O kulcie „żołnierzy wyklętych” i o „sowieckiej okupacji” po wojnie…

.

.

O „wyklętych” pisać nie zamierzałem. Nie są rycerzami z mojej bajki. Skłoniły mnie do tego dwa meile. Pierwszy „wykłętych” gloryfikował (cytuję fragmenty):
.
„Wczoraj obchodzilismy dzień żołnierzy wyklętych. Irytuje mnie ta narracja w mediach o tych wrednych komunistach i tych walczących z komunistami. Komunizm był listkiem figowym, sowieckiej okupacji Polski (…) …by uniknąć niewygodnej rzeczywistości , napaści ZSSR na Polskę w 1945 roku. (…)
Z wyżej opisanych faktów wynika, że żołnierze wyklęci byli ostatnią armią jaka stawiła opór radzieckiemu okupantowi.”
.
W drugim meilu stało tak:
.
„Chcą także skłócić Polaków z Białorusinami. Demonstrację ku czci leśnych bandytów w Hajnówce, gdzie bandyci mordowali Ruskich…”
.
Rozpiętość ocen „wyklętych” jest więc przeogromna. Od siebie dodam – faktem jest, że niektóre, choć będące w zdecydowanej mniejszości, oddziały „wyklętych” faktycznie obok walki z np. UB, mordowały ludność cywilną, i to nie tylko białoruską. Tacy faktycznie zasługują na określenie „leśnych bandytów”. Ale nie wszyscy nimi byli. Byli wszak też tacy – i to zdecydowana większość – którzy walczyli tylko z przedstawicielami ówczesnej władzy – w imię honoru i złożonej przysięgi. Pytaniem jest – czy należy się im cześć, jaką są obecnie otaczani?
.
Nim przystąpię do rzeczy, przypomnę kilka faktów związanych z samym obchodzonym obecnie uroczyście kultem „wyklętych”. Każdego uważnego obserwatora sceny politycznej powinien zaintrygować fakt niecodziennej jednomyślności w tej sprawie PiSraela i POsraela, które na co dzień urządzają dziesiątki walk i potyczek medialnych między sobą, żrą się o wszystko, a w tej sprawie były jednomyślne – jak jeden mąż:
.
„Od początku poparcia dla inicjatywy zadeklarowały kluby parlamentarne Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Narodowy_Dzie%C5%84_Pami%C4%99ci_%E2%80%9E%C5%BBo%C5%82nierzy_Wykl%C4%99tych%E2%80%9D#Historia_inicjatywy
.
Czyż nie jest, a przynajmniej nie powinno być to podejrzane – taka jednomyślność „śmiertelnych” politycznych „wrogów”? A co dziwniejsze, kult „wyklętych” jest równie mocny w środowiskach nazywających się „antysystemowymi” i „niezależnymi” (oraz u turbo-katolików):
.
https://wprawo.pl/2019/03/01/czesc-i-chwala-bohaterom-internauci-upamietniaja-zolnierzy-wykletych/
.
https://prawy.pl/101151-ogolnopolski-program-obchodow-narodowego-dnia-pamieci-zolnierzy-wykletych/
.
https://www.pch24.pl/narodowy-dzien-pamieci-zolnierzy-wykletych—dlaczego-1-marca-,21415,i.html
.
Dlaczego małpują w kulcie wyklętych agenturę okupanta, wobec której oficjalnie są „anty…”?
.
Sprawa „wyklętych” wzbudza ogromne emocje. A one uniemożliwiają rzeczową analizę problemu. Kilka lat temu na nieistniejącej już prawicy.net admin stron:
https://myslnarodowa.wordpress.com/new/
https://palmereldritch1984.wordpress.com/
https://ptto.wordpress.com/
.
zadał następujące pytania:
.
–    Co naród polski zyskał na walce „wyklętych” – konkretnie, wymiernie, a nie mitologicznie. Czyli – co trwale osiągnęli żołnierze „wyklęci”?
–    Co walka „wyklętych” w tamtych realiach mogła dla narodu polskiego wygrać?
–    Czy podział – „bohaterowie”- „wyklęci”, – „zdrajcy-kolaboranci” – osoby zabite przez „wyklętych” jest Państwa zdaniem usprawiedliwiony?
.
I został za nie przez Michalkiewicza okrzyczany sowieckim kolaborantem. Pisałem o tym tu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/02/28/zydowska-agentura-idzie-w-zaparte/
.
Ja stawiam w tej sprawie podobne pytania:
.
– Czy „wyklęci” mieli choć nikłe szanse na zwycięstwo?
– Co konkretnego dała ich walka wykrwawionemu narodowi i wyniszczonemu wojną państwu?
– Czy za rozmiar powojennego terroru żydo-komuny nie odpowiadają w dużej mierze sami „wyklęci”?
– Czy cel ich walki – przywrócenie Polski sanacyjnej, związanej z haniebnie zdradazającym Polskę zachodem – bo o taką walczyli – był słuszny?
.
Tu uwaga – termin żydo-komuna używa wielu publicystów w odniesieniu do okresu 1944-1956. I faktycznie – ogromna nadproporcja Żydów, czy też obywateli żydowskiej narodowości w ówczesnych władzach PRL, a zwłaszcza w aparacie represji (UB) jest frapująca. Tym bardziej, że oficjalnie wszyscy oni podczas wojny poszli do gazu…
https://ptto.wordpress.com/2013/11/20/zydzi-w-kierownictwie-ub-czy-zydokomuna-i-zydostalinizm-to-mity/
.
Czy „wyklęci mieli choć nikłe szanse na zwycięstwo?
.
Odpowiedź na to pytanie jest prosta – nie mieli najmniejszych szans. Ich walka była jeszcze bardziej beznadziejna i skazana na przegraną niż walka Polaków w powstaniach listopadowym, styczniowym i warszawskim. Konspiracyjne wojenne podziemie wiedziało dzięki nasłuchowi radiowemu oraz raportom „rządu londyńskiego” przekazywanym do okupowanej Polski o obradach w Teheranie i Jałcie. Wiedzieli więc, że zachodni „sojusznicy” Polskę kolejny już raz (jak w 1939 roku) zdradzili…
https://myslnarodowa.wordpress.com/2012/09/04/abbeville1939-a-wojna-obronna-ii-rp-zdrada-czy-realizm/
.
…oddając ją w łapska Stalina. Wiedzieli więc, że zachód palcem nie ruszy, a tym bardziej militarnie ich nie wesprze. Przeciwko sobie mieli natomiast aparat państwowy, za którym stała potęga, która rozwaliła Wehrmacht i dobiła III Rzeszę w Berlinie (bo to Armia Czerwona rozwaliła III Rzeszę – pod Moskwą, Leningradem, w Stalingradzie, pod Kurskiem i w Berlinie; desant w Normandii był Armi Czerwonej niepotrzebny, gdyż i bez frontu zachodniego też by III Rzeszę dobiła, tyle że tydzień czy miesiąc później). W razie konieczności Stalin był w stanie wesprzeć żydokomunę regularnymi oddziałami Armii Czerwonej i NKWD. I robił to rzeczywiście – np. podczas tzw: „obławy augustowskiej”.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Ob%C5%82awa_augustowska
.
Kontynuowanie przez „wyklętych” walki po wojnie było więc z góry skazana ne porażkę. Odwagi do prowadzenia wręcz heroicznej walki nie można im odmówić. I za tę odwagę, oraz za ofiarę ich życia należy im się szacunek. Niemniej skutki ich walki były odwrotne od zamierzonych. Kierowali się patriotyzmem, tyle że samobójczym i w sumie szkodliwym, przynoszącym polskiej racji stanu więcej szkód niż pożytku. Bo racją stanu wówczas była odbudowa kraju ze zniszczeń wojennych, bez względu na to, kto nim rządził oraz zatrzymanie przelewu krwi, gdyż zbyt wiele milionów Polaków w poprzednich latach straciło życie. Kontynuowanie walki po wojnie było po prostu staceńczym szaleństwem.
.
Co konkretnego dała ich walka wykrwawionemu narodowi i wyniszczonemu wojną państwu?
.
W zasadzie na to pytanie już odpowiedziałem – realnymi „osiągnięciami” walki „wyklętych” były np. represje wobec ludności cywilnej, nawet tej, która nie popierała powojennej partyzantki, na terenach partyzanckich działań (patrz – „obława augustowska). Kolejnym realnym ich „osiągnięciem” były tysiące ofiar po obu stronach barykady w tej walce toczonej już po wojnie. Przy czym spory odsetek ofiar stanowiła niezaangażowana ludność cywilna. Natomiast absolutnie nic nie dała walka „wyklętych” w palących wówczas sprawach, ważnych dla narodowego bytu – ich walka nie przyczyniła się do odgruzowania choćby jednego miasta, do budowy choćby jednej szkoły, fabryki, szpitala czy budynku mieszkalnego. Nie pomagała w pracach rolnych przy orce, siewie czy przy żniwach. Nie dała Polakom nic KONKRETNEGO! I to w sytuacji gdy kraj był wyniszczony i wykrwawiony.
.
Czy za rozmiar powojennego terroru żydo-komuny nie odpowiadają w dużej mierze sami „wyklęci”?
.
Jest to temat drażliwy i wszelkiej maści antykomuniści i rusofoby wściekle temu zaprzeczą. Niemniej faktem jest, że ogromna większość śmiertelnych ofiar terroru UB wobec antykomunistycznego podziemia dotyczyła osób kontynuujących po wojnie zbrojną walkę. Wobec czego uzasadnione wydaje się założenie, że gdyby po wojnie nie było ani jednego oddziału „wyklętych” kontynuujących walkę, nie byłoby tylu śmiertelnych ofiar. I owszem, represje dotknęły także tych członków wojennej konspiracji, którzy po wojnie nie kontynuowali walki. Ale ich nie mordowano, a jedynie wsadzano do więzień. I ogromna większość z nich wyszła na wolność, a po 56 roku została zrehabilitowana. Przy czym masowe powojenne aresztowania członków wojennego zbrojnego podziemia, którzy nie kontynuowali po wojnie walki, najprawdopodobniej także było reakcją UB na nadal toczoną walkę „wyklętych” z ówczesną władzą. UB zapewne chciała w ten sposób zlikwidować ewentualne rezerwy i zaplecze „wyklętych”; chciała mieć wszystkich potencjalnych wrogów pod kluczem.
.
Nadal nie znamy ilości śmiertelnych ofiar terroru żydo-UB. Krążące w sieci liczby, np. 300 – 600 tys. Polaków są oczywiście wyssane z palca. IPN w tej sprawie też niestety nadal tylko gdyba:
.
„Ostateczna liczba ofiar zbrodni komunistycznych – w ocenie historyka Tomasza Łabuszewskiego, który zajął się redakcją naukową albumu – może „sięgnąć łącznie nawet 50 tys. zmarłych i zamordowanych, co dorównuje niemalże stratom poniesionym przez Armię Krajową pod okupacją niemiecką do marca 1944 r.”. Jako przykład Łabuszewski przywołał m.in. ustalenia IPN dotyczące ofiar zbrodni sądów wojskowych. Na ponad 5 tys. skazanych na karę śmierci, egzekucji wykonano ponad 3 tys. „Liczba ta stanowi (…) tylko niewielki procent zamordowanych w latach 1944-1956” – zauważył badacz. Podkreślił, że liczbę aresztowanych z powodów politycznych w pierwszym powojennym okresie tworzenia się „władzy ludowej” w Polsce ocenia się na ok. 250 tys. osób.
https://ipn.gov.pl/pl/kontakt/oddzialy-ipn/oddzial-ipn-w-warszawie/31193,Oddzialowe-Biuro-Badan-Historycznych-w-Warszawie.html
.
Jak dotąd IPN udokumentował ok. 10 tys. ofiar bezpośredniego terroru w środowiskach antykomunistycznych. Zapewne było ich więcej, może kilkanaście, może nawet 50 tysięcy. Ale pokrętnie Łabuszewski przyrównuje tę liczbę do ofiar AK podczas wojny. Pominął to, że obok strat AK śmierć z rąk niemieckiego okupanta poniosły miliony Polsków. A z rąk żydo-komuny ginęła głównie antykomunistyczna, walcząca opozycja. Zwykłych Polaków, jak podczas wojny, milionami żydo-komuna nie mordowała. Nie ulega wątpliwości, że ówczesne władze wiedziały, iż bez wsparcia ZSRR nie utrzymałyby się przy władzy. Wiedziały też, że postrzegane są przez szerokie rzesze społeczeństwa jako władza obca, niechciana, narzucona, przywieziona na radzieckich czołgach. Niemniej zabiegały one o akceptację społeczeństwa, o uznanie jej za władzę polską, legalną. Z tego powodu szermowały patriotycznymi hasłami, białoczerwonymi flagami, Mazurkiem Dąbrowskiego, propagandą powrotu na piastowskie ziemie nad Odrę i Nysę (w tej sprawie miały rację), inicjowały różne patriotyczne akcje (np. odbudowa stolicy), przeprowadziły reformę rolną obliczoną na zdobycie poparcia chłopów, znacjonalizowały gospodarkę i obiecały brak bezrobocia kokietując robotników, obiecały i zrealizowały likwidację analfabetyzmu  oraz szanse awansu społecznego dla każdego Polaka. Utrzymywanie terroru było dla ówczesnych władz kontraproduktywne w ich zabiegach zdobycia akceptacji społeczeństwa. Utrzymywały go zmuszone do tego walką „wyklętych”. A to uprawnia do wniosku, że gdyby „wyklęci” nie kontynuowali po wojnie szaleńczej, skazanej na porażkę walki, represje powojenne byłyby zdecydowanie mniejsze, a ofiar tychże represji byłoby o tysiące mniej.
.
Nie przeczę, że zdarzały się żydokomunie zbrodnie wyjątkowo haniebne, jak np. kara śmierci dla bohatera wojennego, rotmistrza Witolda Pileckiego.

.
Ale taka sanacja miała na sumieniu choćby generała Rozwadowskiego, faktycznego dowodzącego bitwą warszawską. Sanacyjny reżim zgładził go, zabraniając przeprowadzenia sekcji zwłok, co jednoznacznie świadczy o tym, że nie zmarł on śmiercią naturalną, a co władze sanacyjne chciały ukryć. Zadziwiać też powinna miłośników sanacji cześć, jaką Hitler darzył Selmana/Piłsudskiego:
.
„W Niemczech wiadomość o śmierci Marszałka Piłsudskiego, która dotarła do Berlina jeszcze przed północą 12 maja 1935, wywarła wielkie wrażenie. Do polskiej ambasady zaczęły napływać kondolencje od władz niemieckich. Informacje na pierwszych stronach podały gazety (m.in. Völkischer Beobachter w którym napisano m.in.: „Nowe Niemcy Pochylą swe flagi i sztandary przed trumną tego wielkiego męża stanu, który pierwszy miał odwagę otwartego i pełnego zaufania porozumienia z narodowo-socjalistyczną Rzeszą”). Niemieckie Biuro informacyjne podało, iż wiadomość ta do głębi poruszyła niemieckie społeczeństwo które czuje się szczególnie bliskie polskiemu społeczeństwu zwłaszcza że samo straciło w 1934 swojego przywódcę – marszałka Hindenburga, Prezydenta Rzeszy[14].
.
Po śmierci Marszałka Piłsudskiego Kanclerz Adolf Hitler ogłosił w Niemczech żałobę narodową i wysłał telegram z kondolencjami do prezydenta i rządu RP. Pisał w nim: „Głęboko poruszony wiadomością o zgonie Marszałka Piłsudskiego wyrażam Waszej Ekscelencji i rządowi polskiemu najszczersze wyrazy współczucia moje i rządu Rzeszy. Polska traci w powołanym do wieczności Marszałku twórcę swego nowego państwa i swego najwierniejszego Syna. Wraz z narodem polskim również naród niemiecki obchodzi żałobę z powodu śmierci tego wielkiego Patrioty, który przez swą pełną zrozumienia współpracę z Niemcami oddał nie tylko wielką usługę naszym krajom, ale przyczynił się ponadto w sposób jak najbardziej wartościowy do uspokojenia Europy.” Do żony Piłsudskiego, Aleksandry Piłsudskiej, Hitler napisał: „Smutna wiadomość o zgonie Pani małżonka, jego ekscelencji Marszałka Piłsudskiego, dotknęła mnie bardzo boleśnie. Wielce szanowna, czcigodna Pani oraz Jej Rodzina zechce przyjąć wyrazy mojego głębokiego współczucia. Postać Zmarłego zachowam w swojej wdzięcznej pamięci.”
.
Hitler uczestniczył również we mszy świętej na cześć Marszałka, jaką odprawiono 18 maja 1935 r. w katedrze św. Jadwigi w Berlinie przy symbolicznej trumnie Józefa Piłsudskiego. W uroczystości wzięli udział przedstawiciele III Rzeszy m.in. Joseph Goebbels, Konstantin von Neurath oraz wysocy przedstawiciele NSDAP i Wehrmachtu, a także nuncjusz apostolski w Niemczech Cesare Orsenigo. Po nabożeństwie dwie kompanie Wehrmachtu oddały honory wojskowe.
.
Po zdobyciu przez wojska niemieckie Krakowa 6 września 1939 r., na rozkaz Hitlera niemiecki dowódca gen. Werner Kienitz udał się na Wawel i złożył wieniec u grobu marszałka Piłsudskiego w krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów[15]; zaś przed kryptą została wystawiona niemiecka warta honorowa.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pogrzeb_J%C3%B3zefa_Pi%C5%82sudskiego#Reakcje_mi%C4%99dzynarodowe_na_%C5%9Bmier%C4%87_J%C3%B3zefa_Pi%C5%82sudskiego
.
.

.

.
Czy cel walki „wyklętych – przywrócenie Polski sanacyjnej, związanej z haniebnie zdradazającym Polskę zachodem – bo o taką walczyli – był słuszny?
.
„Wyklęci” mieli oczywiście rację, że narzucona Polsce po wojnie przez Stalina władza była obca, niechciana i nielegalna, stworzona na bazie zdominowanego przez osoby pochodzenia żydowskiego Związku Patriotów Polskich.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zwi%C4%85zek_Patriot%C3%B3w_Polskich
.

Mimo to szybko uzyskała ona akceptację i uznanie jej za legalną przez zachód. „Wyklęci” jednak uparcie odmawiali tej władzy legalności. Chcieli restytucji Polski przedwojennej, sanacyjnej. Wierni byli rządowi londyńskiemu – dezerterom z września 1939. Tyle, że sanacja też była w sumie nielegalna. Władzę zdobyła nielegalnym zamachem stanu, rządziła dyktatorsko zwalczając i kneblując opozycję, szerokiego poparcia społeczego nie miała ani u chłopstwa, ani u biedoty miejskiej, ani u powstającej wówczas klasy robotniczej. W sumie w ciągu 13 lat rządów miała na sumieniu wielokrotnie więcej ofiar niż władze PRL w czasach od Gomułki, poprzez Gierka do Jaruzelskiego na przestrzeni 33 lat. Tylko w latach 1932 -1937 podczas pacyfikacji strajków i buntów z rąk sanacji poległo 818 obywateli II RP:
.
„Premier i minister spraw wewnętrznych, gen. Felicjan Sławoj-Składkowski, w wystąpieniu przed komisją budżetową Sejmu 24 stycznia 1938 roku podał następujące liczby zabitych w wyniku siłowego tłumienia przez policję strajków i manifestacji w latach 1932-1937: 1932 rok – 141 zabitych, 1933 rok – 145 zabitych, 1934 rok – 118 zabitych, 1935 rok – 143 zabitych, 1936 rok – 157 zabitych, 1937 rok – 114 zabitych, w tym 44 podczas tłumienia powszechnego strajku chłopskiego.”
http://www.mysl-polska.pl/874
.
Było więc bezsensowne zwalczać nową nielegalną władzą na rzecz poprzedniej, także nielegalnej. I także nie mającej szerokiej akceptacji społecznej. Przy czym gdyby porównać osiągnięcia sanacji i PRL, ta druga nie wypada najgorzej. W PRL faktycznie zlikwidowano bezrobocie, masowe za sanacji. B. szybko zlikwidowano analfabetyzm, który u schyłku II RP sięgał 25-30 % (a w najbardziej zacofanych regionach nawet 50 %). PRL stworzyła system bezpieczeństwa socjalnego, jakiego zwykły szary Polask nie posiadał nigdy wcześniej i nigdy później. Miała też suwerenny lokalny pieniądz, emitowany przez państwo, puszczany w obieg nie jako dług (jak obecnie) i którego wartością nie mogli spekulanci manipulować na giełdzie.
Owszem, życie było siermiężne, siermiężna gospodarka – ale mało kto gotów jest przyznać, że w dużym stopniu winę za to ponosili sami Polacy. Nie niechciana władza, nie sowiecka okupacja, a Polacy. Tu przypomnę popularne w czasach PRL powiedzonko, nieomal hasło (sam je w latach 70-tych często powtarzałem) – czy się stoi czy się leży, dwa tysiące się należy. Morale pracy było u milionów Polaków katastrofalne. Przyczyn tego było wiele, ale najważniejszą z nich była niechęć do władz, wzmacniana szeptaną propagandą, za którą stała hierarchia kk (wściekła z powodu wywłaszczenia kk z majątków, wypędzenia ze szkół i zapędzenia kleru do kościelnych krucht) oraz antykomunistyczna opozycja, zdominowana po 1956 roku przez osoby żydowskiego pochodzenia. Za sprawą tej propagandy miliony Polaków nie identyfikowały się ani z władzą, ani z państwem, a tym bardziej z majątkiem narodowym. Był niczyim, ewentualnie był własnością państwa, władz, ale nie nasz – przez co nie było potrzeby o niego dbać. Wszyscy narzekali na buble w sklepach, bylejakość usług czy zły stan oddawanych do użytku dróg, budynków mieszkalnych, szpitali czy szkół. Ale te wszystkie buble produkowali i wytwarzali właśnie Polacy. W zakładach produkcyjnych panoszyła się bylejakość, niedbalstwo, brakoróbstwo – właśnie w myśl hasła: czy się stoi czy się leży, dwa tysiące się należy. Dobrze, solidnie i wydajnie potrafili Polacy wtedy pracować – ale za granicą. Gdyby Polacy pracowali wtedy rzetelnie i solidnie u siebie, w kraju, polskie wyroby ze względu na jakość i konkurencyjne ceny mogłyby być rozchwytywane na całym zachodzie. Przynosiłoby to korzyść budżetowi państwowemu, zakładom produkcyjnym i samym Polakom. PRL mogła być krajem o wiele bogatszym, gdyby tylko milionom Polaków zechciało się wtedy troszczyć o wspólny państwowy majątek narodowy oraz solidnie i rzetelnie pracować.

.
Niestety chyba prawdą jest, że jesteśmy wspaniałym narodem, ale fatalnym społeczeństwem. Potrafimy bezinteresownie heroicznie walczyć w chwilach zagrożenia, a zwłaszcza na straconych pozycjach (jak „wyklęci”), ale rzetelna praca, w czasie pokoju, dla dobra wspólnego, jest u nas czymś mało popularnym i zbyt rzadko spotykanym..
.
A teraz jeszcze kilka uwag o sowieckiej okupacji. Tu przyznam, że pod adresem PRL sam używałem tego zwrotu wielokrotnie. Ale w zaślepieniu umykało mej uwadze kilka ważnych spraw.
.
Podczas okupacji hitlerowskiej w latach 1939-1945 Polacy ginęli milionami. Natomiast podczas okupacji sowieckiej w latach 1944-1989 Polaków milionami przybywało. Zgodnie ze spisem powszechnym w 1947 roku Polska miała ok. 24 milionów obywateli. W roku 1988 było ich 38 milionów – co stanowiło wzrost o 14 milionów, czyli o ok. 58 % w stosunku do roku 1947.
.
– Podczas hitlerowskiej okupacji Polaków wypędzano z prastarych, etnicznie polskich ziem:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wysiedlenia_Polak%C3%B3w_podczas_II_wojny_%C5%9Bwiatowej_dokonane_przez_Niemc%C3%B3w#Wysiedlanie_z_Kraju_Warty
.
W tym nawet z ziem stanowiących kolebkę państwa piastowskiego – z Wielkopolski:
.

.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wysiedlenia_Polak%C3%B3w_z_Kraju_Warty
.
Operacja oczyszczania z Polaków objęła także Zamojszczyznę.
.


.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Aktion_Zamo%C5%9B%C4%87
.
Opór zbrojnego podziemia Niemcy przełamali i kontynuowali oczyszczanie Zamojszczyzny z Polaków.  Operację tę ostatecznie przerwało nadejście… sowieckiego okupanta, który wypędził Niemców i pozwolił Polakom na powrót do rodzinnych stron.
Nie od rzeczy będzie też przypomnienie, że masowe zbrodnie dokonywane na polskiej ludności cywilnej przez nacjonalistyczne zbrodnicze bojówki ukraińskie także przerwało nadejście sowieckiego okupanta. Gdyby Armia Czerwona nie nadeszła od wschodu w 1944 roku, nim by nad Wisłę dotarli zachodni „alianci”, jeszcze wiele milionów Polaków wymordowaliby hitlerowcy i banderowcy. Masowy ubój Polaków powstrzymała sowiecka okupacja.
Ja sam żyłem pod nią prawie 30 lat (do grudnia 1987). Ale nie zauważyłem podczas niej łapanek ulicznych
.


.
ani masowych publicznych egzekucji:
.


.


.


.
https://www.google.com/search?client=firefox-b-d&biw=1120&bih=609&tbm=isch&sa=1&ei=7rx_XK39I7-k1fAP9Z2rkAg&q=masowe+egzekucje+publiczne+okupacja&oq=masowe+egzekucje+publiczne+okupacja&gs_l=img.12…188655.190694..193032…0.0..0.127.905.0j8……1….1..gws-wiz-img.Zj49jSGd5QU
.
Za to pamiętam, że przez całą podstawówkę, co roku podczas wakacji jeździłem na 3-tygodniowe kolonie letnie, finansowane przez władze podległe sowieckiemu okupantowi. I tam, na koloniach letnich, codziennie śpiewaliśmy piosenkę „Ukochany kraj”:
.

.
https://opolczykpl.wordpress.com/2018/12/08/patriotyzm/
.
Dziwna to była ta sowiecka okupacja…
.
.
opolczyk

.

.

.

Reklamy