że atmosfera w pobliżu równika kręciłaby się z prędkością 1000 mil na godzinę a na średnich szerokościach geograficznych wirowałaby wolniej, z prędkością 500 mil na godzinę i stopniowa zwalniała aż do biegunów, gdzie prędkość atmosfery wyniosłaby 0 mph”
.
Dokładnie tak jest. Tyle że od równika do bieguna jest 10 tys. kilometrów. Tak więc spadek prędkości ruchu powietrza związanego z Ziemią od równika do bieguna jest powolny i niezauważalny. 10 km od równika (w górę czy w dół) prędkość ruchu obrotowego w porównaniu do prędkości na samym równiku jest minimalnie mniejsza i przez to niezauważalna. Następnych 10 kilometrów (w górę czy w dół) to kolejna minimalna i praktycznie niezauważalna zmiana. I tak dalej po dziesięć kilometrów i nawet nie zauważymy, że na biegunie słup powietrza wiruje z prędkością ledwo jednego obrotu na 24 godziny. Zmiany są stopniowe, minimalne, praktycznie niezauważalne, a jednak wywołujące zauważalne wiatry, jak pasaty czy inne efekty Coriolisa. Także komórki Hadleya mają związek ze spadkiem prędkości powietrza od równika ku biegunom.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kom%C3%B3rka_Hadleya
.
„Ludzie twierdzą, że gdyby Ziemia była płaska, ze Słońcem krążącym wokół nad naszymi głowami, wtedy światło słoneczne powinno być widziane z każdego miejsca na Ziemi i przez całą dobę.”
.
Dokładnie TAK! Zapal żarówkę trzymaną metr nad stołem na luźnym kablu i kręć nią dookoła nad stołem – cały blat będzie oświetlony. Cały i przez cały czas – aż do wyłączenia żarówki.
.
„Odkąd Słońce NIE jest oddalone o 93 miliony mil ale raczej kilka tysięcy mil i świeci w dół jak reflektor”
.
Bzdura. I to wielopoziomowa. Płaskomózgowcy nigdy nie przedstawili mechanizmu świecenia ich mikro-Słoneczka-„reflektora” (o tym za chwilę), ani jaka siła nadaje mu ruch wirowy nad Ziemią. Dalej – Słońce świeci we wszystkie strony a nie jak reflektor w jedną – inaczej niebo nad nim byłoby czarne! A przynajmniej dużo ciemniejsze i widoczne byłyby na nim nawet w dzień jaśniejsze gwiazdy. Dalej – obserwacje plam słonecznych prowadzone przez tysiące astronomów od 400 lat pokazały, że Słońce wiruje, bo plamy słoneczne powoli przesuwają się równomiernie od jednej bocznej krawędzi, przez środek jego tarczy do drugiej krawędzi, po czym znikają i po kilkunastu dniach pojawiają sią ponownie.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Plama_s%C5%82oneczna
.
I obojętnie z której strony Słońce się do nas obróci – zawsze świeci tak samo. Tak więc jest kulą a nie „reflektorem” i świeci we wszystkie strony. I dlatego z każdego miejsca na płaskiej Ziemi musiałoby być widoczne. Kretyni przemilczają też tranzyty Wenus i Merkurego pomiędzy Ziemią a Słońcem.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tranzyt_Wenus
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tranzyt_Merkurego
.
Wenus ma jak wiemy średnicę podobną do ziemskiej – trochę ponad 12 tys. kilometów. Wg płaskomózgowców mikro-Słoneczko wisi nad Ziemią na wysokości ok. 10 tys kilometrów. To jak Wenus (12 tys km średnicy) może się pomiędzy nimi zmieścić, przy czym jest taka maleńka w porównaniu ze Słońcem? No i jaka siła fizyczna, jakie prawo fizyki utrzymuje Słońce nad Ziemą tak, że krąży nad nią bez przerwy, ale na nią nie spada? Czy rzeczywiście wisi na jakimś sznurze przyczepionym do kopuły nieba. Z czego więc jest ten sznur zrobiony? I z czego czerpie Słońce ciepło i światło? Czym jest? Bryła węgla o średnicy 50-55 km już dawno by się wypaliła albo zgasła z powodu braku tlenu. Zresztą tysiące badań spektrum światła słonecznego pokazało, że zbudowane jest głównie z wodoru i helu (łącznie ok 99% masy). Ale tak mała kula nie może być kulą wodoru i helu, bo przy tak małej średnicy taka ilość gazu nigdy nie utworzy kuli bo i grawitacja za mała i promieniowanie kosmiczne rozwiałoby  gaz na wszystkie strony. A nawet gdyby zdarzył się cud i powstałaby kula wodoru i helu o średnicy 50-60 km, to  temperatura (skutek ciśnienia) w środku tej  kuli  nie zagotowałyby nawet wody. A tymczasem mikro-Słoneczko leje z nieba latem z takiej odległości żar na ziemię. Ale gdyby nawet zdarzył się kolejny już cud i w jądrze mikro-Słoeczka doszłoby przy niskiej temperaturze do zimnej fuzji, to niewielka jego kula zostałaby z powodu zbyt słabej grawitacji rozerwana wybuchem termonuklearnym. A gdyby nawet zdarzył się następny cud i mikro-Słoneczko by nie wybuchło, to zapas wodoru już dawno w tak małej kulce by się wyczerpał. Zbyt wiele cudów potrzebują płaskomózgowcy, aby ich mikro-Słoneczko świeciło i grzało. Kretynie ignoranci nie mają ani jednej sensownej odpowiedzi na powyższe pytania i wątpliwości, a jedyne co robią to pyszczą, machają rękami i odwołują się do żydo – bibli. No bo skoro tam niby tak pisze, więc tak być musi. Prawa fizyki bowiem żydowskiej bozi Jahwe nie dotyczą.
.
„po znaczącym oddaleniu się Słońca z nad twojej lokalizacji staje się ono niewidoczne poza horyzontem”
.
Bzdura – cokolwiek wiszące na wysokości 10 tys. km nad płaską Ziemią o średnicy kilkunastu tys. kilometrów  nie może zniknąć za/pod horyzontem. Nigdy!
.
„a światło słoneczne powoli zanika, aż do całkowitego zniknięcia.”
.
Ale nadal wysoko nad horyzontem. A dlatego, że „reflektor” na sznurku akurat odwrócił się światłem w inną stronę. Co jest kretynizmem, który już zdemaskowałem.
.
„Gdyby Słońce rzeczywiście było oddalone o 93 miliony mil, a Ziemia miała kształt kuli, wtedy przejście dnia w noc powinno być natychmiastowe, kiedy tylko przekraczasz tak zwaną linię terminatora.”
.
Bzdura. Jak wiemy światło (całe zresztą promieniowanie elektromagnetyczne a nawet elektrony) ma naturę korpuskularno-falową. I jak na światło nie popatrzymy – atmosfera rozprasza fotony w różnych kierunkach, a fale świetlne Słońca będącego już pod linią horyzontu przechodząc pod ostrym kątem z próżni do atmosfery ziemskiej ulegają refrakcji. Przy czym im bardziej ostry kąt padania światła tym większa jest refrakcja.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Refrakcja_atmosferyczna
.
Przez co niebo nadal jest jasne, nawet gdy Słońca już nie widać. Ziemia to nie Księżyc bez atmosfery z ostrym terminatorem. Na poniższym rysunku refrakcja jest mocno przesadzona, ale zjawisko to istnieje.
.
a-refrakcja-40
.
Widać je świetnie, gdy światło przechodzi z powietrza przez inne przeźroczyste ośrodki (szkło, woda) o innej gęstości:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Refrakcja
.
„Eksperyment przeprowadzony przez Samuela Rowbotham w Old Bedford Level udowodnił niezbicie, że woda w kanale pozostaje w całkowitym poziomie na rozciągłości 6 mil.”
.
Nie wiem, czy on ten (i kolejny) „eksperyment” rzeczywiście przeprowadził, czy tylko gadał, że przeprowadził. W jego czasach były już od dawna aparaty fotograficzne. Mógł ten eksperyment, a przynajmniej siebie w łodzi w kanale uwiecznić na zdjęciu. I nawet jeśli go przeprowadził, to może jego wynik nagiął do teorii? Czy ktoś powtórzył ten eksperyment? W fizyce nigdy jeden eksperyment nie jest wystarczającym potwierdzeniem jakiejkolwiek teorii. Zwłaszcza tak kretyńskiej i pozbawionej odrobiny choćby logiki i rzeczowości – poza powoływaniem się na bzdury żydo-biblijne.
.
„W rzeczywistości jednak widzialne promienie słoneczne przybliżające się chociażby przez chmury ukazują rozchodzenie się promieni na boki tworząc piramidę ze szczytem, którym jest Słońce, co ewidentnie świadczy o tym, że jest ono położone nisko nad Ziemią i oświetla ją miejscowo.”
.
piramida
.
.
Kompletny odlot. Tym większy, że autor wcześniej sam mówił o złudzeniach optycznych (na które sam się nabiera) oraz zamieścił zdjęcie pokazujące…perspektywę:
.
perspektywa-1
.
Popatrzmy więc na zdjęcie z promieniami światła tworzącymi rzekomo piramidę i popatrzmy na zdjęcie…murawy stadionu.
.
perspektywa
.
Gdyby linie tych pasów murawy pociągnąć wystarczająco daleko, zbiegłyby się w jednym punkcie i otrzymalibyśmy identyczną piramidę, jak na zdjęciu z promieniami. A przecież wszyscy wiemy, że wszystkie pasy na boisku są równoległe i tej samej szerokości  z przodu i z tyłu – jak wiązka światła słonecznego ze zdjęcia. Tyle że i ona jest zniekształcona. Czym? Bingo! Perspektywą i złudzeniem optycznym!
.
Aha, bo zapomniałem –  jeszcze to drugie „doświadczenie” proroka płaskomózgowców…
.
„W drugim eksperymencie Dr. Rowbotham przymocował flagi na wysokości 5 stóp wzdłóż linii brzegowej stawiając jedną flagę co milę. Następnie za pomocą teleskopu zamontowanego na wysokości 5 stóp zaraz za pierwszą flagą. Szczyty wszystkich sześciu flag były całkowicie w linii prostej. Gdyby Ziemia była kulą mającą 25 000 mil w obwodzie wtedy flagi powinny stopniowo obniżać się w linii wzroku. Druga flaga powinna obniżyć się o 8 cali, trzecia 32 cale, czwarta 6 stóp, piąta 10 stóp 8 cali, szósta 16 stóp 8 cali!!”
.
doswiadczenie-2
.
Robi się je tak – najpierw wbija się chorągiewki A i B o wysokości 5 stóp w odległości 6 mil (dostrzec drugą chorągiewkę zwykłą ręczną lunetą jak na rysunku z 10 km…no no, niezłe. Do tego potrzebny byłby amatorski teleskop o zwierciadle 5-6 cali średnicy, na statywie. Ale nie czepiajmy się drobiażdżków). Następnie w odległości mili od chorągiewki A wbijamy następną i sprawdzamy, czy jej wysokość pasuje. Jeśli jest ciut za wysoko, dochodzimy do wniosku (bez posądzania kogokolwiek o fałszowanie eksperymentu), że widocznie woda naniosła w tym miejscu trochę więcej piasku, no bo że Ziemia jest płaska, w to wierzymy bezgranicznie. I wtedy łopatą „wyrównujemy” teren tak, że chorągiewka wysokością pasuje do pozostałych. Podobnie postępujemy z kolejnymi chorągiewkami, i za każdym razem, gdy ziemia akurat jest nierówa i za wysoka, bo woda znów naniosła piasku, plantujemy ją łopatą. Na koniec mamy płaską Ziemię na odcinku 6 mil, czyli udowodniliśmy, w co wierzyliśmy, a więc, że Ziemia jest jednak płaska.
c.b.d.o. (co było do okazania)!
.
„Oto zdjęcie oryginalnej mapy ziemi z 1892 roku !!!”
.
Mógłbym narysować też oryginalną mapę płaskiej, czy nawet wklęsłej Ziemi – tyle że np. kwadratowej, trójkątnej, w kształcie gwiazdy czy nawet krzyża. O, no właśnie!!!  Dlaczego żydowska bozia Jahwe nie zrobił płaskiej Ziemi w kształcie krzyża/rzymskiej szubienicy – to byłby najlepszy dowód na boskość obrzezanego cieśli. Tylko czy taka narysowana przeze mnie mapa byłaby dowodem na to, że Ziemia jest płaska i ma namalowany kształt?
.
W zasadzie mógłbym już skończyć w tym miejscu, ale zamieszczę jeszcze ze trzy „argumenty” płaskomózgowca z bliźniaczej strony bibilijno-fundamentalistycznej. Jest tam zmanipulowana grafika…
.
falszywka
.…i pisze przy niej tak:
.
„Kolejny i potężny śmiertelny cios przeciwko HeliocentryzmowiNa poniższym rysunku widzimy Ziemię która według Heliocentryzmu obiega Słońce, czyli co kwartał znajduje się w innym miejscu.
Zastanówmy się nad tym nieco lepiej.
Oczywiście patrzymy na gwiazdy w nocy. Stoimy więc po zacienionej (czarnej) stronie Ziemi i patrzymy w górę na bezchmurne niebo. Widzimy gwiazdy oraz określone konstelacje gwiazd, jak Mały Wóz czy Duży Wóz.
I w tym przypadku mamy jeden olbrzymi problem.
Co 3 miesiące Ziemia jest w innej części Wszechświata. Czyli 21 grudnia będziemy po przeciwnej stronie Słońca niż byliśmy 21 czerwca. Nie powinniśmy zobaczyć ani jednej znanej nam konstelacji gwiezdnej ponieważ będziemy patrzyli w zupełnie inną stronę nieba!!!”
http://zbawienie.com/plaska-ziemia.htm
.
Grafika jest ewidentną fałszywką, gdyż nie uwzględnia (odpowiedzialnego za pory roku oraz zjawiska nocy i dni polarnych na biegunach, a także różnicy długości dnia i nocy na tym samym południku przez prawie cały rok i możliwości obserwacji przez cały rok na północy i na południu gwiazd, które nie zachodzą) pochylenia osi Ziemi pod kątem ok. 23,5 % w stosunki do ekliptyki – jak to widać poniżej:
.
pory-roku
.
Na powyższej grafice widać, że z naszej szerokości geograficznej, o każdej porze roku możemy dostrzec w nocy fragment nieba w kierunku Gwiazdy Polarnej i takie gwiazdozbiory jak Mały i Wielki Wóz czy Kasjopeja. Natomiast latem i zimą widzimy rzeczywiście inne gwiazdozbiory wschodzące i zachodzące, co wcześniej obszernie wyjaśniłem. Zamieszczając fałszywkę bez uwzględnienia pochyłu osi Ziemi autor płaskomózgowiec sam zadał sobie śmiertelny cios. Próbuje podważać heliocentryzm przy pomocy zafałszowanej grafiki. A przecież bozia Jahwe zakazała mówić fałszywe świadectwo. Albo to:
.
„Fazy księżyca.
Dwa błędy w oficjalnej teorii. Pierwszy błąd to twierdzenie, że Księżyc odbija światło słoneczne. Nieprawda! Księżyc produkuje inny rodzaj światła”
.
Jaki rodzaj, kto go zbadał i udowodnił jego istnienie? I dlaczego podczas nowiu nie widać Księżyca przez kilka dni z żadnego miejsca z kuli ziemskiej – ani z półkuli północnej, ani z południowej, wschodnie czy zachodniej. Ani w dzień, ani w nocy. A przecież pod Ziemię się nie zapadł i powinien, skoro sam świeci, świecić nadal!
.
„Zwróć uwagę na to, że Księżyc jako rogal ukazuje się także w ciągu dnia, w pełnym blasku Słońca…”
.
Nie zawsze jako „rogal” niekiedy jako półkole a nawet niepełne koło. Ale reszty nie widać!
.
20109128-tree-and-moon-on-clear-spring-day
.
Dlaczego? Bo widzimy tylko powierzchnię odbijającą światło słoneczne. Reszta powierzchni nie świeci ani swoim światłem, ani światła słonecznego nie odbija i dlatego jej nie widzimy. A już nie do przebicia jest to:
.
„Teoria grawitacji – są dziesiątki dowodów, że grawitacja nie istnieje i owe dowody rozbijają w puch heliocentryzm i geocentryzm.”
.
Hehehe – chciałbym usłyszeć przynajmniej jeden konkretny, rzeczowy, merytoryczny, udowodniony doświadczalnie i nie do podważenia taki „dowód”. Rzecz w tym, że wszystkie one są takie jak te dotyczczasowe – machanie rękami, plecenie bzdur, złudzenia wywołane perspektywą i posługiwanie się fałszywkami. No i powoływanie się na wyssaną z brudnego palucha żydo-biblię (oba teksty naszpikowane są żydo-biblijnymi cytatami).
.
A teraz ja zapytam – dlaczego np. człowiek, który stojąc na  brzegu dachu wysokiego budynku po zrobieniu kroku naprzód zabije się. Powodem jest oczywiście grawitacja i związane z nią przyspieszenie grawitacyjne, które sprawia, że człowiek spadając z wysokiego budynku tak mocno uderza o ziemię, że ginie. Płaskomózgowcy tłumaczą to tak – to nie człowiek spada na dół, on wisi w powietrzu, bo grawitacji nie ma  – to Ziemia ciągle pędzi w górę i to ona na niego „wpada” od dołu. I dlatego ginie. W ich koncepcji (choć są dwie zwalczające się szkoły) Ziemia wraz z całym firmamentem tworzy jedną całość i bezustannie porusza się do góry. Jedna szkoła mówi, że ruchem jednostajnym, inna że przyspiszonym. Nie podają tylko, kto wprawił Ziemię w ten ruch. Chyba bozia Jahwe, widząc, że spartaczył plan, ze złości kopnął Ziemię od dołu i dlatego lecimy w górę. Płaskomózgowcy mówią to jednak na poważne – znalazłem takie właśnie wyjaśnienie braku grawitacji:
.
„4. Jak wyjaśnić grawitację?
Na Ziemi obowiązują prawa fizyki Newtona, a także działa siła grawitacji. Zdania na ten temat dzielą jednak wielu członków Towarzystwa Płaskiej Ziemi. Jedni twierdzą, że Ziemia porusza się ruchem jednostajnie przyspieszonym do góry, inni natomiast uważają, że porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym ku górze. Oczywiście porusza się cały układ Ziemia – Firmament.”
http://joemonster.org/art/35757
.
Proszę zwrócić uwagę na to: „Oczywiście porusza się cały układ Ziemia – Firmament.”. I gdyby mikro-Słoneczko nie wisiało na sznurku przyczepionym do firmamentu, to Ziemia szybując w górę by je dopędziła. I wtedy zaspanowałaby na świecie ciemność. Dlatego mikro-Słoneczko, jeśli kręci się w kółko nad Ziemią, musi być czymś przyczepione do firmamentu, bo inaczej…eh.. aż starch pomyśleć… Armagendon, apokalipsa, koniec świata…
Ale wracamy do braku grawitacji…

Oba te wyjaśnienia są oczywiście typowo płaskomózgowe. Dlaczego? Gdyby Ziemia szybowała w górę ruchem przyspieszonym musielibyśmy go cały czas odczuwać. Tak jak go odczuwamy, gdy np. winda rusza do góry. Wyraźnie czujemy wtedy siłę cisnącą nas do podłogi i wydaje się nam, że ważymy więcej. Jest to typowy efekt odczuwania przyspieszenia. Dopiero gdy winda osiągnie naminalną prędkość i przestaje przyspieszać, wszystko wraca do normy – czujemy się tak, jakby winda stała w miejscu, choć ona nadal, niekiedy nawet szybko, unosi się w górę. Podobne zjawisko czujemy też, gdy szybko rusza pociąg czy samochód. Wtedy siła bezwładu spowodowana przyspieszeniem wciska nas w fotel. Gdy przyspieszenie pojazdu się skończy, możemy pędzić nawet 300 na godzinę (a samolotem jeszcze dużo szybciej) i tej prędkości nie czujemy. Odczuwamy dodatkowy ciężar tylko podczas przyspieszenia, hamowania lub zmiany kierunku jazdy (na wirażu). A ponieważ podobnych sensacji nie odczuwamy stojąc na Ziemi, stąd jest oczywiste, że nie może ona pędzić w górę z przyspieszeniem. A jeśli pędzi do góry bez przyspieszenia? No bo w sumie rzeczywiście może być tak, że to nie my spadamy z dachu w dół, a Ziemia pędząc w górę uderza nas od dołu. Ale w tym przypadku byłoby obojętne, czy robimy krok do przodu z krawędzi dachu budynku jedno-, czy dziesięciopiętrowego i zawisamy w powietrzu w świecie bez grawitacji, czekając aż nas dogoni Ziemia. Gdyby Ziemia bowiem wznosiła się do góry bez przyspieszenia, wiszących w powietrzu skoczka z pierwszego i z dziesiątego piętra dogoniłaby z taką samą stałą prędkościąbez przyspieszenia. I tu pojawia się kłopot, bo przyspieszenie jest faktem empirycznym. Ja sam skakałem na ziemię z wysokości 1, 2, 3 a nawet 4 metrów. I wiem, że przy skoku z 4 metrów znacznie szybciej spadałem będąc tuż nad ziemią, niż przy skoku z 1 metra. Zresztą przyspieszenie każdy, nawet płaskomózgowiec, może zbadać empirycznie. Wystarczy mierzyć stoperem czas lotu kamienia puszczonego z ręki z pierwszego i powiedzmy z dziesiątego piętra. Ten drugi kamień, w świecie bez przyspieszenia powinien wisieć w powietrzu 10 razy dłużej, niż ten pierwszy, bo Ziemia ma do niego 10 razy dalej niż do pierwszego kamienia. A jednak różnica czasu jest znacznie mniejsza – powiedzmy trzykrotna. Kamień zrzucony z 10 piętra spada na ziemię nie dziesięć razy dłużej, a – powiedzmy – 3-4 razy dłużej niż kamień zrzucony z 1 piętra. Musi więc spadać z przyspieszeniem. W ten sposób możemy dowolną ilość razy dzień w dzień w każdym punkcie Ziemi (gdzie tylko są wysokie budynki, drzewa czy pionowe skały) udowodnić empirycznie istnienie na Ziemi przyspieszenia.

Tak więc model Ziemi szybującej w górę bez przyspieszenia odpada. Bo przyspieszenie istnieje, co wykazaliśmy empirycznie. Ale odpada i model Ziemi lecącej w górę z przyspieszeniem, bo wtedy byśmy je odczuwali bez przerwy jako przeciążenie (jak w ruszającej do góry windzie). I tak rozwaliliśmy bzdurną koncepcję płaskomózgowców o braku grawitacji.
.
Zbliżam się do końca, poruszę jeszcze jedną sprawę, a mianowicie Ziemię „pustą” w środku. Co dziwniejsze, w ten kretynizm wierzą nie tylko płaskomózgowcy (mail od znajomej) ale i ludzie uważający Ziemię za kulę. Zetknąłem się z takim właśnie kretynizmem w dyskusji pod tym wpisem:
W sprawie „pustej” Ziemi (obojętne – płaskiej czy kulistej) różne „argumenty” padają.
– A to np., że skoro Ziemia była początkowo płynną lawą i szybko wirowała to siła odśrodkowa musiała lawę ze środka Ziemi wycisnąć na zewnątrz. O grawitacji ci ludzie kompletnie zapominają – a ta jest potężna – aby ją przezwyciężyć startując w górę z powierzchni Ziemi rakietą musimy uzyskać szybkość co najmniej 8 kilometrów na sekundę. Bo inaczej spadniemy spowrotem. Tak więc bez względu na temperaturę lawy, jak i prędkość wirowania Ziemi, jeśli jest ona na powierzchni kuli dużo poniżej prędkości zbliżonej do 1 prędkości kosmicznej, grawitacja bieże górę ściskając lawę i domieszane do niej metale w wypełnioną kulę.
– Niekiedy używa się porównań do naczyń szklanych, pustych w środku, powstających z płynnego kręconego w kółko  szkła. Ale w tym przypadku ktoś dmucha powietrze do środka kręcąc powstającym naczyniem szklanym. Gdyby tak było z Ziemią, musiałby zostać otwór po kosmicznej rurce, którą bozia Jahwe dmuchała Ziemię. A takiego otworu nie ma. Aż dziw bierze, w jakie kretynizmy wierzą ludzie ślepo i bezmyślnie, dobierając do ich uzasadnienia mniej czy bardziej niepoważnych „argumentów”.
.
Dlaczego tyle czasu poświęciłem demaskowaniu tych bzdur? Naturalnie, szkoda mi Baśki, która w te jahwistyczne płaskomózgowe kretynizmy bezkrytycznie wierzy. Ale jest jeszce jeden ważniejszy powód. Kiedyś, na przełomie lat 2009/2010 jakiś czas publikowałem swoje teksty na „niepoprawnych”. I wrzuciłem raz tekst o banksterach, NWO i operacji fałszywej flagi z 11/9. Normalnie zjawki wszystkich nowo publikowanych tekstów wisiały na stronie wejściowej („czołówce”) „niepoprawnych” przez dzień czy dwa, aż nowe teksty nie zepchnęły ich z „czołówki” na stroną drugą. Moj rzeczony tekst został jednak usunięty z czołówki (i z drugiej strony już po godzinie. Zareagowałem natychmiast publikując kolejny krótki wpis z pytaniem, czy na „niepoprawnych” stosowana jest cenzura. Od razu odezwał się pod wpisem jeden z adminów, „DoktorNO” (później dowiedziałem się, że był to ambitny i arogancji gówniarz), który oświadczył, że „niepoprawni” to poważny portal i publikowanie niepoważnych teorii spiskowych nie będzie na nim tolerowane. Na koniec ironicznie zapytał, czy o płaskiej Ziemi też napiszę. Tak więc już wtedy agentura okupanta ludzi demaskujących rzeczywiste spiski próbowała ośmieszać stawiając ich w jednym szeregu z płaskomózgowcami. I robione jest to nadal. Najgorsze wszak jest to, że znam ludzi (choćby ową Baśkę) demaskujących także rzeczywiste spiski, jednocześnie kolportujących płaskomózgowe kretynizmy.  Ludzie ci ośmieszają tym nie tylko siebie, ale wszystkich demaskujących rzeczywistew spiski.
.
I dlatego powyższy tekst napisałem.
.
.
opolczyk
.
.
precz z jahwizmem
.
.
Ręce Boga

US-bandyci – poszli won

.

światowy terrorysta nr 1

.

Piosenka na powitanie usraelskiego okupanta (na melodię Szarej piechoty).
.
Nie chcemy swołoczy u siebie i już
Ni ues-brygady ni NATO
Za hańbę dla Polski śmierdzący ten tchórz
Kaczo-PiS zapłaci nam za to
Za hańbę dla Polski śmierdzący ten tchórz
Kaczo-PiS zapłaci nam za to

.

Swołocz z ues-army wypędzimy
Aby kraj nad Wisłą Polską był
Gdy kolaborantów osądzimy

Polak będzie w wolnym kraju żył

.
Na Rosję szczujecie PiSo-szuje
I służycie obcym bandytom
Ojczyzna wam tego nie daruje
Polska nie Izrael to nasz dom
Ojczyzna wam tego nie daruje
Polska nie Izrael to nasz dom
.

Swołocz z ues-army wypędzimy
Aby kraj nad Wisłą Polską był
Gdy kolaborantów osądzimy

Polak będzie w wolnym kraju żył
.

Jak wszyscy wiemy, gnidy z PiSu, pełniące obowiązki Polaków, ściągają do Polski okupacyjną brygadę usraelskiej swołoczy.

.

„Według słów Macierewicza do Polski ma przybyć łącznie ok. 7 tys. zagranicznych żołnierzy, co stanowi „dużo ponad to, co kiedykolwiek sobie wyobrażano”, choć jednocześnie „można powiedzieć, że ciągle za mało”.
(…)

Amerykańska grupa bojowa składa się z ok. 3500 ludzi, ponad 400 pojazdów gąsienicowych i 900 kołowych, w tym 87 czołgów, 18 samobieżnych haubic Paladin, ponad 400 samochodów Humvee i 144 bojowych wozów piechoty Bradley”
https://pl.sputniknews.com/polska/201701064562215-polska-amerykanska-brygada-pancerna/
.
Bandyci z us-army – nie chcemy was w Polsce. My wiemy co robiliście w Libii, Iraku, Afganistanie, Serbii, Panamie, Wietnamie i we wszystkich bombarowanych i okupowanych krajach przez wasz bandycki folwark bankstrów. Nas nie oszukacie.
.

Sto lat podbojów USA: 
http://academic.evergreen.edu/g/grossmaz/interventions.html

Masowe groby po masakrze w Wounded Knee

ZBROJNE INTERWENCJE USA: OD WOUNDED KNEE PO SYRIĘ:

1890 – Południowa Dakota – wojska amerykańskie zmasakrowały Indian – słynna masakra w Wounded Knee
1890 – Wojska USA napadły na Argentynę
1891 – Napaść na Chile i walka z obrońcami Chile, których jankesi nazwali ‚nacjonalistami’
1891 – Napad na Haiti i stłumienie buntu Murzynów
1892 – Idaho – masakra górników w kopalniach srebra
1893 – Hawaje – napad zbrojny, który zakończył się całkowitym zniszczeniem królestwa.
1894 – Nikaragua – okupacja Bluefields
1894-95 – Napaść na Chiny – flota i wojsko ‚interweniują’ w wojnie japońskiej
1894-96 – Korea – piechota USA okupuje Seul
1895 – Panama – USA zaatakowały prowincje Kolumbii
1896 – Nikaragua – wojska USA lądują w Corinto
1898-1900 – Chiny – wojska amerykańskie tłumią rewolucję bokserów
1989-1910 – Filipiny – Amerykanie pokonały hiszpańskie oddziały; wymordowały 600 tysięcy tubylców (ludobójstwo?)
1898-1902 – Kuba – Amerykanie podbili hiszpańska Kubę
1898 – Guam – flota amerykańska i wojsko wymordowały tubylców; Guam do tej pory służy jako baza
1898 – Nikaragua – zdobycie portu San Juan der Sur
1899 – Samoa (na Pacyfiku) – bitwa o następstwo tronu
1901 – Oklahoma – armia rozgromiła bunt Indian Creek
1901-1914 – Panama – walki o Kanał Panamski
1903 – Honduras – stłumienie rewolucji przeciwko USA
1903-04 – Dominikana – stłumienie rewolucji przeciwko USA
1904-05 – Korea – udział w wojnie rosyjsko-japońskiej
1906 – Kuba – interwencja w wyborach na Kubie
1907 – Nikaragua – podbój kraju, tzw. dyplomacja dolarowa; ustanowienie ‚protektoratu’
1907 – Honduras – okupacja kraju w czasie wojny z Nikaraguą
1908 – Panama – zbrojna interwencja w czasie elekcji
1910 – Nikaragua – atak na Bluefields i Corinto
1911 – Honduras – zbrojna interwencja w wojnie domowej
1911-41 – Chiny – zbrojna okupacja Chin
1912 – Kuba – zbrojna interwencja w wojnie domowej wywołanej przez USA
1912 – Panama – zbrojna interwencja w czasie wyborów
1912 – Honduras – zbrojna interwencja w ‚obronie interesów USA’
1912-33 – Nikaragua – zbrojny napad i okupacja kraju
1913 – Meksyk – zbrojna interwencja w czasie rewolucji
1914 – Dominikana – walki z rebeliantami o Santo Domingo
1914-18 Meksyk – mordowanie ‚nacjonalistów’ broniących kraju
1915 – Teksas – stłumienie rebelii „Plan of San Domingo”
1916-24 – Dominikana – zbrojna okupacja
1917-33 – Kuba – militarna okupacja
1917-18 – Niemcy (I wojna światowa) – wojna z Niemcami
1918-22 – Rosja – zbrojna interwencja w walkach bolszewickich
1918-20 – Panama – zbrojna interwencja w czasie i po wyborach
1919 – Honduras – zbrojna interwencja w czasie kampanii wyborczej
1919 – Jugosławia – zbrojna pomoc Włochom przeciwko Serbom w Dalmacji
1920 – Gwatemala; rozbicie związkowców
1922 – Turcja – mordowanie nacjonalistów w Smyrnie
1922-27 – Chiny – wojska amerykańskie zaangażowane w rewolucję
1923 – Meksyk – bombardowanie Calles
1924-25 – Honduras – wojska USA interweniują w elekcji
1925 – Panama – wojska USA rozpędzają strajk generalny
1927-34 – Chiny – militarna okupacja kraju przez wojska USA
1932 – El Salvador – okręty USA wysłane w czasie powstania Martiego
1941-45 – udział w II wojnie światowej; bombardowanie Hawajów, Włoch, Niemiec, Japonii
1945 – Japonia – bombardowanie Hiroszimy i Nagasaki bronią atomową

Hiroszima po zrzuceniu bomby atomowej przez USA

1946 –  Iran – zagrożenie Iranu bronią atomową
1946 – Jugosławia – flota USA; zagrożenie bronią atomową
1947 – Urugwaj – zagrożenie bronią nuklearną: manewry bombowców
1947-49 – Grecja – zbrojna interwencja w wojnie domowej
1948 – Niemcy – popisy bronią atomową celem zastraszenia
1948-49 – Chiny – zagrożenie nuklearne ze strony USA
1948-54 – Filipiny – wojna przeciwko powstaniu Huka
1950 – Puerto Rico – krwawe stłumienie powstania o niepodległość w Ponce
1951-53 – Korea – bombardowanie, artyleria i zagrożenie nuklearną; bazy woskowe są do tej pory
1953 – Iran – Amerykanie przeprowadzili krwawy zamach stanu na demokrację i wprowadzili na tron szacha
1954 –  Wietnam – oblężenie i bombardowanie; zagrożenie nuklearne
1954 – Gwatemala – bombardowanie Gwatemali z baz w Nikaragui za karę, że rząd w Gwatemali znacjonalizował firmy USA
1956 – Inwazja na Egipt; straszenie bronią nuklearną
1958 – Liban – armia i piechota USA okupują kraj; stłumienie rebelii
1958 – Irak – straszenie bombą nuklearna; ostrzeżenie przed inwazją w Kuwejcie
1958 – Wojskowa interwencja w Panamie
1960-75 – Wietnam – ponad milion ofiar najdłuższej wojny i krwawej okupacji kraju
1961 – Kuba – nie całkiem udana inwazja USA
1961 – Niemcy – kryzys z powodu Muru Berlińskiego; stan pogotowia
1962 – Laos – militarna interwencja w wojnie partyzanckiej
1962 – Kuba – blokada; kryzys z ZSRR
1963 – Irak – zamach stanu, zamordowanie prezydenta i sprowadzenie Husajna z wygnania
1964 – Panama – wojna o Kanał Panamski; mordowanie mieszkańców
1965 – Indonezja; miliony pomordowanych w zamachu zorganizowanym przez CIA
1965-66 – Dominikana – wojskowa interwencja w w czasie wyborów
1966-67 – Gwatemala – interwencja ‚zielonych beretów’ przeciwko powstańcom
1969-75 – Kambodża – ponad dwa miliony zabitych w czasie bombardowań; głód, nędza i chaos polityczny
1970 – Oman – inwazja
1971-73 – Laos – bombardowanie dywanowe kraju
1973 – Chile – zamach stanu na demokratycznie wybrany rząd Allende
1975 – Kambodża – bombardowanie kraju
1976-92 – Angola – mordowanie powstańców
1980 – Iran – odbicie zakładników w ambasadzie i rebelia
1981 – Libia – zbombardowanie samolotów libijskich
1981-92 – El Salvador – wojna z powstańcami
1981-90 – Nikaragua – wojna z powstańcami (Contras)
1982-84 – Wojna USA w Libanie
1983-84 – Wojskowa inwazja w Grenadzie
1983-89 – Honduras – budowa baz amerykańskich na granicy
1984 – Iran – zestrzelenie irańskich samolotów nad Zatoką Perską
1986 – Libia – bombardowanie kraju; zamach na Kadafiego
1986 – Boliwia – bombardowanie plantacji kokainy
1987-88 – Iran – USA pomaga Irakowi bombardować Iran
1989 – Libia – zestrzelenie libijskich samolotów
1989 – Virgin Islands (Wyspy Dziewicze) – wojskowa interwencja
1989 – Filipiny – militarna ochrona w czasie puczu
1989 – Panama – krwawy zamach stanu zorganizowany przez USA
1990 – Liberia – wojna domowa
1990-91 – Arabia Saudyjska – interwencja wojskowa (540 000 wojska stacjonującego w Omanie, Katarze, Bahrajn, Izraelu i Emiratach)
199-91 – Irak – blokada portów i bombardowanie; ponad 200 000 zabitych w czasie inwazji na Irak, poważne zniszczenie armii irackiej
1991 – Kuwejt – militarna interwencja i powrót królewskiej rodziny na tron
1991-2003 – Irak; bombardowanie kraju; sankcje ekonomiczne
1992-94 – Somalia; zbrojna okupacja w czasie wojny domowej
1992-94 – Jugosławia; NATO blokuje Serbię i Czarnogórę
1993 – Bośnia – bombardowanie Serbów
1994 – Haiti – krwawy zamach stanu przeciwko rządom wojskowym (polskie wojsko też brało udział)
1996-97 – Zair (Kongo) – rewolucja w Kongo
1997 – Liberia – wojskowa interwencja
1997 – Albania – wojskowa interwencja
1998 – Sudan – zbombardowanie fabryki lekarstw
1998 – Afganistan – ataki na ośrodki treningowe CIA
1998 – Irak – bombardowanie kraju
1999 – Jugosławia – NATO bombarduje Serbię i okupuje Kosowo
2000 – Jemen – bombardowanie Adenu
2001 – Macedonia – NATO interweniuje w sprawie albańskich rebeliantów
2001 – Inwazja na Afganistan, która trwa do tej pory
2002 – Jemen – ataki dronami na ludność cywilną
2002 – Filipiny – wojna z powstańcami
2003 – Kolumbia – wojna z powstańcami
2003-11 – Irak – najazd na Irak, zamordowanie Husajna, zniszczenie kraju, okupacja militarna (160 000 żołnierzy USA)
2003 – Liberia – walki z powstańcami
2004-05 – Haiti – zamach stanu na Arystydesa; okupacja wojskowa USA
2005 – Pakistan – bombardowanie kraju przez USA; ataki dronów
2006 – Somalia – zamach na islamski rząd
2008 – Syria – ostrzeliwanie kraju z terenu Iraku
2008 – Gruzja /Osetia Płd. – kolorowa rewolucja w Gruzji i krwawa prowokacja w Osetii
2009 – Jemen – regularne bombardowanie kraju przy pomocy Arabii Saudyjskiej
2011 – Libia – napaść zbrojna na kraj, zbombardowanie wsi i miast; zamordowanie Kadafiego
2011 – Syria; wojna w Syrii o gazociąg
2013 – Ukraina – zamach stanu i przygotowanie rewolucji
2014 – Irak – interwencja zbrojna, rewolucja w kraju i walki powstańcze
2014 – Syria – bombardowanie kraju przy pomocy ISIS

I teraz:
2016 – WOJSKA  NATO  PRZYGOTOWUJĄ  INWAZJĘ  NA  SYRIĘ

.

Usrael to światowy bandyta i terrorysta nr 1 – żelazna pięść banksterów do podboju świata. Rosja nadal jest najważniejszym militarnym bastionem wolnego od żydo-banksteryzmu świata. Na polecenie okupanta Polski żydo-PiS (braterski kibuc PO) próbuje na obstalunek żydo-banksterskiego zachodu prowokować Rosję do wojny. Gdyby im się to udało, miliony Polaków zginą, a Polska stanie się pustynią i morzem ruin.

Jeśli Kaczyńskie/Kalksteiny, Macierewicze, Dódy, Szydły, Waszczykowskie i inne gnidy chcą wojny z Rosją – proszę bardzo – bierzcie karabiny i poszli won. Z Ukrainy macie bliżej do Moskwy. Możecie z banderowską swołoczą zaatakować Rosję. Ale bez Polaków i nie z Polski!
Kto jeszcze wierzy w brednie, że obecność us-swołoczy zwiększa bezpieczeństwo Polski?  Jest dokładnie odwrotnie – gdyby w Polsce nie było ani jednej instalacji us-army i bandyckiego NATO, ani jednego obcego żołdaka, ani jednej rakiety wymierzonej w Rosję, Rosja nie miałaby najmniejszego powodu, aby Polskę atakować. Terenów i surowców ma u siebie dość. Wystarczy przepędzić POPiS z przybudówkami i odpryskami, nawiązać dobrosąsiedzkie stosunki z Rosją i nie będzie absolutnie żadnego zagrożenia ze Wschodu. Jedynie południowy wschód za sprawką banderowców będzie jeszcze zagrożony. Ale kijowska junta pozbawiona wsparcia jakie dostaje od okupanta Polski padnie na pysk szybciej, niż zdobyła nielegalnie władzę. Zagrożenie dla Polski istnieje tylko od strony bandyckiego żydo-zachodu. Rosja zaakceptuje neutralną Polskę. Bandycki zachód nigdy. Bo upatrzył sobie Polskę jako przyczułek do ataku na Rosję. To zachód Polskę zniewala i jej zagraża, nie Rosja.
W czasach PRL, gdy w Polsce stacjonowała Armia Czerwona, to przynajmniej Ziemie Zachodnie były bezpieczne. Rosjanie byli stuprocentowym gwarantem nienaruszalności zachodniej granicy na Odrze i Nysie. Usraelka swołocz takim gwarantem nie jest. Nie będzie walczyć dla Polski o Stettin, Danzing, Breslau, Oppeln i Katowitz. Nigdy!
No i gdyby PiSowskim gnidom służącym obcym interesom udało się doprowadzić do wojny z Rosją i gdyby Rosja uderzyła na natowską Polskę całą potęgą, to nawet gdyby stacjonowało w Polsce 100 000 usraelskich bandytów, to oni z pełnymi ze strachu gaciami będą w podskokach spieprzać za Odrę, a może nawet za ocean. Oni się ewakuują. Gnidy z POPisu też. Ale miliony Polaków już nie…
.
O tym pamiętajmy…
.

.

.
.
opolczyk
.
.
precz z jahwizmem
.
.
Ręce Boga