Polacy, Lachy/Lechici/, Sarmaci, Scytowie, Ariowie… o co tu chodzi?

.

.

W zasadzie nie zamierzałem więcej zajmować się ani turbolechicką szajbą ani bliskim jej przekonaniem, że Polacy to Lachy/Lechici-Sarmaci-Scytowie-Ariowie. A jednak robię to ponownie. Skłonił mnie do tego komentarz „grzanka” na stronie WPS, która przedrukowała wpis autorstwa Kamila Dudkowskiego zamieszczony na neonie24 przez Zbyszka Jacniackiego „O Lachach krócej lub dłużej”:
.
A tu komentarz grzanka z WPS na temat tego tekstu:
.
„Kolejne turbo-pierdy w stylu Bieszka-śmieszka? Ciekawe co na to Przemek czy Opolczyk…”
.
Nie wiem co na to Przemek, ja natomiast powiem co następuje…
.
O Polakach (a nie „Lachach”) krócej lub dłużej…
.
Dla niecierpliwych – sprintem – inne nazwy Polski.
.
Rzeczypospolita Polska – nazwa używana w latach 1918-1939 i od 1989 roku.
.
Polska Rzeczypospolita Ludowa – nazwa używana po II wojnie św. do 1989 roku.
.
Królestwo Polskie – ta nazwa w formie pisemnej, pisanej po polsku, pojawiła się późno – dopiero po stworzeniu na bazie łaciny alfabetu polskiego, co miało miejsce w II połowie XIII wieku. Odnosiła się do jednoczonego przez Łokietka i jego następcę państwa Piastów. Nazwa Królestwo Polskie była też częścią oficjalnej nazwy federacyjnego państwa powstałego w wyniku unii polsko-litewskiej, która brzmiała: Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie.
.
Korona – tak w języku codziennym przez wieki nazywano Królestwo Polskie będące częścią Unii Polsko-Litewskiej nazywanej od 1569  Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
.
Polania, Palania, Polenia, Bulania, Regno Poloniae – nazwy łacińskie państwa Piastów. Przy czym wszystkie te nazwy nie oznaczały „Polska” a (kraj) Polan, z którego wywodziła się dynastia piastowska.
.
A teraz jeszcze uwaga dla bardziej cierpliwych – nie sprintem a tempem średniodystansowca.
.
Nie wiem i chyba nikt nie wie, kiedy i kto w państwie Piastów pierwszy raz nazwał je Polską a siebie Polakiem. Nie wiemy jak nazywali w rozmowach swoje państwo władcy piastowscy. Nie wiemy jak nazywali je poddani. Wszystkie dokumenty na przestrzeni kilku pierwszych wieków piastowskiego państwa pisane były po łacinie. Niezaprzeczalnie jednak przez wieki wśród mieszkańców państwa Piastów nadal dominowała tożsamość plemienna, lokalna, regionalna. Wydaje mi się, że dopiero w XIII wieku, pod wpływem zagrożeń zewnętrznych (najazdy krzyżackie, litewskie, brandenburskie, czeskie zniemczonych Przemyślidów, pustoszące najazdy tatarsko-mongolskie) jak i wewnętrznych (wojny między książątkami dzielnicowymi dodatkowo osłabiające rozbite i zagrożone z zewnątrz państwo Piastów) zrodziła się u części możnowładców i rycerstwa świadomość konieczności zjednoczenia państwa, by było w stanie stawić czoła zewnętrznym wrogom. Tej inicjatywie polityczno-militarnej towarzyszyła także zmiana w świadomości i w poczuciu własnej tożsamości u zwolenników zjednoczenia. Zaczęli nad tożsamością regionalną stawiać tożsamość ogólnokrajową/ogólnopaństwową. Wynikła wtedy też potrzeba nazwania jednoczonego państwa jednym słowem. I właśnie wtedy ktoś wymyślił nazwę Polska. Wprawdzie wywodziła się od wcześniejszej nazwy kraju Polan, ale obejmowała swym zasięgiem wszystkie regiony i dzielnice. Wraz z nią pojawiła się nazwa Polak oznaczająca mieszkańca zjednoczonej Polski, bez względu na jego pochodzenie regionalne. Nowe nazwy i nowa ogólnokrajowa tożsamość przyjęły się, choć przez wieki tylko u rycerstwa/szlachty i możnowładców. Przyspieszyło utrwalanie tej nowej tożsamości zawiązanie unii z Litwą, gdyż dawało poczucie odrębności od Litwinów i Rusinów. Prosty lud jednak nadal trwał w poczuciu tożsamości plemiennej, lokalnej. Jeszcze pod koniec XVIII wieku, u schyłku Rzeczypospolitej Obojga Narodów przeciętny chłop zapytany o to, kim jest, odpowiadał najczęściej – ja tutejszy, panie. Po czym w zależności od miejsca zamieszkania dodawał: Wiślanin, (albo Mazowszanin, Polanin), poddany takiego a takiego jaśnie pana (czy wielebnego biskupa lub opata). Poczucia tożsamości polskiej polski pańszczyźniany chłop wtedy jeszcze nie miał. Zdobył ją dopiero na fali zmasowanej germanizacji i rusyfikacji pod zaborami, gdy zmuszano go do mówienia w języku mu obcym.
.
A teraz wersja dla cierpliwych – czyli dla maratończyków.
.
A więc – cieszę się nie gasnącym zainteresowaniem tematyką słowiańską, czego wyrazem było opublikowanie na neonie24 i na stronie WPS tekstu Dutkowskiego. Choć niestety uważam, że szukanie w starożytności jakiegoś państwa utożsamianego z Polską oraz utożsamianie Polaków ze Scytami czy Sarmatami zdecydowanie szkodzi sprawie Słowiańszczyzny, ośmiesza tę tematykę i osoby parające się nią na poważnie, niż promocji Słowiańszczyzny pomaga. Tak samo szkodzi sprawie Słowiańszczyzny, jak i ośmiesza Polaków stawianie równości pomiędzy Polakami, Lachami/Lechitami, Sarmatami, Scytami i Ariami.
.
Nie ulega dla mnie wątpliwości, że rozpaczliwe szukanie i udowadnianie istnienia Wielkiej Lechii czy nazywanie Polakami Scytów, Sarmatów i Ariów wynika z kompleksu niższości i jest próbą dowartościowania się. No bo czym Polacy jako naród mogą sobie, a zwłaszcza obcym zaimponować? Gdy spojrzymy na mapę polityczną Europy (z wyłączeniem Rosji), to nawet na tym małym kontynencie wielkością Polska raczej nie imponuje. Takie Francja, Hiszpania, Szwecja, Norwegia, Finlandia czy Niemcy są większe. A taka Ukraina, na której przez wieki na dużych jej obszarach panoszyła się polska szlachta jest prawie dwa razy większa. Albo jakiś tam Kazachstan, częściowo tylko leżący w Europie Wschodniej większy jest niż Polska, Niemcy, Hiszpania i Francja razem wzięte. Porównywanie powierzchni Polski z krajami jak Kanada, Chiny, Brazylia czy usrael wbić może faktycznie w kompleks niższości. A już w porównaniu ze „złą” Rosją Polska wyglądałaby na mapie świata o wymiarach 50 cm na 50 cm, jakby mucha w tym miejscu narobiła. Nic tylko się pochlastać. Gospodarczo też nie jesteśmy gigantem, nawet w skali Europy. Choć za PRL w wydobyciu i eksporcie węgla byliśmy w światowej czołówce. Ale to już polityczna i gospodarcza prehistoria. Starożytnymi korzeniami jako państwo też nie możemy się pochwalić. Państwo Piastów będące protoplastą Polski (choć jeszcze nie Polską) powstało gdzieś w X wieku, a jako państwo zauważone i uznane przez inne państwa zostało dopiero w drugiej połowie tegoż X wieku. Czyli pi razy oko ma Polska łącznie z jej piastowskim, polańskim protoplastą trochę ponad tysiącletnią historię. Przy Rzymie czy Helladzie to niewiele. A przy Egipcie, Indiach czy Chinach to naprawdę nic. I do tego, kurde, ta haniebna „plama w życiorysie” Polski – rozbiory – gdy Rzeczypospolita Obojga Narodów, wraz z jej polską częścią – Królestwem Polski – wymazana została na ponad wiek z map Europy. I żeby to choć obecnie przynajmniej w piłce nożnej, a więc najpopularniejszej u nas dyscyplinie sportowej, Polacy mieli się czym pochwali. A tu masz ci los – z ostatnich mistrzostw świata w Rosji wylecieli już w fazie grupowej, zajmując ostatnie miejsce w grupie. Na osłodę tej hańby wracali przedterminowo w dobrym towarzystwie – razem ze zdetronizowanym mistrzem świata – Niemcami. Czasy, gdy polska reprezentacja zajmowała na mistrzostwach świata dwukrotnie 3 miejsce to też już PRL-owska prehistoria.
.
I stąd, nie mając sią czym pochwalić, ten i ów próbuje dowartościować się bajkami o wielkiej Lechii – starożytnym imperium Lechitów/Polaków. Albo przynajmniej starożytnymi korzeniami Polaków w Sarmacji lub Scytii. Przy czym ta turbo-lechicka/turbo-polska szajba nie jest wymysłem współczesnym. Pierwszym turbolechitą był nazywany „kronikarzem” zmyślacz biskup Wincenty Kadłubek. Ale nie dziwię się temu. W czasach, gdy żył, silne i duże państwo Chrobrego (powstałe na drodze militarnego podboju sąsiednich plemion i państw) …
.
.
… było już tylko wspomnieniem.
.
.
Solidnie okrojone terytorialnie, dodatkowo rozbite było na kilka dzielnic. Za jego życia nie tylko następowało dalsze rozdrobnianie dzielnic, ale i ustawiczne intrygi i walki pomiędzy dzielnicowymi książątkami o granice, poddanych, grody i stanowisko księcia zwierzchniego (naturalnie obok wojen z wrogami zewnętrznymi). Sam Kadłubek włączył się w te wewnętrzne walki i intrygi i nawet kościelne pieniądze wydawał na wojny Leszka Białego z Władysławem Laskonogim. Ale nie tylko świeckie państwo Piastów było wtedy osłabione i rozbite. Pomiędzy biskupami diecezji w piastowskich księstwach dzielnicowych także trwały spory i rywalizacja (np. gdy wypędzony przez Laskonogiego arcybiskup gnieźnieński Kietlicz obłożył książątko klątwą, „wyklętego” wsparł biskup poznański Arnold). Ponadto sama instytucja kościoła była wtedy rozbita i podzielona na stronników i przeciwników nakazanej przez ówczesnego papieża konieczności przestrzegania celibatu kleru wszystkich szczebli. Na koniec i przeciwko Kadłubkowi zbuntował się podległy mu krakowski kler. Powodem były nałożone nań przez Kadłubka podatki, którymi biskup  „kronikarz” wspierał wojny Leszka Białego. Ostatecznie Kadłubek został, czy sam poczuł się, zmuszony do rezygnacji z funkcji biskupa i osiadł w klasztorze cystersów w Jędrzejowie. I tam, on, do niedawna jeden z największych dygnitarzy nie tylko kościelnych ale i państwowych, pozbawiony urzędów, władzy, wpływów politycznych zajął się wymyślaniem starożytnej historii naszego państwa. Nie dziw, że szukał w tym dowartościowania. I stąd w jego „kronice”, pisanej ku pokrzepieniu serc w obliczu słabego i rozbitego na kawałki państwa piastowskiego, oraz złamanej osobistej kariery wymyślił dzieje przedpiastowskiego starożytnego królestwa na naszych ziemiach i umieścił te wymysły w „Historii Polonica” , w której m.in władcy Polonici gromili Aleksandra Macedońskiego i Cezara.
.
.
W tym miejscu mam kilka pytań do wszystkich turbolechitów, powołujących się na jego „kronikę”:
.
– Czy można na poważnie traktować jako wiarygodnego „kronikarza” kogoś, kto w jego „kronice” jako fakt historyczny podał… zabicie smoka wawelskiego przez synów Grakcha (nazwanego przez późniejszych – hehehe – kościelnych „kronikarzy”, którzy to powielali, Krakiem)?
.
– Czy wy turbolechici, wierząc w wartość „kroniki” Kadłubka jako źródła historycznego, rzeczywiście wierzycie i w to, że pod Wawelem grasował smok, na dodatek tak inteligentny, że znał kalendarz i arytmetykę – wiedział w jakim dniu tygodnia należało mu się tyle a tyle sztuk bydła od mieszańców?
.
– Czy „kronika”, podająca jako fakt historyczny bajkę o smoku zasługuje na miano kroniki?
.
– Ile innych „faktów” z „kroniki” Kadłubka z czasów przedpiastowskich może mieć taką samą „wartość historyczną” jak bajka o wawelskim smoku?
.
– I czy „kroniki” kolejnych katolickich „kronikarzy” przytaczane przez turbolechitów, powielające legendę o wawelskim smoku są także wiarygodnymi „kronikami”, zasługującymi na cytowanie ich jako „dowodów” w sprawie „wielkiej Lechii” czy starożytnej Polski?
.
Zapyta ktoś – dlaczego poświęcam tyle uwagi Kadłubkowi? Ano dlatego, że dla wszystkich turbo-lechitów jest on wyrocznią, a jego wymysły zwane „kroniką” dowodem historycznym na istnienie starożytnej Lechii. Tyle, że powołując się na nie jako na dowód jej istnienia muszą zaakceptować i wawelskiego smoka jako niepodważalny historyczny fakt. I chociaż Dudkowski na Kadłubka imiennie nie powołuje się, ale pisze o Wandzie i Wandalach, jako jej rzekomych poddanych, mieszkających w Krakowie – o czym jako pierwszy pisał właśnie Kadłubek. Przez co zaliczyć go należy do „klasycznych” turbo-lechitów, dla których „kronika” Kadłubka jest turbo-lechicką „ewangelią”.
.
Tu jeszcze dygresja na temat Kadłubka i smoka wawelskiego. W jego czasach wiara w smoki była powszechna, zarówno w ludowych legendach i baśniach, jak i w krystowierczej hagiografii/mitologii. Kto nie słyszał o „św. Jerzym”, który pokonał smoka?
.
.
Kult owego „świętego” rozdmuchało krystowierstwo do wymiarów religijnej szajby:
.
Problem w tym, że ów „święty” jest być może w komplecie postacią fikcyjną, zmyśloną. Przez co, choć na krótko, w roku 1969 wykreślony został przez Watykan z listy świętych, jako osoba zmyślona, nieistniejąca. Wprawdzie ponownie umieszczono go na niej 6 lat później, ale wątpliwości co do jego historyczności pozostają.
Tak więc można by uznać, że wymyślając smoka wawelskiego w jego „kronice” Kadłubek kierował się zarówno ludowymi smoczymi legendami jak i krystowierczą hagiografią/mitologią. Ale już anonimowy autor XIV-wiecznej „Kroniki Mierzwy” zauważył podobieństwo zabicia kadłubkowego smoka wawelskiego z żydo-biblijną haggadą o Danielu, który w podobny sposób zabił smoka (w innych przekładach żydo-biblii węża) babilońskiego: „…wziął tedy Daniel smoły, łoju i sierści, ugotował to razem, zrobił ciasto i dał w paszczę smoka. Smok zjadłszy rozpękł się…”
.
I tu trafiamy na ważny trop – biskup Kadłubek zapewne znał krystowieczy tzw. „Stary Testament”. I stąd w jego „kronice” smok wawelski zginął w podobny sposób jak babiloński z żydo-biblii. Ale idąc dalej tym samym biblijnym tropem można pokusić się o wskazanie kolejnych analogii. Jego starożytne przedpiastowskie królestwo/państwo Polonica (starożytna Lachia Dudkowskiego) byłoby więc odpowiednikiem biblijnego „wielkiego Izraela” Dawida i Salomona. Tyle, że ów Izrael był wymyślony. Tu przypomnę, że nawet poważni historycy i archeolodzy izraelscy podważają biblijne wymysły o tym „państwie” (wytłuszczenie moje):
.
„Archeolodzy podważają same podstawy Biblii. Pan Bóg nie przekazał Mojżeszowi Dekalogu, naród Izraela nigdy nie był w egipskiej niewoli, mury Jerycha nie rozpadły się na dźwięk trąb, bo Jerycho było miastem nieobwarowanym, pierwsza monoteistyczna religia nie ma swoich korzeni na Górze Synaj, a wielkie królestwa Dawida i Salomona to legenda dostosowana do potrzeb teologii.”
.
Także i wiekopomne (wyssane z palca) zwycięstwa starożytnego królestwa Polonica nad Macedończykiem czy Cezarem znajdą swoje pierwowzory w wiekopomnych (wyssanych z palca) zwycięstwach Izraelitów nad potężnymi wrogami. W biblijnych wymysłach („2 Księga kronik”) znajdziemy np. bajkę o tym, jak Izraelici gromią wybijając do nogi milionową armię Kuszytów (“Powstał przeciw nim Zerach Kuszyta w sile miliona żołnierzy i trzystu rydwanów (…) Kuszytów padło wtedy tylu, że nie ostał się nikt przy życiu). I to w czasach na długo przed powstaniem Imperium Rzymskiego (wg biblijnej „chronologii” miało to się dziać ok. 1000 lat p.n.e.) gdy rzeczywiste armie liczyły 10-20 tys. żołnierzy. U Kadłubka wprawdzie wojska Polonica nie wybiły wszystkich Hellenów czy Rzymian, ale ich zdecydowanie pokonały.
.
Wygląda więc na to, że kadłubkowa przedpiastowska, starożytna Polonica to po prostu przeniesiona na tereny państwa piastowskiego podróba żydowskiej mitologii o dawidowo-salomonowym „wielkim królestwie Izraela”. Czyli turbo-lechici nieświadomie propagują turbo-lechicką wersję żydowskiej załganej mitologii politycznej.
.
W tym miejscu jeszcze garść uwag odnośnie Kadłubka. Pewną, choć ograniczoną wartość historyczną mogą mieć te części jego „kroniki”, w  których pisze o czasach jemu współczesnych. Należy jednak brać poprawkę na jego skrajną stronniczość. Pisał wszak jako funkcjonariusz kk w interesie kościoła. I tak np. tych,  „bohaterów” kronik, którzy byli powolni kk i służyli jego interesom, przedstawiał pozytywnie. Tych zaś, którzy nie zginali karku przed klerem, przedstawiał jako czarne charaktery. Nie znajdziemy u niego też wzmianek o tym np., że w klasztorach fałszowano wówczas nieomal na masową skalę dokumenty, zwłaszcza dotyczące nadań ziemskich/majątkowych i przywilejów na rzecz kk. Jeszcze mniejszą wartość historyczną mają fragmenty jego „kroniki” dotyczące czasów pierwszych Piastów, opisywane przez „kroniki” czy „dokumenty” innych (ruskich, czeskich i niemieckich) „kronikarzy” i pisarzy, najczęściej równie stronniczych jak on. I w nich fakty wymieszane są z propagandą. Tę część jego „kroniki” po prostu odpisał od wcześniejszych „kronikarzy”. Nie są więc te fragmenty „kroniką” a stronniczą ściągą. Stronniczą, bo np. o buntach antykościelnych w czasach pierwszych Piastów ani o Bolesławie II, nazwanym później „Zapomnianym”, jako o faktach niewygodnych dla kk „kronikarz” Kadłubek nie wspomniał. Wobec czego ta jego „kronika” jest o kant d…y rozbić. A mimo to jest prawdą objawioną dla turbo-lechitów. I na takie barachło powołują się oni, z nabożną czcią traktując wymysły tego propagandysty kk i bajkopisarza.
.
Tu jeszcze uwaga na marginesie – proszę zwrócić uwagę na schizofreniczność turbo-lechitów z Szydłowskim i Bieszkiem na czele. Oskarżają oni mianowicie kk o fałszowanie historii Polski – i tej sprawie akurat mają całkowitą rację – kk faktycznie fałszował historię Polski, choćby wymazując z niej Bolesława II czy robiąc ze zdrajcy biskupa Stanisława świętego i patrona Polski. Ale z drugiej strony ci sami turbo-lechici ogromną większość rzekomych dowodów na Imperium Lechickie znajdują w „kronikach” pisanych przez kościelnych fałszerzy historii. Trzeba mieć naprawdę osobowość schizofreniczną, aby oskarżać kk o fałszowanie historii i rónocześnie powoływać się na „kroniki” kościelnych jej fałszerzy.
.
Wracam do „kroniki” Kadłubka – podobną, czyli praktycznie prawie zerową wartość historyczną mają wszystkie pozostałe „kroniki” krystowierczych bajkopisarzy powielających wymysły Kadłubka. Ale nie dziwię się, że turbo-lechici w nie ślepo wierzą – wszak nawet dla czołowych obecnie ich proroków – Bieszka czy Szydłowskiego – wyssany z palca tzw. „Stary Testament” to wiarygodne źródło historyczne, na który wielokrotnie się powołują. I to choć poważni naukowcy izraelscy sami zdemaskowali je jako wymysły. I podobnie ślepo wierzą Bieszk, Szydłowski i ich wyznawcy w turbo-lechicki „wielki Izrael” w kadłubkowej wersji starożytnej Poloniki.
.
No dobra – ale jak to jest z np. Scytią i Sarmacją, opisywanymi np. w pismach rzymskich i wymienionymi przez Kamila Dudkowskiego w zamieszonych na wstępie linkach. Czy były to inne nazwy starożytnej Polski?
.
Tu zaznaczam, że do lingwinistycznych wywodów Dudkowskiego nie będę się odnosił. Przede wszystkim dlatego, że nie jestem lingwinistą. Niemniej wiem, że przy pomocy lingwinistycznej ekwiliibrystyki każdy amator „lingwinista” może udowodnić wszystko co chce. Pozwolę sobie tylko na jedną uwagę odnośnie przytoczonego przez niego znaczenia słowa Lech/Lach – który, jak pisze, znaczył u wielu ludów, także u Słowian, Pan. Dlaczego w takim razie słowiański bóg czczony m.in w Arkonie nie nazywał się Świętolech czy Świętolach a Świętowit. Jak wiemy, drugi człon tego imienia – „Wit” – znaczył właśnie Pan?
.
A teraz rzeczywiście zabieram się za tekst Dudkowskiego z neonu24 i z WPS…
.
W czarnej ramce (Sprintem) napisane jest m.in: „Starożytna nazwa grecka naszego Państwa to Lachia.”
.
Autor tych słów powinien przytoczyć imiennie greckich autorów i pisma, w których to wyczytał. Bo mam z tym stwierdzeniem problem: wiem np., że różni pisarze Greccy ludy na północ od Hellady nazywali Hiperborejczykami, a domniemane ich państwo Hiperboreą. A taki np. Hekatajos z Miletu umiejscawiał nawet Hiperboreę na północ od Gór Ryfejskich czyli Sudetów. A więc w miejscu, gdzie zdaniem autora tekstu z ramki Grecy umiejscawiali Lachię czyli starożytną Polskę. Więc coś tu nie gra. Tu dodam, że choć Dudkowski o Hiperborei nie wspomniał, ale są turbo-lechici uważający ją za praojczyznę Słowian:
.
Są nawet jeszcze bardziej świrnięci turbo-lechici (Szydłowski i propagujący go Białczyński) uważający mitologicznych Hiperborejczyków za (pra)Polaków a Hiperboreę za kolebkę Polski:
..
Teraz przechodzę do innych nazw Polski z wyliczanki Dudkowskiego…
.
Rzeczpospolita
.
Nazwa ta odnosi się do Polski, ale dopiero od 1918 roku. Odnosiła się też do PRL – (Polski) Rzeczpospolitej (Ludowej). Odnosi się także do obecnej Judeopolonii, której oficjalna, choć mylna nazwa brzmi (III) Rzeczpospolita Polska. Natomiast nazywanie Polską przedrozbiorowej Rzeczypospolitej będącej Unią Polsko-Litewską, od unii lubelskiej z 1569 zwaną Rzeczypospolitą Obojga Narodów jest błędne, choć spotykane nawet u zawodowych historyków. Naturalnie wiem, że nazwa Polska jest krótka a prawidłowe nazwy owej wielonarodowej Rzeczypospolitej są długie i przez to wielu historyków używa dla wygody tego skrótu językowego. Ale niestety są i tacy, którzy rzeczywiście uważają, że przedrozbiorowa wielonarodowa Rzeczypospolita to była po prostu Polska. Ale jaka to mogła być Polska, jeśli ludność etnicznie polska stanowiła w niej ok. 40 % mieszkańców, a jeszcze mniejszy był terytorialny % ziem etnicznie polskich (a więc ziem, które w okresie piastowskim od Mieszka I do Kazimierza III bez przerwy były częścią państwa piastowskiego). Nazywanie więc przedrozbiorowej Rzeczypospolitej Polską po prostu zalatuje szowinizmem. Nie usprawiedliwia go nawet oczywisty fakt, że warstwą społeczną tamtego państwa, grającą pierwsze skrzypce, zwłaszcza w schyłkowych wiekach XVII i XVIII była polska szlachta. Ale przy tej metaforze należałoby dodać, że dyrygentem orkiestry i kompozytorem granej melodii był kler. Wobec czego bardziej odpowiednią nazwą dla tamtej Rzeczypospolitej byłby Klerykostan, a nie Polska.
.
Slavia
.
Dudkowski sam przyznaje, że ta nazwa nigdy nie była oficjalną nazwą Polski. To po co ją przytacza? I po co przy tej okazji nieprawidłowo tłumaczy tytuł Chrobrego:
.

Bolesław Chrobry (967-1025) nazywał się:

 Regnum Sclavorum, Gothorum sive Polonorum, które tłumaczone jest z łaciny:

 „Król Słowian, Gotów będących Polakami”

.
Polonorum wcale niekoniecznie należy tłumaczyć jako Polaków. Chodziło po prostu o Polan/Polanów. Co zresztą w innym miejscu (tłumacząc cytat Adama z Bremy) Dudkowski potwierdził: „Zwłaszcza z włączeniem Czechów i Polanów.” A więc Polanów a nie Polaków. Aha – a Bolesław Chrobry nazywał się… Bolesław. A nie Regnum Sclavorum, Gothorum sive Polonorum. To był tylko jego „urzędowy” tytuł. Mam też zastrzeżenie co do tłumaczenia wyrazu „sive”. Niekoniecznie oznacza on „będących”. Prędzej oznacza „lub”. Natomiast wrzucenie do tytulatury Chrobrego Gotów wskazuje ponadto, że pisał to jakiś pisarz niemiecki, cesarski, który chciał najwyraźniej przez to podkreśli domniemaną germańskość państwa Chrobrego i prawo cesarza do zwierzchności nad nim. Gotów w państwie Chrobrego nie było.  Ponadto przy okazji Slavii Dudkowski popisał się niewyobrażalnym szowinizmem pisząc to:
.
Co pokazuje nam, że w tym czasie lub krótko wcześniej wszyscy Słowianie uważani
byli za Polaków
.
Jest to kompletny naciągany ahistoryczny szowinistyczny idiotyzm. Nazwy Polacy nie było wtedy jeszcze, byli Polanie. Ponadto zwrot Regnum Sclavorum odnosił się do tych tylko Słowian, którzy żyli w obrębie państwa Chrobrego. Nie dotyczył Słowian Wschodnich, Południowych czy Połabskich. Dla nich Chrobry nigdy nie był królem. Północnych Połabian Niemcy nazywali zresztą wtedy, przez wieki walk z nimi całkiem inaczej – nigdy Polonorum:
.
.
Lechia
.
Ta nazwa wywołuje najwięcej zamieszania i od niej pochodzi miano turbo-lechitów – wyznawców zmyślonego Imperium Lechickiego. Ale ja tak sobie myślę, że gdyby taka Lechia istniała rzeczywiście, to dynastia Piastów w ich tytulaturze czy w nazwie ich państwa do owej Lechii by nawiązywała, choćby po to, aby dodać sobie splendoru. I nie ma tu nic do znaczenia, co twierdzi Dudkowski, że owa Lechia była pogańska, a Piaści „zmienili religię i przez to zmienili nazwę ich państwa (podał ją zresztą ponownie błędnie o czym chwilę wcześniej pisałem):
.

Nazwa Polski jest używana w Polsce od ok. 1000AD

( …)

Wcześniej nazwy „Polska” nie używano. 

Nazwa została wymyślona prawdopodobnie po zmianie przez Polskę religii państwowej 

ze słowiańskiej na chrześcijańską

.
W czym przeszkadzać by miało, że owa Lechia (gdyby isniała) była pogańska? Wszak ultra-katolickie cesarstwo Karola jak i późniejsze Cesarstwo Niemieckie na siłę udawały kontynuatorów pogańskiego!!! Cesarstwa Rzymskiego. Które dopiero u schyłku istnienia zostało skrystianizowane. Ale wcześniej, przez długie wieki było pogańskie. I jakoś wcale wielowiekowa pogańskość Cesarstwa Rzymskiego nie przeszkadzała ani Karolowi, ani Ottonom i ich następcom w ich uzurpatorskim byciu kontynuatorami Imperium Rzymskiego. Wręcz przeciwnie – w ich oczach dodawało to im splendoru. I podobnie byłoby z Piastami odwołującymi się do pogańskiej, a przez nich skatoliczonej starożytnej Lechii. Gdyby istniała, nazwaliby ich państwo Piastowską lub Polańską Lechią. A siebie każdy z nich mógłby tytułować np. tak: Władca Lechii, książę/król Polan, Wiślan, Mazowszan  – i tu byłaby jeszcze cała litania nazw podbitych przez nich plemion czy ziem. I w ten sposób pokazaliby np. Niemcom, że sroce spod ogona nie wypadli.  A tu ani Piasty, ani ich kronikarze o Lechii nie pisnęli nawet słówkiem. Dlaczego? Dlatego, że owa Lechia to wymysł turbo-lechitów.
.
Tu jeszcze dygresja odnośnie nazwy Lachy/Lechici. Jest faktem, że użył jej autor „Powieści lat minionych” pisząc o jednym z antykościelnych buntów w państwie Piastów: „Wybuchł w ziemi Lachów bunt, powstali chłopi i pozabijali swoich biskupów…”.Tyle, że Rusini Lachami nazywali plemiona Lędzian zamieszkujące tereny w pobliżu ziem ruskich. I gdy Piaści podbili Lędzian i włączyli ich siłą do swego państwa, Rusini staroruską nazwę Lędzian – Lachy – po prostu mogli przenieść na cały piastowski kraj. Później od Rusinów przejęli tę nazwę Litwini, gdy podbili szereg ruskich księstewek, a jeszcze później i Turcy najeżdżający ziemie ruskie, choć te były już wtedy częścią Rzeczypospolitej. Jest też możliwe, że nazwa Lechici/Lachy używana przez naszych sąsiadów przylgnęła do mieszkańców państwa Piastów na skutek popularnej także i u nich legendy o Lechu, Czechu i Rusie. Nie mam zresztą zamiaru gdybać nad tą nazwą. Jedno jest dla mnie absolutnie pewne – Wielka Lechia nigdy nie istniała. Istnieje tylko w umysłach turbo-lechitów.
.

Sarmatia

.
Tej nazwie Dudkowski poświęcił jedno tylko (a i tak nieprawdziwe) zdanie: „Polacy nazywali się Sarmatami do rozbiorów (1795).”
.
A więc nie Polacy a wyłącznie polska szlachta. To ona rozpropagowała własny sarmacki mit wywodząc siebie – ale tylko siebie – od Sarmatów. Chłopi i mieszczanie nie byli w oczach szlachty Sarmatami – ich ten mit nie dotyczył. Zresztą szlachta nie tylko, że wyłącznie siebie uznawała za potomków Sarmatów – także tylko siebie uważała za naród. Niższe stany, choć wielokrotnie liczniejsze narodem (ani Polakami) w oczach szlachty już nie były.
Sam termin szlachta wywoływać miał skojarzenia ze szlachetnością, a więc czymś wzniosłym, lepszym niż powszedniość. Tyle, że termin szlachtować ma ten sam rdzeń co szlachta. I mnie osobiście szlachta bardziej kojarzy się ze szlachtowaniem niż szlachetnością.
A tak na marginesie – dlaczego szlachta wymyśliła sobie mit sarmacki a nie lechicki? Czyżby o Wielkiej Lechii nic nie słyszała? Wszak wg Bieszka Wielka Lechia istniała do I połowy X wieku. I rzekomo była dużo starsza od państwa Sarmatów.
Dlaczego więc wybrała szlachta Sarmatię a nie Wielką Lechię? Rzecz w tym, że gdy szlachta wymyślała sobie mit sarmacki, nie istniała jeszcze tzw. „Kronika Prokosza” czyli „Pismo święte Starego Testamentu” turbo-lechitów. Sfabrykowano ją dużo później.
.
Scythia
.
Tu Dudkowski wprawdzie zarzeka się, że niekoniecznie  Polska i Scytia to ten sam historyczny kraj, ale dodaje, że ludzie, którzy stworzyli Polskę, to najprawdopodobniej bezpośredni potomkowie ludzi, którzy stworzyli Scytię. W tym miejscu przypomnę wyniki badań genetyków poznańskich. Wykazały one, że Słowianie na ziemiach między Odrą a Wisłą żyją od neolitu. Ponato badania te wykazały też, że typowe dla współczesnych Polek i Polaków haplogrupy powstały właśnie tutaj i to już przed wieloma tysiącami lat.
.
.
I jeśli współcześni Polacy są potomkami tamtych Słowian, co potwierdza genetyka, to nie mogą być potomkami Scytów żyjących nad Morzem Czarnym i Kaspijskim 2,5 tys. lat temu. Tak więc szukanie pochodzenia Polaków od Scytów to po prostu kolejna odmiana turbo-lechickiej szajby – to szajba turbo-scytyjska.

.

Aria
.

Przed Scytią była Aria.

 Jak wyżej, Polacy są prawdopodobnie potomkami Aryjczyków, 

ale Aria nie była już tym samym krajem, co Polska. 

Istnieje znacznie więcej krajów,

 na które podzieliła się Aria. 

To są wszystkie kraje słowiańskie 

(prawdopodobnie z wyjątkiem Bułgarii), 

Persja, Afganistan, Pakistan, Nepal i Indie (…)

.

Nie było żadnego ogromnego państwa Ariów, które rozpadło się na wiele części, a Polska jest jedną z nich. Było całkiem inaczej – mniej więcej tak: przed dziesiątkami tysięcy lat pewien lud mieszkał na terenach południowej Syberii. Jakieś 15 tys. lat temu na skutek mutacji pojawiła się tam prasłowiańska haplogrupa R1a. Jej nosicieli przybywało. Parę tysięcy lat później część z nich ruszyła na zachód, przeszła Ural i postępując za cofającym się lodowcem zajęła prawie bezludne tereny wschodniej i środkowej Europy. Podzieliła się następnie na wiele plemion. Z  mieszaniny kilku z nich, już po skatoliczeniu państwa piastowskiego powstał lud nazywający się Polakami, który z czasem zatracił wcześniejszą tożsamość plemienną. Wcześniej jednak, choć wiele tysięcy lat po wymarszu pierwszej grupy na zachód, inna grupa nosicieli R1a ruszyła na południe Azji zasiedlając tereny od Persji po Indie. Nazwani zostali przez mieszkających tam tubylców, lub sami się nazwali Ariami. Choć po prawdzie powinni być nazywani południowoazjatyckimi Słowianami.
I to już wszystko. Owi Arianie to nazwa nadana ludowi słowiańskiemu, mającemu wspólnych prasłowiańskich przodków, wspólną haplogrupę i wspólną praojczyznę ze Słowianami z Europy. Także z tymi, z których po tysiącleciach powstał polski lud czy też używając współczesnej terminologii – naród. Tak więc Polacy nie są Ariami. Są genetycznie Słowianami. tak samo jak Ariowie, którzy też są genetycznie Słowianami, nazwanymi w Indiach Ariami. Ariowie to haplogrupowi bracia Polaków, a nie ich przodkowie. Zresztą, nazwana przez genetyków „polską”, haplogrupa R1a1a7 pojawiła się między Odrą a Wisłą tysiące lat wcześniej, niż Słowian, którzy zawędrowali do krajów południowej Azji, nazwano Ariami. Nie możemy więc być ich potomkami. Tu dodam jeszcze, że kult aryjskości może doprowadzić do niebezpiecznej szajby – co spotkało np. Führera Adolfa H.
Czy myślący człowiek ma iść w jego ślady?
.
Germanie
.
Już kiedyś o tym pisałem – ludy nazwane przez Rzymian Germanami były to w ogromnej większości plemiona Słowian, tyle że między Łabą a Renem mieszkały jeszcze plemiona celtyckie wymieszane ze słowiańskimi. Z Niemcami te ludy nie miały nic wspólnego.
Zapyta ktoś – a skąd się w takim razie wzięli Niemcy? Przecież nie spadli z Księżyca.
Oczywiście, że nie spadli z Księżyca. W czasach wielkiej wędrówki ludów na terenach między Łabą a Renem, obok żyjących tam Słowian i Celtów osiedlali się maruderzy wędrownych ludów – Goci, Wandalowie, Hunowie i cholera wie kto jeszcze. Dosyć szybko wymieszały się te ludy, ich języki i kultury. Następnie zaś tereny te i ludy podbili Frankowie. A gdy później cesarstwo Karola rozpadło się na trzy części, ze  wschodniej, zamieszkałej przez tę właśnie, jako tako w międzyczasie „zhomogenizowaną” wieloetniczną i wielokulturową mieszaninę, powstały Niemcy. Które nieco później, w roku 962 ogłosiły się cesarstwem, na dodatek rzymskim. I od samego jego powstania jego mieszkańcy buńczucznie i uzurpatorsko zaczęli głosi, że starożytni Germanie to właśnie oni.
.
Wandale, Goci, Wizygoci, Ostrogoci
.
Przyznam otwarcie – niewiele wiem o Gotach i reszcie tego towarzystwa. I wcale nie upieram się, by nazywać te ludy Słowianami. To jest pasją turbo-lechitów – wrzucanie do słowiańskiego wora kogo tylko się da, by podnieść swoją rangę.
Co do Gotów, to nawet słuchałem kiedyś na YT dobrego, rzeczowego wykładu o nich. Wynikało z niego, że istnieją zabytki piśmiennictwa gockiego z IV wieku n.e., z których wynika, że ich język miał sporo podobieństw z językiem staroniemieckim. I wcale się temu nie dziwię – niejeden z gockich maruderów podczas ich wędrówek osiadł pomiędzy Łabą a Renem mieszając się z żyjącymi tam Słowianami, Celtami i innymi napływowcami. I gdy te kultury i języki zlały się w jednym tyglu, wpływy języka gockiego odbiły się na języku staroniemieckim. Niemniej nawet Gotów nie powinno się chyba nazywać pra- Niemcami, gdyż byli tylko jedną z domieszek konglomeratu różnych etnicznie plemion, z których gdzieś w wiekach V-VIII między Renem a Łabą wytworzył się lud nazywany Niemcami. Natomiast to co pisze Dudkowski o Wandalach to już jest szczyt turbo-lechickiej szajby:
.

Wandale pochodzili z Krakowa 

i mają imię po swojej królowej Wandzie

.
Tu przypominam, że Wanda pojawiła się po raz pierwszy w „kronice” Kadłubka –  w kontekście  bajki o smoku wawelskim. I od Kadłubka pochodzi wymysł, że od jej imienia jej poddani nazwani zostali Wandalami. Dudkowski – a w smoka wawelskiego występującego razem z Wandą też wierzysz?
No i jeszcze to – Wandale pochodzili z Krakowa. Znając ich wyczyny – podbój Hiszpanii, Kartaginy, zdobycie Rzymu i zniszczenie wielu innych miast, ich niszczycielski rajd przez Europę i płn Afrykę – musimy wyjść z założenia, że musiało być ich setki tysięcy. Jak ogromny musiałby być Kraków na początku V wieku, aby wystawić tak ogromną armię? A tu po tej ogromnej krakowskiej metropolii ani śladu nie pozostało. W X wieku Kraków był w sumie nie za wielkim grodem. Z domniemaną słowiańskością Wandalów nie pasuje mi jeszcze jedna rzecz – historycy zgodnie twierdzą (i pewnie mają na to dowody), że Wandalowie byli wyznawcami arianizmu – jednego z odprysków krystowierstwa, mocno rozpowszechnionego w Europie u schyłku starożytności. Ich wojny z Rzymem miały więc i aspekt religijny – zwalczały się w nich dwa fanatyczne, konkurencyjne odpryski krystowierstwa. Słowianie zaś, jak wiemy to z historii, przez wieki bronili się przed narzucanym im krystowierstwem jakiegokolwiek odprysku. Gdyby nie zdradzieccy włady, pozostalibyśmy poganami być może do dzisiaj. Ale nawet po narzuceniu im przez władców krystowierstwa we wszystkich państwach słowiańskich dochodziło do pogańskich buntów. Trudno mi więc sobie wyobrazić jakikolwiek słowiański lud, który już u schyłku starożytności gremialnie przyjął ariański odprysk nadjordańskiej dżumy. To pasuje do Słowian jak przysłowiowy goździk do korzucha. Wandalowie, jakkolwiek w ich przemarszu zahaczyli o ziemie dzisiejszej Polski, ani nie osiedlili się tu na stałe, ani nie byli Słowianami.
.
A wracając do Wandy i Wandali, dodam jeszcze, że być może istniał jakiś historyczny pierwowzór tej kadłubkowej postaci, ale niekoniecznie pod tym imieniem. Równie jednak prawdopodobne jest, że postać jej Kadłubek po prostu wymyślił. Zaś imię Wanda dobrał tak, aby następnie Wandalów mogł nazwać jej poddanymi. „Kronikarz” z książek wiedział o spustoszeniu Rzymu przez Wandalów i o ich królestwie w płn Afryce. Wymyślił więc Wandę i przypisał jej osławionych podbojami Wandalów jako poddanych – aby wykazać, że to mieszkańcy starożytnego królestwa Polonica, poddani Wandy, a więc nasi przodkowie, rozpieprzyli Rzym. To nie nazwa Wandalów pochodzi od wymyślonej Wandy, to jej imię dopasował Kadłubek od Wandalów.
.
Tu jeszcze b. ważna uwaga – gdyby rzeczywiście Wandale mieli być Słowianami, to i tak powinniśmy o tym milczeć. A jeszcze lepiej byłoby tego się wyprzeć. Bo czym mielibyśmy się chwalić – taka niszczycielska horda chluby by nam nie przynosiła. I jeśli Niemcy chcą ich sobie przypisać jako praprzodków – proszę bardzo!
.
Niemcy – oddaję wam Wandalów na własność jako waszych praprzodków.
.
Zresztą, po podobieństwie wyczynów Wandalów, krzyżaków i III Rzeszy łatwo w ich niemieckość uwierzyć.
.
Powoli zbliżam się do końca. Zajmę się jeszcze krótko monetą z czasów Mieszka III, a zwłaszcza napisem na niej. Dudkowski pisze:
.
Moneta z czasów Mieszka Starego miała inskrypcję hebrajską w języku Knaan / Polish / Slavonic: משקא קרל פלסק transliterująca do: mško krl plsk i polska fraza „Mieško król Polski” pisana bez liter  samogłosek jest dokładnie taka sama: mško krl plsk.
.
Zamieścił nawet fotkę z ową monetą (brakteatem) na którym czerwoną farbą pociągnięto inskrypcję:
.
.
Zdaniem Dudkowskiego inskrypcja ta oznacza mško krl plsk co z kolei, po uzupelnieniu samogłosek brakujących w alfabecie hebrajskim oznacza „Mieško król Polski”. Nie wiem, skąd to tłumaczenie wziął Dudkowski, ale podobne znalazłem w wiki:
.
„Jednym z nielicznych dowodów istnienia języków judeosłowiańskich (w tym przypadku judeopolskiego) są napisy na XII- i XIII-wiecznych brakteatach polskich bitych przez żydowskich mincerzy na dworze Mieszka Starego i Leszka Białego. Jedna z zachowanych inskrypcji brzmi: משקא קרל פלסק, co transliteruje się mškɔ krl plsk i odczytuje „Mieszko król Polski”
.
I można by tę wersję tłumaczenia/transkrypcji zaakceptować, gdyby nie informacja w ramce obok mówiąca (wytłuszczenie i podkreślenie moje); „Brakteat Mieszka III, zaznaczono napis משקא קרל znaczący Mieszko król. Reszta napisu nieczytelna.”
.
No i mamy problem – gdzie leży prawda – „Mieszko król” i reszta napisu nieczytelna, czy „Mieško król Polski”. Problem dla kogoś nieznającego alfabet hebrajski wydawało by się nierozwiązywalny. A jednak rozwiązanie jest dziecinnie prostei wpadłem na nie po kilku sekundach – wystarczy policzyć ilość hebrajskich liter zaznaczonych na czerwono na monecie oraz policzyć litery obu trankskrypcji: mško krl plski i mško krl. Pierwsza ma jedenaście liter, a druga – bingo – siedem! Czyli tyle ile jest zaznaczonych czerwoną farbą na monecie. Tak więc napis w przetłumaczeniu na język polski (a raczej polański) głosił wtedy „Mieśko(Mieszko) król…” Natomiast człon „Polski” to wymysł tych, którzy istnienie nazwy Polska chcą na siłę przesunąć jak najbardziej w przeszłość. Nie zdziwię się gdy znajdą jakiś napis runiczny sprzed 3, a jeszcze lepiej – sprzed 5 tysięcy lat i przetłumaczą go – Tu jest Polska! A turbo-lechici przetłumaczą go – Tu jest Wielka Lechia. I będzie cyrk…
.
I jeszcze pewna uwaga odnośnie monet Mieszka III, a raczej jego żydowskich mincerzy. Ciekawe, czym wkupili się w jego łaski, że oddał im mennicę w dzierżawę? I czy jest przypadkiem, że właśnie za jego panowania (i ich dzierżawienia mennicy) miało miejsce masowe „psucie pieniądza” – bite monety miały mniej kruszcu niż mieć powinny.
.
„Zaoszczędzonym” w ten oszukańczy sposób srebrem dzielił się zapewne Mieszko z żydowskimi mincerzami. Ale cała reszta dopłacała do intereu, bo psuty pieniądz szkodził gospodarce. Tym jednak nie przejmowali się ani Mieszko, ani jego mincerze. Ich trzosy ze srebrem były coraz grubsze.
Aż dziw, jak elity żydowskie potrafiły prawie wszędzie się wkręcić i urządzić. I jak sprytnie potrafili pasożytować na tubylcach, także nad Wisłą. I to już tyle wieków temu…
.
Koniec maratonu. Na jego mecie tekst Kamila Dudkowskiego skwituję zwięźle tak: Dudkowski – mnie nie da się tak łatwo wystrychnąć na dudka
.
opolczyk
.
PS
Zamieszczam jeszcze fragment maila od Mirka (Nyja999) odnoszący się do wymysłów Dudkowskiego:
.
Trzeba pamiętać, że tekst Dudkowskiego to nie jest nawet model (nie jest ekspertem) ani opis tego, co było, sam też przyznaje, że nie jest językoznawcą, a więc ekspertem – to nie jest głos eksperta, który też nie tworzy opisu tego, co było tylko model. Dudkowski gdyba, polemika z gdybaniem daje trollowi przekonanie o  (urojonej przez niego) ważności tego, co twierdzi. A są tacy hinduiści co mówią, że kiedyś na Ziemi to był jeden kraj z jedną kulturą – imperium – kiedy się to rozpadało to te poszczególne ludy nie były podbijane, lecz musiały płacić trybut tej największej pozostałości. Słowianie a Polska to dwie różne kategorie – nazwa czegoś, co już nie jest Słowiańszczyzną. Nie ma dowodów na słowiańskie imperium.
Zakompleksienie Dudkowskiego pcha go do imperiów, on kocha imperium a nie Słowiańszczyznę, co widać po tym, że pcha Ją w cywilizację, imperia. Porąbało mu się maksymalnie, „polska historia” nie jest historią Słowiańszczyzny, ale jej podbijaniem, wyniszczaniem i narzuceniem żydowskiej religii i jej bałwanów – nie da się tego połączyć, przecież wiesz, że wyniszczyliby doszczętnie, ale im się nie udało – taki bydlak Dudkowski nie ma więc prawa pisać o Słowiańszczyźnie i zaprzecza sam sobie.
Sława!
.
.
Reklamy