Mieszko I Perfidny, nigdy nie ochrzczony – czyli o tym, jak nadal historycy preparują naszą historię pod dyktando kościoła katolickiego…

Tym razem niestety wpis będzie długi i żmundy. Ale cóż – tak trzeba…
Zaledwie kilka dni temu, po moim wpisie pt: W odpowiedzi adminowi „Wolnych Słowian”… Demaskator w komentarzu poruszył sprawę pochodzenia Mieszka I:

„Zatem, czy kiedyś próbowałeś sprawdzić tezę, jeśli się z nią spotkałeś, że germańscy Burgundowie założyli Polskę? Wg tej tezy, „Mieszko” był z odłamu dynastii Burgundów, „Nasz” herb z bialym orłem i barwami biało-cerwonymi, jest w istocie germańksim herbem plemiennym Burgundów. Więcej zamiesciłęm tutaj, https://socjologiakrytyczna.wordpress.com/2010/01/20/kto-nas-polakow-ustawil-na-pozycji-wiecznych-przegranych/#comment-4229 i na razie trzymam się tej tezy, chyba, że uda ci się ją jakoś sensownie obaiić
A skoro jesteś niemieckojęzyczny, to ciekaw jestem, co jest w niemieckiej literaturze, o historii plemienia Burgundów nad Połabiem, czy Wartą i Odrą z czasów VII-X wieku (?).

Gdyż chyba obaj się zgadzamy, że „Mieszko” nie był z lokalnej, czy słowiańskiej ludności, że to było obce, wrogie tubylcom przywództwo, prawda?”
https://opolczykpl.wordpress.com/czytelnia/comment-page-16/#comment-90721

Odpisałem mu (fragment):

„Szukałem i w kręgach „akademickich”, gdyż i w Polsce niejeden historyk zastanawiał się, skąd ten Mieszko się wziął. Niektórzy kojarzyli jego imię z misiem: Mieszko-miszka-miś, inni z sakiewką – mieszkiem. Była koncepcja, że jego przodkowie byli wikingami i najeżdżali ziemie Słowian. któryś z nich z grupką podwładnych osiedlili się w Gieczu, powierzchownie się zeslawizowali, po czym rozpoczęli podbój sąsiednich osad, a potem grodów. Tak powstała dynastia piastowska. Wg innej koncepcji jego przodkowie pochodzili z ukraińskich Polan i nazwę tego plemienia przynieśli ze sobą. Wszak Geograf Bawarski nie zauważył na ziemiach obecnej Wielkopolski Polan, za to pisał o Goplanach. Przodkowie Mieszka pochodzili więc od wschodnich Polan, choć pierwotnie byli osiadłymi tam Waregami – czyli znów wikingami. Czytałem też koncepcje, że pochodził z południa, zza Karpat. A nawet, że był potomkiem Chazarów rozpędzonych przez Światosława.”

Arkaimka zaś napisała:

„Rozumiem ze moja hipoteza z rejonem Kalisza jako miejscem pochpdzenia dynastii Mieszka „znikad” wam sie nie podoba .
Ale to ja wiem na 99% gdzie byla legendarna Wislica stolica Wislan. Mam nadzieje ze wkrotce ktos z uprawnieniami sprobuje tam poszukac dowodow. Nawet znam taka osobe. Moze cos ruszy w tej sprawie.
No i aby szukac pichodzenia Mieszka wrocmy do Wielkich Moraw oraz Cyryla i Metodego i tego co wyprawiali z naszymi poganskimi przodkami. Moze wlasnie latka handlarzy niewolnikow bronila w nazwaniu Mieszka Wielkim czy Swietym”
https://opolczykpl.wordpress.com/czytelnia/comment-page-16/#comment-90723

Odpisałem jej:

„ja też wiem na 99%, gdzie była stolica Wiślan. Ale Mieszko nie był Wiślanem.
Niewolnictwo kwitło w krajach katolickich na całego. Tzw. „Nowy testament” nie tylko akceptował niewolnictwo, ale nakazywał niewolnikom ślepe posłuszeństwo. Nawet papieże oficjalnie kupowali sobie niewolników – jeszcze w XVII wieku.
https://opolczykpl.wordpress.com/2018/11/19/slowianszczyzna-a-niewolnictwo-brednie-katolickiego-propagandysty-karonia/

Handel niewolnikami u krystowierców był wtedy powszechny. Węgierski Stefan nie tylko zezwalał na niewolnictwo, ale krewniakowi – konkurentowi do tronu – nakazał wyłupać oczy a do uszu wlać roztopiony ołów. Jego synów wypędził z kraju. A i tak został „świentym”.

Traf, a może przeznaczenie sprawiło, że dwa dni po tej dyskusji trafiłem na film popularnonaukowy właśnie o Mieszku, Piastach no i o jego domniemanym chrzcie pt: „KRZYŻ I KORONA (53 min.). Reżyseria: Zdzisław Cozac”

 

Pod filmem pisze:
Kiedy, gdzie i dlaczego Mieszko I przyjął chrzest? Zaskakujący obraz chrystianizacji państwa pierwszych Piastów – od chrztu pogańskiego księcia do koronacji pierwszego króla Polski. Reżyseria: Zdzisław Cozac, scenariusz: Zdzisław Cozac, dr hab. Błażej Stanisławski, konsultacja naukowa: prof. Henryk Samsonowicz.
Film z serii TAJEMNICE POCZĄTKÓW POLSKI. Produkcja: Zdzisław Cozac
Media Promocja, TVP S.A. 2016
Nagrody:
Złota Szabla – Międzynarodowy Festiwal Filmów Historycznych i Wojskowych, Warszawa 2016,
Grand Prix – Festiwal Polonijny Losy Polaków, Warszawa 2016,
Złoty Kopernik – Festiwal Filmów Edukacyjnych, Warszawa 2016,
Najlepszy Dokument Historyczny – Film, Art& Tourism Festival, Lublin 2016

Ten film z ciekawością przesłuchałem cały, choć były momenty, że chciałem go impulsywnie wyłączyć. Np. gdy lektor mówił, że Wichman dowodził Wieletami podczas najazdów na państwo Mieszka, a jeszcze bardziej, gdy padło stwierdzenie, że po przyjęciiu chrztu Mieszko musiał zrezygnować z intratnego handlu niewolnikami, gdyż rzekomo religia chrześcijańska postępiła handel ludźmi. Wyłączyłem wtedy nawet film, ale po opanowaniu wzburzenia – nie cierpię takich ordynarnych kłamstw – przesłuchałem go do końca. Tak samo wzburzyła mnie wypowiedź, że o wierzeniach Słowian na naszych ziemiach nie wiemy nic. Wiemy – i to o wiele więcej, niż jest to na rękę kościołowi i jego usłużnym historykom. Do tego filmu jeszcze wrócę. Na panelu bocznym yt wpadł mi w oko drugi film tego samego producenta pt: „UKRYTE GNIAZDO DYNASTII (44 min.). Reżyseria: Zdzisław Cozac”.

Pod fimem czytamy:
Kim naprawdę był Mieszko I? Skąd wywodził się jego ród – z Gniezna, Giecza czy Kalisza? A może ze Skandynawii lub z Wielkiej Morawy? Naukowcy w poszukiwaniu kolebki rodowej Piastów.
Reżyseria: Zdzisław Cozac, scenariusz: Zdzisław Cozac, dr hab. Tadeusz Baranowski,
konsultacja naukowa: prof. Henryk Samsonowicz.
Film z serii TAJEMNICE POCZĄTKÓW POLSKI.
Produkcja: Zdzisław Cozac Media Promocja, TVP S.A. 2014
Nagrody:
Złoty Kopernik – Festiwal Filmów Edukacyjnych Edukino 2015,
Brązowa Szabla – Międzynarodowy Festiwal Filmów Historycznych i Wojskowych 2015,
Turist Owl – dla najlepszego filmu służącego nauce – Film, Art& Tourism Festival 2015

Włączyłem film natychmiast, z tym że słuchałem go tylko do minuty 24:58 po czym go wyłączyłem. W tymże filmie różni utytułowani historycy rozważali przeróżne koncepcje pochodzenia Mieszka i Piastów wogóle. Wymieniono więc (ok. minuty 5:10)  koncepcję „normańską”, a więc koncepcję wikingów ze Skandynawii, nazwanych w filmie (nie wiem na jakich podstawach) Lachami (już widzę wściekłość turbolechitów – wygląda na to, że ich wielką Lechię założyli wikingowie. I że od nich później Polan-Polaków nazywano Lachami). Kolejną hipotezą był duński rodowód Mieszka (min.5:50). Tyle, że najechał kraj Polan ze wschodu, z obszarów Rusi Kijowskiej, założonej przez zeslawizowanych Wikingów. Kolejna koncepcja przedstawiona w filmie była o pochodzeniu Mieszka zza Karpat. Miał być pogrobowcem elit państwa Wielkomorawskiego (min. 6:48).
Następnie w filmie poszukiwano „gniazda” Piastów u Polan. Pierwsza hipoteza – w moim przekonaniu prawdziwa, wręcz niepodważalna, mówi o Gieczu (min.11:37). Podważa ją jednak archeolog, prof. dr.hab. Andrzej Buko. Uważa, że gdyby Giecz był kolebką Piastów, zostałby odbudowany po najeździe czeskiego Brzetysława w roku 1038. Niestety ignoruje on kilka ważnych faktów…

Szkoda przede wszystkim, że przemilczał okoliczności najazdu Brzetysława, gdyż dotyczą kilkuletniego okresu wczesnopiastowskiego państwa wstydliwie pomijanego i najbardziej zakłamanego przez kościelnych i przykościelnych historyków. Wiadome jest, że biskupi skazali Bolesława II, syna Mieszka II, na zapomnienie, o czym informuje m.in. kronika wielkopolska:

„W Polsce po raz pierwszy wspomniano o Bolesławie II w „Kronice Wielkopolskiej”, napisanej w XIII w. przez biskupa poznańskiego Boguchwała II, przeredagowanej później przez biskupa Janka z Czarnkowa. Było to złe wspomnienie. „Gdy zmarł w roku Pańskim 1033 (mowa o Mieszku II – S.L.), nastąpił po nim pierworodny syn jego Bolesław. Skoro ten został ukoronowany na króla, wyrządził swej matce wiele zniewag. Matka jego pochodząca ze znakomitego rodu, zabrawszy syna swego Kazimierza, wróciła do ziemi ojczystej w Saksonii, do Brunszwiku, i umieściwszy tam syna dla nauki miała wstąpić do jakiegoś klasztoru. Bolesław zaś z powodu srogości i potworności występków, zbrodni okrutnych i nieludzkich, których się dopuszczał, źle skończył swe życie, i choć odznaczony został koroną królewską, nie policzony został nawet w liczbie królów i książąt polskich dla wielkiej nieprawości swojej. Po śmierci jego wielkie zaburzenia i wojny domowe wszczęły się w królestwie” Warto także zacytować króciutki fragment opowieści Wincentego z Kielczy, który w połowie XIII w. napisał: „Zostało po nim [Mieszku II] dwóch synów, starszy Bolesław i małoletni Kazimierz. Po starszeństwie zasiada na tronie pierworodny Bolesław”. I dalej: „Nie panował długo, ale nagromadził tyle zbrodni, że śród nich stracił życie”
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/231607,1,zniknal-wmrokach-sredniowiecza.read

Kościół wydał na niego wyrok damnatio memoriae – skazanie na niepamięć, wymazanie imienia z pamięci i dokumentów – i będzie się tego trzymał do końca świata i dzień dłużej. Ale historycy nie muszą być kościołowi ślepo posłuszni. Wszystko wskazuje na to, że Bolesław II powrócił do pogaństwa, co było w oczach kleru zbrodnią najcięższą i niewybaczalną. Kazimierz, syn Niemkini, zesłany został przez ojca do klasztoru. Kościelni  i przykościelni historycy nie zaprzeczają temu, ale twierdzą, że wysłano go tam „na edukację”. Czyżby Mieszka II nie stać było na zapewnienie synowi edukacji na swoim dworze królewskim? Mógł przecież ściągnąć nawet 10 najmądrzejszych mnichów, by syna pod jego okiem „edukowali”. Sam Mieszko II pod względem wykształcenia na tle wszystkich władców piastowskich był diamentem w popiele – był intelektualitą. Mówił chyba pięcioma językami, pisał trzema. A nie był w klasztorze! No i nie nadał Kazimierzowi żadnego z dwóch ówczesnych imion dynastycznych. A były to imiona Mieszko i Bolesław. Kazimierz nie był przewidywany przez ojca na następcę. I dlatego zesłany został do klasztoru. Według niemieckich zapisków w momencie śmierci ojca Kazimierz przebywał na dworze wuja Hermana II, biskupa i późniejszego arcybiskupa Kolonii. Po śmierci zabitego najprawdopodobniej przez nasłanych przez macochę Rychezę siepaczy Bolesława II, który po ojcu przejął władzę i koronę, wybuchło największe w historii państwa piastowskiego powstanie antykościelne i antyfeudalne. Niemiecki kler uknuł wówczas spisek: zagwarantowano Brzetysławowi nienaruszalność granic Czech pod jego nieobecność i nakazano mu najazd na zbuntowany kraj Polan. Pozwolono mu łupić , grabić i palić, byleby po drodze rozbijał wszystkie zbuntowane ludowe oddziały. Brzetysław w jego akcji pacyfikacyjnej dotarł aż do kolebki państwa piastowskiego, złupił i spalił Gniezno, Giecz, Poznań i wszystkie inne pobliskie grody, po czym kolumną wozów spokojnie wywiózł łupy do siebie. I dopiero wtedy półniemiec Kazimierz na czele podarowanych mu przez cesarza 500 ciężkozbrojnych siepaczy, jako lennik cesarski, wkroczył do piastowskiego państwa wyniszczonego antykościelnym powstaniem i najazdem Brzetysława. Emocjonalnie Kazimierz bardziej był  związany z matką, Niemkinią, niż z ojcem, do którego zapewne żywił żal za zesłanie go do klasztoru. Nie czuł więc sentymentu do Giecza. Na swoją siedzibę obrał Kraków, znacznie mniej zniszczony. Wawel zresztą z natury był bardziej obronny, niż grody w kolebce Piastów. Ponadto Kazimierz prowadził aktywną politykę z Rusią, Węgrami, a także bacznie patrzył na Czechy i Śląsk. Z Krakowa miał wszędzie tam bliżej, niż z Giecza czy Poznania. O Gieczu zresztą nie tak całkiem zapomniał i uczynilł go siedzibą kasztelanii (https://pl.wikipedia.org/wiki/Giecz#Historia). A o tym, że był znacznie zniemczony, świadczy przeprowadzona przez niego reforma państwa, prawa książęcego i wojska – na wzór niemiecki. Wiki wspomina o tym tylko jednym zdaniem:
„Zamiast utrzymywać stałą drużynę wojów zapoczątkował on zwyczaj nadawania ziemi rycerzom w zamian za służbę wojskową.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_I_Odnowiciel#Panowanie

Było to odpowiednikiem systemu w cesarstwie – cesarze nie dysponowali własną potężną armią, ale wszyscy ich lennicy osadzani na lennach zobowiązani byli stawiać się na wezwanie cesarzy i w zależności od wielkości lenna dostarczać im określony kontygent wojsk. Podobnie możnowładcy, mający ziemie dzidziczne, musieli brać udział w wojnach i dostarczać wojska na cesarskie wyprawy wojenne.  I ten „niemiecki” system wprowadził „odnowiciel” w państwie piastowskim.

Ale wracam do filmu. Po koncepcji Giecza mowa była o koncepcji Kalisza, jako domniemanego grodu rodowego Piastów. Być może bym kupił ten pomysł, zwłaszcza, że w pobliżu Kaliasza zlokalizowano 24 silne warownie. Piaści, najeżdżający i podbijający wszystkich sąsiadów, musieli się obawiać wypraw odwetowych, przez co takie warownie w ich przypadku miałyby sens. Gdy jednak na mapce pokazano rozmieszczenie tych warowni, odrzuciłem koncepcję piastowskiego gniazda w Kaliszu. Gdyby była słuszna – Kalisz znajdowałby się w samym środku, w centrum obszaru otoczonego tymi warowniami. A nie na ich brzegu. Rozmieszczenie ich raczej wskazuje na to, że Kaliszanie obwarowali się nimi przed…najazdami Piastów:

Gdy więc zobaczyłem tę mapkę, film wyłączyłem. Nie cierpię takich naciąganych hipotez.

I tu wracam do pierwszego filmu, który obejrzałem w całości. I powiem tak – większość z tego, co pokazywał, w pełni zgadza się i z moją wiedzą – i zapewne z faktami. Początki państwa piastowskiego i początki tej dynastii był to brutalny podbój sąsiadów. Napadnięte grody i osady palono, opornych wycinano, resztę uprowadzano ze sobą, czyniąc z nich ludność poddańczą, harującą na zdobywców. Bardzo dobrze, że wreszcie tak się przedstawia początki państwa piastowskiego, gdyż przez wieki obowiązywała narracja „jednoczenia” plemion słowiańskich przez pierwszych Piastów. Jak to „jednoczenie” wyglądało – teraz wiemy. Równie dobrze można by twierdzić, że cesarstwo niemieckie jednoczyło plemiona połabskie pod swoim berłem. Metody były identyczne. Jedyna różnica polegała na tym, że powierzchownie zeslawizowani Piaści mówili językiem podbijanych Słowian. Na Połabiu „jednoczący” Słowian Niemcy już nie.
Napisałem  „powierzchownie zeslawizowani Piaści” – i tak rzeczywiście uważam. Ich metoda podboju przypomina mi najazdy wikingów – i oni napadali, palili, rabowali, mordowali opornych, a resztę uprowadzali – część na handel, część jako niewolników do pracy w ich stałych osiedlach.
Ponadto niesłowiański w ich zachowaniu był właśnie handel niewolnikami. U Słowian, o czym wiemy z pism bizantyjskich, niewolnictwo było nieznane. Nawet z jeńców wojennych Słowianie nigdy nie robili niewolników:

„Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. […]  Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.”
(Pseudo-Maurycjusz – VI-VII w. – pisarz bizantyjski)

„Również i tę inną jeszcze cnotę ludzkości mieli, iż jeńców, którzy pojmani na wojnie, pomiędzy nimi żyli, nie do nieograniczonego czasu, jakby długo sami zechcieli, w niewoli zatrzymywali, lecz jeńcom to do woli zostawiali, wyznaczając im pewien czas służebnictwa, po upływie którego wolno im albo wracać nazad do swoich za umówioną nagrodą, albo, jeżeliby się im podobało, pozostać nadal u nich, jako równi i przyjaciele.”
(Leon VI Mądry, ok. 900 r.  – cesarz bizantyjski)

Stąd wnioskuję, że Piaści byli najprawdopodobniej wikingami, powierzchownie zeslawizowanymi, z „normańską” jednak naturą, cechującą się żądzą grabieży i podbojów. I zamiłowaniem do uprowadzania i handlu niewolników (https://pl.wikipedia.org/wiki/Wikingowie#Handel). Jedyną różnicą między nimi a wikingami było to, że nie odpływali łodziami za morza. Kiedy przybyli do Giecza – nie wiem. Najprawdopodobniej nie jako najeźdźcy. Może przypłynęli jedną tylko łodzią – „pokojowo”. Osiedlili się, nauczyli słowiańskiej mowy, nikogo do czasu nie gnębili, aż uznani zostali za swoich. I dopiero wtedy, po uśpieniu czujności sąsiadów ruszyli do podboju. Jedno jest pewne – nie było to postępowanie słowiańskie – zwłaszcza handel niewolnikami.
Myślę, że Gall Anonim znał pochodzenie dynastii i dlatego zmyślił Piasta „oracza” – słowiańskiego prostego kmiecia, rzekomego założyciela dynastii, by ukryć ich rzeczywiste pochodzenie.

Zdenerwowało mnie też stwierdzenie, że Wichman dowodził Wieletami podczas najazdów na państwo Mieszka. Nic podobnego. Wieleci mieli swoich własnych, doświadczonych wodzów. Wichman z grupką warchołów i banitów jak on sam po prostu przyłączał się do ich odwetowych ekspedycji przeciwko Piastom. Był znanym wówczas wichrzycielem. Już jako młodzieniec brał udział w buncie przeciwko Ottonowi I, wywołanym zresztą przez syna Ottona. Wielokrotnie prowadził wojny z własnym stryjem Hermanem, najeżdżał i łupił jego ziemie, także z podburzonymi Obodrytami. Wszędzie, gdzie węszył łup i rozlew krwi pojawiał się. A że Wieleci i Wolinianie mieli na pieńku z ekspansjonistycznymi Piastami, którzy krok po kroku pchali się na ich tereny – urządzali przeciwko nim najazdy odwetowe. Korzystał z tego i Wichman. Niemniej Wieleci nigdy nie podlegali pod jego bezpośrednie rozkazy. Mieli własnych wodzów.
Tu jeszcze przypomnę, że to najprawdopodobniej za wczesnego Mieszka podbity i zajęty został przez Piastów gród Lubusz, po połabskiej, wieleckiej stronie Odry. Był głównym grodem Lubuszan, związanych sojuszem z Wieletami. Tak więc Wielecii mieli faktycznie powody, by obawiać się piastowskiego ekspansjonizmu. I znali metody „jednoczenia” plemion przez Piastów. Stąd brały się ich odwetowe wyprawy.

Najbardziej jednak zdenerwowało mnie stwierdzenie (min. 23:45), że Mieszko przez chrzest musiał zrezygnować z handlu ludźmi, gdyż potępiała to religia chrześcijańska”. Jak to – tylu utytułowanych historyków brało udział w nakręcaniu tego filmu, konsultantem naukowym był profesor Samsonowicz i ani jeden z nich nie zauważył, że to jest po prostu ordynarne kłamstwo, mające wybielać i pokazywać w korzystnym świetle kk i krystowierstwo wogóle? Każdy historyk mediewista zajmujący się okresem wczesnopiastowskim zna na pamięć postać praskiego wypędzonego biskupa Vojtěcha, spolszczonego na Wojciecha (o nim jeszcze będzie później mowa). I musi wiedzieć o jego konflikcie z Bolesławem II Pobożnym. Poszło m.in. o sprzedaż ochrzczonych niewolników muzułmanom. Vojtěch nie zwalczał niewolnictwa jako takiego. Kupowanie niewolników, nawet ochrzczonych, przez katolików wcale go nie raziło. Los niewolników pogańskich tym bardziej nie. Protestował wyłącznie przeciwko sprzedaży ochrzczonych niewolników muzułmanom, najczęściej za pośrednictwem kupców żydowskich. Część kleru także miała z tym problemy, ale z innego powodu – bali się, by ochrzczeni niewolnicy kupieni przez muzułmanów nie „ostąpili od wiary” i nie przeszli na islam. Tylko niewielu przedstawicieli kleru protestowało przeciwko handlowi niewolnikami. Ogólnie jednak krystowierstwo (zarówno łacińskie jak i bizantyjskie) jako instytucje w pełni akceptowały niewolnictwo. Wszak samo „pismo święte” niewolnictwo akceptowało. A nawet nakazywało niewolnikom ślepe posłuszeństwo właścicielom:

„Niewolnicy, bądźcie we wszystkim posłuszni doczesnym panom, nie służąc tylko dla oka, jak gdybyście się mieli ludziom przypodobać, lecz w szczerości serca, bojąc się [prawdziwego] Pana.”
Kol 3, 22

„Ci zaś, którzy mają wierzących panów, niechaj ich nie lekceważą z tego powodu, że są braćmi, ale niech im lepiej służą, dlatego że są oni wierzącymi i umiłowanymi jako uczestnicy dobrodziejstwa.”
1 Tm 6, 2

„Wszyscy, którzy są pod jarzmem jako niewolnicy, niech własnych panów uznają za godnych wszelkiej czci, ażeby nie bluźniono imieniu Boga i [naszej] nauce.”
1 Tm 6, 121:21
.
„Niewolnicy niech będą poddani swoim panom we wszystkim, niech się starają im przypodobać, niech się im nie sprzeciwiają, niczego sobie nie przywłaszczają, lecz niech okazują zawsze doskonałą wierność, ażeby pod każdym względem stali się chlubą dla nauki naszego Zbawiciela, Boga.”
Tt 2, 9-10

„Niewolnicy! Z całą bojaźnią bądźcie poddani panom nie tylko dobrym i łagodnym, ale również surowym.”
1 P 2, 18

Zresztą, tym historykom polskim, którym umknął spór Vojtěca o ochrzczonych niewolników, przypomnę co pisał Gall Anonim o największym buncie antykościelnym w państwie piastowskim:

„(…) niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc (…). Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Bożym i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali”.

„Niewolnicy powstali na panów”. Ponad 70 lat po domniemanym chrzcie Mieszka…

Faktem jest, że w czasach Mieszka stolica katolickich Czech, Praga, była znanym ośrodkiem handlu niewolnikami. Faktem też jest, że targi niewolników dosyć szybko na tetenach zachodniej słowiańszczyzny zaniknęły. Ale nie dlatego, że krystowierstwo potępiało niewolnictwo. Przetrwało ono u krystowierców do XIX wieku. Przyczyna zaniku targów niewolników była inna i prozaiczna – państwa tego regionu nieomal ciągle wojowały ze sobą. Najazdy graniczne o sporne tereny, połączone z paleniem grodów i osad, oraz z uprowadzaniem jeńców wojennych, były praktycznie na porządku dziennym. Doszło w końcu do tego, że posiadanie poddanych, pracujących na władców, stało się palącym problemem. Za sprzedaż niewolnika otrzymywało się zapłatę jednorazowo. Niewolnik osadzony na podgrodziu czy na roli mógł w korzystnych warunkach pracować na właściciela kilkadziesiąt lat, dając wielokrotnie większe zyski niż za jednorazową sprzedaż. Tak więc nadal podczas najazdów uprowadzano ludność – ale już jej nie sprzedawano na targach, a zapędzano do pracy na rzecz zdobywców. Jeśli kogoś sprzedawano – bo to się nadal zdarzało – to w niewielkich ilościach i z ręki do ręki, a nie na targach. Targi niewolników zaniknęły więc, ale niewolnictwo jako instytucja przetrwało do XIX wieku. Z błogosławieństwem władz kościelnych.

Nie pojmuję więc, jak w filmie mającym aspirację bycia poważnym i wiarygodnym filmem popularno-naukowym, można było wygłosić tak oczywiste kłamstwo. A fe – autorzy. Nie bójcie się kościoła – mówcie prawdę!

Największy ubaw oglądając ten film miałem natomiast wtedy, gdy kolejni historycy gdybali – gdzie i kiedy Mieszka ochrzczono? Odebrałem to nieomal jako kabaret – tyle domysłów, tyle konkurencyjnych wersji. Ciekawi mnie dlaczego ci wszyscy historycy mediewiści nie postawią sobie jednego ważnego pytania – dlaczego Mieszko w nagrodę za chrzest nie został kanonizowany? Pytanie to jest o tyle zasadne, gdyż na przełomie X i XI wieku niejeden pogański władca, który przyjął chrzest, zostawał w nagrodę po śmierci kanonizowany. W najgorszym przypadku, gdyby istniały naprawdę b. ważkie przyczyny, dla których nie można by było go kanonizować, za zasługi dla kk, a te miał Mieszko rzeczywiście – wszak ściągnął kler, budował kościoły, doprowadził do założenia biskupstwa – powinien zostać uhonorowany przynajmniej jakimś zaszczytnym przydomkiem. Np. wielkim, wspaniałym, pobożnym, bogobojnym – czy czymś w tym rodzaju. A tu nic – ani nie został świętym, ani nawet „wielkim” czy „pobożnym”. Na domiar złego na odtworzonym epitafium pierwszego sarkofagu jego syna, Chrobrego, który uległ zniszczeniu w XVIII wieku, w którym Bolesław wychwalany jest pod niebiosa, o jego rodzicach pisało tak: „Perfido patre tu es, sed credula matre”.
http://www.mediewistyka.pl/Chrobry.pdf

A więc zrodzony „z perfidnego ojca i wierzącej matki”

Dlaczego nazwano go „perfidnym”? Uważam, że za to, iż obiecał się ochrzcić, jeśli Dobrawę dadzą mu za żonę, po czym ożenił się, ale nie ochrzcił. Jedyne co zrobił, to kazał rozpuścić plotkę, że to zrobił – że dał się ochrzcić. I dlatego nikt nie wie, kiedy i gdzie ten „wiekopomny” chrzest się odbył – wszyscy tylko zgadują, gdybają i wysuwają kolejne sprzeczne hipotezy. Ale dlatego właśnie Mieszko nie został ani kanonizowany, ani nawet nie dostał przydomka „wielki” czy choćby tylko „pobożny”.
I dlatego też Mieszko nigdy nie zabiegał o koronę. Wiedział, że jej nie dostanie. I dlatego w cesarstwie powątpiewano w szczerość jego „nawrócenia”, pisano o pozornym chrześcijańskim władcy, rządzącym pogańskim krajem. Udowodnić mu braku chrztu nie mogli, ale i Mieszko nie mógł udowodnić, że się ochrzcił. I dlatego w epitafium Chrobrego nazwano go perfidnym.

Podejrzewam, że obaj panujący w czasach Mieszka Ottonowie i regentka kolejnego (Ottona III) domyślali się tego podstępu, ale było im to w sumie na rękę – wiedzieli, że Mieszko nie będzie zabiegał o koronę. Ponadto, dokąd sprowadzał kler, kazał budować kościoły, a nawet dla pozoru kazał chrzcić dwór i chyba mieszkańców większych grodów, nie można mu było zarzucić wrogości do katolicyzmu. Dodatkowo jego aspiracje do Śląska gwarantowały położenie tamy Przemyślidom w powiększaniu ich państwa, które zbyt duże mogłoby stać się niebezpieczne dla Niemców. Co jeszcze ważniejsze – na linii Grodów Czerwieńskich Mieszko postawił tamę prawosławiu – znienawidzonym przez łacinników „bizantyjczykom”. No i wielokrotnie, jako przyjaciel cesarzy wysyłał kontyngenty na niemieckie najazdy na Północne Połabie. To samo robił początkowo i Chrobry. Dopiero gdy wykorzystał zamęt po śmierci Ottona III i zagarnął Miśnię i Łużyce a potem jeszcze Czechy, z przyjaciela cesarzy stał się wrogiem. Wieloletnie wojny z cesarstwem Chrobry sprowokował sam – i wiele lat czekał na koronację. A przecież, gdyby Otton III żył jeszcze ciut dłużej, Chrobry zapewne otrzymałby od niego wymarzoną koronę. Otton był życzliwy Chrobremu. Przybył na zjazd gnieźnieński, ustanowił na nim arcybiskupstwo gnieźnieńskie, będące wstępem do koronacji – wszak jej dokonać powinien własny arcybiskup koronowanego. Niestety kłopoty w cesarstwie, a zwłaszcza antycesarski bunt w Rzymie pomieszał koronacji Bolesława szyki. Otto musiał pędzić do Italii – i tam zmarł nagle w wieku 22 lat. Przez co Chrobry musiał czekać na koronę jeszcze ponad 20 lat – do śmierci Heinricha II. Przyznał ją sobie zresztą sam – bez zgody cesarza.

To, że Mieszka w nagrodę za chrzest nie kanonizowano, nabiera jeszcze większego znaczenia w obliczu faktu, że Chrobry gorączkowo poszukiwał „świętego patrona” dla swojego państwa. A jako że wtedy rzeczywiście pogańskich władców w nagrodę za katolicki chrzest kanonizowano (np. Stefana I węgierskiego czy Olafa II duńskiego), czyż nie  mógł Chrobry u swojego „kumpla” Ottona wyprosić poparcia dla kanonizacji swojego ojca? Zdanie cesarza ważyło wtedy wiele w Rzymie. No i to by dopiero okryło splendorem i chwałą i kraj i samą dynastię – pierwszy historyczny władca polański – Mieszko I – świętym! Dlaczego więc Chrobry nie zabiegał o to? Czyżby rodzinną tajemnicą poliszynela było to, że Mieszko nie ochrzcił się? I Chrobry dlatego gotów był na wagę złota wykupić zwłoki Vojtěcha, którego „męczeństwo” jest mocno naciągane. Pisałem o tym 9 lat temu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/08/katolickie-preparowanie-swietych-i-patronow/

Gdyby Vojtěch posłuchał nakazu Prusów i opuścił ich ziemie, nic by temu fanatykowi nie zrobiono. A on jeszcze bezczelnie sprofanował kilka dni później ich święty gaj. Ponadto podejrzewam, że musiał jeszcze czymś sprowokować Prusów, że go ubili. Wszak jego dwóch towarzyszy puścili żywcem.
A tak na marginesie – gdyby wtedy u schyłku X wieku trzech pogańskich kapłanów weszło do katolickiego kościoła i na ołtarzu odprawiałby jeden z nich w towarzystwie dwóch pozostałych pogańskie obrzędy – i gdyby ich przy tym przyłapano – wszystkich trzech ubito by bez litości na miejscu. A Prusowie ubili tylko jednego z nich – tego najbardziej zaczepnego.

Ale wracam do Mieszka – gdyby się rzeczywiście ochrzcił, bez względu na ciążące na nim hipotetyczne zarzuty, za połowę, ba, za 1/10 złota, jakie Chrobry wybulił za zwłoki Vojtěcha, przekupiłby ówczesnego papieża. Wtedy, w tamtym okresie, za złoto możny było u papieży kupić prawie wszystko. Prawie  – nawet kanonizację. I tu widzę jeden jedyny powód, dla którego Chrobry, szukający na gwałt „świętego patrona” nie wysłał delegacji ze złotem do Rzymu z zamiarem kupienia kanonizacji ojca – sam wiedział, że ojciec nie był ochrzczony. Przez co kanonizacja nie wchodziła w rachubę.

Mieszko okazał się świetnym kawalarzem. Puścił plotkę, że się ochrzcił – i nawet jego najwięksi wrogowie nie mogli mu tego zmyślenia udowodnić. „Polski” kk naturalnie kupił tę plotkę, na której zbudował katolicki mit, jakoby Polska jako państwo powstała w „wielką sobotę” 966. Wcześniej jej nie było. Mieszko miałby ubaw, gdyby czytał Długosza, jakie cuda towarzyszące zmyślonemu przezeń chrztowi przypisywał ten kościelny mitoman. A jeszcze większy ubaw by miał widząc, że ponad tysiąc lat po jego śmierci nadal hordy naukowców historyków gdybają i gdybają, szukają i szukają, główkują i główkują – gdzie do diaska i kiedy ten Mieszko przyjął ten cholerny chrzest?  No bo skoro kościelni „kronikarze” piszą, że przyjął, no to musiał to zrobić. Tylko kiedy i gdzie…???

Tu muszę nadmienić, że kursuje jeszcze jedna hipoteza, dlaczego Mieszka nie kanonizowano. Wspomniała o nim Arkaimka. A więc mówi się, że jego przodkowie zwąchali się z bizantyjczykami, a w ostrzejszej wersji wręcz, że jako dziecko został ochrzczony po bizantyjsku – i dlatego później, gdy przyjął chrzest łaciński, za karę nie nagrodzono go kanonizacją, a nawet przydomkiem wielki. Wymówka taka jest w sumie naiwna – właśnie za to, że ostąpił od tych wrednych odszczepiepńców bizantyjskich, nie uznających zwierzchności papieża, tym bardziej zostałby za łaciński chrzest i przykucie swego państwa do rydwanu papieskiego nagrodzony kanonizacją.

Jest jeszcze jedna hipoteza, częściowo zbieżna z moją. choć poza tym całkowicie inna. Ogłosił ją nie kto inny, jak jeden z liderów Zachodniosłowiańskiego Związku Wyznaniowego, Piotr Wojnar. Jego wersję historii opublikowała m.in Taraka w 2015 roku:
http://www.taraka.pl/nie_bylo_chrztu_polski

Według Wojnara tereny późniejszego państwa piastowskiego, za sprawą Wielkomorawian i Cyryla i Metodego już wiek wcześniej zostały ochrzczone „po bizantyjsku”, Także Piaści wg niego byli bizantyjczykami, „prawo-sławnymi”, a katolicki chrzest Mieszka to późniejszy wymysł katolickiej propagandy.
Co mnie najbardziej zaskoczyło u tego autora, to pochlebstwa pod adresem „prawo-sławia” – które są całkowicie niezasłużone.
Prawosławie narodziło się w Bizancjum. Tu odsyłam autora do książki Aleksandra Krawczuka pt „Poczet cesarzy bizantyjskich” . Na stronie ZZW znalazłem wywiad z Krawczukiem, czyli cieszy się u nich szacunkiem. Wprawdzie opisał Krawczuk tylko cesarzy od 395 do 711 roku, czyli okres tzw. „wczesnego Bizancjum”, ale ileż tam było religijnego fanatyzmu, zażartych sporów teologiczno-dogmatycznych, ileż rozłamów, schizm i herezji, ileż rzezi, a nawet mordowania się nawzajem  – i to w kościołach. O prześladowaniach pogan i innowierców nawet tu nie wspominam. Prawosławie nie było potulnym barankiem – było fanatyczne i zbrodnicze jak późniejsze papiestwo.
Cyryl i Metody także nie byli gołąbkami pokoju. Wprawdzie sami nie nawracali siłą – ale robili to straszeniem i szantażem – jeśli nie dacie się nam nawrócić, przyjdą inni i nawrócą was siłą. I siłą na prawosławie nawracano. W kronikach ruskich są wzmianki o prześladowaniach, o paleniu wołchwów na stosie. I o buntach antycerkiewnych,
Niewiarygodnie brzmi dla mnie to, co pisał Piotr Wojnar, jakoby zachodni Słowianie z zainteresowaniem słuchali opowieści po słowiańsku o nadjordańskich idolach („nie trudno uwierzyć w to, że wychowani w wielobóstwie zachodni Słowianie chętnie słuchali opowieści misjonarzy w swoim języku o kolejnym Bogu”).

Wątpię by podobały się im opowieści o mściwym, groźnym i podejrzliwym Jahwe niszczącym miasta ogniem z siarką, gubiącym ludzi i zwierząta potopem, czy zapędzającym Izraelitów do rzezi i czystek etnicznych. I nakazującym niszczyć „bałwany”. Wątpię też, by podobały się im bajki o dobrym pasterzu, który np. nakazywał wyłupywać sobie oczy i ucinać ręce, który co rusz straszył piekłem, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów i którego niektóre nauki i postępowanie były wybitnie antyrodzinne. A rodzina była fundamentem struktury społecznej Słowian A tymczasem dobry pasterz nauczał:

“Nie myślcie, że przybyłem, aby przynieść pokój na ziemi: Nie przynoszę pokoju, ale miecz. Gdyż przybywam, aby poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę ze swą matką oraz synową ze swą teściową i wrogiem człowieka będą ci z jego najbliższego otoczenia.”
Mt. 10 34-37

“Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem.”
Łk, 14, 26

A gdy matka i bracia chcieli z nim rozmawiać wyrzekł się ich. Pokazał na oblegających go obwiesiów i powiedział:

«Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?» I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.”
Mt 12, 48-50

Bardzo więc wątpię by zachodni  (i zresztą wszyscy inni) Słowianie chętnie słuchali owych „misjonarzy” i ich opowieści o mściwych idolach znad Jordanu. Bizantyjski Jezus był zresztą równie zazdrosny jak łaciński – Perun w Kijowie go tolerował. On Peruna już nie. Gdy Włodzimierz po chrzcie na Krymie wrócił do Kijowa, natychmiast rozkazał wrzucić posąg Peruna do Dniepru. I nie było „słowiańskich biblii” („pierwszych słowiańskich biblii Cyryla i Metodego”). One nadal były żydowskie, nadjordańskie, tyle że przetłumaczone na język słowiański. Był to podstęp Cyryla i Metodego – myśleli, że nadjordańskie wymysły kolportowane po słowiańsku będą dla Słowian bardziej „swojskie”.
Przede wszystkim powątpiewam, by Cyryl I Metody doszli aż na ziemie za Karpatami. Nie wiem, czy rzeczywiście „na terenach obecnej Polski w Cieszynie, Wiślicy, Krakowie, Grzybowie, Gieczu i na ostrowie lednickim powstały budowle, które miały wygląd „greckich świątyń zbawiciela zwanego Jezusem”, czy tylko miłośnicy prawosławia tego się tam dopatrują. A krzyż bizantyjski mógł przywieźć Chrobry po złupieniu Kijowa – wraz z uprowadzoną branką – zgwałconą nieomal publicznie przez niego kniaziówną Przedsławą.
Zresztą – co tu daleko szukać – na pewno Cyryl i Metody w ich „misjonowaniu” dotarli do Czech, które były częścią państwa Wielkomorawskiego. I tam siali „ziarno prawdziwej wiary”. A mimo to i w Czechach miała miejsce duża reakcja pogańska pod wodzą stodorańskiej Drogomiry (Drahomiry) regentki syna Wacława po śmierci męża. Stłumiona została  ona jednak najazdem potężnych wojsk niemieckich (https://pl.wikipedia.org/wiki/Czeska_rebelia_poga%C5%84ska). Widać na tym przykładzie, że nawet tam, gdzie Cyryl i Metody rzeczywiście szantażem nawracali Słowian, „ziarno prawdziwej wiary” nie zawsze się na stałe zakorzeniło.
Tu ponownie wracam do filmu Krzyż i Korona.
Ma on wiele zalet. ale i wiele innych mankamentów w tym propagandowych zmyśleń kościelnych. Już na samym początku  (min 3:15 pojawia się pierwsze – że rzekomo pamięć o wydarzeniach związanych z Górą Lecha symbolizującą powstanie Polski i „polskiego” kościoła, przez wieki jednoczyła Polaków od Bałtyku po Tatry. Bardzo przepraszam, ale Pomorzanie, podbici przez Mieszka, już za Chrobrego zrzucili zależność od Piastów i wypędzili narzuconego im biskupa. Podbici ponownie przez Krzywoustego, na fali rozbicia dzielnicowego coraz bardziej oddalali się od „piastowskiego pnia”, po czym poza wycinkiem Pomorza Gdańskiego  na wieki dostali się w obręb niemczyzny ulegając w dużym stopniu germanizacji. Ludność wiejska zaś w państwie piastowskim, a następnie jagiellońskim przez wieki z uporem trwała przy kulturze słowiańskiej, a „święty” Wojciech” nie miał dla niej absolutnie żadnego znaczenia. Długosz 500 lat po rzekomym chrzcie Mieszka ubolewał, że ludność nadal uprawia pogańskie „igrzyska” – czyli obrzędy. I jeszcze w XIX wieku Zorian Dołęga-Chodakowski zanalazł na polskiej wsi przywiązanie do prastarej pogańskiej kultury:
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
To tylko w kościelnej propagandzie Polacy od chrztu Mieszka byli gorliwymi katolikami. Dla większości poddanych Piastów, Jagiellonów i władców elekcyjnych kościół był synonimem ucisku i wyzysku i nie jednoczył mieszkańców od Bałtyku po Tatry.
Bzdurą jest też sugerowane przypuszczenie, że Mieszko ochrzcił się, gdyż od Dobrawy dowiedział się, że wiara krystowierców daje nadzieję na życie wieczne. Ale grozi też wiekuistym potępieniem dla nieposłusznych. A Mieszko słuchać nakazów nie lubił. Poza tym u pogan istniało też życie po śmierci – w Nawii. Tak więc „niebem” Mieszko niekoniecznie musiał dać się skusić.
Bardzo rozsądnie za to na pytanie, czy Mieszko pod groźbą drangu nach ost Niemiec musiał przyjąć krystowierstwo, odpowiedział prof. dr. hab. Stanisław Rosik (min. 24:35) – nie musiał! Oczywiście że nie. Cesarstwo wtedy nadal było kolosem na glinianych nogach, wstrząsanym buntami wewnętrznymi wywoływanymi przez grafów, zatargami z Bizancjum, buntami w Rzymie, konfliktami z papiestwem, zatargami i wojnami z Francją i Danią. No i oczywiście z Północnym Połabiem, które jeszcze dwa wieki po rzekomym chrzcie Mieszka stawiało opór. Niemcy nie mogli w czasach Mieszka dalej przeć na wschód. Za to gdyby Mieszko z grupami ochotników ciągle wspierał Północne Połabie, zamiast próbować je podbijać i zamiast pomagać w tym Niemcom, bez krwawego podboju i terroru mógłby zdobyć rozgłos i uznanie i zbudować silne pogańskie państwo słowiańskie, będące militarnym sojusznikiem i zapleczem Połabia. Byłaby nawet szansa w chwili dużego zamętu w cesarstwie, np. podczas kolejnej walki o tron, na obalenie tego kolosa na glinianych nogach. Z okazji skorzystaliby i inni sąsiedzi Niemiec – choćby Duńczycy i Francuzi. Takiemu najazdowi z kilku stron cesarstwo by się nie oparło.
Bardzo rozsądnie też mówiło w filmie kilku kolejnych historyków o tym, że np. po sposobie chowania zmarłych, w czasach Mieszka nie było widać śladu chrześcijaństwa. Istniało ono tylko w kręgach dworskich. Lud nadal żył według starych pogańskich tradycji. Mieszko, poza ściąganiem kleru, budową kościołów i ich uposażaniem nie wspierał kleru w jego zapędach narzucania krystowierstwa i „nawracania”. Nawet po grodach kwitło nadal pogaństwo, tyle że starano się klerowi nie rzucać z nim w oczy. Poza grodami pogaństwo kwitło nadal nie musząc się nawet ukrywać. Mieszko nie zamierzał pomagać klerowi w „nawracaniu” poddanych. Dopiero jego syn okazał się żarliwym jahwistą – pod jego rządami rąbano święte gaje, obalano – jeśli gdzieś stały – posągi bogów, a za łamanie kościelnych przepisów surowo karano. Za łamanie przymusowych postów wybijano np. zęby. Znacznie ostrzej karano ludność za jawne wystąpienia antykościelne. Pierwszy większy odnotowany bunt antykościelny miał miejsce pod koniec rządów Chrobrego w roku 1022. Powodem wybuchu były właśnie surowe kary za łamanie narzuconych kościelnych zasad jak i sprzeciw wobec niszczenia świętych gajów i zakazywania czczenia prastarych bogów. Bunt ten został zapewne krwawo stłumiony.
W filmie padało też, nieprawdziwe zresztą, stwierdzenie (prof. dr. hab. Tomasz Jurek – min. 28:30), że o wierzeniach słowiańskich, świątyniach, posągach i organizacji kultu nie wiemy prawie nic. Otóż wiemy i to b. dużo. O pogańskich Pomorzanach i Słowianach Połabskich, ich wierzeniach i świątyniach pisali, choć często nieobiektywnie, pisarze niemieccy i duńscy. Na ziemiach dzisiejszej Polski było z tym gorzej, gdyż o pogańskiej kulturze Słowian kościelni „kronikarze” nie pisali albo nic, albo zdawkowo i nieprawdę. Długosz w sumie napisał o tym kilka słów przyrównując przy tym słowiański panteon do rzymskiego i wymyślił imiona kilku bogów oraz nazwy świąt. W jego zamiarze było  zdezawuowanie słowiańskich wierzeń, a nie ich opis. Na szczęście w kulturze ludowej przetrwało do XIX wieku zadziwiająco wiele informacji o bogach, mitach i legendach słowiańskich, przetrwały obrzędy i zwyczaje, a także wiedza o przodkach i ich życiu sprzed najazdu krzyża. Przekazywana była ta wiedza z ust do ust. W czasie zaborów, gdy „polski” kościół stracił pozycję suwerena w państwie i rozbity został na trzy zabory, można było zająć się rzetelnymi badaniami nad pogańską, słowiańską kulturą sprzed tysiąca lat – i to zrobiono. Studia etnograficzne i porównawcze pozwalają oczyścić ten przekaz z naleciałości krystowierczych. Tak więc wbrew stwierdzeniu profesora Jurka o kulturze, życiu, obrzędach i wierzeniach Słowian wiemy naprawdę dużo.
Niestety w całym prawie godzinnym filmie ani słówkiem nie wspomniano o tym, jak niechętnie ludność przyjęła narzucone jej od czasów Chrobrego siłą i karami krystowierstwo, nie mówiąc już o antykościelnych i antyfeudalnych buntach. Film kończy się zachwalaniem krystowierstwa, które rzekomo wzmocniło państwo Piastów. Zabrakło informacji o tym, że kk tak naprawdę był pasożytem, żerującym na państwie i poddanych, z władców chciał zrobić – i w końcu mu się to udało – świeckie ramię kościoła. Była ta instytucja czymś, co przypominało figę dusicielkę – zagnieździła się w koronie drzewa (na dworze władcy), zapuściła korzenie (przejmowała majątki ziemskie, urzędy dworskie, później „oświatę”, dostępną zresztą tylko dla mniej niż 10 % mieszkańców), doprowadzając do zaduszenia drzewa (rozbiory).

Dobrze stosunek kościoła do państwa polskiego wyraził w jednym zdaniu w książce napisanej dla harcerzy tuż po odzyskaniu niepodległośc, uchodzący za patriotę, współpracownik Romana Dmowskiego, ks. Kazimierz Lutosławski:“Cóżby ci przyszło z wolnej ojczyzny, gdyby Kościół miał na tym stracić”.

Przekładając to na zwykły język potoczny oznaczało to, że wolność Polski powinni mieć katolicy w nosie, gdyby odzyskanie niepodległości miało zagrozić interesom kościoła. Głoszenie, że ta instytucja miała jakiekolwiek zasługi dla państwa polskiego jest sianiem załganej propagandy i usłużnym merdaniem ogonem przed tą antypolską, kosmopolityczną, żydogenną  instytucją ze stolicą w Watykanie i „ziemią świętą” nad Jordanem.

I tam jest jej miejsce…

Wynocha z naszej słowiańskiej ziemi!

opolczyk

PS

I jeszcze dla przypomnienia, że jesteśmy Słowianami: