Wśród Słowian, wśród swoich, u siebie…

.

.

Kilka dni temu w wpisie o Niepodległej Słowiańszczyźnie popuściłem wodze fantazji. Myślę, że od czasu do czasu można to zrobić, można pomarzyć na jawie. Ale jak naprawdę wygląda sytuacja pogaństwa i zainteresowania słowiańską kulturą w Polsce? Otóż zainteresowanie tematyką słowiańską, oraz szacunek dla słowiańskiej, pogańskiej, przedkrystowierczej kultury, zwyczajów, obrzędów i wartości, takich jak umiłowanie wolności, równość, sprawiedliwość, solidarność wspólnotowa, brak fanatyzmu, szacunek wobec Przyrody i Matki Ziemi cieszą się rosnącą popularnością. Przybywa ludzi, którzy deklarują poczucie tożsamości słowiańskiej i którzy szukają, a przynajmniej czytają, gdy znajdą przypadkowo, informacje o kulturze naszych przodków, ich obrzędach i o współczesnym odrodzonym pogaństwie. Niemniej środowiska sympatyków Słowiańszczyzny są różnorodne, a i nie brak podszywających się pod Słowiańskość szkodników.
.
Wśród ludzi odwołujących się do kultury Słowian (nazywać ich będę Słowianofilami) na uwagę w pierwszym rzędzie zasługują zarejesteowane związki, stowarzyszenia i wspólnoty rodzimowiercze. Jest ich już co najmniej kilkanaście (tu przyznam, że nie jestem na bieżąco w tym temacie), a ilość ich członków idzie już w tysiące. Można sprzeczać się o termin „rodzimowierca”, o to, czy jest terminem adekwatnym dla ruchu propagującego Słowiańszczyznę – wszak dla turbokatolików „rodzimą wiarą” Polaków jest krystowierstwo odprysku łacińskiego-rzymskiego-watykańskiego. Wiadome jest jednak, że w zamyśle słowianofilskich rodzimowierców pod tą nazwą kryje się po prostu słowiańskie pogaństwo. Związki te skupiają się na organizowaniu obrzędów słowiańskich, na propagowaniu wiedzy o kulturze, obrzędach i zwyczajach Słowian w oficjalnej prasie i tv (jeśli zostaną do nich dopuszczeni), a zwłaszcza w internecie. Organizują wycieczki i wykłady. Prowadzą też dyskusje na własnych stronach internetowych. Podejmowane w przeszłości próby, że tak powiem, „zjednoczenia” ich wszystkich pod jednym sztandarem na razie przyniosły efekty połowiczne. Powołano wprawdzie podczas III Ogólnopolskiego Wiecu Rodzimowierczego Konfederację Rodzimowierczą, ale nie skupia ona wszystkich zarejestrowanych związków i stowarzyszeń.
.
Cieszy to, że Konfederacja Rodzimowiercza nie jest „martwym tworem”, że organizuje wspólne spotkania i obchody świąt…
.

.

.
…a także wydaje Kalendarz Słowiański. Poza Konfederacją i w niej niezrzeszone istnieją także inne zarejestrowane związki i grupy rodzimowiercze jak choćby RKP czy ZZW Słowiańska Wiara. Różnorodność związków słowiańskich jest raczej zaletą, niż wadą. Niestety dochodzi pomiędzy niektórymi związkami do konfliktów o podłożu ambicjonalnym pojedynczych osób uzurpujących sobie prawo występowania w imieniu związków. O jednym takim konflikcie i sposobie jego zażegnania można przeczytać tu:
.
W tym miejscu jesze pewna dygresja. Najstarszym chyba obecnie związkiem rodzimowierczym jest zarejestrowany przez MSWiA w roku 1995 RKP. Na przestrzenie następnych kilkunastu lat zarejestrowanych zostało, chciałoby się rzec – zaledwie – kilka innych (podaję je bez zachowania kolejności ich rejestracji) – związków: Rodzima Wiara czy ZZW Słowiańska Wiara. Natomiast w ostanich latach zarejestrowanych zostało ze trzy/cztery razy więcej związków rodzimowierczych niż przez pierwszych kilkanaście lat. To najlepiej  obrazuje lawinowy obecnie wręcz wzrost zaintereresowania kulturą Słowiańską.
.
Obok zarejestrowanych związków istnieją też nieformalne, niezarejestrowane grupki rodzimowierców. Ich działalność to przede wszystkim udział w organizowanych obrzędach słowiańskich i dyskusje we własnym gronie. Stopień zaangażowania w działalność związków jest wśród zarejestrowanych i niezarejestrowanych grup  rodzimowierczych różny – od postawy czynnej i niezwykle aktywnej po raczej bierne uczestnictwo w grupie.
.
W tym miejscu poruszyć muszę pewien drażliwy temat. Otóż niektóre związki rodzimowiercze przyjmują w swoje szeregi krystowierców. I wielu rodzimowierców wymienia życzenia świąteczne z krystowiercami z okazji nadjordańskich świąt, które w rzeczywistości są przywłaszczonymi i skatoliczonymi świętami pogańskimi. Uważają oni, że w ten sposób pielęgnują typową dla Słowian tolerancję. Sam bym popierał taką postawę, gdybym nie znał historii, a zwłaszcza fanatyzmu i nietolerancji krystowierców, oraz szkód duchowych i psychicznych, jakie krystowierstwo wyrządza zaczadzonym owieczkom. Krystowiercy, nawet tam gdzie ich dobrowolnie wpuszczono, gdy tylko postawili swojego buciora, zaczynali tępić słowiańską kulturę, a ci, którzy dali się nawrócić stawali się fanatykami. I choć dzisiaj przeciętni katolicy (których katolicyzm ogranicza się do chodzenia z przyzwyczajenia bądź pod presją otoczenia w niedzielę do kościoła oraz hucznego śwętowania przywłaszczonych i skatoliczonych Szczodrych Godów na „Boże narodzenie” i Jarych Godów na „Wielkanoc”) zagrożeniem dla Słowiańszczyzny nie są, niemniej utrzymywanie ich w przekonaniu, że „ich” święta są równie dobre i prawomocne jak nasze to błąd. Bo jest to utrzymywanie ich w nadjorańskim matrixie. Jeszcze gorsze skutki może mieć przyjmowanie krystowierców na członków związków i stowarzyszeń pogańskich. Nie można bowiem wykluczyć, że będą próbowali wpływać na działalność organizacji w interesie katolicyzmu. Martwią mnie te zjawiska, uważam je za niewłaściwe zrozumienie zasady tolerancji, gdyż nie mogę być tolerancyjny wobec ideologii, która ostatnie tysiąc lat zażarcie tępiła naszą słowiańską kulturę. I której fanatycy (bo tacy nadal w łonie katolizyzmu są) nadal marzą o tym, aby nas wytępić. Mimo tych mankamentów dotyczących niektórych związków i niektórych rodzimowierców za pozytywne zjawisko należy uznać samo istnienie związków i stowarzyszeń rodzimowierczych. Gdyż samym swoim istnieniem zadają kłam krystowierczej propagandzie, jakoby pogaństwo i kultura słowiańska wymarły 1050 lat temu.
.
Kolejną kategorią Słowianofili jest rosnąca i licząca na pewno dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy rzesza ludzi, całkowicie niezrzeszonych, którzy mniej czy bardziej aktywnie szukają wokół siebie, oraz w internecie i prasie informacji o Słowianach. Zwłaszcza w okresach „świątecznych” szukają potwierdzenia tego, że najważniejsze krystowiercze święta (tzw. „Boże narodzenie” i „Wielkanoc”) są faktycznie przywłaszczonymi świętami pogańskimi. Wielu z nich następnie rozpowiada/rozsyła te wieści znajomym lub wrzuca je w internecie na różnych stronach i forach. Także i w tej grupie różny jest stopień zaangażowania i wiedzy. Niemniej są to ludzie, którzy połknęli już bakcyla Słowianofilii. I którzy dla nadjordańskiej dżumy są straceni.
.
Jest jeszcze jedna grupa, choć słowianofilską nazwać jej jeszcze nie można. Mam na myśli „biernych konsumentów” czy to słowiańskich obrzędów, czy to informacji o Słowianach. Są to ludzie, którzy, gdy znajdą przypadkowo, nie szukajc tego, jakiś artykuł czy informację o Słowianach, a które wcześniej ignorowali, teraz wykazują już zainteresowanie tym tematem. A także, gdy widzą np. pochód z kukłą Marzannny/Mareny idący w stronę rzeki czy jeziora, stają i przyglądają się temu obrzędowi. Jeszcze w nim nie uczestniczą, są zwykłymi gapiami, ale już zainteresowanymi. Bądź gdy przechodząc w czerwcowy wieczór obok parku, w którym akurat trwa artystyczna impreza pokazująca słowiańskie palenie ognisk kupalnych i plecenie wianków, stają w charakterze zaintersowanego gapia.
.
Wśród gapiów należy zaznaczyć podgupę ludzi, którzy wprawdzie nadal są gapiami i czynnie udziału w obrzędach czy tańcach nie biorą, ale którzy znaleźli się tam nieprzypadkowo. Usłyszeli bowiem lub przeczytali, że będą w pobliżu organizowane czy pokazywane prastare słowiańskie obrzędy witania wiosny lub kupalnockowe i poszli je zaciekawieni obejrzeć. Ci są na etapie połykania bakcyla Słowianofilli.
.

.

.

.
W ostatnim filmie na szczególną uwagę zasługuje postać proboszcza duszpastucha Roberta Kaczorowskiego. Ten podstępny klecha widząc, że nie powstrzyma odrodzenia kultury Słowian, próbuje za wszelką cenę trzymać na tym łapę i nawet występuje na obchodach Kupały na scenie jako wokalista. To co śpiewa to oczywiste żydo-katolickie łgarstwo: ” Bo Noc Kupały to jest noc świętojańska”. Chciałbyś duszpastuchu, aby tak było. Ale tak nie jest, jest dokładnie na odwrót – to ta wasza „noc świętojańska” jest podróbą i skatoliczoną wersją Nocy Kupały. Załgany żydo-katolik żyły z siebie wypruwa próbując nadal katoliczyć to słowiańskie, pogańskie święto. Niemniej cieszy to, że Kupała jest tam obchodzona, a żydłacki klecha duszpastuch w czarnej kiecce na scenie robi z siebie błazna, nie mogąc obrzucić klątwą tych, którzy chcą Kupałę świętować. A co i jego zmusza do brania w tym udziału. Tu widzimy klęskę żydo-katolickiej anty-kultury – Polacy chcą cieszyć się życiem, chcą tańczyć i śpiewać i dlatego tak licznie biorą udział w radosnym słowiańskim, pogańskim święcie.  Mają już dość pokutniczych „obrzędów” żydo-katolickich i żebrania na kolanach o miłosierdzie („baranku boży który gładzisz grzechy świata zmiłuj się nad nami). Cieszy też, że film zatytułowany jest Noc Kupały a nie – jakby chciał ten duszpastuch – noc świętojańska. Cieszą też dwa komentarze niezadowolonych fundamentalistycznych owieczek oburzonych faktem udziału duszpastucha w tych obchodach. Tylko czekać, aż dojdzie do rozłamu w owczarni duszpastucha Kaczorowskiego…
.
Zaznaczyć należy, że wielu Słowianofili samych siebie deklaruje jako agnostyków czy nawet ateistów. Ateizm, agnostycyzm czy materialistyczny światopogląd nie wykluczają jednak okazywania szacunku pogańskiej kulturze naszych przodków. Nawet ateista i materialista zrozumieć może, że np. Ziemia jest dla nas życiodajną Matką i może okazywać jej szacunek, tyle że bez uznawania jej boskości.
.
Kolejnym zjawiskiem towarzyszącym renesansowi kultury Słowian jest rosnąca w sieci ilość stron, blogów i forów zajmujących się tematyką słowiańską, choć nie wszystkie one rzeczywiście służą kulturze Słowian. Wiele z nich jej ewidentnie szkodzi i mimowolnie ośmiesza ją. Bo niestety, ciesząca się coraz szerszą popularnością Słowiańszczyzna, przyciąga do siebie także szkodników udających jej miłośników. Podzielić ich można na cztery główne kategorie: imperialistów, szowinistów/rasistów, judaizatorów Słowiańszczyzny i kolaborantów. Przy czym wielu szkodników należy do dwóch a nawet trzech szkodniczych kategorii jednocześnie.
.
Pierwsza grupa szkodników – imperialiści czy też turbolechici – to przede wszystkim wyznawcy wyssanego z palca Imperium Lechii. Własne kompleksy leczą wymyślaniem bzdur o tym wielkim imperium. Od niedawna postacią sztandarową, wręcz prorokiem imperialistów i wyznawców Imperium Lechii jest Janusz Bieszk. A biblią turbolechitów, „pismem świętym” starego lechickiego testamentu jest fałszywka pod nazwą „Kronika Prokosza” sfabrykowana w XVIII lub na początku XIX wieku. Przy czym wielu z nich wykazuje dodatkowe skrzywienia szowinistyczne i judaizacyjne. Sam Bieszk traktuje np. wyssany z palca przez oszustów żydowski „Stary testament”…
.
…jako wiarygodną księgę historyczną (piszę to na podstawie jego własnych wypowiedzi, które słyszałem w internecie). Turbolechitą i judaizatorem jest też Paweł Szydłowski, który robi co może, aby Słowiańszczyznę splątać z judaizmem, żydo-biblią i krystowierstwem. Jeszcze bardziej niepoważnym turbolechitą, judaizatorem i szowinistą jest Mariusz Szczytyński, który obok wiary w Imperium Lechii, ślepej wiary w wiarygodność tzw. „Starego Testamentu” i wiary, że prajęzykiem ludzkości przed wyssanym z palca żydo-biblijnym potopem był język polski, wierzy ponadto w tzw. „wklęsłą Ziemię”. W jego koncepcji Ziemia nie jest planetą krążącą wokół Słońca – żyjemy wewnątrz gigantycznej kuli, na jej wewnętrznej ścianie a Słońce, inne planety i gwiazdy skupione są w jej pustym centrum.
Odmianą imperialistów skażonych jawnym szowinizmem są wyznawcy Polonarum Imperium. – imperium polskiego. Do nich nie dociera, że w czasach pogańskich nie tylko nie było na naszych ziemiach żadnego imperium, nie było też jeszcze Polaków. Tożsamość polska to w sumie sztuczny twór,  powstały gdzieś w XIV wieku w wyniku zlewania się wcześniejszej tożsamości plemiennej, domunującej przez pierwsze wieki państwa Piastów, w tożsamość ponadplemienną, właśnie polską. Początkowo przyjmowały tożsamość polską za własną jedynie elity – dwór, możnowładcy i rycerstwo. Gdyby więc nawet i istniało jakieś imperium słowiańskie, to na pewno nie polskie. Bo Polaków wtedy jeszcze długo, długo nie było.
.
– Druga kategoria szkodników to szowiniści/rasiści. Dzielą się na różne odłamy. Jedni np. uważają Polaków za Lechitów, a Lechitów (a więc Polaków) za twórców owego imperium, co jest polskim szowinizmem. Inni twierdzą wręcz, że Polacy są najstarszym narodem na świecie, choć jest oczywiste, że Słowianie żyli w systemie plemiennym, że było wiele plemion słowiańskich, i że wtedy ani Polaków, ani narodu polskiego nie było. Nie było też plemion lechckich. Nazwa ta jest historycznym anachronizmem i zaczęto nią nazywać plemiona żyjące na terenach dzisiejszej Polski dopiero po wymyśleniu legendy o Lechu, Czechu i Rusie. Tyle że owi legendarni Lech, Czech i Rus nie istnieli. A nazwa „plemiona lechickie” jest jedynie następstwem legendy o trzech braciach, twórcach trzech słowiańskich państw.
Inną grupą szowinistów/rasistów są ci, którzy z uporem maniaka łączą Słowiańszczyznę z „aryjskością”, czy wręcz bredzą o aryjsko-słowiańskiej  białej rasie czy o koniczności zachowania jej genetycznej/rasowej czystości. Do nich zaliczyć można wyznawców fałszywki o nazwie „Wedy aryjsko-słowiańskie” spreparowanej w kręgach rosyjskiego rasisty i szownisty Trehlebova. W Polsce podobny rasizm propaguje wrocławskie nacjonalistyczne stowarzyszenie Zadruga. Złowieszczo brzmi ich zapowiedź: „Zatem obowiązkiem każdego Lechity jest strzec genetycznego dziedzictwa Słowiańszczyzny i będziemy go strzec za wszelką cenę”. Mentalnie ci ludzie niczym nie różnią się od twórców norymberskich ustaw rasowych. Niestety tym ich rasizmem rzucają ponury cień na wszystkich Słowianofili. Zboczeniem jest też łączenie nacjonalizmu z kulturą Słowian. A niestety na nią powołują się różne „słowiańskie” grupki nacjonalistyczne. Nie dociera do nich, że Słowianie w ogóle nie znali nacjonalizmu, który wtedy nie istniał, że żyli w otwartych wspólnotach plemiennych, przyjmowali chętnie do siebie obcych, także niesłowiańskich jeńców wojennych. Współczesny nacjonalizm jest późnym, XIX wiecznym wytworem cywilizacyjnym i z przedcywilizacyjną kulturą Słowian nie ma nic wspólnego.
.
– Kolejna kategoria szkodników to judaizatorzy Słowiańszczyzny. Wielu z nich jest, o czym już wspominałem imperialistami, turbolechitami, którzy to oprócz głoszenia turbolechickich wymysłów odwołują się do żydowskiej biblii uważając ją za wiarygodną księgę historyczną, przez co judaizują umysły Polaków utwierdzając ich w wierze właśnie w żydo-biblijne brednie. Niektórzy z nich (m.in Szydłowski) próbuje np. wykazać, że Słowianie wywodzą się od jednego z synów wyssanego z palca Noego.
Odmianą judaizatorów są ci, którzy za wszelką cenę chcą powiązać Słowiańszczyznę z krystowierstwem, żydogennym bękartem judaizmu. Znajdziemy wśród nich takich:
.
– którzy propagują żydogenny prawosławny kalendarz (obliczony przez wschodnich krystowierców od daty wyssanego z palca stworzenia świata wg. żydo-biblii) jako kalendarz słowiański (należą do nich m.in. Białczyński i jego wyznawcy/klony).
.
– którzy żydogenne prawosławie Cyryla i Metodego nazywają „obrządkiem słowiańskim”, choć był to obrządek żydowski, tyle że odprawiany w słowiańskim języku,
.
– którzy gorliwych katolików nazywają „strażnikami wiary Słowian”, propagują „słowiańskie msze święte”, choć obrzędy słowiańskie nigdy tzw. „mszami świętymi” nie były i nie będą, i którzy judaizm nazywają młodszym, a krystowierstwo jeszcze młodszym dzieckiem politeizmu słowiańskiego, a co jest obrzydliwym kłamstwem (to wszystko robi np. Białczyński). Ostatnio Białczyński zaleca nawet audycje turbo- żydo-katolickiego rebe rydzykowego Radia Ma-ryja:
.
Audycja Radia Maryja w dwóch częściach – Warto posłuchać w związku z Rocznicą Niepodległości Polski.
https://bialczynski.pl/2017/11/10/hold-ruski-prof-jozef-szaniawski-archiwum-2011/
.
Taki to „Słowianin” z niego…
.
– Czwartą kategorią szkodników są kolaboranci, udający ludzi pielęgnujących tradycje Słowian, ale zawiązujący lub chcący zawierać polityczne sojusze z krystowiercami. Klasycznym przykładem takich kolaborantów jest stowarzyszenie Niklot, które kilka lat temu zgłosiło akces przystąpienia do tzw. „Ruchu Narodowego”, turbokatolickiej zbieraniny zwierzęco nienawidzącej kultury słowiańskiej, pragnącej Polski wyznaniowej – żydo-katolickiej.
.
Wchodzenie w jakiekolwiek sojusze z turbokatolikami jest duchowym i kulturowym samobójstwem. Nie było wszak instytucji bardziej tępiącej i zwalczającej kulturę naszych przodków niż właśnie krystowierstwo, rzymska szubienica. Jak więc można z jej gorliwymi wyznawcami wchodzić w sojusze? To tak jakby przypadkowo ocalałe ofiary łączyły się w sojusze z ich niedoszłymi zabójcami.
.
Niemniej, mimo szkodników zagnieżdżonych wśród Słowianofili i podszywających się pod nich, w ruchu odrodzenia kultury słowiańskiej przeważają zdecydownie ludzie rzeczywiście dobrze służący kulturze słowiańskiej i jej renesansowi. Ludzi przywiązanych do kultury Słowian, propagujących ją przybywa. Temu jak najbardziej pożądanemu i pozytywnemu trendowi towarzyszy niestety też narastająca antysłowiańska propaganda najbardziej zaciekłych wrogów kultury słowiańskiej – krystowierców i ich starszych braci w wierze, udających Polaków, których również przeraża odrzucanie przez coraz więcej Polaków ogłupiającego krystowierstwa na rzecz kultury słowiańskiej, przedżydowskiej. Kościelna, krystowiercza nagonka propagandowa na pogaństwo nie powinna nikogo dziwić – kościół  przez wieki przyssany był do koryta, w szczytowym okresie swej potęgi był właścicielem 1/3 ziem Rzeczypospolitej oraz podporządkował państwo swoim interesom. Udało mu się tak ogłupić skatoliczoną szlachtę, że uznała ona supremację żydo-katolicyzmu i obronę interesów kk za rację stanu państwa, co doprowadziło je do upadku. Obecnie kk może tylko marzyć o takim bogactwie i takich wpływach na politykę państwa. Wie że jest to niemożliwe. Widzi też, że coraz więcej owieczek budzi się z hipnozy i ucieka z jego trzody. Coraz bardziej słabnie rząd dusz kościoła nad Polakami, gdyż coraz mniej Polaków uważa kk za instytucję polską i pożyteczną. Wściekły z tego powodu kler szuka winnych i za jednego z największych obecnie swoich wrogów uznał właśnie odradzające się u nas pogaństwo i fascynację kulturą słowiańską. Jest to zrozumiałe i to z dwóch przynajmniej powodów: kler i propagandyści katoliccy wiedzieli oczywiście o utrzymywaniu się na wsi przez prawie całe ostatnie tysiąclecie przywiązania do pogaństwa i tradycji słowiańskiej. Bo to właśnie wieś była przez prawie całe rzekomo krystowiercze milenium bastionem Słowiańszczyzny, o czym pisał w XIX wieku Zorian Dołęga-Chodakowski:
.
Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona Bogów zapomnianych. „
https://pl.wikiquote.org/wiki/Zorian_Do%C5%82%C4%99ga-Chodakowski
.
Rycerstwo, później szlachta oraz mieszczaństwo – choć i u nich długo utrzymywały się pewne tradycje i zwyczaje pogańskie potępiane przez kk, zostały ostatecznie skatoliczone, choć przez wieki tylko powierzchownie. Co było widać, gdy na fali reformacji duża część szlachty i mieszczaństwa przeszła na protestantyzm. Choć w takim Krakowie pogańska Rękawka, przeżywająca od kilkunastu lat renesans, przetrwała do końca XIX wieku.
.
Rzeczywiste skatoliczenie wsi nastąpiło tak naprawdę dopiero w czasach PRL, gdy odsunięty od koryta kler, walcząc o przeżycie, zaczął udawać obrońcę uciśnionego przez „złą” komunę ludu, który sam przez tysiąc lat gnębił, wyzyskiwał i uciskał. Podstęp niestety się udał, wieś uwierzyła w dobre intencje kleru i została przy okazji owej domniemanej obrony ludu radykalnie skatoliczona. Z tego powodu kk myślał, że pogaństwo i kultura słowiańska zostały przezeń ostatecznie pokonane. Za głównych wrogów uważał więc już tylko „komuchów”, masonerię, ateistów i postępującą laicyzację społeczeństwa. I gdy, w sumie nagle, na przestrzeni niewielu ostanich lat pojawiły się w Polsce, jak grzyby po deszczu, rosnące liczebnie i ilościowo różne związki i grupy rodzimowiercze, pogańskie, było to dla kk ogromnym szokiem. Uważane za ostatecznie pokonanego wroga pogaństwo nagle odżyło. I rośnie w siłę. I zdobywa coraz większą popularność. I  to nie na wsi, a w miastach. A co gorsza, najbardziej popularne jest nie wśród „ciemnoty” miejskiej, a wśród ludzi gramotnych, gdyż wielu rodzimowierców to ludzie wykształceni, często po studiach. I dlatego wywołuje to aż taką wściekłość kk.
.
Drugim powodem wściekłej nagonki krystowierców na pogan jest ten, że sam fakt istnienia pogańskich, rodzimowierczych środowisk zadaje kłam krystowierczej propagandzie. Kler bowiem od dawna już karmi Polaków załganą propagandą, jakoby od 966 roku (daty wymyślonego krztu Mieszka)…
.
…nasi przodkowie byli gorliwie wierzącymi katolikami. I miliony katolików ślepo w to wierzyło i wierzy. Natomiast ludzie interesujący się Słowiańszczyzną wiedzą o buntach antykościelnych za pierwszych Piastów, o synodach biskupich potępiających utrzymujące się w kraju pogaństwo, o wielowiekowym zwalczaniu tych pogańskich obrzędów, których nijak nie szło przywłaszczyć sobie i przerobić na katolickie (np. topienie Marzynny, czy tańce przy ognisku i wianki puszczane na wodę na Kupalnockę). I przypominają święta i obrzędy pogańskie przez katolicyzm przywłaszczone i skatoliczone. Propagatorzy Słowiańszczyzny mówią i piszą o tym otwarcie, demaskując w ten sposób zaganie i propagandowe kłamstwa kk, co wywołuje jego wściekłość, a ta zmasowaną antysłowiańską propagandę. Przedstawiani w niej Słowianie to zazwyczaj barbarzyńska dzicz, bez kultury, odziana w niewyprawione skóry, żyjąca dziko w lasach, składająca krwawe ofiary z ludzi pogańskim  – jak bogów słowiańskich krystowiercy nazywają  – „bałwanom” lub „bożkom”. Nie jestem w stanie wyliczyć choćby niewielkiej tylko części katolickiej antysłowiańskiej propagandy, choć na przestrzeni ostatnich kilku lat wielokrotnie tę propagandę demaskowałem. Przykładowo tylko przypomnę jeden z wielu takich tekstów:
https://opolczykpl.wordpress.com/2013/06/03/dlaczego-wielki-kosciol-katolicki-tak-strasznie-boi-sie-malej-grupki-pogan/
.
Przypomnę tu jeszcze jednego wściekłego duszpastucha z furią zwalczającego obecny pogański renesans.
.

.
Ten wyjątkowo załgany duszpastuch wręcz żyły z siebie wypruwa, aby ośmieszyć słowiańską kulturę i udowodnić, że to żydogenne krystowierstwo jest korzeniami dającymi siłę potężnemu pniu drzewa – czyli narodowi. Nie dość, że ów duszpastuch w kontekście pogaństwa wspomniał o Hitlerze, choć hitleryzm więcej wspólnego miał z krystowierstwem niż z pogaństwem, bo w takim Wehrmachcie roiło się od katolickich kapelanów, a pogańskich kapłanów czy żerców nie było ani jednego.
.

.
https://opolczykpl.wordpress.com/2014/01/05/katolicyzm-i-hitleryzm-co-je-laczy/
.
Przede wszystkim jednak załgany prałat duszpastuch jakoś dziwnie zapomniał dodać, mówiąc o unikalnej, jedynej w swoim rodzaju, przepięknej, wspaniałej sarmackiej kulturze, że owa wspaniała jego zdaniem sarmacka kultura zakończyła się w 1795 roku żałosnym skowytem i całkowitym upadkiem Rzeczypospolitej i jej skatoliczonej elity. Trzymając się metafory drzewa, którą duszpastuch prałat wykorzystał, sprawa krystowierstwa i jego roli w historii państwa wygląda tak: krystowierstwo było dla państwa Piastów, Jagiellonów i Rzeczypospolitej okresu elekcyjnego figą dusicielką.
.

.Zagnieździła się w koronie drzewa pod koniec X wieku (kler ściągnięty przez Mieszka I), po czym zapuściła pierwszy jej pęd do ziemi (furia katoliczenia państwa przez Chrobrego). Drzewo broniło się (bunty antykościelne) odrzucając zainfekowane gałęzie. Niestety obcy drwale (cesarstwo, papiestwo, Czesi i Ruś wspierający pół-Niemca mnicha Kazimierza) siłą w 1038/39 roku zasadzili na drzewie figę dusicielkę ponownie. Przez następne wieki figa rozrastała się. Drzewo początkowo było na tyle silne, że przetrwało różne dziejowe burze, takie jak najazdy katolickiego cesarstwa czy wojny z katolickimi krzyżakami. Niestety figa dusicielka rozrosła się w końcu tak (okres sarmackiej wolnej elekcji), że nie widać było już spod niej pnia drzewa:
.

.

Oszustka figa zaczęła wtedy udawać, że to ona jest drzewem. Niestety drzewo pod jej duszącym uściskiem, pozbawione rabowanych mu przez figę soków życiowych Matki Ziemi i światła boskiego Słońca/Swarożyca uschło. I wtedy trzech krystowierczych sąsiadów, Niemców (ultrakatolicka Habsburżanka, pruski Hohenzollern i Niemka na tronie prawosławnej Rosji, Sophie Auguste Friederike von Anhalt-Zerbst, ksywa Katarzyna II) wspólnie na trzy razy porąbali uschnięte drzewo dzieląc je między sobą. Tak wyglądała w rzeczywistości rola krystowierstwa w historii państwa, które dzisiaj nazywamy Polską. Przy czym nie dość, że doprowadziło krystowierstwo do upadku Rzeczypospolitej, to jeszcze zrabowała Polakom tożsamość. Zauważył to już Zorian Dołęga-Chodakowski pisząc:
.
„Czas przyszły wyjaśni tę prawdę, że od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi.”

.
Więdnący a raczej zdychający kk nie poddaje się jednak. Nadal chce spijać jak pasożytnicza figa dusicielka nasze soki życiowe. Obok wściekłej antysłowiańskiej, antypogańskiej propagandy inną metodą walki o utrzymanie rządu dusz nad Polakami w wykonaniu kk są propagowane demagogiczne hasła i słogany typu „Bóg, Honor, Ojczyzna” (ojczyzna jest tu ostania, na szarym końcu), „Polak-katolik”, czy „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską a Polak Polakiem”. Ostatni słogan to oczywista bzdura –  „pod krzyżem”, a raczej do niego przykuta czy wręcz przybita (ukrzyżowana) Polska jest nie Polską a co najwyżej nadwiślańską Judeą/Galileą. A wierzący w krzyż Polak jest – tu oddaję głos samym katolikom:
.
Tomasz Terlikowski: “Ja jako Żyd (duchowy)”
http://www.fronda.pl/a/terlikowski-ja-jako-zyd-duchowy,25468.html
.
Mirosław Salwowski: “Ja też jestem Żydem (duchowym)”
http://www.konserwatyzm.pl/artykul/9128/ja-tez-jestem-zydem-duchowym
.
Aleksandra Kowal: “W sensie duchowym jesteśmy Żydami.”
http://www.katolik.pl/czy-jestesmy-zydami-,834,416,cz.html
.
Jak więc widzimy, Polak „pod krzyżem” staje się, ba, jest duchowym Żydem. Ja osobiście takich nazywam, może niezbyt elegancko, żydłakami. Tak więc ten propagandowy katodebilny slogan powinien brzmieć tak: Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest nadwiślańską Judeą/Galileą a Polak duchowym Żydem – żydłakiem.
.
W tym miejscu chciałbym jeszcze wyjaśnić genezę termiu żydłak, który sam wymyśliłem i który odnosi się przede wszystkim do polskich katolików. Jest to w sumie skrót i zrost od (duchowy) Żyd – Polak. W pierwotnej wersji brzmiał on żyd-lak, ale ponieważ żydlak kojarzył się z bydlakiem, a tego skojarzenia chciałem uniknąć, literę l zamieniłem na ł. Przez co żydłak bardziej kojarzy się z np. wilkołakiem. Co jest skojarzeniem prawidłowym. Bo tak jak w baśniach czy legendach człowiek zmieniając się np. pod wpływem Księżyca w wilkołaka traci własną osobowość i staje się czymś/kimś innym, tak samo i Polak pod wpływem nadjordańskiej dżumy traci własną osobowość/tożsamość i staje się kimś innym – duchowym Żydem. Termin żydłak piszę z małej litery, gdyż nie oznacza on narodowości żydłaka, a religię – żydłak jest wyznawcą nadjordańskiej dżumy czyniącej z niego duchowego Żyda.
.
Antypogańska i antysłowiańska krystowiercza propaganda przynosi obecnie skutki odwrotne od zamierzonych – zamiast obrzydzać ludziom kulturę Słowian, wzbudza u wielu zainteresowanie nią. Dzięki temu wielu Polaków nagle dowiaduje się, że wprowadzaniu rzymskiej szubienicy do państwa Piastów towarzyszyły otwarte bunty antykościelne. Jak pisał Gall Anonim:
.
„Przeciw biskupom i kapłanom bożym rozpo­częli bunt i jednych mieczem, drugich kamieniami pomordowali”
.
I jak pisał ruski Nestor:
.
„Wybuchł w ziemi Lachów bunt, powstali chłopi i pozabijali swoich biskupów…”
.
Dowiadują się też Polacy, że jeszcze pod koniec XVIII wieku w Rzeczypospolitej były całkowicie pogańskie wsie, takie jak Kałdus, katoliczony bezskutecznie od X wieku, co stwierdziła lustracja biskupia Kałdusu w roku 1793 – a więc dwa lata po turbokatolickiej konstytucji majowej, która państwo czyniła państwem katolickim, wyznaniowym:
.
“…nieliczni mają zwyczaj uczestniczyć w […] nabożeństwie, cały zaś lud, w tych najwięcej prawowierną religię obrażających czasach, częściowo składa ofiary Bachusowi w dolinie wsi Kałdus, a częściowo Wenerze w sąsiednim gaju. Dlatego z takiego też powodu, jak i zniszczenia niniejszej kaplicy, musiał kult zostać przeniesiony do chełmińskiego kościoła parafialnego”
.
Mieszkańcy Kałdusu nie czcili, rzecz oczywista, Bachusa i Wenery. Biskup albo nie znał imion słowiańskich bogów czczonych w Kałdusie, albo też nie chciał ich wymieniać. I stąd podał imiona bogów z panteonu greckiego i rzymskiego. Niemniej jego relacja jest jednoznaczna – pod koniec XVIII praktycznie cała ludność Kałdusu trwała w pogaństwie, wierna była kulturze, tradycji i bogom swoich, naszych przodków. A kler wmawia owieczkom, że Polacy od 966 roku byli gorliwymi katolikami.
.
Renesans kultury słowiańskiej, przedkrystowierczej jest w naszym kraju faktem. Czy i kiedy stanie się ona dominującą w Polsce – nie wiem. Nie wiem też czy, a jeśli tak, kiedy wcielone zostaną postulaty kulturowo-społeczne, jakie umieściłem w moim programie dla Polski Słowiańskiej:
.
1. Odbudowa i otoczenie opieką państwa naszej własnej, słowiańskiej, pogańskiej, przedżydowskiej tradycji, kultury i tożsamości.
2. Oddanie Rodzimowiercom wszystkich zagrabionych przez katolicyzm pogańskich miejsc kultu.
3. Zakaz finansowania przez państwo kościołów i religii wrogich kulturze słowiańskiej.
4. Oczyszczenie przestrzeni publicznej z symboli żydowskich religii monoteistycznych, wrogich Duchowi Słowiańszczyzny.
.
Widzę jednak, mam nadzieję, że mają one szansę na ich wcielenie w życie.
.
Oby stało się to jak najszybciej…
.
.
opolczyk
.
.
.
.
.
.
.
Reklamy