Garść refleksji na marginesie święta Peruna…

„Perun” ilustr. Mariola Birus 

W zasadzie nie mam nastroju do pisania. To co dzieje się na świecie w związku z fałszywą „pandemią” nie nastraja mnie optymizmem. W kilku państwach, z Francją i Włochami na czele, gdzie wprowadzono przymus szpryc dla różnych grup zawodowych, miały miejsce masowe demonstracje w wielu miastach:
https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,173952,27364508,wlochy-protesty-w-80-miejscowosciach-uczestnicy-przeciwni.html

Spirala szprycowego terroru globalnej sitwy narasta.
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/06/07/spirala-szprycowego-terroru/

Niestety protestujących nadal jest za mało i protesty nie wybuchają wszędzie równocześnie. A mnie zżera bezsilna złość na widok milionów potulnych ludzkich „baranów” (przepraszam barany za to porównanie – one aż takie durne chyba nie są), które bezmyślnie pchają się pod te szpryce, przy czym wrogo nastawieni są do antyszprycowników, obwiniając ich za rzekome roznoszenie zarazy. Odczułem to nie raz na samym sobie. Niestety nie jestem w stanie na to nic poradzić. Nie pisałbym wcale, ale Mariola, z którą przed laty miałem bliższe kontakty, zamieściła ostatnio u mnie dwa komentarze, przez co zauważyłem na jej blogu wpis o  święcie Peruna:
https://mojaslowianskafilozofia.blogspot.com/2021/07/sowianskie-swieto-peruna.html?m=0

Mariola posiłkowała się wpisem z blogu Slava:
https://slava.pl/blog/30_swieto-peruna

Pozwolę sobie na garść uwag w związku ze świętem Peruna. A więc, przede wszystkim cieszy mnie, że rodzimowiercy i poganie, a także sympatycy Słowiańszczyzny to święto obchodzą – i to nie tylko w Polsce. Moją wątpliwość budzi natomiast przypisana mu data – 20 lipca:
https://kalendarz.livecity.pl/swieto/swieto-peruna

Otóż w czasach pogańskich Słowianie nie znali kalendarza juliańskiego z 12 sztucznymi „miesiącami”. Nie było u nich miesiąca lipca mającego 31 dni. Perunowe święto obchodzono w pierwszą lub drugą letnią pełnię Księżyca (w drugą, jeśli pierwsza wypadała zbyt szybko po letnim przesileniu Słońca). Obrzędy te wypadały więc w okresie odpowiadającym miesiącowi lipcowi w kalendarzu juliańskim, ale z roku na rok obchodzone były w innym dniu, gdyż lipcowe pełnie Księżyca rok w rok wypadają w innym terminie. Tu należy zaznaczyć, że co 19 lat pełnie Księżyca wypadająw tym samym czasie (https://pl.wikipedia.org/wiki/Cykl_Metona). W tym roku lipcowa pełnia wypadła w ostatnią sobotę, 24 lipca – i w tym dniu byłoby święto Peruna obchodzone przez naszych pogańskich przodków. A nie 20 lipca wg kalendarza juliańsko-gregoriańskiego.

Tu na marginesie dodam, że obchody święta Peruna w lipcu są jak najbardziej uzasadnione. Lipiec jest tym miesiącem, w którym w Europie środkowo-wschodniej – a więc na terenach zamieszkałych przez Słowian od wielu tysięcy lat  – występuje najwięcej burz z piorunami. To właśnie w tym okresie, który w kalendarzu juliańsko-gregoriańskim nazywany jest lipcem, najczęściej słychać grzmoty gromów Peruna i widać światła jego błyskawic.

Oddawanie czci Perunowi w tym okresie jest więc jak najbardziej uzasadnione. Największą wątpliwość budzą we mnie jednak te słowa odnośnie Peruna:

„Mitologia słowiańska ukazuje go jako przeciwstawienie Welesa, pana podziemi i zaświatów. Jego walka z Wijem jest metaforą walki dobra ze złem.”

Walka dobra ze złem jest wymysłem ludzkim, religijno-filozoficznym. W Naturze, Przyrodzie nie ma dobra i zła. Natura, Przyroda są jakie są – raz niosą śmierć, innym razem życie. Przy czym śmierć jest konieczna, gdyż bez niej na Ziemi zabrakłoby miejsca dla wiecznie żywych organizmów. Jedne więc giną, a w ich miejsce rodzą się inne. Koncepcja dobra i zła, które toczą ze sobą walkę, pojawiła się już w starożytności. Jedną z pierwszych religii głoszącej ten dualizm był zaratusztrianizm. Byli w nim „Pan Mądrości ” Ahura Mazda i „Zły Duch” Angra Mainju, toczący nieustannie walkę o panowanie nad światem. Koncepcję tę – walkę dobra ze złem – przejęły tzw. religie abrahamowe: judaizm i jego bękarty – krystowierstwo i islam. Najlepiej znane jest nam krystowierstwo. W nim symbolem „dobra” jest biblijny Jahwe, ale i biblijny Joszue/Jezus. „Zło” reprezentuje Szatan, Lucyfer i jego pomocnicy – diabły. Tyle, że kto dobrze zna biblię, musi mieć wątpliwości co do tej symboliki. Biblijny Jahwe jest mściwym, podstępnym, podejrzliwym demonem lubującym się w karaniu, zsyłaniu plag i dopustów, w sianiu zniszczenia i śmierci. Lubuje się w przelewie krwi, samemu mordując ludzi i zwierząta lub napuszczający jednych na innych, zwłaszcza Izraelitów na gojów, mordowanach z jego polecenia i przy jego pomocy całymi królestwami i narodami.
https://opolczykpl.wordpress.com/biblia-ksiega-zbrodni-2/

Trzeba być ślepcem lub schizofrenikiem, by tego biblijnego demona śmierci i zniszczenia uważać za symbol dobra. Podobnie jest z „dobrym pasterzem” Joszue/Jezusem. We wszystkich ewangeliach co rusz straszył nieposłusznych i niechcących w niego wierzyć piekłem, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów.
https://opolczykpl.wordpress.com/2019/04/21/cytaty-z-dobrej-nowiny-dobrego-pasterza-ksiecia-pokoju-odkupiciela-zbawiciela-syna-bozego/

Czy ktoś. kto zapędza do wiary w siebie straszakiem piekła, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów, jest naprawdę dobry i może być symbolem dobra?

W kosmogonii Słowian w czasach pogańskich, nim narzucono naszym przodkom krystowierstwo, dualizm dobra i zła nie był znany. Nie było bogów dobrych i złych, walczących ze sobą. Wszyscy oni byli potrzebni i nawzajem się uzupełniali. Tak jak wszystkie kolory tęczy dają białe światło, tak bogowie Słowian tworzyli jedność – Prawię, Jawię i Nawię – czyli całą otaczającą nas Rzeczywistość – zarówno materialną jak i duchową. Owszem w wierzeniach Słowian istniały istoty „złe” – złośliwe duszki, biesy i demony, ale nie były one wplecione w koncepcję walki dobra ze złem. Były bo były, tak jak i wśród ludzi zdarzają się obok ludzi życzliwych, osobniki mściwe, złośliwe i podstępne. Także mity o walkach bogów w mitologii słowiańskiej są naleciałościami krystowierstwa i jego koncepcji walki dobra ze złem. Kiedyś przed laty trafiłem na mit o walce Swarożyca z Welesem. Sędziwy Swaróg, zmęczony codzienną pracą na niebie, postanowił przekazać przetaczanie Słońca Swarożycowi. Rozłościło to Welesa, chcącego przejąć to zadanie. Pomiędzy braćmi wybuchła wiekowa walka. Duże połacie Ziemi uległy zniszczeniu, ale żaden z braci nie był w stanie przemóc rywala. Wtedy to mądry Swaróg pogodził swoich skłóconych synów: Swarożycowi przydzielił dzień i przetaczanie po nieboskłonie Słońca, Welesowi przydzielił noc i przetaczanie po niebie Miesiąca. Dopiero wtedy zapanował pokój, a dzień i noc następowały regularnie po sobie.

W koncepcji dnia i nocy można rzeczywiście dopatrywać się walki jasności z ciemnością, światła z mrokiem. Ale można w tym widzieć mądrość i harmonię. Mądrzy bogowie wiedzieli, że ludzie i zwierzęta dzienne potrzebują nocy na wypoczynek, zaś zwierzęta nocne potrzebują ciemności, by wyruszyć na zdobywanie pożywienia. I dlatego mądrze ustanowili następujące po sobie na przemian dzień i noc. Nie ma tu więc dualizmu i walki światła z mrokiem, Swarożyca z  Welesem, a jest harmonia, czas na aktywność i wypoczynek. Podobnie jest z latem i zimą – nie ma tu walki ciepła z chłodem, a jest po prostu cykl roczny, w którym Przyroda latem ma okres intensywnej wegetacji, a zimą ma czas na wypoczynek.

Oczyszczanie kultury słowiańskiej z nadjordańskich naleciałości powinno zawierać nie tylko odrzucanie judejskich idoli, ale też wszystkich krystowierczych naleciałości i wydumanych infantylnych koncepcji – także tej o walce dobra ze złem, której odzwierciedleniem miałaby być walka „dobrego” psychpatycznego Jahwe z Lucyferem i „dobrego” Joszue z „Szatanem” i „grzechem”.


Kończąc już zaznaczę tylko, że burze z grzmotami i  błyskawicami fascynują mnie od najwcześniejszego dzieciństwa. Uwielbiam nocne burze i potrafię godzinami stać w oknie lub na balkonie, by widzieć rozdzierające nocne niebo bajeczne błyskawice.

Chwała Perunowi za nie – choć i one niosą niekiedy śmierć i zniszczenie. Ale nie są „złem”. Pokazują natomiast nam – ludzikom – potęgę Sił Natury….


opolczyk

PS.