Czy bitwa pod Cedynią w roku 972 rzeczywiście rozegrała się pod…Cedynią…

.

.


.
Znajomy, Darek, przysłał mi maila zatytułowanego „Cedynia…. Bitwa której nie było?”
Napisał tak:
.
Witaj Andrzeju.
Znalazlem ciekawy artykuł o bitwie pod Cedynią… Poczytaj co tam wypisują…. Hmmm może i Ciebie zainteresuje.
.
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2019/01/10/lokalizacja-bitwy-pod-cedynia-gdzie-naprawde-stoczono-slynna-bitwe/
.
Pozdrawiam
Darek
.
Odpisałem mu:
.
Hej Darek,
.
bitwa była, tylko nie ma pewności gdzie. Choć mogła być rzeczywiście w
pobliżu Cedynii, ze względu na istniejący tam bród.
Napiszę o tym na blogu…
.
Pozdrawiam
.
Na co odpisał mi tak:
.
Andrzeju,
Właśnie dlatego do Ciebie napisałem. Chodziło mi właśnie o fakt ze bitwa była ale…. raczej nie tam gdzie sadzilem. I zapewne wiele innych osób. Właśnie od wczoraj wertuje internet w poszukiwaniu więcej informacji. Wogole jestem ostatnio mocno zakręcony pod kątem Mieszka I I faktu jak to było tak na prawdę. Przyjął chrzest czy nie, jeśli tak to dlaczego bo nie sadze że z chwili na chwilę porzucił dawnych Bogów. A na pewno już nie pod wpływem nowej Czeskiej żony. Jest tak wiele sprzecznych informacji. Do tego jeszcze epitafium Chrobrego… Dziwne to wszystko.
.
Pozdrawiam
.
No cóż, nie ma rzeczywiście pewności, czy bitwa z 972 roku odbyła się pod Cedynią, czy w innym miejscu. Choć właśnie Cedynia jest miejscem prawdopodobnym. Bo nie jest tak, jak pisze autor, Kamil Janicki:
.
„Rzeczywiście, gdyby bitwa rozegrała się pod obecną Cedynią, Hodon musiałby się „zapuścić daleko na północ”. Możnowładca zarządzał Łużycami. Dotarcie do Cedyni wymagałoby przemaszerowania przez tereny jednego z konkurencyjnych margrabiów i obejścia granic terytorium Mieszka szerokim, ponaddwustukilometrowym łukiem. Może tak zrobiono, ale bardziej prawdopodobne wydaje się, że Hodon przyjął krótszą trasę, prowadzącą z jego domen prosto na ziemie Piastów.”
.
A więc – Hodon wcale nie musiałby się zapuścić daleko na północ. Z północnej granicy jego Marchii Łużyckiej do Cedynii było jakieś 60-70 kilometrów (na poniższej mapce zaznaczyłem czerwonym krzyżykiem położenie Cedynii).
.


.
Naturalnie, chcąc dotrzeć do brodu pod Cedynią, musiałby przemaszerować przez tereny tzw. „Marchii Północnej”, zarządzanej wówczas przez Dytryka, ojca Ody, przyszłego teścia Mieszka I. Ale była to tylko teoretyczna „marchia”. Cesarze podzielili już wcześniej „skórę na niedźwiedziu” i niepodbite tereny Wieletów nazwali Marchią Północną, a ziemie Obodrytów Marchią Billungów, choć były ona nadal w rękach Słowian. W roku, w którym odbyła się bitwa wojsk Mieszka I z Hodonem, jedynie południowo-zachodni cypel „Marchii Północnej” był w niemieckich rękach. W Hobolinie i Braniborzu były siedziby niemieckich biskupów, mających „nawracać” pogańskich Wieletów, a sam margrabia Dytryk rezydował w Braniborze.
Na marginesie dodam tu jeszcze – podczas powstania Słowian w roku 983 Wieleci odbili Hobolin i Branibór, spalili biskupstwa, wybili lub wypędzili niemiecki kler i niemieckich osadników, a margrabia Dytryk i niemieccy biskupi jedynie paniczną ucieczką za Łabę uratowali życie.
Mapka powyższa pokazuje, zaznaczoną czerwoną linią, granicę pomiędzy terenami będącymi pod panowaniem Niemców i (na biało) terenami słowiańskimi po 983 roku roku, choć nie wyszczególnia na terenach słowiańskich np. granicy państwa Piastów. Niemniej w roku 972 Hodon nie miał aż tak daleko z jego marchii do Cedynii. A że był awanturnikiem, sprzeciwiającym się nawet samemu cesarzowi, zapewne nie uznał za konieczne zapyć Dytryka o zgodę na przemarsz przez tereny podległe mu tylko teoretycznie. I zapewne nie obawiał się Dytryka, którego „siły zbrojne” były wielokrotnie mniejsze niż jego własne (Dytryk miał do dyspozycji jakieś 5 % terenów jego „marchii”). Bardziej mógł obawiać się Hodon Wieletów, którzy stawiali parciu niemczyzny i katolicyzmu na ich ziemie zdecydowany opór. Ale Wieletom byłby na rękę najazd Hodona na państwo Mieszka I. W najbardziej optymalnym przypadku dwóch śmiertelnych ich wrogów mogło wykrwawić się i osłabić nawzajem.
.
Rzecz w tym, że w oczach Wieletów Mieszko był takim samym śmiertelnym wrogiem jak Niemcy. Podbijał siłą słowiańskich, pogańskich sąsiadów, w tym i Lubuszan, należących do Związku Wieleckiego. Zdobył nawet na połabskiej stronie Odry ważny gród – Lubusz. Parł na pogańskie Pomorze będące naturalnym zapleczem Wieletów. Jako katolicki władca, sojusznik cesarstwa, wspierał zbrojnym hufcem wielokrotnie cesarskie najazdy na ziemie Wieletów. Podbijanym Słowianom narzucał nienawistny im katolicyzm. Osłabienie więc Mieszka jak najbardziej leżało w interesie Wieletów. A osłabienie go rękami innego śmiertelnego wroga, Hodona, byłoby politycznym majstersztykiem. Przy czym liczono zapewne i na poważne osłabienie sił samego margrafa niemieckiego. W ten sposób dwóch śmiertelnych wrogów na jakiś czas mieliby Wieleci z głowy.
.
A teraz zastanówmy się – gdzie Hodonowi byłoby najkorzystniej zaatakować państwo Mieszka I. Już pod koniec życia zbója i zabójcy Słowian, Gerona, tego, który wytruł 30 naczelników Serbołużyckich, zaproszonych na ucztę (https://pl.wikipedia.org/wiki/Gero_(margrabia_Marchii_Wschodniej)), rozszerzana przez niego podbojami niemiecka Marchia Wschodnia sięgnęła granicy z państwem Mieszka na odcinku Odry. Znając charakter tego zbója, a także awanturniczy charakter Hodona, któremu przypadła po śmierci Gerona część jego marchii, nazwana Łużycką, Mieszko zadbał o umocnienie fortyfikacji wszystkich grodów granicznych wzdłuż granicy z państwem niemieckim, zwłaszcza strzegących brodów. Grody nie tylko lepiej ufortyfikowano, ale i liczebnie wzmocniono ich straże.
Hodon wiedział o tym. I wiedział też, że cieszy się u Słowian złą sławą wroga Słowian, rozmiłowanego w granicznych łupieżczych najazdach. Wiedział więc, że na granicy z jego marchią straże grodów piastowskich są czujne i silne. Przez co wyszedł z założenia, że najlepszym wyjściem byłby atak w miejscu, gdzie Mieszko się tego nie spodziewa. Takim miejscem był właśnie bród na Odrze w pobliżu Cedynii.
.
Jest więc wielce prawdopodobne, że Hodon dogadał się z Wieletami, uzyskał od nich pozwolenie na kilkudziesięciokilometrowy przemarsz przez ich tereny, przeszedł Odrę brodem w pobliżu dzisiejszej Cedynii i gdzieś tam niedaleko niej (bez względu na to, jak się wówczas i później nazywała: Cidini, Zehden, Cedno, Cedzyna, Szczerbiec) doszło do bitwy znanej dzisiaj jako bitwa po Cedynią. Hodon przeliczył się jednak, Mieszka nie zaskoczył i został doszczętnie rozbity. Nie powiodły się też w pełni rachuby Wieletów – wprawdzie Hodona rozbito, ale bitwa nie osłabiła i nie wykrwawiła drugiego ich śmiertelnego wroga – Mieszka I.
.
W tym miejscu zaznaczam, że nie upieram się absolutnie przy tym, iż owa bitwa rzeczywiście miała miejsce w pobliżu dzisiejszej Cedynii. Ale gdybym był Hodonem – tam właśnie próbowałbym zaskoczyć Mieszka. A nie na pilnie strzeżonej granicy jego państwa z Marchią Łużycką.
.
Kończąc nawiążę jeszcze do epitafium Chrobrego, o którym wspomniał Darek. Otóż na pierwotnym sarkofagu Chrobrego, wykonanym na polecenie jego syna, Mieszka II, wnuka Mieszka I widniało zdanie:
.
„Perfido patre tu es, sed credula matre„
http://www.mediewistyka.pl/Chrobry.pdf
.
Nawet wiki cytuje całe chrobrowe epitafium, choć błędnie rzeczone zdanie tłumaczy („Choć z ojca pogana, lecz matką twą chrześcijanka”):
https://pl.wikipedia.org/wiki/Boles%C5%82aw_I_Chrobry#Miejsce_poch%C3%B3wku
.
Prawidłowe tłumaczenie brzmieć powinno: „choć z perfidnego ojca, lecz z wierzącej matki”.
.
Dlaczego jednak wnuk Mieszka I na sarkofagu ojca – syna Mieszka I – napisał o Mieszku I per perfidny? Wiadome jest, że to on ściągnął do jego państwa kler i założył pierwsze biskupstwo. I że nakazał przymusowo chrzcić poddanych, przynajmniej w ważniejszych grodach. I że zaczął tępić, ręka w rękę ze ściągniętym klerem, kulturę słowiańską (choć znacznie gorliwiej robił to jego syn, Chrobry). I że rzekomo przyjął chrzest. Dlaczego więc perfidny? Dziwi to tym bardziej, gdyż wówczas, w wiekach IX, X, XI urzędujących władców, porzucających pogaństwo i przyjmujących chrzest, nagradzano przynajmniej przydomkiem „Wielki” za zasługi dla kościoła. A nawet ich kanonizowano – jak choćby Włodzimierza kijowskiego, który jest i „Wielki” i „święty”:
https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82odzimierz_I_Wielki
.
Kanonizowano go i nazwano „Wielkim” tylko za to, że przyjął chrzest. Tak więc i Mieszko powinien nosić przydomek „Wielki” i powinien zostać kanonizowany – gdyby rzeczywiście przyjął chrzest. Byłby więc pierwszym katolickim patronem Polski. Byłoby to zresztą dużo wygodniejsze dla jego syna Chrobrego, który nie musiałby szukać „patrona” dla swojego państwa wśród Czechów. A tu masz babo placek – Mieszko nie tylko nie przeszedł do historii jako „Wielki”, nie tylko go nie kanonizowano – ale na domiar złego na sarkofagu syna nazwany został przez wnuka „perfidnym”. Jeśli połączymy te fakty z tym, że nie jest znana ani data jego domniemanego chrztu, ani jego miejsce, należy wyjść z założenia, że wcale się nie ochrzcił, a jedynie rozpuścić kazał plotki o swoim domniemanym chrzecie ploti.

.

Tak więc, choć miał rzeczywiste zasługi dla kk – ściągnął kler, zainstalował instytucję kościoła w swym państwie, czyniąc je prowincją kościelną kościoła rzymskiego, narzucił poddanym świętopietrze i dziesięciny na kościół – nie został „Wielkim” ani świętym. Dlaczego? Bo się nie ochrzcił. A perfidnym nazwano go, gdyż warunkiem ślubu z Dobrawą był jego chrzest. Ale tego warunku nie dopełnił. Przez co wnuk nazwał go perfidnym.
.
.
Tak więc pierwszego historycznego władcę państwa piastowskiego powinno nazywać się oficjalnie Mieszkiem I Perfidnym…
.
.
opolczyk
.
.
.