W odpowiedzi adminowi „Wolnych Słowian”…

Zaczęło się od tego, że admin ów puścił fałszywkę pt: „Kanadyjczyk obalił „pandemię” w sądzie. Wirus nie istnieje!”
https://wolnislowianie.wordpress.com/2021/08/09/kanadyjczyk-obalil-pandemie-w-sadzie-wirus-nie-istnieje/

Zapytałem o to przyjaciela z Kanady, który tę bzdurę zdemaskował (jego komentarz jest w powyższym linku). Piotrek włączył się na blogu „Wolni Słowianie” i w innym wątku pełnym dezinformacji:
https://wolnislowianie.wordpress.com/2021/07/23/szczepionki-na-covid-19-to-srodek-ludobojczy-mamy-dowod-tego-nie-uslyszysz-w-tv/

Tu należy pochwalić admina WS, że zweryfikował własne wymysły:
https://wolnislowianie.wordpress.com/2021/08/13/czy-na-pewno-wykryto-tlenek-grafenu-w-szczepionce-pfizera-na-razie-nie-jest-to-pewne/

Jednakże w poprzednim wątku, tym dezinformacyjnym, w dyskusji odpowiadając Piotrkowi zaczepił i mnie:

„Co do Opolczyka nie neguję tego że ma dużą wiedzę. Jednak wykorzystuje ją w niewłaściwy sposób. Cóż jeśli on wspiera oficjalne załgane wersje naszej historii pisane przez niemieckich okupantów (a mieszka z tego co wiem w Niemczech) to nie mam z kimś takim o czym rozmawiać. Jest wiele dowodów pośrednich na istnienie Lechii – choćby bitwa pod Tollensee, którą Opolczyk uważa za „bzdurę”, choć napisało o niej już 5 lat temu renomowane czasopismo naukowe. W bitwie tej brało udział wielu wojowników o polskim DNA. Gdyby Lechia była słabym państwem albo nie istniała to tacy wojownicy nie braliby udziału w tej bitwie. Limes sorabicus także jest tego rodzaju dowodem. Nasi przodkowie znali też pismo runiczne co wykazał Winicjusz Kossakowski w książce „Polskie runy przemówiły”, więc nie byli niepiśmiennym dzikusami jak twierdzi załgana okupacyjna wersja historii. W Iranie czy Turcji znają naszą prawdziwą starożytną historię co choćby wynika z tego jak nasz kraj nazywają Turcy – Lechistan. Podobnie Ukraińcy mówią o nas Lachy. Na innym blogu na który często też wchodzę (Tajne Archiwum Watykańskie) jest Polka mieszkająca w Niemczech, która ma w pracy koleżankę z Iranu i ta właśnie wie o naszych starożytnych korzeniach i dziwi się że my o tym nie wiemy. To tyle w kwestii Opolczyka.”
https://wolnislowianie.wordpress.com/2021/07/23/szczepionki-na-covid-19-to-srodek-ludobojczy-mamy-dowod-tego-nie-uslyszysz-w-tv/comment-page-1/#comment-7704

A  skoro to zrobił – odpisuję. Robię to głównie dlatego, by wesprzeć przyjaciela, który w sprawach Słowiańszczyzny nie ma takiego doświadczenia jak ja. To co o mnie wypisują turbolechici jest mi w sumie obojętne. Ale ośmieszania Słowiańszczyzny – a to robią turbolechici nadal, całkiem płazem przepuścić nie można.

Adminowi „WS” ku opamiętaniu się…

Naszą historię zafałszował kk a nie Niemcy. To biskupi kk wykreślili np. Bolesława „Zapomnianego” z naszej historii. Ale „kronikarze” kk zrobili coś znacznie gorszego – wymyślili „wielką Lechię”. Zaczęło się od Kadłubka, który wyssał z palca siedmiu dodatkowych przedmieszkowych, zmyślonych władców i dodał ich do czterech, których przepisał od Anonima (tych czterech od Anonima może być prawdopodobnych, z tym że ich „państwo” za pierwszego z nich było wielkości jednego grodu, za następnych wielkości gminy, a potem powiatu). Na istnienie dorzuconych siedmiu „właców” Kadłubek nie przedstawił żadnego dowodu. To właśnie Kadłubek był „ojcem chrzestnym” turbolechityzmu:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Legendarni_w%C5%82adcy_Polski

Wymyślił m.in. pokonanie Aleksandra Macedońskiego przez Leszka I i Cezara przez Leszka III. Innym jego wymysłem był smok wawelski przedstawiony jako postać historyczna. W tym wypadku Kadłubka zainspirowała zapewne bajka z żydo-biblijnej „Księgi Daniela”, w której Daniel zabił „smoka babilońskiego” podobnie jak synowie Kraka  u Kadłubka („wziął tedy Daniel smoły, łoju i sierści, ugotował to razem, zrobił ciasto i dał w paszczę smoka. Smok zjadłszy rozpękł się.”)

Kolejni katoliccy kronikarze powielali i rozbudowywali tę mistyfikację. W „kronice wielkopolskiej” turbolechia miała już 13 przedmieszkowych władców, u Długosza 14, a u Bielskiego nawet 18. Kulminacją tej turbolechickiej szajby było sfabrykowanie dla żartu w XVIII lub XIX wieku tzw. „Kroniki Prokosza”, która dla turbolechickich świrów z Bieszkiem na czele jest tym, czym dla judaistów jest Tora, a dla muzułmanów Koran. A są tam takie niewyobrażalne bzdury, że tylko skończony idiota dałby się na to nabrać. Np. o siódmym władcy owego „imperium” piesze w tej bajce dla idiotów tak:
„Szczyt Syn Herkulesa wnuk Ozyrysa: zaczął panować  RS (Roku Świata) 2279, założył miasto Szczecin nad morzem Sarmackiem.”

Naprawdę trzeba być bezmózgowcem, by takie wymysły brać na serio. A tymczasem wielu turbolechitów ślepo w nie wierzy.
Twierdzenie jakoby Niemcy fałszowali naszą historię to kolejny wymysł turbolechitów. Wzięło się stąd, że Joachim Lelewel jako pierwszy historyk zajął się ową osławioną „Kroniką Prokosza” i rozniósł ją w pył, wykazując, że są to niepoważne wymysły. A że jego rodzina pochodziła z Austrii (von Loelhöffel), następnie osiadła w Prusach (Loelhöffel von Löwensprung) i dopiero jego ojciec zmienił nazwisko na Lelewel, turbolechici okrzyknęli go „Niemcem”, a fakt zdemaskowania przez niego „kroniki Prokosza” jako fałszywki „niemieckim fałszowaniem naszej historii”. Przy czym wielu turbolechitów cechuje wyjątkowa schizofreniczność: ryczą, że „Niemcy fałszują naszą historię” a równocześnie powołują się na … niemieckie „kroniki”! Ileż razy słyszałem lub czytałem u Bieszka czy Szydłowskiego, że w „kronikach niemieckich” są „informacje” o wielu przedmieszkowych władcach, co ich zdaniem jest jednym z koronnych dowodów na zmyśloną wielką Lechię. Tu nadmienię od siebie, że w różnych niemieckich „kronikach” podawana jest różna ilość i niekiedy różne imiona owych zmyślonych przedmieszkowych władców. No to jak to jest w końcu turbolechici – czy Niemcy fałszują naszą historię – czy nie – skoro wasi prorocy Bieszk i Szydłowski na „niemieckie kroniki” się powołują?

Naturalnie każdy poważny badacz historii wie, jak to było z tymi „kronikami”. Po wynalezieniu druku, gdy ceny książek dramatycznie spadły, gwałtownie wzrósł na nie popyt. To z kolei sprawiło, że zaczęło się nieomal masowe pisanie przeróżnych książek, w tym i „kronik” – także w Niemczech. Przy czym niemieccy „kronikarze” pisząc o państwie piastowskim czy późniejszej Unii Polsko- Litewskiej (a jeszcze później o Rzeczypospolitej Obojga Narodów) sięgali po „kroniki” polskich katolickich kościelnych łgarzy, od których przepisywali, nie próbując nawet weryfikować danych, listy fikcyjnych przedmieszkowych władców. Tyle, że korzystali z różnych „kronik”, przez co i u nich listy przedmieszkowych władców są różne. Niemniej te przepisane bez jakiejkolwiek weryfikacji przez niemieckich „kronikarzy” z „polskich kronik” fikcyjne listy „władców” są dla turbolechitów jednym z najważniejszych „dowodów” na ich fikcyjną turbolechię.

Bitwa nad Dołężą (a nie „pod Tollensee” – turbolechita admin WS powinien używać nazw słowiańskich a nie niemieckich!!!) nie jest absolutnie żadnym dowodem na istnienie turbolechii. I ani razu nie nazwałem samej bitwy „bzdurami”. Nazwałem tak to, co wokół tej bitwy wymyślają świrnięci turbolechici. Każdy to może sprawdzić:
https://opolczykpl.wordpress.com/2020/12/09/jak-to-bylo-z-tzw-pomorska-troja-bitwa-nad-doleza/

Zwłaszcza piramidalną bzdurą jest stwierdzenie: „W bitwie tej brało udział wielu wojowników o polskim DNA”. Zamieszczam ponownie mapkę z zaznaczonymi terenami, na których występuje słowiańskie  – powtarzam – słowiańskie, a nie „polskie” DNA, znalezione w kościach poległych:

Pisanie o „polskim DNA” w odniesieniu do okresu 1300-1250 p.n.e. to skrajny, całkowicie niepoważny anachronizm historyczny. Polski jeszcze przez późniejsze prawie 2,5 tys. lat nie było. A znalezione DNA częściej występuje poza terenem Polski, niż w niej. Jest to też przykład skrajnego polskiego szowinizmu. Można by z niego wnioskować, że 3300 tat temu nie było innych Słowian, innych plemion słowiańskich, a tylko Polacy. Ponadto Lechia nie musiała wtedy istnieć. Wystarczyło wiciami skrzyknąć wojowników z bliższych i dalszych grodów, osad i opoli, często warownych, by zebrać sporą armię. Gród biskupiński wprawdzie istniał 500 lat później, ale liczył szacunkowo 800-1000 ludności. 500 lat wcześniej mogły istnieć grody liczące 400-500 mieszkańców. Z każdego można było ściągnąć 100-150 wojów. 10 grodów + mniejsze leśne i polne osady i opola – i kilka tysięcy wojów broni mostu na Dołęży. Całkiem bez „wielkiej Lechii”. A skoro już jesteśmy przy Polakach – stanowią oni zlepek różnych plemion podbitych przez wczesnych Piastów. Wcześniej Polaków po prostu nie było.

Limes Sorabicus jest dowodem na waleczność plemion połabskich, a nie na „wielką Lechię”. Wiadome jest z frankijskich kronik, że jeszcze przed „Karolem wielkim” Frankowie próbowali najeżdżać ziemie Połabian, co skutkowało ich najazdami odwetowymi. Także i „Karol wielki” nie raz połamał sobie na Połabianach zęby. I wprawdzie zakłamujące fakty kroniki karolingów piszą, że narzucił swoją zwierzchność Słowianom Połabskim aż po Odrę i Nysę, i jeszcze dalej na południe, ale jest to samochwalstwo i bzdura. Bzdury te przyjmuje także niestety wielu historyków, co widać na poniższej mapie:


Gdyby faktycznie Karol uzależnił  Połabian, nie potrzebowały tworzyć owego limes. Zmuszony został do tego właśnie dlatego, że ujarzmić Połabian nie dał rady. Wprawdzie południowe Połabie zostało wcześnie (X wiek) podbite przez zbója Gerona, ale podbój ten trwał kilkadziesiąt lat, najeźdźcy ponosili często duże straty i często musieli tłumić bunty. Znacznie trudniejsze do podbicia okazało się Połabie Północne. Nawet po upadku południowego Połabia stawiało opór jeszcze przez dwa wieki. Przy czym zostało otoczone wtedy i było atakowane ze wszystkich stron przez Niemców, Duńczyków i skatoliczonych Piastów. Aż dziw bierze, że bronili się tak długo, biorąc pod uwagę trwające i wtedy między nimi od czasu do czasu wojny międzyplemienne. Jedna z nich doprowadziła do upadku Związku Wieleckiego (1057). Ale mimo to ich waleczność była niewyobrażalna. Po bitwie nad Reknicą (955) wydawać by się mogło, że los Północnego Połabia został przesądzony:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_nad_rzek%C4%85_Reknic%C4%85

Ale potem było powstanie Słowian Połabskich (983):
https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_S%C5%82owian_po%C5%82abskich

Jeszcze później „Grunwald” Wieletów (1056):
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Przec%C5%82aw%C4%85

I jeszcze później (1147) odparcie przez Niklota fanatycznej krucjaty połabskiej:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krucjata_po%C5%82abska

Dopiero kilka lat po śmierci Niklota w roku w 1160 roku Północne Połabie zostało ostatecznie podbite. Na koniec padła rańska Arkona (1168). To przeciw walecznym Połabianom Karol „wielki” stworzył Limes Sorabicus. Nie przeciwko „wielkiej Lechii”. I aż dziw, że nie wspominali o niej ani pisarze bizantyjscy, piszący o terenach słowiańskich m.in.  na podstawie relacji kupców ze szlaku bursztynowego, którzy nigdy nigdzie nie zauważyli owego „imperium”. Nie zauważyła go też  wyprawa po bursztyn zorganizowana na polecenie Nerona. Nie zauważył go także Geograf Bawarski. O nim pisali tylko katoliccy bajkopisarze zwani „kronikarzami” od Kadłubka począwszy.

O tym, że Słowianie znali pismo, wspominałem wielokrotnie. Jako przykład podawałem świątynię Swarożyca w Radogoszczy. Wg Thietmara na posągach bogów stojących w niej wyryte były ich imiona: „… wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem”. Jest oczywiste, że imiona ich były wyryte ani nie po łacinie, ani głagolicą, ani nie po niemiecku – a właśnie runami. Tyle że Słowianie nie pisali ksiąg. Te różne „Księgi Welesa”, czy „Wedy aryjsko-słowiańskie” to fałszywki produkowane w ostatnich czasach (XX wiek).

Jeśli idzie o nazywanie Polski Lechistanem a Polaków Lachami – Ukraińcy faktycznie z im tylko znanych powodów tak nazywają Polaków. Pierwszy tej nazwy użył Nestor i odnosiła się ona do mieszkańców państwa wczesnopiastowskiego: „Wybuchł w ziemi Lachów bunt, powstali chłopi i pozabijali swoich biskupów…” a nie do „starożytnej Lechii”. Podobnie Turcy nazywali Unię Polsko-Litewską (w czasach wolnej elekcji nazywającą się Rzeczypospolitą Obojga Narodów) Lechistanem. Ale nazwa ta odnosiła się do współczesnego im państwa polsko-litewskiego, z którym toczyli szereg wojen, a nie do zmyślonej „starożytnej Lechii”. Nie wiem, co pisze o Lechistanie” w irańskich księgach. Jest to także jeden z owych „argumentów” przytaczanych przez turbolechitów. Tylko nigdy nie podają żadnych konkretnych danych:

– W jakich księgach i/lub kronikach irańskich/perskich wymieniany jest Lechistan.
– Kiedy te księgi powstały (przynajmniej w którym wieku).
– Do jakiego okresu państwa polskiego – „legendarnego”, piastowskiego, jagiellońskiego czy późniejszego w okresie wolnej elekcji – dane fragmenty się odnoszą.

I nigdy dotychczas poza krzykiem, że pisze o Lechii/Lechistanie w irańskich/perskich księgach nikt z turbolechitów nie przytoczył ani jednego cytatu z tych ksiąg. I to ma być ich dowodem na turbolechię. Odnośnie zaś tych tak już sławnych turbolechickich zaklęć: Lachy, Lechici, Lechia, Lechistan – niezwykle ciekawie pisał o tym Zygmunt Gloger w jego „Encyklopedii Staropolskiej”.

„Lachy. Rozplątanie pytania o Lechach, Lachach, Lęchach, jako nazwie pierwotnej narodu polskiego, zajmowało bardzo wielu uczonych. Dotychczas jednak nic pewnego nie ustalono. Wszyscy o tem wiedzą, że nazwa Polak poszła od „tego, że oznaczała rolnika, t. j. człowieka, mieszkającego już w polach a nie w lasach, żyjącego z pól a nie z łowów i produktów leśnych. Ale nie wszyscy zadawali sobie pytanie, że kiedy tak nazwano przed dziesięciu wiekami lub dawniej mieszkańców z nad średniej Warty i Gopła, to powodem takiej nazwy było przeciwstawienie sposobu ich życia z plemionami, które nie mieszkały w polach, ale w lasach i tak samo, jak Polaków nazwały od ich pół polakami, tak wzajemnie Polacy musieli tych jednoplemieńców nazywać jakąś ogólną nazwą od ich lasów, i nazywali ich też istotnie Lachami (po kronikarsku Lechitami). Nie robimy tu żadnych nowych odkryć, ale chcemy tylko uniknąć manowców, kiedy mamy przed sobą drogę prostą. Już Długosz powiada bardzo trafnie i jasno: „Lechitowie,” ci zwłaszcza, którzy na polach siedzieli, zostali przez inne pokrewne sobie drużyny, koczujące po lasach, nazwani Polanami, t. j. od pól mieszkańcami, a ta nazwa tak się potem między ludźmi utarła, że dawne nazwisko (Lechitów) poszło w zapomnienie, a naród i kraj wszystek począł mianować się Polską”. Rzecz bardzo prosta i naturalna, że gdy Lachowie leśni zaczęli karczować lasy na pola, zostawali przez to samo Polakami. Dochowały się tylko ich prastare nazwy w językach sąsiadów, więc od zachodnich Polan z nad Warty utrwaliła się na zachodzie Europy nazwa Poloni, a od Lachów, ku wschodowi mieszkających, nazwała naród polski Lachami Litwa, Ruś i wszystkie narody Wschodu. W pojęciu też Nestora nazwa Lachów była ogólną dla całej grapy plemion lechickich, a nazwy inne poszczególnemi. Z tego widać jasno – powiada uczony Małecki w dziele swojem o Lechitach – że cała grupa narodu Lachów rozpadała się na dwie kategorje: 1) Lachów z poszczególnemi nazwami: Polan, Łęczycan, Mazowszan i Pomorzan, oraz 2) Lachów, poprzestających na tem jednem nazwisku, jakimi byli Lachowie małopolscy, zamieszkujący krainę krakowską, sandomierską i lubelską. Ostatnią pamiątką po zamianie nazwy Lacha na Polaka zostały stare nazwy wiosek nie na Rusi, ale w okolicach rdzennie polskich, np.: Lachowiec w pow. Płońskim, drugi Lachowiec i Lachowo na Mazowszu łomżyńskiem, Lachowskie w pow. Wieluńskim. Wieś drobno-szlachecka Truskolasy w Łomżyńskiem ma przydomek Lachy i wieś Złotorja nad Narwią nazywa się także w jednej połowie Lachy, a w drugiej Litwa. Śladów i dowodów językowych na poparcie wszystkiego, co powiedzieliśmy powyżej, przechowało się więcej niż na dowiedzenie potrzeba. Dzisiaj jeszcze lach znaczy gąszcz zarosły leszczyną („Zbiór wiadom. do antrop.” II, str. 248), a lachami powszechnie lud nazywa wielkie, gęste, ciemne lasy. Odwieczne wyrażenie „strachy na lachy” znaczy: (niech) strachy idą na (suche) lasy, tak jak dotąd wszystkim klęskom lud życzy, aby poszły na „suche lasy”. Część księstwa Cieszyńskiego dotąd zamieszkują „Lachy” i górale tatrzańscy dotąd nazywają Lachami północnych swych sąsiadów, t. j. lud małopolski z równin, np. w piosnce:

„Ty, moja matusiu, sprawże mi korale,
Nie wezmą mię Lachy, wezmą mię Górale.

Zapytany przez nas p. Jan Karłowicz, jako głęboki językoznawca, odpisał, potwierdzając nasz domysł: „Najpodobniej do prawdy, ze zgrubienia wyrazu las, tak jak piachy = piaski, micha = misa, nochal = nosal i t. p. nazywano pierwotnie Lachami kraj pokryty lasami w przeciwstawieństwie do polnego czyli polskiego, t. j. wykarczowanego i do górskiego, a dziś jeszcze góral mówi o równinach: „na lachach, chłop od lachów”. Nazwa litewska Polaka Lenkas i węgierska Lengyel (czytaj Lendjel), niewątpliwie podług p. Karłowicza dowodzą, że w nazwisku Lachów istniała niegdyś nosówka, że więc wymawiano pierwotnie nie Lach ale Lęch, co także dowodziłoby, że wyraz jest rdzennie polskiego pochodzenia. Że w kronikach ruskich pisano ЛАХђ (Lęch), to nie może służyć za dowód, bo w miejscach i czasach, gdy te kroniki pisano, znak А nie miał już brzmienia nosowego, czego dowodem jest i to, że tamże również wyraz ten pisano ЛІΛХђ (Ljachъ), więc oczywiście wymawiano i tu i tam bez brzmienia nosowego ę. Czy Lech i Lach było jedno i to samo, należy wątpić. Lach pochodzi od lasu, a Lech może ma jaki związek językowy z lechą czyli zagonem, grzędą, polaną. Najprawdopodobniejszem wydaje się jednak p. Karłowiczowi, że Lech jest skróceniem imienia Bolech, Bolesław, jak Masław jest skróceniem Domasława, Lesław także Bolesława. Niema też na to dowodu, aby lud polski sam siebie nazywał kiedykolwiek lub był nazywany przez sąsiadów Lechami albo Lechitami. Nazwę powyższą kronikarze doby piastowskiej przerobili bądź z „Lachów”, bądź pragnęli nazwać w ten sposób lud Lecha czyli Bolesława. Imię bowiem Bolesław, t. j. Bolech, Lech, było za pierwszych Piastów tylko uprzywilejowanem dla panujących. To też nazwa „Lechitów” nie przeszła do narodu i utrzymała się tylko w języku poetów, historyków i literatów.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/02/15/zygmunt-gloger-o-lachach-i-lechitach/

Nazwy te znane były na naszych ziemiach od dawna, a nawet przejęły je niektóre obce ludy. Niestety nie jest to, jak chcą turbolechici, jakimkolwiek dowodem na istnienie starożytnej Lechii. Jest tylko stwierdzeniem, że Polaków i Polskę niektórzy nazywają Lachami czy Lechistanem. A skąd te nazwy zaczerpnęli – niech sami to wyjaśnią.

Wielka Lechia, Imperium Lechii, Imperium Polonorum czy jak też tę fikcję nazwiemy, istniała jedynie w „kronikach” katolickich,  także niemieckich, wyssana z palca przez katolickich pismaków, zwanych uzurpatorsko „kronikarzami” – i w łepetynach turbolechitów z prorokami Bieszkiem  i Szydłowskim  na czele. Na szczęście ich ilość maleje, a ich namolna propaganda słabnie. Już tylko ode mnie samego dostali wielokrotnie po łapskach.


Tyle w kwestii admina „wolnych Słowian”, propagatora niepoważnej, pseudo-słowiańskiej turbo-Lechii…

„Wielka Lechia” jest taką samą „prawdą” jak „pandemia koronawirusa”. I niestety i ona zainfekowała co niektórych turbolechitów, tak jak fałszywa pandemia zainfekowała umysły milionów kowidian….

opolczyk

PS

Walka o wolność trwa!