O „świętym” Wyszyńskim i księdzu profesorze Guzie…

Otrzymałem e-pocztą to:
.
„Jakże to wołanie prymasowskie jest dzisiaj aktualne, kiedy polska służba zdrowia systemowo selekcjonuje ludzi na zdolnych do życia i przeżycia i tych przeznaczonych na śmierć, którym odmawia się prawa do życia w imię neo-komunistycznej ideologii spod znaku SARS 2 covid-19. Błagamy Cię Księże Prymasie, jak mocno wierzymy już z domu Ojca w Niebie, ratuj nasz Naród Polsk,skazywany już w wielu swoich dzieciach, młodzieży, ludziach dorosłych i sędziwych na przedwczesną śmierć, także poprzez niczym nieuprawnioną ingerencję w kody genetyczne Polek i Polaków w produkcie medycznym nazwanym szczepionką.”
.
Odpisałem tak:
.
Niestety, ale uważam to kazanie Guza za wybitnie szkodliwe.
 

Nie zachwycam się prymasem Wyszyńskim. Był przede wszystkim funkcjonariuszem kk – instytucji wybitnie antypaństwowej.
Wyszyński dbał przede wszystkim o interesy kościoła. Bardzo cieszył się z awansu Wojtyły na herszta Watykanu. A przecież Wojtyła był kolesiem Zbiga Brzezińskiego i w sumie służył watykańską polityką interesom żydo-banksterii.

I nawet zapędzał kler do współpracy ze zbrodniczą CIA:
https://ptto.wordpress.com/2014/03/23/sekrety-watykanu-jak-papiez-polak-jan-pawel-ii-zaprzagl-polskich-ksiezy-do-wspolpracy-z-cia-przeciw-prl/

Sam Wyszyński także wspierał żydowsko-watykańskiego konia trojańskiego – Solidurność:
„Błogosławię was i wasze poczynania”. Stefan Wyszyński wobec powstania NSZZ „Solidarność”
http://www.solidarnosc.org.pl/wszechnica/page_id=2880/index.html

Niestety ani jeden „święty” kościoła katolickiego, nawet jeśli był Polakiem i „patronem Polski”, nie służył dobru Polski i narodu, a interesom kościoła. Za to zresztą byli wszyscy owi „święci” beatyfikowani i kanonizowani – za zasługi dla kościoła a nie za zasługi dla Polski i narodu. Dokładnie to samo dotyczy Wyszyńskiego. Owszem, w okresie PRL, gdy kościół został wywłaszczony, pozbawiony wpływu na politykę i dostępu do państwowych mass mediów, wypędzony ze szkół (likwidacja w szkołach tzw. „lekcji religii”) i zapędzony do kościelnej kruchty, udawał „obrońcę narodu” przed „złą” władzą. Sam wcześniej przez prawie całe milenium był ciemiężycielem narodu, zwłaszcza prostego ludu, pasożytował na narodzie i państwie nie troszcząc się o dobro ani państwa ani narodu. I dopiero gdy go wywłaszczono, pozbawiono wpływów politycznych i zapędzono do kościelnej kruchty, nagle przeistoczył się w obrońcę ludu, który wcześniej niemiłosiernie gnębił i wręcz daninami obdzierał ze skóry. A teraz gada o złej komunie. Co jest o tyle dziwne, że na przestrzeni tysiąca lat nigdy zwykły szary Polak nie posiadał takiego bezpieczeństwa socjalnego i takich szans na awans społeczny jak w okresie „złej” komunistycznej PRL, gdy nawet dzieci z najbiedniejszych robotniczych czy chłopskich rodzin mogły bezpłatnie studiować i stawać się inżynierami, lekarzami, adwokatami a nawet profesorami. I nie wyrzucano wtedy całych rodzin na bruk, bo nie miały na czynsz.

Jak krótką pamięć mają Polacy i wierzą w kościelną propagandę o złej komunie i o dobrym kościele broniącym lud.

Jeszcze bardziej szkodliwe jest przekonywanie Polaków, że modlitwa do jakichś tam „świętych” może cokolwiek zmienić i przynieść poprawę losu.

Katolicy polscy od wieków modlą się do żydowskiej „matki boskiej”, „królowej Polski” o pomyślność dla kraju i narodu. I co te wielowiekowe modły dały? Co zrobiła żydowska „matka boska”, rzekomo przenajświętsza, a więc potężniejsza od szeregowego „świętego” Wyszyńskiego dla Polski? Uchroniła kraj od szwedzkiego potopu, od zaborów, od okupacji hitlerowskiej, od Solidurności, transformacji, przerobienia Polski w Polin i obecnej okupacji i depopulacji śmiercionośnymi szprychami?
To po co się do tej żydowskiej „królowej Polski” w ogóle modlić? Palcem nie ruszyła nigdy, by zrobić cokolwiek dobrego dla Polski i Polaków.

I jeszcze te wymysły o „Ojcu w Niebie”. Czyżby ksiądz profesor Guz nie znał „Starego testamentu” i nie wiedział że ów „Ojciec w Niebie” to sadystyczny, mściwy, zazdrosny i podejrzliwy psychopata Jahwe, lubujący się w rzeziach dokonywanych „własnoręcznie” lub z jego nakazu i rozkoszujący się strachem i przerażeniem, jaki wzbudzał u wyznawców. Nie bez przyczyny o gorliwie wierzących mówi się „bogobojny” – bojący się boga. Starotestamentowy Jahwe siał strach i przerażenie i właśnie strachem i przerażeniem wymuszał posłuszeństwo wobec siebie. I nie tylko w hebrajskim „Starym testamencie” siał strach wśród Izraelitów, także w „Nowym”, krystowierczym, wśród wyznawców Joszue/Jezusa. Gdy „duch święty” ubił Ananiasza i Safirę „Strach wielki ogarnął cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli.” (Dz, 5 11
https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=382

Wiara w to, że sam Wyszyński, czy za jego wstawiennictwem wyssany z palca psychopatyczny biblijny „Ojciec w Niebie” zrobią coś dla Polski i Polaków, to zwykły obłęd i paranoja. I oszukiwanie Polaków. Nigdy niczego, a zwłaszcza czegokolwiek dobrego, dla Polski nie zrobili.

Najgorsze jednak  jest to, że ksiądz Guz takimi kazaniami i odwoływaniem się do „świętych” o pomoc, wywołuje przekonanie u owieczek, że można nie robić nic, można być biernym, nie musieć aktywnie walczyć o wolność, bo wystarczy pomodlić się do Wyszyńskiego, a ten zrobi hokus pokus – i będziemy wolni. Takie bzdurne kazania popychają Polaków do bierności. No i wmawiają im, że modlitwy do świętych cokolwiek mogą zmienić na lepsze. A to jest zwykła kościelna propagandowa  bzdura. Gorliwi polscy katolicy modlą się do „świętych”, do „patronów” Polski, a także do „królowej Polski” Miriam/Marii, do jej synalka, ostatnio takoż „króla Polski” i do samego Jahwe-„Boga Ojca” od wieków o pomyślność dla Polski i Polaków. Gdyby adresaci tych modłów wysłuchiwali ich choć w jednej tysięcznej, Polska byłaby światowym mocarstwem, mlekiem i miodem płynącym. A nie rozszabrowanym jewrounijnym barakiem rządzonym przez marionetki polityczne na usługach światowej lichwy, które dokonują obecnie szprycami na dodatek ludobójstwa na Polakach.

Profesor Guz, zamiast wygłaszać bzdurne kazania, niech wyprowadzi owieczki na ulice. I niech nawołuje je, by czynnie upomniały się o swoje prawa, o swoją wolność. Nieboszczyk Wyszyński, „święty”, niczego w niebie sam, ani u psychopatycznego Jahwe dla Polski nie załatwi. Choćby dlatego, że tego żydowsko-krystowierczego „nieba” po prostu nie ma. Zaświaty naturalnie są, ale nie ma nieba i piekła. To są teologiczne wymysły i służą jako marchewka i kij w trzymaniu owieczek za pysk.

as

PS

Krótkie migawki z początku i końca wczorajszej demonstracji w Pforzheimie:

 

 

opolczyk