Protesty wolnościowe, antyszprycowe i antysegregacyjne trwają nadal…

Covidowa, światowa, banksterska III Rzesza

 

Znalazłem migawkę z protestów we Włoszech – 16 miast w 3 minuty:

Brawo Włosi! Tak trzymać! Przestaję nawet w myślach nazywać was „makaroniarzami”. Zasługujecie na szacunek!
W migawce z Włoch zabrakło Rzymu – ale tam były masowe protesty przeciwko tzw. „szczytowi g 20”. Nawet nie wiedziałem, że tę farsę nadal się inscenizuje, tym razem w Rzymie – zlot 20 marionetek politycznych. Robione jest to po to, by goje myśleli, że marionetki polityczne to politycy i że mają coś do powiedzenia, że rządzą. A marionetki polityczne jedynie odgrywające przypisane im w scenariuszu autorstwa Rotszyldów i spółki role w politycznym teatrzyku absurdu. Antyszczytowych demonstracji, rzeczywiście niezależnych, pseudoniezależnych i agenturalnie „niezależnych” bylo w Rzmie dziesiątki:

I masa policji – pewnie z tysiąc na ochronę każdej z dwudziestu politycznnych marionetek:

Protesty trwają i we Francji. Tu widzimy Paryż:

Szukałem w wyszukiwarce innych francuskich miast, ale cenzura wycina coraz bardziej filmy z protestami. Niemniej znalazłem i Montpellier:

Gdyby dobrze pogrzebać, znalazłoby się jeszcze więcej francuskich miast. Psst – znalazłem: Besançon, miasto we Francji, 116 tys. mieszkańców:

Najlepszy był ten plakat z mackronawirusem i jego mutacją:

I jeszcze jedno miasto, a raczej miasteczko francuskie –  Vannes – 53,5 tys. mieszkańców:

W opisie pisze, że to szesnasta demonstracja w Vannes. Właściciel kanału przeprasza, że migawka krótka i z urwanym  końcem, ale padła mu bateria. Zajrzałem na jego kanał i znalazłem pierwszą zamieszczoną na nim demonstrację z 7 sierpnia 2021:

Tu muszę przyznać, że jak na tak małe miasto są te demonstracje imponujące. Aż im zazdroszczę – Pforzheim jest dwukrotnie większy, a tylu ludzi na demonstracji u nas nie było ani razu! Choć na pocieszenie pozostaje mi to, że u nas tych demonstracji było już wielokrotnie więcej. Protesty trwają u nas już ponad 1,5 roku bez przerwy. Sam mam ich na koncie  ok. 150. Przez szereg miesięcy mieliśmy trzy demonstracje tygodniowo. A licząc z dodatkową pikietą w soboty wieczorem nawet cztery. I kilka „nielegalnych” – niezameldowanych. Obecnie demonstrujemy raz w tygodniu – w poniedziałki o 18:00. Niemniej nasze demonstracje w porównaniu z tymi z Vannes wypadają skromniutko.
I jeśli w Besançon i w Vannes są takie demonstracje, to idę o zakład, że w całej Francji wrze! Brawo Francuzi, Już was nie nazwę nigdy żabojadami!
W między czasie znalazłem jeszcze dwie demonstracje z Francji – z ostatniej soboty:

Także i Szwajcaria wyraźnie się rozbudziła – co tydzień są demonstracje w Brnie, Bazylei, widziałem migawki z Lozanny, a teraz znalazłem z Zurychu:

Króciutkie migawki z protestów, w ogromnej większości antyszprycowych, w różnych krajach i miastach można znaleźć na poniższym kanale:
https://www.youtube.com/channel/UCA2jUUNoi3vNuTOaiNDLOsA/videos

Znalazłem ponadto na kanale Aljaliya 24 migawkę z Maroka. Tam też walczą ludzie o wolność:

Ucieszyło mnie, że kanał ten pokazał protesty w Polsce:

W sumie i on pokazuje demonstracje z całego świata:

https://www.youtube.com/channel/UCdpOqS-Q7t2bUXudyUf6Byg/videos

Najbardziej podobał mi się protest Maorysów w Nowej Zelandii – łączą go z własną prastarą kulturą:

Szkoda tylko, że nie mieli tradycyjnych strojów:

Chciałem na jew-tubie znaleźć migawki z demonstracji w Dojczlandii, bo wiem że są w wielu miastach, choć niestety nie tak masowe jak we Włoszech czy Francji. Niestety cenzura w dojczlandzkiej sieci wycina wszystkie migawki z ostatnich tygodni, a przepuszcza tylko stare, emitowane zresztą przez reżimowe łże-media, z reżimowym załganym komentarzem. Naturalnie są kanały na jew-tubie które zamieszczają migawki z protestów. Tyle, że wyszukiwarka jew-tuba i google ich celowo „nie znajduje”. Trzeba znać adres danego kanału i na niego wklikąć się bezpośrednio. Inaczej w sieci za pomocą wyszukiwarki się go nie znajdzie. Okupant jawnie stosuje cenzurę, by w ten sposób wyciszać protesty. Ale one trwają – na całym świecie. W Dojczlandii też. Zamieszczam migawkę z poprzedniej demonstracji w Pforzheimie, gdyż z tej wczorajszej (01.11.2021) Roland jeszcze nie wrzucił na devtuba. Bałem się, że z powodu „święta” mało kto dzisiaj przyjdzie, ale było nas mniej więcej tyle samo co, na zamieszczonej migawce:

 

Walcz o wolność! Kto o nią nie walczy, gdy jest mu rabowana, nie zasługuje na nią!

.

opolczyk

.

PS

I jeszcze pewna osobista dygresja – gdy znalazłem migawkę z Zurychu, natychmiast przypomniało mi się pewne przykre zdarzenie sprzed wielu lat. Nabawiłem się przez nie urazu do szwajcarskiej straży granicznej. Było to tak…
Zadzwonił do mnie z Wrocławia Mietek, serdeczny kumpel z obozu internowanych w Nysie. Kilka razy w przeszłości odwiedzaliśmy się nawzajem. No i Mietek zapytał, czy nie pojechałbym z nim w roli tłumacza do Szwajcarii, do Zurychu. Były tam dwa duże place z używanymi autami. Interes prowadzili Arabowie, ale po niemiecku. Oczywiście zgodziłem się. Mietek przyjechał do mnie autem wraz z synem i jego kolegą, właścicielem auta. Nazajutrz rano ruszyliśmy do Szwajcarii. Na granicy w Bazylei zatrzymała nas straż graniczna (aut na niemieckich blachach nie zatrzymywali). Strażnik podszedł do nas od strony kierowcy, ale rozmawiałem z nim ja, siedząc obok kierowcy. Rozmowę tłumaczę na j. polski:
– Dzień dobry, proszę dokumenty.
– Dzień dobry, proszę bardzo –  i dalimy mu je przez okno. Strażnik nadal indagował:
– Po co panowie przyjechali do Szwajcarii?
Zdębiałem słysząc to pytanie – co go to g… obchodzi, po co tu przyjechaliśmy. Odrzekłem krótko:
– Na kawę!
Tamtego zatkało. Dopiero po dłuższej chwili zapytał:
– Na kawę?
– A czy nie wolno przyjechać z Polski do Szwajcarii na kawę?
Znów go zatkało. Po chwili mruknął:
– No… wolno. A czy mają panowie pieniądze?
– Na kawę nam starczy – i pokazałem mu 20 euro.
Strażnik poszedł do budy sprawdzić w komputerze, czy nie jesteśmy ściganymi złoczyńcami i czy nasze dokumenty nie są fałszywe. Trwało to dobrą chwilę nim wrócił. Oddał nam dokumenty i życzył dobrej podróży.
W Zurychu Mietek (obozowa ksywa „Rudy” lub „Zadyma”) miał szczęście – znalazł u Araba niezbyt starego Seata Toledo w świetnym stanie – i tanio. Arab na miejscu wyrobił blachy próbne i ruszyliśmy – teraz już dwoma autami – spowrotem do Pforzheimu. Jechaliśmy z Mietkiem jego „nowym” Toledo pierwsi, a tuż za nami  jego syn z kolegą drugim autem. I tak dojechaliśmy do granicy na tym samym przejściu. Natychmiast przed nami opadł szlaban. Z budki strażniczej wyszło czterech strażników i podeszli po dwóch do obu aut. Zażądali dokumentów, po czym odsunęli się na kilka kroków, a jeden telefonem/krótkofalówką zażądał posiłków. Po chwili przed budą strażniczą pojawiło się jeszcze czterech strażników – każdy z ręką na kolbie pistoletu. Ci co stali przy nas, kazali nam wyjść z aut. Musieliśmy rękami oprzeć się o maskę. Po kolei nas obmacano, po czym kazali odejść nam na bok. Dwóch pilnowało Mietka i mnie, dwóch syna Mietka i jego kolegę. Stali w pozycji przypominającej westernowych rewolwerowców  przed pojedynkiem. Ich miny mówiły wyraźnie: jeden ruch a sięgamy po broń. W międzyczasie ściągnięto z innych pasów przejścia jeszcze czterech strażników, którzy zaczęli przeszukiwać oba auta. Trwało to dobre pół godziny. W autach naturalnie nie znaleziono nic podejrzanego. Jeden ze strażników, pewnie dowodzący operacją, podszedł do mnie i zapytał:
– Panowie naprawdę nie przewożą nic nielegalnego? Broń, narkotyki, pieniądze, złoto?
Byłem wściekły i odpowiedziałem zgryźliwie:
– Szukajcie jeszcze raz, może coś znajdziecie. My mamy czas…
Tamten patrzył mi w oczy dłuższą chwilę badawczo. Nie spuściłem wzroku, a na dodatek obdarzyłem go ironicznym, wręcz szyderczym uśmieszkiem. Pewnie zrozumiał co myślałem: eh ty żałosny naiwny palancie, łapcie prawdziwych bandytów, a nas zostawcie w spokoju.
W końcu tamten spuścił wzrok, skinął głową na strażnika trzymającego nasze dokumenty i ręką dał znać klawiszowi w dyżurce, by podniósł szlaban. Powiedział krótko: przepraszamy, życzymy dobrej podróży.
Wreszcie mogliśmy odjechać.
Po kilkudziesięciu kilometrach Mietek powiedział – zjeżdamy na najbliższym placu na postój – muszę ochłonąć, bo jeszcze się z nerwów trzęsę. Zjechaliśmy więc na najbliższy plac postojowy przy autostradzie, a ci w drugim aucie za nami. Wyszliśmy z aut, zapaliliśmy papierosy, Mietek sięgnął po termos i zaczął rozlewać kawę. W tym czasie na plac postojowy wjechało inne „cywilne” auto. Nie zwracaliśmy na nie uwagi do chwili, aż wyszli z niego… niemieccy policjanci. Gnidy szwajcarskie puszczając nas na granicy zawiadomiły o nas niemiecką policją. A ta dopadła nas na tym postoju. Tu muszę przyznać, że niemieccy policjanci byli znacznie bardziej „na luzie”. Owszem, wzięli dokumenty, sprawdzili je w komputerze, zajrzeli do obu bagażników i skrytek obok kierowcy. Zapytali mnie też, choć chyba ze zwykłej ciekawości, czy naprawdę tamtych trzech przyjechało z Polski tylko po to, by w Szwajcarii kupić używane auto. Wyjaśniłem im, że u tych Arabów faktycznie można kupić taniej niż w Polsce, a ponadto jest większa gwarancja, że auto nie jest kradzione. Oddali dokumenty, przeprosili i odjechali.
Wieczorem daliśmy z tamtymi trzema dosyć ostro „czadu”, by spłukać z siebie te przejścia. Mnie najbardziej bolało to, że potraktowano nas jak potencjalnych złodziei, przemytników czy bandytów – i tylko dlatego, że byliśmy Polakami –  jechaliśmy wszak autem na polskich blachach. Gdybyśmy jechali na blachach niemieckich, nawet by nas nie zatrzymano. Ale skoro byliśmy Polakami – to trzeba było nas zrewidować, a auta przekopać, bo wiadomo co to za rasa, za typki – ci Polacy…
To było naprawdę upokarzające! Wiesz, żeś uczciwy człowiek, ale traktowany jesteś jak potencjalny bandzior – bo masz polskie tablice rejestracyjne.
I od tamtego czasu mam uraz do szwajcarskiej straży granicznej.  I do granic…
No i gdy znalazłem migawkę z Zurychu, przypomniała mi się tamta historia. I zabolała, jak wtedy. Niemniej cieszę się, że w Zurychu Szwajcarzy demonstrują. Pal sześć ich straż graniczną…

PPS

A tu migawka (1 część) wczorajszej demonstracji w Pforzheimie – z powodu przesunięcia czasu zaczynaliśmy już po ciemku: