Opowieść Pomorska z roku 1005

.

.

Racibor i Warcisław, Pomorce, którzy od lat jeździli po grudy żelaza to do Wolinu, to do Włocławka, przebywali akurat u znajomka Wojmira w silnie obwarowanym Słupsku. Pochodzili z granicznego pomorskiego grodu Nakła, które od państwa Polan ogradzała Noteć. Siedzieli przy miodzie i wspominali częste walki z najeżdżającymi ich ziemie Polanami. Jeszcze za życia Mieszka wielokrotnie ich Nakło zdobywane było. Ale co tylko polański kneź żupana swojego mieszkańcom narzucił i za Noteć wracał, zrzucano go. Polanie wprzódy zajmowali kilka grodów podczas każdego najazdu zostawiając w nich niewielkie drużyny, gdyż wojów za wiela nie mieli. Przeto po odejściu Mieszka z wojskiem łatwo było ich wypędzić. Potem Piast robił inaczej – dobywał jeden większy gród i obsadzał silną załogą, której miejscowi wypędzić już nie dali rady. I tako po każdym kolejnym najeździe kolejny większy gród przejmowali. W ostatku było tak, że duże grody były w ręku Polan, a reszta kraju w ręku Pomorców. Daniny mieszkowi ściągali, ale niesporo im to szło. Dużą kupą musieli z grodów po nie chodzić, a i tak często razem z nimi kilku swoich ubitych wojów na wozach przywozili. Nie zapuszczali się przeto nigdy daleko od grodów, bo po lasach Pomorce zasadzki robili. I tako było na Pomorzu pod koniec życia Mieszka – był tu wyznaczony przezeń jego wojewoda, którego jeno polańskie załogi na grodach słuchały, Pomorce zaś tylko sposobności patrzeli, by ich przegnać. Krzcić się z mieszkowego rozkazu takoż nie dali i nawet na grodach i w podgrodziach jawne pogaństwo kwitło. Pomorce i tak mieli szczęście. Większość sił gdzie indziej polański kneź potrzebował. W tym samym czasie parł na południu na ziemie Ślężan i Wiślan, chcąc je do swego państwa przymusem włączyć. Grody musiał więc tam obsadzać wojami i nowe na granicy z Czechami stawiać, gdyż ci takoż te ziemie zagarnąć chcieli. Stąd ciągle siły duże musiał tam Mieszko mieć, by i miejscowych w posłuchu trzymać i od Czech ziem tych strzec. Z Rusią o grody czerwieńskie wojny wiódł, przeco u Sandomierzan i Lublinian silne załogi trzymać musiał, zarówno przeciwko Czerwieni i Rusi, jako i by Sandomierzan i Lublinian do posłuchu przymusić, gdyż i im jego władztwo miłe nie było. I z cesarzem na Wieletów i Obodrytów chodził, i na Mazowszan patrzeć musiał, co by radzi byli zwierzchność jego zrzucić. Dlatego i Pomorców całkiem zgnębić nie mógł i ciężką ręką nimi rządzić. A oni czekali jeno na sposobność, by jego wojewodę, żupanów i wojów precz wyżenąć. Gdy pomarł Mieszko, a jego syn Bolko z mieszkową wdową Odą i jej pomiotem wojnę domową wiódł, ruszyło się na Pomorzu i niewiela brakło, by zwierzchność Polan zrzucili. Bolko jednak Niemkinię z synami szybko wygnał i całą właść uchwycił. I przeto polańscy wojewoda i żupany na Pomorzu ostali się. Ale i Bolko nie miał czasu Pomorców całkiem pognębić. U Wiślan i Ślężan jego władza niepewna była, przeto musiał tam jako wprzódy rodzic jego, wielu wojów polańskich po grodach trzymać, by miejscowi buntu nie podnieśli. I by Czech mu tych ziem nie wydarł. I z Niemcem jako jego rodzic na Wieletów u boku młodego cesarza chodził. I na Ruś musiał dawać baczenie, i na Mazowszan. Wiela nowych wojów sposobić nie mógł, bo mu grosza i danin na to nie starczało. Kościołowi nadania co rusz dawał, przez co coraz więcej danin do skrzyń kapłanów szło, jego omijając. Truchło czeskiego Vojtecha, co go Prusowie ubili, bo im święty gaj splugawił hebrajskimi gusłami, moc złota go kosztowała. A zjazd gnieźnieński jeszcze wiela więcej. I tako na wojów grosza mu brakowało. Mogło się to zmienić na lepsze, gdy młody cesarz nagle pomarł, a Bolko korzystając z zamętu u Niemca marchie Łużycką i Miśnieńską naszedł i zajął. I właśnie o tym rozmawiali z Wojmirem Racibor i Warcisław.
Wojmir od lat nie opuszczający okolic Słupska ciekaw był, jako to Łużyczany, Serby i pozostałe mniejsze plemiona witały Bolka.
– Z początku radzi ogromnie byli wszytcy – opowiadał mu Racibor. – Wiem to, bom przed rokiem u Stodoran bawił, a oni z łużycką marchią graniczą i swojaków tam mają. Pieśni na cześć Bolka pierwsze dni śpiewali. Ale krótko ich radość trwała. Myśleli, że wolność im polański kneź niesie. A on ni z poddaństwa, ni z danin ich nie zwolnił. I jeszcze pomagał niemieckim biskupom i kapłanom po staremu z mieszkańców daniny ściągać. Niemieckich osadników wprawdzie tam naszło nie mało, ale słowiańskiego ludu nadal wiela więcej jest. Jeno Bolko tych i tych jednako traktował – poddanymi byli jego i daniny dawać musieli. I słuchać go i mu służyć. Chodzili do niego Łużyczany nie raz prosząc, by im oręż dał, to sami Niemca wyżeną. A on na to, że wojów sam wybierze ilu mu się zda, ale na to daniny mieć musi, by ich utrzymać. Brał za to naroczników, co przez rok cały grodów strzec mieli. Ale słał ich do Ślężan, a ślężańskich na Łużyce ściągał, coby się nad miejscowymi tak nie litowali. Tako samo robił Bolko z narocznikami, których u Wiślan brał. Słał ich na grody u Morawców i Słowaków.  A od tamtych naroczników u Wiślan osadzał po grodach. I z niemieckich osadników takoż naroczników brał. A ci dobrze Słowian pilnowali. Wojów kilka setni z Łużyczan i Serbów takoż uszykował, ale zara wysłał ich na Morawy, które zajął i na Słowaczyznę, którą Madziarom wydarł. Prawili mi Stodorany, że nie jeden z nich psią służbę rzucił, bo nie chciał z kneziowego rozkazu innych Słowian gnębić i danin im gwałtem brać. Do Mazowszan nie jeden przeto zbiegł, bo lasy tam wielkie i ukryć się łatwo.  Wojów takoż trocha sposobił z Morawców, Słowaków i Wiślan. Ale zawsze tam ich słał, gdzie swojaków nie mieli.
– Dziwne mi to – rzekł Wojmir – przecie gdyby Bolko mądrzejszy był i Łużyczan a Serbów zbroić jął, to by ich do tej wojny, co tera z cesarzem ma, słać mógł. I byłaby to taka siła, że pospołu z polańskimi hufcami cesarskich by pobili. I Wieleci by go wsparli, widząc, że Łużyczan z jarzma zwolnił. A tako został i bez tych i bez tamtych.
– Gdyby był mądry, to i z czeskimi Przemyślidami zgody by szukał, by pospołu z nimi cesarzowi odpór dać, gdy sam z cesarzem zadarł, łużycką i miśnieńską marchię zajmując. Czesi z dawna tylko patrzą, jako niemiecką zwierzchość zrzucić. A Bolko miast uładzić się z nimi, gdy cesarz do wojny z nim się gotował, zajął im Morawy, po zmarłym Władywoju Rudego Bolka im narzucił, którego Czesi już wprzódy z tronu zegnali, bo dziki był. I gdy znów bunt przeciwko Rudemu robili, Pragę najechał i siebie czeskim kneziem ogłosił, a woje jego ludność grabili, przeco Czesi ich zadość mieli. Gdy tedy do Czech wkroczył cesarz, Bolko z Pragi uszedł, wojów jeno dla opóźniania cesarskiego pochodu ostawiwszy. Czesi tedy bunt zrobili wojów polańskich pobiwszy, że ledwo jaki żyw uszedł i sami ku cesarzowi przeciwko polańskiemu kneziowi się zwrócili. Na ostatek wojska cesarskie przez swój kraj na Bolka przepuścili. Cesarz prawie pod Poznań dotarł, choć polański kneź opór stawiał gdzie i jak mógł. Od nas osadzonych tu polańskich wojów z grodów pościągał, przeco moglim jego żupanów przegnać. Biskupa Reinberna, co nam go po zjeździe gnieźnieńskim narzucił i w Kołobrzegu osadził, takoż wygnalim a kościeły pobużylim. I tako znów nasze bogi u nas panują i wolni my, polańskiemu Piastowi służyć wbrew sercu nie musim. Bolko zaś zmuszon był w Poznaniu cesarzowi Miśnię i Łużyce oddać, a Czesi znów niemieckim lennem ostali. Nie wyszło Piastowi na zdrowie, że gdzie tylko się dało, tam się pchał. Za dużo ziem siłą zajął, by wszytkie utrzymać.
– Prawiście Raciborze – przytaknął Wojmir. Tako i na łowach jest, gdy mało łowców zbyt duży kawał lasu ogarnąć chcą. Często na koniec wszytki zwierz wymknie się, a oni z niczym ostaną. Nas też chcieli Piasty w garści mieć, a ninie wypuścić musieli, gdy cesarz na Poznań szedł.
– Wypuścić to nas z garści nie chcieli – zaśmiał się Warcisław. – Byłem ci ja w Kołobrzegu, gdy polański wojewoda większość swoich wojów z grodów ku sobie przez posłańców ściągnął , po czym całym dużym hufcem na Poznań ruszył. W grodach ostali jeno żupany i po garstce polańskich czy jakich tam innych wojów, co Bolkowi służyli. Prosić jęli naszą starszyznę na miód, czego wprzódy nie robili nigdy, z góry nas traktując. Ale nasi do nich nie chodzili przypijać. Pozamykali się tedy polańscy w warownych wieżach, danin nie ważyli się już ściągać i tylko czekali, aż polański hufiec wróci. Ale my nie czekalim. Rzeklim im – wracajcie po dobrej woli do siebie, a nie, to siłą was wyżeniem. Nie chcielim ich od razu bić, wszako to nasza słowiańska krew. I tako gród po grodzie wypędzalim ich. Mało co opór stawiali, choć kilka razy do bitek doszło i trocha ich legło lub poranionymi odeszli. Gdy z Kołobrzega hufiec na Poznań odszedł, kopnęliśmy się zara do żupana i rzeklim mu, że ma iść precz lub kości tu złoży. Gdy zbierał resztę swych wojów, poszlim do biskupa i to samo mu rzeklim. Ni pary z gęby nie puścił, wzion swoich kapłanów i pachołków i poszedł. Ledwo doszli do bramy, a tam już nasi wróże i kapłani z wyciosanym z pnia Świętowitem czekali. Gdy tylko woje z żupanem i biskup ze swoimi gród opuścili, spalilim ich kościeł, zrąbalim krzyże, co je nastawiali, a tam gdzie kościeł stał, a wprzódy Świętowit, nowego postawilim. Tako więc było, że nie chcieli nas z garści wypuścić, ale siły im brakło, by nas dalej niewolić.
– U nas w Słupsku takoż do bitki doszło – przyznał Wojmir – ale polańscy szybko zbici zostali. Co nie poranieni byli, pobitych wzięli i rannych, i odeszli. Po prawdzie nie chcieliśmy ich bić. Prosilim jeno, by odeszli. Ale uparli się, że nie pójdą, a jeden z łuku naszego ubił. I od tego bitka się zrobiła. Nie chcielim krwie słowiańskiej na darmo lać, ale inaczej nie lza było. Ale co z waszym Nakłem jest, bo różnie gadają – tu Wojmir z ciekawością spojrzał na znajomków.
– Byłem tam z miesiąc temu – ozwał się Racibor. Przy samej granicy w paru naszych grodach żupany polańskie ostały i całe załogi takoż, ale niczego nie robią tylko cicho siedzą. Nawet danin nie ściągają, bo boją się za wały wyjść. Trzymają te grody, by łacniej im było tu wrócić, gdy z Niemcem się uładzą. Myślelim, czyby siłą na nich nie pójść, ale wiela naszych lec by musiało. Wzmocnilim tedy odzyskane grody, by wtóry raz tak łacno ich nie wzięli. Przyjdzie czas, sami te graniczne grody opuszczą.
– Nie życzę Polanom źle, bo to słowiańska krew jest. Niedobrze by było, by Niemiec im zwierzchność narzucił. Niech przed nim karku nie gną i z opresji, w jaką popadli, bez szwanku wyjdą. Byle do nas więcej nie szli niewolić nas, Piastów wolę narzucać i hebrajskiego boga.
Na długo zapadło milczenie. Wreszcie Wojmir ponownie ozwał się:
– A tako mi i szkoda, nie tyla Bolka, bo sam sobie winien, że za dużo chciał. Szkoda mi wprzódy naszych na Łużycach i w Miśni, bo znów uciskają ich niemieckie grafy i niemiecka mowa tam panuje. Szkoda i Czechów, bo znów Niemcowi trybut dawać muszą. A można było Niemcowi tamę stawić, gdyby zgoda jako to u plemion wieleckich i obodryckich jest, u wszytkich Słowian była. Sam bym pod Bolkiem na Niemca szedł, byleby nas uciskać niechał.
– Za to Wieleci trocha odetchnęli – rzekł Warcisław – bo Niemcy z Bolkiem między sobą wadzą się, miast na nich pospołu iść, jako wprzódy.
– I my dzięki temu wolność odzyskalim – dorzucił Racibor.
Zamilkli i zamyślili się wszyscy.
– Ciekaw jeśm – po długim milczeniu ozwał się znów Wojmir – czy między Bolkiem a cesarzem na stałe zgoda nastanie.
– Zgody między nimi nie będzie nigdy – odparł Racibor. – Cesarz chce w nim lennika mieć. I Czechów teraz popiera, z którymi Bolko o Morawy i ślężańskie ziemie wojuje. Niemiec dalej chce na słowiańskie ziemie iść, a Bolko tylko patrzy, by znów do sił dojść i Łużyce a Miśnię zagarnąć. Bardziej nawet chciwy na cudze ziemie jest niźli jego rodzic. Mieszko takoż słowiańskich podbijał sąsiadów, ale tyla ziem na raz nie nagrabił nigdy. Nie ostoi się takie państwo, które siłą i podbojem stoi, a naokoło same wrogi ma, które utracone ziemie odzyszczeć chcą. Póki tylko jeden atakuje, Piast obroni się. Zaatakują go z dwóch stron, utraci co przywłaszczył.

Niewiele mylił się Racibor. Polański Bolko długie lata jeszcze prowadził z cesarzem wojny. Na koniec w roku 1018 ponownie zdobył Łużyce i Miśnię. Ale i tym razem nie ulżył w ucisku i daninach ludności, przez co na równi z Niemcem Polan nie chciała. Jeno sił nie miała, by ich wyżenąć. W wojnach z cesarstwem pomagali mu Morawianie w nadziei, że za pomoc ulgi a może i własne księstwo dostaną. Patrzyło im się własne państwo, a przynajmniej mniejsze daniny ściągane przez Piasta. Nadzieje ich nie spełniły się. Później jeszcze najechał Bolko Ruś, splądrował Kijów i wracając z łupieżczej wyprawy zajął grody czerwieńskie, nieprzychylne Polanom jako i Rusinom. Pomorza jedynie już nie zdążył najechać, bo jeszcze miał duży pogański bunt u siebie, a i siły jego od tylu wojen na wyczerpaniu były. Szczęście miał w tym, że nigdy silni wrogowie nie najechali jego państwa jednocześnie z dwóch stron. A wrogów miał na wszystkich granicach. Na północy Pomorców. Na zachodzie Wieletów i Niemców. Na południu Czechów i Madziarów, którym Słowaczczyznę wydarł. Na południowym wschodzie Ruś. A i Mazowszany tylko czekali okazji, by niechcianą zwierzchność zrzucić. Równie niechętni byli polańskiej dominacji Ślężanie i nieomal tak samo Wiślanie. Tych ostatnich udobruchało trochę to, że w Krakowie Bolko bywał równie często co w Poznaniu, przez co był on niejako równie ważny jak Poznań. Sandomierzanie takoż zwierzchnictwa Piastów nie kochali.
Jak na owe czasy duże państwo Chrobrego obejmowało w większości plemiona niechętne, a nawet wrogie dynastii piastowskiej, podbite siłą i siłą trzymane w posłuszeństwie. Ni Mieszko przed nim, ni Bolesław nie zrobili nic, aby na podbijanych terenach zaskarbić sobie życzliwość tamtejszej ludności. Traktowali ją nieomal jako łup wojenny, jako poddanych, których obowiązkiem jest ślepo słuchać, służyć, daniny dawać i wypełniać wiele innych powinności. Stąd gdy po jego śmierci sąsiedzi zaczęli najeżdżać granice piastowskiego państwa, miejscowa ludność palcem nie ruszała w jego obronie. Jego następca i spadkobierca, obok wrogów na wszystkich granicach i niechętnych mu, podbitych przez poprzedników plemion, miał jeszcze innych wrogów wewnętrznych – przyrodniego starszego brata zbiegłego z klasztoru, chcącego przejąć władzę i młodszego rodzonego, który też rządzić chciał przynajmniej częścią państwa. I gdy ściągnęli na pomoc wrogów zewnętrznych, Niemców i Rusinów, którzy zaatakowali Mieszka II równocześnie z dwóch stron, utracił on władzę. Zamęt wewnętrzny wykorzystali i inni wrodzy Piastom sąsiedzi i państwo piastowskie utraciło w krótkim czasie wszystkie siłowe nabytki Bolesława, a nawet i nabytki Mieszka I. Mazowsze, gdy umierał Mieszko II (1034) zrzuciło polańską zwierzchność i piastowskie państwo mniejsze było i słabsze, niż gdy umierał Mieszko I. Dodatkowo osłabił je, jeszcze za życia Mieszka II, kolejny już po 1022 i 1025 roku duży (małych, lokalnych było o wiele więcej) antypogański bunt ludności. Hebrajska wiara i łaciński kościół, które rzekomo miały państwo Piastów wzmacniać, kolejny raz stały się przyczyną jego osłabienia.

Podczas swojego panowania Bolko zwany chrobrym dwukrotnie zajął Łużyce i Miśnię. Gdyby był zdolny patrzeć i myśleć dalekowzrocznie, a nie egoistycznie i dynastycznie, mógłby, a nawet powinien zwrócić wolność i wzmocnić orężem tamtejszą słowiańską ludność, która w sojuszu z Wieletami i Obodrytami, wspierana od tyłu polańskimi hufcami stworzyłaby barierę, jakiej cesarstwo niemieckie nie byłoby w stanie sforsować. Tym bardziej, że miało wrogów na północy (Danię), zachodzie (Franków/Francję) i w Italii (saracenów, włoskich możnowładców i prące na zachód Bizancjum). Niestety głupota, krótkowzroczność, żądza władzy i egoizm „chrobrego” te szanse pogrzebały. Gdy krótko po jego śmierci Łużyce i Miśnię zajęli Niemcy, nigdy już z łapsk ich nie wypuścili.

O tym wszystkim nie wiedzieli w 1005 roku Racibor, Warcisław i Wojmir. Cieszyli się, że prawie całe Pomorze odzyskało wolność, że nie ma u nich ni polańskich żupanów, ni znienawidzonych kapłanów hebrajskiego boga, ni jego kościołów. I że znów mogą swobodnie z Wieletami chodzić na Niemca. Na starość, gdy już na wyprawy nie chodzili, Racibor i Warcisław osiedli w rodzinnym Nakle, które znów było jednym z kluczowych granicznych grodów strzegących ich ziemie przed zakusami Piastów.
.
Epilog
.
Niestety Pomorze nigdy nie przestało być obiektem pożądania Piastów, choć długo brakowało im sił na jego zniewolenie. Ponownie stało się obiektem piastowskich zapędów na początku XII wieku. W roku 1103 samą tylko jazdą Bolesław krzywoustym zwany dotarł forsownym marszem przez wrogie mu Pomorze do Kołobrzegu, ale go nie zdobył. Ponowił atak rok później zimą 1104/1105, zdobył i złupił Kołobrzeg, po czym się wycofał. Systematyczny podbój Pomorza rozpoczął później. W 1113 roku najechał i na stałe już zajął Nakło rozpoczynając podbój Pomorza. Najpierw podbił Pomorze Gdańskie, następnie od ok. 1120 roku rozpoczął podbój Pomorza Zachodniego. Podczas podbojów przekroczył Odrę wkraczając na Północne Połabie. Tam podbijając ziemie Wkrzanów i Chyżan dotarł prawie do Rugii.
.


.
W tym samych czasie od strony Łaby północne Połabie wściekle zaatakował Lothar saski, późniejszy cesarz. Była to wspólnie zaplanowana i przeprowadzona przez piastowskiego Bolka i niemieckiego Lothara operacja podboju, a przynajmniej osłabienia północnych Połabian, nadal broniących wolności i swoich bogów. Od czasów Mieszka I tego właśnie obawiali się Wieleci – że zostaną wzięci w kleszcze piastowsko-niemieckiego sojuszu. Zburzenie Retry/Radogoszczy – głównego grodu i świątyni Swarożyca plemienia Redarów przez Lothara w roku 1125 najprawdopodobniej bez ataku „krzywoustego” na głębokie zaplecze Północnego Połabia byłoby niemożliwe. Mimo iż Związek Wielecki rozpadł się już wcześniej, tamtejsze plemiona w przypadku niemieckich najazdów nadal solidarnie sobie pomagały. I gdyby „krzywousty” nie najechał Wkrzanów i Chyżan, wsparliby oni Redarów w walce z Niemcem. Jemu można zatem przypisać pośredni przynajmniej współudział w upadku Retry/Radogoszczy. Podbite zaś przez niego Pomorze stało się obiektem zmasowanej krystianizacji. To przez niego padł ostatni na terenie dzisiejszej Polski skrawek wolnej Słowiańszczyzny, gdzie czczono starych słowiańskich bogów. Wściekła krystianizacja Pomorza pod patronatem „krzywoustego” nie była przypadkiem. Obłożony wcześniej klątwą, aby odzyskać łaskę kleru, stał się gorliwym sługą interesów kościoła. Nie tylko niszczył pogańskie chramy na Pomorzu narzucając Pomorcom krzyż. W swoim państwie fundował wiele klasztorów i kościołów. Najbardziej haniebnym jego postępkiem było wydanie świętego Łyśćca krytowierczym benedyktynom. „Krzywousty” był bowiem fundatorem benedyktyńskiego klasztoru na świętej pogańskiej Łysej Górze, zwanej Łyśćcem, która była dla Wiślan równie święta jak Ślęża dla Ślężan. Później od nazwy fałszywej „relikwii” – krucyfiksu z rzekomymi szczapami krzyża z Golgoty, świętokrzyskimi nazwano całe pasmo Łysogór, a obecnie całe województwo. I tak to gusła nadjordańskie wpłynęły na nazwy gór i województwa, w którym leżą. Ponadto w czasach jego panowania jego palatyn Włostowic zhańbił świętą pogańską Ślężę fundując na niej klsztor augustianów. Aż dziw, że kościół nie przydał temu Piastowi jakiegoś chwalebniejszego przydomka niż „krzywousty” – choćby „pobożny”, „wielki” czy „wspaniały”. Zhańbił i wydał krzyżowi dwie najświętsze pogańskie góry na jego ziemiach – Łysiec i Ślężę. Wbił krzyże na Pomorzu w miejsca Świętowita i Trygława. Dopomógł niemieckiemu Lotharowi przynajmniej pośrednio do zniszczenia Retry. Był wyjątkowym krystowierczym wandalem.
Podbite przez „krzywoustego” Pomorze niedługo pozostało w piastowskich rękach. Można by rzec, że podbił je dla Niemców. W czasie rozdrobnienia dzielnicowego zainicjowanego jego testamentem Pomorze wypadło z rąk Piastów. Gdy po dwóch wiekach rozbicia dzielnicowego ostatni Piast zasiadał na tronie, Pomorze i pas wzdłuż Odry były już poza obrębem jego państwa.
.


.
Na przestrzeni kolejnych wieków Pomorze nie osłaniane już od zachodu przez Wieletów podlegało zmasowanemu parciu niemieckiemu i germanizacji. Gdy po następnych wiekach i po rozbiorach powstała II RP, Pomorze poza kawałeczkiem Gdańskiego było już czysto niemieckie i nadal znajdowało się w niemieckich rękach.
.


.
Niemiecki żywioł z Pomorza, a także z prawego brzegu Odry i Śląska wyparł za Odrę dopiero po II wojnie światowej, znienawidzony zresztą przez Polaków, Stalin. Pomorze nie wróciło tak naprawdę do Macierzy, gdyż Pomorzanie Piastów i ich państwa nienawidzili na równi z Niemcem jak zarazy. Przypadło Polsce z woli Stalina, choć Piastów, którzy wielokrotnie podbić i zniewolić je chcieli, już nie było. Nie było niestety już i Pomorzan – Pomorców – tych którzy bronili własnej wolności, kultury i własnych słowiańskich bogów. Po nich pozostała jedynie nazwa Pomorza…

I wspomnienie. I cześć którą im oddaję…
.

I już na koniec… W internecie krąży piosenka rzekomo autorstwa Galla Anonima, nazwana „Pieśnią wojów Krzywoustego”. Niestety śpiewał ją nawet Czesław Niemen:
.

.
Naszym przodkom wystarczały ryby słone i cuchnące,
My po świeże przychodzimy, w oceanie pluskające!
Ojcom naszym wystarczało, jeśli grodów dobywali,
A nas burza nie odstrasza ni szum groźny morskiej fali.
Nasi ojce na jelenie urządzali polowanie,
A my skarby i potwory łowim, skryte w oceanie.

.

Nie mam pewności czy ją wymyślił Gall Anonim.  Niemniej napisał inną pieśń (księga II rozdział 28 ) o tym podboju:
.

.
Nasze dziady swoje ziemie
o pierś morza opierali,
nasze ojce swoje plemię
wrogom pod miecz oddawali.
Nasze dziady swoje miecze
obmywali w oceanach,
a my ojców swoich winy
obmywamy w swoich ranach.
.
Niestety obie te pieśni są załgane i pomijają rzecz najważniejszą – wychwalany przez nich najazd na Pomorze był barbarzyńskim podbojem, zniewoleniem i narzucaniem siłą piastowskiej władzy i mściwego hebrajskiego boga wolnym Pomorzanom. Pokazuje to zresztą początkowe 15 sekund pierwszego filmu, gdzie widać pogańskich Pomorców podczas obrzędów przy posągu Świętowita. Najazd Krzywoustego oznaczał koniec wolnej kultury słowiańskiej na Pomorzu, z jego rozkazu zaciekle zwalczanej. Zastąpiła ją nadjordańska antykultura.

.
Gdyby ułożyć listę piastowskich władców szczególnie szkodliwych dla kultury słowiańskiej, a zasłużonych dla antykultury nadjordańskiej, Krzywousty znalazłby się w samej czołówce obok takich kanalii jak mnich Kazimierz zwany „odnowicielem” czy Bolesław I zwany „chrobrym”.

.
.
opolczyk

.

.

Reklamy