Farsa sulistrowicka a pocztowy „trójkąt bermudzki” w Lipsku…

.

.

Już miałem nadzieję, że nie będę zmuszony więcej  zawracać głów czytelników sulistrowicką farsą. Pogodziłem się z wyrokiem, zapłacę zasądzony haracz, ale sprawa ta po prostu mi śmierdzi…
.
Nim przystąpię do rzeczy, chciałbym wszystkim darczyńcom, którzy przesłali mi finansowe wsparcie, serdecznie podziękować. Nazbierało się tego 6 tysięcy złotych – i to z naddatkiem.
.
Jeszcze raz wszystkim darczyńcom serdecznie dziękuję.
.
Ale wracam do tematu… Jak zapewne stali czytelnicy blogu orientują się, dintojra wysłała w styczniu br. odpis wyroku, ale jakoś tak dziwnie zaadresowany był na mój były adres sprzed ponad 31 lat (w Kluczborku), choć wszystkie inne pisma procesowe przysyłała dintojra na mój aktualny adres w Niemczech. Zapewne dinojra wrocławska  dostała zwrot tamtego listu, wysłanego na niewłaściwy adres, ale nie wpadła na pomysł, by wysłać go na adres właściwy. Dopiero po moim telefonie z 11 marca wzięła się do galopu…
A więc 12 marca wysłała mi wezwanie do zapłaty haraczu. List dotarł do mnie już na czwarty dzień:
https://opolczykpl.wordpress.com/2019/03/17/haracz-w-sulistrowickiej-farsie/
.
Kilka dni później dotarło do dintojry moje pismo domagające się wysłania mi wyroku:
https://opolczykpl.wordpress.com/2019/03/11/sulistrowickiej-farsy-poprocesowej-ciag-dalszy/
.
No i czekaliśmy (z żoną Bożeną i córką Danusią, znacznie  bardziej przeżywające ten proces niż ja) na ów wyrok, przy czym w międzyczasie dwukrotnie telefonicznie upominaliśmy się (ja i Bożena) w sekretariacie sądu o jego dostarczenie. Za drugim razem, ponad 3 tygodnie temu, urzędniczka powiedziała żonie, że odpis wyroku już został wysłany. Ale on jakoś do nas nadal nie nadchodził…
W końcu Bożena wymusiła na mnie napisanie skargi do wrocławskiej dintojry. Wysłałem ją 2 kwietnia meilem na interentowy adres prezesa wrocławskiego sądu rejonowego. Dwa dni później otrzymałem także meilem odpowiedź kierowniczki sekretariatu V wydziału karnego:
.
„Sąd Rejonowy dla Wrocławia Krzyków V Wydział Karny w odpowiedzi na Pana mail z dnia 02.04.2019 r. informuje, że odpis wyroku w sprawie V K 226/18 został do Pana wysłany dnia 20.03.2019 r. na adres niemiecki listem poleconym nr przesyłki 72920510000005. W załączeniu wydruk z Poczty Polskiej dot. nadania listu.”
.
W meilu były dwa załączniki dokumentujące, że list wysłano jako polecony priorytet:
.


.
Tyle, że wysłany jako polecony priorytet list z sądu dotarł do Lipska 22 marca o godzinie 19:58 i tam się jego ślad urywa !!!
.


.
Wsiąkł, wyparował, rozpłynął się w powietrzu! Albo wpadł do czarnej dziury, bądź zniknął w lipskim trójkącie bermudzkim!
.
Interweniowaliśmy w międzyczasie na poczcie polskiej. Umywa ręce – my dostarczyliśmy list do Niemiec.
Interweniowałem na poczcie niemieckiej. Kręcili głowami z niedowierzaniem – unmöglich (niemożliwe) – u nas polecone priorytety nie giną. Obiecali, że będą szukać. W mojej obecności za zaginionym listem z dintojry rozesłali list gończy. Ciekawe czy zgubę znajdą? Wszak polecony priorytet nie może ot tak, zniknąć. Gdyby np. mój adres był błędny, niemiecka poczta odesłałaby list do nadawcy i byłoby to ujęte w śledzeniu przesyłki. Gdyby był prawidłowy, dotarłby z Lipska do Pforzheimu. A tu nic! Dotarł do Lipska i zniknął.
.
Przyznam się w tym miejscu, że coraz bardziej ciekawi mnie – co takiego jest w tym wyroku, że jakieś złe moce, jakieś czarne siły robią wszystko, bym go nie otrzymał. Początkowo nawet specjalnie nie zależało mi na otrzymaniu odpisu tego wyroku. Chciałem wiedzieć tylko, ile mi dowalili. Teraz, po tych wszystkich „przebojach” z owym odpisem wyroku naprawdę ciekawi mnie – co jest w nim napisane, że nie powinienem go przeczytać?
.
Jeśli go w końcu kiedykolwiek otrzymam, oprawię go w ramkę i powieszę na honorowym miejscu w mieszkaniu jako dokument wyrwany z „czarnej dziury”.
.
A swoją drogą… Mamy teraz –  jak głoszą media – wolność i demokrację, a sądowe polecone priorytety giną. Tyle jest narzekań na komunę, ale poczta wtedy potrafiła być naprawdę niezawodna. Podam dwa przykłady z własnego doświadczenia:
.
1) Pewien kolega z celi z obozu internowanych wyjechał latem 1982 do RFN. Chciał do mnie wysłać widokówkę, ale zgubił mój adres. Więc zaadresował widokówkę tak: „Andrzej Szubert, Kluczbork, mieszkanie w budynku nad knajpą „Pod jeleniem(zapamiętał te szczegóły z moich opowiadań). A pod spodem dopisał: „Przepraszam pocztowców polskich za tak niedokładny adres i z góry dziękuję za dostarczenie widokówki”. I dostarczono mi ją. Faktycznie mieszałem nad nieco wcześniej zlikwidowaną mordownią „Bar śląski” zwaną „Pod jeleniem”. Na poczcie ktoś dopisał więc w adresie „pl. Niepodległości 2” i widokówka doszła.
.
2) W dniu naszego ślubu, 8 kwietnia 1983, dostaliśmy telegram. Rzecz w tym, że ślub miał odbyć się w areszcie śledczym w Opolu. Bożenę aresztowano 8 lutego 1983 jako organizatorkę i kierowniczkę konspiracyjnej drukarni. Dwa dni przed ślubem, na pytanie SB-ków podczas przesłuchania (zgarnęli mnie z domu): „czy o waszym ślubie a areszcie będzie mówiła Wolna Europa” (a wiedzieli o tym z podsłuchu) odparłem – „jeśli moją narzeczoną zwolnicie – nie. Jeśli ślub będzie w areszcie – tak”. Następnego dnia, niespełna 22 godziny przed ślubem, Bożenę zwolniono z aresztu, choć śledztwo nie było jescze zamknięte. SB, jak widać, chciała uniknąć rozgłosu o naszym ślubie w areszcie. Dzięki temu zamiast w ponurym gmaszysku aresztu śledczego w Opolu…
.


.
… nasz ślub odbył się w ratuszu w urzędzie USC w Kluczborku.
.


.
Niestety nie do wszystkich naszych znajomych dotarła na czas informacja o zwolnieniu Bożeny z aresztu. I pewna znajoma 8 kwietnia w południe wysłała z Kluczborka telegram z życzeniami ślubnymi. Zaadresowany był tak: „Dom weselny – areszt śledczy Opole ul Sądowa 4”. Z aresztu telegram naturalnie natychmiast odesłano spowrotem na kluczborską pocztę z informacją, że ślub odbywa się nie w areszcie w Opolu a w Kluczborku. I tam na poczcie ktoś wyszukał mój adres i po południu goniec pocztowy dostarczył nam na plac Niepodległości 2 tenże telegram. Było śmiechu co niemiara zwłaszcza z owego adresu – „Dom weselny – areszt śledczy…”. Ale były i słowa uznania dla sprawności polskiej poczty…
.
I było to w czasach złej komuny, cenzury, wszechwładzy SB i bez komputerów. A dzisiaj – komputeryzacja, „wolność i demokracja”, a sądowe polecone priorytety giną…
.
Na koniec jeszcze pewna ciekawostka o jednym z tych, którzy mnie na prokuraturze w 2013 roku zaskarżyli. Mam na myśli burmistrza Sobótki. Jest jednym z „bohaterów” reportażu „ekspresu reporterów”. Mowa o nim jest od minuty ok. 7:30, choć warto obejrzeć całość:
.

.
Film podesłała mi w komentarzu Kachna, za co jej serdecznie dziękuję. Zwrócić chciałbym tu uwagę na krótki fragment dotyczący umieszczenia fizjonomii burmistrza na fresku w kościele. Jest to kościół w Sulistrowicach, a jego proboszczem jest mój główny oskarżyciel – Ryszard Staszak:

.
Ręka rękę myje…
.
.
opolczyk
.
.
.
Reklamy