Ile jest katolickości w świętach „bożego narodzenia”, w „wigilii” i w związanych z nimi zwyczajach i obrzędach…

.


.
Kto trzęsie drzewem prawdy, na tego spadają obelgi i nienawiść Konfucjusz
a prawda was wyzwoli mówią ci, którzy ją zakrywają…
(cytyt z meila od Stacha, „Taternika Himalajskiego” do mnie)
.
Aby wyczerpująco omówić temat, należy odpowiedzieć na następujące kwestie i pytania:
– Kwestia domniemanej boskości Joszue.
– Kto, kiedy i dlaczego jego urodziny ogłosił świętami „bożego narodzenia” i nakazał je obchodzić 25 grudnia.
– Które zwyczaje i obrzędy związane z tymi świętami i „wigilijną wieczerzą” są czysto katolickie, a które są „zapożyczone” – czytaj  – przywłaszczone.
.
W zasadzie powinienem zacząć od kwestii historyczności samego Joszue/Jezusa – istniał czy nie (bo są tacy, którzy uważają go za postać fikcyjną) – ale pisałem już i tym obszernie przed rokiem:
https://opolczykpl.wordpress.com/2017/10/19/joszue-jezus-z-nazaretu-syn-bozy-mesjasz-i-zbawiciel-prawda-czy-falsz-bog-czy-humbug/
.
Istniał więc, niemniej ewangelie to jakieś 95 % zmyślonych wypowiedzi, cudów i wydarzeń upiększonych „zapożyczeniami” z pogańskich mitologii Sumeru, Egiptu, Grecji, a nawet Indii,  upodabniających go do pogańskich solarnych bogów/bóstw (zwłaszcza cudowne poczęcie i narodzenie z dziewicy jak i cudowne zmartwychwstanie to fragmenty żywcem z nich „zapożyczone”). Dobrze obrazuje to poniższy film, choć i on zawiera sporo błędów:
.

.
Na temat jego domniemanej boskości już przez pierwsze trzy wieki (spory te trwały i poźniej, ciągną się zresztą aż do dzisiaj) wśród pisarzy wczesnokrześcijańskich toczone były zażarte spory, nie wszyscy bowiem, nawet nie większość, uważała go za boga „współistotnego” biblijnemu bogu Jahwe. Część uważała go wprawdzie za zesłanego przez biblijnego boga Jahwe, ale tylko człowieka. Część przypisywała mu zarówno ludzką, jak i boską naturę, ale nie utożsamiała go z biblijnym Jahwe. Nawet jego domniemane boże synostwo wywoływało kontrowersje – wszak zgodnie z tzw. „listami apostolskimi” bożymi synami byli i jego wyznawcy (Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi – Rzm 8, 14). To dopiero Konstantyn nazwany „wielkim” na pierwszym soborze w Nicei (325 r.) ogłosił obowiązujący od tego momentu w rzymskim katolicyzmie dogmat boskości Joszue i jego „współistotność” z Jahwe – „bogiem-ojcem” (nicejskie wyznanie wiary). Ważne jest to, że Konstantyn narzucając ten dogmat nadal był poganinem, że nie wszyscy zgromadzeni biskupi dogmat ten przyjęli, przez co stali się „heretykami”, i że sam Konstantyn okrzcił się dopiero 12 lat po soborze, tuż przed śmiercią – i to po „ariańsku” a nie po katolicku. Arianizm zaś odrzucał boską współistotność Joszue z Jahwe – „bogiem-ojcem” i dogmat świętej Trójcy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Arianizm
.
Tak więc dogmat boskości Joszue jest oczywistym ludzkim wymysłem i śmiało można rzec, że nadchodzące w katolickiej wersji święta powinny być nazywane tak: Narodzenie Joszue/Jezusa, którego deifikowano w IV wieku, bez żadnego dowodu na to, że jest bogiem.
.
A teraz przechodzimy do kwestii daty urodzin Joszue. I tu każdy choć jako tako obeznany z tematem człowiek przyznać musi, że data ta jest nieznana. W judaizmie nie było księg parafialnych i nikt tej daty nie zapisał. Nie podają jej ewangelie, ponadto bazując na nich data urodzin Joszue znana jest z dokładnością do kilkunastu lat. W jednej z ewangelii pisze np, że Joszue urodził się jeszcze za panowania Heroda, który próbował go zgładzić. Ale Herod zmarł 4 lata p.n.e. Inna ewangelia podaje, że urodził się w czasie spisu ludności zarządzonego przez cesarza rzymskiego, który odbył się na przełomie 6 i 7 roku n.e. Wcześni pisarze krystowierczy podawali różne daty jego urodzenia: 19 kwietnia, 20 maja, 17 listopada czy 6 stycznia.
Nie wiemy więc, kiedy Joszue się urodził. Natomiast nie ulega wątpliwości, dlaczego hierarchowie kk ustalili w IV wieku (już po wpuszczeniu ich na pałace) dzień jego urodzin na 25 grudnia (gdy po trzydniowym „staniu” Słońce „odradza się” – czyli zaczyna na nieboskłonie  powoli wznosić się z dnia na dzień coraz wyżej). Jak wiemy, w ewangeliach kreowano go na „zbawiciela” upiększając mu życiorys cudownymi wydarzeniami „zapożyczonymi” z mitologii pogańskich a dotyczących bogów/bóstw solarnych. Wykształceni starożytni Rzymianie, Grecy czy Egipcjanie wiedzieli o tym. Obecnie kształceni w ogromnej większości niestety nie mają o tym już pojęcia. Ale Rzymianie, Grecy i Egipcjanie o tym wiedzieli, a ponadto u wszystkich z nich istniał pogański kult Słońca, oraz obchodzone było przez nich zimowe przesilenie Słońca. Urodziny Joszue, wprowadzone w IV wieku jako święto (przez pierwsze trzy wieki świętem nie były) władze kk arbitralnie ustaliły na datę zimowego przesilenia. Zamiarem ich było zrównanie w oczach pogan Joszue z ich pogańskimi bogami solarnymi. Była też nadzieja, że gdy pogaństwo zostanie wyeliminowane, „nawróceni” poganie zapomną bogów solarnych i ich wcześniejsze pogańskie święto uznają za własne – katolickie. Z kultem Joszue w miejsce bogów Sol, Mitry, Ozyrysa, czy Heliosa.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Sol_Invictus
.
Sztuczka ta udała się. Już pod koniec IV wieku w myśl dekretów todozjańskich zaczęto w imperium zamykać pogańskie szkoły i zakazano czytania pogańskich ksiąg. Za ich posiadanie groziła kara śmierci. A gdy jeszcze później zamknięto pogańską, prawie tysiącletnią Akademię Platońską, krystowiercza Europa pogrążyła się w mrokach średniowiecza. To nie jest tylko metafora – to były prawdziwe intelektualne mroki średniowiecza. Ale dzięki temu skrystianizowani poganie faktycznie uznali przywłaszczone przez krystowierców pogańskie święto zimowego przesilenia Słońca za „boże narodzenie”. I do dzisiaj je świętują…
.
Tak więc data tego krystowierczego święta jest przywłaszczeniem daty pogańskiego zimowego przesilenia Słońca. Przy czym przywłaszczenie to nastąpiło już w IV wieku, na długo przed tym, nim krystowierstwo, niechciane przez Słowian, za sprawą kilku renegatów (Mojmirowiców. Przemyślidów, Piastów , czy Rurykowiczów) lub przy pomocy siłowego podboju (Polabie) zawładnęło Słowiańszczyzną. Ale i tu nie wszystko poszło gładko. Wprawdzie np. w państwie Piastów kk narzucił „boże narodzenie”, ale lud nadal odprawiał Szczodre Gody. I nikt nie zamierzał w narzuconym adwencie, a nawet w samą „wigilię” pościć, wyrzekać się mięsiwa i czekać z jedzeniem do pierwszej gwiazdki.
Mieszko i Chrobry wprawdzie popierali krystowierstwo, ściągali obcy kler, dawali kościołom i klasztorom nadania ziemskie i przywileje, ale sami zajęci podbojami i wojnami nie mieli za wiele czasu, by poddanych na każdym kroku kontrolować. Jedynie po grodach i w ich pobliżu grododzierżcy z ich polecenia wspierali kler w zwalczaniu pogaństwa i przymuszaniu mieszkańców do przestrzegania kościelnych świąt, zakazów i nakazów. Cała reszta ludności bez przeszkód nadal jawnie trwała przy pogaństwie. Sytuacja zmieniła się, gdy Gaudenty, czeski przybłęda, brat kanonizowanego i ogłoszonego patronem państwa Piastów Vojtecha, z zawodu arcybiskup gnieźnieński, obłożył Chrobrego klątwą. Aby ją cofnąć zażądał kolejnych nadań na rzecz kościoła, gorliwszego niż do tej pory zwalczania pogaństwa, oraz surowego i bezwzględnego karania poddanych łamiących kościelne przepisy. To wtedy na masową skalę zaczęto na rozkaz Chrobrego wybijać zęby poddanym złapanym na łamaniu narzuconych postów. Na skutki nie trzeba było długo czekać – w 1022 roku wybuchł pierwszy większy antykościelny bunt o dużym zasięgu (mniejsze, lokalne, połączone z ubiciem kościelnych pachołków zdzierających daniny czy rąbiących święte dęby zdarzały się już wcześniej – i za Mieszka i za Chrobrego). Bunt krwawo spacyfikowano, ale wybuchały następne. Podczas największego z nich (1038) wybito cały kler i zniszczono wszystkie kościoły. Ten bunt spacyfikowany został połączonymi siłami niemieckimi, czeskimi i rusińskimi. Ale po jego stłumieniu kler ściągnięty przez syna Niemkini Rychezy, mnicha Kazimierza zrozumiał, że siłą i zakazami niewiele osiągnie. I poszedł po rozum do głowy. Zamiast zwalczać wszystko co pogańskie, to – co się jako tako nadawało – zostało „zaadoptowane” i po nadaniu wielu zwyczajom, świętom i obrzędom katolickiej nadbudowy ogłoszone zostało tradycją katolicką. I tak np. siano pod obrusem „wigilijnym” nie służyło już wróżbom oraz zapewnieniu dobrych plonów w przyszłym roku, a miało rzekomo symbolizować stajenkę betlejemską, w jakiej rzekomo urodził się Joszue. To samo dotyczyło snopka zboża ustawianego w wiejskich chatach podczas „wigilii” – też symbolizować od teraz miał stajenkę betlejemską a nie dobrą wróżbę przyszłorocznych plonów. A i dwanaście potraw miało symbolizować 12 apostołów a nie dwanaście pełni Księżyca w roku, czy jak niektórzy twierdzą – 12 znaków zoodiaku. Kolęd już nie zwalczano, ale w radosnych piosenkach godowych Swarożyca, Welesa, Mokosz, Nyję i Peruna zastąpili Joszue, Miriam, żydowscy pasterze (przybieżeli do Betlejem pasterze) i trzech wyssanych z palca mędrców/króli. O nich pisałem prawie trzy lata temu:
https://opolczykpl.wordpress.com/2016/01/06/chrzescijanstwo-zydowski-matrix-czyli-szopka-do-kwadratu/
.
Kolędnicy chodzący po osadach od chaty do chaty to także prastary pogański obyczaj. Dorobiono do niego jedynie nowe postacie (np. trzech króli) i katolicko-judaistyczne rekwizyty – np. sześcioramienną gwiazdę (Dawida).

.

.
Leganda, jakoby w wigilię zwierzęta domowo mówiły ludzkim głosem także ma pogańskie korzenie. U krystowierców zwierzęta były stworzeniami bez rozumu i duszy – nie mogły więc ludzkim głosem mówić.
Także i „pasterka” to kopia zwyczaju pogańskiego, gdy po wieczerzy godowej cała wspólnota szła do najbliższego chramu, a w jego braku pod święty dąb, nad święte jeziorko czy do świętego głazu. I tam wspólnie świętowano „narodziny” Słońca. Nie brakło i ogniska, które rozpalano na kawałku gołej ziemi odgarniętej spod śniegu. I wspólnie śpiewano kolędy.
Puste miejsce przy stole i puste nakrycie symbolicznie przeznaczone było dla Dziadów – zmarłych przodków i członków rodziny. O nich pamiętano i w wieczerzę godową.
Nawet „opłatek wigilijny” nie był tradycją katolicką – u Słowian podczas wieczerzy godowej łamano się cieńkim słodkim plackiem składając sobie życzenia. Jedyną „katolicką” innowacją była receptura pieczenia owego placka/opłatka – wypiekano go z niekwaszonej mąki:
.
Opłatek (z łac. oblatum – „dar ofiarny”) – bardzo cienki biały płatek chlebowy, przaśny (czyli niekwaszony i niesolony)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Op%C5%82atek
.
Tyle że ta receptura jest żydowska, judaistyczna:
.
Maca (hebr. מצה) – chleb przaśny, przaśniki, spożywany przez żydów podczas święta Pesach. Nawiązuje on do chleba, który spożywali Izraelici przed wyruszeniem z Egiptu. Przyrządzany jest ze specjalnie w tym celu przygotowanej mąki, bez użycia zakwasu, którego posiadania w domu podczas paschy zakazuje żydowskie prawo religijne.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Maca
.
Także składanie sobie prezentów w samą „wigilię”, obecnie kładzionych pod choinkę, jak i w okresie przedświątecznym (6 grudnia – św. Mikołaj) skatoliczono. W tym celu wymyślono św. biskupa Mikołaja, który jest postacią fikcyjną:
.
Według średniowiecznych przekazów święty Mikołaj żył na przełomie III i IV wieku. Był biskupem Miry w Licji i uczestniczył w soborze nicejskim z 325 roku. Historycy nie odnaleźli jednak żadnego zapisu z III, IV czy nawet V wieku, który potwierdzałby istnienie takiej postaci. Nie wymieniono imienia Mikołaja w aktach soboru nicejskiego[1]. Nie wspominał o nim uczestnik tego zgromadzenia, Atanazy z Aleksandrii, który pozostawił po sobie liczne pisma skierowane do ponad stu uczestników soboru. Żadne z zachowanych źródeł sprzed VI wieku nie przekazało o Mikołaju nawet najkrótszej informacji[2].

Wzmianki o świętym Mikołaju pojawiają się dopiero w wieku VI, ponad 200 lat po jego domniemanej śmierci, za panowania cesarza Justyniania (,,,)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Miko%C5%82aj_z_Miry
.
Choinka świąteczna, chociaż przyszła do Polski z Niemiec, to także prastary słowiański zwyczaj (osadnictwo słowiańskie sięgało po Ren, a po Łabę było dominujące). Słowianie przyozdabiali domostwa świątecznie przybranymi gałązkami jodeł, świerków, a nawet sosen. Niekiedy także całymi małymi chojrakami, jeśli wyrastały na polach leżących na brzegu lasu.

.

Tu pozwolę sobie na krótką dygresję – aby uczynić krystowierstwo Słowianom bardziej swojskie, kk „zaadoptował” masę pogańskich słowiańskich świąt, zwyczajów i obrzędów. Ale nie wszystko dało się skatoliczyć. Np. swawolne tańce podczas Kupalnocki, niekiedy wręcz na golasa i wymykanie się młodych parek na bok, do lasu „po kwiat paproci” nijak nie szło zaadoptować. Długosz w II połowie XV wieku szaty rozdzierał nad tym, że te „bezwstydne” igry nadal są odprawiane. Były więc zakazywane. Także topienia Marzanny na Jare Gody trudno było skatoliczyć. Topienie Judasza nie pasowało, bo ten niby się powiesił, topienie Jana krzciciela też nie byłoby dobrym pomysłem. Tak więc i ten obrzęd był zakazywany. Próbowano go zastąpić w XVI i XVII wieku zrzucaniem kukły Judasza z kościelnych wież, ale lud nadal wolał topić Marzannę. I tak niektóre prastare zwyczaje, nawet bez katolickiego kościelnego imprimatur, przetrwały do dzisiaj.

.

Reasumując – prawie wszystko co związane jest ze świętami „bożego narodzenia”, „wigilią” i związanymi z nimi zwyczajami i obrzędami jest pogańskie. Jedyne co podczas świąt „bożego narodzenia” jest rzeczywiście katolickie to postacie ewangelicznych idoli i bohaterów – Joszue, jego matka, żydowscy pasterze i wymyśleni trzej królowie. Nawet receptura „opłatka” nie jest katolicka a judaistyczna. Przy czym nie zapominajmy i o tym, że Joszue był galilejskim żydem/Żydem, jego matka Miriam i wszyscy apostołowie także. No i autorzy biblii – wszyscy w komplecie byli Żydami.
.
I tyle jest katolickości w świętach „bożego narodzenia”, w „wigilii” i w związanych z nimi zwyczajach i obrzędach..
.
.
opolczyk
.
.

.

Reklamy

1 komentarz do “Ile jest katolickości w świętach „bożego narodzenia”, w „wigilii” i w związanych z nimi zwyczajach i obrzędach…

  1. Pingback: [Dyskusja] Płaska Ziemia inspiruje ale tylko płaskogłowych | Piotr Bein's blog = blog Piotra Beina

Możliwość komentowania jest wyłączona.