Las – cudowne dzieło mądrej Natury i Matki Ziemi…

.
.
Opowieść o lesie i o drzewach…
.
.
Na Ziemi lasy występują od strefy równikowej do obszarów podbiegunowych. Największym ciągłym lasem jest syberyjska tajga, an ajwiększym tropikalnym lasem dżungla Amazonii. Na terenach środkowej Europy, po cofnięciu się lodowca w ciągu kilku wieków las pokrył całą powierzchnię między pasmem Karpat a Bałtykiem. Jeszcze 3 tys. lat temu 95 % powierzchni dzisiejszej Polski pokrywała zwarta puszcza. Powoli, w miarę wzrostu ludności powstawały w niej na skutek wyrębu lasów coraz większe obszary bezleśne, choć „wyleśnianie” było wtedy bardzo powolne. W średniowieczu nastąpił gwałtowny wyrąb lasów powiązany z powstawaniem i rozwojem miast. Na początku nowożytności, zwłaszcza w początkowym okresie tzw. rewolucji przemysłowej lasy w zachodniej Europie wycinano jeszcze szybciej. Powierzchnia lasów na naszym kontynencie gwałtownie malała. Dopiero w XIX wieku w Europie zapoczątkowano planowe sadzenie nowych lasów. Człowiek wreszcie ocknął się z amoku i zrozumiał, że dalsza bezmyślna wycinka lasów grozi ich całkowitym unicestwieniem. A drewno nadal wtedy było (i dalej jest) ważnym „surowcem” przemysłowym. To właśnie ta konieczność (zapotrzebowanie na surowiec) a nie rozum zmusiły cywilizowanego człowieka do dbałości o las. Tyle, że w gospodarce las nadal był i jest traktowany instrumentalnie jako dostawca surowca. Romantycy szukający w lesie ciszy i ucieczki przed miejskim gwarem i smrodem stanowią mniejszość. Na szczęście rośnie liczba miłośników Przyrody i ekologów walczących o lasy.
.
.
.Nauka w historii ludzkości wymyśliła epoki kamienne (paleolit i neolit), epokę brązu i żelaza. Ale we wszystkich tych epokach podstawowym surowcem dla człowieka było drewno. To ono dawało ogień – a więc ciepło, światło i ochronę przed drapieżnikami. Z niego budowano domy, palistady, łodzie, sprzęty domowe i narzędzia. Bez drewna nie byłoby nawet epoki brązu czy żelaza – bo czym by je topiono czy choćby pogrzewano do temperatury ich kowalności. Historia ludzkości to przede wszystkim epoka drewna.
.
Lasy współczesne w Europie środkowej są różnorodne – niektóre (niestety zdecydowana mniejszość) są prawie dzikie i nieomal naturalne, pozostawione samym sobie…
.
.
.
.
Większość lasów jest jednak „cywilizowana”, często monokulturowa (jeden gatunek drzew), sadzona w równych rzędach ręką człowieka. Jest taki las po prostu producentem surowca…
.
.
.
Las bez ingerencji człowieka jest świetnie funkcjonującym ekosystemem. Jest też domem dla rosnących w nim drzew, krzewów, paproci, mchów i grzybów. A także jest domem dla wielu gatunków zwierząt i ptaków:
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

.

.

.

.

.

.

.
Najwięcej mieszkańców lasu znajdziemy jednak w górnych warstwach ziemi, w próchnicy. Obok ogromnej ilości przeróżnych robaków i robaczków, często niewidocznych gołym okiem, w każdej garści próchnicy żyje ilość różnych bakterii, jednokomórkowców i drobnoustrojów porównywalna z liczbą ludzi zamieszkujących całą naszą planetę.
.
Lasy w naszej strefie klimatycznej zmieniają wygląd w zależności od pory roku. Inaczej wyglądają wiosną:
.
.
Inaczej latem:
.
.
Jeszcze inaczej jesienią:
.
.
.
Oraz zimą:
.
.
.
Do niedawna nauka traktowała lasy jako zbiorowisko drzew żyjących każdy tylko dla siebie i konkurujących pomiędzy sobą o dostęp do światła, wody i substancji mineralnych. Las miał być wg nauki miejscem bezwzględnej walki pomiędzy drzewami o byt, kosztem wszystkich konkurentów. Dopiero od stosunkowo niedawna (od kilku dziesięcioleci) powoli, z oporami, nauka odkrywać zaczęła, że las to w rzeczywistości niezwykle socjalna struktura, w której drzewa nieustannie komunikują się pomiędzy sobą i pomagają sobie nawzajem w krytycznych sytuacjach, choćby podczas inwazji roślinożernych owadów (np. korników) czy suszy.
I o tym m. in. jest ten wpis…
.
.
Opowieść o lesie i jego drzewach…
.
.
.
Drzewa w lesie współpracują ze sobą i komunikują się pomiędzy sobą. Potwierdziła to już nauka na konkretnych przykładach. Odkryte przez nią dotychczas i potwierdzone metody komunikacji drzew to sygnały zapachowe wydzielane przez drzewa (zwłaszcza liście), oraz podziemna tzw. sieć mikoryzowa, czyli po prostu ciągnące się nawet na setki metrów cieniutkie, często niewidoczne gołym okiem nitki grzybni, których wypustki zrastają się z korzeniami drzew. A że każda grzybnia łączy się ze wszystkim sąsiednimi, wszystkie one razem dają jedną wielką sieć lączącą je wszystkie – i wszystkie drzewa w lesie. I te nitki grzybów to właśnie jest sieć komunikacji leśnej – służy przesyłaniu informacji pomiędzy drzewami:
.
Ale sieć ta wykorzystywana jest także do przesyłania sobie przez drzewa różnych substancji odżywczych, takich jak produkowany w liściach drzew cukier (wzór sumaryczny  C6H12O6), substancje obronne, regeneracyjne i mikroelementy.
Tu podam kilka konkretnych przykładów. Powiedzmy że w jakieś drzewo podczas burzy uderzył piorun. Drzewo zostało mocno okaleczone, ale nadal żyje. Rozsyła więc zarówno siecią grzybni jak i przy pomocy zapachowej drogą powietrzną informację, która mówi mniej więcej tak: pomocy – jestem ciężko ranny. I wszystkie drzewa w jego otoczeniu siecią grzybni wysyłają mu wszystkie substancje potrzebne mu do regeneracji. Sygnały zapachowe wysyłane przez ranne drzewo są niestety bronią obosieczną – wyłapywane są także przez m.in korniki. Często więc już na drugi dzień po burzy ranne od pioruna drzewo jest przez nie masowo obsiadane. W takim przypadku drzewo ponownie rozsyła informację o inwazji korników. I wtedy wszystkie okoliczne drzewa gwałtownie wzmagają produkcję żywicy (która jest m.in bronią przeciwko kornikom, zalewanym nią w drążonych kanałach), siecią grzybni podsyłają rannemu towarzyszowi produkowany przez nie cukier, a dodatkowo rozsyłają przy pomocy zapachowej informację dla ptaków – przybywajcie – mamy obficie zaopatrzony dla was bezpłatny bufet. I rzeczywiście – w krótkim czasie przy drzewie zaatakowanym przez korniki pojawia się wielokrotnie więcej ptaków, niż jest ich tam na codzień.
O innym przykładzie pomocy rannemu drzewu przez jego leśnych towarzyszy usłyszałem w relacji znanego w Niemczech leśnika i ekologa Petera Wollebena, autora bestsellera pt: „Das geheime Leben der Bäume” (polskie wydanie nosi tytuł „Sekretne życie drzew”).
.
Zanim obudził się w nim rozsądek, pewnego razu w lesie obłupił z kory (mniej więcej tak jak na poniższej fotografii) dolną część pnia drzewa przeznaczonego na „wyschnięcie” w celu stworzenia większej przestrzeni życiowej dla sąsiednich drzew.
.
.
Zgodnie z „wiedzą” jaką zdobył podczas studiów leśnictwa, drzewo takie jest zgubione i skazane na uschnięcie. Wszak to na granicy między korą a pniem przebiegają wszystkie „naczynia krwionośne” drzewa – kapilary transportujące wodę od korzeni do korony drzew oraz wytworzony przez liście cukier rozprowadzany po całym drzewie, wszędzie tam, gdzie budowane są nowe komórki rosnącego drzewa. Gdy po kilku tygodniach ponownie pojawił się przy okaleczonym drzewie – osłupiał. Drzewo nie uschło, rana była już „zasuszona” i powoli zasklepiała się nową korą. Później jeszcze wielokrotnie spotykał drzewa podobnie okaleczone przez zwierzęta, a które także nie uschły. I dopiero lata później odkrył tajemnicę zdrowienia tych drzew – wszystkie sąsiednie drzewa siecią grzybni na sygnał rannego towarzysza (w tłumaczeniu na język ludzki brzmiący mniej więcej tak: pomocy, jestem ciężko ranny, odarto mi korę), przesyłały mu wszystkie substancje potrzebne do zaleczenia rany oraz odbudowy uszkodzonych kapilar i kory. I dzięki temu tak okaleczone drzewa, żyjące w lesie, często nie usychają. Peter Wollleben zna leśne drzewa żyjące po dwadzieścia lat i dłużej po takim ich okorowaniu. Natomiast dla drzew rosnących samotnie na polach czy łąkach podobne uszkodzenia kory byłyby wyrokiem śmierci – nie mają bowiem towarzyszy, którzy przyjdą im z pomocą. Dlatego drzewa rosną lepiej i są zdrowsze i bezpieczniejsze w gromadzie.
.
.
Innym ciekawym zjawiskiem dotyczącym funkcjonowania lasu jest to, że drzewa w lesie starają się ich koronam stworzyć i utrzymywać możliwie szczelny „parasol” chroniący podszycie leśne od nadmiaru Słońca.
.
.
Nadmierne nasłonecznienie skutkuje wysuszeniem górnej warstwy ziemi, w której igliwie, liście i resztki gałęzi podlegają naturalnemu recyklingowi, spowolnionemu przez nadmiar promieni słonecznych. A to z kolei grozi drzewom brakiem koniecznych do życia minerałów, jeszcze nie uwolnionych z nieprzerobionej przez grzyby, robaki, bakterie i inne mikroorganizmy ściółki leśnej. Nie jest więc tak, że drzewa pnąc się do góry wyłącznie rywalizują ze sobą o dostęp do słonecznego światła – drzewa świadomie i celowo tworzą zwartą koronę leśną, by chronić ściółkę i panujący na powierzni gleby mikroklimat przed nadmiernym wysuszeniem. A że ilość miejsc w koronie lasu jest ograniczona, tworzy ją ograniczona liczba drzew. Inne, małe, rosnące w cieniu leśnych olbrzymów drzewa, po prostu muszą czekać na swoją kolej.
.
Korony drzew
.
Z wieloletnich obserwacji i badań wynika, że drzewa tego samego gatunku w rozwoju korony zatrzymują się, gdy trafią na gałęzie sąsiedniego drzewa własnego gatunku. Nigdy drzewa tego samego gatunku nie próbują  zawładnąć przestrzenią zajętą przez koronę sąsiada. Nieco inaczej wygląda to przy drzewach różnych gatunków. Pomiędzy nimi dochodzi do rywalizacji o „przestrzeń życiową”, ale nigdy nie jest to rywalizacja na „śmierć i życie”. Każde z sąsiadów próbuje zająć kawałek przestrzeni sąsiada, ale nie na tyle dużą, aby odciąć go całkowicie od Słońca. Raczej przypomina to, używając ludzkiego języka, działania w myśl zasady – cofnij  się kawałek, to jest mój teren. Ale nigdy nie zdarza się, że sąsiednie drzewa różnych gatunków chcą sąsiada całkowicie pozbawić dostępu do promieni słonecznych. Jedynie pragną dla siebie ciut więcej miejsca. Całkowicie inaczej wygląda to przy rozbudowie korzeni.
.
Korzenie drzew
.
Gdy rozrastające się korzenie drzew trafią na korzenie sąsiada należącego do innego gatunku, przestają rosnąć w tym kierunku. jedynie gdy trafią na korzenie pobratymca, rosną dalej. Znane są takie sploty korzeni jednego gatunku drzew, że węzeł gordyjski byłby przy nich fraszką. Korzenie drzew tego samego gatunku często nawet zrastają się ze sobą. Wydaje się, że najczęściej taka korzenna symbioza dotyczy drzew będących potomkami wspólnego przodka. Zaobserwowano przy tym ciekawe zjawiska. Zdarzało się więc, że gdy ścięto jedno z rosnących tuż obok siebie (czy wręcz zrośniętych razem dwóch czy więcej  drzew – buków, dęby czy świerków) pozostałe drzewo/drzewa bez widocznej przyczyny usychały. Wyglądało to wręcz tak, że uschnęły z tęsknoty za ściętym towarzyszem. Ale zdarzały się sytuacje odwrotne – pozostałe przy życiu drzewo jeszcze przez setki lat karmiło własnymi korzeniami pieniek ściętego brata/przyjaciela. I choć całe wnętrze pieńka ściętego towarzysza było już próchnicą, jego kora przysypana ziemią czy pokryta mchem nadal była twarda i soczysta. Jest to przykład braterskiej przyjaźni drzew sięgającej setki lat poza „grób”.
.
Kolejną ciekawostkę, a raczej strategią lasu jest opieka starych drzew nad „potomstwem”. Małe drzewa w lesie w sąsiedztwie olbrzymów są tak małe przede wszystkim dlatego, że rosną na bardzo zwolnionych obrotach. Drzewko wyglądające na dwuletnie, może mieć w rzeczywistości lat piętnaście. A wyglądające na pięcioletnie może mieć lat piećdziesiąt. Drzewa są długowieczne i mają dużo, dużo czasu. Mogą więc, gdy w koronie lasu nie ma dla nich pustej przestrzeni, pozwolić sobie na b. powolny wzrost. Ale gdy tylko gwałtowna burza lub wichura powali jednego z sąsiednich leśnych olbrzymów, przez co powstaje dziura w sklepieniu koron drzew, wszystkie małe drzewka, do których nagle docierać zaczęło więcej słonecznych promieni, natychmiast, z dnia na dzień, wielokrotnie zwiększają tempo wzrostu. Nie wszystkie mają jednakowe szanse. „Wygrywa” z reguły to, które otrzymuje najwięcej słonecznych promieni. Już po kilku latach jego korona zasklepia dziurę w sklepieniu lasu, a wszystkie inne „pokonane” mniejsze drzewa ponownie przechodzą na „zwolnione obroty” i dalej czekają na swoją kolej.
.
.
W ostatnich kilku dekadach dokonano wielu ciekawych odkryć dotyczących funkcjonowania lasu jako socjalnej wspólnoty. Ale największym chyba odkryciem było to, że duże drzewa rodzicielskie, karmią leśne maluchy.
.
Rodzicielska opieka nad młodymi drzewkami
.
Do niedawna jeszcze nauka była przekonana, że małe drzewka, pozbawione  dostępu do promieni słonecznych, z tego właśnie powodu giną. Okazało się, że jest inaczej. Ogromna większość nasion leśnych drzew pada i tak ofiarą roślinożerców, nim zdąży zapuścić pierwszy korzonek i wypuścić pierwszy listek. Te, nasiona, którym się to udaje są b. nieliczne i należą do wyjątków. Ale nadal wyrastające z nich drzewka są zagrożone i największym niebezpieczeństwem dla nich nie jest brak dostępu do promieni słonecznych koniecznych do fotosyntezy, która z kolei konieczna jest do wzrostu. Okazało się, że już pierwszy korzonek każdego nowo „rodzącego się” drzewko, trafia w glebie na gęstą sieć grzybni i za jej pośrednictwem nawiązuje natychmiast kontakt z drzewem rodzicielskim. Leśny drzewny noworodek natychmiast informuje drzewo rodzicielskie, że brak mu światła, a przez to i cukru potrzebnego do wzrostu. I za pośrednictwem nitek grzybni otrzymuje od rodzica wszystko, czego potrzebuje do życia, tyle że w ilości pozwalającej jedynie na b. powolny wzrost. Drzewo rodzic postępuje w tym momencie słusznie – wie, że w koronie drzew i tak nie ma na razie miejsca dla jego potomka. I dlatego drzewko dziecko otrzymuje tyle tylko pożywienia, aby nie obumarło i co najwyżej powoluteńku rosło. Największym zagrożeniem dla młodych drzewek nadal są roślinożercy. Pół biedy, gdy jakaś sarna zje wszystkie młode listki. One i tak mają za mało światła na wystarczająco intensywną fotosyntezę, przez co otrzymują od drzewa rodzica potrzebne „pożywienie”. Największa depopulacja dotyka młodziutkie drzewka zimą, gdy drzewa rodzicielskie pogrążone są w zimowym śnie i nie mogą pośpieszyć z pomocą. W zasypanym śniegiem lesie młode drzewka są dla wielu roślinożerców najłatwiejszym źródłem pożywienia – sarny, jelenie, daniele, zające, a tam gdzie występują – żubry i łosie – obryzają z nich całą korę, zjadają też wszystkie ewentualne boczne gałązki, a nawet młody pieniek tak, że pozostaje z niego tylko mały cieńki kikut wystający trochę ponad ziemię. To jest powodem braku młodych drzewek w cieniu leśnych olbrzymów – a nie brak dostępu do światła. Jego niedobór rekompensują drzewa rodziciele karmiące własne potomstwo.
.
Socjalna wspólnota leśna nie ogranicza się tylko do samych drzew. Drzewa współpracują także z grzybnią, wynagradzając jej usługi „telekomunikacyjne” oraz transport odżywczych substancji do potomstwa oraz rannych czy chorych sąsiadów m.in cukrem, którego grzyby nie potrafią wytwarzać, a który potrzebują także do własnego wzrostu. Wszystkie zresztą żyjątka i rośliny tworzące ściółkę leśną i warstwę próchnicy – a więc mchy, grzyby, robaczki i drobnoustroje wspólnie tworzą zamknięty i dobrze funkcjonujący ekosystem. Drzewa potrzebują ich, aby mieć dzięki ich „pracy” dostęp do substancji wyzwalanych przez te żyjątka i rośliny w procesie recyklingu ściółki leśnej. One zaś potrzebują właśnie tej ściółki do życia. Także i wiele gatunków ptaków leśnych, odżywiających się gąsienicami pożerającymi liście czy kornikami należą do leśnej wspólnoty. Uwalniają drzewa od zagrażających im „szkodników”, zdobywając w ten sposób pożywienie.
.
Oddzielną sprawą są pasożyty leśne, a więc niektóre gatunki pasożytniczych grzybów czy roślin, które nie dając nic w zamian, żerują na drzewach. Ale i przed nimi las, którego ekosystem nie został zaburzony przez człowieka, potrafi sobie radzić, a przynajmniej potrafi utrzymywać szkodniki w ryzach, minimalizując ich rozrost i wyrządzane przez nie szkody.
.
W tym miejscu poruszę jeszcze sprawę korników, o których głośno było ostatnio w Polsce w kontekście Puszczy Białowieskiej. W naturalnym lesie nie skażonym przez człowieka do masowego rozrodu korników nie dochodzi nigdy. Na dotykające lasy kontrolowane przez człowieka inwazje korników wpływ ma wiele czynników. Są to:
– skażenie powietrza wieloma chemikaliami emitowanymi przez przemysł (fabryki, elektrownie, spalarnie śmieci), powodujące kwaśne deszcze,
– skażenie gleb w lesie chemicznymi truciznami i szkodliwymi metalami roznoszonymi drogą powietrzną,
– preferowanie leśnych monokultur, które zawsze są mniej odporne na jakiekolwiek szkodniki niż lasy mieszane,
– nadmierne przecinki lasów, skutkujące tym, że promienie słoneczne docierające przez dziury w koronie lasów wysuszają nadmiernie wierzchnią warstwę próchnicy, co jest dla drzew niekorzystne i je osłabia,
– składowanie w lasach wiosną przez dłuższy czas pociętych na kawałki pni drzew, które są dosłownym El Dorado dla korników, ich restauracjami i wylęgarniami.
Wszystkie powyższe czynniki połączone razem powodują w efekcie okresowo występujące w różnych lasach uprawianych przez ludzi plagi korników, nieznane w lasach naturalnych.
.
.
Mądrość drzew…
,
W zasadzie ten temat, aby go dobrze opisać, zasługuje nas wielotomową opowieść. Pewien mądry człowiek, Erwin Thoma, były leśnik, przedsiębiorca, budujący domy z drewna…
.
…który dla współczesnej nauki odkrył prastarą wiedzę o „księżycowym drewnie” (o tym pod koniec tego wpisu) mówi tak: drzwo, w przeciwieństwie do człowieka, od momentu narodzin wie czego chce – chce urosnąć, wydać potomstwo i zostawić las w taki stanie, aby jeszcze jego wnuki miały w nim zapewnioną egzystencję. Thoma ma rację – drzewo wie czego chce i tak postępuje. O współczesnym cywilizowanym człowieku tego samego powiedzieć nie można. Kierowany jest zachciankami, chorobliwymi kaprysami i postępuje często w myśl zasady – po mnie choćby potop. Mądrość drzew przejawia się w wielu  aspektach. Zacznijmy choćby od tego, jak drzewo transportuje wodę do liści. Z doświadczenia wiemy, że aby dostarczyć wodę w górę, na wysokość powiedzmy 50 metrów, (w Polsce są gatunki drzew osiągające tak wysokość) potrzebujemy solidnych pomp.  A drzewa tymczasem, bez pomp i napędzających je silników spalinowych czy elektrycznych potrafią dostarczać wodą pobieraną przez korzenie do korony drzew. Jak drzewa to robią? Otóż już setki milionów lat przed współczesną fizyką odkryły one zjawisko tzw. „efektu kapilarnego”, czyli samoczynnego wznoszenia się wody w cieńkich rurkach wzdłóż ich ścian, na przekór grawitacji.  Obowiązuje w tym zjawisku zasada, że im cieńsza rurka, tym wyżej samoczynnie wznosi się w niej woda. Kapilary nazywane są też naczyniami włosowatymi. Ale włos przy nich przypomina rurę wodociągową porównywaną z pajęczą nitką. Kapilary drzew mają średnicę rzędu kilku milionowych milimetra i to nimi drzewo dostarcza wodę do własnej korony. Jest więc każde drzewo świetnym fizykiem, znającym i wykorzystującym „efekt kapilarny”.
.
Drzewa są też świetnymi chemikami. Doskonale potrafią rozróżniać substancje a nawet pojedyncze atomy potrzebne im w danej chwili. Ich materia zbudowana jest głównie z trzech pierwiastków – a więc węgla (ok. 50 %),  tlenu ( ok. 43 %) i wodoru ( ok. 6 %). Azot  stanowi ok.1 % masy drzewa. Ale potrzebują one dodatkowo całej gamy mikroelementów, takich jak : magnez, mangan, żelazo, siarka, cynk, miedź, molibden, bor, wapń, potas czy fosfor. I gdy potrzebują do dalszego wzrostu lub do obrony przed agresorami (gąsienicami, chrząszczami czy drzewnymi pasożytami) konkretnych elementów – wybierają te właściwe. Znają więc różnicę pomiędzy powiedzmy magnezem a sodem czy żelazem i na magnez składają korzeniami zapotrzebowanie kooperantom (grzybniom i drobnoustrojom). Ale – co jest jeszcze bardziej ciekawe – zarówno grzybnie jak i mikroorganizmy znają język drzew i dostarczaj im potrzebne w danym momencie atomy. Jeśli np. drzewa wiosną, puszczając pąki, potrzebują natychmiast magnez, którego pojedynczy atom mieści się w środku każdego chlorofilu, to wtedy grzybnie i mikroorganizmy żyjące w próchnicy dostarczają wypustkom korzeni drzew potrzebne atomy magnezu.
Zjawisko znajomości chemii przez drzewa zauważono też przy okazji agresji na drzewa różnych „szkodników” (które też po prostu chcą żyć i się rozmnażać). Stwierdzono, że zaatakowane drzewo potrafi na podstawie np. śliny wydzielanej przez gąsienice dokładnie je rozpoznawać i produkować substancje chemiczne chroniące drzewo przed dokładnie tymi agresorami. Produkowane przez drzewo obronne substacje chemiczne mają albo działanie trujące na konkretnego agresora, lub przynajmniej wywołują u niego niesmak czy niestrawność. Jednocześnie przy pomocy wydzielanych molekuł zapachowych oraz siecią grzybni  natychmiast ostrzegają sąsiednie drzewa. Na każdy gatunek inwazora drzewa produkują substancje obronne o innym składzie, adekwatne dla danego konkretnego przypadku. Inaczej więc reagują na np. gąsienice żerujące na liściach a inaczej na korniki. A jeszcze inaczej, gdy np. ludzie obrywają im liście. Drzewa produkują wtedy substancje do zasklepiania ran oraz wytwarzają liście zastępcze.
.
Drzewa są też poliglotami – porozumiewają się wszak z  drzewami innych gatunków, z ptakami, grzybnią i mikroorganizmami żyjącymi w glebie przy ich korzeniach.  Poliglotami są zresztą wszyscy wymienieni, rozumieją bowiem mowę drzew.
.
Drzewa są też dobrymi hydrologami – podczas przeciągającej się suszy natychmiast, gdy tylko stwierdzą niedobór wody w glebie,  ograniczają jej pobór. Informują też wszystkich sąsiadów o braku wody. I wtedy wszystkie drzewa w pobliżu także natychmiast ograniczają pobór wody. Robią to solidarnie nawet te drzewa, które rosnąc w małym wgłębieniu, do którego wody spływają, na brak jej nie narzekają. I dopiero gdy spadnie obfity deszcze, alarm wodny zostaje odwołany.
.
Drzewa są też wspaniałymi konstruktorami. Jeśli rosną w terenie w którym występują silne wiatry wiejące z jednego dominującego kierunku, od strony nawietrznej budują silniejsze, twardsze komórki słojów, co zapobiega nadmiernym pochyłom drzewa grożącym jego złamaniem. Także drzewa rosnące z różnych powodów pod ukosem, np. na stromym zboczu, stosują specjalną konstrukcję wzmacniającą pień, co widać w słojach pochyłych drzew.
.
.
Konstrukcja konarów, niekiedy ważących tony, poziomo bez podpórek wiszących nad ziemią  to także mistrzowski wyczyn.
.
.
Najsilniejszy żelbeton o tych samych wymiarach nie byłby w stanie długo wytrzymać. A konary drzew to robią. A już absolutnym majstersztykiem konstrukcyjnym są sęki. Jest to drewno niewyobrażalnie twarde i wytrzymałe. Każdy, kto sam rąbał kiedykolwiek drewno i siekiera zakleszczyła mu się w sęku wie, o czym mówię. Mnie też to się zdarzało. Zakleszczonej siekiery w sęku nijak nie dało rady uwolnić. Pozostawało tylko walenie kawałem drewna z zakleszczoną w nim siekierą o pieniek do rąbania – aż do skutku. Niekiedy musiałem walić tak z całej siły kilkadziesiąt razy o pniak, nim udało mi się pokonać oporny sęk.
.
.
.Tu pozwolę sobie na pewną dygresję. Kiedyś pod wpływem nagłego impulsu, przy pomocy kilku prostych narzędzi ze znalezionego kawałka piaskowca „wykułem” kamiennego grzyba (impulsem tym była niemiecka nazwa prawdziwka – Steinpilz (Stein – kamień i Pilz – grzyb). Tak wygląda mój nomen omen Steinpilz:
.
.
Stoi w przydomowym ogródku mojej żony.
.
.
Gdy wykuwałem go z kamiennej kostki, musiałem uważać, aby za mocno nie uderzać młotkiem, gdyż piaskowiec mógłby po prostu pęknąć. Gdybym uderzył go siekierą z taką siłą, z jaką waliłem zakleszczoną w sęku siekierą o pniak, kamienny grzyb rozleciałby się na kawałki po jednym uderzeniu. A na sęk potrzebowałem niekiedy kilkadziesiąt uderzeń. Tak wytrzymały materiał potrafi wytwarzać wydawało by się bezmyślne drzewo.
.
Wiele jeszcze mógłbym pisać o zadziwiających, dopiero odkrywanych tajemnicach dotyczących socjalnego współżycia drzew w ramach leśnej wspólnoty, oraz o mądrości drzew. I o znaczeniu lasu i drzew dla zdrowia człowieka. Nie poruszyłem tych spraw, nadmienię jedynie, że w Japonii niektórzy lekarze przypisują pacjentom niejako las na receptę: zobowiązują pacjentów do przebywania kilka dni z rzędu przez godzinę czy dwie w lesie. Nie poruszyłem też sprawy dobroczynnych dla zdrowia człowieka właściwości drewnianych mieszkań czy domów budowanych bez jakichkolwiek chemicznych klejów i tzw. „substancji ochronnych”, które powinno się nazywać po prostu truciznami. O tym opowiada poniższy film:
.

.
Na tym kończę ten wpis o lasach i drzewach. I udaję się do lasu na spacer…
.
.
opolczyk
.
PS
Powyższy wpis przywita za kilka godzin internautę, którego wkliknięcie się na ten blog będzie 3-milionową tu wizytą. Serdecznie pozdrawiam wszystkich odwiedzających i serdecznie wszystkim dziękuję.
.
.
.
Reklamy