Sławia oczami naszej rodaczki, Słowianki, żyjącej za oceanem…


Otrzymałem e-pocztą list od znajomej zza oceanu. Mieszka jak ja na obczyźnie od dziesięcioleci. Jest jak ja miłośniczką i piewczynią Słowiańszczyzny i kultury słowiańskiej. Oto jej e-list:

Panie Andrzeju, świetnie Pan wytłumaczył wiele spraw w ostatnim wpisie.Jeżeli mogę sobie pozwolić, to pragne dodać ważne wytłumaczenie, a  oto kolejność:
Prawia,
Sławia
Żywia
Roda,
Jawia,
Słowianie Sławi
Siera,
Nawia,
Skrucha

Dziewięć przeżyć naszych Dusz

1) Prawia, prawa Życia w Duszy i ciele, przestrzeń czyli Wia, gdzie Dusze Nasze uczą się praw, zanim wstąpią w Ciała.
2) Sławia, Wia gdzie Dusze nasze sławią (a z ogonkiem) Prawię. Nazwa naszego Na-Rod-u. Nasza wola, prawo, przyjemność, szczęście, cel istnienia: Sławienie Praw Prawi.

3) Żywia, Wia czyli przestrzeń gdzie Dusze nasze otrzymują prawo wejścia do Jawi aby doświadczyć w ciele Praw nauczonych w Prawi.
4) Roda, Matka i Ojciec, Rod-zice którzy przekazali nam ich ciała jako nasze ciało. Narodziny naszego ciała. Nasze Dusze z Prawi wstąpiły w ciało. Przybycie jako Sław, Sławian, Sławianka.
5) Jawia, Wia, przestrzeń w której istniejemy w ciele doświadczając nauczonych Praw w Prawi. Jawność, widoczność, obudzenie, przeżycia cielesne Duszy naszej.
6) Słowianie Sławi. My Słowianie słowami prawdy sławiący Prawię.
7) Siera, od tego słowa pochodzi: sie-kie-ra, sie-rotka, sie-rp. Siera ścina, ucina Życie, czyli umieranie jako opuszczenie ciała przez nasze Dusze. Słowo śmierć jest zniekształceniem prawidłowego słowa Siera.
8) Nawia, Wia czyli przestrzeń gdzie Dusze nasze wstępują po “smierci” czyli po Sierze mogąc spojrzeć na to co nam sie stalo podczas pobytu w ciele. Jest to miejsce dobre, spokojne, kojące Dusze nasze I przygotowujące Nas do Skruchy przed Prawią.
9) Skrucha, uczucia Duszy naszej za popełnione błędy, niewiarę w prawa Prawi, przed wstępem Duszy do Prawi aby rozpocząć ponownie nauki. Tutaj decyduje sie los naszej Duszy.
Jest wiadome dla Słowian Sławi poprzez tych z Nas którzy pamiętają prawa Prawi, że już wszystko zostało przygotowane na ratowanie Dusz tych z Nas, którzy zbłądzili poprzez wiarę w kłamstwa obcych.
Siera nie jest nieszczęściem. Jest zakończeniem Naszego doświadczenia w ciele. To Duch Nasz odchodzi. Ci z Nas którzy odeszli wcześniej do Nawi a kolejnie do Prawi spełnili swoje doświadczenie, zostali powołani do “domu”. Niewinni, kochający, cierpiący, prawi, pomiędzy nami często odejdą wcześniej; są oni zmęczeni brzydotą Jawi która ich dotknęła. To Dusza decyduje kiedy odchodzi. Pozostawiają po sobie wspomnienia ich miłości, czułości, wartości,oraz przypomnienie o prawach Prawi. Ich Siera czyli śmierć pozostaje dla Nas jako wspomożenie dla zrozumienia wartości naszych Dusz. Oni nigdy nie zginą, już wszystko zostało przygotowane na ich przebycie do Prawi.
Stwórca I Stworzycielka naszych Dusz w Prawi nigdy Nas nie opuszczają, jesteśmy na zawsze ich dziećmi tak Duszą jak i ciałem. My ich za to sławimy słowami naszej gwary. Złe Dusze, które nie okazują Skruchy za błędy, zostają zniszczone.
Sława Prawi! Sława prawom Prawi!
Ratujcie się bo jeszcze możecie, kochani. Teraz już wiecie prawdę i wasza skrucha praktykowana w ciele obudzi Was do prawdy I przygotuje do sercem czującej Skruchy przed Twórcami NASZYMI w Prawi. Nikt nie przybywa do Jawi bez Duszy. Po nauce od nowa praw w Prawi my tutaj powrócimy abyśmy przeżyli to życie jeszcze raz na Jawi. Starajmy się, od nowa i od nowa, być tą cudowną prawą Duszą stworzoną do wspaniałych kochających przeżyć na Jawi.

Są to najstarsze wierzenia naszych  przodków. Niech ta wiedza będzie ukojeniem Dusz jak i zapewnieniem, że jeszcze jest czas abyśmy sie odwrócili od nauk złych ludzi i powrócili do bycia Sławią. Niech me słowa przywrócą radość życia i zapewnienie które ja znam na pewno, że Dusze Nasze nigdy nie zaginą, że śmierć jest odejściem umęczonej już Duszy, która już chce się sama ratować od zła, które doświadcza. Nikt z Nas nie wie co drugiego Dusza przeżywa a człowiek często nie mówi bo nie wie komu zaufać z tak wielkim bólem.
Kochani, nie bójcie sie niczego i nikogo bo nawet źli ludzie nie są dla Was groźni. Złe Dusze wiedzą że zostaną zniszczone i nazywają ich odejście po śmierci piekłem. Piekła nie ma. Nikt nie piecze się na patelni czy palenisku, czy grilu po opuszczeniu ciała. Ponieważ oni Skruchy nie zaznali będąc w ciele nie będą oni znać jak okazać Ja przed Prawią. Myśl o tym że ich Dusze zostaną zniszczone jest dla nich końcem ostatniej nadziei na życie po śmierci. Dla nich ich mit o piekle jest ostatnią deską ratunku choćby wymyśloną. Woleliby się piec w piekle niż stanąć za skruchą przed prawdą Prawi.

Nasze doświadczenie na Jawi jako Słowianie Sławi jest dla Nas wyróżnieniem, honorem, odwagą, i wyborem. Jest szczęściem Naszym.
Sława Prawi! Sława!
Ja tak jak wielu z Nas przeżyłam ból, upodlenia, cielesne napady złych ludzi, gwałty seksualne, i uczucie opuszczenia podczas młodości. Nikt nigdy nie został ukarany. Ale, ale, Ja juz nie jestem tą dziewczynką która tego doświadczyła. Oddalam mój ból dla tych którzy to zrobili tak wiele razy, niech oni okażą skruchę, to oni są winni i Ja jestem wolna bo zostałam uratowana i mogę żyć spokojnie w Duszy mojej. Nie do mnie należy ich podłość. Pragnę aby każdy cierpiący czytając moje słowa poczuł sie zrozumiałym i wolnym od bólu, smutku, lub rozpaczy. Ja to wszystko czuje we współczuciu z wami. Nie musimy nic wybaczyć bo źli ludzie nie są tego warci. Jesteście wolni, wartościowi, dumni, kochani i nigdy nie zapomniani przez naszych Bogów w Prawi. Głowy do góry Sławia, Dzieci Bogów! Naprzód z miłością. Naprzód z Wiarą Prawi.

Bez wiary w istnienia w Nasze Dusze nie ma Naszych Stwórców, nie ma Prawi, nie ma Slawi. Pozostaje tylko Jawia z bólami i Nawia z karami, a to przecież bzdura.
Ja spędziłam dzieciństwo a później wiele dorosłych lat ucząc sie starej wiary, spisując, ratując, ukrywając Ją przed złymi ludźmi. My Słowianie Sławi budzimy się do prawego życia na Jawie jeszcze raz “tak jak pierwszym porankiem bywa pierwszy ptak“. Z uśmiechem dzielę sie z Wami kochani współwierzacy tym co wiem, w co wierzę, na czym polega Moja Dusza oraz tą wspaniałą wiadomością, że nic nie jest stracone wręcz odwrotnie: to My jestesmy tymi którzy należa do Sławi! Jest to wspaniałe doświadczenie tutaj na Jawie.
Sława Prawi! Sława prawom Prawi!
Niech Nasi najmilsi czyli Nasi Bogowie patrzą na Nas z rozczuleniem miłości do Nas.

Panie Andrzeju, jeżeli mogę prosze o opublikowanie tych wiadomości dla wszystkich którzy są jeszcze zagubieni, lub niepewni o czym jest wiara Słowian i co się dzieje z Naszymi Duszami.
Może Pan opublikować moje imię jako że jestem całkowicie odpowiedzialna za wszystkie słowa które napisałam. Dziękuję za to jeżeli Pan to zrobi i dziękuję za Pana serce, dobroć, wytrwałość, i nauczanie naszego Na-ROD-u.
Slawa!

Ewa Pindel-Mika-Kondracka


xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


Cóż mogę dodać do listu mojej znajomej od siebie? Pewne poruszone przez nią sprawy postrzegam z innego punktu widzenia. Ale jest to w sumie zrozumiałe. U Słowian nie było nigdy jednej obowiązującej doktryny, nie było dogmatów i obowiązkowych „prawd wiary”. Zażenowany jestem jej stwierdzeniem, że nauczam nasz Na-Ród. Tym co piszę docieram ledwo do garstki ludzi. Choć wiem i to, że niejedną osobę „zaraziłem” Słowiańszczyzną i niejednej pomogłem zerwać duchowe kajdany przykuwające je do kościelnej kruchty i nadjordańskich „prawd wiary”.

Autorka tego e-listu wsparła mnie duchowo w najtrudniejszym dla mnie momencie życia 4 lata temu. Wsparła mnie też finansowo, gdy po wytoczonym mi przez sulistrowicką sitwę procesie zmuszony byłem do zapłaty wysokiego jak na moje możliwości finansowe haraczu.

Wśród poruszonych przez nią spraw są te dotyczące życia po śmierci, a więc tego, co dzieje się po opuszczeniu ciała z duchem, duszą, świadomością  czy jakkolwiek nazwiemy ten niematerialny byt, będący w rzeczywistości istotą człowieka, Wszak nasze ciała materialne są dla niego tylko pokrowcem „wypożyczanym” mu na każde kolejne wcielenie. Dla materialistów nie istnieje ten duchowy aspekt człowieka, a śmierć jest końcem wszystkiego. Był człowiek – i go nie ma. Religie abrahamowe zaakceptowały wprawdzie duszę, ale po śmierci idą albo do nieba, albo to piekła (o tym za chwilę obszerniej). Odrzucają natomiast możliwość ponownych narodzin w kolejnej inkarnacji. Choć należy tu zaznaczyć, że początkowo nawet wśród pisarzy krystowierczych nauka o reinkarnacji, wędrówce dusz, metempsychozie czy jak to nazwiemy, była znana i propagowana. Władze kk zakazały jej głoszenia podczas soboru powszechnego w Konstantynopolu w roku 553. Jest zrozumiałe, dlaczego kościół zakazał nauki o reinkarnacji – jak można zastraszyć piekłem i wiekuistym potępieniem kogoś, kto wie lub przynajmniej wierzy w to, że po śmierci może narodzić się ponownie, a więc wcale nie wyląduje w piekle, nawet gdy obłożony zostanie klątwą.

Wiedza o ponownych narodzinach i wiara w nie były znane w wielu kulturach pierwotnych, przedcywilizacyjnych, także u Słowian. A w buddyzmie i hinduizmie do dzisiaj są jednym z podstawowych ich założeń.Osobiście nie tylko wierzę w reinkarnację – po prostu o tym wiem. Skąd? Temu, kto także to wie, tłumaczyć tego nie muszę. Natomiast temu, kto tego nie wie, wytłumaczyć tego nie można. Bo to tak, jakby komuś niewidomemu od urodzenia próbować wytłumaczyć, co to są barwy, kolory, jak wygląda tęcza, zachód Słońca nad jeziorem czy wiosenna łąka pełna kwiatów. Niewidomy od urodzenie nie może tego pojąć. Podobnie niewiedzący o reinkarnacji jej nie pojmą. Tu tylko dodam jeszcze to – na zarzut, dlaczego nie pamiętamy poprzednich wcieleń, jeśli reinkarnacja jest faktem, odpowiem tak: a czy pamiętamy nasze trzecie, drugie czy pierwsze urodziny i jak obchodzili je dla nas i z nami nasi rodzice? Czy ponadto pamiętamy moment, gdy rodziliśmy się? Wszak dla noworodka jest to niezwykle dramatyczne, wręcz „agonalne” przeżycie – nagle z ciasnego wnętrza matki wypychany jest przez ciasny kanał rodny nieznaną mu siłą na zewnątrz, gdzie razi go nieznane mu światło, widzi nieznane i niezrozumiałe dla niego przedmioty i osoby i słyszy nieznane mu głosy. Jest zapewne zaszokowany i przerażony.  A jednak nikt z nas nie pamięta tego tak dramatycznego przeżycia. To jak możemy pamiętać poprzednie, wcześniejsze wcielenia? Ponowne narodziny nie są czymś bardziej nieprawdopodobnym niż jednorazowe przyjście na świat, a poprzednie wcielenia mogą tłumaczyć wiele fobii i natręctw ale i uzdolnień i talentów spotykanych u wielu ludzi.

Wspomniała też autorka e-listu o piekle, zaznaczając – słusznie zresztą – że go nie ma. Niemniej piekło, a raczej straszenie nim jest w sumie fundamentem krystowierstwa. Strach jest podstawą wiary krystowierców, choć gorliwie temu zaprzeczają. Nie bez przyczyny u krystowierców nazywa się gorliwie wierzących w nadjordańskie wymysły ludźmi bogobojnymibojącymi się boga. Kto zna tzw. „Stary testament”, czyli hebrajską biblię Tanach i potrafi samodzielnie myśleć,  ten zgodzi się ze stwierdzeniem, że biblijnemu Jahwe absolutnie nie zależało na tym, by wyznawcy go kochali. Robił natomiast wszystko, by wyznawcy drżeli ze strachu przed nim, przed jego gniewem, karami i dopustami. Strachem trzymać chciał  (w rzeczywistości robili to judaistyczni kapłani zmyślonego Jahwe) wyznawców w posłuszeństwie. Krystowiercza teologia przerobiła tego sadystycznego psychopatę w miłosiernego i kochającego „boga-ojca”, ale i ona straszyła wyznawców gniewem bożym i karami boskimi. Jednakże najważniejszym straszakiem w krystowierstwie było piekło i wizja wiekuistego w nim potępienia. Nawet ewangeliczny niby to „dobry pasterz”, nauczający rzekomo głównie o miłości, wielokrotnie straszył nieposłusznych i niewierzących w niego piekłem, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. Dobrym też przykładem siania strachu wśród wyznawców jest w tzw. „Dziejach apostolskich” zmyślona historyjka o Ananiaszu i Safirze, którzy zostali uśmierceni przez Jahwe, za to, że nie oddali hersztom sekty wszystkich pieniędzy za sprzedany majątek. Opowiastka ta kończy się słowami: „Strach wielki ogarnął cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli” (Dz 5, 11).


https://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=382

Bo tak naprawdę fundamentem wiary w krystowierstwie jest właśnie strach, wielki strach przed gniewem bożym, karą boską, a przede wszystkim przed wiekuistym potępieniem w piekle, gdzie – jak straszył  ewangeliczny Joszue  – będzie płacz i zgrzytanie zębów. I to właśnie strach przed piekłem napędzał klerowi owieczki i pozwalał im kupczyć „zbawieniem”, co było przez dwa tysiące lat intratnym interesem. I jest nim nadal i dzisiaj. Bo kto pozbawiony wiedzy, programowany od urodzenia na posłuszną i ślepo wierzącą owieczkę, nie da „co łaska”, byleby mieć widoki na „królestwo niebieskie”?

Tu pozwolę sobie na wątek osobisty. Jako małe dziecko strasznie bałem się piekła, Szatana i diabłów. Matka od najmłodszych moich lat gnała mnie na tzw. „religię”, no i do kościoła co niedzielę. A w  tzw. „czytaniach z ewangelii” było od czasu do czasu właśnie o piekle i że będzie tam płacz i zgrzytanie zębów. Na „religii” także klechy i zakonnice mówili  o piekle, a nie tylko o „dobrych aniołkach”. Pamiętam, jak jako chyba 6-letni szkrab  tuliłem się z płaczem do matki i prosiłem ją, by mnie nie oddała, jak przyjdzie po mnie diabeł, by wziąć mnie do piekła. Krystowierstwo naprawdę kaleczy psychikę małych dzieci. Później, jako nastolatek, zdobyłem gdzieś żydo-biblię i zacząłem ją czytać z zamiarem „pogłębienia wiary”. Chciałem nawet być misjonarzem. W miarę czytania Tory włosy coraz częściej jeżyły mi się na głowie. To ma być „pismo święte”? To ma być ten rzekomo nieskończenie dobry i miłosierny bóg-ojciec – pytałem sam siebie? Przecież ten biblijny Jahwe to sadystyczny psychopata, mściwy, podstępny, uparty i upierdliwy potwór, a nie miłosierny bóg. Na szczęście, mimo iż od najmłodszych lat programowano mnie na bezmyślną, zastraszoną i ślepo wierzącą owieczkę, z poprzednich inkarnacji w mojej podświadomości zostało coś, co pozwalało mi krytycznie i samodzielnie analizować to, co czytałem. Nawet w szkole miałem z tego powodu kilkakrotnie spory  z nauczycielkami o to, jak oceniać postępowanie bohaterów obowiązkowych lektur, czy na lekcji historii – jak oceniać historyczne wydarzenia. I ta cecha – zdolność do krytycznego myślenia – sprawiła, że to właśnie dzięki czytaniu żydo-biblii zrozumiałem, iż cała ta biblia to bzdurne wymysły, na których zbudowano najpierw judaizm, a potem krystowierstwo.

W sumie krystowierstwo jest prostą, prymitywną wręcz psychomanipulacją, tą najbardziej znaną – sterowanie ludźmi metodą kija i marchewki. Kij to oczywiście piekło, wiekuiste potępienie, ale i gniew boży i kara boska; marchewką zaś jest „wiekuiste zbawienie” i „królestwo niebieskie”. To że tej prymitywnej psychomanipulacji nie dostrzegają setki milionów owieczek świadczy o stanie ich intelektualnej i duchowej kondycji.

I jakaż różnica jest między kulturą słowiańską, której fundamentem była i jest afirmacja życia, a nadjordańską antykulturą, której fundamentem jest kaleczący psychikę ludzi strach. Wszyscy razem wzięci słowiańscy bogowie nie mają nawet ułamka mściwości i podstępności biblijnego psychopatycznego Jahwe. I ani jeden nie straszył jak ewangeliczny „zbawiciel” piekłem – gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. Do czczenia bogów Słowian nie zapędzano strachem. Nie musieli przed bogami na kolanach żebrać o miłosierdzie i zbawienie. Nie musieli umartwiać się i pościć bogom ku upodobaniu. Bogowie słowiańscy są i byli dobrzy i swojscy – obdarzali życiem, pożywieniem, światłem i ciepłem, deszczem chroniącym przed suszą i głodem, nocnym spoczynkiem. I Nawią po śmierci. I możliwością ponownych narodzin. To dlatego wszystkim obrzędom u Słowian towarzyszyły tańce, śpiewy i uczty. Ponure  obrzędy jak sadomasochistyczne „drogi krzyżowe” były w kulturze Słowian nie do pomyślenia. Już sam symbol krystowierstwa, katowskie narzędzie śmierci – rzymska szubienica – pokazuje, jak ponurymi gusłami są te nadjordańskie wymysły. Czyż nie lepiej jest, zamiast żyć w strachu przed piekłem i wiekuistym potępieniem, odrzucić te wymysły i powrócić do słowiańskiej wolności i afirmacji życia?


opolczyk

PS


Na froncie walki o wolność bez zmian. Tyle że pierwsze parafie w Polsce z przyklaśnięciem klechów zaczęły szprycowanie owieczek:

https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/opinie/idziesz-do-ko%C5%9Bcio%C5%82a-a-tam-punkt-szczepie%C5%84-w-polsce-ruszaj%C4%85-szczepienia-w-parafiach/ar-AAMKQQf?li=BBr5KbO

Duszpastuchy odbiją straty wynikłe z lockdownu i dorobią se na dodatkowych pogrzebach…