Słowiańskie Święto Przodków – Dziady…

.
.
.
O obrzędach towarzyszących pogańskim Świętom Dziadów wiemy dużo. Całe wspólnoty udawały się na miejsca pochówku kości i prochów zmarłych przodków i członków rodziny. Miejsca te zazwyczaj znajdowały się w pobliżu osad, opoli czy grodów, ale też zazwyczaj były w pobliżu świętych gajów, źródeł czy jezior. Rozpalano ogniska, które towarzyszyły wszystkim obrzędom słowiańskim. Ogień wszak był u Słowian święty. Ogniska palone w obrzędach Dziadów miały ułatwić duchom przodków dotarcie do świętujących, ale i wskazywały drogę duchom zagubionym, nie mogącym trafić ani do Nawii, ani do swoich żyjących bliskich. Odstraszać też miały duchy nieprzyjazne, tak jak odstraszały dzikie zwierzęta. Przy i na grobach rozkładano jedzenie, po czym odbywała się świąteczna uczta. Słowianie naturalnie wiedzieli, że duchy zmarłych jako istoty bezcielesne nie są w stanie spożywać ofiarowanych im potraw. Owe potrawy kładzione na grobach zmarłych miały znaczenie symboliczne – pokazywały, że dla żyjących w Jawii Słowian duchy przebywające w Nawii są bytami realnymi i że nadal stanowią wspólnotę ucztując razem z nimi. Obrzędom Dziadów towarzyszyły także tańce, choć znacznie różniły się od np. „swawolnych” tańców Kupalnocki. Podczas Dziadów, przy dźwięku bębenków, kołatek i piszczałek rytmicznie tańczący wprowadzali się w trans, często wspomagany ziołami o lekko narkotycznym działaniu. Osiągali w ten sposób stan nazywany obecnie odmiennym stanem świadomości i potrafili dzięki temu nawiązać kontakt z duchami przodków. Zasięgali ich rad i kierowali się nimi. U Słowian odeszli do Nawii przodkowie nadal mieli wpływ na życie potomnych pokoleń.
.
Kult przodków spełniał u Słowian jeszcze jedną, bardzo ważną rolę. Gwarantował, że następne pokolenia odprawiające Dziady będą trwały przy tradycji, zwyczajach oraz wierze/wiedzy przekazanej im przez – no właśnie – dziadów, czyli przodków. I to z tego zwłaszcza powodu był przez krystowierców zażarcie tępiony.
.
W czasach pogańskich wyraz dziad nie posiadał negatywnego, pejoratywnego zabarwienia jaki  ma dzisiaj (np. „ty dziadu”, czy „zszedł na dziady”). W tym przypadku pejoratywności nadano mu w czasach krystowierstwa, tak samo zresztą jak słowu wiedźma. W czasach pogańskich mówiono tak z szacunkiem o kobietach posiadających wiedzę. Wiedźma u Słowian nie była wstrętną, starą i złośliwą staruchą – często były wiedźmami młode piękne kobiety. Trafnie ukazano to w filmie „Jaga” z cyklu Legend Polskich, gdzie owa wiedźma jest właśnie piękną młodą kobietą.
.
.

.
.
Podobnie słowo dziad u Słowian wymawiano z szacunkiem. Oznaczało ono i własnego dziadka, i ogólniej każdego starca należącego do wspólnoty. Wszyscy oni dla ich wiedzy i doświadczenia otaczani byli czcią. Podobnie czcią otaczali Słowianie przodków, którzy odeszli już do Nawii – słowiańskich zaświatów. O tym świadczą właśnie odbywane nawet do sześciu razy w roku obrzędy zwane Dziadami.  Nie znamy niestety dokładnych dat tych świąt, z tego choćby względu, że były one związane z fazami Księżyca, przez co wypadały w kolejnych latach w innych terminach. Jesienne Dziady odprawiano prawdopodobnie podczas drugiej pełni Księżyca po jesiennej równonocy (gdzieś pomiędzy połową października a połową listopada). Dopiero po wprowadzeniu w państwie Piastów kalendarza juliańskiego (przerobionego w XVI wieku na gregoriański) jesiennym Dziadom, gdy nie udało się ich wcześniej wytępić, przypisano datę 2 listopada i zaczęto nazywać „Zaduszkami” (o tym szerzej w dalszej części).
.
Wiemy też, że np. wiosenne Dziady obchodzone w Krakowie przy Kopcu Krakusa w obrzędach zwanych Rękawką przetrwały w pogańskiej formie do roku 1897, kiedy to zakazane zostały przez austriackiego arcykatolickiego zaborcę. Przetrwały one tak długo, mimo potępiającej je w XIII wieku bulli papieskiej i mimo prób ich skatoliczenia przy pomocy kościoła św. Benedykta, wybudowanego w pobliżu Kopca Krakusa, do którego w dniu obchodów wiosennych Dziadów/Rękawki od XIII wieku krakowski kler próbował zapędzać uczestników pogańskich obrzędów. Obecnie od ok. 20 lat pogańska Rękawka ponownie jest obchodzona w Krakowie.
.
I cieszy się wielokrotnie większą frekwencją niż urządzany w tym samym czasie katolicki „odpust rękawki” przy kościele św. Benedykta (otwieranego tylko dwa razy w roku, w tym w dniu pogańskiej Rękawki na Kopcu).
.
W tym miejscu jeszcze pewna dygresja na temat „obiektywizmu” wiki. W linku o Rękawce…
.
… pod pierwszą fotografią z prawej strony widnieje napis: „Współczesne Święto Rękawki odbywające się na Wzgórzu Lasoty i pod Kopcem Krakusa.”
.
.
W rzeczywistości na Wzgórzu Lasoty – przy kościele św. Benedyktyna, urządzana jest katolicka, widoczna na pierwszym planie, anty-, czy kontr-rękawka, połączona z jarmarkiem-odpustem, mającym zwabić gości. Na fotografii widać ich sporo, za to w dalszym planie widoczny jest prawie pusty Kopiec Krakusa, gdzie niby urządzana jest właśnie ta druga, a więc ta właściwa Rękawka. Zamieszczam jeszcze inne zdjęcie z owej katolickiej kontr-rękawki na Wzgórzu Lasoty na tle kościoła św. Benedykta:
.
.
Drugim zdjęciem w wiki jest ilustracja z 1860 roku pokazująca spore tłumy podczas tego pogańskiego obrzędu:
.
.
Trzecim zaś fotka z podpisem: „Święto Rękawki pod Kopcem Krakusa”. I tu mam pytanie – naturalnie retoryczne – dlaczego wiki umieściła to zdjęcie…
.
.
… na którym widać ledwo garstkę ludzi, zamiast np. tego zdjęcia:
.
.
Albo tego:
.
.
Bo i one pokazują Święto Rękawki pod Kopcem Krakusa. Sprawa jest oczywista – wiki pragnie niezorientowanym zasugerować, że Rękawką przy Kopcu, a więc tą odwołującą się do pogańskich tradycji, w Krakowie prawie nikt się nie interesuje.
.
O przodkach pamiętano u Słowian nie tylko podczas samych świąt Dziadów. I tak np. podczas wieczerzy Godowej w najdłuższą grudniową noc (ok. 24 grudnia) puste nakrycie na stole było ustawiane właśnie dla nich – dla przodków.
.
.
W tym miejscu chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na pewną istotną dezinformację z wiki dotyczącą święta Dziadów. Otóż wiki pisze, cytuję:
.
„Szczególną rolę w obrzędach zadusznych odgrywali żebracy, których w wielu rejonach nazywano również dziadami.”
.
Można się z tym zgodzić, ale wyłącznie z zastrzeżeniem, że żebracy i w ogóle zjawisko żebractwa pojawiły się u Słowian dopiero po narzuceniu im krystowierstwa i towarzyszącego mu feudalizmu. W czasach pogańskich żebraków u Słowian nie było, o czym pisał krystowierczy kronikarz Helmold: „…nie znaleźć u nich kiedykolwiek żebraka albo kogoś w niedostatku”. I choć pisał on to o Północnych Połabianach, ostatnich wolnych plemionach słowiańskich, ale wcześniej podobnie było u wszystkich Słowian, także tych nad Odrą, Wartą, Wisłą i Bugiem, zanim nie narzucono im krystowierstwa i feudalizmu. U Słowian po prostu nie nie było żebraków. To co pisze o nich wiki w linku o Dziadach dotyczy już okresu, gdy panowała na naszych ziemiach rzymska szubienica. Inną sprawą – i w tym wiki ma rację – jest fakt, że ludność wiejska z szacunkiem traktowała owych niby-żebraków, wędrownych „dziadów” (cytat z wiki: w wyobrażeniach ludowych wędrowni dziadowie-żebracy postrzegani byli jako postacie mediacyjne i łącznicy z „tamtym światem”). Tyle że nie były to wyobrażenia ludowe a wiedza. Od momentu zaprowadzenia krystowierstwa u Słowian szamanów, żerców i wiedźmy prześladowano i tępiono. Zwłaszcza po stłumieniu każdego kolejnego antykościelnego buntu ludności (także w państwie Piastów) szczególnie gorliwie ich mordowano. Po największym z tych buntów w czasach Bolesława II (1034-38), nazwanego później Zapomnianym i wymazanego przez kler z naszej historii, bezlitośnie eksterminowano tych strażników wiedzy i tradycji Słowian. Niedobitki spośród nich musiały się ukrywać a także opuścić rodzinne strony, gdzie byli znani. I tak powstała instytucja wędrownych dziadów, niby-żebraków (proszę nie mylić ich z  żebrakami rzeczywistymi, których namnożyło się wtedy co niemiara, zwłaszcza w grodach-miastach, ale którzy zajmowali się jedynie żebractwem, zwłaszcza pod kościołami). Lud wiedział o tym i dlatego ich tak szanował. Na szczęście kler widział w nich tylko żebraków, przez co owi „wędrowni dziadowie” (każdy z nich wybierał i uczył swego następcę) przez wieki wędrowali po polskich (i nie tylko) wsiach, przekazując zepchniętej do poddaństwa ludności wiedzę o tradycji, obrzędach i kulturze Słowian. To w dużej mierze dzięki nim kultura Słowian przetrwała na wsi aż do upadku Rzeczypospolitej szlacheckiej, kiedy to zainteresowali się nią badacze. Jednym z nich był Adam Czarnocki znany pod pseudonimem Zoriana Dołęgi-Chodakowskiego, który pogańską kulturę znalaz na wsi jeszcze w XIX wieku:
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych”
.
W ramach zwalczania tradycji i kultury pogańskiej (nie tylko słowiańskiej) katolicki kler stosował w całej pogańskiej Europie różne metody. Widać to wyraźnie przy okazji właśnie jesiennych Dziadów, przerobionych przez krystowierstwo na tzw. „Zaduszki” czyli krystowiercze „święto zmarłych”. Pełna nazwa tego „święta” brzmi „Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych„. Nie dotyczło więc ono zmarłych „niewiernych”, a więc i pogańskich przodków. Ich wykluczono z kręgu tych, których skatoliczone owieczki powinny pamiętać. Ponadto, aby pomniejszyć znaczenie tego święta mającego pogańskie korzenie, ustalono jego datę na dzień po  znacznie dla kk ważniejszym „święcie” pod nazwą „Uroczystość Wszystkich Świętych”. Do dzisiaj w wielu krajach zachodu jest to także święto oficjalne, niejako państwowe i jeśli wypada w dniu roboczym, jest dniem wolnym od pracy. To niby katolickie święto, jak uważa wielu historyków ma także pogańskie przedkrystowiercze korzenie (wywodzi się z pogańskich obrzędów nazwanych przez krystowierców sollemnitas sanctissima – co oznaczało święty festiwal) i wprowadzone zostało na polecenia papiestwa w X wieku w całym łacińskim katolickim kościele. Wymowa tych decyzji była jednoznaczna – kultem tzw. „świętych” kościoła katolickiego należało wyprzeć z pamięci pogan kult przodków, a przynajmniej zepchnąć go na drugi plan – np. w postaci „Zaduszek”, obchodzonych znacznie mniej uroczyście dzień później i dopuszczających jedynie pamięć o zmarłych „wiernych”.
.
Wprowadzenie w miejsce kultu przodków kultu tzw. „świętych” wywołuje u mnie gniew, odrazę i obrzydzenie. Tu przypomnę, że głównym inspiratorem – inicjatorem – podżegaczem do fanatycznej tzw. „krucjaty połabskiej” wymierzonej przeciwko plemionom Słowian Połabskich był katolicki „święty”, cysters Bernard z Clairvaux, który w odezwie z marca 1147 roku nawoływał władze świeckie i katolickie rycerstwo do rozprawy z pogańskimi północnymi Słowianami, obiecując uczestnikom tej agresji odpust zupełny ze wszystkich „grzechów” – a więc i grabieży, gwałtów i mordów (był on też inspiratorem II wyprawy krzyżowej do Palestyny). Tego fanatyka przedstawia katolicka hagiografia także jako „mistyka”, co sugerowaś ma jego wysokie „uduchowienie”. Tylko jaka to jest mistyka i uduchowienie, które robią z człowieka podżegacza wojennego? Zwłaszcza u mnie, po mieczu (a później po pługu) potomka Słowian Połabskich wspomnienie postaci tego podżegacza, tego „zbrodniarza zza biurka” wywołuje gniew. A tymczasem skatoliczone słowiańskie owieczki 1 listopada oddają i jemu jako „świętemu” cześć, natomiast 2 listopada nie mogą wspominać tych, którzy przed nasłanymi przez niego hordami krzyżowców bronili własnej ziemi, wolności, kultury i tożsamości. Tylko dlatego, że byli „niewiernymi”, poganami, którzy nie chcieli się ukorzyć przed nadjordańskimi bożkami i rzymską szubienicą. I nie chcieli dać się „nawrócić”.
.
Pamięć o przodkach jest niezwykle ważnym elementem słowiańskiej, pogańskiej kultury i tradycji. W tym miejscu Blog Polski zapala wirtualną świeczkę ku pamięci wszystkich zmarłych bliskich oraz wszystkich przodków.
.
.
.
.
Szczególną cześć oddaję tym, którzy przez wieki stawiali opór fanatykom spod znaku krzyża, tym, którzy zrywali się do buntów w obronie własnej tożsamości, tym, którzy torturowani ginęli na falach represji po tłumionych buntach i tym, którzy jęcząc pod pańszczyźnianym feudalnym uciskiem mimo to trwali przy własnych bogach i przechowali słowiańską kulturę do czasu, gdy zainteresowali  się nią w XIX wieku co niektórzy badacze i naukowcy. Dzięki nim pozostaliśmy Słowianami.
.
Chwała i sława im wszystkim!
.
.
opolczyk
.
.
.
Reklamy