Radogoszcz/Retra – zaginione sanktuarium Redarów…

Czyżby była to pozostałość po Radogoszczy? I czy tylko tyle z niej zostało?

 

U wszystkich sympatyków Słowiańszczyzny i u rodzimowierców i pogan we wszystkich krajach słowiańskich do rangi symbolu urosło słowo Arkona – nazwa grodu Ranów ze świątynią Świętowita. I nie dziwi to – Ranowie byli ostatnim plemieniem słowiańskim, które jako całość pozostawało do roku 1168 wolne. Obodryci, po śmierci Niklota w roku 1160, zostali ostatecznie w roku 1166 zhołdowani przez księcia Saksonii Heinricha Lwa – syn Niklota Przybysław uznał się jego lennikiem – i niestety okazał się gorliwym lennikiem, narzucając Obodrytom rzymską szubienicę jako symbol nowej wiary. Trwał także już wtedy podbój ziem plemion wieleckich, choć trwało to jeszcze co najmniej kilka lat. Niemcy nie od razu podbili całe północne Połabie. Z relacji Saxo Gramatyka wiemy o wyprawie wojennej z roku 1171, podczas której wojska duńskie pod wodzą króla Waldemara i biskupa Absalona najechały ukryty w głębi puszczy, otoczony bagnami gród Czrezpienian. Znacznie gorliwszym i bardziej zbrodniczym podczas tej wyprawy okazał się biskup Absalon. Gród zniszczono, obrońców wymordowano, ludność uprowadzono w niewolę:
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/03/06/kim-byli-ostatni-wolni-slowianie/

Ten duński najazd pokazał jednak przy okazji, że jeszcze w roku 1171 istniały wolne pogańskie grody na północnym Połabiu, oraz że nie było ono wtedy jeszcze do końca podbite przez Niemców. Niemniej nie było już wtedy ani jednego plemienia Słowian, w całości wolnego. Upadek Arkony był więc rzeczywiście datą przełomową – podbite zostało ostatnie wolne plemię Słowian oraz zniszczona została znana ich świątynia w Arkonie.  Te u Obodrytów, a także u Pomorzan na Wolinie i w Szczecinie były w tym czasie także już zniszczone – tam panowała już nadjordańska wiara. Krystowierstwo samo uważało zniszczenie Arkony za moment przełomowy w podboju słowiańskich plemion i ziem. Samo oblężenie i upadek Arkony znane jest z różnych relacji, choć duże ich fragmenty bardziej są propagandowymi wymysłami niż relacjami. Przede wszystkim w pamięci potomnych pozostało miejsce, gdzie mieściła się Arkona. Do dzisiaj widać resztki wału obronnego:

 

Znane są różne rysunkowe rekonstrukcje Arkony, mniej czy bardziej odpowiadające jej rzeczywistemu wyglądowi:

Arkona zaistniała i w malarstwie – któż z sympatyków kultury słowiańskiej nie zna obrazu duńskiego malarza Lauritsa Tuxena z roku 1894 przedstawiającego upadek Arkony?

 

Tuxen zapewne malował go z dumą, chcąc pokazać minioną potęgę Danii. U miłośników Słowiańszczyzny obraz ten wywołuje gniew, ból, żal –  i mimowolne zaciskanie pięści.

W przeciwieństwie do Arkony, o Radogoszczy/Retrze Redarów nie wiemy prawie nic. Nie ma obrazu upamiętniającego jej upadek, nie ma szkiców rekonstrukcyjnych, ba – nie wiadomo nawet, gdzie się mieściła. A przecież w czasach świetności Związku Wieleckiego była bardziej znana na Północnym Połabiu niż rańska Arkona. To spod niej ruszały zastępy Wieletów na odwetowe wyprawy na wroga, głównie Niemców. To w niej przechowywane były stanice, spełniające rolę bojowych „sztandarów” wieleckich plemion. I w niej składano bogom dary po zwycięskich bojach. Sława Radogoszczy sięgała nawet poza granice Słowiańszczyzny, przez co przybywali do niej po wróżby nie tylko Słowianie – także pogańscy Nordycy i Celtowie, a nawet powierzchownie „nawróceni” krystowiercy. Ale z tego właśnie powodu była Radogoszcz znienawidzona przez niemieckich gorliwych wyznawców rzymskiej szubienicy. Sama jej nazwa budziła w nich wściekłość – i grozę.

Nie wiemy, kiedy powstała świątynia w Radogoszczy, ale zapewne późno. U Słowian przez tysiąclecia świątynie były nieznane. Pojawiły się jako wpływy obce chyba dopiero w IX, najwcześniej w VIII wieku, na styku pogańskiej Słowiańszczyzny i świata krystowierców. W głębi Słowiańszczyzny, na terenach dzisiejszej centralnej Polski pogańskich świątyń nie było nigdy. Były tylko święte gaje i święte wzgórza. Wraz z pojawieniem się kleru w państwie Piastów w świętych gajach i na świętych wzgórzach pojawiły się kościoły i klasztory. Ludność ograbiono z jej świętych miejsc. Redarzy także długo nie mieli świątyni. W końcu jednak i u nich się pojawiła. I choć był to w sumie obcy wtręt w słowiańskiej kulturze, świątynia w Radogoszczy długi czas spełniała jednak ważną funkcję – jednoczyła kilka różnych plemion, które spod jej wałów ruszały na wroga. Była symbolem walki o własną wolność i własnych bogów. Nawet po wojnie domowej Związku Wieleckiego i jego rozpadzie część plemion wieleckich nadal się wspierała i nadal ruszała spod Radogoszczy na wroga.

Jak to się więc stało, że pamięć o tak ważnej i znanej świątyni do tego stopnia zanikła, że nie wiadomo  jest dzisiaj, gdzie się ona mieściła. Nadal bowiem nie ma całkowitej pewności, że zostanie bezspornie udowodnione przypuszczenie Ronny Krügera, iż pozostałością po poszukiwanej od wieków Radogoszczy/Retrze może być gród obronny Mölln, o czym informowałem w poprzednim wpisie.

Pierwszy raz Radogoszcz wraz z świątynią zniszczona została przez wojska pod wodzą biskupa Burcharda. Wykorzystał on zamęt wojny domowej Wieletów i najechał Redarów niszcząc gród wraz z świątynią. Zostały one naturalnie odbudowane – i gród i świątynia. Kolejny najazd i zniszczenie Radogoszczy i świątyni miało miejsce w roku 1125. Dokonał tego Lotar III, akurat ubiegający się o koronę niemiecką. I choć zmarły cesarz wyznaczył na następcę kogoś innego, właśnie Lotara wybrano na króla, co otworzyło mu drogę do korony cesarskiej. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że to właśnie zniszczenie znienawidzonej przez Niemców Radogoszczy/Retry otworzyło Lotarowi drogę do korony – wbrew woli zmarłego cesarza. Można też założyć, że pomógł Lotarowi w zniszczeniu Radogoszczy Bolesław Krzywousty, który w tym samym czasie najechał Pomorze Przednie – naturalne zaplecze Redarów w wojnach z Niemcami. Zaatakowani od wschodu przez wojska Krzywoustego sojusznicy Redarów nie mogli ich wesprzeć, co umożliwiło Lotarowi zniszczenie Radogoszczy. Ale i to zniszczenie zapewne nie było ostateczne i Radogoszcz po wycofaniu się Niemców ponownie odbudowano. Przetrwała też krucjatę połabską z roku 1147, choć jedna  z hord krzyżowców pod wodzą Albrechta Niedźwiedzia przemaszerowała przez ziemie Wieletów i oblegała Szczecin. Jeśli po drodze krzyżowcy ponownie zniszczyli Radogoszcz,  kolejny raz ją odbudowano.

Tu pozwolę sobie na pewną dygresję odnośnie dowódcy jednej z dwóch hord krucjaty połabskiej – Albrechta Niedźwiedzia. Został on uczczony przez władze III Rzeszy w szczególny sposób: wybudowano mu w latach 1937/1938 kryptę grobową w zamku Ballensted. Na płycie pamiątkowej z brązu widniał napis ku jego czci, nazywający go pionierem niemieckiej polityki wschodniej („Markgraf Albrecht der Bär – Der Wegbereiter ins deutsche Ostland”). Chodziło o jego zasługi w podboju Północnego Połabia. Zrodziła się wtedy tradycja, że co rok przed wyruszeniem na rejs po Bałtyku młodzież z hitlerjugend w krypcie Albrechta urządzała ku jego czci uroczyste obchody.

„In den Jahren 1937/1938 wurde durch den Architekten Paul Schultze-Naumburg im Schloss Ballenstedt eine Gruft für Albrecht den Bären in einem mittelalterlich-romanisierenden Stil gestaltet. Eine Gedenkplatte in der Wand wies Albrecht ganz im nationalsozialistischen Sinne als „Wegbereiter ins deutsche Ostland“ aus. Mit der Schaffung dieser vorher nicht bestehenden Grablege wurde die Tradition ins Leben gerufen, dass die jährliche Ostseefahrt der deutschen Hitlerjugend stets in der Albrechtsgruft mit einer Gedenkfeier zu beginnen habe.[7]”
https://de.wikipedia.org/wiki/Albrecht_I._(Brandenburg)#Nachwirkungen

I tak ultrakatolicki markgraf Albrecht Niedźwiedź, kat Słowian, jeden z dwóch dowódców krucjaty połabskiej, stał się niejako patronem i idolem hitlerjugend.
Krucjata Połabska zakończyła się porażką krzyżowców. Zorganizowano ją z inicjatywy cystersa, Bernarda z Clairvaux, późniejszego „świętego” pod hasłem „śmierć lub chrzest” (Tod oder Taufe). Tu przyznać należy, że ówczesny papież optował za „nawróceniem” Połabian, Bernard natomiast za ich unicestwieniem. Propagował hasło „natio deleatur” – likwidację narodu. Chodziło naturalnie o Słowian Połabskich. Nie podbito jednak, ani nie „nawrócono”, a tym bardziej nie wybito ani Obodrytów, ani Wieletów. Niemieckim krzyżowcom udało się w jej efekcie jedynie zdobyć przyczółki na obrzeżach Północnego Połabia. Jednym z nich był Hobolin, obecnie Havelberg. Istniało tam już od prawie dwóch wieków biskupstwo podległe niemieckim arcybiskupom z Magdeburga, ale wszyscy biskupi Havelbergu od powstania Słowian Połabskich w roku 983 i odbiciu z niemieckich rąk Hobolina urzędowali „na wygnaniu”.  Dopiero w wyniku krucjaty połabskiej ówczesny biskup Hobolina/Havelbergu mógł ponownie osiąść w stolicy „jego” diecezji, której większość zresztą nadal była w ręku pogańskich Połabian.
Po zakończeniu krucjaty Albrecht ostatecznie w roku 1157 zdobył Branibór przemianowany na Brandenburg i uczynił go stolicą swojej marchii, po czym do śmierci w 1170 roku krok po kroku zagarniał coraz to większe połacie wieleckich terenów Północnego Połabia. Po jego śmierci finalizował podbój jego syn Otton.

Nie wiemy, w którym roku podczas tego powolnego podboju ostatecznie udało się Niemcom zająć na stałe Radogoszcz. Zapewne od razu została wraz ze świątynią spalona. Niemniej okoliczna ludność nadal z okazji słowiańskich świąt przychodziła na miejsce spalonej świątyni, by składać dary i ofiary swoim bogom. Niemcy obawiali się tego. Wiedzieli, jakie znaczenie dla miejscowej ludności miała Radogoszcz – spod jej wałów ruszało tyle zwycięskich wypraw przeciwko nim. Jest bardzo prawdopodobne, że po ostatecznym zajęciu Północnego Połabia okoliczną ludność przymusowo rozproszono po terenie brandenburskiej marchii, daleko od Radogoszczy. Obok niej zbudowali Niemcy własny, czysto niemiecki gród, którego załoga długo jeszcze pilnowała, by nikt z tubylczej ludności nie odwiedzał miejsca po spalonej świątyni. Złapanych na tym surowo karano. Z upływem lat i dziesięcioleci takich przypadków było coraz mniej. Miejsce, gdzie wcześniej istniała Radogoszcz i gdzie stała świątynia Swarożyca, zarośnięte lasem, popadło w zapomnienie. Po dwóch, trzech pokoleniach nikt już o nim nie pamiętał.

Ale o samej redarskiej Radogoszczy zwanej przez Niemców Rethra nie zapomniano. A nawet zaczęto jej szukać. I tak jest do dzisiaj – potomkowie najeźdźców, którzy Radogoszcz zdobyli i zrównali z ziemią wymieszani ze zniemczonymi w międzyczasie potomkami jej obrońców szukają jej, o czym pisałem w poprzednim wpisie. Istnieje też Radogoszcz w literaturze naukowej, popularnonaukowej i pięknej. Podam garść przykładów:

Wyrocznia z Retry

Pożoga nad Retrą

Czy legendarna Retra istniała rzeczywiście?

Radogoszcz Tajemnica opuszczonego grodu

Radogoszcz alias Retra Ignorowani przodkowie – część 2: Dargun

Szukamy Retry

 

 

Gdzie leżała Retra

Retra Ustalanie miejsca gdzie leżała tajemnicza metropolia Słowian

Radogoszcz jest w Niemczech bardziej nawet popularna niż Arkona. Tam trwają intensywne prace archeologiczne. Archeolodzy spieszą się, gdyż fale morskie powoli ale bezustannie kruszą skały arkońskiego cypla. Wspomniałem o tym tu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/06/11/upadek-arkony/

Niemniej Arkona jest znana – wiadomo gdzie stała, kiedy została zniszczona i jak mniej więcej wyglądała. Natomiast Radogoszcz okryta jest mgłą tajemnicy – łącznie z jej lokalizacją. Jest jak miraż, za którym gonią badacze, naukowcy, literaci. I miłośnicy Słowiańszczyzny.

Czy gród obronny Mölln okaże się Radogoszczą? Nie wiem. Czy w ogóle zostanie kiedyś odkryte miejsce, gdzie Radogoszcz przed wiekami istniała? Też nie wiem. Niemniej, póki jej resztek nie odnajdą archeolodzy, nadal będzie redarska Radogoszcz inspirować umysły wielu, wielu ludzi. Co jest zrozumiałe – wszak właśnie nierozwiązana dotąd zagadka jej lokalizacji tak wielu ludzi do Radogoszczy przyciąga. Ja sam nie tracę nadziei – Radogoszcz zostanie odnaleziona. Może nawet już ją odnaleziono…

.

opolczyk