Odwalcie się, namolni katole, od pogaństwa…

.


.
Od kilku dni ślęczę nad nowym tekstem, ale nie idzie mi. Co napiszę kilka akapitów i je przeczytam, kasuję wszystko. Jakieś to takie rozwlekłe, nijakie, do niczego…
Być może ostatnia kilkutygodniowa przerwa wybiła mnie z rytmu, być może mam po prostu „kryzys twórczy”, jaki od czasu do czasu dopada chyba każdego publicystę. I tak ślęcząc nad pustym szkicem przez przypadek trafiłem na link który po prostu mnie wkurzył !
.
Tekst, nad którym obecnie się morduję, i nic mi nie wychodzi, dotyczy zareklamowania pewnego blogu, z którego link tekstu o frankistach podrzucił mi Metro:
https://bb-i.blog/2019/09/23/frankisci/
.
Zamierzam ten blog zareklamować, gdyż ma rzeczywiście dobre teksty odnośnie „kwestii żydowskiej”. Co nie znaczy, że ze wszystkim, co pisze autor, się zgadzam. W tekście o frankistach napisał np. to:
.
„Plan Franka powiódł się tylko w części. Nie udało mu się stworzyć państwa żydowskiego na ziemiach Polski, powiodło mu się tylko pozbawić Polaków suwerenności w ich własnym kraju.”
.
Frankiści z upadkiem Rzeczypospolitej nie mieli praktycznie nic wspólnego. Rzeczypospolitą dobiła kontrreformacja – jezuici, którzy stopniowo sfanatyzowali i totalnie ogłupili skatoliczoną część szlachty oraz biskupi senatorzy, którzy forsowali w sejmie i poza nim interesy kk i papiestwa, a także uczynili Rzeczypospolitą (władców i wojska) narzędziem polityki papiestwa, nawet za cenę szkód wyrządzanych racji stanu państwa. Inna rzecz, poprzez upadek Rzeczypospolitej suwerenności pozbawieni zostali też Litwini i Rusini. Nie bądźmy szowinistami – w Rzeczypospolitej żyły i inne nacje, nie tylko Polacy.

.
Aby zrozumieć upadek Rz’plitej i ponoszących winę za to „polskiego” kk i papiestwa należy pamiętać, że Rzeczypospolita była państwem wieloetnicznym i wielowyznaniowym. Katolicy stanowili absolutną mniejszość – prawosławnych i protestantów razem wziętych było więcej. Także w składzie etnicznym Polacy stanowili absolutną mniejszość. Rusinów i Litwinów było więcej. Mimo to katolicy uparcie zabiegali o utrzymanie supremacji katolicyzmu w państwie, a nawet czynnie w okresie „polskiej kontrreformacji”  zwalczali prawosławnych i protestantów. Natomiast szlachta polska dążyła także do supremacji w całym państwie (na Litwie i na Ukrainie też), uprawiała powolną kolonizację Litwy, a po włączeniu Ukrainy do Korony na mocy Unii Lubelskiej w zmasowany sposób zaczęła kolonizować i Ukrainę. Efektem katoliczenia i polszczenia Ukrainy były powstania kozackie, wyniszczające państwo. W sumie działania „polskiego” kk jak i polskiej skatoliczonej szlachty doprowadziły do tego, że protestanci, prawosławni, a na płaszczyźnie etnicznej Rusini i Litwini czuli się obywatelami drugiej kategorii, szykanowanymi przez państwo. To kontreformacja, fanatyzm katolików i szowinizm polskiej szlachty rozbiły wcześniejszą, widoczną jeszcze w czasach jagiellońskich, spójność państwa. Gwoździem do trumny Rzeczypospolitej był giga-tumult religijny wymierzony przeciwko uchwalonemu przez sejm równouprawnieniu dla protestantów i prawosławnych. Wywołali go (pod nazwą konfederacji barskiej) fanatyczni katolicy pod hasłem „obrony wiary”.
Pewnie, że owo równouprawnienie narzuciła pełniąca obowiązki carycy rosyjskiej Niemka Katarzyna (trzeba przyznać, że obowiązki te pełniła dobrze – zrobiła z Rosji mocarstwo). Ale paradoksalnie owo narzucone z woli Katarzyny równouprawnienie religijne mogło być ostatnią deską ratunku dla ginącej Rz’plitej. A ona faktycznie ginęła, także gospodarczo. Załamanie handlu zbożem, który był głównym źródłem bogactwa państwa (pisał o tym W „Bożym igrzysku” Norman Davies) nastąpiło w 1648 roku. Przyczyną było powstanie Chmielnickiego, które objęło ówczesny „spichlerz” Rzeczypospolitej – całą Ukrainę. Gdyby jej nie katoliczono i nie kolonializowano – handel zbożowy kwitłby dalej. Upadek miast po szwedzkim potopie jest też faktem. I zniszczenia jakie „potop” wywołał – porównywalne ze zniszczeniami II wojny światowej. A czemu do niego doszło? Jednym z głównych powodów, dla których Karol X Gustw najechał Rz’plitą i ścigał Jana Kazimierza był zamiar wymuszenia na nim ostatecznego zrzeczenia się roszczeń do korony szwedzkiej. Wszystkich trzech kolejnych Wazów wybierano na władców Rzeczypospolitej za sprawką intryg i knowań papiestwa. Jak wiemy Zygmunta III Wazę, gorliwego katolika, króla Szwecji, protestancki w większości szwedzki parlament zdetronizował. Szwedzi nie chcieli gorliwego katolika na tronie. Na koniec, już po detronizacji, po prostu go wypędzili. Wygnańcem zatroszczyło się papiestwo i doprowadziło do osadzenia owego „króla Szwecji bez korony i państwa” na tronie Rzeczypospolitej. Kalkulacja była taka – wciągnąć Szwecję w wojnę, rozbić jej wojska siłami polsko-litewsko-rusińskim, osadzić ponownie Wazę na tronie szwedzkim i ponownie Szwecję skatoliczyć. I naturalnie ponownie podporządkować ją papiestwu. Rzeczypospolita i jej wojska były narzędziem w rękach papiestwa na przestrzeni panowania wszystkich trzech kolejnych Wazów. I gdy ostatni z nich abdykował – to oto pozostało po nich w „spadku”: upadek (za panowania Władysława IV Wazy) handlu zbożem, utracona bezpowrotnie (po powstaniu Chmielnickiego) lewobrzeżna Ukraina, po szwedzkim najeździe Rzeczypospolita leżała w gruzach, miasta były w stanie upadku, a wcześniejszy lennik, pruski elektor uwolnił się od lennej zależności (a już kilkadziesiąt lat później Prusy najgorliwiej parły do rozbiorów Rzeczypospolitej i były jednym z mocarstw rozbiorowych).
Tyle dało Rzeczypospolitej osadzanie w interesach papiestwa na naszym tronie trzech kolejnych ultrakatolickich Wazów.
Choć nie tylko w czasach Wazów polityka Rzeczypospolitej podporządkowana była interesom papiestwa. Bo czym była tzw. „odsiecz wiedeńska”? Czy przyniosła państwu, poza blaskomiotnym sukcesem militarnym, jakiekolwiek korzyści polityczne? Uratowany Habsburg Leopold nawet Sobieskiemu nie podziękował. Jedynym „sukcesem politycznym” za odsiecz było przyznanie Sobieskiemu przez papieża tytułu „obrońcy wiary”. Wiedeń zaś w ramach katolickiego „bóg zapłać” 89 lat później  przystąpił do pierwszego rozbioru. A tymczasem Prusy rosły w siłę. I prowadziły politykę jawnej wrogości wobec Rzeczypospolitej. Już po wyrwaniu się ich z lennej zależności od Korony pod koniec szwedzkiego potopu, w czasach panowania niedojdy Korybuta Wiśniowieckiego publicznie, także w Sejmie, głośno mówiono o konieczności ponownego narzucenia Prusom lennej zależności. Także w czasach królowania „Lwa spod Chocimia i Wiednia” głośno i publicznie o tym dyskutowano. Z różnych dokumentów wiadome jest, że Sobieski wyprawę taką nawet planował, ale nigdy jej nie zrealizował. I teraz wyobraźmy sobie – zamiast pod Wiedeń pod naciskiem kleru i papiestwa, Sobieski całą potęgą uderza na Prusy, rozwala je i narzuca im ponownie lenną zależność. W ten sposób „uziemiony” by został jeden z przyszłych zaborców. W tym samym czasie pada Wiedeń, czyli drugiego przyszłego zaborcę mielibyśmy też z głowy. Jakże inaczej potoczyłaby się wtedy historia…
Ale wracam do giga tumultu wywołanego wprowadzeniem równouprawnienia religijnego w Rzeczypospolitej. Gdyby katolicy zaakceptowali je, gdyby uznali za równoprawnych prawosławnych i protestantów, gdyby dopuścili ich do obejmowania urzędów i stanowisk państwowych i wojskowych, wtedy, tuż przed wybuchem konfederacji, ludna Rzeczypospolita była, przynajmniej potencjalnie, nadal potęgą. Gdyby udało się pod jednym sztandarem na równych prawach skupić katolików, prawosławnych, protestantów, Polaków, Rusinów i Litwinów, państwo byłoby w stanie uporać się z każdym wrogiem. Zwłaszcza, gdyby na kościół będący właścicielem 1/3 majątku Rzeczypospolitej nałożono podatek, choćby 10 %. Można by z tego utrzymać armię liczącą 200-300 tysięcy wojsk. Niestety dla fanatycznej katolickiej szlachty ważniejsza była obrona supremacji katolicyzmu. Zawiązanie konfederacji było równoznaczne z wypowiedzeniem wojny Rosji. Wojna trwała 4 lata. Przyniosła ogrom strat ludzkich i zniszczeń i tak biednego w sumie kraju. Co najgorsze, pod koniec tej wojny Katarzyna uległa naciskom Prus (a także Austrii) i zgodziła się na I rozbiór Rzeczypospolitej.
Takie owoce dała fanatyczna, arcyszkodlowa konfederacja barska. Od jej zakończenia Rz’plita była już w agonii i niespełna ćwieć wieku później z powodu aplikowania jej trujących „lekarstw” (np. arcyszkodliwej konstytucji 3 maja) państwo wyzionęło ducha.
.
I jeszcze jedna dygresja – wielokrotnie czytałem i słyszałem przechwałki katolików, że I Rzeczypospolita była państwem tolerancyjnym. Katolactfo wręcz puszy się ową tolerancyjnością Rzeczypospolitej. Ale ani jeden nie przyznaje, że była to tolerancyjność względna, oraz – co jest jeszcze ważniejsze – że nie była ona dziełem katolików, a wręcz odwrotnie – Rzeczypospolita była względnie (w porównaniu do innych państw) tolerancyjna wbrew ich woli. Przed unią z Litwą w czasach piastowskich bezwzględnie kościół tępił docierające do państwa Piastów, zwłaszcza do dzielnic śląskich, różne „egzotyczne”, uznawane za kacerskie, ruchy – m.in waldensów i bogomiłów. Byli bezwzględnie prześladowani i paleni na stosach. W tym samym czasie pogańska Litwa podbiła ogromne tereny ruskie, połykając jedno za drugim ruskie księstwa i księstewka. Ostatecznie w wielkim księstwie litewskim większość mieszkańców była Rusinami, a elity ich były już gorliwie prawosławne. Litwini nigdy nie próbowali zwalczać prawosławia, nawet gdy sami zmuszeni sytuacją przyjęli krzest (Władysław Jagiełło i Witold). Więcej nawet – mądrzy Litwini językiem urzędowym Wielkiego Księstwa zrobili język ruski, a nie litewski. Zamiast ruską większość zmuszać do nauki języka litewskiego sami nauczyli się ruskiego. I gdy po unii personalnej z Królestwem Polskim, pełniąc funkcję królów polskich naciskani byli bezustannie przez katolicki kler Korony, by wreszcie „nawracać” zaczęli Rusinów, wszyscy Jagiellonowie (nawet gorliwie katolicki Zygmunt Stary czynnie zwalczający luteranizm wśród mieszczan) tego odmawiali. Wiedzieli bowiem, że wywołałoby to ogólnoruski bunt i religijno-etniczną wojnę domową w Wielkim Księstwie.
Ważne jest i to, że w czasach jagiellońskich Unia Polsko-Litewska wyewoluowała do formy ustrojowej nazwanej „demokracją szlachecką”. Ukoronowaniem tego procesu była uchwalona w 1505 roku konstytucja Nihil novi (https://pl.wikipedia.org/wiki/Nihil_novi). Można by powiedzieć, że państwo przypominało firmę, w której król jest dyrektorem, a szlachta radą nadzorczą, bez zgody której król nie mógł niczego zmieniać. Ale dzięki temu prawosławni możnowładcy i szlachta ruska została zabezpieczona przed przymusowym jej katoliczeniem. I to ona obsadzała na ruskich ziemiach księstwa litewskiego wszystkie urzędy. A gdy pojawiła się w państwie reformacja, królowie nie byli w stanie zabronić możnowładcom i szlachcie konwersji na religie protestanckie. Owszem, mieszczan przechodzących na luteranizm początkowo brutalnie za Zygmunta Starego zwalczano (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_I_Stary#Sprawy_wyznaniowe). Ale wobec szlacheckich konwertytów król był bezsilny. A w czasach panowania ostatniego Jagiellona protestanci pojawili się już na dworze królewskim jako urzędnicy. Zaniechano też „państwowych” represji wobec protestanckiego mieszczaństwa. Znane jest powiedzenie Zygmunta Augusta: „Nie jestem królem waszych sumień”.

Dalej…

Katolicka propaganda głosi, że od domniemanego krztu Mieszka Polacy byli gorliwymi katolikami. Jednak w czasach reformacji i polska szlachta porzucała „świętą wiarę ojców” – żydogenny katolicyzm. Zgoda – luteranizm popularny był wśród niemieckiej ludności miast. Ale kalwinizm i luteranizm popularny był także nie tylko wśród później okrzczonych niż poddani Mieszka Litwinów i Żmudzinów. W województwach lubelskim i sandomierskim protestantyzm dominował wśród polskiej szlachty. A byli jeszcze i arianie – bracia polscy, wypędzeni uchwałą Sejmu (https://pl.wikipedia.org/wiki/Kontrreformacja_w_Polsce). Katolicy zwalczali protestantyzm od jego pojawienia się aż do ostatniego rozbioru. Gdzie mogli, stosowali brutalną siłę, wyroki śmierci i inicjowanie „tumultów”. Wobec protestanckiej szlachty w czasach elekcyjnych stosowali przede wszystkim stopniowe ale nieustanne rugowanie ich z urzędów państwowych i wojskowych. A po przejęciu od Litwy Ukrainy prowadzili i tam brutalne spychanie na margines prawosławnych Rusinów. Nie bez przyczyny  tzw. ugoda zborowska, kończąca powstanie Chmielnickiego, na żądanie Rusinów zawierała postulaty takie jak: obsadzanie wszystkich urzędów w ruskich województwach (kijowskim, bracławskim i czernichowskim) tylko przez prawosławnych Rusinów, wypędzenie z tych województw jezuitów i przyklejonych do nich i do polskich kolonizatorów Żydów, oraz przyznanie miejsca w Senacie prawosławnemu metropolicie kijowskiemu. Wcześniej w Senacie nie było ani jednego biskupa prawosławnego, za to wszyscy biskupi katoliccy z urzędu byli senatorami i wywierali bezpośredni i szkodliwy wpływ na politykę państwa. Ugoda zborowska została zablokowana przez – a jakże – katolickich biskupów senatorów. No i przez polskich katolickich magnatów mających ogromne włości i pełniących funkcje państwowe w ruskich województwach.
Tak więc Rzeczypospolita była państwem tylko względnie tolerancyjnym, ale co najważniejsze, była nim nie dzięki katolikom, a wbrew im. Mieli za krótkie łapska, by za jednym zamachem wymusić „nawrócenie się” lub skazać na śmierć rzesze protestanckiej i prawosławnej szlachty i magnatów. Niemniej katolicy żyły z siebie wypruwali, by „umilać” im życie i spychać ich na margines polityki i życia społecznego. To ich fanatyzm dobił szlachecką Rzeczypospolitą.
.
Ale wracam do tematu…
Chciałem więc zareklamować blog, z którego link o frankistach podrzucił mi Metro. A że pod innym tekstem na tym blogu (Naród bez głowy) umieściłem komentarz i wywiązała się tam dyskusja, zajrzałem, czy nie ma nowych komentarzy:
https://bb-i.blog/2019/07/12/narod-bez-glowy/
.
Już wcześniej widziałem, że ten tekst został zreblogowany na „Wirtualnej Polonii Bis im. Włodka Kulińskiego”.
https://wirtualnapolonia2.wordpress.com/2019/08/21/narod-bez-czlonka-i-glowy/
.
Kulińskiego, gdy jeszcze żył, znałem z sieci. Opublikował w 2010 mój list otwarty do Trznadla:
https://wirtualnapolonia.com/2010/05/10/list-otwarty-do-profesora-dra-hab-jacka-trznadla/
.
Nawiązaliśmy kontakt mailowy, a Kuliński zadeklarował chęć publikowania innych moich tekstów. Nie doszło jednak do tego – dzieliła nas przepaść – on był zadeklarowanym katolikiem, a ponadto w sumie jednak „umiarkowanym” rusofobem. A ja akurat wtedy ostatecznie z rusofobii wyleczyłem się. Nie wiem co mną kierowało gdy widząc pod tekstem „Naród bez glowy” link „Wirtualnej Polonii bis” wkliknąłem się na niego. Pewnie zwykła ciekawość. A gdy już byłem na tym blogu, w spisie najnowszych tekstów zauważyłem tytuł „Pogaństwo i moralność plemienna”.
https://wirtualnapolonia2.wordpress.com/2019/06/24/poganstwo-i-moralnosc-plemienna/
.
Tytuł zelektryzował mnie – co katolicy (wszak kontynuator blogu katolika Kulińskiego też jest katolikiem) piszą o pogaństwie? Tym bardziej, że w artykule zamieszczony był link ultrakatolickiego blogu Wiechowskiego/Maruchy:
https://marucha.wordpress.com/2019/06/24/jak-reformacja-uderzyla-w-najmniejszych-a-wzmocnila-poteznych/
.
I gdy zacząłem czytać ten katolicki bełkot, aż się we mnie zagotowało. Bo tekst ten jest niewyobrażalnym i totalnie załganym bełkotem.
Nie jestem w stanie wypunktować wszystkich bredni i kłamstw, gdyż nie ma tam ani słowa prawdy, ale odniosę się do tych najważniejszych.
Już pierwszy akapit jest przykładem niewyobrażalnego odwracania kota ogonem:
.
„Nienawiść protestantów do “nieswoich”, a przede wszystkim Kościoła katolickiego była i jest na tyle zaciekła, że trudno tu mówić o jakimkolwiek chrześcijaństwie i podążaniu za Chrystusem. Ks. Poradowski bez ogródek definiuje tę nową religię jako sektę pogańską właśnie z powodu powrotu do przedchrześcijańskiej moralności plemiennej, obecnej także w judaizmie i islamie, a całkowicie odrzuconej przez katolicyzm.”
.
Pierwsze zdanie, wypisz wymaluj, pasuje przede wszystkim do kościoła katolickiego na przestrzeni całych jego dziejów. Nim jeszcze zostali zalegalizowani jako oficjalna obok pogaństwa religia Rzymu, zwalczali słownie, a gdy tylko mogli, także siłowo „schizmatyków” donatystów, a jeszcze wcześniej „heretyków”: gnostyków, modalistów, sabelianistów, arian, manichejczyków i inne pomniejsze niekatolickie odpryski krystowierstwa. No i oczywiście pogan. A gdy zdobyli w Rzymie pełnię władzy, krwawe rozprawy z „heretykami” i „schizmatykami”, oraz naturalnie z poganami były już na porządku dziennym. W okresie średniowiecza katolicy organizowali zbrojne fanatyczne krucjaty. Już pomijam wyprawy krzyżowe do Palestyny (nie każda tam dotarła – czwarta z nich  w latach 1202-1204 zakończyła się zdobyciem i złupieniem konkurencyjnego wobec Rzymu Konstantynopola). Urządzali katolicy krucjaty przeciwko poganom, „heretykom” a nawet przeciwko niepokornym katolikom (https://pl.wikipedia.org/wiki/Krucjata#Wyprawy_krzy%C5%BCowe_przeciw_poganom). To właśnie katolików cechuje i zawsze cechowała nienawiść do „nieswoich”. A że protestanci nienawidzili przede wszystkim kościół katolicki? A kto ich najbardziej zwalczał – muzułmanie? Prawosławni? A może kosmici? Tymczasem sprawa jest oczywista – to papiestwo od początku uznało protestantów za śmiertelnego wroga i zwalczało ich wszelkimi dostępnymi środkami. I dlatego protestanci odpłacali katolikom pięknym za nadobne
.
Tu pozwolę sobie na dygresję…
Ostatnio, dużo pracując w domu, słuchałem różnych audiobooków, m. in.” Poczet cesarzy rzymskich” Aleksandra Krawczuka . W odcinku „Aleksander Krawczuk – Poczet cesarzy rzymskich. Dominat 2#3” autor przytoczył cytat z pisma „Apologeticum” Tertuliana, apologety krystowierczego, żyjącego na przełomie II i III wieku.  Ten cytat Krawczuk podsumował tak – „piękne i słuszne słowa”:
.
„Niech sobie jeden czci boga a drugi Jowisza; ten niech do nieba ręce z prośbą wyciąga, a ten do ołtarza wierności; jeden niech liczy chmury przy modlitwie, drugi stropy na powale; ten niech ślubuje bogu duszę swoją, a ten duszę kozłu. Przypatrzcie się bowiem, czy to nie prowadzi do zarzutu bezbożności, jeśli zabiera się swobodę religii i zabrania się wyboru bóstwa, tak że nie wolno mi czcić, kogo bym chciał, lecz zmusza się mnie czcić tego, kogo nie chcę? Przecież nikt nie będzie chciał doznawać czci od kogoś, kto czyni to niechętnie, nawet człowiek.”
.
Rzeczywiście – piękne i słuszne słowa! Ale…

Gdy katolicyzm sam był w Rzymie okresowo prześladowany za łamanie rzymskich praw (choć były i długie okresy bez prześladowań), czołowy ówczesny apologeta katolicki upominał się u władz rzymskich o tolerancję. Natomiast gdy tylko katolików wpuszczono na pałace, nikt z nich nie myślał i nie mówił już o tolerancji. Zaczęły się fanatyczne prześladowania wszystkich niekatolików, trwające do czasów nieomal współczesnych, wszędzie tam, gdzie katolicyzm był religią dominującą.
Niech więc katolicy nie oskarżają protestantów o coś (nienawiść do nieswoich), w czym sami byli niedoścignionymi mistrzami.
No i jeszcze ten idiotyczny zarzut, że protestanci nie „podążali” za krystem – żydem Joszue. Ciekawi mnie jak to katolicy na przestrzeni wieków „podążali” za ich idolem, wykreowanym na zbawiciela i mesjasza? Jest to zresztą w sumie niewykonalne, gdyż różne jewangeliczne nauki, rzekomo jego, są po prostu sprzeczne. Jest np. nakaz „miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Bardzo piękny jest i mądry. Ale jest i taka jego „nauka”: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.” (Łk 14, 26). Czy katolicy ją przestrzegali i przestrzegają?
Albo są i takie nauki: „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła.” (Mk 9, 45-47). Ilu katolików przestrzegało tych nauk? Jeśli już, to w wielu przypadkach postępowali w myśl tej nauki: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy.” (Mt 10, 34-36). Tak więc „iść” za krystem i jego naukami to rzeczywiście problem…
A zresztą – w odniesieniu do kk jako całości – niech mi katolicy wskażą, gdzie w jewangeliach w słowach Joszue jest mowa o tym, że ma powstać hierarchiczny, żyjący w celibacie kler? I gdzie jest, że ma być papież stawiający się ponad królami? I gdzie jest, że należy organizować krucjaty, utworzyć inkwizycję, palić ludzi żywcem, wprowadzić indeks ksiąg zakazanych, handlować odpustami, uprawiać kult relikwii i „świętych” oraz pobierać „co łaska” za różne „usługi” (krzty, śluby, pogrzeby itp)? Ja znam dobrze wszystkie jewangelie, w przeciwieństwie do ogromnej większości katolików i nigdzie nie znalazłem w nich w wypowiedziach przypisywanych krystowierczemu idolowi żadnych wskazówek o nakazie tego wszystkiego co wymieniłem. Tak więc kk postępuje według własnych wymysłów a nie według „nauk” krysta – żyda Joszue. Za kim więc katolicy podążają?
No i zwłaszcza te brednie pana „ksiendza” Poradowskiego, że protestanci to pogańska sekta, rzekomo z powodu moralności plemiennej..
A jaką moralność mieli i mają katolicy? Także „plemienną”! Wszak byli i są w sumie ogromnym kosmopolitycznym „plemieniem” katolików, nienawidzącym wszystkich niekatolików. Niczym więc ich plemienna moralność nie różni się od „plemiennej” moralności żydów, muzułmanów czy protestantów. No i naturalnie ta ich „plemienność”, zarówno katolików jak i protestantów, żydów czy muzułmanów nie ma nic wspólnego z pogaństwem. Nie było bowiem w historii ludzkości ani jednego pogańskiego plemienia, które uznało własną religię za jedyną jedynie prawdziwą prawdę objawioną, którą mieli z rzekomo boskiego nakazu narzucać kolejnym podbijanym plemionom, ludom i państwom. Nigdy w historii poganie nie nawracali obcych siłą na własną wiarę. U pogan istniała żelazna zasada – my mamy naszych, wy macie waszych bogów; my czcimy naszych, wy waszych. To co robili protestanci, wzorując się zresztą na katolikach – mordowanie „innowierców” i „nawracanie” na siłę, było typowym postępowaniem wyznawców religii abrahamowych, żydogennych, wyrosłych z zatrutego pnia judaizmu (https://pl.wikipedia.org/wiki/Religie_abrahamowe). Sami zaś katolicy byli w tym arcymistrzami.
Dalej…
Nigdy plemiona pogańskie nie prowadziły wściekłych i zażartych sporów „teologicznych”, nie sprzeczały się o dogmaty i o to, jak w jedynie słuszny sposób interpretować należy ich (jeśli je mieli) „pisma święte” czy wymyślane przez nich „prawdy wiary” i „nauki”. Nigdy! To też jest typową cechą religii jahwistycznych/abrahamowych.
.
Naturalnie nie interesują mnie absolutnie spory między katolikami a protestantami. Dla mnie wszystkie odpryski krystowierstwa to jedno wielkie żydowskie oszustwo i kult żydzizmu – kult żydo-biblii i kult żydowskich bożków i idoli. Odrzucam je wszystkie. Niech wracają nad Jordan do ichniej „ziemi świętej”. Ale gdy katolactfo nazywa żydogenny protestantyzm pogaństwem i gdy protestantów pomawia o sprawki (np. o nienawiść do wszystkich „nieswoich”), w których samo było mistrzem świata, milczeć nie zamierzam.
.
Aha – jeszcze słówko wspomnę o rzekomym pogaństwie protestantów…
Rzecz idzie o jedno z „dziesięciu przykazań”, najczęściej nazywanego „drugim” z żydo-biblii:
.
„Nie uczynisz sobie obrazu rytego (rzeźby) ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył (…).”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dekalog#Tekst_biblijny_i_spos%C3%B3b_podzia%C5%82u
.
To „przykazanie” pochodzi z uznawanej przez krystowierców, także katolików za „Pismo święte starego testamentu” żydowskiej biblii Tanach (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tanach). Jego treść jest zrozumiała i jednoznaczna – Jahwe, czyli katolicki „Bóg Ojciec” zakazuje nawet samego czynienia obrazów, rzeźb i podobizn tego „co jest na niebie, na ziemi i w wodach pod ziemią”. Kłopot może być tylko z tym ostatnim członem, ale autor dekalogu zapewne wyobrażał sobie Ziemię jako wyspę unoszącą się na wodach praoceanu. I to on jest owymi wodami pod ziemią. Jakby z nimi jednak nie było, przykazanie to zabrania tego, co judaizm i biblia Tanach nazywały „bałwochwalstwem”. Bałwochwalstwo było oddawaniem czci rzeźbom i obrazom uczynionym przez ludzi (bez względu na to, co lub kogo przedstawiały) i dotyczyło wyłącznie pogan. Bo to pogan nazywano „bałwochwalcami”. I co ciekawe, do czwartego wieku naszej ery krystowiercy (także katolicy) ściśle tego przykazania przestrzegali. W budowanych przed Konstantynem w okresach bez prześladowań kościołach katolickich nigdy w tamtych czasach nie było w nich żadnych obrazów i rzeźb, gdyż uważane byłoby to za – no właśnie – bałwochwalstwo, czyli pogańskie zwyczaje. Dopiero gdy katolicyzm stał się religią panującą w Rzymie, w kościołach katolickich pojawiać zaczęły się rzeźby i obrazy. Podejrzewam, że powodem tego była po prostu próba zachęcenia pogan do chodzenia do katolickich kościołów, a rzeźby i obrazy miały poganom przypominać ich wcześniejsze, teraz już zburzone lub przerobione na katolickie kościoły pogańskie świątynie. Nie wiem, kiedy powstała katolicka wersja katechetyczna dekalogu, ale widać w niej ewidentne oszustwo: skasowane zostało „przykazanie” drugie, a ostatnie zostało rozbite na dwa – dziewiąte i dziesiąte. Było to konieczne, aby po skasowaniu drugiego przykazania dekalog miał ich nadal dziesięć.
Tak więc to, co jest typowe dla katolicyzmu (dla prawosławia zresztą też) – czynienie rzeźb i obrazów, zgodnie z „Pismem świętym starego testamentu” i „dekalogiem” jest śmiertelnym grzechem pogańskiego bałwochwalstwa, które Jahwe nakazywał karać śmiercią.
Protestanci niby powrócili do tej biblijnej tradycji, choć wieszają w ich zborach np. portrety wielkich reformatorów. Ale przynajmniej do nich się nie modlą. Nie ma u nich „obrazów cuda czyniących” czy „figurek cuda czyniących”. A u katolików są.
Tak więc, jeśli idzie o podobieństwo do pogaństwa, znacznie bliżej jest do tego katolikom, niż protestantom. Uprawiają zakazane  „Pismem świętym” bałwochwalstwo, ale wrobić w pogaństwo chcą protestantów. Zresztą, o czym wielokrotnie już pisałem, ogrom niby katolickich świąt i zwyczajów związanych z nimi, to przejęte od pogan święta i zwyczaje z dorobioną do nich naciąganą, nadjordańską interpretacją.
.
Dalej…
.
Rozpatrzmy kolejne zdanie tego załganego tekstu:
.
„Moralność ta zakłada sposób odmiennego traktowania drugiego człowieka zależnie od przynależności, a nie z samego faktu bycia człowiekiem.”
.
A czy nie robili tak właśnie katolicy?
.
– Jak potraktowali hugenotów (https://pl.wikipedia.org/wiki/Noc_%C5%9Bw._Bart%C5%82omieja#Przebieg_wydarze%C5%84_nocy_%C5%9Bw._Bart%C5%82omieja)?
– Jak potraktowali katarów (https://pl.wikipedia.org/wiki/Rze%C5%BA_B%C3%A9ziers#Przebieg_wydarze%C5%84)?
.
Czy nie traktowali więc „heretyków” jeszcze przed powstaniem protestantyzmu zależnie od ich przynależności a nie z faktu bycia przez nich człowiekiem? Wiemy też, jaki mieli stosunek do husytów. Znamy go z listu papieża Marcina V, bękarta kardynała Colonny, do Władysława Jagiełły:
.
„Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów. Pamiętaj, że ci bezbożni ludzie ośmielają się głosić zasadę równości; twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są braćmi, i że Bóg nie dał ludziom uprzywilejowanym prawa władania narodami; utrzymują, że Chrystus przyszedł na świat aby znieść niewolnictwo [Watykan do XIX w. akceptował niewolnictwo – przyp. opolczyk]; wzywają ludzi do wolności, to znaczy do unicestwienia królów i kapłanów.
Teraz, kiedy jeszcze jest czas, zwróć swoje siły przeciwko Czechom, pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów, niż eksterminacja Husytów.”
.
A czy chociażby własne chłopstwo pańszczyźniane traktowali jak ludzi, czy raczej jako bydło robocze?

Kolejny cytat:
.
„Niewiele było w historii przypadków tak zajadłego antykatolicyzmu, czy antysemityzmu jak w czasach największej aktywności luteran…”
.
No cóż, katolicy przez tyle wieków prześladowali i wręcz masowo mordowali wszystkich „innych”, tak więc nie można się dziwić owym innym, że nienawidzili katolików. U protestantów zajadły antykatolicyzm zaś brał się stąd, że to protestanci pierwsi zostali zaatakowani przez katolików i musieli prowadzić wiele wojen, nim wreszcie katolicy, nie mogąc ich wymordować ani „nawrócić”, zgrzytając zębami pogodzili się z ich istnieniem. A co się tyczy zarzutu „antysemityzmu” protestantów – dziwnie brzmi on w ustach katolika. Czyżby zapomniał, jak to katolicy wypędzali, często wielokrotnie, żydów z katolickich miast, okręgów i całych państw? Podam przykłady, niestety po angielsku i tylko do powstania protestantyzmu, choć lista jest oczywiście niepełna:
.
Expulsions of Jews from host districts, cities and countries:
.
855, Italy
876, Sens
1012, Mainz
1181, France
1290, England
1306, France
1348, Switzerland
1349, Heilbronn (Germany)
1349, Hungary
1388, Strasbourg
1394, Germany
1394, France
1422, Austria
1424, Fribourg & Zurich
1426, Cologne
1432, Savory
1438, Mainz
1439, Augsburg
1446, Bavaria
1453, Franconia
1453, Breslau
1454, Wurzburg
1485, Vincenza (Italy)
1492, Spain
1495, Lithuania
1497, Portugal
1499, Germany
1514, Strasbourg
.
Niejednego zdziwi zapewne to, że na tej liście jest także Litwa. Ale faktycznie Aleksander Jagiellończyk, jeszcze jako wielki książę litewski, zanim został królem, wypędził żydów z Litwy. Ale b. szybko zabrakło tam pieniędzy (były w większości w żydowskich rękach) przez co chyba już po dwóch czy trzech latach pozwolił im powrócić.
Przypomnę też katolikom, że wielokrotnie przy okazji wypraw krzyżowych do Palestyny ruszające z zachodu kolumny wojsk dokonywały pogromów żydów (nazywano wówczas ich „narodem bogobójców”).
Tu jeszcze uwaga – niekiedy piszę żydzi z małej litery. Otóż do chyba XIX wieku nie stanowili oni narodu we współczesnym tego słowa znaczeniu, a byli jedynie wspólnotą religijną, taką jak katolicy czy muzułmanie. I stąd piszę niekiedy żydzi, a nie Żydzi. Natomiast zaś termin „antysemityzm”, użyty przez katolika w tym artykule, należy koniecznie brać w cudzysłów, gdyż jest wymysłem żydowskiej propagandy. Służy przede wszystkim do kneblowania krytyki, nawet gdy jest uzasadniona, wobec różnych środowisk żydowskich i samego państwa Izrael. A załgana jest z dwóch powodów – ogromną większość semitów stanowią Arabowie, a ponadto większość współczesnych Żydów ma pochodzenie niesemickie, głównie chazarskie. Można więc pisać co najwyżej o antyżydowskości protestantów, a nie o „antysemityzmie”. Autor, katolik, używa załganych zwrotów z repertuaru żydowskiej propagandy by dyskredytować protestantów.

A fe, katoliku…

A tak na marginesie – Luter faktycznie był radykalnie antyżydowski. Ale znacznie bardziej nienawidził Słowian. A miał z nimi dużo do czynienia, gdyż często i długo bywał na terenach zamieszkanych przez południowych Połabian. I wiedział, bo szpicle władzom donosiły o tym, że miejscowa, zwłaszcza wiejska ludność słowiańska, nadal potajemnie odprawia pogańskie obrzędy, a ponadto mimo dekretów z zakazami używa na codzień własnych słowiańskich narzeczy. Kiedyś nawet zbierałem materiały na temat narzeczy słowiańskich pod niemiecką okupacją. Znalazłem nawet tu i tam informacje, że w niektórych plemionach na Połabiu ludność wiejska używała własnych słowiańskich narzeczy jeszcze w XVII, XVIII, a nawet w XIX wieku. A Serbołużyczanie (choć już nie wszyscy), o czym powszechnie jest wiadome, do dzisiaj używają prastarego słowiańskiego narzecza, mimo ponad tysiącletnich prześladowań ze strony najpierw niemieckich katolików, potem protestantów, a na koniec III Rzeszy.
Niestety, aby dokładnie zbadać historię narzeczy słowiańskich pod niemiecką okupacją, należałoby przewertować wiele archiwów i tysiące dokumentów (nie wszystkie dostępne są w sieci), co przekracza znacznie moje czasowe i finansowe możliwości. Niemniej wiem, że ludność wielu słowiańskich plemion na Połabiu, mimo podbicia ich przez Niemców i mimo zmasowanego ich niemczenia, używała jeszcze przez długie wieki własnych słowiańskich narzeczy. A i dzisiaj wielu Niemców przyznaje się do słowiańskich przodków. Kiedyś nawet były premier bodajże Brandenburgii publicznie w telewizji zapytał retorycznie: a kto z nas nie ma słowiańskiej babki?
.
Kolejne cytaty:
.
„Reformator otwarcie nawoływał do krwawego tłumienia buntów i “nawracania” na swoją religię”
.
Małpował katolickie wielowiekowe pierwowzory.
.
„…nie powstrzymując się bynajmniej przed zalecaniem tortur i katuszy dla hierarchów Kościoła.”
.
Katolicy zapomnieli widocznie, jak spalili żywcem w Konstancji twórcę husytyzmu, Jana Husa, choć katolicki cesarz dał mu żelazny list gwarantujący bezpieczeństwo (https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Hus#Proces_i_%C5%9Bmier%C4%87_Husa). I też w ramach kontrreformacji, gdy mieli okazje, mordowali przywódców, a także biskupów (a więc hierachów) protestanckich.
.
„… ale także całkowicie zdelegalizowano katolicyzm tłumiąc zbrojnie ewentualne bunty wobec tego przepisu…”
.
A czy katolicy nie robili tego samego wcześniej wobec wszystkich „herezji” i czy w tym samym czasie w jakimkolwiek kraju, w którym zdecydowana większość ludności była katolicka, a kościół miał uprzywilejowaną pozycję, protestantyzm był legalny?
.
„Słynne pogromy czarownic nie bez powodu zaczęły się dopiero po tym, jak Inkwizycję katolicką pozbawiono władzy w krajach objętych protestantyzmem. Ilość ofiar protestanckich pogromów “w imię Boga” ocenia się nawet na 200-300 tysięcy ludzi, podczas gdy Inkwizycja katolicka w 600 lat istnienia wykonała od 40 do 60 tysięcy wyroków śmierci (100 na rok w całej Europie).”

Tu mamy przykład wielopiętrowego kłamstwa. Jedynie stwierdzenie, że protestanci gorliwie polowali na czarownice, odpowiada prawdzie. Reszta to kłamstwa…
Polowania na czarownice miały miejsce już w XIV wieku, najpóźniej w XV – a więc na długo przed powstaniem protestantyzmu. Początkowo więc monopol na nie w zachodniej Europie mieli katolicy (a na wschodzie prawosławni, bo tam ta zbrodnicza szajba też istniała, choć jej zakresu nie znam). Liczba ofiar protestanckich jest lepiej znana. Wszak powstały w krajach protestanckich w XVII wieku prąd umysłowy zwany odrodzeniem monitorował na bieżąco te protestanckie zbrodnie. Do krajów katolickich oświecenie albo nie dotarło wcale, albo już po polowaniach. A sami katolicy nie monitorowali i nie liczyli ofiar.

Ale…

Znana jest historia z Bambergu, w którym przypadkowo, wręcz  w sposób „cudowny” uratowana została w XIX wieku część dokumentów obrazujących działania inkwizycji w tymże Bambergu w latach 1616 – 1631.
Było to tak – z przeładowanego archiwum miejskiego co jakiś czas usuwano stare dokumenty uznane za już nieważne i niepotrzebne. Sprzedawano je na wagę za grosze handlarzom, a ci wykorzystywali je jako papier opakunkowy. Traf chciał, że jeden z kupujących, miejski bibliotekarz królewski, Heinrich Joachim Jaeck, zaintresował się dokumentem, w który straganiarz zapakował mu kupiony produkt. Dokument dotyczył działań inkwizycji sprzed wieku. Przez następne lata tenże bibliotekarz poszukiwał w miejskim archiwum i u wszystkich handlarzy i straganiarzy innych dokumentów w tej samej sprawie. Jeszcze po jego śmierci w latach 1854 -1875 odzyskano u straganiarzy kolejnych 40 stron takich dokumentów. Wszystkie uratowane dokumenty dotyczyły tylko działań inkwizycji w Bambergu w okresie 1616 – 1631 rok. I choć dokumentacja nie była pełna, ustalono (łącznie z nazwiskami), że w ciągu tych 15 lat z rąk inwizycji śmierć poniosły 884 osoby – blisko 10% mieszkańców Bambergu. Przy czym tylko część spalono na stosie; część zmarła podczas tortur.
Nie przypuszczam, jest to wręcz niemożliwe, aby takie zbrodnie miały miejsce tylko w Bambergu i tylko na przestrzeni 15 lat. Udokumentowane zostały dzięki zbiegowi okoliczności. A ile podobnych dokumentów z innych miast i krajów katolickich uległo zniszczeniu? Nawet niezwykle ostrożna ekstrapolacja na podstawie dokumentów uratowanych w Bambergu, a dotycząca ilości spalonych czarownic w całej łacińskiej/katolickiej Europie na przestrzeni całego okresu tych zbrodni daje wynik idący w wiele setek tysięcy, a nawet milionów ofiar. Ponadto znany jest fakt, że kk w eksterminacji „heretyków” a zapewne i czarownic, wysługiwał się swoim „świeckim ramieniem”. Po prostu kk orzekał, kto jest heretykiem czy czarownicą, natomiast ściganie oskarżonych i ich egzekucje nakazywał władzom świeckim.
A już kończąc ten inkwizycyjny wątek – takie „licytowanie” się jest po prostu obrzydliwe: nasza inkwizycja zamordowała tylko 40-60 tysięcy ludzi, a ci wstrętni i źli protestanci aż 200 – 300 tysięcy.

I gdzie jest tu przykazanie miłości bliźniego? I gdzie odpuszczanie win winowajcom (…jako i my odpuszczamy naszym winowajcom)?
.
Kolejne cytaty…
.
„… pokazują, że nowa religia protestancka nie tylko nie jest religią biblijną…”
.
Jest dokładnie na odwrót – protestantyzm, przynajmniej na początku, kierował się przede wszytkim biblią, a nie wyssanymi z palca bzdurnymi dogmatami i „nauką” kościoła wziętą z sufitu, najczęściej całkowicie sprzeczną z żydo-biblią.
.
„…protestanci zachłysnęli się okazją do zbicia gigantycznych majątków na kasacji klasztorów…”
.
I tu katolik sypnął się, przyznając, że klasztory miały ogromne majątki. To prawda – a wokół nich panowała nędza chłopów pańszczyźnianych, biedoty miejskiej i hord żebraków.
.
„…wyzysku Indian w Nowym Świecie…”
.
Ostateczne podbicie Ameryki Północnej to dopiero końcówka XIX wieku. Za to podbój Ameryki Łacińskiej to w sumie kilka pierwszych dziesięcioleci wieku XVI. I to tam głównie wyzyskiwano Indian do niewolniczej pracy na plantacjach. A gdy masowo wymierali z wycieńczenia, sprowadzano czarnych niewolników z Afryki. Do Ameryki płn też. Ale później. A ponadto tam obok protestantów byli też katolicy. Natomiast Ameryka Łacińska była zmonopolizowana przez katolików przez co najmniej 3 wieki.
.
„Na rządach protestanckich władców korzystali wyłącznie ich usłużni urzędnicy i przyjaciele, a najwięcej tracili zwykli ludzie”
.
Niewolnictwo i pańszczyznę zniesiono w Europie najpierw w krajach protestanckich. W nich też najpierw wprowadzono 8-godzinny dzień pracy, ubezpieczenia społeczne i zdrowotne, urlopy i różne świadczenia socjalne. Przez większość XX wieku poziom życia przeciętnego robotnika w krajach protestanckich był dużo wyższy niż w krajach katolickich. Podział na bogatą północ i biedne południe Europy to nie eufemizm. A ponadto – w katolickich krajach tak samo na rządach katolickich elit korzystały onesame, usłużni im urzędnicy, oraz przyjaciele i pocioty. No i oczywiście obżydliwie bogaty kler. Tu podam wielkość dwóch majątków kościelnych  w Rzeczypospolitej na przełomie XVII i XVIII wieku: arcybiskupstwo gnieźnieńskie było właścicielem 360 wsi i miast, biskupstwo krakowskie miało ponad 300 wsi i miast. I gdzie tu widać przestrzeganie nauki „zbawiciela” Joszue: „prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niżli bogaty wejdzie do królestwa niebieskiego”. W tym przypadku obżydliwe jest też to, że autor, katolik, oskarża protestantów o chciwość i gromadzenie bogactw, a przemilcza obżydliwe bogactwa katolickich dostojników – „duchownych” i świeckich.
.
„…i kasatę dobroczynnych klasztorów”
.
No cóż – istniały faktycznie klasztory „dobroczynne” – dawały schronienie bezdomnym i żebrakom, także chorym, choć przez wieki wcale ich nie leczono – były to po prostu umieralnie dla bezdomnych. Wyżywienie było marne, a w dni postne jeszcze marniejsze. I nie była ta „dobroczynność” wcale tak całkiem bezinteresowna – służyła indoktrynacji religijnej.  Bo ci, co potrafili chodzić, musieli brać udział w tzw. „mszach św”. Natomiast nie mogący chodzić, leżący w przepełnionych i pełnych smrodu i zaduchu salach musieli brać udział w modlitwach i przyjmować na ich pryczach tzw. „sakramenty” („spowiedź” i „komunię”). Ci zaś, co tego odmawiali, wylatywali na zbity pysk. Dla „bezbożników” nie było zmiłuj się.

Ciekawą wszakże sprawą jest to – skąd brały się te rzesze biedoty, bezdomnych i żebraków w miłujących bliźniego katolickich krajach. Wszak w czasach pogańskich u Słowian ich nie było. Jak pisał bowiem Helmold o Słowianach Połabskich, ale podobnie było u wszystkich Słowian:
.
„…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”
.
No i właśnie – skoro w czasach pogańskich nie było u Słowian żebraków ani biedaków, to skąd i dlaczego tylu ich było w czasach panowania miłującej bliźniego rzymskiej szubienicy? Katolicy nigdy nie przyznają tego, że to właśnie przez narzucenie Słowianom (rękami obcych najeźdźców lub rodzimych renegatów) krystowierstwa i feudalizmu powstały ogromne rzesze biedoty, zwłaszcza pańszczyźnianego chłopstwa, ale i biedoty miejskiej, bezdomnych i żebraków, żyjących w cieniu żerujących na nich klasztorów, opactw i biskupstw. Z ludu ściągano daniny, dziesięciny, świętopietrze (to ostatnie do reformacji). Za wszystkie „usługi” (krzty, śluby, pogrzeby itp.) lud musiał płacić. Nakładano nawet na ludność wiejską okresowo kary pieniężne za absencję w niedzielę w kościołach. I stąd namnożyło się biedaków i żebraków, których niektóre klasztory raczyły ochłapami i śmierdzącymi pryczami do „umierania”. Taka to była ta klasztorna dobroczynność..

Ale były i inne klasztory – takie, które miały prawo dokonywania egzekucji czy okaleczania (np. obcinania rąk) poddanym im chłopom. I takie, które narzucały chłopom dowolnie różne powinności. Z tego właśnie powodu w majątku cystersów w Lądzie doszło do powstania chłopów (https://pl.wikipedia.org/wiki/Powstanie_ch%C5%82opskie_w_l%C4%85dzkich_dobrach_cysters%C3%B3w_(1651). Opat narzucił im nowe „powinności”, choć i tak byli niemiłosiernie wyzyskiwani na okrągło. Zbuntowali się więc. Krwawemu tłumieniu powstania dowodził sam świątobliwy opat cystersów. Wojsko podesła mu m.in. biskup poznański. Powstańców rozbito, a przywódców powstania bezlitośnie wymordowano.
Tu jeszcze przypomnę masowe groby w katolickich sierocińcach czy domach samotnych matek w Szkocji i Irlandii: https://wiadomosci.wp.pl/szokujace-znalezisko-przy-katolickim-sierocincu-ujawniono-masowy-grob-dzieci-6164804813293185a
.
Ośrodkami tymi opiekowały się siostry zakonne. Nie zawsze więc klasztory i zakony działały tylko „dobroczynnie”.
.
„… reformacja nie wywołała pozytywnych społecznie zmian, a jedynie odcięła najsłabszych od sprawiedliwości i darmowej pomocy, jaką stara się zapewniać Kościół katolicki.”
.
Bardzo przepraszam, ale pańszczyźniany wyzysk chłopstwa trwał w krajach katolickich jeszcze kilka wieków po reformacji. Darmowej pomocy wyzyskiwanym chłopom nie udzielał kościół nigdy. Owszem, biedotą miejską i żebrakami „opiekował” się – o czym wspomniałem. Ale to on ponosił winę za zjawisko rzesz nędzarzy i żebraków. A że dzisiaj w celach propagandowych udaje instytucję charytatywną…
W Polsce (a raczej Polin) wygląda to obecnie mniej więcej tak – kościół zakłada, powiedzmy, sierociniec. Od państwa na każdego podopiecznego dostaje, powiedzmy 4 czy 5 tysięcy. Ale wydaje na jednego podopiecznego tylko, powiedzmy 1,5 tysiąca. Reszta ląduje w szkatułach kościelnych.

A tak, na marginesie – w Niemczech istnieje więcej protestanckich niż katolickich szpitali, przedszkoli, schronisk dla bezdomnych i innych instytucji opiekuńczych i społecznych. I nie dlatego, że protestantów jest więcej. Nie muszą utrzymywać Watykanu…
.
„Tylko Kościół katolicki, choć nękany kryzysem, jest w stanie zapewnić ideologiczne, duchowe, osobowe i materialne zasoby do budowania silnego i trwałego dobrobytu dla państwa”
.
Czyżby? Kościół dominował w łacińskiej Europie przez kilkanaście wieków. Był to okres nieustannego terroru, prześladowań, ucisku i wyzysku. I ogromnych rzesz biedoty obok garstki bogaczy – elity świeckiej i hierarchii kościelnej. Zresztą kościół zawsze traktował państwa jako swoje narzędzia i prowincje kościelne. Przypomnę tu cytat z książki dla harcerzy pt. „Czuj duch” księdza Kazimierza Lutosławskiego, uważanego za patriotę, bliskiego współpracownika Romana Dmowskiego, napisanej krótko po odzyskaniu przez Polskę niepodległości:
.
“Cóżby ci przyszło z wolnej ojczyzny, gdyby Kościół miał na tym stracić”
.
Co może lepiej obrazować stosunek kosmopolitycznego kościoła do Polski, niż ten właśnie cytat?

.
.

opolczyk
.
PS
.
Nie wiem, czy jeszcze w odzielnym wpisie zareklamuję blog Wiesława Liźniewicza. Coś mi ten tekst nie idzie…

.
Ale w zasadzie zrobiłem to już w powyższym wpisie…

.

.

.