Piąte posiedzenie wrocławskiej inkwizycji przeciwko mnie…

.

.

Wczoraj, 19 lipca br. odbyło się kolejne, piąte już posiedzenie wrocławskiej inkwizycji w farsie sulistrowickiej.
.
Tym razem trwało „aż” 20 minut (poprzednie ledwo 5 minut).
Przesłuchano jednego świadka. Jego zeznania w telegraficznym skrócie można streścić tak – nic nie pamiętam, to było dawno temu, nie pamiętam nawet swoich zeznań składanych kilka lat temu w prokuraturze.
Po dwudziestu minutach sędzina zamknęła posiedzenie inkwizycji ogłaszając, że następna sesja inkwizycji odbędzie się 18 października 2018.
.
Słuchając relacji mojego znajomego obserwującego proces naszło mnie kilka refleksji:
.
– Czy jest sens wzywać jako świadków na proces osoby, które niczego nie pamiętają, albo udają, że wszystko zapomnieli? I jaką „wartość” dowodową stanowić mogą ich zeznania?
– Do tej pory (pięć sesji inkwizycji) przesłuchano coś ok. połowy „świadków” wymienionych w akcie oskarżenia. W tym tempie na wyrok poczekam jeszcze co najmniej z rok i kilka kolejnych sesji inkwizycji.
– Rozreklamowana przez PiSraelitów „reforma” sądownictwa miała usprawnić działania sądów i wydatnie skrócić czas trwania procesów sądowych. A tu w moim przypadku z sesji na sesję odstępy pomiędzy nimi są coraz dłuższe.
Ziobro – do kitu ta twoja „reforma”.
– Z różnych stron, jeszcze przed procesem sugerowano mi, był jednak wziął sobie adwokata. Już do tej pory kosztowałoby mnie to ładnych kilka tysięcy (różne pisma procesowe + udział w kolejnych sesjach inkwizycji). W ten sposób sam siebie bym puścił z torbami.
– Odnoszę wrażenie, że rozprawa toczy się obecnie na zasadzie gry na czas – komu się prędzej ta ciuciubabka znudzi – oskarżycielom/szajce sulistrowickiej siedmiu turbokatolików (by się wycofali z ich oskarżeniem) czy mnie (bym poddał się dobrowolnie karze).
.
Na razie jednak, dzięki terminowi na październik, mam tę sprawę na trzy miesiące z głowy…
.
.
opolczyk
.
Reklamy