Legenda o Swarożycu i Słonce, zamienionej w słonecznik…

.

.

Wczoraj katolicy świętowali ich ogłupiające święto „trzech króli”, którzy rzekomo idąc za gwiazdą doszli do Beltlejem i niemowlakowi Joszue złożyli pokłon i dary. Ten wymysł, bo nawet legendą nazwać go nie można, miał pokazać, że trzech pogańskich „mędrców” przerobionych później na króli, oddało hołd narodzonemu żydowskiemu bękartowi (w krystowierczej mitologii Miriam była przecież panną), uznając w nim przyszłego władcę świata.
Otóż tych trzech powinno się nazwać wyssanymi z palucha (nawet wiki przyznaje, że to postacie zmyślone) głupcami łażącymi w kółko lub tam i nazad za gwiazdą. Akurat wczoraj Taternik napisał mi w mailu:
.
Dzisiaj jest Trzech Króli.
Jest nas dwóch /?/jak się piszesz.

Należy ucapić trzeciego i będzie szajka trzech.
.

Odpisałem mu:
.
O trzech głupcach idących za gwiazdą pisałem rok temu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2018/01/06/opowiesc-o-trzech-medrcach-idacych-za-gwiazda/
.
A to trzy lata temu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2016/01/06/chrzescijanstwo-zydowski-matrix-czyli-szopka-do-kwadratu/
.
I tak to wygląda – żyjemy w XXI wieku, epoce lotów kosmicznych i internetu, a w wielu katolickich krajach obchodzone jest żydogenne święto na podstawie wymysłów jednego anonimowego jewangelisty o wyssanych z palca trzech pogańskich mędrcach, którzy rzekomo żydowskiemu noworodkowi oddali hołd.
Czy ten krystowierczy świat nie jest zwariowany i kompletnie szurnięty?
.
A dzisiaj tak się akurat złożyło, że pod jednym z kanałów yt wdałem się w dyskusję. Rzecz była też właśnie o żydowskich wymysłach. Pojawił się w dyskusji i Szatan oraz satanizm. W końcu napisałem tak:
.
Jeszcze jedna ogólna uwaga, bo była mowa o satanizmie. Tak naprawdę judaizm i krystowierstwo przy Szatanie utożsamianym z Lucyferem (niosącym światło) dokonało ob-żyd-liwego oszustwa. Wymyślając żydo-biblię jej autorzy potrzebowali „przeciwnika” dla Jahwe i był nim Lucyfer/Szatan. Tyle że zapożyczyli go z greckiej mitologii – był odpowiednikiem Prometeusza – tego, który przyniósł „kaganek oświaty” ludziom, za co został surowo ukarany przez wkurzonych bogów (greccy bogowie też byli źli i zazdrośni – prawie jak Jahwe). W żydobilii Jahwe zabronił Adamowi i Ewie spożycia owocu z drzewa poznania i zła. Dlaczego? Bo chciał mieć durnych parobków pilnujących mu raju. I choć niby ludzie byli stworzeni na jego „obraz”, nie znali różnicy między dobrem a złem. Byli więc nie ludźmi a bezrozumnymi hominidami, małpoludami. I dopiero dzięki „gadającemu wężowi” (Luceferowi/Szatanowi), który skusił Ewę, ludziom otworzyły się oczy – poznali dobro i zło. Stali się ludźmi, mądrymi na obraz Lucyfera. A tymczasem wyznawcom żydo-biblii wmówiono, że dobry. niosący światło, otwierający ludziom oczy Lucyfer/Szatan jest zły, jest synonimem najgorszego zła. A jego przecuiwnik – mściwy, zazdrosny, podejrzliwy psychopata Jahwe – jest „bogiem” dobrym, wręcz nieskończenie dobrym i nieskończenie miłosiernym. A wystarczy przeczytać ST by się przekonać jaki to krwiożerczy pustynny psychopata. Satanizm, gdyby nadano mu właściwe znaczenie, powinien być kultem tego, który ludziom otwierzył oczy na dobro i zło, a czego nie chciał Jahwe. Tak więc satanizm w zasadzie powinien być czymś pizytywnym. A zrobiono z niego coś najgorszego. Natomiast kult biblijnego psychopatycznego pustynnego demona Jahwe uznaje się za coś dobrego! I kult Joszue. A tymczasem tzw. „komunia święta” to symboliczny kanibalizm – owieczkom klecha wkłada wszak do otworu gębowego „ciało krysta” i owieczka je zjada. A klechy piją jeszcze z kielicha jego „krew – co jest czystym wampiryzmem. Ale wmówiono durniom, że to droga do zbawienia.

Eh… jak tych ludzi ogłupiono…

https://www.youtube.com/watch?v=Qf56ghmf-uY&lc=Ugx3Pi8-XoeIysmwz9Z4AaABAg
.
Padły też słowa o legendach związanych z Lucyferem:
.
„A co do Lucyfera to jest to jakiś tajemniczy byt chyba nie do końca rozszyfrowany, bo krążą o nim różne legendy.”
.
Czy my, Polacy, Słowianie nie mamy innych bohaterów legend niż Lucyfer? Dokąd u Rzymian był „Gwiazdą Poranną” – planetą Wenus, było dobrze. Potem przywłaszczyli go jahwiści i przerobili na głównego wroga pustynnego domona Jahwe. Czy musimy się nim zajmować? Czy nie mamy naszych własnych legend? I mnie one bardziej podobają się, niż te nadjordańskie. Choć wiele z nich zostało skatoliczonych, jak np legenda o mądrej wiedźmie Jadze, którą przerobiono na wstrętną staruchę, jędzę. Czy nie powinniśmy więcej rozmawiać o naszych legendach? Jak choćby o Wyrwidębie i Waligórze, o smoku wawelskim, o Żmiju:
https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBmij
.
O Lechu Czechu i Rusie, o bazyliszku, o Piaście Kołodzieju, o Popielu, o koszałkach opałkach, o krasnoludkach, o kwiatu paproci, o śpiących wojach/rycerzach, o Wandzie co Niemca nie chciała. Po co nam do diaska Lucyfer?
.
No więc w miejsce wczorajszych wyssanych z palca trzech durniów idących rzekomo za gwiazdą i w miejsce Lucyfera i Jahwe przypomnę legendę o Swarożycu i Słonce. Znaleźć można ją nawet w sieci, choć poniższa jej wersja nie odpowiada mi:
.
Słonecznik – Sołnka i Swarożec

.
A może jest tak, jak w starej słowiańskiej legendzie, w której dziewczyna o imieniu Sołnka zakochała się w Swarożycu, bogu słońca? Ten zgodził się na jej towarzystwo pod warunkiem, że nigdy nie spojrzy mu w twarz. Sołnka przez lata usługiwała mu pokornie, aż nie wytrzymała i… pewnego dnia zerknęła Swarożcowi prosto w oczy. Za karę bóg wygnał ją z dworu, więc wróciła na ziemię by codziennie – od świtu do zmierzchu – wędrować za ukochanym. Kiedy była już starowinką Swarożec wybaczył jej świętokradztwo, pocałował i… zamienił w słonecznik, którego kwiat zawsze podąża za słońcem”
http://blogrodowo.blogspot.com/2018/07/sonecznik-kwiat-sonca.html

.
Swarożyc nie przez złośliwość czy zarozumiałość musiał zabronić Słonce patrzenie mu w twarz. Wiedział, że od tego może oślepnąć. I nie było tak, że za karę wygnał ją z dworu. Swarożyc jest dobrym bogiem, kocha Ziemię i ludzi, obdarzając ich światłem i ciepłem, bez których nie byłoby na Ziemi życia. Po prostu musiał odesłać ją na Ziemię, gdyż mając swoje obowiązki nie mógł się biedną oślepioną Słonką opiekować. Widząc jednak, że dalej za nim tęskni i dalej go kocha, zamienił ją w słonecznik. Od tego momentu mogła już bez żadnej szkody dla siebie patrzyć w oblicze ukochanego Słońca – Swarożyca.
.
Tu dodam, że legenda ta albo powstała dopiero w XV wieku, kiedy to słonecznik z Ameryki trafił do Europy, albo starszą jej wersję, np. ze stokrotką zamiast słonecznikiem (też przypomina Słońce)…
.
.
…polski lud wiejski, nadal pogański, mimo wielowiekowego katoliczenia go, przerobił zamieniając stokrotkę słonecznikiem. I tak ta legenda przetrwała do naszych czasów.
.
Bez względu na to jak było – legenda ta w romantyczny sposób wyjaśnia, dlaczego słoneczniki powoli obracają swoje tarcze tak, że są zwrócone ku Słońcu. Po prawdzie, gdy łodyga słonecznika już stwardnieje, słoneczniki na stałe są zwrócone na wschód. Po to, aby wschodzące Słońce po chłodzie nocy je jak najszybciej ogrzało. Ale w trakcie wzrostu słoneczników ich rozwijający się kwiatostan rzeczywiście zwraca się w ciągu dnia ku Słońcu. Wiedzieli o tym od dawna poganie i umieścili to w legendzie. Nauka „odkryła” to dopiero w XIX wieku, a dopiero niedawno szczegółowo zbadali to usraelscy naukofcy:
.
I tak legenda o Słonce i Swarożycu oddawała w melodramatyczny sposób wiedzę pogan o tym, że rośliny kwiatowe (nie tylko słoneczniki) starają się ich kwiaty ustawiać w stronę Słońca. Kochają je, potrzebują jego światła i ciepła i choć nie mają oczu, chcą być zwrócone w kierunku jego boskiego oblicza na niebie. Jak Słonka, która wbrew ostrzeżeniu spojrzała w oblicze ukochanego i straciła wzrok, a ten kierując się współczuciem przemienił ją w słonecznik, by mogła już bezpiecznie patrzeć na niego.
.
Czyż nie jest to ładniejsza legenda niż biblijne wymysły o zmaganiach Lucyfera z Jahwe, czy o trzech głupcach łażących za gwiazdą?
.
.
opolczyk
.
.
.
Reklamy