850 lat temu padła Arkona – ostatni bastion wolnej Słowiańszczyzny…

.

.

850 lat temu, 12 czerwca 1168 roku, padła Arkona – ostatni bastion wolnej Słowiańszczyzny. Niestety kroniki nie przekazały nam imion obrońców Arkony i ich dowódców. Są dla nas bezimiennymi bohaterami walczącymi o prawo do własnej wolności, kultury i tożsamości. A bronili się dzielnie odpierając przez cztery tygodnie oblężenie krystowierczych najeźdźców, którymi dowodził biskup Absalon. W tamtych czasach niejeden biskup częściej widziany był na wyprawie wojennej niż w kościele. „Nawracanie” siłą, mieczem i ogniem było praktyką krystowierców stosowaną przez długie wieki. Podczas oblężenia Arkony krystowierczy agresor dwukrotnie statkami dowodził drewno do budowy machin oblężniczych, gdyż poprzednie niszczyli i palili oblegani Ranowie. Agresja na Arkonę w roku 1168 nie była przypadkowa. Krótko wcześniej, w roku 1160 zginął w zasadzce pogański książę Obodrytów Niklot…
.
… a jego syn Przybysław został pobity i ostatecznie ujarzmiony przez hordy krystowierców w roku 1164. Po upadku pogańskiego księstwa Obodrytów Rugia była ostatnim skrawkiem wolnej pogańskiej Słowiańszczyzny otoczonej oceanem mściwego, zachłannego, fanatycznego krystowierstwa. Wprawdzie kilkadziesiąt lat wcześniej (1136 r.) skatoliczonym Duńczykom udało się narzucić polityczną zwierzchność Ranom, ale ci szybko ją zrzucili. Niestety po upadku Obodrytów zostali całkowicie osamotnieni. Krystowiercy nie zamierzali tolerować pogańskiej, słowiańskiej Rugii i po podboju Obodrytów ich uwaga skupiła się na Rugii, Ranach i ich duchowym ośrodku – Arkonie. W maju 1168 roku hordy krystowierczych wojsk zalały Rugię. Ich główne siły uderzyły na Arkonę, gdyż tam – jak się okazało, słusznie – spodziewali się największego oporu. Przez cztery tygodnie Arkona broniła się zażarcie zadając agresorowi ciężkie straty. Dopiero pożar, który 12 czerwca zniszczył umocnienia obronne zewnętrznego wału i bramę wjazdową umożliwiły najeźdźcom wtargnięcie do Arkony i zdobycie grodu. Został on splądrowany, spalony i zrównany z ziemią. Wściekłość za poniesione podczas oblężenia straty agresor wyładował na samym grodzie i jego ludności. Spalono w pierwszym rzędzie posąg Świętowita i świątynię, po nich cały gród. Wymordowano zbrojnych, którzy nie zginęli podczas walk, a resztę ludności sprzedano w niewolę. Arkona opustoszała. Pozostały po niej jedynie popioły rozmyte szybko przez czerwcowe burze, obronne wały i zrabowany w świątyni kamień ofiarny Świętowita, który wmurowano w mur żydo-katolickiego kościoła w Altenkirchen:
.
.
.
Zniszczenie Arkony i podbój Rugii były dla „łacińskiego” żydo-krystowierstwa ogromnym sukcesem psychologicznym, propagandowym, politycznym i militarnym – ostatnia enklawa wolnego słowiańskiego pogaństwa oblana oceanem fanatycznego żydo-katolicyzmu przestała istnieć. Unicestwił ją niszczycielski buldożer jahwizmu. Od Atlantyku aż po wschodni brzeg dolnej Wisły, gdzie żyły ludy Prusów, oficjalnie panowała w zachodniej Europie rzymska szubienica odprysku łacińskiego, żydo-katolickiego. Przy czym i ziemie Prusów były już wtedy najeżdżane przez skatoliczonych Piastów, którzy chcieli Prusom narzucić rzymską szubienicę i kult żydowskiego wisielca.
.
Zniszczenie Arkony nie oznaczało jednak ostatecznego zaniku kultury i tożsamości słowiańskiej. Od pierwszych najazdów skatoliczonych Franków…
.
.
.
…(późniejszch Francuzów) na słowiańskie plemiona Załabskie, do upadku Arkony upłynęło ponad 600 lat. Ponad 600 lat Słowiańszczyzna stawiała zacięty opór hordom krystowierców narzucających podbitym ludom mściwą, fanatyczną, krwawą, nadjordańską antykulturę i kult żydzizmu. Przy czym najwięcej szkód wyrządzili jednak Słowiańszczyźnie nie obcy najeźdźcy, a rodzimi renegaci (Mojmirowice, Przemyślidzi, Piastowie, Rurykowicze i im podobni). To głównie z powodu ich zdrady Słowianom narzucono żydogenne krystowierstwo i nadjordańską antykulturę.
.
Mimo upadku Arkony uparte trwanie przy własnej kulturze, tożsamości, obrzędach, zwyczajach i bogach trwało u Słowian nadal przez całe wieki. I przetrwało do dzisiaj, czego dowodem jest m. in. ten blog.
.
Odradzająca się tożsamość i kultura słowiańska doprowadza turbo-żydo-katolików do białej gorączki. Ci uzurpatorzy „polskości” utożsamiający z polskością i patriotyzmem kosmopolityczny, żydogenny, nadjordański katolicyzm nadal nie mogą się pogodzić z tym, że panowanie rzymskiej szubienicy na naszej słowiańskiej ziemi dobiega powoli końca:
.
Przy czym już w samym tytule łżą pisząc o „pogańskiej ofensywie”. Poganie, rodzimowiercy nie prowadzą żadnej „ofensywy”. Jedyne co robią to powracają do prastarych, liczących wiele tysiącleci tradycji, kultury i tożsamości naszych przodków. To oni – turbokatolicy – nadal kontynuują, choć innymi metodami ofensywę, walkę z kulturą słowiańską. W przenośnym znaczeniu trwa na polskiej ziemi nadal obrona Arkony, obrona prawa do własnej słowiańskiej, pogańskiej kultury i tożsamości. Ziemia polska jest słowiańska, a nie żydo-katolicka.
.
Narzucony siłą naszym przodkom żydogenny katolicyzm jest obcym wtrętem na polskiej ziemi i nie ma nic wspólnego z polskością. Jest nadjordańskim uzurpatorem i antykulturowym duchowym okupantem. I choć na długo oficjalnie zapanował na słowiańskiej ziemi, nigdy jednak nie pokonał ostatecznie i nie unicestwił wolnego słowiańskiego, pogańskiego ducha.
.
Tu jeszcze pozwolę sobie na garść dygresji o wrednym w wymowie antysłowiańskim artykule na skatoliczonej stronie „Polonia Christiana”…
.
Autor z pogardą obrzędy naszych przodków nazywa „gusłami” a słowiańskich bogów „bożkami”. Choć sami katolicy uprawiają nadjordańskie gusła i modlą się do żydowskich bożków i idoli. Jednym z ich guseł jest symboliczny kanibalizm – spożywają wszak „ciało krysta Joszue”. A katolickie duszpastuchy dodatkowo, pijąc jego „krew”, uprawiają wampiryzm. Ponadto przekręca autor imię Świętowita dodatkowo pisząc je, choć to imię własne, z małej litery: „światowid”. Eh ty gnido – tak szanujesz prastarych słowiańskich bogów…

.
Pisze też m.in. autor: „Już od roku 1459 istnieje w Choroszczy parafia katolicka”. Hehehe – już od 1459 roku… A wcześniej przez tysiąclecia kwitło tam pogaństwo, fanatycznie tępione przez nadjordańską dżumę. Dalej pisze on: „Od setek lat otacza ona duszpasterską posługą i opieką mieszkańców pięknych choroszczańskich ziem”. O tym, że owa „duszpasterska posługa” przez wieki obejmowała przede wszystkim ściąganie dziesięcin, wymuszanie przeróżnych innych świadczeń i danin oraz harówkę na kościelnych i klasztornych ziemiach, na karach za absencję w niedzielę w kościele, na szpiclowaniu czy nie czczą starych bogów i karaniu za to przyłapanych oraz na płaceniu haraczu „co łaska” za czy to krzest, ślub czy pochówek. I na ogłupianiu ludności kultem nadjordańskich bożków. Tego autor nie napisał. Za to napisał: „Wielkie zasługi dla rozwoju cywilizacyjnego tego obszaru ma zakon dominikanów, których sprowadzono do Choroszczy w XVII wieku”. Szkoda tylko, że nie zapytano mieszkańców, czy chcą cywilizacji krystowierczej bazującej wtedy, w XVII wieku, na feudaliźmie, pańszczyźnie, ucisku prostego ludu i fanatycznym tępieniu kultury i tożsamości słowiańskiej.
Dalej wspomina autor o turbokatolickim Ruchu Krucjata Młodych: „Organizacja ta zrzesza przeważnie studentów, którzy walczą „o restytucję, zachowanie i umocnienie katolickiej tożsamości Polski”. I z tą właśnie „katolicką tożsamością Polski” mam ogromny problem. Otóż niedawno turbokatolicki rząd (a raczej żont) Bawarii nakazał wieszanie krzyży/rzymskich szubienic we wszystkich bawarskich urzędach uzasadniając decyzję tym, że krzyż/rzymska szubienica to „symbol tożsamości i dziedzictwa kulturowego Niemiec”.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23352988,nakaz-wieszania-krzyzy-w-urzedach-polacy-w-sondazu-powiedzieli.html

.

I tu mam pytanie do polskich katolików – jak to jest, żydokatolicyzm dla nich jest symbolem tożsamości polskiej, a dla bawarskich Niemców symbolem tożsamości niemieckiej? Jak może rzymska szubienica, symbol nadjordańskiej ideologii, być równocześnie symbolem polskości i niemieckości?
Mam nadzieję, że nie dojdzie do świętej wojny religijnej polsko bawarskiej/niemieckiej o to, czy rzymska szubienica jest symbolem polskości (Tylko pod krzyżem z żydowskim umarlakiem Polska jest Polską a Polak Polakiem) czy niemieckości (Tylko pod krzyżem z żydowskim wisielcem Niemcy są Niemcami a Niemiec jest Niemcem)…

.

W tym miejscu wyrażam uznanie rodzimowiercom z RKP, którzy wykonali replikę zrabowanego i zniszczonego posągu Świętowita z Babiej Góry i nadal kontynuują walkę o nasze prawo do kultury i tożsamości słowiańskiej.
.


.
Szczególnie ucieszył mnie pomysł z „kapliczką” Mokoszy zawieszoną (na drugim planie) na poniższym zdjęciu na rosochatej sosnie:
.


.
Najwyższy już czas, aby w miejsce kapliczek z żydówką Miriam, ksywa „matka boska”, na polskiej słowiańskiej ziemi pojawiły się „kapliczki” z Mokoszą – boską słowiańską Matką Ziemią!
.
Na tym kończę dygresję i wracam do tematu, czyli Arkony…

.
Choć obrońcy Arkony 850 lat temu zostali pokonani i wymordowani, przegrana ich walka o Arkonę była przegraną bitwą, ale nie przegraną walką w obronie własnej kulturowej wolności i tożsamość. Ta walka, choć nie z naszej winy, trwa nadal. My, poganie jej nie chcemy. Jesteśmy gotowi tolerować wyznawców nadjordańskich guseł obok nas, byleby i oni podobnie byli gotowi tolerować obok siebie słowiańskie pogaństwo. Niestety ich fanatyzm i uzurpatorstwo do „polskości” i posiadania „jedynej jedynie prawdziwej prawdy objawionej” sprawiają, że z ich winy nadal zmuszeni jesteśmy walczyć o prawo do naszej prastarej kultury i tożsamości. To ich ofensywa przeciwko słowiańskiej kulturze trwa na naszych ziemiach od ponad tysiąca lat. My jedynie, jak obrońcy Arkony 850 lat temu, bronimy naszego prawa do własnej słowiańskiej tożsamości i kultury naszych pogańskich przodków.
.
Przy czym nie mam najmniejszych wątpliwości co do wyniku tej – już ponad tysiącletniej – walki. Wygra kultura będąca afirmacją życia, a nie antykultura czcząca martwe katowskie narzędzie. Słowiańszczyznę pięknie symbolizuje święty gaj. Nawet pozostawiony samemu sobie może istnieć w sprzyjających warunkach klimatycznych miliony lat. Jedne drzewa w nim wprawdzie będą obumierać, upadać i użyźniać swoim próchnem ziemię, ale z rozsianych przez nie wcześniej nasion wyrosną nowe drzewa na ich miejscu. Święty gaj jest czymś żywym. Jego drzewa są zakorzenione w ziemi i z niej czerpią soki życiowe. Natomiast czczona przez krystowierców rzymska szubienica, ta z jewangelicznej Golgoty, wyciosana ze zrąbanego drzewa, była martwym drewnem, pozbawionym korzeni. I tak jak święty gaj odradza się z własnych nasion, tak kultura słowiańska, choć przez wieki zwalczana, odradza się na jego wzór na naszych ziemiach. Rzymska szubienica natomiast, uczyniona z martwego drewna, pozbawionego korzeni, musi ostatecznie sprócznieć i rozsypać się w pył. A że nie wydaje nasion, gdyż jest martwa, musi kiedyś zaniknąć.
.
I to właśnie dzieje się na naszych oczach – kultura słowiańska, jak święty gaj, odradza się z własnych nasion, a odcięta od korzeni, pozbawiona nasion rzymska szubienica murszeje, próchnieje i powoli rozsypuje się. I kiedyś całkiem zaniknie. Na polskiej ziemi ostatecznie znów zatriumfuje słowiański, pogański święty gaj. Ofiara obrońców Arkony nie poszła więc na marne.
.
Sława, chwała i cześć ich pamięci!
.
opolczyk
.
PS
Słowa uznania należą się organizatorom i uczestnikom święta Stada:
.

.
O nich też można i należy powiedzieć, że kontynuują walkę obrońców Arkony o naszą kulturę i tożsamość.
.
.
Reklamy