Ruch wielkiej Słowiańszczyzny w wydaniu Mieczysława Cenina…

.

.

Najpierw prezentuję jego wystąpienie/prelekcję:
.

.
Gdy zacząłem, choć z wewnętrznym oporem, słuchać prelekcji M. Cenina, początkowo myślałem, a nawet nabrałem ostrożnej nadziei, że będzie to nareszcie pierwsza audycja „niezależnej” Zagórskiego, wolna od ukrytych w potoku słów wtrętów demagogii i szkodliwej indoktrynacji. Trafiłem na ten film na stronie „My wolni ludzie”, którą poznałem w związku z meilem o konferencji w sprawie 5G. Przeglądając ją trafiłem właśnie na tę prelekcję:
http://mywolniludzie.net/category/filmy/page/3/
.
Niestety i tym razem doznałem rozczarowania. Owszem, idea powołania Akademii Słowiańskiej, o czym mówi Cenin, wydaje się być jak najbardziej słuszna. Ale tylko wydaje się. Naszym celem powinno być doprowadzenie do tego, aby już w szkołach podstawowych były takie obowiązkowe przedmioty jak kultura Słowian, wiedza o Słowianach w oparciu o archeologię, genetykę i wybrane, najmniej zafałszowane krystowiercze kroniki, pokazujące rzeczywiste życie Słowian przed krystowierstwm (tu najcenniejsze są kroniki bizantyjskie). Kolejnym obowiązkowym przedmiotem powinna być historia podboju, niszczenia i prześladowania kultury słowiańskiej przez krystowierczych najeźdźców i rodzimych renegatów, ze szczególnym uwzględnieniem kilkuwiekowej walki Północnego Połabia (Związku Wieleckiego, Związku Obodryckiego i Ranów). Dzień upadku Arkony, 12 czerwca, powinien być państwowym dniem pamięci o niszczeniu słowiańskiej kultury i tożsamości przez wyznawców krzyża – rzymskiej szubienicy. Powinne także zostać ujawnione i opublikowane wszystkie kościelne utajnione kroniki i dokumenty dotyczące trwania na polskich ziemiach prastarej słowiańskiej kultury. Do tej pory tylko niewiele z nich przeciekło do publicznej wiadomości. Np. potępienie nadal utrzymujących się pogańskich obrzędów przez synod biskupów w Poznaniu w roku 1420, czy zapiski z biskupiej lustracji w Kałdusie z roku 1793 (“…nieliczni mają zwyczaj uczestniczyć w […] nabożeństwie, cały zaś lud, w tych najwięcej prawowierną religię obrażających czasach, częściowo składa ofiary Bachusowi w dolinie wsi Kałdus, a częściowo Wenerze w sąsiednim gaju. Dlatego z takiego też powodu, jak i zniszczenia niniejszej kaplicy, musiał kult zostać przeniesiony do chełmińskiego kościoła parafialnego.”). Chodzi po prostu o rzeczowe, rzetelne i pełne udokumentowanie tego, jak prosty lud, mimo szykan, z uporem przez długie wieki trwał przy kulturze, tożsamości i wierze naszych przodków.
Te moje powyższe marzenia nie mają nic wspólnego ze stuleciem odzyskania niepodległości, której i tak nie mamy. I bez tej rocznicy są ważne. Zresztą, przypomnę tu i inne postulaty z mojego programu dla Polski Słowiańskiej, nadal jak najbardziej aktualne:
.
„Postulaty kulturowo – społeczne:
.
1. Odbudowa i otoczenie opieką państwa naszej własnej, słowiańskiej, pogańskiej, przedżydowskiej tradycji, kultury i tożsamości.
2. Oddanie Rodzimowiercom wszystkich zagrabionych przez katolicyzm pogańskich miejsc kultu.
3. Zakaz finansowania przez państwo kościołów i religii wrogich kulturze słowiańskiej.
4. Oczyszczenie przestrzeni publicznej z symboli żydowskich religii monoteistycznych, wrogich Duchowi Słowiańszczyzny.”
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/07/26/program-dla-polski-slowianskiej/
.
Wracam do prelekcji M. Cenina…
.
I owszem – to co mówi o Prawii (choć nie wspomniał, że u Słowian była też krainą/dziedziną bogów) jest w porządku. To część naszej kultury. Pomijam drobne jego „potknięcia”, jak to z neolitem datowanym wg niego na 200 000 lat wstecz. Neolit na ziemiach współczesnej Polski pojawił się jakieś 8 tys. lat temu. Wcześniej był paleolit ze stosunkowo krótkim mezolitem pomiędzy nimi.
Nastawiłem uszy gdy Cenin mówł o Czechach, że rzekomo – jak wynika z jego słów – wspierają pomysł utworzenia Akademii Słowiańskiej we Wrocławiu (9:55 min). Rzekomo od dawien dawna tę ideę wspierają. Tyle, że reklamowany przez Cenina I Kongres Słowiański w Pradze w zamyśle Czechów był projektem „Austroslawizmu” – przerobienia Austrowęgier w Austro-Węgro-Slawię i zrównanie Słowian w prawach z pozostałymi narodami imperium Habsburgów.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Austroslawizm
.
Początkowo zaproszenie Polaków nawet nie było zaplanowane przez Czechów. Pojawili się jednak, a także i Ukraińcy. Niemniej ogromny rozdźwięk między delegacjami Polaków i Ukraińców był wielkim zgrzytem i omal komisja polsko-ukraińska nie zakończyła się fiaskiem. Na koniec udało się jej wprawdzie wypracować wspólne, kompromisowe stanowisko, choć jasne było, że zostanie ono odrzucone przez radykalne środowiska zarówno polskie (fudamentaliści katoliccy nie byliby gotowi zaakceptować równouprawnienia dla prawosławia) jak i ukraińskie (ukraińscy nacjonaliści nie byliby gotowi oddać nawet kawałka etnicznie ruskich ziem, spolszczonych przez Polaków).
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sprawa_ukrai%C5%84ska_na_Zje%C5%BAdzie_S%C5%82owia%C5%84skim_w_Pradze
.
Nie mam więc pewności czy Czesi od dawien dawna tę ideę (Akademia Słowiańska we Wrocławiu) wspierają. Wiem, że pomiędzy czeskimi Przemyślidami a Piastami przez ponad trzy wieki, od śmierci mieszkowej Dobrawy, do czasów Kazimierza III trwał nieustanny konflikt nie tylko o sporne graniczne ziemie, ale i o dominację jednej dynastii nad drugą. Potem, gdy Czesi utonęli w żywiole niemieckim, drogi Polaków i Czech na wieki się rozeszły. Czy obecnie Czesi gotowi byliby na sojusz „pod polskim przewodnictwem” – o czym mówi później Cenin – wątpię. Dwie małe wojny o ziemię Cieszyńską w okresie międzywojennym pokazują, że prawdziwa przyjaźńi między tymi dwoma państwami, a chyba i narodami nadal raczej jest postulatem niż rzeczywistością. Ale rzeczywisty cel tej prelekcji zrozumiałem ok. minuty 11:30. Wtedy właśnie Cenin powiedział o politycznych „mocnych ideach – „trójkącie wyszehradzkim” i „międzymorzu”. To z tej przyczyny Zagórski umieścił ten film u „wolnych ludzi”. A przecież „trójkąt wyszehradzki” powinien nosić nawzwę trójkąta wyszehradzko-jerozolimskiego.
https://wiadomosci.wp.pl/szczyt-grupy-wyszehradzkiej-odbedzie-sie-w-izraelu-6343331424405633a
https://opolczykpl.wordpress.com/2019/02/06/aneks-do-miedzymorza/
.
„Międzymorze” zaś od pierwszego o nim pomysłu było wymierzone przeciwko Rosji. I nadal jest promowane jako polityczna wizja wyłącznie przez chorobliwych rusofobów. A czym może być i czym będzie jakikolwiek sojusz państw czy narodów słowiańskich bez Rosji i Rosjan? Będzie narzędziem w łapskach zachodu do walki, do wojny z Rosją. Zresztą przy wielkości Rosji sojusz państw słowiańskich bez niej przypominałby pomysł zbudowania Polski wyłącznie z powiatów województwa np podkarpackiego i rezygnacji z całej reszty. Jakie znaczenie miałaby tak Polska? Oczywiście żadne. I takie samo znaczenie będzie miał sojusz państw słowiańskich bez Rosji. Wprawdzie pod względem liczby ludności pozostałe kraje słowiańskie nie ustępują Rosji, ale sama ich siła żywa, wywłaszczona z majątków narodowych wybudowanych w okresie Bloku Wschodniego to niewiele. Potencjałem gospodarczym i militarnym Rosja wielokrotnie bije na łeb wszystkie pozostałe kraje słowiańskie razem wzięte. Bez niej, nawet połączone sojuszem, będą one znaczyć w poltyce światowej praktycznie niewiele lub po prostu NIC!
.
Następnie mówi Cenin (15:50 min) w kontekście trójkąta wyszehradzkiego i międzymorza o „wielkich przeciwnych siłach, o mocy sąsiadów z zachodu i z wielkich odległości” – czyli o usraelu. A przecież międzymorzu, dokąd będzie jego narzędziem w walce z Rosją, usrael nie tylko nie będzie się sprzeciwiał. Wszak to on sam je wspiera i buduje. Ale jeśli marzyć chcemy o wyrwaniu się spod ich (usraela i zachodu) wasalskiej zależności, musimy szukać wsparcia w Rosji. Bez niej, bez jej wsparcia, z łapsk zachodu nie mamy szans sami się wyrwać, a tym bardziej utrzymać ewentualnie uzyskanej od nich niezależności. Oni nigdy nie pogodzą się z naszą wolnością i niezależnością. Dzisiejsza Rosja natomiast – o czym jestem dogłębnie przekonany – byłaby w stanie zaakceptować kraje słowiańskie jako sojuszników, nie narzucając im wasalskiej podległości.
.
Tu wrócę jeszcze do innej wypowiedzi Cenina z minuty ok. 11:00, gdy mówi, że Czesi i „pozostali przedstawiciele krajów słowiańskich pod naszym przewodnictwem chcą znaleźć miejsce dla swojej kultury i tożsamości”. Tu dał przykład chorego, poronionego, XIX-wiecznego katolickiego „mesjanizmu” katolikopolaków wieszczących „odrodzenie” wolności pod polskim sztandarem i przywództwem. Obecnie jest to po prostu wyraz szowinizmu jego i jemu podobnych. Osobiście nie mam wątpliwości, że np. Czesi nie uważają się za gorszych Słowian od Polaków. Ich Hradczany…
.

.
w niczym nie ustępują Wawelowi.
.

.
A Czechy jako państwo są starsze niż państwo Piastów. Co do Ukraińców – dla wielu z nich  z powodów zaszłości historycznych polskość oznacza „pańskość” i „przywództwa” Polaków sobie na pewno nie życzą. Także to, czy prawosławne Białoruś, Serbia i w więkości Ukraina uznają przywództwo „katolickiej” Polski jest całkowicie wątpliwe. Wygłaszanie takich tyrad może mieć tylko jeden skutek – zrażenie do Polaków innych narodów słowiańskich. Jest to antyreklama dla Polaków jako ewentualnych sojuszników, traktujących inne narody słowiańskie równoprawnie, a nie z góry, jako podporządkowane „przywództwu” polskiemu.
.
A już tak całkiem na marginesie – jeśli jakiemukolwiek słowiańskiemu narodowi przystoi przywództwo – to Rosjanom. Z Rosją liczą się wszyscy wielcy tego świata. Z nami – poza nami – nikt. Poniższa mapa, choć niezbyt dokładna (nie uwzględnia np. najwyższego zagęszczenia słowiańskiej haplogrupy we wschodnich Niemczech, na Łużycach, sięgające 65 %), najlepiej zresztą ilustruje – z kim powinniśmy zabiegać o sojusz słowiańskich państw i narodów:
.

.
Tu pozwolę sobie na obszerną dygresję nt. rusofobii. Ma ona przede wszystkim podłoże emocjonalne a nie racjonalne. Jedną z jej domieszek jest zwykła zawiść. Za pierwszych Jagiellonów Unia Polsko-Litewska była, jak na ówczesne warunki europejskie, państwem ogromnym i silnym. Rozwaliła potężny zakon krzyżacki. W tym samym czasie Rosja była dopiero tylko Księstwem Moskiewskim, dużo słabszym i na dodatek zależnym od Złotej Ordy (do 1480 roku). Ale potem Rosja rosła w siłę, a Unia Polsko-Litewska po osiągnięciu apogeum potęgi (początek XVII wieku) zaczęła słabnąć i karleć. Dzisiaj zaś Polska przy Rosji to liliput.
Kolejną przyczyną rusofobii jest opaczna interpretacja historii. Gdy czytam opracowania lub słucham prelekcji o zaborach, zawsze padała w ich kontekście nazwa Rosji. Niekiedy – i to dosyć często – w kontekście zaborów wymieniana jest wyłącznie Rosja. Rzadziej przy okazji zaborów wspomina się Prusy, a najrzadziej Austrię. A przecież najbardziej do zaborów parły gangsterskie politycznie Prusy. Także i Austria, niezadowolona z tego, że Rz’plita u schyłku jej istnienia (od „Sejmu Niemego” w 1717 roku) była de facto rosyjskim protektoratem. Przez co Austria chciała kawałek uszczknąć i dla siebie. Rosja opierała się naciskom pruskim i austriackim długo. Nie chciała dzielić się z nimi polsko-litewsko-rusińskim „tortem” i wolała sama go kontrolować. Dopiero gdy wybuchł fanatyczny gigatumult religijny nazwany konfederacją barską, który przerodził się w krwawą, zwłaszcza dla Rz’plitej, wojnę z Rosją, Katarzyna (właściwie Sophie Friederike Auguste von Anhalt-Zerbst) ugięła się naciskom pobratymczych Prus i Austrii przystając na I rozbiór. Rozbiory były więc w sumie sprawką wewnątrzniemiecką – jak tort, w trzech turach (w drugiej bez Austrii) pokroiło Rz’plitą trzech Niemców – pruski Hohenzollern, austriacka Habsburżanka i Niemkini na tronie Rosji. I owszem, gnębił później Polaków zniemczony carat (czy też udający Rosjan Niemcy na carskim tronie), ale nie mniej gnębił i ludność rosyjską. Tyle, że były i długie okresy tolerancji w zaborze rosyjskim. Jedynie po kolejnych powstaniach, do których skatoliczoną szlachtę pchali obcy, carat mocno dokręcał śrubę. Podobne powstania w zaborze pruskim nie wybuchały z powodu panującego tam zamordyzmu. Natomiast w liberalnym zaborze austriackim elity polskie wciągnięte zostały w układ z władzami i z nimi kolaborowały. Przez co i tam (poza „rewolucyjnym” Krakowem i „rabacją” galicyjską) niewiele się działo. I choć dla sprawy polskości zamordyzm panujący w zaborze pruskim i trwająca tam nachalna germanizacja były co najmniej równie złe jak nasilająca się w zaborze rosyjskim po stłumionych samobójczych powstaniach rusyfikacja, obecnie gdy mowa jest o zaborach, wymienia się w ich kontekście przede wszystkim, a niekiedy tylko samą Rosję.
Najgorzej  z zaborców wypadła Austria. 89 lat przed pierwszym rozbiorem miała miejsce odsiecz wiedeńska. Udział arcykatolickiej Austrii w I rozbiorze  był swoistym katolickim „bóg zapłać” za odsiecz sprzed 89 lat. Zamiast się zrewanżować, Austria pomogła szatkować niegdysiejszego wybawcę.
.
A tak na marginesie – z wielu dokumentów z czasów Sobieskiego wiadome jest, że planował on wyprawę przeciwko Prusom, chcąc im ponownie narzucić lenną zależność. Gdyby tak więc głupi Sobieski, zamiast w interesie kościoła iść pod Wiedeń, uderzył ma Prusy i je rozwalił, mielibyśmy dwóch przyszłych zaborców z głowy – bo bez osieczy padłby i Wiedeń. I wtedy 89 lat później mielibyśmy do czynienia tylko z Rosją a nie z trzema zaborcami. A z samą Rosją jakoś można by było znaleźć modus vivendi.
.
Kolejnym oskarżeniem pod adresem Rosji i Rosjan jest pakt Mołotow-Ribbentrop i agresja ZSRR z 17 września 1939. Tylko że wtedy Rosjanie sami byli milionami mordowani we własnym kraju. I nie oni rządzili wtedy w ZSRR. Przypomniał to kiedyś prezydent Putin:
http://www.nacjonalista.pl/2013/06/21/prezydent-putin-pierwszy-rzad-sowiecki-byl-w-80-zydowski/
.
Także Katyń nie był „dziełem” Rosjan:

.
A i głoszona przez co niektórych powojenna „sowiecka okupacja”, a zwłaszcza okres terroru „żydo-komuny” także nie był dziełem Rosjan.
.
Przy czym w historii PRL należy zdecydowanie odróżniać okres „polskiego stalinizmu” do października 1956 i okres późniejszy – do upadku PRL w 1989 roku. Gdy do władzy doszedł Gomułka, państwo przestało być tworem totalitarnym. Owszem, była cenzura (obecnie też jest), wybory były picem na wodę – jak i obecnie. Ale w całym okresie PRL powstały tysiące zakładów produkcyjnych, a zwykły szary Polak posiadał bezpieczeństwo socjalne, jakiego nie było nad Wisłą nigdy wcześniej i nigdy później. Ponadto, o czym wielbiciele Polski międzywojennej, a zwłaszcza sanacji nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć – w okresie poststalinowskiej PRL trwającym 33 lata (rządy Gomułki, Gierka i Jaruzelskiego) zginęło z rąk milicji, ZOMO i SB  wielokrotnie mniej obywateli PRL, niż zginęło z rąk policji obywateli II RP w ciągu 13 lat sanacji.
.
„Premier i minister spraw wewnętrznych, gen. Felicjan Sławoj-Składkowski, w wystąpieniu przed komisją budżetową Sejmu 24 stycznia 1938 roku podał następujące liczby zabitych w wyniku siłowego tłumienia przez policję strajków i manifestacji w latach 1932-1937: 1932 rok – 141 zabitych, 1933 rok – 145 zabitych, 1934 rok – 118 zabitych, 1935 rok – 143 zabitych, 1936 rok – 157 zabitych, 1937 rok – 114 zabitych, w tym 44 podczas tłumienia powszechnego strajku chłopskiego.”
.
W sumie w ciągu tych sześciu lat było 818 ofiar. Doliczyć należy do tego mordy polityczne, ofiary majowego puczu i Berezy Kartuskiej oraz, choć rzadsze, ofiary pacyfikacji policyjnych w pozostałych latach rządów sanacji. W sumie sanacja miała łapska ubabrane kwią własnych obywateli. A nikt jej nie nazywa totalitaryzmem.
.
Wracam do rusofobii. Ma więc ona b. wątpliwe podłoże faktograficzne. Utrzymuje ją przy życiu przypisywanie Rosjanom zbrodni i krzywd zadanych Polakom i Polsce przez nie-Rosjan.
.
Nie można też przy rusofobii pominąć i elementu religijnego. Zdecydowana większość rusofobów to katolicy (choć są wśród nich, tyle że b. nieliczne w sumie wyjątki). U nich nienawiść do Rosji ma, obok wymienionych powyżej przyczyn, także podłoże religijne – Rosjanie to pogardzani przez nich „odstępcy”, którzy uparcie nie chcą dać się „nawrócić” na katolicyzm. Jedną z najważniejszych rusofobicznych tub propagandowych obecnie w Polsce jest medialne imperium rebe Rydzyka. Wtóruje mu i współpracuje z nim ściśle katolicka wierchuszka PiSraela – same Prawdziwe Polaki.

.

Wracam do Cenina. Pozostała jeszcze jedna jego wypowiedź, do której należy się ustosunkować. Chodzi o jego słowa ok. minuty 15:50 gdy zastanawiał się czy „jesteśmy w stanie (kto – „jesteśmy”) siły krześcijaństwa i jego zasoby, osiągnięcia złączyć i zintegrować z rodowodem  – w domyśle słowiańskim – Prawią.
.
A więc swoimi „zasobami” kk nigdy nie będzie dzielił się z rzecznikami Prawii. To może sobie Cenin wybić z głowy. I ciekawi mnie o jakich „osiągnięciach” katolicyzmu (i kościoła) mówi. Ja wyliczę te najważniejsze:
.
– Na tysiąc lat prześladowaniami, represjami, zakazami, szykanami i karami zepchnął katolicyzm do „podziemia”, do „konspiracji” kulturę Słowian, chcąc ją całkowicie wytępić.
.
– U zarania państwa Piastów udało mu się krwawo stłumić kilka dużych antykościelnych buntów i wymazać z historii Bolesława II „Zapomnianego”.
.
– Katolicyzm na fali kontrreformacji doprowadził sfanatyzowaniem części szlachty i pchaniem jej do walki z wewnętrznymi „wrogami” katolicyzmu – protestantami i prawosławnymi – do upadku wielkiej, wieloetnicznej i wieloreligijnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, totalnie rozbijając jej wcześniejszą spójność. Przez co potężna wcześniej Rz’plita stała się po prostu bezbronna.
.
– Na przestrzeni pierwszych ośmiu wieków traktował kk państwo jak swoje świeckie ramię: żerował na nim bez przerwy, w XVIII wieku był największym posiadaczem ziemskim, ale nie płacił żadnych podatków, a za to pchał państwo do wojen w interesach kk i Watykanu (m.in. Mieszko I wspierający cesarskie najazdy na Wieletów i Obodrytów; „Odnowiciel” oddający państwo w niemieckie lenno katolickiemu cesarzowi i ponownie narzucający poddanym kler; Krzywousty, podbijający i katoliczący Pomorców; Konrad Mazowiecki ściągający do krucjat przeciwko Prusom krzyżaków; Warneńczyk poległy w papieskiej wojnie z Turczynem, III Waza z podpuszczenia Watykanu i jezuitów uderzający na Rosję podczas Wielkiej Smuty; Sobieski pod Wiedniem).
.
– Był (kk) głównym patronem i promotorem Solidarności, która doprowadziła do Magdalenki, „transformacji”, szabru majątku narodowego (sam kk brał w nim też udział) i obecnego zniewolenia Polski.
.
Oczywiście, że należy zabiegać o poparcie dla sojuszu Słowian i uznanie naszego słowiańskiego rodowodu u zdecydowanej większości „statystycznych” katolików. Mam tu na myśli tzw. „wierzących niepraktykujących” (mających tak naprawdę katolicyzm w nosie), „niewierzących praktykujących” (są i tacy – „praktykują”, bo co powiedzą sąsiedzi czy teściowa), a nawet – jak ich nazywam – „niedzielnych” katolików. Czyli tych którzy faktycznie jakoś tam wierzą, ale katolikami są przez jedną godzinę w tygodniu – w niedzielę w kościele. Poza tą godziną tygodniowo katolicyzm jest im raczej niepotrzebny. Tych wszystkich można przekonać i pozyskać. Ale pozstaje licząca jakieś 2-3 miliony rzesza katolików głęboko wierzących, skupiona wokół gorliwych fundamentalistów. Ci nigdy nie zaakceptują słowiańskiego dziedzictwa. Do nich należą ci, co nawoływali do spalenia pogańskiej świątyni planowanej przez Watrę, gdy tylko powstanie. Do nich należą ci publicyści, którzy nieustannie plują i szczują na pogań, rodzimowierców i słowiańską kulturę. Prędzej Wisła popłynie w drugą stronę, niż oni zaakceptują słowiańskie dziedzictwo. Dlatego szukanie z nimi porozumienia to strata czasu.
.
Niemniej sojusz wszystkich państw i narodów słowiańskich jest moim marzeniem. Wszystkich – także Rosji. Bo bez niej jakikolwiek sojusz słowiański byłby żałosną farsą. Ale i marzeniem moim jest przywrócenie w nich wszystkich dobrego imienia naszym pogańskim przodkom, oraz ochrona w nich wszystkich słowiańskiej kultury, tożsamości i dziedzictwa.
.
.
opolczyk
.
.
.

 

Reklamy