I znów pokłosie II wojny…

.

.

Przyznam się szczerze, że nie zamierzałem kolejny raz o tym pisać. Cztery lata temu informowałem na blogu o pokłosiu wojny w Pforzheimie:
.
Jako, że pogoda była słoneczna, wyszedłem na spacer. I niestety natknąłem się na zmasowane siły policyjne. Wcześniej nawet nie zastanawiałem się nad helikopterami policyjnymi krążącymi nad miastem. Od czasu do czasu latają, gdy np. na skutek wypadku zablokowana jest autostrada A8. Ale gdy trafiłem na policyjną barierę na trasie moich spacerów przypomniałem sobie natychmiast – no tak – mamy  kolejną rocznicę zbombardowania przez „aliantów” Pforzheimu – czyli znamienną tu rocznicę 23 lutego 1945. Miasto uległo wtedy praktycznie zagładzie.
.
Najbardziej ucierpiało śródmieście – nie ocalał ani jeden budynek.
.
.
W ciągu 22 minut 368 bombowców zrzuciło na miasto 1575 ton bomb burzących i zapalających. Od bomb i pożarów zginęło ok. 17 600 osób – głównie kobiety, dzieci i starcy, co stanowiło ok. 1/5 ludności z 1939 roku. Ale że większość mężczyzn w wieku poborowym podczas nalotu była na frontach wschodnim i zachodnim, zabici stanowili ok. 30 % ludności Pforzheimu w momencie bombardowania miasta.
.
Od wielu lat, obok obchodów oficjalnych, organizowanych przez władze miasta, mają miejsce obchody organizowane przez ugrupowania nazywane przez politycznie poprawne mass media „radykalną prawicą” czy wręcz „neofaszystami”. Ich obchody różnią się od oficjalnych tylko tym, że obok czczenia pamięci ofiar nalotu z 23 lutego 1945 potępiają sam nalot i metodę prowadzenia wojny stosowaną przez zachodnich aliantów – czyli bombardowanie ludności cywilnej. Co nosiło znamiona celowego ludobójstwa i tak powinno być nazywane. Obchodom organizowanym przez „neofaszystów” towarzyszą zawsze kontrdemonstracje organizowane przez „antyfaszystów” – w ogromnej większości bezmyślną gówniarzerię.
.
Próbowałem kolejny już raz dotrzeć do łączki obok kąpieliska miejskiego i wieży ciśnień na szczycie wzgórza (Wartberg) od północy zamykającego miasto, na którym zbierają się „neofaszyści”. Niestety ulica była zablokowana przez policję.
.
.
Postanowiłem więc dotrzeć tam bocznymi ścieżkami, ale i one były w komplecie zablokowane. Zapadały ciemności, poprzedzone pięknym zachodem Słońca.
.
.
Przy zapadającym zmroku spod dworca głównego wyruszyła kolumna „antyfaszystowskich” kontrdemonstrantów, eskortowana przez policję. Zamknięto przez nich nawet dla ruchu samochodowego ulicę będącą trasą dojazdową do wjazdu na autostradę Pforzheim-Nord.
.
.
.
.
Gdy „antyfaszyści” doszli do punktu mającego być oficjalnym końcem ich kontrdemonstracji, widząc kordon policji zamykający im dalszą drogę, nagle, na dane hasło, biegiem rzucili się przez trawniki, ominęli kordon policyjny i pognali w stronę, gdzie zbierają się i palą pochodnie „neofaszyści”. Na szczęście natknęli się na drugi, znacznie silniejszy kordon policyjny, który powstrzymał ich dalszy marsz. Tylko dzięki temu nie doszło do bijatyki.
.
.
.
.
.
Refleksje końcowe…
.
Od lat jest tak, że nazywani „neofaszystami” ludzie nie szukają zadym ani zaczepek, chcąc jedynie uczcić ofiary nalotu. Od lat ich pokojowemu czczeniu ofiar towarzyszą kontrdemonstracje „antyfaszystów”, próbujących dopaść „faszystów” i rozpędzić ich obchody. Od lat policja kordonem otacza miejsce, na którym zbierają się „neofaszyści”, nie dopuszczając do nich gapiów czy obserwatorów, ale pozwala na przemarsz kolumną marszową przez miasto „antyfaszystom”, nie odgradzając ich podobnym kordonem. Do nich można się przyłączyć. Do „neofaszystów” nie.
.
Jak widać, nawet sposób czczenia ofiar nalotu z 23 lutego 1945 roku jest upolityczniony. Można robić to w sposób „właściwy”, nakazany, politycznie poprawny, jak i w sposób niewłaściwy, „faszystowski” – np. potępiając sam nalot i metodę prowadzenia wojny przez zachodnich „aliantów”. Z czego wynika, że mordowania ludności cywilnej, jeśli robili to zachodni „alianci”, potępiać nie wolno. Ofiary należy czcić, ale bez potępiania ich zabójców…
.
.
opolczyk
.
PS
Część fotografii z tegorocznej kontrdemonstracji pochodzi z miejscowej gazety:
.
Kilka fotek z powyższego wpisu pstryknąłem sam. Niestety skończyły mi się baterie w aparacie i stąd zmuszony byłem  skorzystać z fotek gazetowych. Zamieszczam też krótką relację filmową z miejscowej gazety:
.
.
.
Reklamy