Sulistrowickiej farsy (po)procesowej ciąg dalszy…

.

.

Poniższe piszę rozdrażniony. Pod koniec ubiegłego roku wyglądało na to, że proces zakończył się niewielką grzywną. Podczas ósmego posiedzenia sądu 30 listopada 2018 (w dniu „Andrzejek”) w obecności jedynie mojego obserwatora sędzina odczytała wyrok – wg jego relacji opiewał on na dwa tysiące złotych grzywny plus groszowa opłata kosztów sądowych. Pomyślałem wtedy nawet, że ten wyrok to sądowy prezent imieninowy dla mnie. Wyroku nie zamierzałem zaskarżać, wiedząc, że podczas rewizji sąd wyższej instancji może potraktować sprawę znacznie ostrzej. Martwiłem się tylko tym, że tak niski wyrok zaskarży druga strona. Krótko później wysłałem owemu obserwatorowi imienne, na niego, upoważnienie do pobrania w sądzie odpisu wyroku, by mógł mi go wysłać. Odmówiono mu jednak wydania odpisu wyroku informując go równocześnie, że sąd sam wyśle mi wyrok pocztą. No i czekałem na ten wyrok i czekałem. Wreszcie dzisiaj, 11 marca zatelefonowałem do sądu. I osłupiałem. Urzędniczka poinformowała mnie, że wyrok już dawno wysłano. Okazało się jednak, że sąd, z całkowicie niezrozumiałych dla mnie powodów, wysłał wyrok na mój ostatni adres w Polsce, pod którym nie mieszkam od grudnia 1987 roku. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, gdyż wszystkie wcześniejsze pisma procesowe (osiem lub dziewięć) otrzymywałem na właściwy, aktualny adres w Niemczech. Zresztą załączam skan takiego pisma procesowego, które otrzymałem w październiku 2018. Jest zaadresowane prawidłowo na mój aktualny adres:
.


.
Kto i dlaczego wysłał wyrok sądowy na adres nieaktualny od ponad 31 lat – naprawdę nie wiem. Co gorsza, od urzędniczki sądowej dowiedziałem się, że grzywna zasądzona przez sąd na „poczet” samego tylko sądu wynosi nie dwa a sześć tysięcy złotych. A ponadto zasądzono mi grzywny na rzecz oskarżycielli. Tu ich nazwiska: Ryszard Staszak, Andrzej Szawan, Stanisław Dobrowolski, Mariusz Starke, Waldemar Zaremba, Krzysztof Kunert i Wiesław Drozdowski.
Niestety urzędniczka odmówiła mi udzielenia informacji, czy zasądzono mi grzywny dla wszystkich siedmiu fanatyków i po ile na łebka. Może więc to być po tysiąc, ale i po pięć tysięcy złotych. Zadziwiło mnie też, że urzędniczka kilkakrotnie proponowała mi podanie przez telefon numeru konta na wpłatę grzywny na poczet sądu. Odmówiłem jej, stwierdzając, że numer konta muszę otrzymać na piśmie z sądu z pieczątką. Na słowo nieznanej mi osoby wpłacać żadnej kwoty nie zamierzam.
Natychmiast po tej nieprzyjemnej rozmowie telefonicznej wysłałem na adres sądu poniższej treści wniosek:
.

Andrzej Szubert                      Pforzheim 11.03.2019
Bayernstr. 4
75177 Pforzheim
Niemcy
.
Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Krzyków we Wrocławiu
V Wydział Karny
Podwale 300
50-040 Wrocław
.
Sygnatura akt V K 226/18
.
Wniosek o wysłanie na mój adres prawomocnego wyroku oraz podanie numeru kont w celu uiszczenia przeze mnie zasądzonych kar pieniężnych
.
Niniejszym wnoszę o wysłanie na mój adres wyroku z dnia 30 listopada 2018 wraz z dołączonymi numerami kont bankowych, w celu uiszczenia przeze mnie zasądzonych wyrokiem kar.
.
Informuję też, że w grudniu 2018 w siedzibie sądu zgłosił się p. Henryk Swół, zamieszkały we Wrocławiu, z wysłanym mu przeze mnie pełnomocnictwem w celu odebrania w moim imieniu wyroku sądu. Nie wydano mu go informując go jedynie, że wyrok zostanie wysłany na mój adres pocztą.
.
Niestety do dnia dzisiejszego tego wyroku nie otrzymałem.
.
W rozmowie telefonicznej z urzędniczką sądu, jaką odbyłem dzisiaj ok. godz. 13:00 dowiedziałem się, że wyrok w mojej sprawie został wysłany, ale na mój były adres w Kluczborku, pod którym nie mieszkam od 1987 roku. Poinformowała mnie też, że chcąc otrzymać wyrok muszę uiścić należną opłatę. Ale przecież na błędny adres w Kluczborku wysłano wyrok bez opłaty. Gotów zresztą jestem ją uiścić. Wystarczy do koperty z wyrokiem sądu dołączyć wysokość należnej opłaty i numer konta, na jaki mam ją wpłacić – i zrobię to.
.
Uważam za szykanę fakt, że wszystkie wcześniejsze pisma procesowe wysyłane były na mój właściwy, aktualny adres w Niemczech, a tylko wyrok wysłano na adres niewłaściwy, sprzed ponad 30 lat. Nie wiem co było tego powodem, być może chodziło o uniemożliwienie mi wpłaty zasądzonych kar pieniężnych w celu późniejszego ścigania mnie za rzekome uchylanie się od obowiązku ich uiszczenia.
.
Czekam na przesłanie na mój właściwy, aktualny adres wyroku i numerów kont, na jakie mam wpłacić zasądzone kary. O zaistniałym incydencie wysłania wyroku pod niewłaściwy adres powiadomię opinię publiczną.
.
Andrzej Szubert

.
W całej tej sprawie drażnią mnie dwie sprawy – dlaczego wg obserwatora podczas odczytania wyroku 30 listopada mowa była o dwóch tysiącach złotych, a teraz o sześciu plus nieznana mi wysokość grzywien na rzecz fanatyków, którzy mnie zaskarżyli, oraz dlaczego wyrok wysłano na adres sprzed ponad 31 lat i to w sytuacji, gdy wszystkie pozostałe pisma procesowe otrzymywałem na adres właściwy.
.

Niech licho weźmie katolickich fanatyków i cały ten „wymiar sprawiedliwości”…
.
A świętą pogańską  Ślężę i tak odzyskamy !!!

.
.
opolczyk
.
.
PS
.
Z ciężkim sercem muszę w tym miejscu zwrócić się o finansowe wsparcie do czytelników i znajomych. Nadal nie zamierzam zarabiać na publicystyce, choć kosztowała mnie wiele tysięcy godzin. Ale na grzywny sądowe po prostu mnie nie stać. Od 2008 roku jestem bezrobotny, od 2009 bez zasiłku. Znalezienie pracy w moim wieku (60 lat) i przy posiadanej „ułomności” (mam legitymację inwalidzką  z ubytkiem 50° zdrowia) jest praktycznie niemożliwe. Wprawdzie ostatnie trzy sezony letnie udało mi się pracować jako sprzątacz na kąpielisku miejskim, ale jest to tylko praca sezonowa (5 miesięcy) i niespecjalnie płatna. Starcza na łatanie „dziur budżetowych”. Jestem praktycznie na utrzymaniu żony, ona zaś na jej chałupnictwie (w czym jej w sumie nielegalnie, „na czarno” naturalnie pomagam) także kroci nie zarabia.

.

Jeśli ktokolwiek ze znajomych lub czytelników mógłby i chciałby mnie finansowo w tym kłopocie wesprzeć, proszę o kontakt na moją prywatną pocztę (adres: as.poliszynel@gmail.com), za pośrednictwem której podam numer mojego konta.
.
.
.
Reklamy