Krótka niepoprawna politycznie historia Mieszka I, Piastów i Polski w ogóle…

Odtworzenie początków dynastii piastowskiej jest trudne. Pierwsza pisemna wzmianka dotyczy Mieszka I i jego wojen z Wieletami, w których uczestniczył też niemiecki wichrzyciel i banita Wichman. Początkowo wojska Mieszka dwukrotnie poniosły klęskę, a jeden z jego braci, nieznany z imienia, poległ. Dopiero w 967 roku Mieszko pokonał Wieletów podczas ich kolejnej wyprawy odwetowej, a towarzyszący im Wichman z garścią banitów jak on, zmarł od  odniesionych ran. Tak zaczyna się pisana historia dynastii piastowskiej – od ich wojen z Wieletami. Ale co działo się wcześniej u Piastów?

W poprzednim wpisie dotyczącym Mieszka stwierdziłem, że dynastia ich była wikingami – podbój plemion Polan i Goplan nosił typowe cechy najazdów wikingów, zwłaszcza branie ludności w niewolę i handel niewolnikami.
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/08/21/mieszko-i-perfidny-nigdy-nie-ochrzczony-czyli-o-tym-jak-nadal-historycy-preparuja-nasza-historie-pod-dyktando-kosciola-katolickiego/

Tuż po opublikowaniu tego wpisu otrzymałem od znajomej e-pocztą taką oto informację:

„(…) Malutka pomoc co do ostniego opisu Piastow.
Jest Pan totalnie na tropie: Piasci byli Vikingami, Old Norse, po ichnemu.
Piast to nie imie meskie, tylko tytul. W dawnych czasach byl to tytul: Pista czyli mezczyzna z korona. Ukoronawany na krola. Pista.
Pista Misco, staro-nordycki, czyli po slowiansku Piast Mieszko.
Misco, Mieszko imie pochodzi od nazwy miecza. To mezczyzna z mieczem, woj. Tak jak bysmy go dzisiaj nazwali po naszemu Mieczyslaw, czyli slawny woj wladajacy mieczem.
Pisto Mieszko czyli mezczyzna z korona z mieczem czyli wojenny krol.
I oto jak latwo to zrozumiec tym ktorzy studiowali ligwistyke. Otoz w calej Europie slowa mialy wazne okleslenia szczegolnie osob waznych jak krol.
Dlaczego naukofffcy o tym nie mowia prawdy, bo przeciez musza wiedziec? Bo maja zakazane przez: duszpasterzy ( to sie smieje do rozpuku!), universytety oraz kase ktora otrzymuja za klamstwa. Jednak nic nie jest tajemnia.
Szkoda ze nie udalo mi sie tego Panu podpowiedziec przed tym blogiem juz opublikowanym.
(…)
Na portrecie Piasta ktore Pan umiescil Piast trzyma miecz zgodnie z jego imieniem Misco Mieszko. Vikingowie walczyli dlugimi mieczmi, a nasi nie mieli tego wiele, raczej dzidy oraz topory. Na filmie “Stara Basn, kiedy slonce bylo bogiem”, postac, bron, sposob walki Wikingow jest doskonale pokazany (…)”.

Nie jestem lingwistą, nie wypowiadam się więc na ten temat, niemniej nie mam najmniejszych wątpliwości, że Piaści byli wikingami – świadczy o tym ich sposób podboju rolniczych głównie plemion Goplan-Polan. Myślę wręcz, że celowo wybrali sobie na miejsce osiedlenia się wśród Słowian właśnie tereny dzisiejszej środkowej Wielkopolski.Był to teren wystarczająco odległy od już istniejących państw na słowiańskich ziemiach – Czech Przemyślidów i Rusi Rurykowiczów, przez co rozpoczynając podbój Polan i Goplan nie popadali w konflikt z Przemyślidami i Rurykowiczami. Ponadto ludność tych ziem od pokoleń nie zaznała najazdów, a tym bardziej dużych wojen, przez co była ludnością w gruncie pokojową. Owszem, i tu dochodziło do waśni, potyczek a nawet krwawych starć wewnątrz, czy między plemiennych, ale nie były to rzeczywiste wojny. Ludność tych ziem od nich odwykła. I stąd osiadłym tam wikingom, po zaaklimatyzowaniu się i powierzchowej slawizacji dosyć łatwo udało się stworzyć zrąb ich ekspansjonistycznego państwa. Gdyby spróbowali zrobić to na granicy z Czechami czy Rusią, zostaliby rozbici. A gdyby chcieli zrobić to na północnym Połabiu, po napadzie ne pierwszy sąsiedzki gród Wieleci wybili by ich do nogi, a ich zbójeckie gniazdo wdeptali by w ziemię. Tylko w spokojnym rolniczym otoczeniu garstka wikingów mogła osiągnąć ich cel – podbić ludność miejscową i założyć własne państwo oparte o niewolnictwo i poddaństwo podbitych plemion. Wiedzieli też, że nim ich granice dosięgną sąsiednich państw, sami będą dysponowali już wystarczającą siłą, by stawić im czoło.
O przodkach Mieszka nie ma absolutnie żadnych pewnych informacji. Pierwszy pisał o nich Gall Anonim, ale dopiero 6 pokoleń później, na dworze Krzywoustego. Nie ma nawet pewności, czy ich imiona w jego „kronice” są prawdziwe, czy zmyślone: Siemowit, Lestek i Siemomysł. Popiel na pewno jest postacią zmyśloną. Ojcem Siemowita i założycielem dynastii miał być ubogi kmieć, oracz Piast. Gall celowo przedstawił założyciela dynastii jako prostego kmiecia z ludu – chodziło o to, by dynastia była postrzegana jako swojska, nasza, wywodząca się z prostego słowiańskiego ludu. Ale czy Piast istniał i czy tak się nazywał – nie wiemy. Natomiast to, co do Galla odnośnie czasów przedmieszkowych dopisywali późniejsi kościelni „kronikarze”, to już tylko i wyłącznie ich wymysły wyssane z palca. Pewne jest, że któryś z przodków Mieszka rozpoczął podbój sąsiednich grodów paląc je doszczętnie. Który – możemy tylko zgadywać. Badania archeologiczne wykazały, że w latach 20-tych X wieku zaczęły płonąć grody w okolicy Giecza, potem trochę dalej i trwało to do lat 40-tych. Który z przodków Mieszka to zrobił?
A co wiemy o samym Mieszku, a raczej czego nie wiemy:

– Nie wiadomo, kiedy się urodził. Zakłada się, że między 922 a 945. Ale tylko zakłada się.
– Nie wiadomo, kiedy po ojcu przejął władzę. Zakłada się, że między 950 a 960. Ale tylko zakłada się.
– Nie wiadomo, jakim obszarem wtedy władał. I tu istnieją duże rozbieżności (o tym później).
– Nie wiadomo, czy na pewno wziął ślub z Dobrawą w 965 roku. Tę datę tylko się zakłada. Dnia i miesiąca ślubu nie znamy. Nie wiadomo, kto udzielił ślubu i gdzie, i kto był świadkami.
– Nie wiadomo z czyjej inicjatywy doszło do ślubu Mieszka z Dobrawą.
– Nie wiadomo kiedy i gdzie został ochrzczony, kto go chrzcił, jakie nadano mu podczas chrztu imię i kto był chrzestnym. Ja twierdzę, że Mieszko wcale się nie ochrzcił, a tylko rozpuścił wieść, że to zrobił.
– Nie wiadomo kiedy i czy wogóle podbił Pomorze Zachodnie i czy włączył je do swego państwa, czy też było Pomorze Zachodnie tylko terytorium zależnym. Pewnym jest, że podczas wojen Chrobrego z cesarstwem Pomorzanie wypędzili z Kołobrzegu osadzonego tam w 1000 roku przez Chrobrego biskupa Reinberna i zrzucili zależność od Piastów.
– Nie wiadomo kiedy podbił Mazowsze, kiedy doszedł do linii Grodów Czerwieńskich i czy oraz kiedy odbił Przemyślidom ziemie Wiślan.  Ziemie Ślężan odbił Przemyślidom już u schyłku życia, po związaniu się sojuszem z Niemcami, kiedy załamał się kruchy sojusz, a raczej zawieszenia broni między Piastami a Przemyślidami.
– Nie wiadomo, kiedy poślubił Niemkinię Odę, wiążąc się blisko z Niemcami. Zakłada się, że było to między 978 a 980. Ale mogło to nastąpić dopiero w roku 983, po wielkim powstaniu Słowian Połabskich.
– Nie wiadomo, gdzie został pochowany po śmierci. Jego grobu nigdy nie odnaleziono. Obecny, symboliczny jego grobowiec, wspólny zresztą z synem Chrobrym, powstał pod zaborami w XIX wieku w katedrze w Poznaniu:

W sumie postać Mieszka I wydaje się być bardziej widmową niż realną. I gdyby pisali o nim tylko piastowscy „kronikarze”, podejrzewałbym, że został zmyślony, tak jak w „kronikach” Kadłubka zmyśleni zostali m.in. dwaj Leszkowie gromiący Aleksandra Macedońskiego i Cezara. Ale o Mieszku pisali i obcy „kronikarze”, współcześnie z nim żyjący: Ibrahim ibn Jakub i Widukind z Korbei. A w ich „kronikach” nie mógłby  „polski” kler dopisać zmyślonego Mieszka. Tak więc jest on postacią historyczną.

– Jedynie chyba bezspornie pewną informacją o Mieszku jest jego data śmierci – 25 maja 992 rok.

Brak grobowca Mieszka I musi dziwić! Skoro był pierwszym historycznym władcą, który niewielkie państewko odziedziczone po ojcu wielokrotnie powiększył, tak że sięgało od Pomorza po Tatry i od Odry po Grody Czerwieńskie, i skoro się ochrzcił – a jego chrzest uważany jest za oficjalne narodziny państwa – to przecież zasłużył sobie na to, by został uroczyście z wielką pompą pochowany i by u jego grobu rok w rok następcy w towarzystwie kleru z kadzidłami urządzali huczne państwowe obchody ku czci założyciela chrześcijańskiego państwa. A tu nawet nie wiadomo, gdzie, po cichu, go pochowano. Osobiście uważam, że Mieszko sam zarządził, by pochowano go w rodzinnym zbójeckim gnieździe Piastów-wikingów w Gieczu. Grobem „perfidnego” nikt się potem nie interesował, a sam grobowiec czy grób został zniszczony podczas najazdu Brzetysława i nikt potem go nie odbudował.

Jak pisałem już poprzednio, nie wierzę w chrzest Mieszka – gdyby rzeczywiście to nastąpiło, Mieszko zostałby kanonizowany, lub przynajmniej otrzymałby chwalebny przydomek. Chrobry mógłby i powinien wręcz zabiegać o kanonizację ojca, gdyby ten faktycznie przyjął chrzest, zamiast zabiegać o kanonizację jakiegoś czeskiego przybłędy. Jakiż to byłby splendor dla dynastii, dla państwa i dla samego Chrobrego – byłby synem świętego Mieszka I. A tu nic. Gorzej nawet, gdyż na najstarszym znanym sarkofagu Chrobrego o Mieszku pisało „perfidny”. „Polski” kler prędzej czy później zorientował się, że chrzest Mieszka był fikcją – trzymał się jej jednak i trzyma nadal, gdyż ten fikcyjny chrzest w kościelnej propagandzie propagowany jest jako data narodzin Polski, data powstania państwa polskiego. Ale dlatego też nie zadbał kler o należny uroczysty pochówek i o kult Mieszka już od momentu jego śmierci – Mieszko był perfidnym kłamcą – nie ochrzcił się, choć to obiecał w zamian za rękę Dobrawy. I nie przykładał się do zwalczania pogaństwa oraz siłowego „nawracania” poddanych. To dopiero Chrobry okazał krystowierczą gorliwość.

W prześledzeniu historii wczesnych Piastów i samego Mieszka nadal panuje zamęt i ogrom sprzeczności. Nie wiadomo który z przodków Mieszka rozpoczął brutalny, siłowy podbój słowiańskich sąsiadów. Pierwsze ślady spalonych grodów wokół Giecza datuje się na lata 20-te X wieku. Ale jeszcze i w latach 40 grody były palone. Datę urodzin  Mieszka zakłada się na lata między 922 a 945. Gdyby Mieszko urodził się ok. 945, podbój mógłby zacząć jego dziadek. Gdyby urodził się wcześniej (ok. 922), mógłby zacząć dopiero jego ojciec. Historycy skłaniają się do późniejszej daty urodzin Mieszka. I tu mam problem: Thietmar pisał, że zmarł Mieszko „sędziwy wiekiem”. Jeśli założymy, że się nie mylił, to gdyby Mieszko urodził się ok. 945, a zmarł w 992, miałby niespełna 50 lat. A to nie był nawet wtedy sędziwy wiek. Urodzony bliżej 922 lub w 922 roku miałby w chwili śmierci lat 70 – czyli byłby w sędziwym wieku.
Myślę, że podbój słowiańskich sąsiadów zaczął jego dziadek, już w dojrzałym wieku, gdy miał dorosłego syna, mogącego przejąć po nim władzę. Najprawdopodobniej poległ podczas jednego z napadów. Wtedy u wikingów wódz, herszt, szedł do walki w pierwszym szeregu. Władzę przejął po nim syn, ojciec Mieszka i kontynuował brutalny podbój Słowian. Pewnie i on poległ, lub został tak ciężko ranny, że władzę przejął Mieszko. Postać Ziemomysła, ojca Mieszka, przedstawiona przez Karola Bunscha w pierwszym rozdziale „Dzikowego skarbu” jako sędziwego dobrego ojca wszystkich podległych mu plemion słowiańskich, czczonego i kochanego przez lud, jest w oczywisty sposób nieprawdziwa. Bunsch nie znał jeszcze wykopalisk i spalonych grodów, przez co przedstawił ojca Mieszka jako dobrego kniazia. A był to tyran, zbój i satrapa.
Istnieją ogromne rozbieżności odnośnie tego, jak duże państwo przejął Mieszko od ojca. W jego biogramie w wiki widać dwie współcześnie sporządzone mapy, nawzajem całkowicie się wykluczające:

Pierwsza sporządzona została przez jakiegoś hurra patryjotę, wręcz szowinistę. Nie dość że pisze o Polsce zamiast o państwie polańskim czy państwie Mieszka, to na wyrost przyznał Mieszkowi podbój Pomorza, Mazowsza, Ziemi Sandomierskiej, Lędzian i Grodów Czerwieńskich do roku 981. Tymczasem druga mapa przedstawia państwo Mieszka w roku 985 – bez Pomorza, tylko z kawałkiem Mazowsza i bez podbitych terenów na wschodzie. Wręcz granice jego państwa w 985 roku podobne są na tej mapie do granic na początku jego panowania z pierwszej mapy. Która jest bliższa prawdy? Pierwsza jest na pewno mocno przesadzona. Druga raczej przeciwnie, zaniża chyba posiadłości Mieszka w roku 985. Myślę, że wtedy, w 985 roku, na południowym wschodzie jego państwo sięgało już Sandomierza i Wiślicy i trwał podbój Lędzian. Także Mazowsze po drugiej stronie Wisły aż po granice z Prusami i Jaćwieżą mogło być już w jego ręku.

Mieszko zapewne odziedziczył spore państwo. Ale mniejsze, niż przedstawia to pierwsza mapa. Prawdopodobnie nie było większe niż to zaznaczone przeze mnie poniżej:

Na południu zbliżało się do włości Przemyślidów, z którymi Mieszko nie chciał wtedy jeszcze walczyć, gdyż jeszcze był na to wtedy za słaby. Wzmocnił granicę z Pomorzem na Noteci budując nowe lub wzmacniając istniejące już tam grody. Na zachodzie i południowym zachodzie parł do linii Odry i Baryczy. Po oparciu granicy państwa na zachodzie na linii środkowo-dolnej Odry (Krosno, Lubusz) i Baryczy, parł na wschód. Podbijał po kawałku resztę Wielkopolski i Mazowsze, także po drugiej stronie Wisły, później Sandomierzan i północne tereny Wiślan, następnie Lędzian, prąc ku granicom Rusi, które wyznaczały wtedy grody Czerwieńskie. Kiedy dokładnie te tereny podbił – nie wiemy. Pomorza Zachodniego nie włączył na stałe do swego państwa, a jedynie je zhołdował – nękał Pomorzan najazdami, aż uznali jego zwierzchność, choć nadal u siebie rządzili się po swojemu. Przy nadarzającej się okazji, za Chrobrego, Pomorzanie zrzucili tę zwierzchność. Podbici ponownie przez Krzywoustego, na fali rozbicia dzielnicowego powoli oddalali się od krakowskiej dzielnicy senioralnej. A jeszcze później zalani Niemcami ulegli zniemczeniu i stali się częścią cesarstwa niemieckiego. Do Polski Pomorze Zachodnie przyłączone zostało w roku 1945. Także Mazowszanie nie byli przychylni Piastom. I oni skorzystali z okazji, by podczas największego buntu antykościelnego zerwać się z piastowskiego łańcucha. Założył im go ponownie pół-Niemiec Kazimierz przy pomocy Rusinów, podesłanych mu przez teścia. Ale i Mazowszanie po rozbiciu dzielnicowym długo nie dawali się „zjednoczyć” z Koroną, choć rządzeni byli przez Piastów. Dopiero w XVI wieku Mazowsze w całości weszło do Korony. Niechęć Mazowszan do „piastowskiego pnia” trwała wieki.

Istnieją wątpliwości, kiedy Mieszko zajął ziemie Wiślan. Inaczej sugerują to „kroniki” niemieckie, inaczej czeskie (polskich wtedy jeszcze nie było). Według czeskich syn Mieszka, Chrobry, z ramienia Czechów, rezydował w Krakowie jako wielkorządca jeszcze za życia Mieszka. Jest to prawdopodobne. Chrobry nienawidził drugiej żony Mieszka, Niemkini Ody, zresztą z gorącą wzajemnością. Jeśli Dagome iudex nie jest w ogóle fałszywką, to powstało z jej inspiracji – miało przy poparciu papiestwa gwarantować jej synom prawo do współrządów po śmierci Mieszka. Pasierba Chrobrego dokument nie wymieniał. Niemkini z chęcią by go ubiła. Jest więc prawdopodobne, że Chrobry po drugim ożenku ojca opuścił jego dwór, na którym szarogęsiła się Niemkini i osiadł w Krakowie – jako wnuk po kądzieli Bolesława Srogiego. Panujący wtedy Przemyślida Bolesław II Pobożny był jego wujem. Chrobry więc, jeśli faktycznie wtedy był rządcą w Krakowie – to z ramienia Przemyślidów, a nie Mieszka.

Na pewno natomiast miała miejsce wojna Mieszka z Bolesławem II Pobożnym o ziemie Ślężan, już po śmierci Dobrawy i sojuszu Mieszka z młodocianym Ottonem III i jego regentką, Teofano. Mieszko wtedy chyba szczerze związał się z Niemcami i wykorzystał ten sojusz do odbicia Przemyślidom ich posiadłości po „piastowskiej” stronie Sudetów. Z tym że ten sojusz też nie spadł z nieba. Wiki charakteryzuje Mieszka tak:

„Zachowane źródła pozwalają twierdzić, że Mieszko I był sprawnym politykiem, utalentowanym wodzem i charyzmatycznym władcą. Prowadził zręczne działania dyplomatyczne, zawierając sojusz wpierw z Czechami, a następnie ze Szwecją i Cesarstwem. W polityce zagranicznej kierował się przede wszystkim racją stanu, wchodząc w układy nawet ze swoimi wcześniejszymi wrogami. Synom pozostawił państwo o znacznie wyższej pozycji w Europie i przynajmniej podwojonym terytorium.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mieszko_I

Czy był charyzmatycznym władcą – wątpię – niejedno podbite plemię marzyło o tym, by zrzucić jego władzę. Raczej był znienawidzony przez zdecydowaną większość poddanych, tyle że był zbyt silny, by go mogli zrzucić. W polityce kierował się w pierwszej kolejności interesem dynastii, no i był przede wszystkim cwanym intrygantem i lawirantem. Gdzie brak mu było sił, udawał człowieka układnego, a nawet pokornego. Spiskował za plecami każdego z chwilowych „sojuszników”. Sojusze gotów był zmieniać przy lada okazji, gdy korzystniejszym było zdradzenie sojusznika. I choć wszyscy sąsiedzi postępowali tak samo, prześcignął ich wszystkich w zdolności do intryg i lawirowania. Stąd udało mu się tak szybko powiększyć jego państwo, odbierać tereny sąsiadom, a przynajmniej im zagrażać i narzucać swoje zwierzchnictwo.

Największą jego intrygą, a raczej oszustwem było rozpuszczenie plotki o jego chrzcie. Gdyby rzeczywiście się ochrzcił, zostałby zapewne kanonizowany, a przynajmniej otrzymałby od kościelnych kronikarzy jakiś chwalebny przydomek. Mieszkowi wystarczało jednak stworzenie pozoru chrztu. Potrzebował tego wiedząc, że kiedyś uderzy na Czechy, by rozciągnąć własne państwo po linię Karpat. Ale wiedział też, że pogańskiemu władcy taki atak na państwo katolickie nie uszłoby na sucho. Kolejną intrygą był ślub z Dobrawą, poprzedzony złożeniem obietnicy, że się ochrzci. A musiał to obiecać, wiedząc że inaczej jej nie dostanie. Obiecał więc chrzest, ale obietnicy nie dotrzymał. Ponadto był ten ślub niejako zawarciem „sojuszu” z Przemyślidami, choć już wtedy Mieszko wiedział, że kiedyś, gdy tylko sytuacja na to pozwoli, zaatakuje ich, by odebrać im tereny po pasmo gór.
Tak naprawdę chrzest nie był Mieszkowi potrzebny – domyślał się, że i tak nie uratuje on jego lub jego następców przed niemieckim parciem na jego państwo. Ileż to razy cesarstwo najeżdżało na Obodrytów nawet w czasach, gdy ich kolejni kniaziowie dla pozoru przyjmowali chrzest. Nie ratowało to ich jednak przed niemieckim naporem. Wydaje się, że Mieszko wiedział, iż i jego państwa, nawet gdyby było katolickie, zapewne prędzej czy później to nie minie. I nie mylił się. Spójrzmy na mapę Rz’plitej Obojga Narodów w XVII wieku i na jej zachodnią granicę – tylko w jednym punkcie dotyka Odry:

Ile ziem wcześniej słowiańskich było w tym momencie w niemieckich rękach? Niemiecki drang nach osten trwał więc nadal, mimo iż władcy Polski od wieków byli katolikami, ochrzczonymi już w dzieciństwie. Dziwi mnie, że nawet będąca u szczytu potęgi szlachecka Rz’plita na to nie reagowała? Wojska jej okupowały moskiewski Kreml, Sobieski gromił Turka pod Wiedniem. ale nikt nie wyżenął Niemca za Odrę z piastowskich ziem? Dlaczego?
Dopiero Stalin o tym pomyślał – i to zrobił…
Wiedział więc Mieszko, że chrzest jego państwa przed niemieckim parciem nie uratuje. Ale aby móc najeżdżać krystowierczych sąsiadów, zabezpieczył się plotką o swoim chrzcie i sprowadzeniem do państwa kleru. Stworzył przez to pozory siebie jako katolickiego władcy.

Jak już napisałem  – i sam ślub z Dobrawą był jego intrygą. Wiedział, że kiedyś zaatakuje Przemyślidów. Jednakże na początku jego panowania potrzebował spokoju na południowej granicy, by mógł nie lękając się czeskich najazdów  ekspandować w innych kierunkach. A Przemyślida dał mu Dobrawę, bo sam uprawiał politykę ekspansji na Morawy i Słowaczyznę. Tak więc i jemu na rękę była pokojowa granica na północy z Piastami. W filmie Krzyż i Korona, o którym ostatnio pisałem:
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/08/21/mieszko-i-perfidny-nigdy-nie-ochrzczony-czyli-o-tym-jak-nadal-historycy-preparuja-nasza-historie-pod-dyktando-kosciola-katolickiego/

…padło stwierdzenie (minuta 12:00- 12:15), że to cesarz niemiecki na zjeździe w Magdeburgu w roku 965 naraił Mieszkowi Dobrawę. Niby Mieszko nie zasługiwał wtedy jeszcze na niemiecką księżniczkę, ale na czeską już tak, przez co cesarz podsunął mu Dobrawę.
Nie wiem, dlaczego historycy wygadują takie banialuki. Ani jednemu cesarzowi nie przyszłoby do głowy popychanie ku sobie do sojuszu dwóch ekspansywnych, nominalnie słowiańskich dynastii i państw. Wszak złączone rzeczywistym sojuszem Czechy i państwo Piastów nie tylko mogłoby postawić trwałą tamę niemieckiemu drangowi nach ost, ale wręcz stanowiłoby zagrożenie dla wschodnich rubieży cesarstwa. Przy najbliższych większych zamieszkach w cesarstwie, a takie zdarzały się wtedy często, połączone siły piastowsko-czeskie mogły na stałe odbić zajęte wcześniej przez zbója Gerona całe południowe Połabie. A gdyby jeszcze zawarli sojusz z Wieletami i Obodrytami, nad cesarstwem zawisnęłyby od wschodu naprawdę czarne chmury. Polityka niemiecka wobec Słowian, plemion słowiańskich, była zawsze taka sama – skłócanie ich pomiędzy sobą, a następnie podbijanie ich kroczek po kroczku jednego po drugim.
Z jeszcze jednego oczywistego powodu cesarz nie życzył sobie sojuszu Piastów i Przemyślidów. Bolesław Srogi po objęciu rządów odmówił płacenia trybutu Niemcom, co poskutkowało wojnami trwającymi kilkanaście lat. W końcu pobity został przez wojska dowodzone przez Ottona I, późniejszego pierwszego cesarza niemieckiego. Zmuszony został uznać jego zwierzchność, choć prawdopodobnie nadal nie płacił trybutu, a jedynie wspierał militarnie wyprawy wojenne Ottona. Ale cesarz wiedział, że Przemyślida marzy o odzyskaniu pełnej niezależności. Jego zabiegi o utworzenie biskupstwa w Pradze były jednym z kroków w jego staraniach o wyrwanie się spod niemieckiej „opieki”. No i gdyby Przemyślida nawiązał sojusz z Mieszkiem, mógł realnie rozmyślać o wyrwaniu się spod niemieckiej zależności z pomocą zięcia.
Wszystko przemawia za tym, że ślub z Dobrawą uzgodnił sam Mieszko z teściem, być może właśnie podczas zjazdu w Magdeburgu. Był to korzystny tymczasowy „sojusz” a raczej zawieszenie broni dla obu – obaj potrzebowali choć jednej, za to długiej pokojowej granicy pomiędzy ich włościami, by mogli aktywnie działać w innych kierunkach. Ponadto każdy z nich chciał zapobiec tym sojuszem, by ten drugi nie związał się z Niemcem przeciwko niemu. Dla formalności Mieszko jedynie przyrzekł katolickiemu teściowi, że się ochrzci, gdyż nie wypada, by katolicka księżniczka była żoną poganina, po czym się nie ochrzcił, a jedynie rozpuścił o swoim rzekomym chrzcie plotkę. Przez co nikt nie wie, kiedy i gdzie ten chrzest był, kto chrzcił, kto był chrzestnymi i jakie imię na chrzcie Mieszko otrzymał (wtedy podczas chrztów nadawano poganom imiona „świętych”). I przez co nazwano go na sarkofagu syna perfidnym, zamiast oficjalnie „wielkim” czy „świętym”.

Rzeczywisty sojusz Piastów i Przemyślidów byłby dla słowiańskich ziem korzystny przynajmniej z jednego powodu – miałby szansę postawić tamę niemieckiemu drangowi nach osten. I chyba obie dynastie zdawały sobie z tego sprawę. Dlaczego więc nie zawarły takiego trwałego sojuszu? Ich własna drapieżność była tego przyczyną – każda z nich chciała drugiej ukraść jak najwięcej ziem oraz poddanych i narzucić jej swoją zwierzchność.

Tu pewna dygresja – „piastowskim” wikingom dał Gall Anonim jako założyciela dynastii Piasta oracza. W mitologii Przemyślidów założycielem dynastii był Przemysł – a jakże – oracz (https://pl.wikipedia.org/wiki/Przemys%C5%82_Oracz). Kto wie, czy przodkowie obu dynastii nie „orali” mórz takimi samymi łodziami:
I stąd taka była u nich drapieżność. Praga katolickich Przemyślidów była znanym ośrodkiem handlu niewolnikami. A z pism bizantyjskich wiadome jest, że u Słowian niewolnictwo było nieznane. U wikingów już tak. I u krystowierców, także katolików, również – do XIX wieku.

O jednej aktywności Mieszka historia nie wspomina, gdyż nikt o tym nie pisał. Ale znając jego posunięcia każdy myślący historyk musiałby dojść do takich wniosków: Mieszko przez długie lata prowadził tajne pertraktacje z Wieletami. Jego marzeniem było, by Wieleci uznali jego zwierzchność nad sobą i powierzyli mu dowodzenie we wszystkich ich wojnach z Niemcami. Mieszko znał wartość bojową Wieletów – walczył  z nimi nie raz. I wiedział, że gdyby uznali jego zwierzchność, z połączonym wojskiem wielecko-piastowskim byłby o wiele potężniejszy. Sprzyjały mu ponadto okoliczności. W roku 955 (w tym czasie mniej więcej Mieszko dochodził do władzy) wojska Wieletów i Obodrytów poniosły katastrofalną klęskę nad Reknicą. Poległa połowa wojowników – 4, 5 tysiąca. 2 tysiące odniosło rany a 700 wziętych do niewoli jeńców Niemcy natychmiast po bitwie wymordowali. Na fali zwycięstwa Niemcy założyli biskupstwa w Hobolinie i Braniborzu, rozpoczęło się osadnictwo niemieckie na północnym Połabiu i Niemcy kroczek po kroczku parli naprzód. Owszem – Obodryci i Wieleci nadal stawiali opór, urządzali wyprawy odwetowe, niemieckie parcia prawie że powstrzymali, ale nie potrafili wyprzeć Niemców ponownie za Łabę. Prawie rok w rok niemieccy grafowie urządzali mniejsze czy większe najazdy na Północne Połabie, także z już posiadanych na Połabiu baz wypadowych. Klęska Połabian nad Reknicą i Piastom pomogła w podboju Lubuszan po piastowskiej stronie Odry, a nawet w zdobyciu grodu Lubuszy po wieleckiej stronie. Mieszko też, dokąd był uznawany za „przyjaciela” czy „sojusznika” cesarzy wspierał, choć niezbyt gorliwie, własnym kontyngentem wojów niemieckie najazdy na Wieletów. Choć gdy tylko miał jakiś pretekst, wymigiwał się od tego. A po kryjomu pertraktował z Wieletami. Naturalnie wiedział, że sam ich militarnie nie da rady podbić – Niemcy próbowali tego od dziesięcioleci z miernymi skutkami. Niemniej Mieszko rzeczywiście liczył na to, że naciskani z zachodu i południa przez Niemców, Wieleci w końcu zgodzą się i uznają jego zwierzchność. Naturalnie nie byłoby to równoznaczne z włączeniem ich ziem do państwa Piastów. Poza wojnami nadal byliby niezależni. Ale militarnie mieli podlegać pod niego.

To że Mieszko poza ściągnięciem kleru i budową kościołów praktycznie nie zwalczał pogaństwa w swoim państwie było spowodowane właśnie jego zabiegami o pozyskanie sobie Wieletów. W tajnych pertraktacjach, gdy mu zarzucali, że ściągnął do siebie kler i „niemiecką wiarę” pewnie mówił im tak: a ilu obodryckich kniaziów dla pozoru dało się ochrzcić, by odebrać Niemcom pretekst do ich „nawracania”. I ja ściągnąłem kler, by nie gadano, żem poganin. Ale lud u mnie nadal żyje po dawnemu, czci swoich bogów i odprawia pradawne obrzędy. I kto wie – jak powstrzymamy Niemca, może i ja wygnam ten kler, bo mi się zaczyna rządzić i chce mi narzucać swoją wolę. Jeśli się połączymy, jeśli uznacie mnie waszym naczelnym wodzem, Niemiec nie będzie rządził na słowiańskiej ziemi.

Zabiegając o skaptowanie sobie Wieletów naturalnie nie miał Mieszko na myśli bronienia interesów Słowian. Był wikingiem a nie Słowianinem. Chciał jedynie zdobyć jak najsilniejszą pozycję wobec Niemców. Bo i oni dla niego, wikinga, byli z jednej strony zagrożeniem, a z drugiej potencjalnym łupem. I stali mu na drodze do osiągnięcia rzeczywistej potęgi. A tej dla siebie i swojego rodu, swojej dynastii, pragnął Mieszko najbardziej.

Rachuby Mieszka odnośnie uznania go przez Wieletów militarnym zwierzchnikiem zawaliły się w roku 983. Wieleci i Obodryci zaatakowali nagle Niemców. Tak pisał o tym przed laty niemiecki Spiegel:

„Jest rok 983, kiedy to cesarstwo rzymskie na niemieckich ziemiach w taki właśnie sposób zatrzęsło się w posadach. 29 czerwca płonie siedziba biskupa w Havelbergu w pobliżu Łaby, 1 lipca w płonie (siedziba biskupa) w Brandenburgii.

„Barbarzyńcy” ze wschodu przekraczają nawet Łabę, plądrują klasztor Kalbe nad rzeką Milde w pobliżu dzisiejszego Salzwedel w Saksonii-Anhalt i niszczą wiele wiosek. Plądrują Hamburg, a biskupstwo  Aldenburg w Ostholstein położone naprzeciwko Fehmarn zostało wgniecione w ziemię/zrównane z ziemią. Jedynie dzięki ucieczce na łeb na szyję w kierunku na zachód uratowali swoje życie dostojnicy kościelni i polityczna elita.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/09/niemiecki-spiegel-o-slowianach-polabskich/

Po tym świetnym militarnym sukcesie Mieszko zrozumiał, że Wieleci nigdy nie zaakceptują jego zwierzchnictwa – bez jego pomocy wszak wypędzili Niemca za Łabę, zburzyli niemieckie biskupstwa i odzyskali pełną niezależność. I natychmiast zaczął szukać sojusznika u Niemców. Początkowo, ponownie zresztą, wsparł bawarskiego Kłótnika, który ponownie chciał, po śmierci Ottona II w roku 983, zdobyć w cesarstwie władzę. Jednak szybko Mieszko go zdradził, przeszedł na stronę małoletniego Ottona III i jego regentki. Z nimi związał się gorliwie, zdobywając ich zaufanie i poparcie. Dzięki niemu miał wolne ręce w sprawie czeskiej i podbił ziemie Ślężan u schyłku swojego życia i panowania. Tym atakiem zdradził i Czechów, z którymi dwukrotnie wsparł wcześniej niemiecką opozycję przeciwko Ottonom. Gorliwie też zaczął militarnie wspierać najazdy niemieckie na północne Połabie. Pragnął osłabienia Wieletów, obawiając się, że po wypędzeniu Niemców na zachodniej granicy na Łabie, mogliby zaatakować jego wcześniejsze zdobycze na zaodrzańskich ziemiach Lubuszan i odbić mu Lubusz.

Nie wiadome jest, czy Mieszko osobiście dowodził podbojem Ślężan. Był już „sędziwego wieku”. Jeśli nawet towarzyszył wojskom, w bitwach zapewne osobiście udziału już nie brał. Przyjacielskie stosunki Mieszka z Ottonem III kontynuował jego syn, Bolesław. To dzięki temu udało mu się zorganizować zjazd gnieźnieński w roku tysięcznym, założyć arcybiskupstwo i mieć nadzieję na szybką koronację. Nagła śmierć Ottona III w roku 1002 nadzieję tę pogrzebała. Najpóźniej przyłączona została do trzonu państwa piastowskiego ziemia Wiślan. Mieszko jej nie zaatakował, gdyż rezydował tam od pewnego czasu z ramienia czeskich kniaziów jego syn Chrobry, po kądzieli Przemyślida, który nie chciał mieszkać na dworze ojca pod jednym dachem z niemiecką macochą. Przemyślidzi mieli nadzieję, że Chrobry nie odbierze im ziemi krakowskiej, ale na wszelki wypadek wzmocnili swoimi wojami Kraków, gdy Chrobry po śmierci ojca zajęty był wypędzaniem niemieckiej macochy z jej potomstwem i stronnikami. Po dokonaniu tego Chrobry odbił Czechom Kraków, włączając ziemie Wiślan aż po Tatry do swojego państwa. Ironia losu sprawiła, że ten tak późno podbity przez Piastów ważny gród – Kraków – niedługo potem, od rządów pół-Niemca Kazimierza I stał się stolicą ich państwa, w okresie rozbicia dzielnicowego był stolicą senioralną, potem dalej był stolicą, a przestał być stolicą dopiero za przybłędy szwedzkiego – Zygmunta III Wazy. Stolicę przeniesiono do Warszawy, na Mazowsze, które do XVI wieku broniło się przed inkorporacją z Królestwem Polskim. Znaczenie pierwszych siedzib i stolic Piastów – Giecza, Gniezna i Poznania – spadło już za Kazimierza I. Giecz stał się siedzibą kasztelanii, Poznań siedzibą wojewody, a Gniezno siedzibą arcybiskupów.

Mieszko do końca życia nie angażował się w „chrystianizację” poddanych, choć nie przeszkadzał drugiej żonie, Niemkini Odzie w sprowadzaniu niemieckiego kleru. To za jej sprawą w grodach i ich otoczeniu pogańskie obrzędy zaczęły być zwalczane, a ludność przymusowo chrzczona. Ale prawdziwą katastrofą dla pogańskiej, słowiańskiej kultury, zwyczajów i obrzędów były rządy Chrobrego. Od początku związany z gorliwym katolikiem Ottonem III, zabiegając o arcybiskupstwo i koronację, rozpoczął wobec poddanych prawdziwy religijny terror. Pod toporami jego siepaczy padały święte gaje, na terenie których nakazał budować kaplice i kościoły. Wprowadził drakońskie kary za łamanie kościelnych praw i przepisów. Na jego rozkaz niszczono wszystko, co było związane z pogaństwem. Wiemy jednak, że już za jego panowania opór „nawracanych” poddanych był ogromny. Doszło nawet w roku 1022 do pierwszego większego antykościelnego buntu. O wielu mniejszych, lokalnych, niestety nie wiemy nic. Ale były na pewno. Kościół wobec oporu poddanych i wobec upartego ich trwania przy prastarych obrzędach i zwyczajach zmuszony był krok za krokiem wiele świąt, zwyczajów i obrzędów pogańskich zaakceptować, przy czym podstępnie je sobie przywłaszczał nadając im nadjordańską interpretację i nadbudowę ideologiczną odpowiadającą judaistycznym korzeniom krystowierstwa. Gdyby katolicyzmowi odebrać wszystkie pogańskie przywłaszczenia, niewiele by tego katolicyzmu zostało – jedynie jego korzenie znad Jordanu, wiara w biblię napisaną przez żydów, kult judaistycznego Jahwe jako „Boga-Ojca”, kult żydowskiego rzekomego „zbawiciela”, jego matki i żydowskich apostołów.

Losy państwa piastowskiego przypominały jazdę górską kolejką. Za Mieszka I szybko urosło. Chrobry utracił wprawdzie Pomorze Zachodnie, ale podbił Milsko i Łużyce, Grody Czerwieńskie i Morawy. Ponadto na krócej lub dłużej uzależnił od siebie Czechy, Miśnię i Słowaczyznę. To za jego panowania państwo piastowskie osiągnęło największe rozmiary. Najazdem na Miśnię po śmierci Ottona III sprowokował szereg wojen z cesarstwem i niemieckie najazdy na jego włości. Synowi pozostawił koronę, arcybiskupstwo chcące uczynić go świeckim ramieniem kościoła, konkurentów do tronu (brata rodzonego Ottona i przyrodniego Bezpryma) i wrogów na wszystkich granicach. I poddanych nienawidzących kościoła i feudalizmu.
Za Mieszka II po początkowych sukcesach i najazdach na Sasów wespół z Węgrami przyszła katastrofa: zaatakowany został od zachodu przez cesarza, od wschodu przez Rusinów. A ponadto bracia wystąpili z roszczeniami do przyznania im oddzielnych dzielnic. I jeszcze wybuchło kolejne antykościelne powstanie. Mieszko II musiał uciekać z kraju. Na krótko władzę przejął przyrodni jego brat, Bezprym, zamordowany rok później. Bunt pogański krwawo stłumiono, państwo Piastów cesarz podzielił na 3 kawałki i uczynił je swoim lennikiem. Dopiero wtedy pozwolono Mieszkowi, jako księciu lennemu jednej z trzech dzielnic piastowskich powrócić do kraju. Mieszko jednak szybko zajął dzielnice przyznane konkurentom i ponownie zjednoczył, choć mocno już okrojone w stosunku do posiadłości schyłkowego ojca, piastowskie państwo – bez Łużyc i Milska, bez Grodów Czerwieńskich i bez terenów na południe od Karpat. No i naturalnie bez Pomorza Zachodniego, które uwolniło się od piastowskiej dominacji za Chrobrego. Jeszcze gorszy los spotkał jego pierworodnego syna, Bolesława Zapomnianego. Rządził zaledwie kilka lat. Zmarł, najprawdopodobniej zamordowany przez siepaczy nasłanych przez macochę Rychezę w roku 1038. Jego śmierć była sygnałem do największego antykościelnego buntu. Stłumiony został za sprawą intrygi niemieckiego duchowieństwa rękami czeskiego Brzetysława. Po odejściu Czechów od zachodu wkroczył niemiecki desantowiec Kazimierz I. Odbudował państwo piastowskie jako lenno niemieckie. Dopiero jego syn, Bolesław III Szczodry zrzucił niemieckie lenno, koronował się i zaczął uprawiać politykę w stylu dziadka Chrobrego. Najeżdżał Ruś kijowską i Węgry obsadzając trony swoimi przydupasami. Spisek biskupa krakowskiego Stanisława i młodszego brata Władysława Hermana pozbawił go tronu. Musiał uciekać z kraju. Zmarł na uchodźctwie. W państwie nastał po jego wypędzeniu okres rządów palatyna Sieciecha i walk o władzę między Sieciechem i Władysławem a jego synami Zbigniewem i Krzywoustym. Następnie Krzywousty walczył ze Zbigniewem i dopiero po podstępnym uwięzieniu i oślepieniu przyrodniego brata ponownie zjednoczył władzą w swoim ręku. Podbił Pomorze Zachodnie i zainicjował tam fanatyczną chrystianizację. Jego najazd na Pomorze zaodrzańskie ułatwił niemieckiego królowi najazd na Redarów i ostateczne zniszczenie Radogoszczy-Retry. Testamentem podzieli Krzywousty pomiędzy potomstwo zjednoczone dopiero co państwo na dzielnice. Nastały dwa wieki rozbicia dzielnicowego. Był to koszmarny okres, w którym rozdrobnienie dzielnicowe postępowało ciągle, ciągle trwały walki pomiędzy dzielnicowymi książątkami, niekiedy o przysłowiowe miedze, ale przede wszystkim o panowanie w dzielnicy senioralnej. Trwał niemiecki drang nach osten, niemiecka ludność zalewała miasta i to do tego stopnia, że u schyłku rozbicia dzielnicowego Łokietek miał do czynienia z buntem mieszczaństwa niemieckiego, pod przywództwem zniemczałego biskupa Muskaty i niemieckiego wójta, Alberta. Na północnym zachodzie pojawili się ściągnięci przez Konrada Mazowieckiego krzyżacy, których topór przez wieki zagrażał państwu. Były też niszczycielskie najazdy mongolsko-tatarskie, z którymi rozdrobnione państwo nie potrafiło sobie radzić. No i był jeszcze kościół, który pasożytował na mieszkańcach i dzielnicowych książątkach, zdobywając i wyłudzając dla siebie coraz więcej przywilejów, wpływów politycznych i majątku – ziem i złota. Gdyby nie pomysł zjednoczenia rozbitych piastowskich dzielnic, które co prawda często przypominało „jednoczenie” plemion przez Mieszka i jego przodków, najprawdopodobniej państwo Piastów zostałoby najpóźniej w XV wieku wymazane z map. Nie wszystkie jednak ziemie z czasów Mieszka I Krzywoustego zostały ponownie wcielone do odrodzonego jednolitego państwa Łokietka i Kazimierza III. Ziemie nad Odrą były już w niemieckich łapskach. Mazowsze rozbite na kilka księstw trwało przy własnej odrębności. Śląsk przehandlował Kazimierz III zniemczonym totalnie Czechom, rozpoczynając za to podbój Rusi Halickiej. Wyprawom Kazimierza na Ruś papiestwo nadało rangę wypraw krzyżowych:
https://historia.org.pl/2018/04/12/krucjaty-kazimierza-wielkiego/

Dopiero sojusz z pogańskim Jagiełłą, który dla polskiej korony dał się ochrzcić „tą przeklętą wodą, któréj pies nie chce, wąż nawet nie pije” (Słowacki), uczynił Królestwo Polskie, wyrosłe z piastowskiego państwa, będące częścią Unii Polsko-Litewskiej, europejską potęgą zdolną pokonać krzyżaków. Wielkość Unii trwała kilka wieków. Jej fundamenty podkopała „polska” kontrreformacja, zwalczająca protestantyzm i gorliwie katolicząca prawosławnych Rusinów. To ona – kontrreformacja – rozbiła wcześniejszą jagiellońską, względną przynajmniej, spójność i jedność wielonarodowego i wielowyznaniowego unijnego państwa. Pełzająca wojna katolicy kontra reszta była gwoździem do trumny wielkiej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Rozbiory były w zasadzie sprawką wewnątrz-niemiecką. Pokroili ją jak tort w trzech turach krystowierczy sąsiedzi: protestanccy Hohenzollernowie pruscy, najbardziej prący do rozbiorów, Katarzyna, z domu Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst, która dla carskiej korony „nawróciła” się na prawosławie (Henryk IV „wielki” miał powiedzieć- Paryż wart jest mszy, po czym przechrzcił się z kalwinisty na katolika; warta jej (katolickiej mszy) była dla Jagiełły korona Polski, a i dla „Katarzyny” prawosławna msza warta była korony Rosji). Trzecim zaborcą byli ultrakatoliccy Habsburgowie. Ich udział w I i III rozbiorze był naturalnie szczególnym rodzajem katolickiego „bóg zapłać” za wiedeńską odsiecz. Tak to jest, gdy pomaga się gorliwym katolikom. Reklamowana jako wielkie osiągnięcie  i jako próba ratunku ginącej Rzeczypospolitej konstytucja 3 maja oddawała w dziedziczne władanie tron państwa w łapska niemieckiej dynastii z Saksonii. Było to ukoronowaniem niemieckiego odwiecznego drangu nach osten – tron polski wzmocniony zniesieniem liberum veto miał stać się prywatną własnością niemieckich Wettynów. Targowica wyrwała Niemcom polski tron, a Rzeczypospolitą po inspirowanej z Saksonii insurekcji kościuszkowskiej i III rozbiorze na 123 lata złożono do grobu. Potem była II RP, która istniała niecałe 21 lat. Zamordowana została we wrześniu 1939 przez hitlerowskie Niemcy. Potem mieliśmy przez 45 lat PRL, którą mimo jej wielu mankamentów wspominam dobrze. A Potem w 1989 roku Polskę po kryjomu przerobiono na Polin i zrobiono z niej jewrounijny rozszabrowany z majątku narodowego barak i wasala bandyckiego NATO. I taki stan mamy obecnie.

Obszar zbliżony do państwa Mieszka I i Bolesława Krzywoustego Polska otrzymała dzięki Stalinowi po II wojnie światowej.

 

Można by to nazwać terytorialnym powrotem do piastowskich korzeni…

Państwo piastowskie będące protoplastą Polski narodziło się w latach 20-tych X wieku na drodze brutalnych podbojów, palenia grodów i zniewalania podbitych mieszkańców. Do pisanej historii wkroczyło za Mieszka I. Początki kościoła w tym państwie to druga połowa lat 60-tych od przybycia Dobrawy na dwór męża. „Chrztu Polski” w 966 roku nie było. Sukces kościoła, jakim było utworzenie arcybiskupstwa w Gnieźnie nie trwał długo – przyszły bunty antykościelne, a ten największy z roku 1038 doprowadził do całkowitego unicestwienia instytucji kościoła. Od zera musiał go budować od nowa niemiecki desantowiec Kazimierz I. Mimo to lud jeszcze długie wieki trwał przy pogańskich obrzędach i zwyczajach. Jak pisał w XIX wieku badacz kultury słowiańskiej, pogańskiej, Adam Czarnocki:

„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”

I wiele z nich przetrwało do dzisiaj. W tym niestety zbyt dużo skatoliczonych. Ale wystarczy z nich zdrapać „krystowierczy pokost”, by ujrzeć pod nim czystey, zdrowy, pogański rdzeń.

Pamięci o kulturze słowiańskiej, pogańskiej, o prastarych bogach, zwyczajach, obrzędach i świętach nigdy nie udało się kościołowi wymazać z pamięci uciskanych poddanych do końca. I tak jak Polska po wielu wiekach terytorialnie wróciła po wojnie do swoich „piastowskich korzeni”, tak może i duchowo wrócić do swoich pogańskich korzeni. Oby tak się stało. Nie potrzebujemy u nas kultu nadjordańskich bożków i idoli, ani nadjordańskich guseł. Mamy swoich bogów i swoje obrzędy.

opolczyk