Rzekome ofiary z ludzi u Słowian…

.

.

Poruszam tę sprawę kolejny już raz, m.in. pod wpływem komentarza Kotka1, który pytał m.in. o ofiary z ludzi u Słowian:
.
A także, gdyż nadal nie milknie nachalna krystowiercza propaganda właśnie o ofiarach z ludzi składanych rzekomo bogom przez Słowian. Dziewięć dni temu temu znajomy, Wojtek, który opublikował na pejsie mój tekst sprzed kilku lat…
.
…otrzymał taki komentarz (o czym powiadomił mnie meilem):
.
sielanka dla współczesnych, składali, bo było to normalne na tamte czasy, robiono to rzadko, bo było nieekonomiczne, ale jak klęska żywiołowa nie odpuszczała, to rozumiano że trzeba poświęcić największą wartość. cyt z odkryć archeologicznych na terenie dzisiejszej Polski ,,Najciekawsze znalezisko ofiary z człowieka w Polsce pochodzi z IX-X w. z kulminacji tumskiej w Płocku ok. 50 m. nad poziomem Wisły. Okryto tam uroczysko słowiańskie z czaszką 12-letniej dziewczynki otoczoną przedmiotami kultowymi (czaszka końska, 3 gliniane misy, falliczny przedmiot z poroża, ślady znicza ofiarnego oraz słup i kamienny tłuk, którą ją prawdopodobnie zabito w nieznanym nam rytuale). Okryto też kolekcję czaszek ludzkich ze Srebrnego Wzgórza w Wolinie. Wiemy również z kronik niemieckich, że w 1066 plemię Obodrytów ofiarowało Radogostowi (prawdopodobnie to przydomek Swarożyca) głowę biskupa Jana zatkniętą na włócznię. Nie podobał im się niemiecki bóg i jego misjonarze.,,
.

No i właśnie –  ...którą ją prawdopodobnie zabito…

Ale przecież to jest zwykłe gdybanie i domysły. Nie wiadomo wszak, jak czaszka dziewczynki znalazła się w tym miejscu. Mogła być  np. ofiarą walk stoczonych w tamtym miejscu podczas podboju Mazowsza przez Mieszka, czy podczas najazdu Prusów. Ponadto u Słowian znane były tzw. ponowne pochówki, podczas których kości, zwłaszcza czaszki zmarłych, gdy ciało już uleglo całkowitemu rozkładowi, składano w innym miejscu, często także właśnie w miejscach kultu. Ponadto dziewczynka mogła np. wcześniej zaginąć w lesie czy na bagnach i gdy znaleziono jej szczątki, a poznano ją po resztkach odzieży, czaszkę jej złożono w kultowym miejscu, by jej duch odnalazł drogę do Nawii.
Mogło tak być ? Mogło!
Dokąd więc istnieją inne prawdopodobne wyjaśnienia znalezionych kości i czaszek w miejscach kultowych u Słowian, twierdzenia, że były to ofiary z ludzi są naciągane.
A historia z tym biskupem, Johanesem Szkotem. to zmyła i nieudolne kreowanie bandyty na „męczennika”.
.
Gdyby rzeczywiście zginął „śmiercią męczeńską”, zostałby bezwarunkowo kanonizowany jak czeski fanatyk biskup Vojtech:
.
Już sama kanonizacja Vojtecha była zwykłym propagandowym szwindlem w ramach produkcji „męczenników” w celach propagandowych i politycznych. Polazł do Prusów by ich katoliczyć. Ci dali mu ultimatum – wynoś się, nie chcemy ciebie, twojej religii ani twojego boga. Gdyby posłuchał, włos by mu z głowy nie spadł. Ale gdy, zamiast się wynieść, w świętym gaju zaczął odprawiać nadjordańskie gusła, ubito bo. Prusowie i tak okazali się wspaniałomyślni i humanitarni, gdyż dwóch jego towarzyszy puścili żywcem. Gdyby tak wtedy, w tym samym roku, trzech pogan zaszło do katolików i powiedziało im, że wierzą w bałwany i że oni przynoszą im prawdziwą wiarę, spalono by żywcem natychmiast całą trójkę, nie dając im, jak Prusowie Vojtechowi, możliwości opuszczenia katolickiego terytorium. Tym bardziej, gdyby w kościele odprawiali pogańskie obrzędy. Zginęliby wszyscy trzej. A Prusowie pomagierów Vojtecha oszczędzili i wypuścili. Ale wracam do biskupa Johanesa – otóż gdyby był rzeczywiście „męczennikiem” bezwarunkowo zostałby kanonizowany. tak więc przekaz o jego „męczeńskiej” śmierci jest wymysłem. Wiedziano o tym i dlatego go nie kanonizowano. Kompletną np. bzdurą jest, że powleczono go do Radogoszczy. Obodryci mieli swoje własne świątynie, główną w Swarzynie (obecnie Schwerin) i nie mieli powodu gnać go do głównego grodu Redarów.
Johanesa ściągnął do siebie renegat Gotszalk, wychowanek i pupil Sasów, klasztorów i duńskich katolików. Gdy doszedł z ich militarną pomocą do władzy, zaczął katoliczenie Związku Obodryckiego – zakładał biskupstwa i klasztory. W końcu podczas buntu antykościelnego zdrajcę, służalca obcych, ubito. Zginął wtedy też czynnie biorący udział w walkach biskup Johanes. Ale nie jako męczennik, przez co nie został kanonizowany. Nie wykluczone jest nawet, że dostał się do niewoli i jako jeniec wojenny – a nie jako biskup – po prostu został skazany na śmierć i obcięto mu łeb, na co zasługiwał. Od czasu, gdy po bitwie nad Reknicą Niemcy wymordowali po niej 700 wziętych do niewoli jeńców, Połabianie często śmiercią karali wziętych w walkach wrogów :
Następnego dnia po bitwie nastąpiła egzekucja 700 słowiańskich jeńców, których także ścięto na polu bitwy (relacja Widukinda).”
.
Ale właśnie brak kanoniacji biskupa jest najlepszym dowodem, że jego „męczeństwo” to szwindel. Tym bardziej, że wtedy właśnie taki męczennik byłby dla katolactfa świetną okazją do ogłoszenia już wtedy krucjaty połabskiej w celu wyniszczenia „okrutnych pogan mordujących biskupów”. A tymczasem krucjata połabska miała miejsce dopiero 81 lat później, bez powoływania się na „męczeństwo” Johanesa.
.
Tak więc ową „męczeńską” śmierć biskupa Jana/Johanesa Szkota między wyssane z palca katolickie bajki należy włożyć. Tu jeszcze przypomnę, że nieskończenie miłosierny krystowierczy bóg-ojciec na stronach żydo-biblii przyjmował ofiary z ludzi:
.
„Jeżeli kto poświęci co ze swej własności dla Pana jako „cherem”: człowieka, bydlę albo część gruntu dziedzicznego – to ta rzecz nie będzie sprzedana ani wykupiona. Każde „cherem” jest rzeczą najświętszą dla Pana. Żaden człowiek, który jest poświęcony dla Pana jako „cherem”, nie może być wykupiony. Musi on być zabity.
Kpł, 27, 28-29
.
Jedną z nich była córka Jeftego, złożona przez ojca na ofiarę całopalną biblijnemu psychopacie Jahwe:
.
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że krystowiercza propaganda nagłaśnia domniemane ofiary z ludzi składane bogom przez Słowian, aby w ten sposób pokazać ich domniemaną barbarzyńskość, dzikość i prymitywizm.
No cóż – nie neguję, że ofiary z ludzi znane były na całym świecie i na wszystkich kontynentach. Tyle, że były wówczas czymś równie normalnym i zrozumiałym, jak dla krystowierców normalnym i zrozumiałym jest symboliczny kanibalizum uprawiany przez nich, gdy spożywają „ciało” ich idola i „boga”. Wobec niszczęść, kataklizmów czy wojen składano u wielu pogan na całym świecie ofiary z ludzi bogom wierząc, że w ten sposób odwrócone zostaną klęski czy osiągnięte zostanie zwycięstwo. Każdy z nas, gdyby urodził się w takiej kulturze, także uważałby to za normalne. Czy krystowierstwo pod tym względem jest lepsze, gdyż zaprzestało składania ludzkich ofiar Jahwe i Joszue/Jezusowi?
.
Otóż nie!
.
Wszak czy istnieje jakaś wyraźna jakościowa różnica między złożeniem ofiary z człowieka przez np. azteckich kapłanów czy przez biblijnego Jeftego, a milionowymi ofiarami „ku chwale bożej”, jakie mają na sumieniu wyznawcy krzyżaCzyż palonych żywcem na stosach pogan, „heretyków”, „bezbożników” i „czarownic” nie powinniśmy uważać za całopalne ofiary z ludzi składane ku chwale żydowskim „bogom”? Jaka jest różnica między ofiarą złożoną bogom przez pogan, a ofiarami krystowierczej miłości bliźniego palonymi żywcem ku chwale Jahwe, Joszue i kościoła?
.
Ja nie widzę żadnej istotnej różnicy.
.
I gdyby tak policzyć ilość wszystkich rzeczywistych i domniemanch ludzkich ofiar składanych przez wszystkich pogan na całym świecie przez tysiąclecia z ilością ludzi, których w imieniu żydowskich „bogów” wymordowali krystowiercy, poganie byliby w tym porównaniu potulnymi barankami.
.
Krystowiercy oskarżający Słowian o ludzkie ofiary składane bogom najpierw powinni uderzyć się we własne piersi. Bo tylu ofiar, ile mają oni – ku chwale „bożej” – na sumieniu, nie ma żadna inna religia na świecie. I wszyscy poganie razem wzięci ku czci swym bogom nie wymordowali nawet w przybliżeniu tylu ludzi, ile wymordowali oni – ku chwale bożej i kościoła.
.
.
opolczyk
.
.
.
Reklamy