Oszustwo z „groźną epidemią” domniemanego koronawirusa…

.


.

.

99% populacji to owce przeznaczone do strzyżenia w czasie pokoju i na rzeź w czasie wojny. Politycy i biurokraci to owczarki.
Właścicielem farmy jest światowa finansjera.

.

.
Gdy tylko łże-media pierszy raz wspomniały o nowym „niebezpiecznym” wirusie o nazwie koronawirus, od razu przypomniała mi się fikcyjna, nadęta medialnie, zmyślona i fikcyjna „pandemia świńskiej grypy”. O tym, że obecna „epidemia” jest fikcją, świadczy przede wszystkim sposób, w jaki prezentują ją media. Tu posłużę się przykładem Niemiec, a raczej niemieckiego jewrounijnego baraku. Akurat wczoraj oglądałem kawałek półfinału turnieju snookera i w krótkich przerwach na reklamy pomiędzy frejmami przeskakiwałem na kanał (dez)informacyjny NTV. A tam na pasku dolnym co chwilę pojawiała się „informacja”: „14 przypadek Coronavirusa w Niemczech”. Przedwczoraj też ją wyświetlano. Gdy ją zobaczyłem – po prostu zarechotałem – w Dojczlandii mieszka 82 miliony ludzi. Na zwykłą „sezonową” grypę chorują dziesiątki, a nawet setki tysięcy ludzi rocznie. Są przypadki śmiertelne. W obecnym „sezonie grypowym” od początku października 2019 odnotowano 35 700 zachorowań i 57 przypadków zgonów. W sezonie grypowym 2017/2018 było 334 000 chorych i 1 674 zameldowanych zgonów. Choć całkowitą liczbę zgonów szacuje się na 25 100 przypadków. I nigdzie na paskach na kanałach informacyjnych o tym nie pisało…
.


.
https://interaktiv.waz.de/grippe-monitor-deutschland/
.
Albo weźmy nowotwory…
Na nowe zachorowanie na raka dziennie w Niemczech diagnozowanych jest blisko 1 500 ludzi. Dzienie! Znalazłem statystyki dotyczące roku 2016 – zdiagnozowano w nim 492 000 nowych nowotworów. Czyli dziennie 1348.
.


.
W roku 2017 zmarło na raka w Dojczlandii 226 680 ludzi – dziennie umierało więc 620 pacjentów.

.

.

I nic. Na żadnych paskach na kanałach „informacyjnych” o tym się panikarsko nie pisze. A na choroby układu krążenia choruje i umiera jeszcze więcej Dojczów – w roku 2017 zmarło z tego powodu 344 500 pacjentów – ok. 944 dzienie!
.


.
https://www.destatis.de/DE/Themen/Gesellschaft-Umwelt/Gesundheit/Todesursachen/_inhalt.html
.
I też o tym na paskach kanałów „informacyjnych” panikarskich alarmów nie było. Jak więc traktować napisy – już 14 przypadek koronawirusa w Niemczech? Albo jak potraktować panikarski tytuł: Coronavirus in Deutschland: Erschreckende Erkenntnis zur Übertragung – Fünf neue Infizierte in Europa (Koronawirus w Niemczech: przerażająca wiedza o jego przenoszeniu – pięciu nowych zakażonych w Europie):
.


.
https://www.merkur.de/welt/deutschland-coronavirus-uebertragung-symptom-schutz-ansteckung-infizierte-duesseldorf-news-zr-13519455.html
.
W Europie żyje obecnie blisko 750 milionów ludzi. 5 nowych przypadków na 750 milionów mieszkańców – czy to jest powód do strachu? To są po prostu kpiny! Podobną panikę sieje się (w artykule z linku powyżej) podając liczbę rzekomo zmarłych na tego wirusa:
.
„Update vom 9. Februar: Das neue Coronavirus hat bereits mehr Todesopfer gefordert als die Sars-Pandemie vor 17 Jahren. Mit 89 neuen Todesfällen durch die Lungenerkrankung kletterte die Gesamtzahl der Opfer weltweit auf 813. Außerhalb Chinas sind bislang mehr als 300 Infektionen bestätigt, davon 14 in Deutschland.”
(Dane z 9 lutego: nowy koronawirus przyniósł dotychczas więcej ofiar śmiertelnych niż pandemia SARS-y sprzed 17 lat. Przez 89 nowych przypadków śmiertelnych wzrosła liczba jego ofiar w skali świata do 813. Poza Chinami stwierdzono dotyczczas ponad 300 infekcji, z tego 14 w Niemczech.)
.
Ludzie – panika z ową „pandemią” trwa już od końca grudnia. Gdyby nawet wszystkie te ofiary zmarły przez ponad miesiąc rzeczywiście od koronawirusa – to przy prawie 1,5 miliarda Chińczykach, gdy w Chinach dziennie umierają tysiące i tysiące na choroby serca, raki i inne cywilizacyjne „nieuleczalne” choroby i nikt nie bije na alarm – to po prostu farsa. Ponadto skąd wiemy, że zmarli właśnie od koronawirusa a nie na zawał, czy od trucizn serwowanych im na raka czy inne chroniczne choroby? Tu jeszcze przypomnę, że podczas faktycznych epidemii nawiedzających Europę już w starożytności i wczesnym średniowieczu dziennie w dużych miastach (Konstantynopol czy Rzym) umierało tysiące ludzi dzień w dzień. Według kronikarza Prokopiusza zaraza w czasach cesarza Justyniana zabijała do 10 tys. mieszkańców Konstantynopola dzienie (https://pl.wikipedia.org/wiki/D%C5%BCuma_Justyniana).

Dzień w dzień. Wiemy o tym ze starożytnych i średniowiecznych kronik. Przy zaludnieniu Ziemi w granicach 300 – 500 milionów ludzi (obecnie 7, 7 miliarda). A zaraza w czasach Antoninów (w latach 165 -180 n.e.: https://www.imperiumromanum.edu.pl/artykul/zaraza-antoninow/amp/) kosztowała życie według różnych szacunków do 5 milionów ludzi (przy szacunkowej wówczas liczbie ludzkości ok. 250-300 milionów).
.
Zapewne jednym z celów tej paniki jest upłynnienie zapasów big pharmy (różne „szczepionki” a także „medykamenty” rzekomo wzmacniające system immunologiczny). Zapewne będzie miała też miejsce próba przeforsowania przymusowych szczepień przeciwko koronawirusom, także w krajach, w których obowiązkowych szczepień dotąd nie było. W Niemczech pierwsze  przymusowe szczepienie obowiązywać ma od marca 2020. Jest to obowiązkowe dla dzieci (i uciekinierów w obozach dla azylantów) szczepienie przeciwko odrze, przeboksowane przez władze na fali paniki o domniemanym powrocie „epidemii” odry w Europie. Nieszczepione dzieci nie będą przyjmowane do przedszkoli ani wpuszczane do szkół.
https://www.suedkurier.de/ueberregional/politik/Ab-dem-1-Maerz-2020-gilt-in-Deutschland-eine-Masern-Impfpflicht;art410924,10347582
.
Do niedawna w Niemczech silne były środowiska przeciwne przymusowym szczepieniom. Dzięki panice związanej z rzekomą „epidemią” odry w Niemczech władze (których najwyższej rangi przedstawiciele uczestniczą od dziesięcioleci w zlotach Grupy Bilderberg) przełamały swoistą antyszczepionkową „barierę dźwięku” – wprowadziły przymus szczepienia przeciwko odrze. I teraz mogą pójść za ciosem i narzucić kolejne przymusowe szczepienie – oczywiście – jak zapewnią Dojczów łże-media – wyłącznie dla ich dobra. W rzeczywistości będzie to wzmacnianie nad Renem i Łabą bankstersko-bilderbergowskiego totalitaryzmu. Jest też b. prawdopodobne, że panika w związku z ową „epidemią” (że niby wirusy nie znają granic i przekraczają je jak chcą) wzmocni propagandę o konieczności stworzenia ogólnoświatowej instytucji mogącej narzucać lokalnym rządom „rozwiązania” w walkach z tą i kolejnymi „epidemiami” a nawet „pandemiami”. Wszystko ku radości big pharmy i banksterów globalistów.

.
Podczas fikcyjnej „pandemii świńskiej grypy” były doniesienia o przygotowanych w usraelu obozach FEMA, do których miano zamykać opierających się przymusowym szczepieniom. Czyżby teraz postanowiono je w końcu wykorzystać?
http://ripsonar.pl/obozy-fema/
.
Czy czeka nas terror „policji zdrowia” o którym pisałem latem ubiegłego roku?
.

.


.
https://opolczykpl.wordpress.com/2019/11/07/jeszcze-raz-o-tzw-szczepieniach-ochronnych-koniu-trojanskim-big-pharmy-i-podleglej-jej-wspolczesnej-naukowej-medycyny/
.
Przeciągający się strach przed fikcyjnym, nieistniejącym zagrożeniem ma takie same szkodliwe skutki dla wierzących w te „zagrożenie”,  jak przeciągający się strach przed faktycznym niebezpieczeństwem. Strach wywołuje stan zwany stressem. Organizm człowieka w stanie  silnego stresu za sprawą najbardziej archaicznej części mózgu, wyłączającej logiczne myślenie, szykuje się do walki o przeżycie. U naszych praprzodków wywoływały taki stan dzikie zwierzęta, pożary sawanny czy buszu, widmo głodu, lub atak obcej hordy.  W stanie stresu organizm wydziela w dużych ilościach hormony powodujące zwiększenie krzepliwości krwi (na wypadek odniesionych ran zapobiegało to wykrwawieniu), brak odczuwania bólu (by nie paraliżował on walczącego o przeżycie osobnika), zwiększone ciśnienie krwi i szybsze bicie serca gwarantujące lepsze zaopatrzenie mięśni w krew i tlen, co ułatwiało ucieczkę lub walkę. Przeciągający się stres, także nieuzasadniony, spowodowany strachem np. przed fikcyjną epidemią, zawsze prowadzi do wycieńczenia organizmu i w końcu wywołuje symptomy, które przeciętny lekarz zdiagnozować może jako np. infekcję koronawirusem. Nie zapominajmy wszak o tym, że ci lekarze, którzy wspierają panikę o kolejnej „epidemii” czy nawet „pandemii,” liczyć mogą na awanse, prominentne stanowiska w światowych instytucjach „medycznych” (np. w WHO), liczyć mogą na wielonakładowe publikacje ich książek i artykułów, na zaproszenia na międzynarodowe kongresy i konferencje „medyczne” i na różne inne granty. Przez co usłużnie będą publikować i głosić to, czego big pharma i jej zakulisowi właściciele od nich oczekują.
.
Jeśli zaś idzie o „wirusy” – jednym z najgroźniejszych wirusów współczesnej cywilizacji (poza nią samą) są … łże-media! To one infekują umysły (a raczej obrzezane rozumki) czytaczy, słuchaczy i oglądaczy ślepą wiarą w nieistniejące zagrożenia, piorą mózgi miliardom ludzi różnymi dezinformacjami oraz pierdołami, czyniąc z nich umysłowe i duchowe zombie – żywe bio-roboty programowane i sterowane łże-mediami.
.
Oglądając, słuchając czy czytając łże-media piszące o epidemii koronawirusu włącz myślenie – korona od tego nie spadnie ci z głowy. I wtedy zrozumiesz, że domniemane zagrożenie  spowodowane rzekomą epidemią koronawirusa to zwykła załgana propaganda. Niebezpieczna jest tylko wiara w zagrożenie koronawirusem. Dziwię się władzom Chin, że dały się oszukać medycznej V kolumnie  – „lekarzom” w chińskich szpitalach i instytucjach zdrowotnych, będących na żołdzie zachodniej, banksterskiej big pharmy. To samo dotyczy chińskich mediów. Choć te chyba uległy pod presją zachodnich łże-mediów i paniki w internecie.
.
.
opolczyk
.
.
PS
.
Nie poruszam problemu, czy wirusy istnieją faktycznie czy nie. Nie jestem medykiem. Wiem wszakże, że są lekarze, którzy istnieniu wirusów zaprzeczają. Dowodzą np., że zdjęcia wykonywane mikroskopami elektronowymi pokazują nie wirusy, a arbitralnie wybrane organellle wewnątrzkomórkowe lub ich fragmenty, uszkodzone podczas preparowania tkanki do wykonania zdjęć „wirusów” (https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/organella-komorkowe;3951660.html). Nie są więc te zdjęcia niepodważalnym dowodem na ich istnienie. Współczesna medycyna takim niepodważalnym dowodem na istnienie wirusów po prostu nie dysponuje. Nie ma go. Ale gdyby nawet wirusy istniały, zagrożenie domniemanym koronawirusem jest po prostu zerowe…

Wbrew panice sianej przez łże-media…

.

.

.