Turbolechia – rzygowiny UB-eckie czy katolickie – kościelno-kronikarskie…

.
.
W jednej z dyskusji mailowych pojawiła się ponownie sprawa turbo-Lechii w kontekście agentów wpływu Michalkiewicza i Patlewicza.
Tu przypomnę, że chyba jako pierwszy Michalkiewicz palnął w 2017 r., że turbo-Lechia to „ubeckie rzygowiny”, wymyślone do walki z kościołem:
.

.
Zawtórował mu (nie wiem czy agent, czy użyteczny idiota) Braun:
.
A także wolna pluskwa:
.
Do agenta Michalkiewicza dołączył Patlewicz:
.
Wymysły Michalkiewicza i Patlewicza gorliwie kolportował gorliwy katolik Wiechowski:
.
I „Prawy” piórem gorliwego katolika Bodakowskiego:
.
Cała ta ferajna obrońców kościoła i żydogennego katolicyzmu ignoruje trzy podstawowe fakty:
.
1) Najbardziej fundamentalnym faktem w tej sprawie jest to, że rzeczywistymi „ojcami krzestnymi” wielkiej- czy turbo-Lechii są…kościelni kronikarze. To oni wymyślali i umieszczali w ich „kronikach” jako postacie historyczne zmyślonych i/lub legendarnych władców:
.
I wszystkie turbolechickie świry na owe kroniki się powołują. Powołują się też na kroniki np. niemieckie, które powstawały tak: niemieccy „kronikarze” przepisywali z „kronik” Kadłubka, Długosza & spółki ich wymyślonych przedmieszkowych władców kompletnie nie weryfikując prawdziwości tych „danych”. I stąd są oni w niemieckich „kronikach”. W podobny sposób powstał reklamowany przez turbolechitów obraz wiszący w częstochowskim klasztorze, namalowany na podstawie kroniki Długosza i przytaczany przez turbolechickich świrów, także na blogach turbo-katolickich, jako „dowód” na „wielką Lechię”:
.
.
.
Autor tego obrazu naturalnie także nie sprawdził, czy aby wszyscy władcy z długoszowej „kroniki” to postacie historyczne. Albo też kolportowane są brednie innego turbokatolika o Zygmuncie III jako 44 królu nowożytnej Polski:
.
„Michalkiewiczu ! Skąd na kolumnie Zygmunta w Warszawie jest wykute że był 44 władcą nowozytrnej Polski”
.
Tę akurat brednię – wymysł turbolechity Szydłowskiego – zdemaskowałem tu:
.
Zygmunt III Waza był faktycznie 44 królem – ale Szwecji a nie Rzeczypospolitej.
.
Tu tylko dodam, że propagowanie wielkiej Lechii przez turbokatolików świadczy o ich zupełnej schizofrenii. Wg kk początek państwa polskiego to krzest Mieszka, przed którym żadnego państwa na naszych ziemiach nie było. Turbolechickie wymysły są całkowicie sprzeczne z tą katolicką wykładnią historii. Nie można więc być równocześnie katolikiem i turbolechitą. No chyba że jest się schizofrenikiem – wtedy tak.
.
2) Turbolechici nie mają nic wspólnego z odradzającą się kulturą słowiańską. Niemniej przez agenturę wpływu i użytecznych idiotów są stawiani w jednym szeregu z poganami, rodzimowiercami i słowianofilami. Nigdy u żadnego „proroka” turbo-Lechii nie słyszałem ani słowa o kulturze słowiańskiej, przedkatolickiej, o słowiańskich bogach, obrzędach, zwyczajach, świętach. Te sprawy turbolechitów kompletnie nie interesują. Skupiają się tylko i wyłącznie na propagowaniu istnienia „wielkiej Lechii”! Powołują się przy tym na kościelne „kroniki” i ryczą, że kk i Niemcy zafałszowali nam historię (o tym za chwilę).
.
Z drugiej strony poganie, rodzimowiercy, słowianofile zdecydowanie odcinają się od turbolechickich świrów.
.
„Określenie „turbosłowianie” bywa błędnie używane w odniesieniu do rodzimowierców słowiańskich[4]. Ponadto ze strony rodzimowierców podejmowane są działania mające na celu zwalczanie turbosłowianizmu jako zjawiska szkodliwego[10][11].”
.
Michalkiewicz, Braun, Patlewicz, Bodakowski i Wiechowski („Marucha”) mogą o tym naocznie się przekonać. Wystarczy, że wezmą udział w obrzędach jakiegokolwiek związku rodzimowierczego i zapytają uczestników o „wielką Lechię” Odpowiedź będzie jednoznaczna – pukanie się palcem w czoło.
.
Tu należy zaznaczyć, że nazywanie „kronikami” owych kościelnych katolickich wypocin, na które powołują się turbolechici, to ewidentne nadużycie. Owi kościelni „kronikarze” nawet o wydarzeniach i postaciach im współczesnych pisali w sposób skrajnie nieobiektywny. Ich „kroniki” służyły wyłącznie interesom kk. Co nie służyło tym interesom – było przemilczane lub przeinaczane. A co im służyło, było często po prostu zmyślane.
.
Tu jeszcze słówko o propagandzie turbolechickiej, jakoby kk (i Niemcy) zafałszowali historię Polski. Otóż kk faktycznie fałszował historię, choć całkiem inaczej, niż twierdzą turbolechici. A więc np. to kk wymazał z naszej historii Bolesława II nazwanego „Zapomnianym”. Wspomina o nim tzw. „Kronika wielkopolska”.
.
„Gdy umarł [Mieszko II] w roku pańskim 1033, nastąpił po nim pierworodny syn jego Bolesław. Skoro ten został ukoronowany na króla, wyrządzał swej matce wiele zniewag. Matka jego, pochodząca ze znakomitego rodu, nie mogąc znieść jego niegodziwości, zabrawszy maleńkiego syna swego Kazimierza, wróciła do ziemi ojczystej do Saksonii, do Brunszwiku, i umieściwszy tam syna dla nauki, miała wstąpić do jakiegoś klasztoru zakonnic. Bolesław zaś z powodu srogości i potworności występków, których się dopuszczał, źle zakończył życie i choć odznaczony został koroną królewską, nie wchodzi w poczet królów i książąt Polski.”
.
Tyle, że zapis ten dotyczy już okresu historii pisanej, a nie czasów przedpiastowskich, w których jest więcej fikcji i legend niż rzeczywistości. I stąd temu zapisowi dowodzącemu istnienie Bolesława II, syna Mieszka II, można zaufać. Choć kłamstwem jest to o jego „srogości i potworności występków”. Bolesław powrócił do pogaństwa i to było dla autora tej kroniki „potwornym występkiem”. A wypędzenie kleru „srogością”. Aby utrzymać fikcję Polski od 966 roku gorliwie katolickiej, pogańskiego Bolesława II kk po prostu „skasował”, fałszując nam historię. Tak samo wymysłem jest domniemany krzest Mieszka. Gdyby się okrzcił, dostałby od katolickich propagandystów co najmniej przydomek „Wielki”. Powinien nawet zostać kanonizowany, tak jak to robiono wówczas z innymi pogańskimi władcami przyjmującymi krzest. A tymczasem na sarkofagu jego syna napisano o nim per „perfidny”, przeciwstawiając mu „wierzącą” Dobrawę („Perfido patre tu es, sed credula matre„).
To jak to było z tym Mieszkiem – okrzcił się i zamiast kanonizacji i przydomka wielki nazwano go perfidnym?
.
Podobnych kłamst (np. wymysł Długosza o rzekomym śpiewaniu przez wojska Jagiełły pod Grunwaldem „Bogurodzicy” – https://opolczykpl.wordpress.com/2017/03/22/demaskowanie-katolickiej-propagandy-bogurodzica-jako-rycerski-hymn-rzekomo-spiewany-przez-rycerstwo-idace-do-bitwy-pod-grunwaldem/) kk wsadził nam do historii wiele. Ale to nie on „skasował” wymysły własnych kronikarzy o przedmieszkowych władcach. Jako instytucja historią państwa polskiego kk nie zajmował się nigdy, a kościelni „kronikarze” często obok kościelnej propagandy pisali, co im ślina na język przynosiła. Tak właśnie było z owymi zmyślonymi i/lub legendarnymi władcami. Po upadku szlacheckiej Rzeczypospolitej, wobec znacznego osłabienia pozycji „polskiego” kk, podzielonego między trzech zaborców, pojawiła się po raz pierwszy dla poważnych historyków szansa na odtworzenie rzeczywistej historii Polski. I to zrobili. Owszem, wspominali w kontekście czasów przed Mieszkiem I o wielu plemionach słowiańskich żyjących na terenie dzisiejszej Polski, ale nie znaleźli żadnej wiarygodnej informacji o „wielkiej Lechii”. Nie zauważył jej np. „Geograf Bawarski”, który na zlecenie niemieckiego króla planującego najazd na ziemie słowiańskie sporządził listę plemion słowiańskich i liczbę ich grodów. Nie zauważyli wielkiej Lechii rzymscy i greccy (a później bizantyjscy) kupcy, rok w rok jeżdżący nad Bałtyk szlakami bursztynowymi. Nikt nie zauważył  owego imperium. Istniało tylko na kartach katolickich „kronikarzy”. Przez co – i słusznie – historycy odrzucili te wymysły. I to nie na polecenie któregokolwiek z zaborców czy pod dyktat kk, a po prostu z poczucia rzetelności.
Niemcy naturalnie też fałszowali historię, np. powołując się na rzekomą kronikę Tacyta o Germanii „odnalezionej” (lub sfabrykowanej) w XV wieku w niemieckim klasztorze, sięgającej do Wisły, a nawet dalej na wschód. Przywłaszczyli sobie owych „Germanów” jako pra-Niemców po to, by podbój słowiańskich ziem przedstawiać jako ich „odzyskiwanie”. Do dzisiaj owa niemiecka szowinistyczna teoria allochtoniczna znajduje poklask nawet u polskich historyków i publicystów. Niemniej ani kk, ani Niemcy nie mieli nic wspólnego z rzekomym fałszowaniem naszej historii polegającym na skasowaniu z niej wielkiej Lechii. Nie istniała nigdy i nigdzie poza kościelnymi, katolickimi „kronikami”, a raczej rzygowinami, odrzuconymi przez zawodowych, rzetelnych historyków jako zwykła fikcja.
I to niestety do turbolechickich łbów nie dociera – dla nich owe bzdurne wymysły Kadłubka, Długosza & katolickiej spółki „kronikarzy” to „prawda objawiona”. Wierzą w to, w co chcą wierzyć, lecząc w ten sposób własne zakompleksienie.
.
3) W jednej natomiast sprawie Michalkiewicz, Braun, Patlewicz i ich klony mają rację – propagowanie turbo-Lechii to robota agentury. Tyle że nie ubeckiej i nie jest jej celem szkodzenie kk i jego zwalczanie. Nikt tak nie szkodzi wizerunkowi kk, jak on sam:

https://opolczykpl.wordpress.com/2019/05/13/trylogia-filmowa-o-moralnosci-slug-bozych/

.
Wymysły turbolechitów zdemaskować może każdy jako tako rozgarnięty ćwierćinteligent. To że mają tylu wyznawców świadczy o katastrofalnym stanie obecnego systemu zwanego „oświatą”. Jak tłumaczyć durniom, że są durniami – przecież ich dureństwo na tym właśnie polega, że nie mają o tym pojęcia.
.
Celem agentury podsuwającej durniom wymysły o turbolechii jest ośmieszanie Słowiańszczyzny, rosnącego w siłę ruchu słowianofilskiego, pogan i rodzimowierców. To dlatego Braun w publicznej wypowiedzi wsadził świrów turbolechitów pomiędzy pogan:
.
„szanowni poganie (…) i wy czciciele prasłowiańszczyzny, wielkiej Lechii, Swarożyca i Peruna…”
.
I to samo robi wielu katolickich publicystów i agentów wpływu – ośmieszyć chcą świrami turbolechitami pogan, wyznawców Swarożyca i Peruna. Dla kk i agentury okupanta odrodzenie słowiańskie jest niezwykle niebezpieczne. Nie tylko dlatego, że poganie odrzucają ślepą wiarę w cokolwiek. Kierują się przede wszystkim rozumem i wiedzą. Odrzucają też wymysły żydogennego krystowierstwa, a także często i polityczną poprawność tego samego nadjordańskiego chowu. Odrzucają całą antykulturę zachodu razem z jej chorymi i szkodliwymi „wartościami”. Są ludźmi, którymi nie jest tak łatwo manipulować. A przede wszystkim powracją do prastarych słowiańskich wartości, które są całkowicie sprzeczne z propagowanym kapitalizmem, konsumpcjonizmem, egoizmem i bezmyślnym uczestnictwem w wyścigu szczurów. Tym samym stanowią zagrożenie dla systemu ponującego na zachodzie, naturalnie także i w Polsce – a raczej w Judeopolonii. I dlatego agenturalnie są ośmieszani przyklejaniem do nich turbolechickich świrów i ich wymysłów…
.
.
opolczyk
.
.
.
Reklamy