Słowianie w Niemczech oczami Balla Müllera…

.

.
.
Znajomy, Heniek, podesłał mi link ciekawego tekstu niemieckiego pisarza i publicysty, Baala Müllera.
https://wendisches-heidentum.jimdofree.com/die-slawen-in-deutschland/

Uznałem go za wart przetłumaczenia.
.

.
Słowianie W Niemczech
.
Die Germania Slavica

.

Słowiański idol z wyspy Fischerinsel
(Tollensee w Meklemburgii-Pomorzu Przednim)

Gdy jest mowa o przodkach Niemców, najczęściej myśli się o Germanach, którzy demograficznie i kulturowo – o ile język niemiecki jest  germańskim – wnieśli główną część do etnogenezy niemieckiego narodu. Do tego na południu i zachodzie żyli celtyccy i romańscy mieszkańcy późniejszych Niemiec, którzy po wędrówce ludów zostali przez Germanów zasymilowani. Mało natomiast reprezentowana jest w opinii publicznej – w badaniach archeologicznych tak nazywana – słowiańska Germania: duże obszary środkowych, wschodnich i północnych Niemiec, przez stulecia zamieszkałe przez Słowian.
To poświęcanie im tak małej uwagi jest tym bardziej zadziwiające gdyż owo – w ogromnej większości siłowe – włączenie słowiańskich plemion do niemieckiego państwa i ich misjonowanie nastąpiło względnie późno i jest dobrze udokumentowane. Na podstawie informacji Thietmara z Merseburga, Adama z bremy, Helmolda z Bosau, Saxo Gramatyka i innych średniowiecznych kronikarzy, a także licznych wykopalisk archeologicznych można było ustalić warunki życia i wierzenia pogańskich Słowian we wschodnich Niemczech lepiej niż zrobiono to w nadal do dzisiaj krajach słowiańskich.
Niestety stosunki pomiędzy Niemcami a Słowianami przez stulecia często nacechowane były wrogością – począwszy od wojen, misjonowania i polityki ekspansji Ottonów, poprzez wielkie powstanie Słowian z roku 983, krucjaty połabskie z roku 1147 i mającą miejsce po nich asymilację Słowian po wojny światowe i wypędzenia Niemców z obszarów wschodnich. Przezwyciężenie tych obciążeń historii jest nie tylko w politycznym interesie sąsiedzkich narodów, dla których pokojowa koegzystencja jest koniecznością, ale i w interesie indywidualnych świadomych historycznie Niemców, gdy 1/5 narodu niemieckiego ma słowiańskie pochodzenie.
.
W starożytności obecne północne i wschodnie Niemcy zamieszkiwali Germanie. Gdy w czasie wędrówki ludów pociągnęli na południe, wkroczyli tu od wschodu z terenów na północ od Karpat, z południowej Polski i zachodniej Ukrainy w 6 i 7 wieku plemiona słowiańskie, które być może wymieszały się z pozostałymi Germanami. Mało wiemy o owym zajęciu tych terenów w tamtych, okrytych „mrokiem czasach”, które zakończyły się, nim Słowianie pojawili się w kartach historii. Język prasłowian pomiędzy Bałtykiem i Morzem Egejskim, Łabą i Dnieprem musiał być jeszcze dosyć jednorodny i wykazywał pokrewieństwo z językiem bałtów, ale i z językami indoeuropejskimi. Pierwszym większym organizmem państwowym Słowian było powstałe w VII wieku państwo frankijskiego kupca Samona, obejmujące Morawy, Dolną Austrię i i południowo-zachodnią Słowację, utworzone na fali powstania naddunajskich Słowian przeciwko Awarom; w IX i X wieku powstały państwa Wielkomorawskie, Bułgaria, Chorwacja, czeskie państwo Przemyślidów, Polska Piastów i państwo kijowskie Rusów, kolebka dzisiejszej Rosji.
Polityczny i religijny wyjątek stanowili nazywani w średniowieczu przez Niemców Wendami Słowianie między Łabą a Odrą; najbardziej uparcie trwali przy przedpaństwowych strukturach plemiennych oraz przy pogaństwie swoich przodków, przez co wzbudzali do siebie szczególną nienawiść swoich chrześcijańskich sąsiadów – zwłaszcza ich chciwość na swoje żyzne tereny osadnicze. Im los zgotował unicestwienie ich w wielowiekowych walkach z silnymi państwami Niemców, Duńczyków i Polaków; jedynie Serbowie zdołali do czasów współczesnych uchronić na niewielkim obszarze ich wcześniejszego osiedlenia mowę i folklor.
.
Zmieniające się sojusze i wojenne starcia pomiędzy Słowianami, Frankami i Sasami jak i pomiędzy słowiańskimi plemionami pomiędzy sobą  były w średniowieczu na porządku dziennym; długi czas nie bazowały na etnicznych czy religijnych przeciwieństwach. I tak np walczyli Obodryci po stronie chrześcijańskich Franków przeciwko Sasom, pomagając w Karolowi Wielkiemu w ich podbiciu. Warunki zmieniły się, gdy niemieccy cesarze, pod wpływem władz kościoła, w ich wojnach przeciwko Słowianom dążyły do ich chrystianizacji.
By ją przyspieszyć, ustanowił Otto I biskupstwa w Havelbergu i Brandenburgu, które dwadzieścia lat później z biskupstwami w Zeitz, Meresburg i Meissen podporządkowane zostały nowo utworzonemu  arcybiskupstwu  w Magdeburgu. Także na ziemiach Obodrytów (Ostholstein i Mecklenburg) szlezwicki biskup Marco rozpoczął misjonowanie wśród Słowian z założonego biskupstwa w Oldenburgu [Havelberg to słowiański Hobolin, Brandenburg to Branibór, Zeitz to Życz, Merseburg błędnie nazwany przez autora Meresburgiem to Międzybórz, Meissen to Miśnia, Oldenburg to Starogród/Starigrad].
W bitwie nad Reknicą udało się Ottonowi I 16 października 955 roku pokonać koalicję Obodrytów, Dołężan (mieszkających nad jeziorem Dołęże), Czrezpienian (okolice jeziora Teterower) i Redarów (południowa Meklemburgia), po tym jak związali się oni z nieposłusznymi saskimi księciami i najechali ziemie saskie. Ujarzmienie ich przyniosło kilka dziesięcioleci spokoju, ale wykorzystali oni (Słowianie) spory o następstwo po Ottonie II i arcybiskupie Magdeburga, na nowo organizując się w Związku Wieleckim. W roku 983 przeprowadzili na dużą skalę powstanie, wymierzone zwłaszcza przeciwko biskupstwom  w Havelbergu i Brandenburgu. W obliczu ich militarnego sukcesu jak i stawianego w kolejnych latach oporu wobec niemieckich i polskich wojsk cesarz Henryk II poczuł się zmuszony do zmiany swej polityki i w roku 1003, ku ogromnej irytacji kościoła, zawiązał z Wieletami sojusz wymierzony w polskiego Bolesława I [„Chrobrego”].
Powstanie zorganizowane przez kapłanów, leżącego być może nad jeziorem Dołęże, do dzisiaj jednak jednoznacznie nie zlokalizowanego świątynnego grodu Retry (u Thietmara z Merseburga „Riedogost”) powstrzymało chrystianizację  i zagwarantowało niezależność Słowian na następne dziesięciolecia, nie dało im jednak politycznego zjednoczenia.
.
Trwające walki plemion słowiańskich o dominację, względnie o szczególne znaczenie Retry doprowadziły do trwałego ich osłabienia, co umożliwiło [biskupowi] Burchardowi II z Halberstadtu zdobycie w roku 1068 [autor podad błędną datę: 1168] świątynnego grodu. By pokazać Słowianom domniemaną wyższość chrześcijaństwa, uprowadził ze sobą świętego konia boga Swarożyca i prawdopodobnie zniszczył całe sanktuarium. Prawdopodobnie Retra została odbudowana, gdyż istnieje przekaz z roku 1125 o ponownym zniszczeniu grodu i świątyni przez Lotara z Suplinburga [cesarz niemiecki od 1125] w trakcie jego wyprawy wojennej przeciwko Wieletom. Kultowe znaczenie Retry u plemion połabskich osłabło jednak już w tym okresie na rzecz świątyni w Arkonie na Rugii.
.
Krucjata Połabska
.
.

Zniszczenie pogańskiego sanktuarium podczas krucjaty połabskiej. Obraz Wojciecha Gersona (1831-1901)

Duchowy klimat wypraw krzyżowych spowodował wzmocnienie niemieckiego polityczno-ekonomicznego ekspansjonizmu przez misjonarską gorliwość. Utrzymujące się wśród Słowian konflikty jeszcze to zaostrzały. W roku 1095 papież Urban II wezwał do odbicia z rąk Arabów zejętej przez nich w roku 637 Palestyny. Zakończona sukcesem pierwsza wyprawa krzyżowa, zakończona zdobyciem Jerozolimy w roku 1099 była zapewne wzorem do krucjaty połabskiej, do której pierwotnie nawoływano w latach 1107/08 w otoczeniu arcybiskupa Adalgota z Magdeburga (Epistola pro auxilio adversus paganos [slavos], po polsku: Wezwanie do wyprawy krzyżowej przeciwko pogańskim Słowianom). Obok aspektu duchowego ponownej chrystianizacji terenów rzekomo należących już wcześniej do chrześcijaństwa [chodziło zapewne o zniszczone przez Wieletów biskupstwa w Hobolinie-Havelbergu i Braniborzu-Brandenburgii], wskazywano przede wszystkim na aspekt materialnych zysków: krzyżowcy, jeśli tego sobie będą życzyć, mogą uzyskać najlepsze tereny pod osadnictwo. Wprawdzie poganie są źli, ich ziemie są za to hojnym błogosławieństwem pełnym mięsa, miodu i mąki.
.
Polityczne uskutecznienie tej idei nastąpiło dopiero podczas przygotowań do drugiej wyprawy krzyżowej [do Palestyny] na obradach władz niemieckich w Speyer i Frankfurcie w latach 1146 i 1147. Podczas gdy niemiecki król Konrad III zapowiedział swój udział w obu tych zjazdach, książęta sascy odmówili udziału twierdząc, że w ich bezpośrednim sąsiedztwie żyją nadal pogańskie narody, które zagrażają saskim granicom i przez to w pierwszym rzędzie muszą być zwalczane. Ten zamiar wydatnie wsparł Bernard z Clairvaux, który opublikował w roku 1147 wezwanie do krucjaty połabskiej [Bernard z Clairvaux – zbrodniarz zza biurka, zakonnik, cysters, doktor kościoła, arcybiskup, kanonizowany w roku 1174 – pewnie w uznaniu za ilość pomordowanych pogan i innowierców podczas wspieranych przez niego krucjatach]. Krótko później papież Eugeniusz III w bulli Divini dispensationez uznał krucjatę połabską równorzędną z wyprawami krzyżowymi do Palestyny i hiszpańską rekonkwistą.

Eugeniusz III domagał się nawrócenia Połabian, krzyżowcom obiecał odpust zupełny, zagroził jednak ekskomuniką uczestnikom wyprawy, gdyby w celu osiągnięcia ziemskich zdobyczy złamali ślubowanie krzyżowców [prowadzenie walki w interesie, obronie i szerzeniu wiary]. Bernard z Clairvaux poszedł o krok dalej i domagał się natio deleatur- wytępienie pogańskich Połabian, co obrazowano hasłem: śmierć albo chrzest. Głównymi aktorami po stronie świeckich saskich dostojników byli Henryk Lew i Albrecht Niedźwiedź [Albrechta Hitler ustanowił patronem NSDAP], którzy zgłaszali pretensję do terenów Połabia i przewodzili krzyżowcom. Oporem po stronie słowiańskiej kierował przede wszystkim kniaź Obodrytów Niklot, który pośpiesznie organizował obronę, wzmacniał grody oraz zabiegał o pomoc grafa Adolfa z Holsztynu, z którym był zaprzyjaźniony. Ten jednak, lojalny wobec Sasów, odmówił Niklotowi pomocy, za co Niklot zaatakował i zniszczył w czerwcu 1147 jego flotę w Lubece, przy czym ostrzegł o tym wcześniej zdradzieckiego grafa. Niklot zniszczył miasto, jednak nie zdobył zamku, podobnie jak nie zdobył obleganego przez niego zamku w Süsel [Süsel był pierwotnie grodem Obodrytów: https://de.wikipedia.org/wiki/S%C3%BCseler_Schanze]. Militarnie Połabianie byli wyraźnie słabsi niż krzyżowcy, przez co unikali otwartych bitew, operowali jerdynie wypadami z grodów. Henryk Lew [w rzeczywistości był to Albrecht Niedźwiedź, którego autor pomylił z Henrykiem Lwem] spustoszył ziemie Wieletów i Pomorzan i zdobył, m.in. Szczecin, którego mieszkańcy powoływali się na to, że już zostali nawróceni przez Ottona z Bambergu i nawet ponowili swoje wyznanie wiary. Statuę Trygława, szczególnie czczonego w Szczecinie zdołali jednak wcześniej ukryć [Autor pomylił się – krzyżowcy nie zdobyli Szczecina; oblężenie zakończyło się ugodą pomiędzy Raciborem I, księciem pomorskim, gorliwym krystowiercą, a krzyżowcami, którym w najeździe towarzyszyli m.in arcybiskup Magdeburga i kilku biskupów i opatów niemieckich]. O wyprawie wojennej Henryka Lwa wiadome jest, że oblegał wspólnie z Duńczykami gród Dobin, ale go nie zdobył.
.
Politycznie była ta wyprawa krzyżowa była sukcesem Niemców i ich polskich sprzymierzeńców pod wodzą Bolesława III [I tu myli się autor – Bolesław III (Krzywousty) zmarł w 1138 roku – 9 lat przed krucjatą połabską, niemniej krucjata otrzymała wsparcie ze strony jego synów – piastowskich książąt dzielnicowych]. Tereny Połabia zostały trwale ujarzmione, a razem z osadnictwem niemieckich chłopów zaczęła się sięgająca daleko na wschód jego kolonizacja. Duchowni jak Helmold z Bosau skarżyli się jednak, mimo odtworzenia czy też  zakładania nowych biskupstw, kościołów i klasztorów, że sascy książęta nie prowadzili na serio działalności misyjnej i zarzucali im, że Słowian nie ujarzmili całkowicie, a szukając zysków prowadzili z nimi nawet układy. I rzeczywiście nie leżało pełne spustoszenie Połabia w interesie książąt saskich, chcących zdobywać ziemie i poddanych, a chrześcijańscy misjonarze nie mylili się, że wielu Słowian tylko udaje nawrócenie, pozostając potajemnie przy pogańskich zwyczajach. Trwałe różnice między grupami ludności [słowiańskiej i niemieckiej] prowadziły do tego, że Słowianie stopniowo stawali się podrzędną  i pozbawioną praw mniejszością we własnym wcześniej kraju, czego nie zmieniało nawet przyjęcie chrztu, dokąd językiem zdradzali swoją przynależność do Słowian. Jedynie wyższa warstwa połabska, mająca wcześniej styczność z chrześcijaństwem, szybciej dopasowała się do nowego układu sił i zdołała utrzymać swoją pozycję. Podobnie jak u Wikingów misjonowanie i asymilacja nastąpiły od góry do dołu. A jako że tożsamość słowiańska bazowała przede wszystkim na wierzeniach i języku, tożsamość Połabian za sprawą chrztu i stopniowej zmiany języka skazana była na zagładę.
.
Walka o Arkonę
.
.

Biskup Absalon obala posąg boga Świętowita w Arkonie. Obraz Lauritsa Tuxena (1853-1927)

Ranowie z Rugii jako ostatnie plemię obronili swoją wolność jeszcze  przez jedną generację. Podobnie jak u Wieletów ich społeczność zdominowana była przez kapłanów, którzy okresowo posiadali większą władzę niż królowie [u Ranów instytucji królów nie było – byli kniaziowie/książęta] . Ich centrum stanowiał gród Arkona ze świątynią Świętowita; innym ważnym grodem była Korzenica (wcześniej identyfikowana z miastem Gardziec, bardziej prawdopodobnie jednak był to jednak Venz) [obecnie dzielnica Trentu]. Ranowie także byli plemieniem wojowniczym, często napadającym wyspy duńskie oraz prowadzącym ciągłe drobne wojny z Obodrytami. 1123/24 zostali przez obodryckiego kniazia Henryka zmuszeni do płacenia wysokich danin. W roku 1136 zdobyli Arkonę Duńczycy pod wodzą króla Eryka II Pamiętnego po raz pierwszy, w kolejnych dziesięcioleciach Ranowie na przemian musieli się uginać przed duńskimi lub saskimi władcami, ale udawało im się narzucany im chrystianizm odrzucać. Ostatecznie podbili grody i świątynie w Arkonie i Korzenicy duński król Waldemar I i dowódca jego wojsk biskup Absalon z Roskildy. Ogromny posąg Świętowita jak i posągi Rugewita, Porewita i Porenuta zostały zniszczone, książęta Tesław i Jaromir I zmuszeni zostali oddać skarby w świątyniach i uznać się lennikami duńskimi. Ponadto zostali zobowiązani do oddania kościołowi ziem należących do pogańskich świątyń, wspierania duńskich wypraw wojennych, wydania jeńców i ostatecznego przyjęcia chrystianizmu. W roku 1169 papież podporządkował wyspę biskupstwu w Roskilde.

Dzięki podporządkowaniu się książęta Rugii utrzymać mogli ich władzę nad wyspą, a jej panowanie na Bałtyku nawet wzmocnić: jako lennik wspierał Jaromir I Duńczyków w ich wojnach z pomorskim księciem Bogusławem I i rozszerzył swoje tereny jego kosztem. jego syn Wisław I założył w roku 1234 miasto Stralsund, wspierał powstawanie klasztorów oraz osadnictwo niemieckich chłopów; Jaromir II prowadził wojnę przeciwko Lubece i nawet włączył się w spór pomiędzy duńskim królem Krzysztofem I a arcybiskupstwem z Lundu [Szwecja], kiedy to zdobył Kopenhagę i spustoszył duże obszary Zelandii [duńska wyspa], zginął jednak rok później w wyniku zamachu.Także za panowania jego syna Wisława II Rugia pod patronatem Danii utrzymała swoją silną pozycję. Wisław III na koniec, który posiadał wychowanie dworsko-rycerskie, znany był jako niemiecki minstrel-śpiewak; najwidoczniej w jego generacji nastąpiło już pełne dopasowanie się do niemieckiej kultury. Z jego śmiercią w roku 1325 wygasła główna linia dynastyczna, co wywołało rugijskie wojny o sukcesję. W roku 1355 Rugia stała się częścią księstwa pomorsko-wołogoskiego. W roku 1404 na Jasmundzie [jeden z półwyspów Rugii] zmarła ostatnia kobieta [Hulicina] mówiąca językiem Ranów, przez co nie tylko wierzenia, ale i język słowiańskich mieszkańców Rugii zaginął. Rugia stała się niemiecką wyspą.
.
Upadek Arkony oznaczał koniec samodzielnego zorganizowanego pogaństwa na terenie dzisiejszych Niemiec. Jedynie jeszcze bałtyjscy Prusowie, których nazwę przejęli Prusacy, zostali jeszcze później, w XIII wieku przez Niemców podbici i schrystianizowani – niemniej na terenach położonych na uboczu utrzymywały się pogańskie wierzenia i obrzędy jeszcze do czasów nowożytnych.
.
Można dostrzec pewien tragizm Połabia w jego niezdolności przełamania sprzeczności pomiędzy plemionami i stworzenia struktur państwowych – można przyrównać „niemieckich Słowian” w tym przypadku do celtyckich czy indiańskich autochtonów. Najwidoczniej zbyt późno plemiona słowiańskie dostrzegły, że nowy polityczno-religijny kontrast wobec dużych chrześcijańskich państw sąsiednich był innego rodzaju niż wcześniejsze tradycyjne międzyplemienne waśnie. Ponieważ chrześcijańscy wrogowie planowali dokonanie „kulturowego genocydu”, konieczne było w obronie przeciwko nim zawiązanie religijnego i etnicznego sojuszu, a nie wykruszanie się w międzyplemiennych walkach. Przypuszczalne zorganizowanie się kapłanów Retry [Radogoszczy], w coś w rodzaju zakonu, ze strukturą przypominającą kościelną i ich wiodącą rolą wśród Wieletów przemawia za tym, że elity pogańskie zaczęły z rozmysłem zmianę ich struktur, jednak nie potrafiły utrzymać ich połabskiego pogaństwa we wrogim im otoczeniu.
Tragiczny wymiar ma to, że „idealiści”, którzy najbardziej stanowczo sprzeciwiali się ekspansji niemieckiej, całkowicie stracili swoją kulturę i język, podczas gdy „pragmatykom” udało się utrzymać przy władzy poprzez podporządkowanie się i przyjęcie chrystianizmu.
.
Ostatecznie uważne przyjrzenie się historii słowiańskich obszarów w północnych Niemczech pokazuje, że reformacja nieprzypadkowo na tych terenach odniosła zwycięstwo, na których mieszkańców misjonowano przemocą, a chrystianizm długi czas postrzegany był przez ludność jako parawan dla żądzy władzy i podbojów. Reformacja sama o sobie mówiła, że występuje przeciwko zeświecczeniu i domniemanej poganizacji kościoła i że jest powrotem do zasypanych korzeni chrystianizmu, jednak na dłuższą skalę sama prowadziła do sekularyzacji, wręcz do rozkładu, demograficznego upadku chrystianizmu i zrobienia z niego pustej w środku duchowej fasady. Nawet jeśli krytyka kościoła w czasach reformacji ubrana była w chrześcijańskie szaty, przebija z niej trauma przymusowej sprzed kilku zaledwie wieków chrystianizacji.
.
Dzisiejsza dechrystianizacja właśnie tych terenów Niemiec, na których połabskie pogaństwo najdłużej panowało, skłania do przypuszczenia, że ta postrzegana jako obca i siłą narzucona religia nie przeniknęła u szerokich rzesz mieszkańców do ich świadomości w takim stopniu, jak stało się to wieki wcześniej, u schyłku czasów rzymskich, za sprawą łagodniejszych metod irlandzko-szkockich [https://de.wikipedia.org/wiki/Iroschottische_Mission]  u południowych Niemców. Nakazany przez państwo w czasach NRD ateizm zakończył ten proces, choć też pomógł on w dalszym pozornym religijnym trwaniu kościoła ewangelickiego, który utrzymywało przy życiu, mimo infiltracji przez szpicli, wspieranie politycznej opozycji, znajdującej w nim pewną ochronę. Po upadku NRD i ta jego funkcja odpadła, czego efektem jest dzisiaj to, że kościół ewangelicki jako siła społeczna prawie się nie liczy, a katolicki i tak był tylko niszową mniejszością. Oba kościoły są duchowo wyjałowione, ideologicznie dopasowane do panującego obecnie ducha czasu i nie potrafią przeciwstawić się ani ateizmowi, ani nihilizmowi współczesnych wielkomiejskich ludzi, ani islamowi. Coraz więcej ludzi zwraca się ku pogańskiemu dziedzictwu – najczęściej w postaci „Asatru” [https://pl.wikipedia.org/wiki/%C3%81satr%C3%BA] odwołującego się do wierzeń skandynawskich wikingów, ponieważ rodzime w północno-wschodnich Niemczech pogaństwo połabskie jest im niestety nieznane.
.
Wiele przemawia za tym, by tajemniczą, związaną z Naturą religię naszych praprzodków odkryć ponownie.
.

Alfons Mucha: Słowianie w ich praojczyźnie (obraz z cyklu „Epopeja Słowiańska”, 1911-1928)

.
.
.
.
xxxxxxxxxxxx
.
.
Krótko o autorze:
Ball Müller (https://de.wikipedia.org/wiki/Baal_M%C3%BCller) urodzony w Fraknkfurcie n/M w 1969 jest niemieckim pisarzem, publicystą i wydawcą. Przez poprawne politycznie łże-media zaliczany jest do „ekstremalnej prawicy”. Przez okrągłe 10 lat poszukiwał w różnych pogańskich związkach i organizacjach w Niemczech, odwołujących się głównie do nordyckich wierzeń, swojego miejsca. Wreszcie odnalazł swoją – jak to nazwał „religijną tożsamość” w wierzeniach Słowian Połabskich. Wydał tom poezji poświęconej wierzeniom, bogom, sakralnym miejscom i legendom Połabia pt: „Wendische Fart” (Połabska podróż):
.
.
.
W powyższym tekście autor nie uchronił się przed kilkoma pomyłkami (daty i imiona). Jak każdy przeciętny Niemiec wierzy też w mityczne germańskie pochodzenie większości Niemców i niemieckiej kultury. Nie dziwi to, skoro i w Polsce wielu historyków i publicystów także w to wierzy. Dotychczas spotkałem się z jednym jedynym przypadkiem niemieckiego publicysty, który otwarcie mówił, że niemieckie państwo jak i Niemcy jako naród nie mają nic wspólnego ze starożytnymi „Germanami!, o których pisali m.in. Cezar i Tacyt. Był to Andreas Popp, początkowo przebojowy przedsiębiorca, obecnie od  lat krytyk złodziejskiego systemu bankowego i kapitalizmu, twórca Manufaktury wiedzy (Wissensmanufaktur: https://www.wissensmanufaktur.net/). Niestety tacy jak on należą do absolutnych wyjątków w Niemczech.
I jeszcze w innej sprawie autor się pomylił. Tereny Połabia nie zostały w czasie krucjaty połabskiej na trwale ujarzmione. Owszem – był to początek końca wolnego, pogańskiego Połabia, ale jeszcze nie koniec. Obodryci pod wodzą Niklota odparli krzyżowców dowodzonych przez Henryka Lwa, przez co ich tereny były później nadal najeżdżane. Niklot do śmierci podczas niemiecko-duńskiego najazdu w 1160 roku, mimo secesji Chyżan i Czrezpienian i mimo pozornej uległości wobec Sasów, utrzymał niezależność i pogaństwo. Dopiero jego syn Przybysław w 1166 lub 1167 roku uznał się saskim lennikiem, przyjął chrzest i wdrożył ostateczną niestety chrystianizację Obodrytów. Także wojska krzyżowców dowodzone przez Albrechta Niedźwiedzia nie ujarzmiły na trwałe Wieletów, niczcząc jedynie ich tereny na trasie swojego przemarszu. Jedynym ich trwałym osiągnięciem było zdobycie przyczółków na obrzeżach Północnego Połabia oraz odzyskanie Hobolina-Havelbergu i Braniboru-Brandenburgii i powrót do nich niemieckich biskupów urzędujących od 983 roku „na wygnaniu”. Stopniowy podbój wieleckich terenów trwał po krucjacie nadal i to dobre ćwierć wieku. Saxo Gramatyk opisał najazd Duńczyków w roku 1171 (24 lata po krucjacie połabskiej) na „urbs Lubekinca” wieleckich Czrezpienian. Niemniej krucjata połabska znacznie osłabiła Północne Połabie, a śmierć Niklota i upadek Arkony były ostatnimi akordami wolnej Słowiańszczyzny. Po nich dobijano już tylko pojedyncze, ostatnie, niewielkie, pogańskie enklawy ukryte w głębi puszcz i bagien Połabia.
.
Wspomniał też autor o jednym z zarzutów reformacji pod adresem kk, że uległ on poganizacji, zresztą przez autora uważanej za jedynie „rzekomą” („angebliche Paganisierung der Kirche” – rzekoma poganizacja kościoła). Tymczasem był to zarzut jak najbardziej słuszny. Już od wieku IV, gdy krystowierstwo stało się legalną religią Rzymu, walcząc z pogaństwem, aby być bardziej strawnym i swojskim dla pogan, przejmowało wiele pogańskich świąt, obrządów i zwyczajów, dorabiając im jedynie własną, nadjordańską, ideologiczną interpretację i „nadbudowę”. Pisałem o tym już wielokrotnie – gdyby krystowiercom odebrać wszystko, co przywłaszczyli sobie od pogan, niewiele by im własnych świąt i obrzędów pozostało:
.
„Już wielokrotnie o tym wspominałem w różnych wpisach – gdyby odebrać katolikom święta będące podróbką świąt pogańskich, także naszych słowiańskich, oraz wszystkie związane z nimi zwyczaje, tradycje i obrzędy, niewiele by katolikom pozostało świąt i zwyczajów własnych. Mieliby tylko święto wyssanych z palca „trzech króli”, środę popielcową i sado-masochistyczne drogi krzyżowe z kajaniem się przed idolem („któryś cierpiał za nas rany, Jezu kryste zmiłuj się nad nami”). No i wielki post. Adwent pochodzi od rzymskiego określenia adventus Domini – przybycie pana. Chrzest to pogańskie rytualne obmywanie się w świętych rzekach. Niebo, czyściec, piekło, zbawienie i „sąd ostateczny”  „pożyczyli” sobie krystowiercy od Zaratusztry, „boże narodzenie” od pogańskich narodzin Słońca (rzymskie Sol Invictus, słowiańskie Szczodre Gody), wigilia, 12 potraw, kolędy, puste nakrycie na stole – to zwyczaje szczodrogodowe Słowian. „Wielkanoc” wzorowano na zmartwychwstałych po trzech dniach pogańskich bogach (Ozyrys, Attis, Adonis czy Mitra. Była nawet zmartwychwstała po trzech dniach bogini Inanna). Umiejscowiono „wielkanoc” w pobliżu pogańskich Jarych Godów, by je zdublować. Pisanki, śmigus-dyngus to naturalnie zwyczaje pogańskie, słowiańskie. Dożynki kościelne są w 100% pogańskie. Pogańskie korzenie na święto „wszystkich świętych ” i zaduszki. Podróbą Kupalnocki jest noc świętojańska; podróbami słowiańskich świąt  jest wiele świąt maryjnych (gromniczna, zielna). A „zielone świątki” to podróba kilku słowiańskich obrzędów pełni wiosny, podczas których odprawiano obrzędy mające dać obfite plony. Pogański rodowód mają kościelne ołtarze. Także rzeźby, figurki i obrazy idoli i „świętych” mają pogański rodowód. W pierwszych wiekach krystowiercy przestrzegali i tego z „przykazań boskich”  z żydowskiego dekalogu:  „Nie uczynisz sobie rzeźby ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył (…).” Ich zbory i pierwsze kościoły były całkowicie pozbawione rzeźb i obrazów. Z pogan naśmiewali się, że kłaniają się „bałwanom”. Ale by poganom uczynić bardziej strawnym kult żydowskich idoli, przejęli od pogan zdobnictwo kościołów rzeźbami i obrazami, samymi stając się „bałwochwalcami”, łamiącymi „przykazania boże”. Nawet ich obecny symbol – krzyż – tyle że z przedłużoną przez krystowierców dolną pionową belką, przejęli od pogan, u których krzyż równoramienny był symbolem Słońca. Pierwotnym symbolem krystowierstwa był ichthys (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ichthys). A noszone na szyi krzyżyki, medaliki i szkaplerzyki to podróba pogańskich amuletów i talizmanów. Nadmienić tu należy i to, że uznanie Joszue za boga także nie było wówczas w imperium rzymskim niczym szczególnym. W Starożytnej Grecji cześć boską oddawano niejednemu śmiertelnemu mitycznemu herosowi. W Rzymie już w czasach republiki dokonywano deifikacji bohaterów. A w czasach cesarstwa deifikowano wielu cesarzy. Procedura była taka, że następca po zmarłym cesarzu senatowi polecał uznać poprzednika bogiem. Po czym budowano nowemu „bogu” świątynię i przydzielano jej kapłana.  Ale na wnioski cesarzy dokonywano też deifikacji zmarłych członków rodziny cesarza akurat panującego: żon, dzieci, rodziców. Jeden z cesarzy nakazał deifikację teściowej, inny deifikację kochanka (https://pl.wikipedia.org/wiki/Hadrian#Inne_fakty_z_%C5%BCycia). Poniżej zamieszczam (niepełną) listę ludzkich „bogów” rzymskich. Jest ich blisko setka:
https://de.wikipedia.org/wiki/Divus#Divinisierungen_in_der_Republik_und_im_fr%C3%BChen_Prinzipat
.
Tak więc w oczach Rzymian uznanie w Nicei Joszue „bogiem” było czymś normalnym. Jeden mniej czy więce ludzki „bóg” – kto będzie się o to kłócił. Aha, bo zapomniałem – także tzw. „komunia święta” to chyba własny wynalazek krystowierców, tyle, że będący w sumie symbolicznym kanibalizmem. Wszak „opłatek” po „przeistoczeniu” staje się „ciałem” Joszue. I to „ciało” Joszue jego wyznawcy przyjmują do otworu gębowego i je połykają. Czyż łykanie „ciała” Joszue nie ma cech kanibalizmu?”
.
„Gdy podesłano mi powyższy film „Głosu obywatelskiego” i gdy przeczytałem sam jego tytuł: „Szczodre Gody – Katolickie czy Słowiańskie? – Mirek z Wielkopolski” – po prostu zdębiałem. Przywykłem już do tego, że katolicy przywłaszczyli sobie całą masę naszych słowiańskich świąt (nadając im własne nazwy – np. nasze Szczodre Gody nazywają „bożym narodzeniem”) oraz całą masę naszych zwyczajów i obrzędów, nadając im własną nadjordańską interpretację. Ale to, że próbują sobie przywłaszczyć nawet nazwę Szczodrych Godów jako „katolickie święto”, jest już szczytem ich bezczelności. A jednak to robią – i to na kanale „obywatelskim”.
.
Tak więc zarzut reformacji dotyczący poganizacji kk był jak najbardziej słuszny.
.
Ważnym stwierdzeniem autora jest to o kulturowym genocydzie, jakie chrystianizm chciał dokonać i ostatecznie dokonał na Połabianach. Ale nie tylko tam doszło do kulturowego genocydu na słowiańskiej kulturze. We wszystkich państwach nazywanych słowiańskimi (Polska, Rosja i cała reszta) także dokonano kulturowego genocydu. Bo cóż z tego, że pozostał w nich jako język codzienny któryś z języków słowiańskich, skoro nim słowiańscy krystowiercy czcili hebrajskiego biblijnego Jahwe oraz żydowskich idoli z Galilei. I słowiańskim językiem zwalczali i zwalczają oraz wyszydzają prastarą rodzimą kulturę naszych pogańskich przodków. Kultura Słowian to nie tylko język. To przede wszystkim jej treść (wierzenia, zwyczaje) a nie „opakowanie” (język), którym można Słowiańszczyznę zohydzać i równocześnie  gloryfikować, wybielać, upiększać i wynosić pod niebiosa jej mściwego i chciwego nieomal zabójcę – krystowierstwo.
.
U Balla Müllera, mimo zwiedzenia go mitologiczną Germanią, wyraźnie widać fascynację słowiańską, pogańską kulturą Połabian, którą sam propaguje. I tu powiem tak – więcej jest słowiańskiej kultury w pisanej po niemiecku jego poezji, niż w odmawianach „po słowiańsku”, po polsku, czesku czy rosyjsku „modlitwach” i „litaniach” kościelnych. One nadal są dowodem utrzymywania się u części Słowian dokonanej przed wiekami próby genocydu kulturowego na Słowiańszczyźnie, rozumianej jako wierzenia, zwyczaje, obrzędy, tożsamość i sposób życia Słowian.
.
Na szczęście krystowiercom ten genocyd nie udał się do końca: kultura słowiańska, wierzenia, imiona bogów, mitologia, zwyczaje i obrzędy przetrwały do dzisiaj i cieszą się w słowiańskich krajach rosnącą popularnością. Czas najwyższy już uwolnić Słowiańszczyznę z nadjordańskich kajdan duchowych i ostatecznie zakończyć nie do końca udany kulturowy genocyd na słowiańskiej kulturze.
.
.
Zerwanie kajdan jahwizmu to ważny, niezwykle ważny kok do odzyskania duchowej wolności…
.
.
opolczyk
.
.
PS

Na koniec pozwolę sobie jeszcze na uwagę odnośnie krótkiej wzmianki autora o wrogich stosunkach niemiecko-słowiańskich („Niestety stosunki pomiędzy Niemcami a Słowianami przez stulecia często nacechowane były wrogością – począwszy od wojen, misjonowania i polityki ekspansji Ottonów, poprzez wielkie powstanie Słowian z roku 983, krucjaty połabskie z roku 1147 i mającą miejsce po nich asymilację Słowian po wojny światowe i wypędzenia Niemców z obszarów wschodnich”). Otóż walki Słowian miały zawsze charakter obronny. Nawet gdy najeżdżali ziemie cesarstwa, robili to w odwecie za systematyczne niemieckie najazdy na swoje tereny. Agresorem, najeźdźcą i zaborcą w tym wielowiekowym konflikcie, prącym ciągle na wschód, byli Niemcy. Autor powinien wspomnieć jeszcze o zbrodniczym i zaborczym niemieckim zakonie krzyżaków, których topór przez wieki wisiał nad słowiańskimi sąsiadami. Krzyżacy nie tylko Prusów nieomal doszczętnie wytępili, a niedobitki zniemczyli. Wielokrotnie podejmowali próby pokonania i podbicia Polski, nie mówiąc już o Litwie. Dopiero Unia Litewsko-Polska osadziła krzyżaków na miejscu. Natomiast wysiedlenie Niemców po II wojnie światowej z zagarniętych przez nich wcześniej ziem wschodnich, przeprowadzono z woli tzw. „wielkiej trójki” (Stalin, Roosevelt i Churchill). Polacy na tę decyzję wpływu nie mieli. Nawet Rosjanie nie  – Stalin był Gruzinem, a nie Słowianinem. Zresztą Polaków z tzw. „Kresów Wschodnich” wolą tejże samej „wielkiej trójki”, a zwłaszcza Stalina, także wbrew ich woli wysiedlono i osadzono na ziemiach odebranych Niemcom. Nazwano je w Polsce Ziemiami Odzyskanymi. I były one faktycznie ODZYSKANE. Powojenna Polska z niewielkimi różnicami (północno-wschodnie tereny ludu Prusów) powróciła na ziemie plemion słowiańskich podbitych przez Mieszka I. Podobny kształt miał także państwo piastowskie – protoplasta Polski – w czasach Bolesława Krzywoustego.
.
.
Polskie prawo do ziem nad Odrą i Nysą jest pierwotne i znacznie większe niż prawo do nich Niemiec. Powojenne wysiedlenia Niemców był to akt, który śmiało można nazwać Aktem Sprawiedliwości Dziejowej. Niemcy powinni być i tak zadowoleni, że nie wysiedlono ich za linię Łaby i Soławy, za „granicę łużycką” – Limes Sorabicus (https://pl.wikipedia.org/wiki/Limes_Sorabicus), co byłoby jeszcze pełniejszym aktem dziejowej sprawiedliwości:
.
.
.
.
.
.