Antyhistoria na stronie „Ciekawostek historycznych.pl”…

.

.

Gdy czytałem podrzucony mi przez znajomego, Darka, tekst pt. „Zmyślone pogaństwo. Czy nasi słowiańscy przodkowie byli ateistami?”
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/11/04/zmyslone-poganstwo-czy-nasi-slowianscy-przodkowie-byli-ateistami/
.
aż kręciłem głową ze zdziwienia – jak może zawodowy historyk, redaktor naczelny „Ciekawostek historycznych.pl” Kamil Janicki wypisywać takie banialuki i dryndymały. Kto i gdzie uczył go historii? Już pierwsze jego dwa słowa – „Religia Słowian” dyskwalifikują go.
Wiem, że notorycznie wierzenia (Wiara/Wiedza) pogan, nie tylko Słowian, nazywane są „religią”, ale one religią (łac. religare) nie są. W terminie tym występuje owo nieszczęsne „re” czyli ponowne/powtórne – „ligare” – czyli związanie/połączenie się – oczywiście z „bogiem”. Termin ten stosować można tylko do tzw. „religii objawionych”, czyli wymyślonych, opartych na zmyślonym „objawieniu” i skodyfikowanych dogmatach i prawdach wiary. Określają one ściśle w co i jak wyznawcy mają czy wręcz muszą wierzyć. Religia musi mieć spisany kanon. Dobrym przykładem czym jest i jak powstaje religia jest biblijny mit o Abramie/Abrahamie. Wg biblii był Sumerem i żył w chaldejskim mieście Ur, w pogańskim środowisku bałwochwalców, którzy nawet nie wiedzieli, że istnieje jedyny prawdziwy bóg Jahwe. I wtedy tenże dobry bóg Jahwe objawił się mu, nakazał mu opuszczenie rodzinnego kraju, obiecując w zamian rozsławić jego imię po wieczne czasy, a z jego potomstwa uczynić wielki i wybrany naród. Naturalnie pod warunkiem, że Abraham będzie w niego – w Jahwe – wierzył i że będzie mu ślepo posłuszny. I tak się stało. Nastąpiło więc u Abrahama w tej zmyślonej haggadzie ponowne – re – związanie się – ligare – z biblijnym Jahwe, o którym w Ur chaldejskim po potopie zapomniano. Tak wymyśla się, tak powstają, tym są religie – ponownym połączeniem się dzięki wymyślonemu „objawieniu” z wymyślonym „bogiem”. U krystowierców było to ponowne związanie się garstki żydów, a następnie rzymskich pogan, dzięki „objawieniu” Joszue z nim i jego bogiem-ojcem. U muzułmanów było to ponowne związanie się się pogańskich Arabów, dzięki „objawieniu” Mahometa z Jahwe/Allahem.
https://opolczykpl.wordpress.com/2012/03/03/historia-naturalna-religii-monoteistycznych/
.
A że u Słowian żadnego ponownego związania się z objawionym przez jakiegoś „proroka” bogiem nie było, ich wierzenia nie są religią! Są wierzeniami – Wiarą/Wiedzą.
.
Autor przechodzi po krótkim i załganym wstępie („Rodzimą wiarę wymyślili naukowcy lubiących folgować własnej wyobraźni. I wszystko co o niej wiesz najwyższa pora odesłać do lamusa”) do reakcji pogańskiej, powątpiewając w jej realność. Wg niego dwie krótkie o niej relacje: „Dwie krótkie wzmianki. Łącznie nie więcej niż trzydzieści słów” – „Benedykta” Minoryty i ruskiego autora (Nestora) o niczym nie świadczą. Najdziwniejsze w tym jest to, że Janicki – reklamowany w komentarzach jako „wybitny historyk” – cytuje mało znaną „kronikę” anonimowego franciszkanina z XIV wieku, nazwanego „Benedyktem” (jego rzeczywiste imię jest nieznane) Minorytą, a która to „kronika” była kompilacją kilku starszych kronik, w tym Kosmasa z Pragi, żyjącego ponad dwa wieki wcześniej. Kosmas w jego kronice pisał zaś nie tylko o buncie pogańskim z roku 1032. Pisał o poprzednich buntach w latach 1022 i 1025. A i Nestor pisał o buntach z lat 1022 i 1025. Tyle, że kolejny bunt (powątpiewany przez Janickiego), inaczej niż Kosmas, umieścił w roku 1030. No i przede wszystkim przemilczał Janicki kronikę Galla Anonima opisującego jeszcze inną rebelię antykościelną i antyfeudalną, zaczętą w roku 1034, po śmierci Mieszka II i dojściu do władzy Bolesława II Zapomnianego. Tak pisał o tej rebelii Anonim:
.
„(…) niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa (…). Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Bożym i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali (…).”
.
A więc porzucili wiarę katolicką, podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Jahwe i Joszue. I ich pomordowali.  A wybitny historyk Janicki jakoś tak kronikę Galla Anonima przegapił…
.
Co śmieszniejsze i jeszcze bardziej dyskwalifikuje Janickiego to fakt, że Bezpryma, przyrodniego brata Mieszka II przerabia na „apostatę”. A był nim faktycznie Bolesław II, syn Mieszka II, wymazany wolą biskupów z naszej historii.
.
I tutaj rozlegnie się głośne aj waj i towarzyszące mu płacz i zgrzytanie zębów kościelnych, przykościelnych i podkościelnych historyków – to kłamstwo, Bolesław Zapomniany nie istniał! Nie było takiego króla! To wymysł!
Główne „argumenty” tych wszystkich historyków są trzy:
.
„Argument” nr 1 – większość współczesnych historyków jest przekonana, że Bolesław II nie istniał. I że nieprawdą jest, że syn Mieszka II z Niemkinią Rychezą oddany został przez ojca na mnicha do klasztoru, że na imię miał dlatego Kazimierz, gdyż Mieszko II od początku następcą wyznaczył pierworodnego syna, nazwanego dynastycznym imieniem – Bolesław. To wszystko są wymysły ateuszy, masonów, komuchów, pogan i innych bezbożników – wrogów kościoła. Tak uważa przytłaczająca większość współczesnych historyków.
.
Niemniej jeszcze w XIX wieku wielu historyków, w tym najwybitniesi, jak Tadeusz Wojciechowski…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Wojciechowski_(historyk)
.
…nie mieli wątpliwości co do historyczności Bolesława II nazwanego przez nich „Zapomnianym”. Co się w międzyczasie zmieniło?
Ano to, że w XIX wieku to, co katolicy nazywają „polskim kościołem”, pozbawione było wsparcia „świeckiego ramienia” i podlegało pod trzech różnych zaborców, którzy mieli inne sprawy na głowie, niż na żądanie kleru trzymać za pysk historyków zajmujących się antykościelnymi buntami za wczesnych Piastów i postacią Bolesława II. Obecnie zaś, od 1989 roku hierarchowie wrócili na pałace, do salonów, do mass-mediów i choć państwo oficjalnie jest świeckie, elity kokietują kk na każdym kroku. Przez co każdy historyk chcący mieć nadzieję na granty, wysokie nakłady jego „dzieł”, fundusze na prace badawcze, wykłady w renomowanych uczelniach, szanse na karierę, awanse i intratne stanowiska, w tym pro- i pełnych rektorów, nie może po prostu przyznać, że Bolesław II Zapomniany istniał. Bo skończą się granty, wysokie nakłady, fundusze badawcze i szansa na „gronostajowe” kołnierze.
.


.
Argument nr 2 – o Bolesławie Zapomnianym nie pisał Gall Anonim, najbliższy czasowo piastowski kronikarz. Wniosek – taki władca nie istniał.
.
Owszem, ale o Bezprymie, wspomnianym w publikacji Janickiego, także Anonim nie pisał. Czyżby więc Janicki pisał o fikcyjnej postaci? O Bezprymie przez Galla Przemilczanym? A tymczasem Gall przemilczał Bezpryma z innego powodu. Tu nadmienię, że nie zgadzam się z opinią Sławomira Leśniewskiego, który jakkolwiek b. dobrze opisał sprawę historyczności Bolesława Zapomnianego, myli się co do powodów, dla których Anonim przemilczał Bezpryma.
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/231607,1,zniknal-wmrokach-sredniowiecza.read
.
Ten były mnich nie mógł być przywódcą rebelii pogańskiej, gdyż wtedy cesarz niemiecki, Konrad II, nie mógłby go popierać przeciwko katolickiemu, wspierającemu kościół Mieszkowi II i osadzić pogańskiego wodza Bezpryma na tronie książęcym. Czegoś takiego nie mógł wtedy zrobić nawet, a raczej  – a zwłaszcza katolicki cesarz. A dlaczego Anonim przemilczał Bezpryma? No cóż, jako starszy przyrodni brat Mieszka II miał Bezprym prawo pierszeństwa do tronu. Ale pisząc o nim naraziłby się Gall Krzywoustemu, przy którego dworze i na którego łasce żył i pisał. Bo akurat  Krzywousty także prowadził walkę ze starszym od siebie przyrodnim bratem Zbigniewem o tron. I dlatego Gall Bezpryma „skasował”. Natomiast Bolesława Apostaę przemilczał przede wszystkim z powodów propagandowych. Wyciszyć rebelii pogańskiej z czasów jego panowania całkiem się nie dało, gdyż trwała kilka lat i miała wymiar ogólnopaństwowy a w jej tłumieniu brali udział Czesi, Niemcy i Rusini. Gall przedstawił więc tamte wydarzenia jako ruchawkę „niewolników i wyzwoleńców”, a nie inspirowaną przez koronowanego króla ogólnopaństwową reakcję pogańską, zakończoną całkowitą likwidacją instytucji kk w jego piastowskim państwie.
.
Argument nr 3 – „Kronika Wielkopolska” pisząca o usunięciu króla Bolesława z listy władców jest niewiarygodna, bo napisana jest zbyt późno, a ponadto pomyliła rok śmierci Mieszka II, który zmarł w 1034 a nie 1033.
.
„Gdy umarł [Mieszko II] w roku pańskim 1033, nastąpił po nim pierworodny syn jego Bolesław. Skoro ten został ukoronowany na króla, wyrządzał swej matce wiele zniewag. Matka jego, pochodząca ze znakomitego rodu, nie mogąc znieść jego niegodziwości, zabrawszy maleńkiego syna swego Kazimierza, wróciła do ziemi ojczystej do Saksonii, do Brunszwiku, i umieściwszy tam syna dla nauki, miała wstąpić do jakiegoś klasztoru zakonnic. Bolesław zaś z powodu srogości i potworności występków, których się dopuszczał, źle zakończył życie i choć odznaczony został koroną królewską, nie wchodzi w poczet królów i książąt Polski”
.
Pomyłki dat w „kronikach” krystowierczych zdarzały się nagminnie, a jednak opisywane pod mylnymi datami fakty czy osoby nie są kwestionowane. Np. dat domniemanego krztu Mieszka proponowanych jest wiele – 960, 964, 965, 966 i 967 rok. I żaden przy-, pod- i kościelny historyk nie twierdzi, że z powodu tylu różnych dat należy uznać krzest Mieszka za wymyślony! Także to, że kronika wielkopolska napisana jest późno, bo gdzieś w II połowie XIII wieku (jej narracja urywa się ok. roku 1271-1273) i następnie „skopiowana” została gdzieś na początku XIV w. w dwóch nieco różniących się wersjach jej wartości historycznej odnośnie Bolesława nie podważa. Nie tylko dlatego, że wspomniany przeze mnie wcześniej wybitny historyk Tadeusz Wojciechowski wykazał, że napisana została na podstawie wcześniejszejszego, zaginionego źródła. Przede wszystkim – gdyby Bolesław skazany na zapomnienie nie istniał, autor owej kroniki i jej kopiści nigdy by o nim nie wspomnieli. Nie mieli najmniejszego powodu wymyślać fikcyjnego króla Bolesława tylko po to, by w kronice wielkopolskiej skazać go na zapomnienie. To jest po prostu bez sensu. I owszem, za legendy należy uważać to, co kronika wielkopolska przepisała z Kadłubka w odniesieniu do czasów przedpiastowskich, przedmieszkowych czyli, w odniesieniu do państwa Piastów – czasów przedhistorycznych. Ale Bolesław skazany na zapomnienie żył w czasach historycznych i w odniesieniu do nich kroniki nie wymyślały już postaci wyssanych z palca czy smoków wawelskich (jak to robił Kadłubek w odniesieniu do czasów przedpiastowskich). Choć w interesie kk niejedno „kroniki” przemilczały czy przeinaczyły. Zresztą, gdyby Bolko Zapomniany faktycznie nie istniał, jakikolwiek późniejszy „kopista” kościelny „kopiując” kolejny raz kronikę (i niszcząc oryginał) mógłby i wpis o Bolku „skasować”. Podobne praktyki kościelnych „kopistów” przy „kopiowaniu” starszych kronik, dokumentów i zapisków były na przestrzeni wielu wieków czymś na porządku dziennym. Zdarzało się nawet celowe niszczenie kronik i zapisków niewygodnych. Do naszych czasów przetrwało w kościelnych kronikach tylko to, czego kk na przestrzeni wieków nie musiał i nie chciał niszczyć. I to, czego z powodu powszechnej pamięci wymazać nie mógł. I tak właśnie było z Bolesławem skazanym na zapomnienie. Truizmem jest przypomnienie, że za Piastów nie było internetu, telewizji, radia, prasy. Ba – nie było bibliotek publicznych ani księgarni, a ponad 99 % mieszkańców na przestrzeni tych wieków była analfabetami, łącznie z większością piastowskich władców. Ale ludzie nie byli wtedy nieświadomymi spraw głupcami i posiadali jedno potężne mass-medium – tradycję ustną. Owszem, ulegała i ona na przestrzeni wieków zmianom, ale doniosłe, a zwłaszcza traumatycznie wydarzenia z przeszłości były przez wieki w jesienne i zimowe długie wieczory oraz podczas świąt wielokrotnie opowiadane i przekazywane kolejnym pokoleniom. I to nie tylko w chatach chłopskich. Także w rycerskich i możnowładczych siedzibach oraz na dworach władców. A także w dworach biskupich, w siedzibach kanoników i kapituł. I w klasztorach. Reakcja pogańska z czasów Bolesława II była najbardziej traumatycznym wydarzeniem przez wieki i dla prostego ludu, ze względu na jego brutalną, krwawą pacyfikację, i dla możnowładców, gdyż wielu z nich podczas niej zginęło. I dla sprowadzonego ponownie przez mnicha Kazimierza kleru. Widać to wyraźnie jeszcze u Galla Anonima, prawie wiek później pisał o niej: „Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Bożym i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali” oraz  „Kraj Polan stał się jedna wielką pustynią bezlud­nym opuszczonym pustkowiem, cmentarzyskiem ruin i zgliszcz.” W Wielkopolsce, najbardziej spustoszonej i zniszczonej buntem i jego pacyfikacją trauma ta przetrwała nawet późniejsze najazdy tatarsko-mongolskie, z których tylko pierwszy Wielkopolskę jedwo zahaczył. Pogaństwa bano się w Wielkopolsce nadal. Synod biskupów w Poznaniu w 1420 roku potępił nadal utrzymujące się w całym kraju pogaństwo. A jeszcze później Długosz ubolewał, że  5 wieków po domniemanym krzcie Mieszka nadal odbywały się pogańskie obrzędy Kupały: „odprawiano [te igrzyska] przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się, oraz inne miłosne pienia…”.
Tak więc pisząc „Kronikę Wielkopolską” jej autor wiedział, że pogaństwo nadal wśród ludu jest powszechne i że pamięć o reakcji pogańskiej oraz jej przywódcy, królu Bolesławie nadal jest przekazywana z pokolenia na pokolenie pod strzechami, w dworach świeckich i w rezydencjach kościelnych dostojników. Nie było więc sensu pominięcie go w kronice. Napisano więc o nim zaznaczając tylko, że „z powodu srogości i potworności występków, których się dopuszczał [czytaj – likwidacji instytucji kościoła – przyp. opolczyk], źle zakończył życie i choć odznaczony został koroną królewską, nie wchodzi w poczet królów i książąt Polski.”
.
O nośności i znaczeniu tradycji ustnej najlepiej świadczy krótki fragment z dzieła „O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem” Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego (Adama Czarnockiego):
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
.
Zorian pisał to na podstawie własnych badań na początku XIX wieku. Dzięki tradycji ustnej pod wiejskimi strzechami przetrwały imiona Bogów zapomnianych 850 lat ich wymazywania z pamięci poddanych.
.
Bolesław II skazany na zapomnienie istnial i to on był „apostatą” a nie Bezprym, jak próbuje wmawiać czytelnikom Janicki. Następnie pisze on, że kk nie pobierał wtedy dziesięcin: „Dziesięcina, której nie było”; „Za panowania Chrobrego i Mieszka II nie pobierano żadnych podatków przeznaczonych ściśle na rzecz instytucji religijnych.” Zapomniał dodać, że wtedy całe państwo w myśl prawa książęcego było prywatną własnością panującego. I że to on w imieniu wszystkich poddanych wypłacał kościołowi dziesięciny! Przy czym – co jest oczywiste – ściągał je wcześniej (by skarbca na wojsko nie opróżnić) z poddanych, którzy doskonale wiedzieli, komu zawdzięczają te nowo wprowadzone daniny i w czyich rękach ostatecznie lądują. Zapomniał też Janicki o tzw. „świętopietrzu” płacanym od czasów Mieszka I papiestwu w zamian za „opiekę”, pod jaką oddał on papieżom swoje księstwo (był to po prostu haracz za ową „opiekę”). I świętopietrze płacili początkowo Piaści z własnego skarbca w imieniu wszystkich poddanych – przy czym oczywiście komornicy książęcy ściągali i je od poddanych, o czym ci także wiedzieli. Dopiero chyba od XII wieku, gdy kk zdominował władze świeckie czyniąc je swoim powolnym świeckim ramieniem, kler zaczął ściągać dziesięciny i świętopietrze bezpośrednio od poddanych, bez pośrednictwa władz świeckich. Niemniej od samego początku, od sprowadzenia kleru do swego księstwa władcy piastowscy ściągali z ludności na rzecz kościoła dziesięciny, a od utworzenia biskupstwa misyjnego jeszcze świętopietrze. Oprócz oczywiście danin na dwór i książęce wojsko. I poddani doskonale o tym wiedzieli!

Dziesięciny wprowadzili  karolingowie na przełomie VIII i IX wieku w oparciu o zapisy z żydo-biblii nakazujące je jako „ofiarę dla Pana”. Od tego momentu były czymś jak najbardziej oczywistym przez wiele wieków. I każde nowo podbite przez krzyż państwo musiało je uiszczać. Natomiast  „świętopietrze” pojawiłlo się już w VIII wieku i także stało się u łacinników czymś oczywistym – do reformacji.
.
To co następnie wypisuje wybitny historyk Janicki o  panteonie, wierzeniach i miejscach kultu Słowian jest już szczytem ahistoryczności. Pisze np: „W rzeczywistości żaden dziejopisarz nie zanotował szczegółów dotyczących wierzeń w państwie pierwszych Piastów”. Zapomina o tym, że zadaniem dziejopisarzy i całego kleru było wytępienie wierzeń Słowian w państwie pierwszych Piastów a nie ich opisywanie. Chcieli aby zaginęły „w niepamięci wieków” (Gall Anonim). Dopiero gdy wytępienie ich okazało się niemożliwe, zaczęli o nich wspominać, tyle, że negatywnie – jak Długosz o obrzędach Nocy Kupały. Wg niego ci przeklęci poganie zamiast odprawiać ich obrzędy „przez bezwstydne i lubieżne przyśpiewki i ruchy, przez klaskanie w dłonie i podnietliwe zginanie się, oraz inne miłosne pienia”, powinni klęczeć przed rzymską szubienicą z wisielcem i powtarzać – panie zmiłuj się nad nami.
Wierzenia Słowian przetrwały cały ten okres przechowane w tzw. „tradycji ludowej”, zostały przez etnografów dobrze opisane i są podstawą wiedzy współczesnych pogan i rodzimowierców o wierzeniach i obrzędach naszych przodków.
.
Następnie przytacza Janicki imię tylko Peruna, jako pana nieba i błyskawic, choć panem nieba był Swaróg, w Retrze/Radogoszczy czczony był Swarożyc (od niego pochodzi też nazwa wsi Swarożyn na Pomorzu Gdańskim), w Arkonie Świętowit, a w Szczecinie, Wolinie i w Brennie Trygław (na zdjęciu – posąg Trygława w wolińskim parku).
.
.
Jego imieniem do dzisiaj nazywany jest największy w Polsce głaz narzutowy w Tychowie, na miejskim cmentarzu, niestety skatoliczony ustawioną na nim rzymską szubienicą:
.
.
A dzielnicą Sandomierza jest Mokoszyn – od Mokoszy, Matki Ziemi. Gdyby dobrze pogrzebać w nazewnictwie miast, rzek i gór, zwłasza w nazewnictwie lokalnym, ludowym w odniesieniu do okolicznych wzniesień, skał, rzeczułek i jezior, znaleźlibyśmy cały słowiański panteon. A nie tylko Peruna.
.
Pisze też Janicki: „nie podano lokalizacji świątyń”. Tu przyznam, że za wiele ich w kraju między Odrą a Bugiem nie było. Przez tysiąclecia świątyniami Słowian były święte gaje, łąki nad świętymi jeziorami, czy święte góry/wzgórza. Było to zrozumiałe, gdyż bogowie Słowian byli uosobieniem Sił Natury. Sama Natura była dla nich święta i nie mieli potrzeby budowania potężnych katedr mających obrazować potęgę kościoła. Bo po to je budowano – do XIX wieku w każdym mieście krystowierczym najwyższymi budowlami były kościoły. Do Słowian świątynie dotarły późno i u nas za wiele ich nie było. Choć wiemy o niejednej z nich – na Wzgórzu Lecha w Gnieźnie, pod fundamentami katedry, na Ślęży, prawdopodobnie pod fundamentami kościoła, na Łyśćcu, pod fundamentami klasztoru „świętego krzyża”, u stóp Łysicy pod fundamentami klasztoru bernardynek, na „Górze św Anny” (wcześniej Górze Peruna) pod fundamentami bazyliki. Pasja niczenia pogańskich miejsc kultu i świątyń była u krystowierców wręcz niewyobrażalna. Znamy dobrze z kroniki Thietmara opis głównego grodu Redarów – Retry – i znajdującej się w niej świątyni Swarożyca:
.
„Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów.”
.
Retra została zdobyta i całkowicie zniszczona, wręcz wymazana z powierzchni ziemi przez niemieckiego króla, późniejszego cesarza, Lothara III w 1125 roku. Zniszczono ją tak dokadnie, że do dzisiaj nie udało się zlokalizować położenia zniszczonej Retry i świątyni.
A Janicki pisze – nie podano lokalizacji świątyń. Nie podano (z małymi wyjątkami), gdyż je barbarzyńsko niszczono, aby pamięć o nich zaginęła w niepamięci wieków.
.
Obrzydliwym kłamstwem jest, co pisze Janicki o Północnych Połabianach i ofiarach z ludzi: „W odniesieniu do Lutyków wiadomo, że przynajmniej od schyłku X wieku mieli kapłanów, jakieś miejsca kultu, że składali krwawe ofiary z ludzi (także z Polaków).”
.
Brednie o ofiarach z ludzi składanych przez Lutyków wymyślała krystowiercza propaganda po to, aby Słowian przedstawić jako prymitywną, barbarzyńską dzicz, oraz aby stworzyć dla siebie alibi dla siłowego ich podboju – no bo przecież takich bałwochwalców składających z ludzi ofiary, żyjących obok po sąsiedzku, tolerować nie możemy. Musimy ich „nawrócić”, a bez podboju ich i narzucenia im krzyża tego nie zrobimy. Nie ma – powtarzam – nie ma ani jednego niepodważalnego dowodu na składanie przez Lutyków i ogólniej przez Słowian ofiar z ludzi. Wręcz przeciwnie – przypomnę fragment z kroniki Helmolda:
.
„Wejście na dziedziniec było zakazane wszystkim z wyjątkiem kapłana i tych, którzy zamierzali złożyć ofiary lub którym zagrażało bezpośrednio niebezpieczeństwo śmierci. Takim bowiem nigdy nie odmawiano azylu. Albowiem Słowianie okazują taką cześć swoim miejscom świętym, że obejścia świątyni nie pozwalają splamić nawet krwią wroga.”
.
Jak mogli więc Słowianie składać ofiary z ludzi  bogom, jeśli nawet obejścia ich świątyń nie pozwalali plamić krwią wrogów?
.
Jedynie przedostatni „rozdział” artykułu Janickiego pt. „Wiara przodków”, obok kolejnych bzdur zawiera ziarna prawdy. Bzdurą jest np. to, że wierzenia (a nie religia) Wikingów i Greków były bardziej złożone niż wierzenia Słowian (czy jak on napisał: Siemowita, Lestka czy Siemomysła). Wierzenia Wikingów były podobne do słowiańskich. Tyle że ich surowszy klimat i rozbójniczy tryb życia sprawiał, że i ich bogowie byli bardziej surowi i rozbójniczy. Ale i u nich były odpowiedniki słowiańskiej Jawii, Nawii i Prawii. I szereg bogów, z których każdy miał własną działkę. Natomiast wierzenia Greków, choć bardziej rozbudowane „w fabule”, w sumie były prymitywniejszce niż u Słowian. Bo co oni mieli za panteon – antropomorficznych bogów, fizycznych i materialnych, tyle że nieśmiertelnych, żyjących na Olimpie a nie w wymiarze wyższym, niematerialnym. Panowały pomiędzy nimi walki, podchody, oszustwa, zdrady, zawiść i podziały na zmieniające się koterie. Ten ich panteon był klasycznym przykładem antropomorfizacji bogów, czyli kreacji ich na własne ludzkie podobieństwo. Tego u Słowian nie było. Natomiast ma rację Janicki gdy pisze, że „Nad Wisłą czczono święte drzewa, góry”. Dokładnie tak. Nie całkiem ma rację pisząc: Nie było jednak uporządkowanego panteon.” Uporządkowany był – każdy bóg miał własną „działkę”. Tyle że panteon Słowian nie był hierarchiczny jak grecki, w którym Zeus był naczelnym bogiem a inni jemu podporządkowani. U Słowian bogowie nawzajem się uzupełniali a nie walczyli pomiędzy sobą o wpływy. Nie było też nakazu, aby najbardziej czcić tego boga czy tamtego. Często w sąsiednich osadach inny bóg czy bogini byli najbardziej czczeni – w jednej np. Swaróg a w sąsiedniej Mokosz. I nikt sąsiadom nie narzucał, którego boga mają czcić najbardziej. U Greków natomiast dla wszystkich najważniejszym, wzbudzającym strach, był gromowładny Zeus.
I ma rację gdy pisze, że wiara (nie „religia”) Słowian była prosta i pierwotna. Na tym polegała jej największa wartość. Nie była wyssana wtórnie z palca. Nie wymyślali Słowianie bzdurnych dogmatów o świętej trójcy, cudownym poczęciu, czy wniebowzięciu. Ich kosmogonia była prosta i zrozumiała – cała Rzeczywistość  – Prawia, Nawia i Jawia – były jak drzewo – korona, pień i korzenie  – i tworzyły jedną logiczną spójną całość. Ich eschatologia także była prosta i logiczna – po fizycznej śmierci duchy odchodzą do Nawii. Nie było w niej piekła i nieba, nie było wiekuistych potępienia i zbawienia. Choć w samej Nawii większym szacunkiem cieszyli się ci, którzy za życia, dla ich zasług dla wspólnoty, także cieszyli się większym szacunkiem niż inni. Ich Wiara/Wiedza nakazywała traktować Ziemię jako Matkę. Dzisiaj wiemy, że od Niej otrzymujemy wszystkie atomy naszego ciała – czyli Ziemia jest naszą Matką. Jest też naszym domem i żywicielką. Oni to wiedzieli i dlatego Ją czcili. Czcili Słońce, gdyż wiedzieli, że bez Jego światła i ciepła nie byłoby życia na ziemi. Szanowali Przyrodę i czuli się jej częścią a nie właścicielem. U nich nigdy by nie doszło do antropogennej katastrofy ekologicznej. Była to pierwotna mądrość, a nie wtórna ślepa wiara w jakiegoś abstrakcyjnego mściwego pustynnego bożka, deifikowanego galilejskiego „zbawiciela” czy w nakaz „czyńcie ziemię sobie poddaną”.
.
Bzdurą natomiast jest to co pisze Janicki na końcu:  Ale w tych importowanych wierzeniach nie było też niczego, co w otwarty sposób przeczyłoby dotychczasowym przekonaniom.”
.
Było dokładnie na odwrót – krystowierstwo zabraniało czcić Słowianom Matkę Ziemię, nakazywało czynić ją sobie poddaną, a w jej miejce wprowadzało żydowską „matkę boską”. Kult Słońca zastępowało kultem galilejskiego nieboszczyka, kazało czcić psychoatycznego Jahwe, narzucało posty i umartwianie się ludom kochającym tańce i pieśni, wychowynym w afirmacji życia, a nie w cierpiętnictwie. I jeszcze straszyło piekłem. Ponadto struktura społeczna Słowian była całkowicie inna – nie było niewolnictwa ani poddaństwa, a krystowierstwo na nich bazowało. Nie było rzesz biedoty obok garstki bogaczy, a tak urządzony był wtedy krystowierczy świat. I nie znali Słowianie apodyktycznej władzy, a taką im narzucano. Między kulturą Słowian a antykulturą krystowierstwa nie było absolutnie żadnych punktów stycznych, były całkowicie „niekompatybilne”.
.
„Pogaństwa nie trzeba było tępić, a chrześcijaństwa – wprowadzać pod groźbą miecza. Te dwa światy przez całe stulecia funkcjonowały obok siebie.”
.
Kolejne bzdury – jedną z dominujących cech krystowierstwa jest nienawiść do pogańskich bogów nazywanych pogardliwie bożkami czy bałwanami. Zwalczanie „bałwochwalstwa” było jednym z najważniejszych nadjordańskich nakazów religijnych. A bez miecza nigdy u Słowian nie wprowadzono by krzyża. Nie było u nich biedoty i żebraków, których mogłaby skusić obietnica wiekuistego zbawienia i szcześliwości w „niebie” i nie było elit, którym panowanie „z woli boga” dawałoby większą władzę nad poddanymi. Jedynie mieczem można było podbić egalitarny, sprawiedliwy i kochający wolność i równość słowiański żywioł. I nie jest prawdą że te dwa światy przez stulecia funkcjonowały obok siebie – w domyśle – pokojowo. Już w starożytnym Rzymie krystowiercy obrażali Rzymian wyśmiewając się z ich „bożków” i „bałwanów” – na długo przed legalizacją krystowierstwa przez Konstantyna. A gdy tylko na dobre zagnieździli się w pałacach, natychmiast zaczęli prześladowania tak pogan, jak i „heretyków”.
.
Tu także serwuje Janicki kościelne bzdury pisząc – „Żadna reakcja pogańska nie wybuchła, bo i nie mogła wybuchnąć. Nie znaczy to jednak, że rocznikarze kłamali. By zrozumieć notatki o prześladowaniu chrześcijan…”
.
Te notatki były krystowierczym, typowym dla nich odwracaniem kota ogonem – gdy ciemiężony, wyzyskiwany daninami i pozbawiony praw lud, któremu na dodatek rabowano tożsamość i zapędzano do cierpiętnictwa i pokutniczych guseł zrywał się przeciwko prześladowcom, krystowierczy kronikarze pisali o prześladowanych krześcijanach. W rzeczywistości to prześladowani poganie buntowali się przeciwko prześladowcom i próbowali się spod ich władzy i ucisku uwolnić. A na sam koniec strzelił Janicki ostatnią, dyskwalifikującą go bzdurę: „seria wewnętrznych rebelii doprowadziła do upadku trzech kolejnych piastowskich władców. Mieszka II, Bezpryma i Kazimierza Odnowiciela.”
Mieszko II faktycznie czasowo upadł, ale nie w skutek rebelii a najazdu Niemców i Rusinów. Po śmierci Bezpryma i czeskiej  niewoli powrócił do kraju, przejął wbrew woli cesarza dzielnice przyznane Ottonowi i Dytrykowi i ponownie został jedynym władcą. Niestety śmierć przerwała jego panowanie. Czy Bezprym upadł od rewolty ludowej jest wątpliwe – najprawdopodobniej zabity został na obstalunek któregoś z konkurencyjnych pretendentów do władzy, choćby przyrodniego najmłodszego brata Ottona. A Kazimierz nie mógł upaść z powodu rewolty, bo był wtedy mnichem w klasztorze i dopiero po jej stłumieniu siłami niemieckimi, czeskimi i ruskimi i po wykupieniu go przez Rychezę ze ślubów zakonnych osiadł przy pomocy niemieckich ciężkozbrojnych wojów na piastowskim książęcym stolcu jako lennik cesarstwa.
.
W sumie, oceniając po treści artykułu Janickiego, strona której jest naczelnym powinna zmienić tytuł z ciekawostek historycznych na ahistoryczne androny.
.
.
opolczyk
.
.
PS
Otrzymałem od Darka skan strony wejściowej mojego blogu z żałosną katodebilną reklamą:
.
.
Jeśli komukolwiek z czytelników przydarzy się coś podobnego i taką reklamę zobaczy, powinien wiedzieć, że ja z tym nie mam nic wspólnego. Nie ponoszę winy za takie gówno wrzucane mi na blog przez wordpress.
.
.
Reklamy

1 komentarz do “Antyhistoria na stronie „Ciekawostek historycznych.pl”…

  1. Pingback: REWELCJA Imperium merdialne rebe Maciejczyka (Motion Media Production, Chicago) | Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

Możliwość komentowania jest wyłączona.