Dobijanie hydry – demistyfikacja „Imperium” czy też „Wielkiej Lechi”…

.


.

Ponownie i jeszcze obszerniej niż w poprzednim wpisie, mam nadzieję, że w sposób ostateczny, demaskuję wymysły turbolechitów o „Imperium Lechii”. Wpis ten pod tytułem „Wielka Lechia” umieszę i na panelu górnym, aby był łatwy do znalezienia.
.

Jednym z „koronnych dowodów” (podawanym często wespół z tablicą z kolumny Zygmunta III Wazy) na rzekome istnienie Imperium Lechii jest w przekonaniu jej proroków i wyznawców tzw. „jasnogórski poczet książąt i królów (czyli po łacinie ducum et regum). Widnieje na nim 14 twarzy (wyraźnie przez turbolechitów ponumerowanych) przedstawiających domniemanych przedmieszkowych władców :
.


.
Propaguje ten poczet jako dowód wielu turbolechitów:

.
.
.
.
Przy okazji owego pocztu kolportowane są wyssane z palca wymysły, jakoby obraz ów (co wg Bieszka, Szydłowskiego i ich klonów i epigonów jest jawnym dowodem fałszowania historii Polski przez kk) wisiał w klasztorze częstochowskim w niedostępnym dla zwiedzających miejscu:
.
„Należy tutaj szczególnie nadmienić o starym obrazie olejnym na płótnie, z drugiej połowy XVII wieku, o wymiarach 1,37 m x 2,22 m, z namalowanymi i podpisanymi medalionami z kolorowymi portretami 52 królów i książąt lechicko-polskich, wiszącym na bocznej ścianie w kościele na Jasnej Górze. Według informacji telefonicznej, z Biura Prasowego Jasnej Góry, nie można wykonać jego zdjęcia nawet na zamówienie płatne, ponieważ obraz ten wisi na wysokości około 6 m nad posadzką, w części zamkniętej kościoła ( klauzura ). Dla czego nie jest on udostępniany do oglądania zwiedzającym ( uczestnikom wycieczek szkolnych, pielgrzymom czy turystom ) ?. Obrazu tego także nie można znaleźć ani obejrzeć w Internecie. Został jedynie zaprezentowany i omówiony w niewielkim albumie ” Jasnogórski poczet królów i książąt polskich”.”
.
Kościół faktycznie fałszował naszą historię. To biskupi np. wymazali z niej Bolesława II, syna Mieszka II Lamberta. I to hierarchowie kościoła – „kronikarze” – wymyślali przedmieszkowych legendarnych władców, co było prapoczątkiem obecnej szajby turbolechityzmu. W rzeczywistości obraz ten dostępny jest dla zwiedzających:
.
„Gdy zwiedzacie Częstochowę, a dokładniej klasztor na Jasnej Górze, zwróćcie uwagę na Jasnogórski Poczet Władców Polski, od Lacha do ostatniego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Znajduje się on w Sali Rycerskiej i większość osób czy wycieczek zwiedzających Jasną Górę w ogóle się przy nim nie zatrzymuje”

.

Poczet ów, namalowany w II połowie XVIII wieku rozpoczyna się od „podobizn” czternastu  tzw. „legendarnych władców Polski”. I tu nasuwa się pytanie – dlaczego czternastu, a nie na przykład czterech wymienionych przez Galla Anonima (https://pl.wikipedia.org/wiki/Legendarni_w%C5%82adcy_Polski#W_kronice_Anonima_zw._Gallem_(XII_w.).
.
.
.
.
Pomijam tu fakt, że kilka imion owych 14 legendarnych władców na obrazie nie zgadza się z imionami legendarnych władców z „kronik” Długosza  i Wolskiego, podających listę właśnie 14 przedmieszkowych domniemanych władców.
I tak pierwszymi władcami wg pocztu z obrazu są Lech I, Krak  i Lech (ciekawe, dlaczego nie ma liczebnika II?).
.
Wg Wolskiego Lech I, Wizymir i Krak. Ponadto poczet/obraz zawiera „oblicze” Leszka IV (ósmy na obrazie), którego nie ma ani u Długosza, ani u Wolskiego. Za to u Bielskiego nie ma imiennie wymienionych trzech pierwszych Leszków, są za to kolejni – od czwartego do siódmego (https://pl.wikipedia.org/wiki/Legendarni_w%C5%82adcy_Polski#W_%E2%80%9EKronice_Polskiej%E2%80%9D_Marcina_Bielskiego_(XVI_w.).

.
Turbolechici odeprą te zarzuty zapewne tak – kościół niszczył dokumenty z okresu przedpiastowskiego i dlatego pełną listę przedmieszkowych władców, ich imiona i dokładne daty ich panowania trudno jest ustalić. Dziwne jest jednak to, że z upływem czasu i domniemanego niszczenia dokumentów przez kk lista władców zamiast maleć (coraz mniej dokumentów) wzrastała. Anonim (XII w) podał ich czterech; Kadłubek (XIII w) jedenastu, „kronika” wielkopolska (XIV w) trzynastu; Długosz (XV w) czternastu; Bielski (XVI w) osiemnastu.

Skąd więc brali owi „kronikarze” imiona kolejnych legendarnych władców dorzucanych w kolejnych „kronikach”? Czyżby odnajdywali nowe dokumenty? Gdyby tak było, zapewne by o tym wspomnieli. Tymczasem „kroniki” o odnajdywanych dokumentach milczą. Wyjaśnienie, skąd brali kolejnych władców, jest proste i prozaiczne – ich kościelni „kronikarze” po prostu zmyślali.
.
W tym miejscu pozwolę sobie jeszcze na dygresję odnośnie fałszywki zwanej „Kroniką Prokosza”:
.
Otóż, bez względu na to, czy spreparował ją Dyjamentowski, czy Morawski – jej autor przelicytował o głowę wszystkich wcześniejszych  kościelnych „kronikarzy”. Jego lista domniemanych przedmieszkowych władców liczy ich 48 – słownie – czterdziestu ośmiu. Ale i on pełnymi garśćmi czerpał z „kronik” kościelnych poprzedników. I tak znajdziemy w niej imiona władców z wszystkich poprzednich „kronik”, a ponadto dwóch władców walczących (jak u Kadłubka) odpowiednio z Aleksandrem Macedońskim (Listyg zwany Lisem) i z Cezarem – (Lech, brat Boiema i Russa czyli Czecha i Rusa):
.
.
U Kadłubka byli to odpowiednio Leszek I i Leszek III. W fałszywce „Prokosza” pojawia się też dwukrotnie XII wojewodów, pierwszy raz wymienionych u Bielskiego (XVI wiek).
.
.
Tak więc autor tej fałszywki nie wszystko musiał zmyślać od zera. Niemniej fantazję miał przeogromną – taki np. siódmy władca imieniem Szczyt to w jego „kronice” syn Herkulesa, wnuk Ozyrysa:
.
.
Możemy więc być dumni – jeden z lechickich władców (a raczej sarmackich – gdyż pierwszym królem wg autora tej fałszywki był Sarmata a nie Lech) był synem rzymskiego herosa Herkulesa utożsamianego z greckim Heraklesem i wnukiem egipskiego boga Ozyrysa. Mniejsza o to, że autor pomieszał mitologię rzymską i egipską i że Herkules nie był synem Ozyrysa (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ozyrys). Ciekawe tylko, czemu sami Ozyrys i Herkules (Herakles) nie byli wcześniej władcami? Czyżby było tak, że Sarmaci/Lechici wydali wojnę Rzymianom, ew. Grekom, za co Herkules/Herakles ich imperium rozpirzył i narzucił im swojego syna Szczyta jako władcę? Byłaby więc w takim wypadku Wielka Sarmacja lennem, folwarkiem wręcz Herkulesa/Heraklita.
„Kronika Prokosza” wzbudza jeszcze i taką wątpliwość: otóż wymieniony w niej jako jeden z późniejszych władców, Lech, pogromca Cezara, był zgodnie z nią bratem Czecha (Bohema) i Rusa. Ale przecież zgodnie z tą legendą, znaną już w czasach piastowskich, to on – brat Czecha i Rusa – był założycielem państwa Lechitów. A nie jednym z kolejnych jego władców. Jak to wyjaśnić? No chyba tylko tak – Wielka Sarmatia została wcześniej rozwalona, z południa przywędrował Lech wraz z Czechem I Rusem, pod orlim gniazdem założył nową stolicę – Gniezno – a zaraz potem rozpirzył (wg Kadłubka trzykrotnie) wojska Cezara.
.
.
Musiał być b. przedsiębiorczy – nowo założone państwo od razu rozwaliło potężne legiony rzymskie…
Nie powinno natomiast nikogo dziwić, że autor tej fałszywki pierwszym władcą uczynił Sarmatę. Wszak w dwóch ostatnich, schyłkowych wiekach Rz’plitej szlacheckiej kult sarmatyzmu całkiem zawładnął rozpijaczoną, warcholską szlachtą.
.
Król Sarmata w owej fałszywce – pierwszy legendarny władca starożytnej Rzeczypospolitej – musiał być w jej guście i był wobec niej ukłonem. I łapówką – by tę sarmacką fikcję-bzdurę kupiła…
.
Zamieszczone powyżej skany pochodzą z dostępnej w sieci, wydanej drukiem w roku 1825 „Kroniki Polskiej” Prokosza:
.
.
.
Zastanawiające dla mnie nadal jest jednak, skąd autor tej fałszywki wziął np. boskie pochodzenie Szczyta od Ozyrysa i liczbę owych 48 władców? Bo tak się składa, że akurat lista legendarnych i półlegendarnych królów Szwecji, z pominięciem ostatniego, Eryka IV Zwycięskiego, zaliczonego do pocztu królów historycznych, też liczy dokładnie 48 mitycznych władców.
.
Przy liczeniu ich należy uważać – czterokrotnie panowało po dwóch równocześnie. I też ma ów poczet – i to trzech – władców boskiego pochodzenia: Odyna, Njorda i Yngvi-Freya. Czy jest to tylko przypadek? Może, ale szwedzcy Wazowie panowali Rzeczypospolitą (od 1587 do 1668 roku) łącznie 81 lat. Czyli wystarczająco długo, by dwór i elity intelektualne poznały mitologię kraju wypędzonych szwedzkich Wazów.
.
Wracam jednak do „jasnogórskiego pocztu”…
.

Ważniejsze przy nim jest to, że nawet w sprawie władców historycznych jest on po prostu wybiórczy .
.

– Nie ma na nim Bezpryma między Lambertem a Odnowicielem (zaznaczyłem to miejsce rzymską cyfrą I) (https://pl.wikipedia.org/wiki/Bezprym).
.
– Nie ma na nim Anny Jagiellonki między Walezym a Batorym (zaznaczyłem to miejsce rzymską cyfrą II) (https://pl.wikipedia.org/wiki/Anna_Jagiellonka_(1523%E2%80%931596)).
.
– Nie ma na nim ośmiu z dziewiętnastu książąt krakowskich z okresu rozbicia dzielnicowego. Na obrazie okres rozbicia dzielnicowego przedstawia środkowy rząd (zaznaczyłem go białą linią):
.
.
A oto lista wszystkich książąt krakowskich z tego okresu. Na czerwono zaznaczyłem imiona pominętych:
Trzeci od góry rząd, od lewej:
Władysław Wygnaniec, Bolesław Kędzierzawy, Mieszko Stary, Kazimierz Sprawiedliwy, Leszek Biały, Władysław Laskonogi, Mieszko Plątonogi, Henryk Brodaty, Konrad Mazowiecki, Henryk Pobożny, Bolesław Rogatka, Bolesław Wstydliwy, Leszek Czarny, Bolesław Mazowiecki, Henryk Prawy, Władysław Łokietek, Przemysł, Wacław II, Wacław III.
.
O ile mało znanego i króciutko panującego Rogatkę można by w sumie pominąć, o tyle pominięcie np. Konrada Mazowieckiego, znanego ze sprowadzenia krzyżaków (ponadto był księciem krakowskim dwukrotnie), czy także będących dwukrotnie księciami krakowskimi Bolesława Laskonogiego i Henryka Brodatego jest po prostu niedopuszczalne. Na obrazie ponadto pomylono w jednym ważnym przypadku kolejność władców – ostatniego Piasta – Kazimierza III – wsadzono po Ludwiku Węgierskim, przed Jadwigą (zaznaczyłem to miejsce strzałką), choć Kazimierz był królem przed Ludwikiem.
Reasumując – poczet jasnogórski jest całkowicie ahistoryczny, arbitralnie dobierający władców – książąt i królów – nawet tych historycznych. Jego wartość jako dowód na Imperium Lechii jest zerowa.
.
A teraz sprawa poniższej  tablicy na kolumnie Zygmunta:
.
.
W tłumaczeniu polskim napis ten wg wiki brzmi:
.
„Zygmunt III z mocy wolnej elekcji król Polski, z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa – król Szwecji, w umiłowaniu pokoju i w sławie pierwszy pomiędzy królami, w wojnie i zwycięstwach nie ustępujący nikomu, wziął do niewoli wodzów moskiewskich, stolicę i ziemie [moskiewskie] zdobył, wojska rozgromił, odzyskał Smoleńsk, złamał pod Chocimiem potęgę Turcji, panował przez czterdzieści cztery lata, w szeregu czterdziesty czwarty król, dorównał [w chwale] wszystkim lub [całą] chwałę złączył [w swojej osobie]”
.
Wg turbolechitów fragment „w szeregu czterdziesty czwarty król” odnosi się do niego jako króla Polski.
.
.
.
.
A ponieważ tylu królów polski w czasach historycznych nie było, oznacza to w przekonaniu turbolechitów, że musieli istnieć królowie Polski przed Mieszkiem I.
.
Policzmy więc – ilu królów Polski – historycznych i legendarnych – nazbieramy razem…
.
Tu jeszcze uwaga: w czasach Władysława Wazy, autora napisu, zapewne znano wszystkich historycznych królów Polski, choć z niektórymi sprawa była niejasna. Czy gorliwy katolik Waza zaliczyłby jako króla skazanego na zapomnienie Bolesława II, syna Mieszka II Lamberta, o którym „kronika wielkopolska” pisała:
.
„Gdy umarł [Mieszko II] w roku pańskim 1033, nastąpił po nim pierworodny syn jego Bolesław. Skoro ten został ukoronowany na króla, wyrządzał swej matce wiele zniewag. Matka jego, pochodząca ze znakomitego rodu, nie mogąc znieść jego niegodziwości, zabrawszy maleńkiego syna swego Kazimierza, wróciła do ziemi ojczystej do Saksonii, do Brunszwiku, i umieściwszy tam syna dla nauki, miała wstąpić do jakiegoś klasztoru zakonnic. Bolesław zaś z powodu srogości i potworności występków, których się dopuszczał, źle zakończył życie i choć odznaczony został koroną królewską, nie wchodzi w poczet królów i książąt Polski:”
.
Należy założyć, że Bolesława II „Zapomnianego” gorliwy katolik Waza nie wliczał do szeregu królów Polski. Podobnie zrobił – tym razem słusznie – z Wacławem III Przemyślidą. Wprawdzie po ojcu był on tytularnym królem Polski i księciem krakowskim, ale został zabity nim przybył do Krakowa na koronację. Czyli faktycznie koronowanym królem nie był. Nie wiadomo też, czy Waza zaliczył Annę Jagiellonkę. „Jasnogórski poczet” jej nie uwzględnił.
Tak więc w czasach Wazy znano dziewiętnastu koronowanych królów państwa Piastów/Polski licząc bez Anny Jagiellonki, lub dwudziestu – licząc z nią. Wyliczę ich wszystkich:
(1) Bolesław Chrobry; (2) Mieszko II Lambert; (3) Bolesław Szczodry; (4) Przemysł II; (5) Wacław II; (6) Władysław Łokietek, (7) Kazimierz III; (8) Ludwik Węgierski; (9) Jadwiga Andegaweńska; (10) Władysław Jagiełło; (11) Władysław Warneńczyk; (12) Kazimierz Jagiellończyk; (13) Jan Olbracht; (14) Aleksander Jagiellończyk; (15) Zygmunt Stary; (16) Zygmunt August; (17) Henryk Walezy; (18) Anna Jagiellonka; (19) Stefan Batory).
A po nim jako 20 (dwudziesty) król był Zygmunt III Waza. Jeśli odliczymy Annę Jagiellonkę – miałby numer 19. I gdy teraz dodamy do tego 14 przedmieszkowych władców z pocztu jasnogórskiego, obojętnie czy liczyć będziemy z Jagiellonką, czy nie – miałby Zygmunt Waza jako król Polski numery odpowiednio 33 lub 34. Z legendarnymi władcami innych najbardziej znanych kronik też nie uzyskamy dla niego liczebnika 44. Z „legendarnymi władcami” Anonima byłoby to odpowiednio 23 lub 24. Z „legendarnymi” Kadłubka 30 lub 31. Z „legendarnymi” kroniki wielkopolskiej 32 lub 33. Z „legendarnymi” kroniki Bielskiego 37 lub 38. „Kroniki Prokosza” zaś wtedy jeszcze nie sfabrykowano. Zresztą z jej legendarnymi władcami byłby dopiero problem – było ich wszak 48, czyli o czterech za dużo. Musiałby więc Władysław skasować z niej pięciu, oraz wszystkich królów historycznych, by Zygmunt miał numer 44.
.
Jak więc widzimy – obojętnie jak byśmy nie liczyli  – Zygmunt III Waza nie mógł być czterdziestym czwartym królem Polski, licząc łącznie królów historycznych i tych fikcyjnych z „kronik”.
.
Tu jeszcze dodam, że jeśli policzymy tylko rzeczywistych, historycznych władców państwa Piastów/Polski – książąt i królów – i tak nie uzyskamy liczby 44, choć będziemy blisko niej. Licząc ze współwładcami (Otto, Dytryk, Mieszko Bolesławowic i Zbigniew) byłoby wszystkich z Wazą włącznie 45. Bez współwładców 41. Czyli znów nie 44. A ponadto w tym przypadku na tablicy musiałoby pisać o Zygmuncie – czeterdziesty pierwszy lub czterdziesty piąty w szeregu książąt i królów. No i przede wszystkim tablica nie byłaby wtedy dowodem na starożytne Imperium Lechii.
Natomiast jeśli spojrzymy do pocztu królów szwedzkich – wszystko staje się jasne i oczywiste. W przypadku ich pocztu nie ma wątpliwości, gdyż nie numerowali ani władców legendarnych, ani niekoronowanych regentów: Zygmunt III Waza był czterdziestym czwartym królem Szwecji:
.
I – co uwypuklali Wazowie – z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa. Ignorowali to, że w większości protestancki szwedzki parlament zdetronizował Zygmunta z powodu jego gorliwego katolicyzmu, po czym krótko później musiał uciekać on ze Szwecji. Protestanci nie chcieli gorliwego katolika na tronie. Z tym z kolei nie godzili się Wazowiei i dlatego Władysław na tablicy na kolumnie pisał o ojcu: z tytułu dziedziczenia, następstwa i prawa – król Szwecji (…)  w szeregu czterdziesty czwarty król.
.
A teraz jeszcze o imieniu Lech, o Lachach, Lechitach i Lechistanie…
.
Nie wiem, czy ktokolwiek z turbolechitów zwrócił uwagę na dziwny fakt – ani jeden z historycznych władców piastowskich, „lechickich”, nie nosił imienia Lech. Więcej jeszcze – przejrzałem spisy wszystkich dzielnicowych książątek piastowskich:
.
Wśród nich także nie ma ani jednego książątka o tym imieniu. Znalazłem kilku historycznych, średniowiecznych Leszków:
.
Ale ani jednego Lecha. A przecież dzięki legendzie o Lechu, Czechu i Rusie imię to, monarsze, królewskie, powinne być u Piastów cenione, popularne, podnoszące prestiż nosiciela. I przez to powinne być często potomkom nadawane. A tu tymczasem nie ma go u „lechickich” Piastów w ogóle. Jak można wytłumaczyć tę zagadkę?
Otóż – co zapewne zaszokować może niejednego czytelnika i wszystkich turbolechitów razem wziętych – wyjaśnienie tej zagadki jest proste i prozaiczne: u „lechickich” Słowian nie było, nie istniało imię Lech!!!  I przez to nie było męskim potomkom nadawane.
Wymyślone zostało ono wyłącznie na poczet legendy, obok imion Czecha i Rusa.
.
Tyle że i te imiona nie istniały u Rusinów i Czechów.
W udokumentowany sposób pierwszy raz Piastów/Polan Lachami nazwał Nestor:
.
„Wybuchł w ziemi Lachów bunt, powstali chłopi i pozabijali swoich biskupów…”
.
Imię te wziął zapewne z legendy o Lechu/Lachu, Czechu i Rusie. Od Rusinów przejęli je Persowie, Tatarzy, Turcy i kto tam jeszcze. W ten sposób nazywano najpierw PiastówPolan i ich państwo, a później polską szlachtę i Polskę/Koronę: Lachy, Lechici, Lechistan. Używający tych nazw nie zdawali sobie sprawy z tego, że imienia Lach/Lech u „Lachów-Lechitów” nie ma. Istniało tylko w legendzie, a później w „kronikach” kościelnych fantastów – choć nie od początku. U Anonima i Kadłubka jeszcze Lecha/Lechów nie było.
I nikt u „Lechitów” nie nosił tego imienia przez długie wieki.
Tu przyznam się, że nie wiem, kiedy Lech wszedł u Polaków do użytku jako nadawane synom imię męskie. Prawdopodobnie nie wcześniej, niż u schyłu Rzeczypospolitej, gdy szlachta goniła za własną mitologią. Tyle że bardziej ceniła sarmatyzm niż lechityzm. Jest niewykluczone, że Lech jako imię wszedł do użycia dopiero pod zaborami. Teraźniejszość dla Polaków, zwłaszcza dla szlachty (nie mogła sejmikować, wybierać królów i się warcholić) była wówczas ponura a przyszłość niepewna. Tak więc żyło się przeszłością. Pisano (Trylogia Sienkiewicza) i malowano (Grunwald i inne płótna Matejki) ku pokrzepieniu serc. I wymyślano religijne bzdury zwane mesjanizmem. I pewnie ktoś przypomniał sobie wtedy legendę o Lechu Czechu i Rusie. I nadał synowi monarsze imię pierwszego z nich – być może na dobrą wróżbę.
Jak by nie było, wiki wymienia kilkudziesięciu Lechów, ale poza tylko  jednym z nich, wszyscy pozostali urodzili się w XX wieku. A tylko jeden, przedostatni na liście, Lech Ziemski, urodził sią w XIX wieku: w roku 1887:
.
Naturalnie nie oznacza to, że wcześniej nie było Lechów. Zapewne byli. Niemniej imienia tego nie ma wśród piastowskich władców i pomniejszych książątek, wśród słynnych rycerzy i możnowładców ani wśród hetmanów, wojewodów, biskupów, pisarzy, kronikarzy. Przez długie wieki istniało tylko w legendzie i w wyssanych z palca „kronikach” wyliczających przedmieszkowych władców. Jako imię nadawane Polakom pojawiło się stosunkowo późno. Nie przeszkadzało to różnym ludom nazywanie Piastów/Polan  a później Polaków Lachami czy Lechitami. Skąd mogli wiedzieć, że u „Lechitów” tego imienia, poza legendą, nie ma.
.
Ostatnim, żenująco naciąganym przez turbolechitów”dowodem” na owo „Imperium”, jest znalezione w żydo-biblii słówko Lehi:
.
.
.
.
.
.
Ten przykład pokazuje, jak cieńko stoi ich wymysł, przez co zmuszeni są, przy pomocy naciąganej „lingwinistyki” szukać w hebrajskich wymysłach dowodów na ich „Imperium”. Przypadkowe podobieństwo wyrazu lehi z Lechią wprawił ich w euforię. Pewnie wydaje się im, że ilość wymyślonych i niepoważnych „dowodów” zmieni się w jakość. Ani razu za to nie przywołali choćby Geografa Bawarskiego. Dlaczego? Wszak przy pomocy szpiegów na potrzeby planowanego przez króla Ludwika II Niemieckiego podboju słowiańskich ziem i plemion sporządził wykaz kilkudziesięciu plemion słowiańskich i setek ich grodów.:
.
Nie ma jednak w tym spisie żadnych wzmianek o Lechitach, a tym bardziej o ich „Imperium”. I dlatego, choć jest to niepodważalny dokument, turbolechici o nim nie wspominają. Bo burzy ich wymysły.
.
I tak prezentują się „dowody” turbolechickich świrów na ich urojone „Imperium Lechii”…
.
.
opolczyk
.
.
.