O pogańskich przodkach – dlaczego wiemy o nich i o ich kulturze tak dużo….

.

.

Szukając „obrazka” do jednego z niedawnych wpisów (https://opolczykpl.wordpress.com/2019/04/14/powrot-do-slowianskiej-tozsamosci/) natknąłem się w sieci na ultrakatolickiej stronie na niewiarygodnie uczciwy opis brutalnych metod krystianizacji Słowian:
http://www.kultmaryjny.pl/chrzescijanstwo-a-slowianska-tozsamosc/
.
Niewiarygodnie, gdyż w (a)historycznej narracji katolactfa i kk katoliczenie poddanych przez kler w państwie Piastów było dobrodziejstwem przyjętym przez nich nieomal z wdzięcznością. Jak się jednak okazuje, duże fragmenty tego tekstu pochodzą z innego. Odnalazł go Mirek (Nyja999) informując o tym w komentarzu:
.
To 1 część większego opracowania: „Chrystianizacja – Dlaczego tak mało wiemy?”
https://www.wattpad.com/573614173-kryjąc-się-w-łanie-zbóż-chrystianizacja-dlaczego
.
https://opolczykpl.wordpress.com/slowianski-zew/comment-page-5/#comment-87622
.
Okazuje się, że nie  jest to nawet pierwsza część czy pierwszy rozdział, a drugi (oprócz wstępu) opracowania-książki:
https://www.wattpad.com/story/116876692-kryj%C4%85c-si%C4%99-w-%C5%82anie-zb%C3%B3%C5%BC
.
Niestety nieładnie w informacji o niej autor napisał: Tutaj dowiecie się czegoś o naszych przodkach, ich przesądy i inne duperelki”. Słowianie posiadali dużo wiedzy i mądrości, a nie tylko przesądy, a ich-nasza kultura to nie duperelki a nasza tożsamość i nasze dziedzictwo.
.
Niestety strona ta jest zastrzeżona, przez co nie zamieszczam z niej ani jednego tekstu-rozdziału. Omówię i skomentuję jedynie ten właśnie zacytowany przez Mirka: „Chrystianizacja – Dlaczego tak mało wiemy?”
https://www.wattpad.com/573614173-kryjąc-się-w-łanie-zbóż-chrystianizacja-dlaczego.
.
Z nim każdy może zapoznać się pod podanym powyżej linkiem. Dodam jeszcze na marginesie, że tekst ze strony krystowierczej wygląda na plagiat – jego anonimowy autor we własne zdania „wplótł” obszerne fragmenty ze strony BazyliszkówPółnocy, nie zaznaczając ich w tekście i nie podając ich źródła – a to jest wysoce naganne. Jak na katolika zamieścił b. odważny tekst, ale zapomniał o przykazaniu „nie kradnij”.

.
W tekście „Chrystianizacja – Dlaczego tak mało wiemy?” jest kilka ewidentnych błędów. Np. kościelny indeks ksiąg zakazanych nie miał nic wspólnego z kulturą czy domniemanymi księgami Słowian. Słowianie ksiąg-książek nigdy w czasach pogańskich nie pisali (o tym w dalszej części). „Indeks” był wymierzony przede wszystkim w tzw. „reformację”. Nie udało się jej zgnieść siłowo, duże obszary zachodniej i północnej Europy zerwały się z łańcucha Watykanu, na domiar „złego” krótko wcześniej wynaleziono druk, co spowodowało zalew pism i ksiąg protestanckich, „heretyckich”, drukowanych w dużych ilościach i przemycanych do krajów katolickich. I to na fali kontrreformacji walczącej z protestantyzmem stworzono ów indeks. Lądowało na nim wszystko, co godziło w tzw. „nauki” kk i w katolicką doktrynę, jedyną, jedynie prawdziwą prawdę objawioną, przez oszustów i doktrynerów wymyśloną.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Indeks_ksi%C4%85g_zakazanych#Utworzenie_indeksu
.
Nie jest prawdą, że proces zanikania wiedzy o naszych dalekich przodkach trwał kilkaset lat. Wiedza ta nie zanikła nigdy, a jeszcze do XVIII-XIX wieku wśród prostego ludu była wręcz powszechna. Przytoczę tu dwa cytaty. Pierwszy jest króciutkim fragmentem z tzw. „lustracji biskupiej” w Kałdusie, przeprowadzonej roku 1793:
.
“…nieliczni mają zwyczaj uczestniczyć w […] nabożeństwie, cały zaś lud, w tych najwięcej prawowierną religię obrażających czasach, częściowo składa ofiary Bachusowi w dolinie wsi Kałdus, a częściowo Wenerze w sąsiednim gaju. Dlatego z takiego też powodu, jak i zniszczenia niniejszej kaplicy, musiał kult zostać przeniesiony do chełmińskiego kościoła parafialnego.”
.
Oczywiście mieszkańcy Kałdusu nie czcili Bachusa czy Wenery. Autor tego zapisu albo nie znał już, albo nie chciał wymieniać imion słowiańskich bogów czczonych w Kałdusie. Niemniej relacja jest jednoznaczna – praktycznie cała wieś była w komplecie pogańska, mimo katoliczenia jej od ponad 800 lat. I trudno przypuścić czy założyć, że ta wieś była jedyna, wyjątkowa. Tak wyglądała pod koniec XVIII wieku typowa polska wieś (ruska i litewska też). Potwierdza to kolejny cytat, często przeze mnie przytaczany, autorstwa Adama Czarnockiego pochodzący z drugiej dekady XIX wieku:
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
.
Tu pamiętać należy, że imiona Bogów zapomniane były jedynie przez elity i zwalczane przez kler. Dla ludu byli to nadal nasi, dobrzy, swojscy bogowie. Przypomnę też, że tradycyjną pogańską Rękawkę w skatoliczonym skądinąd Krakowie obchodzono do końca XIX wieku. Zakazana została przez austriackiego zaborcę dopiero w roku 1897, który ją po prostu dekretem zakazał i zablokował dostęp do Kopca Krakusa.
https://pl.wikipedia.org/wiki/R%C4%99kawka
.
A Paweł Jasienica w jednej z jego książek zamieścił informację, że na Opolszczyźnie w roku 1937 zarejestrowano ostatni prastary prawdziwie pogański obrzęd Nocy Kupały. Ale w tym czasie zainteresowanie kulturą słowiańską już rosło. Przypomnę choćby przedwojenną Zadrugę Stachniuka. A prace wielu badaczy kultury słowiańskiej zapoczątkowano już w XIX wieku.
.
Tak więc nieprawdą jest, że proces zanikania wiedzy o naszych dalekich przodkach trwał kilkaset lat. Ta wiedza nie zanikła nigdy. Owszem, dużą część Polaków ostatecznie skatoliczono, wyprano im mózgi kościelną propagandą, ale nie wszystkim. I nastąpiło to b. późno – pod koniec zaborów (gdy niższy kler katoliczył wieś pod pretekstem obrony „polskości” – czytaj – pacierza w szkole po polsku – przed germanizacją i rusyfikacją) i w czasch PRL (gdy wielowiekowy gnębiciel i ciemiężca – kk – udawał obrońcę ludu przed „ateistyczną, bezbożną władzą”).
.
Tu pozwolę sobie na pewną dygresję odnośnie rozbiorów i okresu zaborów. Dla państwa (Rzeczypospolitej), była to totalna klęska – potężne wcześniej „przedmurze” wymazane zostało z mapy. Dla szlachty była to katastrofa – nie mogła się więcej warcholić, nie mogła sejmikować i szarpać Rzeczypospolitą według własnego widzimisię. Natomiast dla wiedzy o kulturze słowiańskiej był to czas wręcz błogosławiony. Wcześniej kościół będący „siłą przewodnią” nigdy nie zezwoliłby na publikacje dotyczące pogańskiej kultury. Pozbawiony oparcia, świeckiego ramienia, podczas zaborów nie miał możliwości kneblowania badaczy kultury słowiańskiej. I stąd rozkwitły te badania właśnie podczas zaborów. Zaborom zawdzięczamy możliwość badań i publikacji prac o kulturze naszych pogańskich przodków.
.
Nie jest prawdą, że krystowiercy niszczyli słowiańskie księgi. Słowianie znali wprawdzie pismo runiczne, ale ksiąg nie pisali nigdy. Panował u nich przekaz ustny. Nie jest też prawdą, że „kiedy pojawili się w ich okolicach misjonarze, poganie postanowili składać z nich ofiary”. Nie były to ofiary składane bogom, a po prostu egzekucje dokonywane na wziętych do niewoli krystowiercach. Słowianie dobrze pamiętali rzeź dokonaną przez Niemców po bitwie nad Reknicą (955 rok), kiedy to ok. 700 jeńców słowiańskich wziętych podczas bitwy do niewoli zostało po niej po prostu wymordowanych. Po tamtej masakrze jeńców także Słowianie zaczęli na najbardziej znienawidzonych, wziętych do niewoli najeźdźcach, znanych ze zbrodni wobec Słowian, dokonywać egzekucji ( innych zachowywali przy życiu do ew. wymiany jeńców). A propaganda kościelna przerobiła te egzekucje na ofiary składane rzekomo przez Słowian bogom.
.
Nie jest też prawdą, że zwalczanych Słowian nazywano „heretykami”. Był to termin zarezerwowany dla konkurencyjnych odprysków krystowierstwa, głoszących konkurencyjne, odmienne od katolickich, jedyne jedynie prawdziwe prawdy objawione. Naszych przodków zwano poganami, bałwochwalcami i bezbożnikami – i za to ich eksterminowano. Ewentualnie oskarżano ich, zwłaszcza kobiety, o „czary” i „czarną magię”, choć czarną magię – symboliczny kanibalizm – krystowiercy sami uprawiali.
.
Tak więc wystarczająco dużo wiedzy o naszych pogańskich przodkach przetrwało wśród prostego ludu do okresu zaborów – i wtedy zaczęto je badać i spisywać, także na użytek mieszczan i tzw. „inteligencji”. Obecne znaleziska archeologiczne do naszej wiedzy o zwyczajach czy obrzędach słowiańskich niewiele wnoszą. Ukazują głównie istnienie bogatego i różnorodnego rzemiosła u Słowian, istniejącego na długo przed najazdem krystowierczych hord. Ich znaczenie polega na tym, że zadają kłam katolickiej propagandzie o prymitywnych Słowianach, mieszkających na drzewach, których misjonarze krzyżami postrącali na ziemię i dali im kulturę oświatę i rzemiosło (to zapożyczyłem od lorenza z neonu24).
.
Autor ma oczywiście rację pisząc o masowych prześladowaniach naszych przodków, o brutalnym tępieniu ich kultury, zwyczajów i obrzędów, zwłacza na falach tłumienia antykościelnych i antyfeudalnych buntów, z których kilka największych miało miejsce w I połowie XI wieku. Ale o ile siłowo można było bunty utopić we krwi, o tyle trudniej było zmusić naszych praprzodków do rezygnacji ze starodawnych świąt, zwyczajów i obrzędów. I wtedy kk, o czym autor też wspomniał, przywłaszczył i skatoliczył wiele z nich. Choć nie wszystkie dało się skatoliczyć. Np. topienia Marzanny/Mareny nijak nie dało się przerobić ani na „krzest” w Jordanie Joszue, ani na jego „chodzenie po wodzie”. Wytępić się tego też nie udało i dlatego obrzęd ten opatrzono etykietką z eufemistycznym napisem – „zwyczaj ludowy”. Nie pogański, nie prasłowiański, a „ludowy”. Czyli w domyśle  – lud wymyślił sobie topienie jakiejś kukły, z kulturą pogańską nie ma to nic wspólnego, bo jak wiadomo, Polacy od zawsze byli katolikami. Koniec. Kropka. Natomiast to, co się dało – skatoliczono – np. siano i słoma pod obrusem na „wigilię” i snopek w kącie izby rzekomo symbolizowały „stajenkę betlejemską”, a dwanaście potraw „12 apostołów”. I trick ten (przywłaszczenie prastarych zwyczajów z nadaną im nadjordańską interpretacją) zapewne by się udał, gdyby wiedza Słowian zapisana była w księgach. Spalić księgi jest łatwo, a kk był w tym „sporcie” arcymistrzem. I wtedy Słowianie pozostaliby bez wiedzy o przodkach. Na szczęście trwałość tej wiedzy miała dwa inne filary – przekaz ustny i uczestnictwo w obrzędach. Gdy już po pacyfikacji buntów antykościelnych w państwie Piastów świętowano np. „boże narodzenie” z przywłaszczonymi pogańskimi zwyczajami, kk liczył na to (i pewnie się cieszył z tego), że złamany w oporze lud wreszcie świętuje „boże narodzenie”. A lud po cichu świętował po staremu Szczodre Gody. Gdy go zapędzano pod groźbą kar do kościołów – szedł. Ale w domu po cichu czcił narodziny Swarożyca, a nie obrzezanego cieśli z Galilei. Wilk (kk) był syty i owca (lud) cała. Ale… Po cichu w domach starsi tłumaczyli młodszym podczas „wigilii”, co oznaczają rzeczywiście i po co są słoma i siano pod obrusem, snopek w kącie izby i 12 potraw. A że święta świętowano rok w rok i za każdym razem starsi tłumaczyli młodszym ich znaczenie i symbolikę – wiedza ta przetrwała do czasu (rozbiory), gdy można było zacząć ją zbierać i spisywać. Jedynie utrzymywanie się obrzędów, których nie dało się skatoliczyć, spędzało klerowi sen z powiek i wprawiało go we wściekłość.
Jedynie wiedzę, nazwę ją – dla wtajemniczonych – a więc magię, umiejętność rzucania i odczyniania uroków itp. – wytępiono nieomal całkowicie. Nie była to wiedza przekazywana powszechnie wszystkim. Przekaz był  indywidualny – z szamanki matki  na córkę czy z babki na wnuczkę lub z szamana ojca na syna. Trzymano ją w tajemnicy, gdyż gdyby wpadła w niepowołane ręce, mogłyby przy jej pomocy wyrządzać one wiele szkód. Niestety szamanki-wiedźmy, szamanów-żerców tępiono bezwzględnie, przez co dzisiaj rzadko już na zapadłych wsiach można spotkać tu i tam taką właśnie szamankę, zwaną babką czy szeptuchą. Tyle, że i one najczęściej muszą udawać „wierzące” i wieszać w izbach „święte obrazki”.
Niemniej ogólna wiedza o panteonie, zwyczajach, obrzędach i świętach, o wierzeniach naszych przodków przetrwała do dzisiaj. Dużą część z tych zwyczajów zawłaszczył kk i katolicy. Ale gdyby przyrównać zwyczaje towarzyszące katolickim świętom do drewnianej deski, moglibyśmy śmiało stwierdzić, że jest ona słowiańska, pogańska, tyle że pociągnięta z wierzchu nadjordańskim pokostem. Wystarczy go zdrapać – i mamy czysto pogańskie zwyczaje, praktykowane przez naszych przodków przez tysiąclecia przed najazdem krystowierczych hord i przez prosty lud przez co najmniej 9 wieków po najeździe.
.
Ilość wiedzy, jaką posiadamy o pogańskich przodkach zadaje zdecydowany cios katolickiej propagandzie i jej (a)historycznej narracji, jakoby Polacy od domniemanego krztu Mieszka stali się gorliwymi katolikami. Wiedząc też, że Słowianie nie pisali ksiąg, należałoby spodziewać się – gdyby kościelna, katolicka narracja była prawdziwa – że do naszych czasów nie dotrwałaby żadna informacja o naszych pogańskich przodkach. Ba! Wiedza o nich zaginęłaby już w XI, najpóźniej w XII wieku. Nie znalibyśmy imion słowiańskich bogów:
https://opolczykpl.wordpress.com/panteon-i-imiona-slowianskie/
.
Nie wiedzielibyśmy absolutnie nic o obchodzonych przez pogańskich Słowian świętach:
https://opolczykpl.wordpress.com/kalendarz-slowian/
.
A wszystkie przywłaszczone przez kk prastare pogańskie święta i zwyczaje uważalibyśmy za czysto katolickie, przyniesione na nasze ziemi przez żydo-katolicki kler. Marzeniem kk przez całe tysiąclecie było ziszczenie się jednego jedynego zdania Galla Anonima, tyle że w odniesieniu do wszystkich naszych pogańskich przodków i pogańskiej kultury: „Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa…”. Kler marzył o tym, by pamięć o przedmieszkowym pogaństwie zaginęła w niepamięci wieków. Na szczęście było to marzenie ściętej głowy. Nawet Długosz w jego kronikach nie wspominałby o słowiańskich bogach i wierzeniach naszych praprzodków ani słowem. Zrobił to dlatego, gdyż w jego czasach pogaństwo nadal miało się dobrze. Synod biskupów w Poznaniu w 1420 roku potępił nadal utrzymujące się pogaństwo, a sam Długosz ok. 35 lat później z odrazą pisał o odprawianych w jego czasach obrzędach pogańskich, chcąc je ośmieszyć i obrzydzić: „Odprawiano zaś je prze bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się oraz inne miłosne pienia, klaskanie i uczynki przy równoczesnym przywoływaniu wspomnianych bogów i bogiń z zachowaniem rytuału. Obrządek tych igrzysk, raczej niektóre jego szczątki [istnieją] u Polaków aż do naszych czasów, mimo że wyznają oni chrześcijaństwo od 500 lat, powtarzane są co roku na Zielone Święta i przypominają dawne zabobony pogańskie dorocznym igrzyskiem, zwanym po polsku „Stado”, co tłumaczy się po łacinie grex, kiedy to stada narodu zbierają się na nie i podzieliwszy się na gromady, czyli stadka w podnieceniu i rozjątrzeniu umysłu odprawiają igrzyska, skłonni do rozpusty, gnuśności i pijatyki”. Był to w jego wykonaniu element propagandowej walki ze „złym” pogaństwem. Dodatkowo zamataczył on panteon i twierdził, że Słowianie zmałpowali go i samo pogaństwo od Rzymian, choć kultura słowiańska jest o tysiące lat starsza niż rzymska („Wiadomo też o Polakach, że od początku swego rodu byli bałwochwalcami oraz że wierzyli i czcili bogów i bogiń, mianowicie Jowisza, Marsa, Wenerę, Plutona, Dianę i Cererę, popadłszy w błędy innych narodów i szczepów.) Owszem, pisał że Słowianie rzymskim bogom nadali własne imiona, ale nie wymienił np. Swarożyca, Swaroga, Mokosz, Peruna, Świętowita, czy Tygława. A już totalną jego wpadką było stwierdzenie że Diana w ich języku Dziewanną zwana i Cerera zwana Marzanną cieszyły się szczególnym kultem i szczególnym nabożeństwem.” Szczególną czcią otoczona była u Słowian Matka Ziemia – Mokosz. Zaś Marzannę tak otaczano szczególnym kultem i szczególnym nabożeństwem, że co rok w pierwszym dniu wiosny palono ją i topiono. Ale zostawiam fałszerza historii Długosza na boku (jego wymysły dotyczące domniemanego krztu Mieszka są tak absurdalne i tak w sposób oczywisty zmyślone, że niepoważnie jest nazywać go „kronikarzem”, a tym bardziej „historykiem”: https://pl.wikipedia.org/wiki/Chrzest_Polski#Roczniki_D%C5%82ugosza) . To że tak obszerna wiedza o naszych pogańskich przodkach, ich życiu, wierzeniach i obrzędach przetrwała do dzisiaj nie tylko zadaje kłam kościelnej propagandzie. Jest to najbardziej dotkliwą porażką „polskiego” kk i obrazuje fiasko tysiącletniego wściekłego zwalczania kultury słowiańskiej i katoliczenia Polaków.
.
Obecnie ta prastara wiedza cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Coraz więcej Polaków odrzuca obcy, pokutniczy i żebraczy katolicyzm (żebranie u żydowskich idoli na kolanach o miłosierdzie i „zbawienie”) i powraca do słowiańskiej tożsamości.
.
Co mnie niezmiernie cieszy…
.

.
opolczyk
.
.
.
Reklamy