A jednak cuda się zdarzają – wyrok do mnie dotarł…

.

.

Mój upór nie okazał się bezowocny – chciałem mieć czarno na białym – za co mam zabulić. I mam. Zaginiony w lipskim trójkącie bermudzkim, po moich interwencjach, wyrok dotarł do mnie po odysei trwającej 26 dni (a właściwie od stycznia, gdy go wysłano do Kluczborka) wczoraj:
.


.


.
Tym razem jest i podpis i pieczątka dintojry. Tyle że orzeł zamazany – tak jakby wstydził się tego, do czego jest wykorzystywany. Urzędniczka dintojry, z którą rozmawiałem telefonicznie 11 marca nie kłamała – sądowa grzywna wynosi 6 000 zł (300×20). Oprócz tego dintojra zasądziła na rzecz czterech (z siedmiu) oskarżycieli posiłkowych grzywny po 2 200 zł na łebka. Łączna grzywna wynosi więc prawie 15 tysięcy złotych.
Na grzywnę sądową nazbierało się z ofiar czytelników prawie 7 tys. złotych. Niestety do 15 tysięcy nadal brakuje.
Oskarżyciele „posiłkowi” (Ryszard Staszak, Andrzej Szawan, Stanisław Dobrowolski i Wiesław Drozdowski) jak narazie nie upomnieli się u mnie o zasądzony haracz. I nie wiem, czy to zrobią. Niemniej nie mam zaufania do głoszonej przez nich miłości bliźniego…

.

.

Przez co istnieje ryzyko/niebezpieczeństwo, że bez zapowiedzi załomocze do moich drzwi nasłany komornik, by haracz ściągnąć. Wolałbym w takim wypadku mieć te pieniądze pod ręką…

.

W związku z powyższym niestety ponownie zmuszony jestem zwrócić się do czytelników i sympatyków blogu o pomoc. Mnie naprawdę nie stać na tę sumę. Ewentualnych ofiarodawców proszę o kontakt ze mną na adres:  as.poliszynel@gmail.com
.
.
opolczyk
.

PS

W związku z zasądzonym haraczem będę chyba zmuszony zakończyć działalność publicytyczną. Skoro za jednego meila do Staszaka i za jedno zdanie o kościele na Ślęży (żydłacki dom guseł i symbolicznego kanibalizmu) mam bulić 15 tys., to nie potrzeba okupantowi żadnej cenzury, żadnych ACTA 2. Zatkają nam usta kneblem ekonomicznym, finansowym. Swojego języka nie zmienię, na szyderstwa i obelgi pod naszym – pogan – adresem odpowiadam pięknym za nadobne. Tylko że katolactfu za obrażanie pogan procesu nie wytoczą. Nam już tak. A nie mam zamiaru kolejny raz zwracać się o pomoc finansową na spłatę ewentualnych nowych kar. Wczoraj na kluczborski adres sprzed 31 lat znów przyszedł list polecony adresowany do mnie. Mieszkający tam lokator listu nie przyjął. Szkoda, że nie sprawdził – kto był nadawcą. Oby nie był to kolejny proces…

Tak więc jestem w kropce. Pozostaje albo zbankrutować całkiem, albo co trochę żebrać o wsparcie, albo pisać tak, by katolactfu nie nadepnąć na odcisk. Ale ja tak nie potrafię.

Niech szlag trafi te ich zafajdane „wartości krześcijańskie”…

.
.
.
Reklamy