Głogoczowski, Bein i WPS – czyli komu i czemu służą insynuacje Głogoczowskiego…

.


.
Nie pisałbym o tym, ale to Głogoczowski wywołał mnie do tablicy. W jego wpisie – insynuacjach – pod adresem Piotra Beina napisał pod moim adresem:
.
„Odnośnie “prywatnej informacji” jaką uzyskał dr Bein:
.
“Osoba wiarygodna napisała dziś w prywatnym mejlu:
.
„Marek od kilku lat walczy o życie, on ma raka w tzw. twarzoczaszce…. Stąd u niego występują negatywne zmiany w jego psychice i oczywiście to rzutuje, na to co on robi, pisze itd.”
.
To ta “osoba wiarygodna”, podpisująca się “as” i opisująca “chorego Głogoczowskiego, który z Polski wyjechał, jak sam o tym pisał, w 1968 roku” – to zapewne sławny ŚŁOWIANIN “Opolczyk” Andrzej Szubert z Schwarzwaldu, zwłaszcza że obecnie kamufluje swe prawdziwe nazwisko jako: Andrzej Opolski (tu zamieścił Głogoczowski jeszcze mój poufny, tylko dla znajomych, adres mailowy, w którego posiadanie wszedł wbrew mojej woli).”

https://wiernipolsce1.wordpress.com/2019/11/03/dr-bein-publicznie-histeryzuje-na-mg-temat-2/
.
Otóż informacje o stanie zdrowia Głogoczowskiego otrzymaliśmy (Piotr Bein i ja) od naszego wspólnego znajomego. A że prosił o dyskrecję, nie ujawniam więc jego nazwiska, niemniej wobec insynuacji Głogoczowskiego muszę się bronić i zamieszczam fragment otrzymanego maila:
.

Drogi Piotrze! Oraz Wielce Szanowny Panie Andrzeju!

„(…)
Co do Marka Głogoczowskiego. Drogi Piotrze nie powinieneś się przejmować co ten facet pisze na Twój temat.
.
Wyjaśniam co się z nim dzieje, z tym, że proszę traktować to jako POUFNE!!!!
.
Marek od kilku lat walczy o życie, on ma raka w tzw. twarzoczaszce…. Stąd u niego występują negatywne zmiany w jego psychice i oczywiście to rzutuje,
.
na to co on robi, pisze itd. Po prostu wybaczcie jemu on ma już bliżej niż dalej. Owszem ten góral ma bardzo, ale to bardzo mocny organizm, z tym, że w jego przypadku „dusza” nie panuje nad ciałem (pisząc metaforycznie i najbardziej jak mogę delikatnie).
.
Moja szanowna Małżonka często mi powtarza abym nie denerwował się na zachowanie Marka….
.
Oszem tak też i czynię, ale czynię też tak, że NIE UTRZYMUJĘ Z NIM ŻADNYCH KONTAKTÓW, a to co on mi wysyła to natychmiast kasuję nie otwierając poczty….
.
Zablokowałem jego nr. tel. itd…. Owszem jest mi go żal, ale to nie powód, abym z nim utrzymywał jakiekolwiek kontakty. Dość mi on już zdążył zaszkodzić, nie chcę więc go znać.
.
Szkoda, że nie mamy możliwości swobodnej rozmowy, bo bym miał Panom bardzo, ale to bardzo dużo do powiedzenia. Nie tylko o Marku
.
Z wyrazami szacunku (…).”
.
Ponadto Głogoczowski insynuuje, że kamufluję swoje nazwisko. Wrzucam skan maila rozesłanego przeze mnie do grupy znajomych w marcu 2018 roku, w którym wyjaśniłem powody założenia nowego adresu pod fikcyjnym nazwiskiem:
.


.
Tak więc nie „kamufluję” swojego nazwiska, a w posiadanie tego adresu wszedł Głogoczowski okrężną drogą, bez mojej wiedzy , nie mając pojęcia, dlaczego założyłem go na fikcyjne nazwisko (Piotr Bein nierozważnie do toczącej się już dyskusji dorzucił jego adres, przez co zdobył on wgląd w mojego maila i ten właśnie poufny adres).
Tu zacytuję jeszcze mojego maila wysłanego na adresy Piotra Beina, Dariusza Kosiura, Pawła Ziemińskiego, Jerzego Zięby, Marii Majewskiej, Jerzego Jaśkowskiego i Rafała Gawrońskiego:
.
Włączę się do dyskusji, gdyż chory na głowę i na katodebilizm Gawroński i na mnie niedyś naszczuł:
https://rafzen.wordpress.com/2016/02/20/niejaki-szubert-pluje-na-polakow-za-to-ze-ujaniaja-prawde/
.
Ten człowiek naprawdę jest chory na głowę – na poważne publikował idiotyzmy, że w „raju” Adam i Ewa – fikcyjne postacie z żydowskiej rasistowskiej i zbrodniczej biblii mówili po polsku. Na zdjęciu poniżej to on, psychicznie przykuty do rzymskiej szubienicy, bez której nie wyobraża sobie Polski:
.


.
Gawrońskiemu nie podoba się moje nazwisko. A mnie śmierdzi jego. Wiem, że wielu żydowskich przechrztów przybierało nazwiska pochodzce m.in od nazw zwierząt, także ptaków. Jego nazwisko pochodzi od gawrona.
Nie utrzymuję jednak, że koniecznie jest potomkiem żydowskich przechrztów. Nigdy zresztą nie oceniam ludzi po nazwisku czy po pochodzeniu, a po tym – jak postępują, co robią i mówią czy piszą. A co pisał Gawroński?
Zerżnął żydowską rasistowską ideologię „wybraństwa” i głosi że „wybranym narodem” są Polacy.
Owszem – są narodem wybranym – przez żydostwo, do ogolenia do gołej skóry. I do zrobienia z ich kraju Polin-Judeopolonii. I jeszcze wypisuje brednie o gadających w raju po polsku Adamie i Ewie:
https://rafzen.wordpress.com/2012/06/16/w-raju-adam-i-ewa-rozmawiali-po-polsku-2/
.
I taki świr, czub, turbo-katodebil jest nagle „autorytetem” dla chorego Głogoczowskiego, który z Polski wyjechał, jak sam o tym pisał, w 1968 roku.
A kto wtedy masowo wyjeżdżał z Polski? Polakom tak łatwo wtedy paszportów nie dawano.
Czy mamy tu przypadek – „łapaj złodzieja” i reklamowanie przy okazji ludobójczych szczepionek made in big pharma?
.
Niech każdy odpowie sobie sam...
.

.
Kolejna sprawa – szczepionki i ożydzanie antyszczepionkowców Majewskiej, Beina, Zięby i Jaśkowskiego….

.

(Oglądając te zdjęcia, Rafał Gawroński „Prezes Stowarzyszenia Ziemiańskiego w Polsce” zauważył, iż„Wszyscy czworo mają żydowską fizjonomię.”)

.
Zacznę od tego, że gdyby nawet wszystkie te osoby były pochodzenia żydowskiego (co oczywiście jest tylko insynuacją Gawrońskiego i Głogoczowskiego), nie byłoby to żadnym „argumentem” w dyskusji o szczepionkach. Tu tylko przypomnę – pochodzenia żydowskiego jest Janusz Sujecki, autor broniącego Polaków listu otwartego do ambasadorki Izraela, o czym niedawno pisałem:
https://opolczykpl.wordpress.com/2019/10/24/list-otwarty-do-olgi-tokarczuk-w-kontekscie-listu-janusza-sujeckiego-do-ambasadorki-izraela/
.
Pochodzenia żydowskiego jest Norman Finkelstein, który demaskuje bezpodstawność żydowskich roszczeniowców spod znaku „Przedsiębiorstwa holokaust”.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Norman_Finkelstein
.
Tak więc pochodzenie żydowskie wcale nie dyskwalifikuje obligatoryjnie kogokolwiek. To jednak do takich jak Gawroński czy Głogoczowski nie dociera. Wydaje się im, że jak na kogoś krzykną: Żyd, zwalnia ich to z obowiązku przedstawienia merytorycznych argumentów w toczącej się dyskusji.
.
W sprawie szczepionek znacznie bardziej ufam temu, co o nich podczas konferencji antycenzuralnej w Szwajcarii mówił lekarz medycyny dr. Johan Loibner. Pisałem o tym tu:

.
Przytoczę fragment tamtego wpisu dotyczący owego lekarza:
.
„Krótko o nim – po normalnych studiach medycznych dodatkowo studiował jeszcze przez lata pogłębiając wiedzę medyczną w kilku kierunkach – m.in. homeopatii i naturalnej medycyny Kneippa. Przez kilka lat prowadził wykłady dla studentów i lekarzy na uniwersytecie w Grazu. Prowadził też prywatną praxis jako lekarz związany z kasą chorych i leczył w niej przez kilka lat. Ale już wtedy zauważył, że wysłannicy big pharmy narzucają lekarzom za pośrednictwem izb lekarskich i ministerstwa , jakie są choroby i co na nie należy przepisywać. Przyjmował w tym okresie 60-80 pacjentów dziennie a „leczenie” polegało na wypisywaniu recept. Po kilku latach doszedł do w wniosku, że z taką medycyną polegającą na rozprowadzaniu produktów big pharmy nie chce mieć nic wspólnego. Założył więc nową praxis, w której stosował głównie medycynę naturalną i homeopatię, choć całkiem z alopatii nie zrezygnował. Na życzenie pacjentów podawał im nawet szczepionki. Wtedy też zdarzyło się w krótkim czasie w jego praktyce lekarskiej kilka ciężkich powikłań poszczepiennych, z jednym przypadkiem śmiertelnym.
I dopiero wtedy na serio zainteresował się szczepieniami i ich rzekomo dobroczynnym działaniem dla zdrowia ludności. Bo jak sam stwierdził, w czasie gdy był studentem medycyny, miał 2 godziny wykładów na temat szczepień. Twierdzi wręcz i trudno temu zaprzeczyć, że przeciętny lekarz po studiach nie ma zielonego pojęcia o szczepieniach. Bo ile można nauczyć się o nich przez dwie godziny wykładów na przestrzeni sześciu lat studiów.
Przez szereg lat sam dla siebie, dla pogłębienia własnej wiedzy, zajmował się intensywnie tematyką szczepień. Wreszcie po latach tych badań zaczął publikować artykuły i wygłaszać prelekcje podważające oficjalną wykładnię medycyny odnośnie szczepień. Nazywa szczepienia selekcją powołując się na Napoleona. Bo to Korsykanin pierwszy na masową skalę wprowadził „szczepienia” przeciwko ospie. Tyle że jemu nie chodziło o uodpornienie żołnierzy, bo zresztą termin „antyciała” wtedy jeszcze nie istniał. Napoleon chciał wiedzieć, którzy żołnierze są rzeczywiście silni i zdrowi, a którzy nie. Wszystkim żołnierzom zdrapano naskórek na ręce i pocierano ranę strupami chorych na ospę. 80 % przeszło owe „szczepienia” bez większych powikłań i pozostało w wojsku. Z pozostałych 20 % część zmarła, a pozostali na skutek ciężkich powikłań chorobowych zostali inwalidami i kalekami. Nie tylko Napoleon zainteresowany był zdrową armią odporną na czarną ospę. Istniały wtedy elitarne oddziały żołnierzy, także w Rosji, do których przyjmowano tylko ludzi naznaczonych śladami po przebytej czarnej ospie. Twórcy tych oddziałów rozumowali tak – jeśli taki przeżył ospę, to byle co nie zwali go z nóg.
.
Napoleon i tak miał szczęście. Gdyby podobne „szczepienia” przeprowadzono w głębokim średniowieczu, najprawdopodobniej śmiertelność byłaby znacznie wyższa. W jego czasach, po rewolucji francuskiej, dzięki zniesieniu poddaństwa i pańszczyzny mniej było głodu we Francji niż w wiekach średnich, przez co tylko 20 % żołnierzy odpadło przez tamte „szczepienia”.
.
Gdy dr Loibner rozpoczął wykłady o szkodliwości szczepień, nazywając je selekcją (zdrowi przeżyją, a pozostali sami sobie winni, że nie są zdrowi) przedstawiciele big pharmy zaskarżyli go w ministerstwie zdrowia Austrii. Dostał ostrzeżenie, że jeśli nie zaprzestanie prelekcji, odbiorą mu licencję lekarza. Był uparty, nie przestraszył się szantażu i dalej prowadził prelekcje, wobec czego w 2009 roku odebrano mu licencję lekarską.
.
I w tym miejscu nasuwa się kilka pytań – dlaczego ministerstwo zdrowia, oficjalna medycyna i big pharma nie zaproszą go do publicznej, otwartej debaty przed kamerami telewizyjnymi? Dlacze nie próbują merytorycznie podważać jego wypowiedzi, a jedyne co robią, to go po prostu gnębią i próbują zakneblować?
Odpowiedzi na te pytania są proste – Loibner posiada ogromną wiedzę o szczepieniach, nie tylko medyczną i mikrobiologiczną. Także historyczną. Ponadto mówi o szczepieniach z uwzględnieniem zmian socjalno-bytowych i poprawą wyżywienia – a te aspekty są całkowicie ignorowane przez zwolenników szczepień. I ponieważ ani jeden z hurra-turbo-szczepionkowców nie posiada nawet ułamka jego wiedzy i nie jest w stanie podważyć jego merytorycznych wypowiedzi, stosują wobec niego knebel.
.
Tu przypomnę, że w średniowieczu epidemia ospy potrafiła jednorazowo wybić 1/3 mieszkańców Europy. Ale wtedy były za to odpowiedzialne bieda i głód oraz katastrofalne warunki higieniczne. Epidemie ospy pod koniec XIX wieku dawały znacznie mniej ofiar, bo warunki bytowe, wyżywienie i higiena były na wyższym poziomie. W okresie szczytowego dobrobytu na Zachodzie, który przypadł na lata 80-te i 90-te XX wieku poziom zdrowia mieszkańców był najwyższy w historii, przez co powikłań poszczepiennych było znacznie mniej niż obecnie, choć i wtedy się zdarzały. Obecnie ze względu na pogarszające się od ćwierci wieku warunki bytowe na zachodzie, coraz większą ilość śmieciowej tzw. „żywności”, GMO i narastający stres spowodowany wyścigiem szczurów, dochodzi do coraz większej liczby powikłań poszczepiennych. I nie ma się czemu dziwić – jest to selekcja – zdrowszy przeżyje. A pozostali idą na przemiał.
A przy okazji big pharma zarabia biliony dolców, euro, funtów i czego tam jeszcze (…).”
.
No i właśnie – filozof-fizyk Głogoczowski nie ma o szczepionkach zielonego pojęcia, podobnie jak ogromna większość lekarzy, którzy wiedzą o nich tyle, ile im „wyłożono” przez 2 godziny podczas studiów medycznych. Stąd ani przedstawiciele oficjalnej medycyny (Jerzy Zięba nazywa ją rockefellerowską), ani przedstawiciele big pharmy nie podejmują z takimi jak dr Loibner dyskusji. Wiedzą, że z jego fachową argumentacją nie mają szans. Jedyne co robią, to go kneblują. Lub – jak Głogoczowski – antyszczepionkowców ożydzają.
.
Drugim „argumentem” Głogoczowskiego jest powtarzana przez niego starożytna sentencja: co cię nie zabije to cię wzmocni. Powtarza ją jak papuga. Niestety nie zauważa, że jest ona ogromnie uproszczona i powinna brzmieć: co cię nie zabije, nie zrobi z ciebie kaleki, inwalidy, osoby chorowitej i słabowitej, to cię być może wzmocni”.
.
Wybuchy bomb atomowych w Hiroshimie i Nagasaki przeżyły dziesiątki tysiący osób znajdujących się wystarczająco daleko od epicentrum eksplozji. Ale już po krótkim czasie dziesiątki tysięcy z nich zaczęło cierpieć na nieznane wcześniej choroby. W zależności od dawki skażenia promieniotwórczego umierali po kilku dniach, tygodniach, miesiącach czy latach. Wybuch bomb atomowych nie zabił ich. Ale i nie wzmocnił.
.
„Eksplozja” otyłości spowodowanej przede wszystkim śmieciową „żywnością” znana jest na zachodzie.
.
.
.
Dotknięci nią dodatkowo najczęściej cierpią na cukrzycę, choroby układu pokarmowego i krążenia. Śmieciowa żywność, jak widać, nie zabija ich od razu. Ale i nie wzmacnia.
.
Wielu żołnierzy wracających z wojen, nawet jeśli nie odnieśli ran, psychicznie są wrakami. Wojna ich nie zabiła, ale i nie wzmocniła.
.
Miałem znajomego. Był kiedyś na grzybach i niestety przyniósł do domu jednego „trujaka”. Miał i tak dużo szczęścia, gdyż zjadł go niewiele i gdy dostał wymiotów, gorączki i silnego bólu podbrzusza, szybko zadzwonił po pogotowie (było to jeszcze w czasach PRL). W szpitalu uratowano go, choć podczas ciężkiej operacji wycięto mu kawał zniszczonej trucizną wątroby. Wcześniej zdrowy i silny, po tym incydencie był do końca życia schorowany. Trujący grzyb nie zabił go, ale i nie wzmocnił.
.
Każdy myślący człowiek byłby w stanie wymienić setki czynników, tak fizycznych (różne substancje) jak i psychicznych (silne przeżycia traumatyczne), które wprawdzie nie zabijają od razu, ale nie wzmacniają dotkniętych nimi – a wręcz odwrotnie – czynią z nich ludzi chorobliwych, a niekiedy inwalidów i kaleki.
Tyle więc jest wart „argument” powtarzany jak papuga przez Głogoczowskiego, że co cię nie zabije, to cię wzmocni.
.
I przy pomocy takiej demagogii, takich „argumentów” (ożydzanie i bzdurna sentencja) agituje on na rzecz szczepionek. które fachowiec, lekarz nazywa selekcją.
.
Kolejna sprawa to zarzut „eksploatowania chorego Głogoczowskiego” przez Pawła Ziemińskiego. Być może nie wie on nic o chorobie MG, niemniej  wciągnięcie go do grona publicystów na stronie WPS nosi znamiona jego eksploatacji. Tu przypomnę…
.
Kilka lat temu Dylak wywalił z kokpitu Kosiura i Ziemińskiego i przejął pierwotną stronę WPS. I choć to on był faktycznie jej założycielem i adminem, sam jednak nic nie publikował. Założył ją, by mogli na niej publikować właśnie Kosiur i Ziemiński. Przejmując na własność stronę, której był adminem a nie autorem tekstów, ukradł po prostu Dylak publicystyczny dorobek Kosiurowi i Ziemińskiemu. Do złodzieja tekstów przyłączył się wtedy i Głogoczowski. Ale gdy z czasem zorientował się, że poczytność ukradzionej strony Dylaka jest katastrofalnie niska, szukając większego grona czytelników, wrócił do Ziemińskiego i Kosiura. Tu powiem szczerze – na ich miejscu powiedziałbym mu – won – spadaj do Dylaka. A jednak przyjęli go spowrotem. Obaj panowie z WPS – Kosiur i Ziemiński mają nie tylko aspiracje publicystyczne, ale i polityczne, co zresztą widać po wielu ich inicjatywach, które kończyły się najczęściej fiaskiem. Obaj też wiedzą, że chcąc zaistnieć politycznie, muszą zdobyć znacznie większą popularność. Mogą to osiągnąć przede wszystkim przez znacznie większą poczytność ich strony. Z tego powodu ponownie przyjęli do grona autorów WPS Głogoczowskiego. Nosi więc to znamiona eksploatowania jego publicystyki dla ich celów politycznych – zdobycia większego rozgłosu i większej poczytności. A to, że tamten obok mądrych rzeczy wypisuje też brednie i insynuacje – tym lepiej. Im bardziej kontrowersyjne teksty, im bardziej zażarte pod nimi dyskusje czy pyskówki – tym więcej wkliknięć.
Wiem o czym mówię – nim pod koniec 2014 roku zablokowałem komentarze pod bieżącymi wpisami u mnie, miałem dzienną frekwencję w granicach 3 do 5 tysięcy. Po zablokowaniu bieżących komentarzy frekwencja w ciągu dosłownie kilku dni spadła do ok. tysiąca dziennie i taką pozostaje do dzisiaj. Co świadczy o tym, że zdecydowana większość wkliknięć, także na WPS, związana jest z dyskusjami/pyskówkami pod tekstami a nie z publikowanymi wpisami. W moim przypadku jest inaczej niż u panów z WPS – nie mam ambicji politycznych i nie zależy mi na sztucznym zawyżaniu wejść na bloga.
.
W ostatnich latach z komentowania na WPS zrezygnowało co najmniej kilkunastu poważnych komentatorów. Powody były głównie dwa – fatalna moderacja połączona z usuwaniem rzeczowych, choć kłopotliwych komentarzy, pobłażliwe traktowanie katolickich i turbolechickich troli jak i właśnie publicystyka proszczepionkowa Głogoczowskiego. Niejeden z nich pytał mnie na moim blogu, lub prywatnie w mailach, co ci ludzie z WPS wyprawiają.
Nie jestem upoważniony do odpowiadania w ich imieniu. Niemniej stracili niejednego sympatyka i poważnego komentatora.
.
Nie jestem wrogiem WPS, Pawła Ziemińskiego i Dariusza Kosiura. Utrzymuję nawet z Ziemińskim, choć sporadycznie, korenspondencję mailową. Niemniej nie mogę milczeć, gdy niepoważny Głogoczowski ożydza bezpodstawnie Piotra Beina i trzech innych antyszczepionkowców, przy okazji wypisując insynuacje i pod moim adresem.
.
I tylko dlatego napisałem powyższy tekst.
.
.
opolczyk
.
PS
I jeszcze dwie sprawy:
.
1) W komentarzu pod insynuacjami Głogoczowskiego napisałem, że założyłem pocztę na fikcyjne nazwisko „Kluczborski”.
.
Pomyliłem ten adres (mam taki, ale tylko do prowadzenia blogu) z założonym w marcu 2018 adresem na nazwisko „Opolski”, o czym wspomniałem w tekście.
.
2. Jakieś dwa lata temu w jednej z dyskusji na WPS pod jego wpisem (o czym mnie powiadomiono) Głogoczowski wrzucił nasze (moje i Piotrka Beina), już nieomal  „legendarne”, zrobione w moim mieszkaniu zdjęcie:
.
.
Opublikowaliśmy je w październiku 2011 na grypie666:
.
Zdjęcie wykonała moja żona, a pomysłodawcą zrobienia „jarmułek” z podwiniętych czapek byłem ja. Przy czym żona zastanawiała się już wtedy, co będzie, jeśli jacyś idioci na poważnie wezmą to zdjęcie, twierdząc, że jesteśmy Żydami.  I niestety nie pomyliła się. Przez lata kolportowano to zdjęcie w sieci z towarzyszącymi mu insynuacjami o naszym żydowskim pochodzeniu. Szczególnie wyróżniali się w tym admin „wolnej pluskwy” i Ulicki-Rek. U Białczyńskiego jakiś inny prowokator też wrzucił to zdjęcie pisząc, że jestem Żydem i mam kolegę rabina (niby rabinem miał być Piotrek Bein). A nie dalej jak niecałe 2 tygodnie temu pewien zablokowany przeze mnie prowokator (https://opolczykpl.wordpress.com/arkona/comment-page-1/#comment-87908) wrzucił to właśnie zdjęcie w jego komentarzu pytając – co to zdjęcie znaczy – czy jestem  Żydem?
Jedynie chyba Zygmut Białas, bloger i mój internetowy znajomy, gdy mu w komentarzu podrzucono to zdjęcie, zareagował prawidłowo – napisał że donosy i pomówienia go nie interesują.
.
No cóż – gdybyśmy byli (ja i Piotrek) faktycznie krypto-żydami, za Chiny sami nie opublikowalibyśmy zdjęcia w domniemanych jarmułkach podpisując się pod nim imieniem i nazwiskiem. Tylko idiota może na podstawie tego psikusa posądzać nas o żydowskie korzenie. I niestety do takich idiotów należy i Głogoczowski, który na WPS wrzucił w komentarzu to zdjęcie insynuując nasze żydowskie korzenie. Gdy brak argumentów pozostają mu wyłącznie insynuacje.
.
I jeszcze jedna zaszłość z Głogoczowskim – ponad 5 lat temu nazwał mnie publicznie „kretynem” (ten jego wpis zapewne jest na stronie Dylaka). Poszło o prezydenta Putina. Głogoczowski wściekły, że Rosja nie dokonała zbrojnej interwencji w zaatakowanym przez banderowską swołocz kijowską Donbasie, wyzywał Putina od najgorszych. Twierdził, że po jakiemuś tam Putin znaczy „kurwa”, że w młodości mieszkał w kamienicy zamieszkałej wyłącznie przez Żydów, zarzucał mu, że wywozi z Donbasu przemysłowe instalacje, a żyjących tam Rosjan wystawia na odstrzał. No i przekonywał mnie, że wobec jego tchórzostwa  banderowska swołocz rozwali latem 2014 Donbas, a jesienią uderzy na Krym i go Rosji odbierze. Ja tłumaczyłem mu natomiast, że Putin świadomie nie włączył Rosji do wojny o Donbas, wiedząc, że bandycki Pentagon to właśnie chciał osiągnąć – wciągnięcie Rosji do wojny u jej granic. Za co Głogoczowski nazwał mnie kretynem prorokując upadek Donbasu i utratę Krymu. A tymczasem Krym nadal jest rosyjski, a w ubiegłym roku otwarto z udziałem prezydenta (zdaniem Głogoczowskiego „kurwy”) Putina drogową nitkę mostu krymskiego:
.
.
I kto z nas wyszedł na kretyna filozofie Głogoczowski?
.
.
.