15 sierpnia – bezdennie głupie „święto państwowe”…

.

Okupacja Iraku

.

Niepoprawne politycznie rozważania przed jutrzejszym „świętem”…
.
15 sierpnia obchodzony jest w Polsce (a raczej w Katolandii/Polin/Judeopolonii) jako Święto Wojska Polskieg (wykorzystywanego niestety do okupacji obcych krajów jak Irak czy Afganistan, w obronie obcych interesów). Tyle, że dniem wolnym od pracy nie jest 15 sierpnia z powodu święta wojskowego, a z powodu święta katolickiego, takoż przypadającego tego właśnie dnia:
.
„Święto to przypada w dzień ustawowo wolny od pracy, ponieważ 15 sierpnia jest również liturgicznym świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, dla którego ustawodawca wprowadził wolne.”
.
I tu pierwsza dygresja – tzw. „wniebowzięcie” Miriam/Maryi – mamy bozi Joszue/Jezusa – jest jednym z najgłupszych świąt i katolickich dogmatów. Owo „wniebowzięcie” wymyślił i ogłosił jako dogmat w 1950 roku papież Pius XII. I nic to, że fizycznym ciałem nie można wejść do niefizycznego nieba. „Nieomylny” Pius tak orzekł – i basta. Owieczki tresowane od 2 tys. lat do ślepej wiary we wszystko, co kk wymyśli i w to uwierzą. Dziwi tylko, że dogmat tak bezmyślny i wręcz głupi, pasujący raczej do „umysłowości” ciemnego średniowiecza, wymyślony został w połowie dwudziestego wieku, na kilka lat przed erą kosmiczną. A jeszcze śmieszniejsze i głupsze, wręcz żenujące jest to, że „ustawodawca” (knessejm III Rzydopospolitej) ten bzdurny wymysł ogłosił świętem państwowym. Przez co widać, jak zależy „ustawodywcy” (knessejmowi) na tym, by Polaków trzymać w katolickim zaczadzeniu – niech świętują wymyślone, bzdurne „wniebowzięcie” żydowskiej mamy bozi. Zaczadzonym głupimi wymysłami narodem tym łatwiej jest manipulować, im bardziej jest zaczadzony i ogłupiony ślepą wiarą w bzdurne wymysły.
.
Teraz jednak nawiążę i do dokoptowanego do zmyślonego „wniebowzięcia” żydówki Miriam święta wojskowego. Dziwić powinno każdego, że – nieprzypadkowo zresztą, o czym zaraz wspomnę – właśnie 15 sierpnia ogłoszono świętem wojska polskiego, na – jak podaje wiki –   pamiątkę zwycięskiej bitwy warszawskiej.
.
„Święto Wojska Polskiegoświęto Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, obchodzone 15 sierpnia na pamiątkę zwycięskiej Bitwy Warszawskiej w 1920, stoczonej w czasie wojny polsko-bolszewickiej.”
.
Wszak trwała ta bitwa od 13 do 25 sierpnia. 15 sierpnia nie był dniem zwycięskim. Dlaczego więc „ustawodawca” ustalił jako datę tego święta właśnie 15 sierpnia? Ano właśnie dlatego, że jest to upaństwowione przez ustawodawcę, czyli knessejm święto katolickie. I ma ono uwiarygadniać bzdurną nazwę bitwy warszawskiej nazywanej „cudem na Wisłą”. To określenie wymyślono jeszcze w czasach sanacji, by podważyć zasługę zwycięstwa przypisywaną Selmanowi vel Piłsudskiemu. Niemniej weszło ono na stałe do języka i ma obecnie sugerować zaistniały w tamtej bitwie cud. Chodzi więc w kolportowaniu tego określenia o to, by Polacy myśleli, że to dzięki „cudom” mamy bozi wniebowziętej, katolickiej „królowej Polski” wojsko polskie pokonało nawałę czerwonoarmistów. Pokazuję tę bzdurę nawet poniższy obraz pędzla Jerzego Kossaka:
.
.
A tymczasem cudu nad Wisłą po prostu nie było. Siły wojska polskiego i czerwonoarmistów były podobne:
– wojsko polskie: żołnierzy 113 tys.–123 tys., 500 dział, 1780 karabinów maszynowych, 2 eskadry samolotów;
– czerwonoarmiści: żołnierzy 104 tys.–114 tys., 600 dział, 2450 karabinów maszynowych.
Wprawdzie w działach i karabinach maszynowych czerwonoarmiści mieli przewagę, ale strona polska dysponowała lotnictwem, którego roli przynajmniej w rozpoznawaniu ruchów wroga nie można niedoceniać. Ponadto wojsko polskie „grało u siebie”, a czerwonoarmiści „na wyjeździe”. Dodatkowo stronie polskiej udało się złamać szyfry wroga, a także przejąć jedną z jego radiostacji, za pomocą której dezorganizowano pracę pozostałych siejąc dezinformacje. Jeśli cokolwiek „cudownego” było w tej bitwie, to plaga dezynterii (czerwonki) szerząca się w szeregach czerwonoarmistów (wiadome jest o tym z wielu dokumentów). Można by więc rzec, że to właśnie było cudem sprawionym przez mamę bozi wniebowziętą – zesłała na czerwonoarmistów sraczkę, czym podkopała ich morale i przez co zwiewali spod Warszawy prawie że gubiąc gacie.
Taki to był ów „cud nad Wisłą”…
.
Choć prawdę powiedziawszy wydarzył się tam faktycznie pewien cud – zniknięcie bez śladu ok. 10 tys. żołnierzy „polskich” (przymiotnich polskich wziąłem w cudzysłów, gdyż nie wiem jakiej byli nacji):
.
„Straty strony polskiej wyniosły: ok. 4,5 tys. zabitych, 22 tys. rannych i 10 tys. zaginionych.”
.
Co proszę? 10 tys. zaginionych? Ciekawi mnie, jak 10 tys. żołnierzy mogło po prostu wyparować. Gdyby chociaż  bitwa odbyła na bezkresnych stepach Rosji! Wtedy można by snuć domysły, że wyrwali się np. z niej, ale po drodze gdzieś zaginęli. Lub że zostali wybici przez czerwonoarmistów i potajemnie pochowani. Ale jak mogli wyparować w pobliżu Warszawy? Czyżby uprowadziło ich UFO? A może wszyscy zostali…”wniebowzięci”?
.
Rumieniec wstydu powinien pojawić się na twarzach wszystkich zawodowych historyków, zwłasza tych specjalizujących się w historii polskiej wojskowości i w historii II RP. Jak to jest, że jeszcze nie odkryli, gdzie zniknęło 10 tys żołnierzy podczas „cudu nad Wisłą”???
.
Ja osobiście mam na ten temat własną teorię – i myślę, że jest najbliższa prawdy! Otóż owe dziesięć tysięcy żołnierzy byli to przymusowo wcieleni do polskiego wojska przedstawiciele mniejszości narodowych – Ukraińcy, Białorusini, Litwini, Niemcy, a także – a jakże – starsi w wierze bracia żydo-katolików – Żydzi! Ich dezercja z pola walki nie powinna nikogo dziwić – dlaczego mieli ginąć za Polskę? Skorzystali z bitewnego zamętu, zwiali, zmienili adresy i być może nazwiska – i szukaj wiatru w polu. Niemniej zawodowi historycy, zamiast się ośmieszać stwierdzeniem o zaginięciu 10 tys. żołnierzy „polskich” w bitwie pod Warszawą, powinni tę sprawę wyjaśnić – jakiej narodowości byli owi dezerterzy. To mnie naprawdę interesuje…
.
Natomiast rzeczywistym „cudem” w związku z bitwą warszawską jest przypisywanie zasługi za to zwycięstwo dezerterowi Selmanowi vel Piłsudzkiemu. Na poniższym obrazie widać go na kasztance, jak rzekomo dowodzi bitwą z wysokiej wiślanej skarpy:
.
.
Tymczasem Selman vel Piłsudski był takim samym „zwycięzcą” pod Warszawą, jakim Joszue jest „zbawicielem” a mama bozi „wniebowziętą”…
.
I tutaj jeszcze garść uwag i informacji odnośnie bitwy warszawskiej, gen Rozwadowskiego i Selmana vel Piłsudskiego…
.
– Wiki pisze o „wojnie polsko-bolszewickiej”, której elementem była owa bitwa:
.
Ale bazując na wypowiedzi prezydenta Putina z 2013 roku (za którą jest przez wiadome środowiska jeszcze bardziej znienawidzony), w której publicznie stwierdził (i jest to zgodne z prawdą), że pierwszy rząd  bolszewicki składał się z 80-85 % Żydów…
.

.
.
… i że uprawiali oni terror i prześladowania krystowierców, muzułmanów a nawet pobratymców judaistów –  zamiast mówić o wojnie polsko-bolszewickiej należałony nazywać ją wojną polsko – żydo-bolszewicką.
.
– Najazd wojsk żydo-bolszewickich na II RP w roku 1920 był ripostą żydo-bolszewii na kompletnie chybioną tzw. „wyprawę kijowką” pod wodzą Selmana vel Piłsudskiego.
.
– Piłsudski pochodził z żydowskiej rodziny Selman. Dowody na to znalazł śp. Albin Siwak w tajnych archiwach rosyjskich, już po upadku ZSRR, do których miał dostęp m.in. dzięki przyjaźni z marszałkiem Kulikowem, naczelnym dowódcą Wojsk Układu Warszawskiego,
.
– W obliczu nadciągającej pod Warszawę armii żydo-bolszewickiej Selman vel Piłsudski, mierny żołnierz i jeszcze gorszy „wódz naczelny”, złożył na ręce premiera Witosa rezygnację z wszelkich funkcji państwowych i wojskowych w dniu 12 sierpnia 1920, po czym opuścił szeregi wojska. Informacje w wiki odnośnie jego dalszego uczestnictwa w bitwie w dniach 13-16 sierpnia to mistyfikacja. Selman powrócił pośpiesznie w szeregi wojska dopiero po otrzymaniu informacji o załamaniu się ofensywy czerwonoarmistów.
.
– W najtrudniejszym, początkowym okresie bitwy, do czasu załamania się ofensywy żydo-bolszewii wojskiem polskim dowodził gen. Rozwadowski, szef Sztabu Generalnego. I to on opracował założenia strategiczne tej zwycięskiej bitwy. Niestety po puczu majowym propaganda sanacyjna chwałę zwycięstwa przypisała wyłącznie dezerterowi Selmanowi. Także obecne władze kreują go na męża opatrznościowego narodu w czasach drugiej RP.
.
– Wydaje mi się, że zdecydowanie przeceniane jest znaczenie bitwy warszawskiej.
.
Nawet gdyby zwyciężyli w niej czeronoarmiści, armia ich była za mała i za słabo uzbrojona, by podbić i okupować całą II RP. Na posiłki liczyć nie mogła, gdyż w tworzonym wówczas przez żydo-bolszewię ZSRR nadal trwała wojna domowa. Z kolei Polska była w stanie zmoblilizować wielokrotnie liczniejsze wojsko, by czerwonoarmistów w kolejnych bitwach wybić do nogi. Mogła też Polska liczyć wówczas na zachodnią pomoc, przede wszystkim na uzbrojenie. Po to wszak zachód zatwierdził podczas konferencji wersalskiej istnienie II RP, gdyż była dla niego głównym ogniwem „kordonu sanitarnego” odgradzającego od zachodu żydo-bolszewię. Tym mniej realny był dalszy pochód czerwonoarmistów na Berlin. Niemcy wprawdzie wojnę na froncie zachodnim przegrały, ale posiadały miażdżącą przewagę w ciężkiej artylerii i broni maszynowej. Najpóźniej na linii Odry wystrzelaliby czerwonoarmistów jak kaczki. To jedynie strach przed komunizmem jako takim sprawił, że D’Abernon, Faury czy Fuller przeceniali i to znacznie, rangę tej bitwy. Nawet gdyby czerwonoamiści ją wygrali, ostateczne pokonanie ich przez polskie wojsko jedynie by się przeciągnęło w czasie.
.
– Rzeczywistego autora zwycięstwa w bitwie warszawskiej, gen. Tadeusza Rozwadowskiego, natychmiast po puczu majowym na rozkaz Selmana/Piłsudskiego internowano, a następnie aresztowano pod absurdalnymi kryminalnymi zarzutami. W ciężkich warunkach więziennych trzymano go przez rok. Sanacyjna propaganda za wszelką cenę chciała go zdyskredytować, oczernić i opluskwić. Niemniej sam Selman musiał ustąpić pod naciskiem opinii publicznej, występującej w obronie bohatera bitwy warszawskiej. Rozwadowskiego zwolniono z aresztu w maju 1927, jednak nadal groził mu odkładany przez sanację proces. Ale nie doszło do niego.
Gen. Rozwadowski zmarł w październiku 1928 roku. Wiki bredzi o teoriach spiskowych w związku z jego śmiercią:
.
Niemniej fakt, że władze sanacyjne zakazały przeprowadzenia sekcji zwłok pozwala przypuszczać, że generał Rozwadowski nie zmarł śmiercią naturalną – i nie jest to „teorią spiskową”.
.
„Po zamachu majowym gen. Rozwadowski został uwięziony na Antykolu w Wilnie, w więzieniu wojskowym przy ul. Dzikiej. Zmarł 18 października 1928 roku. Płk dr Bolesław Szarecki, który odbył konsylium z lekarzami badającymi zwłoki generała stwierdził jako więcej niż pewne otrucie, podobnie uważał słynny chirurg lwowski prof. Tadeusz Ostrowski, badający generała na krótko przed śmiercią. Zakaz przeprowadzenia sekcji zwłok jest bardzo mocną poszlaką w tym względzie.”
.
Jutro na byłym Placu Zwycięstwa przemianowanym na Plac Piłsudskiego (w rzeczywistości Selmana) nie będzie defilady wojskowej. Z okazji 100 rocznicy wybuchu I Powstania Śląskiego centralne uroczystości okupant organizuje w Katowicach (tu przypomnę, że Selman/Piłsudski zignorował wszystkie trzy powstania śląskie a także powstanie wielkopolskie, nie wspierając ich w żaden sposób i w ten sposób wywiązał się ze zobowiązań, jakie złożył Niemcom, nim cesarską salonką pociągiem specjalnym przewieźli go z Magdeburga do Warszawy).
.
Niemniej i w Warszawie pod pomnikiem Selmana (a raczej pomnikami, bo jest ich więcej) także złożone zostaną kwiaty. Ciekawi mnie, ilu uczestników składania kwiatów Selmanowi wie o tym, jak bardzo samozwańczego „marszałka” czcił Adolf Hitler:
.

„W Niemczech wiadomość o śmierci Marszałka Piłsudskiego, która dotarła do Berlina jeszcze przed północą 12 maja 1935, wywarła wielkie wrażenie. Do polskiej ambasady zaczęły napływać kondolencje od władz niemieckich. Informacje na pierwszych stronach podały gazety (m.in. Völkischer Beobachter w którym napisano m.in.: „Nowe Niemcy Pochylą swe flagi i sztandary przed trumną tego wielkiego męża stanu, który pierwszy miał odwagę otwartego i pełnego zaufania porozumienia z narodowo-socjalistyczną Rzeszą”). Niemieckie Biuro informacyjne podało, iż wiadomość ta do głębi poruszyła niemieckie społeczeństwo które czuje się szczególnie bliskie polskiemu społeczeństwu zwłaszcza że samo straciło w 1934 swojego przywódcę – marszałka Hindenburga, Prezydenta Rzeszy[14].Po śmierci Marszałka Piłsudskiego Kanclerz Adolf Hitler ogłosił w Niemczech żałobę narodową i wysłał telegram z kondolencjami do prezydenta i rządu RP. Pisał w nim: „Głęboko poruszony wiadomością o zgonie Marszałka Piłsudskiego wyrażam Waszej Ekscelencji i rządowi polskiemu najszczersze wyrazy współczucia moje i rządu Rzeszy. Polska traci w powołanym do wieczności Marszałku twórcę swego nowego państwa i swego najwierniejszego Syna. Wraz z narodem polskim również naród niemiecki obchodzi żałobę z powodu śmierci tego wielkiego Patrioty, który przez swą pełną zrozumienia współpracę z Niemcami oddał nie tylko wielką usługę naszym krajom, ale przyczynił się ponadto w sposób jak najbardziej wartościowy do uspokojenia Europy.” Do żony Piłsudskiego, Aleksandry Piłsudskiej, Hitler napisał: „Smutna wiadomość o zgonie Pani małżonka, jego ekscelencji Marszałka Piłsudskiego, dotknęła mnie bardzo boleśnie. Wielce szanowna, czcigodna Pani oraz Jej Rodzina zechce przyjąć wyrazy mojego głębokiego współczucia. Postać Zmarłego zachowam w swojej wdzięcznej pamięci.

Hitler uczestniczył również we mszy świętej na cześć Marszałka, jaką odprawiono 18 maja 1935 r. w katedrze św. Jadwigi w Berlinie przy symbolicznej trumnie Józefa Piłsudskiego. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele III Rzeszy m.in. Joseph Goebbels, Konstantin von Neurath oraz wysocy przedstawiciele NSDAP i Wehrmachtu, a także nuncjusz apostolski w Niemczech Cesare Orsenigo. Po nabożeństwie dwie kompanie Wehrmachtu oddały honory wojskowe.

Po zdobyciu przez wojska niemieckie Krakowa 6 września 1939 r., na rozkaz Hitlera niemiecki dowódca gen. Werner Kienitz udał się na Wawel i złożył wieniec u grobu marszałka Piłsudskiego w krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów[15]; zaś przed kryptą została wystawiona niemiecka warta honorowa.”

.
.
Składający kwiaty pod pomnikami Selmana sami ustawiają się w jednym szeregu z ludobójcą Słowian Hitlerem i jego generałami. Razem ze „świeckimi” wyznacami Selmana w ramach kościelnego „państwowego” święta w kościołach katolickich będą jutro także wspominać bitwę warszawską i wychwalać „marszałka”. Co będzie taką samą prawdą jak wniebowzięcie żydówki Miriam…
.
.
opolczyk
.
.
.