Co słychać w szumie drzew…

.

.

Gdy usiądziesz przy ognisku
w pobliżu starych drzew
gdy wsłuchasz się w szept ich liści
poruszanych przez Strzyboga
boga wiatrów
może usłyszysz opowieść o naszych przodkach
którzy żyli tu przed wiekami
.
Wprawdzie nie ma już drzew w cieniu których
oni żyli ale w sokach nasyconych ich krwią
przelaną przez wyznawców hebrajskiego boga
wiedzę tamte drzewa przekazały
nasionom kolejnych pokoleń drzew
i stąd ta pamięć przetrwała w drzewach do dzisiaj
a ci którzy potrafią słuchać
usłyszeć mogą w szumie liści
prastarą opowieść o naszych przodkach.
.

.
Oni jeszcze wiedzieli, że są dziećmi Mokoszy – Matki Ziemi
.

.
i Swarożyca – boskiego Słońca
I choć ich życie bywało znojne
nie brakło w nim trudu
pracy i niebezpieczeństw
mimo to pełne było radości
.
Było afirmacją życia
.
Słowianie kochali życie
czcili Przyrodę i Matkę Ziemię
Czcili życiodajne Słońce i przeróżne Siły Natury
żyli na łonie Przyrody w pełnej z nią harmonii
wiedzieli że są jej częścią
respektowali jej prawa
I nigdy nie przyszło im do głowy aby ją ujarzmiać
I nad nią panować
.
Nie znali też ucisku ani wyzysku
niewolnictwa ani poddaństwa
nie było wśród rzeszy biedaków i żebraków
obok garstki bogaczy
nie znali kasty panów i możnowładców
ani kapłanów na których trzeba pracować
nie znali chciwości, nieuczciwości ani złodziejstwa
.
Nie było u nich więzień lochów
katów tortur ani fanatyzmu religijnego
Nikt nikogo nie zmuszał do wiary w obcych bogów
.
Nawet śmierci nie bali się nasi przodkowie
wiedząc że jest przejściem do Nawii
gdzie znajdą się w gronie
odeszłych wcześniej przodków i bliskich
wolnych od cielesnych i ziemskich trosk
pod opieką Welesa Nyji i Żmija
strzegącego bram Nawii
.
Zdarzało się że obce ludy maszerowały
przez ich ziemie ale szły dalej
życie w gęstych borach pooranych bagniskami
nie pociągało ich
zdarzało się też że obcy próbowali ich podbić i zniewolić
ale dzielnie bronili się w leśnych gęstwinach
przepędzając każdego agresora
sami trwali z uporem na ziemich
których częścią się czuli
tu spoczywały prochy i kości ich przodków
to nie ziemie na których żyli
należały do nich
to oni należeli do nich
wrośli w nie i je kochali
I trwali na nich setki pokoleń
przez długie długie tysiąclecia
.
Nie chcieli, nie wyobrażali sobie
innego życia innych ziem
innych zwyczajów
ani innych bogów
choć nie zawsze wisiało nad nimi
błękitne niebo – dziedzina Swaroga
.
Nie raz srożył się nad ich ziemiami Perun
uderzając piorunami gdzie popadło
ale jego gniew szybko mijał
także gniewne Pochwist i Chały
przynoszące wichury szarpiące drzewami
i grad niszczący pola zawsze szybko cichły
a i wylewające się szeroko na pola
rzeki przepełnione deszczami
zesłanymi przez Perperunę
wracały do swych koryt
.
Wiedzieli, że po każdej burzy
przychodzi pogoda
po najdłuższej nawet grudniowej  nocy
wschodzi Słońce
a po mroźnej zimie następuje ciepła
pachnąca świeżą zielenią wiosna
.
Cykle Przyrody, krótsze lub dłuższe
znane im były od tysiącleci
były czymś normalnym i naturalnym
przez co do nich przywykli
.
Aż nagle nadciągnęła na ich ziemie
nienaturalna katastrofa
gorsza od najsroższych burz
sztormów gradobicia i powodzi
razem wziętych
a co najgorsze nie była jak burza
która im gwałtowniejsza
tym szybciej się kończy
.
Ta katastrofa łamała cykliczne prawa Przyrody
nie miała końca
.
Ich świat zawalił się, gdy jeden z Piastów
ściągnął z obcych krajów
zrodzoną nad Jordanem
hebrajską religię i hebrajskich bożków
.
.
Nad słowiańską ziemią
rozciągnął się ponury półmrok
mściwości i fanatyzmu
z odcieniem czerwieni
pochodzącym z przelewanej
słowiańskiej krwi…
.
Kapłani w czerni wycinali święte drzewa
i całe święte gaje
stawiając na ich miejscu bożnice
nadjordańskich bałwanów
urągające słowiańskim bogom
karami torturami i terrorem
zmuszali naszych przodków
do żebrania na kolanach o miłosierdzie
u niemiłosiernych bożków znad Jordanu
narzucali im posty
zmuszali do umartwiania się
hebrajskim bożkom ku upodobaniu
straszyli ich piekłem i kupczyli zbawieniem
w żydowskim niebie
narzucili im daniny podatki
wywłaszczyli z ziemi
uczynili poddanymi a nawet niewolnikami
.
I co najgorsze – ten kataklizm nie ustępował
jak gwałtowna burza
grudniowa noc czy nawet długa i mroźna zima
.
Nie raz nasi przodkowie zrywali się
do walki w obronie starych bogów
i swej wolności
.
Gdyby wróg nadszedł z zewnątrz
pokonali by go
jak to robili nie raz wcześniej
ale wobec renegatów
usadowionych wśród nich
wspieranych najemnikami i żołdakami
byli bezsilni
.
Wielokrotnie w tamtych czasach
ziemia Słowian
spływała krwią jej obrońców
podczas ich walk o prawo
do własnej kultury tożsamości
i prawa do własnych bogów
spływała też krwią
po stłumionych buntach
gdy czarny kler
mścił się za nie na ludności
.
Po okresie bezowocnych zrywów
nasi przodkowie zmienili taktykę
.
Po cichu gdy złe czarne oko
ich nie widziało
nadal czcili starych bogów
i odprawiali stare obrzędy
i to przez wiele, wiele kolejnych wieków [1]
.
Mieli też dużo szczęścia
bo choć czarni kapłani początkowo
wściekle zwalczali wszystkie
słowiańskie obrzędy i zwyczaje
szybko zrozumieli że ich nie wyplenią
.
Nie pomagały zakazy kary lochy tortury
wybijanie zębów obcinanie rąk i języków
ani wydłubywanie oczu
lud z uporem trwał
przy starych zwyczajach i obrzędach
.
A że nadjordańskie gusła same w sobie
były ponure i cierpiętnicze
aby uczynić je atrakcyjniejszymi
dla trwającego w uporze ludu
czarni kapłani hebrajskich bałwanów
przywłaszczyli sobie wiele słowiańskich
pogańskich świąt obrzędów i zwyczajów
udając że są ich własne
.
Lud przez wieki pokpiwał z nich
bo gdy czarni kapłani myśleli
że lud świętuje hebrajskie boże narodzenie
on nadal świętował Szczodre Gody
i Jare Gody a nie wielkanoc
Kupalnockę a nie noc świątojańską
i Dziady a nie wszystkich świętych
jawnie przy tym odprawiając
prastare zwyczaje i obrzędy
przywłaszczone przez czarny kler
.
Kataklizm w postaci rzymskiej szubienicy
czczonej przez mściwych fanatyków
narzucony brutalną siłą i przemocą
trwa nadal na słowiańskiej ziemi
choć na naszych oczach słabnie
.
I choć po wielu wielu wiekach
panoszenia się rzymskiej szubienicy
ostatecznie wielu potomków Słowian
niestety zapomniało o własnych korzeniach
o własnej tożsamości i rodzimych bogach
i stało się gorliwymi wyznawcami
hebrajskich bałwanów i rzymskiej szubienicy
nigdy, ani przez chwilę nie brakło
między Odrą a Bugiem
nad Wartą i Wisłą
ludzi pamiętających prastare czasy
i prastarych bogów sprzed czarnego kataklizmu
.
I właśnie obecnie
na naszych oczach
z dnia na dzień przybywa tych którzy odrzucają
nadjordańską sztuczną tożsamość
nie chcą hebrajskich bałwanów i ponurych guseł
.
Przybywa tych którym otwierają się oczy
i którzy powracają do tożsamości słowiańskiej
.
Na naszych oczach dobiega ponura noc jahwizmu
i panowanie na naszej ziemi
mściwej, zbrodniczej fanatycznej
rzymskiej szubienicy
.
.
To wszystko można usłyszeć w szumie liści
siedząc przy ognisku w pobliżu starych drzew
.
Trzeba tylko mieć otwartego Ducha
zerwanego z kajdan ślepej wiary
.
.
opolczyk
.
Przypis 1
.
Adam Czarnocki, piszący pod pseudonimem Zorian Dołęga-Chodakowski jeszcze w XIX wieku znalazł na polskiej (a także ruskiej i czeskiej) wsi nadal żywą prastarą kulturę i wiarę/wiedzę Słowian. o czym tak pisał w jego dziele pt. „O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem”:
.
„Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych.”
.
.
.
Reklamy