O historii Polski w kleszczach turbolechitów i turbołacinników…

.

.
Wydawać by się mogło, że historia Polski jest jako tako znana. Ale niestety… Akurat 23 grudnia Jaś Fasola (Jan Sposób), wyznawca cywilizacji łacińskiej, rozesłał meila, w którym tak pisał o Polsce:
.
„Wychodzimy z założenia, że Polska nie jest ani prawicowa, ani lewicowa; nie jest miejscem krzewienia wszelkich –izmów, czy innych błędnych (jak pokazała historia) ideologii. Polska to nasze wartości, utrwalone wielowiekową kulturą materialną i duchową naszych przodków, zapisaną na chlubnych kartach historii (…). Polska, to wreszcie miejsce, które dzięki rozwojowi cywilizacji łacińskiej budowało swój dobrobyt nie na zbrodniach i agresji, ale na poszanowaniu godności każdego człowieka.
(…)
Niech ten czas stanie się autentycznym świętem polskiej demokracji, tej demokracji, która towarzyszyła naszym przodkom od zarania dziejów”
.
Natomiast  w komentarzu niedawno Krystyna Ziemlańska, wyznawczyni turbolechii pisała takie rzeczy (fragmenty):
.
„Naród Republiki Polskiej utożsamiany ze Słowianami jest pochodzenia w większości grecko- celtyckiego a także etruskiego , dako-trackiego , perskiego i scytyjskiego identyfikowany z indoirańską oraz italo-celtycką i iliryjską grupą językową która stworzyła wspólną społeczność obywatelską, historię jak też dzieje państwowe wraz z innymi mniejszościami narodowymi nie należącymi do tej grupy. (…)
Podobnie jest także z wiedzą o lechickiej przeszłości Polski wraz z dziejami antyku, które są prawie w ogóle w Polsce nie znane.
(…)
Tymczasem historia antycznej Grecji,całej Azji Mniejszej ,Italii (Rzymu starożytnego to jest Imperium Romanum ) oraz greckiego Bizancjum, to nasza polska narodowa historia a nie dopiero czasy wymyślonego pogańskiego Mieszka I.”
https://opolczykpl.wordpress.com/kalendarz-slowian/comment-page-1/#comment-87275
.
No więc jak to było z historią Polski – wielka starożytna Lechia czy wspaniała łacińska cywilizacja średniowieczna. W rzeczywistości nie było anie jednego, ani drugiego. Turbolechickie wymysły demaskowałem już parokrotnie i nie będę tematu wałkował ponownie. Przypomnę tylko, że w zapisach bizantyjskich, w sumie wiarygodnych, dotyczących Słowian, ani Prokopiusz, ani Pseudo-Maurycjusz, ani Leon VI Mądry nie zauważyli na przestrzeni ponad 300 lat żadnego lechickiego imperium. Owszem, pisali o mnogich plemionach słowiańskich, o ich umiłowaniu wolności, o tym, że nie znoszą nad sobą panowania władców, przez co żyją w ludowładztwie, co przeczy zdecydowanie wymysłom turbolechitów. Także i Geograf Bawarski wyliczający około połowy IX wieku grody blisko 60 plemion i ludów, głównie słowiańskich, nie zauważył na tym terenie imperium lechitów. Pisał o samodzielnych i oddzielnych plemionach a nie prowincjach jednego imperium lechickiego. Przy czym nazywanie wymienionych przez niego plemion pra-polskimi jest ahistoryczną szowinistyczną bzdurą z dwóch powodów:
– gdy powstawał wykaz grodów słowiańskich, ich mieszkańcom nawet do głów by nie przyszło, że za jakiś wiek powstanie państwo piastowskie, które jeszcze kilka wieków później stanie się Polską,
– większość plemion wymienionych przez „Geografa” nigdy nawet nie weszła w skład państwa piastowskiego i nie została przez Piastów podbita (w krystowierczej i oficjalnej terminologii „zjednoczona”). Większość tych plemion były to plemiona połabskie i plemiona leżące między Dunajem a Karpatami. Mniejszość z nich były plemionami podbitymi później przez Piastów. Nie można więc plemion wyliczonych przez Bawarczyka nazywać pra-polskimi.
.
Turbolechici ignorują te kroniki – dla nich turbolechicką biblią starego lechickiego testamentu jest ewidentna fałszywka, napisana wyrobioną literacko XVIII-wieczną polszczyzną, znana jako „Kronika Prokosza”, cudownie odnaleziona na żydowskim straganie w Lublinie w XIX wieku.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kronika_Prokosza
.
Powołują się i na inne „kroniki” – np. pisane z palca bajki w celach komercyjnych nazwane „Kroniką Norymberską”:
.
„29 grudnia 1491 roku w Norymberdze zawiązano czteroosobową spółkę. Jej udziałowcy uzgodnili, że w celach zarobkowych wydadzą nowy, poczytny i bogato ilustrowany tytuł.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Liber_chronicarum#Inicjatywa_wydawnicza
.
No i udziałowcy zrobili „kronikę świata” wymyślając samym przeróżne „fakty”, oraz przepisując z innych, wyssanych z palca kronik, różne wymysły, kompletnie nie sprawdzając ich wiarygodność. I na taką „kronikę” oraz na inne, kopiujące tę komercyjną norymberską bajkę, powołują się turbolechici. Albo na wymysły Kadłubka o zwycięskich wojnach Lechitów z Aleksandrem Macedońskim i Cezarem. Ciekawe, czy wg nich smok wawelski opisywany przez Kadłubka to też postać historyczna. I takie to „kroniki” są dla nich dowodem na Imperium Lechitów.
.
Odrobinę prawdy w komentarzu Ziemlańskiej niemniej znajdziemy – okruchy kultury greckiej, rzymskiej i celtyckiej docierały nad Odrę i Wisłę. Część Celtów „odbiła się” od wybrzeży Atlantyku i ruszyła spowrotem na wschód, docierając nawet w okolice Krakowa (czy sam Kraków wtedy już istniał, a zwłaszcza czy tak się nazywał, jest b. wątpliwe). Ale – jak inne obce ludy, które zaglądały na te ziemie – przyszli i odeszli. Prawdopodobnie mroźne zimy nie przypadły im do gustu. A z Grecji i Rzymu, jak wiemy, już w starożytności ciągnęły przez nasze ziemie szlaki bursztynowe. Przez co okruchy kultury śródziemnomorskiej za sprawą kupców docierały nad Łabę, Odrę i Wisłę – np. budowa na wzór grecki czy rzymski świątyń i posągów bogów, wcześniej u Słowian nieznanych. Ich świątyniami były święte gaje a bogami Siły Natury bez uosabiających je posągów. W drugą stronę też to działało. Demokracja ateńska czy system republikański Rzymu przedcesarskiego były kalekimi kopiami słowiańskiej demokracji. Zamaskowane teologią okruchy platonizmu i arystotelizmu także dotarły na nasze ziemie 1000 lat temu – wszak, zanim kk najpierw zakazał, a następnie wypędził z Europy filozofię grecką, doktryna katolicka na samym początku, w okresie apologetyki i patrystyki wiele jej pomysłów i terminów sobie „zapożyczyła”, najwięcej właśnie od Platona i Arystotelesa. Ale wszystko to było obce, niesłowiańskie, a tym bardziej niepolskie.
.
Co do wymysłów Jasia Fasoli…
.
Wspomniał on o -izmach i (błędnych) ideologiach. A czy -yzmy też to nich zalicza? Na przykład katolic-yzm, który nie tylko nie uratował Rz’plitej w XVIII wieku przed upadkiem, ale był zań odpowiedzialny. Ten -yzm należy także odrzucić.
I czy do chlubnych kart naszej historii zalicza Jasio:
– wielowiekowy ucisk feudalny, pańszczyznę i zniewolenie ogromnej większości poddanych, pozbawionych wszelkich praw,
– brutalne tłumienie powszechnych buntów antykościelnych i antyfeudalnych w I połowie XI wieku,
– brutalny podbój plemion słowiańskich od Odry do Bugu przez Piastów,
– współpraca Piastów z krzyżakami w podboju i eksterminacji Jaćwingów i ludów pruskich, po których krzyżactwo zaczęło parcie na ziemie piastowskie,
– rozbicie dzielnicowe,
– „wewnętrzny” podbój Ukrainy, siłowe polszcenie jej i katoliczenie,
– warcholstwo i sobiepaństwo szlachty,
– rozbiory Rzeczypospolitej,
.
I czy rzeczywiście brak było agresji w naszej historii ostatniego tysiąclecia? Wszak agresjami było tzw. „jednoczenie” plemion przez pierwszych Piastów. Najlepiej widać to po trwających 1,5 wieku próbach podboju Pomorza. Zaczął je Mieszko I. Kontynuowali to jego następcy. Pomorce zażarcie się bronili. Nie chcieli ni Piastów, ni krzyża, który nieśli ze sobą. Dopiero Krzywousty im go narzucił i Pomorze podbił. Tyle że przez jego testament i podział dzielnicowy Pomorze ponownie odpadło do „piastowskiego pnia” i to do 1945 roku. Bo gdy Łokietet jednoczył (także siłowo) piastowskie państwo, Pomorze już nie weszło w jego skład. I czym był podbój Rusi Halickiej i Podola przez Kazimierza III zwanego „wielkim”, jak nie agresją? I czym był najazd wojsk Rzeczypospolitej na Rosję, gdy ta była pogrążona w wielkiej smucie? Najbardziej haniebny był „wewnętrzny” podbój przez polskich magnatów dużych połaci Ukrainy po wcieleniu jej na mocy unii lubelskiej w skład Korony. Połączone było to z gorliwym jej katoliczeniem, co wywołało kolejne, coraz groźniejsze powstania kozackie, a co było początkiem końca Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
.
„Rozwój cywilizacji lacińskiej” w państwie Piastów wywłaszczył i wpędził w nędzę i poddaństwo masy ludu – chłopów stanowiących co najmniej 70 % mieszkańców. Także w miastach dominowała aż do upadku Rz’plitej biedota, a żebraków było więcej niż bogatego mieszczaństwa. Dobrobytem cieszyła się tylko garstka wybrańców świeckich i pasożytniczy „łaciński” kler.
.

I o jaki poszanowaniu godności każdego człowieka w łacińskiej Polsce nawija Jasio Fasola? Na przestrzeni całego okresu przedrozbiorowego chłopstwo traktowane było przez elitę jak bydło robocze, mieszczanie jak śmieci. Innowierców traktowano „godnymi” tumultami:
lub wypędzano z kraju:
A ateistów zabijano:
.

I gdzie Jasio Fasola widzi dumny naród? Bo ja widzę w dużej części ogłupiony naród i „dumnych” ignortantów nie mających pojęcia o historii, żyjących „łacińską” mitologią i propagandą minionej „chwały”.
.
Demokracja zaś towarzyszyła naszm przodkom przez tysiąclecia. Niestety została zniszczona i zastąpiona brutalnym dyktatem przez Piastów i kler. A ta szlachecka, powstała gdzieś na przestrzeni XV i XVI wieku była farsą demokracji – bo 90 % mieszkańców było z niej wyłączonych. A z 10 % uprzywilejowanych i tak szlachecka biedota, gołota, za kilka groszy sprzedawała własne głosy każdemu płacącemu żywą gotówką. Później i arystokracja, choć za znacznie wyższą opłatą, sprzedawała się obcym. A kraj stał się miejscem nieustającej anarchii, rokoszy, konfederacji, wojen domowych i powstań.
.
Upiększona łacińska historia Polski jest takim samym wymysłem jak turbolechia.
.

A tak wyglądała nie uszminkowana i nie upudrowana łacińską mitologią historia Polski w Pigułce…
.
Państwo Piastów Polską jeszcze nie było – co najwyżej można je określać państwem protopolskim, protoplastą Polski. Zresztą nazwy Polska, Polak, Polacy wtedy jeszcze nawet nie istniały. Łacińskie nazwy państwa piastowskiego odnosiły się do kraju i plemienia Polan, z którego wyłoniła się piastowska dynastia. Dla samych Piastów ich zdobyty siłowymi podbojami kraj był ich prywatnym dziedzictwem a nie Polską.
.
Daty powstania tego państwa nikt nie jest w stanie ustalić. Na pewno nie jest nią arbitralnie ustalona przez kk data domniemanego krztu Mieszka. Bo to tak, jakby wiek dziecka liczyć nie od urodzenia, a od daty krztu, której zresztą nikt nie zna i nie ma pewności czy dziecko faktycznie zostało okrzczone.
.
Państwo piastowskie istniało więc już prędzej, a nie od arbitralnej daty 966 rok (którą uznały nawet władze PRL, za Gomułki urządzając w 1966 roku obchody „Tysiąclecia Państwa Polskiego”). Kiedy Piaści zaczęli jego tworzenie drogą siłowego podboju – nie wiemy, ale zapewne kilkadziesiąt lat wcześniej. Zaczęli od umocnienia i rozbudowy Giecza. Następnie zapatrzeni na wzorce zachodnie, łacińskie, zorganizowali sobie drużynę zbrojnych zbirów i zaczęli podbijać sąsiednie osady i grody. Spalili a następnie odbudowali już jako własne Poznań i Gniezno.
Z danin i łupów powiększali drużynę zbójów, po czym napadali na kolejne osady i grody. I tak powstało państwo Piastów. Na poniższej mapce widać przypuszczalny zasięg tego państwa ok roku 940, zaznaczony kolorem seledynowym:
.
.
Przypuszczalnie od początku Piaści planowali skatoliczenie ich państwa, wiedząc, że bez tego nie zostanie ono uznane jako państwo, nadal będąc w oczach łacińskiego zachodu „ziemią niczyją” czekającą na podbój i krystnianizację. Tyle, że nie chcieli podlegać pod niemieckich arcybiskupów. Mieszko czekał więc z wysłaniem swatów do czeskiego Przymyślidy, nim jego państewko urosłe na podbojach, nie było już spore. Gdyby wysłał swatów panując na jednym tylko grodzie lub dwóch, „Srogi” poszczułby ich psami. Biorąc ślub z katoliczką, krzcząc syna i ściągając katolicki kler zapewnił uznanie swojego państwa za krześcijańskie. A bajki o swym krzcie być może sam rozpuścił. Datę owego domniemanego krztu kk uznał za „powstanie państwa polskiego” i tak przeszło to do oficjalnej wykładni historii.
.
Niezależność od niemieckich arcybiskupów kościoła w państwie Piastów, mimo ich roszczeń, nie oznaczała, że był to „kościół polski” czy „piastowski”. Nadal był to kościół żydo-katolicki, łaciński, ze stolicą w Rzymie, czyniący państwo piastowskie jedną z wielu prowincji kościelnych papiestwa. Inaczej też traktowali swoje państwo Piaści, a inaczej większość cesarzy. Piaści w większości uważali się, a przynajmniej chcieli uważać, za samodzielnych władców nie podlegających woli cesarza. Natomiast większość cesarzy traktowała państwo piastowskie jak swoje lenno i niejednemu Piastowi to narzucili. Lennikami cesarskim byli Mieszko II (okresowo), mnich Kazimierz – kościelny odnowiciel, czy Władysław Herman.
.
Historia pierwszych dwóch wieków państwa piastowskiego przypominała jazdę kolejką górską – to w dół to w górę. I miała ostre zakręty historii. Podboje Chrobrego (Milsko i Łużyce, Morawy, Słowaczyzna i Grody Czerwieńskie) odpadły już za jego syna, a „rdzeń” państwa pozostawiony przez Mieszka I podzielony został wolą cesarza na dzielnice. Jedną z nich z łaski Konrada II jako lenno otrzymał zdetronizowany Mieszko II (pozostałe Otto i Dytryk – takie imiona nosili niektórzy Piaści). Po największym buncie antykościelnym państwo Piastów nieomal upadło. „Odnowił” je jako lenno cesarskie pomiot Rychezy, mnich Kazimierz. Jego syn Bolesław Szczodry uwolnił się z lennej zależności, osadzał na tronach węgierskim i kijowskim własne marionetki, drwił z cesarstwa. Niestety na skutek spisku możnowładców pod przewodnictwem biskupa Stanisława, palatyna Sieciecha i brata królewskiego Władysława Hermana, Bolesław zmuszony został do opuszczenia kraju. Zmarł na wygnaniu. A państwo Piastów, które dopiero co odzyskało świetność, znów pogrążyło się w haosie i stoczyło do roli cesarskiego lenna. Ostatnim krótkotrwałym okresem „świetności” państwa wczesnopiastowskiego (głównie z punktu widzenia łacinników, bo ostro katoliczył kraj oraz podbił i skatoliczył Pomorze) był okres rządów Krzywoustego, choć i on najpierw musiał toczyć długotrwałe wojny domowe z palatynem Sieciechem i bratem Zbigniewem. Ale ledwo skupił władzę państwową w swoim ręku (mając niestety nad sobą władzę kk), testamentem wepchnął zjednoczone państwo w dwa wieki rozbicia dzielnicowego.
Okres rozbicia dzielnicowego był ponury. Brandenburgia parła nadal na piastowskie ziemie odpychając je od Odry. Najazdy mongolsko-tatarskie kilkakrotnie wyniszczyły południowe dzielnice. Śląsk ulegał powolnej germanizacji. A na północnym zachodzie za sprawą Konrada Mazowieckiego pojawił się kolejny śmiertelny wróg – krzyżacy. Co jednak najgorsze – książątka dzielnicowi zajęci byli przede wszystkim walkami pomiędzy sobą o dzielnicę senioralną, a później krakowską. Władza na niej zmieniała się jak w kalejdoskopie:
.
U schyłku rozbicia dzielnicowego o mało państwo piastowskie nie stało się własnością totalnie zgermanizowanych czeskich Przemyślidów (Wacław II i III). I wtedy na arenie pojawił się Łokietek. Trudno go nazwać patriotą – był typowym książątkiem dzielnicowym i walczył z konkurentami o krakowski tron. W młodości był, posługując się terminologią krystowierców, rozpustnikiem i wszetecznikiem. Wypędzony nawet został z kraju. Ale chyba rozumiał zagrożenie dla piastowskich państewek, wiedział, że po kolei będą połykane przez Niemców. Udało mu się część z nich zjednoczyć oraz koronować na króla. Trzeba przyznać, że pomógł mu przypadek – kilku z piastowskich konkurentów do krakowskiego tronu akurat wtedy jeden po drugim zmarło bezpotomnie, co ułatwiło mu osadzenie siebie w Krakowie i przejmowanie ich dzielnic. Głównym jego przeciwnikiem politycznym był katolicki zniemczały biskup Muskata.
.
U schyłku życia państwo Łokietka miało powierzchnię ok .100 tys. km² . Jego syn Kazimierz (ksywa „wielki”) przehandlował Śąsk zniemczałym Czechom i ruszył w polskim drangu nach ost na podbój księstwa halicko-włodzimierzowskiego i Podola. Ziemie te etnicznie były ruskie, a religijnie prawosławne. Kilka wieków później podboje te w postaci powstań kozackich odbiły się Rzeczypospolitej ogromną czkawką.  I to był ostatni Piast na tronie piastowskiego państwa.
.
W końcówce jednoczenia po raz pierwszy pojawiła się u możnowładców i rycerstwa tożsamość polska, ponadplemienna i ponaddzielnicowa, Była zlepkiem wcześniejszej plemiennej i regionalnej tożsamości. Wcześniej była nieznana, nie istniała. I to wtedy kraj zaczęto nazywać Polską czy Królestwem Polskim. Choć poddani, prosta ludność, nadal trwali w tożsamości plemiennej, lokalnej.
.
Po małym przerywniku andegaweńskim w obliczu zagrożenia ze strony krzyżaków, Luksemburczyka i Brandenburczyków możnowładcy wytargowali Jagiełłę na polski tron w ramach unii personalnej z Litwą. To ta unia wyniosła Polskę zwaną od tego czasu też Koroną na szczyty. Dokąd unią rządzili Jagiellonowie, dotąd była, jak na ówczesne standardy, stabilną wewnętrznie potęgą. Jagiellonowie dbali o jako taką równowagę żywiołów polskiego, litewskiego i rusińskiego. Powstrzymywali też na ogól zapędy katolickiego kleru chcącego „nawracać” prawosławną Ruś. Po wymarciu dynastii i wejściu w okres elekcyjny (mimo początkowych kolejnych zdobyczy terytorialnych do czasu szwedzkiego przybłędy III Wazy) Rzeczypospolita Obojga Narodów zaczęła gnić od środka. Jej spójność wewnętrzną rozbiła kontrreformacja i sprowadzenie do państwa jezuitów. Od tego czasu, aż do upadku państwa trwała cały czas katolicka pełzająca wojna domowa z innowiercami (protestantami i prawosławnymi) o zdobycie supremacji w państwie. Część szlachty tak skatoliczono, że uznała siebie za „przedmurze krześcijaństwa”, a obronę supremacji katolicyzmu i interesy kk uznała za rację stanu Rzeczypospolitej. I broniła ich aż do końca – do trzeciego rozbioru.
.
I tak wyglądała historia łacińskiej Polski. Od II RP państwo polskie było już państwem świeckim.
.
Co dała cywilizacja łacińska mieszkańcom państwa od Mieszka I do Stanisława Poniatowskiego? Wolnych i równych wcześniej Słowian podzieliła na garstkę uprzywilejowanych i rzesze uciskanych. Lud wywłaszczono z ziemi, z prawa polowania w lasach i łowienia ryb w pańskich i kościelnych wodach. Odebrano mu samostanowienie i wiece. Przeistoczono siłą w poddanych, wręcz w ludzkie bydło robocze. Dodatkowo za sprawą kk chciano mu zrabować tożsamość, ducha, kulturę i słowiańskich bogów. Sam kk od samego początku był ciałem obcym, był V kolumną kosmopolitycznego kk zarządzanego z Rzymu. Nigdy nie dbał o sprawy polskie, o dobro Polski. Zawsze troszczył się wyłącznie w własny interes (“Cóżby ci przyszło z wolnej ojczyzny, gdyby Kościół miał na tym stracić” – ks. Lutosławski).
.
Nostalgię za Polską „łacińską”, katolicką, gloryfikowanie tego katastrofalnego dla większości mieszkańców okresu wyrażać mogą jedynie kompletni ignoranci, nie mający pojęcia o historii i/lub ludzie, dla których żydo-katolicyzm ważniejszy jest niż Polska i jej dobro, którzy są „patriotami” żydo-katolicyzmu…
.
.
opolczyk
.
PS
.
A tak, na marginesie – Taternik podesłał mi zdjęcie, na którym niechcąco ujawniono, czym w rzeczywistości jest biblia:
.
.
.
Reklamy