Co o Słowianach zachodnich piszą inni…

Oblężenie Arkony

.
Znajomy, Heniek, podesłał mi poniższy tekst autorstwa Leszka Lubickiego pt: Tragedia Słowian zachodnich. Historia zamknięta ramą obrazu”:
https://lubicki.art.pl/malarstwo-historyczne/tragedia-slowian-zachodnich-historia-zamknieta-rama-obrazu/
.
Ten sam tekst opublikował autor także na innym portalu pt: „Zachodnia „tarcza” Polaków. Niemcy nie mieli dla tych ludów litości”:
https://superhistoria.pl/sredniowiecze/146698/zachodnia-tarcza-polakow-niemcy-nie-mieli-dla-tych-ludow-litosci.html
.
Gdybym miał streścić moją opinię o powyższym tekście jednym zdaniem, powiedziałbym tak: jeśli jest cokolwiek pozytywnego w tym tekście to to, że autor interesuje się w ogóle historią Słowian Zachodnich, a tym Połabian, choć niestety popełnia zbyt wiele uproszczeń, a także przeinaczeń. Niemniej polecam każdemu interesującemu się tematyką słowiańską zapoznanie się z tym tekstem.
.
Nie będą wyliczał wszystkich „potknięć” autora, a tylko te największe, przy czym zacznę od tytułu tekstu opublikowanego na Super-historii: „Zachodnia „tarcza” Polaków. Niemcy nie mieli dla tych ludów litości”. Niemcy faktycznie nie mieli dla Połabian litości, tyle że w tamtym czasie nie było jeszcze Polaków. Była dynastia piastowska i jej poddani, Słowianie różnych plemion, siłą podbici przez Piastów. Tożsamość plemienna jeszcze długo dominowała w państwie piastowskim, a dwuwiekowe rozbicie dzielnicowe wcale nie sprzyjało wytworzeniu się wspólnego dla wszystkich mieszkańców polskiego poczucia narodowego. To dopiero gdzieś od XIV wieku na fali „jednoczenia” dzielnic u rycerstwa i możnowładców pojawiać się zaczęło ponadplemienne i ponadregionalne poczucie tożsamości. U chłopstwa pojawiło się ono chyba dopiero w XIX wieku. Wcześniej, przez wieki, pytani kim są, odpowiadali: tutejsi, miejscowi, lub poddani tego a tego pana czy biskupa. Nigdy nie odpowiadali: Polacy – bo nimi się nie czuli. Nie dziwi to, gdyż za „naród” szlachta uważała tylko siebie. Chłopi byli ich własnością, poddanymi, ludzkim bydłem roboczym – ale nie narodem czy Polakami.

I tak pisze autor: „Wszystko jednak zaczęło się od wspomnianego wyżej Karola Wielkiego, który w 789 roku dokonał zniszczenia imperium Połabian”. I tu mamy podwójną czy piętrową nadinterpretację, by nie powiedzieć – dezinformację. Po pierwsze: nigdy nie istniało „imperium Połabian”, istniały natomiast luźne ich plemiona, o czym zresztą autor sam wspomniał i o czym mówili przytaczani przez niego inni historycy. Po drugie Karol „wielki” nigdy nie dokonał „zniszczenia” Połabian. Gdyby tak było, po co na jego rozkaz utworzono długi pas obronny przed Połabianami zwany Limes Sorabicus (https://pl.wikipedia.org/wiki/Limes_Sorabicus) i graniczący z nim od północy Limes Saxoniae (https://pl.wikipedia.org/wiki/Limes_Saxoniae). Oba te Limesy miały chronić państwo Karolingów przed Połabianami i ich odwetowymi najazdami. Tylko – skoro rzekomo Karol dokonał „zniszczenia imperium Połabian” – po co były mu te dwa limesy?

Dalej pisze autor dosyć obszernie o obrazie Wojciecha gersona „Opłakane apostolstwo” i ubolewa, że tak Niemcy postępowali z Połabianami. Ale czy tylko oni? A czy władcy piastowscy równie brutalnie nie tłumili antykościelnych i antyfeudalnych buntów własnych poddanych? A tych było kilka większych i zapewne szereg mniejszych, lokalnych. I wtedy rąbano święte drzewa, palono posągi bogów i leśne chramy, zabijano opornych, żerców, wiedźmy, resztę sprzedając w niewolę. Podobnie postępowały hordy Krzywoustego podczas podboju przez niego Pomorzan. I tam palono chramy, rąbano święte drzewa, mordowano opornych. Nie tylko więc w wykonaniu Niemców znaleźć możemy „opłakane apostolstwo”. Tu jeszcze przypomnę inny obraz Wojciecha Gersona przedstawiający powrót Kazimierza „odnowiciela”. Jedna z jego wersji, z wyraźnie widocznym hufcem zbrojnym zaginęła – czyżby na polecenie władz kościelnych? Przetrwała tylko jako reprodukcja na widokówce:
.


.
Na drugim obrazie ów zbrojny hufiec widać już znacznie słabiej, po lewej stronie na tle lasu:
.


.
Rzecz jest w tym, że Kazimierz był synem Niemkini, pociotem cesarzy niemieckich i wkraczał do kraju na czele niemieckich żołdaków danych mu przez niemieckiego cesarza. I przy pomocy niemieckiego żołdactwa objął władzę i od zera „odnowił” a raczej wybudował instytucję kk, totalnie zniszczoną przez poddanych, nie chcących ni krzyża, ni feudalizmu. Przy okazji wybijał też resztki zbuntowanych oddziałów ludowych, których nie rozgromił czeski Brzetysław. To też było „opłakane apostolstwo” przy pomocy niemieckiego żołdactwa, pod nadzorem półniemieckiego Piasta. O tym jednak przykościelni i kościelni historycy kk niechętnie przypominają. Za wszelką cenę utrzymują fikcję,  jakoby poddani Mieszka i jego następców od początku byli gorliwymi katolikami.

Przy okazji obrazu Gersona „Opłakane apostolstwo” autor napisał jeszcze to: „Do innego zaborcy natomiast odnosi się Barbara Ciciora, która w katalogu obrazów MNK pisze, że „w Słowianach podbitych przez bezwzględnego, okrutnego najeźdźcę, który pod pozorem szerzenia własnej wiary zabijał, rabował, palił i niewolił, widziano analogię do polityki prowadzonej wobec Polaków przez rosyjski carat”.
Nie to, że zamierzam bronić caratu. Za rozbiory ponosiła odpowiedzialność przede wszystkim katolicka szlachta, która na fali kontrreformacji zwalczała i „nawracała” tumultami i szykanami protestantów i prawosławnych, rozbijając wcześniejszą względną spójność społeczną stanu szlacheckiego z czasów jagiellońskich. Osłabiło to państwo do tego stopnia, że zostało pokrojone przez sąsiadów w trzech turach jak tort. Niemniej w zaborze rosyjskim bywały okresy liberalizmu. Uniwersytet warszawski z polskim językiem wykładowym powstał za zgodą cara w roku 1816. Zamknięto go w reakcji na powstanie listopadowe. Później, tuż przed powstaniem styczniowym Aleksander Wielopolski, mając poparcie cara, dokonywał wiele korzystnych reform, wywalał do Rosji z terenów Królestwa Polskiego nadgorliwych rosyjskich urzędników, obsadzał stanowiska Polakami, rozbudowywał system polskiego szkolnictwa od podstawowego do akademickiego. Niestety duża część szlachty dała popchnąć się do powstania styczniowego, po którym nastąpiła zmasowana rusyfikacji, a większość reform Wielopolskiego została wycofana. Przypisuje się mu słowa: Dla Polaków można zrobić coś dobrego, z Polakami nic. I przypomnę jeszcze pomnik cara Aleksandra II wybudowany w Częstochowie, tuż pod klasztorem, ze składek chłopów polskich z zaboru rosyjskiech w podzięce za zniesienie pańszczyzny :
.


.
Pomnik zlikwidowano w listopadzie 1917 roku, już po upadku caratu, gdy nadal jeszcze trwała I wojna światowa. Jak widać oceny caratu w zaborze rosyjskim były różne – dla jednych był tyranem, dla innych wyzwolicielem od pańszczyzny.

Dalej pisze autor: „Słowianie zachodni najeżdżali Niemców, szli aż po Hamburg, ale i Polanom też się dostawało od nich, jak np. w 963 roku, kiedy to Wieleci przeprowadzili dwa najazdy na mieszkowe państwo”. Przyznał też: „Musimy tutaj wspomnieć i o tym, że państwo Mieszka po przyjęciu chrztu czy państwo Chrobrego czasami wspierało Niemców w walkach z zachodnimi Słowianami”. Ale nie wspomniał o jednej ważnej sprawie – państwo Mieszka parło na tereny połabskie. Nie wiadomo dokładnie kiedy, ale już w czasach Mieszka I Lubusz po połabskiej stronie Odry (https://pl.wikipedia.org/wiki/Lubusz) była w jego rękach. Z punktu widzenia Połabian była pod piastowską okupacją. Piaści nie ukrywali tego, że mają aspiracje powiększania nabytków na Połabiu. Jeśli więc Wieleci najeżdżali państwo piastowskie – to były to wyprawy odwetowe, a nie agresja. Agresorem byli Piaści.

Pisze też autor: „A Słowianie zachodni nie chcieli się chrzcić. Zresztą i poddani Mieszka I zapewne też. A poza tym nikt z trzymających władzę Piastów im nie kazał”. Za Mieszka I przymusu chrztu dla prostego ludu nie było. Inaczej  jednak było z tym za Chrobrego: zabiegał on gorliwie o koronę i własne arcybiskupstwo. Aby mieć do tego podstawę, na jego rozkaz zaciekle zaczęto wtedy tępić pogaństwo, przymusowo chrzczono poddanych, narzucono też im barbarzyńskie kary za łamanie kościelnych praw i nakazów, jak choćby wybijanie zębów za łamanie przymusowych kościelnych postów. „Nawracanie” poddanych w państwie piastowskim wcale więc nie było ani łagodne, ani dobrowolne. Było wprowadzane pod przymusem, siłą i drakońskimi karami. Powtórzyło się to zresztą i za Kazimierza „odnowiciela”, gdy jeszcze zacieklej tąpiono pogażstwo i przymuszano do katolicyzmu.

Dalej pisze autor: „Uważa się, że proces chrystianizacji trwał w Polsce do końca XIII stulecia, a nawet i dłużej”. A tymczasem „proces chrystianizacji w Polsce” tak naprawdę nigdy nie dobiegł końca, a obecnie mamy proces dechrystianizacji. Nigdy krystowierstwo nie osiągnęło tego, że wszyscy Polacy byli katolikami. Wieś najdłużej trwała w ukrytym pogaństwie. Pisał o tym Zorian Dołęga-Chodakowski” w drugiej dekadzie XIX wieku: Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych”. A w tym samym czasie postępowała już powolna laicyzacja wykształconych elit. Pojawiali się materialiści, ateiści, agnostycy, ale i ludzie szukający prawdy w obcych pogańskich religiach i filozofiach. Obecnie zaś narasta liczba rodzimowierców. Maleją natomiast zastępy gorliwych owieczek kk. Nim więc krystianizacja Polaków dobiegła końca, zaczął się jej odwrót. I wcale nad tym nie rozpaczam.

Kompletnym wymysłem autora jest to: „(Trudno też przypuszczać, aby sam książę Mieszko tak od razu stał się żarliwym chrześcijaniniem, choć oczywiście wykluczyć nie można, że poczuł doświadczenie wiary.) Niemniej na „papierze” stało, że jest ochrzczony (i tym samym przynależy do cywilizacji zachodniej).”

Chciałbym zobaczyć ten „papier” – metrykę chrztu Mieszka I. Nawet najbliżsi czasowo Mieszkowi „kronikarze” nie wiedzieli, kiedy i gdzie się on rzekomo „ochrzcił”. I do dzisiaj nie jest znana ani data, ani miejsce tego fikcyjnego chrztu. Ani kto był chrzestnym i jakie imię na chrzcie Mieszko otrzymał. Nic tylko gdybania i przypuszczenia. Dziwne jeszcze jest to, że za tak ogromną zasługę dla kościoła nie przydano mu nawet przydomka „wielki”, choć w tamtych czasach władcy pogańscy przyjmujący chrzest bywali zazwyczaj kanonizowani – stawali się świętymi i byli patronami ich państw. A u Mieszka nic z tego – ani nie święty, ani nie wielki. Dlaczego?

Pisze autor o Połabianach: „Mogli podobnie postąpić także i zachodni Słowianie – zjednoczyć się pod jednym władcą i ochrzcić. Nie chcieli tego uczynić. Wielka szkoda, bo być może teraz Berlin byłby słowiański”. Najpóźniej od Chrobrego wszyscy władcy piastowscy byli ochrzczeni. Nie uchroniło to jednak wielu piastowskich ziem i miast od wpadnięcia w niemieckie ręce. Przez wieki Szczecin zwał się Stettin, Wrocław Bresłau, a Opole Oppeln. To że dzisiaj są słowiańskie, zawdzieczamy Stalinowi, który postanowił Polskę osadzić między Odrą a Bugiem. To on dał Polsce Ziemie Odzyskane. Gdyby nie on, być może nadal Szczecin, Wrocław, Opole i setki innych, dzisiaj polskich miast, byłyby miastami niemieckimi.

Pisze autor: „Zapewne było tak jak na obrazie Gersona – rozmodlony biskup i wojowie uzbrojeni po zęby tną i biorą w niewolę kogo popadnie”. Nie zawsze biskupi byli rozmodleni. Często dowodzili wyprawami wojennymi. a w rękach dzierżyli miecze lub topory zamiast krzyża czy różańca. Jednemu z najbardziej zbrodniczych spośród biskupów, Absalonowi duńskiemu, pogromcy Arkony, wystawiono nawet pomnik ukazujący biskupa na koniu z toporem w ręku:
.


.
Pisze autor: „Po chrzcie pierwszym naszym władcom nie wypadało stawać po stronie pogan, dlatego Mieszko i syn jego czasami Niemców wspomagał”. A po chwili dodaje:  „Były to działania mające na celu zbliżenie się do Świętego Cesarstwa Rzymskiego i przez to wytłumaczalne”. Wytłumaczalne dla kogo – dla Połabian też? I dlaczego Połabianie byli źli, gdy szli z Niemcami na Chrobrego, natomiast gdy Piaści szli z Niemcami na Połabian to było to „wytłumaczalne”. I nie ma racji autor przytaczając Labudę: „Tak było w 1004 r., kiedy Chrobry w wyniku wojny z Niemcami wspartymi Wieletami stracił świeże nabytki Milsko i Łużyce, choć później na pewien czas odzyskane, to przecież „ich trwałe złączenie z Polską mogło mieć poważny wpływ na dzieje Słowiańszczyzny Zachodniej” – zauważa Gerard Labuda„. Nie było szansy na trwałe podbicie  – podbicie a nie złączenie – Milska i Łużyc z państwem piastowskim. Narobiło sobie ono wrogów na wszystkich granicach. Wykorzystując zamęt w Niemczech Chrobry podbił Milsko i Łużyce. Ale utracił Pomorze na ponad 100 lat. Podbił je ponownie Krzywousty, po czym zmarnował własne podboje wprowadzając dzielnicowe rozdrobnienie. Ale wracam do Chrobrego: walczył z Pomorzanami, Wieletami, Niemcami, Czechami, Morawianami, Słowakami, Rusinami i Prusami. Zostawił synowi wrogów na wszystkich granicach. Gdy zaatakowano Mieszka II z dwóch stron, stracił wszystkie „nabytki” Chrobrego, na koniec nawet władzę i uciekł za granicę. Państwo piastowskie bazowało na podbojach i narobiło sobie wrogów wszędzie dookoła, zwłaszcza właśnie za Chrobrego. Obrazuje to poniższa mapa:

.

.
Nie gwarantuję za jej ścisłość, niemniej jej wymowa jest jednoznaczna – ekspansjonizm Chrobrego nie znał umiaru. Walczył i podbijał tereny na wszystkich granicach. Dla niepoważnych marzycieli o imperialnej Polsce był i jest idolem. Dla ludzi rozsądnych był nienasyconym zaborcą i wręcz szkodnikiem. Było więc tylko kwestią czasu, gdy losy wojenne się odwrócą i zdobyte przez Chrobrego ziemie znów zostaną Piastom odbite. Jedynym efektem tej nieokiełznanej ekspansji będą wrodzy sąsiedzi. Pamiętać też należy, że dla Łużyczan i Milczan, poza imieniem władcy, nic się nie zmieniło. Chrobry traktował ich jak podbity lud, gnębił daninami i powinnościami, gnębił krzyżem, gdyż instytucji kościoła nie zwalczał i nie zlikwidował. Wiedzieli też Łużyczanie i Milczanie o tym, że Chrobry wcześniej wspierał Niemców w najazdach na Połabie, że gnębił własnych poddanych daninami i dziesięcinami, że nakazał wybijać im zęby za łamanie postów, widzieli więc w nim kolejnego agresora a nie wyzwoliciela. Dlatego nie wsparli jego wojsk, gdy Niemcy przystąpili do odbijania tych terenów. Jedni i drudzy, Piaści i Niemcy, byli dla nich okupantami i agresorami.
Dodam tu jeszcze, że nie tylko Mieszko I i Chrobry wspomagali Niemców. Krzywousty silnym oddziałem zbrojnych wsparł „misję” biskupa Mistelbacha na Pomorzu. A jego atak na Pomorze po połabskiej stronie Odry, naturalne zaplecze Wieletów,  ułatwiło niemieckiemu królowi Lotarowi atak na Redarów i zniszczenie Radogoszczy. No i Piaści wsparli fanatyczną niemiecką krucjatę połabską.  A jeszcze gorszą rzecz uczynił gorliwy katolik Konrad Mazowiecki, ściągając krzyżaków do pomocy w podboju i „nawracaniu” Prusów i wspierając ich w tym. Bardzo szybko jego własna ludność stała się dla krzyżaków zwierzyną łowną a jego ziemie terenem niemieckiej ekspansji. Zakon ten przez wieki wisiał toporem nad Bałtami i Słowianami, a jego przepoczwarzenie – Królestwo Prus – było jednym z trzech zaborców. Nie wyszła Polakom na dobre katolicka gorliwość tego piastowskiego księcia i wspieranie przez niego niemieckich krzyżaków.

Bzdurny jest też przytoczony przez autora cytat Andrzeja Nowaka: „Najbardziej znamienny jednak przykład to rok 1017 i bohaterska obrona Niemczy przez nieliczne polskie wojsko. Andrzej Nowak: „Woje ochrzczonej dopiero 50 lat wcześniej Polski, stawali skutecznie czoła poganom, którymi dowodził cesarz – świeckie ramię chrześcijańskiego porządku na ziemi”.  Woje piastowscy, ochrzczeni przymusowo, po kryjomu zapewne nadal w większości czcili starych bogów. Ten nowy, narzucony przez władcę, nadal był dla nich obcy. Cesarz zaś dowodził przede wszystkim wojskom niemieckim jego niemieckich lenników. W oblężeniu Niemczy brali też udział czescy lennicy cesarza. Oddziały Wieletów były znacznie mniej liczne i cesarz nimi nie dowodził. Mieli własnych wodzów. I mieli porachunki z Piastami.  Dlaczego cesarz zdecydował się na ich udział w wyprawie – nie wiadomo. Może chciał pokazać Chrobremu, że ma wroga nie tylko w cesarzu, ale i w Czechach oraz Wieletach? A może po prostu liczył na to, że nawet garstka Wieletów może przeważyć szalę wyprawy na niemiecką korzyść? W każdym bądź razie częściej Piaści szli z Niemcami na Wieletów, niż odwrotnie.

Zauważa też autor: „Na tym przykładzie jasno widać, że Niemcom nie chodziło o szerzenie wiary chrześcijańskiej, tylko jak to zazwyczaj bywa, o wpływy i władzę…”. To samo dotyczyło wtedy  Piastów, Przemyślidów, Rurykowiczów, Duńczyków, Francuzów, Bizantyjczyków i kogo tylko jeszcze w ówczesnej krystowierczej Europie. Poza poganami!!! Ani Połabianie, ani Prusowie nie uprawiali wtedy podboju obcych ziem. Sami żyć chcieli po swojemu na swoich ziemiach, obcych ziem nie zagarniali, a jeśli organizowali wyprawy wojenne, to albo w odwecie, albo po łupy. Ale nie w celu ekspansji terytorialnej. Ta była cechą zorganizowanych państw, a nie ludności pogańskiej, żyjącej w systemie plemiennym. Gdyby wszystkie ludy europejskie w ówczesnej strukturze plemiennej pozostały, nie byłoby wprawdzie państw, ale całe Połabie nadal byłoby słowiańskie. To państwa były zabójcą wolności i różnorodności plemiennej.

Sama końcówka tekstu jest dla mnie niezrozumiała i pokrętna. Cytat Galla Anonima jest oszukańczy: „Współpracowaliśmy z cesarstwem na szczeblu władzy, jednocześnie chroniąc, jak zauważył Gall Anonim, „starodawną wolność Polski”. Niestety, tak nie postąpili zachodni Słowianie”. Starodawna „wolność” dotyczyła tylko władców. Lud natomiast, wcześniej rzeczywiście wolny, rządzący się sam, został przez władców zniewolony i przerobiony na poddanych i przypisańców. I tylko zachodni Słowianie – Północni Połabianie – walczyli o własną wolność – do końca – do drugiej połowy XII wieku. Wielu wolało zginąć, niż ugiąć kark przed kniaziem i stojącym obok  biskupem. Piastowie nie uchronili żadnej starodawnej wolności. Oni ją zniszczyli. I zniszczyli kulturę i tożsamość podbitych plemion. Jakże słusznie pisał o tym Zorian Dołęga Chodakowski: „Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi”.

Miał rację Jasienica gdy pisał: „Zagłada Słowian Połabskich oraz większości ludów bałtyckich jest tragedią, której rozmiarów stanowczo nie doceniamy. Chodzi o poważniejsze rzeczy niż ochrona Polski od zachodu…. Kultura kontynentu została zubożona, dorobek powszechny zmniejszony”. Jest rzeczą jak najbardziej oczywistą, że kultura kontynentu została na fali krystianizacji straszliwie zubożona – od Atlantyku po Ural, od Skandynawii po Sycylię Europę pokryła „dżungla” rzymskich szubienic. Stawiano je na i przy kościołach, na skrzyżowaniach, przy drogach, na polnych ścieżkach i w leśnych przecinkach. Były wszędzie w milionach sztuk. Wcześniejsza różnorodność wierzeń, bogów i zwyczajów pod krystowierczą sztancą zniknęła. W całej Europie wszyscy zmuszeni byli obchodzić te same narzucone, często przywłaszczone od pogan święta i modlić się do tych samych nadjordańskich idoli – psychopatycznego biblijnego Jahwe i jego domniemanego syna, rzekomego zbawiciela i odkupiciela Joszue/Jezusa. Wcześniej kultura europejska przypominała dziką, tętniącą życiem i mnogością zwierząt, ptaków i owadów  puszczę z ogromem różnych gatunków drzew i krzewów:
.


.
Krystowiercza Europa przypominała monotonną monokulturową „leśną plantację”, las przemysłowy służący do produkcji drewna, podatny na ataki szkodników, w którym zwierzęta nie majł gdzie sią ukryć.
.


.
Ale mylił się Jasienica pisząc: „Doprawdy śmieszne nieporozumienie i dowód zaściankowego sposobu myślenia zarzucać średniowiecznej Polsce, że nie dała pomocy pobratymcom. Ależ oni sami odcięli się zarówno od tej pomocy, jak od wielu cenniejszych desek ocalenia. Istota zła polegała na tym, że ludy te nie przyłączyły się do wspólnych dziejów Europy. (…) Dobrowolne przystąpienie do powszechności ściągało trudne dobro, odcinanie się od niej – pewną zagładę”. Piaści nie tylko nie wsparli Połabian, ale pomagali Niemcom ich podbijać. Niestety niemiecki Drang nach Osten nie zatrzymał się na linii Odry i Nysy. Czyżby Jasienica zapomniał o Ziemiach Odzyskanych, które Piaści utracili na rzecz Niemców?
.


.
I czy zapomniał o tym, że 6 wieków po upadku Północnego Połabia przyszła kolej na Rzeczypospolitą Obojga Narodów? Pokroiło ją wszak trzech Niemców – pruski Hohenzollern, austriacka Habsburżanka i Niemkini na carskim tronie – z domu Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst, urodzona w „niemieckim” Szczecinie – Katarzyna II „Wielka”.
Przy czym pamiętać należy, że ziemie etnicznie polskie, piastowskie, w komplecie dostały się w łapska niemieckich Prusaków i Austriaków. Rosja zadowoliła się ziemiami ruskimi i litewskimi, etnicznie niepolskimi:
.


.
Tak więc rozbiory były kontynuacją niemieckiego odwiecznego Drangu nach Osten i objęły wszystkie etniczne tereny polskie, piastowkie. Tu należy jeszcze przyznać, że po upadku Napoleona i stworzonego przez niego efemerycznego Księstwa Warszawskiego (1807–1815) to za sprawą Rosji z części zaboru pruskiego i austriackiego prawie wyłącznie na etnicznychh ziemiach Polski utworzone zostało Królestwo Polskie pod carskim berłem:
.


.
Gdyby zamieszkująca je szlachta postępowała roztropnie i nie dawała popychać się do samobójczych powstań, królestwo mogło osiągnąć duży stopień autonomii, mogło  rozwijać się gospodarczo, kulturowo i oświatowo i w dobrej kondycji mogło by doczekać I wojny św. i upadku caratu. Niestety zaślepienie szlachty nazywane patriotyzmem odpowiedzialne było za wyniszczające ludność i gospodarkę powstania, krwawo tłumione przez carat, przez co królestwo pozostało biedne i zacofane. Ale tu wracam do Piastów. Otóż gdyby wspierali oni Północnych Połabian w ich walkach z Niemcami, byłoby to korzystne i dla samych Piastów. I gdyby uwolnili się od zapędów ekspansjonistycznych i wspólnie z Wieletami pomogli Południowym Połabianom wypędzić Niemców za Soławę i Łabę, bez prób narzucenia im swej władzy, można byłoby stworzyć słowiański odpowiednik Limes Sorabicus i Limes saxonicus, wspólnie bronione przez Połabian i Piastów. Wtedy nigdy Niemcy nie mieliby szans na przekroczenie linii Odry i zajmowanie piastowskich ziem. Niestety zabrakło Piastom na to wyobraźni. My znamy jednak historię – i jeśli ma być ona nauczycielką życia, to to właśnie powinniśmy zrozumieć – gdyby Piaści wsparli Północnych Połabian i zamiast próbować podbijać Południowych w czasach Chrobrego, pomogli im odzyskać wolność, bez narzucania im swojej władzy, historia Słowiańszczyzny, Połabia i Polski wyglądałaby całkiem inaczej. Byłoby to zresztą korzystne zwłaszcza dla Piastów, gdyż silnym kordonem połabskim odgrodzili by swoje włości od zachłannych Niemców.
.
Ma rację autor kończąc jego tekst słowami: „Uczmy się zatem studiując dzieje naszych praojców”. Należy te dzieje rzeczywiście studiować – ale co jeszcze ważniejsze – należy wyciągać z nich właściwe wnioski. A nie ubolewać, że Połabianie nie chcieli ani krzyża, ani poddania się pod władzę Piastów. Dla nich byłoby to klęską, utratą własnej wolności, kultury i tożsamości. Gdyby natomiast otrzymali wsparcie od Piastów, Berlin nadal byłby Słowiański…

.

opolczyk

 

PS

Światowid w komentarzu zamieścił ważną uwagę w odniesieniu do powyższego wpisu:

„Nie podkreślił Pan jednej ważnej rzeczy – konfliktu ustrojowego, który ograniczał możliwość sojuszu ze Słowianami połabskimi. Jeśli oni byli bliżej społeczeństwa „demokracji wiecowej”, a Piastowie – do feudalnego zamordyzmu, to nie dziwne, że nie było im w smak robić sojusz z organizmami, które poddanym mogły przypomnieć o starej, odebranej przez Piastów i ich przybocznych wolności. Oczywiście swoje robiły względy propagandowe – by sojusz z „poganami” nie wywołał rozruchów przeciw agresywnym w „nawracaniu” poddanych Piastów klechom i nie ściągnął na państwo Piastów „krzyżowców”.”

Faktycznie nie podkreśliłem konfliktu ustrojowego między  państwem Piastów a Wieletami, którzy do końca nie znali instytucji księcia i do końca trwali w systemie demokracji wiecowej.Piaści obawiali się Wieletów jak zarazy właśnie z tego powodu – bali się, że wolność i równość panujące u Wieletów oraz trwanie ich przy własnych bogach, o czym wiedziano w ich państwie, może być hasłem wywoławczym do kolejnych antykościelnych i antyfeudalnych buntów. I z tego głównie powodu gorliwie wspierali najazdy na Północne Połabie, sami najeżdżali i „nawracali” Mazowszan, Pomorzan i brali udział w fanatycznej krucjacie połabskiej. Chcieli zniszczyć słowiańską wolność i kulturę wszędzie, gdzie jeszcze istniała.

.