Upadek Arkony…

Zbliża się kolejna rocznica upadku Arkony. 12 czerwca 1168 roku hordy duńskich krystowierców zdobyły i zniszczyły gród i świątynię w Arkonie. Oblężenie a następnie zniszczenie grodu, świątyni i posągu Świętowita nadzorował duński biskup Absalon (https://pl.wikipedia.org/wiki/Absalon_(biskup_du%C5%84ski)).

Pomnik upamiętniający tego fanatycznego krystowiercę, zbira i niszczyciela, przedstawiający Absalona na koniu i z toporem w ręku, będący w sumie hańbą dla Danii, czczącej takie kreatury, stoi w Kopenhadze:


Upadek Arkony był dla kultury słowiańskiej datą przełomową – Ranowie byli ostatnim wolnym plemieniem słowiańskim. Wprawdzie na Pomorzu i w głębi lasów północnego Połabia nadal jeszcze istniały pojedyncze grody trwające przy pogaństwie i kulturze słowiańskiej, ale były one całkowicie osamotnione.

Już wcześniej, w roku 1136 Duńczycy oblegali i zmusili do kapitulacji Arkonę, odcinając obrońcom dostęp do wody pitnej. Zmuszeni sytuacją obrońcy Arkony obiecali przyjąć krystowierstwo. Po odejściu Duńczyków nie zamierzali jednak dotrzymać wymuszonych umów, zrzucili wymuszoną podległość od Danii i pozostali przy własnej kulturze i własnych bogach.

Duńscy krystowiercy rywalizowali z cesarstwem niemieckim w podboju słowiańskich ziem i w narzucaniu podbitym Słowianom rzymskiej szubienicy i kultu judejskich idoli. Dochodziło pomiędzy nimi do otwartych wojen. Choć, gdy było to dla Duńczyków korzystne, współdziałali z Niemcami. Razem np. najeżdżali Obodrytów. Tak było w roku 1160, gdy państwo Niklota najechały niemieckie wojska Henryka Lwa i duńskie Waldemara I. Podczas tego najazdu zginął w zasadzce sam Niklot. I gdy Niemcy zajęci byli walką z jego synami, Duńczycy „z marszu” rozpoczęli ataki na Rugię Ranów i atakowali ją od roku 1160 rok w rok. Wojskami zazwyczaj dowodził biskup Absalon, który cechował się tym, że znacznie częściej trzymał w ręce miecz czy topór niż pastorał czy brewiarz. Ataki na Rugię ułatwiało Duńczykom zniszczenie przez potężny sztorm w roku 1157 rańskiej floty u wybrzeży Norwegii. Utratę łodzi można było jeszcze zrekompensować, ale ich załóg, najwaleczniejszych z walecznych wojowników, którzy razem z flotą poszli na dno, już nie. Przez 8 lat rok w rok Rugia była najeżdżana przez Duńczyków, a każdy najazd powodował dalsze osłabienie Ranów. Wreszcie w maju 1168 Duńczycy całą potęgą zaatakowali Rugię. W agresji brał udział król Waldemar I, ale głównodowodzącym wojskami był biskup Absalon. 19 maja w pobliżu Arkony wylądowała duńska flota i natychmiast rozpoczęto oblężenie Arkony. W zdobyciu grodu Duńczykom pomógł przypadek – pożar, który doszczętnie spalił drewniane umocnienia wału obronnego i bramy wjazdowej, co ułatwiło agresorom wtargnięcie do grodu.
Istnieje wiele rycin z rekonstrukcją Arkony. To jedna z nich:

Agresorzy zrównali gród z ziemią – spalili posąg Świętowita, świątynię i wszystkie domostwa, wymordowali wszystkich stawiających opór, a resztę, głównie kobiety i dzieci wzięli do niewoli i uprowadzili ze sobą. W pobliżu zniszczonego grodu niedługo później krystowiercy wybudowali katolicki kościół w osadzie noszącej obecnie nazwę Altenkirchen (Alten – stare; kirchen – kościoły)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_w_Altenkirchen

W południowej kruchcie wmurowany jest w ścianę kamień zwany „Kamieniem Świętowita” („Svantevitstein”). Tu widzimy go z bliska:

A tu z dalszej odległości:

Nie jest wykluczone, a wręcz przeciwnie, jest b. prawdopodobne, że kamień ten zrabowano ze świątyni w Arkonie i dla upokorzenia i Ranów, i Świętowita wmurowano go w ścianę kruchty w pozycji leżącej. Miało to symbolizować upadek pogańskiego kultu na Rugii i zwycięstwo rzymskiej szubienicy.

Upadak Arkony złamał u Ranów ducha oporu. Kilka dni później bez walki skapitulowała polityczna stolica Ranów, gród w Korzenicy. Kniaziowie Jaromir i Tesław ukorzyli się przed Waldemarem, uznali się jego lennikami i rozpoczęli pod nadzorem Absalona katoliczenie Ranów. I choć nadal na Pomorzu i północnym Połabiu istniały pojedyncze, pogańskie, nadal niezdobyte grody, wraz z upadkiem Arkony wolność straciło ostatnie wolne plemię Słowian. Potem już tylko dobijali krystowiercy osamotnione grody. Jednym z nich był gród Czrezpienian nazwany przez Saxo gramatyka  „urbs Lubekinca”, napadnięty i zniszczony w roku 1171:
https://opolczykpl.wordpress.com/2021/03/06/kim-byli-ostatni-wolni-slowianie/

Arkona była obok świątyni Swarożyca w Retrze/Radogoszczy najbardziej znanym sanktuarium zachodnich Słowian. Po zniszczeniu Radogoszczy w roku 1125 stała się najważniejszym sanktuarium Połabia. Jej upadek miał i z tego względu wymiar symboliczny – był to koniec wolnej pogańskiej Słowiańszczyzny. Od Łaby po Ural i od Bałtyku po Adriatyk, nad całym terenem Słowiańszczyzny oficjalnie zatriumfowała rzymska szubienica. Ale i upadek Arkony nie oznaczał końca kultury słowiańskiej. Ta trwała nadal, przez wieki, mimo prześladowań, szykan i kar. Widać to dobrze na przykładzie ziem polskich:

– XIII wiek – bulla papieska potępia utrzymujące się w Krakowie pogańskie obrzędy.
– XV wiek – synod biskupów poznańskich potępia utrzymujące się w Wielkopolsce pogaństwo.
– XV wiek – Długosz ubolewa w jego kronikach, że 500 lat po (rzekomym) chrzcie Mieszka ludność wiejska nadal odprawia pogańskie obrzędy.
– XVI-XVII wiek – kler bezskutecznie próbuje zastąpić urządzane w Jare Gody przez ludność palenie i/lub topienie Marzanny zrzucaniem kukieł Judasza z kościelnych wież.
– XVIII wiek – W zapiskach z lustracji biskupiej w Kałdusie z roku 1793 autor ubolewa, że cała wieś nadal oddaje cześć pogańskim bogom, natomiast do kościoła nie chodzi nikt.
– XIX wiek – zaborca austriacki zakazał w roku 1897 w Krakowie urządzania pogańskich obrzędów „Rękawki”.

Mimo oficjalnego triumfu rzymskiej szubienicy nigdy do końca nie udało się jej pokonać i wytępić kultury słowiańskiej, ani pamięci o starych bogach i obrzędach. Zauważył to na początku XIX wieku prekursor badań Słowiańszczyzny, Adam Czarnocki, znany szerzej jako Zorian Dołęga Chodakowski:

„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
https://pl.wikiquote.org/wiki/Zorian_Do%C5%82%C4%99ga-Chodakowski

Tak więc upadek Arkony, mimo nadziei i zamierzeń krystowierców, nie był końcem kultury słowiańskiej. Ona przetrwała długie wieki prześladowań. Przetrwała też pamięć o Arkonie, choć do dzisiaj pozostał po niej już tylko rozmyty zewnętrzny wał:

Powoli niestety znika i sam cypel, na którym stał kiedyś gród Arkona, kruszony falami bałtyku. Poniższa grafika pokazuje, jak niewiele już go pozostało – czarna linia ciągła to zarys brzegu w 1969 roku: linia przerywana to przypuszczalna linia brzegu ok. roku 900.

Po roku 1969 powierzchnia cypla nadal malała. Poniższa grafika pokazuje linię brzegową ok. 30 lat później (niestety stanu na dzisiaj nie znalazłem):

O zanikaniu cypla, na którym stała Arkona, pisze i niemiecka prasa:
https://www.welt.de/geschichte/article211968623/Archaeologie-Diesen-slawischen-Kultplatz-verschlingt-die-Ostsee.html

Wprawdzie już na początku gazeta nałgała, jakoby w Arkonie składano ofiary z ludzi, być może z krystowierców („Hier gab es auch Menschenopfer, möglicherweise Christen”), niemniej tytuł artykułu zgodny jest z prawdą – to słowiańskie miejsce kultu połyka Bałtyk – „Diesen slawischen Kultplatz verschlingt die Ostsee”.

Na cyplu Arkony od lat trwają prace wykopaliskowe:

Zaczęły się w roku 1921. Zintensyfikowano je w czasach NRD, a cyplowi Arkony władze NRD nadały w roku 1964 status Pomnika Kultury. Ale i obecnie prace wykopaliskowe trwają nadal. Nie przerwano ich nawet z powodu fikcyjnej „pandemii” – poniższa fotka pokazuje prace wykopaliskowe latem 2020:


Niemieccy archeolodzy spieszą się – każdy silniejszy sztorm na Bałtyku połyka kawałek cypla. Ze względu na niebezpieczeństwo obsunięcia się gruntu już od lat wstęp na wał i na resztki arkońskiego cypla jest dla turystów zakazany.

Tak więc Niemcom nie można zarzucić braku zainteresowania słowiańskimi pozostałościami na podbitych przez nich słowiańskich ziemiach. Ich zaangażowanie w badania pozostałości po słowiańskiej Arkonie nie zmienia jednak faktu, że cypel, na którym stała, powoli zanika. Ale nawet gdy i on całkiem zniknie w falach Bałtyku, pamięć o Arkonie nie zaginie.


Dla rodzimowierców, pogan i miłośników Słowiańszczyzny Arkona jest symbolem oporu i trwania przy własnej, słowiańskiej kulturze. Zniszczenie Arkony nadal wzbudza ból i żal. Mówi o tym poezja śpiewana Mstka:

Mmm…

Spadających ludzi słyszę znów,
Spadających wilków bratni ród,
Na Arkońskiej białej kredzie krwisty powstał znak,
Oni wciąż spadają stamtąd w moich snach…

A Wittowskie morze szumi pieśń,
Uderzając o skalisty brzeg,
O tych których przygarnęło dając błogą śmierć,
O tych których wzięło tam w objęcia swe…

Waldemarze z krzyża zdjęty psie,
Przelewałeś tam niewinną krew,
Twych potomków zeżre skaza, Twój morderczy ród,
Byś nie czynił światu więcej żadnych szkód!

Gromem Cię dosięgnie Bogów gniew,
Gromem Cię ubije rudy psie,
Boś na Ród Żmijowy rękę swoją podnieść śmiał,
Boś rycerzy na Lechicki wysłał kraj…

Mmm…

Mam tylko dwa zastrzeżenia do ostatniej linijki tekstu piosenki:

– Nie „rycerzy” wysłał rudy pies, a hordy zbrojnych zbirów, łupieżców-krzyżowców.
– Rugia nie była „lechickim krajem”. Nazwa „Lechici”, odnosząca się do początkowo tylko do Polaków, spopularyzowana została  w polskim piśmiennictwie chyba dopiero w XIX wieku. Wcześniej szlachta uważała się zresztą za „Sarmatów”, a nie za „Lechitów”. W dobie zaborów, pozbawieni własnego państwa, pisarze wymyślać zaczęli a to tzw. „polski mesjanizm”, a to pisali „ku pokrzepieniu serc”. Odgrzewano też stare legendy – także tę o Lechu, Czechu i Rusie. I wobec klęski sarmatyzmu zaczęto nazywać Polaków „Lechitami”. Obecnie, za sprawą turbolechickiej propagandy, do lechickiego wora wrzucani są wszyscy Słowianie, także zachodni – Połabscy – wraz z Ranami. Tyle, że oni nigdy „Lechitami” nie byli. Niemniej utwór Mstka wart jest propagowania – służy utrwalaniu pamięci o Arkonie.

Obecnie, osiem i pół wieku od upadku Arkony kultura słowiańska we wszystkich słowiańskich krajach odradza się. Jak grzyby po deszczu pojawiają się coraz to nowe grupy i związki rodzimowiercze, pogańskie. Rośnie też ilość niezrzeszonych sympatyków Słowiańszczyzny. Słabną natomiast wpływy i maleją szeregi wyznawców rzymskiej szubienicy i judejskich idoli. To co nazywane jest chrystianizacją było w rzeczywistości judaizacją kultury  i umysłów setek plemion i ludów na całym świecie. Najwyższy czas już, te judejskie, nadjordańskie wymysły odrzucić i odesłać je tam, gdzie się zrodziły.

Arkona padła 853 lata temu, ale pamięć o niej nie zaginęła…

opolczyk