Opowieść wielkomorawska a raczej czesko-głomacko-ślężańsko-opolańsko-wiślańska…

.

Rościsław (cz. Rostislav), drugi (po Mojmirze) książę z rodu Mojmirowiców, władca państwa wielkomorawskiego w latach 846-870, święty cerkwi prawosławnej
.

Gościwit, Jutrogost, Gardomir, Krakus i Rościsław siedzieli przy ognisku. Pierwszy z nich był czeskim kneziem. Pozostali byli wodzami słowiańskich plemion Opolan, Ślężan, Wiślan i łużyckich Głomaczy, którzy na jego prośbę przyszli mu z pomocą na czele ochotniczych hufców. Noc już zapadła a wodzowie słuchali opowieści gospodarza. Opowiadał o rzeczach, o których niezbyt wiele wiedzieli:

– Było przed wiekami imperium romskie, które przyjęło wiarę w hebrajskiego boga, po czym upadło. Nasze ziemie, nim padło, też najeżdżało, ale nie zdzierżyło nam w walkach po lasach. Z jednej jego części, daleko na południowym wschodzie ostało się Bizancjum. Na zachodzie zaś po upadku Romy powstało państwo Franków. Wedle rzymskiej rachuby czasu pod koniec piątego wieku panował tam korol Chlodwig, który takoż hebrajskiego boga uznał i krzest przyjął w roku 496. I to on pierwszy, nim pomarł, najeżdżać jął ludy słowem mówiące, żyjące po lewej stronie Łaby. Ponad sto lat następcy jego parli dalej na wschód na nasze ziemie, a nasze ludy broniły się. Ale kawałek po kawałku spychali obcy nasz lud na ku Łabie albo poddanymi go czynili, a ziemię zagrabiali dla siebie. Wreszcie sławny Samon zwoławszy wielu wodzów słowiańskich, także i od Morawian, na Franków uderzył i rozbił ich wielkie wojska pod Wogastisburgiem w roku 631. Upokorzył tym korola Franków Dagoberta, który wprzódy ni paktować z nim nie chciał mówiąc, że nie jest możliwe, aby wyznawca krysta i sługa prawdziwego boga paktował z pogańskim psem. Jakiś czas tedy spokój ludy słowem mówiące miały. Ale potem nastał jeszcze gorszy korol, cesarzem się zwący. Ten wiele wojen prowadził nie tylko z naszymi plemionami. I to on podbił i ostatecznie zajął północne załabskie ziemie naszych ludów. Parł i dalej, na południowe Załabie oraz między Łabę i Odrę, ale tam niewiele zdziałał. Bo co swych rządców i kapłanów hebrajskiego boga zostawił i daniny sobie płacić kazał, jeno z wojskiem odszedł, zaraz ich wypędzano a danin nie płacił mu nikt. Po nim nastał jego syn Ludwig, którego pobożnym zwano, po którego śmierci państwo Franków rozpadło się na trzy części. Wschodnia nazwała się Niemcami, walczy z Frankami o środkową i dalej prze na wschód na nasze plemiona. No i w czasach gdy u Franków panował właśnie ostatni cesarz Ludwig, mnie wybrał czeski wiec kneziem, a morawski mojego drucha Mojmira. Ale jego ciągnęło do Franków i często jeździł na tamte dwory. Prawił mi później, że podoba się mu cesarski porządek. U nas – gadał – kneź od woli ludu zależny jest i każdy wiec może go odwołać. U Franków korol, kneź czy graf po ojcu władzę dzierży. Lud do władzy i do tego, kto rządzi nic do gadania nie ma. Musi słuchać i możnych utrzymywać daninami. Mówił też, że możnym u nich pomagają kapłani obcego boga, co hen od Hebrajczyków jest i przez Romę do Franków i do Niemca dotarł. Owe kapłany głoszą, że każda władza od ich boga jest i słuchać jej trza, nawet jeśli zła jest. I chociaż, jako Mojmir gadał, często możni i kapłani żrą się między sobą o ziemie i zaszczyty, ale w ucisku ludu ręka w rękę idą i wspierają się. Poprosił tedy Mojmir frankowego Ludwiga o wsparcie i dostał od niego wojów i kapłanów, by u Morawian nowy wprowadzić porządek. Ostrzegałem go, że źle robi, ale mnie nie słuchał. Równo dwiesta lat po świetnym zwycięstwie Samona nad Frankami, w roku 831 dał się okrzcić. Dobry dziesiątek lat potrzebował, by Morawian do nowego porządku siłą przymusić, choć buntowali się. A gdy tylko umocnił się, na księstwo nitrzańskie uderzył i Prybinę wygnał, władzę swą i nowy porządek tam narzucając. W wojnach legło dwóch jego synów i gdy umierał, walka o władzę po nim nastała. Niemiecki Ludwig, bo państwo Franków akurat krótko wcześniej rozpadło się na trzy części i wschodnią rządzi syn ostatniego frankowego cesarza Ludwiga, też Ludwig, tyle że niemiecki, wsparl w niej Rościsława, bratanka Mojmira, takoż wyznawcę krysta i hebrajskiego boga i na tronie kneziowym go osadził. I to on teraz na moje księstwo najeżdża. Przecom  prosił was o pomoc, bo siły ma większe.
– A skąd ma takie siły ten renegat? – zapytał opolski wódz Jutrogost. – Słyszałem, że niemiecki korol Ludwig wiela razy go najechał.
– Z Ludwigiem niemieckim Rościsław teraz walczy, ale z pomocą jego zbuntowanego syna Karlomana innych Słowian napada. Tak właśnie napadł Węgrów i część ziem im odebrał, a potem najechał księstwo błatneńskie w Panonii i też mu swą władzę narzucił. Przez co teraz silnym się czuje, choć z Ludwigiem, który go kneziem uczynił, walczy. Właśnie wojnę z nim ogłosił, a mnie, Łużyczan i syna Ludwiga do pomocy wezwał. Sam też hufiec pod bratankiem, co w Nitrze urzęduje, na wojnę posłał. Ale myśli, że skoro jam na wojnę z Niemcem poszedł, to może mój kraj najechać i darmo podbić. A jam wojów na Niemca synowi wieść kazał, a sam na niego czekam. I przywitam go godnie…
Zaśmiali się wodzowie na te słowa Gościsława i chórem przytwierdzili:
– Tak, tak, przywitasz go godnie. A my ci w tym pomożem…
I znów wszyscy roześmiali się, ale po chwili podjęli dalszą rozmowę o Morawach i ich kneziu:
– A jako to było z onymi kapłanami z Bizancjum, co ich Rościsław od bizantyjskiego cesarza sprowadził? – zapytał ślężański Gardomir.
– Jeno zamęt u Morawian przez nich większy nastał – odparł Gościwit. Najpierw Rościsław chcąc lenną zależność od Ludwiga zrzucić, wspierać jął jego wrogów w samych Niemcach. Potem kapłanów niemieckich wypędzać zaczął, bo interesów Ludwiga pilnowali. Wysłał za to pisma do Romy, aby mu italskich kapłanów wysłał papież. Ale tam akurat dwóch papieży było, Leon i Anastaty i wojny ze sobą wiedli, przez co żaden mu nie odpowiedział. Zaraz potem Ludwig najechał Morawy i obległ Rościsława w Weligrodzie, ale go nie zdobył. Ale wstrzymało to na kilka lat wypędzanie niemieckich kapłanów. Wznowił je Rościsław w 858 roku, gdy z synem Ludwiga przeciwko niemu się sprzęgł. Słał też ponownie pismo do papieża po kapłanów, ale nowy papież Mikołaj akurat w konflikcie był z władcą Lotaryngii Lotharem i z patriarchą Focjuszem, przez co Morawy dla niego nieważne były i nie opowiedział na prośbę. I wtedy Rościsław do bizantyjskiego cesarza o kapłanów pismo wysłał i dostał ich. Przywodziło im dwóch, co słowiańską mową gadali i w niej te ich gusła odprawiali. Ale jeno zgorszenie z tego wyszło i zamęt. Bo dokąd niemieckie kapłany łacińską mową gusła odprawiali a po niemiecku podczas kazań naszych bogów obrażali, lud goniony pod przymusem do kościełów tego nie rozumiał i jeno śmiał się łacińskie i niemieckie słowa i zaklęcia przekręcając. Ale gdy usłyszał, jak ten Kyryl i Metody słowiańską mową obcego mściwego boga chwalą, a naszych bogów obrażają, fałszywymi ich zwąc i bożkami a bałwanami wyzywając, wzburzył się. Gdyby nie zbrojne pachoły kościelne i Rościsława, toby ich ubito. Odtąd ciągle pod strażą chodzili. A gdy Ludwig pięć lat temu (864 rok) znów Wielkomorawy najechał, by na powrót niemieckich kapłanów Rościsława zmusić, on sam wysłał bizantyjczyków na północ, by Niemiec ich nie pochwycił i nie zgładził.
– Wiem ci ja o tym, kneziu Gościwicie – przerwał gospodarzowi ślężański Gardomir. – Byli wtedy u nas na Ślęży, ale nikto ich słuchać nie chciał.
– I u nas też byli – dorzucił wiślański Krakus. – Wiem ci ja, że nawet na Łysą Górę, co święta jest, doszli. Ale gdy straszyć naszych jęli, że kto po dobroci ich krysta nie przyjmie, to go inni siłą nawrócą – wygnano ich.
– Jam też o tym słyszał, że u was byli, ale nic nie zdziałali – ciągnął dalej Gościwit. Wrócili oni tedy na Morawy już po odwrocie Ludwiga, który tyle jeno osiągnął, że Rościsława zmusił, by obok bizantyjskich ponownie niemieckich kapłanów na Morawy wpuścił. Ale z tego właśnie największy zamęt się zrobił. Bo jedni i drudzy ze sobą o dziesięciny i ziemie i poddannych wadzić się zaczęli. Wtedy zrozumielim, że oni nie tyle o ich boga, co o władzę i bogactwo zabiegają. Lud był rad, bo do kościełów nikt go czas jakiś nie gnał a i danin odmawiał, bo niemieckim mówili, że tym drugim już dali, a tym drugim, że niemieckie kapłany dań wzięli. Sam Rościsław był zły, bo mu kościeł, miast pomagać rządzić i posłuch trzymać, zamęt tylko przyniósł. Wykorzystał to Ludwig i ponownie przed rokiem Morawy najechał i chciał bizantyjskich kapłanów wyżenąć, ale akurtat papież uznał ich a Metodego morawsko-panońskim biskupem uczynił. Przez co zamęt nie ustał, a biskupa przez papieża wyznaczonego Ludwig wygnać nie śmiał. Wycofał się więc, niemieckie kapłany przestraszone umilkły, a Rościsław postanowił na moje księstwo napaść, aby jeszcze w siły wzrosnąć. Przez co do was po pomoc słałem i dziękuję wam, żeście z nią przyszli.
– Nie godzi się lud słowem mówiący wobec napaści renegata bez pomocy ostawić – rzekł na to imiennik morawskiego knezia, głomacki Rościsław, po czym zapytał – A jako to myślicie bronić się?
– Donieśli mi gońce, że zbiera on wojsko i niemiecką modą dużą siłą na Hradczany uderzyć chce. Ale po drodze lasy są i rzeki, i bagniska, przeto przywitamy go po naszemu…
Zaśmiali się znów na te słowa wodzowie przybyli czeskiemu kneziowi z pomocą. Wojaczka nieobcą im była. Od wieka zdarzało się, że obcy na słowiańskie ziemie parli. Ale rzadko Słowianie jak za Samona w polu na bitwę stawali. Po lasach walczyli, zasadzki robiąc, drogę obcemu wojsku psując i zawalając, w nocy podczas snu atakując i żywność mu odcinając. Przez co nie raz silniejszy liczebnie nachodźca wymęczony, niedospany, głodny i szarpany z boków i z tyłu z niczym, w mniejszej liczbie, do siebie wracał. I tak właśnie postanowił z mojmirowicem rozprawić się Gościwit.
Nim spać poszli gwarzyli jeszcze chwilę o hebrajskim bogu i jego kapłanach, o których czeski kneź i głamacki wódz mieli dużo wiedzy, gdyż już i na ich ziemie się pchali. A i pozostali, choć rzadziej, też mieli z nimi do czynienia.
– Zła to wiara i złe kapłany. I mściwy ich bóg. Dopiero gdym tych bizantyjskich kapłanów, co w naszej mowie ich hebrajskie gusła odprawiają posłuchał, zrozumałem to – mówił Jutrogost – Bo patrzcie ino – mówią że on dobry, ten ich bóg. A za byle co kary zsyła, i dopusty różne, i po śmierci do piekła wrzuca na wiekuiste cierpienie. To jaki on dobry? Prawią też, że sprawiedliwy, ale w ich księgach czytają, jako to jednych sobie wybrał, co się Hebrajczykami zwą i do mordowania innych zaganiał. A nawet sam im w tym pomagał. To jaki on sprawiedliwy? I co to za sprawiedliwość, że zezwala na niewolenie ludzi i wydzieranie im danin i ziem? I że miłosierny jest, gadają. Ale jakie to miłosierdzie, że gdy nie pościsz, nie umartwiasz się i na kolanach w kościełach o miłosierdzie nie żebrzesz, do piekła idziesz?
– Gadają, że jest przykazanie nie kradnij, a całe ziemie i mienie naszym ludom rabują. Gadają też – nie zabijaj – a wojny u nich ciągle i nawet ich biskupy same wojów na wojny wiodą i mordują ile strzyma – rzekł Krakus, a po chwili dorzucił – i za byle co ludziom głowy ścinają lub ich wieszają.
– Sami ci kapłani takoż nic nie warci – dodał Gościwit. – Uczą, że ich kryst miłować kazał innych i winy przebaczać. A nas nienawidzą, poganami obraźliwie zwąc i kary u nich okrutne, jakich u nas nie ma. Za byle co oczy wydzierają, języki  i ręce ucinają, batożą do krwi lub w niewolę zaprzedają.
– A już najdziwniejsze mi jest to – dorzucił Rościsław – jak nienawidzą się kapłani bizantyjscy z niemieckimi. Niby jednego boga czczą, te same modlitwy do niego gadają, a niejednego z nich i ich pachołów drudzy ubili, gdy o władzę i daniny szło.
– I tyle warta jest ta ich wiara. Głoszą ją, bo władzę im daje i bogactwo – podsumował  rozmowę Krakus.
Nazajutrz pod wodzą Gościwita, który najlepiej znał jego księstwo, ruszyli ku granicy z Morawami, by tam zasadzki na agresora szykować. Drogi zawalali drzewami, w lasach także drzewa walili, by zza nich z łuków szyć, psuli mosty, a ludności z żywnością kazali się po lasach kryć. Nim nadeszły morawskie hufce, przygotowani byli do walki.
Rościsławowi, a jeszcze bardziej jego wojom, szybko zbrzydł atak na Czechy. Ni chwili spokoju nie mieli. Ciągle z ukrycia strzały ich raziły. Gdy parli w las za łucznikami, na zasieki z powalonych drzew trafiali, zza których jeszcze mocniej ich rażono. Podczas przepraw przez rzeki bito do nich z przodu, tyłu i z boków. Małe podjazdy nie wracały nigdy. Jadła po drodze nie było. Ludności na jeńca też nie. Nocy ni jednej spokojnie nie przespali, bo obrońcy na zmianę co godzinę na obóz najeżdżali małymi kupami, podrywając na nogi całe morawskie wojsko. I nim w pobliże Hradczanu dotarli, tacy znużeni byli, że wojny im się już prawie odechciało. Próbowali jeszcze Wełtawę przejść widząc hradczański gród na szczycie wzgórza po drugiej stronie rzeki, ale brody tak obsadzone łucznikami były, że tylko ludzi natracili. Rościsław widząc niepowodzenie zawrócił wojsko na Morawy. Ale do samej granicy spokoju nie mieli, gdyż zajadli Czesi i ich sojusznicy szli za nimi powrót im uprzykszając. Dobrą trzecią część wojsk stracił Rościsław i niczego nie uzyskał. Na domiar złego, gdy już do siebie wracali, dopadł ich posłaniec z kraju. Rozruch się zrobił na Morawach, bo gdy tylko kneź z wojskiem do Czech ruszył, kapłany bizantyjskie i niemieckie walczyć ze sobą zaczęli, a lud jednych i drugich gonić i bić jął. Tak więc po powrocie zamiast łupy dzielić, woje rościsławowe rozruch pogański tłumić musieli. Nie udała się Rościsławowi ta wyprawa na Czechy, oj nie udała.

Tymczasem Gościwit z wodzami sojuszników i wojami na Hradczany wrócił. Na wysokim wzgórzu obok kneziowego dworca stał tam pogański chram. Odprawili w nim obrzędy i bogom żertwę złożyli, po czym uczty i zabawy przez kilka dni się ciągnęły. Na koniec wodzowie Głomaczy, Opolan, Ślężan  i Wiślan z ich wojami ruszyli do siebie. Rościsław ruszył oddzielnie ku Łużycom. Pozostała trójka pociągnęła razem ku kotlinie kłodzkiej, po czym dwóch pozostałych Gardomir zaprosił na Ślężę. I tu złożyli na szczycie świętej góry żertwę bogom, po czym ucztowali dni kilka. Jutrogost i Krakus ruszyli następnie na wschód. Opolański wódz zaprosił wiślańskiego na święty u Opolan Chełm, Górą Peruna zwany. I tu świętowali dni kilka bogom cześć oddawszy. Na koniec Krakus pociągnął z wiślańskimi wojami na wawelski gród, a z niego na Łysą Górę, najświętszą u Wiślan.
Zawarta podczas wyprawy z pomocą do Czech przyjaźń pomiędzy wodzami Jutrogostem, Gardomirem i Krakusem nie raz okazała się przydatna, gdy krótko później następca morawskiego Rościsława, Świętopełk, najeżdżać zaczął Wiślan, Opolan i Ślężan. Wielokrotnie z pomocą sobie spieszyli. I choć wiele razy Świętopełk grody u nich zdobywał i swych żupanów na nich osadzał, co tylko na Morawy wracał, wspólnie jego żupanów wypędzali a grody odbijali. Także kapłanów hebrajskiego boga, których zawsze ze sobą prowadził morawski najeźdźca, wypędzali. Nie chcieli ni ich, ni ich boga. Kiedyś po jednej takiej wspólnej przeciwko Morawianom walce znów spotkali się na szczycie Ślęży. Po złożeniu bogom żertwy długo przy ognisku ucztowali, tańczyli i śpiewali. Na koniec Gardomir rzekł:

– Tej góry nigdy wyznawcom krysta i hebrajskiego boga nie oddamy.

Niestety mylił się. Wiek później dynastia Piastów narzuciła siłą podbitym plemionom w swoim państwie wiarę w hebrajskiego boga. Świętą Ślężę na początku XII wieku skatoliczono, hańbiąc ją nadjordańskimi symbolami. Ale jeszcze ponad tysiąc lat później, w XXI wieku walka o pogańską Ślężę nadal trwała…

.
Epilog
.
Rok po najeździe na Czechy zmarł czeski Gościwit, a kneziem po nim wybrany został jego syn Borzywoj. Ale długo samodzielnie nie panował. Najechał go morawski Świętopełk, uczynił lennikiem i przymusił do krztu.
Gorzej los obszedł się z morawskim Rościsławem. Rok po nieudanym najeździe na Czechy, osadzony przez niego jako jego namiestnik w księstwie nitrzańskim bratanek Świętopełk, pojmał go i wydał w ręce Ludwiga niemieckiego. A ten kazał mu wyłupać oczy i jako jeńca w jednym z niemieckich klasztorrów do lochu wrzucił, gdzie o nim całkiem zapomniano. Do tego stopnia, że nikt nawet nie odnotował, kiedy w lochu zmarł.
Świętopełk mylił się jednak, gdy wydając stryja Ludwigowi na tron morawski z jego łaski liczył. Niemiec podzielił państwo morawskie na dwie części i dał je jako lenno pobratymcom – margrabiom Wilhelmowi i Engelszalkowi. Ludność jednak zbuntowała się przeciwko nim i cesarz zmuszony był wysłać im odsiecz. Na dowódcę drugiej (pierwsza wyprawa została rozbita) wprosił się Świętopełk. Ale ledwo dotarł na Morawy, sam stanął na czele buntu, markgrafów wypędził i przejął władzę. Prowadził wiele wojen i podbił wiele nowych ziem, m.in Czechy, całą Panonię (cały teren współczesnych Węgier) i zachodnią część Rumunii, część niemieckiej Marchii Wschodniej – Łużyce i kawałek Austrii. Parł wielokrotnie i na ziemie Ślężan, Opolan i Wiślan, ale nigdy na stałe ich nie podbił.
W „polityce religijnej” lawirował między wspieraniem kleru bizantyjskiego i łacińskiego. Doprowadził do powstania samodzielnego biskupstwa morawskiego, którego pierwszym biskupem był Metody i początkowo wypędzał łaciński kler. Ale później biskupem wyznaczył łacinnika Wichinga, Niemca i pomagał mu wypędzać kler bizantyjski  – uczniów Metodego i Cyryla. Na koniec rok przed śmiercią wypędził i Wichinga, choć pozostawił na Morawach niemiecki, łaciński kler. Walki o wpływy i władzę pomiędzy łacinnikami a  bizantyjczykami przez blisko ćwierć wieku dezorganizowały jego państwo.
Po jego śmierci w 894 roku władzę przejął starszy syn Mojmir II a namiestnikiem w Nitrze został młodszy jego brat Świętopełk II. Od początku panowała pomiędzy braćmi niezgoda. Dochodziło też do wojen o władzę. Nie raz każdy z nich zawierał sojusze z wrogami drugiego. Walkę bratobójczą o władzę wykorzystali wrogowie zewnętrzni, kawałek po kawałku odbierając zdobycze terytorialne ich ojca. Na koniec najazdy Węgrów na początku X wieku unicestwiły państwo Wielkomorawskie. Od 907 roku nie wspomina o nim ani o Mojmirze II i Świętopełku II żadna kronika. Zniknęli w czeluściach niebytu.
Podbite przez Świętopełka I Czechy skorzystały z upadku Moraw tworząc własne oddzielne księstwo. Ale nigdy na trwałe nie wyrwało się ono z narzuconej mu niemieckiej kurateli. Nie uwolniły się też od narzuconego im hebrajskiego boga, choć w czasach, gdy w imieniu nieletniego syna po śmierci męża Wratysława regencję objęła Drogomira/Drahomira, kneźna Stodorańska, sama ona stanęła na czele pogańskiej reakcji. Wypędziła wszystek kler, poburzyła kościoły likwidując całkiem organizację kościelną.  Niestety Niemcy spacyfikowali ten bunt narzucając Czechom ponownie hebrajskiego boga i niemieckich kapłanów. Ale pamięć o stodorańskiej Drogomirze w Czechach nie zaginęła. I o niej będzie kolejna opowieść.
.
opolczyk

PS

Kanwą do powyższej opowieści jest znaleziony przeze mnie w sieci oszołomski turbokrystowierczy tekst o reakcji pogańskiej w księstwie (a nie „królestwie”) Wielkomorawskim.
http://pl.megakampania.wikia.com/wiki/Reakcja_poga%C5%84ska_w_Kr%C3%B3lestwie_Wielkich_Moraw

Próbowałem odnaleść na ten temat informacje z innych źródeł, ale bezskutecznie. Kneź wielkomorawski Rościsław to postać historyczna. O opolańskim Jutrogoście, ślężańskim Gardomirze, wiślańskim Krakusie i głomackim Rościsławie nie znalazłem najmniejszej wzmianki. Jedynie czeskiego Neklana wspomina „kronikarz” Kosmas jako legendarnego Przemyślidę. Choć w czasie, gdy miała trwać ta reakcja pogańska (867-9) panować w Czechach musiał poprzednik pierwszego historycznego Przemyślidy Borzywoja (panował przypuszczalnie w latach 870-889) – jego ojciec Gościwit.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Go%C5%9Bciwit_(ksi%C4%85%C5%BC%C4%99_czeski)

I to on był synem owego legendarnego Neklana.
Tekst zachwalający „wiekopomne” zwycięstwo Rościsława nad „zbuntowanymi” poganami zawiera wiele propagandowych bzdur i dezinformacji. Oto najważniejsze z nich:
1) Państwo wielkomorawskie nie było królestwem a księstwem. Sam Rościsław też nie był królem.
2) W czasach jego panowania państwo wielkomorawskie obejmowało jedynie Morawy, podbite przez poprzednika, Mojmira, księstwo Nitrzańskie (część Słowacji) i zawładnięty przez samego Rościsława kawałek Węgier. Udału mu się też narzucić zależność od siebie księstwu Błatneńskiemu (część kotliny Panońskiej). Nigdy natomiast ani sekundę ziemie wiślańskie, opolańskie czy ślężańskie nie były częścią jego państwa. Nawet nad Czechami nie panował. Tylko więc kompletny ignorant mógł napisać: „powstanie pogańskich plemion zamieszkujących północne części Królestwa Wielkich Moraw.”
Tu dodam, że największy zasięg państwo wielkomorawskie osiągnęło za panowania nastąpcy Rościsława, Świętopełka, który podbił całe Morawy i Czechy, parł na północ na Łużyce oraz na ziemie Ślężan i Wiślan. Ale nie ma żadnych wiarygodnych dowodów na to, że podbił i włączył do swego państwa Ślężan i Wiślan. Nawet zbyt często niewiarygodna wiki o tym, w tym przypadku słusznie, wspomina:

„Szczyt ekspansji Wielkich Moraw przypadł na panowanie Świętopełka I w latach 871–894, kiedy w ich skład wchodziły, poza Morawami, częściowo tereny dzisiejszych Węgier i Słowacji, a także Czechy, Łużyce, Zakarpacie. Kwestia przynależności do Państwa wielkomorawskiego Małopolski i Śląska jest przedmiotem sporów między polskimi naukowcami, z których część opowiada się za tą przynależnością[4][5], a część uznaje, że nie ma na nią żadnych dowodów.”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%84stwo_wielkomorawskie#Historia

3) Nie jest wykluczone, że w 869 doszło do wojny wojsk Rościsława z koalicją pogańską, ale wątpliwy jest podany w tekście wynik – zwycięstwo krześcijan. Natomiast nieprawdopodobieństwem jest domniemana kampania z roku 868 i zdobycie w sierpniu grodów na Górnym Śląsku oraz późniejsze zdobywanie grodów Opolan. Bowiem w tym samym czasie, w roku 868 Ludwig Niemiecki najechał, nie pierwszy zresztą raz, Wielkomorawy i Rościsław prowadził kampanię obronną przed Niemcami, a nie kampanię zdobywczą u Ślężan i Opolan. Kampania zimowa 869 także jest wyssana z palca. Wobec zagrożenia kolejnym najazdem Ludwiga II nie mógł Rościsław z większością wojsk opuszczać kraju i rozrabiać dalej u Opolan, gdyż zaprosiłby w ten sposób Niemca do łatwego podboju własnych ziem.
Z dużym prawdopodobieństwem Rościsław walczył rzeczywiście z poganami, zarówno u siebie jak i u wspieranego przez sąsiadów czeskiego Gościwita, którego chciał podbić. Niemniej wyssana z palca zwycięska kampania i rozbicie „zbuntowanych” pogan to krystowiercza mitologia mająca pokazać wyższość krystowierstwa nad pogaństwem. Szkoda tylko, że autor tej załganej propagandówki nie napisał, jak skończył ów „król Rościsław I Śmiały”. Oto rok po jego wyssanym z palca „wiekopomnym” triumfie nad poganami zdradzony został przez bratanka Świętopełka, wydany Niemcom, oślepiony i jako jeniec osadzony w jednym z niemieckich klasztorów, w którym w niewoli zdechł. Tyle dało mu służenie nadjordańskiej dżumie.

Na koniec jeszcze zdemaskuję kilka oszołomskich krystowierczych propagandowych blag i wymysłów autora:

„W ciągu dwóch lat chrześcijanie zdołali ujarzmić pogański ferwor i ponownie podporządkowali sobie tamtejszą ludność”

Bzdura. Nie był to żaden pogański „ferwor” a obrona własnej kultury i tożsamości. A ponadto w Czechach miał miejsce historycznie udokumentowany bunt pogański ok. 920 roku pod wodzą kneźny Drogomiry, która wypędziła kler i nakazała burzenie kościołów. A u Śężan, Opolan i Wiślan pogaństwo długo jeszcze panowało, przy czym po narzuceniu im krystowierstwa przez Piastów dochodziło i u nich do pogańskich buntów.

„Po powstaniu wodzowie Jutrogost, Gardomir i Krakus nawrócili się na wiarę chrystusową (nie wiadomo kiedy dokładnie to zrobili oraz czy nie było to wymuszone)”

Kompletna bzdura, przy czym z głupoty autor wspomina mimochodem o wymuszanych „nawróceniach”. I tak było na przestrzeni wielu wieków – dobrowolne „nawrócenia” stanowiły niewielki promil. Cała raszta była wymuszana siłą – ogniem i mieczem.

„Mimo przejęcia przez władców Wielkich Moraw Chrześcijaństwa wiele lat przed tymi wydarzeniami, to proces chrystianizacji nie przebiegał podobnie szybko we wszystkich częściach kraju.”

Nie było żadnego „procesu krystianizacji” Moraw. Lud z uporem trwał przy słowiańskich bogach, a władcy i możnowładcy jedynie dla własnych korzyści udawali krystowierców. Dopiero od któregoś tam następnego pokolenia stawali się faktycznie gorliwymi krystowiercami, choć nadal dawało im to korzyści. A lud dopiero po stuleciach przyjmował hebrajskiego boga, pamiętając nadal o starych i odprawiając nadal stare pogańskie obrzędy, nazywane eufemistycznie przez krystowierców „tradycją ludową” lub „folklorem”.

„Do 867 roku nawróciły się głównie tereny rdzennych Moraw oraz południe państwa Rościsława. Pozostałe terytoria (zamieszkiwane przez Głomaczy, Czechów, Ślężan i Wiślan) pozostały przy starych wierzeniach.”

Bzdura. Lud zmuszano do danin i do chodzenia do kościołów. I to właśnie jest owym „nawróceniem się” Moraw. Po cichu jeszcze przez wieki lud czcił swych bogów. Zresztą dzisiaj Czesi (i Morawianie) to najbardziej zlaicyzowany „niewierzący” naród w Europie i jeden z najbardziej „niewierzących” na świecie:

„Czechy należą do najbardziej laickich państw na świecie. Zgodnie ze Spisem Powszechnym z 2011 roku za wierzących uznało siebie 20,6% mieszkańców Czech, przy czym tylko 13,9% przynależy do któregoś z kościołów lub organizacji religijnych. Mianem „niewierzących” określiło siebie 34,2% respondentów. 45,2% mieszkańców nie umiało bądź nie chciało określić swojego stosunku względem religi”
https://pl.wikipedia.org/wiki/Czechy#Religia

Tyle dało wściekłe ich katoliczenie 11-12 wieków temu.

„Najważniejszym skutkiem tego konfliktu, było zdławienie pogańskiej opozycji nastawionej przeciwko królowi Rościsławowi. Wiązało się to z nawróceniem się części plemiennych wodzów, tylko wodzowie Czechów i Głomaczy pozostali przy starych wierzeniach”

Hehehe – Rościsław niby „zdławił” pogańską opozycję, choć później Drogomira czesko-morawski kościół rozwaliła, a jego samego bratanek krystowierca Świętopełek wydał krystowierczemu Niemcowi, który go oślepił i wrzucił na zgnicie do klasztoru. Ślężanie, Opolanie i Wiślanie jeszcze przez pokolenia byli poganami, Ślężę i Łysą Górę skatoliczono dopiero na początku XII wieku, a opolski Chełm, Górę Peruna, skatoliczono i przekrzczono na „św. Annę” dopiero pod koniec XV wieku. Do tego czasu okoliczna ludność w kącinie ukrytej na zalesionych zboczach Góry Peruna oddawała cześć słowiańskim bogom, mając nadjordańskich idoli – mówiąc oględnie – w nosie. Przypomnę jeszcze, że Paweł Jasienica podał, iż ostatni zarejestrowany przypadek prawdziwie pogańskiego świętowania Nocy Kupały miał miejsce w 1937 r. właśnie na Opolszczyźnie. Nie wiadomo tylko, czy był to początek odradzania się pogaństwa u Opolan, czy też uparta kontynuacja prastarej słowiańskiej tradycji na przestrzeni całego krystowierczego „milenium”.

Równie załgane i naiwne jest kreowanie Rościsława na wielką i ważną postać historyczną.
http://pl.megakampania.wikia.com/wiki/Ro%C5%9Bcis%C5%82aw_I_%C5%9Amia%C5%82y

W jego przypadku owa „megakampania” jest tylko mikrobełkocikiem…

Aha – bo o tym nie wspomniałem – za ściągnięcie na Morawy „nawracaczy” bizantyjskich kanonizowany został Rościsław przez cerkiew. Ciekawe, czy – gdyby o tym wiedział –  dodało by mu to otuchy, gdy gnił w lochu niemieckiego klasztoru?

.

Reklamy