Kupalnocka – prastare słowiańskie, pogańskie święto…

Nie będę obszernie opisywał genezy tego święta, ani obrzędów i zwyczajów z nim związanych. Dobrze robi to wiki:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Noc_Kupa%C5%82y


Choć i w niej są nieścisłości. Choćby to zdanie:

W wyniku tych działań obchody kupalnocki stopniowo zaczęły zanikać i ulegały zapomnieniu bądź zniekształceniu już w okresie XII-XV wieku, by odrodzić się w drugiej połowie XVI stulecia wraz z nadejściem epoki głoszącej powrót człowieka do natury, do tego, co dawne i pierwotne.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Noc_Kupa%C5%82y#Nazwa_i_geneza

Obrzędy Kupalnocki wcale nie zaczęły zanikać w okresie XII-XV wieku – nadal były masowo obchodzone. Tyle że kronikarze kościelni po prostu o tych obrzędach milczeli. A że w tamtym okresie (zwłaszcza w wiekach XII i XIII – i chyba jeszcze w XIV) pisać i czytać potrafił praktycznie tylko kler, nie powinno nikogo dziwić, że o obrzędach słowiańskich, pogańskich, nie było przez wieki żadnych wzmianek w krystowierczych kronikach. Dopiero w XV wieku „oświata” – umiejętność czytania i pisania stała się dostępniejsza nieco szerzej do osób świeckich, a w wieku XVI ilość świeckich osób potrafiących pisać przewyższała piśmienny kler. I wtedy właśnie pojawiły się w świeckich utworach informacje o Kupalnocce, tyle że już skatoliczonej i zjudaizowanej na „noc świętojańską” (ów „święty” Jan był ortodoksyjnym wyznawcą judaizmu https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Chrzciciel). Wieki przemilczeń, zwalczania i przerabiania Kupalnocki na święto czysto krystowiercze, judeogenne, nie przyniosły zbyt wielkich efektów – prosty lud nadal świętował Kupalnockę po staremu.

Kupalnocka była tym słowiańskim, pogańskim świętem, w którym najjaskrawiej widać było słowiańską afirmację życia, tępioną przez ponure i cierpiętnicze krystowierstwo. Tańce i śpiewy przy ogniskach, aż do popadnięcia w trans, ekstazę, wzmacniane piwem, miodem i „ziołami”, kończące się wypadami parek w las, były kwintesencją słowiańskiej afirmacji życia. Bo była Kupalnocka też świętem najbardziej – że tak to nazwę – „swawolnym”. Dla podrastającej młodzieży była często dniem seksualnej inicjacji. Nie jeden podrostek i nie jedna dziewucha „robili to” w Kupalnockę pierwszy raz. Bajki o szukaniu w lesie czy na mokradłach kwiatu paproci to naleciałość krystowiercza, wypływająca z pruderii. Młodzi parkami nie po to urywali się od ognisk, by szukać kwiatu paproci w tę namiętną noc. Uciekali, by sobą się nacieszyć, nasycić. Krystowierstwo, widzące w seksie szatańskie, diabelskie pokusy, potępiające seks przedmałżeński, uprawiające kult dziewictwa, przerobiło te wycieczki do lasu na zgodne z krystowierczą pruderią szkanie kwiatów paproci.

Udało się klerowi, i owszem, utożsamić w świadomości wielu Polaków Kupalnockę z krystowierczą podróbką – „nocą świętojańską”. Wielu wymienia te nazwy obok siebie lub wymiennie, choć „noc świętojańska” ma się do Kupalnocki tak, jak tombak do złota. Była i jest nieudolną atrapą Kupalnocki.


Na pewno za to nie udało się klerowi zatrzeć w pamięci tego przepięknego słowiańskiego, pogańskiego święta. Przetrwało w pamięci Słowian ponurą tysiącletnią noc panowania rzymskiej szubienicy…


opolczyk