Jak dobrze być kowidianem…

Jest taka piosenka Bułata Okudżawy pt. „Jak dobrze być żołnierzem”:

Dostałem mundur, broń, do szafki kluczyk.
Dowódca baczność, spocznij mnie nauczył.
Krokami naszą piękną ziemię zmierzę.
Jak dobrze być żołnierzem, żołnierzem.

Wnet wszystkie ze łba spadną mi kłopoty.
Nie trzeba mi zapłaty, ni roboty.
Gdy każą idę, gdy nie każą leżę.
Jak dobrze być żołnierzem, żołnierzem.

A gdyby się historia jakaś działa,
Ty jedno wiedz, Ojczyzna ci kazała
I możesz w swą niewinność wierzyć szczerze.
Jak dobrze być żołnierzem, żołnierzem.

https://www.tekstowo.pl/piosenka,bulat_okudzawa,jak_dobrze_byc_zolnierzem.html

Doszukiwano się w niej pacyfistycznych poglądów autora, ironizującego z „dobrego losu” żołnierza, co jest zapewne słuszne. Niemniej jego ironia odnosiła się, jak myślę, do wszelkiej ludzkiej bezmyślności, której łatwo dopatrzyć się właśnie w wojsku – nie musisz myśleć, wystarczy wykonywać rozkazy. Obecnie, w dobie pandemii kłamstw i strachu, w obliczu totalitarnych zarządzeń, ludziom bezmyślnym chyba żyje się o wiele łatwiej. Nie mają rozterek, nie szukają nieprawomyślnych informacji, wierzą w tv i dobrą wolę rządzących marionetek politycznych. Wierzą przede wszystkim w to, że podporządkowując się zakazom i nakazom minimalizują groźbę złapania fikcyjnego covida-19.


Dobrze w tych czasach być kowidianem…

Credo kowidian

Kazali nosić kagańce, testować się,
raz drugi i trzeci dać się zaszprycować,
siedzieć najlepiej w domu,
od innych utrzymywać odstępy
nie podawać ręki nikomu
sąsiadów łamiących nakazy szpiclować.

Wierzę w tv, w komunikaty o groźnej pandemii
wierzę w liczby kowidowych zgonów i infekcji
wierzę, że jeśli podporządkuję się zarządzeniom
zabójczy (ś)wirus tak łatwo mnie nie dopadnie
chwała rządzącym, że tak troszczą się o nas
i chwała farmacji za cudowne szpryce.

Nie dam się ogłupić antykowidianom
potępiam demonstracje ich i protesty
gra idzie przecież o nasze życie
gotów jestem pluć im w gęby, a nawet ich skopać
przez nich przeciąga się ta pandemia
ich należy wytępić.

A wtedy wszystko wróci do normalności
nawet gdy nadal kagańce będą koniecznością
i nadal trzeba będzie się testować
oraz odświeżać zbawcze szpryce
chwała rządzącym, że tak się o nas troszczą
dzięki temu sami nie musimy o wszystkim myśleć…

Człowiek to skomplikowana istota psychofizyczna, choć na ogół w sytuacjach rzeczywistego czy pozornego zagrożenia następuje u przeciętnego człowieka zablokowanie, przynajmniej częściowe, kory mózgowej. Takim człowiek kieruje wtedy, jak wszystkimi zwierzętami w sytuacji zagrożenia, instynkt walki o przeżycie, umiejscowiony w pniu mózgu. Nakazuje on ucieczkę lub walkę z zagrożeniem. Postępowanie każdego konkretnego człowieka zależy w sytuacji zagrożenia od poziomu strachu, a ten jest różny u każdego z ludzi. Gdy marionetki polityczne i łże-media zaczęły siać strach i przerażenie nagłaśniając fikcyjną „pandemię”, ludzie reagowali różnie. Byli wśród nich i antykowidianie. Pomijam tu organizatorów fikcyjnej pandemii (światową lichwę i ich najemników: marionetki polityczne, kierownictwo łże-mediów i będących na żołdzie banksterskiej big pharmy „ekspertów” medycznych). Oni naturalnie wiedzą, że „pandemia” jest fikcją i służy jako pretekst do sfinalizowania NWO, zrobienia wielkiego resetu, no i przeprowadzenia szprycowej depopulacji. Tu piszę o zwykłych ludziach spoza kręgu wtajemniczonych.

Najmniej liczną grupę stanowili ci, którzy ani przez chwilę nie uwierzyli w „pandemię” świrusa. Nie potrafię ocenić, ilu ich było –  więcej czy mniej niż 1% populacji – ale było ich w sumie niewielu. Osobiście początkowo ignorowałem łże-medialną panikę „pandemii” świrusa. Pamiętałem fikcyjną „pandemię świńskiej grypy”. Gdy jednak propaganda rzekomo groźnej pandemii osiągnęła poziom histerii, a w swoim otoczeniu (nie dotyczy to najbliższej rodziny), zwłaszcza w korenspondencji e-pocztą, zauważyłem coraz więcej ludzi, coraz bardziej zastraszonych, opublikowałem w lutym 2020 tekst informujący o oszustwie z fałszywą pandemią:
https://opolczykpl.wordpress.com/2020/02/09/oszustwo-z-grozna-epidemia-domniemanego-koronawirusa/

I od tego czasu ciągle demaskowałem oszukańczą „pandemię”.

Kolejną grupą ludzi byli ci, którzy początkowo uwierzyli w jakąś tam pandemię, co wywołało u nich niepokój, ale jeszcze nie strach. Z biegiem czasu jednak, pod wpływem różnych czynników, uświadamiali sobie oszustwo owej „pandemii”. Znam osobiście i z sieci sporo takich ludzi. Czy to trafili na wypowiedzi nieprawomyślne, choćby dra Wolfgana Wodarga, które sam publikowałem:
https://opolczykpl.wordpress.com/2020/03/18/dr-wolfgang-wodarg-domniemana-epidemia-koronawirusa-to-oszustwo/

Czy też sami zauważali, że w ich otoczeniu, mimo łże-medialnej paniki o „groźnej pandemii”, nikt nie zachorował, a tym bardziej nie zmarł na rzekomego świrusa. Albo też zastanawiało ich, dlaczego ogromna większość rzekomo zainfekowanych „śmiertelnie groźnym wirusem” choruje „bezobjawowo”. Bez względu na to, co sprawiło, że przestali wierzyć w rzeczywistość „pandemii”, stali się antykowidianami. Trudno jest mi oszacować ich liczbę – nie wiem, czy jest ich 5, 10, czy może nawet aż 20 % populacji. Niemniej stanowią absolutną mniejszość.

Najliczniejszą grupą są ci, którzy nie negują wprawdzie istnienia jakiegoś tam koronawirusa, ale nie wierzą w to, że on i owa „pandemia” są aż tak groźne. Nazwać by ich można, przez analogię do protogwiazd, proto-kowidianami (https://pl.wikipedia.org/wiki/Protogwiazda). Jeszcze nie są „klasycznymi” kowidianami, ale mogą się nimi stać – są na „właściwej drodze”. Stanowią, jak myślę, ponad 50,  może nawet 60 % populacji. Nie jest to grupa jednolita. Na jednym jej skrzydle są liberałowie, na drugim konserwatyści, a pomiędzy nimi centrum. Liberałowie b. niechętnie podporządkowują się narzucanym restrykcjom. Uważają, że im samym powinno się pozostawić decyzje, czy np. mają nosić namordniki, czy nie. Gdy jest okazja, starają się okazywać „obywatelskie nieposłuszeństwo” ostentacyjnie np. nosząc namordniki w sklepach czy na dworcach bez zakrywania nosa.

Konserwatyści przestrzegają wszystkich zakazów i nakazów, namordniki zawsze noszą prawidłowo, niemniej i oni uważają (przynajmniej na razie), że nie powinno zmuszać się nikogo czy to do namordników, czy do szpryc. Ludzie z tej grupy, zwłaszcza liberałowie, widzą przesadność narzuconych restrykcji i zżymają się na nie. Niemniej nie są gotowi – jeszcze nie są gotowi – do wyjścia na ulice. Nadal powodzi się im zbyt dobrze.

Oddzielną, także nieliczną grupą byli i są ci, którzy uwierzyli w fikcyjną pandemię, w statystyki infekcji i zgonów, ale przypisywali je np. technologii 5G. Już  u schyłku zimy i całą wiosnę 2020 setki użytecznych idiotów piało o tym, że objawy świrusa wywołuje 5G. Demaskowałem szyderstwem u mnie i te idiotyzmy:
https://opolczykpl.wordpress.com/2020/03/03/uwaga-uwaga-apokalipsa-5g-i-koronawirusa-nadchodzi-ratuj-sie-kto-moze/

Ostatnią grupę stanowią kowidianie. Jest to grupa najbardziej zastraszona. Liczebością dorównuje co najmniej wszystkim antykowidianom. I wśród nich znajdują się obok umiarkowanych, radykałowie. „Umiarkowani” ograniczają się tylko do słownych ataków na antykowidian. Radykałowie natomiast to ultrasi, zeloci, krzyżowcy świrusa. To tacy donosili na sąsiadów i tacy gotowi byliby do siłowej rozprawy z antykowiadianami. Niedawno znajomy, Heniek napisał do mnie m.in. to:

U mnie w małym miasteczku   ok.5000 mieszkańców jest  jeszcze gorzej aniżeli myślałem. Dzisiaj mój syn wdał się w rozmowę z tutejszym kominiarzem, który mu oświadczył, że zabije każdego, który by jego zaraził.”

A niedawno w komentarzu u mnie ultraska kowidianka napisała do mnie tak:


Ta ogłupiona kowidianka wspomniała o kilku moich czytelnikach. Nie zauważyła na panelu bocznym, że prawie 500 osób subskrybuje mój blog i e-pocztą otrzymują wszystkie nowe wpisy. Tak więc czyta mnie trochę więcej, niż kilka osób.

U kowidian strach przed fałszywą pandemią spowodował całkowite zablokowanie kory mózgowej. Byli przerażeni. I wtedy marionetki polityczne i sprzedajni „eksperci medyczni” rzucili im „koło ratunkowe”: totalitarne restrykcje, które były równocześnie „walką” ze świrusem, jak i ucieczką przed nim. A jak pamiętamy, w strachu, przy zablokowanej korze mózgowej, instynkt nakazuje człowiekowi ucieczkę lub walkę z zagrożeniem. Walkę zwłaszcza wtedy, gdy ucieczka jest niemożliwa. Podsunięte totalitarne rozwiązania odpowiadały instynktownym potrzebom zastraszonych.  Kowidianie ślepo uwierzyli, że noszenie namordników, obsesyjne mycie i dezynfekowanie rąk, unikanie kontaktów z ludźmi, omijanie szerokim łukiem ludzi bez namordników minimalizuje niebezpieszeństwo złapania świrusa. Z drżeniem  serc czekali też na zapowiedziane szpryce i pierwsi szturmowali szprycowe ubojnie. Wierzą ślepo, że szpryce są „zbawienne”. I niestety ślepo wierzą i w to, że antykowidianie stanowią zagrożenie ich zdrowia i życia.

Próba tłumaczenia kowidianom, że np. namordniki nie chronią przed wirusami, gdyż stanowią dla nich taką przeszkodą, jaką dla planktonu jest sieć rybacka, u kowidian potęguje jedynie strach. Wszak namordniki są w ich przekonaniu jednym z podstawowych elementów „bezpieczeństwa”.

Próba tłumaczenia im, że pandemia jest fikcją, czy że testy PCR absolutnie nie nadają się do diagnozowania infekcji jakimikolwiek wirusami, jest rzucaniem grochem o ścianę. Ci ludzie żyją w panicznym strachu, łagodzonym jedynie ułudą, że przestrzegając reżim sanitarny i socjalny (brak kontaktów z innymi), uchronią się od najgorszego. Ich kora mózgowa jest całkowicie zablokowana, przez co nie są w stanie ani przyjąć, ani zrozumieć, ani przeanalizować tego, co się do nich mówi i co się wokół nich dzieje. „Wiedzą” jedno, a podszeptuje im to strach: muszą podporządkować się absolutnie wszystkim kowidowym totalitarnym zakazom i nakazom, gdyż TYLKO TO w ich przekonaniu zwiększa ich szansę na przeżycie. Zwłaszcza dotarcie z logiczną argumentacją do kowidowych ultrasów jest absolutnie niemożliwe. Inaczej jest z umiarkowanymi – do najbardziej umiarkowanych coś by jeszcze chyba mogło dotrzeć. Przeszkadza w tym jednak ich… ambicja. Kowidianin musiałby przyznać przed samym sobą, że okazał się skończonym idiotą, durniem, że dał się tak oszukać załganej propagandzie i pandemii kłamstw. A kto chętnie spojrzy sobie w lustrze prosto w oczy i powie –  jesteś skończonym idiotą? To samo dotyczy – i to jeszcze bardziej zresztą – ludzi z najliczniejszej grupy, tych którzy wierzą, że coś tam jest, ale nie aż tak groźne, jak to głosi oficjalna propaganda. Wielu z nich fałszywa ambicja nie pozwala przyznać, że dali się tak dziecinnie łatwo oszukać. Dlatego trzymają się wersji: pandemia – tak, groźna – nie.

I tak niejednego umiarkowanego kowidianina fałszywa ambicja trzyma w kowidowym obozie. Obozie strachu i przerażenia…


Niemniej, wracając do tytułu wpisu – dobrze jest być kowidianem. Zwalnia to z rozterek, z konieczności samodzielnego szukania informacji za i przeciw, z myślenia. Daje też poczucie złudnego minimum bezpieczeństwa, pod warunkiem naturalnie ślepego podporządkowania się totalitarnym restrykcjom. Zwalnia też z zastanawiania się nad tym, co też szykują nam, naszym rodzinom, całej ludzkości, twórcy fałszywej pandemii. W świecie pełnym sztucznie wywołanego strachu i kakofonii informacyjnej, a raczej dezinformacyjnej, bycie kowidianem daje złudny komfort psychiczny – jestem po właściwej stronie barykady. Jeśli wytrwam, będę ostrożny, uniknę najgorszego.

I stąd tylu jest na świecie kowidian – przedstawicieli gatunku homo covidus stupidus. Co niestety w połączeniu z proto-kowidianami – bierną, najliczniejszą grupą wierzących w jakąś tam pandemię , tyle że nie tak groźną, wystawia ludzkości jako gatunkowi niechlubne świadectwo. Przeciętny współczesny cywilizowany człowiek to bezmyślna raczej, dwunożna nieowłosiona małpa (przepraszam małpy za to porównanie), uważająca swój gatunek za najmądrzejsze istoty na Ziemi.

Choć dostrzegam zalety bycia kowidianem, choć żyję pełen obaw i rozterek, pozostanę sapiensem, antykowidianem, człowiekiem samodzielnie myślącym…

opolczyk

PS

Jeszcze krótka uwaga dotycząca testów PCR. Akurat wczoraj przyszło mi to do głowy – przy ustalaniu ojcostwa badanym najczęściej pobiera się wacikiem na patyczku wymaz z jamy ustnej:

https://www.medme.pl/artykuly/test-dna-na-ojcostwo-ustalenie-ojcostwa-skutecznosc,69101.html

Podobnie postępuje się przy szukaniu zbrodniarzy, którzy na miejscu zbrodni pozostawili materiał genetyczny:

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,25442292,niemcy-masowy-test-dna-23-lata-po-brutalnym-zabojstwie-11-letniej.html

Czy to nam czegoś nie przypomina?

Przy pobieraniu wacikiem z jamy ustnej (także nosowej) materiału genetycznego, jakieś 99,9 % pobranego materiału to DNA osoby testowanej. Reszta – jakieś 0,1% to DNA i RNA mikrobów, bakterii, wirusów, a nawet wciągniętych z powietrzem pyłków kwiatowych. Przy prawidłowym obchodzeniu się z pobranym materiałem genetycznym przez specjalistyczne laboratoria wszystkie testy PCR byłyby pozytywne. Tyle, że 99,9 % namnożonego materiału byłoby to DNA osoby testowanej. Ponieważ testy PCR wykonują od początku paniki „zwykłe” laboratoria medyczne, nie mające pojęcia o prawidłowej procedurze przeprowadzania testów PCR, duża część pobranego materiału ulega zniszczeniu, przez co testy uznawane są za „negatywne”. Jeśli materiał genetyczny nie ulegnie zniszczeniu przez partaczy, namnożony zostanie przede wszystkim ludzki materiał genetyczny, który odgórnym zarządzeniem okrzykuje się dowodem na infekcję, a nawet na zgon z powodu świrusa. O tym, jak trudno przeprowadza się prawidłowo testy PCR i dlaczego nie nadają się one do diagnostyki świrusa, mówili obszernie polscy genetycy: prof. Kornelia Polok i prof. dr hab. Roman Zieliński. Warto ich posłuchać, choćby dla przypomnienia sobie tego, o czym profesjonalnie mówili:

1 komentarz do “Jak dobrze być kowidianem…

  1. Pingback: 5G a grafen w bio-broni: Oszuści, pomagierzy i pseudo-naukowcy – Grypa666

Możliwość komentowania jest wyłączona.