Świąteczna opowieść Godowa przy ognisku…

.

.

Było to dawno dawno temu i nie za siedmioma górami, rzekami i morzami, a u nas – ludzi słowa. Po śmierci Bolesława II utopiony we krwi został bunt przeciwko nowej złej wierze i okrutnym judejskim bogom z Palestyny oraz równie okrutnym ich wyznawcom.

.

.

Poza Mazowszem ziemie plemion podbitych wcześniej przez Piastów zostały spustoszone, a lud w większości małymi grupkami ukrywał się w gęstych borach. Gdyby ktoś potrafił jak sokół latać nad borami, zauważyłby tysiące ognisk płonących w głębi borów w całym piastowskim państwie. Przy jednym z nich, na łagodnym stoku świętej Ślęży, siedział otoczony garstką słuchaczy stuletni chyba wiedźmin, Mściwoj. Na dworze było już ciemno, grudniowy dzień jest krótki. Były akurat Szczodre Gody. Po świątecznej uczcie w prowizorycznych domostwach i po odśpiewaniu kolęd uciekinierzy rozpalili ognisko, przy którym wszyscy zasiedli i spojrzeli na Mściwoja. On sam zrozumiał te spojrzenia. Znany był z tego, że w młodości i wieku dojrzałym przewędrował cały znany ówczesny świat. Znał wszystkie plemiona i ziemie Słowian, był w Romie, gdzie urzędował herszt krystowierców zwany papą/papieżem, był u stóp greckiego Olimpu i w ruinach apollińskich Delf, był w pustynnej Palestynie, był w Egipcie nad wielką rzeką z ogromnymi zmyślnie ułożonymi kamiennymi kopcami. Dotarł nawet do kraju Hindów z ogromnymi świętymi rzekami i górami sięgającymi wyżej niż najwyższe chmury. Przez lata też poznawał obce nauki w saraceńskij Kordobie. Znał języki obcych ludów i ich pisma. Gdy poczuł zbliżającą się starość, po ponad półwiecznej wędrówce powrócił do swoich.
Niektórzy dziwowali się staremu, że nie przyniósł ze sobą obcych ksiąg. Mściwoj wzruszał jedynie na to ramionami mówiąc, że w księgach pisanych przez ludzi prawdziwej  mądrości nie znajdziesz. A wręcz przeciwnie, że jedynie zamęcą w głowach i ogłupią. Jest jedna jedyna księga, w której ten, kto zna jej język, znajdzie mądrość – mówił. Jest to Księga Natury.
W buncie przeciwko krystowiercom Mściwoj nie brał udziału. Nie tylko dlatego, że był stary i słabowity. Wiadome było wszystkim, że gdy długo patrzył w wodę, ogień lub w dym, widział rzeczy przeszłe i przyszłe. Umiał też zamawiać i leczyć choroby, usuwał ból. Ale przede wszystkim widział to, czego zwykle ludzkie oko nie zobaczy. I stąd uważany był za wielkiego wiedźmina.
.
Słuchacze Mściwoja nie zadawali mu pytań. On znał ich myśli i opowiadając o rzeczach przeszłych i przyszłych odpowiadał na te niewypowiedziane pytania. Jego opowieść brzmiała mniej więcej tak…
.
– Nasz świat, świat ludzi słowa, nie powstrzyma naporu wyznawców krysta. Jest nas wprawdzie więcej, ale nie masz możliwości zmusić wszystkie plemiona do posłuchu jednemu z nich. Zbyt kochamy wolność. I dlatego wyznawcy krysta kawałek po kawałku podbiją, co robią już od stuleci, nasze ziemie i plemiona. Podbiją nie tylko z zewnątrz. Chciwi władzy renegaci jak Przemyślidzi, Rurykowiecze czy Chrobry i jego przodkowie od wewnątrz narzucą nam panowanie rzymskiej szubienicy. Nie jesteśmy tak mściwi, fanatyczni i zachłanni jak oni. Nawet jeśli dziesięć razy broniąc się przepędzimy ich, przyjdą znów, aby narzucić nam ich panowanie, prawa, nadjordańskie gusła i wymyślonych judejskich bogów. Nam już ich ponownie narzucono wykorzystując do tego niemiecką kukłę mnicha Kazimierza. Bronią się jeszcze Pomorce i Wieleci, których Lutykami zowią, bronią się Obodrzyci i Ranowie na północnej wyspie. Ale i ich wyznawcy krysta jeszcze zmogą. Dalej będą zabijać, jak już od wieków to robią, nas, których zwą poganami. Później będą zabijać się między sobą. Popłyną jeszcze rzeki krystowierczej krwi przelewanej przez innych krystowierców. Odkryte zostaną też nowe lądy i tam wytoczone będą morza pogańskiej krwi. Ale i ten zgubny mściwy zabobon utraci siłę odziaływania. Za tysiąc lat będzie powoli wymierał. Do tego czasu po cichu i w ukryciu przechowamy naszą wiedzę i tradycję i odniesiemy ostatecznie zwycięstwo. Pomogą nam w tym nawet nieświadomi przyszłości wyznawcy krysta. Na nasze ziemie powrócą stare bogi i stara tradycja.
.
Gdy Mściwoj mówił o wymyślonych judejskich bogach, Drogomira pomyślała – ciekawe jak ich wymyślono? Kontynuując opowieść, a znając jej myśli, wiedźmin mówił o tym tak:
.
– Przed wieloma stuleciami na wschodnim wybrzeżu wielkiego południowego morza żyły różne ludy. Jak my czciły wielu bogów. Aż kiedyś kapłani jednego z nich, zazdrośni o ofiary zanoszone innym bogom, odrzucili swojego starego pogańskiego boga. Wymyślili nowego boga dając mu imię tego starego, odrzuconego, który zwał się Jahwe. I wszystko to spisali w księgach nazwanymi świętymi. Nowy wymyślony bóg był mściwy, zazdrosny, podejrzliwy. Nie kochał ludzi, nawet swoich wyznawców. Ciągle zsyłał na nich kary, klęski i nieszczęścia. Za najdrobniejsze nieposłuszeństwo bezlitośnie ich karał. Jeszcze gorzej traktował wyznawców innych bogów. Swoim wyznawcom nazywającym siebie domem Izraela i ludem wybranym pomagał mordować całe obce ludy i zajmować ich ziemie uważane przez Izraelitów za ziemię im obiecaną. Ale tam były prawie same pustynie.
.

.

.

Na górnych zdjęciach pustynia Judzka (Judejska), na dolnym pustynia Negew
.

Taką to im ziemię ten pustynny krwawy wymyślony bóg rzekomo obiecał – piach i skały. Przyrzekł im też, że jeśli będą mu posłuszni, da im panowanie nad całą Ziemią i wszystkimi ludami. Co nie dziwi, bo na obiecanym piachu żyć się im odechce. Wyznawcy tego boga nazwanego Jahwe gardzą wszystkimi innymi ludami, uważając siebie ze coś lepszego. Ale choć uważają siebie za lepszych i ważniejszych od innych, za lud wybrany, żyją jednak ciągle w strachu i ciągle są przez ich wymyślonego mściwego boga karani. Tak pisze w tych oszukańczych księgach nazwanych świętymi. I choć są wymyślone, wyznawcy wymyślonego złego boga w nie wierzą. Tego nowego boga kapłani celowo wymyślili tak złego i mściwego. Wiedzieli, że tylko siejąc strach przed tym wymyślonym bogiem będą w stanie  panować nad wyznawcami. Ten bóg rzeczywiście jest straszny – zły, okrutny, mściwy i podejrzliwy. I to jest ten pierwszy wymyślony judejski bóg. Drugim jest pewien Izraelita, Joszue, który żył w Palestynie tysiąc lat temu. Niewiele o nim wiadomo. Zadarł z kapłanami i uczonymi w piśmie, więc go zabito. Kilkadziesiąt lat po jego śmierci inny Izraelita Pawłem zwany wkręcił się do małej sekty wyznawców Joszue. Po czym wynajął pisarzy i kazał im opisać Joszue jako mesijasa (posłańca boga Jahwe) i zbawiciela. I tak powstało krystowierstwo. A pisarze ci, obeznani z pismami egipskimi, sumeryjskimi, hinduskimi i greckimi upodobnili Joszue do pogańskich bogów czy synów bożych zrodzonych z dziewicy, a po śmierci zmartwychwstałych. Wymyślali też różne cuda dokonywane pono przez tego Izraelitę. Wprzódzi, zaraz po jego śmierci, kilka wieków spierali się krystowiercy pomiędzy sobą o to, czy Joszue był tylko zwykłym człowiekiem, czy też prorokiem albo i synem bożym, a nawet samym bogiem. I nie było pomiędzy nimi zgody. Dopiero romski cesarz w IV wieku juliańskiej rachuby czasu dekretem nakazał uznawać tego Izraelitę bogiem. Nikto nie wie, dlaczego mu na tym zależało, ale tak już zostało. I ten drugi judejski wymyślony bóg to właśnie onże Izraelita Joszue. Krystowiercy czczą obu, jednego zwąc ojcem, a drugiego synem. Choć upierają się, że to jeden i ten sam bóg. Tego drugiego judajskiego boga – Joszue  – widać na rzymskiej szubienicy – symbolu krystowierstwa, zresztą przywłaszczonym od pogan. Początkowo ich symbolem była ryba. Gdy doszli do władzy, zaczęli zwalczać pogaństwo, burzyli świątynie, niszczyli posągi bogów helleńskich, romskich, celtyckich, nordyckich a teraz  naszych. Wycinali święte gaje, zakazywali pogańskich symboli i obrzędów. Ale wielu symboli obrzędów i zwyczajów pogańskich wykorzenić nie zdołali. Przejmowali więc je nadając im krystowiercze znaczenie. I tak przejęli m.in. pogański krzyż przerabiając go na rzymską szubienicę. Nasze Szczodre Gody też przejęli. Wymyślili, że Izraelita Joszue urodził się akurat wtedy, gdy po trzydniowym zimowym staniu Słońca zaczyna ono ponownie wznosić się wyżej na niebie. I nazwali to nasze święto bożym narodzeniem, no bo u nich Izraelita Joszue to ten drugi judejski bóg. Przejęli też lub przejmą wkrótce wszystkie nasze zwyczaje związane ze Szczodrymi Godami – uroczystą wieczerzę świąteczną, łamanie się chlebem, dwanaście potraw, pusty talerzyk, siano pod obrusem, Diduch w kącie izby, przystrojone choiny lub ich gałęzie, kolędowanie…
.
Tu przerwał Mściwoj i zamyślił się. Już wcześniej usłyszał wypowiedziene w myśli pytanie, jakie zadał sam sobie Dobromir siedzący naprzeciw niego. Zastanowiło bowiem Dobromira to, co mówił wiedźmin, że nieświadomi przyszłości wyznawcy izraelickiego krysta pomogą w przechowaniu słowiańskiej tradycji. A przecież na własne oczy widział Dobromir, jak wyznawcy rzymskiej szubienicy, krystowiercy, mściwie niszczą wszystko co słowiańskie. Jak więc mogą oni pomóc nam w przechowaniu słowiańskiej tradycji – zastanawiał się Dobromir?
.
Mściwoj jakiś czas wpatrywał się w ogień i dym, po czym ciągnął dalej:
.
– Krystowiercy siłą, zdradą i podstępem, z pomocą naszych zdradzieckich możnowładców, którym nowa wiara i nowy porządek dają potęgę i władzę nad ludem, narzucą nam ich judejskie gusła. Pokonają nas siłą, militarnie, tak jak pokonali ostatnio, po śmierci zbuntowanego Bolesława. Ale naszych zwyczajów, obrzędów i świąt nie będą w stanie wytępić. I ugną się przed nimi. Zamiast je tępić przywłaszczą je sobie nadając im tylko judejskie znaczenie. Ale pod judejską powłoką będzie nasza tradycja. I choć wielu naszych potomków zatraci własną świadomość i staną się duchowymi judejczykami, wielu innych nie zatraci świadomości. Oni będą pamiętać, jakie nasze święta, zwyczaje i obrzędy przywłaszczyło sobie judejskie krystowierstwo. I przyjdzie taki czas, choć prawie tysiąc lat upłynie, gdy ci co zachowali wiedzę, głośno zaczną przypominać krystowiercom, które pono krystowiercze święta, obrzędy, zwyczaje i tradycje są nasze, słowiańskie – a nie judejskie. I coraz więcej będzie takich, którzy wracać będą do naszej tradycji odrzucając judejską, obcą, narzuconą nam siłą i przemocą. Nawet tą naszą świętą Ślężą zawładną wyznawcy judejskich guseł i pohańbią ją swoimi judejskimi, nadjordańskimi, wymyślonymi bogami. Wybudują na jej szczycie judejski chram zwany kościołem. Później kościół podupadnie, a jeszcze później znów zostanie odremontowany. Na krótko pojawi się na niej posąg Świętowita, po czym zostanie przez judejczyków usunięty. Przez krótki czas święta Ślęża zostanie całkowicie zawładnięta przez judejczyków i pohańbiona ich symbolami. Ale na krótko, gdyż panowanie rzymskiej szubienicy zaraz potem dobiegnie końca. Na Ślężę i na inne święte góry powrócą stare bogi.

.

.
.
Tymi słowami Mściwoj zakończył opowiadanie. Słuchacze z jednej strony pogrążeni byli w smutku. Wiedzieli, że nad ich ziemią na tysiąc lat zapanują judejskie mroki. Ale wieść o tym, że one miną i że powrócą stare bogi, dodała im otuchy. Zaśpiewali więc kolędę ku czci Swarożyca, syna boskiego Swaroga, który odradzał się właśnie na niebie.
.
Hej w czas Szczodrych Godów
Swarożyca chwalmy,
Jedzmy, pijmy miodu,
Dziadom ognie palmy!
Wesoło śpiewajmy,
Bogom chwałę dajmy.
Hej kolęda, kolęda!
.
Po oddaniu czci Swarożycowi i pozostałym bogom wszyscy udali się na spoczynek. Nazajutrz z samego rana Mściwoj pożegnał gromadkę uciekinierów kryjących się na stoku świętej Ślęży przed niemieckimi zbirami wspierającymi mnicha Kazimierza. Powędrował w poszukiwaniu kolejnej grupki uciekinierów. Im też chciał zanieść dobrą nowinę, że stare bogi wrócą kiedyś na nasze słowiańskie ziemie


.
.
opolczyk

.

.

.

.

Reklamy