Chwila relaksu, czyli króciutki wpis o covidowym teatrze absurdu w Pforzheimie…

W sobotę 8 maja w Dojczlandii obchodzony był dzień zakończenia wojny, zwany też dniem „wyzwolenia” Dojczlandii spod nazizmu.W tym dniu miała w Pforzheimie miejsce tradycyjna już, antycovidowa, antytotalitarna demonstracja w rynku.  Była w sumie „międzynarodówką” – obok Niemców przemawiała Żydówka, Bułgarka, Turek i Grek. Widać ich w odcinkach od 1 do 5:
https://www.youtube.com/channel/UCTT8Od7k9us1VAgyWc3Rnhw/videos


Pod koniec demonstracji prowadząca ją Susie i mnie wywołała do mikrofonu, choć nigdy wcześniej nie przemawiałem, mimo iż biorę udział w protestach od ponad roku. Nie pcham się do mikrofonu, gdyż o wojowniku świadczą czyny, a nie słowa. Przemawiałem króciutko, niecałe 2 minuty (Roland, filmowiec, uciął jakieś 20 sekund z początku mojego „występu”):



Chwilę później (min.3.08) o głos poprosił nasz demonstracyjny muzyk, Lou i w wyrazie uznania za moją walkę o wolność, zaśpiewał z dedykacją dla mnie jedyną piosenkę po polsku jaką znał na pamięć – kolędę „Lulajże Jezuniu”.


Czyż to nie jest komizm sytuacyjny? Dojczlandia świętuje „wyzwolenie” spod nazizmu, w Pforzheimie trwa lockdown i godzina policyjna od 22:00 do 5:00 (nie obowiązuje jedynie „zaszczepionych” i rzekomych „wyzdrowieńców”), w rynku ma miejsce „międzynarodowy”, choć niezbyt liczny protest przeciwko totalitaryzmowi covidowemu, a pod koniec uczestniczący w protestach niemiecki muzyk śpiewa mi – poganinowi – kolędę po polsku?

Można by powiedzieć – teatr absurdu…


Na koniec przyznam się, że choć akurat ta dedykowana mi piosenka kompletnie do mnie nie pasowała, było mi w sumie miło – odebrałem to jako uznanie za niezłomność w walce o wolność.


Walka o wolność trwa!


opolczyk