Ośmieszanie Słowiańszczyzny świrniętymi wymysłami trwa nadal…

Znajomy, Heniek, podesłał mi niedawno (3 maja) e-pocztą link niewyobrażalnie świrniętego tekstu zatytułowanego „Dekret Aleksandra Macedońskiego – rasa Słowian jest suwerenna”:
https://www.odkrywamyzakryte.com/dekret-aleksandra-macedonskiego/


Pomijam już fakt, że Słowianie nie są żadną oddzielną „rasą”. Ten tekst to faktycznie niewyobrażalne bzdury i durnoty. Nie wiem, czego się trzeba naćpać, by coś takiego spłodzić. Heniek zapytał mnie, co sądzę o tym „dekrecie”. Odpisałem mu tak (fragment):  „… a czy Ty wierzysz w ten wymysł? Biedny Aleksander – świry  prawie 2,5 tys. lat po jego śmierci nie dają mu spokoju i odwołują się do jego autorytetu. Ale nawet nie potrafią dobrze swojej fałszywki wymyślić (…).”

Nie poruszałbym tej sprawy, bo to w sumie to obciach zajmować się takimi idiotyzmami. Niestety te bzdury i brednie opublikowała mająca sporą poczytność strona KIP:
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2021/05/dekret-aleksandra-macedonskiego-rasa-slowian-jest-suwerenna/

A że te świrnięte, niepoważne wymysły są równocześnie ośmieszaniem Słowiańszczyzny, postanowiłem te bzdury skomentować.

A więc stwierdzić należy, że ów domniemany „dekret” Macedończyka to wytwór chorej wyobraźni. Nie dziwi więc, że przeróżne instytucje (o ile Puszczyńska do nich faktycznie pisała) zareagowały tak a nie inaczej. Autorka wszak pisze:

„Opracowanie tłumaczenia Dekretu Aleksandra Macedońskiego wraz z pełną dokumentacją historyczną w tym mapy historyczne było sporządzone w 2012 roku i zgłoszone do wszystkich instytucji [ciekawi mnie – jakich – opolczyk] z możliwością oprotestowania.

W związku z brakiem jakiegokolwiek oprotestowania otrzymał status obowiązującego aktu prawnego w 2014 roku.”

Gdybym ja kierował jakąkolwiek instytucją i mnie by przysłano te wymysły, to bym postukał się palcem w czoło, a bumagi wylądowałaby w koszu. I co najwyżej autorce zaleciłbym wizytę u psychiatry. No i ciekawi mnie, na jakiej podstawie prawnej autorka uważa i oświadcza, że brak oprotestowania jej wyssanych z palca głupot nadaje im status obowiązującego aktu prawnego?

W tym miejscu krótko o dekretach. Załóżmy, że Macedończyk, w pijanym widzie (zdarzało mu się upijać) faktycznie taki dekret spłodził. Czy obecnie, ponad 2300 lat po jego śmierci, nadal by on obowiązywał? Jak długo i na jakim obszarze obowiązują wydane przez kogokolwiek i kiedykolwiek dekrety?

W historii cywilizacji władcy, zarówno legalni jak i uzurpatorzy, różne rządzące gremia i rządy wydały w sumie ogromną ilość dekretów i zarządzeń, a także edyktów, rozporządzeń, ustaw i czego tylko jeszcze. Wszystkie te dekrety i zarządzenia obowiązywały na terenie podległym organowi wydającemu dekret do zawieszenia, zmiany lub odwołania dekretu. Traciły także ważność np. na skutek upadku państwa, którego władca dekret ogłosił.
Każdy dekret ma moc prawną tylko na terenie, nad którym dany władca sprawuje władzę i tylko dotąd, dokąd on i jego następcy są w stanie wymusić przestrzeganie ogłoszonego dekretu. Nie ma ani jednego dekretu, który obowiązywałby na zawsze. Jeśliby więc Macedończyk ów „dekret” nawet ogłosił – czy nadal byłby on ważny?

Otóż nieważny byłby – przy założeniu, że istniał faktycznie – co najmniej z dwóch powodów:

1) Dotyczył ziem, których Macedończyk nie podbił, a więc nie miał prawa nimi rozporządzać, jak i dotyczył ludów, nad którymi władzy nie sprawował, a więc i w ich sprawie nie miał prawa wydawania dekretów. Owszem, w historii zdarzały się przypadki, gdy ten czy inny władca wydawał dekrety dysponując ziemiami, którymi nie władał. Tak zrobił np. niemiecki cesarz Fryderyk II uzurpatorsko nadając krzyżakom na własność Ziemię Dobrzyńską i wszystkie ziemie, które w przyszłości krzyżacy podbiją (https://pl.wikipedia.org/wiki/Z%C5%82ota_bulla_z_Rimini). Anegdotyczne przyznanie komuś nie swoich ziem znajdziemy i w „Potopie” Sienkiewicza w scenie, w której starosta Zamościa za podszeptem Zagłoby daruje królowi szwedzkiemu Niderlandy.
Według bzdurnych wymysłów autorki Macedończyk miał rzekomo „szlachetnej rasie Słowian” dać „całą część ziemi Północnej, aż do granicy ostatniego południa Włoch i aż do gór Perskich” (Kaukazu). Darował więc ziemie, do których nie miał żadnych praw. Poniższa mapa ukazuje zasięg jego efemerycznego imperium:

Wszystkie ziemie na północ od niego – cała Europa poza Grecją i cała środkowa i północna Azja – mają być więc wg autorki na zawsze słowiańskie.

Tu jeszcze uwaga na marginesie – w czasach Macedończyka Włoch jeszcze nie było.

2) Wszystkie dekrety Macedończyka, także te prawdziwe, autentyczne, utraciły ważność w momencie jego śmierci. Za życia był Macedończyk autokratycznym despotą. Sam dowodził wojskami, sam na podbitych terenach ustanawiał granice satrapii i rządzących nimi z jego ramienia satrapów. Sam obsadzał najwyższe stanowiska w wojsku, często z tego powodu, że poprzednich wodzów zabijał własnoręcznie (https://pl.wikipedia.org/wiki/Klejtos_Czarny) lub osobiście nakazywał ich zgładzić (https://pl.wikipedia.org/wiki/Parmenion). Nakłonił nawet macedońskich i greckich wodzów i arystokratów do masowego ślubu z perskimi arystokratkami (https://pl.wikipedia.org/wiki/Wesele_w_Suzie). O czym nie wspomina polska wiki, a pisze niemiecka – Aleksander sam wybrał swoim podwładnym żony. A oprócz tego w dniu tego ślubu zalegalizował tysiące konkubinatów jego żołnierzy z Azjatkami, dając im posag i spłacając ich długi („Dass Alexanders hochrangige Vertraute ihre Gattinnen nicht selbst hatten aussuchen dürfen, scheinen sie ohne Weiteres akzeptiert zu haben; nur die Form der Eheschließung nach persischer Sitte missfiel einigen von ihnen.[9] Gleichzeitig mit der Massenhochzeit legitimierte Alexander auch mehrere tausend Konkubinate, die seine Soldaten bereits mit asiatischen Frauen eingegangen waren. Allen schenkte er ebenfalls eine Mitgift und bezahlte außerdem alle Schulden seiner Krieger.”https://de.wikipedia.org/wiki/Massenhochzeit_von_Susa#Verlauf). Po jego śmierci pomiędzy jego wodzami natychmiast wybuchły walki o władzę (https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_diadoch%C3%B3w). Dekretami Aleksandra nikt już nie zaprzątał sobie głowy. A stworzone przez niego imperium rozpadło się szybciej niż powstało. Orzekanie przez autorkę, Olgę Puszczyńską, jakoby ów wymyślony „dekret” nadal obowiązywał i to jako międzynarodowy akt prawny, jest po prostu niewyobrażalną bzdurą. Nawet rzeczywiste dekrety Aleksandra stały się po upadku jego imperium makulaturą.

Zwróciłem uwagę na wiele innych jeszcze, niepoważnych „perełek” w wymysłach Puszczyńskiej. Przytoczę kilka z nich. I tak pisze ona, że Macedończyk dał prawo „rasie słowiańskiej” do robienia z obcych ludzi/ludów niewolników: „4)  jest tak, że nikt nie śmiał tam przybywać, pozostać, lub zamieszkać, opróć tylko twój. A jeśli niektórym spodoba się osiedlenie się, niech będą wam niewolnikami a ich dzieci, niech będą niewolnikami dla twoich synów (5).”


Tymczasem wiemy z wiarygodnych źródeł historycznych, że u Słowian nie było niewolnictwa. Nawet z jeńców wojennych Słowianie nie robili niewolników:

„Plemiona Słowiańskie i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można skłonić do niewolnictwa względnie podległości w swoim kraju. […]  Znajdujących się u nich w niewoli nie trzymają w niewolnictwie jak inne plemiona przez czas nieograniczony, lecz ograniczają czas terminem, dają im wybór, albo za umowny wykup wrócą do swoich lub pozostaną jako wolni i przyjaciele.” (Pseudo-Maurycjusz).

Słowianie kochali wolność – swoją i cudzą. Gdyby więc nawet Macedończyk rzeczywiście spłodził ten dekret – Słowianie by go odrzucili.


Albo to:
„Podkreślono Boskie pochodzenie (My = Ducha i Duszy) Aleksandra Wielkiego z Macedonii, który pochodzi od Wielkiego Dyaboga. Słowianie znają tego Boga jako głowę najwyższego dziewiątego panteonu bogów, składającego się z jednego Boga o imieniu Dyi (Dyi, Div, a Grecy – Διός patrz Zeus, por. Także Dyaus).”

Skąd ona wytrzasnęła słowiański, najwyższy, dziewiąty panteon bogów? I skąd wytrzasnęła „boskość” Macedończyka? Owszem, jego matka od dzieciństwa wmawiała mu, że jest potomkiem Heraklesa, syna Zeusa. Aleksander uwierzył w to w końcu, po zdobyciu Egiptu w wyroczni w Siwie nakazał tamtejszym kapłanom uznać siebie za syna Zeusa-Amona. A w końcu zażądał za uznanie się za boga przez podbite wcześniej greckie/helleńskie państewka/polis. Jedynie wroga mu Sparta oraz jego rodzinna Macedonia odmówiły mu tego „zaszczytu”. Arystokracja macedońska, choć bała się panicznie jego wybuchów gniewu, szydziła z tej jego ubzduranej „boskości”. A Puszczyńska ślepo w to wierzy.

Albo to:
„W 1516 r. czeski historyk Iosif Pervolf z Uniwersytetu Warszawskiego znajduje kopię tego dokumentu w języku łacińskim.”


Uniwersytet Warszawski powstał w 1816 roku – 300 lat później:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Uniwersytet_Warszawski#Kr%C3%B3lewski_Uniwersytet_Warszawski_(1816%E2%80%931831)


A Josef Perwolf urodził się dopiero w roku 1841, czyli jeszcze później:

https://cs.wikipedia.org/wiki/Josef_Perwolf


Albo to:
„Świadkami tego są szlachetny Alceta, nasz kanclerz, i pozostałe jedenaście książąt (!) , którzy po naszej śmierci z braku aktu dziedzictwa, zostawiamy spadkobiercami naszymi i całego Wszechświata.”

Skąd ona wytrzasnęła „kanclerza” Alcetę i „jedenastu książąt”. Alceta (https://it.wikipedia.org/wiki/Alceta_(generale)), Alcetas/Alketas był w sumie raczej drugorzędnym generałem w wojskach Aleksandra. Znacznie ważniejszy od niego był jego starszy brat, Perdikkas, jeden z diadochów po śmierci Aleksandra (https://pl.wikipedia.org/wiki/Perdikkas). Polska wiki nie zalicza Alketasa nawet do diadochów (https://pl.wikipedia.org/wiki/Diadochowie). Urzędu kanclerza – szefa rządu czy też osoby zarządzającej kancelarią królewską u Macedończyka nie było. Owszem, był odpowiednik kierownika kancelarii królewskiej – sekretarz. Był nim Eumenes, jeden z późniejszych diadochów, a nie Alceta (https://pl.wikipedia.org/wiki/Eumenes_z_Kardii).

No i skąd wytrzasnęła to: „Świadkami tej Deklaracji jest 12 apostołów – Alceta i innych 11 książąt ?”


Za dużo judejskiej biblii się naczytała. I nawet pogańskiemu Aleksandrowi wcisnęła 12 apostołów na jego dwór. Szajba luz…


No i jeszcze te „stwierdzenia”:


„Oryginał Dekretu Aleksandra Macedońskiego z 324 rok p.n.e. znajduje się w Watykanie, gdzie były gromadzone wszystkie ważne dokumenty.”

„Znajdował się również w dokumentach Katarzyny Wielkiej.”


A gdzie są na to dowody?


Dziwi, wręcz przeraża mnie, że ten bełkot KIP wziął na serio i go opublikował. Czy administracja KIP ma świadomość tego, że ośmiesza siebie, swoją stronę, ale i Słowiańszczyznę? Przedruk wymysłów z paranoicznej strony „Odkrywamy zakryte” zawsze wiąże się z niebezpieczeństwem wystawienia się na pośmiewisko. Przy czym admin „Odkrywamy zakryte” jest niejako „tartarskim” odpowiednikiem świrniętych turbolechitów i propaguje wymysł o „wielkiej Tartarii”:
https://www.odkrywamyzakryte.com/wielka-tartaria/

https://www.odkrywamyzakryte.com/wielka-tartaria-zostala-zniszczona/


Przy czym są dwie konkurencyjne szajby „wielkiej Tartarii”: rosyjska i anty-rosyjska – ukraińska. Ten świr z „Odkrywamy zakryte” jest antyrosyjskim turbotartarem. A tu do wglądu – rosyjska wersja turbotartarii powołująca się na te same „dowody”, którymi szermują antyrosyjscy turbotartarzy:

https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/2015/11/17/tartaria-wedlug-rosjan/


Są nawet turbolechici głoszący, że „wielka Tartaria” to inna nazwa „wielkiej Lechii”.

Nadal nie brakuje świrów żądnych chwalebnej, wielkiej, imperialnej, przeszłości i stąd wymyślają takie bzdury. Inni, jak Puszczyńska, podpierają się autorytetem Aleksandra Macedońskiego. Czy tym świrom i szajbusom nie znudzi się nigdy wymyślanie podobnych idiotyzmów?


Ciekawi mnie, czy pojawi się ktoś powołujący się na „dekret” władców Atlantydy? Albo jeszcze lepiej na dekret Reptilian, Anunnaków, Plejadian czy nawet Andromedan (https://presume.pl/andromedanie-istoty-pozaziemskie-z-andromedy). Miałby wtedy poparcie „kosmiczne”…

opolczyk


PS
Ten żałosny, wyssany z palca „dekret” propaguje też turbolechita, rusofob Białczyński:

https://bialczynski.pl/2021/05/10/porozmawiajmy-tv-dekret-aleksandra-macedonskiego-i-prawo-zadeklarowane-olga-puszczynska/#more-119768


On zresztą kolportuje także brednie Bieszka i Szydłowskiego dotyczące czasów historycznych:

https://bialczynski.pl/2018/02/21/janusz-bieszk-krotko-o-cesarzu-boleslawie-chrobrym-archiwum-2016/


Ich zdaniem tak wyglądało „imperium cesarza” Chrobrego:

Jeszcze wcześniej, obok innych spraw ów „dekret” nagłaśniał też Alex Berdowicz:



Kiedyś długo reklamował chrabjego Potockiego. W prywatnej korespondencji i mnie próbował namówić do wspierania tego megalomana, aspiranta na prezydęta, piewcę sanacyjnej selmanowskiej konstytucji, naciągacza i cwaniaka. Teraz propaguje Puszczyńską i jej „dekret”. Jest to kolejna podsuwana Polakom szajba, która nabiera rozpędu. Wszyscy propagatorzy dekretu powinni założyć Klub Imbecyli Polskich, wpuszczanych w kanał przez Puszczyńską.