O Wilkach – Wieletach w kontekście tekstu Mariusza Agnosiewicza…

.

.

.

Z góry zaznaczam, że cenię sobie wiele tekstów Mariusza Agnosiewicza, założyciela, redaktora naczelnego i  jednego z aktywniejszych publicystów „Racjonalisty”.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mariusz_Agnosiewicz
.
Niestety w jego artykule pt. „Luty, Lutycy i nasze wilcze korzenie [1]” zamieścił treści, które domagają się sprostowania. Przy czym zajmę się tylko nieścisłościami dotyczącymi Słowian.
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10157
.
Pisze więc w nim:
.
„Lutycy — dzieci Wilka
.
Jak podaje Wachid Astemirow: „U starożytnych Słowian wilk był czczony wówczas, gdy jego imię stanowiło tabu i zastępowane było słowem „lut”, „luty”. Jedno z plemion Słowian połabskich — Lutycy (Lucicy, Wieleci, Wilcy) uważali się za „dzieci Wilka”, wyróżniali się w walkach niesłychaną porywczością.”
.
Tę dezinformację Astemirowa powinien M. Agnosiewicz sam zdementować – Lutycy-Wilcy-Wieleci nie byli plemieniem. Był to dobrowolny sojusz-związek różnych plemion słowiańskich. Niektóre z nich przystępowały do niego okresowo, po czym związek opuszczały, by po jakimś czasie ponownie do niego wstąpić, zwłaszcza w sytuacji zagrożenia z zewnątrz. Jedną z cech tych plemion był brak u nich instytucji księcia/kniazia. Do samego końca  – do podboju Północnego Połabia w latach 1160-1163 przez niemiecko-duńskie katolickie hordy pozostały w systemie demokracji wojennej – bez kniazia. I naturalnie do końca były pogańskie.
Do plemion Wilków-Wieletów zaliczali się Redarowie, Chyżanie, Czrezpienianie, Dołężanie, Doszanie, Wkrzanie, Rzeczanie, Morzyczanie, Lubuszanie, Sprewianie i Nieletycy. Okresowo wiązali się z Wilkami-Wieletami Stodoranie. A po wojnie (1057) pomiędzy Redarami i Doleńcami a Chyżanami i Czrezpienianami ci drudzy na stałe odpadli od związku Wieletów, skłaniając się ku Obodrytom. Niemniej jeszcze przez ponad wiek od tego rozpadu plemiona Wilków-Wieletów stawiały zażarty opór katolickim najeźdźcom – Niemcom, Piastom (o nich za chwilę) i Duńczykom.
.
Tak więc nie było plemienia Lutyków-Wilków-Wieletów. Był to związek wielu Wilczych Plemion Północnego Połabia.
.
Dalej pisze autor:
.
„Czy to możliwe, że polski luty wywodzi się od plemienia, które walczyło z powstającym państwem polskim? Szkoła nas uczy, że Wieleci to byli nasi wrogowie, że walczyli przeciwko Mieszkowi.”
.
A więc… Nie było plemienia Wieletów – o czym już wspomniałem. I to nie plemiona Wieletów walczyły z „powstającym państwem polskim” (polańskim, piastowskim), gdyż to ono jako pierwsze w imperialistycznym zapędzie zaczęło podbijać tereny niektórych plemion związku wieleckiego, oraz plemion im przyjaznych (np. Pomorzan). Wieleci po prostu bronili się przed podbojami Piastów. Tu jeszcze pewna uwaga – z punktu widzenia państwa polskiego i polskiej państwowości to co robił Mieszko I (a przed nim jego ojciec, oraz po nim Chrobry) było słuszne. Gdyby siłowo nie podbili wielu sąsiednich plemion słowiańskich i ich na stałe nie ujarzmili, nie powstałaby Polska. Polski po prostu by nie było. Niemniej z punktu widzenia ówczesnych plemion słowiańskich, to co robili Piastowie, było zbrojnymi najazdami, podbojem, narzucaniem im niechcianego poddaństwa, a później, po ślubie Mieszka z katolicką Dobrawką – i katolicyzmu.
Tu zamieszczam dwie mapy pokazujące przypuszczalny rozkład plemion słowiańskich, nazywanych obecnie, błędnie zresztą, „polskimi”:
.

.


.
Błędnie, gdyż wcale nie chciały być poddanymi Piastów. Niektóre z nich były zresztą krótko w orbicie państwa Piastów. Pomorzan podbił np. Mieszko u schyłku swego panowania. A już w czasach Chrobrego, gdy ten uwikłany był w długotrwałe wojny z cesarstwem niemieckim, Pomorzanie wypędzili lub wybili drużyny polańskich wojów i wypędzili narzuconego im biskupa Rainberna. Dopiero ponad wiek później ponownie podbił ich Krzywousty, ale już na początku rozbicia dzielnicowego Pomorze Zachodnie (Szczecin-Kołobrzeg) dostało się w orbitę wpływów cesarstwa niemieckiego, z krótką przerwą na wpływy duńskie. W wiekach późniejszych zostało całkowicie zniemczone (jak Północne Połabie). Dopiero po II wojnie światowej Pomorze zostało włączone do Polski. Ale Pomorzanie sprzed tysiąca lat ani nie byli plemieniem „polskim”, ani nie chcieli władzy Piastów i krzyża nad sobą. Przez co zaliczanie ich do plemion polskich jest po prostu nieporozumieniem. Tak samo nie chcieli być poddanymi Piastów Mazowszanie, Wiślanie, Ślężanie i inne mniejsze plemiona żyjące między Odrą a Bugiem i między Bałtykiem a Karpatami. Mazowszanie np., obecnie mieszkańcy centralnej i stołecznej dzielnicy kraju, długo opierali się przed byciem Polakami. Podbici przez Mieszka I wykorzystali zamęt z okresu Mieszka II i oderwali się od państwa Piastów. Podbici ponownie przez półniemca „Odnowiciela” wykorzystali rozbicie dzielnicowe do powrotu do niezależności. I choć następnie rozbici zostali na jeszcze mniejsze księstewka mazowieckie – do XVI wieku bronili się przed włączeniem ich do  Królestwa Polskiego. Długo, długo Mazowszanie nie chcieli być Polakami…
Zamieszczam też mapę przypuszczalnego zasięgu (choć mocno zawyżonego na rok 966)  państwa Mieszka I:
.


.
Na poniższej mapce widać chyba bliższy prawdzie zasięg państwa Mieszka I około 985 roku oraz przypuszczalny zasięg „państwa” jego ojca z roku około 940:
.


.
Powyższa mapa zwłaszcza pokazuje, że ok. roku 940 Piaści nie byli panami choćby tylko całej późniejszej Wielkopolski i że podbój rozpoczęli – „od środka” – od narzucania swej władzy Polanom. Przyspieszenie podboju nastąpiło za Mieszka, który w podbojach sąsiednich plemion zaatakował też tereny plemienia należącego do związku Wilków-Wieletów – Lubuszan, żyjących po obu stronach Odry. Zdobył nawet ich najważniejszy na połabskim brzegu gród Lubusz, z którego próbował dalszych podbojów na Połabiu. Podbił też połabskie tereny Wkrzanów u ujścia Odry na lewym jej brzegu. Zagrażał więc bezpośrednio związkowi wieleckiemu. I stąd Wilcy-Wieleci walczyli z katolickimi Piastami. Aby ten temat wyczerpać dodam jeszcze, że przez jakiś czas uważali oni zagrożenie ze strony Piastów chyba nawet za większe, niż zagrożenie ze strony niemieckiej. Tu przypomnę wydarzenia nazwane przez historyków powstaniem Słowian Połabskich z roku 983:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_S%C5%82owian_po%C5%82abskich
.
Połączonymi siłami związki Wieletów i Obodrytów zniszczyły doszczętnie dotychczasowe niemieckie osadnictwo na ich przygranicznych terenach. Zniszczyły też kilka biskupstw i wypędziły Niemców za Łabę. I przez następne ponad 150 lat zażarcie broniły się przed niemiecką ekspansją. Natomiast nie udało się Wieletom odbić ziem Lubuszan i samej Lubuszy, zagarniętej przez Piastów. A z niemieckich kronik (polscy historycy tym się niespecjalnie chwalą) wiemy o wielokrotnym wspieraniu niemieckich najazdów na Północne Połabie przez najpierw Mieszka I, a później Chrobrego – do czasu, aż sam popadł w konflikt z niemieckim cesarzem, Konradem II. Wcześniej i on wielokrotnie wspierał niemieckie najazdy na Wieletów swoim wojskiem. Stąd, uważając Piastów za gorszego i groźniejszego wroga, Wieleci wsparli jeden z najazdów Konrada II na państwo Chrobrego i brali udział w oblężeniu Niemczy. Często podkreślają tę „pomoc” Niemcom, udzieloną przez Wieletów, katoliccy oraz katolicko- i piastofilscy  historycy i publicyści, krytykując ich. Nie chwalą się natomiast tym, że wojska polańskie w czasach Mieszka I i Chrobrego wielokrotnie wspierały niemieckie najazdy na Wieletów i Obodrytów. Przy czym najczęściej wykorzystywali Piaści przyczułek połabski – gród Lubusz – do ataków wespół z Niemcami na Wieletów.
Tak więc to nie Wieleci walczyli z polańskim „państwem polskim” Piastów – to ono atakowało plemiona Wilków i walczyło u boku Niemców z Wieletami.
Sporo informacji o Wieletach znajdzie czytelnik tu:
http://echaswantewita.blogspot.com/2014/04/zwiazek-wielecki.html
.
A już całkiem zmyślone jest to:
.
„W rzeczywistości jednak Wieleci to Polacy, albo inaczej: Polacy to Wieleci.”
.
Przede wszystkim w czasach istnienia wolnych plemion Wilków-Wieletów nie było jeszcze Polaków, a nawet tej nazwy. Była dynastia piastowska rządząca podbitymi Polanami, Wiślanami, Mazowszanami, Ślężanami i innymi plemionami między Odrą a pasem grodów czerwieńskich (o które walczyli ciągle z Rusinami). W dokumentach z tamtego okresu państwo Piastów nosi najczęściej nazwę Poloniae – zapewne od plemienia Polan. Ponadplemienna tożsamość polska (i sama ta nazwa) pojawiła się dopiero podczas rozbicia dzielnicowego i to raczej u jego schyłku. W czasach wczesnopiastowskich powszechna nadal była wyłącznie tożsamość plemienna (wśród ludu), plemienno-rodowa (u możnowładców) i dynastyczna – u Piastów. Ci czuli się Piastami a nie Polakami. Ponadto zrodzona znacznie później tożsamość polska, ponadplemienna, dotyczyła co najwyżej tylko tych plemion słowiańskich, podbitych przez Piastów, którzy ciągle znajdowali się pod panowaniem piastowskim. Nigdy zaś nie była poddanymi Piastów ogromna większość Wilków-Wieletów, za wyjątkiem podbitego przez Piastów wieleckiego pogranicza. Choć ostatecznie nawet Lubuszanie dostali się w orbitę niemiecką, po tym gdy Bolesław Rogatka oddał Brandenburgom ziemię lubuską w zamian za pomoc wojskową w jego wojnach z piastowskimi pobratymcami-konkurentami.
Tak więc ani Wieleci nie byli Polakami (poddanymi Piastów), ani Polacy nie są Wieletami, a nawet potomkami Wieletów. Są to całkiem odrębne plemiona Słowian. Odnoszę jednak wrażenie, że niejeden Polak chciałby mieć korzenie wieleckie. Dlaczego? Bo właśnie do Wieletów odnosi się to, co napisał M. Agnosiewicz:
.
„Szczególnie związani z gospodarką leśną Słowianie utożsamiali się z wilkami, bo jako i one kochali wolność.”
.
Wieleci faktycznie kochali wolność jak wilki. Przez co dwieście lat dłużej niż Polanie Piastom stawiali opór Niemcom, Piastom, Duńczykom – i chrześcijaństwu – religii dla niewolników. Natomiast przodkowie Polaków z okresu budowy państwa piastowskiego znacznie łatwiej dali się podbić i zniewolić. I choć i oni stawiali opór, oraz kilkakrotnie podnosili głowy, wywołując bunty antykościelne i antyfeudalne, w sumie jednak dużo łatwiej dali odebrać sobie wolność. W porównaniu do Wilków-Wieletów dużo łatwiej i szybciej dali z siebie zrobić piastowskie i kościelne psy łańcuchowe. Nie mieli tak silnej natury wilczej jak Wilcy-Wieleci.
.
Nie ma też powodu dziwić się temu co pisał Jerzy Samuel Bandtkie, polski historyk o niemieckich korzeniach – a więc polski „neofita” narodowy, a co zacytował autor:
.
„Lutycy byli to Słowianie pokolenia Polskiego (…) Pełno jest dzisiaj słów Słowiańskich Polskich w Marchii Brandenburskiej i Pomeranii… Litewskich lub Pruskich słów bardzo mało albo wcale się tam nie znajdzie”
.
Nie stawiam pod znakiem zapytanie patriotyzmu Brandtkiego, ale jako Polak z niemieckimi korzeniami zapewnie chciał być bardziej polski od przeciętnego Polaka. Przez co popadł w niezdrowy polski szowinizm. Jako historyk powinien wiedzieć, że tysiąc lat temu narzecza słowiańskie były bardziej podobne do siebie, niż obecne języki państw słowiańskich, które w ciągu ostatniego tysiąclecia powoli ewoluowały, każdy własną, nieco inną drogą i obecnie bardziej się od siebie różnią, niż narzecza Słowian tysiąc lat temu. Polanie nie potrzebowali tłumacza w rozmowach z np. Lubuszanami, Pomorzanami czy Redarami, gdyż mówili bardzo podobnym narzeczem. Słowiańskie „słowa” na terenach Niemiec nie są polskimi, ani nawet polańskimi – są słowami (najczęściej zniemczonymi nazwami miast i rzek) pochodzącymi z narzeczy Słowian zamieszkujących tamte tereny.
Natomiast wypisywanie takich wymysłów jak „Wieleci to Polacy, albo inaczej: Polacy to Wieleci” – jest – i to muszę napisać z przykrością – przejawem polskiej megalomanii. I przejawem przywłaszczania sobie sławy i chwały Wieletów. Jest też przejawem polskiego szowinizmu starającego się wykazać, że Polacy są najwspanialszym szczepem Słowian – dzielnym i kochającym wolność jak Wilki-Wieleci. Niestety fakty mówią coś innego – przodków Polaków zniewolono dużo łatwiej i szybciej, niż starto z powierzchni Ziemi Wieletów. I nie ma tu znaczenia, że z przodkami Polaków zrobili to „swoi” – Piaści. Wszak oni zniewolili szereg plemion, nazywanych dzisiaj niedorzecznie „polskimi”, poczynając od Polan (prawdopodobnie podgrupy plemienia Goplan), narzucając im daniny, feudalizm, poddaństwo i katolicyzm.
I nic nie da cytowanie przez Mariusza Agnosiewicza czy to Winduka z Korbei nazywającego Mieszka I „królem” Słowian nazywanych Licicaviki, czy cesarza bizantyjskiego Konstantyna VII Porfirogeneta, wywodzącego panującego w hercegowinie ksiącia Michała Wyszewica od plemienia Litzike – Lucice znad Wisły.
Rzecz jest w tym, że pisali to ludzie, którzy Słowian chyba nawet nie widzieli na oczy i nie mieli pojęcia o ilości ich plemion i ich nazwach. Faktem natomiast jest, że o Wilkach-Wieletach, zwanych też Lucicami czy Lutykami, są wzmianki w kronikach Einharda, frankijskiego kronikarza i biografa cesarza Karola I zwanego „wielkim”:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wieleci#Kalendarium
.
Odnotował on, że w roku 789 Karol najechał ziemie Lutyków-Wieletów w odwecie za ich najazdy, po czym wycofał się za Łabę. Wieleci więc, nazwani przez  niego Wilze (literę z wymawiać należy jak c) już pod koniec XVIII wieku dawali się Frankonom (a później Niemcom, powstałym z państwa wschodniofrankijskiego) wielokrotnie we znaki. I stąd ich miano, ich nazwa, była szeroko znana w ówczesnym chrześcijańskim świecie. Tak więc czy to Windyk, czy Konstantyn Porfirogeneta, niekoniecznie musieli słyszeć oni o Goplanach, czy Polanach, zapewne jednak słyszeli o Wilkach-Wieletach-Lutykach. I ich nazwę przenosili na inne plemiona Słowian – także te z terytorium obecnej Polski. Niemniej nie ma ani jednego dokumentu z okresu wczesnych Piastów, w którym oni sami nazywali siebie, swoją dynastię i swoje państwo Lutykami czy Wilkami. Za to poświadczona jest nazwa ich państwa – Polania, kraj Polan – używana już ok. roku 1000:
.

Bolizlauo Palaniorum – Bolesław (Chrobry) Polański
Polania – kraj Polan
PolianicusPolański
.
A to, że na terenie Polski występują, miejscowo nawet masowo, wilcze nazwy miejscowości (Wilczkowice Dolne, Wilczkowice Średnie, Wilczkowice Górne, Wilczkowice nad Szosą”) świadczy wyłącznie o tym, że żyło tu dużo wilków. I od nich te nazwy pochodzą – od wilków a nie Wilków/Wieletów-Lutyków.
Zresztą idąc tą drogą rozumowania można by twierdzić, że Hitler też był z pochodzenia Wilkiem-Wieletem-Lutykiem. Wszak jego kwaterę pod Kętrzynem nawzwał Wilczym szańcem (Wolfsschanze).
Nie twierdzę przy tym, że u Słowian żyjących na terenie obecnej Polski nie było kultu wilka. Zapewne był, zwłaszcza u tych, którzy żyli w głębi borów i trudnili się głównie łowiectwem. Podpatrywali oni wilki zarówno podczas ich polowań, jak i wychowynania potomstwa. I pewnie czuli się wilczymi braćmi. Być może nawet samych siebie nazywali Wilkami. Niemniej nie należy mylić ich z plemionami Wilków-Wieletów z Północnego Połabia. Bo to oni byli rzeczywistymi Wilkami-Wieletami-Lutykami. I z podbitymi przez polańskich Piastów plemionami niewiele poza podobnym językiem i kulturą mieli wspólnego. Co zresztą widać po tym, jak długo walczyli zażarcie o wolność.  Tu jeszcze przypomnę, że w krucjacie połabskiej wymierzonej przeciwko nim udział brały wojska Piastów:
.

Ale te ich wojska, prowadzone na Wilków-Lutyków, nie były już Wilkami, a kościelnymi psami łańcuchowymi. Nie jest też prawdą, że:
.
„W Radogoszczy znajdującej się prawdopodobnie nad jeziorem Tołęża, Lutykowie czcili bóstwo nazywane Luty (L’utyi)”
.
Co dziwniejsze, autor zacytował Thietmara:
.
„Warto odnotować, że sam biskup Thietmar podaje, że w Radogoszczy znajdowały się wizerunki bogów i bogiń „każdy z wyrytym u spodu imieniem” — dziwny to zwyczaj u „ludów niepiśmiennych” podpisywać swoje bogi.”

Thietmar faktycznie pisał, że w świątyni w Retrze/Radogoszczy na posągach bogów wyryte/wyrzeźbione były ich imiona. Powinien jednak M. Agnosiewicz zacytować następne zdanie Thietmara. A brzmiało ono:
.
„(Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem.) Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan.”
.

O „Lutym” Thietmar nie wspomniał ani słowem. Skąd więc wziął autor imię boga Luty (L’utyi), czczonego rzekomo w świątyni w Radogoszczy? Thietmar opisał ją dokładnie, tak jakby widział ją na własne oczy, a przynajmniej, jakby znał ją z relacji naocznych świadków. I wspomniał o Swarożycu a nie o Lutym. Zresztą imię Swarożyc wspominane było przez innych ówczesnych kronikarzy (choćby przez Brunona z Kwerfurtu). Natomiast o bogu Lutym ja przynajmniej nie słyszałem dotąd ani razu. A nie jestem w tym temacie nowicjuszem.
.
A teraz jeszcze o Lelu i Polelu. Nie wspominałbym o nich wcale, ale autor, Mariusz Agnosiewicz, napomknął o rzeźbie odkrytej na terenach Wieletów (na wyspie jeziora Tollensesee) , przedstawiającej popiersie dwóch mężczyzn, zapewne bliźniaków.
.
.
.
I widzi w niej Lela i Polela.
.
.
I choć ma rację, że na to, co pisze Aleksander Brückner, często należy uważać, ale Lel i Polel faktycznie zostali wymienieni po raz pierwszy przez kanonika krakowskiego Miechowitę, żyjącego na przełomie XV i XVI wieku:
.
Otóż ja osobiście nie widzę powodu, by ufać temu kościelnemu „historykowi”. Ogromna większość z nich, żyjących kilka wieków po skatoliczeniu państwa Piastów, z Długoszem na czele, nie mieli pojęcia o wierzeniach Słowian, a tym bardziej o ich panteonie. Wszystko, co o tym pisali, brali z głowy – i z panteonów rzymskiego i greckiego. Byli przekonani, że panteon słowiański był odzwierciedleniem tamtych, a więc że Słowiania czcici bogów greckich/rzymskich lub identycznych z nimi, nadając im tylko własne lokalne imiona. A to jest kolosalną pomyłką. I stąd doszukiwanie się istnienia w słowiańskim panteonie bogów Lela i Polela jako analogii do wierzeń rzymskich czy greckich jest nieporozumieniem – w wykonaniu i Miechowity, i Mariusza Agnosiewicza.
.
Panteon Słowian nie był kalką panteonów śródziemnomorskich!
.
Zresztą, w sieci na wielu stronach znaleźć można panteony słowiańskie. U mnie też jest, przedrukowany z internetu:
.
I jakoś dziwnie zdecydowana większość z nich nie wymienia Lela i Polela, wymyślonych chyba właśnie przez kanonika Miechowitę, na wzór mitologii Grecji i Rzymu. W tym miejscu jednak rodzi się pytanie – kogo więc, jeśli nie Lela i Polela przedstawia rzeźba z wyspy na jeziorze Tolensesee?
.
No cóż – a może jednak przedstawia Wyrwidęba i Waligórę, a przynajmniej ich połabskich odpowiedników? Pisze o nich autor tak:
.
„W okresie chrześcijańskim jedną z najpopularniejszych baśni polskich stała się klechda ludowa o Waligórze i Wyrwidębie — bliźniakach, którzy urodzili się w lesie, jednego wychowała wilczyca, drugiego niedźwiedzica. Są oni obdarzeni nadludzką siłą i personifikują swoim działaniem braterską zgodę i przykład obopólnych korzyści wynikających ze współpracy.”
.
Baśń/legenda o Wyrwidębie i Waligórze pochodzi jeszcze z okresu pogańskiego. Gdyby była katolicką klechdą, bliźniaków wychowałyby zakonnice, albo jakaś „bogobojna” rodzina katolicka – a nie niedźwiedzica i – u katolików symbol zła i podstępności – wilczyca. To, że była popularna także po skatoliczeniu państwa Piastów świadczy tylko o przywiązaniu ludu do niej – do opowieści o wychowaniu bliźniaków przez wilczycę i niedźwiedzicę. Był to przejaw trwającego poczucia braterstwa poddanych Piastów i kk z „dzikimi” zwierzętami z puszczy. To, że nie wiemy, czy znana była wcześniej bierze się tylko stąd, że Słowianie, aczkolwiek znali pismo runiczne, nie pisali kronik ani ksiąg, nawet „świętych”. Dominował u nich całkowicie przekaz ustny. Wytępienie go było znacznie trudniejsze od spalenia ewentualnie znalezionych pogańskich ksiąg. Przez co legenda powtarzana z ust do ust przetrwała całe chrześcijańskie tysiąclecie.
I kto wie, czy rzeźba z Tolensesee nie przedstawia właśnie ich – Wyrwidęba i Waligórę. Pochodzi z warstwy obejmującej okres od XI do XIII wieku. Nie jest więc wykluczone, że powstała już po ostatecznym podbiciu w latach 1160-1163 Północnego Połabia przez hordy wyznawców krzyża. Po co by ją więc wyrzeźbili niedobitki Wilków-Wieletów? Ano po to, by nie zaginęła pamięć o tym, że tak jak jeden z bliźniaków wychowany został przez Wilczycę, tak i oni, choć obecnie pobici i zniewoleni, nadal są Wilkami…
.
I już kończąc, jeszcze słówkiem wspomnę o żydowskiej „Matce boskiej” z wilkami.
.
.
Widać tu uparte przywiązanie ludności wiejskiej, zwłaszcza tam, gdzie było dużo wilków, do wilczej tradycji. Przez co nawet narzucony im kult żydowskiej „Madonny” łączyli z prastarą pogańską tradycją. Ponadto nie wykluczam, choć nie upieram się przy tym, że kult „Matki Boskiej Gromnicznej” miał zdublować kult Perperuny – towarzyszki Peruna – tego od gromów i błyskawic. Byłaby więc w takim przypadku Miriam katolicką „dublerką” pogańskiej Perperuny
.
Cenię sobie publicystykę Mariusza Agnosiewicza. Niemniej uważam, że pisząc o Słowianach jest on zdecydowanie za mocno polonocentryczny, polskocentyczny. Pisząc o Słowianach musi pamiętać, że grupa plemion podbitych przez Piastów, z których po wiekach wyłonił się naród polski, nie była ani największa, ani najdzielniejsza, ani najbardziej waleczna. I że stanowiła tylko niewielką część wszystkich słowiańskich plemion.
.
Chcąc w miarę obiektywnie pisać o Słowianach sprzed ponad tysiąca lat, powinien starać się on zapomnieć o jego polskiej tożsamości i wczuć się w mentalność Słowian, podzielonych na dziesiątki plemion, niekoniecznie nawzajem się kochających i wspierających. Perspektywa narodowa, współczesna, całkowicie wykrzywia i zniekształca do niepoznaki postrzeganie i zrozumienie świata Słowian z okresu przed rzymską szubienicą…
.
.
opolczyk
.
.
.