Bzdury, wymysły i kłamstwa o Słowianach w wydaniu historyka Kamila Janickiego…

.


.
„Kiedy bogowie spostrzegli, że nawet oni nie są w stanie zmienić przeszłości – wymyślili historyków.”

.
Znajomy, Darek, podesłał mi link wyjątkowo załganego i ahistorycznego artykułu o Słowianach:
https://wielkahistoria.pl/prawdziwa-religia-slowian-w-co-wierzyli-nasi-przodkowie-w-swietle-nowych-badan/
.
Napisał tak:
.
I to pisze facet, który pisze książki… Tak wiem to nie wyznacznik….
.
A w kolejnym mailu dodał:
.
Dzisiaj wyczytałem się w ten tekst dokładniej. Powiem Ci szczerze że chyba jeszcze nigdy nie znalazłem takich bredni. Owszem osoby kompletnie nie znające tematu mogłyby napisać coś podobnego. Jednak absolwent historii UJ ?! Człowiek który  pisał na łamach „Gazety Wyborczej”, tygodnika „Do Rzeczy”, magazynu „Świat Wiedzy”, portalu „Onet.pl ? Jak podaje Wiki – jest stałym publicystą magazynu „Focus Historia”, gdzie prowadzi rubrykę „Historie z marginesu”. Był też stałym współpracownikiem „Newsweeka Historia”, w którym w latach 2016–2017 prowadził comiesięczną rubrykę „Ciekawostki historyczne”.
Jasna cholera! To musiał napisać ktoś kompletnie odrealniony! Chyba jeszcze nigdy nie zbulwersowalem się tak bardzo czytajac coś o tematyce słowiańskiej. Jak ktoś mógł coś takiego opublikować?!
Moje słowiańskie serce krwawi.
.
Już sam zwrot w tytule – „Prawdziwa religia Słowian” – budzić musi podejrzenia. Głosicieli „prawdziwych religii” jest multum, tak samo jak i tych „prawdziwych religii”.
.
Pierwsza wątpliwość – czy wierzenia Słowian można nazywać „religią”. Niestety wielu badaczy, historyków, publicystów i pisarzy nazywa wszystkie wierzenia, także naturalne, religiami – co jest błędem. Termin religia wywodzi się z łacińskiego religare i oznacza „re” – ponowne, powtórne, oraz „ligare” – połączenie się” – w domyśle z bogiem/bogami. Termin ten pasuje przede wszystkim do wymyślonych „religii objawionych”, a więc przede wszystkim religii abrahamowych – judaizmu, chrześcijaństwa i islamu (ale i do np. zaratusztranizmu). Mówiąc najogólniej, czym jest w ich wydaniu religia, wygląda to tak: ludzie zapomnieli o „prawdziwym bogu”, stali się „bałwochwalcami”, ale potem pojawił się Abraham i Mojżesz, Joszue/Jezus, na koniec Mahomet i objawili odpowiednio żydom, chrześcijanom i muzułmanom „prawdę objawioną”, dzięki czemu u żydów-chrześcijan-muzułmanów nastąpiło religare – ponowne połączenie się z „prawdziwym bogiem”. I stąd te zmyślone „prawdy objawione” należy nazywać religiami – są  w przekonaniu wyznawców powtórnym połączeniem się z jedynie prawdziwym bogiem,  Natomiast nie są religiami wierzenia naturalne, pierwotne, powoli kształtowane u ludów przedcywilizacyjnych w sposób niejako naturalny przez dziesiątki tysięcy lat .
.
Kłamstwem jest, że „w czasach Mieszka I i Bolesława Chrobrego w Polsce nie prowadzono masowej akcji chrystianizacyjnej, Kościół nie pobierał dziesięciny, a ludność nie miała powodu wzniecać rebelii przeciw nowej religii”.
Za Mieszka i owszem, przymusowo narzucono katolicyzm „tylko” dworowi książęcemu, mieszkańcom głównych grodów, możnowładcom i drużynie książęcej. Dopiero za Chrobrego wprowadzono powszechnie wobec ludu wybijanie zębów za łamanie przymusowych kościelnych postów oraz zaciekle wyrąbywano święte drzewa i całe święte gaje (choć robiono to już za Mieszka I). Dziesięciny na kościół pobierali komornicy dworscy, gdyż kościół miał zbyt mało własnego personelu. A lud nienawidził i narzuconej mu ponurej nadjordańskiej religii, i narzuconych danin – przez co wielokrotnie się buntował.
.
Kłamstwem jest, że  „Rzekoma „reakcja pogańska” nie miała miejsc”. Takich „reakcji” – większych i odnotowanych przez kronikarzy buntów – było kilka:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Reakcja_poga%C5%84ska#Wa%C5%BCniejsze_rozruchy_zwi%C4%85zanie_z_reakcj%C4%85_poga%C5%84sk%C4%85
.
Buntów mniejszych, lokalnych, było jeszcze więcej, tyle że nikt o nich nie pisał. Półprawdą jest, że  „do większości kraju chrześcijaństwo w ogóle nie dotarło”. Nie tyle nie dotarło, co było odrzucane przez lud, który mimo wściekłej propagandy, kar (wybijania zębów za łamanie kościelnych postów) i niszczenia świętych gajów trwał przy swoich bogach.
.
A już niewyobrażalnym i durnym po prostu kłamstwem jest, że niby „w państwie pierwszych Piastów… nie było żadnego pogaństwa zdolnego buntować się przeciw nowej wierze.
Bunty były i to niejeden (o tym za chwilę). Przywiązanie do pogaństwa, do zwalczanych przez kler i katolickich władców własnych bogów, zwyczajów, obrzędów i świąt było u poddanych Piastów ogromne. Przy czym kler podstępnie na przestrzeni wieków wiele pogańskich świąt, obrzędów i zwyczajów przywłaszczył sobie nadając im nadjordańską interpretację. A te obrzędy, którym nijak było nadać katolicką interpretację, były przez całe milenium zwalczane, a na koniec zepchnięte do statusu „ludowych zwyczajów” – jak choćby topienie/palenie Marzanny czy kupalnocne harce przy ogniskach. Kamil Janicki jako historyk powinien sam wiedzieć, że np. wszystkie rzekomo katolickie zwyczaje towarzyszące „katolickiej wigilii” – łącznie z 12 potrawami, sianem pod obrusem, łamaniem się „opłatkami” (wcześniej cienkimi plackami) i śpiewaniem kolęd to zwyczaje i obrzędy pogańskie, którym nadano nadjordańską interpretację. I tak np. siano pod obrusem nie miało być dobrą wróżbą przyszłorocznych plonów, a miało symbolizować „stajenkę betlejemską”. Natomiast 12 potraw nie symbolizowało już 12 pełni Księżyca w roku, a niby symbolizować miało 12 apostołów. Jeśli nie było w państwie Piastów (nie tylko pierwszych) żadnego pogaństwa, zdolnego buntować się, to dlaczego Długosz 500 lat później ubolewał, że poddani nadal świętują ich „lubieżne” pogańskie święta? I owszem – wtedy już Słowianie, poganie, nie stawiali czynnego oporu, nie buntowali się. Ale nadal stawiali opór bierny.
.
Tu wracam do buntów pogańskich, którym zaprzecza Janicki w oddzielnym artykule:
https://wielkahistoria.pl/reakcja-poganska-1031-roku-czy-po-smierci-boleslawa-chrobrego-w-polsce-upadlo-chrzescijanstwo/
.
Jego głównym argumentem jest stwierdzenie: „Dwie krótkie wzmianki. Łącznie nie więcej niż trzydzieści słów… A jednak na ich bazie budowano całe opowieści. Trudno się dziwić. Mamy do czynienia z prawdziwą pułapką na historyków. A już szczególnie na pisarzy, ceniących nie tylko fakty, ale też atrakcyjną fabułę.”
Jako historyk powinien wiedzieć jednak Janicki, że często, bardzo często, w grubej „kronice” katolickiej tylko jedno jedyne krótkie zdanie mogło być prawdą, a reszta propagandą, wymysłami i kłamstwami. W średniowieczu (i nie tylko) kroniki kk milczały o zbrodniach, oszustwach i fałszerstwach kleru, o stawianiu pochodowi krystowierstwa oporu. Obowiązywała wtedy propaganda, jakoby „nawracani” poganie z radością przyjmowali nadjordańską „dobrą nowinę”, chętnie i dobrowolnie odrzucali „bałwochwalstwo” i gorliwie zaczynali wyznawać żydowskiego „zbawiciela”. Ta propaganda do dzisiaj uprawiana jest przez polskojęzyczny kler, głoszący często, że Polacy od 966 roku byli gorliwymi katolikami. O buntach przeciwko kk kronikarze pisali tylko wyjątkowo i zapewne po to, by wzbudzić czujność wśród kleru i świeckich władców oraz możnowładców – czuwajcie, aby to się nie powtórzyło. Przy czym Janicki pisze tylko o jednym z antykościelnych i antyfeudalnych buntów – tym z czasów Mieszka II i Bezpryma. A przecież były bunty i wcześniej (1022 r.; 1025r) i później – choćby ten największy nazywany też powstaniem ludowym:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_ludowe_w_Polsce_1038_roku
.
Wtedy faktycznie obalono to, co katolicka propaganda nazywa „kościołem polskim” a Janicki „chrześcijaństwem”. Tamten bunt, który wybuchł po śmierci Bolesława II „Zapomnianego” (ciekawe czy Janicki przeczy także jego istnieniu) tak mocno wżarł się w pamięć kleru i uprzywilejowanych możnowładców, że jeszcze 75-80 lat później Gall Anonim, znający tamte wydarzenia jedynie z opowiadań, ze zgrozą pisał:
.
„Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom bożym,  i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali.”
.
Jest więc więcej w katolickich kronikach informacji o pogańskich buntach niż tylko „dwie krótkie wzmianki”. Ale i one, krótkie wzmianki, są wystarczająco wymowne. I tylko ktoś niepoważny może stawiać pod znakiem zapytania historyczność tamtych buntów. Nawet katoliccy „historycy”, choć z niechęcią, do nich się przyznają, podkreślając jedynie, że były to przede wszystkim bunty „antyfeudalne”. Były i tym, ale były przede wszystkim buntami antykościelnymi i antychrześcijańskimi.
.
Następnie pisze Janicki: „Powszechna reakcja wymierzona w Kościół wymagałaby przyjęcia, że religia przodków stanowiła jakąś kontrę dla chrześcijaństwa. Że istnieli odsunięci od wpływów pogańscy kapłani, zburzone świątynie dawnego porządku, wykluczające się z wiarą w Chrystusa dogmaty. A wreszcie także złożone rytuały, porządkujące tradycyjną wizję świata. Słowem: że było to wszystko, do czego lud pragnął powrócić. Tymczasem religia wszelkich Słowian, a już szczególnie naszych odległych przodków, istnieje… głównie w głowach naukowców.”
Wierzenia (a nie religia), a zwłaszcza kultura naszych przodków była rzeczywistą kontrą dla ponurego i pokutniczego chrześcijaństwa. Wcześniej nieznane były u Słowian przymusowe posty, umartwianie się ponurym nadjordańskim bożkom ku upodobaniu. Nie korzyli się ciągle przed słowiańskimi bogami, nie musieli na kolanach żebrać o miłosierdzie, odpuszczenie grzechów i „zbawienie”. Nie byli straszeni wiekuistym potępieniem i piekłem, gdzie będzie, zgodnie z ewangeliami i „naukami” Joszue „płacz i zgrzytanie zębów”. I dlatego przez długie wieki po narzuceniu im przez władców chrześcijaństwa trwali przy starych dobrych bogach – mimo oficjalnego panowania na naszych ziemiach rzymskiej szubienicy. Powszechna reakcja nie wymagała ponadto istnienia kapłanów, choć i tacy, niekoniecznie stanowiący oddzielną kastę, istnieli. I niekoniecznie nazywani byli kapłanami. Byli np. żercy, będący ich odpowiednikami. Do powstań mogła nawoływać też starszyzna, wiedźmy, szamani, czy po prostu najbardziej rozgoryczeni Słowianie. A jeśli już przy kapłanach jesteśmy – oto co odpowiedzieli nawracającemu ich biskupowi Mistelbachowi Szczecinianie: „U was, chrześcijan, pełno jest łotrów i złodziei; u was ucina się ludziom ręce i nogi, wyłupuje oczy, torturuje więzieniach; u nas, pogan, tego wszystkiego nie ma, toteż nie chcemy takiej religii! U was księża dziesięciny biorą, nasi kapłani zaś utrzymują się, jak my wszyscy, z pracy własnych rąk”.
.
Do wywołania powszechnego pogańskiego buntu nie potrzeba też było zburzonych świątyń dawnego porządku” (których na ziemiach piastowskich chyba nawet nie było). Wycinanie świętych dębów i całych świętych gajów, bezczeszczenie rzymskimi szubienicami świętych gór i innych świętych dla pogan miejsc było takim samym świętokradztwem, jak burzenie świątyń i wywoływało takie same wzburzenie. Nie było też u Słowian dogmatów – te są cechą zwłaszcza religii abrahamowych. Natomiast ich wierzenia, zwyczaje i obrzędy były całkowicie odmienne od narzucanych przez chrześcijaństwo ponurych nadjordańskich guseł, których nasi przodkowie po prostu nie chcieli i przeciwko którym się buntowali.
.
A tak – na marginesie – całkowicie kompromituje Janickiego jako historyka zdanie „wykluczające się z wiarą w Chrystusa dogmaty”. Jakiego „Chrystusa”? Jako historyk powinien wiedzieć, że żydowski nieudolny reformator judaizmu, Joszue/Jezus, jedynie przez wyznawców uznany został chrystusem czyli pomazańcem. W mitologii judaizmu chrystusów-pomazańców było wielu (kapłani, prorocy, królowie), sam termin ” chrystus” jest rzeczownikiem pospolitym i używanie go jako „imienia” Joszue jest bezmyślnym poddawaniem się żydo-chrześcijańskiemu matrixowi, żydo-chrześcijańskiej propagandzie.
.
Dalej pisze Janicki: „W rzeczywistości żaden dziejopisarz nie zanotował szczegółów dotyczących wierzeń w państwie pierwszych Piastów. Nie są znane imiona bogów, może poza kilkoma absolutnie podstawowymi, jak pan nieba i błyskawic Perun. Bo te, które podał kilka wieków lat po fakcie Jan Długosz stanowiły wyłącznie jego wymysł.”
.
Faktycznie, żaden dziejopisarz nie zanotował szczegółów wierzeń słowiańskich w państwie pierwszych Piastów – ale dlatego, że takich dziejopisarzy wtedy u pierwszych Piastów nie było. Ale gdyby nawet byli – ich zadaniem byłoby zwalczanie i spychanie w niepamięć wierzeń słowiańskich a nie ich opisywanie. Gall Anonim, który pojawił się jako pierwszy kronikarz w szóstej generacji władców piastowskich, na dodatek obcy, tak pisał o przodkach Mieszka I: „Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa…”. Jak widać, pragnął on faktycznie zepchnięcie ich w niepamięć wieków – gdyż byli „bałwochwalcami”. Kolejny zaś, tym razem rodzimy kronikarz, „zdetronizowany” i zapędzony do klasztoru były biskup Kadłubek okazał się przede wszystkim ojcem chrzestnym turbolechityzmu: to on wymyślił legendarnych władców Polski, z których jeden miał rzekomo pokonać Aleksandra Macedońskiego, a inny Juliusza Cezara. I to on wymyślił (a raczej skopiował z żydo-biblii) smoka wawelskiego, a także wymyślił Wandę –  która Niemca nie chciała. Natomiast o słowiańskim panteonie i pogańskich obrzędach i on niewiele pisał, gdyż i on chciał je zepchąć w niepamięć wieków. Ma natomiast całkowicie rację Janicki pisząc, że Długosz wymyślał, wręcz wyssał z brudnego palucha, większość imion słowiańskich bogów, przedstawiając ich na dokładkę jako odpowiedniki panteonu rzymskiego – co było kompletnym absurdem. Natomiast całkowicie myli się Janicki twierdząc, że nieznane są imiona (słowiańskich) bogów, „może poza kilkoma absolutnie podstawowymi”.
Po pierwsze – absolutnie podstawowymi bogami Słowian była Matka Ziemia – Mokosz i Słońce – Swarożyc. Słowianie zdawali sobie sprawę z tego, że Ziemia – Mokosz – jest ich Matką i dlatego czcili ją szczególnie. Zdawali sobie też sprawę z tego, że bez Słońca i jego ciepła i światła na Ziemi nie byłoby życia. Przez co i Słońce-Swarożyc był, obok Mokoszy, przez tysiąclecia bogiem najważniejszym. Po drugie – ale byli i inni bogowie – Perun (wymieniony przez autora), Weles, Swaróg, Świętowit, Trygław, Strzybóg, Pochwist, Perperuna czy Jarowit. Dyskusyjnymi, choć nie można ich wykluczyć, byli Żywia, Łada czy Nyja. I jeszcze z tuzin innych. I nie jest tak, że pamięć o nich całkowicie zaginęła – przetrwały w tzw. „tradycji ludowej” o czym pisał Zorian Dołęga-Chodakowski:
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”

.
Tak więc w „tradycji ludowej”, przynajmniej do XIX wieku, przechowało się znacznie więcej imion bogów oraz starych pogańskich obrzędów, niż Janicki gotów jest to przyznać. I od wtedy zaczęły być spisywane.
.
W tym miejscu zaznaczam, że nie zamierzam zdanie po zdaniu komentować wszystkich wymysłów Janickiego. Skupię się jedynie na tych najgłupszych. Choć równocześnie przyznaję mu rację, że np. poszukiwania świątyń pogańskich na terenie Polski to strata czasu. Zresztą Janicki sam daje odpowiedź na to, dlaczego ich nie ma i nie było: „Nad Wisłą czczono święte drzewa, góry…”. Dokładnie tak – i dlatego nieskażone przez obce wpływy wierzenia Słowian na naszych ziemiach nie potrzebowały świątyń. Ich świątyniami była otaczająca ich Przyroda – święte drzewa, święte gaje, święte góry, jeziora i źródełka. Ma też rację Janicki pisząc, że badacze zbyt mocno inspirowali się mitologią Grecji i Rzymu, przez co wymyślali słowiański panteon na podobieństwo tamtych. A przecież panteon słowiański w niczym nie przypominał np. greckiego, w którym pomiędzy człekokształtnymi bogami trwała nieustanna walka o wpływy, a ich wzajemne stosunki pełne były podstępów, zdrad i oszukiwania się nawzajem. Takich „bogów” u Słowian faktycznie nie było.
.
Pisze Janicki: „Nie sprecyzowano ceremonii (…) czy jakichkolwiek szczegółów kultu. Tak naprawdę nic nie wiadomo. Zasłużony znawca kultury Słowian, Stanisław Urbańczyk, stwierdził nawet posępnie, że historia badań nad ich wierzeniami jest wyłącznie „historią rozczarowań”.”
Zapominają jednak i Janicki, i (nieżyjący już) Urbańczyk, i zresztą rzesze innych, że zadaniem katolickich kronikarzy było spychanie pogańskich ceremonii, szczegółów kultu itp. w niepamięć wieków. I w tym przypadku należy iść tropami Adama Czarnockiego – Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego. W mrówczej pracy badał on kulturę chłopską odsiewając z niej ziarno – to co było słowiańskie – od plew – czyli naleciałości chrześcijańskich. Pewnie, że przypomianać to może zabawę w Kopciuszka oddzielającego ziarnka maku od piasku. Ale innej drogi nie ma. Janicki powinien zbadać ponadto genezę wielu katolickich świąt. I byłby zapewne zdziwiony, ile z nich ma pogańską, w tym i słowiańską, genezę. I ile „katolickich” zwyczajów świątecznych (także „bożonarodzeniowych” czy „wielkanocnych”) to przywłaszczone pogańskie „ceremonie i szczegóły kultu”. Ponadto wiele z pogańskich zwyczajów i obrzędów zachowało się w tzw. „tradycji ludowej”. U Słowian było ich mnóstwo. Towarzyszyły narodzinom dzieci, postrzyżynom i zaplecinom siedmiolatków, ślubom i pogrzebom. Ale i orce, siewom, początkom i końcom żniw, polowaniom, wyprawom wojennym, budowie nowych domów, wyrobowi odzieży i talizmanów, oraz wszystkim świętom. A świąt było u Słowian bez liku. Wiele z tych obrzędów zapewne bezpowrotnie przepadło. Ale wiele przetrwało, czy to jako „tradycja ludowa”, czy jako „zwyczaje katolickie”, przywłaszczone i przeinaczone przez dodaną im interpretację nadjordańską. I wystarczy tylko odsiać ziarno od plew, by móc stwierdzić, że Słowianie posiadali przebogatą kulturę oraz liczne obrzędy i zwyczaje.
.
I bardzo proszę Janickiego, by nie nazywał naszych własnych słowiańskich bogów „bożkami” („Skąd więc wziął się cały panteon nadwiślańskich bożków?”). Bo w ten sposób obraża ich oraz naszą własną kulturę i tradycję. Wystarczy już, że katolicy, wyznawcy nadjordańskich bożków, naszych bogów tak właśnie nazywają. Choć mają przykazanie – nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. A przecież Jahwe i Joszue to dla nas „cudze bogi”. I to ich – jeśli już – można by nazywać bożkami.
.
Pisze Janicki: „Według francuskiego filologa wszystkie niemal religie Europy u swych podstaw miały zbliżone wierzenia i idee.”
Zgoda – ale odnosi się to tylko do okresu przedcywilizacyjnego. Wraz z cywilizacją pojawiły się u Greków i Rzymian świątynie, kasta kapłanów oraz panteony, mitologie i wierzenia służące interesom warstw rządzących. Były po prostu narzędziem hodowli poddanych. Panteony we wszystkich cywilizacjach były odwrotnością zdania z chrześcijańskiego Ojcze nasz„jako w niebie tak i na ziemi”. Były odzwierciedleniem stosunków ziemskich – jako na ziemi tak i w niebie. U Słowian u schyłku pogańskiej Słowiańszczyzny  te zwyrodnienia cywilizacyjne ledwo zaczęły się pojawiać, zwłaszcza na jej obrzeżach. Na ziemiach piastowskich nadal były praktycznie nieznane. I stąd brak było nad Wisłą świątyń, kasty kapłanów – i człekopodobnych bogów oszukujących się nawzajem. Tu dodam jeszcze – przez tysiąclecia Słowianie obchodzili się nawet bez posągów wyobrażających bogów. I one pojawiły się u nich b. późno. A to, że posągi bogów są dzisiaj tak popularne wśród pogan i rodzimowierców ma kilka przyczyn:

.
– stawianie ich jest niejako manifestacją przywiązania do prastarej słowiańskiej kultury,
– mają być choćby tylko symboliczną przeciwwagą dla niezliczonych tysięcy rzymskich szubienic, szpecących miasta, wsie, polne i leśne ścieżki,
– mają przypominać, że przed nadjordańskiego chowu żydo-katolicyzmem mieliśmy własną kulturę i własnych bogów.
.
Pisze Janicki: „Rzecz dotyczy nie tylko Polski, ale nawet zamieszkanego przez Lutyków Połabia, gdzie religia Słowian – zapewne w reakcji na brutalną ekspansję Rzeszy – rzeczywiście przyjęła bardziej złożone formy.”
A więc – nie religia – a wierzenia, a raczej wiara Przyrody. Przy czym u Wieletów, Obodrytów i Ranów nie widać bardziej złożonej formy wierzeń. Doszły tylko świątynie i kasta kapłanów – choć ci nie zdzierali jeszcze dziesięcin. Reszta pozostała praktycznie bez zmian – święte gaje istniały i tam nadal.
.
Pisze Janicki: „W odniesieniu do Lutyków wiadomo, że przynajmniej od schyłku X wieku mieli kapłanów, jakieś miejsca kultu, że składali krwawe ofiary z ludzi (także z Polaków).”
A przecież kapłanów zwanych żercami miały i plemiona żyjące na terenie dzisiejszej Polski. Miejsca kultu też – tyle że nie „sztuczne” świątynie, a naturalne święte gaje i góry. Ale przede wszystkim: Lutycy – Wieleci – nie składali ofiar z ludzi – nigdy i przenigdy. To tylko załgana katolicka propaganda głosiła takie brednie, chcąc wykazać swoją „wyższość” nad pogaństwem, a także uzasadniać własny imperializm i bandyckie podboje – musimy ich ucywilizować, by nie składali ofiar z ludzi. Nie ma ani jednego niepodważalnego dowodu na składanie przez Słowian ofiar z ludzi. Owszem – dokonywali oni egzekucji wziętych do niewoli szczególnie niebezpiecznych wrogów, niekiedy w pobliżu miejsc kultu. Ale były to wyroki wykonywane na katolickich zbrodniarzach za popełnione przez nich zbrodnie, a nie ofiary z ludzi. No i w pobliżu świętych miejsc chowano też szczątki ofiar zbrodni katolickich – z np. rozłupanymi czaszkami. Przez co obecnie archeolodzy kwalifikują takie znaleziska jako ofiary z ludzi składane przez Słowian. Ale wszystko to są to tylko wydumane bujdy na resorach.
.
Pisze Janicki: „W Polsce nie istniały jednak bodźce do podobnego rozwoju pogaństwa. Nie było wieloletnich wojen religijnych, a władcy nie trwali uporczywie przy dawnych kultach. W efekcie: nie było też żadnej pełnoprawnej religii, która mogłaby konkurować z wiarą łacinników.”
A więc – państwo pierwszych Piastów to jeszcze nie Polska. Pogaństwo w nim poza świątyniami i kastą kapłanów w niczym nie różniło się do pogaństwa Połabian. A u samych Lutyków-Wieletów nie było władców – do samego końca nie istniała u nich instytucja kniazia/księcie, a tym bardziej króla. I ciekawi mnie, co uważa on za „pełnoprawną religię”. Wierzenia Słowian, choć nie były religią (zbiorem bzdurnych dogmatów i absurdalnych „prawd wiary”) były jak najbardziej pełnoprawnymi wierzeniami. I stąd lud bronił ich, uciekając się wielokrotnie do buntów. Inna rzecz – Piastom łatwiej było podbić najpierw Polan, a później szereg innych plemion, gdyż mieli do czynienia głównie z plemionami rolniczymi, nie nawykłymi do walk. Połabianie natomiast, żyjący od wieków na styku z wikingami oraz katolickimi Frankami/Frankonami, a później Niemcami, wyrobili w sobie wojowniczość i przez to tak długo i dzielnie walczyli. Ponadto Piaści podstępnie podbijali sąsiadów metodą „salami” – „plasterek po plasterku” – osada po osadzie, gród po grodzie, plemię po plemieniu. No i niestety uważani byli też za „swoich”, a nie za obcych – Niemców. Przez co opór stawiany im był na ogół mniejszy. Niejedno plemię leżące gdzieś między małym, wczesnym państwem Piastów a cesarstwem (Bobrzanie, Dziadoszanie, Ślężanie, Trzebowianie) wolało już popaść w zależność do „swoich” – słowiańskich Piastów – niż od Niemców.
.
Pisze Janicki: „Jeśli nie przetrwały żadne świątynie, tradycje, imiona bogów ani rytuały, to chyba wierzenia Siemowita, Lestka czy Siemomysła wcale nie były równie złożone co religia wikingów lub starożytnych Greków.”
No cóż – świątynie w postaci świętych gajów nie przetrwały, bo zostały wyrąbane. A święte góry – jak Ślęża czy Łysiec – zostały zagrabione, zawłaszczone i oszpecone rzymskimi szubienicami. Tradycje, imiona bogów (podałem niejedno z nich wcześniej) i rytuały przetrwały. Częściowo jako „tradycja ludowa” (np. topienie/palenie Marzanny) a częściowo jako przywłaszczone „zwyczaje katolickie” – (m.in. „bożonarodzeniowe” czy „wielkanocne”). Inne, jak postrzyżyny i zapleciny, oraz obrzędy związane z świętami solarnymi oraz Dziadami zostały wznowione przez rodzimowiercze grupy. A jeśli idzie o złożoność wierzeń – kto wie, czy nie jest na odwrót – czy to ich prostota i zrozumiałość dla każdego – jak to było u Słowian – była właśnie ich zaletą. Dzięki której Słowianie (zwłaszcza na Północnym Połabiu) znacznie dłużej stawiali opór nadjordańskiej ponurej religii niż wikingowie czy Grecy i znacznie częściej przeciwko niej się buntowali – jak choćby poddani Piastów.
.
Pisze Janicki: „Nad Wisłą czczono święte drzewa, góry, składano ofiary przodkom….”
Dokładnie Tak!
„Wielkie znaczenie miały wróżby i przesądy, wiejskie gusła, a pewnie też opowieści o legendarnych bohaterach…”
No cóż –  przesądy to są u jahwistów! Wierzą np. w „cudowne poczęcie”, „zmartwychwstanie”, „wniebowstąpienie” i „wniebowzięcie” (ciekawe, jak ciałem fizycznym, materialnym można wstąpić do niefizycznego, niematerialnego „nieba”?). A także i guseł u nich pełno – jak choćby „przeistoczenie”, gdy rzekomo chleb i wino przemieniają się w ciało i krew ich nadjordańskiego idola. Mają też makabryczne gusło – symboliczny kanibalizm, gdy spożywają ciało ich idola (tzw. „komunia święta”), a klechy piją jego krew (to już jest czysty symboliczny wampiryzm). Kolejnym ich gusłem jest „chrzest”, który ma zmywać wymyślony „grzech pierworodny”. I jak nazwać – jeśli nie gusłami – „święcenie” przez kler czego się da – policyjnych radiowozów, włazów kanalizacyjnych, europalet, a nawet szamb:

.

https://images.vice.com/vice/images/articles/meta/2016/03/11/o-spirytystycznym-overlockingu-1457704527.jpg?crop=1xw:0.845108695652174xh;center,center&resize=1200:*

.

https://vice-images.vice.com/images/content-images/2016/03/11/o-spirytystycznym-overlockingu-body-image-1457702375.png?output-quality=75

.

https://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/swiat-ma-beke-z-polski-przez-to-zdjecie-na-reddit/dz2tn6y
https://www.vice.com/pl/article/mv8gvn/o-spirytystycznym-overlockingu
.
Tak absurdalnych „guseł” u Słowian nie było.
„Nie było jednak uporządkowanego panteonu ani żadnego antykościoła.”
Uporządkowany panteon pachnie ortodoksją i przymusem. U Słowian praktycznie każda wspólnota miała nieco inny, własny odcień wierzeń. I była do nich przywiązana dlatego właśnie, że były one jej własne, a nie wymyślone, a tym bardziej narzucone przez kogokolwiek z zewnątrz. Antykościół natomiast nie był Słowianom potrzebny – i to z różnych powodów. Np. nie było u nich podziału na uprzywilejowany kler i zmuszanych do ślepego posłuszeństwa „owieczek”. Ponadto nie było u nich wyraźnej granicy między sacrum a profanum. Bo i zwykłe codzienne czynności, a nawet tańce i śpiewy przy ogniskach miały w sobie coś z sacrum. W sumie całe wspólnoty były czymś na wzór pogańskich „kościołów” czy – jak woli Janicki – „antykościołów” i uparcie trwały przy własnych bogach, kulturze, obrzędach i zwyczajach. Gdyż wszystkie zwyczaje i obrzędy stanowiły integralną część samoświadomości i poczucia własnej tożsamości każdego ówczesnego Słowianina.
.
Pisze Janicki: „To była religia prosta, pierwotna, oparta na respekcie względem natury i na nieuniknionym poczuciu przemijania”
A więc – nie religia, a wierzenia.  Dalej – zgoda – były to pierwotne, naturalne, oparte na respekcie wobec Natury wierzenia. Czy były poczuciem nieuniknionego przemijania – raczej nie. Zmarli odchodzili do Nawii, ale niekiedy powracali w postaci wnuczków. Sama Nawia była wieczna i nieprzemijalna. Poczucie przemijalności życia doczesnego była za to cechą chrześcijaństwa. Zakazało ono wiary w reinkarnację na V soborze w Konstantynopolu w roku 553. Znane powiedzenie „żyje się tylko raz” typowe jest dla ateistów/materialistów i dla… katolików. Było bowiem dla katolików życie nic nie wartym przemijaniem w obliczu obiecywanego im „wiekuistego zbawienia”.
„Twarde dogmaty, a nawet sama idea osobnej kasty ludzi, przeznaczonych wyłącznie do sprawowania kultu, przybyły do państwa Piastów dopiero wraz z chrześcijaństwem.”
Tu pełna zgoda – „twarde”, bzdurne dogmaty i kasta uprzywilejowanego kleru, straszącego gniewem bożym i piekłem, kupczącego „zbawieniem”, roszczącego sobie monopol na pośrednictwo z nadjordańskimi bożkami, przyszły do naszych przodków wraz z chrześcijaństwem. I obie te rzeczy w równym stopniu były dla Słowian odpychające – nie chcieli ani wydumanych, idiotycznych dogmatów, w które należało ślepo wierzyć, ani chciwego bogactw oraz żądnego nieograniczonej władzy kleru.
.
Pisze Janicki: „Nie każdy musiał zgadzać się z nową wiarą.”
Czyżby? Czyżby Janicki zapomniał, jak zaciekle katolicy zwalczali nie tylko pogaństwo, ale i „herezje”, „schizmy” a także „bezbożnictwo”. Tam gdzie postawili buciora, zawsze zaciekle tępili wszystko, co było niezgodne z ich nadjordańską ortodoksją.
„Ale w tych importowanych wierzeniach nie było też niczego, co w otwarty sposób przeczyłoby dotychczasowym przekonaniom.”
A to już jest szczytem szczytów demagogii Janickiego. Słowiańskie wierzenia i nadjordański żydo-katolicyzm były w stosunku do siebie jak dzień i noc, jak ogień i woda, jak lato i zima, jak sytość i głód. Sama nawet postać idola chrześcijan, galilejskiego, rzekomo zmartwychwstałego „mesjasza” była dla nich wstrętna. No bo niby nauczał o miłości, ale nakazywał nienawidzić rodzinę: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”. A przecież rodzina była fundamentem słowiańskich wspólnot i słowiańskiej kultury. I niby był on – jak głosiła katolicka propaganda, „księciem pokoju”. A głosił wojnę i miecz oraz skłócanie rodzin: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy”. Niby był też miłosierny, a ciągle straszył piekłem i ogniem wiekuistym, „gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów”. I niby był dobry, a nakazywał wyłupywanie sobie oczu i obcinanie rąk czy nóg: „Otóż jeśli twoja ręka lub noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie wejść do życia ułomnym lub chromym, niż z dwiema rękami lub dwiema nogami być wrzuconym w ogień wieczny. I jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie! Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do życia, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła ognistego”. Tak złego i okrutnego, wrogiego rodzinie „boga” u Słowian nie było. Jeszcze większa różnica, nie do pogodzenia, była między kulturą słowiańską jako taką a antykulturą nadjordańską. Tu była afirmacja życia, radość, tańce i śpiewy, tam zaś pokutnictwo, cierpiętnictwo, umartwianie się, przymusowe posty, sado-masochistyczne „drogi krzyżowe” i żebranie na kolanach o miłosierdzie i „zbawienie”. I wpajany owieczkom od urodzenia strach przed „gniewem bożym i „wiekuistym potępieniem”. Takiej pokutniczej, ponurej religii, w której wszystko, co daje radość życia, jest „grzechem”, Słowianie po prostu nie chcieli. I przez to stawiali jej tak długo tak zdecydowany opór, także i ten bierny, już po narzuceniu im przemocą chrześcijaństwa.
.
Tu pozwolę sobie na pewną dygresję. Faktem historycznym, choć zaprzecza temu Janicki, był największy pogański bunt z roku 1038. To o nim pisał Gall Anonim:
.
„(…) niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa (…) Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom bożym,  i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali.”
.
Bunt wybuchł po śmierci Bolesława II Zapomnianego, najprawdopodobniej zamordowanego przez siepaczy nasłanych przez wypędzoną z kraju żonę Mieszka II, Niemkinię Rychezę, bliską krewną rodu cesarskiego (córka Ottona II, siostra Ottona III) i siostrę arcybiskupa Kolonii Hermana II (proszę zwrócić uwagę na to, że dodawanie do imion katolickich arcybiskupów i biskupów  liczebników przypomina dodawanie ich do imion królów i książąt –  którym uważali się za równych). Chciała ona pozbyć się Bolesława II, by na tronie osadzić jej pomiot – półniemca Kazimierza, odesłanego przez ojca do klasztoru. Problemem było osadzenie go na tronie w zbuntowanym kraju. Plan Rychezy, jej brata arcybiskupa i innych niemieckich hierarchów kościelnych był taki: spacyfikować bunt  cudzymi rękami, a następnie wysłać tam Kazimierza jako cesarskiego lennika i wasala. Do pacyfikacji wytypowano czeskiego Brzetysława, gdyż – o czym wiedziano – nienawidził on Piastów. Pamiętał bowiem los Bolesława Rudego, który ostatecznie zgnił w piastowskim lochu, wcześniej uwięziony i oślepiony przez Chrobrego. Był jednak jeden problem – Brzetysław był akurat na stopie wojennej z Niemcami i Węgrami. Intryga niemieckiego kleru polegała więc na tym, że Niemców i Węgrów zobowiązano do zaniechania ataku na Czechy w czasie, gdy Brzetysław całym wojskiem pacyfikuje państwo Piastów. Brzetysławowi, by go zachęcić do najazdu na państwo Piastów,  pozwolono na łupienie i grabienie dowoli, byleby po drodze niszczył wszelkie ludowe zbuntowane oddziały. Wojska Brzetysława przeszły więc przez prawie całe piastowskie państwo aż do Gniezna, łupiąc i grabiąc po drodze co się dało. Zwalczały też oddziały ludowe, paliły wsie i osady, niszczyły plony, pozostawiały za sobą spaloną ziemię. Po ich odejściu zapanowały na ziemiach piastowskich głód i czarna rozpacz. I dopiero wtedy wkroczył od zachodu, na czele ofiarowanych mu przez cesarza 500 ciężkozbrojnych niemieckich żołdaków, półniemiec „odnowiciel”. Z radością przyjęły jego wkroczenie jedynie niedobitki skatoliczonych możnowładców. Wraz z „odnowicielem” przybył do spacyfikowanego, wyniszczonego i wygłodznego kraju nowy kler. Mieczami niemieckich żołdaków wytępiono resztki pogańskiego buntu. Niszczono wszystko, co kojarzyło się z pogaństwem. Palono nawet ubrania i sprzęty domowe, na których były pogańskie symbole i runy. Wolne  i ponownie pogańskie w międzyczasie Mazowsze spacyfikował „odnowiciel” siłą przy pomocy Rusinów ostatecznie w roku 1047 (a więc krótko przed ostateczną wielką schizmą wschodnią).
Pacyfikacja buntu pogańskiego z roku 1038 siłami Niemców, Czechów i Rusinów, oraz ponowne siłowe narzucenie katolicyzmu i kościelnej hierarchii mieszkańcom, pod osłoną niemieckich ciężkozbrojnych żołdaków, jest doskonałym przykładem tego, jak ostatecznie „schrystianizowano” Słowian w państwie Piastów. Tu jeszcze dodam, że w zniszczonym kraju „odnowiciel” ustanowił przejściowo arcybiskupem krakowskim – czyli zwierzchnikiem „polskiego kościoła” (Gniezno było zburzone i nie nadawało się na siedzibę arcybiskupa) Aarona – podopiecznego niemieckiego arcybiskupa Kolonii, brata niemkini Rychezy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Aaron_(arcybiskup)
.
Tamte pogańskie powstanie, jego stłumienie i represje, jakie po wkroczeniu „odnowiciela” zastosowano, są dobitnym przykładem tego, jak „schrystianizowano” pra-Polaków. Krwawą pacyfikację lud zapamiętał na długo. Starsi przez pokolenia opowiadali o niej młodszym. Czynne bunty wygasły po tamtej pacyfikacji. Ale lud nadal trwał w biernym oporze, zaś pogaństwo zeszło niejako do konspiracji, do podziemia. Istniało nadal – tyle że w „drugim obiegu”. 800 lat później odkrył je w wiejskich chatach Zorian Dołęga-Chodakowski
.
Pisze na koniec Janicki: „Pogaństwa nie trzeba było tępić, a chrześcijaństwa – wprowadzać pod groźbą miecza”.
W rzeczywistości było dokładnie na odwrót – pogaństwo było wszędzie brutalnie tępione, a chrześcijaństwo, gdy stało się po trzech pierwszych wiekach wegetowania w imperium rzymskim potęgą i instrumentem wzmacniającym trony, praktycznie wszędzie wprowadzano mieczem, ogniem, karami, torturami, groźbami i prześladowaniami, co już wielokrotnie opisywałem. Nawet rzekomo pokojowi Cyryl i Metody w ich „misjonowaniu” stosowali obrzydliwy szantaż: jeśli nie nawrócicie się dobrowolnie, po nas przyjdą inni i nawrócą was siłą i mieczem.
.
Kamil Janicki sam powinien wiedzieć o tym, że przez pierwsze trzy wieki istnienia chrześcijaństwa, bez stosowania siły, przyjęło je w imperium Rzymskim nie więcej niż 10 % ludności – w ogromnej większości niewolnicy i biedota miejska. Dla nich było atrakcyjne”, gdyż obiecywało im po znojnym życiu „zbawienie” i wiekuiste szczęście. Zdecydowana większość mieszkańców imperium gardziła nim jednak. I gdyby nie zostało ono przez cesarzy (a później przez królów i książąt rządzących rzekomo z woli bożej) uznane za przydatne narzędzie wzmacniające tron, gdyby nie stosowało przy „nawracaniu” siły, przemocy, przymusu i miecza, a bazowało jedynie na dobrowolności „nawracanych”, nigdy, przenigdy chrześcijaństwo nie zdobyłoby całkowitej, totalnej supremacji w samej tylko Europie, nie mówiąc o Amerykach, Australii, Oceanii i połowie Afryki. W samej Europie pogaństwo byłoby nadal dominujące – gdyby w „nawracaniu” nie korzystało chrześcijaństwo z miecza.
.
„Te dwa światy przez całe stulecia funkcjonowały obok siebie.”
Zgoda – ale tylko dzięki uporowi pogan i w sumie bezsilności chrześcijan, którzy nie byli w stanie pilnować każdego poganina na każdym kroku. Wybić ich wszystkich też nie mogli – bo kto by harował na kler i katolickich panów i możnowładców?
„I jeśli wziąć pod uwagę, ilu przesądom wciąż ulegamy, to na dobrą sprawę trwają nadal w XXI wieku.”
Jednym z takich przesądów jest ten o „złym” pogaństwie i „dobrym” chrześcijaństwie. A także kolportowany przez Janickiego przesąd, że o naszych pogańskich przodkach, ich bogach, obrzędach i zwyczajach nie wiemy nic. Jest dokładnie na odwrót  – wiemy o nich wystarczająco dużo, by piękną kulturę słowiańską szanować i kultywować.
.
.
opolczyk

.

PS

.

Pod artykułem Kamila Janickiego wrzuciłem w komentarzu link do powyższego wpisu. Nadal czeka na zatwierdzenie:

.

.

.

.